<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" version="2.0" xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom">
	<channel>
		<title><![CDATA[naTemat.pl - Kultura]]></title>
		<description><![CDATA[Najnowsze artykuły i wpisy blogerów w kategorii Kultura w naTemat.pl]]></description>
		<link>https://natemat.pl/c/143,kultura</link>
				<generator>natemat.pl</generator>
		<atom:link href="https://natemat.pl/rss/kategoria,143,kultura" rel="self" type="application/rss+xml" />
		<atom:link rel="hub" href="https://pubsubhubbub.appspot.com/" xmlns="http://www.w3.org/2005/Atom" />
			<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/646390,c-line-dion-planuje-wystepy-w-paryzu-po-latach-choroby-moze-znow-zaspiewac-dla-swiata</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/646390,c-line-dion-planuje-wystepy-w-paryzu-po-latach-choroby-moze-znow-zaspiewac-dla-swiata</link><pubDate>Mon, 23 Mar 2026 17:16:27 +0100</pubDate><title>Céline Dion planuje występy w Paryżu. Po latach choroby może znów zaśpiewać dla świata</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/fadc692e24618c30f51d6508255fe167,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />To byłby jeden z najbardziej poruszających powrotów w muzyce ostatnich lat. Céline Dion, która od lat zmaga się z poważną i rzadką chorobą neurologiczną, może ponownie stanąć na scenie i dać serię koncertów w Paryżu.

Wielu fanów uwierzyło w pełnoprawny powrót Céline Dion, jednej z największych ikon muzyki, już w 2024 roku, gdy kanadyjska artystka pojawiła się podczas ceremonii otwarcia Letniich Igrzysk Olimpijskich w Paryżu. Jej spektakularne wykonanie utworu "Hymne à l'amour" z wieży Wieża Eiffla było jednym z najbardziej emocjonalnych momentów wydarzenia i dowodem na to, że mimo choroby wciąż potrafi zachwycać publiczność. 
Koncerty Céline Dion w Paryżu jeszcze niepotwierdzone, ale byłyby wielkim powrotem artystki na scenę
Teraz wszystko wskazuje na to, że właśnie do tego miasta może wrócić z pełnoprawnymi koncertami. Według doniesień kanadyjskiego dziennika "La Presse", które cytują "Variety" i "Sortiraparis", 57-letnia Dion ma planować serię występów w Paris La Défense Arena – największej hali widowiskowej w Europie. 
Mowa o koncertach odbywających się dwa razy w tygodniu we wrześniu i październiku. To oznaczałoby kilkanaście występów i powrót na wielką skalę. Na razie jednak oficjalnego potwierdzenia brak, więc są to jedynie domysły.

                    
                        
                    
                Atmosferę podgrzewają też działania promocyjne – w Paryżu pojawiły się billboardy z tytułami jej największych przebojów, jak "Pour que tu m’aimes encore" i "Power of Love" ,co wielu fanów odczytuje jako zapowiedź nadchodzącego ogłoszenia. 
Co ciekawe, artystka miała już wystąpić w tej paryskiej hali w 2020 roku w ramach trasy Courage World Tour, jednak najpierw przeszkodziła pandemia, a później jej stan zdrowia. Od tego momentu Dion nie dała żadnego koncertu, oprócz wspomnianego występu na igrzyskach.
Choroba Céline Dion uniemożliwia jej koncertowanie
To właśnie zdrowie pozostaje dziś najważniejszym kontekstem całej sprawy. W 2022 roku Céline Dion ujawniła, że cierpi na zespół sztywnego człowieka (zespół Moerscha-Woltmanna) – niezwykle rzadką, przewlekłą i nieuleczalną chorobę neurologiczną o podłożu autoimmunologicznym. 
Schorzenie to powoduje postępującą sztywność mięśni oraz bolesne, niekontrolowane skurcze, które mogą obejmować całe ciało. Co szczególnie trudne dla wokalistki, choroba może wpływać także na mięśnie odpowiedzialne za emisję głosu i oddychanie.
Objawy bywają nieprzewidywalne – mogą być wywoływane przez stres, nagłe dźwięki czy silne emocje. W skrajnych przypadkach skurcze są tak intensywne, że prowadzą do upadków, a nawet urazów. To właśnie z ich powodu Dion musiała odwołać trasę koncertową i ograniczyć występy do minimum.
Leczenie choroby ma charakter objawowy – nie istnieje terapia, która mogłaby ją całkowicie wyleczyć. Stosuje się m.in. leki rozluźniające mięśnie, terapię immunologiczną oraz intensywną rehabilitację. Kluczowe jest także unikanie czynników wywołujących ataki. Artystka wielokrotnie podkreślała, że codziennie pracuje nad powrotem do sprawności, choć jest to długotrwały i wymagający proces. 
Jej zmagania zostały pokazane w poruszającym dokumencie "Jestem Celine Dion". Pod koniec filmu pokazano, jak wyglądają spazmy, których doświadcza gwiazda. Arystka płacze z bólu i nie może poruszać kończynami, ma napięte mięśnie na całym ciele, a w jej oczach widać przerażenie. Wargi drżą, a Dion nie ma kontroli nad niczym. W złagodzeniu objawów SPS pomaga jej zespół fizjoterapeutów.
– Nie lubię nie panować nad sobą – powiedziała po zdarzeniu. Na ekranie widzimy, jak lekarze podają jej mnóstwo leków, w tym Valium. W wywiadzie z NBC Dion zdradziła, że raz przyjęła niemalże śmiertelną dawkę tego leku.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/fadc692e24618c30f51d6508255fe167,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/fadc692e24618c30f51d6508255fe167,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Céline Dion szykuje powrót?</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/646141,chuck-norris-i-jego-problemy-zdrowotne-juz-przed-laty-przezyl-koszmar-pod-prysznicem</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/646141,chuck-norris-i-jego-problemy-zdrowotne-juz-przed-laty-przezyl-koszmar-pod-prysznicem</link><pubDate>Fri, 20 Mar 2026 17:07:28 +0100</pubDate><title>Chuck Norris miał problemy zdrowotne. Przed laty przeżył koszmar pod prysznicem</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/24bf560aa1ba591fd37b3126bf91f5cb,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Chuck Norris zmarł 19 marca w wieku 86 lat. Choć od zawsze dbał o swoją kondycję fizyczną, to nie ominęły go problemy zdrowotne. Niepokojące wieści dotarły do jego fanów już kilka lat temu, gdy doznał dwóch zawałów serca. Zaledwie kilka dni przed śmiercią usłyszeliśmy o jego "nagłym medycznym incydencie".

Chuck Norris przez miliony fanów na całym świecie zostanie zapamiętany jako mistrz sztuk walki i gwiazdor kina akcji. W swoim dorobku artystycznym miał rolę w hongkońskim filmie "Droga smoka", został też obsadzony w dramacie wojennym "Zaginiony w akcji". Później wystąpił w "Oddziale Delta", ale największą sławę przyniosła mu postać Cordella Walkera, stróża sprawiedliwości, w legendarnym serialu telewizyjnym "Strażnik Teksasu".
Chuck Norris miał kłopoty ze zdrowiem
W żyłach Norrisa płynęła krew prawdziwego sportowca. Zdobył czarny pas w karate, taekwondo, tang soo do, judo i jiu jitsu. Ostatecznie stał się sześciokrotnym mistrzem świata w karate. Prowadził zdrowy tryb życia, dużo się ruszał, dbał o swoją kondycję.
W pewnym momencie życia dopadły go jednak nieprzewidziane kłopoty. Był rok 2017, a Norris miał wtedy 77 lat. W trakcie kąpieli pod prysznicem doznał zawału serca. Na miejsce wezwano pogotowie. Jak się później okazało, Chucka złapał kolejny zawał już w obecności medyków.
Mimo naprawdę krytycznej sytuacji gwiazdorowi szybko udało się powrócić do pełni sił i dawnego zdrowia. Z pewnością wpływ na to miał jego dotychczasowy sposób na życie, czyli regularna aktywność fizyczna.
W kolejnych latach nie było nic słychać o problemach zdrowotnych Chucka. Zaledwie 10 marca w sieci pojawiło się nagranie, na którym widzimy, jak 86-letni aktor uprawia boks. Dziękował wtedy za kolejny rok życia i możliwość robienia tego, co kocha. 

                
                    
                
                Nagła zmiana nastąpiła 18 marca, gdy Chuck Norris trafił do szpitala na Hawajach. Amerykańskie media donosiły wówczas, że słynny "Strażnik Teksasu" został przewieziony do placówki medycznej na wyspie Kauai po "nagłym zdarzeniu medycznym". Nie ujawniono jednak szczegółów. Fani wstrzymali oddech, bo wszystko wydarzyło się nagle i bez ostrzeżenia.
Chuck Norris nie żyje
Minęło kilkanaście godzin i do mediów trafiła najgorsza z możliwych wiadomości. Chuck Norris zmarł. Rodzina potwierdziła, że stało się to naprawdę nagle, ale gwiazdor był wtedy w otoczeniu najbliższych.
"Z ciężkim sercem informujemy o nagłej śmierci naszego ukochanego Chucka Norrisa. Chociaż chcielibyśmy zachować tę informację w tajemnicy, zapewniamy, że był otoczony przez rodzinę i zaznał spokoju" – czytamy w oświadczeniu opublikowanym przez rodzinę.

                
                    
                
                "Dla świata był mistrzem sztuk walki, aktorem i symbolem siły. Dla nas był oddanym mężem, kochającym ojcem i dziadkiem, niesamowitym bratem oraz sercem naszej rodziny. Żył z wiarą, determinacją i niezachwianym oddaniem dla ludzi, których kochał. Dzięki swojej pracy, dyscyplinie i życzliwości zainspirował miliony ludzi na całym świecie i wywarł trwały wpływ na życie tak wielu osób" – wspomnieli członkowie rodziny Chucka.
W dalszej części poruszającego postu zwrócili się też bezpośrednio do jego wiernych fanów: "Chociaż nasze serca są złamane, jesteśmy głęboko wdzięczni za życie, które przeżył, i za niezapomniane chwile, które mieliśmy szczęście z nim dzielić. Miłość i wsparcie, jakie otrzymał od fanów na całym świecie, znaczyły dla niego tak wiele, a nasza rodzina jest za to naprawdę wdzięczna. Dla niego nie byliście tylko fanami, byliście jego przyjaciółmi". 
Dodajmy, że na tę chwilę nie została ujawniona oficjalna przyczyna śmierci Chucka Norrisa.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/24bf560aa1ba591fd37b3126bf91f5cb,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/24bf560aa1ba591fd37b3126bf91f5cb,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Chuck Norris nie żyje. Gwiazdor przed laty miał już problemy ze zdrowiem.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/646120,maciej-pesta-nie-zyje-ceniony-kielecki-aktor-teatralny-mial-43-lata</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/646120,maciej-pesta-nie-zyje-ceniony-kielecki-aktor-teatralny-mial-43-lata</link><pubDate>Fri, 20 Mar 2026 14:24:14 +0100</pubDate><title>Maciej Pesta nie żyje. Ceniony kielecki aktor teatralny miał 43 lata</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/95d352300b8445c5500f6e1b039704c6,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Maciej Pesta zmarł nagle w wieku 43 lat. Był doskonale znany z kieleckiej sceny teatralnej. Grywał kultowe role m.in. Romea w "Romeo i Julii" Szekspira w reżyserii Julii Wernio. Widzowie mogli go też zobaczyć w serialach telewizyjnych. Informację o jego śmierci przekazał Teatr Żeromskiego w Kielcach.

