<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" version="2.0" xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom">
	<channel>
		<title><![CDATA[naTemat.pl - #GRZEJE]]></title>
		<description><![CDATA[Najnowsze artykuły i wpisy blogerów w kategorii #GRZEJE w naTemat.pl]]></description>
		<link>https://natemat.pl/c/305,grzeje</link>
				<generator>natemat.pl</generator>
		<atom:link href="https://natemat.pl/rss/kategoria,305,grzeje" rel="self" type="application/rss+xml" />
		<atom:link rel="hub" href="https://pubsubhubbub.appspot.com/" xmlns="http://www.w3.org/2005/Atom" />
			<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/627909,inflacja-cie-dobija-oto-sposob-na-szybki-zastrzyk-gotowki</guid><link>https://natemat.pl/627909,inflacja-cie-dobija-oto-sposob-na-szybki-zastrzyk-gotowki</link><pubDate>Wed, 22 Oct 2025 11:19:32 +0200</pubDate><title>Inflacja cię dobija? Oto sposób na szybki zastrzyk gotówki</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/6980cc26128bbe6bb05f57516346d654,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />W czasach, gdy ceny rosną szybciej niż ciśnienie na widok rachunku za prąd, a każda złotówka zdaje się być na wagę prawdziwego złota, czas spojrzeć przychylniejszym okiem na... papier. I to nie ten, którego emisję reguluje bank narodowy tylko ten, który codziennie przewija się przez nasze ręce w zupełnie innym kontekście.

Papier też może zaskoczyć. Ruszyła loteria Foxy 
15 września wystartowała wyjątkowa loteria: "Foxy… i kasa w BLIK", która potrwa aż do 15 listopada 2025 r. Jej zasady można streścić w trzech słowach: kup, zarejestruj, wygraj. Wystarczy sięgnąć po dowolny produkt marki Foxy (papier toaletowy, ręczniki kuchenne czy chusteczki), zachować paragon i zarejestrować go na stronie loteriafoxy.pl.
I już, gotowe. Teraz pozostaje zdrapać e-zdrapkę, i czekać na charakterystyczny dźwięk smartfona, który informuje o nadejściu powiadomienia z banku. Pieniądze mogą bowiem wpaść na wasze konta szybciej niż zdążycie powiedzieć “galopująca inflacja”.
Brzmi niesamowicie? Nie tylko dla was! Postanowiliśmy sprawdzić, jak na fakt, że rolka papieru może być warta tak dużo, zareagują przechodnie. 
Codziennie 33 nagrody. Gotówka, na co tylko chcesz
Każdego dnia Foxy rozda aż 33 nagrody, z których główna to aż 1000 zł. Całość przelewana jest po szybkiej weryfikacji za pomocą czeku BLIK. Pieniądze możecie więc od razu wydać, na cokolwiek tylko chcecie: na kawę, książki, rachunki albo… kolejną rolkę Foxy. W końcu inwestycje trzeba dywersyfikować.
Papier wartościowy? W końcu to Foxy
Hasło kampanii: "Foxy… i kasa w BLIK" nie bez powodu brzmi jak finansowa intryga. Bo Foxy z przymrużeniem oka przekształca swoje produkty w papiery wartościowe. Tyle tylko, że zamiast zwyczajowych akcji czy obligacji, dostajemy coś praktyczniejszego (a do tego bardziej miękkiego i pachnącego).
Jak mówi Tomasz Walicki, Dyrektor Marketingu Foxy:
– Zwykle w sklepie płacimy za produkty, ale Foxy teraz daje szansę, by zakupy stały się źródłem zysku. Chcemy, by uczestnicy poczuli się częścią czegoś wyjątkowego. Bo kto nie chciałby, by papier toaletowy stał się ‘papierem wartościowym’? – pyta retorycznie. 
I trudno się nie zgodzić. W końcu kiedy ostatnio Twój ręcznik kuchenny dawał Ci szansę na 1000 zł?
Inflacja? Mamy na to BLIK!
Nie mamy wpływu na ceny benzyny, kawy czy serka wiejskiego. Ale zdecydowanie mamy wpływ na to, jak wykorzystujemy paragony po zakupach. Zamiast więc wrzucać je do kieszeni, zacznijcie wrzucać je na stronę loteriafoxy.pl i pozwólcie, żeby Foxy zrobił swoje.
Pamiętajcie, że inwestycje nie muszą być nudne i skomplikowane. Równie dobrze mogą być miękkie, pachnące i… bardzo opłacalne. Zwłaszcza jeśli codziennie dają wam szansę na ekstra gotówkę. Bo teraz każda rolka Foxy to nie tylko zapas na cięższe czasy, ale również potencjalna wypłata.


]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/6980cc26128bbe6bb05f57516346d654,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/6980cc26128bbe6bb05f57516346d654,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html"></media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/blogi/grzegorzmajewski/444217,sasinalia</guid><link>https://natemat.pl/blogi/grzegorzmajewski/444217,sasinalia</link><pubDate>Fri, 21 Oct 2022 09:37:39 +0200</pubDate><title>Sasinalia</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/cabcd8cd089986ee06d0e0c43241ad39,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Bezsensowne wydanie dużej ilości pieniędzy lub zrobienie głupoty o wielkiej skali już dawno doczekało się w Polsce jednowyrazowego określenia – „Sasinalia”. Jacek Sasin i cały obóz PiS nie spoczywają na laurach. Raz za razem udowadniają, że są ludźmi z przypadku, którzy nie powinni zarządzać czymkolwiek ani tym bardziej sprawować w Polsce władzy.

PiS rządzi w Polsce przez siedem ostatnich lat. Skoro rządzą, to powinni też zarządzać polską gospodarką. Powinni dbać o bezpieczeństwo pracujących polskich rodzin. Przez siedem lat PiS, z Jarosławem Kaczyńskim na czele, miał gdzieś pracujące Polki i Polaków. Bo PiS zajęty był czymś innym. Nieustannie szukał nowych wrogów wewnętrznych i zewnętrznych. Dzielił polskie społeczeństwo i konfliktował się z Unią Europejską. Tak PiS przykrywa swój brak kompetencji do rządzenia. Bo tylko to potrafią. Od siedmiu lat. Naganiać jednych na drugich. Polska prawica.


Chłopa, robola i samorząd mają za nic
Kaczyński, Morawiecki i Ziobro przez siedem lat, za pomocą Glapińskiego, drukowali pieniądze. Ukrywali wydatki pozabudżetowe w różnego rodzaju funduszach i fundacjach, napychając kieszenie Rydzyka i swoich partyjnych kolesi. Gospodarkę mieli za nic. Za wszystko obwiniają teraz Putina, mimo że efekty ich działań - w tym 9,2% inflacja w lutym br. - były widoczne już przed wojną o Ukrainę. Ludzi uczciwie pracujących od pierwszego do pierwszego na swoje utrzymanie, na zimowy opał i kredyty mieszkaniowe, PiS zostawił na pastwę losu i pożarcie banków. Tych banków, które wcześniej niby spolonizował. I dziś, te wszystkie pisowsko-państwowe spółki skarbu państwa, banki, giganty energetyczne i paliwowe za pomocą odsetek, olbrzymich marż i niekontrolowanej inflacji, okradają budżety samorządów i portfele zwykłych ludzi. Pisowskie fajtłapy i pasibrzuchy.


Polska węglem stoi
Gdyby PiS rządził na Saharze, to po jednej kadencji zabrakłoby im piasku. 4 grudnia 2018 na Szczycie Klimatycznym COP24 w Katowicach Prezydent Duda mówił, że w polskich zasobach jest 90% europejskich złóż węgla, którego według ekspertów starczy na następne 200 lat. Nie minęły nawet 4 lata, a do polskich portów - z których przed II wojną światową i w okresie PRL eksportowało i sprzedawało się miliony i dziesiątki milionów ton węgla rocznie - nadciąga importowany, kupiony za krocie węgiel z RPA, Kolumbii i Indonezji. Władysław Grabski i Eugeniusz Kwiatkowski przewracają się w grobach. Pisowscy nieudacznicy.


Z pustego i samorząd nie naleje
Wicepremier i minister aktywów państwowych Jacek Sasin napisał na Twitterze: ”Luka węglowa wynika z tego, że samorządowe ciepłownie kupowały rosyjski węgiel.” To oskarżenie skierowane wobec samorządów miało też być mało udanym zaproszeniem ich do pomocy w dystrybucji rządowego węgla z importu. Tego węgla z Kolumbii i Indonezji, którego jeszcze w Polsce nie ma. To typowe pisowskie zagranie, zrzucania odpowiedzialności. Gdy po raz kolejny niezdarne rządy Kaczyńskiego i spółki dotykają ludzi, PiS za swoje winy wskazuje chłopca do bicia. Idę o zakład, że w TVP-PiS za brak węgla dostanie się właśnie samorządom. Podobnie było z wyborami kopertowymi, które się nie odbyły. PiSowskie Sasinalia niestety trwają w najlepsze.


#LEWICA #ZawszeBliskoLudzi #RozliczymyPiS
Grzegorz Majewski #CzłowiekGodnośćSpołeczeństwo]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/cabcd8cd089986ee06d0e0c43241ad39,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/cabcd8cd089986ee06d0e0c43241ad39,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Sasin roztrwania pieniądze</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/blogi/grzegorzmajewski/397821,placz-niedoszlych-zlodziei</guid><link>https://natemat.pl/blogi/grzegorzmajewski/397821,placz-niedoszlych-zlodziei</link><pubDate>Fri, 18 Feb 2022 16:10:39 +0100</pubDate><title>Płacz niedoszłych złodziei?</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/0bd171a9b4ea164a93402b6cea4dc090,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Zbigniew Ziobro, wraz ze swoimi rycerzykami i królewną Kempą po wyroku TSUE, agresywnie atakują Unię Europejską. Jaka ta prawica zdziwiona, że prawa trzeba przestrzegać, a umów dotrzymywać! PiS i Ziobro chcieliby zrobić starą Unię "metodą na wnuczka", a teraz lamentują, bo Europa nie dała się okraść i wytargała ich za ucho.

Największym sukcesem Ziobrystów jest przekonanie opinii publicznej, że istnieje mechanizm "pieniądze za praworządność". Tak, jakby w ogóle praworządność była na sprzedaż. Mechanizm z jakim mamy do czynienia, jest zupełnie inny i polega on na zasadzie, że "wyłudzanie będzie karane".

Oszust = naciągacz = złodziej
Bo jak wyłudzaniem nie nazwać doprowadzenia innej osoby – w tym przypadku państw Unii Europejskiej - do niekorzystnego rozporządzania swoim mieniem? Przecież my Polacy - Europejczycy - też byśmy nie chcieli, żeby nasze podatki ze składki członkowskiej były rozkradzione. Żeby zamiast na naszą opiekę zdrowotną i infrastrukturę szły do takich krajów, gdzie korupcja politycznych faworytów i oligarchów wessie wszystkie przekazane środki. Gdzie prawa nie będą oceniały niezawisłe sądy, tylko upolityczniona Krajowa Rada Sądownicza pod wiszącym toporem Izby Dyscyplinarnej.


Pacta sunt servanda 
Umów należy dotrzymywać. Traktatów międzynarodowych też. A ten o Unii Europejskiej stwierdza: 
„Unia opiera się na wartościach poszanowania godności osoby ludzkiej, wolności, demokracji, równości, państwa prawnego, jak również poszanowania praw człowieka, w tym praw osób należących do mniejszości. Wartości te są wspólne Państwom Członkowskim w społeczeństwie opartym na pluralizmie, niedyskryminacji, tolerancji, sprawiedliwości, solidarności oraz na równości kobiet i mężczyzn”. 
W Polsce Kaczyńskiego, Ziobry i Ordo Iuris o respektowaniu wpisanych w Unię Europejską wartości mowy być nie może. Tym bardziej przy braku niezawisłości sędziów na sprawiedliwość liczyć nie można.


Metoda "na wnuczka"
Prawica dobrze wie, że już od głosowania 27:1 zeszła z trajektorii współdziałania z Unią Europejską, a weszła na tę kolizyjną. Dobrze zdają sobie sprawę, że nie szanują praw człowieka, w szczególności kobiet oraz praw osób należących do mniejszości. Ale pomimo tego Kaczyński, Ziobro i Morawiecki chcieliby wyciągać łapy po unijne pieniądze, udając przy tym praworządnego wnuczka. Po to, żeby móc finansować utrzymanie swojej władzy (m.in. 2 miliardy złotych rocznie na TVP Kurskiego - przyp. aut.). Próbowali oszukać starą Unię, a teraz płaczą i lamentują, bo Europa nie dała się okraść. Traktowanie Unii Europejskiej przez PiS i Ziobrystów, jak targowiska, gdzie można ”kupczyć” praworządnością, świadczy o ich ograniczeniu poznawczym. To kompletne niezrozumienie idei wolnej od wojny, zjednoczonej gospodarczo i opartej na wartościach wspólnej Europy.


#LEWICA #Europejska #RozliczymyPiS
Grzegorz Majewski #CzłowiekGodnośćSpołeczeństwo]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/0bd171a9b4ea164a93402b6cea4dc090,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/0bd171a9b4ea164a93402b6cea4dc090,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Ziobro, Kaleta, Kempa w tęsknocie za funduszami europejskimi.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/blogi/michalboni/392805,impresje-sycylijskie</guid><link>https://natemat.pl/blogi/michalboni/392805,impresje-sycylijskie</link><pubDate>Tue, 18 Jan 2022 14:54:05 +0100</pubDate><title>Impresje Sycylijskie</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/64e7656982ac800830191092d76d4b06,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Właśnie wróciłem z Trapani i Erice i powtarzam cudowne doświadczenie smakowe. Jem cannoli i cassate di Sicilia z przepięknej, malutkiej cukierenki Marii Grammatico.

Oprócz migdałowej i zielonej, marcepanowej słodkości mam w pamięci wjazd kolejką linową (gondolką) z rozsłonecznionego Trapani/Erice na wysokość przeszło 700 metrów do średniowiecznego miasteczka Erice, owiniętego zimną mgłą. W ciągu godziny mgła ustąpiła słońcu i obrysowana szarością forteczna wieża zamku (Castello di Venere) odsłoniła swój kamienny kształt, podobnie z katedrą i wieżą przykatedralną. Katedra jest esencją piękności romańskiej, choć w środku pełna skromnego baroku oraz neogotyku 
z XIX wieku, z tajemniczym sufitem w różnorakie wzorki bliskie i ornamentom arabskim 
i klasycystycznym. Po drodze, w dolnej części miasteczka osadzonego w formie trójkąta na wzgórzu, na maskach samochodów wygrzewały się koty, łapiąc ciepło, które szarość zimnej mgły zabierała. Uliczki tak maleńkie, że pojedynczy człowiek ledwo przejdzie, ale spójność kamienna miasta ciągle jest zachowywana.



	
		
											
					
				
				Wieża zamku we mgle
					





	
		
											
					
				
				Katedra w Erice
					




	
		
											
					
				
				Słodycze Marii Grammatico
					



W mitycznej legendzie założyciel tego miasta, król Elymów, Erice (syn Posejdona i Afrodyty) wyzwał do walki Heraklesa - i przegrał. Ale lud Elymów (w innej legendzie mówi się o nim, że to uciekinierzy z Troi) dalej władał tą ziemią, choć jak prawie na całej Sycylii świetność przyniosły rządy Normanów. To normańskie kościoły z XI i XII wieku tworzą podstawę Erice. Aczkolwiek katedrę fundowano jeszcze w czasach cesarza Konstantyna w IV wieku n.e, 
a obecny kształt zewnętrznej budowli nadał Fryderyk III Aragoński w XIV wieku, używając do budowy kamieni ze świątyni bogini Wenus.


Jest w Sycylii jedna, kluczowa zasada - to przenikanie. 

II.

I tak, jak Erice niesie w sobie mitologię i historię - od greckich pradziejów, poprzez fenickie pamiątki, normańską otwartość na różnorodność wcześniejszych kultur - takim spotkaniem wielu tradycji i rzek pamięci zawartych w budowlach, świątyniach, kamieniach ulic oraz planach miast, zwyczajach ludowych i uprawach pól jest właściwie cała Sycylia. 

Sycylia, która spotyka południe z północą.

Sycylia antyczna z duchem helleńskich wierzeń i ze szczególnym wyróżnieniem fortyfikacyjnych czasów rzymskich, bo to Rzymianie obronili wyspę przed Kartagińczykami (Sycylia w tamtych czasach była zarazem jednym z głównych źródeł wyżywienia Rzymu). Sycylia arabska z linią ozdób w architekturze i dekoracjach, ze smakiem rodzynek i ryżu - w IX wieku Palermo liczyło przeszło 350 tysięcy mieszkańców. Sycylia normańska, kiedy mówiono głównie arabskim, rdzewiejącym greckim, dopiero rodzącym się, chropawym włoskim, a wykształceni chrześcijańsko - łaciną. Sycylia andegaweńska z powstaniem Sycylijczyków zaczętym głosem dzwonów na Nieszpory 30 marca 1282 roku, co spowodowało wymordowanie Francuzów traktowanych jak okupanci, nie wyparło jednak Andegawenów na zawsze z wyspy (wielu z nich uczyniło dla wyspy sporo dobrego). Sycylia Czarnej Śmierci, bo to statek, który przypłynął z Morza Czarnego i zacumował w Mesynie w 1347 roku przyniósł dżumę do Europy. Sycylia hiszpańska czasów baroku, Sycylia okresu napoleońskiego. Sycylia w dobie bourbońskiej po Kongresie Wiedeńskim w 1815 roku, tworząca razem z południową częścią Włoch, Królestwo Obojga Sycylii. Sycylia wolnościowa Garibaldiego z powstania 1860 roku, a wcześniej w okresie Wiosny Ludów 
z 1848 roku ze świadectwem udziału Ludwika Mierosławskiego w sycylijskim upominaniu się o wartości, o jakie wówczas walczono w całej Europie (Mierosławski wrócił ponownie na Sycylię na zaproszenie Garibaldiego w 1860 roku i był ranny pod Mesyną). 


