<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" version="2.0" xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom">
	<channel>
		<title><![CDATA[naTemat.pl - Wiadomości]]></title>
		<description><![CDATA[Najnowsze artykuły i wpisy blogerów w kategorii Wiadomości w naTemat.pl]]></description>
		<link>https://natemat.pl/c/1,wiadomosci</link>
				<generator>natemat.pl</generator>
		<atom:link href="https://natemat.pl/rss/kategoria,1,wiadomosci" rel="self" type="application/rss+xml" />
		<atom:link rel="hub" href="https://pubsubhubbub.appspot.com/" xmlns="http://www.w3.org/2005/Atom" />
			<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/650191,polska-chce-zasypac-azje-jablkami-jesli-sie-uda-sadownicy-zarobia-krocie</guid><link>https://natemat.pl/650191,polska-chce-zasypac-azje-jablkami-jesli-sie-uda-sadownicy-zarobia-krocie</link><pubDate>Tue, 21 Apr 2026 22:30:02 +0200</pubDate><title>Polska chce zasypać Azję jabłkami. Jeśli się uda, sadownicy zarobią krocie</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/e0ee647ebe7cc293b1c2cfbd9d57b925,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Około 80 proc. wszystkich owoców produkowanych w Polsce to jabłka. To także jeden z naszych flagowych produktów eksportowych. Przed naszymi rolnikami otwiera się bardzo interesująca szansa. Walka o zagraniczne rynki trwa, a polskie władze skupiają się aktualnie na Dalekim Wschodzie. Polski produkt może tam być niezwykle pożądany i świetnie wyceniony. Są jednak pewne czynniki ryzyka, które mogą zaprzepaścić szansę na jabłkową ekspansję.

Polska jest największym producentem jabłek w Europie i jednym z największych na świecie. W 2024 roku zajmowaliśmy 4. miejsce po Chinach, Turcji i USA. Około 20–30 proc. naszej produkcji jest eksportowane do m.in. Niemiec, Rumunii, Egiptu i Kazachstanu.
Trwa właśnie walka o to, by ten polski produkt mógł trafić do kolejnych milionów potencjalnych klientów. Negocjacje na temat eksportu polskich płodów rolnych do Azji zostały podjęte w trakcie wizyty Donalda Tuska w Korei Południowej i Japonii. Teraz o nowym, jeszcze liczniejszym rynku rozmawiała wiceministrami rolnictwa Indonezji Małgorzata Gromadzka, sekretarz stanu w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi.
"3 godziny snu. Cały dzień negocjacji z wiceministrami Indonezji. Borówki, zboża, drób, jabłka – otwieramy polskie produkty na 280-milionowy rynek" – zapowiedziała polityczka w relacji ze swojej wizyty, którą udostępniła na X.

                    
                        
                    
                Dlaczego to ważne? Ceny jabłek w Azji mogą zaskoczyć
W Polsce jabłka są niezwykle tanie. Na dalekowschodnich rynkach sytuacja wygląda jednak zgoła inaczej. O cenie jabłek w Korei Południowej wypowiedziała się ostatnio Wioleta Błazucka (Pierogi z Kimchi), wideoblogerka, która mieszka w tym kraju na co dzień. W materiale oceniała wysokość cen produktów dostępnych w standardowym markecie.
– Tu za taką siatkę jabłek zapłacimy 14 235 won (35,36 złotych – red.) – opowiadała blogerka, wskazując na opakowanie z sześcioma niewielkimi jabłkami. Warto dodać, że jabłka były na 25-procentowej przecenie.
Jabłka w niektórych azjatyckich krajach są produktami premium. Mowa tu nie tylko o Korei Południowej, ale też o Japonii. W przypadku Indonezji ich ceny nie są aż tak korzystne dla polskich producentów, ale sam rynek zbytu z populacją zbliżającą się do 290 milionów osób to szansa na ogromny zarobek.
Niestety są też czynniki ryzyka, które ograniczają szansę na zarobek polskich eksporterów. Jest jednak szansa, że ulegną one poprawie w kolejnych miesiącach i latach, co może przełożyć się na wzrost rentowności polskiego eksportu.
Polskie jabłka są silnie zależne od sytuacji geopolitycznej
Przypomnijmy, że od nałożenia embarga przez Rosję w 2014 roku sytuacja polskich sadowników uległa drastycznej zmianie. Wcześniej do państwa zarządzanego przez Władimira Putina wysyłano nawet 50 proc. krajowego eksportu. Za nami ponad dekada pracy nad dywersyfikacją partnerstw w obszarze tej bardzo ważnej dla polskich rolników gałęzi eksportu. Poszerzenie obecności na rynku koreańskim, japońskim, wietnamskim czy właśnie indonezyjskim to szansa na stabilizację i zysk. Długoterminowo taka dywersyfikacja może nas uchronić przed szokiem z 2014 roku.
Oczywiście na rentowność eksportu wpływa bardzo wiele czynników. Dużym problemem są utrudnienia na szlakach handlowych – blokady żeglugi, wzrost cen paliw i trudna sytuacja geopolityczna nie sprzyjają polskiemu eksportowi do krajów Azji.
Na rynkach azjatyckich trzeba się też zmierzyć z potężną konkurencją. W tym z największym producentem jabłek – Chinami. Na dalekie rynki spoglądają także bliżsi nam geograficznie konkurenci, w tym Turcja.
Na drodze polskich jabłek są także trudności legislacyjne. Możliwość eksportu produktów rolnych wymaga specjalnych zgód lokalnych urzędów. I dlatego ostatnio toczone przez władze RP rozmowy są tak kluczowe.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/e0ee647ebe7cc293b1c2cfbd9d57b925,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.natemat.pl/e0ee647ebe7cc293b1c2cfbd9d57b925,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">Rząd walczy o rynki rolne w Azji. Jeśli się uda, na Daleki Wschód trafi więcej polskich jabłek.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/650221,trzaskowski-reaguje-na-wpis-parady-rownosci-wrzucil-kilka-zdan-wyjasnienia</guid><link>https://natemat.pl/650221,trzaskowski-reaguje-na-wpis-parady-rownosci-wrzucil-kilka-zdan-wyjasnienia</link><pubDate>Tue, 21 Apr 2026 22:04:30 +0200</pubDate><title>Trzaskowski reaguje na wpis Parady Równości. Wrzucił &quot;kilka zdań wyjaśnienia&quot;</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/4bfa9a5571eb90f71133539239fdd260,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Ostatnie działania Rafała Trzaskowskiego wzbudziły sprzeciw ze strony środowisk LGBTQ+. Polityk stara się ugasić pożar związany z transkrypcją aktów małżeńskich par jednopłciowych. Wygląda jednak na to, że jego zaufanie z lewej strony zostało mocno nadszarpnięte.

Ostatnio informowaliśmy w naTemat.pl o decyzji Parady Równości, która zdecydowała się na rezygnację z patronatu miasta i wycofanie oficjalnego zaproszenia urzędnika na wydarzenie. Organizacja jest rozczarowana działaniami prezydenta Warszawy.
"W związku z wypowiedziami prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego dot. transkrypcji rezygnujemy z patronatu miasta oraz obecności urzędnika na naszym wydarzeniu. Społeczność LGBT+ potrzebuje sojuszników, którzy mają odwagę walczyć o nasze prawa, a nie robić sobie z nami zdjęcia" – stwierdzili na X członkowie jednej z grup z odpowiedzialnych za Paradę Równości.

                    
                        
                    
                Polityka zaatakowało też Homokomando. To stowarzyszenie, które działa na rzecz praw mniejszości i kobiet. W kierunku prezydenta Warszawy padła bardzo ostra deklaracja: "Rafale – nigdy więcej nie masz prawa stawać pod tęczową flagą" – głosił post okraszony grafiką o treści Rafał Trzaskowski Blokuje Małżeństwa.

            
                
            
            Rafał Trzaskowski reaguje na wpis Parady Równości
Rafał Trzaskowski odniósł się do oskarżeń środowisk wspierających mniejszości we wpisie na X. Stwierdził on, że Warszawa wykona wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego, ale opieszałość w działaniu władz miasta spowodowana jest brakiem "wypróbowanych sposobów jego realizacji". Polityk podkreśla, że sytuacja jest zależna od terminu zwrotu akt sprawy z NSA.
"W rządzie toczą się prace nad ujednoliceniem przepisów i procedur – tak, żeby transkrypcje zarówno w Warszawie, jak i w każdym innym miejscu w Polsce były spójne i jednakowo skuteczne. Mam nadzieję, że prace te będą postępowały w odpowiednim tempie, bo sądowych wniosków o transkrypcję jest coraz więcej" – deklaruje prezydent Warszawy.
Zwraca on uwagę na rolę miasta w realizacji "precedensowego" wyroku: "Po prostu nie było takiej formalnej ścieżki, trzeba ją dopiero stworzyć. I to się właśnie dzieje – w Warszawie!".

                    
                        
                    
                Środowiska lewicowe wydają się nieprzekonane
Na post Rafała Trzaskowskiego odpowiedziała m.in. przewodnicząca Nowej Lewicy w Warszawie – posłanka Anna-Maria Żukowska. Podlinkowała ona artykuł BBC dotyczący wyroku TSUE w sprawie uznania małżeństw tej samej płci. Tym samym zasugerowała ona prezydentowi Warszawy hipokryzję: "Czy przypadkiem nie mówił Pan w kampanii, że wyroki TSUE należy wykonywać bezpośrednio?".

                    
                        
                    
                Wielu komentujących pod postem polityka zwraca uwagę na datę wydania wyroku TSUE. Warszawa miała 5 miesięcy na podjęcie skutecznych działań.
Trzaskowski coraz częściej oskarżany jest o tzw. pinkwashing. Środowiska wspierające mniejszości są rozczarowane działaniami prezydenta Warszawy, który często stawał po ich stronie (np. podpisując tzw. Deklarację LGBT+). Teraz sugerują one, że Rafał Trzaskowski korzystał na ich poparciu, ale nie ma odwagi dokonać przełomowych decyzji, które ustanowią precedens w administracyjnym rozwiązaniu jednego z najpoważniejszych problemów par jednopłciowych – braku uznania ich małżeństw.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/4bfa9a5571eb90f71133539239fdd260,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.natemat.pl/4bfa9a5571eb90f71133539239fdd260,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">Rafał Trzaskowski wciąż stara się walczyć o względy mniejszości.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/650203,rurociag-przyjazn-naprawiony-porazka-orbana-ma-swoj-pierwszy-skutek</guid><link>https://natemat.pl/650203,rurociag-przyjazn-naprawiony-porazka-orbana-ma-swoj-pierwszy-skutek</link><pubDate>Tue, 21 Apr 2026 21:30:54 +0200</pubDate><title>Rurociąg &quot;Przyjaźń&quot; naprawiony przez Ukrainę. Porażka Orbána ma pierwszy skutek</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/339fdd4ade987533297a2b7ef429b4ea,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Péter Magyar złagodził dotychczasową antyukraińską politykę Budapesztu. Efekty już widać – Kijów wycofał się z blokowania rurociągu "Przyjaźń". W tle chodzi także o gigantyczną pożyczkę na rzecz naszych wschodnich sąsiadów i wznowienia negocjacji w sprawie 20. pakietu sankcji na Rosję.

Spektakularna porażka Viktora Orbána ma już pierwsze znaczące geopolityczne konsekwencje. Wraz ze zmianą rządu zmieniło się podejście Węgier do kwestii pożyczki, jakiej udzielić Ukrainie ma Rada Europejska. Péter Magyar realizuje zapowiadaną w kampanii wyborczej politykę prounijną. W porozumieniu z Budapesztem Ukraina zdecydowała się otworzyć rurociąg "Przyjaźń".
Wołodymyr Zełenski poinformował o naprawieniu rurociągu na swoim profilu na Telegramie. Zapowiedział on gotowość do wznowienia transportu surowca. Jednocześnie zwrócił uwagę, że Rosja może ponownie go zaatakować.
Rurociąg "Przyjaźń" był wyłączony z działania z powodu rosyjskiego ataku, który nastąpił na początku roku. Transportowana jest nim ropa naftowa, która podlega zwolnieniu z sankcji. Rurociąg "Przyjaźń" odgrywa kluczową rolę w energetyce Węgier, Słowacji i Czech.
Węgry wesprą politykę unijną w kwestii Ukrainy
"Oczekujemy jutro kilku pozytywnych decyzji w sprawie pożyczki w wysokości 90 miliardów euro dla Ukrainy" – napisała na X Kaja Kallas, wysoki przedstawiciel Unii do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa. Polityczka zapowiada zacieśnienie współpracy w ramach ograniczania potencjału Moskwy. "To pokazałoby, że nasze wsparcie dla Ukrainy pozostaje silne i że Rosja nie może wytrzymać dłużej niż Ukraina" – dodała.