Na profilu teatru pojawił się poruszający post pożegnalny. Wspomniano w nim o dorobku zmarłego aktora. Maciej Pesta skończył Studium Aktorskie w Olsztynie i Wydział Aktorski Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej im. L. Schillera w Łodzi.
Maciej Pest grał w teatrze kultowe role
Na jego talencie aktorskim nieraz poznali się reżyserzy i obsadzali go w głównych rolach. I tak Pesta miał na swoim koncie m.in. tytułową rolę w spektaklu "Rasputin" – reżyserii Wiktora Rubina (2017), Florinda Aretusiego w "Słudze dwóch panów" Petera Turriniego – reżyserii Bartłomieja Wyszomirskiego (2011), aktora w "Hamlecie" Williama Szekspira w reżyserii Radosława Rychcika (2011), Romea w "Romeo i Julii" Williama Szekspira – reżyserii Julii Wernio (2010) czy dzikusa w "Jądrze ciemności" Josepha Conrada w reżyserii Szymona Kaczmarka (2012).
Pesta występował też w serialach m.in. w: "Forst", "Mecenas Porada" oraz "Erotica 2022".
Informacja o tym, że Maciej Pesta nie żyje, pojawiła się 20 marca. Nie podano jednak do publicznej wiadomości przyczyny śmierci młodego aktora.
Członkowie kieleckiego teatru przyznali, że bardzo bliskie im sercom pozostaną wspomnienia związane z Maciejem Pestą. Artysta ponad dekadę temu pracował tam etatowo, później jednak został wolnym strzelcem i zaczął występować też w różnych innych teatrach m.in. w stołecznym Teatrze Syrena, olsztyńskim Teatrze Jaracza, gdańskim Teatrze Szekspirowskim, Teatrze Słowackiego w Krakowie.
Współpracował też z bydgoskim Teatrem Polskim, Komuną Warszawa czy Teatrem 21, tworzonym przez artystów i artystki z zespołem Downa. W Teatrze Komedii został członkiem obsady spektaklu "You Can Fail, Porażka Show".
Swoją ostatnią rolę – Andrea, kochanka kardynała Stanislao – zagrał w przedstawieniu pt. "Złe wychowanie" w Olsztynie.
Osoby z branży wspominają Macieja Pestę
Kunszt aktorski Pesty opisała swego czasu badaczka teatru Monika Kwaśniewska-Mikuła: "Mimo że rynek teatralny nie sprzyja autonomicznym wyborom aktorów i aktorek, on wydaje się bardzo konsekwentnie realizować drogę artysty zaangażowanego. Jego działania sytuują się na granicy aktorstwa i performansu. Pesta, kształtując postaci idealnie wpisane w strukturę spektaklu, jednocześnie wyraziście zaznacza własne stanowisko do podejmowanego w przedstawieniu tematu oraz nawiązuje realny kontakt z publicznością".
Informacją o śmierci młodego aktora bardzo przejął się Witold Mrozek. W "Gazecie Wyborczej" tak go wspomina: "Był jednym z symboli przemian polskiego teatru w poprzedniej, drugiej dekadzie XXI wieku – sztuki jednocześnie świadomej siebie, odważnej, ale i otwartej na grę, wygłup, zabawę, wzięcie samej siebie w nawias. (...) Jego śmierć jest dla teatru wielką stratą, a dla mnie szokiem. Widzę długi korowód świetnych ról Pesty – i nie mogę uwierzyć, że to koniec".
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/95d352300b8445c5500f6e1b039704c6,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/95d352300b8445c5500f6e1b039704c6,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Maciej Pesta nie żyje.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/645907,dobra-ksiazka-dla-dzieci-znani-pisarze-podpowiadaja-jak-skrasc-serce-mlodego-czytelnika</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/645907,dobra-ksiazka-dla-dzieci-znani-pisarze-podpowiadaja-jak-skrasc-serce-mlodego-czytelnika</link><pubDate>Thu, 19 Mar 2026 14:13:38 +0100</pubDate><title>Dobra książka dla dzieci. Znani pisarze podpowiadają, jak skraść serce młodego czytelnika</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/d3f05d7b96d4f515ab042ce1adfc4d5a,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Napisanie dobrej książki dla dzieci to niemałe wyzwanie, ale też... duża frajda! Wiedzą o tym autorzy, którzy od lat z powodzeniem tworzą literaturę uwielbianą przez najmłodszych, a także są jurorami trwającego do 26 marca konkursu literackiego "Piórko 2026" z nagrodą w wysokości 120 000 zł. Jaki jest ich przepis na pisarski sukces? I jakie rady mają dla tych, którzy chcieliby tworzyć wciągające opowieści dla małych czytelników?

Dla dzieci dedykowane książki to wartościowa, bo rozwijająca rozrywka, a zarazem najprostszy sposób na zaszczepienie im miłości do literatury w dorosłym życiu. Dla autorów tych utworów to źródło ogromnej satysfakcji z dostarczania najmłodszym radości, a także możliwość wykazania się niezwykłym warsztatem pisarskim. Takim, który pozwala odnaleźć w sobie najgłębsze pokłady empatii, wrażliwości i szacunku.
W końcu książki dla dzieci różnią się od tych dla dorosłych. Nie tylko dlatego, że są krótsze. Przede wszystkim z tego powodu, że trzeba pracować nad nimi z odpowiednim wyczuciem i włożyć w ich stworzenie całe serce. Bo dorośli, którzy je piszą, muszą nie tylko postarać się o to, by przyciągnąć i utrzymać do końca lektury uwagę młodych czytelników, ale także umiejętnie dostosować do nich treść, język i przekaz.
Co jest najważniejsze w literaturze dziecięcej? Jakich zasad przy jej tworzeniu należy się trzymać? Od czego zacząć pisanie książki dla dzieci? Czy autor takiej lektury musi być jak wychowawca, pedagog i dydaktyk w jednym wcieleniu? Odpowiedzi na te i inne pytania postanowiliśmy poszukać u najlepszego źródła, czyli po prostu autorów cenionych i uwielbianych książek dla dzieci i młodzieży!
Wspólnie z nimi przygotowaliśmy przystępny poradnik dla osób, którym marzy się rozwijanie twórczości w świecie dziecięcej literatury. Warto wziąć sobie do serca ich rady, tym bardziej że właśnie trwa "Piórko 2026" – 12. odsłona jednego z największych w Polsce konkursów literacko-ilustratorskich dla twórców książek dla dzieci w wieku 4–10 lat. Do lektury ich podpowiedzi zachęcamy też niepiszących książki, bo to szansa wysłuchania ciekawych ludzi, którzy mają przy sobie... klucz do dziecięcych serc!
Pierwsze koty za płoty
Najtrudniej jest zacząć, a później to już z górki. Może z tą górką to lekka przesada, gdy mowa o tworzeniu książek dla dzieci, ale faktycznie, pytanie, od czego zacząć swoją przygodę pisarską z dziecięcą literaturą, jest tym, które stawia sobie wielu debiutujących autorów. Niewykluczone, że również ci, którzy mają już za sobą pierwsze, nieśmiałe teksty i teraz szykują się do napisania swojego "małego dzieła sztuki".
Rafał Witek – pochodzący z Wrocławia pisarz, autor takich powieści jak "Klub latających ciotek", "Nawiedzone kolonie" czy "Ucieczka na górę marzeń" oraz wierszy i tekstów edukacyjnych dla dzieci – zwraca uwagę, że w poszukiwaniu odpowiedzi na to pytanie trzeba zacząć od... zadania sobie kilku pytań.
– Czy mam dzieciom coś ważnego do (o)powiedzenia? Czy znam współczesne dzieci? Co wiem o nich i ich świecie? Czy rozmawiałem ostatnio z jakimkolwiek dzieckiem? Dla jakiej grupy wiekowej jest moja historia? Czy moją motywacją do pisania jest chęć dostarczenia dzieciom radości z czytania i podzielenia się z nimi świetną opowieścią? – wylicza pisarz, który jest jednym z jurorów tegorocznego konkursu "Piórko".
Nasz rozmówca podkreśla, że na teksty pisane bez miłości i bez pasji szkoda czasu, bo od razu poznają się na nich członkowie jury w konkursach pisarskich, nie mówiąc już o wydawcach książek dla dzieci.
Jak w takim razie skraść serca młodych czytelników? – Na pewno pomogą wiarygodni bohaterowie, z którymi dzieci mogą się utożsamiać. Ważne też jest, aby tekst "wciągał" od pierwszej linijki, porywał, wzbudzał emocje. Wartka akcja, językowy wigor i poczucie humoru są mile widziane! Dobrze też uwzględnić w opowiadaniu elementy, doświadczenia czy zjawiska, które dzieci znają. Gdy wychodzi się od tego, co jest im bliskie i znajome, łatwiej zachęcić je do wspólnej literackiej wyprawy – podpowiada Rafał Witek.
– Trzeba wiedzieć, o czym ma być książka, jaką historię chcemy opowiedzieć. Musimy "zobaczyć" naszego bohatera, nadać mu charakterystyczne cechy. "Wejść" w opowieść, poczuć jej klimat – dodaje pisarka Renata Piątkowska. – Ja z moimi bohaterami zaprzyjaźniam się na długo, zanim siądę do pisania. Zastanawiam się, jak powinni zachować się w danej sytuacji, jak poprowadzić dialogi, jak uzyskać zamierzony efekt. Warto "ponosić" w głowie fabułę, doprecyzować ją, rozważyć różne warianty, wejść w buty swoich bohaterów i dopiero wtedy przelać na papier swoją opowieść.
Podstawowe zasady i... błędy w pisaniu
Renata Piątkowska – wielokrotnie nagradzana autorka książek dla dzieci i młodzieży (m.in. cykl "Opowiadania" z przygodami kilkuletniego Tomka, książki "Wieloryb", "Na wszystko jest sposób", "To się nie mieści w głowie"), Dama Orderu Uśmiechu – podkreśla, że kilka zasad warto mieć na względzie przy pisaniu dziecięcej literatury, ale niekoniecznie trzeba trzymać się ich z żelazną konsekwencją.
A czy książki dla dzieci muszą zawsze "wychowywać" i mieć ukryty w sobie głębszy przekaz etyczny? – Pozwolę sobie odwrócić to pytanie: czy książki dla dorosłych muszą zawsze "wychowywać" i mieć ukryty w sobie głębszy przekaz etyczny? No właśnie… Dzieci też mają prawo do rozrywki, do czytania dla przyjemności. Nie muszą cały czas być zasypywane treściami edukacyjnymi, wiekopomnymi mądrościami i morałami – odpowiada Rafał Witek.
Juror konkursu "Piórko 2026" dodaje, że dobre książki przekazują wartości etyczne "między wierszami". W czytelniku zostaje to, do czego sam "dojdzie", co samodzielnie zrozumie, przemyśli, przeżyje. Wzruszenie, zaciekawienie, wspólny język – to zawsze działa lepiej niż moralizatorstwo i łopatologia. – Nie starajmy się usilnie narzucać książce wartości edukacyjnych – zgadza się Renata Piątkowska. – Niech tekst bawi, zaciekawi, zachwyci, zachęci do czytania – mówi pisarka, która też jest w jury konkursu Biedronki.
Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić? – Wiem! Ale cóż, pisanie książek do najłatwiejszych zajęć nie należy – mówi pół żartem, pół serio jurorka, którą pytamy jeszcze o najczęstsze błędy, jakich powinni wystrzegać się  autorzy książek dziecięcych. Jako "grzechy ciężkie" w tego rodzaju twórczości podaje krótką listę, na której są zapisane: nuda, brak autentyczności, przewidywalność i słabe tempo.
– Opowieść musi być jasna, ale nie uproszczona do poziomu, który brzmi sztucznie, moralizatorsko. Opowiadana historia nie może dziać się obok czytelnika, ona musi się z nim emocjonalnie związać – radzi pisarka. Wskazuje też na błąd kardynalny, a jest nim infantylizacja, czyli niedocenienie inteligencji młodego czytelnika, przesłodzony język oraz długie nużące opisy.
A czego jej najczęściej brakuje w książkach dla dzieci? Tym często nieobecnym składnikiem przepisu na sukces okazuje się humor. – Ten, który jest skrzący się, błyskotliwy, może być też nieoczywisty, czarny, absurdalny, byle młody czytelnik zaśmiewał się podczas lektury do łez – wyjaśnia.
AI i inne źródła inspiracji
Od dawna nowoczesne technologie wkraczają do świata kultury, a ostatnio dużo się mówi o udziale sztucznej inteligencji i granicach jej stosowania. Również organizatorzy konkursu literackiego "Piórko" zabrali w tej sprawie głos, a nawet w ramach eksperymentu wprowadzili w najnowszej odsłonie akcji z nagrodami drugą kategorię – Piórko Innowacji, czyli ścieżkę dla autorów korzystających transparentnie z narzędzi AI.
– Ogólnie rzecz biorąc, sztuczna inteligencja może być narzędziem pomocniczym. Ułatwia research, ale od autora wymaga się samodzielnej weryfikacji treści, bo to autor ponosi odpowiedzialność za tekst, jego ostateczny kształt i merytoryczną rzetelność – zaznacza Renata Piątkowska. – W naszym konkursie w 2026 roku mamy dwie równoległe ścieżki: tradycyjną i nowoczesną, czyli twórczość wspomaganą cyfrowymi narzędziami. Szczerze mówiąc, sama jestem ciekawa tych prac pisanych ze wsparciem technologii AI. Ich ocena będzie dla mnie wyzwaniem i nowym doświadczeniem.
O tradycyjnych źródłach inspiracji dla pisarzy książek dziecięcych opowiada nam Rafał Witek. – Każdy z nas czerpie inspiracje z innych źródeł i czym innym się zachwyca. Jednak, chcąc rozpocząć przygodę z pisaniem dla dzieci, czy to samodzielnie, czy z myślą o konkursie "Piórko", warto odrobić "zadanie domowe".
– Po pierwsze, zapoznać się z książkami nagrodzonymi w poprzednich edycjach. One dają pewne pojęcie o tym, czego szuka jury w konkursowych pracach, co docenia, na co zwraca uwagę. Po drugie, przypomnieć sobie klasykę literatury dziecięcej oraz zaznajomić się z tym, co obecnie jest najlepsze na rynku, choćby po to, aby nie wyważać otwartych drzwi, nie powielać pomysłów, które już zostały stworzone. Po trzecie, wsłuchać się w głos dzieci, swoich lub cudzych. One najbardziej potrafią zainspirować!
Link do strony konkursu "Piórko 2026": piorko.biedronka.pl.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/d3f05d7b96d4f515ab042ce1adfc4d5a,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/d3f05d7b96d4f515ab042ce1adfc4d5a,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Napisanie dobrej książki dla dzieci to niemałe wyzwanie, ale też... duża frajda! Jaki jest ich przepis na pisarski sukces? I jakie rady mają dla tych, którzy chcieliby tworzyć wciągające opowieści dla małych czytelników?</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/645661,w-the-traitors-nigdy-nie-padl-rownie-okropny-tekst-to-juz-bylo-przegiecie</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/645661,w-the-traitors-nigdy-nie-padl-rownie-okropny-tekst-to-juz-bylo-przegiecie</link><pubDate>Wed, 18 Mar 2026 10:36:00 +0100</pubDate><title>W &quot;The Traitors&quot; nigdy nie padł równie okropny tekst. To już było przegięcie</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/e24f54f12a620447aab85776a7d1c3d6,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Program "The Traitors. Zdrajcy" cieszy się niesłabnącą popularnością. Stawką gry, w której trzeba dobrze kłamać, są pieniądze, ale to nie powinno dawać uczestnikom przyzwolenia na obrażanie innych graczy. Słowa Izy dotyczące wagi doprowadziły Natalię do łez. Fani są – delikatnie mówiąc – oburzeni i domagają się reakcji TVN-u.

