<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" version="2.0" xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom">
	<channel>
		<title><![CDATA[naTemat.pl - Pieniądze]]></title>
		<description><![CDATA[Najnowsze artykuły i wpisy blogerów w kategorii Pieniądze w naTemat.pl]]></description>
		<link>https://natemat.pl/c/237,pieniadze</link>
				<generator>natemat.pl</generator>
		<atom:link href="https://natemat.pl/rss/kategoria,237,pieniadze" rel="self" type="application/rss+xml" />
		<atom:link rel="hub" href="https://pubsubhubbub.appspot.com/" xmlns="http://www.w3.org/2005/Atom" />
			<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/650596,nowy-rekord-ceny-masla-biedronka-i-lidl-graja-va-banque-przed-majowka</guid><link>https://natemat.pl/650596,nowy-rekord-ceny-masla-biedronka-i-lidl-graja-va-banque-przed-majowka</link><pubDate>Fri, 24 Apr 2026 09:33:45 +0200</pubDate><title>Nowy rekord ceny masła. Biedronka i Lidl grają va banque przed majówką</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/a235e8daec7df8d87b1bfd98fb16defc,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Znów wydawało się, że taniej już być nie może, ale Biedronka i Lidl znów zaskakują. Przed zbliżającą się majówką wojna o klienta wchodzi na jeszcze wyższy poziom, a cena masła zalicza następny rekordowy zjazd. Jak to im się opłaca? To sprytny trik marketingowy, po którym dyskonty na pewno wychodzą na swoje.

Już kwota 99 groszy za kostkę szokowała. Tak tanio chyba nie było nigdy w XXI wieku, a jeśli już, to tylko w ramach promocji. Lidl w zeszłym tygodniu zbił stawkę do 95 groszy, prowokują konkurenta do dalszych obniżek. Teraz, przed długim weekendem majowym, cena masła spada jeszcze mocniej. 
Tanie masło w Biedronce przed majówką. Nie pomyl promocji
Portugalska sieć ruszyła z nową ofertą już dziś, 24 kwietnia i potrwa do niedzieli handlowej, 26 kwietnia. Na klientów czekają dwie podobne akcje promocyjne. Wymaga sporo skupienia podczas skanowaniu produktów przy kasie.
Pierwsza opcja (po lewej na grafice) pozwala kupić masło za 99 groszy, jeśli mamy aplikację lub kartę Biedronki. Pojawia się tu jednak haczyk. Gdy weźmiemy dokładnie dwie sztuki, system naliczy nam właśnie taką zniżkę.
Dorzucenie trzeciej kostki aktywuje drugą promocję (po prawej): za 88 groszy, ale przy zakupie trzech sztuk. Trzeba więc uważać i dokładnie policzyć liczbę wziętych opakowań, by skorzystać z lepszej okazji. Warto pamiętać również o narzuconym limicie trzech sztuk na kartę, aby uniknąć naliczenia standardowej kwoty, wynoszącej blisko 6 złotych.
Weekendowa promocja w Lidlu. Masło za 88 groszy
Konkurencja z Niemiec odpowiada równie mocnym uderzeniem. Ich oferta startuje jutro (25 kwietnia) i potrwa też do niedzieli. To szansa dla wszystkich planujących zaopatrzyć się w masło, ale nie chcących zapychać całej zamrażarki zapasami.
Wystarczy aktywować kupon w aplikacji Lidla i  zeskanować kod przy czytniku, a rabat naliczy się sam. Akcja obejmuje masło Pilos, z ciut wyższą zawartością tłuszczą niż w Biedronce, bo 83 proc. 
Nie musimy martwić się o specyficzne warunki wielosztuków. W tym wypadku można wziąć jedno masło, by skorzystać z promocji. Na jedno konto przypada limit trzech opakowań w najniższej cenie.
Dlaczego wojna cenowa wciąż trwa? Ukryty cel gigantów
Rekordowe zjazdy cenowe zastanawiają wszystkich, którzy wiedzą, że przecież dyskonty dąży do maksymalizacji zysków. A przecież produkcja kostki masła kosztuje kilka razy więcej niż kwota w promocji. Samo mleko użyte do wyprodukowania kostki to wydatek rzędu ponad 7 złotych.
"Na każdy kilogram masła przypada średnio 20-25 litrów mleka, a zatem jedna kostka (200 g) produktu to około 4-4,5 litra mleka. Za surowe mleko płaci się średnio 1,86 zł za litr (dane GUS z lutego). To z kolei oznacza, że sam surowiec do produkcji kostki masła kosztuje ok. 7,44 zł. Dodajmy do tego pozostałe koszty: przetworzenie i transport, marżę przetwórcy i zysk sieci handlowej"  – pisaliśmy w naTemat.
– Ceny za złotówkę nie odzwierciedlają realnych kosztów, lecz są elementem agresywnej polityki promocyjnej. Sieci liczą na to, że klient kupi przy okazji inne, droższe produkty" – tłumaczył w serwisie Dlahandlu.pl  Robert Biegaj z Shopfully Poland.
Ostatecznie dyskonty wychodzą na swoje, chociaż dopłacają do masła. Z perspektywy domowego budżetu to mimo wszystko szansa na oszczędności. Warto korzystać z tych ofert na spokojnie i wybierać z półek wyłącznie niezbędne rzeczy. Dlatego dobrze jest iść do sklepu z listą zakupów, by nie dać się ponieść promocjom. 



]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/a235e8daec7df8d87b1bfd98fb16defc,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/a235e8daec7df8d87b1bfd98fb16defc,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Biedronka i Lidl robią rekordową promocję na masło. Taniej się nie da?</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/650521,emerytura-po-b2b-to-nie-bedzie-all-inclusive-przedsiebiorcy-szybko-zaczna-zalowac</guid><link>https://natemat.pl/650521,emerytura-po-b2b-to-nie-bedzie-all-inclusive-przedsiebiorcy-szybko-zaczna-zalowac</link><pubDate>Fri, 24 Apr 2026 07:02:01 +0200</pubDate><title>Emerytura po B2B to nie będzie all inclusive. &quot;Przedsiębiorcy&quot; szybko zaczną żałować</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/ecd28362244a505253386ca2b6f3ea26,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Przejście na własną działalność kusi wyższymi zarobkami i niezależnością. Niestety obecne umowy B2B za kilkadziesiąt lat mogą nam dać głodową emeryturę. Jak świadomie zacząć zarządzać swoimi pieniędzmi, by mieć spokojną jesień życia? Jest kilka opcji, ale trzeba o nie zadbać na własną rękę.

Samozatrudnienie jest dzisiaj bardzo popularne i czasem firmy oferują jedynie taką formę współpracy. Wyższe stawki niż na etacie nie mogą nam jednak przesłonić długofalowych konsekwencji. Polski system ubezpieczeń jest bezwzględny. Warto zrozumieć mechanizmy rynkowe i zacząć działać, zanim obudzimy się z minimalną emeryturą.
Zalety umowy B2B i jej ukryte pułapki
Model B2B (business-to-business) króluje dziś w branży IT, kreatywnej i nowoczesnych usługach. Pozwala być elastycznym na rynku i płacić niższe podatki poprzez wybór dogodnej formy opodatkowania oraz odliczanie kosztów uzyskania przychodu. 
Korporacje wolą takie kontrakty, bo z ich perspektywy to czysty zysk. Podatki i składki na etacie pochłaniają nawet 40 proc. budżetu na pracownika, dlatego firmy wolą przelać te środki prosto na nasza fakturę. To z kolei oznacza, że bardziej się to opłaca niż umowa o pracę.
Teoretycznie to sytuacja win-win. Firma tnie koszty, bo nie musi płacić składek, a my mamy wyższe zarobki netto. Wolność ma jednak bardzo konkretną cenę. W 2026 roku opłaty do ZUS (tzw. duży ZUS) pochłaniają ponad 1926 zł miesięcznie, a do tego musimy doliczyć jeszcze obowiązkową składkę zdrowotną. 
Z drugiej strony nie mamy ochrony wynikającej z Kodeksu pracy. Nie ma też płatnego urlopu ani  okresu wypowiedzenia. Portal Biznes.gov.pl przypomina, że przedsiębiorcy muszą samodzielnie prowadzić dokumentację rachunkową i pamiętać o przelewach do urzędu skarbowego. Bycie szefem dla samego siebie to wielkie wyzwanie w utrzymaniu stałej płynności finansowej.
Wysokość emerytury przedsiębiorcy bywa szokiem
Przedsiębiorcy starają się opłacać tylko podstawowe stawki, celowo obniżając podstawę swojego wymiaru, by jeszcze mniej wpłacać do ZUS-u i zmaksymalizować obecny zysk (rząd jednak planuje to ukrócić). To niestety może się zemścić po latach. 
"Kiedy prowadzisz działalność gospodarczą, Twoje składki różnią się od składek osoby zatrudnionej na etacie, ponieważ Zakład Ubezpieczeń Społecznych oblicza je od innej podstawy wymiaru – i nie zawsze jest to wartość Twoich zarobków" – zauważa serwis Useme. 
To właśnie sprawia, że ZUS widzi specjalistę jako osobę zarabiającą niewiele ponad minimum. Dlatego taka też będzie niestety wypłacana przez zakład emerytura. Obecnie gwarantowana minimalne świadczenie wynosi 1978,49 zł brutto, co daje zaledwie ok. 1800 zł na rękę, by przeżyć cały miesiąc. Ledwo starczy to przecież na czynsz, rachunki i jedzenie, a co dopiero jeszcze leki czy jakiekolwiek rozrywki.
"Wyobraź sobie, że jesteś programistą lub managerem IT. Zarabiasz 20, 30 tysięcy złotych miesięcznie. Jednak jako przedsiębiorca, korzystasz z prawa do opłacania składek od zadeklarowanej podstawy – czyli zazwyczaj od 60 proc. prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia. Co to oznacza w praktyce? System widzi cię nie jako krezusa zarabiającego krocie, ale jako osobę zarabiającą nieco ponad płacę minimalną" – podkreśla radca prawny Iwo Klisz z portalu zakaz-konkurencji.pl.
Oszczędzanie na emeryturę na własną rękę
Rozwiązaniem tego problemu jest szybka i radykalna zmiana podejścia do własnych pieniędzy. Na początek warto wykorzystać wszelkie dostępne ulgi:
Ulga na start – przez pierwsze 6 miesięcy jesteśmy zwolnieni ze składek społecznych.
ZUS preferencyjny – przez kolejne 24 miesiące płacimy niższe składki od podstawy 30 proc. minimalnej płacy.
Mały ZUS Plus – przy przychodach poniżej 120 tys. zł rocznie płacimy składki uzależnione od dochodu.

Pieniądze zaoszczędzone na niskich składkach muszą jednak pracować na przyszłość. Warto zainteresować się kontami IKE oraz IKZE. Pozwalają wygodnie gromadzić pieniądze, a ta druga opcja daje coroczne ulgi podatkowe. 
To w zasadzie jedyne systemowe narzędzia pozwalające chronić nasze oszczędności przed podatkiem Belki i dać w dłużej perspektywie większy zysk niż zwykła lokata w banku. Eksperci radzą też, by część nadwyżek można też inwestować na giełdzie lub w nieruchomości.
Zakładajmy po prostu z góry, że minimum kilkanaście proc. każdej wystawionej faktury musi być gdzieś ulokowane na godną starość. Tylko traktowanie tego jako obowiązkowego kosztu prowadzenia firmy zagwarantuje nam spokój po zakończeniu kariery.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/ecd28362244a505253386ca2b6f3ea26,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/ecd28362244a505253386ca2b6f3ea26,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Zbliżenie na dłonie przedsiębiorcy pracującego przy laptopie z telefonem w ręku</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/650260,temu-i-shein-traca-kluczowa-przewage-12-zl-za-paczke-to-dopiero-poczatek</guid><link>https://natemat.pl/650260,temu-i-shein-traca-kluczowa-przewage-12-zl-za-paczke-to-dopiero-poczatek</link><pubDate>Thu, 23 Apr 2026 07:03:02 +0200</pubDate><title>Temu i Shein tracą kluczową przewagę. 12 zł za paczkę to dopiero początek</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/ed839687773cdb0cb70e696fd7bcf61c,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Od 1 lipca wchodzi w życie nowe unijne prawo, które nakłada cło na tanie przesyłki, płynące do nas przede wszystkim z Chin. Początkowo nowa opłata nie będzie wysoka, ale 2 lata to się może zmienić. Po co w ogóle zdecydowano się na taką zmianę w przepisach?