                    
                        
                    
                Sytuacja rzutuje również na potencjalne członkostwo Ukrainy w Unii Europejskiej. Kontekst pożyczki skomentował Wołodymyr Zełenski. "Absolutnie słuszne jest otwarcie negocjacyjnych klastrów dotyczących naszego członkostwa w Unii Europejskiej – technicznie Ukraina jest już w pełni gotowa. I równie słuszne jest kontynuowanie sankcyjnego nacisku na Rosję" – napisał prezydent Ukrainy na X.

                    
                        
                    
                Polityk poruszył w swoim wpisie także kontekst sankcji. To kolejny poważny punkt sporny pomiędzy Komisją Europejską a Viktorem Orbánem. Péter Magyar ma w ręku potężną kartę, która może zmienić losy wojny.
Rosja może wznowić przesył ropy, ale straci znacznie więcej
Wznowienie sprzedaży surowca za pośrednictwem rurociągu "Przyjaźń" niekoniecznie jest w interesie Kremla. Zwrot w węgierskiej polityce może oznaczać powrót do negocjowanego wcześniej dwudziestego pakietu sankcji. Komisja Europejska zaproponowała drakońskie obostrzenia dla rosyjskiego sektora finansowego, energetycznego i handlowego. To właśnie Węgry Orbána go odrzuciły.
Sankcje obejmowały m.in. wprowadzenie 43 kolejnych statków na listę tzw. floty cieni. Łącznie zakazem usług morskich objętych byłoby 640 statków, w tym tankowce i lodołamacze.
UE planowała również wprowadzenie nowych restrykcji dotyczących kryptowalut i rosyjskich banków regionalnych. Sankcjami objęty miał być sektor finansowy i IT. W planach Komisji Europejskiej było ograniczenie eksportu o wartości 360 milionów euro, który miał trafić do Federacji Rosyjskiej. By zachować odpowiedni bilans, ograniczony miałby zostać także import – 570 milionów euro w surowcach i produktach chemicznych nie trafiłoby na rynek UE.
Podobnie jak w przypadku negocjowanych 90 miliardów euro pożyczki dla Ukrainy, zmiana rządu w Budapeszcie daje realną szansę na powrót do rozmów w ramach pakietu.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/339fdd4ade987533297a2b7ef429b4ea,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.natemat.pl/339fdd4ade987533297a2b7ef429b4ea,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">Ukraina i Węgry zacieśniają współpracę. To ważny cios w rosyjskie interesy.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/650215,prezes-zondacrypto-pozegnal-sie-z-pracownikami-laptopy-musza-zostac-zwrocone</guid><link>https://natemat.pl/650215,prezes-zondacrypto-pozegnal-sie-z-pracownikami-laptopy-musza-zostac-zwrocone</link><pubDate>Tue, 21 Apr 2026 20:22:48 +0200</pubDate><title>Prezes zondacrypto pożegnał się z pracownikami. &quot;Laptopy muszą zostać zwrócone&quot;</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/53a74b77243449069eb2bc298dd75d4d,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Udostępniony został dokument, który prezes zondacrypto – Przemysław Kral – rozesłał swoim współpracownikom. Zawiera on informacje na temat zmiany warunków współpracy. Wśród najważniejszych jest możliwość rozwiązywania umów B2B z krótszym okresem wypowiedzenia. To może oznaczać koniec giełdy.

Pojawiają się nowe doniesienia na temat giełdy zondacrypto. Dziennikarze Money.pl dotarli do oświadczenia Przemysława Krala w sprawie zatrudnienia w spółce. Dokument podpisany przez prezesa zondacrypto dotyczy zmian warunków zatrudnienia. 
Cała sytuacja jest pokłosiem trudności z wypłatami z giełdy kryptowalut, które od jakiegoś czasu zgłaszali jej użytkownicy. Zarząd zondacrypto zwracał uwagę na problemy techniczne związane z sytuacją i zapowiadał ich rozwiązanie. Jednocześnie firma zwracała uwagę na "obsesyjny atak", jaki miały na nią przypuścić Gazeta Wyborcza i Wirtualna Polska. W rozmowie z Pawłem Orlikowskim z naTemat Przemysław Kral zapowiadał pozwanie obydwóch redakcji.
Co znajduje się w dokumencie?
Ujawniony przez money.pl dokument oznaczony jest datą 21 kwietnia 2026 roku. Miejscem wydania oświadczenia jest Monako. Przemysław Kral podpisał się w nim jako Prezes Zarządu reprezentujący spółki w składzie grupy zondacrypto:
BB Trade Estonia OÜ
Expofer Servis House S.R.O.
Orion Software Sp. z. o. o.

Oświadczenie zawiera siedem podpunktów. Najważniejsze z nich dotyczą kilku kwestii. W tym bezwarunkowego i nieodwołalnego zwolnienia z obowiązku przestrzegania postanowień dotyczących zakazu konkurencji oraz zakazu podejmowania współpracy z osobami związanymi z zondacrypto.
W piśmie jest także mowa o zwolnieniu z obowiązku zwrotu kosztów poniesionych przez spółki w związku z finansowaniem szkoleń, kursów, certyfikacji i innych form podnoszenia kwalifikacji. A także o upoważnieniu współpracujących z zondacrypto osób w ramach umów B2B do ich rozwiązania z zachowaniem dowolnego czasu wypowiedzenia, który nie może przekraczać 30 dni. Wypowiedzenia mają być złożone za pośrednictwem wiadomości e-mail.
Kral wezwał też do zwrotu i zdeponowania laptopów powierzonych przez grupę zondacrypto. Do czasu zakończenia zwrotu prezes prosi o nieingerowanie w sprzęt. Zwrot ma zostać złożony bez zbędnej zwłoki.
Oświadczenie ma charakter wiążący i wywołuje skutki prawne w dniu jego ogłoszenia. Jednocześnie nie zdejmuje ono obowiązku zachowania poufności i ochrony tajemnicy przedsiębiorstwa. Kwestia zobowiązań wobec danych poufnych pozostaje w mocy bezterminowo.
Co oznacza oświadczenie prezesa Przemysława Krala?
Zapisy oświadczenia znoszą zakaz konkurencji, wymóg zwrotu kosztów szkoleń i długoterminowe kontrakty B2B. W praktyce oznacza to, że firma ułatwia pracownikom płynne przejście do nowych miejsc pracy.
Według oświadczenia zwrot laptopów prowadzony jest w celu "zabezpieczenia i zachowania informacji istotnych dla prowadzonego dochodzenia". Dokument nie precyzuje, o jakim dochodzeniu mowa.
Przemysław Kral nie odniósł się do upublicznienia oświadczenia (stan na godzinę 20:00, 21 kwietnia). Jego ostatnia wypowiedź dotyczyła ujawnienia adresu portfela należącego do zondacrypto, który zawiera 4500 bitcoinów (330 milionów dolarów). W 18-minutowym nagraniu wideo prezes odnosi się także do złożonej sytuacji związanej z brakiem dostępu do wyżej wymienionych środków spowodowanego zaginięciem Sylwestra Suszka.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/53a74b77243449069eb2bc298dd75d4d,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.natemat.pl/53a74b77243449069eb2bc298dd75d4d,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">Nie milkną echa afery zondacrypto. Prezes spółki wydał oświadczenie, które pracownicy przekazali mediom.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/650185,ostrzezenie-i-stopnia-od-imgw-zolty-alert-zimna-dotyczy-calego-kraju</guid><link>https://natemat.pl/650185,ostrzezenie-i-stopnia-od-imgw-zolty-alert-zimna-dotyczy-calego-kraju</link><pubDate>Tue, 21 Apr 2026 19:17:46 +0200</pubDate><title>Ostrzeżenie I stopnia od IMGW. Żółty alert zimna dotyczy całego kraju</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/5bcd54a6e05941fb37eda0452b51567d,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej wydał ostrzeżenie I stopnia. W nocy z 21 na 22 kwietnia grożą nam spadki temperatury. Przymrozki mogą objąć cały kraj. Na nowy alert powinni zwrócić uwagę przede wszystkim kierowcy i posiadacze ogródków.

IMGW wydał kolejne w ostatnich dniach ostrzeżenie. Tym razem zagrożeniem nie są intensywne opady deszczu, a przymrozki. Temperatura spadnie na całym obszarze naszego kraju. W niektórych miejscach termometry mogą wskazać –6 stopni Celsjusza.
Tak drastyczny spadek poprzedzony był bardzo ciepłym weekendem. W niektórych miejscach termometry pokazały nawet 20 stopni. Aktualna prognoza synoptyczna IMGW (21 kwietnia 2026 roku, około godziny 16:00) sugeruje, że reszta tygodnia będzie znacznie łagodniejsza, jeśli chodzi o pogodę. Kolejne ochłodzenie z opadami deszczu może nastąpić w niedzielę 26 kwietnia.
Ostrzeżenie obejmuje całą Polskę
Prawdopodobieństwo wystąpienia przymrozków IMGW ocenia na 80 proc. Obszarem objętym zagrożeniem stopnia pierwszego jest cała Polska. Na przeważającym obszarze prognozuje się spadek od –2 stopni do –1 stopnia, lokalnie –4 stopnie, a przy gruncie od –6 stopni do –2 stopni.
Przymrozek wystąpi w nocy. Ostrzeżenie jest ważne od 21 kwietnia od godz. 23:00 do 22 kwietnia do godz. 7:00.

                    
                        
                    
                W Polsce obowiązuje trzystopniowa skala zagrożeń meteorologicznych. To, że ogłoszone na noc z 21 na 22 kwietnia przypisane jest do 1 stopnia, nie zwalnia nas ze szczególnej uważności. W ramach stopnia 1 przewidywane są warunki sprzyjające występowaniu niebezpiecznych zjawisk meteorologicznych, które mogą powodować straty materialne i stanowić zagrożenie dla życia lub zdrowia. Co ciekawe, taki alert może być podstawą do odwołania imprez masowych.
Jak przygotować się na minizimę w kwietniu?
Prognozowane przez IMGW warunki pogodowe będą sprzyjały lokalnemu występowaniu oblodzenia. Spora część kierowców korzysta już z letnich opon. Oznacza to więc, że na drogach rano trzeba będzie zachować szczególną ostrożność. Na szczęście raport nie wskazuje na to, żeby miała grozić nam typowa "szklanka".
Tak duże spadki temperatury są ogromnym zagrożeniem dla roślin. Większość z nich już rozpoczęła fazę kwitnienia. To także kiepska informacja dla rolników. Jeśli posiadasz florę na balkonie, warto wnieść ją na tę noc do środka. Rośliny w ogrodzie można za to zabezpieczyć agrowłókniną. 
Przymrozek może też uszkodzić instalacje nawadniające. Jeśli na twojej posesji takowa pracuje, warto rozważyć zakręcenie dopływu i opróżnienie kranów. Plastikowe elementy systemów nawadniania są narażone na uszkodzenia spowodowane ciśnieniem generowanym przez rozszerzanie się wody. Następuje ono w wyniku przemiany ze stanu ciekłego w stały. Choć przymrozek będzie stosunkowo krótki i w większości przypadków nie będzie w stanie naruszyć elementów instalacji, nie ma potrzeby podejmowania takiego ryzyka.
W ramach przygotowań do walki z przymrozkiem warto także zajrzeć do piwnicy lub głębszych kątów bagażnika. Rano lepiej mieć pod ręką skrobaczkę do szyb w autach. Nawet wiosną zima może zaskoczyć kierowców.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/5bcd54a6e05941fb37eda0452b51567d,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/5bcd54a6e05941fb37eda0452b51567d,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">IMGW wydał ostrzeżenie. Obowiązuje w całej Polsce.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/650161,placa-minimalna-dla-medykow-w-gore-od-1-lipca-najnizsza-stawka-zaskoczy-wielu</guid><link>https://natemat.pl/650161,placa-minimalna-dla-medykow-w-gore-od-1-lipca-najnizsza-stawka-zaskoczy-wielu</link><pubDate>Tue, 21 Apr 2026 17:40:07 +0200</pubDate><title>Płaca minimalna dla medyków w górę od 1 lipca. Najniższa stawka zaskoczy wielu</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/25b4148a0e16b75960ba15c7c6fc6d26,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />1 lipca 2026 roku wejdą w życie nowe przepisy w kwestii płacy minimalnej w sektorze ochrony zdrowia. Więcej dostaną nie tylko lekarze i pielęgniarki. Kwoty zaczynają się od 7,6 tys. zł.