"The Traitors. Zdrajcy" to format oparty na grze Mafia, w której gracze dzielą się na Zdrajców i Lojalnych. Pierwsza grupa – nieliczna w porównaniu z resztą – musi manipulować grą tak, by mieszać w głowach Lojalnych, którzy starają się niczym Sherlock Holmes szybko odkryć, komu nie powinni ufać, i taką osobę z programu prędko wyeliminować.
Program TVN inspirowany niderlandzkim reality show De Verraders przyciąga przed ekrany setki tysięcy widzów. Powód: trzyma w napięciu i gwarantuje ogromną rozrywkę. Pod koniec lutego swoją premierę miał 3. sezon polskiego hitu. Z odcinka na odcinek emocje w neogotyckim zamku Château de Bournel we Francji rosną, a wraz z nimi kontrowersje.
"The Traitors. Zdrajcy" oburzyli widzów. Komentarz Izy o Natalii był zbędny
W 4. odcinku "The Traitors. Zdrajcy", który stacja TVN wyemitowała w minioną niedzielę, Lojalni dobrze obstawili i usunęli z gry Łucję Rybak, 23-letnią influencerkę, która zajmuje się na co dzień aktorstwem i zasilała szeregi Zdrajców. Niektórym udało się prawidłowo rzucić podejrzenia na pozostałych "oszustów", czyli pilota Igora Powierżę oraz trenerkę i mentorkę agentów ubezpieczeniowych Natalię Prokaziuk.
W trakcie dyskusji, która kończy się głosowaniem przy stole i eliminacją uczestnika z przewagą głosów, DJ-ka Iza Chojnacka postanowiła otwarcie wskazać Natalię jako "potencjalnego" Zdrajcę. Sposób, w jaki ubrała słowa, był daleki od przyzwoitości. – Słodki pączuszku. Pierdzący, siedzący i nic nierobiący. Ja mam wrażenie, że ty przyjechałaś do jakiegoś teatru – zaczęła.
Dalej Iza przypomniała o tym, jak uczestnicy zareagowali na odejście jej siostry bliźniaczki z programu. Zdaniem DJ-ki reakcja Natalii świadczyła o jej poczuciu winy. By jeszcze bardziej dolać oliwy do ognia, celebrytka obraziła Zdrajczynię, komentując jej wygląd. – I przepraszam cię, ale uważam, że ty naprawdę powinnaś pogodzić się z trenerem personalnym – powiedziała, a w oczach Natalii pojawiły się łzy.
W mediach społecznościowych posypały się komentarze wstrząśniętych widzów. "Droga produkcjo, pozwalanie na obrażanie ludzi ze względu na ich wagę przed milionową publicznością to w dzisiejszym świecie coś absolutnie odrażającego"; "Dlaczego produkcja zezwala na takie chamstwo i poniżanie innych osób?"; "Choć nie przepadam za Natalią, to jestem oburzona zachowaniem bliźniaczki. Nazwanie jej pierdzącym pączusiem i proponowanie trenera personalnego było obrzydliwe" – czytamy na oficjalnym profilu show na Facebooku.
"Słowa Izy do Natalii kompletny brak szacunku dla drugiego człowieka" – podsumowała jedna internautka.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/e24f54f12a620447aab85776a7d1c3d6,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/e24f54f12a620447aab85776a7d1c3d6,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Afera wokół programu &quot;The Traitors. Zdrajcy&quot;. DJ-ka Iza Chonacka obraziła Natalię Prokaziuk</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/645379,najdziwniejsze-kreacje-na-oscarach-2026-nie-da-sie-juz-ich-odzobaczyc</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/645379,najdziwniejsze-kreacje-na-oscarach-2026-nie-da-sie-juz-ich-odzobaczyc</link><pubDate>Mon, 16 Mar 2026 13:11:38 +0100</pubDate><title>Najdziwniejsze kreacje na Oscarach 2026. Nie da się już ich odzobaczyć</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/fb9a5c66c4e9d61ac63f7629a297d283,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Na tegorocznej gali Oscarowej zabrakło wielkich modowych wpadek, które przejdą do historycznej topki nagród Amerykańskiej Akademii Filmowej. Nie oznacza to jednak, że żadna z gwiazd nie ubrała się co najmniej dziwnie. Które stylizacje zapamiętamy na długo?

Za nami 98. gala wręczenia nagród Amerykańskiej Akademii Filmowej. Jak co roku, miłośnicy kina z całego świata dyskutują nie tylko o docenionych produkcjach, ale również o kreacjach celebrytów.
Oscary 2026. 5 najdziwniejszych stylówek
Wielkie święto kina po raz kolejny dostarczyło wielu emocji i skandali, ale i zaskakujących stylizacji. O których najwięcej mówi się w internecie?
Chloé Zhao
Reżyserka "Hamneta" wystąpiła w czarnej, powłóczystej sukni z szerokimi rękawami, którą uzupełniła mrocznym welonem. "Czy ona wybiera się na pogrzeb Oscarów?" – pytali internauci. Inny z kolei żartowali, że artystka opłakuje anulowanie nowej wersji kultowego serialu "Buffy – postrach wampirów" (ogłoszono to niedługo przed galą).

                    
                        
                    
                Jack O'Connell
A skoro przy wampirach jesteśmy... Jack O'Connell ubrał jasny, klasyczny smoking, dodając do niego ciemne okulary. Aktor założył do tego sztuczne zęby wampira, co jest oczywistym nawiązaniem do filmu "Grzesznicy", w którym grał. Dla jednych wyglądają aż zbyt realistycznie, a drudzy są zauroczeni.

                    
                        
                    
                Auli'i Cravalho
Filmowa Vaiana zapozowała w tiulowej sukni balowej, ale to niezwykle dziwny gorset z gigantycznymi rozetami całkowicie zdominował jej wygląd. "Sądzę, że lustro dzisiaj nie działało" – napisała jedna z internautek.

                    
                        
                    
                Pedro Pascal 
Popularny aktor znany m.in. z serialu "The Last of Us" i "Gry o tron" postawił na elegancką i modną w tym roku biel przyozdobioną wielgachnym kwiatem oraz szerokie, czarne spodnie. Gwiazdor zaskoczył fanki i fanów przede wszystkim... brakiem zarostu. Wygląda przez to nieco dziwnie, nieprawdaż?

                    
                        
                    
                Laura Lufési
Aktorka z nominowanego do Oscara "Tajnego agenta" zaprezentowała się na czerwonym dywanie w fioletowej sukni ze wstawkami przypominającymi poszarpaną mozaikę z bibuły. Internauci szydzili, że kojarzy im się to z projektem zrobionym na lekcji plastyki, ale jest też sporo osób, którym podobała się ta stylówka.

                    
                        
                    
                Kto wygrał Oscary w tym roku?
Najważniejsza statuetka, za najlepszy film, trafiła do twórców produkcji "Jedna bitwa po drugiej". Dzieło, które wyreżyserował Paul Thomas Anderson, zgarnęło łącznie aż sześć nagród, stając się największym tegorocznym wygranym. Wielu ekspertów zakładało wcześniej triumf hitowych "Grzeszników", jednak obraz zyskał finalnie cztery Oscary. 
To właśnie za występ w "Grzesznikach" Michael B. Jordan odebrał statuetkę dla najlepszego aktora pierwszoplanowego, a Timothée Chalamet musiał obejść się (znów) smakiem. Wśród wspaniałych kobiet na wielkiej scenie błyszczała z kolei utalentowana Jessie Buckley, doceniona za rewelacyjną, pierwszoplanową rolę w "Hamnecie".
Tegoroczna impreza przyniosła również nam powody do radości z powodu mocnego polskiego akcentu. Niezwykle zdolny Maciek Szczerbowski opuścił amerykańską galę ze złotą statuetką za najlepszą krótkometrażową animację "The Girl Who Cried Pearls". 
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/fb9a5c66c4e9d61ac63f7629a297d283,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/fb9a5c66c4e9d61ac63f7629a297d283,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Reżyserka Chloé Zhao zdecydowanie wyróżniała się na Oscarach 2026. Kto jeszcze miał dziwną kreację?</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/645364,dziekowali-za-oscara-nagle-brutalnie-im-przerwano-fani-k-popu-sa-wsciekli</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/645364,dziekowali-za-oscara-nagle-brutalnie-im-przerwano-fani-k-popu-sa-wsciekli</link><pubDate>Mon, 16 Mar 2026 11:46:01 +0100</pubDate><title>Dziękowali za Oscara, nagle brutalnie im przerwano. Fani k-popu są wściekli</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/1e8b8946c261d69e1bbf8fe0fc070ffe,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Amerykańska Akademia Filmowa znalazła się w ogniu krytyki po tym, jak brutalnie przerwała przemowę koreańskich twórców hitu "Golden" z filmu "K-popowe łowczynie demonów". Zamiast pełnych podziękowań za Oscara, widzowie nagle usłyszeli muzykę i zobaczyli reklamy. To nie była taka pierwsza sytuacja w czasie tegorocznej gali.

Produkcja Netflixa wcześniej zdominowała streaming i listy przebojów. Teraz "K-popowe łowczynie demonów" rozbiły bank, zgarniając dwa Oscary: za najlepszy pełnometrażowy film animowany i najlepszą piosenkę. 
"Golden" to pierwszy k-popowy utwór, który zdobył to prestiżowe wyróżnienie, i pierwszy oscarowy hit od czasów "Lose Yourself" Eminema (z filmu "8 mila"), który wspiął się na sam szczyt listy Billboardu przed zdobyciem Oscara.
Skandal podczas wręczania Oscara za najlepszą piosenkę
– Dorastając, ludzie naśmiewali się ze mnie, bo lubiłam k-pop, ale teraz wszyscy śpiewają naszą piosenkę i znają koreańskie teksty – mówiła na scenie w Dolby Theatr EJAE, która w filmie jest głosem Rumi. Gwiazda podkreśliła, że ta nagroda nie jest tylko symbolem sukcesu, ale i wytrwałości. Następnie podziękowała rodzinie i całej ekipie (za piosenką stoi aż siedem osób).

                    
                        
                    
                Gdy mikrofon po jej przemowie chciał przejąć współautor tekstu, Yu-Han Lee, orkiestra natychmiast zagłuszyła go muzyką, a realizatorzy błyskawicznie ucięli transmisję, przechodząc do przerw na reklamy. Portal Billboard zauważył, że moment ten był niezręczny, ponieważ Lee został odcięty od mikrofonu w najważniejszym momencie swojej kariery. 
Fani k-popu w sieci natychmiast wychwycili ten brak szacunku, sugerując, że twórcom z Korei Południowej poświęcono znacznie mniej czasu niż zachodnim kolegom. Domagają się przeprosin od AAF. Zwłaszcza że to nie był odosobniony przypadek tego wieczoru i... tego samego filmu.
Kontrowersje wokół kategorii najlepszy film animowany
Podobny scenariusz rozegrał się wcześniej, gdy "K-popowe łowczynie demonów" triumfowały jako najlepszy pełnometrażowy film animowany. Reżyserzy Maggie Kang i Chris Appelhans zdążyli przemówić. 
Jednak, gdy do głosu dopuszczono producentkę Michelle Wong, muzyka znów zaczęła grać. Serwis Korea JoongAng Daily zauważa, że w tamtym momencie organizatorzy ugięli się i pozwolili Wong dokończyć swoją wypowiedź.