Platformy takie jak Temu, Shein czy Aliexpress biją w Polsce (i nie tylko) rekordy popularności. Zawdzięczają to nie tylko niemal nieskończonemu asortymentowi, ale przede wszystkim niezwykle niskim cenom. Tajemnica nie tkwi wyłącznie w taniej sile roboczej w fabrykach. To zasługa luki w prawie, pozwalającej azjatyckim gigantom unikać opłat na granicach.
Jak chińskie platformy jak Shein czy Temu omijają podatki?
Sklepy z Chin zbudowały swoją przewagę na rynku, opierając się na przepisach o zwolnieniu z cła dla przesyłek o najniższej wartości. To właśnie dzięki temu mechanizmowi paczki zamawiane przez Polaków mogły kosztować ułamek tego, co musielibyśmy zapłacić w innych miejscach. 
Towar trafia hurtowo do europejskich centrów dystrybucyjnych, na przykład w Belgii, Holandii czy w Polsce pod Wrocławiem. Dopiero na miejscu transporty są rozbijane na drobne zamówienia. Następnie trafiają do klientów jako zwykłe przesyłki wewnątrzunijne, co obniża koszty i formalności.
Azjatyckie firmy stworzyły więc całą machinę logistyczną do omijania opłat. "System przypomina fabrykę paczek, która rozbija duży import na tysiące małych przesyłek. A to trudniejsze do objęcia klasycznymi cłami" – wyjaśniał portal INNPoland.
Koniec zwolnienia z cła. Nowe unijne przepisy od 1 lipca
Sytuacja zmieni się  już 1 lipca 2026 roku. Unia Europejska zlikwiduje regulacje zwalniające tanie przesyłki np. z Chin z dodatkowych opłat. Unijni urzędnicy przyjęli jednak okres przejściowy, aby ułatwić rynkowi oraz urzędom celnym dostosowanie do nowych realiów. Od 1 lipca 2026 roku do 1 lipca 2028 roku stosowana będzie uproszczona stawka celna.
"Stosuje się należności celne w wysokości 3 EUR za pozycję w przesyłce, której rzeczywista wartość nie przekracza łącznie 150 EUR" – informuje rozporządzenie rady UE 2026/382. Dotyczy to głównie przesyłek pocztowych oraz tych zwolnionych z VAT.
Zatem każda przesyłka, która będzie tańsza niż ok. 635 zł, będzie miała w zamówieniu doliczoną stałą opłatę. W przeliczeniu na naszą walutę to koszt wynoszący nieco ponad 12 zł. 
Niby nie jest to dużo przy większych zakupach, ale dla osób, które zamawiały paczki "Made in China" po 10-20 zł z kilkoma gadżetami, to już będzie zauważalna kwota. I możliwe, że wtedy zdecydują się na zakup w np. polskim sklepie.
Warto też zauważyć, że opłata będzie doliczana "za pozycję w przesyłce". Nie oznacza to jednak, że do dosłownie każdej rzeczy będzie dodane cło. Będzie to prawdopodobnie działać tak, że każdy produkt w zamówieniu będzie poddany "klasyfikacji taryfowej" i przypisany do grupy np. elektronika, ubrania itd.
Jeśli więc zamówimy 3 ładowarki, to cło zapłacimy raz, ale jeśli dorzucimy do tego koszulkę, to na nią będzie doliczone oddzielne cło, również wynoszące 3 euro. Zatem zamawianie paczek z różnymi kategoriami produktów przestanie być tak opłacalne jak obecnie.  
Ochrona unijnego rynku przed zalewem tanich paczek
Niespotykana dotąd skala importu z Chin sprawiła, że te zmiany były nieuniknione. Wcześniejsze zwolnienie z ceł wprowadzono po to, by odciążyć celników przy codziennym sprawdzaniu tysięcy paczek. Teraz, w czasach pełnej cyfryzacji i dostępu do danych, nie ma to dalszego sensu. 
Poza tym, jak wskazuje Ministerstwo Finansów, "zwolnienie z cła takich przesyłek było nadużywane poprzez zaniżanie ich wartości i sztuczne dzielenie przesyłek". "Znacząco wzrosła wielkość przywozu takich przesyłek i konieczna stała się ochrona konkurencyjności unijnych przedsiębiorców oraz interesów finansowych UE i jej państw członkowskich" – czytamy na stronie resortu.
Łowcy okazji na zmianach ucierpią, bo azjatyccy giganci będą musieli zacząć grać na podobnych zasadach, co europejskie firmy. Ten radykalny krok ma jednak przede wszystkim wesprzeć gospodarkę UE i zahamować totalnie niekontrolowany napływ taniej (i często niebezpiecznej) chińszczyzny.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/ed839687773cdb0cb70e696fd7bcf61c,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/ed839687773cdb0cb70e696fd7bcf61c,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Koniec tanich przesyłek z Chin. Od 1 lipca będzie doliczana nowa opłata</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/650383,emerytura-wyzsza-od-pensji-jest-mozliwa-polacy-opracowali-metode-na-strazaka</guid><link>https://natemat.pl/650383,emerytura-wyzsza-od-pensji-jest-mozliwa-polacy-opracowali-metode-na-strazaka</link><pubDate>Wed, 22 Apr 2026 21:50:50 +0200</pubDate><title>Emerytura wyższa od pensji jest możliwa. Polacy opracowali &quot;metodę na strażaka&quot;</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/01573f8cc3f3a67d2d8bf15f4dcb80ee,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Istnieje metoda, która pozwala na uzyskanie wyższej emerytury niż wynosiła nasza pensja. Proceder może być popularniejszy niż nam się wydaje. Działa on ze względu na pewną lukę w przepisach, która, choć została załatana jakiś czas temu, wciąż może być wykorzystana. Nie jednak dla każdego.

"Gazeta Wyborcza" opisała ostatnio ciekawą historię. Dotyczy ona strażaka, który przez 25 lat pełnił służbę jako kierowca w Państwowej Straży Pożarnej. Jego wynagrodzenie wynosiło 7 800 złotych netto. W wieku 48 lat zdecydował się na przejście na emeryturę. Jego świadczenie jest wyższe od pensji o 3 400 złotych i wynosi aż 11 200 złotych netto. Jak to możliwe?
Na tak wysoką emeryturę wpłynęły przepisy, które w przypadku pana Wojtka pozwalały na wyliczenie jej wysokości w oparciu o ostatnią pensję. Kilka miesięcy przed odejściem z pracy mężczyzna dostał awans. Wiązał się on ze znaczną podwyżką i dodatkami, w tym motywacyjnym i funkcyjnym.
Obowiązków na nowym stanowisku nie miał zbyt wielu. Zdecydował się skorzystać z urlopu i pech chciał, że przez jakiś czas musiał się udać na zwolnienie chorobowe. "Awans na pożegnanie" zapewnił mu jednak spokojną (choć nader wczesną) jesień życia.
Kto może skorzystać z tej intratnej metody? Te osoby mogą liczyć na ogromną emeryturę
W przypadku pana Wojtka doszło do (prawdopodobnie) sztucznego zawyżenia wynagrodzenia tuż przed odejściem z pracy. Taka praktyka ma być bardzo powszechna wśród służb mundurowych. Sprzyja jej solidarność zawodowa, ale też brak znaczących kosztów. Podniesienie pensji na tak krótki okres nie stanowi dużego uszczerbku dla budżetu jednostki, bo przecież osoba, która otrzymuje "awans", i tak niedługo nie będzie pobierać wynagrodzenia.
Warto jednak mieć na uwadze, że ma ona swoje ograniczenia. Na tak intratną emeryturę nie mają co liczyć osoby, które w szeregach służb działają od niedawna.
Z metody na strażaka mogą skorzystać osoby, które wstąpiły do służby mundurowej przed rokiem 2013. Takie osoby mają jeszcze jeden niezwykle ważny przywilej. Przysługuje im możliwość przejścia na emeryturę już po 15 latach służby. To niezwykle sprzyjające warunki, o których większość Polaków może tylko pomarzyć.
Władze zmieniły prawo, ale stare zasady przyznawania emerytur dla służb wciąż obowiązują
Tę pewną patologię w systemie emerytalnym zwalczono właśnie w 2013 roku. Od tamtej pory mundurowi podlegają nieco innym zasadom. Rekruci z okresu po 1 stycznia 2013 roku nie mają już tak niskich wymagań względem stażu pracy. Muszą oni spędzić na służbie 25 lat, by kwalifikować się do świadczenia.
Jednocześnie zmieniono sposób wyliczania emerytury. Nie dotyczy ona już ostatniej wypłaty, a podstawą do jej określenia jest pensja z ostatnich 10 lat.
Te niesprawiedliwe zasady przyznawania emerytur będą stopniowo wygasać. Prawo nie działa wstecz, ale osób uprawnionych do specjalnych przywilejów emerytalnych jest z roku na rok coraz mniej. Wprowadzony w 2013 roku system jest zdecydowanie bardziej sprawiedliwy z perspektywy Zakładu Ubezpieczeń Społecznych i większości podatników, którzy nie mogą liczyć na tak specjalne traktowanie.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/01573f8cc3f3a67d2d8bf15f4dcb80ee,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.natemat.pl/01573f8cc3f3a67d2d8bf15f4dcb80ee,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">&quot;Metoda na strażaka&quot; pozwala na uzyskanie wyższej emerytury od pensji.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/650356,pellet-ostro-tanieje-ale-jego-zamiennik-robi-furore-nowy-krol-oszczednosci</guid><link>https://natemat.pl/650356,pellet-ostro-tanieje-ale-jego-zamiennik-robi-furore-nowy-krol-oszczednosci</link><pubDate>Wed, 22 Apr 2026 19:50:01 +0200</pubDate><title>Pellet ostro tanieje, ale jego zamiennik robi furorę. Nowy król oszczędności</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/08d0fb90ca43d096bdfc46997739190c,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Sezon grzewczy powoli się kończy. Zaczyna się też najlepszy moment, by pomyśleć o zapasach opału na kolejną zimę. Na rynku pojawił się pellet drzewny wreszcie w mniej zaporowych cenach. Ale jest też o wiele tańsza, a równie wydajna alternatywa.

Ostatnie miesiące wyczyściły konta właścicieli kotłów na biomasę. Puste składy i zaporowe ceny, dochodzące w szczycie nawet do 3000 zł, spędzały sen z powiek wielu Polaków. W składach wprowadzano nawet limity rzędu 300-400 kilogramów na osobę.
Zima dała w kość "pelleciarzom". Opał jednak w końcu potaniał
Powodów tego kryzysu było wiele: ogromny popyt napędzany dotacjami z programu "Czyste Powietrze", zaostrzone normy jakości, które wpłynęły na ceny surowca oraz problemy tartaków z rosnącymi rachunkami za prąd. 
Sytuację tłumaczył Andrzej Guła z Polskiego Alarmu Smogowego: "W Polsce nie mamy tyle biomasy, żeby zaspokoić rosnące potrzeby". Ekspert ostrzegał, że bez zmian systemowych kryzys może wracać. 
Obecnie ceny pelletu drzewnego w wielu miejscach spadły mocno poniżej bariery 2000 zł za tonę. W internecie znajdziemy też ogłoszenia za 1500-1600 zł. Co nie znaczy, że też nie ma sprzedawców, którzy oferują go o wiele drożej. I w końcu jest też dostępny. Ale na rynku rośnie mu potężna, jeszcze tańsza konkurencja.
Nowy hit w kotłowniach. Łuski słonecznika robią furorę
Prawdziwym wybawieniem dla domowych budżetów może okazać się brykiet i pellet z łusek słonecznika. Te niepozorne odpady z przemysłu spożywczego są sprasowywane w wysokiej temperaturze i pod gigantycznym ciśnieniem. Proces ten odbywa się bez kropli sztucznego kleju czy chemii.
Największy atut? Zdecydowanie cena. O ile pellet drzewny wreszcie zaczął tanieć, to opał ze słonecznika nokautuje go kosztami. Za tonę tego surowca zapłacimy obecnie ok. 1000 zł, czyli niemal dwa razy taniej. Przy robieniu wiosennych zapasów możemy zaoszczędzić mnóstwo pieniędzy.
Zaskakująca wydajność słonecznika. Czy to się opłaca?
Niska cena to nie wszystko. Nowy opał kusi też parametrami. Z danych serwisu KB.pl wynika, że jego wartość opałowa sięga od 16,7 do nawet 20 MJ/kg. W praktyce oznacza to, że bije na głowę drewno kominkowe i dorównuje najlepszemu pelletowi drzewnemu.
Zanim jednak zrobisz ogromne zapasy, zajrzyj do instrukcji swojego kotła. Należy upewnić się, jak dany piec przyjmie to paliwo. "W przypadku kotłów retortowych i gazujących producenci często rekomendują stosowanie go jako dodatku do pelletu drzewnego, jednak w wielu instalacjach potrafi pracować także jako jedyne paliwo" – czytamy w artykule.
Zalety pelletu ze słonecznika:
Świetna relacja ceny do wydajności. 
Niska emisja CO2, więc jest eko.
Stabilne spalanie dzięki twardej, zbitej i suchej formie.
Całkowity brak chemii w procesie produkcji.
Znikoma ilość popiołu (zaledwie 2-5 proc.), co ułatwia czyszczenie pieca.
Ekologiczny nawóz gratis, bo lekko zasadowy popiół nada się do zakwaszonej ziemi na działce.

