<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" version="2.0" xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom">
	<channel>
		<title><![CDATA[naTemat.pl - #GRZEJE]]></title>
		<description><![CDATA[Najnowsze artykuły i wpisy blogerów w kategorii #GRZEJE w naTemat.pl]]></description>
		<link>https://natemat.pl/c/305,grzeje</link>
				<generator>natemat.pl</generator>
		<atom:link href="https://natemat.pl/rss/kategoria,305,grzeje" rel="self" type="application/rss+xml" />
		<atom:link rel="hub" href="https://pubsubhubbub.appspot.com/" xmlns="http://www.w3.org/2005/Atom" />
			<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/627909,inflacja-cie-dobija-oto-sposob-na-szybki-zastrzyk-gotowki</guid><link>https://natemat.pl/627909,inflacja-cie-dobija-oto-sposob-na-szybki-zastrzyk-gotowki</link><pubDate>Wed, 22 Oct 2025 11:19:32 +0200</pubDate><title>Inflacja cię dobija? Oto sposób na szybki zastrzyk gotówki</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/6980cc26128bbe6bb05f57516346d654,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />W czasach, gdy ceny rosną szybciej niż ciśnienie na widok rachunku za prąd, a każda złotówka zdaje się być na wagę prawdziwego złota, czas spojrzeć przychylniejszym okiem na... papier. I to nie ten, którego emisję reguluje bank narodowy tylko ten, który codziennie przewija się przez nasze ręce w zupełnie innym kontekście.

Papier też może zaskoczyć. Ruszyła loteria Foxy 
15 września wystartowała wyjątkowa loteria: "Foxy… i kasa w BLIK", która potrwa aż do 15 listopada 2025 r. Jej zasady można streścić w trzech słowach: kup, zarejestruj, wygraj. Wystarczy sięgnąć po dowolny produkt marki Foxy (papier toaletowy, ręczniki kuchenne czy chusteczki), zachować paragon i zarejestrować go na stronie loteriafoxy.pl.
I już, gotowe. Teraz pozostaje zdrapać e-zdrapkę, i czekać na charakterystyczny dźwięk smartfona, który informuje o nadejściu powiadomienia z banku. Pieniądze mogą bowiem wpaść na wasze konta szybciej niż zdążycie powiedzieć “galopująca inflacja”.
Brzmi niesamowicie? Nie tylko dla was! Postanowiliśmy sprawdzić, jak na fakt, że rolka papieru może być warta tak dużo, zareagują przechodnie. 
Codziennie 33 nagrody. Gotówka, na co tylko chcesz
Każdego dnia Foxy rozda aż 33 nagrody, z których główna to aż 1000 zł. Całość przelewana jest po szybkiej weryfikacji za pomocą czeku BLIK. Pieniądze możecie więc od razu wydać, na cokolwiek tylko chcecie: na kawę, książki, rachunki albo… kolejną rolkę Foxy. W końcu inwestycje trzeba dywersyfikować.
Papier wartościowy? W końcu to Foxy
Hasło kampanii: "Foxy… i kasa w BLIK" nie bez powodu brzmi jak finansowa intryga. Bo Foxy z przymrużeniem oka przekształca swoje produkty w papiery wartościowe. Tyle tylko, że zamiast zwyczajowych akcji czy obligacji, dostajemy coś praktyczniejszego (a do tego bardziej miękkiego i pachnącego).
Jak mówi Tomasz Walicki, Dyrektor Marketingu Foxy:
– Zwykle w sklepie płacimy za produkty, ale Foxy teraz daje szansę, by zakupy stały się źródłem zysku. Chcemy, by uczestnicy poczuli się częścią czegoś wyjątkowego. Bo kto nie chciałby, by papier toaletowy stał się ‘papierem wartościowym’? – pyta retorycznie. 
I trudno się nie zgodzić. W końcu kiedy ostatnio Twój ręcznik kuchenny dawał Ci szansę na 1000 zł?
Inflacja? Mamy na to BLIK!
Nie mamy wpływu na ceny benzyny, kawy czy serka wiejskiego. Ale zdecydowanie mamy wpływ na to, jak wykorzystujemy paragony po zakupach. Zamiast więc wrzucać je do kieszeni, zacznijcie wrzucać je na stronę loteriafoxy.pl i pozwólcie, żeby Foxy zrobił swoje.
Pamiętajcie, że inwestycje nie muszą być nudne i skomplikowane. Równie dobrze mogą być miękkie, pachnące i… bardzo opłacalne. Zwłaszcza jeśli codziennie dają wam szansę na ekstra gotówkę. Bo teraz każda rolka Foxy to nie tylko zapas na cięższe czasy, ale również potencjalna wypłata.


]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/6980cc26128bbe6bb05f57516346d654,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/6980cc26128bbe6bb05f57516346d654,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html"></media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/blogi/filipszymczak/345451,nowe-obostrzenia-co-to-oznacza-dla-przedsiebiorcow</guid><link>https://natemat.pl/blogi/filipszymczak/345451,nowe-obostrzenia-co-to-oznacza-dla-przedsiebiorcow</link><pubDate>Thu, 25 Mar 2021 19:41:23 +0100</pubDate><title>Nowe obostrzenia – co to oznacza dla przedsiębiorców?</title><description><![CDATA[<img src="https://m.natemat.pl/3e94a95b73557e06ad39d9c9d95f2166,135,135,1,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;"/>Po dzisiejszej konferencji Premiera Mateusza Morawieckiego jasne staje się, że klasa średnia najbardziej ucierpi na nowych obostrzeniach. Parę dni temu przeprowadziłem rozmowę z moim serdecznym kolegom Jackiem Kowalskim, radcą prawnym specjalizującym się w prawie budowlanym, dzisiaj zapraszam do lektury.


	
		
											
					
				
				Archiwum prywatne
					


W naszej ostatniej rozmowie skomentowałeś to co się dzieje w szeroko rozumianej branży turystycznej?

Sytuacja całkowitego zamknięcia branży turystycznej oraz hotelowej ponownie wraca na pierwsze strony gazet, a przedsiębiorcom po raz kolejny spędza sen z powiek. Obostrzenia, które weszły 20 marca 2021 roku po raz kolejny silnie uderzyły w właścicieli hoteli i pensjonatów, którzy w tym szczególnym okresie świąt wielkanocnych liczyli na choć trochę „normalności”, tj. napływu turystów i osób chcących spędzić święta poza domem. Jednak kolejne działania rządzących po raz kolejny (święta wielkanocne ubiegłego roku, ubiegłoroczna majówka, czy święta bożego narodzenia) brutalnie uświadomiły właścicielom hoteli i pensjonatów, że nie mają co się łudzić, że ktoś na szczeblu rządowym liczy się z ich trudnościami logistycznymi, sytuacją finansową czy też po prostu walką o przetrwanie. Nie można tego ukrywać że wiele przedsiębiorców, ale i osób dorabiających sobie do podstawowej pensji świadcząc usługi najmu lokali stoi na skraju bankructwa i utraty dorobków życia. Niestety większość z nich liczyła, że okres świąteczny a następnie majówka, która w tym roku jak na złość mało korzystnie wypada pozwoli zarobić i pospłacać chociaż cześć zobowiązań. Trzeba mówić o zobowiązaniach, bo w tej sytuacji nikt tu nie może mówić o zyskach i zarobku pozwalającym na inwestowanie w infrastrukturę turystyczną.


Jesteś wziętym radcą prawnym, co dzisiaj doradzasz swoim klientom, kiedy przychodzą do Ciebie z tym problemem?

Ciężko mi ocenić czy wziętym. Mamy co robić i nawet w dobie pandemii bierzemy udział przy budowie kolejnych obiektów hotelowych. Z analiz rynku i podmiotów z którymi współpracujemy wynika, że w Polsce rośnie zapotrzebowanie na obiekty hotelowe. Dotyczy to nie tylko obiektów w dużych miastach, ale również na ich obrzeżach czy w ośrodkach powszechnie uznawanych za wypoczynkowe. Proces inwestycyjny w zakresie budowy hotelu, trwa najczęściej kilka lat, więc panująca od roku pandemia w naszej ocenie nie miała większego wpływu na rozpoczęte procesy. Dzięki doświadczonemu zespołowi inwestora zastępczego oraz generalnego wykonawcy udało się zakończyć w ubiegłym roku jedynego (z czterech zaplanowanych) Hiltona. Reszta inwestycji prowadzona jest aktualnie normalnie i nie widzimy ryzyka wstrzymania tych budów.
Niestety w gorszej sytuacji są przedsiębiorcy, którzy otworzyli swoje obiekty przed wybuchem pandemii. Pierwszy okres zamknięcia zjadł oszczędności, chwilowe otwarcie pozwoliło zarobić na stałe koszty i pokryć pierwsze długi, a następne zamknięcie spowodowało wpędzenie niektórych przedsiębiorców w spiralę zadłużenia, wydawania prywatnych oszczędności czy wręcz wyprzedawania majątków. Niestety ale nie mamy światła w tunelu i nie wiemy jak sytuacja dalej będzie się rozwijać. To samo zresztą dotyczy przedsiębiorców w branży gastronomicznej. Oni, pomimo możliwości funkcjonowania dostawy posiłków i serwowania dań na wynos, również została dotknięta istotnym spadkiem obrotów.


Przewidziana przez rząd pomoc (tarcza 1, 2 3 itd.) a następnie tarcza branżowa była ciekawym rozwiązaniem, ale jak zwykle diabeł tkwił w szczegółach. Znam wiele podmiotów, które pomimo trudnej sytuacji nie skorzystały z oferowanego wsparcia. Nie to, że nie chciały czy nie potrzebowały, one nie spełniały kryteriów. I tak z obiecanej pomocy nie zobaczyli złotówki. Istnieją też szczególne przypadki wynikające ze struktury biznesowej, że otrzymane środki finansowe nie mogły być przeznaczone na regulowanie bieżących płatności przedsiębiorcy bo oznaczały one transfer środków do właściciela, który de facto tymi środkami spłacał kredyt zaciągnięty na wybudowanie infrastruktury hotelowej.



	
		
											
					
				
				archiwum własne
					



Z czego wynika Twoja analiza prawna (przepisy i interpretacje ich - chodzi mi o budowanie wizerunku eksperta)?

Od samego początku stoimy na stanowisku, że wprowadzane zakazy i ograniczenia możliwości prowadzenia działalności gospodarczej z punktu widzenia legalizmu są bezprawne. Potwierdzają to coraz liczniejsze orzeczenia niezawisłych sądów. Podkreślmy wprowadzanie ograniczeń w drodze rozporządzenia jest bezprawne i zaklinanie rzeczywistości przez organy władzy centralnej tego nie zmieni. Niemniej jednak wielu przedsiębiorców groźba kary, ostracyzmu ze strony służb mundurowych czy Państwowej Inspekcji Sanitarnej, skutecznie zniechęciła do otwierania swoich działalności. Aktualnie widzimy pewne rozwiązania pozwalające na prowadzenie działalności gospodarczej przez branżę HORECA. Oczywiście wdrożenie rozwiązań oraz ich długoterminowa opłacalność zależy od skali działalności. Opracowane rozwiązania prawno-podatkowe zdają swoją funkcję przy działalności hotelowej czy przedsiębiorcy posiadającym kilka lokali gastronomicznych. Koszty utrzymania dodatkowych spółek, kasy fiskalnej, księgowości czy rachunków powierniczych powodują, że tworzenie dodatkowej struktury pozwalającej na uniknięcie ewentualnych sankcji za „sprzeciw obywatelski” i niepodporządkowanie się bezprawnym ograniczeniom dla małych podmiotów jest zwyczajnie nieopłacalne.


Dla mniejszych przedsiębiorców, w szczególności tych z branży gastronomicznej, najprostszym rozwiązaniem pozwalającym im na stacjonarne przyjmowanie klientów jest zawieranie umów o dzieło/zlecenia z klientami.

Należy też pamiętać, że przedsiębiorcy już zadłużeni mają możliwość skorzystania z przepisów prawa upadłościowego, restrukturyzacyjnego pozwalającego im utrzymać działalności i spowodować redukcję długów. Innym powszechnie stosowanym rozwiązaniem, w szczególności w równie mi bliskiej branży budowlanej, jest finansowanie się kosztem wierzyciela. Niestety wygląda to w ten sposób, że dłużnicy nie płacą faktur bez wydanego prawomocnego wyroku. Realnie powoduje to, że faktura będzie dochodzona w drodze egzekucji po 2-3 latach od jej faktycznej wymagalności.
Przewiduję, że organy państwa zrobią wszystko, aby jak najskuteczniej zniechęcić przedsiębiorców do działalności i nieposłuszeństwa, ale należy pamiętać, że ostateczną instancją rozstrzygającą zasadność nałożonych kar jest sąd.


Przedsiębiorcy będący na skraju upadku zdecydowali się rozwinąć akcję OtwieraMY. Rząd zapowiada kary do 30 000 zł. Czy widzisz wyjście z tego impasu, w którym dzisiaj jesteśmy?

Akcja Otwieramy o ile słuszna o tyle przeszła bez większego echa a zapowiadana skala okazała się wielokrotnie mniejsza. Wszyscy widzieliśmy obrazy z mediów pokazujących policjantów i pracowników inspekcji sanitarnej stojących przy stolikach, legitymujących klientów czy wręcz zagradzających wejście do lokalu. Wyglądało to co najmniej groteskowo, ale też pokazuje bezsilność służb wobec sprzeciwu społecznego. W mojej ocenie Przedsiębiorcy nie powinni być zaskakiwani działaniami państwa ani też bać się prowadzić działalność gospodarczą. Dzisiaj doszły kolejne obostrzenia. Dla niektórych firm to zaciskanie i tak już ciasnej pętli na szyji. I to jest naprawdę przykre, że państwo zamiast chronić miejsca pracy je dobija.]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/3e94a95b73557e06ad39d9c9d95f2166,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/3e94a95b73557e06ad39d9c9d95f2166,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Filip Szymczak</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/blogi/filipszymczak/334035,priorytetem-joe-bidena-bedzie-odbudowanie-sojuszu-z-unia-europejska-wywiad-z-prof-killionem-munyama</guid><link>https://natemat.pl/blogi/filipszymczak/334035,priorytetem-joe-bidena-bedzie-odbudowanie-sojuszu-z-unia-europejska-wywiad-z-prof-killionem-munyama</link><pubDate>Tue, 12 Jan 2021 20:12:45 +0100</pubDate><title>Priorytetem Joe Bidena będzie odbudowanie sojuszu z Unią Europejską - wywiad z prof. Killionem Munyama</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/a521d0bb7e54919f56733d3e4e330721,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Pierwszy wywiad w tym roku z prof. Killionem Munyamą, doktorem habilitowanym finansów międzynarodowych i posłem na Sejm RP z Platformy Obywatelskiej.

Rozmawiamy o wyborach w USA, tym co zmienił COVID-19 w naszej świadomości i tym jaki był to rok dla nas wszystkich.

Ostatnie dni w USA pokazały, że silne instytucje i zakorzenione wartości potrafiły obronić demokrację. Jakie powinny być według Pana priorytety Joe Bidena na najbliższy czas?

Prof. Killion Munyama: Widzę problem, który się pojawił na horyzoncie po raz pierwszy w takiej skali w 2015 roku w USA, a potem również objawił się w całej krasie i w Polsce. I to nie jest problem tylko i wyłącznie postprawdy oraz fake newsów, jak chcieliby niektórzy. Problem, o którym mówię leży głębiej, mówił m.in. o tym prof. Harari w swoich książkach, i dotyczy szybkości przemian jakie zachodzą na świecie – część z nas nie nadąża za zmianami czując się wykluczonymi. W konsekwencji szukają opowieści o świecie, którą zrozumieją. I tutaj z pomocą przychodzą wszystkie wspomniane przez Pana narzędzia. Wracając do priorytetów prezydentury Bidena uważam, że kluczem będzie zasypanie podziałów ekonomicznych i kulturowych. Amerykanie będą musieli się pogodzić z faktem, że za 10 lat część z nich będzie w mniejszości i nic na to nie będą mogli poradzić. Warto przy tej dyskusji podnieść temat „uwolnienia powszechnej edukacji” (postulat bezpłatnej edukacji dla wszystkich. Pomysł Demokratów). W skali międzynarodowej priorytetem będzie na pewno odbudowanie sojuszu z Unią Europejską. Przede wszystkim USA pod przywództwem Bidena musi być gotowa na wyzwania i walkę o wpływy, ponieważ coraz silniej rozpychają się Chiny i o dziwo Rosja, która dalej marzy o poszerzaniu strefy wpływu.


No właśnie, a jak Pan ocenia polską dyplomację z perspektywy praktyka i członka komisji spraw zagranicznych?