Sycylia ze wspaniałej książki Giuseppe Tomasi di Lampedusy „Lampart”, wydanej w 1958 roku, już po śmierci autora (i Sycylia z filmu Viscontiego z Claudią Cardinale, Burtem Lancasterem i Alain Delonem z 1963 roku), gdzie uchwycono ten moment przemieniania się historii Włoch i Sycylii, kiedy książę Salina w swoim arystokratycznym stylu bycia musi znaleźć sposób na dostosowanie się do wielkiej zmiany, jaką niósł Garibaldi i odnawiające się jako królestwo, państwo włoskie, aż do wyników referendum z 1861 roku, które dało Sycylii miejsce w nowej państwowości. Pierwsza scena tej powieści pokazuje chwilę po zakończeniu codziennie odmawianego przed kolacją różańca, z modlitwą prowadzoną przez Księcia (mam nie tylko w pamięci, ale i przed sobą tę książkę, jej pierwsze polskie wydanie z 1961 roku ze wstępem Louisa Aragona). Książka pokazuje paradoks zmienności dziejów - po to, żeby coś się zmieniło nic nie może się zmienić, to przesłanie księcia Saliny. 


Sycylia mafii realnej, z pamięcią o nieugiętych adwokatach z nią walczących: Giovanni Falcone i Paolo Borsellino, zamordowanych w 1992 roku - ich imieniem jest nazwane lotnisko w Palermo. I Sycylia mafii, rozsławionej przez Vito Andolini z wioski Corleone 
w epickim obrazie Francisa Forda Coppoli. Sycylia biedy i Sycylia uchodźców, co widać było przez wieki. Sycylia nadziei, jaką niesie wielokrotny burmistrz Palermo Leoluca Orlando (pięknie scharakteryzowany przez Jarosława Mikołajewskiego we wspólnej 
z Pawłem Smoleńskim książce „Czerwony śnieg na Etnie”) oraz jasne przesłanie Krzyża zbitego z ocalałych desek łodzi migrantów, stojącego tuż przy wejściu do Katedry w Noto.



	
		
											
					
				
				Krzyż zbity z desek łodzi migranckich, Katedra w Noto
					



III.

Noto jest bajkowym miastem późnego baroku. Place, katedra (Cattedrale di Noto), kościoły, Palazzo Ducezio, uliczki położone wyżej i niżej, ich serpentyny, ale i prowadząca oczy linia balkonów, balustrad, opartych o różnorakie maszkarony, atlanty, lwiska barokowe, syreny, rumaki, fale morskie, muszle i niewyobrażalne rośliny. Ta linia ozdób staje się wielkim plafonem ulicznym, którego cechą podstawową jest właściwie brak linii prostej. Wirująca barokowo Sycylia, a przecież wszędzie niedaleko pamiątki antyczne i normańskie.



	
		
											
					
				
				Palazzo Ducezio w Noto
					




	
		
											
					
				
				Katedra w Noto
					



To tak, jakby powiedzieć: Sycylia zawsze pamięta…… I zapada w pamięć. 

Kiedy z amfiteatru Teatru Antycznego w Taorminie spoglądam w dal, to widzę wyłaniającą się z chmur i pokrytą śniegiem Etnę. Stoi, jak najświętsza ze świątyń każdego możliwego obrządku. Stoi, jak surowy Strażnik Natury i jak pocztówkowa malowanka. Stoi, jakby wiecznie oczekiwała na powrót Hefajstosa do kuźni.

I mogę sobie wyobrażać, jakie wrażenie musiały robić na widzach przedstawienia antyczne (najpierw adresowane do publiczności greckiej, bo przecież pierwsi Grecy przybyli do Taorminy/ do Naxos i założyli tu swoją siedzibę w 735 roku p.n.e) w czasach greckich czy rzymskich. Istotą teatru antycznego był zawiązany dramat między postaciami w naturalnej scenografii kolumn oraz kamiennej sceny i proscenium, do czego dodawano maski i stroje aktorów (kolorowe wbrew powszechnemu dzisiaj przekonaniu o ich bieli) oraz muzykę pieśni chóru (akustyka była podobno w tym teatrze genialna). Ale przecież dodatkowym podarunkiem natury dla estetyki był widok Etny w tle, w wieczornych promieniach zachodzącego słońca. 



	
		
											
					
				
				Etna z perspektywy Teatru Antycznego w Taorminie
					




	
		
											
					
				
				Katedra w Taorminie
					



Teatr przetrwał w jakimś sensie do dzisiaj, pomimo trzęsień ziemi oraz zniszczeń z okresu panowania Arabów, pomimo niedopowiedzianej roli, jaką mógł pełnić w okresie Normanów i później (czy coś się tam wtedy w ogóle działo...). Ponowne odkrycie teatru i Taorminy, to druga połowa XVIII stulecia. Jest wokół wzgórza teatralnego ścieżka spacerowa Goethego z końca wieku Oświecenia, z 1787 roku, choć narzekał na krzewy przez które nie mógł się przebić, i utyskiwał, że teatr, całkowicie wówczas zniszczony, trzeba odbudować, 
a przynajmniej zrekonstruować go w rysunku, co starał się zrobić towarzysz jego podróży, malarz i rysownik Kniep. Jest wreszcie Katedra w Taorminie, wyglądająca jak miniatura romańska przy placyku Duomo (z ozdobioną renesansowym portalem fasadą), na którym stoi czarowna fontanna przedstawiająca Centauressę, pół byka i pół kobietę w jednej postaci. 


Moczyłem chleb w oliwie spod Etny, jakoś specjalnie smakowitej (z drzew oliwnych rosnących w ziemi zmieszanej z użyźniajacą lawą wulkaniczną), po lewej miałem fontannę, a na przeciw fronton taormiańskiej katedry, który nagle rozświetliło słońce, tak że wyglądał jak magiczna, nieodparcie przykuwająca wzrok, złota monstrancja ze starej procesji.

Arabowie wnieśli do dziejów Sycylii, ale także całej kultury europejskiej wiele umiejętności. Zmienili całkowicie rolnictwo, wprowadzając nowocześniejsze formy uprawy, ale i osadzając na sycylijskiej ziemi: figi, cytrusy, ryż, cynamon, goździki. Przechowywali też dobra kultury - w księgach myśl grecką i rzymską, kiedy średniowieczne chrześcijaństwo niekoniecznie chciało o tym dziedzictwie oficjalnie pamiętać. 


IV.

W Syrakuzach jest plac Archimedesa, bo tam właśnie ów wielki myśliciel żył i jak głosi legenda po odkryciu Prawa Archimedesa (w ludowym przekazie - woda, mycie się, wanna, co cięższe - a co lżejsze, i w jakich warunkach) wybiegł prosto z kąpieli nago na ulicę. 
To w Syrakuzach właśnie przez wieki produkowano papirusy, co pozwalało utrwalać 
i przenosić w czasie literaturę oraz wiedzę. Przy zatoce i blisko morza jest tam (na wysepce Ortygia - najstarszej części miasta) źródło Aretuzy, a w nim rosną krzaki papirusowe. Rosną, bo mimo, że o centymetry jest woda morska, to mają słodką wodę. Historia tego źródła jest przepiękna. Aretuza była nimfą, która broniła się przed miłością myśliwego Alfejosa. Uciekając przed nim, poprosiła Artemidę o pomoc i została zamieniona w źródło, Alfejos zmienił się jednak w rzekę i tak połączyli się na wieki. Źródło, choć zyskało oprawę architektoniczną w 1843 roku, z kulturowego wzorca i emocji romantyzmu, opowiada nam tę historię do dzisiaj.


To ciekawe, jak na Sycylii łączą się ze sobą style wielu kultur, jak czas powoduje nawarstwienie się wzorców architektonicznych i ornamentacji. W Syrakuzach jest najstarsza znana mykwa żydowska z VI wieku, choć Żydów wygnano z Sycylii w końcu XV wieku, za panowania Hiszpanów, a Wielką Synagogę w Palermo zamknięto na zawsze 
w 1492 roku. Jest również w Syrakuzach, wspaniała Katedra z barokową fasadą (dodaną w XVIII wieku po zniszczeniach trzęsień ziemi), powstała w okresie bizantyńskim - kościół chrześcijański wchłonął kolumny ze świątyni doryckiej poświęconej Atenie. Wchłonął? Zbudowano mur między 24 kolumnami i tak stworzono plan trzynawowej bazyliki. 
I w środku, i z zewnątrz widać te kolumny. Dają one świadectwo temu, że to, co wydaje się odległe - może być bliskie. To, co z dzieła człowieka najbardziej duchowe - spotyka się 
w twórczym uścisku, spleceniu mimo różnic. I nie w sztucznym synkretyzmie, ani wojnie kulturowej, którą chyba Kontrreformacja tak mocno wniosła do Europy.



	
		
											
					
				
				Źródło Aretuzy w Syrakuzach
					




	
		
											
					
				
				Katedra w Syrakuzach
					




	
		
											
					
				
				Kolumny antyczne w Katedrze w Syrakuzach
					



Wieczór w Syrakuzach, na wysepce Ortygia ma w sobie jakąś magię. Uliczki, morze, oświetlona katedra, po ciemku oglądane jeszcze raz zródło Aretuzy. I knajpka przy Via Cavour 28, o prostej i przekonującej nazwie „Sicilia in Tavola”. Jest tylko kilka stolików 
w środku i parę na zewnątrz. Tiramisu, z przygotowanych składników robią przy tobie, jest najsmaczniejsze, jakie w życiu jadłem. Ale zanim smak spotka się z tiramisu, będzie buffala na cudownie pomarańczowym puree z dyni, sardynki opieczone z dwóch stron wypełnione pastą z fasoli i cieciorki, ravioli z ricottą i pistacjami, tagliattelle z owocami morza. Wymieniam po kolei, ale każde z tych serwowanych dań było jak osobny rozdział w książce kucharskiej, zbierającej całe doświadczenie historycznej Sycylii. 



	
		
											
					
				
				Tiramisu z Syrakuz
					




	
		
											
					
				
				Ravioli z ricottą i pistacjami z Syrakuz
					



V.

Barok sycylijski, widziany w Syrakuzach, wydaje się być wolny od wojny religijnej, często jest bowiem nabudowany na przeszłości. Przeszłości, której się nikt nie wypiera. Tak, jak Normanowie, Król Wilhelm, Król Roger nie wypierali się świata arabskiego oraz sami pochodząc z północy nie wypierali się piękna sztuki bizantyńskiej. Zasadą normańskiego stylu rządzenia była integracja z dziedzictwem arabskim, nie istniał przymus konwersji dla muzułmanów. 

Kiedy dojeżdżam do Monreale, widzę wiele napisów: „Arabo-Normani UNESCO Sita”.


Monreale jest kilkanaście kilometrów od Palermo.

Wsiadłem do autobusu 389 na Piazza Indipendenza, który jeździ co 75 minut. Krętą drogą dojechałem na górę, skąd widok na Palermo odsłania całe piękno położonego przy morzu miasta, port i wysokie wieże Katedry, kościołów oraz Zamku Królewskiego Normanów. Podszedłem pod górę i wąskimi uliczkami dotarłem na plac przed Katedrą. Na prawo od niej jest wejście do klasztoru. W środku piękne krużganki, małe kolumny stojące po dwie razem, zdobione połyskliwymi kamykami i polichromicznymi mozaikami we wzorach, 
z ulubionymi zygzakami arabskimi. Cały wirydarz pełen jest słońca i rośnie tam pośrodku nieduży, ale rozrośnięty krzew palmowy, a wokół w odpowiednich kwadratach drzewa: oliwne, pomarańczowe, migdałowe i figowe. Fontanna, wyjątkowo w tym klasztorze stoi 
z boku, a nie pośrodku. Jest kontemplacyjnie i spokojnie, w wodzie spływającej z góry fontanny pluszcze się biały gołąb.



	
		
											
					
				
				Klasztor w Monreale - wirydarz
					




	
		
											
					
				
				Fontanna klasztoru w Monreale
					



Nadchodzi godzina otwarcia Katedry. Wilhelm II ufundował ją w 1174 roku i zbudował bardzo szybko ( w 15 lat) w podzięce Matce Bożej, która mu się przyśniła, gdy był w tym miejscu i wskazała miejsce, gdzie był ukryty skarb jego ojca, Wilhelma I. 

Można byłoby chyba rozpiąć linię wspólnoty bizantyjskiej między Konstantynopolem, Rawenną i Monreale. 

Cała świątynia jest w bizantyjskich mozaikach. Z apsydy spogląda władczym wzrokiem Pantokrator - w każdym sycylijskim kościele w stylu bizantyjskim siła spojrzenia Pantokratora jest jakby sprawdzianem dla naszej pokory, czy dzieje się to w Cefalu (katedra z dwoma wieżami jakby chylącymi się ku sobie, a Chrystus, jak piszą w przewodnikach 
o włosach blond, jak Normanowie, brodzie i brwiach ciemnych jak u Araba, a ustach wąskich jak u Greków), czy w Palermo, w Kaplicy Palatyńskiej. Ten z Monreale wodzi za nami wzrokiem, gdy przesuwamy się oglądając mozaikowe opowieści, które są wszędzie na ścianach, między kolumnami czy oknami. Samo przedstawienie popiersia Chrystusa ma wysokość 8 metrów, a twarz liczy 3 metry, zaś rozpiętość ramion, jakimi ogarnia świat wynosi 12 metrów. Ogrania więc swoim spojrzeniem całość świątyni i zgodnie z założeniem ma być dominujący, w pełni władczy wobec świętej i ziemskiej przestrzeni. Z założenia 
w świątyniach podział na prezbiterialną część reprezentującą Niebo i to, co boskie oraz część ziemską, gdzie stali wierni tworzył paradoksalnie jedność przenikania się sacrum 
i profanum. To dlatego świątynia miała i mogła uświęcać zwykłych ludzi - i było tak zresztą w wielu religiach i kulturach, od świątyń greckich i świątyni Jerozolimskiej poczynając, przez rzymskie bazyliki, które służyły oddaniu hołdu władcy zasiadającemu w apsydzie, czy przestrzenie meczetów oraz synagog.


Pantokrator z Monreale, jakby w grocie złotej (złoto jako tło mozaik w znaczeniach bizantyńskich, to ucieleśnienie nieba), z ciemno-złotymi liniami włosów i czerwoną szatą okrytą niebieskim płaszczem, ma poniżej siebie Matkę Boską z Dzieciątkiem. Twarz Maryi jest surowa, a mały Jezus trzyma w lewej dłoni zwój papieru, prawą zaś podnosi w geście błogosławieństwa w formie identycznej, jak on sam, późniejszy Pantokrator. Maryja ubrana jest w niebieską szatę i ma na sobie czerwony płaszcz, czyli odwrotny zestaw kolorów, niż Chrystus - w tradycji rozróżniało to naturalną boskość i świętość Jezusa od tych cech, które Maryja dopiero osiągała. A przy niej, w złocistej poświacie stoją archaniołowie Gabriel i Michał, a zaraz obok święci Piotr, Paweł, i w pewnym oddaleniu Jakub, Andrzej, Jan, Łukasz, Bartłomiej, Filip, Mateusz, Marek, Tomasz i Szymon. Poniżej, na trzecim poziomie od góry jeszcze kilkanaście wyobrażeń świętych (wszystkie ujęte w tej samej pozycji), 
a wśród nich m.in. św. Klemens Papież, Piotr z Aleksandrii, Tomasz Becket, arcybiskup Canterbury, św. Agata, Benedykt z Nursji, czy Maria Magdalena. Ta lista pokazuje powszechność (wiary i geografii oddziaływania) Kościoła w czasach od Średniowiecza do schyłku Baroku. Jest charakterystyczne, że w tradycji bizantyńskiej Jezus Pantokrator występuje prawie zawsze w identycznym otoczeniu - obraz i prezentacja świętych (to jakby rozwinięty w prawosławiu ikonostas) mają kanonizować porządek rzeczy, utrwalać moc sakralności na zawsze. Jest, jak to w zwyczaju bywało, drobny wyjątek - w jednym 
z mozaikowych obrazów prezbiterium, Jezus siedzący na tronie, w otoczeniu aniołów, koronuje stojącego poniżej Wilhelma II. 