                    
                        
                    
                Korea Times zwraca uwagę na to, że inne kategorie traktowano lepiej. Chwilę wcześniej laureaci Oscara za najlepsze zdjęcia mogli być na scenie przez blisko 4 minuty. Tymczasem ekipa od "Golden" dostała mniej niż połowę tego czasu. "Słuchaliśmy znacznie dłuższej przemowy wcześniej" – skomentowała z rozczarowaniem Ahn Hyun-mo, relacjonująca galę dla koreańskiej telewizji.
Nie chodziło jednak o narodowość twórców, ale bezlitosne realia transmisji na żywo. Wszystko jest wyliczone co do sekundy, a organizacja gali jest przecież finansowana z reklam. I jak widać, to one są niestety ważniejsze niż artyści.
Ofiarą sztywnych ram telewizyjnych padli też autorzy nagrodzonej krótkometrażówki "Dwie osoby wymieniające się śliną", która jest produkcją francusko-amerykańską. To jednak tylko potwierdza, że formuła Oscarów powinna być nieco luźniejsza.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/1e8b8946c261d69e1bbf8fe0fc070ffe,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/1e8b8946c261d69e1bbf8fe0fc070ffe,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">EJAE przemówiła na Oscarach po odebraniu nagrody za &quot;Golden&quot;. Kontrowersyjny moment nastąpił chwilę później</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/645349,sean-penn-dostal-oscara-ale-nie-odebral-statuetki-mial-wazny-powod</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/645349,sean-penn-dostal-oscara-ale-nie-odebral-statuetki-mial-wazny-powod</link><pubDate>Mon, 16 Mar 2026 08:15:29 +0100</pubDate><title>Sean Penn dostał Oscara, ale nie odebrał statuetki. Miał ważny powód</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/99b8a35e372ac27eaaa2188f5f876ed5,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Sean Penn zdobył trzeciego w swojej karierze Oscara za drugoplanową rolę w filmie "Jedna bitwa po drugiej", ale nie pojawił się w Dolby Theatre w Los Angeles. Jego nieobecność wywołała lawinę spekulacji. Aktor miał jednak niezwykle ważny powód, aby zrezygnować z gali. Wybrał podróż do ogarniętej wojną Ukrainy.

Największym triumfatorem tegorocznego rozdania nagród Amerykańskiej Akademii Filmowej okazała się "Jedna bitwa po drugiej". Wyreżyserowane przez Paula Thomasa Andersona dzieło zgarnęło aż sześć statuetek. Sean Penn dołożył do tego sukcesu swoją cegiełkę. Zgarnął Oscara za najlepszą rolę drugoplanową. Dlaczego nie było go na gali?
Gdzie zniknął Sean Penn? Kulisy nieobecności na Oscarach 2026
Kieran Culkin, który prezentował wyróżnienie w tej konkretnej kategorii, nie krył zaskoczenia pustą sceną. – Sean Penn nie mógł tu dziś być albo po prostu nie chciał, więc przyjmę tę nagrodę w jego imieniu – powiedział kolega po fachu.

                    
                        
                    
                "The New York Times" ustalił, że nagrodzony artysta opuścił Stany jeszcze przed rozpoczęciem gali. Amerykański dziennik, powołując się na swoje źródła, donosi, że aktor wyruszył prosto do Europy. Celem podróży ma być po raz kolejny ogarnięta wojną Ukraina. Przedstawiciele gwiazdora odmówili jednak komentarza w tej sprawie.
Sean Penn i jego solidarność z Ukrainą
Decyzja o nagłym wyjeździe w trakcie najważniejszego filmowego święta nie powinna jednak dziwić tych, którzy regularnie śledzą losy Seana Penna. Od samego początku rosyjskiej inwazji aktor i reżyser mocno wspiera naszych wschodnich sąsiadów.

                    
                Zaledwie kilkadziesiąt godzin po wybuchu wojny pojawił się na froncie. Pojechał tam, aby zbierać materiały do swojego dokumentu. Amerykanin przez ostatnie lata wielokrotnie odwiedzał Kijów, angażując się w bezpośrednią pomoc humanitarną dla potrzebujących.
Podczas jednego z wypadów wręczył Wołodymyrowi Zełenskiemu własnego Oscara. Powiedział wtedy, że statuetka jest "symbolem wiary w zwycięstwo". Prezydent Ukrainy zapewnił wtedy, że "pozostanie ona w Ukrainie do zakończenia wojny".
Sean Penn już wcześniej krytykował Oscary
Dlaczego Sean Penn nie wybrał innego terminu podróży? Najpewniej od początku wcale mu nie zależało na Oscarach. Już wcześniej nie krył rozczarowania zachowaniem całego hollywoodzkiego środowiska.
Pod koniec 2024 roku, w trakcie trwania międzynarodowego festiwalu w Maroku, aktor wprost zarzucił Amerykańskiej Akademii Filmowej, że "wykazała się naprawdę niezwykłym tchórzostwem" i przyczynia się do "ograniczania wyobraźni i różnych form wyrazu kulturowego".
Aktor odnosił się wtedy do kontrowersji wokół filmu "Wybraniec". Dzieło Alego Abbasi o młodym Donaldzie Trumpie zostało skrytykowane przez prezydenta USA (nazwał je "oszczerstwem i politycznie obrzydliwą nagonką"). Zdaniem republikanów premiera tuż przed amerykańskimi wyborami miała na celu uderzyć w Trumpa.
– Kiedy taki film się przebije, trzeba to świętować – powiedział aktor i stwierdził, że przemysł filmowy "boi się wspaniałych filmów, takich jak ten". – Takich, które oferują wspaniałą grę aktorską. To zdumiewające, że ten strach może być tak wielki, jak u przeciętnego republikańskiego kongresmana – powiedział Sean Pean.
Kiedy Penn odbierał na Festiwalu Filmowym w Marrakeszu nagrodę za całokształt twórczości, z równą pasją mówił ze sceny o wolności wypowiedzi i politycznej poprawności. – Na całym świecie istnieje zapotrzebowanie na różnorodność – ale nie różnorodność zachowań, opinii czy języka. Zachęcałbym wszystkich, aby byli tak niepoprawni politycznie, jak tylko chcą, aby angażowali się w różnorodność i opowiadali te historie – mówił.
Dodajmy, że niedzielna wygrana Seana Penna wprowadziła go do niezwykle elitarnego i małego grona artystów posiadających aż trzy oscarowe statuetki. W tym klubie znajdują legendy jak Ingrid Bergman, Meryl Streep, Daniel Day-Lewis i Jack Nicholson. Penn zdobył wcześniej słynne wyróżnienia za filmy "Rzeka tajemnic" i "Obywatel Milk". 
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/99b8a35e372ac27eaaa2188f5f876ed5,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/99b8a35e372ac27eaaa2188f5f876ed5,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Sean Penn nie pojawił się na gali Oscarów. Dlaczego?</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/645310,malgorzata-turzanska-z-szansa-na-oscara-polka-ujawnila-co-uslyszala-w-kuluarach</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/645310,malgorzata-turzanska-z-szansa-na-oscara-polka-ujawnila-co-uslyszala-w-kuluarach</link><pubDate>Sun, 15 Mar 2026 19:37:01 +0100</pubDate><title>Małgorzata Turzańska z szansą na Oscara. Polka ujawniła, co usłyszała w kuluarach</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/80d7e3b882e500cd364cc097fa35daba,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Gala rozdania Oscarów już lada moment. Transmisja na żywo rozpocznie się w nocy z 15 na 16 marca. Na tę prestiżową nagrodę ma szansę znana polska kostiumografka. Małgorzata Turzańska została nominowana za pracę nad kostiumami do filmu "Hamnet". Tymczasem ujawniła, co usłyszała jeszcze przed rozpoczęciem gali. Dostała wskazówkę.

Oscarowa gala odbędzie się w nocy z 15 na 16 marca w Dolby Theatre w Hollywood. Ponownie poprowadzi ją komik i prezenter Conan O'Brien. Polscy widzowie będą mogli śledzić rozdanie Oscarów na żywo. Transmisja z ceremonii – jak co roku – będzie dostępna na kanale Canal+ Premium oraz w serwisie streamingowym Canal+.
Tegoroczne Oscary zapowiadają się wyjątkowo emocjonująco i nieprzewidywalnie. Najwięcej nominacji zdobyli "Grzesznicy" w reżyserii Ryana Cooglera, którzy otrzymali aż 16 wyróżnień. To rekord w oscarowej historii.
Polka ma szansę na Oscara. Turzyńska już w Hollywood
Sporo nominacji (bo aż 8) ma "Hamnet". To właśnie przy tym tytule pracowała Małgorzata Turzańska. Pod koniec stycznia została nominowana do Oscara w kategorii "Najlepsze kostiumy".
W niedzielnym wydaniu "Dzień dobry TVN" kostiumografka porozmawiała z Izabellą Krzan o kulisach przygotowań do gali. – To był taki pomysł, że obudziłam się o trzeciej w nocy i pomyślałam, że muszę coś jeszcze wykombinować. (...) to jest jeans i setki agrafek – opowiadała, prezentując swoją kreację na wydarzenie.
W momencie tworzenia stylizacji nie miała jednak wciąż przygotowanej przemowy w razie wygranej. A w tej kwestii dostała wskazówkę i ujawniła, co usłyszała w kuluarach. – Na takim śniadaniu Akademii, parę tygodni temu, ktoś powiedział, "no masz 20-procentową szansę, więc proszę, napisz sobie coś, żeby nie stać tam z oczami jak wielkie jajka". Więc coś napiszę, ale jeszcze nie zaczęłam – wyznała Turzańska.
Zdradziła też, jakie ma plany po oscarowej gali. – Będę miała tutaj jeszcze mamę i brata, i mojego męża Józka, tak zwanego Joe. Myślę, że pójdziemy sobie gdzieś, albo na plażę, albo na długi spacer i po prostu będziemy tak strząsać z siebie Hollywood i wracać do normalnego życia powolutku – wyznała kostiumografka.
Recenzja "Hamneta" w naTemat
Dodajmy, że recenzję produkcji, przy której pracowała Turzańska, napisała w naTemat Zuzanna Tomaszewicz. Przyznała, że film zasługuje na jak najwięcej statuetek.
"'Hamnet' to opowieść o ludziach zwykłych i niezwykłych zarazem. Adaptacja powieści pióra Maggie O'Farrell wypełnia fikcją dziury w życiorysie Williama Szekspira, nie burząc 'pomnika trwalszego niż ze spiżu', lecz dostrzegając w największym dramaturgu, jaki kroczył po tej ziemi, człowieka z krwi i kości, a nie niedościgniony ideał. W sztuce chińskiej reżyserki autor "Hamleta" schodzi na drugi plan, ustępując miejsca swojej żonie" – opisywała Tomaszewicz i dodała, że w kinie popłakała się na tym seansie: "płakałam ja, płakała dziewczyna obok mnie, a ktoś przede mną cały czas siąkał nos w chusteczkę".
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/80d7e3b882e500cd364cc097fa35daba,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/80d7e3b882e500cd364cc097fa35daba,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Małgorzata Turzańska ma szansę na Oscara.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/645259,phil-campbell-z-mot-rhead-nie-zyje-podano-przyczyne-smierci-slynnego-muzyka</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/645259,phil-campbell-z-mot-rhead-nie-zyje-podano-przyczyne-smierci-slynnego-muzyka</link><pubDate>Sat, 14 Mar 2026 15:22:49 +0100</pubDate><title>Phil Campbell z Motörhead nie żyje. Teraz podano okoliczności jego śmierci</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/8967c7e6271ff1b571499b4bcb79e981,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Phil Campbell, wieloletni gitarzysta metalowego zespołu Motörhead, zmarł w wieku 64 lat – poinformowała jego rodzina. Muzyk zmarł na oddziale intensywnej terapii w szpitalu.

W oświadczeniu opublikowanym w mediach społecznościowych rodzina Campbella poinformowała, że muzyk zmarł po "długiej i odważnej walce na oddziale intensywnej terapii po skomplikowanej, poważnej operacji".
Rodzina muzyka przekazała, że Campbell był "oddanym mężem, wspaniałym ojcem i dumnym, kochającym dziadkiem". "Był głęboko kochany przez wszystkich, którzy go znali, i będzie nam go ogromnie brakować. Jego dziedzictwo, muzyka oraz wspomnienia, które stworzył z tak wieloma ludźmi, pozostaną z nami na zawsze" – napisali bliscy gitarzysty.

                
                    
                
                Phil Campbell nie żyje. Gitarzysta Motörhead miał 64 lata
Campbell urodził się w walijskim Pontypridd i dołączył do Motörhead, brytyjskiego zespołu rockowego i metalowego, w 1984 roku. W składzie zespołu grał na gitarze przez ponad trzy dekady, aż do zakończenia działalności grupy w 2015 roku po śmierci jej lidera, Lemmy'ego Kilmistera. W latach największej popularności Motörhead Campbell współtworzył charakterystyczne brzmienie zespołu.
Swoją pierwszą grupę, Contrast, współtworzył już w wieku 13 lat, a później grał także w lokalnym zespole Rocktopus. W 1979 roku współzałożył formację Persian Risk związaną z nurtem New Wave of British Heavy Metal. Z zespołem nagrał dwa single – "Calling for You" (1981) i "Ridin' High" (1982).
Do Motörhead trafił po odejściu gitarzysty Briana Robertsona. Na przesłuchanie zgłosił się razem z gitarzystą Michaelem 'Würzelem' Burstonem. Kilmister przyznał później, że nie potrafił zdecydować między nimi, dlatego zatrudnił obu muzyków. Ich debiutem była kompilacja "No Remorse" z 1984 roku, na której współtworzyli cztery nowe utwory.