Prof. Killion Munyama: Pewne rzeczy się po prostu nie mieszczą w głowie. Totalna kapitulacja polskiej polityki zagranicznej w sprawie Białorusi. Relacji z Ukrainą w zasadzie nie ma. Unia Europejska to wróg publiczny nr 1. Nie pogratulowanie wygrania wyborów Joe Biden’owi to już w ogóle szczyt amatorszczyzny, w momencie kiedy USA to w sumie jedyny nasz poważny sojusznik. Pomijam oczywiście wpadki na bliskim wschodzie, które także nie przeszły bez echa. Największą wpadką dyplomatyczną jest to, że te wszystkie wpadki są zauważalne gołym okiem. To jak jesteśmy traktowani na świecie najlepiej pokazuje jak nas wystawia do wiatru nasz najbliższy sojusznik – premier Węgier – Wiktor Orban. Robi z naszym rządem co chce i jak chce. Jednego dnia nasz premier mówi jedno, a drugiego dnia pod wpływem rozmowy z Orbanem mówi drugie. Czy tak wygląda suwerenność?


Teraz może zadam przewrotne pytanie, ale jak pandemia COVID-19 zmieniła nasz świat według Pana?


Prof. Killion Munyama: To pytanie wydaje się bardzo pojemne (śmiech). Zmieniła wszystko i nic. Pandemia pokazała nam, że król jest nagi. Trump stracił drugą kadencję prawdopodobnie dlatego, że amerykanie uznali, że nie poradził sobie z pandemią. Pandemia pokazała z kolei jedność ludzką w skali mikro i makro. Cały świat pracował nad szczepionką na COVID-19 – to nasz największy sukces – jako gatunku ludzkiego. Na pewno zmieniła stosunki gospodarcze, bowiem firmy szukały i szukać będą nadal dostawców bliżej (pod względem geograficznym), ponieważ wybuch pandemii spowodował, że ryzyko zerwania tzw. łańcucha dostaw stało się bardzo realne, co w przypadku lockdownu paraliżowało całe biznesy. Pandemia również przyniosła nam postęp w sferze cyfryzacji. Dzisiaj praktycznie każda istotna sfera naszego życia stała się online. Wszystkie biznesy będą musiały myśleć o wirtualizacji, bo to już nie jest element przewagi konkurencyjnej, a konieczność. Przypomina mi się przykład z mojego okręgu wyborczego: pewien rzeźnik w czasie pandemii kompletnie zmienił podejście do biznesu. Zamknął wszystkie sklepy stacjonarne, uruchomił sklep internetowy i w ramach zakupów zaczął dowozić produkty do miejsca zamieszkania. Okazało się to racjonalne z punktu widzenia ekonomicznego i środowiskowego. Taniej było zatrudnić kierowców i dowozić pakunki w promieniu 50 km, aniżeli utrzymywać kilka sklepów stacjonarnych. Wielkopolska elastyczność nie zna granic. Nauka pokazała, że jest i będzie się wirtualizować. Nasze dzieci studiowały i uczyły się w domu za pomocą komunikatorów video. Sam zresztą prowadziłem i prowadzę wykłady dla studentów online. Myślę, że ta część zarówno pracy, jak i nauki zostanie z nami już na zawsze.


A jak Panu minął poprzedni rok?

Prof. Killion Munyama: Rok ten był wyjątkowy pod każdym względem, przede wszystkim każdy z nas bał się, jak ten horror się skończy i czy również mnie i moją rodzinę dotknie – takie pytania chyba zadawał sobie każdy z nas. Towarzyszyły mi podobne emocje jak czytelnikom: złość, niepewność, smutek. Z drugiej strony po chwilowej zadumie wkręcił mnie wir pracy zarówno tej politycznej, jak i naukowej. Na początku tej kadencji kontynuowałem funkcję pierwszego wiceprzewodniczącego Komisji Migracji, Uchodźców i Osób Przesiedlonych. Od stycznia 2020 r. pełnię także funkcję Przewodniczącego podkomisji ds. Diaspory i integracji. W październiku, zeszłego roku, wystąpiłem w tej roli podczas webinarium: „Analiza wpływu kryzysu COVID-19 na przekazy pieniężne Diaspory”. W Zgromadzeniu Parlamentarnym Rady Europy należę również do Komisji Równości i Niedyskryminacji, w której pracuję nad raportem „Walka o równe szanse-zakończenie dyskryminacji kobiet w świecie sportu”. W Polsce było równie pracowicie, ze statystyk sejmowych wynika, że w pierwszym roku kadencji złożyłem 91 interpelacji i nadałem bieg 6 zapytaniom. Mój udział w głosowaniach wyniósł 98,98% - 2127 z 2149.


Bardzo pracowicie Pan spożytkował rok w obliczu pandemii. Czy zapamiętał Pan z tych głosowań jakąś ustawę, która zrobiła na Panu największe wrażenie?

Prof. Killion Munyama: Największe wrażenie zrobiła na mnie ustawa „o ochronie zwierząt”, tzw. 5 Kaczyńskiego dla zwierząt, której osobiście nie poparłem mając na względzie dobro rolników przedsiębiorców i hodowców zwierząt. Zagłosowałem inaczej niż mój klub. Decyzja moja wynikała z dogłębnej analizy ustawy i ze złego oraz zbyt krótkiego procedowania. Przecież ta ustawa niosła tragiczne skutki za sobą nie tylko dla polskiego rolnictwa czy hodowli zwierząt, ale przede wszystkim, dzięki niej pogorszeniu uległby stan polskiej gospodarki. Ucierpiałaby przede wszystkim wymiana handlowa, która bardzo mocno jest związana z w/w gospodarką. W konsekwencji z dnia na dzień przedsiębiorcy traciliby firmy, a pracownicy miejsca pracy. Z wykształcenia jestem ekonomistą, na którego barkach spoczywa analiza rynku, podejmowanie takich decyzji i działań, aby każde z nich zapewniało stabilność finansową państwa oraz dobro społeczeństwa. Dotyczy to, w głównej mierze utrzymania dotychczasowych miejsc pracy i tworzenia nowych. Ta ustawa mówiąc kolokwialnie zwijała naszą gospodarkę.


Śmiała decyzja. Czy coś dobrego zapamięta Pan z 2020 roku, a może coś wzbudziło Pana nadzieję?

[b]Prof. Killion Munyama:[/b ]Dobro było widać u ludzi na co dzień, wie Pan taka zwykła ludzka solidarność. Dużą nadzieją była kampania Rafała Trzaskowskiego i jego osoba po stronie opozycyjnej. Energię ludzi obserwowałem z bliska i to było naprawdę niesamowite. Narodziła się Nowa Solidarność i jej lider. Otwartym pytaniem pozostaje, gdzie ta energia zostanie skanalizowana w przyszłości? Marzę o tym, że wróci ona w 2023 roku ze zdwojoną siłą.

Dziękuję bardzo za rozmowę.


Ja również i pozdrawiam wszystkich moich wyborców z okręgu 38 (Piła).

Zapraszam do dyskusji:
Facebook
Twitter]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/a521d0bb7e54919f56733d3e4e330721,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/a521d0bb7e54919f56733d3e4e330721,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html"></media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/blogi/filipszymczak/330365,pis-przejmuje-kolejne-media-a-opozycja-spi-jak-niedzwiedz-w-zimowym-snie</guid><link>https://natemat.pl/blogi/filipszymczak/330365,pis-przejmuje-kolejne-media-a-opozycja-spi-jak-niedzwiedz-w-zimowym-snie</link><pubDate>Sun, 13 Dec 2020 10:49:52 +0100</pubDate><title>PiS przejmuje kolejne media a opozycja śpi, jak niedźwiedź w zimowym śnie</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/2376807b16bcd0ab657f51f8e71df5d5,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Dzisiaj będzie krócej niż zwykle. Do porannej kawy, jak co dzień robię prasówkę i oczom nie wierzę. Gazeta.pl podaje, że Orlen ma zamiar kupić Gremi Media, właściciela takich tytułów jak: Rzeczpospolita i Parkiet. Orlen ostatnio przeprowadził transakcję grupy Polska Press. Scenariusz Węgierski w lepszym wydaniu?

Przywództwo musi mieć kręgosłup moralny. Jasne, ale większość z wielkich liderów światowych powie Wam tak: cel osiąga się sposobem, a jak nie można sposobem, to tak jak można. Historia rozlicza tych, którzy byli nieskuteczni, a nie tych, którzy osiągnęli sukces. PiS rysuje opozycji plan gry. Najbardziej irytujące jest to, że liderzy opozycyjni o tym wiedzieli dużo wcześniej i nic z tym nie zrobili. Żeby przejąć władzę trzeba być skutecznym, niekoniecznie głośnym. Wie coś na ten temat król dyplomatów Talleyrand – Preigot. Może warto wziąć od niego kilka lekcji.



	
		
											
					
				
				FB.com/szymczakfilip1
					



Wbrew pozorom opozycja powinna się cieszyć. Dlaczego?

• Stawianie na zwiększenie propagandy kończy się nieuchronną klęską. W socjotechnice manipulacja udaje się tylko wtedy, kiedy społeczeństwo przechodzi szok. Jarosław Kaczyński sądzi, że tak właśnie zadziałał koronawirus. Problem w tym, że opanowanie mediów w czasach mediów społecznościowych nie daje zbyt wiele, ponieważ badania pokazują, że liderzy opinii będą szukali „wiarygodnych” lub alternatywnych źródeł informacji.

• Celebryci i influencerzy są w większości po stronie opozycji. Hasło ***** *** nabrało nowego znaczenia przy #Hot16Challange2, a to są milionowe zasięgi.


• Ekonomia jest po stronie opozycji. W Polsce dzieje się źle i dziać się będzie. Informacje o tym, jak dobrze dzieje się w naszej gospodarce przekazują media nie tylko prorządowe. Jednak każdego „Kowalskiego” dotknął kryzys i odczuł go na swojej skórze. Ciekawi mnie ile będzie zwolnień i bankructw pokryzysowych.

• AgroUnia wypowiedziała PiSowi wojnę i chłopcy nie patyczkują się w tańcu. Idą na twardo, a to oznacza, że liczą na konkretne poparcie na wsi. Na co sobie PiS nie może oczywiście pozwolić, według doktryny: na prawo tylko ściana.

• Kupowanie tych mediów jest strategicznie zorientowane na utrzymanie elektoratu małomiasteczkowego i centrowego. I tu otwiera się szansa dla kolegów z opozycji.


Zamiast walczyć o miano koguta i wygadywać bzdury, zacznijcie pracować u podstaw. Pojawia się gigantyczna szansa na stworzenie lokalnych mediów opozycyjnych. 

Szansa. Lider musi umieć wykorzystać wiatr zmian wprowadzając szanse w życie. 

Jeśli chcemy uratować demokrację, najpierw musimy być skuteczni, dopiero potem święci !!!

Jeśli Cię zaciekawił wpis zapraszam do dyskusji:
Filip Szymczak na Facebooku
Filip Szymczak na Twitterze]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/2376807b16bcd0ab657f51f8e71df5d5,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/2376807b16bcd0ab657f51f8e71df5d5,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html"></media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/blogi/filipszymczak/329433,platforma-obywatelska-2021-wyzwania-gwiazdy-i-plan-gry</guid><link>https://natemat.pl/blogi/filipszymczak/329433,platforma-obywatelska-2021-wyzwania-gwiazdy-i-plan-gry</link><pubDate>Sun, 06 Dec 2020 21:22:10 +0100</pubDate><title>Platforma Obywatelska 2021: wyzwania, gwiazdy i plan gry</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/66772c866f8b039d87b73ab2653ceb9f,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Ostatnie dwa wpisy poświęciłem Zjednoczonej Prawicy. Dzisiaj zanalizuję sytuację Platformy Obywatelskiej wraz z jej podmiotami towarzyszącymi. Szykując się do tego wpisu odbyłem kilkanaście rozmów z politykami partii, ale też przeczytałem kilka książek, które zarysowały jej wewnętrze zależności i wpływy. A te wpływy są kluczowe w każdej organizacji rysując układ sił. Moja analiza ma na celu odpowiedzieć na pytanie w co przepoczwarza się PO, a także jakie będzie jej możliwe przywództwo.

Pamiętajcie, podobnie jak wielki mistrz dyplomacji i polityki Charles-Maurice de Talleyrand „ja nie pochwalam ani nie potępiam, ja tylko opowiadam”.

Mit Platformy Obywatelskiej jako ruchu społecznego

Platforma Obywatelska nigdy nie była ruchem społecznym. Była za to dobrze zorganizowaną organizacją pod względem komunikacyjnym. Trzech tenorów (Maciej Płażyński, Andrzej Olechowski, Donald Tusk) zaczynało przygodę, ponieważ dla ludzi dawnego Kongresu Liberalno-Demokratycznego to było: być lub nie być w polityce. Ruch obywatelski wymyślono na potrzeby dopasowania narracji Andrzeja Olechowskiego do rzeczywistości tworzenia partii. Potrzebowano mitu założycielskiego i tego, o czym mówimy w klasycznym marketingu konsumenckim czyli odróżnienia się od innych graczy areny politycznej. Dlatego m.in. wymyślono idee prawyborów do parlamentu. Wielu wyborców ma żal, że Platforma Obywatelska odeszła od twarzy konserwatywnoliberalnej na rzecz liberalnej z akcentami progresywnymi. Wyborcy Ci zapominają, że najmocniejszym korzeniem PO było środowisko liberałów z dawnej KLD i to właśnie te poglądy były de facto jej kolebką. Przypomnijmy, że do tych liberałów należeli m.in. Donald Tusk i Grzegorz Schetyna – wtedy jeden z najbliższych współpracowników tego pierwszego.

	
		
											
					
				
				rp.pl
					


Etap kolejny to wykrystalizowanie się przywództwa Donalda Tuska z silnymi osobowościami satelickimi w osobach Jana Rokity i Pawła Piskorskiego. To jest ten moment, kiedy Rokita proponuje, żeby Tusk startował na prezydenta, a on ogłasza się w kampanii „premierem z Krakowa” (tak głosił jego slogan wyborczy). Dzisiaj już wiemy, że w razie wygrania wyborów prezydenckich Platforma Obywatelska desygnowałaby na premiera najprawdopodobniej Grzegorza Schetynę. Dlaczego? Ponieważ wewnętrzna polityka to wpływy i szable (ilość członków będących twoimi zwolennikami), a nie ładne zdjęcia w tabloidach. Liderzy kongresu nauczeni porażką w wyborach na szefa Unii Wolności nie tworzyli struktur partyjnych, ale twarde, karne i zdyscyplinowane wojsko – Schetyna był w tym arcymistrzem. Na poziomie przywództwa partii ten kto rzuca wyzwanie liderowi wygrywa lub odchodzi. Tak było w przypadku Rokity i Tuska. W konsekwencji ten pierwszy musiał odejść. Stety lub niestety nie ma nic pomiędzy. Z pojedynku wychodzi tylko jeden. Zwycięzca bierze wszystko.


Każda partia polityczna przypomina bardziej arenę gladiatorów, aniżeli kółko różańcowe. I obserwatorzy, w tym wyborcy powinni to zaakceptować. Choć tych gladiatorów często łączy ze sobą szorstka i głęboka przyjaźń. 

Polityka to kobieta, jej mężem jest wizerunek, ale wierna jest słodkogorzkiemu kochankowi jakim jest pragmatyzm.

W polityce wygrywa pragmatyzm przywódczy, a nie dobre intencje

Wielu sympatyków i działaczy PO miało pretensje do jej byłego przewodniczącego i symbolu zwycięstw Donalda Tuska, że nie przygotował swoich następców. W wielu wywiadach tłumaczył on, że przecież przywództwo polityczne się wywalcza, a nie dostaje. W tym miejscu trudno się z nim nie zgodzić.


Przywódcę tworzą jego porażki i zwycięstwa, jak również lęki i ich przełamania. Walka hartuje i lepi. Mało kto pamięta, że ten Donald Tusk poniósł dwie spektakularne porażki. Pierwszą było nie wejście do sejmu z KLD, a drugą odniósł w wyborach prezydenckich w 2005 roku. Po tych załamaniach musiał wstać, natchnąć ludzi i zacząć wygrywać, co zresztą zrobił. 

Wbrew pozorom Platforma Obywatelska ma największy potencjał przywódczy spośród obozu opozycyjnego, poza liderem zaprawionym w bojach. Zarówno Władysław Kosiniak-Kamysz, jak i Włodzimierz Czarzasty osiągnęli realne wyniki. Partie, jak i ich wyborcy mają zaufanie do ich przywództwa. Borys Budka ma to wszystko przed sobą. Prawdziwa walka o bycie pierwszym dopiero się zacznie. Jak dotąd wyborcy i działacze mieli sympatie i antypatie pomiędzy starą PO reprezentowaną przez takich liderów jak Schetyna, Neumann czy Witczak, a nową mającą twarz Budki, Tomczyka czy Trzaskowskiego. Zbliża się moment, kiedy to oni stoczą walkę o przywództwo pomiędzy sobą. Walka jest nieunikniona, bo taka jest natura przywództwa politycznego. Taka jest również natura polityki, której metaforą jest arena.