Podwyżki płac minimalnych zgodnie z tzw. ustawą o minimalnym wynagrodzeniu w ochronie zdrowia wzrosną 1 lipca o 8,82 proc. Zmiany obejmą nie tylko kadrę medyczną, ale także pracowników niemedycznych. Ministerstwo Zdrowia w styczniu proponowało, aby podwyżki wchodziły w życie nie w lipcu, ale w styczniu. Szukano w ten sposób oszczędności (miały dzięki temu wynieść 4,5 mld zł) w resorcie, który i tak mierzy się ze sporym deficytem. Ostatecznie jednak nie udało się osiągnąć porozumienia w sprawie przesunięcia waloryzacji płac.
Podwyżki płac w sektorze zdrowia od lipca. Kto ile zarobi?
I tak sektor ochrony zdrowia może szykować się na zmiany od połowy roku. Od 1 lipca 2026 czasu pensje lekarzy i dentystów ze specjalizacją będą zaczynały się od 12 910,16 zł brutto. Farmaceuci, fizjoterapeuci oraz pielęgniarki z tytułem magistra i ze specjalizacją otrzymają co najmniej 11 485,59 zł brutto.
Dla pozostałych pracowników medycznych – w tym diagnostów laboratoryjnych, położnych oraz pielęgniarek z wykształceniem magisterskim lub średnim i specjalizacją – minimalna pensja wyniesie 9081,63 zł brutto. Osoby z wykształceniem I stopnia lub średnim, bez specjalizacji, będą mogły liczyć na 8 369,35 zł brutto. Natomiast opiekunowie medyczni zarobią 7657,06 zł brutto. 
Podwyżki obowiązują także pracowników niemedycznych zatrudnionych w ochronie zdrowia. Minimalna pensja dla osób z wyższym wykształceniem od lipca będzie wynosiła 8903,56 zł brutto, a ze średnim – 6944,78 zł brutto. Nawet ci, którzy nie mają wykształcenia średniego, będą mogli liczyć na podstawową wypłatę w wysokości 5787,31 zł brutto. Podwyżki będą kosztowały resort zdrowia 3,5 mld zł.
A jak to wygląda w innych sektorach?
Podkreślmy: to są zmiany wyłącznie dla pracowników ochrony zdrowia. A co z innymi? Przypomnijmy, że od 1 stycznia 2026 roku minimalne wynagrodzenie za pracę wynosi 4806 zł brutto miesięcznie (przy pełnym etacie). "Na rękę" daje to około 3 605 zł.
Jednocześnie minimalna stawka godzinowa wynosi 31,40 zł brutto. Te liczby są ważne z dwóch powodów. Po pierwsze, stanowią twardą granicę, poniżej której nie można zejść w rozliczeniach objętych przepisami. Po drugie, często działają jak punkt odniesienia w negocjacjach płacowych także tam, gdzie pensje są wyższe, ale podparte ustalonymi widełkami w firmie.
Ale minimalne wynagrodzenie miesięczne dotyczy pracowników zatrudnionych na umowę o pracę. Jeśli ktoś pracuje na część etatu, próg liczy się proporcjonalnie do wymiaru czasu pracy – zasada jest taka, że minimum nie znika, tylko skaluje się do umowy.
Minimalna stawka godzinowa dotyczy natomiast przede wszystkim części umów cywilnoprawnych, w których wynagrodzenie rozlicza się za przepracowane godziny. To ważne rozróżnienie, bo w obiegu potocznym te pojęcia bywają mieszane, a w praktyce chronią różne grupy i działają w innych schematach rozliczeń.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/25b4148a0e16b75960ba15c7c6fc6d26,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/25b4148a0e16b75960ba15c7c6fc6d26,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Płaca minimalna w sektorze ochrony zdrowia pójdzie w górę od 1 lipca.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/650167,parada-rownosci-zrywa-z-trzaskowskim-nie-masz-prawa-stawac-pod-teczowa-flaga</guid><link>https://natemat.pl/650167,parada-rownosci-zrywa-z-trzaskowskim-nie-masz-prawa-stawac-pod-teczowa-flaga</link><pubDate>Tue, 21 Apr 2026 16:14:47 +0200</pubDate><title>Parada Równości zrywa z Trzaskowskim. &quot;Nie masz prawa stawać pod tęczową flagą&quot;</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/aa5714467f51909f4c32fcfc1e7f7203,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Oficjalny profil zespołu stojącego za Paradą Równości uderzył w Rafała Trzaskowskiego. Organizatorzy rezygnują z patronatu miasta i obecności urzędnika w jego trakcie. Inne stowarzyszenia wspierające mniejszości również krytykują prezydenta Warszawy. Przekaz jest jasny: "Rafale – nigdy więcej nie masz prawa stawać pod tęczową flagą".

Oficjalny profil jednego z zespołów odpowiedzialnych za Paradę Równości poinformował o konflikcie z warszawskim ratuszem. Ostatnie działania Warszawy dotyczące transkrypcji małżeństw spotkały się z drastyczną reakcją grupy, która odpowiada za organizowany od 25 lat marsz.
"W związku z wypowiedziami prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego dot. transkrypcji rezygnujemy z patronatu miasta oraz obecności urzędnika na naszym wydarzeniu" – stwierdzili członkowie organizacji.
Parada Równości wyraziła również żal o fałszywe działania na rzecz sytuacji mniejszości: "Społeczność LGBT+ potrzebuje sojuszników, którzy mają odwagę walczyć o nasze prawa, a nie robić sobie z nami zdjęcia" – czytamy we wpisie zamieszczonym we wtorek 21 kwietnia.

                    
                        
                    
                O co chodzi w konflikcie Trzaskowskiego ze środowiskami LGBTQ+
Światło na kwestię kontrowersyjnej transkrypcji rzuca m.in. wypowiedź Stowarzyszenia Homokomando. To organizacja, która działa na rzecz praw osób LGBT+, praw kobiet i praw wszystkich mniejszości. Z wpisu organizacji wynika, że negatywna reakcja środowisk spowodowana jest decyzją Urzędu Stanu Cywilnego w kwestii respektowania transkrypcji małżeństwa dwóch mężczyzn.
"USC w Warszawie zawiesił właśnie postępowanie o transkrypcję małżeństwa dwóch mężczyzn, rzekomo do momentu zmian legislacyjnych, w praktyce – na wieczność. Urzędnicy SKŁAMALI, jakoby nie dało się dokonać transkrypcji z przyczyn technicznych" – stwierdzono we wpisie.
W wypowiedzi stowarzyszenia pojawił się też kontekst decyzji Rafała Trzaskowskiego: "To nie jest już neutralność ani nijakość. To jest konkretna decyzja Rafała Trzaskowskiego skierowana przeciwko konkretnym osobom LGBT+, odbierająca nam nasze wywalczone w sądach prawa. Rafale – nigdy więcej nie masz prawa stawać pod tęczową flagą".

            
                
            
            Czym jest "pinkwashing"
Pinkwashing to kolejny rodzaj sygnalizowania cnoty, tym razem skupiony wokół wspierania społeczności LGBTQ+. Firmy, rządy, samorządy, organizacje wykorzystują symbolikę sprzyjającą mniejszościom, by ocieplić swój wizerunek, natomiast ich "wsparcie" nie ma realnego wpływu na rzeczywistość. To właśnie "sojusznicy, którzy mają odwagę walczyć o nasze prawa, a nie robić sobie z nami zdjęcia".
Założenia pinkwashingu są więc podobne do greenwashingu (fałszywej troski o planetę) i charitywashingu (fałszywej działalności społecznej, która skierowana jest przede wszystkim na poprawę wizerunku, a nie faktyczną pomoc).
W przypadku Rafała Trzaskowskiego warto jednak uwzględnić to, że polityk faktycznie działa na rzecz środowisk LGBTQ+ i był za to chwalony. W 2019 roku podpisał on tzw. kartę LGBT+ (deklarację Warszawa dla wszystkich), która zobowiązywała stolicę do działań na rzecz równouprawnienia i bezpieczeństwa osób z mniejszości.
To nie jest jednak pierwszy raz, gdy prezydent Warszawy krytykowany jest za niewystarczające starania w ramach wsparcia LGBTQ+ lub czynienie ich na pokaz. Głośnym echem obiła się sytuacja z debaty prezydenckiej, w trakcie której flaga środowisk mniejszościowych została postawiona przy jego pulpicie przez Karola Nawrockiego. Flagę przejęła wówczas kandydatka lewicy Magdalena Biejat.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/aa5714467f51909f4c32fcfc1e7f7203,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.natemat.pl/aa5714467f51909f4c32fcfc1e7f7203,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">Organizatorzy Parady Równości krytykują działania Rafała Trzaskowskiego.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/650170,morawiecki-drugim-magyarem-nie-bedzie-mial-zrobic-rewolucje-poszedl-sie-ugadac</guid><link>https://natemat.pl/650170,morawiecki-drugim-magyarem-nie-bedzie-mial-zrobic-rewolucje-poszedl-sie-ugadac</link><pubDate>Tue, 21 Apr 2026 15:38:22 +0200</pubDate><title>Morawiecki drugim Magyarem nie będzie. Miał zrobić rewolucję, poszedł się ugadać</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/c8d1bebfaf9e91cbdba97f531bc07791,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Niby człowiek wiedział, a jednak się łudził. Prezes PiS ogłosił, że nocna, siedmiogodzinna rozmowa "przyniosła pewien kompromis". Mateusz Morawiecki w partii zostaje, działać też będzie jego stowarzyszenie, które wywołało chaos i krytykę wśród polityków z Nowogrodzkiej. A Morawiecki? Cóż, byłemu premierowi zabrakło odwagi.

Miał być polski Péter Magyar – człowiek, który rzuci wyzwanie partii i prezesowi, i pociągnie za sobą tłumy spragnione "nowej jakości" na krajowej prawicy. Przez kilka ostatnich dni na Nowogrodzkiej i na sejmowych korytarzach przy Wiejskiej czuć było emocje i napięcie, które – wydawało się – może za chwilę rozsadzić PiS od środka. Nie brakowało też głosów po stronie samych posłów PiS, że cała akcja odbywała się pod ścisłym nadzorem prezesa. Choć osobiście mam co do tego wątpliwości.
Oto Mateusz Morawiecki, były premier w czasach PiS, który Jarosławowi Kaczyńskiemu zawdzięcza naprawdę wiele, wyciągnął szablę. Jego stowarzyszenie Rozwój Plus wywołało burzę nie tylko w PiS. Miała to być swego rodzaju szalupa ratunkowa dla tych, którym w twardym, pisowskim monolicie, zaczęło brakować tlenu.
Mateusz Morawiecki ugadał się z Jarosławem Kaczyńskim. Siedem godzin na kolanach?
Ale zamiast spektakularnego partyjnego rozwodu, dostaliśmy wtorkową konferencję prasową obu polityków. Poprzedziło ją siedmiogodzinne, nocne "posiedzenie pojednawcze". Zamiast buntu na pokładzie Morawieckiego i jego 50-osobowej armii, mamy wspólne zdjęcie i opowieści o "dwóch płucach PiS". A zamiast rewolucji, rozbieżności zamiecione pod dywan na Nowogrodzkiej.
Trudno oprzeć się wrażeniu, że te 7 godzin spędzonych twarzą twarz z prezesem nie było negocjacjami partnerów, a raczej lekcją pokory, którą otrzymał były premier. Jarosław Kaczyński, stary polityczny wyga, znowu wszystkim udowodnił, że potrafi zdusić bunt w zarodku, jednocześnie dając buntownikowi tyle "wolności", by ten czuł się usatysfakcjonowany i doceniony, ale wciąż pozostawał na krótkiej smyczy.
Stowarzyszenie Rozwój Plus również ma zostać, ale jako swego rodzaju "rada ekspercka". W tłumaczeniu z polskiego na nasze: Morawiecki może sobie organizować konferencje i zamieszczać zdjęcia w social mediach, dopóki nie przyjdzie mu do głowy rejestrowanie list wyborczych. 
To nie jest budowanie nowej siły. To raczej przypomina złotą klatkę, w której Morawiecki może podlewać swoje sny o potędze jak kwiatki na parapecie, nie szkodząc przy tym partii. Morawiecki udowodnił nam dziś, że brakuje mu instynktu politycznego killera. Być może to jeszcze nawyki "bankowe", bo w korporacjach każdy konflikt rozwiązuje się przy pomocy mediacji i kompromisu. A być może po prostu tak się objawia u niego brak wiary w to, że nie istnieje dla niego jakiekolwiek inne polityczne życie. Choć to byłoby w sumie dziwne, patrząc na ostatnie sondaże, w których pytano Polaków, co sądzą o – wtedy jeszcze wydawało się – wolcie byłego premiera. 
Mateuszowi Morawieckiemu zabrakło odwagi