	
		
											
					
				
				Mozaiki w Monreale
					




	
		
											
					
				
				Pantokrator w Monreale – część
					




	
		
											
					
				
				Pantokrator w Monreale - całość apsydy
					




Kiedy obracasz głowę i przesuwasz się w przestrzeni Katedry, widzisz dookoła całą, pełną, niezbędną dla zrozumienia tamtejszego porządku rzeczy historię w różnych obrazach, jak we fragmentach komiksowych, jakbyśmy dzisiaj powiedzieli. Stworzenie świata jest rozpisane na poszczególne dni z Księgi Rodzaju, gdzie na jednym przepięknym obrazie mozaikowym widać kreację ryb i ptaków, a na następnym długą białą linię tchnienia Bożego, które po „uczynieniu zwierząt - uczyniło człowieka”. Są sceny z utraconego Raju oraz wygnania Ewy i Adama, którzy już odziani w przeciwieństwie do nagości, z jaką stali pod drzewem wiedzy dobrego i złego, podejmują ciężką pracę na roli. Są opowieści biblijne, jest historia Kaina i Abla oraz ofiara Abrahama. Jest dokładnie przedstawiony Noe przygotowujący arkę oraz ratujący zwierzęta i ludzi przed potopem. Są losy narodu wybranego, ucieczka z Egiptu i misja Mojżesza, jest historia Rebeki, jest Dawid i Goliat, jest król Salomon. Jest oczywiście Zwiastowanie, narodziny Jezusa i ucieczka do Egiptu. Jest wreszcie pokazana w prostych obrazkach historia nauczania Jezusowego, męki i zmartwychwstania. Wszystko to utkane jakby z mżących płatków mozaikowych koloru złotego, białego, niebieskiego, granatu, zieleni, a także czerni i brązu. Historycy sztuki często podkreślają, że w normańskim stylu bizantyńskim zbyt dużo jest złota, i za słabo kreślone są światła i cienie, co powoduje, że nie ma takiej czystości kolorów, jaką miała sztuka bizantyńska VIII i IX wieku, ale z drugiej strony przecież złoto to miało oddawać niebiańskość obrazów. Gdzieś z zakamarków pamięci wydobywam wszystkie skojarzenia związane z biblijnym i chrześcijańskim dziedzictwem i nadaję im nowy sens, daleki od świata współczesnych sporów o rolę Kościoła.


Stąpam po marmurowo-mozaikowych podłogach, pełnych wzorów geometrycznych, arabskich zygzaków, a nad sobą mam drewniany sufit, do zbudowania którego kiedyś używano podobno drewna z Afryki, a ułożono go w ornamentacje arabskie. Odnowiony po pożarze w 1811 roku - wygląda jak patrzeć od dołu, jak ten z czasów normańskich.

Wychodzę oszołomiony siłą przenikających się w Katedrze stylów i mocą religijnych wyobrażeń, tak nagle i wyraziście przypomnianych, i zaraz doznaję kolejnego olśnienia. To zewnętrzna apsyda katedry, pełna ozdób, grających ze sobą ostrych łuków, harmonii arabskich zdobień i mieniąca się kolorami wapienia i tufu wulkanicznego.



	
		
											
					
				
				Całość wnętrza katedry w Monreale
					




	
		
											
					
				
				Monreale - z zewnątrz
					



W tej emocji odkrywania symboliki znaczeń mozaik i konstrukcji świątyni, zjeżdżam do miasta i idę oglądać pałac królewski oraz Kaplicę Palatyńską. 

Normański pałac Królewski ma trzy kondygnacje krużganków (parter i dwa piętra), jest piękny w sposób czysty i ciągle funkcjonalny, to w nim odbywają się posiedzenia regionalnego, sycylijskiego parlamentu. Z jednego z krużgankowych korytarzy wchodzi się do Kaplicy Palatyńskiej. Patrzę w górę, by porównać drewniany sufit z panelami pełnymi gwiazd z tym, który mam jeszcze pod powiekami z katedry w Monreale. Rzemieślnicy 
z Maghrebu (dawniej mówiło się: z krajów berberyjskich) stworzyli tu wzór, który kilkadziesiąt lat później, z inną ornamentacją uwiecznili w Monreale. Wśród drewnianych rozet można ledwo dojrzeć resztki malowidła przedstawiającego maleńkich ludzi w strojach arabskich, siedzących po turecku i grających na gitarach.


Kaplica Palatyńska jest artystycznie samodzielną zapowiedzią katedry monrealskiej. 

Mozaiki bizantyjskie okalają kaplicę i są wszędzie: na ścianach, na kapitelach kolumn, na przestrzeniach między łukami, w drobnych ściankach przyokiennych. Opowiadają całą historię przekazu biblijnego i ewangelicznego, ze wszystkimi szczegółami - począwszy od stworzenia świata, losy Noego, Abrahama, Jakuba, Mojżesza, Dawida, Salomona, aż do palestyńskich historii Jezusa. 

W tylnej części kaplicy było miejsce na tron królewski (nie ma go, ale legenda mówi, że zależnie od okoliczności wnoszono drewniany tron), z tłem marmurowym ułożonym w bloki tworzące jakby świątynię. Po jej lewej i prawej stronie dwa pięknie intarsjowane lwy 
z głowami ludzkimi, symbole władzy królewskiej Normanów. Nad przestrzenią tronu, 
w półkolu kaplicy znajduje się postać Chrystusa na tronie, z prawą dłonią złożoną do błogosławieństwa w rycie bizantyńskim, z lewą trzymającą nie otwartą jeszcze Księgę, co oznacza, iż Objawienie jeszcze się nie dokonało. Obok Chrystusa święty Piotr i Paweł, nad nimi majestatyczni aniołowie. Istnienie w takiej postaci tego „ołtarza tronu” - znajdującego się naprzeciwko prezbiterium z Chrystusem Pantokratorem świadczy o podwójnej roli Kaplicy - w funkcjach sakralnych oraz w funkcjach administracyjnych, sprawowania władzy. To oryginalne rozwiązanie - i architektonicznie, i symbolicznie. 



	
		
											
					
				
				Kaplica Palatyńska - Chrystus
					




	
		
											
					
				
				Kaplica Palatyńska - miejsce tronowe
					



W prezbiterium Chrystus jest przedstawiony w kopule z układem dłoni o cechach bizantyńskich. Za kręgiem otoczonym greckim napisem „Niebo jest moim tronem, a Ziemia jest moim podnóżkiem” są przedstawieni Ewangeliści i ważne postaci biblijne: Dawid, Jan Chrzciciel, Salomon i Zachariasz. Między nimi archaniołowie ubrani w: Rafał i Gabriel zbroje królewskiej armii, Michał i Uriel stroje wschodnich cesarzy. Jeszcze niżej jest najważniejsza w kaplicy postać Chrystusa władającego światem, w rycie łacińskim, czyli 
z błogosławieństwem prawą dłonią i otwartą Księgą, czyli ujawnionym i spływającym na ludzi Objawieniem. Obok - aniołowie. A jeszcze poniżej, dodany później w XVIII wieku, mozaikowy obraz Matki Bożej, w otoczeniu blisko stojących Marii Magdaleny i św. Jana Chrzciciela oraz innych świętych. 


Kiedy patrzeć dokładnie na różne części Kaplicy Palatyńskiej, to widać, jak historia, religia, estetyka mieszały się, dodając do spójnej całości, jaką jest kaplica, coraz to nowe elementy i warstwy.


VI.

Sycylia jest jak trójkątna chusta otoczona od strony Palermo morzem Tyrreńskim, od strony Taorminy, Syrakuz i Katanii morzem Jońskim, a od strony Sciacci i Agrigento morzem Śródziemnym. W środku są góry, wzgórza, Etna i pola uprawne pszenicy oraz gaje migdałowe, winnice, gaje oliwne i cudowne ogrody drzewek pomarańczowych. Sycylia pachnie o każdej porze roku, choć wiosną i latem inaczej, a jesienią i zimą jeszcze inaczej. Ale nawet na przełomie roku, w grudniu i styczniu nie tylko widać pomarańcze na drzewach, ale także czuć ich zapach. Ogród botaniczny przy Zamku Normańskim w Palermo jest taką szkółką przyrody i zapachów sycylijskich.


Kiedy jednak rozpocząłem swoistą pielgrzymkę w Dolinie Świątyń koło Agrigento (po polsku - w Agrygencie) tym, co oprócz obrazów greckich świątyń zachowywanych 
w oczach i pamięci, trwało we mnie najdłużej, był zapach ogrodu wokół Villa Aurea. Idziesz ścieżkami, na których poboczu są krzaki kwitnącego akurat rozmarynu 
o ciemnofioletowych kwiatach i kiedy bierzesz w dłonie kilka kwiatków, by je zetrzeć, 
a póżniej wąchasz dłoń, masz poczucie, że tak pachnie świat Doskonałego Ogrodu. Pomiędzy ścieżkami drzewka nie tylko pomarańczowe, ale i sosny piniowe z szyszkami, wysmukłe palmy i owe drobne, karłowate, sycylijskie palmy, drzewa migdałowe 
z pachnącym kwieciem, a na niektórych dojrzewające migdały. Różnorodne i o różnym wieku drzewa oliwne, niektóre wyglądające na tysiącletnie. Pod drzewami psy szukające cienia, zadomowione w Dolinie Świątyń. Pełno wokół dorodnych opuncji. Tam, gdzie turyści nie zerwali owoców często kalecząc rośliny - widać owoce opuncji ze swoim lekkim zapachem, wielkości śliwki z maleńkimi kolcami i kolorem wpadającym w pomarańcz 
i mocną czerwień, trzymające się grubego liścia, kaktusowego w kształcie. Właśnie te krzewy pokazują dobitnie sycylijskie przenikanie kultur, bo nazywane są figami Indii. 



	
		
											
					
				
				Ogród Villa Aurea w Agrygencie
					




	
		
											
					
				
				Ogród Villa Aurea
					



Ale przestrzeń wokół Villi Aurea, dosłownie zapierająca dech, to mały fragment Doliny. 

Bo są tam wspaniałe ruiny murów starożytnych (także służących w walkach średniowiecznych), jest pełna ciszy grecka nekropolia. Jest współczesny ogród 
z drzewkami „Sprawiedliwych Świata”, gdzie buduje się pamięć o ofiarach walk o prawdę i sprawiedliwość, jak walczący z mafią sędzia Rocco Chinnici, czy Khaled Al-Asaad, znany w świecie archeolog, ścięty przez terrorystów z ISIS. To, co łączy antyczną przeszłość ze współczesnością, to rzeźby współczesne umieszczone na ścieżkach Doliny Świątyń. Między innymi piękna rzeźba Igora Mitoraja. Były w Dolinie różne jego dzieła przedstawiane wcześniej, obecnie jest to Ikar leżący z połamanymi skrzydłami, bez nóg od kolan w dół, 
i bez dłoni od łokci w dół, które stracił przy upadku - marzenie o wzlocie w przestworza zakończyło się niemożnością poruszania się po ziemi. Jest w tej Dolinie coś nieustannie obecnego z istoty greckich tragedii, z katastrofy marzeń. 


Największa ze świątyń poświęcona Zeusowi, nie została dokończona, a to, co powstawało zostało zniszczone przez jedno z wielu trzęsień ziemi. Dramatyczne wrażenie robią dwie kariatydy leżące na ziemi, z widoczną siłą postaci, mięśni gotowych podtrzymywać ściany budowli, która nigdy do końca nie powstała. Leżą bezradne, ale jakby gotowe do przebudzenia i wypełnienia swojej misji. Podobnie - los potraktował świątynię mitologicznych bliźniaków, Kastora i Polluksa, z której pozostało kilka kolumn i łączący je fragment kamiennego obrysu tympanonu. Nie przetrwała ogromna świątynia Junony (Hery, żony Zeusa), ani Herkulesa. Prawie zachowana w całości, została natomiast świątynia Concordii (Zgody) - zachwyca uszeregowany ciąg zewnętrznych i wewnętrznych kolumn. Już z daleka przykuwa wzrok jej pełny miodowy kolor, bo taki, szczególnie w słońcu dawał specjalny sycylijski wapń, tufu, pochodzenia wulkanicznego. Powstała w drugiej połowie 
V wieku p.n.e, a jej trwałość mogła pochodzić z tego, iż w VI/VII wieku n.e za sprawą biskupa Agrygentu, Grzegorza stała się podobno kościołem chrześcijańskim pod wezwaniem św. Piotra i Pawła. Chociaż realnie - miała prawdopodobnie bardziej przemyślaną konstrukcję platformy, na której ją osadzono, bardziej odporną na tektonikę ruchów trzęsień ziemi. 



	
		
											
					
				
				Świątynia Zgody w Agrygencie
					




	
		
											
					
				
				Kariatyda ze świątyni Zeusa
					



VII.

Podróż zaprowadza mnie do Modiki. Z dołu miasto wyglada jakby zawieszone na górze, mieniące się różnymi kolorami, z wieżami dwóch katedr. Są tu słynne w świecie wyroby czekoladowe (z tradycji Antica Dolceria Bonajuto), ze staroświeckim wyrobem czekolady wzorowanym na azteckim sposobie Xocoatl, gdzie nie dodaje się masła czekoladowego 
i w zimnym procesie (do 45 stopni C) mieszania z cukrem, tworzy się masę, do której 
w najbardziej odpowiednim momencie dodaje się różne smaki. Więc próbuję czarnej gorzkiej czekolady, ale zaraz takiej, która ma smak cynamonowy - jest twarda, ale po ugryzieniu czuje się, że jest delikatnie pudrowa, i lśnią w niej maleńkie kryształki cukru, 
a gdzieniegdzie widać pasemka drobin cynamonu. W witrynach sklepów jest tych smaków mnóstwo: migdałowy, papryczkowy, jaśminowy, pomarańczowy, orzechowy, cytrynowy, pistacjowy i z solą z Trapani. Kupuję cały koszyk już w dolnej części miasta, w Casa don Puglisi, w spółdzielczym sklepie, który jest i księgarnią ze świetną literaturą, genialnie ilustrowanymi włoskimi książkami dla dzieci, także z opowieściami religijnymi, sklepem 
z pamiątkami, czekoladziarnią i ciastkarnią. To tutaj odnajduję ciastka, z farszem w środku, który jest mieszanką mięsa i czekolady. Ktoś siedzi przy stoliku, pije kawę i pracuje czytając jakąś naukową książkę i robiąc notatki. Więc to także biblioteka i czytelnia. Wszystkie bajeczne funkcje tego „sklepu” wynikają z bardzo rozwiniętej we Włoszech formy spółdzielczości (cooperativa), gdzie biznes ma charakter społeczny, nastawienie na efekt nie jest przeżarte pogonią za zyskiem, a to, co powstaje jest wynikiem wkładu prac i pomysłów różnych ludzi, również z niepełnosprawnościami. 



	
		
											
					
				
				Modika - panorama
					




	
		
											
					
				
				Modika – czekolady
					



Drogami przez góry wracam do Palermo i kończę cynamonową czekoladę. Zostaje mi tylko wierzchni papierek opakowania - wspaniale pachnie czekoladą z Modiki jeszcze godzinami.


VIII.

Kiedy idziesz ulicami Palermo, pod nogami błyszczą (nawet mimo wytarcia) kamienne płyty - w dzień w słońcu, w nocy w oświetleniu lamp ulicznych umocowanych na budynkach. Mijasz małe sklepiki z pysznościami wędlin i serów, z atrakcyjnymi słodkościami, wózek starszego pana pełen bułek i z wielkim garnkiem, w którym są smakowite zwitki ugotowanej świńskiej śledziony, otwarte w nocy krzykliwe knajpy, murale przedstawiające obraz Matki Bożej z czernią zamiast rysów twarzy i napisem „Święta Śmierć”. A kiedy wyjdziesz z okolic corso Vittorio Emmanuele ( powstała w XVI wieku jako via Toledo) i pójdziesz rano w stronę portu, to zobaczysz przy niewielu już łódkach, rybaków zwijających sieci. 



	
		
											
					
				
				Ulica w Palermo
					




	
		
											
					
				
				Murale w Palermo
					



I robiąc pętlę wracasz do Quattro Canti, by stamtąd pójść w kierunku piazza Bellini, chyba najpiękniejszego w Palermo. Wchodząc na placyk masz przed oczami mały kościółek St. Cataldo z trzema czerwonawymi kopułami. Jak w wielu kościołach, w których wcześniej były meczety. Ten surowy kościół wygląda jak kaplica, z piękną rycersko-zakonną ornamentacją z wypraw krzyżowych (był siedzibą Zakonu Kawalerów Świętego Grobu). Gdybyś powiedział słowo rozniosłoby się ono z mocą po całym uniwersum tej świętej przestrzeni. Po wyjściu - idę od razu do stojącego o metry, przedzielonego piniową sosną oraz palmą - kościoła pod wezwaniem św. Marii Admiralskiej / La Martorana (Chiesa di Santa Maria dell’Ammiraglio), dzisiaj prawosławnej parafii św. Mikołaja.



	
		
											
					
				
				Surowość kościoła St. Cataldo
					




	
		
											
					
				
				Piazza Bellini
					



To właśnie jest świątynia przenikania. Połowa kościoła jest bizantyńska, połowa barokowa. W prezbiterium, malowidło ołtarzowe i marmurowe rzeźby pełne są dynamiki baroku, by przedstawić sceny z Ewangelii, w tym uderzającą ruchem scenę chrztu Dzieciątka czy wniebowstąpienie Jezusa w głównym ołtarzu. Ale już ponad ołtarzem po lewej stronie 
w łuku widać bizantyńskiego archanioła, trąbę archanielską, a po prawej Matkę Boską jakby słuchającą słów Gabriela przy Zwiastowaniu. Ściany i sklepienia wypełnione są mozaikami sztuki Bizancjum, ale zaraz obok nich - powyżej, poniżej są malowidła barokowe. Jedna z kopuł w nawie głównej, gdzieś na wysokościach pokazuje Chrystusa, w tradycyjnym przedstawieniu Pantokratora trzymającego w lewej dłoni zamkniętą Świętą Księgę i błogosławiącego nas prawą dłonią ze specjalnym ułożeniem palców. Chrystus jest w kręgu z napisem po grecku, a dookoła przestrzeń kopuły wypełnia czterech archaniołów, a w kolejnej linii czterech Ewangelistów. Przez kolumny i ściany wije się barwa kolorów na przemian w rycie bizantyńskim i wielokształtności barokowych postaci i obrazów. Jest 
w tym kościele miejsce tajemne. To umieszczona w bocznej nawie, ale u szczytu kościoła przepiękna, prze-dostojna mozaika pokazująca Chrystusa (unosi się jakby w powietrzu) 
w geście błogosławienia króla Rogera (stoi poniżej, w stroju ozdobnym bizantyńskim, 
z koroną na głowie, z twarzą jakby podobną Jezusowi). Gdzieś w tej chwili odsłania się siła historii i legendy króla Rogera, co zresztą tak wspaniale, z inną, mityczną wersją opowieści o Rogerze, przedstawił Karol Szymanowski w swojej operze „Król Roger”.