Wszystkie wyzwania Borysa Budki


	
		
											
					
				
				niezalezna.pl
					



Po pierwszych wtopach z podwyżkami i piątką dla zwierząt Borys Budka chce uciec do przodu. Z moich informacji wynika, że zlecił napisanie nowej deklaracji ideowej i rozpoczął wewnętrzną dyskusję, o tym jaką partią ma być PO. Problem w tym, że do pisania programu zatrudnił dwóch doświadczonych polityków, ale i zarazem oddanych zwolenników Grzegorza Schetyny, czyli Rafała Grupińskiego i Tomasza Siemoniaka. Wygląda to trochę tak, jakby chciał zyskać czas. Problem w tym, że tego czasu nie ma, a jak wiemy wojsko Schetyny jest karne i lojalne. Oddając pole ludziom Schetyny pokazuje członkom i sympatyków, że nie ma swoich ludzi. To jest błąd, który może kosztować go przywództwo.


Nastroje w partii są takie, że oczekuje się od przewodniczącego pierwszego politycznego morderstwa, którego jeszcze nie popełnił. W skrócie: ma sobie pobrudzić ręce. Grzegorz Schetyna specjalnie ustąpił nie podejmując walki na arenie zastawiając pułapkę na niedoświadczonego lidera. Pułapką jest Nowoczesna pozostawiona jako niezależny byt polityczny. Używając nomenklatury Ziobry, ocenił następcę jako miękiszona. Lokalne struktury naciskają na wchłonięcie nowoczesnych, a Budka musi się przełamać, ponieważ w innym przypadku jego kariera w roli lidera skończy się szybciej niż planował. Tu nie ma miejsca na fuzję. Jest tylko jedna możliwość: wrogie przejęcie. Problem jest duży i strukturalny. Struktury Nowoczesnej i Platformy nie darzą się sympatią - mówiąc najdelikatniej. Ponieważ koła PO są z reguły większe, to one naciskają na wchłonięcie nowoczesnych, którzy niejednokrotnie nacisnęli platformersom na odciski w poszczególnych elekcjach. Żądają przywołania ich do porządku i pokazania im gdzie jest miejsce w szeregu.



	
		
											
					
				
				PolskaTimes
					



Oczekiwania od przywództwa PO są duże. Przede wszystkim odzyskanie wiary w zwycięstwo. Uważa się, że głównym problemem partii jest brak profesjonalizacji, w tym zaplecza eksperckiego, który kiedyś gromadził się wokół Instytutu Obywatelskiego (think tanku PO). Kolejnym wyzwaniem będzie odświeżenie szyldu (marki), w tym znalezienia języka trafiającego do wyborców i pokazanie stojących za nim twarzy. Ostatnim i chyba najważniejszym jest sprawienie, że szyld ten będzie symbolem skuteczności. 

Atrakcyjność w polityce ma twarz nadziei, a owa niewiasta bierze się z wizerunku i reputacji pozostającej po konkretnych decyzjach i działaniach politycznych. Głównym zarzutem pod rządami Schetyny był brak treści w PO, ale głównym atutem było przełamanie się i wyjście do ludzi. Borys Budka ma grunt, teraz musi postawić solidne fundamenty w postaci programu, nowego języka, i nowych twarzy kojarzących się zarówno ze skutecznością, jak i samą Platformą. Zadanie trudne, ale wykonalne. Na naszych oczach rodzą się nowe gwiazdy PO.


Nowe gwiazdy Platformy Obywatelskiej


	
		
											
					
				
				rc.fm
					



Ryba psuje się od głowy. W polityce lider popełnia błędy, szczególnie wtedy, kiedy nie ma zaufanych ludzi wokół siebie. Wyzwaniem dla Budki staje się odświeżenie przywództwa w regionach, bowiem Schetyna ułożył je pod siebie. Covidowe jiu-jitsu objawiło kilka gwiazd w samorządach. Skupię się na Wielkopolsce, bo rozgrywka w tym regionie wydaje się niezwykle ciekawa. Podczas gdy media widzą w Prezydencie Jaśkowiaku lidera, struktury dostrzegają pracę i ruchy marszałka województwa Marka Woźniaka. Typowany jest przez nich na nową gwiazdę wielkopolskiej Platformy. W wyborach do sejmiku zdobył z Poznania rekordowe 58 tys. głosów. Ma wszystko aby być skutecznym liderem partyjnym, którego oczekują wyborcy i struktury. Na jego korzyść przemawia gruntowne doświadczenie w administracji, potencjał wyborczy i wizerunkowy, a także kompetencje. Marszałek Woźniak znany jest m.in. w środowisku jako ekspert ds. polityki regionalnej. Akceptowany i szanowany jest przez wszystkie frakcje lokalnych baronów. To niewątpliwy atut w czasach kryzysu.


Poza tym ma w gronie swoich zastępców potencjalnych następców. I to warto zaznaczyć. Autentycznego lidera można rozpoznać, po jakości następców i sprawnym zespole. Uwagę zwracają na siebie jego zastępcy: Jacek Bogusławski nadzorący gospodarkę i sport, a Paulina Stochniałek zdrowie.


	
		
											
					
				
				Jacek Gursz- Burmistrz Chodzieży•Radio Poznań
					



Na peryferiach metropolii błyszczy już rozpoznawalny burmistrz Chodzieży Jacek Gursz. Nowym odkryciem partii może okazać się natomiast Starosta Wolsztyński Jacek Skrobisz, którego specjalnością stały się polityczne rezurekcje. W przeszłości był wicestarostą, z przerwą na bycie wielkopolskim wicekuratorem oświaty. Wrócił na fotel starosty w wielkim stylu. Jako lider umie postawić na swoim i za to budzi szacunek nawet wśród swoich oponentów. Na szpitalu miał polec, a pod jego rządami rozkwita i pozyskuje wszystkie możliwe dofinansowania. Pozyskał rekordowe środki od Wojewody na lokalne drogi, choć otwarcie przyznaje się do szefostwa Platformy Obywatelskiej w powiecie wolsztyńskim. Na razie jego praca dostrzegalna jest na szczeblu lokalnym i wojewódzkim, ale już niedługo może być rozpoznawany na szczeblu ogólnopolskim. Warto zapamiętać to nazwisko.



	
		
											
					
				
				Pierwszy od prawej: Jacek Skrobisz - Starosta Wolsztyński. W środku: Ewa Kopacz - ex premier i poseł do Parlamentu Europejskiego. Pierwszy od lewej: Wiesław Janowicz - Wiceprzewodniczący Rady Powiatu Wolsztyńskiego.•FB: Jacek Skrobisz
					



W ławach poselskich nadal o przebicie się do pierwszej ligi walczy Jakub Rutnicki, uznawany w swoim okręgu za tytana pracy organicznej. Natomiast w trzecim rzędzie tych samych ław ukrywa się talent polskiej dyplomacji w postaci prof. Killiona Munyamy. Profesor Munyama jest doktorem habilitowanym ekonomii i specjalistą w zakresie instytucji finansowych. Jest również cenionym ekspertem w Radzie Europy. Specjalizuje się w dyplomacji poselskiej i gospodarczej ze szczególnym uwzględnieniem regionu Afryki i Bliskiego Wschodu.


	
		
											
					
				
				Twitter.com
					




W samej Wielkopolsce jest potencjał diamentów przywódczych. Pozostaje pytanie czy Borys Budka go dostrzeże i wydobędzie?

Plan gry

Ponieważ Polska posiada rekordowe zadłużenie Prawo i Sprawiedliwość będzie sięgać do portfeli ludzi pracujących. Zapowiedzi głoszą, że pełnemu ozusowieniu mają podlegać również podatnicy będący na etacie i prowadzący działalność gospodarczą. Tonący brzytwy się chwyta. Premier zapowiedział, że cały sektor publiczny nie dostanie ani trzynastek, ani nagród. Prawie pewne staje się, że również emeryci nie dostaną swoich trzynastych i czternastych emerytur. Cały czas jest pytanie, czy 500+ uda się utrzymać? Gorszą wiadomością, dla premiera, jak i całego PiS jest fakt, że zaostrzenie kursu spowodowało brak zaufania do Polski. Brak zaufania przekłada się na portfel, ponieważ dzisiaj koszt obsługi długu, na jaki polski rząd nas skazuje jest większy aniżeli koszt obsługi długu np. Grecji. Nie ma czego rozdawać, ale jest co zabierać.


1) Platforma Obywatelska musi wykorzystać sytuację i zabrać się na serio za pisanie programu gospodarczego i zdrowotnego. Ponieważ te dwie sfery są kluczowe ze względu na wygranie wyborów, jak i utrzymanie władzy. Kryzys dotknął każdego z nas we wspomnianych obszarach. Liderem opozycji będzie ten, kto przedstawi wiarygodny plan reform i wyjścia z zapaści, a ponad to będzie wiarygodnie go komunikował.

2) Borys Budka powinien jak najszybciej posprzątać w swoje podwórko i przygotować struktury do walki o zwycięstwo. Żeby posprzątać należy zorganizować nowe wybory i pokazać twarze z programem.


3) Narysować oś podziału w oparciu o zdrowie, gospodarkę i bezpieczeństwo. Nawet nudną teorię można ubrać w emocje, czego doświadczył brutalnie Jarosław Kaczyński na debacie z Donaldem Tuskiem. Słynna Pani pielęgniarka ze szpitala, mówi Wam to coś?

4) Borys Budka musi przejść przemianę, taką jaką przeszedł Donald Tusk. Jeśli mu się uda, to Platforma Obywatelska wróci na świecznik z nowymi twarzami.


	
		
											
					
				
				PRzemiana Donalda Tuska•TVN24.pl
					



Podsumowanie

Przywództwo jest tym ciekawsze, im ciekawsze są czasy, które go tworzą. Borys Budka ma niepowtarzalną szansę stania się kreatorem historii i zapisania się w jej annałach jako lider. Pytanie czy będzie umiał się przełamać? Sprzyjają mu okoliczności. Posiada struktury, które niczym broń, kiedy są skalibrowane i wycelowane w odpowiednią stronę potrafią być niebezpieczne. Przekonał się o tym Andrzej Duda w kampanii wyborczej wygrywając o włos. Problem polega na tym, że mieć broń, a umieć z niej strzelać to dwie różne kwestie. Ostatnia aktywność Grzegorza Schetyny pokazuje, że on nie odpuścił, tylko zmienił strategię. Nadszedł czas próby nowych liderów. Wiarygodność budować będą zwycięstwa i konsekwencja. Głównymi wyzwaniami lidera PO będzie: zjednoczenie środowiska Koalicji Obywatelskiej, nalanie w nią treści, uwolnienie potencjału struktur i przedstawienia spójnej i wiarygodnej wizji Polski postcovidowej Polakom. Proste, ale nie łatwe.]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/66772c866f8b039d87b73ab2653ceb9f,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/66772c866f8b039d87b73ab2653ceb9f,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html"></media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/blogi/filipszymczak/326729,po-marszu-niepodleglosci-wladza-parzy-jak-goracy-kartofel-kiedy-wybory</guid><link>https://natemat.pl/blogi/filipszymczak/326729,po-marszu-niepodleglosci-wladza-parzy-jak-goracy-kartofel-kiedy-wybory</link><pubDate>Thu, 12 Nov 2020 18:55:47 +0100</pubDate><title>Po Marszu Niepodległości władza parzy, jak gorący kartofel. Kiedy wybory?</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/2f0205d98936c9cc4edbdfe08585e519,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Dzień Niepodległości w 2020 r., ponad wszystko, zostanie zapamiętany przez nas na długo. Dopiero co cieszyliśmy się z faktu, że amerykański koncern farmaceutyczny Pfizer wynalazł szczepionkę na COVID-19, a już musieliśmy wrócić do „świętowania” naszej niepodległości. Pytanie brzmi: gdzie były nasze elity władzy?


	
		
											
					
				
				płonące mieszkania po Marszu Niepodległości•Fakt.pl
					


Wszystkich nas obiegły wstrząsające obrazy unaoczniające, jak bandyci uczestniczący w Marszach Niepodległości strzelali racami w mieszkania oznaczone flagami z logiem Strajku Kobiet. I tu stawiam tezę, że agresja tych bandytów jest tylko przykładem choroby, a nie jej symptomem. Stratedzy Prawa i Sprawiedliwości musieli widzieć ją w badaniach, już kilka miesięcy temu, ponieważ postępowała ona sukcesywnie niszcząc tkankę społeczną, jak nowotwór komórki napotkane na swojej drodze. Na potrzeby tej publikacji nazwijmy ową chorobę dosadnie: „absolutnym brakiem kontroli rządzących nad państwem”. Rozprzestrzenia się ona równie agresywnie, co histerycznie, a jej przykład obserwujemy na ulicach polskich miast już od kilku tygodni.

	
		
											
					
				
				Zbigniew Ziobro z mównicy sejmowej•Onet.pl
					


Donald Tusk w ostatnim wywiadzie stwierdził, że rząd dusz Prezesa Kaczyńskiego się skończył. Wczorajszy apel Solidarnej Polski do Premiera Mateusza Morawieckiego o weto w sprawie budżetu unijnego zdaje się tylko potwierdzać, że wojna o święty graal na prawej stronie rozgorzała na dobre i jest ona na polityczną śmierć i życie. Alternatywą dla ekipy Zbigniewa Ziobro jest ulica i jej radykalna twarz Roberta Bąkiewicza, prezesa stowarzyszenia Marsz Niepodległości, którą mogliśmy zobaczyć dzisiaj i w latach poprzednich. Obok tego Pana, ramię w ramię, będzie kroczył Ruch Narodowy, na czele z Krzysztofem Bosakiem i Robertem Winnickim. I tutaj pewnie zaskoczę Państwa, bowiem w tej walce idzie o przeżycie, a nie władzę. 

	
		
											
					
				
				zdjęcie promujące film Don Stanislao•TVN24.pl
					


W Księciu Machiavelli pisał o koniecznym mariażu tronu i religii, bo tylko te połączenie pozwoli panować nad poddanymi. Oczywiście poprzez autorytet moralny religii i siłę tronu. Polska, Anno Domini 2020 r. to kraj, w którym jesteśmy świadkami jednoczesnego upadku autorytetu kościoła i władzy, połączonych dotychczas nieskrępowanym węzłem małżeńskim. Z socjotechnicznego punktu widzenia pierwszy film braci Sekielskich zjednoczył wyborców PiS w walce z „profanacją” kościoła. Drugi film przełamał tabu mówienia o pedofilii w polskim kościele na dobre. Don Stanislao, o Kardynale Dziwiszu, wywołał za to prawdziwe tsunami. Ludzie w małych miasteczkach, już nie pytają czy to prawda, ale jak oni tak mogą? Wiem, ponieważ w takowym mieszkam. Na naszych oczach następuje upadek autorytetu moralnego kościoła, którego symbolem był Kardynał Stanisław Dziwisz. Film to jedno, ale wywiad Piotra Kraśki z Kardynałem Dziwiszem to drugie i w związku z nim nikt nie umie uwierzyć, że kardynał nic nie wiedział, nie słyszał i w sumie to nic nie mógł. Tron bez religii nie będzie mógł istnieć, szczególnie gdy obie strony są tak do siebie przywiązane. Kończy się era wahadła społecznego wychylonego w tę stronę.

	
		
											
					
				
				liderzy PO w drodzę na konferencję•wiadomości.radiozet.pl
					


Na naszych oczach wychyla się jednak w drugą. Czyli w jaką? Pytanie godne władzy. Po stronie opozycyjnej doszło do porozumienia w imię wspólnego wroga. I dobrze, należą się liderom brawa za ten ruch. Na horyzoncie rysuje się jednak poważniejszy problem, który według mnie, może rozwiązać tylko silna osobowość. Tłum jest jak woda, może napoić gdy jesteś spragniony i zniszczyć Ci dom, jeśli będzie elementem tsunami. Gustave Le Bon wskazywał, że nad tłumem władzę mają osobowości charyzmatyczne. I tu pojawia się znaczący problem po stronie opozycji parlamentarnej, bowiem obecnie przywództwo rodzi się na peryferiach jądra wydarzeń – w samorządach. Niewątpliwie czasy pandemii wykształcą liderów społecznych. Mistrzami covidowego jiu-jitsu są starostowie i prezydenci toczący na pierwszej linii frontu walkę o bezpieczeństwo mieszkańców swoich powiatów i miast. Prawdopodobnie to oni będą stanowili trzon przyszłego rządu, bo tylko oni będą wiarygodni dla Polaków doświadczonych przez wirus COVID-19 i niekompetentne rządy.

	
		
											
					
				
				Wizyta Rafała Trzaskowskiego w Wolsztynie•PowiatWolsztyn.pl
					


Najbliższe miesiące będą ciekawsze niż myślimy. Stawiam, że wybory mogą odbyć się w przyszłym roku, ponieważ władza nie stanowi już spoiwa Zjednoczonej Prawicy. Wręcz przeciwnie, zaczyna parzyć jak gorący kartofel. I wbrew pozorom, dzisiejsze doniesienia o potencjalnej dymisji Mariusza Kamińskiego zdają się potwierdzać przytoczoną powyżej tezę. Każdy z trójki tenorów będzie starał się jak najszybciej wymiksować z tego układu, aby znaleźć się w nowym parlamencie. Z kolei, liderzy opozycji mają sporą robotę do zrobienia, muszą znaleźć sposób, by wlać nadzieję w wychodzące na ulicę tłumy i je przekonać do tego, że warto zaufać ich pomysłom i rozwiązaniom. A to, jak wszyscy wiemy, nie będzie łatwe. Mnie najbardziej ciekawi w kim Polacy zobaczą przyszły autorytet moralny?