Czy słonecznik zdetronizuje drewno?
Trzeba jednak wiedzieć o jednym haczyku. Podobnie jak w przypadku trocin czy zrębków drewna, łuski są surowcem o ograniczonej dostępności, a sezonowość mocno wpływa na podaż. Słonecznik jednak rośnie zdecydowanie szybciej niż drzewo.
Pamiętajmy też, że kiedy pellet drzewny wchodził na rynek, również był niszowy i równie tani. Alternatywa w postaci słonecznika to jednak wciąż świetna wiadomość dla osób, które mają instalację na biomasę. Większy wybór opału to lepsza cenowa na rynku i pewność, że w środku zimy będzie czym palić w kotle.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/08d0fb90ca43d096bdfc46997739190c,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/08d0fb90ca43d096bdfc46997739190c,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Pellet drzewny ma konkurencję. Jest o wiele tańsza i równie wydajna</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/650305,40-rachunku-za-energie-poza-kontrola-firmy-wciaz-traca-pieniadze</guid><link>https://natemat.pl/650305,40-rachunku-za-energie-poza-kontrola-firmy-wciaz-traca-pieniadze</link><pubDate>Wed, 22 Apr 2026 13:11:31 +0200</pubDate><title>40% rachunku za energię poza kontrolą? Firmy wciąż tracą pieniądze</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/8cbcaa98a057d41d51f4ce23ceee8a76,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Koszty energii to znacznie więcej niż tylko stawka za megawatogodzinę. Nie tylko cena energii decyduje o rachunku. Nawet 40% kosztów kryje się w dystrybucji – i to tam firmy najczęściej przepłacają. W najnowszym odcinku E.ON Talks eksperci przyglądają się opłatom dystrybucyjnym, czyli tej części rachunku, która w wielu firmach nie jest dostatecznie kontrolowana.

W ostatnich latach wydatki na energię stały się jednym z ważniejszych wyzwań, z którymi mierzą się firmy. Coraz częściej okazuje się też, że przyczyną przepłacania jest nie sama cena energii, lecz mniej oczywiste elementy całościowej opłaty. Kontrola ukrytych kosztów dystrybucji i optymalizacja finalnego rachunku za energię to ważny element finansowego sukcesu wielu firm. 
W nowym odcinku podcastu E.ON Talks Hubert Żórawski, po raz pierwszy w roli prowadzącego, wraz z Mariolą Dudek, dyrektorką Departamentu Zakupów Strategicznych, Zarządzania Nieruchomościami, Flotą i Energią w PLAY, oraz Sebastianem Kotlarskim właścicielem firmy Evolution Systems porusza ten temat. Zaproszeni goście przypominają o tym, jak ważne jest nowoczesne podejście oparte na ciągłej aktualizacji i reagowaniu na zmiany.
Ukryte koszty, które robią różnicę
Koncentracja wyłącznie na koszcie zakupu energii to dziś za mało. Dystrybucja może stanowić nawet 30–40 proc. całkowitych wydatków firmowych związanych z tym obszarem. Jej optymalizacja jest możliwa, pod warunkiem, że firma prawidłowo analizuje wszystkie parametry i wyciąga odpowiednie wnioski.
– Niestety klienci często uważają, że część dystrybucyjna jest zupełnie nienegocjowalna, a to nie do końca prawda. Choć same stawki regulowane są przez URE, firmy mają wpływ na poszczególne parametry, które bezpośrednio przekładają się na wysokość rachunku – od mocy umownej po dobór taryfy – wyjaśnia Sebastian Kotlarski.
Z doświadczeń rynkowych wynika, że wiele organizacji popełnia powtarzalne błędy. Firmy zamawiają zbyt wysoką moc na zapas, nie aktualizują parametrów po zmianach w działalności lub ignorują profil zużycia energii. Tymczasem już sama korekta tych elementów może przynieść oszczędności od 10 proc. do nawet 30 proc. w części dystrybucyjnej.
Zmiana podejścia to proces
– To była ewolucja, a nie rewolucja. Zaczęliśmy po prostu głębiej analizować każdy z elementów na fakturze. Dystrybucja obecnie jest u nas pod lupą, patrzymy na energię jako koszt całkowity – przyznaje Mariola Dudek, gdy mówi o aktualizowaniu podejścia i szukaniu nowych rozwiązań.
Nie bez znaczenia jest także zmieniające się otoczenie rynkowe. Nowe taryfy, rosnące wydatki na energię bierną oraz presja kosztowa sprawiają, że trzeba aktywnie monitorować zakup energii i wykorzystywać konkretne dane. Nie mówimy o jednorazowej optymalizacji, ale ciągłym procesie.
Smartyfikacja kluczem do sukcesu
W obszarze zarządzania zużyciem energii technologia odgrywa kluczową rolę. Przy rosnącej liczbie punktów poboru i zmieniających się taryfach samodzielne zarządzanie przestaje być skuteczne. Systemy analityczne oraz smart metering pozwalają monitorować zużycie prądu w czasie rzeczywistym, identyfikować błędy i szybko reagować.
– Rozwiązania optymalne dziś nie muszą być optymalne w kolejnym roku. Dlatego zarządzanie kosztami energii to proces ciągły i wymagający odpowiednich danych, narzędzi oraz regularnej weryfikacji – podsumowuje Sebastian Kotlarski.
Wszystkie odcinki E.ON Talks są dostępne na Spreaker, Spotify, iTunes i Podcasty Google. Materiał można też odsłuchać i obejrzeć na stronie E.ON.


]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/8cbcaa98a057d41d51f4ce23ceee8a76,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/8cbcaa98a057d41d51f4ce23ceee8a76,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html"></media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/650218,zmiany-w-b2b-wywolaly-wielki-lament-ale-za-buntem-kryje-sie-niewygodna-prawda</guid><link>https://natemat.pl/650218,zmiany-w-b2b-wywolaly-wielki-lament-ale-za-buntem-kryje-sie-niewygodna-prawda</link><pubDate>Wed, 22 Apr 2026 07:00:02 +0200</pubDate><title>Zmiany w B2B wywołały wielki lament. Ale za buntem kryje się niewygodna prawda</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/363f120be2ef02b0a0580e5047499590,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Zmiany proponowane przez Ministerstwo Finansów i Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej spotykają się z powszechną niechęcią osób zatrudnionych w oparciu o umowy B2B. I choć reformy faktycznie wpłyną na sytuację uczciwych przedsiębiorców, rwetes wznoszą osoby, które rękami i nogami udają, że wcale nie są na etacie.

Już niedługo samozatrudnieni będą mieli ciężej. Nowa reforma planowana przez rząd ma ukrócić fałszywe umowy B2B będące w rzeczywistości standardowymi etatami. Państwo na początku wzięło się za uregulowanie kwestii umów o dzieło i umów zlecenie. Tzw. śmieciówki, będące w rzeczywistości umowami o pracę, mają niedługo zniknąć. Związane jest to m.in. z poszerzeniem kompetencji Państwowej Inspekcji Pracy.
Burza o zmiany w B2B
Jednym z ważnych założeń ulg podatkowych jest to, by tworzyć nowe miejsca pracy i ukrócić sytuacje, w których umowa B2B obowiązuje osobę, która pracuje dla jednego podmiotu, ma dokładnie wytyczony czas pracy i obowiązki, ma przełożonego, owocowy czwartek i wszelkie inne dogodności (lub niedogodności) standardowej umowy o pracę.
Tak "rewolucyjna" zmiana nie podoba się jednak dużej części zatrudnionych. Nic w sumie dziwnego, gdyż ukraca on istne eldorado i godzi w interes około 2 milionów osób, które rozliczają się ryczałtem w ramach jednoosobowej działalności gospodarczej.
Wyraz tej niechęci do zmian przejawia się przede wszystkim na portalach społecznościowych. Pojawiają się głosy o zdradzeniu narodu, lewackich ideologiach, niszczeniu polskiego sektora przedsiębiorczości i sugestie, że żadnej władzy nie można ufać i w ogóle najlepiej to by było bez podatków w anarchokapitalistycznej krainie.
Internetowi guru sami na siebie sprowadzili ten los
Sam ostatnio trafiłem na wideo na Instagramie, w którym jeden z "internetowych guru" omawiał w poważnej analizie, jak unikać płacenia podatków i wrzucać wszystkie wydatki w koszty działalności. Sprawa dotyczyła oczywiście B2B, w tym wypadku założenia spółki.
Promocja cwaniactwa stała się stylem życia niektórych osób, a chełpienie się obrabianiem państwa nie mogło pozostać bez odpowiedzi. Bo jaki sens miałoby uszczelnianie systemu umów o dzieło i zlecenie, jeśli następnego roku każdy dostawca jedzenia działałby pod własną jednoosobową działalnością gospodarczą?
Może gdyby problem nie był tak powszechny i gdyby system nie był nadużywany przez guru optymalizacji podatkowych, nie mielibyśmy do czynienia z tego typu zmianami. No i gdyby nie złoty standard niezwykle dobrze opłacanego IT, które wpychało B2B wszędzie, gdzie to było możliwe. Uczciwi przedsiębiorcy, którzy zostaną poszkodowani w wyniku proponowanych zmian, powinni zastanowić się nad jakimś podziękowaniem wobec tych wszystkich spryciarzy.
Syndrom oblężonej twierdzy – a o pozytywnych zmianach mowy brak
Przedsiębiorcy w Polsce mają w końcu najgorzej, a działania rządu są wycelowane prosto w ich dobroduszne, chętne do płacenia podatków serduszka. Tak? A proponowane zmiany uderzają w buntowniczą duszę narodu. Podatki to przecież kradzież, a władza nigdy nie ma racji. Tak? 
Rację ma za to flipper, który sprytnie niszczy rynek mieszkaniowy, śmiecąc przy tym po klatkach ckliwymi ogłoszeniami (dla niepoznaki spisane odręcznym pismem) o chęci kupienia nowego mieszkania "dla rodziny", najlepiej z garażem. W wielu przypadkach to nic innego jak syndrom oblężonej twierdzy lub wypowiedzi osób, które z tematem nic nie mają wspólnego, a wznoszą hałas "bo znowu kradno".
Nowe zmiany mają szansę na uregulowanie luk w prawie, które powinny być załatane już dawno. I wcale nie godzą tak mocno w faktycznych, uczciwych pracodawców chętnych do tworzenia nowych miejsc pracy. Weźmy pod uwagę IP Box. On ma zostać, ale będzie obejmował firmy, które zatrudniają przynajmniej trzech pracowników. Tak samo ryczałt – dalej będzie on równie niski, o ile zatrudni się pracownika w ramach UoP. No i wreszcie kwestia mieszkań – serio, nie uwierzę, że osoba, która chce nabyć nieruchomość w ramach ulgi, częściej niż co trzy lata, jakkolwiek jej potrzebuje.
Zresztą jest w tym coś jeszcze. Przecież faktycznie sprytni omijacze podatków i poszukiwacze cwanych luk wcale nie biorą udziału w masowym płaczu na Facebooku i X. Oni już myślą, jak poradzić sobie z nowymi przepisami. Bo przecież wcale nie jest tak, że propozycja rządu załata wszystkie dziury naszego systemu podatkowego.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/363f120be2ef02b0a0580e5047499590,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.natemat.pl/363f120be2ef02b0a0580e5047499590,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">Rząd bierze się za B2B. Fikcyjni przedsiębiorcy w płacz.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/650155,nowe-ceny-najmu-w-polsce-az-dziwne-ze-ludzie-nie-chca-mieszkac-w-lodzi</guid><link>https://natemat.pl/650155,nowe-ceny-najmu-w-polsce-az-dziwne-ze-ludzie-nie-chca-mieszkac-w-lodzi</link><pubDate>Tue, 21 Apr 2026 21:05:02 +0200</pubDate><title>Nowe ceny najmu w Polsce. Aż dziwne, że ludzie nie chcą mieszkać w Łodzi</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/f3ef80fcf4cf4443c092f43f084da8f7,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />W całej Polsce średni czynsz za mieszkanie wreszcie spada. Listę siedmiu największych miast zamyka Łódź, gdzie jest najtaniej. W Warszawie płaci się o ponad 2 tys. zł więcej. Dlaczego więc właśnie ten bliski sąsiad stolicy w szybkim tempie traci mieszkańców? Kiedyś to mogło być oczywiste, ale teraz to ogromna zagadka.