                    
                Pierwszy pełnoprawny album studyjny z udziałem Campbella – "Orgasmatron" – ukazał się w 1986 roku. W kolejnych latach gitarzysta nagrał z Motörhead łącznie 16 albumów studyjnych, aż do wydanego w 2015 roku "Bad Magic". Po odejściu Würzela w 1995 roku Campbell pozostał jedynym gitarzystą zespołu.
Po zakończeniu działalności Motörhead muzyk założył grupę Phil Campbell and the Bastard Sons, w której występował razem ze swoimi trzema synami. Zespół wydał EP-kę oraz cztery albumy, z których najnowszy – "Kings of the Abyss" – ukazał się w 2023 roku. Campbell nagrał również solową płytę "Old Lions Still Roar" w 2019 roku.
W lutym 2026 roku zespół odwołał zaplanowaną trasę koncertową po Australii, informując, że decyzja została podjęta "z powodu zaleceń medycznych, które Phil właśnie otrzymał", podkreślając jednocześnie, że zdrowie muzyka jest najważniejsze. Jeszcze niedawno Campbell zagrał wyprzedany koncert w centrum sztuki Y Muni w swoim rodzinnym Pontypridd.
Mikkey Dee z Motörhead żegna Phila Campbella. "Żołnierz rocka"
Perkusi﻿sta zespołu Motörhead, Mikkey Dee, oddał hołd swojemu zmarłemu koledze z zespołu w poruszającym wpisie w mediach społecznościowych. "Dziś rano dostaliśmy tę wiadomość i jest ona niezwykle smutna – o nagłej śmierci mojego brata i drogiego przyjaciela, Phila Campbella" – napisał Dee.

                
                    
                
                "Był najzabawniejszym człowiekiem, jakiego kiedykolwiek znałem, i najlepszym gitarzystą rockowym, z jakim kiedykolwiek grałem. Jego vibe i wyczucie rockowej muzyki były wyjątkowe. Napisaliśmy razem 12 albumów studyjnych i nigdy nie przestawał mnie zaskakiwać swoim ogromnym talentem. Najbardziej jednak będzie mi brakowało po prostu spędzania czasu z jednym z najżyczliwszych ludzi, jakich można było spotkać" – kontynuował. 
"Śpij dobrze, mój przyjacielu i żołnierzu rocka. Pozdrów ode mnie Lemmy'ego Kilmistera, Michaela 'Würzela' Burstona, Phila 'Philthy Animal' Taylora i Eddiego Clarke'a. Jestem pewien, że znów będziecie razem tworzyć szaloną ekipę" – zakończył poruszająco swoje pożegnanie Dee, wspominając zmarłych członków Motörhead.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/8967c7e6271ff1b571499b4bcb79e981,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/8967c7e6271ff1b571499b4bcb79e981,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Phil Campbell z Motörhead nie żyje.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/645244,robin-gunningham-david-jones-czy-kto-nagly-wybuch-teorii-ws-banksy-ego</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/645244,robin-gunningham-david-jones-czy-kto-nagly-wybuch-teorii-ws-banksy-ego</link><pubDate>Sat, 14 Mar 2026 15:09:11 +0100</pubDate><title>Robin Gunningham, David Jones, czy kto? Nagły wybuch teorii ws. Banksy&#039;ego</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/487005df905af03e26267da81ca87015,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Najnowsze dziennikarskie śledztwo Reuters wskazuje, że za najsłynniejszymi muralami świata może stać pewien Brytyjczyk z Bristolu. Dochodzenie łączy Banksy’ego z Robinem Gunninghamem – artystą, który przed laty miał zmienić nazwisko na David Jones. Dowody są mocne: od starych akt policyjnych z Nowego Jorku po zeznania świadków z aukcji Sotheby's.

Czy tożsamość Banksy’ego została w końcu ujawniona i możemy mówić o zakończeniu jednej z największych zagadek w świecie sztuki? Wszystko wskazuje na to, że mit o anonimowym buntowniku właśnie legł w gruzach. To nie są już tylko domysły, ale zestawienie całkiem twardych faktów.
Kluczowe poszlaki w śledztwie za tożsamością Banksy'ego
Zaczęło się od akt z 2000 roku. Banksy, wówczas jeszcze mało znany poza undergroundem, został zatrzymany w Nowym Jorku. Pod odręcznym, podpisanym przyznaniem się do winy widnieje nazwisko: Robin Gunningham. To znalezisko idealnie pokrywa się z wywiadem dla BBC z 2003 roku, w którym artysta, promując wystawę "Turf War", przedstawił się dziennikarzowi jako "Robbie".
Kolejny dowód dostarczyła słynna aukcja w Sotheby's w 2018 roku, podczas której obraz Banksy'ego "Dziewczynka z balonikiem" samoistnie pociął się w niszczarce, umieszczonej celowo przez artystę w ramie. Obecny na miejscu handlarz dziełami sztuki Casterline zauważył w tłumie dziwnie wyglądającego mężczyznę, który zasłaniał mu widok. Po analizie zdjęć okazało się, że człowiek ten miał w oprawki okularów wbudowaną mikrokamerę.
Casterline, który wcześniej widział zdjęcia Gunninghama z 2004 roku, nie miał wątpliwości – to był ten sam człowiek, tylko nieco starszy i szczuplejszy. Krótko po tym incydencie Banksy opublikował wideo pokazujące całe przedstawienie z obrazem, co tylko potwierdziło, że "człowiek z kamerą" był tam służbowo.
Prawnicy idą w zaparte. "To nazwisko już nie istnieje"
Reakcja obozu artysty była natychmiastowa, ale mało przekonująca. Prawnik Banksy’ego, Mark Stephens, oświadczył, że "szczegóły śledztwa są niepoprawne", unikając jednak konkretnych zaprzeczeń. Podkreślił jedynie, że anonimowość jest niezbędna, by artysta mógł "mówić prawdę prosto w oczy potężnym instytucjom" bez obawy o represje czy cenzurę.
Jeszcze ciekawszy trop rzucił były menedżer artysty, Steve Lazarides. Mężczyzna zasugerował, że poszukiwanie informacji o Banksy'm pod nazwiskiem Gunningham może być bezskuteczne. "Nazwisko, które macie, zabiłem lata temu" – stwierdził Lazarides, podsycając teorię, że Robin Gunningham jako postać prawna przestał istnieć w 2008 roku na rzecz zupełnie nowej tożsamości – Davida Jones'a. Oficjalne biuro artysty, Pest Control, skwitowało sprawę krótko: "Banksy zdecydował, że nie wypowie się".
Dlaczego Banksy musi pozostać cieniem?
Banksy to nie tylko tajemniczy graficiarz, ale przede wszystkim machina partyzanckiego marketingu, która od trzech dekad bawi się z systemem w kotka i myszkę. Postać kryjąca się pod pseudonimem jest globalnym symbolem walki z instytucjami, wojną i bezmyślnym konsumpcjonizmem. Sławę zyskał dzięki technice szablonu, która pozwalała mu na błyskawiczne nanoszenie prowokacyjnych obrazów pod osłoną nocy – od kultowych szczurów i małp, aż po poruszające murale na gruzach w Ukrainie czy murze w Betlejem. 
Anonimowość to dla Banksy'ego nie tylko marketingowy majstersztyk, ale tarcza w walce o wolność wypowiedzi. Ponieważ jego prace uderzają w najczulsze punkty systemu, jako postać bez twarzy, artysta może punktować polityczną hipokryzję, wojny i nierówności społeczne, nie ryzykując przy tym jednocześnie osobistych konsekwencji. Nawet jeżeli śledztwo Reuters okaże się prawdą, dla fanów sztuki ulicznej Banksy wciąż pozostanie symbolem buntu, a nie konkretnym nazwiskiem w urzędowym rejestrze.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/487005df905af03e26267da81ca87015,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/487005df905af03e26267da81ca87015,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Robin Gunningham czy David Jones? Nowe poszlaki w sprawie prawdziwej tożsamości Banksy&#039;ego</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/644380,alicja-szemplinska-jedzie-na-eurowizje-2026-jak-nikt-zna-smak-wygranej-i-porazki</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/644380,alicja-szemplinska-jedzie-na-eurowizje-2026-jak-nikt-zna-smak-wygranej-i-porazki</link><pubDate>Sun, 08 Mar 2026 11:28:03 +0100</pubDate><title>Alicja Szemplińska jedzie na Eurowizję 2026. Jak nikt zna smak wygranej i porażki</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/a04d6ce23dcc02f4790dc2da34e646ee,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />TVP odsłoniło wszystkie karty. Wiadomo już, kto wygrał preselekcje do Eurowizji 2026. Dzięki głosom widzów nasz kraj będzie reprezentowała Alicja Szemplińska. Kim jest wokalistka? Doskonale wie, jak smakuje wygrana i porażka.

24-letnia Alicja Szemplińska będzie reprezentantką Polski podczas 70. konkursu Piosenki Eurowizji. Na scenie w Wiedniu pojawi się już 12 maja, rywalizując w pierwszym półfinale. Kim jest nasza reprezentantka? Na koncie ma już kilka ważnych wygranych.
Kim jest Alicja Szemplińska? 3 wielkie zwycięstwa i jedną Eurowizję ma już za sobą
Alicja Szemplińska urodziła się 29 kwietnia 2002 roku w Ciechanowie i to z rodzinnym miastem pozostaje bardzo związana. Tam zaczynała naukę śpiewu i kończyła liceum. To właśnie Ciechanów do końca trzymał za nią kciuki w walce o wyjazd na Eurowizję 2026.
Po raz pierwszy głośno zrobiło się o niej w 2016 roku. Wygrała wówczas konkurs Hit, Hit, Hurra! w TVP1. W ramach nagrody mogła uczyć się śpiewu pod okiem Amerykanina Setha Riggsa. Prawdziwą sławę przyniosło jej jednak zwycięstwo w 10. edycji The Voice of Poland w 2019 roku. Była członkinią ekipy Thomsona i Barona, a za zwycięstwo otrzymała 50 tys. zł i podpisała kontrakt płytowy z wytwórnią Universal Music Polska.
Przełom w jej karierze miał nastąpić już rok później. W 2020 roku wygrała bowiem program Szansa na sukces. Eurowizja 2020 i miała reprezentować nas podczas międzynarodowych zmagań. Niestety z powodu pandemii COVID-19 konkurs odwołano, a rok później władze TVP zdecydowały o wysłaniu innego reprezentanta.
Ostatecznie jej "Empires" wybrzmiało jednak na eurowizyjnej scenie. 29 listopada 2020 roku wykonała utwór podczas finału 18. Konkursu Piosenki Eurowizji dla Dzieci. Znając smak zwycięstwa, ale i gorycz porażki z pewnością będzie zależało jej na dobrym wyniku w Wiedniu. Zresztą samym uporem w tym, żeby rywalizować na Eurowizji, udowodniła, jak istotna jest to dla niej kwestia.

                    
                Alicja Szemplińska jedzie na Eurowizję 2026. O czym jest piosenka "Pray"
Podczas Eurowizji 2026 Szemplińska wykona piosenkę "Pray". Wokalistka jest współautorką tekstu, ale i muzyki do tego utworu. Choć jest to utwór łączący elementy R&B, rapu i gospel, którego tytuł nasuwa jasne skojarzenia religijne, to w tym przypadku nie ma on z nią większego związku.
Utwór to historia walki o siebie i bycie sobą. Niepoddawanie się cudzym wpływom. Nie ma wątpliwości, że jest to nawiązanie do życia artystki, która odnajdując się w mniej klasycznym gatunku, nie ma łatwej sytuacji na polskim rynku muzycznym.
Polskim kibicom pozostaje teraz trzymać kciuki za Alicję Szemplińską. Miejmy nadzieję, że jej występ w Wiedniu będzie lepszy od tego, który zaprezentowała podczas preselekcji w Polsce.

                    
                
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/a04d6ce23dcc02f4790dc2da34e646ee,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/a04d6ce23dcc02f4790dc2da34e646ee,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Alicja Szemplińska jedzie na Eurowizję 2026. Kim jest nasza reprezentantka?</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/644374,wiadomo-kto-wygral-preselekcje-do-eurowizji-2026-tvp-podalo-wyniki</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/644374,wiadomo-kto-wygral-preselekcje-do-eurowizji-2026-tvp-podalo-wyniki</link><pubDate>Sun, 08 Mar 2026 10:04:19 +0100</pubDate><title>Wiadomo, kto wygrał preselekcje do Eurowizji 2026. TVP podało wyniki</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/f0ceac35e7664ec0bc762b62e1d187b5,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Emocje sięgnęły zenitu. O godzinie 10:00 w programie "Pytanie na Śniadanie" na antenie TVP dowiedzieliśmy się, kto wygrał preselekcje do Eurowizji 2026. Dzięki głosom widzów w Wiedniu będzie nas reprezentować Alicja Szemplińska.

Walka o wyjazd na Eurowizję 2026 przyniosła wiele emocji. Faworytką od samego początku była Alicja Szemplińska, która jednak podczas sobotniego konkursu nie zaprezentowała się najlepiej. Wielu internautów podczas 70. konkursu w Wiedniu chciało zobaczyć Piotra Pręgowskiego z utworem "Parawany tango". Kto jednak ostatecznie pojedzie na konkurs? Już wiadomo.
Wiadomo, kto wygrał preselekcje do Eurowizji 2026
W niedzielę o godzinie 10:00 na antenie TVP podano nazwisko artystki, która będzie reprezentowała Polskę podczas 70. finału konkursu Eurowizji. W 2026 roku do Wiednia poleci Alicja Szemplińska z piosenką "Pray".
Co ciekawe, Szemplińska wygrała z bardzo wyraźną przewagą. Z danych przekazanych przez TVP wynika, że zdobyła ona aż 32,01 proc. wszystkich głosów. Drugie miejsce zajęła Ola Antoniak z wynikiem 18,39 proc. Podium uzupełniła Basia Giewont, na którą zagłosowało 14,55 proc. widzów. Dopiero czwarte miejsce zajął aktor Piotr Pręgowski znany z "Rancza". Na niego zagłosowało 11,47 proc. osób.
Przypomnijmy, że Szemplińska w drodze do zwycięstwa pokonała:
Anastazję Maciąg – "Wild Child",
Basię Giewont – "Zimna woda",
Jeremiego Sikorskiego – "Cienie przeszłości",
Karolinę Szczurowską – "Nie bój się",
Olę Antoniak – "Don’t You Try",
Piotra Pręgowskiego – "Parawany tango",
Staśka Kukulskiego – "This Too Shall Pass".