	
		
											
					
				
				La Martorana
					




	
		
											
					
				
				Błogosławienie Króla Rogera
					



Wychodzę na światło dnia. Pod stopami połyskują kamienne płyty ulic.

Wieczorem zaś możesz w blaskach owych kamiennych płyt wędrować w stronę Teatru Massimo, na którego tyłach jest knajpka, gdzie próbowałem makaronu Calamarati (jak grube kółka, obręcze kalmarów) z sosem i kawałeczkami jeżowca. Na różnych uliczkach dookoła teatru mnóstwo plakatów zapowiadających marcowe przedstawienie „Cavallerii Rusticana”/ „Rycerskości wieśniaczej”, opery Pietro Mascagni z 1890 roku dziejącej się na Sycylii mówiącej o miłości, zdradzie, zazdrości, pojedynku i śmierci. Jest w ostatniej części „Ojca Chrzestnego” scena, kiedy po udanej premierze opery z rolą główną śpiewaną przez syna Don Michele Corleone, zabójca strzela do Don Corleone, ale przypadkowo zasłania go Mary, jego córka i ginie. W ciemności palermitańskiego wieczoru, wszyscy zrozpaczeni trwają przez moment w bezruchu na schodach Teatru Massimo. Sycylijska przemoc wygrała.


Przed teatrem, długą Maquedą przechadzają się tłumy, stoją stoliczki przy otwartych barach czy mojej ulubionej cukierni w Palermo, gdzie dają świetne cannoli z kremem posypanym orzeszkami pistacjowymi. A niedaleko straganik z wielkimi, o purchlatej skórze cytrynami cedrowymi - skórę się obiera, cytrynę kroi na cztery części, ale zostawiajac złączenia od spodu, do rozkrojonych części wsypuje się sól, po czym kawałeczek po kawałeczku zjada się cedrową cytrynę, co w upalne dni jest ratunkiem. Idziesz dalej 
w tłumie i mijasz zamknięty wieczorem barokowy kościół St. Ninfa dei Crociferi. Na samym początku XVII wieku zaczął go budować minister spraw wewnętrznych w hiszpańskich władzach, troszczący się o chorych, założył jeden z pierwszych szpitali w mieście. Czynił to w duchu, żyjącego w tych samych czasach, nawet zakładającego swój zakon w Palermo i obecnego podczas wmurowania kamienia węgielnego pod budowę świątyni w 1601 roku, późniejszego św. Kamila de Lellis, opiekuna spraw zdrowia i pomocy medycznej. Ta budowa uświetniła znaczenie rozwijającej się szybko ulicy Maqueda, jednej z głównych 
w starym, barokowym Palermo. Gdzieś przy zbiegu Maquedy i Vittorio Emmanuelle można zjeść klasyczną pastę, busiatę z sosem rybnym, o wyrazistym i miękkim smaku, a ta miękkość bierze się z malutkich kawałków upieczonych jabłek. Można i warto też zagryźć głód placuszkami panelle z miękkim środkiem z ciecierzycy, często pietruszki i nasion kopru.



	
		
											
					
				
				Panelle sycylijskie
					




	
		
											
					
				
				Busiate z sosem rybnym
					



IX.

Palermo, jak każde miasto z wieloma warstwami swojej historii i doświadczeń, ma część, która jest atrakcją turystyczną, ale pochodzi z tego, co bardziej przemija, niż inne w formie dziedzictwa. To targ Ballaro. 

W Warszawie stare Koszyki zostały zamienione w targową galerię handlową 
w nowoczesnym stylu i ze starego targu niewiele zostało. W Barcelonie stary targ La Boqueria ma nowe zadaszenie, łatwiejszy dla turystów układ przestrzeni, ale stragany 
i smaki zostały te same, pełno tu straganów z owocami morza, mięsnych przysmaków, serowych olśnień i pamiątek, są bary, przy których można jeść i sączyć specjały alkoholowe. 


Ballaro jest tradycyjne, pewnie takie samo jakie było w XIX wieku, a może nawet wcześnieji jest targiem ulicznym. Stragany zastawiają domy, chodzi mnóstwo zwyczajnych Palermian, by kupować wielkie kalafiory o zielonkawym odcieniu, fenkuły z olbrzymimi grzywami koperku (kopru włoskiego), ogromniaste cedrowe cytryny, różnorakie cytryny i mandarynki, najwspanialsze sycylijskie migdały, duże płaty miecznika o średnicy 30 cm, wężowate ryby, krewetki, wielkie podroby: żołądki krowie, głowy baranie z oczami, szynki i olbrzymiaste mortadele, ciasteczka i słodycze. Kręcę się między straganami, u wejścia kupuję pyszną pieczoną ricottę z Corleone, z owocem pomarańczy na wierzchu. U zbiegu ścieżek zakupowych i uliczek stoi stragan, właściwie wózek na kółkach. Koło niego sami mężczyżni, do środka bułki dostają, pokrojoną na malutkie kawałeczki śledzionę, najpierw gotowaną, później smażoną (pana con la milza), wyjmowaną z garnka owiniętego plastikiem i kocem, by potrawa trzymała ciepło. Oni nie płacą, bo pracują na targu - są swoi, ja płacę 2 euro i zajadam się tym przysmakiem popijając specjalnością sycylijską, jaką są smakowe, lekko gazowane oranżady (mandarynkowe, cytrynowe, pomarańczowe) w malutkich butelkach z kapslami. Dookoła dużo krzykliwej reklamy i zachwalania własnych produktów, w niektórych budyneczkach odsłaniają się miejsca restauracyjne z dwoma metalowymi stoliczkami i takimi krzesełkami. Można zamówić, co dusza zapragnie - i to przez cały dzień, bo targowisko funkcjonuje od wczesnego ranka do wieczora. Przed jednym ze straganów stoi ruszt, na nim coś się grilluje. Na obranych pietruszkach są owinięte dookoła przezroczyste jelita owcze (stigghiole), kiedy dochodzą - małą porcyjkę układa mi na plastikowym talerzyku gospodarz tego miejsca, uśmiechnięty, ale i skupiony na zadaniu, kasę przyjmuje jego córka.



	
		
											
					
				
				Targ Ballaro
					




	
		
											
					
				
				Stigghiole
					




	
		
											
					
				
				Pana con la Milza
					



Przez Ballaro można wędrować godzinami i o różnych porach dnia. Chłonąć zapach codzienności i smakowitych potraw, wystawionych serów, mięs, ryb i warzyw. Sprzedawcy są w rożnym wieku, ale ubrani w wyświechtane spodnie, koszule flanelowe i dresowe bluzy, nie zawsze wyglądają na zadbanych, niosą jednak duszę tego miejsca przez lata i dzieje. 

X.

Bo dusza Sycylii żyje dzięki Sycylijczykom. Ich wytrwałości w zmaganiach z naturą przy ciężkiej pracy na roli, podczas trzęsień ziemi czy wybuchów Etny. Ich wytrzymałości na wyzysk młodego kapitalizmu, kiedy w pobliskich Syrakuzom górach, kilkunastoletnie dzieci w ostrym rygorze narzucanym przez majstrów, często bliskich ich rodzinom, wydobywały siarkę nosząc w koszach jej bryłki. Sycylia dostarczała światu w pierwszej połowie XIX wieku olbrzymią większość siarki i realizowała potrzeby ówczesnych przemysłów. Siła 
i duma Sycylijczyków rodziła się również z przeraźliwej biedy i dzielenia się miską makaronu, najzwyklejszego, jak „Norma”, gdzie do klusek dodaje się pieczonego, gotowanego bakłażana albo tylko jego skórkę, sos pomidorowy, trochę kopru włoskiego 
i orzeszków pini (jeśli są), i posypuje się to tartym chlebem, który został kiedyś niedojedzony. 


Ta dusza sycylijska trwa dzięki rodzinnej, lokalnej przyjazności, której kłótliwość wcale nie przeszkadza. Nawet święci, obecni wszędzie jako patroni wyspy, od św. Rozalii poczynając (z zapomnianymi już wielkimi procesjami w jej święta w lipcu, zarówno w kościele pod Monte Pellegrino, jak i w Palermo), a na uświęcaniu każdej ulicy i budynku kończąc, co pokazują rozliczne małe kapliczki przy wielu domach - stają się rodzinnie bliscy, oswojeni. Ten święty dnia powszedniego na Sycylii jest członkiem familii, a nie patriarchą patrzącym z nieba. Nawet historie opowiadane obrazkami / mozaikami w świątyniach normańsko-bizantyńskich, oprócz historii z Ksiąg, pokazywały gdzieniegdzie zwykłych ludzi i ich prace, zabawy i tańce. A jeśli w ludziach rodziła się potrzeba łączenia męskiej energii 
i rozbójnictwa, z potrzebą hierarchii społecznej, innej niż ta, jaką niosły społeczne podziały wyrastające z własności ziemi i życia we wspaniałych wiejskich i miejskich barokowych pałacach i kamienicach, to tworzyli świat, by użyć współczesnego określenia - zorganizowanej przemocy i przestępczości. Istotą siły spójności mafijnego układu była potrzeba posiadania patrona i poczucia bezpieczeństwa, jakie ono - wydawało się - przynosiło. Wyrastało to z głębokich cech mieszkańca Sycylii, które Paweł Muratow, wielki rosyjski autor esejów o kulturze i sztuce Włoch („Obrazy Włoch”, PIW, Warszawa 1988) charakteryzował tak: „Usposobienie Sycylijczyków odznacza się zdolnością hamowania namiętności i skłonnością do gromadzenia energii, co najczęściej kończy się gwałtownym wybuchem”.


W jakiejś mierze dusza sycylijska ma swój kanon. Jest nim zmienność charakteru kanonu. Jest nim przenikanie się doświadczeń: wyrastających z miast i wsi, przyrody sycylijskiej, której koroną jest Etna, jest nim łączenie Południa i Północy. I twórcze przetwarzanie tego, co przynosiła historia - od ludów przed-greckich, przez Greków, Rzymian, Arabów, Normanów aż poprzez skomplikowane dzieje rodów rządzących Sycylią do czasów Garibaldiego i włoskiej państwowości z autonomią regionalną Sycylii. Mussolini nienawidził Sycylijczyków uznając ich za podrzędną rasę, nie lubił Sycylii, może dlatego, kiedy po oficjalnym wejściu Włoch w wojnę razem z Niemcami w 1940 roku zaczął zakrojoną na dużą skalę akcję przeciw wszystkim osobom pochodzenia żydowskiego, jedynym terenem, na którym pozwolono im być była Sycylia. 


W kanonie sycylijskim, czasy normańskie stanowią coś specjalnego - niosą otwartość i szacunek dla tego, co odmienne, co niesie zmieniający się świat. Dziełem życia Rogera II była także „Księga Rogera” powstała dzięki woli Króla, ale i wiedzy jego dworskiego przyjaciela, geografa al-Idrisa opisująca wszystkie ówcześnie znane kraje świata oraz mająca mapę tego świata. Lata normańskie niosą też jakąś trwałość, która zapisała się w budowlach, a dla ludzi Sycylii jej swoistym symbolem są grobowce królewskie w katedrze w Palermo. Jak pisał Iwaszkiewicz w „Książce o Sycylii” zawsze są tam świeże kwiaty.


Kiedy idziesz ulicą, widzisz jak wariacko pędzą samochody, jak pod prąd prują hulajnogi elektryczne z ojcem i dwójką dzieci, kiedy długo czekasz na przyjęcie zamówienia w trattorii (jak to bywa we Włoszech), kiedy patrzysz na wielkie blokowiska w Palermo, jakże dalekie od dawnej architektury, myślisz sobie - to jacy oni są, ci Sycylijczycy… Ale, jak patrzysz na ich pełną różnych dramatów otwartość na migrantów, różnorodność religii i wspólnotę kulturową ludzi o różnych tradycjach, tradycje buntów w imię suwerenności, to masz nadzieję, że przy wszystkich zakrętach ich droga ku przyszłości jest może bardziej stabilna, niż w wielu innych częściach świata. 


Michał Boni 
Z podróży sycylijskiej na przełomie 2021/2022 roku. 

Nie powstałby ten tekst, gdyby nie inspiracje wspaniałej i zaczytanej już „Książki o Sycylii” Jarosława Iwaszkiewicza oraz niesłychanie pięknej i mądrej książce, pozwalającej rozumieć przeszłość i teraźniejszość Sycylii, Jarosława Mikołajewskiego i Pawła Smoleńskiego „Czerwony śnieg na Etnie”. Dziękuję!

Styczeń 2022]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/64e7656982ac800830191092d76d4b06,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/64e7656982ac800830191092d76d4b06,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html"></media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/blogi/bogdanzdrojewski/390953,kultura-narodowa-czy-narodowa</guid><link>https://natemat.pl/blogi/bogdanzdrojewski/390953,kultura-narodowa-czy-narodowa</link><pubDate>Tue, 04 Jan 2022 08:53:52 +0100</pubDate><title>Kultura Narodowa czy „narodowa”?</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/489708d581051a4c2be9d636f892da73,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Teatr im. Juliusza Słowackiego postanowił się „unarodowić”. Rozpoczął procedurę pozyskania Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego jako instytucji współprowadzącej. Po premierze „Dziadów” Mai Kleczewskiej, na kilka dni przed końcem roku, dowiaduje się jednak z mediów, że nie będzie instytucją współprowadzoną. Winne „Dziady” i twarda w nich weryfikacja aktualnej, smutnej rzeczywistości - podzielonej Polski, wojny polsko – polskiej… ? To tytułem wstępu.

Jestem dość ortodoksyjnym przeciwnikiem tzw. „współprowadzeń” instytucji kultury. Byłem posłem sprawozdawcą projektu ustawy wprowadzającej taką możliwość i doskonale pamiętam cel tej inicjatywy. Chodziło o wyjątki, przypadki szczególne, będące nieplanowanym, niezamierzonym efektem reform samorządowych. Zdarzało się, że w powiecie ulokowano instytucje kultury z kosztami zbliżonymi do dochodów samego organu założycielskiego (np. Pałac rodu von Hoym w Brzegu Dolnym). Z czasem wyjątek stał się niestety nie „furtką”, ale wielką „bramą” do rozmaitych ambicji pozyskiwania MKiDN jako współorganizatora. Przyczyn było przynajmniej kilka:
- uzyskanie dodatkowych środków finansowych, 
- podniesienie rangi instytucji,
- pozyskanie patrona, 
- ochrona status quo samej instytucji, kadry, 
- poprawienie samopoczucia władz lokalnych,
- prestiż.


Efektów ubocznych zaś, znacznie więcej:
- rozmycie odpowiedzialności,
- wprowadzenie nowego elementu rywalizacji wśród samych organizatorów,
- wyścig o „unarodowienie” wbrew logice, zasługom, pozycji, 
- ubezwłasnowolnienie wielu organizatorów, 
- powiększona trudność w rzetelnej ocenie pracy samej instytucji,
- mnogość konfliktów personalnych, 
- często fatalne skutki finansowe (łamana dyscyplina finansów publicznych). 

To u nas. A w Europie? Pamiętam warunek objęcia szefostwa Filharmoników Berlińskich przez Simona Rattle, by ci pozostali instytucją samorządową. Wiemy, że przewodniczącym zarządu La Scala jest burmistrz Mediolanu, a nie premier czy prezydent Włoch. Wielu instytucjom chwały przynosi nazwa np. „Staatsoper”. 


W dużym skrócie - im mniej państwa w kulturze tym lepiej dla niej samej. MKiDN powinno odpowiadać za jedną operę (Operę Narodową), jedną bibliotekę (Bibliotekę Narodową), z racji tradycji – za dwie sceny teatralne (w Warszawie i w Krakowie - za Teatr Stary) i ściśle określoną ilość instytucji muzealnych. Polityka kulturalna powinna zaś być realizowana przez określone instytucje i transparentną politykę grantową. Im większa ilość organizatorów, tym większe bogactwo i różnorodność i autonomia artystyczna. 

Nie ma formalnych przeszkód, by Minister Kultury pomógł finansowo Teatrowi im. Słowackiego. Jednak nie musi i nie powinien być jego organizatorem. Zarządzanie w kulturze to zdecydowanie trudniejsze wyzwanie niż w biznesie, gdzie prostym weryfikatorem jest zysk. W kulturze ważnych jest wiele elementów: publiczność, trudno mierzalna wartość artystyczna projektów, empatia, wrażliwość na zjawiska wykluczeń, negacja zachowań oportunistycznych, gotowość do eksperymentów, artystycznych prowokacji. Generalnie, większości tych atutów w kulturze władza nie lubi. Przeważnie się ich boi. A przecież - w najlepszym wydaniu - mogą one być dla kondycji państwa zbawienne. 