Po wielu miesiącach podwyżek cen najmu sytuacja na polskim rynku nieruchomości się ustabilizowała, a nawet powoli odwraca, o czym pisaliśmy nieraz w naTemat. Zmianę potwierdza też najnowszy raport portalu Otodom za marzec 2026 roku.
Dlaczego ceny wynajmu mieszkań spadają?
Średni koszt najmu obniżył się do 3,5 tys. zł. "Mowa tu oczywiście o średniej dla miast wojewódzkich. Lokalne rynki reagują skrajnie różnie. Największe korygują stawki, podczas gdy w mniejszych miastach ceny stopniowo rosną" – zauważył Paweł Jarząbek z Otodom.
Zwiększyła się też liczba ofert we wspomnianym serwisie. Obecnie jest tam 25,4 tys. aktywnych ogłoszeń. To skok o 4 proc. w skali zaledwie miesiąca. Właściciele po prostu  "przekształcają" swoje zasoby na wynajem długoterminowy, bo w maju wchodzą nowe regulacje dotyczące mieszkań i pokoi na doby.
Dalsze obniżki i stabilizację może jednak zakłócić wciąż napięta sytuacja geopolityczna na Bliskim Wschodzie. Może ona "przełożyć się na wzrost cen surowców energetycznych, a w konsekwencji na wyższe koszty utrzymania mieszkań i presję na wzrost czynszów". To jednak dopiero wizja przyszłości nie wyjaśniająca obecnej sytuacji.
Koszt najmu w 2026 r. w Polsce. Łódź mocno kusi cenami
Na krajowej mapie widać potężny rozstrzał cenowy. Warszawa oczywiście jest najdroższa i odjechała daleko przed peleton z innymi dużymi miastami. Ogólnie najem w "wielkiej siódemce" potaniał z wyjątkiem właśnie w Łodzi, bo jest tam dalej stabilnie i tanio. Z zestawienia taniej jest tylko w Białymstoku i Kielcach.
"W marcu korekta stawek ofertowych objęła sześć z siedmiu największych miast w Polsce – Katowice, Kraków, Poznań, Trójmiasto, Warszawę i Wrocław. Wyjątkiem pozostała Łódź, gdzie czynsze utrzymały się na stałym poziomie 2,3 tys. zł" – wyjaśnił analityk portalu.
Poniżej średnie ceny najmu w "wielkiej siódemce":
Przepaść między najdroższą stolicą a najtańszą w zestawieniu Łodzią wynosi grubo ponad 2 tys. zł miesięcznie. A centra obu miast dzieli przecież zaledwie 130 kilometrów, które autostradą (gdy akurat nie będzie robót, korków lub wypadku) pokonuje się mniej więcej półtorej godziny, a pociągiem jeszcze szybciej.
Tanie mieszkania w Łodzi, a miasto i tak się wyludnia. O co chodzi?
Tymczasem Łódź od lat wygrywa w rankingach najbardziej wyludniających się miast (i niekoniecznie tylko dlatego jest tania). Onet ostatnio podawał, liczba tutejszych mieszkańców spadła z ponad 785 tys. w 2002 roku do nieco ponad 655 tys. obecnie. Patrząc na te liczby, obecna sytuacja wydaje się co najmniej niezrozumiała. 
Nie jestem do końca obiektywny, bo sam mieszkam w Łodzi. Rozumiem też ludzi, którzy nie chcą tu zapuszczać korzeni. To nie jest miejsce bez wad. Np. dla mnie (i nie tylko) jest tu droga (ok. 5 zł za bilet) i kiepska komunikacja miejska, a przebicie się przez miasto autem bez stania na każdych światłach w korkach jest możliwe o jakiejś 4:00 nad ranem w niedzielę. A większość rzeczy dzieje się niestety w centrum i jego okolicach.
Brakuje mi też koncertów średniej skali (praktycznie nie ma klubów tak na 2-3 tys. osób) i "alternatywnych" miejscówek w stylu dawnej OFF Piotrkowska. Zwykłych pubów czy dyskotek jest bowiem pełno, a na imprezy w samej Atlas Arenie czy festiwale na Błoniach (Audioriver, Łódź Summer Festival) też ostatnio nie ma co narzekać.
Z drugiej strony Łódź przez lata wyładniała (zaprzeczą tylko ci, którzy tu dawno lub nigdy nie byli), jest co zwiedzać i odwiedzać (doszło sporo atrakcji np. Orientarium, a w kolejce są następne), gdzie studiować czy wyjść na lepszy obiad. Nie napisałem nic odkrywczego, ale jednak doszedł właśnie nowy aspekt, o którym rzadko się mówi.
Mam na myśli właśnie tanie mieszkania do wynajęcia, które w połączeniu z autostradami oraz w miarę szybkimi i częstymi połączeniami kolejowymi są niezłą bazą wypadową czy miejscem do uwicia własnego gniazdka. Wiadomo, że nie byłoby sensu sypiać w Łodzi i dojeżdżać codziennie do stolicy do pracy za barem lub w osiedlowym sklepie. 
Praca zdalna w Warszawie i mieszkanie w Łodzi. To się bardzo opłaca
W czasach pracy zdalnej czy hybrydowej to się zaczyna lepiej spinać. Nieważne, czy ma się umowę rzędu 9-10 tys. zł na rękę w warszawskim korpo, czy wykonuje się zlecenia B2B dla klientów z reszty Polski, internetu czy zagranicy, to mieszkanie w Łodzi nadal jest bardzo opłacalne.
Nawet przy dojazdach 2-3 razy w tygodniu można się "poświęcić", by gromadzić większe oszczędności (np. na zakup własnego "M") czy wydawać połowę pensji na co się chce. Do tego świeżo odnowiona kawalerka czy apartament w centrum Łodzi deklasuje starą klitkę w Warszawie za podobne pieniądze (to jest dopiero poświęcanie się).
I nie, nie jest to żadna reklama dewelopera czy tekst napisany na zlecenie urzędu miasta. To prostu obserwacja (sam pracuję zdalnie) i czysta kalkulacja. Może nie wszyscy od razu widzą w tym sens, ale biorąc pod uwagę przepaść cenową na rynku mieszkaniowym, istnieje szansa, że wyludniający się trend kiedyś się odwróci.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/f3ef80fcf4cf4443c092f43f084da8f7,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/f3ef80fcf4cf4443c092f43f084da8f7,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Łódź ma tanie mieszkania na wynajem, ale i tak się wyludnia. Dlaczego to się dzieje?</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/650110,baltyk-skrywa-niezly-skarb-polska-swych-interesow-musi-strzec-az-z-kosmosu</guid><link>https://natemat.pl/650110,baltyk-skrywa-niezly-skarb-polska-swych-interesow-musi-strzec-az-z-kosmosu</link><pubDate>Tue, 21 Apr 2026 12:00:03 +0200</pubDate><title>Bałtyk skrywa niezły skarb. Polska swych interesów musi strzec aż z kosmosu</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/7614accd8478a083d8b7965aeadd5a20,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Morze Bałtyckie skrywa przed nami równie wiele tajemnic, co kosmos. I właśnie już niedługo nasze rodzime wody obserwowane będą z orbity dzięki Polskiej Agencji Kosmicznej. Z kolei pod powierzchnię zejdą roboty polskiej firmy Mewo. O co toczy się ta gra i dlaczego monitorowanie morskich głębin jest dziś tak ważne?

Bałtyk przestaje być wyłącznie celem turystów. Polskie morze staje się równie pożądane przez naukowców, inżynierów oraz biznesmenów, którzy widzą w nim ogromny potencjał. Przedsiębiorcy i badacze wspólnie wchodzą do wody, by mapować dno, stale obserwować infrastrukturę i budować fundamenty pod transformację energetyczną naszego kraju.
Inwestycje na Bałtyku szansą dla polskiej gospodarki
Niedawno w Gdańsku zainaugurowano dwa zupełnie odrębne projekty, realizowane przez totalnie inne organizacje, ale łączy je jeden strategiczny mianownik, którym jest właśnie nasze morze. Wdrażane są ogromne przedsięwzięcia badawcze, które zrewolucjonizują monitorowanie Bałtyku na wielu płaszczyznach.
Dla zwykłych ludzi jak my, rozwój morskiej energetyki wiatrowej i badań głębinowych to nie tylko odległe, abstrakcyjne hasła. INNPoland zauważa, że dążenie naszego kraju do niezależności energetycznej uwalnia rynek pracy wielki jak... morze. 
Nowa gałąź biznesu potrzebuje wykwalifikowanych specjalistów, a zaawansowane stanowiska w branży morskiej (fachowo nazywanej offshore) gwarantują wysokie zarobki. Warto więc już teraz mocno interesować się karierą nad Bałtykiem. 
Polska spółka Mewo z milionowym wsparciem BGK
Największą firmą świadcząca usługi badawczo-pomiarowe dla sektora energetycznego na Bałtyku jest gdyńskie Mewo. Spółka otrzymała właśnie potężny zastrzyk finansowy rzędu 62,5 mln złotych od funduszu Vinci, który działa w ramach Banku Gospodarstwa Krajowego. 
Pieniądze te pozwolą podwoić flotę do aż sześciu statków badawczych i skupić się na innowacjach. "Kapitał pochodzący od Vinci zainwestujemy w specjalistyczny sprzęt nowej generacji, w tym roboty podwodne, a także w rozwój najnowocześniejszej infrastruktury cyfrowej" – zapowiedział prezes i współzałożyciel Mewo, Paweł Gajewski.

            
                
            
            Inicjatywy te mają podnieść bezpieczeństwo infrastruktury krytycznej na Bałtyku, a zgromadzone dane znajdą w przyszłości zastosowanie w krajowym systemie obronności. Zbiory informacji o podwodnym środowisku to "cyfrowy bursztyn", który pozwoli spółce w kolejnych latach sięgać też po rynki azjatyckie i afrykańskie i zgarniać ogromne przychody z zagranicznych kontraktów.
Polska Agencja Kosmiczna obserwuje Bałtyk z orbity
Kiedy roboty będą skanować Bałtyk pod wodą, z góry spoglądać na niego będzie POLSA. Polska Agencja Kosmiczna powołuje w Gdańsku nowoczesny Ośrodek Monitorowania Morza Bałtyckiego (OMMB). Inicjatywa ta zrzesza cenionych naukowców z Politechniki Gdańskiej oraz lokalne strefy ekonomiczne, by wspólnymi siłami analizować obserwacje z kosmosu.

            
                
            
            "Dane satelitarne będą pochodzić z polskich satelitów, coraz liczniej meldujących się na ziemskiej orbicie. Wiedza o tym, co dzieje się na Bałtyku, jest nieoceniona w takich dziedzinach jak monitoring środowiska czy infrastruktury, a także utrzymywanie bezpieczeństwa na tym wewnątrznatowskim akwenie" – pisał Maciej Bąk w INNPoland.
Dostęp do technologii satelitarnych pozwala od razu reagować na kryzysy ekologiczne lub naruszenia stref. Budowanie tak silnych krajowych kompetencji sprawia, że wyrastamy na regionalnego lidera usług pomiarowych i morskich farm wiatrowych. Wartość polskiego sektora offshore do 2030 roku wynieść około 15 miliardów dolarów.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/7614accd8478a083d8b7965aeadd5a20,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/7614accd8478a083d8b7965aeadd5a20,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Dlaczego Bałtyk stał się tak ważny? Wielomilionowe inwestycje to szansa dla polskiej gospodarki</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/650077,placa-7-tys-zl-na-reke-i-masz-emeryture-po-25-latach-szukaja-ludzi-w-calej-polsce</guid><link>https://natemat.pl/650077,placa-7-tys-zl-na-reke-i-masz-emeryture-po-25-latach-szukaja-ludzi-w-calej-polsce</link><pubDate>Tue, 21 Apr 2026 09:05:40 +0200</pubDate><title>Płacą 7 tys. zł na rękę i masz emeryturę po 25 latach. Szukają ludzi w całej Polsce</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/baa7007cb899dec805f1aacc85c5abba,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Praca za więziennymi murami z pewnością jest wymagająca i nie każdy odnajdzie się w takich realiach. Z drugiej strony formacja oferuje bardzo przyzwoite zarobki na start, stabilność zatrudnienia oraz długą listę dodatków. Aktualnie w całej Polsce prowadzona jest wielka rekrutacja na różnorodne stanowiska.