                    
                "Kto się lubi, ten się czubi" – napisał europoseł Adam Bielan, który również uczestniczył w nocnych rozmowach Morawiecki-Kaczyński, próbując nadać tej – bądź co bądź – kapitulacji Morawieckiego niemal romantyczny ton. Problem w tym, że takie "czubienie się" w polityce jest po prostu oznaką słabości. 
Dla wyborców PiS, którzy liczyli, że oto Morawiecki realnie powalczy o centrum, ten "nocny kompromis" może być jak zimny prysznic. Bo okazało się, że szumne zapowiedzi o przyciąganiu samorządowców i przedsiębiorców kończą się tam, gdzie zaczyna się strach przed utratą miejsca na liście wyborczej.
Morawiecki drugim Magyarem nie będzie, bo przyszły szef węgierskiego rządu miał odwagę zaryzykować wszystko. Były polski premier wybiera bezpieczną przystań i rolę "drugiego płuca" partii, które pompuje powietrze dokładnie tam, gdzie chce tego Jarosław Kaczyński. Rewolucji nie będzie. Zamiast tego będzie stowarzyszenie z nowym logotypem w tle.
I tyle zostało z "polskiego Magyara".
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/c8d1bebfaf9e91cbdba97f531bc07791,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/c8d1bebfaf9e91cbdba97f531bc07791,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Mateusz Morawiecki dogadał się z Jarosławem Kaczyńskim</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/650098,sondaz-pokazal-jak-wypadlaby-partia-morawieckiego-wynik-powinien-dac-do-myslenia</guid><link>https://natemat.pl/650098,sondaz-pokazal-jak-wypadlaby-partia-morawieckiego-wynik-powinien-dac-do-myslenia</link><pubDate>Tue, 21 Apr 2026 14:30:03 +0200</pubDate><title>Sondaż pokazał, jak wypadłaby partia Morawieckiego. Wynik powinien dać do myślenia</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/9e6e976e8def323a1ef30aac59c70fd0,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Mateusz Morawiecki ze swoją partią miałby szansę wejść do Sejmu – tak wynika z nowego sondażu. Zapytano respondentów o głosy na potencjalną partię byłego premiera. Wyniki zaskakują.

Mateusz Morawiecki stworzył nowe Stowarzyszenie Rozwój Plus. To wywołało w szeregach PiS ogromne zamieszanie. Za nową inicjatywą byłego premiera poszło wiele kluczowych nazwiska z PiS.
Momentalnie pojawiły się pytania i sugestie, czy Morawiecki chce odejść z PiS i to jego podwalina do utworzenia nowej partii. Choć sam zainteresowany temu zaprzeczał, to prezes Jarosław Kaczyński pozostawał sceptycznie nastawiony i zagroził nawet, że ci, którzy zostaną w Rozwoju Plus, nie będą mogli liczyć na miejsce na listach PiS w nadchodzących wyborach.
Morawiecki ze swoją partię miałby szansę wejść do Sejmu
Sytuacja nieco miała się zmienić, gdy Kaczyński i Morawiecki odbyli wspólne spotkanie. Na konferencji 21 kwietnia poinformowali, że doszli do kompromisu i "PiS będzie miało teraz dwa płuca".
W międzyczasie pracownia United Survey, na zlecenie Wirtualnej Polski, postanowiła sprawdzić, czy gdyby Mateusz Morawiecki postanowił odejść z PiS i wystartować z nowym stowarzyszeniem w wyborach parlamentarnych, miałby szansę wprowadzić do parlamentu własnych posłów.
Z badania wyszło, że tak. Potencjalna formacja Morawieckiego przekroczyła próg wyborczy. W sumie w badaniu osiągnęła 5,1 proc. poparcia. To oznacza, że były premier mógłby wprowadzić do Sejmu 14 posłów.
Co ciekawe, gorszy wynik w tym samym sondażu osiągnęły partie, które są już na arenie politycznej. Poniżej progu wyborczego znalazła się partia Razem (3,2 proc.), Polskie Stronnictwo Ludowe (3,1 proc.) oraz Polska 2050 (0,5 proc.).
Pozostałe formacje osiągnęły następujące wyniki:
Koalicja Obywatelska – 32,1 proc.
Prawo i Sprawiedliwość – 20,3 proc.
Konfederacja – 13,2 proc.
Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna – 8,5 proc.
Lewica – 7,8 proc.

6,2 proc. badanych nie było zdecydowanych, na którą partię oddałoby swój głos.
Prof. Migalski dla naTemat: To najlepszy moment na pozbycie się Morawieckiego
Przypomnijmy, że sytuację z Morawieckim w PiS komentował niedawno prof. Marek Migalski. Politolog w rozmowie z Katarzyną Zuchowicz w naTemat przyznał, że "to wysunęło się spod kontroli Jarosława Kaczyńskiego". 
– W moim przekonaniu z punktu widzenia Jarosława Kaczyńskiego dzisiaj jest najlepszy moment na pozbycie się Morawieckiego. Wybory są dopiero za półtora roku. Gdyby frondyści zostali teraz wyrzuceni z PiS, to ich inicjatywa po prostu straci powiew świeżości. Zakiwają się w grach wewnętrznych w Sejmie, dlatego, że będą musieli być zarówno w opozycji do rządu Tuska, jak i w opozycji do PiS – mówił prof. Migalski.
I wyjaśnił, dlaczego taki plan byłby najlepszy dla Kaczyńskiego. 
– Dzisiaj prawdopodobnie Morawiecki nie chce wyjść z PiS-u. Chce to przetrzymać przynajmniej rok, żeby ewentualnie odpalić inicjatywę wiosną przyszłego roku, czyli na pół roku przed wyborami. Natomiast jeśli Jarosław Kaczyński chciałby stłumić tę rebelię i za półtora roku odzyskać przywództwo na prawicy, to dla niego najlepszym rozwiązaniem jest dzisiaj pozbycie się Morawieckiego – powiedział.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/9e6e976e8def323a1ef30aac59c70fd0,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/9e6e976e8def323a1ef30aac59c70fd0,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Gdyby Morawiecki założył partię, wszedłby do Sejmu. Pojawiły się wyniku sondażu.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/650131,kaczynski-i-morawiecki-wreszcie-wyszli-do-ludzi-co-dalej-z-pis-beda-dwa-pluca</guid><link>https://natemat.pl/650131,kaczynski-i-morawiecki-wreszcie-wyszli-do-ludzi-co-dalej-z-pis-beda-dwa-pluca</link><pubDate>Tue, 21 Apr 2026 12:29:08 +0200</pubDate><title>Kaczyński i Morawiecki wreszcie wyszli do ludzi. Co dalej z PiS? &quot;Będą dwa płuca&quot;</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/3f956e4610c11242b99427e345b3c7dc,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Jarosław Kaczyński i Mateusz Morawiecki zorganizowali wspólną konferencję prasową. Jest poświęcona dalszym losom PiS w kontekście utworzenia przez byłego premiera Stowarzyszenia Rozwój Plus. Nowa organizacja ma działać "jakby wewnątrz partii" Kaczyńskiego.

Dziś (21 kwietnia) miało miejsce spotkanie prezesa PiS z Mateuszem Morawieckim. To efekt ostatnich napięć na prawicy spowodowanych założeniem przez byłego premiera nowego stowarzyszenia, w którym znalazło się kilkudziesięciu ważnych członków partii.
Jarosław Kaczyński i Mateusz Morawiecki dogadali się 
Po 12:00 Jarosław Kaczyński i Mateusz Morawiecki pojawili się na wspólnej konferencji. Prezes przyznał, że doszło między nimi do "kompromisu".
– Kompromis sprowadzający się najogólniej do tego, że działalność stowarzyszenia będzie prowadzona jakby wewnątrz partii. Powstanie, to skądinąd był pomysł, który powstał w czasie posiedzenia prezydium Komitetu Politycznego, rada ekspercka i tam ci, którzy się znaleźli, mówię tutaj o posłach i europosłach ewentualnie, będą mogli działać, natomiast pozostałe działania będą w tym momencie wstrzymane – przyznał prezes. 
Kaczyński wyjaśnił, że "to nie oznacza oczywiście, że stowarzyszenie będzie zlikwidowane", tylko "partia będzie miała dwa płuca". – To nie jest tylko pomysł, przy całym szacunku, pana premiera, to szersze przeświadczenie w partii – zapewnił.
Co dalej ze stowarzyszeniem Rozwój Plus?
Później wystąpił Mateusz Morawiecki, który podkreślił, że "rzeczywiście znaczna część tej dyskusji dotyczyła różnych miejsc w społeczeństwie i w jaki sposób docierać do nich, za pośrednictwem mediów, państwa, internetu oczywiście".
Wyjaśnił też, po co założył Rozwój Plus. – To stowarzyszanie ma na celu docierać do tych, którzy nie interesują się 24 godziny na dobę wszystkimi tematami politycznymi, ale także szeroka grupa samorządowców. A jednocześnie nie jest nam łatwo docierać do tych środowisk. Kolejne to środowiska przedsiębiorców – wyliczał.
Głośne nazwiska uciekły do nowej frakcji. Padły oskarżenia o "zdradę"
Nowe Stowarzyszenie Rozwój Plus wywołało w zeszłym tygodniu polityczne trzęsienie ziemi. Choć były premier zapewnia, że to jedynie projekt ekspercki i absolutnie nie zamierza opuszczać PiS, jego ruch zaniepokoił partyjnych kolegów i prezesa. Prezes partii stracił cierpliwość i postawił mocne ultimatum, że dla osób zaangażowanych w nową inicjatywę zabraknie miejsc na listach wyborczych PiS. 
Mimo tych gróźb, wokół byłego premiera zebrało się około 50 polityków, w tym duże nazwiska Zjednoczonej Prawicy (m.in. Michał Dworczyk, Waldemar Buda, Janusz Cieszyński, Piotr Müller i Ryszard Terlecki). W mediach społecznościowych politycy PiS przestali gryźć się w język i w stosunku do kolegów zaczęto otwarcie używać sformułowań o nielojalności oraz "zdradzie".
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/3f956e4610c11242b99427e345b3c7dc,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/3f956e4610c11242b99427e345b3c7dc,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Mateusz Morawiecki i Jarosław Kaczyński pojawili się na wspólnej konferencji. Koniec rozłamu w PiS?</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/650128,cba-resorcie-hennig-kloski-w-tle-czyste-powietrze-i-brudy-sprzed-lat</guid><link>https://natemat.pl/650128,cba-resorcie-hennig-kloski-w-tle-czyste-powietrze-i-brudy-sprzed-lat</link><pubDate>Tue, 21 Apr 2026 12:17:38 +0200</pubDate><title>CBA w resorcie Hennig-Kloski. W tle &quot;Czyste Powietrze&quot; i brudy sprzed lat</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/b1e5cae401a4027c956676b93fb34d6f,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Funkcjonariusze weszli do siedziby Ministerstwa Klimatu i Środowiska oraz do Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. WP ustaliło, że wcześniej takie polecenie wydała Prokuratura Europejska. Chodzi o sprawdzenie programu "Czyste Powietrze".