Współprowadzeniami wiele instytucji „zabito” (Teatr Polski we Wrocławiu), wiele uniesiono do rangi instytucji państwowych, pomimo niespełniania podstawowych warunków ustawowych. Dla zasłużonych zbudowano liczne klincze personalne, blokujące ich rozwój. Wzajemne szantaże kilku organizatorów (prezydenta, marszałka, ministra) oznaczają przeważnie stagnację, z bardzo wysokimi kosztami trwania. 
Nazwa, przymiotnik, prestiż, pieniądze?

Historia instytucji „narodowych” z nazwy jest prosta. Pierwsze Muzeum Narodowe było w Krakowie (od razu „narodowe”, od 1879 r.), drugie - w Warszawie (powstało wcześniej, ale „narodowe” zostało w 1916 r.), w kolejnych latach doszły jeszcze instytucje w Poznaniu, Wrocławiu, Gdańsku, Kielcach, Szczecinie. Nie zawsze nazwa „narodowe” wiązała się z „przynależnością” do kompetencji MKiDN. Na ponad 120 muzeów rejestrowanych (Państwowy Rejestr Muzeów), jedynie skromna część posiadała w ministerstwie organizatora. 


By pokazać złożoność procesów, warto przypomnieć, że krakowskie Muzeum - od razu „narodowe”, zawdzięcza swój początek prywatnym darowiznom, w tym Henryka Siemiradzkiego „Pochodnie Nerona”. Na marginesie - ciekawe jest, że podobny dar, przekazany narodowi przez Izabelę Czartoryską, postanowiono odkupić. Ale nie naród podejmował tę decyzję, choć za nią zapłacił… 

Bywało też tak, że muzeum narodowe z nazwy, nie podlegało MKiDN, lecz samorządowi. Ale i nazwa instytucji mogła czasami budzić zaskoczenie (Muzeum Narodowe Rolnictwa, Muzeum Narodowe Ziemi Przemyskiej). Dlaczego jedna „ziemia” jest bardziej „narodowa” od innej? Warto dodać, że np. Muzeum Wojska Polskiego, choć wyraźnie „polskiego” i w gestii MON, nie ma w nazwie „narodowe”.


By dalej nie pastwić się nad złożonym losami „Unarodowień”, wrócę do przynależności organizacyjnej i odpowiedzialności finansowej. Pominę przykłady losów, statusu, autonomii NY Museum of Modern Art czy J. Paul Getty Museum w Los Angeles (nie ubiegały się o „unarodowienie”), bo to przecież USA. Ale również w naszej Europie nie do pomyślenia jest, aby przyjmować z założenia, że gdy „państwowe” to lepsze, wartościowsze, ważniejsze. Bywa po prostu różnie. 

Zabiegi o „unarodowienie” z nazwy i wprowadzenie MKiDN do współprowadzenia mają dość krótką historię. To zaledwie kilkanaście lat. Zabiegi prowadziły zespoły taneczne (Śląsk i Mazowsze), opery (w tym warszawska kameralna), teatry (zbyt liczne, by je wymienić), a także małe instytucje kultury i skromne muzea. 


Umacnianie roli państwa w instytucjach artystycznych, muzealnych to dowód na centralistyczne ambicje. Zabiegi, by być upaństwowionym, unarodowionym to raczej wynik kompleksów, ale też innych słabości. Często nie zawinionych. Kraków nie stać na kompleksy. To nasze źródło dumy. 

Teatr im. Słowackiego popełnił błąd. Nie powinien występować o patronat MKiDN. Jest sceną „narodową”, bez „narodowego” organizatora. „Narodowy” - dorobkiem! Jestem przekonany, że ta bardzo zasłużona scena wyjdzie z tego doświadczenia wzmocniona. A ministerstwo odmawiając współprowadzenia, potwierdzi wsparciem finansowym, że to ważny adres na mapie kulturalnej Polski. 


P.S. Tekst jest niezwykle skrótowym odniesieniem do konkretnego przypadku. Z oczywistych powodów musiałem zastosować niezbędne uproszczenia.]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/489708d581051a4c2be9d636f892da73,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/489708d581051a4c2be9d636f892da73,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html"></media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/blogi/marcincajzer/380347,totalny-odlot-trzeciego-stopnia</guid><link>https://natemat.pl/blogi/marcincajzer/380347,totalny-odlot-trzeciego-stopnia</link><pubDate>Sat, 23 Oct 2021 01:55:20 +0200</pubDate><title>Totalny odlot trzeciego stopnia</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/b55584663e60048e88219e785f768747,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Jak wszystkim wiadomo, aktualnie nic ważnego się nie dzieje. Warto uzupełnić więc skład ważnych dla funkcjonowania państwa instytucji. Jako że aktualnie w modzie są loty w kosmos, za pomocą miłościwie nam panujących postanowiliśmy coś z tym zrobić.

Funkcjonariusz pełniący obowiązki Pełnomocnika Rządu ds. Małych i Średnich Przedsiębiorstw poprowadzi Radę Polskiej Agencji Kosmicznej. Sługą narodu wytypowaną do tego jakże światłego stanowiska została pani Olga Semeniuk, znana wcześniej z takich osiągnięć jak staż w Kancelarii Prezydenta, awersji do posłanki Klaudii Jachiry oraz zachwalania Polskiego Ładu mimo wyraźnego sprzeciwu wyżej wymienionych Małych i Średnich Przedsiębiorstw.

Słowian w kosmosie jak na lekarstwo, w przeszłości dalecy kuzyni Rosjanie użyczyli miejsca w rakiecie, więc mogliśmy swoją obecność tamże zaznaczyć. Obecnie miewamy okazję wysłać coś na orbitę, ale raczej jest to kontrybucja do komercyjnych zapędów innych grup etnicznych. Jako absolwentka Międzywydziałowych Studiów Wschodniosłowiańskich pani Olga zapewni nam swojskość, jest szansa, że strzelimy coś sobie sami, a że gospodarka malowana w bardzo różowych kolorach odradza się po końcu pandemii, zapowiedzi możemy spodziewać się spektakularnych.


Dla właścicieli Małych i Średnich Przedsiębiorstw miałbym poradę: jeżeli macie możliwość sprawdźcie stan posiadania ziemi wśród miłościwie nam panujących i porównajcie je z wielkością posiadłości SpaceX w Boca Chica w Texasie. Może będzie okazja wspomóc wybrańców narodu nabywając ziemię obok, oczywiście po spieniężeniu korzyści z nadciągającego Polskiego Ładu. Nie spodziewałbym się lokacji bliskiej Centralnemu Portowi Komunikacyjnemu. Jako że na tenże okaz słowiańskiej myśli technologiczno-logistycznej zarezerwowaliśmy już 35 mld PLN, możemy spokojnie spodziewać się podobnie astronomicznych nakładów na kosmos. Województwo podkarpackie może zaoferować metodę na obniżenie tych kosztów, w miejscowości Blizna znajdują się obiekty, które można przywrócić do świetności i użyć ponownie. Amerykanie skorzystali z podobnego fortelu i dobrze na tym wyszli.


Nie jestem w stanie zasugerować następnego projektu, w którym może wziąć udział kolejny z wielce zasłużonych funkcjonariuszy administracji państwa. Rów Mariański może? Eksploracja na pewno może być wielce opłacalna, problem w tym, że ORP Orzeł wiek jezusowy ma dawno za sobą, technologia radziecka może się jeszcze trzyma, ale nie wiadomo jak zareaguje na takie głębokości. Nie śmiałbym sugerować następnej inwestycji rzędu 35 mld PLN, podatnik hojny, pewnie nie zauważy.]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/b55584663e60048e88219e785f768747,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/b55584663e60048e88219e785f768747,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Start rakiety Falcon 9, Kennedy Space Center, Stany Zjednoczone</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/blogi/marcincajzer/367607,najglowniejszy-minister</guid><link>https://natemat.pl/blogi/marcincajzer/367607,najglowniejszy-minister</link><pubDate>Thu, 05 Aug 2021 17:32:40 +0200</pubDate><title>Najgłówniejszy Minister</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/608250f55aceb1811cb0ace95c6e7603,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />TVP podało fakt że UK ma Prezydenta. Drodzy rodacy, muszę uściślić informacje podawane przez wielce uczonych dziennikarzy naszego narodowego nadawcy!

Królestwo Wielkiej Brytanii ma urząd, który zwie się Prime Minister of the United Kingdom of Great Britain and Northern Ireland. Prime Minister, można sobie przetłumaczyć jako Główny Minister. Musi być najgłówniejszy, jest wysłannikiem poddanych na dwór Królowej Angielskiej. Inne osoby mające dostęp do władcy zwykle określane są mianem Doradcy Tronu i zasiadają w Privy Council of the United Kingdom. W większości mają tytuły Dam lub Lordów, brakuje tam jednak prezydentów! Dla ułatwienia zatrudnionym przy produkcji programów informacyjnych ojczystej telewizji możemy powiedzieć, że są to Rycerze Okrągłego Stołu. Jeżeli chodzi o najważniejsze sprawy państwowe, Królowa nie słucha byle delegata, osoba, z którą rozmawia musi być podniesiona do odpowiedniego stanowiska. Główny minister brzmi dumnie, w naszym ojczystym języku używamy jednak innego określenia — Premier.


Alexander Boris de Pfeffel Johnson, urodzony w USA przewodniczący partii Konserwatystów jest nazywany wieloma słowami — Prezydent to jedno z niewielu określeń, które najbardziej nadaje się do publikacji na łamach prasy i telewizji, reszta zazwyczaj nie jest używana w kulturalnym towarzystwie. Nie zmienia to faktu, że stanowisko, które obecnie piastuje ma się nijak do prezydentowania. Najbliższym tego miana był Oliver Cromwell, ale w jego czasach jedyne, na co mógł liczyć to miano Lord Protector. Może nasi piewcy faktów objawionych chcą powrotu do angielskiej wojny domowej, nie śmiałbym sugerować, że zatwardziali Brexitierzy podzielają ten pogląd.


Jak wiemy Wielka Brytania ma swoje tradycje, zwyczajowe nazywanie głowy rządu Jej Królewskiej Mości per The Right Honourable lub His Excellency (tylko podczas występów zagranicznych) powinno dać do myślenia, że ten zamorski kraj nie jest do końca ucywilizowany w taki sam sposób co Rzeczpospolita. Czy problemy z dotarciem do detali kto tak naprawdę włada na tej mokrej wyspie mogą być zgonione na niechęć miłościwych panów z Ministerstwa Edukacji do obcych kultur? Może uczelnie wypuszczające dziennikarzy wyspecjalizowanych jedynie w oratoriach prezentowanych do kamery w języku zbliżonym do rodzimego mają z czego się spowiadać? Nieważne. Najważniejsze, żeby suweren wiedział, że narodowy nadawca prawdę rzecze, najprawdziwszą, taką, która nam odpowiada!]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/608250f55aceb1811cb0ace95c6e7603,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/608250f55aceb1811cb0ace95c6e7603,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Boris Johnson, Carrie Johnson, Justin Trudeau, G7 Summit 11 Czerwca, 2021 roku w Carbis Bay, Cornwall, UK</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/blogi/filipszymczak/345451,nowe-obostrzenia-co-to-oznacza-dla-przedsiebiorcow</guid><link>https://natemat.pl/blogi/filipszymczak/345451,nowe-obostrzenia-co-to-oznacza-dla-przedsiebiorcow</link><pubDate>Thu, 25 Mar 2021 19:41:23 +0100</pubDate><title>Nowe obostrzenia – co to oznacza dla przedsiębiorców?</title><description><![CDATA[<img src="https://m.natemat.pl/3e94a95b73557e06ad39d9c9d95f2166,135,135,1,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;"/>Po dzisiejszej konferencji Premiera Mateusza Morawieckiego jasne staje się, że klasa średnia najbardziej ucierpi na nowych obostrzeniach. Parę dni temu przeprowadziłem rozmowę z moim serdecznym kolegom Jackiem Kowalskim, radcą prawnym specjalizującym się w prawie budowlanym, dzisiaj zapraszam do lektury.


	
		
											
					
				
				Archiwum prywatne
					


W naszej ostatniej rozmowie skomentowałeś to co się dzieje w szeroko rozumianej branży turystycznej?

Sytuacja całkowitego zamknięcia branży turystycznej oraz hotelowej ponownie wraca na pierwsze strony gazet, a przedsiębiorcom po raz kolejny spędza sen z powiek. Obostrzenia, które weszły 20 marca 2021 roku po raz kolejny silnie uderzyły w właścicieli hoteli i pensjonatów, którzy w tym szczególnym okresie świąt wielkanocnych liczyli na choć trochę „normalności”, tj. napływu turystów i osób chcących spędzić święta poza domem. Jednak kolejne działania rządzących po raz kolejny (święta wielkanocne ubiegłego roku, ubiegłoroczna majówka, czy święta bożego narodzenia) brutalnie uświadomiły właścicielom hoteli i pensjonatów, że nie mają co się łudzić, że ktoś na szczeblu rządowym liczy się z ich trudnościami logistycznymi, sytuacją finansową czy też po prostu walką o przetrwanie. Nie można tego ukrywać że wiele przedsiębiorców, ale i osób dorabiających sobie do podstawowej pensji świadcząc usługi najmu lokali stoi na skraju bankructwa i utraty dorobków życia. Niestety większość z nich liczyła, że okres świąteczny a następnie majówka, która w tym roku jak na złość mało korzystnie wypada pozwoli zarobić i pospłacać chociaż cześć zobowiązań. Trzeba mówić o zobowiązaniach, bo w tej sytuacji nikt tu nie może mówić o zyskach i zarobku pozwalającym na inwestowanie w infrastrukturę turystyczną.


Jesteś wziętym radcą prawnym, co dzisiaj doradzasz swoim klientom, kiedy przychodzą do Ciebie z tym problemem?

Ciężko mi ocenić czy wziętym. Mamy co robić i nawet w dobie pandemii bierzemy udział przy budowie kolejnych obiektów hotelowych. Z analiz rynku i podmiotów z którymi współpracujemy wynika, że w Polsce rośnie zapotrzebowanie na obiekty hotelowe. Dotyczy to nie tylko obiektów w dużych miastach, ale również na ich obrzeżach czy w ośrodkach powszechnie uznawanych za wypoczynkowe. Proces inwestycyjny w zakresie budowy hotelu, trwa najczęściej kilka lat, więc panująca od roku pandemia w naszej ocenie nie miała większego wpływu na rozpoczęte procesy. Dzięki doświadczonemu zespołowi inwestora zastępczego oraz generalnego wykonawcy udało się zakończyć w ubiegłym roku jedynego (z czterech zaplanowanych) Hiltona. Reszta inwestycji prowadzona jest aktualnie normalnie i nie widzimy ryzyka wstrzymania tych budów.
Niestety w gorszej sytuacji są przedsiębiorcy, którzy otworzyli swoje obiekty przed wybuchem pandemii. Pierwszy okres zamknięcia zjadł oszczędności, chwilowe otwarcie pozwoliło zarobić na stałe koszty i pokryć pierwsze długi, a następne zamknięcie spowodowało wpędzenie niektórych przedsiębiorców w spiralę zadłużenia, wydawania prywatnych oszczędności czy wręcz wyprzedawania majątków. Niestety ale nie mamy światła w tunelu i nie wiemy jak sytuacja dalej będzie się rozwijać. To samo zresztą dotyczy przedsiębiorców w branży gastronomicznej. Oni, pomimo możliwości funkcjonowania dostawy posiłków i serwowania dań na wynos, również została dotknięta istotnym spadkiem obrotów.


Przewidziana przez rząd pomoc (tarcza 1, 2 3 itd.) a następnie tarcza branżowa była ciekawym rozwiązaniem, ale jak zwykle diabeł tkwił w szczegółach. Znam wiele podmiotów, które pomimo trudnej sytuacji nie skorzystały z oferowanego wsparcia. Nie to, że nie chciały czy nie potrzebowały, one nie spełniały kryteriów. I tak z obiecanej pomocy nie zobaczyli złotówki. Istnieją też szczególne przypadki wynikające ze struktury biznesowej, że otrzymane środki finansowe nie mogły być przeznaczone na regulowanie bieżących płatności przedsiębiorcy bo oznaczały one transfer środków do właściciela, który de facto tymi środkami spłacał kredyt zaciągnięty na wybudowanie infrastruktury hotelowej.



	
		
											
					
				
				archiwum własne
					



Z czego wynika Twoja analiza prawna (przepisy i interpretacje ich - chodzi mi o budowanie wizerunku eksperta)?

Od samego początku stoimy na stanowisku, że wprowadzane zakazy i ograniczenia możliwości prowadzenia działalności gospodarczej z punktu widzenia legalizmu są bezprawne. Potwierdzają to coraz liczniejsze orzeczenia niezawisłych sądów. Podkreślmy wprowadzanie ograniczeń w drodze rozporządzenia jest bezprawne i zaklinanie rzeczywistości przez organy władzy centralnej tego nie zmieni. Niemniej jednak wielu przedsiębiorców groźba kary, ostracyzmu ze strony służb mundurowych czy Państwowej Inspekcji Sanitarnej, skutecznie zniechęciła do otwierania swoich działalności. Aktualnie widzimy pewne rozwiązania pozwalające na prowadzenie działalności gospodarczej przez branżę HORECA. Oczywiście wdrożenie rozwiązań oraz ich długoterminowa opłacalność zależy od skali działalności. Opracowane rozwiązania prawno-podatkowe zdają swoją funkcję przy działalności hotelowej czy przedsiębiorcy posiadającym kilka lokali gastronomicznych. Koszty utrzymania dodatkowych spółek, kasy fiskalnej, księgowości czy rachunków powierniczych powodują, że tworzenie dodatkowej struktury pozwalającej na uniknięcie ewentualnych sankcji za „sprzeciw obywatelski” i niepodporządkowanie się bezprawnym ograniczeniom dla małych podmiotów jest zwyczajnie nieopłacalne.