I dodajmy, że Alicja Szemplińska nie po raz pierwszy została wybrana polską reprezentantką na zmagania w Eurowizji. W konkursie miała wystąpić już w 2020 roku, kiedy to wygrała "Szansę na Sukces". Jednak występy eurowizyjne odwołano wówczas z powodu pandemii COVID-19. Wiele osób spodziewało się, że wokalistka pojedzie reprezentować nas rok później, ale TVP nie wybrała wówczas jej utworu.

                    
                Eurowizja 2026 w Wiedniu. Szemplińska nie ma wiele czasu na przygotowania
Przed zwycięzcą długa i trudna droga, aby opanować do perfekcji show związane z finałem Eurowizji 2026. Półfinały odbędą się już 12 i 14 maja. Wiadomo, że reprezentantka Polski wystąpi pierwszego dnia rywalizacji. Nazwisko kolejnego zdobywcy kryształowego mikrofonu poznamy natomiast 16 maja.
Gospodarzem tegorocznego finału Eurowizji będzie oczywiście Austria, a dokładniej miasto słynące z muzyki, czyli Wiedeń. Jest to oczywiście zasługą Johannesa "JJ" Pietscha, który z piosenką "Wasted Love" wygrał ubiegłoroczną edycję.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/f0ceac35e7664ec0bc762b62e1d187b5,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/f0ceac35e7664ec0bc762b62e1d187b5,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Kto wygrał preselekcje do Eurowizji 2026? Koniec niepewności</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/644356,preselekcje-do-eurowizji-2026-za-nami-widzowie-marudza-faworytka-zawiodla</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/644356,preselekcje-do-eurowizji-2026-za-nami-widzowie-marudza-faworytka-zawiodla</link><pubDate>Sat, 07 Mar 2026 19:40:11 +0100</pubDate><title>Preselekcje do Eurowizji 2026 za nami, widzowie marudzą. Faworytka zawiodła</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/7ae7042d38d6bdfc91b0aea5dc06af85,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Za nami finał polskich preselekcji do 70. Konkursu Piosenki Eurowizji. W sobotni wieczór widzowie mogli obejrzeć występy ośmiu finalistów, ale zwycięzcy nie poznaliśmy od razu. Głosowanie wciąż trwa, a reprezentant Polski zostanie ogłoszony dopiero w niedzielę rano. W sieci pojawiło się mnóstwo komentarzy widzów – faworytka fanów Alicja Szemplińska zawiodła większość fanów, zachwyciła z kolei Basia Giewont.

W sobotę 7 marca po godzinie 17.35 Telewizja Polska pokazała nagrane wcześniej występy ośmiu finalistów polskich preselekcji. W tym roku artyści nie śpiewali na żywo w trakcie programu – ich występy zostały wcześniej zarejestrowane w studiu, co bardzo wkurzyło Polaków. Całość trwała niespełna godzinę.
Polskie preselekcje 2026 do Eurowizji. Jak głosować?
Równie nietypowy jest sposób ogłoszenia zwycięzcy. Inaczej niż w poprzednich latach, reprezentanta Polski nie poznaliśmy na końcu koncertu preselekcyjnego. Wyniki zostaną ogłoszone dopiero w niedzielę 8 marca około godziny 10 w programie "Pytanie na śniadanie" w TVP2.

            
                
            
            Widzowie wciąż mogą wspierać swoich faworytów. Głosowanie rozpoczęło się już 28 lutego – od tygodnia można oddawać głosy w darmowej aplikacji TVP VOD, a w trakcie finału uruchomiono również płatne SMS-y. Głosowanie potrwa do północy i – co istotne – o tym, kto będzie reprezentantem Polski na Eurowizji zdecyduje w tym roku jedynie publiczność.
Przypomnijmy, że o udział w Konkursie Piosenki Eurowizji 2026 walczą:
Alicja Szemplińska – "Pray",
Anastazja Maciąg – "Wild Child",
Basia Giewont – "Zimna woda",
Jeremi Sikorski – "Cienie przeszłości",
Karolina Szczurowska – "Nie bój się",
Ola Antoniak – "Don’t You Try",
Piotr Pręgowski – "Parawany tango",
Stasiek Kukulski – "This Too Shall Pass".

TVP przypomina na Facebooku numery startowe wszystkich uczestników. Aby zagłosować, należy wysłać SMS na numer 7400, wpisując cyfrę przypisaną naszemu faworytowi.
Alicja Szemplińska pod ostrzałem fanów. "Najnudniejszy występ"
Jeszcze przed preselekcjami wielu fanów było przekonanych, że największe szanse na wygraną ma Alicja Szemplińska. Wokalistka wygrała przecież polskie preselekcje w 2020 roku i miała reprezentować Polskę na Eurowizji z utworem "Empires", zanim konkurs odwołano z powodu pandemii. Była więc zdecydowaną faworytką i – obok Piotra Pręgowskiego z "Rancza" – "największym" nazwiskiem w stawce.

                    
                Tym razem jednak reakcje po jej występie są mieszane – a w wielu komentarzach wręcz rozczarowane. Widzowie na Facebooku piszą wprost: "Zawiodła mnie Alicja, to było niestety mdłe. Najlepiej wypadła Basia i Stasiu", "Alicja masz mój głos, cały występ do poprawy", "Alicja bardzo zawiodła, najnudniejszy występ, czy ona nie potrafi przejść dwóch kroków w prawo śpiewając?", "Alicja wybitnie nudna".
Niektórzy zwracają uwagę nie tylko na sam występ, ale także na sam utwór: "Nie ma co pchać na siłę Alicji z gorszą piosenką niż w 2020 r., bo się skończy na 20–25 miejscu w finale, o ile awansujemy", "Nie ma szans na Eurowizji. Już większe miałby Stasiek!".
Basia Giewont i Stasiek Kukulski zbierają najwięcej pochwał
Najwięcej pozytywnych reakcji zbierają natomiast Basia Giewont i Stasiek Kukulski. "Basia/Stasiek, tylko oni się obronili i pięknie sprzedali piosenkę". "Tylko Stasiek", "Stasiek najlepszy, "Baśka najlepsza była", "Basia najlepszy staging", "Basia! Najlepsze show" – piszą widzowie na Facebooku.
"Stasiek Kukulski za głos albo Basia za pomysł. Każdy inny wybór będzie bardzo zły", "Basia Giewont ma najlepszy występ, a reszta taka se", "Baśka najlepsza była, zawiodła mnie natomiast Alicja i wokal Anastazji" – oceniają inni.

                    
                Wielu widzów zmieniło nawet swoje typy po obejrzeniu wszystkich występów. "Szczerze? Przed kwalifikacjami moje TOP 3 wyglądało inaczej, ale po obejrzeniu występów wygląda następująco: 1. Basia Giewont, 2. Stasiek Kukulski, 3. Alicja Szemplińska". "Głosowałam na Alicję, teraz bym już nie zagłosowała" – przyznała jedna internautka.
Jednym z najbardziej barwnych momentów wieczoru był występ Piotra Pręgowskiego, czyli Pietrka z "Rancza". Aktor pojawił się na scenie w stroju imitującym nagą klatkę piersiową i w koronie na głowie, a całość utrzymana była w plażowym klimacie z parawanami. 

                    
                "Gdyby to wygrało to stałaby się straszna rzecz: Polacy pokazaliby, że jednak mają poczucie humoru. Głosujemy!", "Nie zdziwię się, jak wygra. A sam Piotr miał dużo radości podczas wykonywania tej piosenki", "Absolute cinema", "Lekko i przyjemnie", "Ikona", "W tym roku mieliśmy tyle poważnych piosenek z zimną inscenizacją. Marzę tylko o słońcu i wakacjach na plaży" – piszą internauci na YouTube.
Kiedy Eurowizja 2026?
Tegoroczny Konkurs Piosenki Eurowizji 2026 odbędzie się w dniach 12 i 14 maja (półfinały) oraz 16 maja (finał) w Wiedeń. Gospodarzem konkursu jest Austria, która zdobyła prawo organizacji dzięki zwycięstwu Johannesa "JJ" Pietscha z piosenką "Wasted Love". Polska powalczy o finał w pierwszym półfinale.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/7ae7042d38d6bdfc91b0aea5dc06af85,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/7ae7042d38d6bdfc91b0aea5dc06af85,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Występy za nami, wciąż można głosować.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/643816,wojciech-wilinski-nie-zyje-gral-w-uwielbianych-przez-polakow-filmach-i-serialach</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/643816,wojciech-wilinski-nie-zyje-gral-w-uwielbianych-przez-polakow-filmach-i-serialach</link><pubDate>Wed, 04 Mar 2026 11:03:28 +0100</pubDate><title>Wojciech Wiliński nie żyje. Grał w uwielbianych przez Polaków filmach i serialach</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/8662d15bb4fd90a1191fdd0f8d1db556,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Wojciech Wiliński nie żyje. Aktor przez lata związany był z Teatrem Żydowskim w Warszawie. Zagrał też w kultowych produkcjach polskich, takich jak "Czterdziestolatek", "Miś", "Pitbull" czy "Listy do M.". Miał 86 lat. Dziś świat kultury pogrążony jest w żałobie po stracie wybitnego artysty.

Informację o śmierci aktora Wojciecha Wilińskiego jako pierwszy podał Teatr Żydowski. To właśnie z tym miejscem był związany najdłużej. Jego talent aktorski można było podziwiać w spektaklach: "Marzec ’68. Dobrze żyjcie – to najlepsza zemsta", "Noc całego życia", "Ach! Odessa – Mama…", "Księga raju", "Dla mnie bomba" czy "Kamienica na Nalewkach".
Wojciech Wiliński nie żyje. Zagrał w kultowych produkcjach
Wojciech Wiliński pochodził z artystycznej rodziny. Jego ojciec Kazimierz Pawłowski i matka Nina Wilińska również byli aktorami. Swój debiut na scenie zaliczył w 1959 roku. Oprócz Teatru Żydowskiego był także związany z Teatrem Muzycznym im. Danuty Baduszkowej w Gdyni (w latach 1959–1962) oraz Teatrem Syrena w Warszawie (1964–1976).

            
                
            
            Wiliński stał się znany szerszej publiczności w latach 70., gdy zaczął występować w serialach i filmach. I tak w słynnym "Czterdziestolatku" wcielił się w rolę Zenona Matusika, męża pani Zosi i właściciela pizzerii "Angelo". W "Szatanie z siódmej klasy" był konduktorem, a w "Misiu" milicjantem drogówki z taśmą mierniczą.
Przez blisko osiem lat grał w "Klanie" lekarza Macieja Borkowskiego. Epizodyczne role przypadły mu także w serialach "Kasia i Tomek", "Graczykowie, czyli Buła i spóła", "M jak miłość", "Plebania" czy "Na dobre i na złe" (był tam transplantologiem).
W kultowym "Pitbullu" w roli Saida zastąpił zmarłego Waldemara Walisiaka. Młodsza publiczność może kojarzyć Wilińskiego z "Listów do M. 4", gdzie był charakterystycznym staruszkiem.
Wiliński był ceniony w branży aktorskiej
Choć aktor grywał raczej drugoplanowe role, to zawsze był oddany aktorstwu i dodawał swoim bohaterom wyraźnego charakteru. Przypomnieli o tym także pracownicy Teatru Żydowskiego, gdzie Wilińskiego widywali od ponad dwóch dekad.
"Odszedł człowiek teatru, którego talent i wrażliwość pozostaną w pamięci publiczności i współpracowników" – czytamy w pożegnalnym poście. W sekcji komentarzy pojawiło się wiele wiadomości od poruszonych tą informacją fanów aktora. "Do dziś słyszę w uszach lekkość jego wypowiedzi i niektóre z jego powiedzonek. Wielka szkoda" – brzmi jedna z nich. Natomiast przyjaciele Wilińskiego wspomnieli: "Zawsze pamiętał o naszych urodzinach i imieninach".
Nie podano do publicznej wiadomości przyczyny śmierci Wojciecha Wilińskiego. Aktor miał 86 lat.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/8662d15bb4fd90a1191fdd0f8d1db556,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/8662d15bb4fd90a1191fdd0f8d1db556,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Aktor Wojciech Wiliński nie żyje</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/642865,arkadiusz-mierzwa-piorko-to-konkurs-dla-wszystkich-teraz-jeszcze-bardziej-niz-kiedys</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/642865,arkadiusz-mierzwa-piorko-to-konkurs-dla-wszystkich-teraz-jeszcze-bardziej-niz-kiedys</link><pubDate>Wed, 25 Feb 2026 10:53:57 +0100</pubDate><title>Arkadiusz Mierzwa: &quot;Piórko&quot; to konkurs dla wszystkich. Teraz jeszcze bardziej niż kiedyś</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/282ccae1f9118c3e42f88e201a4f57cb,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Dyskont promujący czytelnictwo to ewenement. A jednak, konkurs “Piórko” na książkę i ilustracje dla dzieci ma już prawie 12 lat. I jego popularność nie słabnie. Skąd pomysł na tak oryginalne przedsięwzięcie?