We wtorkowe południe (21 kwietnia) pojawiła się informacja, że CBA rozpoczęło działania na zlecenie unijnych śledczych. Osoba z resortu Klimatu i Środowiska przekazała portalowi, że wzięto pod lupę funkcjonowanie programu antysmogowego "Czystego Powietrza". – Sprawdzane są głównie zmiany w programie wprowadzone jeszcze za rządów PiS – podał informator.
"Czyste Powietrze" pod lupą unijnych śledczych. CBA przeprowadza akcję na ich zlecenie
Ustalono również, że "kontrole trwają w Narodowym Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (NFOŚiGW)". To organ, który odpowiada za wypłaty. Ponadto resort Funduszy i Polityki Regionalnej może mieć kłopoty.
Służby zażądały i z tego miejsca odpowiednich dokumentów. Dodajmy, że MFiPR zarządza unijnymi środkami w Polsce i na zlecenie resortu Hennig-Kloski rozlicza program "Czyste Powietrze".
W ostatnim czasie ministerstwo Funduszy zgłaszało "poważne wątpliwości wobec dokumentacji spływającej z resortu klimatu", co wstrzymywało bieżące rozliczenia.
Za sprawę wzięła się teraz Prokuratura Europejska i rozpoczęła postępowanie, żeby sprawdzić, czy aby na pewno funkcjonariusze publiczni w Polsce dopełnili wszystkie swoje obowiązki w opracowywaniu zasad funkcjonowania programu "Czyste Powietrze" i wdrażaniu jego kolejnych etapów.
Jest stanowisko MKiŚ. "Współpracujemy z prokuraturą"
W oświadczeniu, które Ministerstwo Klimatu wysłało do WP, wspomniano, że w 2022 roku zaszły znaczące zmiany we wspomnianym programie (w Polsce rządziło jeszcze wtedy PiS).
"Wprowadzono prefinansowanie bez niezbędnych zabezpieczeń, a w 2023 zostały zniesione limity kosztów jednostkowych dla termomodernizacji. Zmiany te stały się źródłem późniejszych problemów beneficjantów i nieuczciwych praktyk niektórych wykonawców" – zwrócono uwagę.
To doprowadziło do wszczęcia niemal 700 postępowań zarówno z udziałem polskich prokuratur, jak i europejskich. "W związku z nieprawidłowościami władze NFOŚiGW zdecydowały w 2024 roku o wstrzymaniu programu" – przypomniano.
"Czyste Powietrze" wiosną 2025 roku wznowiono, ale już na nieco innych warunkach, które miały "zwiększyć bezpieczeństwo Polaków i zabezpieczyć ich przed nadużyciami". Teraz Ministerstwo Klimatu zapewnia, że współpracuje z prokuraturą i służbami w tej sprawie. Dokumenty przekazano do CBA.
Oszustwa przy programie "Czyste Powietrze"
Przypomnijmy, że program "Czyste Powietrze" ruszył w 2018 roku. Głównym założeniem projektu była "poprawa jakości powietrza oraz zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych poprzez wymianę źródeł ciepła i poprawę efektywności energetycznej budynków mieszkalnych jednorodzinnych".
W praktyce oznaczało to wymianę starych pieców tzw. kopciuchów. Z czasem jednak wokół tego tematu zaczęło narastać coraz więcej kontrowersji. Oszuści (w tym wypadku najczęściej firmy instalatorskie) zaczęli wyłudzać maksymalne kwoty dotacji.
Wykorzystywali luki w systemie i montowali najtańsze, niesprawdzone pompy ciepła. W konsekwencji Polacy zostawali z nieprawidłowo dopasowanymi urządzeniami do swoich domów i później ogromnymi rachunkami za prąd.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/b1e5cae401a4027c956676b93fb34d6f,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/b1e5cae401a4027c956676b93fb34d6f,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">CBA weszło do Ministerstwa Klimatu i Środowiska.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/650107,adam-a-z-aktem-oskarzenia-minister-od-nawrockiego-wpadl-w-wielkie-problemy</guid><link>https://natemat.pl/650107,adam-a-z-aktem-oskarzenia-minister-od-nawrockiego-wpadl-w-wielkie-problemy</link><pubDate>Tue, 21 Apr 2026 10:25:52 +0200</pubDate><title>Adam Andruszkiewicz z aktem oskarżenia. Minister od Nawrockiego wpadł w wielkie problemy</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/1ba173ecb155c501854edb7629716b39,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Prokuratura Regionalna w Lublinie poinformowała, że do Sądu Rejonowego w Białymstoku skierowała akt oskarżenia przeciwko trzem osobom, w tym przeciwko Adamowi Andruszkiewiczowi. Zastępca szefa Kancelarii Prezydenta może mieć spore problemy. W tle chodzi o sprawę fałszowania podpisów.

Prokuratura zarzuca Adamowi Andruszkiewiczowi, że od 15 września do 6 października 2014 r., będąc liderem Młodzieży Wszechpolskiej, kierował "podrobieniem przez inne osoby list osób udzielających poparcia kandydatom zgłaszanym przez KW Ruch Narodowy w okręgu wyborczym nr 3 w wyborach do Sejmiku Województwa Podlaskiego".
Minister od Nawrockiego miał kierować akcją z fałszowaniem podpisów
Wybory były zarządzone na 16 listopada 2014 roku, a Adam Andruszkiewicz miał "przetwarzać bezprawnie dane osobowe obywateli RP, wymienianych na listach poparcia". Prokuratura Regionalna w Lublinie wystosowała też akt oskarżenia przeciwko 40-letniemu ekonomiście Wojciechowi N. i 39-letniemu elektrykowi Pawłowi P., którzy także mieli być zamieszani w ten proceder.
"Przesłuchany w charakterze podejrzanego Adam A. nie przyznał się do popełnienia zarzucanego mu przestępstwa, wskazując, iż w jego ocenie przedstawienie mu zarzutów ma charakter polityczny" – czytamy w komunikacie prokuratury.
Zeznania świadków pogrążyły Adama A. Prokuratura wspomina też o materiale dowodowym
Zgromadzony materiał dowodowy miał doprowadzić śledczych do wniosku, że "Adam Andruszkiewicz jako lider Młodzieży Wszechpolskiej wydawał polecenia związane ze sporządzaniem podrobionych list poparcia dla kandydatów w wyborach".
Ministra od Nawrockiego pogrążyły m.in. zeznania innych oskarżonych.
"Przemawiają za tym konsekwentne, logiczne i spójne wyjaśnienia oskarżonego Pawła P., a nadto przywódcza pozycja Adama A. w działalności Młodzieży Wszechpolskiej oraz jego rola w zbieraniu podpisów poparcia, odpowiedzialność za zgromadzenie list oraz zlecanie innym osobom zbierania podpisów, co znajduje potwierdzenie w zeznaniach świadków" – wyjaśnia prokuratura.
Ponadto biegli z zakresu badania pisma ręcznego ustalili, że kilka podpisów mógł podrobić sam Adam Andruszkiewicz. Na listach poparcia miało znaleźć się też sporo tzw. parafek, które nie nadawały się do badań porównawczych.
Wojciech N. początkowo nie przyznawał się. Inną postawę przyjął Paweł P.
Dodajmy, że zarówno Adam Andruszkiewicz, jak i pozostali oskarżenia zostali przesłuchani. Ekonomista Wojciech N. początkowo nie przyznawał się do popełnienia zarzucanego mu czynu, ale później zmienił swoje stanowisko. Natomiast elektryk Paweł P. od samego początku mówił, że faktycznie podrabiał podpisy. "Złożył wyjaśnienia zgodne z ustalonym stanem faktycznym" – podała rzeczniczka prok. Beata Syk-Jankowska.
Teraz oskarżonym grozi nawet do 5 lat pozbawienia wolności.
Przypomnijmy, że Andruszkiewicz jest członkiem Kancelarii Prezydenta RP. Przed laty aktywnie pracował z ramienia PiS na Podlasiu. Był wiceszefem resortu cyfryzacji w rządzie Zjednoczonej Prawicy. Ponadto w przeszłości działał z Młodzieżą Wszechpolską i Ruchem Narodowym. Od sierpnia ubiegłego roku pełni funkcję zastępcy szefa KPRP.
Po opublikowaniu przez prokuraturę oświadczenie odezwał się w sieci sam zainteresowany. "Proszę redakcje o podawanie mojego pełnego wizerunku oraz nazwiska" – zaapelował.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/1ba173ecb155c501854edb7629716b39,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/1ba173ecb155c501854edb7629716b39,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Minister od Nawrockiego z aktem oskarżenia.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/650083,donald-trump-szkodzi-negocjacjom-z-iranem-media-z-usa-przerywaja-milczenie</guid><link>https://natemat.pl/650083,donald-trump-szkodzi-negocjacjom-z-iranem-media-z-usa-przerywaja-milczenie</link><pubDate>Tue, 21 Apr 2026 10:12:56 +0200</pubDate><title>Donald Trump szkodzi negocjacjom z Iranem. Media z USA przerywają milczenie</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/fe61dc053489a4c639902fe12caf651f,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Trwają negocjacje USA-Iran. A tymczasem amerykańskie media krytykują Donalda Trumpa. Pojawiły się ostre zarzuty o tym, że wpisy i wypowiedzi prezydenta tylko szkodzą procesowi negocjacyjnemu. Z kolei Washington Post donosi, że Trump "coraz bardziej sam sobie przeczy".

Zawieszenie broni między Iranem a USA dobiega końca. Oczy wielu osób na cały świecie zwrócone są więc na te kraje. Agencja Axios dowiedziała się, że druga tura rozmów negocjacyjnych jednak ma się odbyć.
Wiceprezydent J.D. Vance miał się już udać do Pakistanu, gdzie zaplanowano rozmowy z irańskimi przedstawicielami. Potwierdził to ambasador ONZ Mike Waltz i sekretarz energii Chris Wright. Ale Donald Trump temu... zaprzeczył.
Amerykańskie media: Trump zaprzecza sam sobie
O tym, że prezydent USA ciągle zmienia zdanie i ogłasza co chwilę inne rzeczy, zaczęły się rozpisywać amerykańskie media. "Trump przedstawia zmienne wersje na temat stanu rozmów z Iranem i sytuacji w cieśninie Ormuz. Jego wypowiedziom zaprzeczali Irańczycy, a czasami zaprzeczał sobie on sam. Sprzeczne wypowiedzi Trumpa to wyzwanie dla administracji, wywołują zamieszanie i wymagają wyjaśnień ze strony jego współpracowników" – podaje Washington Post.
Z kolei stacja CBS News zwróciła uwagę, jak narracja i informacje od Trumpa zmieniały się na przestrzeni zaledwie 48 godzin. Prezydent najpierw twierdził, że "Iran zgodził się na wszystko". Niedługo później zaczął grozić "wysadzeniem całego kraju w powietrze, jeśli Teheran nie podpisze porozumienia".
Natomiast CNN wspomniała o jeszcze jednym wątku. Choć w piątek wydawało się, że stanowiska USA i Iranu w sprawie porozumienia zbliżają się do siebie i wszystko idzie w miarę w dobrym kierunku, to później do akcji wszedł Trump.
Zaczął publikować wpisy w swoim serwisie Truth Social i rozmawiać z dziennikarzami, o tym, co dzieje się na bieżąco podczas rozmów negocjacyjnych. Ujawniał, co pakistańscy pośrednicy przekazywali mu w sprawie spotkania z Irańczykami.
CNN: Trump szkodzi negocjacjom z Iranem
Trump donosił nawet o tych postanowieniach, na które Iran jeszcze dobrze nie zdążył się zgodzić. Informator CNN podał, że "rozmowy nie zostały jeszcze sfinalizowane, a Trump już o tym zapewniał". Chodziło między innymi o to, że "Teheran miał zgodzić się na przekazanie wzbogaconego uranu".
CNN zebrało relacje przedstawicieli amerykańskiej dyplomacji, z których wynikało, że "publiczne komentarze prezydenta zaszkodziły rozmowom". Zwrócono uwagę na "delikatny charakter negocjacji" i "głęboką nieufność Irańczyków wobec USA".
Oczywiście w obronie Trumpa stanęła rzeczniczka Białego Domu. Anna Kelly w oświadczeniu dla "Washington Post" stwierdziła, że "dyplomatyczne rozmowy są bardzo płynne i zmieniają się na bieżąco, a media same dzwonią do Trumpa, a potem narzekają na otrzymane odpowiedzi".
Sprawę przeciwko mediom obraca także sam prezydent USA. Zdążył już oskarżyć ich o szerzenie dezinformacji i "kibicowanie Iranowi".
Dodajmy, że ostatnio pojawił się sondaż, w którym Amerykanie ocenili politykę Trumpa. Tak złych notowań w drugiej kadencji prezydent USA jeszcze nie miał. Badanie pokazało, co przeraża obywateli najbardziej.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/fe61dc053489a4c639902fe12caf651f,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/fe61dc053489a4c639902fe12caf651f,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Donald Trump krytykowany przez amerykańskie media. Zarzucają mu niszczenie procesu negocjacji i &quot;zaprzeczanie samemu sobie&quot;.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/650071,kaczynski-i-morawiecki-milcza-po-spotkaniu-wygadal-sie-tylko-trzeci-gosc</guid><link>https://natemat.pl/650071,kaczynski-i-morawiecki-milcza-po-spotkaniu-wygadal-sie-tylko-trzeci-gosc</link><pubDate>Tue, 21 Apr 2026 08:14:11 +0200</pubDate><title>Kaczyński i Morawiecki milczą po spotkaniu. Wygadał się tylko trzeci gość</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/2dc67fdb86042220d4ec0bb89f45f4c4,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Mateusz Morawiecki i Jarosław Kaczyński są już po spotkaniu. Choć obaj milczą w tym temacie, to szerszej publiczności wygadał się Adam Bielan, który też tam był. Do sieci trafiło wspólne zdjęcie i... wymowny komentarz. "Kto się lubi, ten się czubi" – napisał europoseł.

