<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" version="2.0" xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom">
	<channel>
		<title><![CDATA[naTemat.pl - Polityka]]></title>
		<description><![CDATA[Najnowsze artykuły i wpisy blogerów w kategorii Polityka w naTemat.pl]]></description>
		<link>https://natemat.pl/c/289,polityka</link>
				<generator>natemat.pl</generator>
		<atom:link href="https://natemat.pl/rss/kategoria,289,polityka" rel="self" type="application/rss+xml" />
		<atom:link rel="hub" href="https://pubsubhubbub.appspot.com/" xmlns="http://www.w3.org/2005/Atom" />
			<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/646459,gdynia-pokazala-bakiewiczowi-gdzie-sa-drzwi-brawo-tak-sie-zalatwia-nacjonalistow</guid><link>https://natemat.pl/646459,gdynia-pokazala-bakiewiczowi-gdzie-sa-drzwi-brawo-tak-sie-zalatwia-nacjonalistow</link><pubDate>Tue, 24 Mar 2026 13:16:37 +0100</pubDate><title>Gdynia pokazała Bąkiewiczowi, gdzie są drzwi. Brawo, tak się załatwia nacjonalistów</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/fb28574ae7664f8e2859db1f6eb082dd,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Jeśli czasami dopada cię myśl, że nikt cię nie lubi, to zawsze w takim momencie na pocieszenie możesz przywołać sobie w myślach postać Roberta Bąkiewicza. Nacjonalista z Ruchu Obrony Granic próbuje jeździć po Polsce, by zarażać ludzi swoimi poglądami. Problem (dla niego) w tym, że jest regularnie przeganiany przez gospodarzy miejsc, w których chce organizować spotkania. W Gdyni zaliczył właśnie bingo, bo pocałował klamkę w aż czterech obiektach.

Bąkiewicz z kolegami chcieli błyszczeć w Gdyni
Robert Bąkiewicz chciał w miniony poniedziałek 23 marca odwiedzić Gdynię, by spotkać się ze swoimi sympatykami. Towarzyszyć mu mieli jego towarzysz z Ruchu Obrony Granic Jacek Wrona i prawicowy prawnik Oskar Kida. Za organizację spotkania odpowiadał Klub Gazety Polskiej w Rumi, a pomoc w zainteresowaniu nim mediów zaoferowała posłanka PiS z Gdyni Dorota Arciszewska-Mielewczyk. To za sprawą płynących od niej komunikatów dziennikarze mogli się zorientować, że ze spotkaniem z Bąkiewiczem dzieje się coś dziwnego. 
Pierwsze zaproszenie mówiło bowiem o tym, że nacjonaliści mieli spotkać się ze swoimi fanami na terenie Morskiego Instytutu Rybackiego. To znajdująca się w Gdyni najstarsza placówka zajmująca się badaniami morskimi w Polsce, mająca od 15 lat status Państwowego Instytutu Badawczego. Jego władze szybko zorientowały się, że na ich terenie może w poniedziałkowe popołudnie pojawić się Robert Bąkiewicz, więc poinformowały organizatorów, że przestrzeni na spotkanie nie zamierzają im udostępniać. 
Posłanka Arciszewska-Mielewczyk wysłała więc kolejnego maila, w którym poinformowała o zmianie lokalizacji "z przyczyn niezależnych" na Wyższą Szkołę Administracji i Biznesu im. Eugeniusza Kwiatkowskiego w Gdyni. Jednak również to zaproszenie szybko straciło na ważności, bo kilka godzin później do dziennikarzy trafiła następna wiadomość. "Z przykrością informuję, że po raz kolejny wypowiedziano nam salę, w której miało odbyć się planowane spotkanie" - napisała Arciszewska-Mielewczyk, zapraszając na spotkanie do... Domu Bankietowego La Paloma. 

Z uczelni do sali bankietowej
Jeśli myślicie, że to koniec tej historii, to się mylicie. Bo okazało się, że właściciel La Palomy co prawda zgodził się na spotkanie, ale - jak informuje trójmiejska Gazeta Wyborcza - powiedziano mu, że będzie to "spotkanie wspólnoty". Ani słowa o Bąkiewiczu, Wronie i Ruchu Obrony Granic. 
Więc gdy wyszło na jaw, kto tak naprawdę na być na wydarzeniu, właściciel szybko zamknął drzwi swojego domu bankietowego, tłumacząc, że wizyta nacjonalistów byłaby dla niego równoznaczna z utratą honoru. 

                    
                        
                    
                Czas się kończył, więc organizatorzy postanowili zmienić taktykę i przenieść spotkanie... na zewnątrz. Zmienili formułę na wiec i zapowiedzieli, że Bąkiewicz i spółka będą pikietować przed Centrum Handlowym Batory w Gdyni. Również tutaj nie musieli czekać długo na reakcję. 
Jako że po sieci zaczęła krążyć informacja, że nacjonaliści zgromadzą się wewnątrz centrum, Batory opublikował na swoim Facebooku komunikat. "Informujemy, że Centrum Handlowe Batory nie wyraziło zgody na organizację jakiegokolwiek zgromadzenia, które miałoby się odbyć 23 marca o godzinie 17:30 na terenie naszego obiektu. C.H. Batory nie jest organizatorem, ani współorganizatorem tego wydarzenia" - napisał zarządca centrum.
Gdynia pokazała Bąkiewiczowi, gdzie są drzwi
Robert Bąkiewicz ostatecznie sobie w Gdyni pokrzyczał pod chmurką, a w sieci napisał "Lewacka hydra podnosi kolejne łby obłudnej cenzury w imię tolerancji i demokracji. Te pełne hipokryzji podłe kreatury boją się nawet dyskusji" i wrócił do siebie, a klienci Batorego musieli w poniedziałkowe popołudnie liczyć się z małymi perturbacjami podczas zakupów, bo nacjonalistę przyszło wspierać około 200 osób. 
Zgromadzeni krzyczeli o cenzurze "jak za komuny". Co oczywiście jest nośnym hasłem, ale prawda wydaje się o wiele mniej pompatyczna. W Gdyni, jak i w wielu miejscach w Polsce, nikt poważnie Ruchu Obrony Granic nie traktuje. I nikt nie chce zszargać sobie opinii współpracą z bąkiewiczową bojówką. To żadna cenzura, tylko zwykła przyzwoitość. 
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/fb28574ae7664f8e2859db1f6eb082dd,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/fb28574ae7664f8e2859db1f6eb082dd,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Robert Bąkiewicz chciał zorganizować wydarzenie w Gdyni, ale wszędzie pocałował klamkę</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/645508,pis-czarnka-kupi-polakow-morawiecki-odejdzie-gdy-zobaczy-jak-ludzi-to-odrzuca</guid><link>https://natemat.pl/645508,pis-czarnka-kupi-polakow-morawiecki-odejdzie-gdy-zobaczy-jak-ludzi-to-odrzuca</link><pubDate>Wed, 18 Mar 2026 19:11:01 +0100</pubDate><title>PiS Czarnka kupi Polaków? &quot;Morawiecki odejdzie, gdy zobaczy, jak ludzi to odrzuca&quot;</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/6919d63e04b7311b86c4f2dcf34770af,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Prawo i Sprawiedliwość z Przemysławem Czarnkiem na czele staje się pełnoprawną partią alt-prawicową. Jeśli przejmie władzę, realny jest scenariusz, że wyprowadzi nas z Unii Europejskiej. Zaplecze intelektualne PiS chce tego od kilkunastu lat – mówi w rozmowie z naTemat dr hab. Arkadiusz Modrzejewski, prof. UG, dyrektor Instytutu Politologii Uniwersytetu Gdańskiego.

PiS zmienił się radykalnie, czy na zawsze?
Za Prawem i Sprawiedliwością dwa przełomowe momenty. Po pierwsze: kandydatem na premiera – nieoficjalnie namaszczonym na następcę Jarosława Kaczyńskiego – został Przemysław Czarnek, co pokazuje, że we frakcyjnej rywalizacji zwyciężyli radykałowie, chcący bić się na poglądy nie z Koalicją Obywatelską czy PSL-em, a z Grzegorzem Braunem i Konfederacją. 
Po drugie: PiS po przeprowadzeniu wielkiej kampanii zohydzającej program SAFE, a wraz z nim Unię Europejską, przekroczył Rubikon, za którym stoi już tylko daleko posunięty eurosceptycyzm. 

                    
                – Myślę, że w przypadku przejęcia władzy przez PiS w koalicji z obiema Konfederacjami scenariusz tego, że przestaniemy być członkiem Unii Europejskiej, jest realny – mówi prof. Arkadiusz Modrzejewski. – Jeśli ci politycy uznają, że dla ich partykularnego interesu wyjście Polski z Unii Europejskiej jest korzystne, moglibyśmy się może nie następnego dnia, ale w ciągu kolejnych lat, obudzić w zupełnej innej rzeczywistości, gdzie Polska nie jest członkiem wspólnoty europejskiej – dodaje politolog. 
Dodajmy, że sam Czarnek na razie o Polexicie mówić nie chce, ciągle podkreśla jednak, że Unia Europejska musi zostać głęboko zreformowana.
Zdaniem profesora Modrzejewskiego obserwujemy w tej chwili dopełnienie się długiego procesu ewolucji PiS. – Prawo i Sprawiedliwość zaczynało od pozycji umiarkowanej, było umiarkowaną prawicą z elementami populizmu, które określić możemy populizmem penalnym, o którym dzisiaj już mało kto pamięta. Natomiast dzisiaj Prawo i Sprawiedliwość skręciło bardzo radykalnie w prawą stronę, którą czasami nazywa się alt-prawicą, prawicą alternatywną – mówi politolog.
Zaczęło się już ponad dekadę temu
Gdzie są korzenie tego skrętu? – Odciąganie Polski od Unii Europejskiej moim zdaniem zaczęło się już w 2014 roku. Dlaczego akurat wtedy? To był czas, kiedy odbywały się duże konwencje tej partii, bardzo merytoryczne, dobrze przygotowane, w trakcie których pojawiały się wypowiedzi nawet nie tyle działaczy partyjnych, co intelektualnego zaplecza PiS, w których już przewijały się wątki wyjścia Polski z Unii Europejskiej. Jeśli ktoś dobrze się wczytał w słowa, które wtedy padały, to mógł przewidzieć to, co już raptem dwa lata później zaczęło dziać się z praworządnością, jednym z największych gwarantów stabilności Unii Europejskiej – zaznacza prof. Arkadiusz Modrzejewski. 
Dzisiejsza wersja Prawa i Sprawiedliwości w swoim przekazie przypomina swoje do niedawna najbardziej skrajne prawe skrzydło, czyli Solidarną (a później Suwerenną) Polskę Zbigniewa Ziobry. W czasach rządów Zjednoczonej Prawicy ta niewielka partia najgłośniej grała na antyunijnych nutach, ale jednocześnie była marginalizowana przez partyjny mainstream, który Brukselę też chętnie krytykował, ale na co dzień skupiał się na innych, głównie wewnętrznych sprawach. 
Dziś jest zupełnie inaczej, bo to Mateusz Morawiecki i jego ludzie, bardziej proeuropejsko zorientowani, są w Prawie i Sprawiedliwości na wylocie. 
Morawiecki alternatywą dla umiarkowanego wyborcy?
W obecnej sytuacji prawicowy wyborca ma do dyspozycji tak naprawdę trzy partie, które mają jawnie antyeuropejski i radykalnie prawicowy przekaz. Czy Mateusz Morawiecki jest w stanie przygotować ofertę dla tych konserwatywnych wyborców, którzy poczują się nieswojo z nowym, antyunijnym i antyukraińskim, obliczem PiS? 
– Pamiętajmy, że Mateusz Morawiecki to polityk cyniczny, nastawiony na zysk, zrobi więc zasadniczy ruch tylko wtedy, gdy zobaczy, że na pewno mu się to opłaci. Wiele będzie tu zależeć od kondycji tej nowej wersji Prawa i Sprawiedliwości w sondażach. Jeśli strategia przejmowania elektoratu Konfederacji, a zwłaszcza Grzegorza Brauna, sprawi, że PiS urośnie w sondażach, Morawiecki nie będzie miał dużego pola manewru. Jeśli jednak, a tak przewiduję, PiS na radykalizacji wcale nie zyska, Mateusz Morawiecki postawi wszystko na jedną kartę i spróbuje stworzyć umiarkowaną alternatywę dla Prawa i Sprawiedliwości – uważa prof. Arkadiusz Modrzejewski.
O prawicowego wyborcę od lat próbuje bić się też Polskie Stronnictwo Ludowe, które jednak w sondażach od dawna balansuje gdzieś pomiędzy wynikiem 2 a 4 proc.. Radykalizacja PiS może dla nich otworzyć okienko do poszerzenia elektoratu, choć zdaniem szefa Instytutu Politologii UG to nie będzie łatwe zadanie z powodu wewnętrznej sytuacji ludowców. 
– Problemem PSL od dobrych kilku lat jest to, że tak przecież licznym lokalnym strukturom tej partii po prostu mało się chce. A tutaj jest potrzebna mobilizacja, praca u podstaw, odwaga pójścia na pewną konfrontację. Jasne, że środowisko wiejskie jest bardzo silnie zorientowane na PiS. Pytanie, dlaczego PSL tak mało robi, żeby tych ludzi do siebie przeciągnąć? – pyta prof. Modrzejewski.
Skutki zwrotu na prawo będą bardzo widoczne
Niezależnie od tego, czy Prawu i Sprawiedliwości opłaci się ostry skręt w prawo, jego konsekwencje dla sytuacji politycznej w Polsce będą, zdaniem eksperta, druzgocące. 
– Następstwem będzie jeszcze większa polaryzacja społeczna w Polsce, coraz większe przyzwolenie na skrajne poglądy, skrajne opinie, bardzo krzywdzące, wykluczające wręcz. Wszyscy widzieliśmy szokujące paski TV Republiki atakujące program SAFE, wyzywające jego zwolenników od zdrajców i folksdojczów. Polaryzacja polskiego społeczeństwa działa na korzyść naszego wroga. Tego realnego wroga, czyli Rosji, a nie wyimaginowanego w Brukseli – kwituje prof. Modrzejewski, dodając, że rząd Donalda Tuska też ma w tej materii swoje na sumieniu, czego przykładem są "zakute łby" i stworzony po prezydenckim wecie hashtag #ZdradaNarodowa.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/6919d63e04b7311b86c4f2dcf34770af,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/6919d63e04b7311b86c4f2dcf34770af,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">PiS z Przemysławem Czarnkiem na czele staje się pełnoprawną partią alt-prawicową – uważa dr hab. Arkadiusz Modrzejewski</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/645298,tusk-wskazal-patrona-polexitu-w-nowym-wpisie-premier-nie-bierze-jencow</guid><link>https://natemat.pl/645298,tusk-wskazal-patrona-polexitu-w-nowym-wpisie-premier-nie-bierze-jencow</link><pubDate>Sun, 15 Mar 2026 14:41:29 +0100</pubDate><title>Tusk wskazał patrona Polexitu. W nowym wpisie premier nie bierze jeńców</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/b297be2f35cdf129de56ffead5f5520c,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Donald Tusk we wpisie na X.com stanowczym tonem wymienia wrogów Unii Europejskiej i ponownie przestrzega przed Polexitem. W wypowiedzi polskiego premiera oberwało się zarówno rodzimej, jak i ogólnoeuropejskiej prawicy. Donald Tusk nie szczędził zarzutów także pod adresem Rosji, ruchu MAGA Donalda Trumpa i "patronowi" wyprowadzania Polski z UE – Karolowi Nawrockiemu.