Służba Więzienna to trzecia pod względem wielkości formacja mundurowa w kraju. W jej szeregach służy blisko 30 tysięcy funkcjonariuszy i pracowników cywilnych. Personel zakładów karnych to nie tylko strażnicy. Za kratami pracują również m.in. medycy, prawnicy czy kadrowi. 
Praca w Służbie Więziennej. Rekrutacja na setki wakatów
Obecnie jednostki zmagają się z brakami kadrowymi, dlatego w całym kraju otwartych jest mnóstwo naborów. Wolne miejsca są m.in. w Stargardzie i Szczecinie, gdzie poszukiwani są opiekunowie medyczni i strażnicy.
Jednostki we Wronkach i Słońsku zatrudnią z kolei pielęgniarki oraz ratowników. Ofert nie brakuje także dla cywilów. Przykładem są poszukiwania kardiologów w Czarnem oraz inspektorów do spraw projektów unijnych w Olsztynie.
Sam proces rekrutacji do Służby Więziennej ma cztery etapy. Najpierw sprawdzane są dokumenty, odbywa się rozmowa i test wiedzy. Następnie weryfikowana jest sprawność fizyczna i kondycja psychiczna. Kolejne fazy to postępowanie sprawdzające, stworzenie rankingu kandydatów oraz wizyta przed komisją lekarską.
Zarobki w więziennictwie. Ile można dostać na start?
Rzućmy okiem na konkretne ogłoszenia. Np. w Kamińsku poszukiwany jest młodszy psycholog z wykształceniem magisterskim. Na start otrzyma co najmniej 6 566 zł netto przed 26. rokiem życia lub 6 030 zł netto będąc starszym. Po zdaniu egzaminów pensja psychologa w więzieniu rośnie docelowo do 7 618 zł netto.
Strażnik działu ochrony w Szczecinie musi posiadać średnie wykształcenie. Funkcjonariusz przed ukończeniem "dwudziestki szóstki" zarobi 5 721 zł netto, a starszy 5 296 zł na rękę. Służba odbywa się zmianowo, z bronią i w bezpośrednim kontakcie z osadzonymi.
Z kolei zakład w Wierzchowie szuka ratownika medycznego. Wymagane jest kierunkowe wykształcenie i prawo wykonywania zawodu. Wynagrodzenie w Służbie Więziennej na tym stanowisku wynosi od 5 410 zł do 5 850 zł netto miesięcznie. Ogólnie pensje na wszystkich stanowiskach zaczynają się od przynajmniej 5,1 tys. złotych wzwyż.
Nie tylko pensja. Dodatki w Służbie Więziennej
Państwowa posada to nie tylko stała comiesięczna wypłata, stabilne zatrudnienie i prestiż. Oferuje również bardzo rozbudowany pakiet socjalny.
Dodatkowe pieniądze: pracownicy otrzymują coroczną "trzynastkę", równoważnik za umundurowanie w kwocie około 2 200 zł netto oraz sowite nagrody jubileuszowe.
Wsparcie mieszkaniowe: funkcjonariusz może ubiegać się o kwaterę służbową lub otrzymywać comiesięczny dodatek wynoszący od 900 zł do nawet 1 800 zł netto.
Przywileje urlopowe: z biegiem lat rośnie wymiar płatnego wypoczynku, docelowo aż do 39 dni. Wcześniejszą emeryturę zyskuje się już po 25 latach pełnienia służby.

Wcześniejsza emerytura, długie urlopy i pewne zarobki to skuteczny wabik na chętnych. Jeśli więzienie to nie nasza bajka, to możemy znaleźć pracę np. w Straży Ochrony Kolei. Rekrutacja jest tam prowadzona non stop i oferuje równie ciekawe warunki.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/baa7007cb899dec805f1aacc85c5abba,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/baa7007cb899dec805f1aacc85c5abba,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Służba Więzienna rekrutuje. Jakie są oferty pracy i zarobki?</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/649981,hity-outletu-na-allegro-markowy-sprzet-w-niskich-cenach</guid><link>https://natemat.pl/649981,hity-outletu-na-allegro-markowy-sprzet-w-niskich-cenach</link><pubDate>Mon, 20 Apr 2026 22:30:02 +0200</pubDate><title>Hity Outletu na Allegro – markowy sprzęt w niskich cenach</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/1c19a8e6ab850c9424a0abc5d8acda04,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Smartfony czy laptopy od liderów rynku mają swoją cenę, dlatego wielu kupujących szuka alternatywnych sposobów na zdobycie wymarzonego sprzętu bez nadmiernych wydatków. Rozwiązaniem jest nowa akcja Allegro „Hity Outletu”, która promuje elektronikę z drugiego obiegu w cenach znacznie atrakcyjniejszych niż te w salonach z fabrycznie nowym sprzętem. To propozycja skierowana do osób, które chcą kupować mądrze. Sprzęt odnowiony, powystawowy czy pochodzący z regulaminowych zwrotów oferowany jest przez profesjonalne firmy, co zapewnia komfort i pewność udanej transakcji.

Co wyróżnia produkty z oznaczeniem „Hit Outletu”
W ramach najnowszej kampanii na Allegro pojawiło się blisko 100 tysięcy ofert wyróżnionych specjalnym symbolem „Hit Outletu”. Aby produkt mógł trafić do tego zestawienia, musi spełnić określone kryteria. Oznaczenie to jest zarezerwowane wyłącznie do profesjonalnych sprzedawców.
Dzięki temu klienci mogą w łatwy sposób dotrzeć do topowych modeli od takich gigantów jak Apple, Samsung czy Sony. Wybór jest szeroki – od flagowych smartfonów i wydajnych komputerów, po konsole do gier oraz niezbędne wyposażenie RTV i AGD.
Dlaczego warto kupować w outlecie
Jak pokazują badania rynkowe przeprowadzone przez SW Research, już 60% Polaków regularnie kupuje używaną elektronikę, a Allegro jest najczęściej wybieranym miejscem do takich transakcji. Kluczowym argumentem jest tutaj oszczędność – blisko połowa badanych szuka niższej ceny, a co czwarty klient docenia fakt, że w założonym budżecie może nabyć model o znacznie lepszych parametrach. 
Wybór „Hitów Outletu” pozwala ograniczyć stres związany z zakupem sprzętu z drugiej ręki. Możliwość zwrotu oraz jasne zasady ochrony kupujących to główne powody, dla których aż 74% ankietowanych decyduje się na taki krok. Na Allegro standardem jest 14 dni na odstąpienie od umowy, a bezpieczeństwo każdej transakcji gwarantuje program Allegro Ochrona Kupujących.
Bezpieczeństwo i komfort transakcji
Kampania skutecznie eliminuje najczęstsze obawy związane z rynkiem wtórnym. Ponieważ w „Hitach Outletu” nie kupujemy od osób prywatnych, lecz od zarejestrowanych firm, a kupujący zyskują pełną ochronę wynikającą z przepisów o sprzedaży konsumenckiej. Profesjonalni przedsiębiorcy biorą pełną odpowiedzialność za oferowany towar, co daje kupującym spokój, którego często brakuje przy zakupach z nieoficjalnych źródeł.
Użytkownicy mogą również liczyć na pełną wygodę logistyczną. Większość ofert jest dostępna w ramach Allegro Smart!, co zapewnia darmową wysyłkę do automatów paczkowych i punktów odbioru. Cały proces jest dzięki temu szybki, przejrzysty i całkowicie pozbawiony nieprzewidzianych kosztów.
Skorzystaj z okazji od 20 do 30 kwietnia
Akcja „Hity Outletu” potrwa od 20 do 30 kwietnia. To ograniczona czasowo akcja, która w jednym miejscu gromadzi najlepiej wycenione urządzenia z kategorii Elektronika, oferowane przez doświadczonych sprzedawców.
Jeżeli szukasz sposobu na zakup nowoczesnych gadżetów lub wyposażenia domu w cenach znacznie niższych niż katalogowe, ta akcja pozwoli Ci na spore oszczędności bez rezygnacji z wysokiej jakości. Pełną listę dostępnych produktów można znaleźć na stronie: https://allegro.pl/kampania/hit-outletu.
Przemyślane zakupy bez ryzyka
Profesjonalna obsługa oraz pełna ochrona prawna sprawiają, że zakup odnowionego sprzętu jest równie satysfakcjonujący, co wizyta w salonie z nowościami, ale znacznie korzystniejszy dla portfela. Dzięki kampanii Allegro udowadnia, że markowa elektronika z drugiej ręki może być standardem dla każdego, kto potrafi sprawnie zarządzać własnym budżetem.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/1c19a8e6ab850c9424a0abc5d8acda04,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/1c19a8e6ab850c9424a0abc5d8acda04,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html"></media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/649948,przedawnienie-dlugu-ma-konkretny-termin-po-jakim-czasie-nie-trzeba-oddawac-pieniedzy</guid><link>https://natemat.pl/649948,przedawnienie-dlugu-ma-konkretny-termin-po-jakim-czasie-nie-trzeba-oddawac-pieniedzy</link><pubDate>Mon, 20 Apr 2026 12:19:08 +0200</pubDate><title>Przedawnienie długu ma konkretny termin. Po jakim czasie nie trzeba oddawać pieniędzy?</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/c218a0aa4f7cbc9ce97da7db55d88c5d,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Przedawnienie długu nie zdarza się każdemu, ale w określonych warunkach staje się w pełni możliwe. Wymaga to odpowiedniej sytuacji życiowej oraz upływu czasu. Kiedy dokładnie można całkowicie legalnie uniknąć spłaty swoich zobowiązań?

Polacy toną w długach. Jak wynika z danych BIG InfoMonitor i bazy BIK, na koniec 2025 roku nasze zaległości finansowe sięgnęły 81,3 mld zł. To wprawdzie o 3,5 mld zł mniej niż w 2024 roku, ale wciąż mówimy jednak o kolosalnych kwotach. Średnie zadłużenie na osobę wynosi obecnie prawie 34 tys. zł. Rok wcześniej było to 33,4 tys. zł.
Czym jest przedawnienie długu i co to właściwie daje?
Samo przedawnienie długu, a dokładnie przedawnienie roszczeń majątkowych, jest pojęciem zaczerpniętym wprost z polskiego Kodeksu cywilnego (przepisy 117-125). Istnieją pewne konkretne terminy (o nich za chwilę), po których nie musimy oddawać pieniędzy.
"Po upływie terminu przedawnienia ten, przeciwko komu przysługuje roszczenie, może uchylić się od jego zaspokojenia, chyba że zrzeka się korzystania z zarzutu przedawnienia. Jednakże zrzeczenie się zarzutu przedawnienia przed upływem terminu jest nieważne" – czytamy w KC.
Jeśli więc masz dług, np. pożyczkę do spłaty, a instytucja finansowa przez lata go nie egzekwuje, masz prawo odmówić zapłaty. Nie chodzi więc o czas, w którym to ty się wymigujesz, ale ten, w którym wierzyciel nic nie robi. W praktyce takie sytuacje są raczej rzadkością.
"Wprowadzenie regulacji dotyczących przedawnienia miało przede wszystkim zapewnić bezpieczeństwo dłużnika oraz usunąć stan niepewności w sytuacji, gdy wierzyciel przez długi czas nie realizuje przysługujących mu roszczeń" – czytamy na stronie BIG InfoMonitor.
Mechanizm ten więc nie nagradza dłużnika za sprytne ukrywanie pieniędzy lub unikanie płacenia np. mandatu, ale mobilizuje wierzyciela, aby nie zwlekał latami z dochodzeniem swoich należności.
Po ilu latach dług się przedawnia w świetle prawa?
Wszystko zależy od rodzaju samej zaległości. Kodeks określa podstawowy termin na 6 lat. Dla świadczeń okresowych i tych związanych z prowadzeniem firmy czas ten wynosi równe 3 lata. Oto jak wyglądają ramy czasowe dla poszczególnych zaległości:
Po roku: kary za jazdę bez ważnego biletu.
Po 2 latach: debet na rachunku bankowym.
Po 3 latach: kredyty, pożyczki, karty kredytowe, czynsz i usługi telekomunikacyjne.
Po 5 latach: zobowiązania podatkowe.
Po 6 latach: zadłużenia zatwierdzone prawomocnym wyrokiem sądu.

Klinika Prawa Wydziału Prawa w Poznaniu przypomina, że czas oczekiwania liczymy zawsze od daty wymagalności. "Dla zobrazowania, gdy płatność ma być dokonana do pierwszego marca 2025 r., bieg terminu przedawnienia rozpocznie się drugiego marca 2025 r. Koniec okresu przedawnienia przypada natomiast (niezależnie od dnia, w którym termin zaczął biec) na ostatni dzień roku kalendarzowego, to jest 31 grudnia" – wyjaśniają prawnicy.
Dlatego właśnie, przykładowo, "Gdy roszczenie miało zostać spłacone 2 stycznia 2018 r., termin przedawnienia przypadnie na 31 grudnia 2024 r.", a także "Tego dnia przedawnieniu ulegają również świadczenia okresowe z 2021 r.". 
Przerwanie biegu przedawnienia. Czy da się później odzyskać pieniądze?
Banki mają w ręku narzędzia, które powodują przerwanie biegu przedawnienia. Wtedy cały licznik startuje zupełnie od nowa. Wystarczy, że złożą sprawę do sądu, pójdą do komornika lub podpiszą z dłużnikiem ugodę. Jeśli tego nie zrobią i minie termin, to dług nie zniknie zupełnie bez echa.
"Przekształca się w tzw. 'zobowiązanie naturalne', które nie podlega przymusowi państwowemu, tzn. nie może być dochodzone przed sądem, ani egzekwowane przed komornikiem" – informuje BIG Info Monitor.
Nie oznacza to również, że dłużnik nie poniesie żadnych konsekwencji. Banki mogą przekazać informacje o zobowiązaniach przedawnianych do biur informacji gospodarczej. Taki wpis psuje naszą wiarygodność finansową. 
Może zamknąć drogę do nowych kredytów, zakupów w ratach czy auta w leasingu. Właśnie dlatego firmy wciąż odzyskują swoje pieniądze nawet z przeterminowanych faktur, bo dłużnicy ostatecznie wolą żyć z czystym kontem. 
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/c218a0aa4f7cbc9ce97da7db55d88c5d,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/c218a0aa4f7cbc9ce97da7db55d88c5d,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Kiedy nie trzeba już zwracać pieniędzy?</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/649966,awaria-terminali-platniczych-o-wielkim-zasiegu-polacy-nie-moga-placic-kartami</guid><link>https://natemat.pl/649966,awaria-terminali-platniczych-o-wielkim-zasiegu-polacy-nie-moga-placic-kartami</link><pubDate>Mon, 20 Apr 2026 10:38:22 +0200</pubDate><title>Awaria terminali płatniczych o wielkim zasięgu. Polacy nie mogą płacić kartami</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/8b89fc39af5c94d246ea1407bedb07fb,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Problemy z płaceniem kartą ma od rana wielu Polaków. U zródła jest awaria systemu obsługi kart płatniczych Polcard. To jeden z największych operatorów terminali w Polsce. Możemy je spotkać w wielu sklepach. Na zakupy dzisiaj lepiej wybrać się z gotówką.