Do bieżącej dyskusji zapraszam Was tutaj:
Facebook
Twitter]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/2f0205d98936c9cc4edbdfe08585e519,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/2f0205d98936c9cc4edbdfe08585e519,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Konwencja samorządowa PiS</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/325243,cypis-i-jbc-pis-muzyk-mowi-o-strajku-kobiet-i-swoim-utworze-wywiad</guid><link>https://natemat.pl/325243,cypis-i-jbc-pis-muzyk-mowi-o-strajku-kobiet-i-swoim-utworze-wywiad</link><pubDate>Sun, 01 Nov 2020 22:16:09 +0100</pubDate><title>Cypis, autor hymnu Strajku Kobiet &quot;JBĆ PiS&quot;, szczerze i bez cenzury. &quot;To jest mój manifest&quot;</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/3fef5ee75ed317d41f4943b140b1cec4,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Ten kawałek zna już każdy, kto bierze udział w Strajku Kobiet. Do "JBĆ" PiS Cypisa tańczą na ulicach protestujący, a w ciągu trzech dni utwór został wyświetlony na YouTube ponad 2,5 miliona razy. Cypis, czyli Cyprian Racicki, mówi w rozmowie z naTemat, co naprawdę myśli o rządach PiS i czy spodziewał się, że stworzy hymn protestów kobiet.

Kawałek "JBĆ PiS" stał się niekwestionowanym hymnem Strajku Kobiet. Spodziewałeś się tego? 

Spodziewałem się, że "JBĆ PiS" zrobi w internecie wyświetlenia, bo temat jest "na czasie", ale nie spodziewałem się, że aż tak to pójdzie. Chociaż z drugiej strony czułem, że ludziom przydałby się taki protest song w tym trudnym czasie.

Jak się czujesz, gdy słyszysz swoją piosenkę na protestach w całej Polsce?

Nie będę ukrywał, że jestem bardzo miło zaskoczony i duma mnie rozpiera, gdy ludzie podsyłają mi filmiki z protestów, na których puszczają mój kawałek i wszyscy go śpiewają. Mam nadzieję, że w ten sposób mogę przyłączyć się do strajkujących kobiet i na swój sposób je wesprzeć.
                    
                Skąd w ogóle pomysł na utwór? Wziął się z chęci wsparcia protestujących, niezgody na władzę, a może po prostu pod wpływem chwili? Usłyszałeś hasło "jeb** PiS" i postanowiłeś działać?


Wszystko po trochu. Jestem akurat w trakcie nagrywania nowej płyty i wpadłem do studia, żeby popracować. Rozmowa zeszła oczywiście na to, co w tej chwili dzieje się w naszym kraju i mój manager (który jest jednocześnie producentem płyty) rzucił hasło, żebym dołączył swój głos i włączył się w walkę kobiet. Mnie ten pomysł też chodził od kilku dni po głowie, więc na spontanie zrobiliśmy ten kawałek – w niecałe dwie godziny. Słyszałem na którymś z protestów, jak młodzież śpiewała do tego bitu słowa "jeb** PIS" i stwierdziłem, że warto to wykorzystać. Dopisaliśmy zwrotki, rozwinęliśmy trochę refren i poszło (śmiech).


I to nieźle poszło.

Szczerze mówiąc, nie sądziłem, że mój kawałek aż tak rozpowszechni się na cały kraj i to jeszcze w tak szybkim tempie. Po prostu chciałem dołożyć swoją cegiełkę. A że tak poszło, to tylko się cieszyć.

To Twój manifest? Tekst utworu odzwierciedla Twoje poglądy?

Tak, to jest mój manifest i tekst w 100 procentach odzwierciedla moje poglądy. Nienawidzę PiS. Nie ma mojej zgody na to, co wyprawia z naszym krajem, z sądami, z Trybunałem, a teraz jeszcze na to, jak potraktował kobiety. Chcę żyć w normalnym kraju, gdzie każdy ma równe prawa i nie musi się bać o swoje zdrowie lub nawet życie. Mam dość szczucia na siebie ludzi przez małego karakana. Ten kawałek to moje dobitne "DOŚĆ" na to wszystko!
                    
                Dostajesz jakieś negatywne głosy od przeciwników protestów albo wyborców PiS? Może odezwał się do Ciebie ktoś z partii rządzącej?


Właśnie to jest piękne, że wszyscy, którzy słyszeli ten kawałek, przesyłają mi mnóstwo pozytywnych wiadomości. Mówią, że są ze mną, że mnie popierają itd. Jeśli chodzi o negatywne głosy, to naprawdę nie ma ich wcale. Żadna partia się do mnie nie odzywała, ale z tego akurat się cieszę, ponieważ wolę trzymać się z daleka od polityki. Ten kawałek to nie wyraz sympatii do tej czy innej partii, ale wyraz wkur****** na to, co się dzisiaj dzieje w Polsce. Natomiast gdyby zadzwonił ktoś z PiS-u, to chętnie powiem mu parę ciepłych słów na temat ich działań (śmiech).


Jakbyś odpowiedział tym ludziom, którzy mówią, że promujesz wulgaryzmy, a te nie nadają się na protesty? Chociażby językoznawca, prof. Jerzy Bralczyk, stwierdził, że słowo "wyp********" szkodzi Strajkowi Kobiet. Da się w ogóle protestować bez wulgaryzmów?

To jest protest, a nie domowe przedszkole. Uważam, że słowo "wyp********" czy inne wulgarne słownictwo nie przynosi specjalnie żadnej szkody. Tak jak zaśpiewałem: "miło to już było...". Poza tym to słowo dokładnie określa obecną sytuację. Nie ma miejsca na głaskanie i używanie dyplomatycznych zwrotów. Wulgaryzmy w moich piosenkach były od zawsze, więc nic dziwnego, że i w tym kawałku się pojawiły.
                    
                    
                    
                    
                
                 
                Planujesz jeszcze jakiś swój wkład w protesty?


Jest jeszcze nagranych parę kawałków, które trzeba zmiksować, zmasterować i puścić do internetu, wiec to jeszcze nie jest koniec.

Jakieś słowo otuchy, przesłanie dla protestujących?

Strajk kobiet popieram w 100 procentach i całym sercem jestem z nimi. Nie poddawajcie się! Pamiętajcie, żeby walczyć o swoje do samego końca! A najważniejsze to oczywiście: JEB*** PiS!!!!!!]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/3fef5ee75ed317d41f4943b140b1cec4,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/3fef5ee75ed317d41f4943b140b1cec4,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Cypis stworzył największy hit protestów – &quot;JBĆ PiS&quot;</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/325041,kinga-duda-o-strajku-kobiet-dajcie-spokoj-corce-prezydenta-felieton</guid><link>https://natemat.pl/325041,kinga-duda-o-strajku-kobiet-dajcie-spokoj-corce-prezydenta-felieton</link><pubDate>Thu, 29 Oct 2020 13:14:31 +0100</pubDate><title>Dajcie spokój Kindze Dudzie. Wcale jej nie zazdroszczę</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/058eed193816b341f728a4f2a3fbc396,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Kinga Duda zabrała głos w sprawie wyroku Trybunału Konstytucyjnego i Strajku Kobiet. W sieci zawrzało, bo nie zbuntowała się przeciwko ojcu i PiS oraz odważyła się poprzeć kompromis aborcyjny. Serio, spodziewaliście się, że córka prezydenta pójdzie z nami na barykady i opowie się za aborcją na żądanie? Wolne żarty.

Jestem za Strajkiem Kobiet, jak wszystkie moje redakcyjne koleżanki. Protestuję, bo jestem za wyborem i wolnością.

Ale jestem również za wolnością wypowiedzi i prawem do własnego zdania. Kiedy ktoś mówi, że nie zgadza się na obecną formę protestów kobiet lub że popiera kompromis aborcyjny, a nie całkowitą liberalizację aborcji, to – dopóki jest kulturalny i nieagresywny, nie jest bojówką ONR i nie atakuje protestujących oraz nie próbuje sabotować Strajku Kobiet – jest to dla mnie ok.

Różnimy się. Mamy różne poglądy, wierzenia, wartości. Walczmy o wolność, ale usłyszmy też głosy, które różnią się od naszych. Nie każdy musi z nami walczyć na barykadach i nie każdy, kto z nami na tych barykadach walczy, musi myśleć kropka w kropkę jak my. Może to brzmi naiwnie w obliczu dzisiejszej rewolucji (bo to już jest rewolucja), ale bez dialogu daleko nie zajedziemy.


Nie chodzi mi o dialog z władzą, bo "orędzie" Jarosława Kaczyńskiego i zachowanie polityków prawicy dobitnie pokazuje, że żadnego dialogu z rządzącymi nie ma i nie będzie. Ten peron już dawno odjechał. Chodzi mi o dialog z Polkami i Polakami, którzy po prostu myślą inaczej.

Inaczej myśli chociażby Kinga Duda. Nie do końca wiadomo, czy na pewno jest to myślenie samodzielne. Oświadczenie córki prezydenta, które zostało opublikowane w środę na Twitterze, również dobrze mogło zostać napisane przez doradców jej ojca. Może Kinga nie ma tutaj nic do gadania, może ma zupełnie inne poglądy. Ale załóżmy przez chwilę, że obiema rękami podpisuje się pod swoim "listem".
                    
                    
                    
                    
                
                
                Jak zareagowaliśmy na jej opinię? Skandalicznie. W mediach społecznościowych została zmieszana z błotem. Rozumiem, że jesteśmy wkurzeni, wróć, wkurwieni. Ja też jestem. Nawet bardzo. Rozumiem, że nie zgadzamy się z tym, co mówi córka prezydenta. Ja też się z tym nie zgadzam. Ale czy daje nam to prawo do werbalnych ataków pod jej adresem?


Kinga Duda o Strajku Kobiet

"Część protestujących ucieka się do działań skrajnych, na które nie można wyrażać zgody – akty przemocy, niszczenie mienia, kościołów, obrażanie osób, które nie podzielają poglądów skrajnej grupy protestujących. Wyrażanie poglądów w sposób agresywny i obraźliwy, nawołujący do łamania prawa, nie może być akceptowane" – napisała Kinga Duda.

I kontynuowała: "Rozwiązanie istniejące dotychczas dawało możliwość wyboru. Wybór, a nie przymus. Kobieta mogła, ale nie musiała z tego prawa korzystać. W sprawie tak niewyobrażalnie trudnej, jak wizja urodzenia dziecka, które może umrzeć minuty czy godziny po porodzie, decyzja o kontynuacji lub przerwaniu ciąży, powinna być pozostawiona kobiecie".


Kinga Duda napisała też słowa, które oburzyły chyba najbardziej: "Wydaje mi się, że posłowie, którzy stanowią w Polsce prawo, powinni jak najszybciej znaleźć kompromisowe rozwiązanie obecnej sytuacji, która mogłaby zakończyć spór wywołany wyrokiem”.

To się nie spodobało większości protestującym. Jaki kompromis?! Walka przecież nie toczy się już o kompromis aborcyjny, co dobitnie pokazują działania Ogólnopolskiego Strajku Kobiet. Stawka jest już większa. To liberalizacja prawa aborcyjnego, o czym politycy PiS doskonale wiedzą. Zdają się jednak tego nie zauważać, podobnie jak Kinga Duda.


Nie wymagajmy od Kingi Dudy heroizmu

I tu dochodzimy do sedna. Kinga Duda nie może tego zauważać. Nie może zdawać sobie sprawy, co tak naprawdę dzieje się na ulicach i o co walczymy. Bo jest Kingą Dudą.
                    
                    
                    
                    
                
                
                Czy naprawdę spodziewamy się, że córka prezydenta – prawicowego prezydenta wywodzącego się z PiS, który, chcąc nie chcąc, odpowiada prezesowi Jarosławowi Kaczyńskiemu – nagle wyjdzie i powie: "dziewczyny, walczcie, atakujcie PiS, atakujcie księży, domagamy się aborcji na żądanie, wyp..."?


Serio? Czy ktoś naprawdę spodziewał się, że to właśnie powie Kinga Duda? Że zbuntuje się przeciwko ojcu i partii rządzącej? W jakim Wy świecie żyjecie?

Kinga Duda jest pierwszą córką. Nie może mówić, czego chce, pisać, czego chce. Kiedy odzywała się za mało, były na nią ataki. Kiedy w końcu się odezwała, też są na nią ataki. Bo powiedziała coś, co się nie spodobało. Nie poparła kobiet walczących na ulicach, nie sprzeciwiła się ojcu.

Tak jak nie chcemy, żeby zmuszano kobiety do rodzenia uszkodzonych płodów i heroizmu, tak nie wymagajmy tego heroizmu od Kingi Dudy. Ona nie jest bohaterką i buntowniczką. Nie jest i nie będzie. Zresztą, gdy popatrzymy na inne pierwsze córki – w Polsce, ale też USA – zobaczymy, że to nie są waleczne polityczki. Mają po prostu być miłe i wspierać rodzinę. 


Zgodnie z oczekiwaniami

Nie wymagajmy od Kingi Dudy za dużo. To nie ten adres. Nawet jeśli ma inne poglądy, nie może ich wyrazić. Bo jest córką głowy państwa, chcemy czy nie chcemy.

A co jeśli to są JEJ poglądy? Moim zdaniem Kinga Duda odpowiedziała poprawnie. Po prostu. Wydała oświadczenie zgodne z oczekiwaniami – jako córka prawicowego prezydenta, która musi zadowolić katolicki lektorat, ale też nie podpaść kobietom. W stylu: "nie jestem za wyrokiem TK, ale przesadzacie z protestami". Takiej odpowiedzi od niej się spodziewałam i nie jestem zaskoczona.


Przyjmują tę odpowiedź do wiadomości. Nie będę atakować Kingi Dudy, bo myśli inaczej i jest córką prezydenta. Nie będę jej atakować, bo jest za kompromisem aborcyjnym i nie zgadza się na "działania skrajne".

Wspierajmy się, a nie atakujmy. Walczmy, róbmy swoje i nie szkalujmy innych kobiet w sieci. Zostawmy Kingę w spokoju. Zrobiła swoje, my robimy swoje. Nie poddajemy się. Niepotrzebne nam wsparcie rodziny prezydenckiej, bo przecież nikt się go nie spodziewał.]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/058eed193816b341f728a4f2a3fbc396,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/058eed193816b341f728a4f2a3fbc396,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Kinga Duda zabrała głos ws. protestów kobiet</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/324887,strajk-kobiet-nie-idziemy-do-pracy-dziennikarki-natemat-strajkuja</guid><link>https://natemat.pl/324887,strajk-kobiet-nie-idziemy-do-pracy-dziennikarki-natemat-strajkuja</link><pubDate>Wed, 28 Oct 2020 08:39:59 +0100</pubDate><title>Dziennikarki Grupy naTemat dziś nic nie napiszą. Dołączamy do strajku</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/1653725bae41c03226069ebd6fae8af9,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Jesteśmy różne. Mamy od 20 do ponad 40 lat, są tu i katoliczki, i niewierzące, mężatki i panny, w związkach, singielki, dzieciate i bez dzieci, a nawet ciężarne. Różnimy się, ale w tej kwestii jesteśmy zgodne: nie zgadzamy się na odbieranie nam naszych praw. Dlatego nie będziemy biernie przyglądać się, jak władza depcze naszą wolność.

My, dziennikarki Grupy naTemat – naTemat, INNPoland, ASZdziennik, dadHero i MamaDu – solidarnie z setkami tysięcy kobiet w naszym kraju dołączamy dzisiaj do strajku i akcji "Nie idziemy do roboty": opuszczamy nasze miejsca pracy. Nic o nas bez nas!

"Skoro Polska nie działa, zatrzymajmy ją! I zróbmy sobie nową!". Zgodnie z tym hasłem Ogólnopolskiego Strajku Kobiet chcemy w budowaniu tej nowej Polski uczestniczyć. Chcemy walczyć o dziś i o jutro: o wybór i równość.

22 października Trybunał Konstytucyjny ogłosił, że jeden z trzech wyjątków dopuszczających legalną aborcję w Polsce jest niezgodny z Konstytucją. Chodzi o przepisy umożliwiające usunięcie płodu w wypadku jego ciężkiego uszkodzenia lub nieuleczalnej choroby. Oznacza to, że w naszym kraju legalna aborcja jest praktycznie całkowicie niemożliwa.
	
		
											
					
				
				Fot. naTemat
					

Powiedzieć, że "jesteśmy wkurzone" to mało! Czasy, kiedy nie mogłyśmy o sobie decydować, minęły. A przynajmniej tak nam się wydawało. Obecna władza pokazuje, co naprawdę myśli o kobietach. Uważa nas za istoty bezmyślne, podrzędne w stosunku mężczyzn, po prostu głupie.


Odbiera nam się prawo do stanowienia o własnym ciele. Zagląda się nam w majtki. Ma się za nic nasze zdrowie i bezpieczeństwo, bo za nic ma się nas, kobiety. Wydaliście na nas wyrok.