O polskim konflikcie dotyczącym SAFE mówią nawet międzynarodowe media. Kontekst polskiego bezpieczeństwa jest przedmiotem licznych dyskusji ze strony czołowych polityków. Weekendowym popołudniem oliwy do ognia zdecydował się dolać Donald Tusk.
Polski premier uderza w polską prawicę. O pragnienie doprowadzenia do Polexitu oskarżył większość PiS i obie konfederacje. Jako patrona tej inicjatywy określił Karola Nawrockiego. Donald Tusk zdecydował się także na delikatny atak w kierunku Donalda Trumpa.

                    
                        
                    
                Jako podmioty, które chcą "rozwalić" Unię Europejską wskazał Rosję, europejską prawicę z Viktorem Orbánem na czele i amerykański ruch MAGA. Donald Tusk wciąż nie pozwala sobie na bezopośrednie zaatakowanie Donalda Trumpa, np. podając jego nazwisko obok wrogów UE, ale za to zdecydował się na uderzenie w jego elektorat.
Dzisiejsza wypowiedź jest kontynuacją poprzednich deklaracji premiera. 14 marca stwierdził on, że o tym, czy Polska pozostanie w Europie, zadecydują najbliższe wybory. Donald Tusk apelował o "wspólne zastopowanie politycznych szaleńców".
Zagrożenie Polexitem? Tylu Polaków chce wyjść z Unii Europejskiej
Polexit i rosnący eurosceptycyzm nie są jedynie straszakiem stosowanym przez rządzącą koalicję. Ostatnie dane to zimny prysznic: niemal co czwarty Polak może chcieć rozpoczęcia procedury wyjścia z UE.
Przynajmniej tak wynika z badania z grudnia 2025 roku, które przeprowadzone zostało przez United Surveys na zlecenie Wirtualnej Polski. Poparcie dla pozostania w UE zadeklarowało w nim zaledwie 65 proc. respondentów.
W jubileuszowym raporcie CBOS "20 lat członkostwa Polski w UE", który powstał w roku 2024, poparcie dla UE wynosiło 77 proc. I choć nie możemy do końca porównać badań o różnej metodologii, same dane CBOS wskazują, że stosunek do UE faktycznie ewoluuje w ostatnich latach.
Jak podaje wcześniej wspomniany raport CBOS, poparcie dla członkostwa Polski w UE na przestrzeni ostatniej dekady kształtowało się na poziomie około 80 proc., ale w niektórych latach sięgało nawet powyżej 90 proc. W 2022 roku wyniosło aż 92 proc., w 2023 roku 85 proc., a w 2024 roku zaledwie 77 proc.
Istnieją też nowsze raporty CBOS, które mają bardziej optymistyczne spojrzenie na poparcie dla członkostwa w UE i plasują je w granicach 80-82 proc. w 2025 i na początku 2026 roku. Jednak te same raporty wskazują na stosunkowo duży udział eurosceptyków pośród badanych, bo aż 13-14 proc.
Problem wzrostu nastrojów eurosceptycznych częściowo wynika z tego, że ogólnie ubywa osób o neutralnym stosunku do UE. A znacząca część tych, którzy pogląd na temat polskiego członkostwa traktowali z niezdecydowaniem, aktualnie przyjmuje poglądy antyunijne.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/b297be2f35cdf129de56ffead5f5520c,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.natemat.pl/b297be2f35cdf129de56ffead5f5520c,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">Tusk kontra Trump, Rosja, Orban i PiS. Premier nazywa Nawrockiego patronem Polexitu</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/644350,5-cytatow-z-czarnka-ktore-wywoluja-ciarki-matka-boska-obok-pancernych-i-psiecka</guid><link>https://natemat.pl/644350,5-cytatow-z-czarnka-ktore-wywoluja-ciarki-matka-boska-obok-pancernych-i-psiecka</link><pubDate>Sat, 07 Mar 2026 20:20:01 +0100</pubDate><title>5 cytatów z Czarnka, które wywołują ciarki. Matka Boska obok &quot;pancernych i psiecka&quot;</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/20bc1deba98dccdce961f22d83401285,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Przemysław Czarnek jasno zaznaczył terytorium. Nawet nie udaje, że sięgnie po elektorat KO czy Lewicy. PiS stało się trzecią partią na skrajnej prawicy, czego dowodem jest tych 5 cytatów z jego wystąpienia. Czarnek sięgnął po pełen arsenał utartych formułek swojej partii i jeszcze je podkręcił.

Jedno jest pewne. Nikt nie zapomni tego, w jaki sposób Przemysław Czarnek rozpoczął kampanię Prawa i Sprawiedliwości. Lewica od razu zalała media społecznościowe komentarzami, które wskazują na radykalizację partii Kaczyńskiego. Zebrałam dla was 5 najgorszych cytatów, przez które trudno polemizować z tym stwierdzeniem.
Przemysław Czarnek domaga się szacunku od Wołodymyra Zełenskiego
Zacznijmy od kwestii ukraińskiej. Przemysław Czarnek wprost podkreślił, że Polska wysłała wsparcie Ukrainie tylko po to, żeby rosyjskie czołgi nie dotarły do naszych granic. Jak widać, były szef MEN zapomniał już o serdecznej przyjaźni, która łączyła prezydenta Andrzeja Dudę z Wołodymyrem Zełenskim.
– W tym naszym interesie będziemy dalej pomagać. Ale żądamy szacunku. Żądamy szacunku, od pana Zełenskiego, od władz Ukrainy. Dzięki, Polsce, dzięki rządowi, Prawa i Sprawiedliwości, Ukraina, jeszcze, żyje i niech żyje. Niech przetrwa, tę napaść, brutalną ludobójczą, Putina, putinowskiej Rosji – mówił Czarnek.
Czarnek o Unii Europejskiej i pożyczce z Niemiec. "Pogonić to dziadostwo"
Oczywiście w całej wyliczance obelg i pełnym wachlarzu tego, czym PiS walczy od dawna, nie mogło zabraknąć obelg pod adresem Unii Europejskiej. Najwięcej mocnych słów dotyczyło polityki klimatycznej.
– Państwo ma pojechać do Brukseli i powiedzieć "nie mamy już ETS-u w Polsce, nie ma żadnego ETS-u. Wypowiadamy to. Nasze firmy nie będą tego płacić. Nie mamy żadnego waszego miksu energetycznego. Nie mamy żadnego Zielonego Ładu, żadnych oze-sroze dofinansowanych z dopłatami. My mamy nasz miks węglowy, mamy nasze bogactwa naturalne i wara nam od nich. Mamy nasz węgiel – grzmiał Czarnek.
Istotnym wątkiem wystąpienia było także uderzenie w program SAFE. Polska ma wziąć nisko oprocentowaną pożyczkę z UE. Środki z niej zostaną wydane na wzmocnienie naszego bezpieczeństwa.
– Pieniądze Narodowego Banku Polskiego mogą być wykorzystane natychmiast na zbrojenia i Adam Glapiński mówi: – Mamy te pieniądze wykorzystujmy. A oni, co mówią: – Nie, niemiecka będzie pożyczka. Pogonić to dziadostwo – kontynuował kandydat PiS.
Matka Boska obok hejtu na osoby LGBT. Czarnek pokazał całkowity brak szacunku
Jak na skrajną prawicę przystało, Przemysław Czarnek jasno sprzeciwił się związkom jednopłciowym. Do niedawna największym problemem PiS było nazywanie takich związków małżeństwami. 
– Mówią, że to nie jest małżeństwo. (...) Tylko związek osoby najbliższej. Tak, to jak to nie jest małżeństwo? To ja się pytam tych kolegów z tej pseudokonserwatywnej partii. To dlaczego nie trzech chłopów? Rozmachu więcej, nowoczesności. Czterech, pięciu. Nowy model rodziny czterech pancernych i psiecko. I byłoby to śmieszne, gdyby nie było tragiczne, bo to jest promowanie antyrodziny, antyzwiązku – grzmiał.
Niedługo później Czarnek nawiązał do kryzysu demograficznego w Polsce, twierdząc, że rząd Tuska nie potrafi zadbać o kobiety i dlatego rodzi się mniej dzieci. – To my kobietę, Matkę Bożą uczyniliśmy Królową Polski. Wiemy, jak dbać o kobiety. Nie wiedzą tego lewacy, którzy krytykują i negują tę rzeczywistość, Polską, chrześcijańską rzeczywistość. To dzisiaj to państwo Tuska i lewaczek od Czarzastego urządza w Polsce piekło kobiet. Piekło kobiet jest dzisiaj – zaznaczył. 
Zapomniał, że to właśnie PiS zmieniając prawo aborcyjne wyprowadził na ulice setki tysięcy protestujących kobiet.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/20bc1deba98dccdce961f22d83401285,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/20bc1deba98dccdce961f22d83401285,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Czarnek kandydatem na premiera. Te słowa pokazują, których wyborców chce przekonać</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/644335,przemyslaw-czarnek-przemowe-zaczal-mocno-wymienial-normalnych-polakow</guid><link>https://natemat.pl/644335,przemyslaw-czarnek-przemowe-zaczal-mocno-wymienial-normalnych-polakow</link><pubDate>Sat, 07 Mar 2026 15:13:37 +0100</pubDate><title>Przemysław Czarnek przemowę zaczął mocno. Wymieniał &quot;normalnych&quot; Polaków</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/0327999372785efcee8a4fba424c8f44,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Przemysław Czarnek został kandydatem PiS na premiera. W trakcie przemowy podkreślił, że jego celem będzie przywrócenie istotnej roli Polakom w naszym kraju. To jasny sygnał. Partia znów będzie szukać największego poparcia wśród "normalnych Polaków". Już na początku zaatakował lewicowe środowiska.

Przemysław Czarnek swoją walkę o zostanie premierem zaczął od porównania Prawa i Sprawiedliwości do pociągu. Podkreślił, że to on będzie ten pociąg prowadził, ale kierownikiem będzie Jarosław Kaczyński. Później zaczął atak w środowiska lewicowe, mówiąc, że należy docenić zwykłych Polaków. I właśnie to hasło powtarzał najczęściej.
Przemysław Czarnek już dzieli Polaków. Liczą się tylko ci "normalni"
– W tym pociągu szybkich prędkości, który będzie jechał po zwycięstwo Polski, w pierwszych rzędach będą siedzieć premier Beata Szydło i premier Mateusz Morawiecki. W tym pociągu swoje miejsce ma również kobieta wspaniała, Elżbieta Witek – mówił dalej Czarnek.
– My chcemy Polski normalnej, Polski prawdziwej. Co to jest? Polska prawdziwa to jest ta, która pracuje, buduje, wychowuje dzieci, chroni nasze bezpieczeństwo, ratuje życie. To jest Polska prawdziwa. I tę Polskę prawdziwą chcemy przywrócić Polakom – mówił.

                    
                I dodał: – Silne państwo będzie chronić Polaka, Polaka zwykłego. Polaka zwykłego, czyli np. rolnika, atakowanego przez lewactwo brukselskie. Zwykły Polak to pielęgniarka, te wspaniałe pielęgniarki. Polak normalny to jest lekarz, który idzie na kolejny dyżur, żeby ratować życie. To jest kierowca, kolejarz, który nas wozi. To jest każdy inny Polak, przedsiębiorca, który zastanawia się, jak utrzymać firmę. Polak normalny to jest mama i tata, babcia i dziadek. Oni wszyscy trzymają Polskę w pionie, mimo tego, co robi Tusk i jego rząd. Polska jest własnością Polaków, nie polityków!
Czy zatem osoby LGBT pracujące w Polsce, bezdzietne rodziny czy single to już nie "normalni Polacy"? Tego w wypowiedzi Czarnka się nie dowiedzieliśmy.
Czarnek uderza w Tuska. "Pusty łbie"
– Dlaczego oszukujesz Polaków – grzmiał Czarnek, mówiąc o Donaldzie Tusku. – Więc jak jestem zakuty łeb, mówimy do Tuska "pusty łbie". Bo lepiej być zakutym niż pustym – kontynuował, nie siląc się na kurtuazyjne słowa.
Dalej przeszedł do kwestii finansowych. Podkreślił, że Włosi mają nam zazdrościć, że nadal mamy swój bank, bo możemy kreować swoją suwerenność monetarną. W tym momencie podkreślił znaczenie Karola Nawrockiego i Adama Glapińskiego. – Pogonić to dziadostwo – krzyczał natomiast w nawiązaniu do pożyczki, którą polska ma otrzymać od Niemiec. Dalej podkreślał, że aby dojść do władzy, muszą zostać dokończone prace nad programem, bo tylko PiS ma odpowiedź na "nędzę tuskową".
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/0327999372785efcee8a4fba424c8f44,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/0327999372785efcee8a4fba424c8f44,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Przemysław Czarnek kandydatem PiS na premiera</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/644332,kaczynski-grzmial-o-zagrozeniu-dla-polski-nagle-wspomnial-o-morawieckim</guid><link>https://natemat.pl/644332,kaczynski-grzmial-o-zagrozeniu-dla-polski-nagle-wspomnial-o-morawieckim</link><pubDate>Sat, 07 Mar 2026 14:56:57 +0100</pubDate><title>Kaczyński grzmiał o zagrożeniu dla Polski. Nagle wspomniał o Morawieckim</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/dfef3a9cf5436194f463cb53af1cad61,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />W sobotę 7 marca po godzinie 14:00 rozpoczęła się konwencja PiS w Krakowie. Już na wstępie podkreślano, że Polskie Towarzystwo Gimnastyczne "Sokół", w którym odbywa się spotkanie, to wyjątkowe miejsce dla partii. Później Jarosław Kaczyński rozpoczął atakowanie rządu.