Rodzina Soares dos Santos, z założycielem grupy Jeronimo Martins w jej obecnej formie, do której należy polska Biedronka - Alexandrem - od początku robiła wszystko, żeby promować czytelnictwo. To jest ich misja, z jaką idą w świat, gdyż uważają książkę za “towar pierwszej potrzeby”. Jasne, przy okazji robimy świetny biznes, ale nigdy nie zapominamy o swoim nadrzędnym celu. A dlaczego akurat książki dla dzieci? Bo to, czego mały Jaś nauczy się dzisiaj, to duży Jan będzie robił w przyszłości. Nawyk czytania kształtujemy przecież od najmłodszych lat.
Jednak celem każdej sieci handlowej jest zarobek. A książka to dziś, niestety, kiepski pomysł na zysk.
Uważam, że książki nie są po to, żeby zarabiać. To całkowicie błędne założenie. Książki mają poszerzać nasze horyzonty, otwierać na świat, rozwijać, uwrażliwiać, uczyć dobrych praktyk. Dlatego, począwszy od pierwszej edycji konkursu “Piórko” w 2015 roku, było dla nas jasne, że nie robimy tego dla zysku. Natomiast dzięki temu, że zwycięskie książki są dystrybuowane w sieci Biedronka, może je nabyć absolutnie każdy. Bo w naszych sklepach kupują wszyscy. Co więcej, my rozmawiamy sobie teraz w Warszawie, gdzie księgarń wciąż jest dużo. Ale w małej gminie, gdzieś na krańcu Polski, zetknięcie z naszą publikacją jest niekiedy dla mieszkańców jedyną sposobnością “doświadczenia” fizycznej, “żywej” książki tam, gdzie żyją. 
Niektórzy właśnie podczas zakupów w Biedronce dowiadują się o konkursie i postanawiają spróbować swych sił jako pisarze lub ilustratorzy książek dla dzieci.
Owszem, tak wyglądała na przykład historia Agnieszki Piwoń, laureatki z 2024 roku. Pracowała jako urzędniczka samorządowa, odpowiadała za programy wsparcia unijnego. A więc na co dzień zajmowała się czymś zdecydowanie innym niż literatura dziecięca. A jednak któregoś dnia, gdy była w naszym sklepie, usłyszała o “Piórku”, wystartowała w naszym konkursie i… wygrała.  Bo, naprawdę, jest to konkurs dla każdego. A w tegorocznej edycji postanowiliśmy zdemokratyzować go jeszcze bardziej.
W jaki sposób?
Przez 11 poprzednich edycji konkurs “Piórko” kierowany był wyłącznie do debiutantów. Osoba zgłaszająca swój projekt nie mogła mieć publikacji z numerem ISBN. Tyle że obecnie numer ISBN wcale nie jest jedynym wyznacznikiem, czy ktoś ma doświadczenie czy nie. Mamy przecież copywriterów, którzy na co dzień zawodowo pracują ze słowem. Mamy ilustratorów, którzy szkicują, robią grafiki reklamowe, plakaty, artystyczne murale. Nie mają co prawda na swoim koncie publikacji z ISBN-em, ale za to mają setki publikacji profesjonalnych. Dodatkowo, jest mnóstwo twórców i ilustratorów, którzy najpierw tworzą w internecie. To jest chyba zresztą dzisiaj standard - promowanie swojej twórczości na przykład na Instagramie. Numer ISBN przestał więc być miernikiem. Uznawanie wyłącznie na jego podstawie, kto może brać udział w konkursie, a kto nie, byłoby niesprawiedliwe. Dlatego w tym roku otwieramy konkurs dla wszystkich.
To nie jedyna zmiana. Wprowadziliście też drugą ścieżkę w konkursie “Piórko” - dla autorów korzystających z AI.
Sztuczna inteligencja już teraz wpływa na nasze życie, a z czasem zmieni je jeszcze bardziej. Jesteśmy świadomi roli, jaką odgrywa w naszej codzienności, jak również tego, że wielu twórców z niej korzysta. W tym wypadku AI może być nieocenionym wsparciem w procesie kreatywnym. Oczywiście, może też być złudną drogą na skróty. Od twórcy zależy, jak z tej technologii korzysta. My, otwierając drugą ścieżkę konkursu, “Piórko Innowacji”, oferujemy pełną transparentność. Wierzymy, że dzięki niej wiele osób, które mają świetny pomysł, ale którym brakuje narzędzi, będzie miało szansę rozwinąć skrzydła. W ostatnich latach zdarzały się bowiem zgłoszenia, w których idea była świetna, ale całość - niedopracowana. Nie chcemy też dyskryminować twórców, którzy w swoim procesie kreatywnym korzystają z AI, bo czują, że ich to wzbogaca, że ich dzieła na tym zyskują. Oczywiście, wobec kandydatów stosujemy konkretne wymogi - mają obowiązek ujawnienia użytych narzędzi, promptów, surowych wyników AI oraz pokazania własnych, autorskich modyfikacji.
Tym samym, począwszy od 2026 roku, dajemy naszym uczestnikom alternatywę. Jeżeli jesteś twórcą i chcesz, żeby to twój talent był najważniejszy, wystartuj w “Piórku Wyobraźni”. Tam czekamy na zgłoszenia w 100% autorstwa ludzkiego. Jeżeli zaś w procesie twórczym wspierasz się AI, proponujemy Ci ścieżkę “Piórko Innowacji”. Myślę, że dzięki tym dwóm ścieżkom jeszcze bardziej demokratyzujemy nasz konkurs. Co jednak ważne, i co chciałbym podkreślić - wartość nagrody dla twórcy analogowego oraz wspierającego się sztuczną inteligencją jest różna. Tym samym podtrzymujemy prymat wyobraźni ludzkiej nad dziełem, które powstanie przy użyciu AI. 
Jaką wartość ma więc nagroda w “Piórku Wyobraźni”, a jaką w “Piórku Innowacji”?
W tym roku podwyższyliśmy nagrodę główną, czyli za ścieżkę “Piórko Wyobraźni”. Jest to 120 000 zł netto, zarówno w kategorii Tekst, jak i Ilustracje. Łączna pula w tej ścieżce to więc 240 000 zł netto. Rzeczywiście, kwota niespotykana jeśli chodzi o polskie konkursy książkowo-ilustracyjne.
W ścieżce “Piórko Innowacji”, dopuszczającej kreatywne wykorzystanie generatywnych narzędzi AI, nagroda wynosi natomiast 30 000 zł netto, a łączna pula to 60 000 zł netto. Tu zaznaczmy, że dzieło, które wygra ścieżkę innowacyjną, będzie dostępne w formie e-booka. QR-kod zamieścimy w wersji drukowanej zwycięskiej książki ze ścieżki tradycyjnej. Nie będziemy więc sprzedawać tego e-booka oddzielnie - będzie on jedynie suplementem do dzieła zwycięskiego, czyli laureata “Piórka Wyobraźni”.
Zasiada pan w jury konkursu “Piórko” od 6 lat. Czego przede wszystkim szukacie w zgłoszonych tekstach i ilustracjach?
Przede wszystkim oryginalności, ale też po prostu historii, które coś wnoszą. Mam tu na myśli zarówno tekst, jak i ilustrację. Te zwycięskie zostają z nami na dłużej, zostawiają w nas ślad, poruszają. Bardzo często pierwszymi recenzentami są nasze dzieci. Patrzymy, jak reagują na obrazki, jak rezonuje z nimi czytana opowieść. To tacy nasi mali eksperci, z których zdaniem bardzo się liczymy (śmiech). Wyobraźnia dorosłego i dziecka jest zupełnie różna, dlatego ten feedback jest tak ważny. Bywa, że dana opowieść jest przyczynkiem do jakiejś dyskusji przy obiedzie, stawia ważne pytania, intryguje. Ostatnio, w książce “Co zrobić z tym smokiem?”, był to na przykład temat oswajania inności. Z kolei “O Malwinie i tajemnicy Dziadka piwnicy”, książka, którą szczególnie lubię, mówi o tym, czym jest historia i tradycja rodzinna. Sumując, zawsze chcemy, by opowieść oraz towarzyszące jej ilustracje - bo one są przecież nieodłączną częścią zwycięskiego dzieła - zostawiała po sobie nie tylko tzw. “quality time” przeznaczony na wspólne czytanie i oglądanie, ale także głębsze wnioski, by tłumaczyła tę skomplikowaną rzeczywistość, jaka nas otacza.
Która ze zwycięskich książek odniosła jak dotąd największy sukces? 
Książką, która trafiła do setek tysięcy domów w Polsce, a zarazem do serc dzieci, jest zwycięzca pierwszej edycji “Piórka”, czyli “Szary domek” autorstwa Katarzyny Szestak, z ilustracjami Natalii Jabłońskiej. Tytuł brzmi niepozornie, jak coś błahego, prozaicznego, a tymczasem jest w tej opowieści i towarzyszących jej ilustracjach coś uroczego, wzruszającego, absolutnie magicznego. Dzieci ten domek pokochały - wciąż robimy dodruki, mimo że pierwsze wydanie ukazało się ponad dekadę temu! 
Udało wam się z “Piórkiem” osiągnąć coś niezwykłego - o waszych książkach jest głośno, na ich podstawie powstają nawet sztuki teatralne.
Rzeczywiście, w oparciu o nasze zwycięskie opowieści powstało kilka sztuk teatralnych - na przykład „Szary Domek” był wystawiony na deskach Nowego Teatru im. Witkacego w Słupsku - jesteśmy z tego bardzo dumni. Wieść o naszych książkach trafia też do ogromnej grupy Polaków, po prostu klientów Biedronki. Bo fragmenty zwycięskich tekstów są emitowane w naszych biedronkowych radiowęzłach. A że czyta sam Wiktor Zborowski, to zawsze zwracają uwagę klientów (śmiech). Organizujemy też wspólne czytania w różnego rodzaju placówkach edukacyjnych, jak przedszkole czy szkoła. Widzimy wtedy, jak dzieci reagują na nasze książki. Ale wierzę, że dobra opowieść zawsze znajdzie odbiorcę. A my w “Piórku” naprawdę mamy same wspaniałe opowieści.
Dmuchacie też w skrzydła twórcom. Dzięki imponującym nagrodom finansowym- tu dodam, że nagroda za “Piórko Wyobraźni”  przewyższa wartość nagrody NIKE, mogą rozwijać swoje umiejętności, i to na różnych polach.
Wśród laureatów mamy tak zwanych “zwyczajnych ludzi”, jak i na przykład nauczycieli, jest też tatuażystka. Każde z nich po wygranej poszło do przodu, nikt nie tkwi w miejscu. Wielu zrobiło duże kariery. Ale, naprawdę, co człowiek to historia.  Ostatnio, przy okazji dziesiątej, jubileuszowej edycji “Piórka”, zrobiliśmy nawet taki “zjazd rodzinny” naszych autorów - przynajmniej tych, którzy mogli do nas dojechać. To było wyjątkowe doświadczenie. Jestem bardzo ciekaw tegorocznych laureatów, również ze względu na nowe zasady naboru do naszego konkursu. Czym mnie zaskoczą, czym oczarują? Nie mogę się doczekać.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/282ccae1f9118c3e42f88e201a4f57cb,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/282ccae1f9118c3e42f88e201a4f57cb,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html"></media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/642598,zapendowska-ostro-krytykuje-sanah-slowa-ktorych-nikt-nie-chcialby-uslyszec</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/642598,zapendowska-ostro-krytykuje-sanah-slowa-ktorych-nikt-nie-chcialby-uslyszec</link><pubDate>Mon, 23 Feb 2026 12:44:05 +0100</pubDate><title>Zapendowska ostro krytykuje sanah. Słowa, których nikt nie chciałby usłyszeć</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/9b11687d782c52d436004a63283ba553,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Elżbieta Zapendowska jest znana z bycia bezpośrednią krytyczką muzyki, która nie owija w bawełnę. W ostatnim wywiadzie dla RMF FM ekspertka wypowiedziała się dość ostro o muzyce granej przez sanah. Skomentowała nawet manierę młodej artystki.