Wyrok, na który się nie zgadzamy! Dlatego naTemat wspiera Strajk Kobiet. Relacjonujemy przebieg protestów, a dzięki zmianie wszystkich zdjęć w portalu na logotyp strajku, nie da się naszego zaangażowania nie zauważyć.

"Wspieramy wolność, równość, demokrację, otwartość i najzwyklejszą przyzwoitość" – napisał redaktor naczelny naTemat Michał Mańkowski.

Jesteśmy dumne, że możemy pracować w takim zespole. Czujemy wsparcie i nie boimy się iść po swoje. Wiemy, że możemy dzisiaj nie pracować, bo nasi koledzy będą stali za nami murem. Dziękujemy.


Drogie Czytelniczki, Siostry. Jesteśmy w tym razem. Wierzymy, że nasza siła powstrzyma ten zamach na wolność. Niech każda z nas walczy o siebie, tak jak może – nawet jeśli musi dzisiaj pracować lub nie może wyjść na ulicę.

Jesteśmy z Was i z nas dumne!

A wszystkim, którzy mają naszą wolność za nic, mówimy siarczyste: JESTEŚMY ZANIEPOKOJONE.

Aleksandra Gersz, naTemat
Aneta Olender, naTemat
Daria Różańska-Danisz, naTemat
Anna Dryjańska, naTemat
Anna Kaczmarek, naTemat
Katarzyna Zuchowicz, naTemat
Zuzanna Tomaszewicz, naTemat
Joanna Stawczyk, naTemat
Monika Piorun, naTemat
Anna Dąbrowska, naTemat
Katarzyna Florencka, INNPoland
Patrycja Wszeborowska, INNPoland
Aneta Zabłocka, dadHero
Marta Nowak, ASZdziennik
Alicja Cembrowska, MamaDu
Sandra Skorupa, MamaDu
Agnieszka Miastowska, MamaDu
Ewa Bukowiecka-Janik, MamaDu
Magdalena Konczal, MamaDu
Izabela Orlicz, MamaDu]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/1653725bae41c03226069ebd6fae8af9,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/1653725bae41c03226069ebd6fae8af9,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Dziennikarki Grupy naTemat strajkują.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/324843,strajk-kobiet-jak-protestowac-w-domu-oto-5-sposobow-na-protest-lista</guid><link>https://natemat.pl/324843,strajk-kobiet-jak-protestowac-w-domu-oto-5-sposobow-na-protest-lista</link><pubDate>Wed, 28 Oct 2020 05:55:30 +0100</pubDate><title>Nie możesz iść na protest? Spokojnie! Oto sposób, jak wziąć udział w Strajku Kobiet w domu</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/7ee0c0124624131aae7f2977d46ea44e,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Niektóre i niektórzy z nas nie mogą pójść na protest ws. aborcji. Czy to z powodu choroby, kwarantanny czy każdego innego. Inni zwyczajnie się boją – w końcu trwa pandemia koronawirusa, a wiele osób ma wątłe zdrowie lub mieszka ze starszymi osobami. Ale to nic nie szkodzi i tak możesz protestować. W domu! Jak? Oto 5 sposobów jak wesprzeć Strajk Kobiet.

1. Wpłać datek na organizację broniącą praw kobiet
                    
                    
                    
                    
                
                Jak protestować w domu, gdy nie możesz wyjść na ulicę? Warto wesprzeć finansowo prokobiecą organizację – to nie musi być duży datek, wystarczy nawet symboliczne kilka złotych. Jaką organizację wybrać? Wszystko zależy od ciebie. To może być Aborcyjny Dream Team, Ogólnopolski Strajk Kobiet albo każda inna wybrana fundacja.2. Bądź poinformowany i szerz informacje
                    
                    
                    
                    
                
                Wiedz, co się dzieje w Polsce i twoim mieście. Czytaj agregacje newsowe, publicystyczne artykuły, posty Ogólnopolskiego Strajku Kobiet i aktywistów w mediach społecznościowych. Lajkuj je, udostępniaj, komentuj! Warto uświadamiać w temacie zaostrzenia prawa aborcyjnego i aktualnych protestów swoich obserwatorów w social mediach oraz swoje otoczenie, również poza internetem. 


Podczas protestów informacja to najwyższa wartość, a solidarność można budować również w sieci. Pamiętaj jednak, że twoje zdrowie psychiczne jest ważne! Jeśli czujesz, że ilość informacji cię przytłacza i masz po prostu dość, wyłącz się, odpocznij, zadbaj o siebie. Nic się nie stanie, gdy zrobisz sobie przerwę.3. Daj znać w social mediach, że protestujesz
                    
                    
                    
                    
                
                Z nakładek na Facebooku można się śmiać, ale nie da się ukryć, że mają siłę. To łatwy sposób na pokazanie, że wspiera się Strajk Kobiet i utrzeć nosa tym osobom w gronie swoich znajomych, którzy protestów i prawa do aborcji nie popierają. To również symbol, że jest się razem – nawet gdy nie można wyjść na ulicę. Zdjęcie profilowe z nakładką lub nawiązujące do protestów ws. aborcji albo każde inna zaznaczenie swojego udziału w Strajku Kobiet w social mediach ma znaczenie.4. Wywieś plakat w oknie
                    
                    
                    
                    
                
                Wydrukuj i wywieś w swoim oknie plakat nawiązujący do obecnych protestów. Udostępnił je Ogólnopolski Strajk Kobiet, ale również polscy artyści. Skąd je pobrać? Wszystkiego o plakatach na Strajk Kobiet dowiesz się w naTemat. Możesz również wywiesić w oknie lub na balkonie flagę z czerwoną błyskawicą.5. Mów o swoich doświadczeniach
                    
                    
                    
                    
                
                 
                Dzielenie się swoimi doświadczeniami ma wielką moc. Szczególnie teraz, po wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie zaostrzenia prawa aborcyjnego, co pokazały celebrytki, m.in. Joanna Koroniewska czy Agnieszka Chylińska. Jeśli chcesz opowiedzieć swoją osobistą historię (o aborcji, poronieniach, ciąży, wychowaniu niepełnosprawnego dziecka itd.) – zrób to.


Nie musisz dzielić się nią z obcymi ludźmi z internecie, jeśli nie chcesz – możesz po prostu opowiedzieć ją komuś bliskiemu. Tylko tyle i aż tyle. Szczerość, prawda i odwaga to ogromny akt protestu, co pokazują setki osobistych, poruszających postów opublikowanych po decyzji TK – nie tylko celebrytów, ale zwykłych ludzi.]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/7ee0c0124624131aae7f2977d46ea44e,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/7ee0c0124624131aae7f2977d46ea44e,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Jak protestować w ramach Straju Kobiet?</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/324657,wypierdalac-na-strajku-kobiet-prof-bralczyk-to-slowo-szkodzi-protestom</guid><link>https://natemat.pl/324657,wypierdalac-na-strajku-kobiet-prof-bralczyk-to-slowo-szkodzi-protestom</link><pubDate>Mon, 26 Oct 2020 12:18:40 +0100</pubDate><title>&quot;Wypierd***&quot; na Strajku Kobiet. Prof. Bralczyk: to słowo szkodzi, jestem przeciwko</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/8e4e97424dad63be5d2d0ad56938979a,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Hasłem protestów, które wybuchły po decyzji Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji, jest słowo "wypier....ć". Wulgaryzm na transparentach, banerach i ustach protestujących budzi duże kontrowersje. Czy słowo "wypier....ć" nadaje się na sztandary? W rozmowie z naTemat odpowiada na to pytanie profesor Jerzy Bralczyk, językoznawca.

Czy słowo "wypier....ć" nadaje się na sztandary?

Być może ci, którzy umieszczają je na transparentach, tak właśnie uważają. Ale to wcale nie znaczy, że my musimy tak uważać. Według mnie to słowo raczej szkodzi tym protestom, niż pomaga. 

W jaki sposób?

Sugeruje, że protestującym nie tyle chodzi o konkretną sprawę, ile o usunięcie tych, których, usunąć chcą – prawdopodobnie rządu, obecnych ustawodawców albo kogoś innego. To słowo w pewnym sensie znaczeniowo zastępuje słowo „precz”. Jednak w tym przypadku nie podaje, o kogo chodzi. W moim mniemaniu to słowo oderwane od istoty protestu, które przenosi protest na wyrażenie sprzeciwu wobec określonych ludzi.
                    
                    
                    
                    
                
                 
                Abstrahując już od tego konkretnego słowa – czy wulgaryzmy powinny być używane na publicznych protestach i manifestacjach?


Jestem zdecydowanie przeciwko używaniu takich właśnie słów w przestrzeni publicznej. One oddalają możliwość jakiegokolwiek porozumienia. Być może są wyrazem emocji, która nie znajduje ujścia, ale ci, którzy wypisują je na sztandarach, powinni wiedzieć, że w ten sposób zaogniają dyskurs publiczny. Nie sądzę, żeby zwiększali skuteczność swoich wypowiedzi.

A jakiego słowa, według Pana Profesora, można by użyć w zastępstwie "wypier....ć"?

Myślę, że powinny być to słowa, które odnoszą się do istoty protestu, np. "precz z czymś". Jeśli autorzy protestu wyraźnie i jędrnie potrafią przedstawić to, przeciwko czemu są, to da się to zrobić. Tutaj mamy do czynienia z protestem w stanie czystym, niezwiązanym z kontekstem. Mamy samo "precz" i koniec. 


Jaka kwestia językowa – oprócz wulgaryzmów – zwróciła jeszcze uwagę Pana Profesora na Strajku Kobiet?

Po pierwsze, naszemu publicznemu językowi ma się za złe agresywność i wulgarność. A po drugie, obcość. Zauważyłem wiele hasłem anglojęzycznych. Jeśli są to hasła skierowane na zewnątrz, do zagranicy, to też nie są zbyt skuteczne. To przecież właśnie rządzący zarzucają – że to wszystko nie jest dla Polaków.
                    
                    
                    
                    
                
                 
                Jak powinno się więc protestować językowo?

Nawet jeśli w pełni solidaryzowałbym się z protestami, które są w tej chwili prowadzone, to też bym uważał, że hasła powinny odnosić się do istoty i być niewulgarne. Powinny poruszać ludzi, ale niekoniecznie w taki właśnie sposób. Hasła powinny służyć protestowi. Bardzo dziwi mnie również wspomniana obcojęzyczność.


Rzuciły się Panu Profesorowi w oczy hasła na Strajku Kobiet, które spełniają te kryteria?

Tak, było wiele trafnych haseł. Wydaje mi się jednak, że w dużej części odnoszą się one przeciwko, nie tyle tej konkretnej wypowiedzi Trybunału Konstytucyjnego, ile zabierają glos w ogóle w kwestii aborcji. Jeśli widzę hasło "Mój brzuch, moja sprawa", to nie widzę w tym haśle protestu przeciwko temu wyrokowi. Wydaje się wiec, ze konkretyzacja protestu byłaby potrzebna. Przede wszystkim potrzebne są protesty, które mogą uwzględniać reakcje na nie. Reakcje, które doprowadzą do jakiegoś porozumienia.


Czyli słowa na protestach mają moc?

Mają moc. Trzeba dbać o to, żeby były skuteczne. Nie tylko, żeby były mocne i wyraziste, ale też, żeby prowadziły do rozwiązania problemu.]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/8e4e97424dad63be5d2d0ad56938979a,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/8e4e97424dad63be5d2d0ad56938979a,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Słowo &quot;wypier....ć&quot; to główne hasło obecnego protestu kobiet</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/320179,apb-jedraszewski-o-ideologii-singli-jestem-singielka-i-jej-nie-wyznaje</guid><link>https://natemat.pl/320179,apb-jedraszewski-o-ideologii-singli-jestem-singielka-i-jej-nie-wyznaje</link><pubDate>Mon, 14 Sep 2020 19:50:56 +0200</pubDate><title>Jestem singielką i wiem, że Ksiądz się myli. Arcybiskupie, nie masz pojęcia, jak żyją single</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/7a9c1813d17e5aab16330780ccb94af3,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Arcybiskup Marek Jędraszewski straszy kolejną ideologią i nie bierze jeńców. Tym razem padło na... "ideologię singli". Jako singielka nie miałam pojęcia, że żyję zgodnie z jakąkolwiek ideologią, ale kiedyś nie wiedziałam również, że istnieje coś takiego jak "ideologia LGBT", więc co ja tam wiem? Problem w tym, że metropolita krakowski się myli: może i jestem singielką, ale na pewno nie jestem samotną wyspą. I nie tylko ja.

Jestem singielką, podobnie jak dziesiątki osób w moim otoczeniu. Jednak o "ideologii singli"... pierwsze słyszę. Mogłoby się wydawać, że skoro żyję zgodnie z jakąś ideologią, to powinnam znać jej nazwę. Tyle że żadnej "ideologii singli" nie wyznaję.

Arcybiskup Marek Jędraszewski, który ukuł taką nazwę w swojej homilii podczas niedzielnej mszy świętej w ramach 28. Archidiecezjalnej Pielgrzymki Rodzin w Kalwarii Zebrzydowskiej, chyba bardzo lubi słowo "ideologia". Jest "ideologia LGBT" nazwana przez niego pamiętnie "tęczową zarazą", jest "ideologia gender"... Ludzie, którzy z racji swojej tożsamości powinni te dwie ideologie dobrze znać, również nigdy z ich istnienia nie zdawali sobie sprawy. A to powinno dać metropolicie krakowskiemu do myślenia. Ludzie to nie ideologie.


Ale mniejsza o nazewnictwo. Abp Jędraszewski ostro skrytykował singli. Generalnie jesteśmy najgorsi. Egoiści, którzy dbają o swoje dobro i izolują się od innych – to my. Tacy współcześni nomadzi, tylko pewnie w wersji bardziej luksusowej, niż w nagrodzonym na Festiwalu Filmowym w Wenecji filmie "Nomadland".
                    
                    
                    
                    
                
                
                Każdy ma prawo do swojej opinii i krytyki, ale problem w tym, że kościelny hierarcha... po prostu się myli. Znów. Nie zna życia współczesnych singli (uprzedzam uwagi: mówię tu o singlach, nie księżach, którzy z racji swojego powołania żyją w celibacie), bo skąd? Być może projektuje na nich swoje wyobrażenia? Bo to wcale nie tak wygląda. Dlatego Księże Arcybiskupie, Ksiądz pozwoli, że wyjaśnię.


Czy ideologia singli istnieje?

– Nie żyjemy dla siebie i nie umieramy dla siebie, wbrew lansowanym dzisiaj najprzeróżniejszym ideologiom, począwszy od "ideologii singli", która każe nam żyć właśnie jako te samotne wyspy – powiedział w niedzielę abp Jędraszewski, nawiązując do słów św. Pawła z Listu do Rzymian: "Nikt z nas nie żyje dla siebie i nikt nie umiera dla siebie". Tyle że apostoł mówił o tym, że żyjemy dla Boga, a nie dla innych ludzi, co dla osób wierzących ma z pewnością sens.

Bo sensu te słowa na pewno nie mają w odniesieniu do współczesnych singli. Podkreślę raz, a wyraźnie: bycie singlem nie jest (albo wcale nie musi być) samotnością, alienacją i życiem jako "samotna wyspa". Osobiście znam dużo singli, ale żadnych samotnych wysp. Mamy rodziców, dziadków, rodzeństwo, dalsze rodziny, przyjaciół, kolegów, mamy cały swój świat.


Człowiek nie umie żyć w samotności, co pokazał lockdown z powodu pandemii koronawirusa. Ledwo wytrzymaliśmy: tęskniliśmy do dotyku, towarzystwa, zwykłej obecności drugiego człowieka. Single cierpieli wtedy tak samo jak inni. Wcale nie tęsknili za mężem, żoną czy dziećmi. Tęsknili za innymi ludźmi, za swoją paczką, za swoimi bliskimi, za gwarem kawiarni i wypełnioną po brzegi salą w kinie.
                    
                    
                    
                    
                
                
                Jeśli "ideologia singli" by w ogóle istniała, na pewno nie nakazywałaby nam żyć jako samotne wyspy. Samotność niszczy człowieka, to choroba XXI wieku i powód, dla którego tysiące osób zgłasza się na terapię. Jednak wcale nie wiążę się ona z byciem w związku, a single niekoniecznie muszą być samotni. Samotnym można być i w małżeństwie, i w domu pełnym dzieci. Ba, niektórzy nigdy nie czuli się bardziej samotni, niż w związku właśnie.


Koniec związku to niczyja sprawa

Z dalszymi słowa metropolity krakowskiego również nie mogę się zgodzić. – Jeżeli akceptuje się jakieś związki z innymi, to na zasadzie przelotności i nietrwałości, bez jakichkolwiek wzajemnych zobowiązań, by móc pewnego pięknego dnia powiedzieć "dziękuję, kończymy, idziemy sobie osobno dalej przez to życie" – stwierdził.

Jakie związki? Jeśli z drugim człowiekiem w ogóle – a tak to w tym kontekście brzmi – to nie widzę powodu, dla którego miałabym powiedzieć rodzeństwu, przyjaciółkom i kolegom w pracy: "dziękuję, kończymy, idziemy sobie osobno dalej przez to życie".