Jarosław Kaczyński swoje wystąpienie zaczął od ataku na obecny rząd. Podkreślił, że w zasadzie każdy aspekt życia w Polsce jest zagrożony z powodu niekompetencji naszych władz. Chwilę później niespodziewanie zaznaczył, że przykładem dla polityków rządzącej koalicji powinny być czasy premier Beaty Szydło i premiera Mateusza Morawieckiego. To wymienienie tego drugiego było dużą niespodzianką. W ostatnim czasie nie brakowało bowiem głosów, że drogi polityków mocno się rozeszły.
Według Jarosława Kaczyńskiego Polska jest zagrożona
– Przestała w gruncie rzeczy obowiązywać konstytucja. Zagrożone jest polskie rolnictwo. Zagrożona jest polska gospodarka generalnie przez różne przedsięwzięcia zewnętrzne, ale także skrajnie nieporadną, jeśli to przypisać nieporadności, a nie celowemu działaniu, polityka gospodarcza tego rządu – zaznaczył Jarosław Kaczyński.
I dodał: – Zagrożone jest wszystko, co łączy się z naszą tradycją, z naszą obyczajowością, z normalnością po prostu. Zagrożony jest w związku z tym normalny byt społeczeństwa, następstwo pokoleń, to wszystko, co budowały dotąd i miejmy nadzieję, że będą budować nadal polskie rodziny.
Dalej prezes PiS przeszedł do powtarzanych od dawna słów, że obecne władze robią wszystko, aby decyzje dotyczące Polski zapadały poza naszym krajem. Tym samym doszedł do punktu, w którym stwierdził, że konieczna jest zmiana władzy.
– Otóż tą przyczyną jest zły, bardzo zły, fatalny, a przede wszystkim niekierujący się polskimi interesami narodowymi rząd. I jeżeli chcemy wejść na drogę naprawy, a musimy wejść na drogę naprawy, jeżeli chcemy uniknąć tych wszystkich niebezpieczeństw, to musimy mieć nowy rząd – mówił prezes PiS.
Jarosław Kaczyński wspomniał o Mateuszu Morawieckim i Beacie Szydło
– Myśmy potrafili stworzyć bardzo dobre rządy. Bardzo dobre rządy. Pani premier Beaty Szydło i pana premiera Mateusza Morawieckiego – kontynuował Jarosław Kaczyński.
Po tej przemowie prezes ogłosił w końcu nazwisko kandydata PiS na premiera. – Ale polskie życie publiczne, jak i życie publiczne wielu innych narodów w państwach demokratycznych, zwykle wymaga także kogoś, kto reprezentuje, jakby integruje to wszystko, bo dziś społeczeństwo tego często nie zauważa, a my przecież robimy bardzo dużo właśnie dla społeczeństwa. I w tych okolicznościach, które mamy dzisiaj w Polsce, w tej sytuacji, którą uważam za trudną, wyzywającą dla nas, ale my musimy to wyzwanie podjąć i musimy zwyciężyć, musimy tworzyć nowy rząd – stwierdził.
– Jestem głęboko przekonany, że takim człowiekiem w tym momencie jest profesor Przemysław Czarnek – dodał, ogłaszając jednocześnie, że były szef MEN będzie kandydatem PiS na premiera po wyborach parlamentarnych 2027.

                    
                
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/dfef3a9cf5436194f463cb53af1cad61,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/dfef3a9cf5436194f463cb53af1cad61,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Jarosław Kaczyński grzmiał o zagrożeniu dla Polski</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/643894,aleksander-miszalski-w-krakowie-w-tarapatach-juz-100-tys-podpisow-do-referendum</guid><link>https://natemat.pl/643894,aleksander-miszalski-w-krakowie-w-tarapatach-juz-100-tys-podpisow-do-referendum</link><pubDate>Wed, 04 Mar 2026 17:46:25 +0100</pubDate><title>Aleksander Miszalski w Krakowie w tarapatach. Już 100 tys. podpisów do referendum</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/3a62bee3ed422531c194960d018b234e,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Pozycja prezydenta KrakowaAleksandra Miszalskiego jest coraz bardziej zagrożona. Aktywiści świętują przekroczenie kolejnego progu w zbiórce podpisów. Referendum staje się coraz bardziej realne. Co to oznacza dla stolicy Małopolski?

Profil ReferendumKrk, promujący inicjatywę referendum przeciwko Aleksandrowi Miszalskiemu, deklaruje uzbieranie 101 947 podpisów w ciągu 35 dni. Aktywiści w niebieskich kamizelkach wciąż zbierają podpisy w parkach i na ulicach. Ich celem jest uzyskanie 120 tys. podpisów przed 30 marca.
Formalnie, by referendum stało się faktem, wymagane jest 58 tys. podpisów, czyli 10 proc. uprawnionych do głosowania w Krakowie. Aktywiści uwzględniają jednak możliwość odrzucenia części podpisów – np. z powodu błędnych danych – oraz aspekt promocyjny: im więcej podpisów, tym większa szansa na wysoką frekwencję w referendum.
Czy prezydent Miszalski ma powody do obaw?
Zebranie wymaganej liczby podpisów nie stanowi nawet połowy sukcesu. O ewentualnym odwołaniu prezydenta zadecyduje frekwencja podczas samego referendum, która jest najczęstszą przyczyną niepowodzenia takich inicjatyw.
W przypadku krakowskiego referendum liczba głosujących mieszkańców musi przekroczyć 158 tysięcy. W ostatnich wyborach w Krakowie uprawnionych do głosowania było 580 tysięcy osób. Aby referendum o odwołanie Miszalskiego zakończyło się sukcesem, wziąć w nim udział musiałby niemal co czwarty uprawniony mieszkaniec.
To spore wyzwanie dla miejskich aktywistów oraz działaczy partii PiS i Konfederacji, którzy również angażują się w zbieranie podpisów i promocję inicjatywy referendum przeciwko prezydentowi z ramienia Koalicji Obywatelskiej.
Co jeśli prezydent Krakowa zostanie odwołany?
W przypadku pozytywnej weryfikacji podpisów, przeprowadzenia referendum, osiągnięcia wymaganego progu frekwencji i negatywnego werdyktu dla prezydenta Miszalskiego, zostaną przeprowadzone kolejne wybory.
Jak podaje profil ReferendumKrk, wybrany kandydat obejmie urząd na niestandardową, trzyletnią kadencję, czyli pełniłby funkcję do 2029 roku.
Potencjalny termin referendum zostanie wyznaczony po pozytywnej weryfikacji podpisów. Zbieranie podpisów zakończy się 30 marca 2026 roku, a następnie zostaną one przekazane do sprawdzenia. Według organizatorów referendum, proces weryfikacji może potrwać około miesiąca. Dopiero po jego zakończeniu, pod warunkiem pozytywnej weryfikacji, na przełomie kwietnia i maja może zostać ogłoszony termin referendum.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/3a62bee3ed422531c194960d018b234e,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.natemat.pl/3a62bee3ed422531c194960d018b234e,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">Aleksander Miszalski</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/643432,pis-z-obsesja-wokol-safe-dotarlo-az-na-bliski-wschod-wyszlo-glupiej-niz-sie-spodziewalem</guid><link>https://natemat.pl/643432,pis-z-obsesja-wokol-safe-dotarlo-az-na-bliski-wschod-wyszlo-glupiej-niz-sie-spodziewalem</link><pubDate>Sun, 01 Mar 2026 20:01:43 +0100</pubDate><title>PiS z obsesją wokół SAFE dotarło aż na Bliski Wschód. Wyszło głupiej niż się spodziewałem</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/1ea22b06e03d5ed82b91217dde3be228,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Bliski Wschód w ogniu. Drony spadające na ikoniczne hotele. Ginący cywile, ofiary wśród amerykańskich żołnierzy. Polacy nie mogący wrócić do kraju. To idealne okoliczności, żeby Prawo i Sprawiedliwość... również przy tej okazji zniechęcało do programu SAFE. Niezdrowa obsesja polityków PiS sprawiła, że przy okazji nowego groźnego międzynarodowego konfliktu po raz kolejny mogli oni dać pokaz swojego cynizmu i niekompetencji.

O SAFE napisano już tyle, że wydawałoby się, że dyskusja może się już powoli kończyć. I może tak by było, gdyby nie to, że Prawo i Sprawiedliwość za punkt honoru postawiło sobie zrobienie wszystkiego, byleby ten program dozbrajania polskiej armii poprzez korzystne pożyczki z UE obrzydzić, a najlepiej zablokować. Na czele tej głośnej husarii stanął w ten gorący weekend były minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak. Który swoim wpisem dał partyjnym kolegom sygnał do stoczenia kolejnej przegranej bitwy. 
Zaczyna się niewinnie, od z pozoru chłodnej analizy. - Skala operacji USA przeciwko Iranowi to blisko 900 uderzeń w pierwszych 12 godzinach (powietrze – F-35, morze – Tomahawk oraz ląd – wyrzutnie HIMARS). To pokaz zdolności do prowadzenia zintegrowanych działań w wielu domenach jednocześnie - pisze na X poseł Błaszczak, dodając że to kolejny przykład skuteczności amerykańskich systemów uzbrojenia, podobnie jak przy wcześniejszych operacjach realizowanych przez USA np. w Wenezueli.
Na froncie warto zastosować przed atakiem zasłonę dymną i tak też było w tym przypadku. Bo zaraz potem Błaszczak wytoczył główne działa. – W tym kontekście warto odnotować, że program SAFE w praktyce uniemożliwia finansowanie i pozyskiwanie uzbrojenia z USA – oświadczył były szef MON. 

                    
                        
                    
                A że w PiSie obowiązuje zasada owczego pędu, to partyjni koledzy zaraz rzucili się z parafrazowaniem tej złotej myśli. Na przykład Kazimierz Smoliński (człowiek mający zerową wiedzę na temat wojskowości, tak jakby wiedza Błaszczaka w czymś mu pomagała). – To, co USA zrobiły w Iranie pokazuje jak potężne są ich siły zbrojne. Polska od lat realizowała w USA zakupy sprzętu wojskowego, aby w tym kierunku rozwijać nasze wojsko. Teraz SAFE to wszystko przekreśli bo zmusi nas do zakupu przestarzałej europejskiej (niemieckiej) technologii – wtórował Błaszczakowi w niedzielne popołudnie Smoliński. 
Fact-checking kolejnych bzdurnych wpisów polityków Prawa i Sprawiedliwości na temat SAFE zaczyna przypominać skrzyżowanie walki z wiatrakami z próbą pokonania hydry. Zneutralizujesz jedną idiotyczną myśl, na jej miejsce pojawiają się trzy kolejne. I tak bez końca. Trudno jednak stać bezczynnie i patrzeć na zbierane przez nich lajki, więc zróbmy to szybko. 
Błaszczak sugeruje, że wejście Polski do programu SAFE de facto przekreśla możliwość kupowania przez nas sprzętu z USA. Co jest oczywistą bzdurą, bo opłacenie zakupów w polskich zakładach z unijnych pieniędzy sprawia, że w dyspozycji MON pozostają fundusze, jakie normalnie byśmy wydali na sprzęt i technologie objęte SAFE. Czyli wciąż będziemy – i z pewnością to zrobimy – mogli kupować sprzęt z USA, który jest jednym z fundamentów naszego bezpieczeństwa. W tym HIMARS-y, na brak których utyskiwał w tym samym wpisie Błaszczak.
Brednie Kazimierza Smolińskiego to już z kolei najniższy poziom manipulacji, porównywalny ze słynnym paskiem Republiki "Program SAFE – niemiecki syf dla Polski". To przypomnijmy, w piątek podano szczegółowe wyliczenia co do tego z jakich krajów będę pochodzić firmy będące beneficjentami programu SAFE. W przypadku Niemiec chodzi o jedną firmę, w dodatku niemiecko-szwedzką, której udział wyniesie... 0,37 proc.. 

                    
                        
                    
                Tonący brzytwy się chwyta, dlatego politycy Prawa i Sprawiedliwości, świadomi tego jak kompletnie nie potrafią przebić się ze swoim przekazem do ludzi (za wyjątkiem najtwardszego elektoratu, który przyjmie wszystko) postanowili w ramach ostatniej deski ratunku wykorzystać emocje buzujące wokół Bliskiego Wschodu i wokół tego zbudować narrację o SAFE. No i wyszli na tym jak przedstawiciele handlowi amerykańskich firm zbrojeniowych, którzy założyli na głowy czapeczki z hasłami promującymi ich produkty i liczbami pokazującymi skalę zniszczeń i ofiar ataków, również cywilnych. 
Wszystko to jest pokazem kompletnej bezradności i całkowitego braku wyczucia. Na samym końcu prezydent Karol Nawrocki właśnie za sprawą takiej dziecinady ostatecznie nie powinien mieć większych wątpliwości co do kwestii złożenia podpisu pod ustawą o programie SAFE. Lepiej bowiem stanąć po stronie zdrowego rozsądku i lwiej części opinii publicznej. Niż po stronie cyników, próbujących robić polityczno-komercyjny interes na bombardowaniach.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/1ea22b06e03d5ed82b91217dde3be228,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/1ea22b06e03d5ed82b91217dde3be228,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">PiS z obsesją wokół SAFE dotarło aż na Bliski Wschód.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/643237,zurek-w-natemat-o-ziobrze-te-jego-pistolety-to-jakies-zabawkowe-kapiszonowce-byly</guid><link>https://natemat.pl/643237,zurek-w-natemat-o-ziobrze-te-jego-pistolety-to-jakies-zabawkowe-kapiszonowce-byly</link><pubDate>Fri, 27 Feb 2026 14:59:33 +0100</pubDate><title>Żurek w naTemat o Ziobrze: Te jego pistolety to jakieś zabawkowe kapiszonowce były</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/548c27bb789392d1708de428e09345c1,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Minister sprawiedliwości i prokurator generalny Waldemar Żurek mówi w wywiadzie naTemat, że jego poprzednik, Zbigniew Ziobro, który uciekł przed wymiarem sprawiedliwości na Węgry, zamknął się w złotej klatce. – Z takim cynicznym uśmiechem wykrzykiwał w Sejmie "miękiszony" i "fujary". Dzisiaj ma zupełnie inną minę – twierdzi minister Żurek. Na pytanie, czy jego poprzednik się go boi, odpowiada: – Ziobro boi się sprawiedliwości.