Elżbieta Zapendowska była gościem w podcaście RMF MF "Co u nich słychać", w którym wyraziła swoją opinię na temat twórczości Zuzanny Grabowskiej, znanej jako sanah. Krytyczka i ekspertka od emisji głosu zasugerowała, że nie ma wątpliwości co do tego, że piosenkarka jest przemiłą osobą. – Jest dziewczynką bardzo sympatyczną, ładniutką – powiedziała.
Elżbieta Zapendowska krytykuje sanah. Padły mocne słowa
W dalszej części wywiadu Zapendowska skupiła się tym, jak osobiście odbiera muzykę w wykonaniu sanah. Jak sama podkreśliła, z początku myślała, że artystka pochodzi z Białorusi. – Wywiad pierwszy w Opolu miała, to Białorusią tak jechało. Zmiękczenia. Teraz mówi normalnie, nie wiem dlaczego – stwierdziła, zaznaczając, że wówczas mogło chodzić o "manierę". 
Zapendowska wspomniała również o interpretacji kultowych tekstów kultury w aranżacji sanah. – Jeżeli ona posługuje się arcydziełem literackim, a muzyka jest naprawdę koszmarna. [...] Ludzie rozpisują się, że to jest arcydzieło, że to przybliża, pod strzechy trafia, poezja. No przepraszam bardzo, ja wysiadam, ja takiej poezji nie chcę słuchać, z taką muzyką – skwitowała gorzko.
Przypomnijmy, że w 2022 roku sanah wydała czwarty album studyjny pod tytułem "sanah śpiewa poezyje". Na liście utworów znalazły takie wiersze jak "Hymn" Juliusza Słowackiego, "Do* w sztambuch" Adama Mickiewicza, "Nic dwa razy" Wisławy Szymborskiej oraz "Eldorado" Edgara Allana Poe.
W ubiegłym roku ukazała się szósta płyta piosenkarki. Na albumie "Dwoje ludzieńków" znalazł się m.in. utwór "Kochałam pana" Agnieszki Osieckiej, "Inwokacja" Adama Mickiewicza i "Był bal" Jonasza Kofty.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/9b11687d782c52d436004a63283ba553,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/9b11687d782c52d436004a63283ba553,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Elżbieta Zapendowska ostro o muzyce sanah</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/641758,robert-duvall-nie-zyje-jego-aktorska-legenda-zaczela-sie-od-ojca-chrzestnego</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/641758,robert-duvall-nie-zyje-jego-aktorska-legenda-zaczela-sie-od-ojca-chrzestnego</link><pubDate>Mon, 16 Feb 2026 19:26:04 +0100</pubDate><title>Robert Duvall nie żyje. Jego aktorska legenda zaczęła się od &quot;Ojca Chrzestnego&quot;</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/7c98b74efe00057569bf5ed242e6f956,1000,1000,0,0.webp" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Robert Duvall nie żyje. Informację o śmierci aktora przekazała jego żona, Luciana Duvall. Zdobywca Oscara zmarł 15 lutego 2026 roku w wieku 95 lat.

"Wczoraj (tj. 15 lutego – red.) pożegnaliśmy mojego ukochanego męża, oddanego przyjaciela i jednego z najwybitniejszych aktorów naszych czasów. Bob odszedł spokojnie w domu, otoczony miłością i opieką" – napisała Luciana Duvall na Facebooku.
Nie żyje Robert Duvall. Poruszające pożegnanie żony
Żona aktora napisała, że "dla świata był laureatem Oscara, reżyserem, narratorem", ale dla niej był "po prostu wszystkim".
"Dziękujemy za lata wsparcia, jakie okazywaliście Bobowi, oraz za podarowanie nam tego czasu i prywatności, abyśmy mogli pielęgnować wspomnienia, które po sobie zostawił" – napisała na koniec.

            
                
            
            Najważniejsze role i nagrody Roberta Duvalla
Kariera Roberta Duvalla trwała ponad 70 lat. Aktor przeszedł do historii dzięki roli Toma Hagena w kultowym "Ojcu Chrzestnym". To właśnie ten występ przyniósł mu pierwszą z siedmiu nominacji do Oscara.
Statuetkę Amerykańska Akademia Filmowa przyznała mu w 1983 roku za kreację w dramacie "Pod czułą kontrolą". Kinomani kojarzą go też za wybitny występ w "Czasie apokalipsy". To właśnie grany przez niego Bill Kilgore wypowiada słynne słowa o tym, że "uwielbia zapachu napalmu o poranku".
Duvall na swoim koncie miał cztery Złote Globy oraz dwie nagrody Emmy. Widzowie zapamiętają go też z takich hitów jak m.in. "Adwokat", "Apostoł" czy "Wielki Santini". Co ciekawe, w wieku 84 lat stał się jednym z najstarszych aktorów w historii nominowanych do Oscara (za rolę w filmie "Sędzia").
Życie prywatne Roberta Duvalla
Aktor był żonaty cztery razy. Od 2005 roku jego życiową partnerką była młodsza o 41 lat Luciana Pedraza, którą poznał przypadkiem w... piekarni w Argentynie. Para dzieliła wspólną pasję do tanga argentyńskiego. 
Duvall był nie tylko utalentowanym tancerzem, ale również posiadał własne studia tańca. Duvallowie angażowali się w pomoc potrzebującym, zakładając fundację (Robert Duvall Children's Fund) wspierającą rodziny w północnej Argentynie.
Aktor przez lata mieszkał w Wirginii, gdzie aktywnie działał na rzecz ochrony lokalnego dziedzictwa. Sprzeciwiał się m.in. budowie wielkich centrów logistycznych w pobliżu miejsc pamięci narodowej. Robert Duvall nie doczekał się własnych dzieci.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/7c98b74efe00057569bf5ed242e6f956,1500,0,0,0.webp" /><media:content url="https://m.natemat.pl/7c98b74efe00057569bf5ed242e6f956,1500,0,0,0.webp" medium="image"><media:title type="html">Robert Duvall jako Tom Hagen w kultowym &quot;Ojcu Chrzestnym&quot;</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/641752,jerzy-slonka-nie-zyje-debiutowal-w-misiu-skradl-serca-w-rodzinie-zastepczej</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/641752,jerzy-slonka-nie-zyje-debiutowal-w-misiu-skradl-serca-w-rodzinie-zastepczej</link><pubDate>Mon, 16 Feb 2026 17:53:13 +0100</pubDate><title>Jerzy Słonka nie żyje. Debiutował w &quot;Misiu&quot;, skradł serca w &quot;Rodzinie zastępczej&quot;</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/271eeb8eed339e7611b87d8b8ca092c0,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Jerzy Słonka nie żyje. Miał 76 lat. O śmierci aktora poinformował oficjalnie Teatr Syrena, z którym aktor był związany zawodowo.

Aktor zmarł 12 lutego 2026 roku. Urodził się w Sosnowcu 22 września 1949 r. Widzowie kojarzą go przede wszystkim z kreacji drugoplanowych w filmach i serialach, a jego głos jest też z pewnością znany widzom kreskówek.
Jerzy Słonka nie żyje. Teatr Syrena żegna aktora
O śmierci aktora poinformował m.in. Teatr Syrena. "Był związany m.in. z warszawskimi teatrami Dramatycznym, Popularnym i Komedia. W Syrenie Jerzy Słonka wystąpił w spektaklach Momo, Skazani na Shawhank i Frankenstein, był również Królem w granym cały czas Kocie w butach" – czytamy na profilu instytucji.
"Rodzinie, przyjaciołom i znajomym Pana Jerzego składamy kondolencje" – napisał zespół  Teatru Syrena.

            
                
            
            Pogrzeb Jerzego Słonki w czwartek 19 lutego
Uroczystości pogrzebowe zaplanowano na 19 lutego w Warszawie. O godzinie 10:30 rozpocznie się msza święta w Parafii Świętych Wyznawców o. Rafała Kalinowskiego i br. Alberta Chmielowskiego, przy ul. Gwiaździstej 17. 
Ostatnie pożegnanie artysty odbędzie się natomiast o godzinie 12:00 na Cmentarzu Północnym. Jak informuje zespół Teatru Syrena, ceremonię zaplanowano w części nekropolii przy ul. K. Wóycikiego 14.
Role Jerzego Słonki w filmach i serialach
Jerzy Słonka zadebiutował w kultowej komedii "Miś". Później często pojawiał się na ekranie w rolach epizodycznych. Widzowie pokochali go szczególnie za postać Lesia w serialu "Rodzina zastępcza" oraz występy w takich hitach jak "Quo vadis" czy Ekstradycja.
Był on tez niezwykle aktywny w świecie dubbingu. Użyczył głosu dziesiątkom postaci w najpopularniejszych bajkach i produkcjach animowanych. Można go usłyszeć w takich klasykach jak "Wojownicze Żółwie Ninja", "Kacze opowieści" czy "Atomówki".





]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/271eeb8eed339e7611b87d8b8ca092c0,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.natemat.pl/271eeb8eed339e7611b87d8b8ca092c0,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">Jerzy Słonka nie żyje. Miał 76 lat</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/641545,gra-olgi-tokarczuk-za-17-mln-zl-pod-ostrzalem-pis-chyba-sie-troche-zagalopowali</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/641545,gra-olgi-tokarczuk-za-17-mln-zl-pod-ostrzalem-pis-chyba-sie-troche-zagalopowali</link><pubDate>Fri, 13 Feb 2026 21:40:35 +0100</pubDate><title>Gra Olgi Tokarczuk &quot;za 17 mln zł&quot; pod ostrzałem PiS. Chyba się trochę zagalopowali</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/ee68bcd9ee2b4dc58fb2fe66ff4de595,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Politycy PiS i sprzyjające im media insynuują, że 17 mln zł publicznych pieniędzy "zniknęło", a gra Olgi Tokarczuk nie powstała. "Gazeta Wyborcza" przeanalizowała dokumenty i rozmawiała z twórcami projektu. Z ustaleń wynika, że narracja o "przekręcie" nie ma żadnego pokrycia w faktach.

W środę poseł PiS Michał Woś napisał na Facebooku: "Pamiętacie 17 mln zł z naszych podatków na grę Olgi Tokarczuk? Okazuje się, że gry nie ma i z zarządu firmy od gry wyparowała też Tokarczuk". Przypomnijmy, że chodzi o grę inspirowana powieścią Tokarczuk "Anna In w grobowcach świata", która będzie osadzona w futurystycznym świecie sumeryjskich bogów. 
Temat podchwycił m.in. jego kolega z partii Dariusz Matecki, pytając szyderczo na FB: "jak tworzenie postaci w grach RPG, opartych tym bardziej na twórczości pani Tokarczuk, ma rozwinąć polską gospodarkę". Podobnie jak Woś, wspomniał o "waszych pieniądzach". Sprawę nagłośniły również media sprzyjające PiS, sugerując, że miliony "z państwowej dotacji" rozpłynęły się bez efektu.
Gra Olgi Tokarczuk powstaje wbrew insynuacjom PiS
Jak ustaliła "Gazeta Wyborcza" dotacja – dokładnie 16,6 mln zł – została przyznana przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości z programu "Fundusze Europejskie dla Nowoczesnej Gospodarki". To więc środki unijne, a nie wyłącznie "nasze podatki" i "wasze pieniądze". Pieniądze trafiły do białostockiej spółki Sundog, której współwłaścicielami są m.in. Olga Tokarczuk i jej syn Zbyszko Fingas.
Co istotne, spółka nie otrzymała całej kwoty z góry. Wypłacana jest w transzach, po rozliczeniu kolejnych etapów projektu i osiągnięciu tzw. kamieni milowych. Tymczasem projekt ma być realizowany od 1 listopada 2024 do 30 kwietnia 2028 roku – to w tym roku zaplanowano premierę gry. Twórcy przytomnie podkreślają, że produkcja gier klasy RPG trwa latami, a "Wyborcza" przypomina, że pierwsza część Wiedźmina powstawała aż siedem lat.
Dotacja nie jest również przeznaczona wyłącznie na "grę Olgi Tokarczuk". Jak informuje PARP, "rezultatem projektu będzie gotowy do wdrożenia (…) innowacyjny system do tworzenia gier typu RPG, który Wnioskodawca wykorzysta podczas opracowania i wprowadzenia na rynek swojej pierwszej gry fabularnej Ibru opartej o prozę noblistki Olgi Tokarczuk". Chodzi więc przede wszystkim o technologię, którą będzie można wykorzystać także przy innych produkcjach.
Olga Tokarczuk nie "wyparowała" z zarządu
Matecki kwestionował również sens gospodarczy "Anny In w grobowcach świata". Tymczasem – jak przypomina "Wyborcza" – branża gier jest jednym z najbardziej dochodowych sektorów polskiej gospodarki. Spółka CD Projekt w 2024 r. wypracowała ponad 470 mln zł zysku netto. Co więcej, Techland w latach rządów PiS otrzymał z UE siedem dotacji na łączną kwotę ponad 50 mln zł – m.in. na "opracowanie nowatorskiej technologii" do gier AAA.
Nieprawdziwa jest też sugestia, że Tokarczuk "wyparowała z zarządu". "Wyborcza" ustaliła, że noblistka nigdy w nim nie zasiadała. Była członkinią rady nadzorczej w latach 2022–2025. Twórcy Sundog zapewniają, że pozostaje w stałym kontakcie ze spółką, konsultuje scenariusz i – jak podkreślają – "nie wzięła z naszej spółki ani złotówki", lecz zainwestowała w projekt własne środki.
Wbrew insynuacjom opozycji, gra jest więc w produkcji, a finansowanie odbywa się według standardowych zasad programów unijnych. Na gotowy efekt trzeba poczekać – tak jak w przypadku większości dużych produkcji gamingowych, o czym PiS wydaje się albo zapominać, albo po prostu nie wiedzieć. 
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/ee68bcd9ee2b4dc58fb2fe66ff4de595,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/ee68bcd9ee2b4dc58fb2fe66ff4de595,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Olga Tokarczuk znowu pod ostrzałem PiS</media:title></media:content></item>
		
	</channel>
</rss>