Spotkanie prezesa PiS z Mateuszem Morawieckim było pokłosiem ostatnich napięć w Prawie i Sprawiedliwości, spowodowanych założeniem przez byłego premiera nowego stowarzyszenia, w którym znalazło się kilkudziesięciu ważnych członków partii.
Co ciekawe, Jarosław Kaczyński zagroził, że politycy, którzy dołączyli do tej inicjatywy, nie będą mieli miejsca na listach PiS w nadchodzących wyborach parlamentarnych.
Spotkanie Kaczyńskiego i Morawieckiego. Zdjęcie pokazał Bielan
Wiadomo, że spotkanie odbyło się w poniedziałek 20 kwietnia. Sami zainteresowani jednak wymownie milczą. Nieoczekiwanie w sieci pojawiło się zdjęcie, a wrzucił je Adam Bielan. Okazuje się, że trzecim gościem był właśnie europoseł.
Do fotografii załączył wymowny opis. "Są pomysły, jest porozumienie i wspólny kierunek. A że czasem iskrzy? Kto się lubi, ten się czubi. Jarosławie Kaczyński i Mateuszu Morawiecki, dziękuję!" – napisał polityk. Publikacja pojawiła się późno w nocy, co dla wielu komentujących było jasnym sygnałem, że spotkanie trwało naprawdę długo.

                    
                        
                    
                A co na nim ustalono? Tego oficjalnie nie wiemy. Natomiast Wirtualna Polska, powołując się na jednego z rozmówców z PiS, podaje, że "konkluzje po spotkaniu są pozytywne".
– Stowarzyszenie Rozwój Plus może działać – powiedział informator. Jarosław Kaczyński miał zgodzić się na jego funkcjonowanie pod warunkiem, że będzie działać na korzyść PiS i poszerzać elektorat. Z doniesień WP wynika, że stowarzyszenie Morawieckiego ma wejść do Rady Ekspertów, która zostanie powołana w ramach partii. Partia ma teraz "wyciszać emocje w tej sprawie".
Morawiecki ogłasza stowarzyszenie, a w partii wrze
Przypomnijmy, że nowe stowarzyszenie Rozwój Plus, które stworzył Mateusz Morawiecki, od momentu oficjalnego ogłoszenia, nie przestaje budzić emocji. Były premier broni go z całych sił, mówiąc, że jest to projekt ekspercki i pozbawiony politycznego zaangażowania. Polityk deklaruje też przy każdej okazji, że nie zamierza opuszczać struktur PiS.
Mimo tego w Prawie i Sprawiedliwości panuje napięta atmosfera. W miniony piątek na konferencji prasowej Jarosław Kaczyński oficjalnie zabrał głos, wyznaczając twarde granice dla nowej działalności byłego premiera. – Statut partii jest równy dla wszystkich. Dla ludzi w to zaangażowanych miejsc na listach PiS nie będzie – oświadczył, podkreślając, że nie można dopuścić do sytuacji, w której na fundamencie jednego ugrupowania budowane jest drugie.
Faktem jest, że do nowej inicjatywy dołączyło już 40-50 polityków, w tym wiele czołowych i rozpoznawalnych postaci Zjednoczonej Prawicy (m.in. Michał Dworczyk, Waldemar Buda, Janusz Cieszyński, Piotr Müller i Ryszard Terlecki), spotkało się to z natychmiastową i wyjątkowo ostrą reakcją partyjnych kolegów Morawieckiego, którzy w mediach społecznościowych zaczęli otwarcie używać sformułowań o nielojalności oraz "zdradzie".
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/2dc67fdb86042220d4ec0bb89f45f4c4,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/2dc67fdb86042220d4ec0bb89f45f4c4,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Spotkanie Jarosława Kaczyńskiego i Mateusza Morawieckiego doszło do skutku.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/650065,macron-z-tuskiem-nie-tylko-rozmawiali-czas-na-sojusz-ktory-siegnie-gwiazd</guid><link>https://natemat.pl/650065,macron-z-tuskiem-nie-tylko-rozmawiali-czas-na-sojusz-ktory-siegnie-gwiazd</link><pubDate>Mon, 20 Apr 2026 21:34:07 +0200</pubDate><title>Macron z Tuskiem nie tylko rozmawiali. Czas na sojusz, który sięgnie gwiazd</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/ed36b9cd4c60811461a4e659bb2f5f86,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />W obecności Emmanuela Macrona i Donalda Tuska podpisano bardzo ważną deklarację. Dotyczy ona współpracy pomiędzy firmami francuskimi a polskimi, której efektem ma być niezwykle użyteczna technologia wojskowa. To ważny krok do uniezależnienia się Polski od amerykańskich technologii.

W poniedziałek 20 kwietnia prezydent Francji Emmanuel Macron przyleciał do Polski. Towarzyszył mu premier Donald Tusk. W trakcie spotkania omawiane były kluczowe kwestie związane z bezpieczeństwem, wymianą handlową i sektorem energetycznym. Wizyta była także okazją do uczczenia wspólnej historii. Prezydent Francji odwiedził cmentarz wojskowy na Siedlcach, gdzie oddał hołd grobom 1500 rodaków, głównie jeńców z I i II wojny światowej.
Okazją do wizyty jest rocznica podpisania traktatu o wzmocnionej współpracy i przyjaźni między Rzecząpospolitą Polską a Republiką Francuską (czyli traktatu z Nancy). 20 kwietnia jest też Dniem Przyjaźni Polsko-Francuskiej.
Wizyta przedstawicieli znad Sekwany to także okazja do poważnych rozmów na temat sytuacji geopolitycznej, w tym wspólnej strategii wobec wojny w Ukrainie i sytuacji na Bliskim Wschodzie. Jednym z elementów wspólnej strategii ma być przełomowy projekt wojskowego satelity.
Kosmiczny projekt to ogromna szansa na poprawę bezpieczeństwa Polski
Francuskie firmy mają od polskich znacznie więcej doświadczenia w zakresie technologii kosmicznej. Wizyta Emmanuela Macrona zapowiada bardzo korzystną dla Polski współpracę. Deklaracja o współpracy została podpisana przez ministrów obrony Polski i Francji. Ma ona sprzyjać powstaniu geostacjonarnego satelity wojskowego, który będzie działać na rzecz naszego bezpieczeństwa.
W tej chwili jesteśmy zależni od informacji satelitarnych udzielanych przez USA i innych członków NATO. Budowa niezależnego systemu daje szansę na uzyskanie własnej, kontrolowanej tylko przez władze RP, niezależnej od sytuacji geopolitycznej krytycznej infrastruktury w kosmosie.
Co więcej, gotowy projekt będzie realizowany z uwzględnieniem know-how wypracowanego przez znacznie bardziej doświadczone firmy. Mowa tu przede wszystkim o Airbus Defence and Space i Thales Alenia Space. Z Polski w projekcie weźmie udział firma RADMOR z grupy WB. Grupa WB to polski producent zaawansowanych technologii militarnych, głównie systemów bezzałogowych, sterowania uzbrojeniem, łączności i komunikacji.

                    
                        
                    
                Paryż i Warszawa mówią jednym głosem
– Chcemy obaj wspierać Ukrainę, dbając o relacje transatlantyckie. Jednocześnie obaj nie mamy złudzeń, że świat się zmienił i Europa potrzebuje jedności – stwierdził Donald Tusk na wspólnej konferencji prasowej z Emmanuelem Macronem. 
Słowa polskiego premiera wyraźnie wskazywały na to, co Polskę z Francją łączy w obecnej sytuacji geopolitycznej. – Mamy podobny pogląd na sytuację geopolityczną. Podzielamy obawy dotyczące niestabilności geostrategicznej. Tak samo odczytujemy potrzebę dbania o suwerenność Europy – deklarował szef rządu.
Donald Tusk dostrzegł w wizycie Emmanuela Macrona szansę na pogłębienie rozmów w sprawie francuskiego odstraszania nuklearnego. – Będziemy kontynuować rozmowy i będziemy dalej nad tym pracować. Nasze rozmowy dotyczące bezpieczeństwa mają szeroki zasięg i są bardzo konkretne. To wspólne ćwiczenia, które już się odbyły. Będą następne – stwierdził premier.
Prezydent Macron podzielał entuzjazm polskiego polityka. Zadeklarował on partnerstwo na poziomie kulturowym, gospodarczym i wojskowym. Wprost zasugerował też udział Francji w budowie rewolucyjnego dla polskiej energetyki projektu. – Jeżeli chodzi o energię i gospodarkę, chcemy stworzyć partnerstwo w sprawie cywilnej energetyki jądrowej. Można przytoczyć tutaj Marię Skłodowską-Curie. To są technologie, w które wierzymy. Francja stawia na energetykę jądrową, będzie uczestniczyła w otwartym dialogu, żeby zaproponować Polsce rozwiązania w zakresie badań i bezpieczeństwa – zapowiedział prezydent Francji.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/ed36b9cd4c60811461a4e659bb2f5f86,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.natemat.pl/ed36b9cd4c60811461a4e659bb2f5f86,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">Emmanuel Macron z Donaldem Tuskiem rozmawiali w Gdańsku m.in. o współpracy w zakresie telekomunikacji satelitarnej.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/650062,czarnek-zorganizowal-konferencje-na-zakazie-nowy-premier-z-pis-ponad-prawem</guid><link>https://natemat.pl/650062,czarnek-zorganizowal-konferencje-na-zakazie-nowy-premier-z-pis-ponad-prawem</link><pubDate>Mon, 20 Apr 2026 21:00:02 +0200</pubDate><title>Czarnek zorganizował konferencję na zakazie. &quot;Nowy premier z PiS&quot; ponad prawem</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/66825937b81047650606a2b7963d4982,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Przemysław Czarnek zwołał swoją konferencję prasową... na tle zakazu fotografowania. Obowiązujące ograniczenia są związane z kwestią bezpieczeństwa narodowego i ustawą o obronie Ojczyzny. Aktualny kandydat PiS na premiera zasiadał w rządzie, który ten zakaz wprowadził.