Minister Waldemar Żurek zaznacza, że jego celem jest egzekwowanie prawa. – Ja nie jestem człowiekiem, który straszy, tylko staram się być skuteczny – podkreśla prokurator generalny, odnosząc się do działań organów ścigania wobec Zbigniewa Ziobry.

                    
                Afera Funduszu Sprawiedliwości, przekonuje gość naTemat, wymaga wyjaśnienia, a w trakcie tego procesu chce zapewnić politykowi PiS pełne prawo do obrony przed zarzutami prokuratury. Minister Żurek dodaje, że za rozliczanie PiS otrzymuje pogróżki od obozu byłej władzy.
– Ziobro wie, że ja nie boję się jego ani jego gróźb, ani gróźb jego ludzi – zapewnia szef resortu sprawiedliwości. 
Na pytanie, czy jest lepszym ministrem sprawiedliwości niż Adam Bodnar, Waldemar Żurek odpowiada: – Tak. Bez wahania i w ten sam sposób min. Żurek odpowiada na pytanie, czy wywiady wideo podczas prowadzenia samochodu powinny być nielegalne. Przypomnijmy: niedawno szef resortu sprawiedliwości został ukarany mandatem i punktami karnymi za to, że nie ustąpił pierwszeństwa kobiecie na przejściu dla pieszych.
Minister Żurek o rozliczeniu PiS za afery
Minister Żurek wskazuje, że są już prawomocne wyroki w związku z malwersacjami w Funduszu Sprawiedliwości (w założeniu pieniądze miały być przeznaczone na pomoc dla ofiar przestępstw – red.). – Współpracownicy nie mieli immunitetu. Nie mogli się nim zasłonić. Były dobrowolne poddania się karze. Te osoby są po prostu prawomocnie skazane na podstawie tych dowodów, które zebrała prokuratura – mówi minister Waldemar Żurek.
Na uwagę dziennikarki Anny Dryjańskiej, że na razie ukarane zostały "płotki", prokurator generalny zapewnia, że na wszystko przyjdzie pora. 
– Wie pani, jest takie przysłowie w Polsce: "po nitce do kłębka". Proszę mi wierzyć, że wszyscy ci, którzy dzisiaj są przed polskimi sądami, ludzie Ziobry właśnie, widzieliśmy ostatnio zarzuty wobec Wosia, nie mają komfortowej sytuacji. Tylko ja, wbrew wszystkim zapowiedziom PiS-u, przestrzegam litery prawa, bo jestem byłym sędzią i mam to w charakterze. I oni by bardzo chcieli sprowokować nas do działań bezprawnych – mówi min. Żurek.  
Dlaczego? Za rozliczonymi "na skróty" politykami PiS ujęłaby się nie tylko międzynarodowa opinia publiczna, ale i wymiar sprawiedliwości. W grę wchodziłyby nawet pieniądze w ramach zadośćuczynienia. – Mieliby też ochronę sądów międzynarodowych, organizacji prawnoczłowieczych – przewiduje prokurator generalny. Dlatego, jak podkreśla, ważne jest działanie zgodne z prawem.
– Nas to wszystkich męczy, bo nam się wydaje, że sprawiedliwość jest taka na pstryknięcie, ale tak nie jest. Jest nawet przysłowie, które mówi, że młyny sprawiedliwości mielą, ale widzimy też ten młyn wtedy, który mieli ziarno. On się kręci powoli, żeby ta mąka była dobrze zmielona – mówi minister Waldemar Żurek.
Jednocześnie prokurator generalny zaznacza, że jest jeszcze dużo afer z czasów PiS, o których polskie społeczeństwo jeszcze nie słyszało. 
– Jest przygotowywane doniesienie kolejne do prokuratury, dwudzieste któreś. Prezes dużej spółki Skarbu Państwa pokazuje, ile pieniędzy [wówczas] wyprowadzano. To są naprawdę rzeczy niebywałe, jak tych polityków obsadzali. [Z prokuraturą] zaczynają współpracować różni ludzie, którzy prowadzili szemrane interesy. To bardzo źle wygląda i to działo się latami. A minister Ziobro skupiał się na tym, żeby wziąć pod but sądy i prokuraturę, to wtedy będzie miał taką maszynkę, która będzie niszczyć opozycję, a całe kolesiostwo i wszystkie kradzieże będą skrzętnie ukrywane – ocenia minister sprawiedliwości Waldemar Żurek.
Kontrowersyjne zdjęcie prokuratora generalnego i Dody
Szef resortu sprawiedliwości odniósł się do tego, czy wypada, by robił sobie zdjęcie z osobą prawomocnie skazaną. Chodzi o selfie ministra Żurka z piosenkarką Dodą, które zostało zrobione z okazji ich spotkania w związku z łamaniem praw zwierząt w schroniskach. Dorota Rabczewska została prawomocnie skazana za zastraszanie byłego partnera.
– Proszę sobie wyobrazić, że po tych zdjęciach, które przeleciały przez sieć i taką
burzę wywołały, dostałem SMS-y wskazujące nam patoschroniska. Przekazałem
te dane natychmiast do MSWiA, a służby zaczęły działać. Więc jeżeli nam się przy
tej okazji uda uratować ileś istnień psich, które są dla mnie też bardzo ważne,
bo mam od wielu lat psa i miałem psy, zawsze w moim domu były zwierzęta, to
uważam, że cel tego spotkania został osiągnięty – podkreśla minister Waldemar Żurek.
Inne kwestie poruszone w wywiadzie z ministrem Waldemarem Żurkiem w naTemat:
nieważne rozwody i inne przejawy chaosu w wymiarze sprawiedliwości
dramat Leli, która nie może doprosić się aborcji w szpitalu w Olsztynie
harmonogram przywracania praworządności
kary za znęcanie się nad zwierzętami
ponowne przeliczenie głosów w wyborach prezydenckich
odwaga (lub jej brak) prawników i lekarzy
wdrożenie orzeczenia TSUE ws. małżeństw jednopłciowych
afery z czasów Zjednoczonej Prawicy, które bada prokuratura, ale opinia publiczna jeszcze o nich nie słyszała


]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/548c27bb789392d1708de428e09345c1,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/548c27bb789392d1708de428e09345c1,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Po prawej minister sprawiedliwości i prokurator generalny Waldemar Żurek w studio naTemat. Po lewej wizerunek jego poprzednika, Zbigniewa Ziobry, z listu gończego.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/642274,rada-pokoju-to-teatr-pyffel-w-natemat-o-nowym-porzadku-swiata-wg-trumpa</guid><link>https://natemat.pl/642274,rada-pokoju-to-teatr-pyffel-w-natemat-o-nowym-porzadku-swiata-wg-trumpa</link><pubDate>Thu, 19 Feb 2026 20:07:59 +0100</pubDate><title>Rada Pokoju to teatr? Pyffel w naTemat o nowym porządku świata wg Trumpa</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/d9905ed2d25853a2a33844d1e5334a10,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />– Trumpowi niezwykle trudno jest przejść ze sfery deklaratywnej i komunikacyjnej do realnej polityki. Jego styl idealnie odnajduje się w dzisiejszym ekosystemie internetowym: przyciąga uwagę, generuje tysiące komentarzy, spekulacji, czasem memów. To mu się udaje, nikogo nie pozostawia obojętnym, ale to wciąż głównie płaszczyzna "przyciągania uwagi" – tak wystąpienie amerykańskiego prezydenta na Radzie Pokoju komentuje dla naTemat Radosław Pyffel, analityk, ekspert w dziedzinie polityki międzynarodowej.

Aleksandra Tchórzewska: Trwa "najlepsza" i "najbardziej prestiżowa" – jak mówi sam Donald Trump – Rada Pokoju. Prezydent USA nie kryje zachwytu nad swoim nowym projektem. Czy to faktycznie przełom w dyplomacji?
Radosław Pyffel, analityk i ekspert w dziedzinie polityki międzynarodowej: Analizując język Donalda Trumpa, należy pamiętać o specyfice Stanów Zjednoczonych – tamtejsza kultura kocha emfazę, ekscytację, coś co w innych kręgach kulturach może być uznane za przesadę. W Stanach musi być show. To po pierwsze.
Po drugie, ten przekaz jest w dużej mierze kierowany na użytek wewnętrzny, do własnego elektoratu – do Amerykanów, którzy raczej nie wnikają w skomplikowane meandry polityki międzynarodowej.
Pytanie brzmi: na ile ta retoryka pozostaje skuteczna? Sondaże poparcia w USA pokazują ostatnio, że wcale nie musi tak być. Podobnie może być na arenie międzynarodowej.
Jesteśmy już w drugim roku prezydentury Trumpa i same deklaracje budujące atmosferę, poczucie siły i pewności może przestać wystarczać – jeśli nie będą się pojawiać konkretne rezultaty. Świat zdążył się już z tym językiem oswoić. 
Jednych on drażni, dla innych jest sympatyczny, ale dziś wszyscy już rozumieją, że to jedynie płaszczyzna komunikacyjna. Czym innym jest retoryka, a czym innym to, co dzieje się w świecie realnej polityki.
Donald Trump obiecuje pokój na świecie: od Bliskiego Wschodu, przez Kosowo i Serbię, aż po Indie i Pakistan. Czy Trump rzeczywiście ma w ręku narzędzia, by to osiągnąć?
Zwróciłbym przede wszystkim uwagę na ostre słowa pod adresem Iranu. Nad Teheranem zbierają się ciemne chmury i mówi się już o ataku, który miałby nastąpić nawet w ten weekend. Trump wielokrotnie roztaczał już podobne, kasandryczne wizje, z których ostatecznie nic nie wynikało, ale warto pamiętać o analogii z Putinem i Ukrainą sprzed czterech lat – tam uderzenie nastąpiło tuż po igrzyskach.
Ze względu na te groźby retoryka Trumpa wcale nie była więc stuprocentowo pokojowa. A czy faktycznie uda mu się zaprowadzi on pokój? To się okaże.

                    
                Zauważyłem dwie istotne kwestie. Po pierwsze, Trumpowi niezwykle trudno jest przejść ze sfery deklaratywnej i komunikacyjnej do realnej polityki. Jego styl idealnie odnajduje się w dzisiejszym ekosystemie internetowym: przyciąga uwagę, generuje tysiące komentarzy, spekulacji, czasem memów. To mu się udaje, nikogo nie pozostawia obojętnym, ale to wciąż głównie płaszczyzna "przyciągania uwagi".
Po drugie, komentując na gorąco, dostrzegam pewną niekonsekwencję finansową. Początkowo wydawało się, że Rada Pokoju będzie finansowana z miliardowych składek krajów, które do niej przystąpią. Tymczasem okazuje się, że to Amerykanie mają zainwestować w tę inicjatywę 10 miliardów dolarów. Plany zakładają również powołanie własnych sił porządkowych. Docelowo formacja ta ma liczyć 5 tysięcy funkcjonariuszy, a według zapowiedzi, akces zgłosiło już blisko 2 tysiące ochotników.
A co z Indiami i Pakistanem? Czy Trump rzeczywiście jest w stanie pogodzić te kraje?
Donald Trump chętnie mówi o swoich sukcesach mediacyjnych, ale gdy wchodzimy w szczegóły, te rozejmy często okazują się niestety nietrwałe. Przykładem może być konflikt między Tajlandią a Kambodżą, gdzie strona kambodżańska już skarży się na nieskuteczność wypracowanych porozumień.
Jeśli chodzi o relacje Indii z Pakistanem, same Indie podkreślały, że ewentualne zbliżenie nie było zasługą Trumpa. Co więcej, w tej części świata panuje trudna zależność: samo zainteresowanie Pakistanu jakąś inicjatywą często automatycznie wyklucza w niej udział Indii.
To nie jest tak proste, jak przedstawia to prezydent, który pewnie na dobre chęci i liczy, że dzięki temu zwiększy szanse na dyplomatyczny sukces. Podobny mechanizm widzimy na Ukrainie – wszyscy pamiętamy deklaracje o zakończeniu wojny w 24 godziny. Tymczasem minął rok, potem miało być sto dni, a realnego rozwiązania wciąż nie ma, mimo trwających rozmów. Retoryka Trumpa to element gry z wyborcami, ale twarda geopolityka toczy się zupełnie innym, znacznie trudniejszym torem.
Trump stwierdził również: "Mamy świetne relacje z Europą, a szef NATO wykonuje wspaniałą pracę". Czy to rzeczywisty obraz sytuacji?
Myślę, że te słowa należy traktować jako specyficzny, nowy obyczaj wprowadzony przez Trumpa. To rodzaj dyplomatycznej kurtuazji, z której nie wyciągałbym zbyt daleko idących wniosków. W relacjach z Europą mamy do czynienia z ciekawym amerykańskim dwugłosem. Inaczej zachował się J.D. Vance podczas konferencji bezpieczeństwa w Monachium w 2025 roku, a inaczej Marco Rubio rok później.
Trump co prawda lekko zakpił z Rubio, wytykając mu nadmierną dyplomację i "aksamitny głos", ale cel obu polityków jest identyczny jak u Vance’a: zmuszenie Europy do większego wysiłku i wzięcia na siebie odpowiedzialności. To stały motyw tej prezydentury. 
Powoli wchodzimy w fazę, w której świat zaczyna patrzeć na działania Trumpa bez przywiązywania nadmiernej wagi do jego dosłownych wypowiedzi. Jego słowa to dziś głównie element biznesowej rozgrywki i wstęp do negocjacji, mający tworzyć odpowiednią atmosferę, a nie deklaracje polityczne sensu stricto.
Co pan sądzi o Radzie Pokoju?
To zupełnie nowa inicjatywa w globalnej architekturze. Ciekawa była też wypowiedź dotycząca ONZ – Trump zapowiedział, że Rada będzie przyglądać się działaniom Organizacji i poprzez własną aktywność "pomagać" jej, czy też raczej zmuszać ją do większego wysiłku.
Prezydent wykorzystał to spotkanie także do spajania swojej nowej grupy: poparł Viktora Orbána przed kwietniowymi wyborami na Węgrzech, a nawet wspomniał o szefie FIFA Giannim Infantino. Na naszych oczach tworzy się nowa instytucja. Zobaczymy, jak będzie funkcjonować w praktyce.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/d9905ed2d25853a2a33844d1e5334a10,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/d9905ed2d25853a2a33844d1e5334a10,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Radosław Pyffel w naTemat.pl komentuje Radę Pokoju wymysloną przez Donalda Trumpa.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/640576,nawrocki-i-czarzasty-kloca-sie-kto-ma-gorsza-przeszlosc-pogodze-was-obaj-macie-slaba</guid><link>https://natemat.pl/640576,nawrocki-i-czarzasty-kloca-sie-kto-ma-gorsza-przeszlosc-pogodze-was-obaj-macie-slaba</link><pubDate>Fri, 06 Feb 2026 07:05:01 +0100</pubDate><title>Nawrocki i Czarzasty kłócą się, kto ma gorszą przeszłość. Pogodzę was: obaj macie słabą</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/d254e15b5f23470e86a0dfbdce7fd784,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Ten ma niejasne kontakty z Rosjanką, tamten z gangsterami. Ten był w kibolskiej bojówce, tamten w PZPR. Ten był twarzą afery Rywina, tamten dawał twarz nacjonalistycznym wybrykom. O kim mowa? Niestety, o pierwszej i drugiej osobie w państwie. I ich boju na tle ośmieszanej instytucji Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Warto przy tej okazji zatrzymać się i zastanowić: kogo my wybieramy na swoich reprezentantów?