A jeśli z partnerem? Cóż, związek czasem nie wychodzi i to z dziesiątek powodów. Koniec związku i jego przyczyny to niczyja sprawa, ale danej pary. Za dużo znam przykładów toksycznych relacji, przemocy czy zwyczajnego niedopasowania charakterów, aby mówić ludziom z problemami, aby "spróbowali jeszcze raz". Zwłaszcza gdy nie znam całej historii.
                    
                    
                    
                    
                
                
                Jeśli nie satysfakcjonuje cię dana relacja, nie musisz w niej być i nie musisz się z tego tłumaczyć. Jeśli nie pragniesz romantycznego związku, nie musisz w nim być i nie musisz się z tego tłumaczyć. Jeśli jesteś singlem z wyboru albo nie, na stałe albo na chwilę, nie musisz się z tego tłumaczyć.


A jeśli pragniesz być w związku i marzysz o małżeństwie i rodzinie? Dbaj o siebie, szukaj miłości, nie poddawaj i nie pozwól, aby ktoś cię za to krytykował. Bo też nie musisz się z tego nikomu tłumaczyć. Kary za łamanie "ideologii singli" nie ma, Księże Arcybiskupie.

"Kochaj bliźniego swego jak siebie samego"

– Paradoksalnie, co jakiś czas w myśli europejskiej pojawiają się koncepcje takiego życia człowieka, według których powinien on być całkowicie izolowany wobec innych: żyjący własnym tylko życiem, skoncentrowanym na samym sobie. To głosił (...) Wilhelm Leibniz, który twierdził, że człowiek jest monadą, zamkniętą w sobie cząstką tego świata – to kolejny fragment homilii abp. Jędraszewskiego, który zwrócił moją uwagę.


Wilhelm Leibniz żył na przełomie XVII i XVIII, więc nie sądzę, że współcześni single są wierni jego filozoficznym tezom. O tym, że samotnymi wyspami nie jesteśmy, już mówiłam, ale moją uwagę przykuły słowa: "żyjący własnym tylko życiem, skoncentrowanym na samym sobie".

"Żyjący własnym tylko życiem" – a czyim życiem mamy żyć, jeśli nie naszym? Może właśnie w tym tkwi problem. Może arcybiskup Jędraszewski sądzi, że wolno nam żyć życiem innych ludzi i dlatego te inne życia tak chętnie krytykuje? Ale życie mamy tylko swoje i to nim mamy żyć. A nie życiem mamy, brata czy sąsiada geja, który wywiesił tęczową flagę.
                    
                    
                    
                    
                
                
                A "skoncentrowany na samym sobie"? Może metropolita krakowski myślał tutaj o osiędbaniu, self-care, miłości do siebie? To już nie te czasy, żebyśmy myśleli tylko o innych, a zapominali o sobie. Dobrze wiemy, jak takie zapominanie o sobie się kończy – na przykładzie naszych matek, babek, ciotek, czasem ojców i dziadków.


Nie tędy droga. Najpierw kochaj siebie i zadbaj o siebie, a potem troszcz się o innych. To nie czyni z ciebie egoisty, ale dojrzałego człowieka, który wie, że jeśli nie pokochasz siebie, nie pokochasz w prawidłowy sposób innych. 

Abp Jędraszewski krytykuje hasła "bądź sobą" i "realizowanie samego siebie", a są to hasła absolutnie podstawowe. Bez tego nasza miłość do innych ludzi będzie niepełna. A jeśli zechcemy stworzyć związek, to ten związek najprawdopodobniej się rozpadnie. Bo siebie nie znosimy, nie akceptujemy, nie znamy.

Zresztą sam Jezus mówił w Ewangelii: "Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego". Jak siebie samego, Księże Arcybiskupie.


Pełnia życia nie tylko w małżeństwie

Na koniec stare dobre: "tylko w małżeństwie można osiągnąć szczęście". – Pełnia życia, która sprawia, że żyjemy z innymi i dla innych to pełnia, którą osiąga się w życiu małżeńskim i rodzinnym – powiedział abp Jędraszewski.

Nieprawda. Znam singli żyjących absolutną pełnią życia. Spełnionych, szczęśliwych, otoczonych kochającymi ludźmi. Pełnia życia nie jest zarezerwowana tylko dla małżeństw i rodziców – to szkodliwe i wykluczające stwierdzenie.
                    
                    
                    
                    
                
                
                Społecznie szkodliwe są także słowa arcybiskupa, że ojciec i matka "nie żyją dla siebie, lecz dla dzieci". Nie ma nic smutniejszego, niż widzieć swojego niespełnionego, nieszczęśliwego rodzica, który żyje tylko twoim szczęściem. Jako dzieci chcemy widzieć rodziców żyjących i dla siebie, i dla nas.


I na koniec nawiązanie do "teczowej zarazy": "To nie ma nic wspólnego z wielkim, wspaniałym zamysłem Pana Boga, gdy powoływał człowieka do życia jako kobietę i mężczyznę, którzy mają żyć razem dla siebie, których miłość ma być płodna, a w tej płodności mają widzieć przejaw Bożego błogosławieństwa. Mają żyć razem i dla siebie jednocześnie, zgodnie z tym co przysięgali wobec Boga i Kościoła w sakramencie małżeństwa. (...) To jest wspólnota, do której Bóg powołał człowieka".

Księże Arcybiskupie, po pierwsze, nie każde małżeństwo jest "płodne", a bezpłodność raczej nie jest przejawem braku "Bożego błogosławieństwa". Po drugie, wspólnota to nie tylko małżeństwo i heteroseksualna rodzina z potomstwem, ale ludzie, których kochamy i chcemy mieć w swoim życiu, których spotykamy w pracy i poza nimi, z którymi łączą nas pasje, i tak dalej, i tak dalej. Wspólnotę się wybiera.


A po trzecie, Ksiądz Arcybiskup również nie żyje w rodzinie zgodną z wcześniejszą definicją. "Bóg powołał" Księdza do kapłaństwa i innej wspólnoty: Kościoła, prawda? Dobrze to rozumiem? Więc dlaczego, Księże Arcybiskupie, Ksiądz także siebie krytykuje?]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/7a9c1813d17e5aab16330780ccb94af3,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/7a9c1813d17e5aab16330780ccb94af3,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Abp Marek Jędraszewski straszy ideologią singli</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/320155,smieci-w-polskich-lasach-bylam-na-grzybach-znalazlam-kilogramy-plastiku</guid><link>https://natemat.pl/320155,smieci-w-polskich-lasach-bylam-na-grzybach-znalazlam-kilogramy-plastiku</link><pubDate>Mon, 14 Sep 2020 13:16:49 +0200</pubDate><title>Poszłam do lasu na grzyby. Zamiast prawdziwków znalazłam... kilogramy plastiku</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/45062293d041365356c86859e6d42c89,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />To nie będzie długi tekst – zdjęcia mówią same za siebie. Moje sobotnie grzybobranie zamieniło się w... szukanie śmieci. Plastikowe butelki, metalowe puszki, zardzewiałe rury, szkło – i to nie pojedyncze, zagubione sztuki, ale w hurtowych ilościach. To wszystko znalazłam w pięknym sosnowym lesie na Mazowszu. Trudno w to uwierzyć, ale niektórzy wciąż traktują lasy jak śmietnik. Bo przecież łatwiej wywieźć plastik do lasu, niż płacić za obiór segregowanych odpadów.

Mazowsze, ponad 100 kilometrów od Warszawy, sobota. Pojechałam z rodziną na grzyby do pięknego, sosnowego lasu, który znam od dzieciństwa. Słoneczna pogoda, ptaki śpiewają, gdzieniegdzie zza drzew migają kolorowe koszulki innych grzybiarzy. Jest cudownie.

Do czasu, gdy w poszukiwaniu kolejnych borowików natknęłam się na... dół pełen plastikowych butelek. Dziesiątki butelek po wodzie mineralnej walało się na mchu, wśród liści, kolek i gałęzi. Nikt nawet specjalnie nie starał się ich ukryć.
	
		
											
					
				
				Fot. naTemat
					

Idę dalej. Co jakiś czas widzę na ziemi pojedynczy śmieć. Niebieska butelka, czarny, tajemniczy kanister, jakaś zardzewiała rura.


Nie mija pół godziny, a moim oczom ukazuje się kolejny dół. Aż boję się do niego zajrzeć. Ale spoglądam i moje przeczucia się sprawdzają – znowu śmieci w lesie. Szklane butelki, metalowe puszki, plastikowe wiaderka... Widok, który aż kole w oczy w otoczeniu majestatycznych, wysokich sosen, soczyście zielonego mchu i radośnie śpiewających ptaków.

Gdzie wyrzucić śmieci? Do lasu!

Ten las znam od dzieciństwa, ale nie byłam w nim od lat. Jakie mam związane z nim wspomnienia? Bieganie z psami, wspinanie się z rodzeństwem na olbrzymi kamień (który ktoś już zabrał – jakim cudem?), rodzinny konkurs pod tytułem "kto zbierze więcej grzybów" i... doły pełne śmieci.
	
		
											
					
				
				Fot. naTemat
					

Tak, widok, który ukazał się moim oczom w sobotę na grzybobraniu nie był mi obcy. Ale minęły lata, zapomniałam o nim. A może wyparłam z pamięci?


Kiedy byłam dzieckiem, mieszkańcy okolicznych wsi masowo wywozili śmieci do lasów. Wrzucali je do dołów i jak gdyby nigdy nic wyjeżdżali. Robili tak od lat, od pokoleń.

Gdy pytałam rodziców, dlaczego w lesie jest tyle śmieci, odpowiadali, że niektórzy ludzie nie mają co z nimi robić (wywóz odpadów z pobliskich gospodarstw wiejskich wtedy praktycznie nie istniał) i nie chce im się pogłówkować. Podkreślali, że to złe, karygodne zachowanie i że w lasach nie można nic wyrzucać.
	
		
											
					
				
				Fot. naTemat
					


"Co ja się będę śmieciami przejmował?"

Ale to było dawno. Teraz z tych samych wsi gmina zabiera wszystkie śmieci: posegregowane, w workach. Wystarczy po prostu się zgłosić i zapłacić za wywóz odpadów. Niektórzy tak robią, ale inni – jak widać na załączonych obrazkach – wciąż są wierni "tradycji". I nawet regularne sprzątanie lasów nie pomaga. Takich dołów pełnych śmieci jest w okolicy dziesiątki, a tajemnicą poliszynela jest, który z sąsiadów wciąż traktuje las jak wysypisko. Mimo że obowiązują za to wysokie grzywny.


Dlatego ten widok tak mną wstrząsnął. Myślałam, że "śmieciowe obrazki" z dzieciństwa to już tylko wspomnienie. W końcu kryzys klimatyczny się zbliża, ekologia świeci triumfy, a segregacja śmieci to po prostu obowiązek.
	
		
											
					
				
				Fot. naTemat
					

Ale niestety żyłam w miastowej, warszawskiej bańce. Bańce, w której trzeba wrzucać szklane butelki i plastik do oddzielnych pojemników, nie można używać plastików słomek do napojów, a wszystkie pająki i ćmy "wynosić" na dwóch (bo mama mnie tak nauczyła). Niestety nie wszyscy żyją w takich bańkach.


"Co ja się będę śmieciami przejmował?" – aż boję się myśleć, ile osób odpowiedziałoby tak na moje pytanie, dlaczego wciąż wywozi puszki i butelki do lasów. Kryzys klimatyczny w okolicy, w której byłam na grzybach, to abstrakcja albo "lewicowe urojenie".

Ile rozkłada się plastik?

Nie piszę, jaki to las i jaka gmina, bo to nie ma znaczenia. To tylko przykład, jeden z wielu. Takich lasów, takich gmin, takich lokalnych wysypisk jest pewnie w całej Polsce (i nie tylko Polsce) od groma. Chociaż bardzo chciałabym się mylić.
	
		
											
					
				
				Fot. naTemat
					

Nie chcę moralizować, krytykować, narzekać. Chcę tylko przypomnieć trzy rzeczy. Absolutnie podstawowe.


Pierwsza: Plastikowa butelka rozkłada się od 100 do 1000 lat, metalowa puszka do 10 lat, a szkło ponad 4000 lat, chociaż niektórzy twierdzą, że wcale. Druga: Plastik, metal, szkło to potencjalne niebezpieczeństwo dla żyjących w lasach stworzeń. Trzecia: Jesteśmy na skraju katastrofy klimatycznej, naprawdę.

Może kiedyś dożyję czasów, że na grzybobraniu znajdę jedynie grzyby. Byle tylko nie było za późno.Zgodnie z polskim prawem zaśmiecanie lasów jest karalne.

Z art. 162 Kodeksu wykroczeń:

§ 1. Kto w lasach zanieczyszcza glebę lub wodę albo wyrzuca do lasu kamienie, śmieci, złom, padlinę lub inne nieczystości, albo w inny sposób zaśmieca las, podlega karze grzywny albo karze nagany.

§ 2. Jeżeli czyn sprawcy polega na zakopywaniu, zatapianiu, odprowadzaniu do gruntu w lasach lub w inny sposób składowaniu w lesie odpadów, sprawca podlega karze aresztu albo grzywny.

§ 3. W razie popełnienia wykroczenia określonego w § 1 można orzec nawiązkę, a w razie popełnienia wykroczenia określonego w § 2 orzeka się nawiązkę – do wysokości równej kosztom rekultywacji gleby, oczyszczenia wody, wydobycia, wykopania, usunięcia z lasu, a także zniszczenia lub neutralizacji odpadów.

Grzywny za zaśmiecanie lasu mają – zgodnie z inicjatywą ministra środowiska Michała Wosia – wzrosnąć z 500 do 5 tysięcy złotych. Dodatkowo osoba zaśmiecająca teren może otrzymać nakaz jego posprzątania. Ministerstwo Środowiska zapowiedziało również, że lasy będą monitorowane. ]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/45062293d041365356c86859e6d42c89,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/45062293d041365356c86859e6d42c89,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Poszłam na grzyby, znalazłam plastikowe butelki</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/310993,afera-metkowa-jessiki-mercedes-sprawe-t-shirtow-veclaim-bada-ukokik</guid><link>https://natemat.pl/310993,afera-metkowa-jessiki-mercedes-sprawe-t-shirtow-veclaim-bada-ukokik</link><pubDate>Fri, 05 Jun 2020 10:36:01 +0200</pubDate><title>&quot;Żądamy, by przedsiębiorca zwrócił pieniądze&quot;. Jessica Mercedes ma coraz większe kłopoty</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/a49d6382346203911c71969aa8173b24,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Nie cichnie "afera metkowa" z t-shirtami Veclaim, marki Jessiki Mercedes. Sprawę obserwuje Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Czy Mercedes czekają jeszcze większe kłopoty, niż zrujnowanie swojego wizerunku?

Niedawno wybuchła burza, gdy okazało się, że t-shirty marki Veclaim – których cena waha się od 199 do 239 zł – to tak naprawdę tanie koszulki Fruit of The Loom z Chin. Jessica Mercedes zapewniała od początku, że jej ubrania są szyte w Polsce – fanki Veclaim zarzuciły jej więc kłamstwo, a w sieci wylał się ogromny hejt.

Sama Mercedes zapewniała, że to błąd komunikacyjny. Tłumaczyła, że t-shirty, czyli kolekcja Basic, powstała faktycznie we współpracy z Fruit of The Loom. "Nie poszliśmy na skróty z jakością. (...) Po prostu powinniśmy byli pomyśleć o tym, żeby komunikować od początku ten test basic’ów i pracę na produktach FOTL. Dla nas było oczywiste, że to pilotaż" – mówiła matka marki Veclaim i podkreśliła, że inne kolekcje są stuprocentowo szyte w Polsce. Burza jednak nie mijała, a kilka dni później Mercedes przeprosiła fanów i stwierdziła, że "może się do tego nie nadaje".
                    
                    
                    
                    
                
                 
                Okazuje się, że Jessica Mercedes może mieć też poważniejsze problemy, gdyż "aferą metkową" zainteresował się Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. – Czekamy na wyjaśnienia ze strony przedsiębiorcy, których zażądaliśmy w zeszłym tygodniu – powiedział w programie "Money. To się liczy" Tomasz Chróstny, prezes UKOKiK.


– Weryfikujemy, po pierwsze, jaka jest skala tego typu nieprawidłowości, czyli ile osób kupiło tego typu produkt, ale też na ile przedsiębiorca wywiązuje się z deklaracji, którą podjął, aby zwracać pieniądze tym konsumentom, którzy zostali wprowadzeni w błąd. Więc tutaj czekamy w jaki sposób ten, wcale nie duży, przedsiębiorca wywiązuje się z tych obowiązków – tłumaczył.
                    