Przemysław Czarnek zdecydował się na zorganizowanie konferencji prasowej na tle Fabryki Broni Łucznik w Radomiu. Obiekt ten należy do spółki Skarbu Państwa – Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Fabryka wytwarza nowoczesną broń palną. Mowa tu o karabinkach MSBS Grot, Beryl i pistoletach VIS 100. Zakład to kluczowy zaopatrzeniowiec polskich służb.
Fabryka Broni Łucznik, ze względu na swoją ważną rolę w polskiej obronności, została objęta m.in. zakazem fotografowania i filmowania. Wynika to z przepisów zawartych m.in. w ustawie o obronie Ojczyzny. Zakaz ma na celu uchronienie tego typu obiektów przed potencjalnym szpiegostwem, które mogłoby bezpośrednio zagrozić ich bezpieczeństwu. Najwyraźniej nagrywanie obiektu w wysokiej rozdzielczości nie stanowi jednak problemu, o ile na pierwszym planie znajduje się ważny przedstawiciel PiS. 
Konferencja Czarnka na zakazie. Co mówi o tym prawo?
Zakaz, który widnieje w tle konferencji Przemysława Czarnka, nie jest jedynie delikatną sugestią operującej na tym terenie firmy. To nie jest zwykły prywatny znak ostrzegający przed łamaniem regulaminu obiektu. Funkcję tego zakazu określa ustawa o obronie Ojczyzny.
Wzór widniejącego za plecami Czarnka znaku zawarty jest w Rozporządzeniu Ministra Obrony Narodowej w sprawie trybu oraz terminów wydawania zezwoleń na fotografowanie, filmowanie lub utrwalanie w inny sposób obrazu lub wizerunku obiektów, osób lub ruchomości, o których mowa w art. 616a ust. 1 ustawy z dnia 11 marca 2022 r. o obronie Ojczyzny, wzoru znaku zakazu fotografowania oraz sposobu jego uwidocznienia, utrwalenia i rozmieszczenia.
Mowa tu o następujących identyfikatorach: czerwonej obwódce, tytule: ZAKAZ FOTOGRAFOWANIA, trzech okręgach z przekreślonymi aparatem fotograficznym, kamerą, smartfonem i podpisami w czterech językach: po angielsku, po niemiecku, po rosyjsku i po arabsku.
Wspomniana ustawa została wprowadzona przez rząd Mateusza Morawieckiego, w którym również zasiadał Przemysław Czarnek jako szef MEN. W przepisach dotyczących filmowania obiektów objętych zakazem jest fragment na temat zwolnienia z zakazu w przypadku "przeprowadzania konferencji lub nagrywania wywiadów na terenie obiektu", a także uzyskania zgody na prowadzenie nagrań za zgodą zarządcy obiektu.
Nie zmienia to jednak faktu, że nawet jeśli nagrywanie odbywa się za zgodą administratora obiektu, narusza to samą ideę wprowadzonego zakazu. Przecież w ten sposób wrogi wywiad może zdobyć informacje na temat obiektu w 4K, na żywo, w publicznym streamingu, i ze swojego fotela. Agenci nie muszą ruszać się z domu i ryzykować interwencją policji i ochrony obiektu. Najwyraźniej ładny kadr jest ważniejszy od kwestii bezpieczeństwa narodowego. Albo jest to jawna sugestia, że wprowadzone przez PiS zmiany jednak nie są potrzebne i zagrożenia ze strony potencjalnych wrogich fotografów wcale nie ma.
Przemysław Czarnek powinien uważać. Może się skończyć jak z Rachoniem
Ostatnio podobne kontrowersje wzbudziła sytuacja związana z gwiazdą TV Republika. Ekipa Michała Rachonia miała być osaczona przez policję właśnie w związku ze złamaniem tego samego zakazu.
"PILNE! SKANDAL! SKW I POLICJA OSACZYŁY MICHAŁA RACHONIA! CHCĄ PRZEJĄĆ NAGRANIA!" – tak sytuację opisała prawicowa stacja na Facebooku.
Jak się później okazało, obrona Rachonia wcale nie była konieczna, gdyż policja nikogo nie zatrzymała, a działając w ramach ustawy o obronie Ojczyzny zdecydowała się jedynie na wylegitymowanie jednego z członków ekipy nagraniowej. Pracownik TV Republika sam przyznał, że widział znak zakazu nagrywania i zdecydował się go zignorować, gdyż "nie ma tam podstawy prawnej".
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/66825937b81047650606a2b7963d4982,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.natemat.pl/66825937b81047650606a2b7963d4982,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">Przemysław Czarnek w trakcie konferencji przed Fabryką Broni Łucznik w Radomiu.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/650026,peter-magyar-wygral-w-cieniu-rozwodu-tak-wygladalo-jego-burzliwe-zycie-prywatne</guid><link>https://natemat.pl/650026,peter-magyar-wygral-w-cieniu-rozwodu-tak-wygladalo-jego-burzliwe-zycie-prywatne</link><pubDate>Mon, 20 Apr 2026 19:37:01 +0200</pubDate><title>Péter Magyar wygrał w cieniu rozwodu. Jego życie prywatne było wyjątkowo burzliwe</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/adee9ba72c1603398b1464869d09d923,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Péter Magyar to lider zwycięskiej w wyborach na Węgrzech partii TISZA. To właśnie on jest pogromcą niezwyciężonego do tej pory Viktora Orbána. Co wiemy o jego życiu prywatnym? Niedługo przed walką o fotel premiera przeżył burzliwy rozwód i oskarżenia o zdradę.

Po wyborach 12 kwietnia doszło do politycznego przetasowania na Węgrzech. TISZA z Magyarem na czele zdobyła aż 141 mandatów. Daje jej to wyraźną większość konstytucyjną. Koalicja Fidesz-KDNP musi zadowolić się tylko 52 miejscami. Viktor Orbán, po 16 latach rządów, jest zmuszony oddać władzę i przejść do opozycji, a nowa ekipa zacznie działać prawdopodobnie już w połowie maja.
Kariera polityczna Pétera Magyara
45-letni przyszły szef węgierskiego rządu wywodzi się z prawniczej, konserwatywnej rodziny. Jego bliscy zajmowali wysokie stanowiska państwowe (np. jego prastryj, Ferenc Mádl, był prezydentem Węgier), co naturalnie wpłynęło na jego życie i karierę. Sam Péter Magyar również ukończył prawo, ucząc się na uniwersytetach w Budapeszcie oraz w Berlinie.
Przez lata budował swoją pozycję w cieniu najważniejszych polityków w państwie. I to w partii Fidesz, którą dowodzi właśnie Orbán. Pracował m.in. w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, a także kierował państwowym Centrum Kredytów Studenckich, stale umacniając swoje wpływy i pozycję w obozie rządzącym.
Przełom nastąpił w lutym 2024 roku. To wtedy wybuchła afera z ułaskawieniem mężczyzny skazanego za tuszowanie przestępstw p*dofilskich, która wstrząsnęła Węgrami (z tego powodu prezydentka Węgier Katalin Novak podała się do dymisji). 
Magyar zrezygnował ze wszystkich posad, otwarcie skrytykował dawnych sojuszników i porzucił Fidesz po 20 latach. Stanął na czele nowej siły politycznej o nazwie TISZA i był główną twarzą antyrządowych protestów. – Krok po kroku, cegiełka po cegiełce odbierzemy naszą ojczyznę z rąk Fideszu i zbudujemy nowoczesne, europejskie suwerenne Węgry – przemawiał dwa lata temu na demonstracjach.
Rozwód i oskarżenia o przemoc domową
Jego małżeństwo z byłą ministrą sprawiedliwości, Judit Vargą, przez długi czas uchodziło za wręcz perfekcyjne. Pobrali się w 2006 roku, mają trójkę dzieci i od początku byli postrzegani jako idealna para u szczytów władzy. 
Sielankowy obrazek pokazywany w kolorowej prasie prysł jednak całkowicie w 2023 roku wraz z ogłoszeniem rozwodu. Rozstanie zamieniło się w wojnę na oczach całego kraju. Polityk najpierw opublikował rozmowę ze swoją byłą żoną, którą nagrał potajemnie. Materiał dotyczył afery korupcyjnej.
W odpowiedzi Varga jeszcze tego samego napisała na Facebooku post, w którym zarzuciła byłemu mężowi przemoc psychiczną i fizyczną w trakcie trwania związku. 

            
                
            
            Zapewniała też, że jej wypowiedzi na upublicznionym wycieku zostały wymuszone, bo czuła się zastraszona. Węgierska prasa powiązana z rządem napisała też o policyjnej interwencji z 2020 roku, w której Magyar miał zachowywać się agresywnie wobec kobiety i mundurowych.
"Zdrada nie jest osiągnięciem, zwłaszcza jeśli jest to zdrada własnej rodziny" – komentowała była partnerka. Z kolei sam przyszły premier wszystkiemu zaprzeczał. Twierdził, że Varga była szantażowana przez rząd, a wszystko to miało odwrócić uwagę od opublikowanej rozmowy.
Życie prywatne i dzieci Magyara
Mimo publicznego prania brudów, przyszły szef węgierskiego rządu stara się dbać o prywatność trzech dorastających synów. Dzieci Magyara nie pojawiają się w świetle kamer ani na jego profilach społecznościowych. 
– Mam troje dzieci, bardzo je kocham i bardzo martwiłem się również o ich przyszłość – przyznał lider TISZY w jednym z wywiadów, w którym tłumaczył powody swojej walki z systemem.
Po wielkim historycznym triumfie samotny ojciec staje teraz  przed zupełnie nowym i jeszcze trudniejszym wyzwaniem. Musi pogodzić kierowanie europejskim państwem z odpowiedzialnym rodzicielstwem. 
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/adee9ba72c1603398b1464869d09d923,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/adee9ba72c1603398b1464869d09d923,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Péter Magyar będzie nowym premierem Węgier. Przed wyborami było głośno o jego rozwodzie</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/650056,zondacrypto-i-pkol-piesiewicz-nie-rozwiaze-umowy-bo-nie-ma-podstaw</guid><link>https://natemat.pl/650056,zondacrypto-i-pkol-piesiewicz-nie-rozwiaze-umowy-bo-nie-ma-podstaw</link><pubDate>Mon, 20 Apr 2026 19:16:03 +0200</pubDate><title>Zondacrypto i PKOl. Piesiewicz nie rozwiąże umowy, bo &quot;nie ma podstaw&quot;</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/890abcc1b9731b539a75b159682cde81,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />– Nie ma podstaw do rozwiązania umowy z zondacrypto – stwierdził prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego (PKOl) Radosław Piesiewicz podczas konferencji prasowej. Działacz zwraca uwagę na rolę, jaką giełda odegrała w finansowaniu polskiej reprezentacji podczas IO w Mediolanie.

PKOl nie ma zamiaru wycofywać się ze współpracy ze swoim sponsorem generalnym – zondacrypto. – Dopóki nasz sponsor wywiązuje się z warunków umowy, to jesteśmy zobligowani do dalszej współpracy – stwierdził Radosław Piesiewicz podczas poniedziałkowej konferencji prasowej.  
Szef PKOl uzasadnia swoją decyzję m.in. wkładem zondacrypto w finansowanie  występu polskiej reprezentacji podczas ostatnich igrzysk olimpijskich. – Dzięki firmie zondacrypto PKOl mógł wysłać naszych sportowców na zimowe igrzyska olimpijskie w Mediolanie – zauważył Piesiewicz.
Prezes PKOl spekuluje również na temat skoordynowanego ataku na spółkę: – W ostatnim czasie mamy do czynienia ze zmasowaną nagonką na tę firmę i też powstaje pytanie, komu to jest na rękę?
Piesiewicz krytykuje również Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Poinformował, że do ABW zostało skierowane pismo z informacją o poszukiwaniu nowych sponsorów przez PKOl, w tym takich, którzy działają poza Unią Europejską i oferują "usługi niestandardowe" (takie jak kryptowaluty). Pismo do ABW zostało dostarczone 17 października 2025 roku. Prezes PKOl twierdzi, że nie otrzymał żadnej informacji o potencjalnym zagrożeniu ze strony sponsorowania komitetu przez giełdy kryptowalut.
Odsunięcie zondacrypto z funkcji sponsora generalnego wiązałoby się z karami umownymi. Kolejne środki w ramach umowy pomiędzy PKOl a giełdą mają trafić do komitetu pod koniec kwietnia.
Rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych reaguje
Na słowa Piesiewicza zareagował Jacek Dobrzyński, rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych. "Prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego Radosław Piesiewicz kłamie i manipuluje" – stwierdził we wpisie na X.
Dobrzyński pokazał też pismo PKOl do ABW.
"W piśmie z 17 października 2025 roku skierowanym do ABW, PKOl nie pyta o firmę Zondacrypto ani o kryptowaluty. Informuje jedynie, że 'rozpatrywane jest nawiązanie współpracy z podmiotami zagranicznymi, w tym działającymi poza obszarem Unii Europejskiej, a także oferującymi produkty i usługi niestandardowe'" – dodał.