Nie ma wątpliwości, że tę awanturę zaczął Karol Nawrocki. To prezydent, wysyłając plan zapowiadanego na 11.02 posiedzenia Rady Bezpieczeństwa Narodowego, postanowił wpleść w pasujące do niej tematy (program SAFE, Rada Pokoju) temat absurdalny, nadający się może do wymiany inwektyw w studiu Telewizji Republika, ale w żaden sposób nielicujący z powagą RBN. 
Nawrocki chciał bowiem porozmawiać z liderami politycznymi o okolicznościach "wschodnich kontaktów towarzysko-biznesowych Włodzimierza Czarzastego". Kto jak kto, ale Karol Nawrocki powinien się spodziewać, że będzie to piłka wystawiona do pustej bramki.
Czarzasty nie musiał się wiele głowić, żeby prezydentowi się odwinąć. Zaproponował kolejne tematy, zupełnie nieprzystające do Rady Bezpieczeństwa Narodowego, ale równie publicystyczne. Czyli niejasna przeszłość Karola Nawrockiego w postaci jego możliwych kontaktów z ludźmi półświatka z czasów pracy ochroniarskiej w sopockim Grand Hotelu oraz koleżeństwa z groźnymi bandytami ze środowiska trójmiejskich pseudokibiców. 
Pałac Prezydencki oczywiście tych tematów nie zaakceptuje, ale przecież i Nawrockiemu nie chodziło o merytoryczną dyskusję na Radzie Bezpieczeństwa Narodowego o Czarzastym, tylko o zaatakowanie politycznego wroga. 

                    
                        
                    
                Ujawniona przez prawicowe media sprawa znajomości Czarzastego ze Swietłaną Czestnych i jego relacji biznesowych z Rosjanką, z którą jego żona zasiada we władzach Hotelu Mościski w Spale, jest oczywiście do wyjaśnienia, podobnie jak to dlaczego marszałek Sejmu nie wypełnił nigdy tak zwanej ankiety bezpieczeństwa dla służb specjalnych. Kiedy jednak patrzymy na życiorys drugiej osoby w państwie, widzimy rzeczy, które powinny budzić być może jeszcze większy niesmak. 
Czarzasty nie ma dobrego CV
Mowa oczywiście w pierwszej kolejności o przeszłości Czarzastego w PZPR, z którą nigdy się nie krył, został członkiem komunistycznej partii w mrocznym 1983 roku, a przestał, gdy demokratyczna opozycja komunizm obaliła. Dlatego niedawny wybór osoby z takim punktem w CV na marszałka Sejmu zabolał nawet część posłów koalicji rządzącej, choć pamiętajmy, że komunistyczna przeszłość, chociażby Aleksandra Kwaśniewskiego nie przeszkodziła mu w byciu bardzo dobrym prezydentem. 
Ale u Czarzastego dochodzi jeszcze jedno, mianowicie jego nazwisko przejawiające się regularnie w aferze Rywina. Podkreślmy: nigdy nikt z domniemanej "grupy trzymającej władzę" nie został za nic skazany ani złapany za rękę, jednak chyba tylko naiwni sądzą, że najważniejsi politycy ówczesnego SLD nie mieli swojego udziału w próbach gmerania w polskim systemie medialnym. 
Wróćmy jednak do teraźniejszości. Włodzimierz Czarzasty został marszałkiem Sejmu, bo przewidywała to umowa koalicyjna. Jest jednocześnie marszałkiem z jednym z najsłabszych mandatów społecznych w historii. Nie tylko dlatego, że jego Nowa Lewica nie jest dużą siłą w parlamencie. Chodzi też o to, że sam Czarzasty w wyborach 15 października 2023 roku zdobył wynik w swoim okręgu sosnowieckim tak marny, że tylko dlatego, że całą jego listę pociągnął do góry znacznie popularniejszy kandydat Łukasz Litewka, znalazł się on w Sejmie. Może niejasne elementy życiorysu wyborców jednak obchodzą. 
U Nawrockiego przeszłość nie zawadziła
A jednak taka zasada wcale nie obowiązuje w sposób bezwzględny. I tu wracamy do prezydenta Karola Nawrockiego. Kandydata w wyborach, wokół którego powstał niespotykany wcześniej w Polsce szum medialny poświęcony ujawnianym tajemnicom z jego dawnego życia. Na finiszu kampanii przed II turą Nawrocki miał całe swoje polityczne ciało obszyte łatkami - kibola, gangusa, sutenera, naciągacza czy nacjonalisty. 
Tymczasem ten czynnik okazał się jednym z decydujących o wygranej Nawrockiego w czerwcowych wyborach. Bo po pierwsze, część ludzi przestała wierzyć mediom, ujawniającym czasem zbyt hurtowo kolejne fakty z przeszłości kandydata PiS, a po drugie, część z poważnych dla liberalnej bańki zarzutów wcale nie była takowymi dla wielu ludzi utożsamiających się z przeszłością przyszłego prezydenta, chłopaka z osiedla, który przebył długą, ciężką drogę na sam szczyt. 
Zabawa w wyciąganie brudów
Ten przykład pokazuje, że wywlekanie faktów z przeszłości pozostanie dyscypliną towarzyszącą politycznym igrzyskom. Na najbliższej Radzie Bezpieczeństwa Karol Nawrocki może spokojnie zasłonić okna i zorganizować zaproszonym gościom wielogodzinny maraton serialu "Reset", pokazujący jak to Tusk kolaborował z Putinem. W bonusie może dorzucić slideshow z internetowymi wpisami Radosława Sikorskiego, któremu często, zwłaszcza gdy był europosłem, przycisk Enter mylił się z Delete. 
Wtedy premier może z przyjemnością oddać cios i przypomnieć jak to szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Sławomir Cenckiewicz brał udział w ujawnieniu planów obronnych Polski, za co dostał prokuratorskie zarzuty. A przy okazji wspomnieć o wiceszefie Kancelarii Prezydenta Adamie Andruszkiewiczu, który ma lada dzień usłyszeć zarzuty za sprawę - a jakże - z dość odległej przeszłości, kiedy to 12 lat temu miał brać udział w zorganizowanej akcji fałszowania podpisów pod listami wyborczymi. 
I tak można bez końca wyciągać kolejne polityczne pałki z przeszłości i okładać nimi konkurentów. Nie przejmując się, że robi się to na łamach organów, rad czy instytucji, które w bardzo trudnym momencie historii mają zajmować się organizowaniem bezpieczeństwa naszego kraju. Bo jakieś punkty sondażowe się zarobi, odniesie się nad kimś jednodniowe moralne zwycięstwo, a potem pójdzie szukać kolejnych tematów do naparzanki. 
Jedyne co nam wyborcom zostaje, to wybór ludzi czystych, bez pokracznych życiorysów, na swoich reprezentantów. Problem w tym, że z jakiegoś powodu takich lubimy mniej. 

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/d254e15b5f23470e86a0dfbdce7fd784,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.natemat.pl/d254e15b5f23470e86a0dfbdce7fd784,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">Włodzimierz Czarzasty i Karol Nawrocki kłócą się o to, który ma gorszą przeszłość</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/639778,spotkania-u-nawrockiego-konfederacja-juz-byla-i-narzeka-ze-za-krotko</guid><link>https://natemat.pl/639778,spotkania-u-nawrockiego-konfederacja-juz-byla-i-narzeka-ze-za-krotko</link><pubDate>Thu, 29 Jan 2026 13:33:31 +0100</pubDate><title>Spotkania u Nawrockiego. Konfederacja już była i narzeka, że... za krótko</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/5740c24703fb77e99e6ec460ad4d5b2d,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Karol Nawrocki rozpoczął w czwartek serię spotkań z przedstawicielami klubów i kół parlamentarnych. Jako pierwsi do Pałacu Prezydenckiego przyszli reprezentanci Konfederacji, którzy już po zakończeniu rozmów podzielili się swoimi wrażeniami. Co ciekawe, z głową państwa nie spotka się ani Lewica, ani KO.

Jak przekazał polityk Konfederacji, jego klub przygotował "co najmniej kilkanaście ważnych punktów". Wśród tematów rozmów znalazły się m.in. Ukraina, blokada eksportu złomu z Ukrainy do Unii Europejskiej oraz konsekwencje tych decyzji dla polskiego przemysłu stalowego. – Sytuacja jest bardzo groźna i zastanawialiśmy się, jakie możemy znaleźć rozwiązanie – mówił Grzegorz Płaczek.
Poseł wymieniał także kwestie dotyczące przyszłości polskich przedsiębiorstw, rosnących rachunków za prąd, edukacji zdrowotnej, kalendarza szczepień obowiązkowych oraz edukacji domowej. – Taką ustawą, na którą dzisiaj pan prezydent zwrócił uwagę, jest ustawa o Funduszu Rozwoju Technologii Przełomowych. To będzie ustawa, która już niedługo będzie procedowana w polskim parlamencie – powiedział.
Polityk Konfederacji podkreślił, że "były obszary, które nas różnią". "Oczywiście mamy wspólny mianownik – to silna i bogata Polska. Ale na tym polega ta rozmowa, byśmy się przekonywali i używali argumentów" – podkreślił. Z kolei na X Płaczek napisał: "Świetne spotkanie z Panem Prezydentem! Udało się poruszyć ważne sprawy dla państwa, które wymagają pilnej reakcji". 

                    
                        
                    
                I dodał: – Spotkanie bardzo potrzebne, bardzo merytoryczne, ale niestety bardzo krótkie, trwające tylko godzinę.
Spotkania Karola Nawrockiego z klubami i kołami parlamentarnymi potrwają cały czwartek
Spotkania z prezydentem Karolem Nawrockim odbywają się według ustalonego harmonogramu. O godzinie 9 do Pałacu przybyli przedstawiciele Konfederacji Korony Polskiej Grzegorza Brauna, o 10 – Konfederacja. Na godzinę 13 zaplanowano rozmowy z PSL, o 14 z Polską 2050, a o 18 z PiS. Zaproszenie przyjęła również Partia Razem.
"Reprezentacja Partii Razem spotka się dziś z Prezydentem Nawrockim. Są w Sejmie projekty szkodliwe, wymagające zatrzymania. Są też ważne postulaty i sprawy, do których jako Razem chcemy Prezydenta przekonywać" – napisał na X rzecznik ugrupowania Mateusz Merta.

                    
                Głos przed spotkaniem zabrała także minista funduszy i polityki regionalnej Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz. Zapowiedziała, że posłowie Polski 2050 zamierzają wykorzystać rozmowę z prezydentem do przedstawienia projektów ustaw zainicjowanych przez ich klub, które – jak podkreśliła – mają znaczenie społeczne i potencjał do uzyskania poparcia ponad partyjnymi podziałami. 
– Chcemy położyć na stole te projekty ustaw, które uważamy za bardzo ważne dla ludzi. Nie chcemy rozmawiać o rzeczach koalicyjnych, bo skoro nie ma całej koalicji, to o sprawach koalicyjnych się nie rozmawia – powiedziała na konferencji prasowej, cytowana przez PAP. Dodała, że wśród tematów rozmów znajdą się m.in. projekt ustawy ograniczającej reklamy alkoholu oraz regulacje dotyczące najmu krótkoterminowego.

                    
                Lewica i KO nie spotkają się z prezydentem Karolem Nawrockim
Nieobecność przedstawicieli Koalicji Obywatelskiej i Lewicy wywołała polityczne komentarze. Szpilę obu partiom wbił Grzegorz Płaczek z Konfederacji.
"Kluby KO i Lewicy odrzuciły zaproszenie na rozmowy z głową państwa i zbojkotowały spotkanie – to jest właśnie ich 'demokracja'. W Konfederacji mamy inne podejście - jesteśmy zawsze gotowi na dialog i obronę najważniejszych spraw dla obywateli. Tak rozumiemy pracę dla Polski!" – napisał na X.
Z kolei na konferencji po spotkaniu z Karolem Nawrockim wyraził "wielkie zdziwienie, że zarówno Lewica, jak i Koalicja Obywatelska dzisiaj nie skorzystały z tej opcji, bo być może byłby to moment i byłaby to dobra platforma do tego, żebyśmy wszyscy mogli poznać pomysły na kolejną ustawę". 

                    
                        
                    
                Posłanka KO Bożena Lisowska skrytykowała samą formułę zaproszenia."Nawrocki nie zwołuje przewidzianych prawem spotkań takich jak Rada Gabinetowa czy Rada Bezpieczeństwa Narodowego, które są umocowane w Konstytucji RP. W zamian zaprasza na spotkanie kluby i koła poselskie, które umocowania nie ma. Czyli może pogadać przy kawie i ciasteczkach" – oceniła na X.
W podobnym tonie wypowiedział się współprzewodniczący Lewicy Włodzimierz Czarzasty. Zapytany w Sejmie, dlaczego przedstawiciel jego formacji nie pojawi się na spotkaniu z prezydentem, odparł, że za relacje z głową państwa odpowiada koalicyjny rząd. – Ten rząd ma kontakty. Spotyka się pan premier z prezydentem, spotykają się właściwi ministrowie, jeżeli chodzi o politykę zagraniczną, politykę militarną – powiedział marszałek Sejmu.
Jak dodał, jeśli chodzi o sprawy legislacyjne, "jest do dyspozycji pana prezydenta", zaznaczając jednocześnie, że zaproszenie Nawrockiego było skierowane do parlamentarzystów "właściwie na kawę i ciastka".