                    
                    
                    
                
                 
                Chróstny dodał, że "wartość tego produktu była budowana na wizerunku, że jest tworzony od początku do końca w Polsce, a skoro nie jest, to możemy mówić o wadzie istotnej". – Dlatego żądamy, by przede wszystkim przedsiębiorca zwrócił pieniądze tym, którzy tego oczekują – podkreślił prezes UKOKiK. Sama Mercedes już wcześniej poinformowała fanów, że będzie akceptować reklamacje klientów i zwróci pieniądze tym, którzy postanowią oddać ubrania zakupione na stronie internetowej Veclaim.]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/a49d6382346203911c71969aa8173b24,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/a49d6382346203911c71969aa8173b24,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Aferą metkową Jessiki Mercedes zainteresował się Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/309255,podpisy-muzykow-kultu-pod-deklaracja-ws-10-kwietnia-ale-jej-nie-podpisali</guid><link>https://natemat.pl/309255,podpisy-muzykow-kultu-pod-deklaracja-ws-10-kwietnia-ale-jej-nie-podpisali</link><pubDate>Wed, 20 May 2020 19:34:27 +0200</pubDate><title>Podpisy Kazika i Kultu pod deklaracją ws. 10 kwietnia. Tyle że... wcale jej nie podpisali</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/dea0d88cca98003436f38d626622fe9c,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Nazwiska muzyków Kultu pojawiło się pod deklaracją zatytułowaną "Złożenie wieńców na grobach ofiar katastrofy smoleńskiej w dniu 10. rocznicy było wyrazem także i naszego bólu" na stronie wPolityce.pl. Jednak sami artyści – w tym Kazik dementują, że złożyli pod nią swoje podpisy.

"Uznajemy, że artyści mają prawo do swobodnej, nawet bardzo krzywdzącej oceny różnych wydarzeń i faktów. Uważamy jednak, że naszym obowiązkiem jest zaświadczenie przed historią i opinią publiczną, że złożenie wieńców na grobach ofiar katastrofy smoleńskiej w dniu 10. rocznicy było wyrazem także i naszego bólu" – czytamy w deklaracji, którą od wtorku, 19 kwietnia, można podpisywać na stronie portalu WPolityce.pl.

Deklarację – pod którą można składać podpisy mailowo – podpisali już m.in. Jacek i Michał Karnowscy, Bronisław Wildstein, aktor Jerzy Zelnik, satyryk Jan Pietrzak czy posłanka PiS Joanna Lichocka. Wśród blisko dwóch tysięcy podpisów znaleźli się jednak również: Kazimierz Piotr Staszewski, Piotr Morawiec, Janusz Grudziński i Tomasz Goehs, czyli muzycy zespołu Kult.
                    
                    
                    
                    
                
                
                 Co ciekawe, członkowie Kultu zaprzeczają jakoby podpisali deklarację "Złożenie wieńców na grobach ofiar katastrofy smoleńskiej w dniu 10. rocznicy było wyrazem także i naszego bólu". "Nie mój [podpis – red.]. Pewnie ktoś się tak samo nazywa" – napisał Kazik w krótkiej wiadomości do Onet.


– Nie ma takiej możliwości. Niczego takiego nie podpisywałem i w ogóle nie wiedziałem o istnieniu czegoś takiego. Potwierdzam tylko, że sam dowiedziałem się o wszystkim dzisiaj rano, niczego takiego nie podpisywałem, a nawet jakbym miał taką możliwość – to z pewnością bym tego nie zrobił – powiedział z kolei portalowi gitarzysta Kultu Piotr Morawiec.

To nie wszystko. Pod otwartą deklaracją, którą może podpisać każdy, znalazły się również nazwiska... zmarłego w 2000 roku rapera Magika, czyli Piotra Łuszcza, oraz Karola Liebknechta, niemieckiego działacza społecznego i komunistycznego polityka, który zamordowany wraz z Różą Luksemburg w styczniu 1919 r.
                    
                    
                    
                    
                
                
                
                    
                    
                    
                    
                
                
                
Kazik kontra Trójka
Deklaracja na stronie w wPolityce.pl powstała na skutek afery po unieważnieniu notowania w Programie Trzecim Polskiego Radia, w którym wygrała piosenka Kazika "Twój ból jest lepszy niż mój". Muzyk krytykuje w niej wizytę Jarosława Kaczyńskiego na warszawskim Cmentarzu Powązkowskim, która nastąpiła 10 kwietnia, gdy z powodu epidemii koronawirusa Powązki były zamknięte.
                    
                Po unieważnieniu głosowania, którego powód kuriozalnie tłumaczyła dyrekcja Trójki, z radia odchodzą kolejni dziennikarze. Wśród nich są m.in. Marek Niedźwiecki, Piotr Metz, Hirek Wrona czy Piotr Stelmach. Zewsząd pojawiają się głosy o cenzurze w niegdyś wolnym radiu, a wielu artystów, jak Dawid Podsiadło, zawiesiło współpracę z rozgłośnią.


źródło: Onet]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/dea0d88cca98003436f38d626622fe9c,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/dea0d88cca98003436f38d626622fe9c,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Muzycy Kultu zaprzeczają, że podpisali deklarację wPolityce.pl</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/308287,bylam-chora-na-covid-19-to-musicie-wiedziec-o-chorobie-list-do-redakcji</guid><link>https://natemat.pl/308287,bylam-chora-na-covid-19-to-musicie-wiedziec-o-chorobie-list-do-redakcji</link><pubDate>Mon, 11 May 2020 15:35:13 +0200</pubDate><title>Pokonałam COVID-19. To powinniście wiedzieć o tej chorobie [LIST CZYTELNICZKI]</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/7bcc68a1574ea4570b34eebad36ad59d,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />"Piszę ten list, żeby pokazać, jak choroba COVID-19 wyglądała z mojej jednostkowej perspektywy. W natłoku dramatycznych relacji w mediach chcę pokazać, że nie każde zakażenie koronawirusem jest wyrokiem. Ale każdy przypadek jest inny. Ja miałam szczęście" – pisze do naTemat czytelniczka, która była zakażona SARS-CoV-2.

Zachorowałam na początku kwietnia. Nie pamiętam dokładnej daty, ale pamiętam ten dzień. Na obiad zjadłam zapiekankę z makaronu, wieczorem ćwiczyłam jogę. Wszystko było w porządku, ale około godziny 22, dosłownie w sekundę, zwaliło mnie z nóg. Dreszcze, wysoka gorączka, ból mięśni. Oprócz tego nudności i biegunka. Pamiętam, że zwalałam winę na połączenie zapiekanki z ćwiczeniami, nie sądziłam, że to początek choroby COVID-19.

Następny dzień pamiętam jak przez mgłę – cały spędziłam w łóżku. Gorączka ustąpiła miejsca stanowi podgorączkowemu, ale byłam tak słaba, że ledwo ruszałam palcem. Nie mogłam nic jeść, ciągle latałam do toalety. Było mi niedobrze, bolał mnie brzuch. 


Trzeciego dnia doszedł ból głowy i katar, czwartego – łagodny suchy kaszel. Już wtedy, bombardowana wiadomościami o koronawirusie i zaalarmowana ogólną paniką, wiedziałam, że być może zostałam zakażona. Na szczęście nie musiałam się bać, czy kogoś zakaziłam. Mieszkam sama, pracuję zdalnie, wcześniej wychodziłam tylko do sklepu na większe zakupy.
                    
                    
                    
                    
                
                
                Zdałam sobie sprawę, że mogłam się zakazić właśnie w Biedronce. Wtedy nie było jeszcze ograniczeń w liczbie klientów, człowiek tłoczył się na człowieku. Był tłum, ścisk, ktoś głośno kaszlał. Pamiętam, że po powrocie do domu, napisałam siostrze żartobliwie, że czuję się, jakbym "złapała koronawirusa". Wykrakałam.


Objawy COVID-19

Mimo że podejrzewałam COVID-19, nie zadzwoniłam do sanepidu, nie poszłam do lekarza. Być może źle zrobiłam, prawda jest jednak taka, że zwyczajnie się bałam. Nie miałam pewności, czy test na koronawirusa mógłby być zrobiony u mnie w mieszkaniu, a nie chciałam jechać do szpitala zakaźnego i czekać w izolatce. Nie czułam się też na tyle źle, żeby alarmować służby medyczne. Przypominało to łagodną grypę, nie chciałam zawracać głowy przemęczonym lekarzom, którzy mają na głowie znacznie cięższe przypadki.

Postanowiłam więc, że zaalarmuję służby, dopiero gdy dostanę silnych duszności (do tej pory ich nie miałam) i gdy mój stan się pogorszy. Oczywiście liczyłam na to, że tak się nie stanie. Nie ukrywam, że się bałam. Mam niską odporność, często choruję. Bałam się, że mój słabiutki stan odpornościowy, atakowany antybiotykami kilka razy w roku, po prostu nie da sobie rady.


Siedziałam w domu, nigdzie nie wychodziłam, a raz w tygodniu moja siostra zostawiała mi zakupy pod drzwiami mieszkania. Rodzina wiedziała o mojej chorobie, więc byliśmy ostrożni. Nie miałam z nikim kontaktu, jedynie zamówieni wcześniej kurierzy zostawiali mi paczki pod drzwiami (prosiłam o taką opcję podczas zamówienia).
                    
                    
                    
                    
                
                
                Każdego dnia albo dochodził nowy objaw, albo któryś znikał, każdy dzień był zupełnie inny. Dwa pierwsze dni były najcięższe, potem nie miałam już gorączki. Kaszel był łagodny, lało mi się z nosa, bolała mnie głowa i mięśnie od czubka głowy po palce u stóp. Ból gardła była najbardziej uciążliwy, ledwo przełykałam wodę. Byłam słaba, zdezorientowana. Prawie nie jadłam, bo w moim przypadku najbardziej uciążliwymi objawami były nudności i biegunka. Na szczęście nie wymiotowałam. 


W drugim tygodniu, wieczorem, nagle dostałam, duszności. Miałam kłopoty z oddychaniem, nie mogłam złapać oddechu. Wtedy się przestraszyłam. Leżałam w łóżku z telefonem w ręku, gotowa zadzwonić na pogotowie i powiedzieć o moich objawach i podejrzeniach. W końcu oddech się unormował, trwało to ponad godzinę. Zasnęłam, rano było już dobrze. Rodzinie o dusznościach nie mówiłam, potem gdy się przyznałam, mama powiedziała: "Dobrze, że mi nie mówiłaś, umarłabym ze strachu, codziennie się o ciebie modliłam".

Kwarantanna

Leczyłam się sama w domu, mój przebieg choroby na szczęście na to pozwolił. Na COVID-19 nie ma lekarstwa, brałam więc leki na poszczególne objawy. Łykałam Paracetamol, gdy ból głowy i mięśni nie pozwalał mi pracować zdalnie, piłam syrop na kaszel, ssałam tabletki na gardło, miałam też lekarstwa na nudności. Oprócz tego piłam bardzo dużo płynów i wietrzyłam często mieszkanie.


Po dwóch tygodniach mój stan zaczął się poprawiać. Właśnie wtedy, dokładnie po 14-15 dniach, ustąpiły biegunki i nudności. Wtedy automatycznie poczułam się lepiej. Wciąż pokasływałam i bolało mnie gardło, byłam osłabiona. Ale czułam, że choroba odchodzi. Postanowiłam, że nie wyjdę z mieszkania jeszcze przez 2, 3 tygodnie.

Po tych dwóch tygodniach dostałam też dziwnego zastrzyku energii. Rozsadzało mnie, nie mogłam już leżeć w łóżku. Sprzątałam, myłam okna w ciepły dzień, układałam w szafie, zrobiłam generalne wiosenne porządki. Zrobiłam to, czego nie chciało mi się robić miesiącami. Nigdy wcześniej po chorobie nie czułam takiego nadmiaru energii. Czy ma to związek z COVID-19? Osobiście czułam, że tak, ale nie jestem lekarzem.
                    
                    
                    
                    
                
                
                Spędziłam sama Wielkanoc, mimo że miałam rodzinę w Warszawie. Przyjaciele się dziwili, myśleli, że jestem nadgorliwa z powodu strachu przed koronawirusem. Tylko dwie osoby, oprócz rodziców i rodzeństwa, wiedziały o mojej chorobie. Nie chciałam nikogo martwić. Kiedy potem powiedziałam przyjaciołom byli dość zszokowani. Koleżanka była pod wrażeniem, że dałam radę zupełnie sama i nie wpadłam w panikę, inna była zła, że nie poprosiłam o pomoc.


Test na przeciwciała

Po pięciu tygodniach czułam się zdrowa, objawy ustąpiły. I tu pojawił się problem. Nie miałam testu z sanepidu. Mimo że byłam pewna, że to był COVID-19, nie miałam przecież pewności. Nie wiedziałam, kiedy mogę wyjść z domu i odwiedzić rodzinę, a nie chciałam ryzykować. Postanowiłam zrobić prywatnie test na przeciwciała w jednej ze znanych sieci klinik w Polsce. Koszt: więcej niż 100 zł, mniej niż 200. 

Klinika była 10 minut od mojego domu. Założyłam maseczkę i rękawiczki, unikałam ludzi na chodniku. Na miejscu, ustawiono budkę, aby ludzie z podejrzeniem koronawirusa nie wchodzili do środka. Przede mną były dwie osoby. Gdy zapisywałam się telefonicznie, wiele terminów było zajętych – prywatne testy na przeciwciała, które pozwalały stwierdzić, czy ktoś został zakażony i przeszedł COVID-19 bezobjawowo lub łagodnie, były coraz popularniejsze.
                    
                    
                    
                    
                
                
                Gdy nadeszła moja kolej, podeszłam do szklanej szyby, zza która stały dwie panie w ochronnych skafandrach. Podpisałam papiery, włożyłam dłoń przez mały otwór i pobrano mi krew z palca. Kropla krwi wylądowała na kasetce, dodano odczynnik. Gotowe. Po 30 minutach, gdy byłam już w mieszkaniu, dostałam wyniki SMS-em. "IgM (dodatni) i IgG (dodatni)'", co oznacza świeże lub przebyte zakażenie. Miałam rację. 


Testy na koronawirusa w sanepidzie

Klinika poinformowała sanepid, również ja postanowiłam do niego zadzwonić. Dlaczego dopiero teraz? Mimo że choroba w większości przypadków trwała 5-6 tygodni, a ja czułam się zdrowa, wciąż nie miałam pewności, czy nie zakażałam. Dodzwoniłam się do lokalnego sanepidu, miła pani przeprowadziła ze mną wywiad na temat choroby i powiedziała, żeby czekać na wiadomość. Obiecała, że zrobiony mi zostanie test, który wskaże, czy jestem wyzdrowiała.

Czekałam tydzień. Piątego dnia zadzwoniłam. Gdy w końcu się dodzwoniłam, dowiedziałam się, że... nie ma mnie w systemie. Ponownie opowiedziałam o chorobie i teście, inna pracownica sanepidu powiedziała, że nie ma możliwości zrobienia mi testu, jeśli nie zgłosiłam się na początku choroby. Zostałam sama z problemem.
                    
                    
                    
                    
                
                
                Dzięki znajomościom udało mi się załatwić test na COVID-19 prywatnie i to po znacznie niższej cenie. Nie miałam innego wyjścia. Test był negatywny, byłam zdrowa.


Tego samego dnia wieczorem, znowu zadzwoniono do mnie z sanepidu. Kolejna pani dopytywała o moją chorobę. Usłyszałam, że skoro zrobiono mi prywatnie testy, nie będę w oficjalnych statystykach, co oznacza, że te są znacznie zaniżone – takich ludzi jak ja są setki. Dodała, że po 6 tygodniach już na pewno jestem zdrowa i mogę wychodzić. Tyle od polskiego sanepidu.

Życie po COVID-19

W ostatni weekend pojechałam do domu, byłam już też w lokalnym sklepie, chociaż wolę robić zakupy przez internet. Nie wiem, czy raz przebyta choroba, daje mi większą odporność na kolejne zakażenie, dmucham na zimne. Widzę, jak łatwo się zakazić i promuję akcję "zostań w domu". Unikajmy ludzi, uważajmy.


Ja miałam szczęście. Olbrzymie szczęście. Przeszłam COVID-19 jak łagodną grypę. Obyło się bez szpitala, OIOM-u, respiratorów. Bez sanepidu. Ale to nie jest zwykła grypa. Mimo łagodnych objawów nigdy wcześniej się tak nie czułam, czego nie potrafię dobrze wytłumaczyć. Często choruję, ale to było specyficzne doświadczenie, inne niż wszystkie. Od razu wiedziałam, że to musi być coś innego, niż grypa czy przeziębienie. Po prostu to czułam.
                    
                    
                    
                    
                
                
                Czy żałuję, że nie zrobiłam testu na początku choroby? Po moich ostatnich przejściach z sanepidem i relacjach ludzi, którzy czekali na testy 2 tygodnie, wcale nie żałuję. Ale ja mogłam sobie na to pozwolić. Mieszkałam sama, nie musiałam wychodzić. Mój stan nie wymagał hospitalizacji. Ale nie każdy będzie miał tyle szczęścia, co ja. Nie każdy nie będzie miał powikłań, nie każdy mieszka sam i pracuje zdalnie.