Dla mniejszych przedsiębiorców, w szczególności tych z branży gastronomicznej, najprostszym rozwiązaniem pozwalającym im na stacjonarne przyjmowanie klientów jest zawieranie umów o dzieło/zlecenia z klientami.

Należy też pamiętać, że przedsiębiorcy już zadłużeni mają możliwość skorzystania z przepisów prawa upadłościowego, restrukturyzacyjnego pozwalającego im utrzymać działalności i spowodować redukcję długów. Innym powszechnie stosowanym rozwiązaniem, w szczególności w równie mi bliskiej branży budowlanej, jest finansowanie się kosztem wierzyciela. Niestety wygląda to w ten sposób, że dłużnicy nie płacą faktur bez wydanego prawomocnego wyroku. Realnie powoduje to, że faktura będzie dochodzona w drodze egzekucji po 2-3 latach od jej faktycznej wymagalności.
Przewiduję, że organy państwa zrobią wszystko, aby jak najskuteczniej zniechęcić przedsiębiorców do działalności i nieposłuszeństwa, ale należy pamiętać, że ostateczną instancją rozstrzygającą zasadność nałożonych kar jest sąd.


Przedsiębiorcy będący na skraju upadku zdecydowali się rozwinąć akcję OtwieraMY. Rząd zapowiada kary do 30 000 zł. Czy widzisz wyjście z tego impasu, w którym dzisiaj jesteśmy?

Akcja Otwieramy o ile słuszna o tyle przeszła bez większego echa a zapowiadana skala okazała się wielokrotnie mniejsza. Wszyscy widzieliśmy obrazy z mediów pokazujących policjantów i pracowników inspekcji sanitarnej stojących przy stolikach, legitymujących klientów czy wręcz zagradzających wejście do lokalu. Wyglądało to co najmniej groteskowo, ale też pokazuje bezsilność służb wobec sprzeciwu społecznego. W mojej ocenie Przedsiębiorcy nie powinni być zaskakiwani działaniami państwa ani też bać się prowadzić działalność gospodarczą. Dzisiaj doszły kolejne obostrzenia. Dla niektórych firm to zaciskanie i tak już ciasnej pętli na szyji. I to jest naprawdę przykre, że państwo zamiast chronić miejsca pracy je dobija.]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/3e94a95b73557e06ad39d9c9d95f2166,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/3e94a95b73557e06ad39d9c9d95f2166,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Filip Szymczak</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/blogi/grzegorzmajewski/340843,opodatkowac-kosciol-nie-media</guid><link>https://natemat.pl/blogi/grzegorzmajewski/340843,opodatkowac-kosciol-nie-media</link><pubDate>Thu, 25 Feb 2021 18:12:18 +0100</pubDate><title>Opodatkować Kościół, NIE media!</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/6015662fc36c453285db9e748535a918,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Szef rządu PiS, Premier Morawiecki, chce pobierać dodatkowy podatek medialny od przychodów z reklam. Podobno na walkę z COVID-19. A może zamiast dręczyć ekstra-daniną wolne media, lepiej przestałby marnować nasze podatki na swoich pupili - propagandę TVP Kurskiego i Kościół Katolicki?

Ostatnio Mateusz Morawiecki, bardziej niż przez opozycję, podgryzany jest przez obóz Zjednoczonej Prawicy. Wszyscy nieżyczliwi mu mówią, że jego dni są policzone. Pojawił się bowiem nowy, lepszy model. Kaczyński zauroczył się młodszym o 7 lat Prezesem PKN Orlen – Danielem Obajtkiem.

Delfin z Pcimia
Daniel Obajtek od roku 2006 sprawował urząd wójta gminy Pcim. We wrześniu 2011 r. wziął udział w konferencji prasowej wraz ze Stanisławem Kowalczykiem – paprykarzem: „jak żyć?”, Adamem Hofmanem - rzecznikiem PiS(tym który za publiczne pieniądze jeździł na wakacje)i z najważniejszym z ważnych - Jarosławem Kaczyńskim - Prezesem PiS. Wójt Obajtek poszkodowanym wtedy plantatorom papryki załatwił folię pod wznowienie upraw. Kto by pomyślał, że stanie się ona przepustką do prezesury PNK Orlen. A może i czegoś więcej…
Po dwóch latach w Orlenie Prezes Obajtek przejął Ruch S.A., a następnie grupę Polska Press. Tym posunięciem spełnia jedno z marzeń dyktatorka z Żoliborza, Jarosława K. Rozpoczyna repolonizację, a w zasadzie PiSyzację niezależnych mediów. Lenno złożone przez Obajtka w postaci 20 z 24 wydawanych w Polsce dzienników regionalnych, 120 tygodników lokalnych, blisko 500 witryn online oraz dostępu do ponad 17 mln użytkowników, poprawiło mocno jego notowania u Kaczyńskiego. Skoczyły one na tyle wysoko, że niektórzy zaczęli niedawnego wójta Pcimia widzieć w roli Premiera RP. 


Gdy pali się grunt pod nogami
Taki ciąg wydarzeń oczywiście nie spodobał się Morawieckiemu. Postanowił, że też się wykaże. Pod pozorem walki z COVID rząd PiS chce więc wprowadzić podatek medialny od przychodów z reklam. Nieważne, że firmy prowadzące działalność emisyjną i wydawniczą oprócz CIT płacą również za koncesje, za częstotliwości i wiele innych danin. Planowane wpływy z nowego podatku to około 1 mld zł, z czego około 800 mln obciąży najsłabszych: lokalną prasę, radio i telewizję. Przypomnę tylko, że roczny koszt wspierania TVP Kurskiego z budżetu państwa, czyli z naszych podatków, to ponad 2 mld zł. Bilans Morawieckiego jest prosty. Trzeba „dojechać” niezależne media, żeby móc finansować swoją propagandę TVP. Podlizanie się Kaczyńskiemu, to tylko pożądany efekt uboczny. 


Z pustego i Salomon nie naleje
Ale skoro premierowi kończą się pieniądze w budżecie, to LEWICA składa propozycje. Wie Pan gdzie można znaleźć dodatkowe dochody do publicznej kasy na finansowanie ochrony zdrowia? Likwidując przywileje Kościoła Katolickiego. Wystarczy pozbyć się Funduszu Kościelnego, upustów na handel ziemią, ulg na „inwestycje kościelne” (łącznie około 800 mln zł). Wyprowadzić religię ze szkół (1,4 mld zł) i zaprzestać dotowania przez państwo i spółki Skarbu Państwa kościelnych inwestycji (700 mln zł) oraz ujawnić i opodatkować dochody Kościoła (1,2 mld zł). Tylko tyle i aż tyle. Łącznie to ponad 4 mld zł, czyli czterokrotnie więcej niż potencjalny podatek z reklam. 
Dobrze wiemy, że do tego jednak nie dojdzie. W całym kraju jest ponad dziesięć tysięcy trzysta parafii. Do ich obsługi mamy w Polsce 53,5 tys. osób duchownych, w tym księży, zakonnic i zakonników takich jak Tadeusz Rydzyk. Cała ta machina dzień w dzień pracuje na rzecz PiS. Bo Kościół wszedł w sojusz tronu i ołtarza, bo Kościołowi się to zwyczajnie opłaca.


Panta rei – wszystko płynie
Niech rząd PiS przestanie atakować niezależne media. Są one podstawą przejrzystości życia publicznego i transparentności demokratycznej władzy. Zohydziliście TVP, zepsuliście Polskie Radio i ciągle Wam mało. Nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu to grzech ciężki. Żebyście się przypadkiem wolnymi mediami nie udławili. A propos grzechów, to Kościół mógłby w końcu zająć się pedofilią w swoich szeregach i walką z jej systemowym ukrywaniem. Pan Dymer, to tylko kolejna odsłona tej patologii. Żadna władza, a szczególnie tak pazerna jak PiS-owska, nie będzie trwać wiecznie. Kościół powinien pamiętać, że biorąc ślub z jakąś partią, po kolejnych wyborach zostanie wdową. Już Lewica o to zadba.


Grzegorz Majewski #CzłowiekGodnośćSpołeczeństwo 
#LEWICA #ŚwieckiePaństwo #RozdziałPaństwaOdKościoła #MediaBezWyboru #PodatekReklamowy 

Ps. LEWICA podniesie kwotę wolną od podatku PIT do 33 600 zł (tj. 12-to krotności minimalnego wynagrodzenia).]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/6015662fc36c453285db9e748535a918,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/6015662fc36c453285db9e748535a918,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Opodatkować Kościół, NIE media!</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/blogi/michalboni/338045,partnerstwo-dla-przyszlosci-brakujace-ogniwa</guid><link>https://natemat.pl/blogi/michalboni/338045,partnerstwo-dla-przyszlosci-brakujace-ogniwa</link><pubDate>Tue, 09 Feb 2021 19:11:52 +0100</pubDate><title>Partnerstwo dla przyszłości - Brakujące ogniwa</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/a0ab4e5be82a7d9ec8c866b146c9e115,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Trwają obecnie otwarte konsultacje dotyczące Umowy Partnerstwa. To dokument zakreślający zarówno dla potrzeb UE w perspektywie finansowej do 2027, ale przede wszystkim dla nas, dla wszystkich polskich partnerów (samorządy, organizacje pracownicze i obywatelskie, ośrodki naukowe etc.)  - listę spraw priorytetowych, kluczowych dla przyszłości kraju.

Jeśli konsultacje nie mają być fikcją - trzeba wydłużyć czas ich trwania i na poważnie (przez ośrodki rządowe) potraktować sam przebieg dialogu oraz jego efekty. I trzeba przedstawić istotne dla nadchodzących lat, ale i projektów rekomendacje postCovidowe (a wirus zmienił wiele w różnych dziedzinach życia), jak choćby te, które powinny być zawarte w nieistniejącym jeszcze niestety dokumencie „Krajowym Planie Odbudowy”. Dopiero wtedy, we wspólnej pracy interesariuszy można będzie wypełnić puste na dzisiaj pola w tabelkach końcowych tego dokumentu, które przecież maja pokazywać wskaźniki osiąganych rezultatów w ważnych dla przyszłości dziedzinach. Jak na razie, konsultacje sa niestety fikcja i wydaje sie, ze głosów partnerów społecznych nie traktuje sie odpowiednio poważnie, co opisali w artykule w „Rzeczpospolitej” z 2 lutego - prof.Jerzy Hausner i Jakub Wygnański. 


Jeśli zaczynamy w Polsce rozumieć, że bez wsparcia społecznego żadne ożywienie, zmiana gospodarcza nie są już możliwe, to trzeba zadbać o społeczną, obywatelską partycypację nie tylko we wskazywaniu spraw priorytetowych, ale również w ich realizacji. Czy można pójść tropem wielkiej zmiany w polityce klimatycznej w Europie, bez udziału społecznego? A czy ten dokument choćby minimalnie dotyka spraw partycypacji obywatelskiej w demokracji w pracach nad trudnymi decyzjami), także z użyciem nowych technologii? W tej sferze narzędzia cyfrowe maja służyć według tekstu „zdalnemu wypełnianiu obowiązków obywatelskich” i w drugiej kolejności „korzystaniu z posiadanych praw”....


Jeżeli chcemy, by środki unijne na lata 2021-2027 nie były tylko pompką do wstrzykiwania pieniędzy, ale mądrze dodawały się do planów rozwojowych w różnych dziedzinach, to niezbędne jest wskazanie dźwigni rozwojowych istotnych dla polskiego społeczeństwa i gospodarki, pozwalających na przestawienie wielu dotychczasowych wektorów. 

Co zatem powinno być w konsultowanym dokumencie, a czego nie ma, albo jest ledwo tknięte i odsłania boleśnie brakujące ogniwa obecnych polskich strategii?

Nie będę pisał o wszystkich aspektach, wskaże tylko kilka wątków, które uznaję za jedne z najważniejszych.


Słusznie podkreśla się, że modernizacja i konkurencyjność polskiej gospodarki są możliwe wyłącznie w perspektywie osiągania celów neutralności klimatycznej. Wymieniane są różnorakie działania (wiele słusznych), w tym modernizacja krajowej energetyki. Ale nigdzie w całym tekście nic nie pisze się o regionach wydobycia węgla i koniecznych decyzjach restrukturyzacyjnych w tej dziedzinie, by sięgnąć po pełną pulę środków z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji, możliwych do wykorzystania w Polsce z pozytywnymi społecznie skutkami. Wiem, że trwają negocjacje z górnikami i nie chodzi o to, by tworzyć w tym dokumencie nacisk na ich przebieg. Ale przemilczanie problemu - jest samooszukiwaniem się oraz wprowadzaniem w błąd opinii publicznej, w konsekwencji także środowisk górniczych. 


Słusznie zaznacza się w dokumencie, iz podstawowym czynnikiem zmian (szczególnie po przyspieszeniu cyfrowym, jakie dokonało w czasie pandemii) jest wszechstronna i całościowo pojmowana cyfryzacja. To nie ozdobnik w dzisiejszym świecie, ale prawdziwy wehikuł przemian. Co jest do tego potrzebne? 

Fundamentem musi być dostępność internetu nowej jakości (szybkie przekazywanie dużych zbiorów danych) - co w świecie nazywa się 5G. Autorzy ani razu w tekście nie używają tego określenia, jakby byli w kleszczach liderów myślenia w duchu teorii spiskowych (że 5G szkodzi..). To nie wszystko jednak. W charakterystyce celów migają wskaźniki dotyczące 30Mb/sekundę (parametr przepływności), czy 100 Mb/sek, a o 1 Gb/sekundę pisze się jako bardzo odległym celu. To były mierniki rezultatów działań, które podejmowano w krajach UE do 2020 roku!!!! Czy nie można było z odwagą nakreślić celu, który realnie pozwalałby zmieniać świat gospodarczy i społeczny w Polsce poprzez skok w dostępności sieci o wysokiej jakości, i to wszędzie, także na obszarach wiejskich?


Bo przecież prawdziwe 5G otwiera zupełnie nowe możliwości dla rozwoju Internetu Rzeczy, dla używania Sztucznej Inteligencji i myślenia maszynowego. Zmienia powszechne usługi zdrowotne używając właśnie SI i sprawnych algorytmów nie tylko w wyspecjalizowanych laboratoriach. Rozwija szanse na rozwój form pracy hybrydowej (w miejscu pracy i w formie zdalnej, czego efektywność potwierdza doświadczenie pandemii), co będzie sprzyjało większej równowadze pracy i życia. Choć szkoda, że w dokumencie, gdzie z myślą o rozwoju usług publicznych wspomina się o przedszkolach, nie ma już miejsca na słówko o żłobkach - a tylko w ok.30% gmin w Polsce sa żłobki. 5G będzie także przemieniało edukację, z wykorzystaniem zdalnej, a szkoła przyszłości będzie mogła stosować narzędzia i źródła cyfrowe w nauczaniu (za kilka lat także „poszerzona” i „wirtualna rzeczywistość” staną sie formami uczenia chemii, biologii, geografii, historii etc), ale wszystko to będzie wymagało dostępu do Internetu o właściwościach co najmniej 1Gb/sekundę.


Bez mocno wskazanego celu - tworzenia sieci 5G - mgliście wyglądają kierunki działań na rzecz eZdrowia. Jak i tworzenie warunków dla przemian w edukacji, by już w szkole uczyć nowych umiejętności i kompetencji oraz uczyć adaptacyjności do zmiany, co będzie później każdemu potrzebne w całej karierze zawodowej. Dokument pokazuje słabości polskiego systemu kształcenia dorosłych, ale zatrzymuje sie na radach, które formułowano 20 lat temu (a te rady - nie dadzą rady w sytuacjach automatyzacji i robotyzacji wielu stanowisk pracy). Widać w tekście odwołania do nieukończonych dokumentów: Zintegrowanej Strategii Umiejętności (rząd przyjął w 2019 roku generalne ramy tej strategii, na całość, która ma powstać we współpracy z OECD - czekamy), czy Programu Rozwoju Kompetencji Cyfrowych do 2030 roku (kluczowe dla cyfrowego skoku polskich przedsiębiorstw, ale też dla edukacji w szkole). Szkoda, bo brak pełnej, społecznie akceptowanej wersji tych dokumentów (i wielu innych) staje się brakującym ogniwem w wykluciu się dobrze ukierunkowanej strategii przyszłości.


Jest w projekcie Umowy Partnerstwa wiele słusznych intencji i właściwych diagnoz. Ale nie wyłaniają się prawdziwe i wdrażalne priorytety. 

Nawet, gdy słusznie podkreśla się znaczenie wzrostu produktywności - to ścieżka poprawy (z użyciem środków UE) nie wyłania się z gęstego lasu ogólnie trafnych określeń. Nawet, gdy wskazuje się zagrożenia dla równowagi na rynku pracy (demografia - starzenie się społeczeństwa), to kluczowym remedium ma być aktywizacja długotrwale bezrobotnych (społecznie ważne, ale bardzo trudne przy słabościach instytucji rynku pracy), większa jeszcze elastyczność na rynku pracy (bez wspomnienia o negatywnych skutkach dla zatrudnialnosci kobiet - istnienia instrumentu, ważnego z punktu widzenia łagodzenia nierówności dochodowych, jakim jest 500+). Nic nie mówi się o tym, jak wreszcie ucywilizować niestandardowe formy zatrudnienia, których stosowanie jest potrzebne, ale nie kosztem ciągle rosnącej niepewności pracowników. O migracjach i szansach, by po Covid wrócili pracownicy ukraińscy i wzmocnili równowagę na rynku pracy - niewiele. Nie dotyka się tego, co w wielu krajach staje po Covidzie na porządku dziennym - potrzeby nowej umowy społecznej (środki z Europejskiego Funduszu Społecznego byłyby jak znalazł). 