Poniedziałki zawsze są trudne, ale ten (20 kwietnia) jest jeszcze trudniejszy niż zwykle. Od rana w całej Polsce możemy mieć problemy z... wydawaniem naszych pieniędzy, czyli np. opłaceniem rachunków czy zakupami. Wygląda na to, że awaria wpłynęła na płatności bezgotówkowe zarówno w sklepach stacjonarnych, jak i internecie.
Trudności z płaceniem kartą. Awaria w sklepach i internecie
"Skala problemu jest bardzo duża. Polcard obsługuje na przykład terminale do płacenia kartami w Żabkach. Może być więc tak, że nie da się w tych sklepach zapłacić za zakupy kartą, niezależnie od tego, czy mamy kartę VISA czy Mastercard i niezależnie od tego, jakiego banku klientem jesteśmy" – informuje dziennikarz RMF FM Krzysztof Berenda.

                    
                        
                    
                Problemy są nie tylko w sklepach. Internauci na stronie do zgłaszania awarii jaką jest DownDetector, informują też o problemach z płaceniem przez BLIK, a także m.in. na Allegro. Widać to na poszczególnych wykresach z grafiki poniżej (stan na godzinę ok. 10:40). 
Polcard wydał komunikat. Sklepy przechodzą na gotówkę
"Szanowni Państwo, odnotowujemy czasowe utrudnienia związane z funkcjonowaniem części terminali. Intensywnie pracujemy nad usunięciem awarii. Przepraszamy za niedogodności i dziękujemy za cierpliwość" – powiadomił na swojej stronie Polcard.
Z kolei sklepy są zmuszone do przyjmowania płatności tylko gotówką. Jedna z warszawskich księgarni poinformowała o tym na swoim profilu i przy okazji wykorzystała ten nietypowy moment na przypomnienie o... promocji na zakupy za gotówkę.

                    
                        
                    
                Nie wiadomo, do kiedy potrwa awaria. Wszelkie zakupy z użyciem karty w sklepach lub internecie lepiej jednak przełożyć na później lub, jeśli jest taka możliwość, skorzystać z tradycyjnej gotówki. 
Aktualizacja: Po godzinie 11:00 Polcard powiadomił o końcu awarii terminali. Nie wyjaśnij, co było przyczyną, ale opadające wykresy na stronie DownDetector też potwierdzają, że już nie ma problemów.
"Szanowni Państwo, dziękujemy za przesłanie zgłoszenia. Informujemy że zgłaszane problemy zostały przez nas zdiagnozowane i naprawione. Problemy z autoryzacją transakcji obecnie nie występują. Przepraszamy za zaistniałą sytuacje i niedogodności z nimi związane" – czytamy na stronie operatora.
Gotówka w domu na czarną godzinę. Ile warto trzymać?
Takie sytuacje, nawet chwilowe, tylko utwierdzają nas w przekonaniu, że gotówka nadal ma rację bytu. Zresztą od dłuższego czasu banki same radzą, by mieć fizyczny pieniądz na czarną godzinę. Nawet na początku marca Riksbank, czyli szwedzki bank centralny, wystosował apel do obywateli (już wcześniej były podobne w Holandii i właśnie w Szwecji). 
Zalecał, by w domu powinno się trzymać 1000 koron na osobę, co przy obecnym kursie daje ok. 400 złotych. Tyle powinno pomóc nie tylko Szwedowi, ale i Polakowi. Bank podkreślał, że posiadanie gotówki to ważny element bezpieczeństwa w dobie pełnej cyfryzacji. 
"Gotówka może być również używana, gdy płatności cyfrowe nie są możliwe, na przykład w przypadku przedłużających się przerw w dostawie prądu lub przepływie danych" – mogliśmy przeczytać w komunikacie Riksbanku.
Jeśli potrzebujemy, to możemy mieć jej mniej lub więcej. Nie chodzi tu o oszczędzanie lub inwestowanie, bo wiadomo, że pieniądze w przysłowiowej skarpecie na siebie nie zarabiają, a wręcz tracą na wartości przez inflacje. To nasze zabezpieczenie, które jest niezastąpione w sytuacjach kryzysowych.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/8b89fc39af5c94d246ea1407bedb07fb,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/8b89fc39af5c94d246ea1407bedb07fb,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Wielu z nas ma od rana trudności z płaceniem karta w sklepie. Co się dzieje?</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/649771,przegapisz-termin-i-dostaniesz-rachunek-z-koszmaru-a-zostalo-kilka-tygodni</guid><link>https://natemat.pl/649771,przegapisz-termin-i-dostaniesz-rachunek-z-koszmaru-a-zostalo-kilka-tygodni</link><pubDate>Fri, 17 Apr 2026 17:34:44 +0200</pubDate><title>Przegapisz termin i dostaniesz rachunek z koszmaru. A zostało kilka tygodni</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/c491bdd662ff335f0715e998b6d43234,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Przedsiębiorcy mają czas tylko do 30 czerwca na wysłanie ważnego dokumentu do swojego dostawcy energii. Jeśli przegapią ten ostateczny termin, będą musieli liczyć się z potężnymi dopłatami do rachunków za prąd, a także zwrócić przyznane wcześniej wsparcie finansowe.

Sprawa dotyczy tysięcy mikro, małych oraz średnich firm, które w drugiej połowie 2024 roku korzystały z maksymalnej ceny energii elektrycznej (693 zł/MWh). Każda z nich musi udokumentować u swojego dostawcy prądu fakt otrzymania pomocy. To obowiązek wynikający z przepisów o bonie energetycznym.
Nowy deadline dla firm. Wielu przedsiębiorców jeszcze tego nie zrobiło
Pierwotnie dokumenty trzeba było złożyć do końca lutego 2025 roku, jednak datę tę kilkukrotnie przesuwano. Rząd zauważył, że wielu właścicieli firm (np. w zeszłym roku było to nawet 50 tysięcy podmiotów) nie wiedziało o obowiązku, nie zdążyło złożyć papierów lub popełniło w nich błędy. 
Sejm ostatecznie zdecydował, że nowa graniczna data to 30 czerwca 2026 roku. Co ważne, zaktualizowane przepisy pozwalają na przesłanie zaległych formularzy, jak i na korektę pomyłek. Brak działania może skutkować koniecznością zwrotu pieniędzy.
Dostawcy przypominają, ale tysiące firm ryzykuje
Dostawcy energii wysyłają kolejne przypomnienia, bo wielu przedsiębiorców wciąż nie dopełniło formalności. Tauron pod koniec stycznia informował, że oświadczenie przekazało już blisko 100 tysięcy klientów, co stanowi około 87 proc. uprawnionych firm.
 Ten z pozoru wysoki wynik oznacza, że tysiące przedsiębiorców nadal ryzykuje, że ich rozliczenia zostaną cofnięte do cen rynkowych wynikających ze standardowej umowy.
"Przedsiębiorcy mogą wypełnić informację o pomocy szybko i wygodnie dzięki intuicyjnemu formularzowi online. Zajmuje to tylko kilka minut, a pozwala zachować ustawową cenę energii elektrycznej w drugim półroczu 2024 roku" – zachęca Daniel Iwan, rzecznik prasowy Tauron Sprzedaż.
Co wpisać w oświadczeniu i jak je dostarczyć?
Firmy z sektora MŚP mogą przekazać dokumenty na trzy sposoby: przez elektroniczny formularz na stronie sprzedawcy, osobiście w punkcie obsługi, lub wysyłając list na adres biura (w tym wypadku liczy się data nadania na poczcie).
Sam wzór dokumentu, dostępny w Biuletynie Informacji Publicznej, ma kilkanaście stron i wymaga wielu precyzyjnych szczegółów. Należy w nim podać m.in. dane identyfikacyjne, formę prawną, wielkość podmiotu oraz klasę działalności według kodu PKD.
Najważniejsza część dotyczy jednak pomocy finansowej. Trzeba tam rzetelnie określić wysokość otrzymanego wsparcia. Pomyłka w tych wyliczeniach może być kosztowna w skutkach. 
Jeśli przedsiębiorca nie jest pewien wpisywanych kwot, powinien skonsultować się ze swoim dostawcą energii lub skorzystać z bezpieczniejszego, elektronicznego formularza.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/c491bdd662ff335f0715e998b6d43234,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/c491bdd662ff335f0715e998b6d43234,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Tylko do 30 czerwca przedsiębiorcy mogą składać oświadczenia pozwalające utrzymać niższą cenę prądu za 2024 rok.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/649612,nowe-zasady-800-plus</guid><link>https://natemat.pl/649612,nowe-zasady-800-plus</link><pubDate>Thu, 16 Apr 2026 20:07:47 +0200</pubDate><title>Nowe zasady 800 plus. Rząd Tuska zdecydował i już się nie wycofa</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/b04bb38af313ee791fb73acc46b1bc7c,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Program "Rodzina 800 plus" czekają duże zmiany. Przewiduje się, że nowe zasady mają wejść w życie od 1 czerwca 2027 roku. Rząd planuje reformę dotyczącą składania wniosków o 800 plus, która ucieszy miliony beneficjentów. Znane są już szczegóły dotyczące nowego rozwiązania.

Program Rodzina 800 plus realizowany jest w Polsce od 2016 roku (przy czym do 2024 roku nosił on nazwę Rodzina 500 plus, później zaś zwiększono kwotę świadczenia). Co jakiś czas beneficjenci informowani są o zmianie zasad. Najświeższa z nich, o której informowaliśmy w naTemat w styczniu, dotyczyła nowych wymogów, które muszą spełniać obywatele tzw. państw trzecich i rodziny z Ukrainy ze statusem UKR, żeby zachować prawo do świadczenia.
Zmiany w 800 plus. Beneficjenci nie będą musieli co roku wypełniać wniosków
Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej planuje wprowadzenie zmian, dzięki którym nie trzeba byłoby co roku wypełniać wniosków o 800 plus. Dla kilku milionów rodzin w Polsce oznaczałoby to prawdziwą rewolucję. Ale jeśli jeszcze nie złożyliście wniosku na kolejny okres świadczeniowy, który rozpoczyna się 1 czerwca 2026 roku, to koniecznie to zróbcie, i to jak najszybciej (najlepiej do końca kwietnia, żeby nie mieć przerwy w wypłacie środków). 
Przejdźmy jednak do szczegółów rządowej propozycji. W MRPiPS trwają prace nad nowelizacją ustawy o pomocy państwa w wychowywaniu dzieci. Główne założenie nowych przepisów to uruchomienie mechanizmu automatycznego odnawiania prawa do 800 plus. 
Prawo do świadczenia wychowawczego miałoby odnawiać się co roku na kolejny okres świadczeniowy, a rodzic lub opiekun dziecka nie musiałby składać wniosku. Co jednak ważne, wciąż można byłoby zmieniać dane we wniosku, gdyby zmieniła się sytuacja rodzinna. W przypadku braku modyfikacji wniosek miałby być odnawiany w oparciu o dane, które wcześniej beneficjent przekazał do ZUS.
Wniosek o 800 plus zostanie. Ale złożysz go tylko raz
Wyjaśniamy ważne kwestie. W tym roku kwestia wniosków o świadczenie wychowawcze pozostaje bez zmian. Szacuje się, że projekt ustawy regulujący tę kwestię na kolejne lata powinien być gotowy w drugim kwartale tego roku, czyli między kwietniem a czerwcem. 
Wstępny plan jest taki, że rodzice będą musieli złożyć wniosek o 800 plus za pierwszym razem, czyli np. w przypadku urodzenia dziecka albo powrotu z nim z zagranicy. "Powyższe rozwiązanie będzie wymagało wprowadzenia przez ZUS zmian systemów teleinformatycznych do obsługi świadczenia wychowawczego" – czytamy na rządowej stronie.
Dodatkowo MRPiPS przypomina, że konieczne będzie zapewnienie stosownego vacatio legis dla ZUS na przygotowanie oraz wprowadzenie zmian ww. systemów. Dlatego resort wskazuje, że możliwym terminem wprowadzenia zmian jest okres świadczeniowy 2027/2028, który rozpocznie się 1 czerwca 2027 roku.
To nie wszystkie zmiany przewidziane w nowelizacji. Ma ona obejmować również doprecyzowanie katalogu osób uprawnionych do 800 plus poprzez umożliwienie otrzymywania świadczenia wychowawczego osobom sprawującym tzw. pieczę bieżącą nad dzieckiem (na mocy orzeczenia sądu). To realizacja postulatu Rzecznika Praw Dziecka.
Jeśli zmiany wejdą w życie zgodnie z harmonogramem, to już niebawem zdejmą z głów rodziców i opiekunów jeden z problemów. Nie będzie trzeba co roku pamiętać o terminie złożenia wniosku. Wpisują się one w postulat deregulacji, mający ograniczyć biurokrację i zbędne obowiązki administracyjne obywateli. 
Dodatkowo, jak wskazuje Portal Samorządowy, powołując się na PAP, są one zgodne z jednym z priorytetów polityki członków Rady Ministrów, która ma zmierzać m.in. do "zwiększenia efektywności i ograniczenia kosztów obsługi realizacji świadczenia wychowawczego po stronie administracji publicznej, w szczególności ZUS, poprzez cyfryzację i automatyzację procesów".
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/b04bb38af313ee791fb73acc46b1bc7c,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/b04bb38af313ee791fb73acc46b1bc7c,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Będzie zmiana zasad 800 plus.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/649516,40-lat-pracowala-za-najnizsza-krajowa-jej-emerytura-wprawi-cie-w-oslupienie</guid><link>https://natemat.pl/649516,40-lat-pracowala-za-najnizsza-krajowa-jej-emerytura-wprawi-cie-w-oslupienie</link><pubDate>Thu, 16 Apr 2026 13:35:38 +0200</pubDate><title>40 lat pracowała za najniższą krajową. Jej emerytura wprawi cię w osłupienie</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/6d482d66c0fd5c2007906bf697c3ce58,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Wydawać by się mogło, że po przepracowaniu czterech dekad czeka nas spokojna starość i godne życie. Rzeczywistość bywa jednak bolesna, zwłaszcza gdy przez całą karierę zarabialiśmy minimalną pensję. W takiej sytuacji wypłacane z ZUS świadczenie również jest niewiele wyższe od ustawowego minimum.