Piszę ten list, żeby pokazać, jak choroba COVID-19 wyglądała z mojej jednostkowej perspektywy. W natłoku dramatycznych relacji w mediach chcę pokazać, że nie każde zakażenie koronawirusem jest wyrokiem. Ale każdy przypadek jest inny. Dlatego bądźcie czujni i reagujcie z głową. Uważajcie, nie bagatelizujcie ciężkich, alarmujących objawów, nie bójcie się lekarzy. Bo ja miałam szczęście, wy nie musicie go mieć.]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/7bcc68a1574ea4570b34eebad36ad59d,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/7bcc68a1574ea4570b34eebad36ad59d,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Byłam zakażona koronawirusem i miałam szczęście – pisze czytelniczka</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/blogi/dorotagardias/304451,mam-dla-was-dwie-wiadomosci-obie-sa-zle</guid><link>https://natemat.pl/blogi/dorotagardias/304451,mam-dla-was-dwie-wiadomosci-obie-sa-zle</link><pubDate>Wed, 01 Apr 2020 16:24:24 +0200</pubDate><title>Mam dla Was dwie wiadomości. Obie są złe.</title><description><![CDATA[<img src="https://m.natemat.pl/09eed234559c3c24b4d7be355cdb97c2,135,135,1,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;"/>Mam dla Was dwie złe wiadomości.

Po pierwsze - Rząd RP chyba nie zdaje sobie sprawy z faktu, że przyjęte w Tarczy Antykryzysowej zapisy są po prostu niewystarczające. Ogromna większość z Was przez ostatnie lata budowała mozolnie swój biznes. Całe swoje życie poświęciliście rozwojowi zawodowemu i pracy na rzecz danego pracodawcy czy instytucji. Na dzień dzisiejszy rozgrywek politycznych jest taki - ostatecznie musicie sobie poradzić sami. A jednocześnie wprowadza się kolejne obostrzenia, które w praktyce zdewastują gospodarkę. 

Wszyscy staniemy więc przed dylematem - stracić majątek lub wręcz dorobek całego życia czy ryzykować życie i zdrowie by przetrwać. Postawienie obywateli przed takim dylematem jest nie do przyjęcia. Należy wprowadzać obostrzenia, ponieważ stawką jest nasze życie i zdrowie, ale jednocześnie skoro zamraża się gospodarkę to trzeba dać ludziom możliwość przetrwania tego gospodarczego kataklizmu. Tak się nie stało. W związku z tym stracimy bardzo dużo, bo obostrzenia mogą nie być do końca przestrzegane, a gospodarka i tak ogromnie ucierpi. Po wczorajszym głosowaniu trudno jest znaleźć jakieś światełko w tunelu dla nas wszystkich. Nie przekazując odpowiednich środków tu i teraz skazano polskie społeczeństwo na długą drogę powrotu do jakiejkolwiek normalności. 


Po drugie - Polacy nie mają się do kogo zwrócić o pomoc. Chcę wyraźnie podkreślić, że wprowadzony zapis o tym, że premier będzie mógł dowolnie, wedle własnego widzimisię odwoływać członków Rady Dialogu Społecznego jest maksymalnym upartyjnieniem, poddaniem tej instytucji interesowi politycznemu, a nie interesowi obywateli. Nawet teraz, kiedy piszę te słowa mam świadomość, że za taką krytykę mogę jako Przewodnicząca Forum Związków Zawodowych z Rady Dialogu Społecznego zostać odwołana. Cenzurowaniem partnerów społecznych nie wygra się z epidemią koronawirusa. 


Nie wystarczy tupnąć nogą, spacyfikować tych, którzy reprezentują zawody stojące dziś na pierwszej linii frontu walki z koronawirusem. Dziś Rada Dialogu Społecznego mogłaby być jedną z najbardziej potrzebnych instytucji. Niestety próbuje nam się zamykać usta pomimo, że wielokrotnie wykazywaliśmy chęć do współpracy ze stroną rządową. Finalnie Prezydent RP przyłożył do tego rękę ze swoim długopisem. Ludzie nadal będą umierać. Personel medyczny i służby nadal nie będą posiadać wystarczającej ilości sprzętu. Tyle, że to wszystko to wszystko będzie dziać się w atmosferze tragicznej ciszy.]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/09eed234559c3c24b4d7be355cdb97c2,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/09eed234559c3c24b4d7be355cdb97c2,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Dorota Gardias</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/blogi/damianmaliszewski/302915,w-polsce-epidemia-i-akcja-zostan-w-domu-a-nad-wisla-tlumy-mlodzi-pija-alkohol-nowe-zdjecia</guid><link>https://natemat.pl/blogi/damianmaliszewski/302915,w-polsce-epidemia-i-akcja-zostan-w-domu-a-nad-wisla-tlumy-mlodzi-pija-alkohol-nowe-zdjecia</link><pubDate>Thu, 19 Mar 2020 10:07:58 +0100</pubDate><title>W Polsce epidemia i akcja &quot;zostań w domu&quot;, a nad Wisłą tłumy. Młodzi piją alkohol</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/991b57e8cba090ea243aa4fa54ed12c9,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Podczas gdy kilka milionów Polaków zgodnie z zaleceniami rządu poddało się dobrowolnej kwarantannie – zostali w domach, zamknęli swoje firmy, mają wolne od pracy, szkoły i uczelni – wczoraj 18.03.2020 o godz. 16.30 na Bulwarach Wiślanych w Warszawie spacerowały tłumy ludzi.

Uczniowie i studenci świętowali wolne od szkoły popijając alkohol - z gwinta. Bez zachowania jakichkolwiek zasad higieny i bezpieczeństwa.

Rządzący zapewniają, że wszystko jest pod kontrolą. Jak widać na zdjęciach - nie jest.

Piwo, wino i wódka lały się wczoraj strumieniami. Tysiące spacerowiczów, setki dzieci na hulajnogach, deskorolkach i rowerach. Dzieci bawiły się ze sobą wzajemnie. Obce. Bez zachowania bezpiecznej odległości. Ojcowie byli zachwyceni. 

Siłownia na wolnym powietrzu oblegana przez ćwiczących. Nie było gdzie palca włożyć. 
Na bulwarach randki par homo i hetero. Jedni się całowali, inni obściskiwali. Wszędzie lał się alkohol. Co 100 metrów kamery. Straż Miejska i Policja widziały co się dzieje, ale... właściwie nie mieli podstaw do reagowania. 


O sprawie napisał na swojej stronie na Facebooku pisarz Mariusz Szczygieł.

Oto nowe zdjęcia pokazujące skalę nieodpowiedzialności warszawiaków.

	
		
											
					
				
				18.03.2020. Bulwary Wiślane•Damian Maliszewski
					



	
		
											
					
				
				18.03.2020. Bulwary Wiślane•Damian Maliszewski
					



	
		
											
					
				
				18.03.2020. Bulwary Wiślane•Damian Maliszewski
					



	
		
											
					
				
				18.03.2020. Bulwary Wiślane•Damian Maliszewski
					



	
		
											
					
				
				18.03.2020. Bulwary Wiślane•Damian Maliszewski
					


Obawiam się, że idziemy scenariuszem włoskim. Punkt po punkcie. Tam również świętowano, pito, imprezowano. W szpitalach lekarze uwijali się jak w ukropie, a na wolnym powietrzu trwał karnawał.

Dziś Italię ogrania rozpacz. Kostnice w kościołach z setkami trumien przypominają Włochom o narodowej tragedii. W normalnych kostnicach miejsca na trumny nie ma.

	
		
											
					
				
				W nocy kolumna wojskowych ciężarówek wjechała do Bergamo. Wywożą trumny z ciałami, gdyż miejscowe krematorium jest przepełnione i nie nadąża ze spopielaniem zwłok. Fot. Twitter / Valerio Caparo•Twitter
					


Nagle się okazało, że z tego imprezowania wylęgło się 1000 zakażeń. Z tysiąca zakażeń kolejne tysiące, a później śmierć. Teraz żeby wyjść do apteki, sklepu, albo lekarza, Włosi muszą pytać o pozwolenia, muszą informować policję o tym gdzie idą i nie wiadomo jak długo to potrwa.


Mamy jeszcze za mało chorych i za dużo wolnych respiratorów?

                    
                    
                    
                    
                
                
Wielu obywateli wykazało się odpowiedzialnością i empatią. To właśnie oni próbują znaleźć sobie jakieś zajęcie w domach. Tracą pieniądze, nie zarabiają, bo myślą o bezpieczeństwie swoim i innych. Mimo to tysiące nieodpowiedzialnych mieszkańców Warszawy i nie tylko Warszawy, bo internet właśnie jest zalewany fotografiami z różnych części Polski, zachowuje się tak, jakby mieli wakacje. Wychodzą masowo nad Wisłę, do parków, do lasów, na place zabaw, stwarzając zagrożenie epidemiczne. W ten sposób tworzą nowe ogniska COVID19. 


Przed nami weekend. Czy władza będzie się bezczynnie przyglądała tej sytuacji? W jakim celu uczniowie i studenci dostali wolne ze szkół i uczelni?

	
		
											
					
				
				18.03.2020. Bulwary Wiślane•Damian Maliszewski
					



	
		
											
					
				
				18.03.2020. Bulwary Wiślane•Damian Maliszewski
					



	
		
											
					
				
				18.03.2020. Bulwary Wiślane•Damian Maliszewski
					

Kobiety w szwalniach i domach szyją maseczki dla szpitali i placówek medycznych, bo nigdzie nie ma. Ludzie organizują zbiórki dla szpitali, bo brakuje wszystkiego. Jurek Owsiak oferuje środki na wsparcie ochrony zdrowia w walce z epidemią. Medycy śpią po 2, 3 godziny i idą na kolejne dyżury. Unia daje 32 miliardy, żeby Polska jakoś sobie poradziła z epidemią, a młodzież relaksuje się na rolkach, rowerach, przy piwku i rozsiewają wirus, który pierwszy raz od 100 lat zmienia oblicze świata.


Bez natychmiastowych zmian prawnych i radykalnych decyzji rządu, sytuacja będzie się pogarszała.

Dobrowolna kwarantanna nie ma sensu. Jest tylko stratą czasu i rzeczywiście zabezpiecza tylko tych, którzy przebywają w domach. Nie spowoduje natomiast znaczącego ograniczenia epidemicznego.

Tylko wprowadzenia stanu wyjątkowego i obowiązkowej 3 tygodniowej kwarantanny dla całej Polski jest w stanie zatrzymać epidemię i uratować gospodarkę. Brak tego typu rozwiązań będzie skutkował upadkiem tysięcy firm i przedsiębiorstw. W korporacjach zaczną się masowe zwolnienia.


Żaden podmiot nie udźwignie wielomiesięcznego grillowania epidemii i zamknięcia placówek. W innych krajach wprowadzono tego typu rozwiązania. Osoby łamiące kwarantannę płacą ogromne mandaty idące w tysiące euro. Polski rząd czeka prawdopodobnie z powodu wyborów prezydenckich. Prezydent Andrzej Duda boi się, że jeżeli wprowadzi stan wyjątkowy, przegra wybory. Wygrana ważniejsza, niż bezpieczeństwo narodowe?

Dziś zdani jesteśmy na łaskę ludzi, którzy pozbawieni są empatii i nie wykazują żadnej odpowiedzialności za siebie i innych. 

Internauci są oburzeni. Zdjęcia, które zamieściłem na Facebooku(kliknij tutaj) udostępniono już 10 tys razy. Post ma 5 tys reakcji i ponad 2 tys komentarzy.


Czy będzie reakcja Prezydenta Trzaskowskiego?

	
		
											
					
				
				18.03.2020. Bulwary Wiślane•Damian Maliszewski
					



	
		
											
					
				
				18.03.2020. Bulwary Wiślane•Damian Maliszewski
					



	
		
											
					
				
				18.03.2020. Bulwary Wiślane•Damian Maliszewski
					



	
		
											
					
				
				18.03.2020. Bulwary Wiślane•Damian Maliszewski
					



	
		
											
					
				
				18.03.2020. Bulwary Wiślane•Damian Maliszewski
					



	
		
											
					
				
				18.03.2020. Bulwary Wiślane•Damian Maliszewski
					



	
		
											
					
				
				18.03.2020. Bulwary Wiślane•Damian Maliszewski
					



	
		
											
					
				
				18.03.2020. Bulwary Wiślane•Damian Maliszewski
					



	
		
											
					
				
				18.03.2020. Bulwary Wiślane•Damian Maliszewski
					



	
		
											
					
				
				18.03.2020. Bulwary Wiślane•Damian Maliszewski
					



	
		
											
					
				
				18.03.2020. Bulwary Wiślane•Damian Maliszewski
					



	
		
											
					
				
				18.03.2020 Bulwary Wiślane•Damian Maliszewski
					



	
		
											
					
				
				18.03.2020 Bulwary Wiślane•Damian Maliszewski
					

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/991b57e8cba090ea243aa4fa54ed12c9,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/991b57e8cba090ea243aa4fa54ed12c9,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">18.03.2020 Bulwary Wiślane</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/302077,kozidrak-ma-sposob-na-koronawirusa-myla-rece-i-spiewala-swoj-hit-wideo</guid><link>https://natemat.pl/302077,kozidrak-ma-sposob-na-koronawirusa-myla-rece-i-spiewala-swoj-hit-wideo</link><pubDate>Wed, 11 Mar 2020 19:03:06 +0100</pubDate><title>Kozidrak umyła ręce w rytm &quot;Białej armii&quot;. To jej sposób na koronawirusa</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/afa7af50414bb521e01467f9c7f7b8d6,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Przez zamieszanie z koronawirusem pojawia się coraz więcej rad, jak poprawnie umyć ręce. Z pomocą przychodzi... Beata Kozidrak, która nagrała krótki film z instrukcją. A wszystko w rytm melodii jednego z jej hitów muzycznych.

Już od kilku dni w sieci krąży zabawna sugestia o tym, jak odliczyć zalecane 30 sekund w czasie mycia rąk. Specjaliści zalecają, że mniej więcej tyle powinna trwać ta czynność. Internauci wpadli na pomysł, by przez pół minuty śpiewać sobie piosenkę Bajmu "Biała armia". Refren zanucony dwa razy powinien wystarczyć.
	
		
											
					
				
					

Beata Kozidrak musiała zauważyć tę akcję w sieci i wkroczyła do akcji. Artystka nagrała filmik, na którym pokazała, jak myje ręce. I przekonuje, że mamy szansę stać się najczystszym narodem świata. A to wszystko w rytm śpiewanej "Białej armii". Zobaczcie sami.
                    
                    
                    
                    
                
                 
                


Czytaj także: "Czyste szaleństwo". Kuźniarowi puściły nerwy po decyzjach rządu ws. koronawirusa

"Tylko higiena nas uratuje! Uwielbiam Was za kreatywność. Teraz ja czekam na Wasze filmy. Wybierajcie piosenki z mojego repertuaru do woli" – napisała Kozidrak.]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/afa7af50414bb521e01467f9c7f7b8d6,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/afa7af50414bb521e01467f9c7f7b8d6,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Beata Kozidrak pokazała, jak myje ręce. Zaśpiewała &quot;Białą armię&quot;.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/301757,donald-tusk-wzywa-pis-do-walki-z-koronawirusem-w-polsce</guid><link>https://natemat.pl/301757,donald-tusk-wzywa-pis-do-walki-z-koronawirusem-w-polsce</link><pubDate>Mon, 09 Mar 2020 11:48:05 +0100</pubDate><title>Tusk alarmuje ws. koronawirusa. Wzywa PiS do podjęcia niepopularnych decyzji</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/8dae6585641f5a6bfa37e3189d592e1c,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Donald Tusk nie ma wątpliwości, że sytuacja związana z koronawirusem w Polsce robi się coraz bardziej poważna. Były premier wezwał polskie władze do podjęcia odpowiednich decyzji, by zahamować rozprzestrzenianie się wirusa.

"Rząd powinien natychmiast podjąć decyzje, także te niepopularne, które utrudnią rozprzestrzenianie się wirusa. Obywatele powinni przyjąć je ze zrozumieniem. Zbliżające się epidemia i recesja będą testem na naszą odpowiedzialność i solidarność. Sytuacja jest bardzo poważna" – napisał w poniedziałek na Twitterze Donald Tusk.
                    
                    
                    
                    
                
                
                

Czytaj także: Jak chronić się przed koronawirusem? Jest list specjalisty od wirusów z poradami na ten temat

Rząd zapewnia, że Polska jest przygotowana do walki z koronawirusem. W Polsce do poniedziałku do godz. 12:00 potwierdzono 15 przypadków zachorowań. Aż pięcioro pacjentów z koronawirusem leży w szpitalu w Raciborzu. Niedawno władza w porozumieniu z opozycją przegłosowała specjalną ustawę, dotyczącą działań, które będzie można podjąć w przypadku epidemii.


Czytaj także: Opozycja zagłosowała razem z PiS. Sejm przyjął ustawę ws. koronawirusa]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/8dae6585641f5a6bfa37e3189d592e1c,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/8dae6585641f5a6bfa37e3189d592e1c,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Donald Tusk uważa, że sytuacja dotycząca koronawirusa jest poważna.</media:title></media:content></item>
		
	</channel>
</rss>