                    
                        
                    
                O co chodzi w aferze zondacrypto?
O nieprawidłowościach w zondacrypto poinformowały na przełomie marca i kwietnia Gazeta Wyborcza i Wirtualna Polska. Zarzuty dotyczyły rzekomego lobbowania u Karola Nawrockiego sugerowanego przez GW i niewypłacalności giełdy w związku z "wyparowaniem 99 proc. rezerw" zarzucanego zondzie przez WP.
O sytuacji wypowiadał się w naTemat Przemysław Kral, prezes spółki. Wskazywał on na problemy techniczne i błędy merytoryczne w artykułach opublikowanych w mediach. Podkreślał on, że spółka nie bankrutuje i zapowiedział skierowanie pozwu przeciwko dziennikarzom Wirtualnej Polski i Gazety Wyborczej.
Prezes przekazał w rozmowie z naTemat.pl, że problem wynikł z awarii systemu i konieczności manualnego wykonywania transferów, co wydłużyło proces realizacji transakcji. Sprawa wciąż jest w toku, a Przemysław Kral na bieżąco informuje o statusie jego firmy.
Co dalej z zondacrypto?
Zgodnie z wypowiedziami prezesa spółki, ważną przeszkodą w działaniu firmy jest zaginięcie zarządzającego giełdą BitBay Sylwestra Suszka. To na bazie struktur jego organizacji powstało zondacrypto. 16 kwietnia Przemysław Kral opublikował wideo, w którym stwierdził, że dostęp do 4500 bitcoinów (330 milionów dolarów) będących w posiadaniu spółki jest utrudniony z powodu braku kontaktu z poprzednim zarządcą portfela. Sylwester Suszek miał zadeklarować przekazanie danych dostępowych, jednak do tego nie doszło, gdyż zniknął bez śladu 10 marca 2022 roku.

                    
                        
                    
                18-minutowy materiał opublikowany na oficjalnym profilu Przemysława Krala na X odnosi się do "motywowanego politycznie ataku" na giełdę. Prezes porusza w nim tematy takie jak mechanizmy manipulacji medialnych, kwestia rentowności giełdy, kontekst rzekomego wyprowadzania z niej środków i sposobów wykorzystania organów państwa przeciwko zondacrypto.
Kral odniósł się również do swojej roli w zażegnywaniu kryzysu: "Zapewniam, że bezpieczeństwo naszych pracowników oraz interesy Klientów pozostają dla mnie priorytetem".
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/890abcc1b9731b539a75b159682cde81,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.natemat.pl/890abcc1b9731b539a75b159682cde81,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">Według Radosława Piesiewicza nie ma podstaw do rozwiązania umowy z zondacrypto</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/650044,sikorski-spial-sie-z-szefem-msz-izraela-az-poruszyli-ostatnia-akcje-berkowicza</guid><link>https://natemat.pl/650044,sikorski-spial-sie-z-szefem-msz-izraela-az-poruszyli-ostatnia-akcje-berkowicza</link><pubDate>Mon, 20 Apr 2026 18:31:22 +0200</pubDate><title>Sikorski spiął się z szefem MSZ Izraela. Aż poruszyli ostatnią akcję Berkowicza</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/0c265c542eff694e2463d469cb8d7c24,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Ostre starcie Gidona Sa'ara z Radosławem Sikorskim. Szef polskiego MSZ w ostrych słowach skrytykował działania Sił Obronnych Izraela. Jego słowa spotkały się z bardzo chłodnym przyjęciem ze strony reprezentanta rządu Benjamina Netanjahu, który wypomniał ostatnie skandaliczne wydarzenia w polskim Sejmie.

Gorąco zrobiło się na linii Warszawa–Jerozolima. Ostra polemika rozpoczęła się od wpisu Radosława Sikorskiego, w którym szef MSZ skrytykował jednego z izraelskich żołnierzy. Sprawa dotyczy zniszczenia figurki Jezusa w trakcie operacji Sił Zbrojnych Izraela w Libanie. Żołnierz zbezcześcił symbol religijny, uderzając go młotkiem.
"Dobrze, że minister Sa'ar szybko przeprosił, było za co. Należy ukarać tego żołnierza, ale i wyciągnąć wnioski wobec sposobu, w jaki są formowani. Żołnierze IDF sami przyznają się do zbrodni wojennych. Zabijali nie tylko cywilnych Palestyńczyków, ale nawet własnych zakładników" – stwierdził polski wicepremier we wpisie na X.

                    
                        
                    
                Warto dodać, że zarówno Gideon Sa'ar, jak i Benjamin Netanjahu, potępili czyn żołnierza. Szefowi izraelskiego MSZ nie spodobała się jednak narracja Radosława Sikorskiego, w której zwrócił on uwagę na brutalność Sił Zbrojnych Izraela (IDF) i fakt popełniania przez nich zbrodni wojennych (co potwierdziły m.in. Amnesty International i Human Rights Watch).
Ostre starcie Gidona Sa'ara z Radosławem Sikorskim
Wpis Sikorskiego spotkał się z szybką reakcją ze strony wywołanego do tablicy Gideona Sa'ara. Polityk stwierdził, że wypowiedzi polskiego wicepremiera są "nieuzasadnione i zniesławiające" wobec Sił Zbrojnych Izraela. 
"To, co napisałeś, odzwierciedla ignorancję i głęboki brak zrozumienia. W każdej wojnie zdarzają się wypadki operacyjne, w tym przypadki, gdy siły zbrojne ponoszą szkody od własnego ognia. Niestety, w każdej wojnie poszkodowani są cywile niezwiązani z konfliktem, zwłaszcza gdy terroryści wykorzystują ludność cywilną jako żywe tarcze" – stwierdził Gideon Sa'ar w swojej odpowiedzi na X.
W dalszej części wypowiedzi podkreślał on wagę wysiłków Sił Zbrojnych Izraela w obszarze ograniczania strat wśród ludności cywilnej: "Stosunek ofiar wśród terrorystów do ofiar cywilnych jest lepszy niż w przypadku jakiejkolwiek innej zachodniej armii. W rzeczywistości lepszy niż w przypadku jakiejkolwiek siły bojowej na świecie".
Polityk odniósł się także do skandalicznego występu, który w polskim Sejmie zorganizował ostatnio Konrad Berkowicz. Przypomnijmy, przedstawiciel Konfederacji pojawił się na mównicy z flagą Izraela, na której zamiast gwiazdy Dawida znajdowała się swastyka. Gideon Sa'ar zarzucił Radosławowi Sikorskiemu, że ten nie ma prawa wypowiadać się na temat moralności, bo nie potępił tego antysemickiego aktu.
"Zamiast prawić innym morały, proponuję, abyś osobiście potępił haniebny przejaw antysemityzmu, który widzieliśmy w zeszłym tygodniu w polskim parlamencie" – stwierdził minister spraw zagranicznych Izraela.

                    
                        
                    
                Sikorski nie pozostał dłużny izraelskiemu ministrowi
Radosław Sikorski odbił zarzuty Gideona Sa'ara, zwracając uwagę, że jest on niedoinformowany. Ponownie skrytykował również kwestię brutalności Sił Zbrojnych Izraela.
"Potępiłem antysemicki incydent ze strony skrajnie prawicowego członka naszego parlamentu w dniu, w którym miał miejsce. (...) Co do reszty, jeśli to nie skłoni cię do wprowadzenia zmian w szkoleniu twoich żołnierzy, nie mogę ci pomóc" – stwierdził szef polskiego MSZ, dołączając link do artykułu w dzienniku Haaretz pt. "Czułem, że jestem potworem: żołnierze Sił Zbrojnych Izraela mówią o moralnym zranieniu i ciszy".

                    
                        
                    
                Sikorski wypomniał Sa'arowi także kwestie ataków izraelskiego wojska na pracowników organizacji humanitarnych. "Błędy doprowadziły również do śmierci pracowników humanitarnych organizacji pozarządowych, w tym Polaka, pana Damiana Sobóla" – przypomniał w kolejnej odpowiedzi pod postem izraelskiego polityka.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/0c265c542eff694e2463d469cb8d7c24,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.natemat.pl/0c265c542eff694e2463d469cb8d7c24,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">Ostre starcie Gidona Sa&#039;ara z Radosławem Sikorskim</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/650038,gps-w-norwegii-sparalizowany-przez-48-godzin-rosja-znowu-testuje-zachod</guid><link>https://natemat.pl/650038,gps-w-norwegii-sparalizowany-przez-48-godzin-rosja-znowu-testuje-zachod</link><pubDate>Mon, 20 Apr 2026 16:59:36 +0200</pubDate><title>GPS w Norwegii sparaliżowany przez 48 godzin. Rosja znowu testuje Zachód</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/c7bad983ca4c05638f62bdf8a151b54a,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Potężny rosyjski atak zakłócił sygnały GPS nad północną częścią Norwegii. To bezprecedensowe wykorzystanie technologii jammingu, które ma ogromne znaczenie dla bezpieczeństwa Arktyki. Tak silne uderzenie jest pokazem siły, który z pewnością zostanie dostrzeżony także poza Europą. Jego adresatem są również Stany Zjednoczone.

Norweski Urząd Komunikacji poinformował o gigantycznej skali ataku, który trwał 48 godzin. Dotknął on północnego obszaru Norwegii i doprowadził do licznych zakłóceń w ruchu lotniczym i działań powietrznych służb ratowniczych. To kolejne naruszenie w ramach prowadzonej przez Kreml wojny hybrydowej, tym razem o niespotykanej skali.
Federacja Rosyjska wykorzystała zagłuszanie GNSS, czyli tzw. jamming. To celowe zakłócanie sygnałów poprzez emisję silniejszych fal na tej samej częstotliwości. W praktyce doprowadziło to do utraty dostępu do technologii nawigacyjnej przez samoloty podczas lądowania i startowania. Takie działanie znacząco wpływa na bezpieczeństwo procedur i naraża uczestników ruchu lotniczego.
O jammingu w obszarze arktycznym jest głośno od dłuższego czasu. O działalności Rosji informowała też m.in. Finlandia. Używany jest on również w innych hybrydowych działaniach Federacji Rosyjskiej, w tym na również w Polsce.
Atak nastąpił z ogromnej bazy wojskowej
Norwegowie potwierdzili, że źródło sygnałów zakłócających pochodziło z obwodu murmańskiego w Rosji. Murmańsk to niepozorne miasto, w którym mieszka około 288 tys. osób, i leży w całości za kołem podbiegunowym (1967 km od Moskwy).
Miasto jest też kluczowe dla rosyjskiej armii, zwłaszcza dla Floty Północnej. Obwód murmański stanowi jeden z najbardziej zmilitaryzowanych obszarów na terenie Rosji. Znajdują się tu liczne bazy morskie, lotnicze i lądowe. Część personelu z tych baz została wysłana na wojnę w Ukrainie.
Ukryty cel rosyjskiego działania. W USA mogą bić na alarm
Działania Rosji nie są bez znaczenia także w kontekście bezpieczeństwa narodowego USA. To m.in. dlatego Donald Trump tak silnie zabiega o przejęcie kontroli nad Grenlandią. Znajduje się ona idealnie pośrodku szlaków potencjalnej wymiany ognia i stanowi idealne miejsce na wzmocnienie amerykańskich zdolności militarnych.
Obszar arktyczny, który obejmuje właśnie m.in. Norwegię, bywa często pomijany jako miejsce potencjalnych działań wojennych. Wynika to z pewnej cechy współczesnych map. Najczęściej wykorzystywane odwzorowanie kulistości Ziemi to tzw. odwzorowanie walcowe równokątne (potocznie odwzorowanie Merkatora). W rzeczywistości zniekształca ono znacząco realną wielkość obszarów, im bliżej biegunów, tym odległości wydają się być większe. Natomiast kraje równikowe są nieproporcjonalnie małe w porównaniu z północnymi i południowymi obszarami.
W praktyce najkrótsza powietrzna trasa pomiędzy Moskwą a Waszyngtonem nie biegnie przez Europę Zachodnią i sam środek Oceanu Atlantyckiego, a przez Finlandię, Szwecję, Norwegię, Grenlandię i Kanadę. Oznacza to, że tak ogromny atak w tym regionie z pewnością zwróci na siebie uwagę służb USA.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/c7bad983ca4c05638f62bdf8a151b54a,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.natemat.pl/c7bad983ca4c05638f62bdf8a151b54a,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">Rosja wykorzystuje elektroniczny atak przeciwko Norwegii</media:title></media:content></item>
		
	</channel>
</rss>