Skoro zatem jest to dokument niedokończony i niepełny - tym bardziej trzeba rozwijać dyskusję, do jakiej zachęcaja nas prof. Hausner oraz Kuba Wygnański. 

Michał Boni
9 lutego 2021]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/a0ab4e5be82a7d9ec8c866b146c9e115,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/a0ab4e5be82a7d9ec8c866b146c9e115,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html"></media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/blogi/filipszymczak/334035,priorytetem-joe-bidena-bedzie-odbudowanie-sojuszu-z-unia-europejska-wywiad-z-prof-killionem-munyama</guid><link>https://natemat.pl/blogi/filipszymczak/334035,priorytetem-joe-bidena-bedzie-odbudowanie-sojuszu-z-unia-europejska-wywiad-z-prof-killionem-munyama</link><pubDate>Tue, 12 Jan 2021 20:12:45 +0100</pubDate><title>Priorytetem Joe Bidena będzie odbudowanie sojuszu z Unią Europejską - wywiad z prof. Killionem Munyama</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/a521d0bb7e54919f56733d3e4e330721,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Pierwszy wywiad w tym roku z prof. Killionem Munyamą, doktorem habilitowanym finansów międzynarodowych i posłem na Sejm RP z Platformy Obywatelskiej.

Rozmawiamy o wyborach w USA, tym co zmienił COVID-19 w naszej świadomości i tym jaki był to rok dla nas wszystkich.

Ostatnie dni w USA pokazały, że silne instytucje i zakorzenione wartości potrafiły obronić demokrację. Jakie powinny być według Pana priorytety Joe Bidena na najbliższy czas?

Prof. Killion Munyama: Widzę problem, który się pojawił na horyzoncie po raz pierwszy w takiej skali w 2015 roku w USA, a potem również objawił się w całej krasie i w Polsce. I to nie jest problem tylko i wyłącznie postprawdy oraz fake newsów, jak chcieliby niektórzy. Problem, o którym mówię leży głębiej, mówił m.in. o tym prof. Harari w swoich książkach, i dotyczy szybkości przemian jakie zachodzą na świecie – część z nas nie nadąża za zmianami czując się wykluczonymi. W konsekwencji szukają opowieści o świecie, którą zrozumieją. I tutaj z pomocą przychodzą wszystkie wspomniane przez Pana narzędzia. Wracając do priorytetów prezydentury Bidena uważam, że kluczem będzie zasypanie podziałów ekonomicznych i kulturowych. Amerykanie będą musieli się pogodzić z faktem, że za 10 lat część z nich będzie w mniejszości i nic na to nie będą mogli poradzić. Warto przy tej dyskusji podnieść temat „uwolnienia powszechnej edukacji” (postulat bezpłatnej edukacji dla wszystkich. Pomysł Demokratów). W skali międzynarodowej priorytetem będzie na pewno odbudowanie sojuszu z Unią Europejską. Przede wszystkim USA pod przywództwem Bidena musi być gotowa na wyzwania i walkę o wpływy, ponieważ coraz silniej rozpychają się Chiny i o dziwo Rosja, która dalej marzy o poszerzaniu strefy wpływu.


No właśnie, a jak Pan ocenia polską dyplomację z perspektywy praktyka i członka komisji spraw zagranicznych?

Prof. Killion Munyama: Pewne rzeczy się po prostu nie mieszczą w głowie. Totalna kapitulacja polskiej polityki zagranicznej w sprawie Białorusi. Relacji z Ukrainą w zasadzie nie ma. Unia Europejska to wróg publiczny nr 1. Nie pogratulowanie wygrania wyborów Joe Biden’owi to już w ogóle szczyt amatorszczyzny, w momencie kiedy USA to w sumie jedyny nasz poważny sojusznik. Pomijam oczywiście wpadki na bliskim wschodzie, które także nie przeszły bez echa. Największą wpadką dyplomatyczną jest to, że te wszystkie wpadki są zauważalne gołym okiem. To jak jesteśmy traktowani na świecie najlepiej pokazuje jak nas wystawia do wiatru nasz najbliższy sojusznik – premier Węgier – Wiktor Orban. Robi z naszym rządem co chce i jak chce. Jednego dnia nasz premier mówi jedno, a drugiego dnia pod wpływem rozmowy z Orbanem mówi drugie. Czy tak wygląda suwerenność?


Teraz może zadam przewrotne pytanie, ale jak pandemia COVID-19 zmieniła nasz świat według Pana?


Prof. Killion Munyama: To pytanie wydaje się bardzo pojemne (śmiech). Zmieniła wszystko i nic. Pandemia pokazała nam, że król jest nagi. Trump stracił drugą kadencję prawdopodobnie dlatego, że amerykanie uznali, że nie poradził sobie z pandemią. Pandemia pokazała z kolei jedność ludzką w skali mikro i makro. Cały świat pracował nad szczepionką na COVID-19 – to nasz największy sukces – jako gatunku ludzkiego. Na pewno zmieniła stosunki gospodarcze, bowiem firmy szukały i szukać będą nadal dostawców bliżej (pod względem geograficznym), ponieważ wybuch pandemii spowodował, że ryzyko zerwania tzw. łańcucha dostaw stało się bardzo realne, co w przypadku lockdownu paraliżowało całe biznesy. Pandemia również przyniosła nam postęp w sferze cyfryzacji. Dzisiaj praktycznie każda istotna sfera naszego życia stała się online. Wszystkie biznesy będą musiały myśleć o wirtualizacji, bo to już nie jest element przewagi konkurencyjnej, a konieczność. Przypomina mi się przykład z mojego okręgu wyborczego: pewien rzeźnik w czasie pandemii kompletnie zmienił podejście do biznesu. Zamknął wszystkie sklepy stacjonarne, uruchomił sklep internetowy i w ramach zakupów zaczął dowozić produkty do miejsca zamieszkania. Okazało się to racjonalne z punktu widzenia ekonomicznego i środowiskowego. Taniej było zatrudnić kierowców i dowozić pakunki w promieniu 50 km, aniżeli utrzymywać kilka sklepów stacjonarnych. Wielkopolska elastyczność nie zna granic. Nauka pokazała, że jest i będzie się wirtualizować. Nasze dzieci studiowały i uczyły się w domu za pomocą komunikatorów video. Sam zresztą prowadziłem i prowadzę wykłady dla studentów online. Myślę, że ta część zarówno pracy, jak i nauki zostanie z nami już na zawsze.


A jak Panu minął poprzedni rok?

Prof. Killion Munyama: Rok ten był wyjątkowy pod każdym względem, przede wszystkim każdy z nas bał się, jak ten horror się skończy i czy również mnie i moją rodzinę dotknie – takie pytania chyba zadawał sobie każdy z nas. Towarzyszyły mi podobne emocje jak czytelnikom: złość, niepewność, smutek. Z drugiej strony po chwilowej zadumie wkręcił mnie wir pracy zarówno tej politycznej, jak i naukowej. Na początku tej kadencji kontynuowałem funkcję pierwszego wiceprzewodniczącego Komisji Migracji, Uchodźców i Osób Przesiedlonych. Od stycznia 2020 r. pełnię także funkcję Przewodniczącego podkomisji ds. Diaspory i integracji. W październiku, zeszłego roku, wystąpiłem w tej roli podczas webinarium: „Analiza wpływu kryzysu COVID-19 na przekazy pieniężne Diaspory”. W Zgromadzeniu Parlamentarnym Rady Europy należę również do Komisji Równości i Niedyskryminacji, w której pracuję nad raportem „Walka o równe szanse-zakończenie dyskryminacji kobiet w świecie sportu”. W Polsce było równie pracowicie, ze statystyk sejmowych wynika, że w pierwszym roku kadencji złożyłem 91 interpelacji i nadałem bieg 6 zapytaniom. Mój udział w głosowaniach wyniósł 98,98% - 2127 z 2149.


Bardzo pracowicie Pan spożytkował rok w obliczu pandemii. Czy zapamiętał Pan z tych głosowań jakąś ustawę, która zrobiła na Panu największe wrażenie?

Prof. Killion Munyama: Największe wrażenie zrobiła na mnie ustawa „o ochronie zwierząt”, tzw. 5 Kaczyńskiego dla zwierząt, której osobiście nie poparłem mając na względzie dobro rolników przedsiębiorców i hodowców zwierząt. Zagłosowałem inaczej niż mój klub. Decyzja moja wynikała z dogłębnej analizy ustawy i ze złego oraz zbyt krótkiego procedowania. Przecież ta ustawa niosła tragiczne skutki za sobą nie tylko dla polskiego rolnictwa czy hodowli zwierząt, ale przede wszystkim, dzięki niej pogorszeniu uległby stan polskiej gospodarki. Ucierpiałaby przede wszystkim wymiana handlowa, która bardzo mocno jest związana z w/w gospodarką. W konsekwencji z dnia na dzień przedsiębiorcy traciliby firmy, a pracownicy miejsca pracy. Z wykształcenia jestem ekonomistą, na którego barkach spoczywa analiza rynku, podejmowanie takich decyzji i działań, aby każde z nich zapewniało stabilność finansową państwa oraz dobro społeczeństwa. Dotyczy to, w głównej mierze utrzymania dotychczasowych miejsc pracy i tworzenia nowych. Ta ustawa mówiąc kolokwialnie zwijała naszą gospodarkę.


Śmiała decyzja. Czy coś dobrego zapamięta Pan z 2020 roku, a może coś wzbudziło Pana nadzieję?

[b]Prof. Killion Munyama:[/b ]Dobro było widać u ludzi na co dzień, wie Pan taka zwykła ludzka solidarność. Dużą nadzieją była kampania Rafała Trzaskowskiego i jego osoba po stronie opozycyjnej. Energię ludzi obserwowałem z bliska i to było naprawdę niesamowite. Narodziła się Nowa Solidarność i jej lider. Otwartym pytaniem pozostaje, gdzie ta energia zostanie skanalizowana w przyszłości? Marzę o tym, że wróci ona w 2023 roku ze zdwojoną siłą.

Dziękuję bardzo za rozmowę.


Ja również i pozdrawiam wszystkich moich wyborców z okręgu 38 (Piła).

Zapraszam do dyskusji:
Facebook
Twitter]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/a521d0bb7e54919f56733d3e4e330721,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/a521d0bb7e54919f56733d3e4e330721,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html"></media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/blogi/filipszymczak/330365,pis-przejmuje-kolejne-media-a-opozycja-spi-jak-niedzwiedz-w-zimowym-snie</guid><link>https://natemat.pl/blogi/filipszymczak/330365,pis-przejmuje-kolejne-media-a-opozycja-spi-jak-niedzwiedz-w-zimowym-snie</link><pubDate>Sun, 13 Dec 2020 10:49:52 +0100</pubDate><title>PiS przejmuje kolejne media a opozycja śpi, jak niedźwiedź w zimowym śnie</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/2376807b16bcd0ab657f51f8e71df5d5,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Dzisiaj będzie krócej niż zwykle. Do porannej kawy, jak co dzień robię prasówkę i oczom nie wierzę. Gazeta.pl podaje, że Orlen ma zamiar kupić Gremi Media, właściciela takich tytułów jak: Rzeczpospolita i Parkiet. Orlen ostatnio przeprowadził transakcję grupy Polska Press. Scenariusz Węgierski w lepszym wydaniu?

Przywództwo musi mieć kręgosłup moralny. Jasne, ale większość z wielkich liderów światowych powie Wam tak: cel osiąga się sposobem, a jak nie można sposobem, to tak jak można. Historia rozlicza tych, którzy byli nieskuteczni, a nie tych, którzy osiągnęli sukces. PiS rysuje opozycji plan gry. Najbardziej irytujące jest to, że liderzy opozycyjni o tym wiedzieli dużo wcześniej i nic z tym nie zrobili. Żeby przejąć władzę trzeba być skutecznym, niekoniecznie głośnym. Wie coś na ten temat król dyplomatów Talleyrand – Preigot. Może warto wziąć od niego kilka lekcji.



	
		
											
					
				
				FB.com/szymczakfilip1
					



Wbrew pozorom opozycja powinna się cieszyć. Dlaczego?

• Stawianie na zwiększenie propagandy kończy się nieuchronną klęską. W socjotechnice manipulacja udaje się tylko wtedy, kiedy społeczeństwo przechodzi szok. Jarosław Kaczyński sądzi, że tak właśnie zadziałał koronawirus. Problem w tym, że opanowanie mediów w czasach mediów społecznościowych nie daje zbyt wiele, ponieważ badania pokazują, że liderzy opinii będą szukali „wiarygodnych” lub alternatywnych źródeł informacji.

• Celebryci i influencerzy są w większości po stronie opozycji. Hasło ***** *** nabrało nowego znaczenia przy #Hot16Challange2, a to są milionowe zasięgi.


• Ekonomia jest po stronie opozycji. W Polsce dzieje się źle i dziać się będzie. Informacje o tym, jak dobrze dzieje się w naszej gospodarce przekazują media nie tylko prorządowe. Jednak każdego „Kowalskiego” dotknął kryzys i odczuł go na swojej skórze. Ciekawi mnie ile będzie zwolnień i bankructw pokryzysowych.

• AgroUnia wypowiedziała PiSowi wojnę i chłopcy nie patyczkują się w tańcu. Idą na twardo, a to oznacza, że liczą na konkretne poparcie na wsi. Na co sobie PiS nie może oczywiście pozwolić, według doktryny: na prawo tylko ściana.

• Kupowanie tych mediów jest strategicznie zorientowane na utrzymanie elektoratu małomiasteczkowego i centrowego. I tu otwiera się szansa dla kolegów z opozycji.


Zamiast walczyć o miano koguta i wygadywać bzdury, zacznijcie pracować u podstaw. Pojawia się gigantyczna szansa na stworzenie lokalnych mediów opozycyjnych. 

Szansa. Lider musi umieć wykorzystać wiatr zmian wprowadzając szanse w życie. 

Jeśli chcemy uratować demokrację, najpierw musimy być skuteczni, dopiero potem święci !!!

Jeśli Cię zaciekawił wpis zapraszam do dyskusji:
Filip Szymczak na Facebooku
Filip Szymczak na Twitterze]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/2376807b16bcd0ab657f51f8e71df5d5,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/2376807b16bcd0ab657f51f8e71df5d5,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html"></media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/blogi/filipszymczak/329433,platforma-obywatelska-2021-wyzwania-gwiazdy-i-plan-gry</guid><link>https://natemat.pl/blogi/filipszymczak/329433,platforma-obywatelska-2021-wyzwania-gwiazdy-i-plan-gry</link><pubDate>Sun, 06 Dec 2020 21:22:10 +0100</pubDate><title>Platforma Obywatelska 2021: wyzwania, gwiazdy i plan gry</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/66772c866f8b039d87b73ab2653ceb9f,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Ostatnie dwa wpisy poświęciłem Zjednoczonej Prawicy. Dzisiaj zanalizuję sytuację Platformy Obywatelskiej wraz z jej podmiotami towarzyszącymi. Szykując się do tego wpisu odbyłem kilkanaście rozmów z politykami partii, ale też przeczytałem kilka książek, które zarysowały jej wewnętrze zależności i wpływy. A te wpływy są kluczowe w każdej organizacji rysując układ sił. Moja analiza ma na celu odpowiedzieć na pytanie w co przepoczwarza się PO, a także jakie będzie jej możliwe przywództwo.

Pamiętajcie, podobnie jak wielki mistrz dyplomacji i polityki Charles-Maurice de Talleyrand „ja nie pochwalam ani nie potępiam, ja tylko opowiadam”.

Mit Platformy Obywatelskiej jako ruchu społecznego

Platforma Obywatelska nigdy nie była ruchem społecznym. Była za to dobrze zorganizowaną organizacją pod względem komunikacyjnym. Trzech tenorów (Maciej Płażyński, Andrzej Olechowski, Donald Tusk) zaczynało przygodę, ponieważ dla ludzi dawnego Kongresu Liberalno-Demokratycznego to było: być lub nie być w polityce. Ruch obywatelski wymyślono na potrzeby dopasowania narracji Andrzeja Olechowskiego do rzeczywistości tworzenia partii. Potrzebowano mitu założycielskiego i tego, o czym mówimy w klasycznym marketingu konsumenckim czyli odróżnienia się od innych graczy areny politycznej. Dlatego m.in. wymyślono idee prawyborów do parlamentu. Wielu wyborców ma żal, że Platforma Obywatelska odeszła od twarzy konserwatywnoliberalnej na rzecz liberalnej z akcentami progresywnymi. Wyborcy Ci zapominają, że najmocniejszym korzeniem PO było środowisko liberałów z dawnej KLD i to właśnie te poglądy były de facto jej kolebką. Przypomnijmy, że do tych liberałów należeli m.in. Donald Tusk i Grzegorz Schetyna – wtedy jeden z najbliższych współpracowników tego pierwszego.