                    
                        
                    
                Stanowisko Lewicy w sprawie spotkań w Pałacu Prezydenckim podkreśliła również wiceprzewodnicząca klubu parlamentarnego Anita Kucharska-Dziedzic. – Nie będziemy chodzić na odprawy do Pałacu Prezydenckiego – stwierdziła w "Rozmowie o 7:00" w RMF24. 
Jak dodała, "jeżeli kogoś zapraszamy, to mówimy, po co zapraszamy i o czym będziemy rozmawiać, a nie robimy odprawy". – Każdy ma swoją politykę dotyczącą kontaktu z panem prezydentem – zaznaczyła.
Z kolei do nieobecności KO odniósł się także Paweł Kowal, przewodniczący Rady do spraw Współpracy z Ukrainą. – Musimy rozróżniać sprawy codzienne, taktyczne, operacyjne problemy, czy ktoś poszedł na spotkanie, czy nie poszedł, od zasadniczej kwestii – mówił w "Onet Rano". 
Jego zdaniem kluczowe pozostaje bezpieczeństwo i polityka zagraniczna. – Premier daje jasny komunikat każdego dnia. Obywatele mogą się czuć bezpiecznie. Jak jest jakikolwiek problem na styku kancelaria premiera–kancelaria prezydenta, tam naprawdę działają telefony – podkreślił.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/5740c24703fb77e99e6ec460ad4d5b2d,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/5740c24703fb77e99e6ec460ad4d5b2d,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Spotkania u Nawrockiego. Konfederacja już była i narzeka, że... było za krótko</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/639727,musk-uderza-w-sikorskiego-a-polityk-pis-go-broni-takiego-sojuszu-sie-nie-spodziewalam</guid><link>https://natemat.pl/639727,musk-uderza-w-sikorskiego-a-polityk-pis-go-broni-takiego-sojuszu-sie-nie-spodziewalam</link><pubDate>Wed, 28 Jan 2026 21:35:59 +0100</pubDate><title>Musk uderza w Sikorskiego, a polityk PiS... go broni. Takiego sojuszu się nie spodziewałam</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/0f66f534becb2fe4afc6ac658fcbb84d,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Czasem polityka potrafi zaskoczyć – oto w obronie ministra spraw zagranicznych rządu KO stanął… polityk PiS, Janusz Cieszyński. A wszystko przez ostrą wymianę zdań między Radosławem Sikorskim a Elonem Muskiem, która szybko przerodziła się w międzynarodową pyskówkę z udziałem ludzi Władimira Putina.

Jak pisaliśmy w naTemat, iskrą zapalną był wpis szefa polskiej dyplomacji, który we wtorek zwrócił się bezpośrednio do Elona Muska na platformie X. Radosław Sikorski zapytał miliardera o wykorzystywanie systemów Starlink przez Rosję i zasugerował, że czerpanie z tego zysków może mieć moralne konsekwencje.
– Hej, wielki człowieku, dlaczego nie powstrzymasz Rosjan przed używaniem Starlinków do atakowania ukraińskich miast? Zarabianie pieniędzy na zbrodniach wojennych może zaszkodzić – napisał Sikorski po angielsku, nawiązując do słów "mały człowieku", które w ubiegłym roku skierował do niego Musk.
Musk uderza w Sikorskiego, a Janusz Cieszyński z PiS... staje w jego obronie
Odpowiedź Elona Muska była niemal natychmiastowa – i wyjątkowo ordynarna. Szef SpaceX i Tesli nie odniósł się do zarzutów dotyczących Rosji, skupiając się wyłącznie na roli Starlinka po stronie Ukrainy. W jednym z komentarzy zaatakował polskiego ministra personalnie.
– Ten śliniący się imbecyl nawet nie zdaje sobie sprawy, że Starlink stanowi kręgosłup ukraińskiej komunikacji wojskowej – napisał Musk na X.
Na tym jednak sprawa się nie zakończyła. W dyskusję włączył się Kirłł Dmitrijew, specjalny wysłannik Władimira Putina ds. inwestycji i współpracy gospodarczej. Rosyjski polityk postanowił wesprzeć Muska i również uderzył w Sikorskiego. "Śliniący się imbecyl Sikorski myli wiele faktów, bo zaślepia go nienawiść" – stwierdził Dmitrijew.

                    
                        
                    
                To właśnie w tym momencie nastąpił polityczny zwrot akcji, którego mało kto się spodziewał. W obronie szefa MSZ – kojarzonego z Koalicją Obywatelską – stanął były minister cyfryzacji z ramienia PiS, Janusz Cieszyński. Jego wpis był krótki, dosadny i skierowany wprost do rosyjskiego wysłannika.
"Hej, kretynie! Tylko my w Polsce mamy prawo besztać Radosława Sikorskiego. Podnóżki Putina nie, więc GTFO. Buziaki i uściski z Warszawy" – napisał Cieszyński. Choć w polskiej polityce Radosław Sikorski i PiS stoją po przeciwnych stronach barykady, tym razem podziały zeszły na dalszy plan. Jak widać, w starciu z ludźmi z zewnątrz... polskość okazała się ważniejsza.
Rosja wykorzystuje Starlinki?
Wpis Sikorskiego był reakcją na coraz liczniejsze doniesienia dotyczące wykorzystywania systemów Starlink przez rosyjskie wojsko. Informacje o masowym użyciu terminali przez rosyjskie drony uderzeniowe potwierdził wcześniej m.in. minister obrony Ukrainy Mychajło Fedorow oraz amerykański Instytut Studiów nad Wojną (ISW).
Już wcześniej niemiecki tygodnik "Der Spiegel" pisał, że armia Kremla coraz częściej sięga po Starlinki, by uniezależnić się od systemów takich jak GPS czy Galileo, podatnych na zakłócenia.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/0f66f534becb2fe4afc6ac658fcbb84d,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/0f66f534becb2fe4afc6ac658fcbb84d,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Polityk PiS stanął w obronie Radosława Sikorskiego</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/639463,minister-zurek-wjechalby-w-kobiete-na-pasach-przepraszam-nie-wystarczy</guid><link>https://natemat.pl/639463,minister-zurek-wjechalby-w-kobiete-na-pasach-przepraszam-nie-wystarczy</link><pubDate>Tue, 27 Jan 2026 16:04:35 +0100</pubDate><title>Minister Żurek wjechałby w kobietę na pasach. &quot;Przepraszam&quot; nie wystarczy</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/4ef2eb952de0df5fb22718140f083e5b,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Teraz już na pewno nie dostanę zgody na wywiad z ministrem Żurkiem, ale i tak to napiszę. Nagranie, na którym szef resortu sprawiedliwości podczas prowadzenia samochodu prawie wjeżdża w pieszą na pasach, mrozi krew w żyłach z wielu powodów. I późniejsza deklaracja ministra, że nie uchyla się od odpowiedzialności, jest cywilizacyjnym minimum (od którego "przez ostatnich 8 lat" mogliśmy się odzwyczaić), ale nie załatwieniem sprawy.

Na ironię zakrawa fakt, że wcześniej w blasku fleszy Waldemar Żurek mówił o karach dla patokierowców – recydywistów. Później zaś wziął udział w transmitowanej na wideo rozmowie z wnętrza samochodu, który prowadził. Mało brakowało, a zaaferowany nagraniem uderzyłby w kobietę przechodzącą przez pasy dla pieszych.

                    
                To powinno być nielegalne. I nie mówię o tym, co zrobił minister, bo to już jest zakazane i zagrożone karą, ale o udzielaniu wideowywiadów podczas prowadzenia samochodu. I nie jest ważne, czy za kółkiem siedzi polityk czy dziennikarz (podcaster, youtuber, gospodarz programu). 
Wywiady w samochodzie powinny być zakazane
To coś zupełnie innego niż prywatna rozmowa, którą kierowca prowadzi z pasażerem. Kierowca w każdej chwili może przerwać, zamilknąć, skupić się na jeździe, a do urwanego wątku wrócić, gdy warunki na drodze staną się łatwiejsze. 
Polityk za kierownicą podczas nagrania wywiadu teoretycznie też może to zrobić, ale przecież nie chce wyjść na idiotę, któremu zabrakło języka w gębie, albo który zaciął się na jakimś słowie czy wątku. Wiadomo, że właśnie tak wykorzystaliby to jego przeciwnicy.
Bezpieczeństwo innych ludzi na drodze – w tym pieszych, bezbronnych wobec maszyny – niezauważenie schodzi na dalszy plan, bo najważniejsze to dobrze wypaść. Więc tak, transmisje wideo z samochodu w ruchu powinny być nielegalne.
Nie tylko Waldemar Żurek. Wywiady za kółkiem to niebezpieczny pomysł mediów
Oczywiście w idealnym świecie nie byłoby potrzeby takiego zakazu. Media i youtuberzy sami zdawaliby sobie sprawę, że to nieodpowiedzialne i nie zapraszaliby gości do takiego formatu. Jest jeden mały problem: nie żyjemy w idealnym świecie. 
Nagranie rozmowy z politykiem za kółkiem będzie miało większy zasięg niż spotkanie przy kawie i ciasteczkach. Wszystko będzie ok łamane przez ewentualnie jakoś to będzie. A jeśli gość wjedzie w człowieka lub uderzy w inny samochód... cóż, zasięg będzie jeszcze większy. I pieniądze. Napisałabym "czysty zysk", ale o rozjechaniu pieszego można powiedzieć wiele rzeczy, ale nie to, że jest czyste. 
Minister otarł się o nieszczęście, czas na konstruktywne działanie
 – Proszę mi wierzyć, że ja naprawdę jeżdżę bezpiecznie – powiedział minister Żurek sekundy po incydencie. Przekonywał, że "pani była jeszcze daleko od nas". Próbował ratować sytuację w najgorszy z możliwych sposobów. Właśnie tak tłumaczą się patokierowcy, w tym recydywiści, których słusznie chce ścigać minister. 
Jednak oni nie przylecieli z kosmosu, nie są odrębnym gatunkiem, nie mają innego DNA. Wyrośli na powszechnym przyzwoleniu na łamanie przepisów drogowych, a różnica polega na tym, że poszli na całość. Rzecz jasna wszyscy twierdzą, że jeżdżą bezpiecznie. Kto wie, być może minister w zwykłych okolicznościach, gdy nie udziela wywiadu, nie wjechałby na pasy, na których jest piesza. Jednak co to dla niej zmienia?   
Wywiady i transmisje wideo podczas prowadzenia samochodu to po prostu proszenie się o nieszczęście. Minister Żurek właśnie się o nie otarł. To powinno wystarczyć, by zakazać tej niebezpiecznej praktyki. Nie czekajmy na lepszą okazję, bo wtedy popłynie krew.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/4ef2eb952de0df5fb22718140f083e5b,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/4ef2eb952de0df5fb22718140f083e5b,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Waldemar Żurek na tle przejścia dla pieszych.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/639388,spotkanie-nawrockiego-z-sikorskim-pierwsza-reakcja-po-rozmowach-rozczarowuje</guid><link>https://natemat.pl/639388,spotkanie-nawrockiego-z-sikorskim-pierwsza-reakcja-po-rozmowach-rozczarowuje</link><pubDate>Mon, 26 Jan 2026 19:37:56 +0100</pubDate><title>Spotkanie Nawrockiego z Sikorskim. Pierwsza reakcja po rozmowach rozczarowuje</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/75c0f37e839d4ebf4f278a5a51db1155,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Po półtorej godziny rozmów prezydenta Karola Nawrockiego z ministrem spraw zagranicznych Radosławem Sikorskim głos zabrało Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Choć Pałac Prezydencki milczy, a sam szef dyplomacji nie skomentował spotkania osobiście, MSZ zapewnia, że rozmowy przebiegały w dobrej atmosferze. Wciąż jednak brakuje konkretów.

Poniedziałkowe rozmowy Karola Nawrockiego z Radosławem Sikorskim rozpoczęły się o 14 i trwały około półtorej godziny. Pierwszy oficjalny komentarz pojawił się w mediach społecznościowych, jednak... nie zdradził zbyt wiele.
Spotkanie Nawrockiego z Sikorskim. Komunikat bez konkretów
Rzecznik MSZ Maciej Wewiór opublikował na platformie X krótki wpis podsumowujący rozmowy: "Spotkanie Ministra Radosława Sikorskiego z Prezydentem Karolem Nawrockim przebiegało w dobrej, konstruktywnej atmosferze, w duchu porozumienia" – czytamy.
"Zmierzamy w stronę znalezienia rozwiązania dla okoliczności, przed którymi stanęły obie strony. Liczymy, że efekty będziemy mogli zobaczyć już w najbliższym czasie" – dodał Wewiór.