W marcu najniższa emerytura po waloryzacji wzrosła do niespełna 1979,49 zł brutto, co daje ok. 1800 zł "na rękę". Minimalne wynagrodzenie też rośnie co roku i wynosi obecnie 4806 zł brutto. Przekłada się to na wypłatę ok. 3605 zł netto. Zakończenie życia zawodowego w takim wypadku potrafi mocno obniżyć standardy życia.
Wysokość emerytury po 40 latach pracy za minimalną pensję
Serwis Biznes Interia przeanalizował historię kobiety, która przepracowała 40 lat na etacie (od tego roku do stażu pracy wliczają się też m.in. umowy zlecenia i JDG), zarabiając ustawowe minimum i przeszła na emeryturę, gdy skończyła 60 lat. Wynik tych wyliczeń mocno rozczarowuje.
"Jeżeli przez większość kariery zawodowej wynagrodzenie było zbliżone do minimalnego, emerytura po 40 latach pracy może być tylko nieznacznie wyższa od minimum i mieścić się w przedziale około 2 000-2 400 zł brutto. Długi staż w takim przypadku gwarantuje prawo do minimalnego świadczenia, ale nie przekłada się automatycznie na wyraźnie wyższą kwotę" – tłumaczy portal. 
Oznacza to kwotę netto na poziomie mniej więcej 1820-2184 zł. Niewiele więcej niż ustawowe minimum i o wiele za mało na życie, bez liczenia każdego grosza. Zwłaszcza w pojedynkę, gdy emerytka musi sama opłacić cały czynsz i rachunki.
Od czego zależy wymiar świadczenia z ZUS?
Skąd biorą się te niskie kwoty? Urzędnicy dzielą sumę zebranych składek przez przewidywaną dalszą długość życia (statystyczną po przejściu na emeryturę). Im więcej kapitału wpłacisz do systemu, tym wyższe świadczenie wpłynie na twoje konto. 
Jednak ostatnio GUS zwiększył ten drugi wskaźnik: dla osób w wieku 60 lat wynosi ona średnio 268,9 miesiąca (o 2,5 miesiąca więcej niż rok wcześniej), czyli 22,4 roku. Zatem im dłużej żyjemy, tym mamy niższe świadczenie wypłacane co miesiąc, bo zebrany kapitał emerytalny jest dzielony właśnie przez liczbę miesięcy.
Jednym ratunkiem jest więc odkładanie lub inwestowanie pieniędzy na starość (o ile mamy z czego), dorabianie lub... znalezienie lepszej pracy, która da nam wyższą pensję i co za tym idzie: wyższe składki emerytalne. 
Według danych Biznes Interii, zarabiając w okolicach średniej krajowej, czyli 9080,86 zł brutto (ok. 6560 zł netto), otrzymasz potem świadczenie rzędu 3000-3800 zł brutto (ok. 2670-3302 zł netto). Przy dochodach powyżej średniej na starość odbierzesz ponad 4000 zł brutto (ponad 3460 zł netto). To pokazuje ogromny dystans między zarobkami na etacie a perspektywą wypłat z ZUS.
Prognozy dla obecnych 40- i 50-latków są zatrważające
Dla młodszych roczników przewidywania z kalkulatora ZUS są jeszcze gorsze. Dzisiejsi 40- i 50-latkowie mocno odczują skutki braków pracy na etacie. Umowy cywilnoprawne (np. zlecenie) czy okresy bezrobocia obniżają wypłaty. 
Stopa zastąpienia, czyli relacja emerytury do pensji w momencie przejścia na emeryturę, ma spaść do około 27 proc. w 2050 roku. Dla porównania w 2022 roku było to 58 proc. Zatem zamiast ponad połowy swojej dotychczasowej pensji, na starość otrzymasz zaledwie jej niewiele ponad jedną czwartą.
"W przypadku części dzisiejszych 40- i 50-latków kalkulator potrafi pokazać świadczenie na poziomie zaledwie 800-1200 zł" – pisaliśmy w naTemat. To nie jest błąd systemu, a niestety czysta matematyka. Mechanizm emerytalny po prostu nie wybacza pustych lub niskich okresów składkowych, nawet jeśli wtedy normalnie pracowaliśmy.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/6d482d66c0fd5c2007906bf697c3ce58,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/6d482d66c0fd5c2007906bf697c3ce58,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Ile emerytury ma kobieta po 40 latach pracy? Za mało, jeśli pracowała za minimalną pensję</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/649465,maslo-w-lidlu-ponizej-99-groszy-wojna-z-biedronka-prezentem-dla-polakow</guid><link>https://natemat.pl/649465,maslo-w-lidlu-ponizej-99-groszy-wojna-z-biedronka-prezentem-dla-polakow</link><pubDate>Thu, 16 Apr 2026 10:45:58 +0200</pubDate><title>Masło w Lidlu poniżej 99 groszy. &quot;Wojna&quot; z Biedronką prezentem dla Polaków</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/c1e6bb96a9bf7855692f1bce1fa9e19d,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Promocyjne oferty na kostkę masła za 99 groszy stały się w ostatnim czasie prawdziwym hitem w Biedronce i Lidlu. Teraz niemiecka sieć dyskontów zdecydowała się jeszcze bardziej uciąć ten koszt, wprowadzając ofertę poniżej tej i tak przecież niskiej kwoty. Co na to konkurencja z Portugalii?

Starcie gigantów wchodzi na wyższy poziom, co doskonale w ich najnowszych gazetkach. Obie sieci desperacko próbują udowodnić, że to u nich zrobimy tańsze i opłacalne zakupy. Chociaż Biedronka przez moment rozdawała masło za darmo, ale dopiero przy zrobieniu zakupów za 99 zł, to obecnie najkorzystniej wypada oferta Lidla. 
95 groszy za masło w Lidlu. Zasady promocji
Żeby skorzystać z wyjątkowej okazji, trzeba spełnić konkretne wymagania stawiane przez niemiecką sieć. Konieczne jest posiadanie w smartfonie aplikacji Lidl Plus, w której należy uaktywnić kupon rabatowy.
Wystarczy wziąć jedną kostkę masła (a nie trzy jak sugeruje podchwytliwa grafika niżej), po czym należy zeskanować kod przy kasie, by skorzystać z tej szalonej okazji. Wyniesie zaledwie 95 groszy (cena regularna to 4,99 zł).
Z kuponu skorzystamy tylko raz i jest limit 3 sztuk na konto. Zatem można kupić jedno lub dwa lub maksymalnie trzy masła w tej cenie. Promocyjna akcja potrwa dwa dni: od 17 (czyli od jutra) do 18 kwietnia (sobota).
Tanie masło w Biedronce. Jakie są warunki?
Portugalski konkurent nie zostaje w tyle i zachęca klientów do kupna masła, oferując je tylko o parę groszy taniej. Tu mechanizm przyznawania rabatu wydaje się dużo bardziej przystępny dla konsumenta, który nie chce robić wielkich zapasów.
Wystarczy kupić tylko jedną sztukę i zeskanować przy kasie aplikację lub kartę lojalnościową Biedronki. Należy jednak pamiętać o regulaminie, który nakłada na kupujących dzienny limit wynoszący maksymalnie dwa opakowania na konto.
Dorzucenie z rozpędu trzeciej kostki do koszyka sprawi, że zapłacimy za nią standardową stawkę, która wynosi 5,99 zł. Trzeba więc zachować czujność przy taśmie, by nie przepłacić. 
Promocja jest aktywna tylko dziś, czyli 16 kwietnia, ale wystartowała też kolejna: 1+1 gratis. Przy wzięciu dwóch kostek masła Mlekovita, każda wyjdzie nas w takim wypadku 2,99 zł. Czyżby to był koniec przecen do okolic złotówki? Czas pokaże, więc nie zaszkodzi zrobić zapasów, póki jest okazja.
Wojna cenowa w gazetkach promocyjnych. Kto wabi lepszą ofertą?
Rywalizacja między dyskontami przybrała ostatnio formę bezpośrednich zaczepek w gazetkach reklamowych. Dyskonty bez krępacji prześcigają się na niższe ceny, próbując udowodnić wyższość nad swoim odwiecznym rywalem. W najnowszych materiałach nie wymieniają go już jednak z nazwy, tylko piszą o "innej sieci". 
W ostatnim starciu Biedronka wyszła zwycięsko, pozwalając na zaoszczędzenie kilkudziesięciu groszy na jednym opakowaniu w porównaniu z Lidlem. Przewaga wynikała wprost z promocji wielosztukowych. Lidl tłumaczył, że u niego jest tanio bez promocji.
Jednak niemiecki gigant handlowy i tak podjął rękawicę i obciął jeszcze niżej cenę masła, by nie być gorszym. I zrobił to właśnie w promocji wielosztukowej. Na razie na tym froncie wygrywamy my, czyli klienci, bo tak taniego masła nie było od lat 90-tych, ale niestety na innych polach przegrywamy z powodu inflacji i rosnących cen.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/c1e6bb96a9bf7855692f1bce1fa9e19d,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/c1e6bb96a9bf7855692f1bce1fa9e19d,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Nowa promocja w Lidlu z pewnością z kusi klientów. Takiego taniego masła nie było od wielu lat</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/649291,zlosliwa-aplikacja-przejmie-twojego-smartfona-pilne-ostrzezenie-banku</guid><link>https://natemat.pl/649291,zlosliwa-aplikacja-przejmie-twojego-smartfona-pilne-ostrzezenie-banku</link><pubDate>Wed, 15 Apr 2026 15:29:13 +0200</pubDate><title>Złośliwa aplikacja przejmie twojego smartfona. Pilne ostrzeżenie banku</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/fb27bf73b2c03b50821358fb302e1cbe,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Jeden z największych polskich banków bije na alarm z powodu złośliwego oprogramowania pod nazwą "Klucz Bezpieczeństwa", które pozwala cyberprzestępcom przejąć władzę nad smartfonem. Utrata dostępu do urządzenia to najprostsza droga do wyczyszczenia konta z oszczędności. Jak skutecznie ustrzec się przed hakerami?

Przed nowym zagrożeniem ostrzega Bank Millennium, ale na celowniku są też klienci innych popularnych instytucji. Fałszywe oprogramowanie sprytnie udaje aplikacje takich banków jak SGB, mBank, Credit Agricole, ING oraz Alior Bank.
Fałszywa aplikacja i złośliwe oprogramowanie. Jak działają oszuści?
Cyberprzestępcy rozsyłają wiadomości wymuszające natychmiastowe pobranie dodatkowego oprogramowania, rzekomo gwarantującego wyższy poziom ochrony przed hakerami. W rzeczywistości to tylko pretekst do zawirusowania naszego smartfona.