                    
                        
                    
                Według wcześniejszych zapowiedzi Kancelarii Prezydenta jednym z tematów miała być ewentualna decyzja Polski o przystąpieniu do Rady Pokoju – nowego międzynarodowego gremium Donalda Trumpa zainaugurowanego w ubiegłym tygodniu podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos.
Przypomnijmy, że Karol Nawrocki wziął udział w ceremonii powołania rady, jednak nie podpisał aktu założycielskiego. Prezydent podkreślał na antenie TV Republika, że udział Polski w Radzie Pokoju jest "ważny i potrzebny", jednak wymaga przejścia pełnej procedury konstytucyjnej – decyzji rządu oraz ratyfikacji przez Sejm. Z kolei minister finansów Andrzej Domański w rozmowie z "Rzeczpospolitą" podkreślił wprost, że w polskim budżecie nie ma środków na wkład finansowy rzędu miliarda dolarów.
Spór o ambasadorów najważniejszym punktem rozmów Nawrockiego z Sikorskim
Kluczowym punktem rozmów był jednak trwający od miesięcy spór o nominacje ambasadorskie. Konflikt rozpoczął się w marcu 2024 roku, gdy Radosław Sikorski zdecydował o zakończeniu misji ponad 50 ambasadorów i wycofaniu kilkunastu kandydatur zgłoszonych jeszcze przez poprzednie kierownictwo MSZ. 
Prezydent – najpierw Andrzej Duda, a obecnie Karol Nawrocki – konsekwentnie podkreślał, że bez jego podpisu nie można ani powołać, ani odwołać ambasadora. W efekcie wiele polskich placówek zagranicznych funkcjonuje dziś w trybie prowizorycznym – kierują nimi dyplomaci w randze chargé d’affaires, a nie pełnoprawni ambasadorowie.
W grudniu ubiegłego roku Sikorski wysłał do prezydenta list, w którym zaproponował kompromis: 80 procent nominacji dla zawodowych dyplomatów oraz pozostałe 20 procent podzielone po równo między rząd i głowę państwa. MSZ wielokrotnie deklarowało gotowość do rozmów, jednak Pałac Prezydencki sprzeciwia się m.in. nominacjom Bogdana Klicha w Waszyngtonie oraz Ryszarda Schnepfa we Włoszech.
Nie będzie więcej spotkań prezydenta z szefem MSZ w sprawie ambasadorów?
Dzisiejsze spotkanie Nawrockiego z Sikorskim było pierwszą bezpośrednią próbą wygaszenia sporu po serii ostrych wymian zdań między politykami w mediach społecznościowych. 
Jak przekazał rzecznik MSZ w rozmowie z Polskim Radiem, na razie nie są planowane kolejne rozmowy ministra z prezydentem w sprawie ambasadorów, a szczegóły ustaleń pozostają niejawne. – Liczymy, że efekty będziemy mogli zobaczyć już w najbliższym czasie – powtórzył Maciej Wewiór.
Konkretów na razie brak i nie jest jasne, czy Karol Nawrocki i Radosław Sikorski doszli do porozumienia. Na reakcję Pałacu Prezydenckiego i samego szefa dyplomacji wciąż czekamy. 

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/75c0f37e839d4ebf4f278a5a51db1155,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/75c0f37e839d4ebf4f278a5a51db1155,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Czy prezydent i szef MSZ doszli do porozumienia? Na razie... nie wiemy</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/639106,mentzen-poprosil-wyborcow-by-napisali-mu-program-przejrzalem-pomysly-i-jest-grubo</guid><link>https://natemat.pl/639106,mentzen-poprosil-wyborcow-by-napisali-mu-program-przejrzalem-pomysly-i-jest-grubo</link><pubDate>Mon, 26 Jan 2026 07:05:44 +0100</pubDate><title>Mentzen poprosił wyborców, by napisali mu program. Przejrzałem pomysły i jest grubo</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/4c36a5ee7f489ac9a549ffa133a8ef68,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Sławomir Mentzen poprosił, żeby jego wyborcy napisali za niego program. No i się zaczęło. Na stronie Projekt 27 zaroiło się od postulatów, jakie mogłaby w przyszłości zaprezentować jego partia (która, znając jej tempo, w 2027 roku może nazywać się już Powrót Jedi). Czytając tę listę, można zajrzeć w głąb umysłów wyborców Konfederacji. Wniosek? Chcą dużo wolności, mało za to ich obchodzą sprawy ideologiczne.

W chwili pisania tego tekstu pomysłów na stronie Projektu 27 jest około 800. Było o wiele więcej, ale moderator regularnie usuwa te, które są oczywistym trollingiem. A szkoda, bo niektóre były bardzo zabawne. Jak postulat "Reparacje dla firmy Ikea" za to, że pewien poseł Konfederacji uszczuplił jej majątek o zestaw talerzy i patelnię. 
Skupmy się jednak na tych wpisach, które wyglądają na wiarygodne. Dzięki temu dowiemy się co naprawdę leży na sercu potencjalnym wyborcom Sławomira Mentzena. 
Konfederacja "partią kierowców"
Kilka tematów wybija się na główny plan. Jednym z nich jest motoryzacja. W Czechach powstała kilka lat temu Partia Kierowców, która nawet tworzy tam obecnie rząd. Trudno się dziwić, że i w Polsce jest wiele osób chcących, by politycy wzięli się za przepisy i dostosowali je do tych, którzy lubią szybką jazdę. Stąd pomysły takie jak:
autostrady "takie jak w Niemczech", brak limitu na bezpiecznych odcinkach
uchylenie niedawno wprowadzonego obowiązku zakładania kasków
likwidacja pierwszeństwa pieszego przed samochodami na przejściu (ten postulat pojawia się wielokrotnie)
likwidacja wszystkich zaostrzonych przepisów wymierzonych w kierowców z ostatnich lat (w tym o konfiskacie pojazdu czy driftach)
zmniejszenie wysokości mandatów i wymiaru nakładanych punktów karnych

Do tego fotoradary tylko w terenie zabudowanym i likwidacja odcinkowych pomiarów prędkości. Słowem - wyborcy Sławomira Mentzena chcą, by na polskie drogi wróciła wolna amerykanka. 

                    
                        
                    
                Broń palna oczkiem w głowie
Aż trudno zliczyć, ile ze spisanych postulatów dotyczy liberalizacji dostępu do broni palnej. Mamy np. ułatwienie dostępu do broni gładkolufowej ("Broń gładkolufowa nie jest powszechnie używana w przestępstwach i nie kojarzy się z wojnami, dlatego jest idealnym kandydatem do takiej zmiany"), wprowadzenie broni krótkiej dla myśliwych ("podniesie bezpieczeństwo podczas dochodzenia postrzałków i skrócenia cierpienia zwierzyny poprzez precyzyjne oddanie strzału łaski"), czy wdrożenie doktryny stand your ground ("pomysł znany z USA, w największym skrócie: obywatel nie powinien czuć się zakładnikiem wszelkiej maści przestępców, ani na ulicy, ani we własnym domu"). 

                    
                Stany Zjednoczone jako przykład przewijają się zresztą dość często, oczywiście tylko jako przykład pozytywny, wszak powszechny dostęp do broni w USA wcale a wcale nie ma żadnego związku z masowymi strzelaninami, które za oceanem są codziennością. 
Stop ograniczeniom
Dużo w pomysłach wyborców Mentzena jest kwestii związanych ze zdrowiem/odżywianiem/handlem. Postulaty zniesienia zakazu handlu w niedzielę nie dziwią, podobnie jak te domagające się likwidacji możliwości wprowadzania przez samorządy nocnego ograniczenia sprzedaży alkoholu. 
Autorzy pomysłów chcieliby też likwidacji opłaty cukrowej (bo przecież nie działa, a jest tylko dodatkowym podatkiem) czy likwidacji wprowadzonej opłaty akcyzowej od wielorazowych e-papierosów (ten pomysł błyskawicznie zyskał aprobatę znanego tytoniowego lobbysty Przemysława Wiplera, który oznaczył postulat jako "rekomendowany"). 

                    
                        
                    
                Mamy też tematy używkowe. Wiele osób domaga się liberalizacji przepisów dotyczących marihuany. Są też tacy, którzy chcieliby zdepenalizować posiadanie grzybów halucynogennych. Do tego hazard: "pełna legalizacja gry w pokera w Polsce i stworzenie ustawy pokerowej" czy kryptowaluty: "pełna wolność i brak opodatkowania kryptowalut w Polsce". 
Jak Mentzen ma zmieniać państwo?
Uproszczenia podatkowe to konik Mentzena, więc nie będę się tu nad nimi szeroko pochylał. Za to pojawia się kilka ciekawych pomysłów ustrojowych. 
Jak propozycja łączenia obwarzanków, czyli budowania większych metropolii kosztem ościennych gmin, czy wybór starostów w bezpośrednich wyborach powszechnych. Oczywiście części autorów marzy się likwidacja ZUS-u, systemu emerytalnego czy składki zdrowotnej. 

                    
                A jednemu, uwaga... legalizacja radykalnych poglądów w sferze publicznej ("Kto decyduje, co jest "promowaniem faszyzmu", a co rekonstrukcją historyczną czy czarnym humorem? Prawo powinno karać za czyny: przemoc, nawoływanie do konkretnego przestępstwa, a nie za poglądy, symbole czy gesty"). Ładnie nam się pan przedstawił przed milionami odbiorców.
Sprawy ideologiczne na trzecim planie
To, co widać bardzo wyraźnie po przejrzeniu pomysłów autorstwa potencjalnych wyborców Sławomira Mentzena, to bardzo niewiele stawianych przez nich postulatów związanych ze sprawami światopoglądowymi. Co też pokazuje, że przynajmniej na tę część Konfederacji faktycznie głosują wolnościowcy. 
Nie ma więc zbyt wielu pomysłów dotyczących religii, osób LGBT+, a nawet - co ciekawe - imigrantów. Ba, pojawiają się postulaty legalnej eutanazji czy uregulowania wreszcie związków partnerskich. Jeśli coś już razi autorów, to na przykład lewicowe zmiany w nazewnictwie stanowisk w ogłoszeniach o pracę. 
Czuję, że lektura tej listy może okazać się bardzo pouczająca dla politycznych konkurentów Mentzena. Zwłaszcza tych, którzy myślą o tym, żeby w którymś momencie zacząć brać go pod uwagę jako koalicjanta. I wcale nie musi to byś ktoś z prawej flanki. Wszak wolnościowcy niektóre postulaty mają tak frywolne, że nawet u lewicowych partii wywołują rumieńce na twarzy. Bo polityka - nie tylko polska - to dziedzina bardzo nieoczywista.


]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/4c36a5ee7f489ac9a549ffa133a8ef68,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/4c36a5ee7f489ac9a549ffa133a8ef68,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Sławomir Mentzen poprosił wyborców, by napisali mu pomysły na program</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/639256,nie-ma-w-tych-klotniach-nawrockiego-z-tuskiem-zaru-bo-i-nie-ma-tak-naprawde-zadnej-klotni</guid><link>https://natemat.pl/639256,nie-ma-w-tych-klotniach-nawrockiego-z-tuskiem-zaru-bo-i-nie-ma-tak-naprawde-zadnej-klotni</link><pubDate>Sun, 25 Jan 2026 20:00:02 +0100</pubDate><title>Nie ma w tych kłótniach Nawrockiego z Tuskiem żaru, bo i nie ma tak naprawdę żadnej kłótni</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/8b27f9f2e672d5a594f1c2fe48bd4330,1000,1000,0,0.webp" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Prezydent Karol Nawrocki i premier Donald Tusk kłócą się na łamach serwisu społecznościowego X o to, kto jest większym podnóżkiem obcych mocarstw, ale tam nie ma emocji, nie ma pasji — tam nie ma tak naprawdę kłótni.

Uważam, że rząd i prezydent w kwestii polityki międzynarodowej, wbrew pozorom, ściśle ze sobą współpracują, a przybiera to taką niecodzienną postać, bo taka jest właśnie polska racja stanu. Tak, styl jest przaśny, ale taka właśnie jest aktualnie racja stanu.
I tak naprawdę nie zmienia się ona za bardzo od ostatnich 30 lat. Co najwyżej musi przyjmować różne formy elastyczności. Będą oczywistości, więc pro forma i krótko: Polska leży w bardzo specyficznym miejscu na mapie. Nie może się całościowo związać z Europą, bo ta jest relatywnie słaba i rozbrojona. Ale bardzo potrzebuje jej gospodarczo. Nie ma też takiego komfortu jak na przykład Hiszpania, by nie mieć bliskiego sojuszu wojskowego ze Stanami Zjednoczonymi, które od ćwierćwiecza są bardzo skutecznym narzędziem odstraszania Rosji.
Dlatego polska polityka od lat stoi w rozkroku między Europą a Stanami Zjednoczonymi, a choć bardzo trudno być w tym rozkroku wiarygodnym, nam się to jednak z pełną klasą udaje, bo stworzyliśmy sobie silne frakcje proamerykańskie i proeuropejskie, które na dodatek żyją ze sobą w odwiecznym sporze cywilizacyjnym i systemowym. Okresy, w których żadna z tych frakcji nie ma czegoś do powiedzenia w polityce, są w całej naszej narodowej intuicji nad wyraz krótkie i jak do tej pory bardzo skutecznie nam to wychodzi.
Pewnie rzadko kiedy patrzymy na to w ten sposób, ale uważam, że naprawdę sporo udało nam się uzyskać z jednoczesnego sojuszu europejskiego i amerykańskiego — jest to w pewnym sensie sukces naszej polityki ostatniego ćwierćwiecza. Tyle tylko, że nie było tam w mojej ocenie ostentacyjnego planu na takie rozgrywanie partnerów międzynarodowych — wychodziło nam to mimochodem. Oczywiście politycy podskórnie starali się interpretować i realizować rodzimy interes, ale podejrzewam, że gdyby ktoś rozpisał 25 lat temu taką strategię, to nie wyszłoby nam to tak dobrze, jak w ramach ustroju kaczyńsko-tuskowskiego.

                    
                Natomiast mam pewne podejrzenia, że aktualnie Polska realizuje ten scenariusz z premedytacją
Gra się trochę zmieniła, ponieważ po stronie amerykańskiej pojawił się czynnik radykalnie nieracjonalny. Natomiast w całym swoim narodowym szczęściu akurat Polska ma prezydenta, który chwilę przed wyborami pojechał do Stanów Zjednoczonych po błogosławieństwo, jest elementem narracji osobistych sukcesów Donalda Trumpa (a tych rzeczywistych jest dużo mniej niż zmyślonych) i na dodatek pochodzi z obozu politycznego bliskiego ruchowi MAGA od wielu lat. Jednocześnie nie mam złudzeń, że Karol Nawrocki — który w praktyce okazał się póki co prezydentem zupełnie przyzwoitym, a nawet zawstydzającym kilku swoich poprzedników (chętnie tę myśl rozwinę w przyszłości) — już wie i rozumie, że nie ma w Białym Domu racjonalnego, przewidywalnego partnera. Wielokrotnie w swoich ostatnich wypowiedziach charakteryzował się też większą niż zazwyczaj proeuropejskością.
Z jednej strony mamy więc duet Tusk–Sikorski, od lat wiarygodny i zorientowany na Unię Europejską, a z drugiej proamerykańskiego Nawrockiego, który w swoich licznych wypowiedziach stara się przypodobać Donaldowi Trumpowi, by ten w całym swoim szaleństwie spoglądał jednak z łaskawością na swojego najwierniejszego w Europie sojusznika. Czy to jest strategia skuteczna — gdyby na przykład na stole pojawiła się oferta w złocie za niepodległość Polski — trudno oczywiście powiedzieć. Ale za mało jeszcze mamy tych głowic nuklearnych, by podejmować ryzyko sprawdzania, jak sobie radzimy bez choćby ułudy amerykańskiego parasola.
I jak oni pięknie tym sporem grają — na użytek wewnętrzny i zewnętrzny. To znaczy: na użytek wewnętrzny to akurat nic nowego, zwykłe przepychanki przy korycie, trudno nawet powiedzieć, czy bardziej ku uciesze elektoratów, czy amerykańskiej ambasady spisującej stosowne raporty. Ale jakiż smutny był ten nasz pan prezydent, że konstytucja jest zbudowana tak, iż nie może się wkupić do tej absurdalnej Rady Pokoju. Przekonywał Donalda Trumpa tak skutecznie, że nawet ten tłumaczył dziennikarzom ustrojowe problemy i ograniczenia polskiego kolegi. On w to uwierzył — a to chyba najważniejsze.

I mnie się tak wydaje — co oczywiście nie oznacza, że tak się stało na pewno. Może po prostu tak bardzo marzy mi się dojrzała klasa polityczna, która ponad zimną wojną domową PO-PiS jest w stanie postawić żywotny interes państwa, że całą tę sprawę nadinterpretowuję. Oby nie.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/8b27f9f2e672d5a594f1c2fe48bd4330,1500,0,0,0.webp" /><media:content url="https://m.natemat.pl/8b27f9f2e672d5a594f1c2fe48bd4330,1500,0,0,0.webp" medium="image"><media:title type="html"></media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/639187,usa-zostawia-europe-sama-sobie-maja-na-to-oficjalny-dokument</guid><link>https://natemat.pl/639187,usa-zostawia-europe-sama-sobie-maja-na-to-oficjalny-dokument</link><pubDate>Sat, 24 Jan 2026 23:00:02 +0100</pubDate><title>USA zostawią Europę samą sobie? Mają na to oficjalny dokument</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/9118e16ddf1c64d98ef01e110907d961,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Bezpieczeństwo własnego kraju i odstraszanie Chin to priorytety nowej strategii obronnej USA. Europa może liczyć na "ograniczone wsparcie".

Pentagon opublikował w piątek (23.01.2026) Strategię Obrony Narodowej 2026 (w skrócie NDS), która wyraźnie odchodzi od dotychczasowej polityki – zarówno jeśli chodzi o wsparcie europejskich sojuszników z NATO, jak również biorąc pod uwagę łagodniejszy ton wobec tradycyjnych rywali Chin i Rosji.
"Ponieważ siły amerykańskie skupiają się na obronie ojczyzny i regionie Indo-Pacyfiku, nasi sojusznicy i partnerzy w innych częściach świata przejmą główną odpowiedzialność za własną obronę, korzystając z kluczowego, ale bardziej ograniczonego wsparcia sił amerykańskich" – stwierdzono w strategii. Oparta jest ona na zasadzie "America First", sformułowanej przez prezydenta Donalda Trumpa.
Równowaga sił z Chinami
Poprzednia NDS – opublikowana za kadencji poprzedniego prezydenta Joe Bidena – określała Chiny jako największe wyzwanie dla Waszyngtonu i stwierdzała, że Rosja stanowi "poważne zagrożenie". Nowy dokument wzywa tymczasem do "opartych na szacunku" relacji z Pekinem – nie wspominając przy tym o sojuszniku USA, Tajwanie, który Chiny uznają za swoje terytorium. Mowa jest o równowadze sił w regionie Indo-Pacyfiku, który odgrywa ważną rolę dla USA jako obszar handlowy. Chiny opisano jako drugi po Stanach Zjednoczonych najpotężniejszy kraje świata. USA nie chcą zdominować tego kraju, ale nie zamierzają też poddać się jego dominacji. 
Z kolei zagrożenie ze strony Rosji dokument opisuje jako "trwałe, ale możliwe do opanowania" i dotykające przede wszystkim wschodnioeuropejskich członków NATO. Przyznano, że Rosja – choć zmaga się z problemami gospodarczymi i demograficznymi – dysponuje arsenałem nuklearnym i zdolnościami, które może wykorzystać przeciwko terytorium USA. W związku z tym "siły zbrojne USA będą gotowe do obrony przed rosyjskimi zagrożeniami dla terytorium Stanów Zjednoczonych" i będą nadal odgrywać "istotną rolę w samym NATO". Dokument sygnalizuje takie zmiany w rozmieszczeniu sił USA i zaangażowaniu w Europie, aby "lepiej uwzględnić rosyjskie zagrożenie dla interesów amerykańskich, a także możliwości sojuszników".
"Amerykanie zbyt długo płacili rachunki"
"Moskwa nie jest w stanie zdobyć hegemonii nad Europą" – wskazano. Europejska część NATO jest potężniejsza niż Rosja, a sama niemiecka gospodarka znacznie przewyższa rosyjską.
"W Europie i innych regionach sojusznicy przejmą inicjatywę w walce z zagrożeniami, które są mniej poważne dla nas, ale bardziej dla nich, przy krytycznym, ale bardziej ograniczonym wsparciu ze strony Stanów Zjednoczonych" – czytamy w dokumencie Pentagonu. Waszyngton zamierza nadal "szczerze i jasno" zachęcać sojuszników do bezzwłocznego "wykonania swojej części" zadań, co leży w ich własnym interesie. Chodzi przede wszystkim o znaczne zwiększenie wydatków na obronność krajów europejskich Sojuszu. "Zbyt długo sojusznicy i partnerzy zadowalali się tym, że subsydiowaliśmy ich obronę. Nasze elity polityczne zbierały laury, podczas gdy zwykli Amerykanie płacili rachunki" – stwierdzono w dokumencie Departamentu Wojny USA.
Jasno zaakcentowano, że w sferze interesów bezpieczeństwa USA pozostaje Ameryka Łacińska, a także Grenlandia. "Jednocześnie będziemy aktywnie i nieustraszenie bronić interesów Ameryki na całej zachodniej półkuli" – czytamy w dokumencie. Pentagon zamierza zapewnić USA dostęp militarny i gospodarczy do ważnych obszarów, w szczególności do Kanału Panamskiego, Grenlandii i Zatoki Meksykańskiej, którą Pentagon nazywa Zatoką Amerykańską.
Opracowała Anna Widzyk, Deutsche Welle 

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/9118e16ddf1c64d98ef01e110907d961,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/9118e16ddf1c64d98ef01e110907d961,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Pentagon ma nową strategię obrony. NATO może nie być nią zachwycone</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/639148,bialy-dom-skomentowal-slowa-trumpa-o-nato-i-tylko-dodali-oliwy-do-ognia</guid><link>https://natemat.pl/639148,bialy-dom-skomentowal-slowa-trumpa-o-nato-i-tylko-dodali-oliwy-do-ognia</link><pubDate>Sat, 24 Jan 2026 11:26:25 +0100</pubDate><title>Biały Dom skomentował słowa Trumpa o NATO. I tylko dodali oliwy do ognia</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/5e9f4f088a5affb53310bdecd38d6090,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Donald Trump poleciał do Davos na Światowe Forum Ekonomiczne. W jego trakcie udzielił kontrowersyjnego wywiadu dla Fox News. Oznajmił, że USA "nigdy nie potrzebowały sojuszników z NATO", czym wywołał burzę na świecie. Stanowisko w tej sprawie zajął Biały Dom, który podrzymał to, co powiedział amerykański prezydent.

Szczyt w Davos zostanie zapamiętany na długo w dużej mierze ze względu na bardzo mocne wypowiedzi Donalda Trumpa. Prezydent USA nie planuje wycofać się z planu przejęcia kontroli nad Grenlandią, ale tym razem poszedł jeszcze dalej. Podczas wywiadu uderzył w zaangażowanie krajów NATO w wojnie w Afganistanie, twierdząc, że europejscy żołnierze "trzymali się z dala od linii frontu".
Donald Trump w Davos o żołnierzach NATO w Afganistanie. Biały Dom w pełni to popiera
– Wiecie, powiedzą, że wysłali wojska do Afganistanu albo Sudanu, i tak zrobili. Pozostali trochę z tyłu, trochę z dala od linii frontu – stwierdził Donald Trump w wywiadzie dla Fox News. Wcześniej zaznaczał także, że USA nigdy nie potrzebowały sojuszników i o nic ich nie prosiły. Równocześnie zaznaczył, że wątpi, aby w razie potrzeby kraje członkowskie NATO ruszyły z pomocą.
Tylko że w zasadzie żadne z tych słów nie jest prawdą. To właśnie USA jako jedyne w historii po zamachach z 11 września uruchomiły artykuł 5. NATO o wzajemnej obronie. Kraje członkowskie, w tym Polska, odpowiedziały na wezwanie Amerykanów i wysłały wojska do Afganistanu. Poniosły też bolesne straty. Na froncie zginęło m.in. 44 Polaków i 459 Brytyjczyków.
W zestawieniu poległych do krajowej populacji najwięcej straciła Dania. Jak przypomina CNN, jej żołnierze wraz z Brytyjczykami zostali wysłani do południowej prowincji Helmand, bastionu talibów i centrum produkcji opium. W walkach zginęło tam 40 duńskich żołnierzy, a populacja tego kraju wynosi tylko 4 mln. Posiłki USA dotarły tam dopiero w 2008 roku. 7 lat po wejściu NATO do Afganistanu.
Kontrowersyjne słowa Trumpa zdążył już poprzeć Biały Dom. "Prezydent Trump ma rację – wkład Ameryki w NATO przyćmiewa wkład innych krajów" – stwierdziła rzecznika Białego Domu Anna Kelly w przesłanym PAP oświadczeniu, które cytuje Onet. Jak dodała, "Stany Zjednoczone są jedynym partnerem NATO, który może chronić Grenlandię, a prezydent, działając w ten sposób, wspiera interesy NATO".
Premier Wielkiej Brytanii sugeruje przeprosiny Trumpowi. Sprawę skomentował też Sikorski
Na wywiad Trumpa bardzo szybko zareagował premier Wielkiej Brytanii. Keir Starmer uznał słowa prezydenta USA za "obraźliwe i szczerze mówiąc przerażające". Jasno zasugerował, że powinien on przeprosić. – Gdybym się przejęzyczył lub powiedział te słowa, z pewnością bym przeprosił – stwierdził Brytyjczyk. Dodał też, że Trump swoimi słowami skrzywdził tych, którzy walczyli w Afganistanie, ale i rodziny poległych.
Na słowa prezydenta USA stanowczo zareagował także szef polskiego MSZ Radosław Sikorski. "Znam Afganistan z młodości. Byłem tam także jako szef MON i MSZ. Prowincja Gazni, gdzie służył nasz kontyngent, na pusztuńskim południu, była frontowa, 7/10 na afgańskiej skali trudności i niebezpieczeństw. Nikt nie ma prawa drwić ze służby naszych żołnierzy" – zaznaczył minister we wpisie na X. Zareagował też prezydent Karol Nawrocki. Jego wpis wywołał jednak burzę w sieci. Więcej o tym pisaliśmy tutaj. 

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/5e9f4f088a5affb53310bdecd38d6090,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/5e9f4f088a5affb53310bdecd38d6090,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Donald Trump i Biały Dom uderzają w członków NATO. Twierdzą, że Europa nie zaangażowała się wystarczająco w Afganistanie</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/637741,przesluchanie-grzegorza-brauna-odwolane-uniknal-go-dzieki-problemowi-z-okiem</guid><link>https://natemat.pl/637741,przesluchanie-grzegorza-brauna-odwolane-uniknal-go-dzieki-problemowi-z-okiem</link><pubDate>Mon, 12 Jan 2026 20:27:23 +0100</pubDate><title>Przesłuchanie Grzegorza Brauna odwołane. Uniknął go dzięki problemowi z okiem</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/44f212d59ee44d12bad5b6d4dda65717,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />W wtorek (13 stycznia) Grzegorz Braun miał być przesłuchiwany w sprawie naruszenia nietykalności cielesnej i znieważenie lekarki Gizeli Jagielskiej w Powiatowym Zespole Szpitali w Oleśnicy. Prezes Konfederacji Korony Polskiej złożył do prokuratury zwolnienie lekarskie i przesłuchanie przesunięto.

Przesłuchanie Grzegorza Brauna przesunięte. Do prokuratury wpłynęło zwolnienie lekarskie
Przesłuchanie Grzegorza Brauna przez Prokuraturę Okręgową we Wrocławiu zostało przełożone z powodu zwolnienia lekarskiego, jakie założyciel skrajnie prawicowej partii Konfederacja Korony Polskiej złożył tuż przed terminem spotkania. Do prokuratury wpłynął oficjalny dokument, zgodnie z którym europoseł przebywa na L4 po operacji oka. Nowa data przesłuchania nie została jeszcze wyznaczona.
Zaznaczmy, że poniedziałkowa rozprawa z udziałem Brauna dotycząca zgaszenia przez niego zapalonych świec w świeczniku Chanuki również została przesunięta.
Przypomnijmy, że Grzegorz Braun jest podejrzany o bezprawne pozbawienie wolności znanej ginekolożki Gizeli Jagielskiej, naruszenie jej nietykalności cielesnej, pomówienie "o takie postępowanie, które może narazić ją na utratę zaufania potrzebnego dla wykonywania zawodu lekarza" i znieważenie słowne.
O byłej wicedyrektorce szpitala w Oleśnicy zrobiło się głośno w kwietniu ubiegłego roku, po publikacji "Gazety Wyborczej", która opisała przypadek legalnej aborcji przeprowadzonej przez nią u pani Anity w 36 tygodniu ciąży (płód miał ciężką postać wrodzonej łamliwości kości). 
Do szpitala wtargnął wówczas Grzegorz Braun, który chciał dokonać "obywatelskiego zatrzymania" ginekolożki. – Jestem zamknięta w sekretariacie. Rozmawiam z panią i nie mogę stąd wyjść, bo pan Braun stoi w drzwiach i blokuje wyjścia. Nie jestem w stanie wykonywać swoich obowiązków lekarskich – relacjonowała wtedy w rozmowie z portalem naTemat.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/44f212d59ee44d12bad5b6d4dda65717,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/44f212d59ee44d12bad5b6d4dda65717,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Przesłuchanie Grzegorza Brauna ws. wydarzeń ze szpitala w Oleśnicy zostało przełożone</media:title></media:content></item>
		
	</channel>
</rss>