                    
                        
                    
                Linki ze złośliwych komunikatów prowadzą do podrobionych witryn, udających sklep Google Play na urządzeniach z system Android. Tam na nieświadomą ofiarę czeka pułapka, która kryje się pod niepozerną nazwą "Klucz Bezpieczeństwa".
"Instalacja komponentu prowadzi użytkownika przez kolejne kroki, związane z przydzieleniem uprawnień do Funkcji Dostępności, mogących skutkować potencjalnym przejęciem kontroli nad urządzeniem" – ostrzegają specjaliści CSIRT KNF. Gdy hakerzy uzyskają te dostępy, bez problemu przechwytują dane logowania do banku.
Bezpieczeństwo smartfona. Jak chronić swoje pieniądze?
Obrona przed atakiem wymaga przede wszystkim zachowania ostrożności i zdrowego rozsądku. Oprogramowanie należy pobierać tylko ze sprawdzonych miejsc. Warto na co dzień przestrzegać kilku żelaznych reguł:
Instaluj programy wyłącznie z oficjalnych sklepów dostawców oprogramowania.
Regularnie aktualizuj swój system operacyjny oraz wszystkie usługi.
Bezwzględnie ignoruj podejrzane linki przychodzące w wiadomościach SMS i mailach.

"Pamiętaj! Naszą aplikację możesz pobrać wyłącznie ze sklepu z aplikacjami: Google Play, App Store, Huawei AppGallery. Nigdy nie wysyłamy linków do pobrania dodatkowych narzędzi bezpieczeństwa" – przypomina Bank Millennium. W razie jakichkolwiek wątpliwości od razu dzwoń na oficjalną infolinię swojego banku.
Kradzież tożsamości i wyciek danych. Co potrafi mObywatel?
Jeśli złodzieje zdołają przejąć twoje poufne informacje, musisz działać natychmiast. W państwowej aplikacji mObywatel wprowadzono niedawno przełomową funkcję, która skutecznie pokrzyżuje plany oszustom.
Gdy tylko zaczniesz podejrzewać, że przestępca próbuje wziąć na ciebie szybką pożyczkę, możesz w kilku prostych krokach unieważnić dowód osobisty. Wystarczy dokładnie opisać sytuację w dedykowanym formularzu w aplikacji i opcjonalnie załączyć skan zgłoszenia sprawy na policję.
System reaguje kompleksowo, dlatego zgłoszenie nieuprawnionego wykorzystania danych automatycznie zastrzega numer PESEL. Taka blokada skutecznie ochroni twoje pieniądze. Trzeba jednak pamiętać o jednym ważnym szczególe: samego unieważnienia dokumentu nie da się już w żaden sposób cofnąć, dlatego po zażegnaniu kryzysu konieczne będzie wyrobienie zupełnie nowego dowodu w urzędzie.



]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/fb27bf73b2c03b50821358fb302e1cbe,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/fb27bf73b2c03b50821358fb302e1cbe,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Fałszywa aplikacja banku &quot;Klucz Bezpieczeństwa&quot; to poważne zagrożenie. Jak ją rozpoznać?</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/649180,aplikacja-mbank-z-nowymi-wymaganiami-czesc-klientow-czeka-wymiana-telefonu</guid><link>https://natemat.pl/649180,aplikacja-mbank-z-nowymi-wymaganiami-czesc-klientow-czeka-wymiana-telefonu</link><pubDate>Wed, 15 Apr 2026 03:06:01 +0200</pubDate><title>Aplikacja mBank z nowymi wymaganiami. Część klientów czeka wymiana telefonu</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/ed48eb912edf7a8256f5da960341600a,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Cyfrowa rewolucja w mBanku nabiera tempa i może zmusić cię do niespodziewanych wydatków. Jeśli twój smartfon pamięta jeszcze czasy sprzed kilku lat, wkrótce możesz stracić dostęp do najważniejszych nowości w swojej bankowości mobilnej.

Cyfrowy świat pędzi do przodu, a banki muszą dotrzymywać mu kroku, nawet jeśli oznacza to zostawienie w tyle starszych urządzeń. mBank właśnie ogłosił, że posiadacze sędziwszych smartfonów wkrótce pożegnają się z najnowszą wersją swojej aplikacji. Zmiany są nieuchronne i mają uderzyć w konkretne grupy użytkowników, dla których jedynym ratunkiem może okazać się zakup nowszego sprzętu.
mBank kończy z aktualizacjami. Sprawdź wersję systemu w swoim telefonie
Według komunikatu mBanku, na przełomie maja i czerwca tego roku, bank planuje wstrzymać aktualizacje swojej aplikacji na urządzeniach z systemami, które uznano za zbyt mało bezpieczne. Na czarnej liście znalazły się telefony pracujące na Androidzie 9 oraz – co może zaskoczyć wielu użytkowników Apple – iOS 16 i 17. To spora zmiana, biorąc pod uwagę, że systemy spod znaku nadgryzionego jabłka zazwyczaj cieszyły się dłuższym wsparciem.
Jeśli chcesz nadal otrzymywać najnowsze funkcje aplikacji mobilnej mBanku, a także korzystać z mBank Tokena czy mBank Junior, musisz zadbać o to, by twój system operacyjny został podciągnięty do wyższej wersji. Nowe minimum to Android 10 lub iOS 18.0. Dla wielu właścicieli starszych modeli smartfonów, które nie oferują już możliwości aktualizacji do tak wysokich wersji, oznacza to twarde lądowanie w rzeczywistości, w której ich sprzęt staje się technologicznie przestarzały.

Dlaczego aktualizacje są kluczowe?
Odpowiedź jest zawsze ta sama i bardzo konkretna: chodzi o twoje bezpieczeństwo. Starsze systemy operacyjne z czasem stają się dziurawe jak szwajcarski ser – przestają otrzymywać łatki bezpieczeństwa od producentów (Google czy Apple), co staje się idealną okazją dla hakerów. Bank, chcąc chronić twoje pieniądze i dane wrażliwe, nie może pozwolić sobie na wspieranie oprogramowania, które można łatwo złamać.
Warto jednak zaznaczyć, że po zmianie na przełomie maja i czerwca aplikacja mBanku nie zniknie z twojego telefonu w sekundę. Nadal będziesz mieć możliwość korzystania z obecnej wersji oraz jej ponownej instalacji, ale tylko do czasu, gdy wymogi bezpieczeństwa na to pozwolą. To jednak rozwiązanie "na chwilę" – brak aktualizacji oznacza brak dostępu do nowych metod autoryzacji czy ulepszonych zabezpieczeń, co w bankowości mobilnej jest prostą drogą do kłopotów.
Wymiana telefonu czy aktualizacja? Co muszą zrobić klienci mBanku?
Jeśli otrzymałeś komunikat od banku, pierwszym krokiem powinno być wejście w ustawienia telefonu i sprawdzenie dostępnych aktualizacji oprogramowania. Czasami wystarczy kilka kliknięć, by odmłodzić system i spać spokojnie. Problem pojawia się w sytuacji, gdy producent twojego urządzenia uznał je za zbyt stare i nie oferuje już nowszych wersji systemu. Wtedy mBank mówi wprost: wymień urządzenie na nowsze.
Aplikacja mobilna to dziś nie tylko podgląd stanu konta, ale potężne narzędzie bezpieczeństwa. Dzięki niej możesz korzystać z mobilnego potwierdzania tożsamości pracownika banku (gdy dzwoni do ciebie ktoś, kto podaje się za konsultanta) czy logować się do serwisu transakcyjnego z urządzeń, których wcześniej nie oznaczyłeś jako zaufane. Bez najnowszej wersji aplikacji te funkcje mogą przestać działać lub stracić na skuteczności, a to wystawia twoje oszczędności na celownik oszustów.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/ed48eb912edf7a8256f5da960341600a,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/ed48eb912edf7a8256f5da960341600a,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Twój telefon może okazać się przestarzały</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/649009,nowe-gazetki-biedronki-i-lidla-siegaja-szczytu-zenady-4-strony-na-docinki</guid><link>https://natemat.pl/649009,nowe-gazetki-biedronki-i-lidla-siegaja-szczytu-zenady-4-strony-na-docinki</link><pubDate>Mon, 13 Apr 2026 19:04:46 +0200</pubDate><title>Nowe gazetki Biedronki i Lidla sięgają szczytu żenady. 4 strony na docinki</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/730731b1ea73bb7cfa34a418aa34e8ba,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Wojna cenowa Lidla i Biedronki wchodzi na jeszcze wyższy, zupełnie niespotykany dotąd poziom. Obie sieci handlowe poświęciły w swoich najnowszych gazetkach aż cztery pełne strony wyłącznie po to, by udowodnić klientom, gdzie jest taniej. Co to za promocje i u kogo ostatecznie zapłacimy mniej? To zależy, jak zwykle.

Nowa faza tego zaciętego konfliktu obu gigantów rozpoczęła się przed Wielkanocą, gdy dyskonty zaczęły przeceniać masła i mleka, zbijając ich koszt do zaledwie złotówki. Po świętach sklepy nie tylko nie przestały kusić okazjami, ale wytaczają jeszcze cięższe działa w walce o klientów.
Masło w Lidlu i Biedronce znów po 99 groszy. Te promocje to już standard
Najnowsze gazetki obowiązują od dziś, czyli od 13 kwietnia, i znajdziemy w nich kolejne promocje na masło za 99 groszy za kostkę. Taka kwota powoli stają się standardem, co jeszcze bardziej mierzi, gdy przypomnimy sobie, że półtora roku temu było wyceniane 10 razy drożej.
W Lidlu zasady są wymagają od nas kupienia. Trzeba aktywować wirtualny kupon, po czym zeskanować aplikację przy kasie i fizycznie wziąć z półki 3 kostki masła. Wtedy każde wyjdzie na złotówkę bez grosza.
W Biedronce jest pod tym kątem odrobinę łatwiej. Można zabrać do kasy jedną kostkę, aby zadziałała obniżka, ale jest, dzienny limit wynoszący 2 sztuki na jedno konto (trzeba zeskanować kartę). Jeśli więc się rozpędzimy i weźmiemy 3 masła, to za jedno zapłacimy regularną cenę (5,99 zł). To z pewnością nie jest przypadkowa taktyka.
Wojna cenowa w gazetkach. Czegoś takiego jeszcze nie było
Prawdziwą nowością jest prześciganie się w tym, u kogo w rzeczywistości zostawimy mniej pieniędzy. Obie sieci zrobiły obniżki na dokładnie te same artykuły, jakby wcześniej się ze sobą ugadały. 
Co więcej, mają niemal identyczny, komunikat kierowany do kupujących, że dany produkt jest "tańszy w Lidlu / Biedronce". Niemiecka sieć chwali się odważnie, że jest u niej "Taniej dzięki niższym cenom regularnym", podczas gdy portugalski konkurent zapewnia, że jego towar to codzienne niskie ceny, ale "Kiedy kupujesz więcej, jest taniej".
Oto jak prezentują się konkretne hity z obu dyskontów:
Makaron spaghetti Barilla 1 kg - w Biedronce kosztuje 9,69 zł (przy zakupie dwóch), natomiast w Lidlu 9,99 zł (za jedną sztukę).
Margaryna Słynne MR 500 g - zapłacimy za nią 5,49 zł w Biedronce (przy zakupie dwóch) oraz 5,99 zł w Lidlu (za sztukę).
Mleko UHT 3,2 proc. 1 l - to wydatek rzędu 1,99 zł w Biedronce (przy kupnie sześciu kartonów) i 2,49 zł w Lidlu.
Margaryna Flora Original 400 g - wyceniono ją na 7,99 zł w Biedronce (przy kupnie dwóch) i odpowiednio 8,49 zł w Lidlu.

Nowe promocje w gazetkach. Kto ostatecznie wygrał to starcie?
Porównując najnowsze oferty z obu gazetek, zwycięzcą na poziomie samych kwot promocyjnych zostaje Biedronka. W każdym opisanym przypadku artykuły są tam tańsze, pozwalając zaoszczędzić kilkadziesiąt groszy na jednym opakowaniu. 
Jednak jest w tym haczyk. W Biedronce jesteśmy zmuszeni do nabywania wielosztuk (najczęściej dwóch), by niższa cena była nabita na kasie. Lidl punktuje ten fakt w gazetce, zaznaczając, że oferuje niskie kwoty bez wymogu kupowania kilku sztuk (przynajmniej na te produkty). 
Atrakcyjniejsza promocja dla nas będzie więc zależeć od tego, czy potrzebujemy zrobić mniejsze czy większe zakupy. Cała ta sytuacja coraz bardziej nie wygląda na wojnę, ale sojusz i walkę nie między sobą, ale z naszą silną wolą i potrzebą oszczędzania oraz łowienia okazji.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/730731b1ea73bb7cfa34a418aa34e8ba,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/730731b1ea73bb7cfa34a418aa34e8ba,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Biedronka i Lidl prześcigają się na promocje w nowych gazetkach. Kto wygrał?</media:title></media:content></item>
		
	</channel>
</rss>