	
		
											
					
				
				rp.pl
					


Etap kolejny to wykrystalizowanie się przywództwa Donalda Tuska z silnymi osobowościami satelickimi w osobach Jana Rokity i Pawła Piskorskiego. To jest ten moment, kiedy Rokita proponuje, żeby Tusk startował na prezydenta, a on ogłasza się w kampanii „premierem z Krakowa” (tak głosił jego slogan wyborczy). Dzisiaj już wiemy, że w razie wygrania wyborów prezydenckich Platforma Obywatelska desygnowałaby na premiera najprawdopodobniej Grzegorza Schetynę. Dlaczego? Ponieważ wewnętrzna polityka to wpływy i szable (ilość członków będących twoimi zwolennikami), a nie ładne zdjęcia w tabloidach. Liderzy kongresu nauczeni porażką w wyborach na szefa Unii Wolności nie tworzyli struktur partyjnych, ale twarde, karne i zdyscyplinowane wojsko – Schetyna był w tym arcymistrzem. Na poziomie przywództwa partii ten kto rzuca wyzwanie liderowi wygrywa lub odchodzi. Tak było w przypadku Rokity i Tuska. W konsekwencji ten pierwszy musiał odejść. Stety lub niestety nie ma nic pomiędzy. Z pojedynku wychodzi tylko jeden. Zwycięzca bierze wszystko.


Każda partia polityczna przypomina bardziej arenę gladiatorów, aniżeli kółko różańcowe. I obserwatorzy, w tym wyborcy powinni to zaakceptować. Choć tych gladiatorów często łączy ze sobą szorstka i głęboka przyjaźń. 

Polityka to kobieta, jej mężem jest wizerunek, ale wierna jest słodkogorzkiemu kochankowi jakim jest pragmatyzm.

W polityce wygrywa pragmatyzm przywódczy, a nie dobre intencje

Wielu sympatyków i działaczy PO miało pretensje do jej byłego przewodniczącego i symbolu zwycięstw Donalda Tuska, że nie przygotował swoich następców. W wielu wywiadach tłumaczył on, że przecież przywództwo polityczne się wywalcza, a nie dostaje. W tym miejscu trudno się z nim nie zgodzić.


Przywódcę tworzą jego porażki i zwycięstwa, jak również lęki i ich przełamania. Walka hartuje i lepi. Mało kto pamięta, że ten Donald Tusk poniósł dwie spektakularne porażki. Pierwszą było nie wejście do sejmu z KLD, a drugą odniósł w wyborach prezydenckich w 2005 roku. Po tych załamaniach musiał wstać, natchnąć ludzi i zacząć wygrywać, co zresztą zrobił. 

Wbrew pozorom Platforma Obywatelska ma największy potencjał przywódczy spośród obozu opozycyjnego, poza liderem zaprawionym w bojach. Zarówno Władysław Kosiniak-Kamysz, jak i Włodzimierz Czarzasty osiągnęli realne wyniki. Partie, jak i ich wyborcy mają zaufanie do ich przywództwa. Borys Budka ma to wszystko przed sobą. Prawdziwa walka o bycie pierwszym dopiero się zacznie. Jak dotąd wyborcy i działacze mieli sympatie i antypatie pomiędzy starą PO reprezentowaną przez takich liderów jak Schetyna, Neumann czy Witczak, a nową mającą twarz Budki, Tomczyka czy Trzaskowskiego. Zbliża się moment, kiedy to oni stoczą walkę o przywództwo pomiędzy sobą. Walka jest nieunikniona, bo taka jest natura przywództwa politycznego. Taka jest również natura polityki, której metaforą jest arena.


Wszystkie wyzwania Borysa Budki


	
		
											
					
				
				niezalezna.pl
					



Po pierwszych wtopach z podwyżkami i piątką dla zwierząt Borys Budka chce uciec do przodu. Z moich informacji wynika, że zlecił napisanie nowej deklaracji ideowej i rozpoczął wewnętrzną dyskusję, o tym jaką partią ma być PO. Problem w tym, że do pisania programu zatrudnił dwóch doświadczonych polityków, ale i zarazem oddanych zwolenników Grzegorza Schetyny, czyli Rafała Grupińskiego i Tomasza Siemoniaka. Wygląda to trochę tak, jakby chciał zyskać czas. Problem w tym, że tego czasu nie ma, a jak wiemy wojsko Schetyny jest karne i lojalne. Oddając pole ludziom Schetyny pokazuje członkom i sympatyków, że nie ma swoich ludzi. To jest błąd, który może kosztować go przywództwo.


Nastroje w partii są takie, że oczekuje się od przewodniczącego pierwszego politycznego morderstwa, którego jeszcze nie popełnił. W skrócie: ma sobie pobrudzić ręce. Grzegorz Schetyna specjalnie ustąpił nie podejmując walki na arenie zastawiając pułapkę na niedoświadczonego lidera. Pułapką jest Nowoczesna pozostawiona jako niezależny byt polityczny. Używając nomenklatury Ziobry, ocenił następcę jako miękiszona. Lokalne struktury naciskają na wchłonięcie nowoczesnych, a Budka musi się przełamać, ponieważ w innym przypadku jego kariera w roli lidera skończy się szybciej niż planował. Tu nie ma miejsca na fuzję. Jest tylko jedna możliwość: wrogie przejęcie. Problem jest duży i strukturalny. Struktury Nowoczesnej i Platformy nie darzą się sympatią - mówiąc najdelikatniej. Ponieważ koła PO są z reguły większe, to one naciskają na wchłonięcie nowoczesnych, którzy niejednokrotnie nacisnęli platformersom na odciski w poszczególnych elekcjach. Żądają przywołania ich do porządku i pokazania im gdzie jest miejsce w szeregu.



	
		
											
					
				
				PolskaTimes
					



Oczekiwania od przywództwa PO są duże. Przede wszystkim odzyskanie wiary w zwycięstwo. Uważa się, że głównym problemem partii jest brak profesjonalizacji, w tym zaplecza eksperckiego, który kiedyś gromadził się wokół Instytutu Obywatelskiego (think tanku PO). Kolejnym wyzwaniem będzie odświeżenie szyldu (marki), w tym znalezienia języka trafiającego do wyborców i pokazanie stojących za nim twarzy. Ostatnim i chyba najważniejszym jest sprawienie, że szyld ten będzie symbolem skuteczności. 

Atrakcyjność w polityce ma twarz nadziei, a owa niewiasta bierze się z wizerunku i reputacji pozostającej po konkretnych decyzjach i działaniach politycznych. Głównym zarzutem pod rządami Schetyny był brak treści w PO, ale głównym atutem było przełamanie się i wyjście do ludzi. Borys Budka ma grunt, teraz musi postawić solidne fundamenty w postaci programu, nowego języka, i nowych twarzy kojarzących się zarówno ze skutecznością, jak i samą Platformą. Zadanie trudne, ale wykonalne. Na naszych oczach rodzą się nowe gwiazdy PO.


Nowe gwiazdy Platformy Obywatelskiej


	
		
											
					
				
				rc.fm
					



Ryba psuje się od głowy. W polityce lider popełnia błędy, szczególnie wtedy, kiedy nie ma zaufanych ludzi wokół siebie. Wyzwaniem dla Budki staje się odświeżenie przywództwa w regionach, bowiem Schetyna ułożył je pod siebie. Covidowe jiu-jitsu objawiło kilka gwiazd w samorządach. Skupię się na Wielkopolsce, bo rozgrywka w tym regionie wydaje się niezwykle ciekawa. Podczas gdy media widzą w Prezydencie Jaśkowiaku lidera, struktury dostrzegają pracę i ruchy marszałka województwa Marka Woźniaka. Typowany jest przez nich na nową gwiazdę wielkopolskiej Platformy. W wyborach do sejmiku zdobył z Poznania rekordowe 58 tys. głosów. Ma wszystko aby być skutecznym liderem partyjnym, którego oczekują wyborcy i struktury. Na jego korzyść przemawia gruntowne doświadczenie w administracji, potencjał wyborczy i wizerunkowy, a także kompetencje. Marszałek Woźniak znany jest m.in. w środowisku jako ekspert ds. polityki regionalnej. Akceptowany i szanowany jest przez wszystkie frakcje lokalnych baronów. To niewątpliwy atut w czasach kryzysu.


Poza tym ma w gronie swoich zastępców potencjalnych następców. I to warto zaznaczyć. Autentycznego lidera można rozpoznać, po jakości następców i sprawnym zespole. Uwagę zwracają na siebie jego zastępcy: Jacek Bogusławski nadzorący gospodarkę i sport, a Paulina Stochniałek zdrowie.


	
		
											
					
				
				Jacek Gursz- Burmistrz Chodzieży•Radio Poznań
					



Na peryferiach metropolii błyszczy już rozpoznawalny burmistrz Chodzieży Jacek Gursz. Nowym odkryciem partii może okazać się natomiast Starosta Wolsztyński Jacek Skrobisz, którego specjalnością stały się polityczne rezurekcje. W przeszłości był wicestarostą, z przerwą na bycie wielkopolskim wicekuratorem oświaty. Wrócił na fotel starosty w wielkim stylu. Jako lider umie postawić na swoim i za to budzi szacunek nawet wśród swoich oponentów. Na szpitalu miał polec, a pod jego rządami rozkwita i pozyskuje wszystkie możliwe dofinansowania. Pozyskał rekordowe środki od Wojewody na lokalne drogi, choć otwarcie przyznaje się do szefostwa Platformy Obywatelskiej w powiecie wolsztyńskim. Na razie jego praca dostrzegalna jest na szczeblu lokalnym i wojewódzkim, ale już niedługo może być rozpoznawany na szczeblu ogólnopolskim. Warto zapamiętać to nazwisko.



	
		
											
					
				
				Pierwszy od prawej: Jacek Skrobisz - Starosta Wolsztyński. W środku: Ewa Kopacz - ex premier i poseł do Parlamentu Europejskiego. Pierwszy od lewej: Wiesław Janowicz - Wiceprzewodniczący Rady Powiatu Wolsztyńskiego.•FB: Jacek Skrobisz
					



W ławach poselskich nadal o przebicie się do pierwszej ligi walczy Jakub Rutnicki, uznawany w swoim okręgu za tytana pracy organicznej. Natomiast w trzecim rzędzie tych samych ław ukrywa się talent polskiej dyplomacji w postaci prof. Killiona Munyamy. Profesor Munyama jest doktorem habilitowanym ekonomii i specjalistą w zakresie instytucji finansowych. Jest również cenionym ekspertem w Radzie Europy. Specjalizuje się w dyplomacji poselskiej i gospodarczej ze szczególnym uwzględnieniem regionu Afryki i Bliskiego Wschodu.


	
		
											
					
				
				Twitter.com
					




W samej Wielkopolsce jest potencjał diamentów przywódczych. Pozostaje pytanie czy Borys Budka go dostrzeże i wydobędzie?

Plan gry

Ponieważ Polska posiada rekordowe zadłużenie Prawo i Sprawiedliwość będzie sięgać do portfeli ludzi pracujących. Zapowiedzi głoszą, że pełnemu ozusowieniu mają podlegać również podatnicy będący na etacie i prowadzący działalność gospodarczą. Tonący brzytwy się chwyta. Premier zapowiedział, że cały sektor publiczny nie dostanie ani trzynastek, ani nagród. Prawie pewne staje się, że również emeryci nie dostaną swoich trzynastych i czternastych emerytur. Cały czas jest pytanie, czy 500+ uda się utrzymać? Gorszą wiadomością, dla premiera, jak i całego PiS jest fakt, że zaostrzenie kursu spowodowało brak zaufania do Polski. Brak zaufania przekłada się na portfel, ponieważ dzisiaj koszt obsługi długu, na jaki polski rząd nas skazuje jest większy aniżeli koszt obsługi długu np. Grecji. Nie ma czego rozdawać, ale jest co zabierać.


1) Platforma Obywatelska musi wykorzystać sytuację i zabrać się na serio za pisanie programu gospodarczego i zdrowotnego. Ponieważ te dwie sfery są kluczowe ze względu na wygranie wyborów, jak i utrzymanie władzy. Kryzys dotknął każdego z nas we wspomnianych obszarach. Liderem opozycji będzie ten, kto przedstawi wiarygodny plan reform i wyjścia z zapaści, a ponad to będzie wiarygodnie go komunikował.

2) Borys Budka powinien jak najszybciej posprzątać w swoje podwórko i przygotować struktury do walki o zwycięstwo. Żeby posprzątać należy zorganizować nowe wybory i pokazać twarze z programem.


3) Narysować oś podziału w oparciu o zdrowie, gospodarkę i bezpieczeństwo. Nawet nudną teorię można ubrać w emocje, czego doświadczył brutalnie Jarosław Kaczyński na debacie z Donaldem Tuskiem. Słynna Pani pielęgniarka ze szpitala, mówi Wam to coś?

4) Borys Budka musi przejść przemianę, taką jaką przeszedł Donald Tusk. Jeśli mu się uda, to Platforma Obywatelska wróci na świecznik z nowymi twarzami.


	
		
											
					
				
				PRzemiana Donalda Tuska•TVN24.pl
					



Podsumowanie

Przywództwo jest tym ciekawsze, im ciekawsze są czasy, które go tworzą. Borys Budka ma niepowtarzalną szansę stania się kreatorem historii i zapisania się w jej annałach jako lider. Pytanie czy będzie umiał się przełamać? Sprzyjają mu okoliczności. Posiada struktury, które niczym broń, kiedy są skalibrowane i wycelowane w odpowiednią stronę potrafią być niebezpieczne. Przekonał się o tym Andrzej Duda w kampanii wyborczej wygrywając o włos. Problem polega na tym, że mieć broń, a umieć z niej strzelać to dwie różne kwestie. Ostatnia aktywność Grzegorza Schetyny pokazuje, że on nie odpuścił, tylko zmienił strategię. Nadszedł czas próby nowych liderów. Wiarygodność budować będą zwycięstwa i konsekwencja. Głównymi wyzwaniami lidera PO będzie: zjednoczenie środowiska Koalicji Obywatelskiej, nalanie w nią treści, uwolnienie potencjału struktur i przedstawienia spójnej i wiarygodnej wizji Polski postcovidowej Polakom. Proste, ale nie łatwe.]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/66772c866f8b039d87b73ab2653ceb9f,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/66772c866f8b039d87b73ab2653ceb9f,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html"></media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/blogi/filipszymczak/326729,po-marszu-niepodleglosci-wladza-parzy-jak-goracy-kartofel-kiedy-wybory</guid><link>https://natemat.pl/blogi/filipszymczak/326729,po-marszu-niepodleglosci-wladza-parzy-jak-goracy-kartofel-kiedy-wybory</link><pubDate>Thu, 12 Nov 2020 18:55:47 +0100</pubDate><title>Po Marszu Niepodległości władza parzy, jak gorący kartofel. Kiedy wybory?</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/2f0205d98936c9cc4edbdfe08585e519,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Dzień Niepodległości w 2020 r., ponad wszystko, zostanie zapamiętany przez nas na długo. Dopiero co cieszyliśmy się z faktu, że amerykański koncern farmaceutyczny Pfizer wynalazł szczepionkę na COVID-19, a już musieliśmy wrócić do „świętowania” naszej niepodległości. Pytanie brzmi: gdzie były nasze elity władzy?


	
		
											
					
				
				płonące mieszkania po Marszu Niepodległości•Fakt.pl
					


Wszystkich nas obiegły wstrząsające obrazy unaoczniające, jak bandyci uczestniczący w Marszach Niepodległości strzelali racami w mieszkania oznaczone flagami z logiem Strajku Kobiet. I tu stawiam tezę, że agresja tych bandytów jest tylko przykładem choroby, a nie jej symptomem. Stratedzy Prawa i Sprawiedliwości musieli widzieć ją w badaniach, już kilka miesięcy temu, ponieważ postępowała ona sukcesywnie niszcząc tkankę społeczną, jak nowotwór komórki napotkane na swojej drodze. Na potrzeby tej publikacji nazwijmy ową chorobę dosadnie: „absolutnym brakiem kontroli rządzących nad państwem”. Rozprzestrzenia się ona równie agresywnie, co histerycznie, a jej przykład obserwujemy na ulicach polskich miast już od kilku tygodni.

	
		
											
					
				
				Zbigniew Ziobro z mównicy sejmowej•Onet.pl
					


Donald Tusk w ostatnim wywiadzie stwierdził, że rząd dusz Prezesa Kaczyńskiego się skończył. Wczorajszy apel Solidarnej Polski do Premiera Mateusza Morawieckiego o weto w sprawie budżetu unijnego zdaje się tylko potwierdzać, że wojna o święty graal na prawej stronie rozgorzała na dobre i jest ona na polityczną śmierć i życie. Alternatywą dla ekipy Zbigniewa Ziobro jest ulica i jej radykalna twarz Roberta Bąkiewicza, prezesa stowarzyszenia Marsz Niepodległości, którą mogliśmy zobaczyć dzisiaj i w latach poprzednich. Obok tego Pana, ramię w ramię, będzie kroczył Ruch Narodowy, na czele z Krzysztofem Bosakiem i Robertem Winnickim. I tutaj pewnie zaskoczę Państwa, bowiem w tej walce idzie o przeżycie, a nie władzę. 

	
		
											
					
				
				zdjęcie promujące film Don Stanislao•TVN24.pl
					


W Księciu Machiavelli pisał o koniecznym mariażu tronu i religii, bo tylko te połączenie pozwoli panować nad poddanymi. Oczywiście poprzez autorytet moralny religii i siłę tronu. Polska, Anno Domini 2020 r. to kraj, w którym jesteśmy świadkami jednoczesnego upadku autorytetu kościoła i władzy, połączonych dotychczas nieskrępowanym węzłem małżeńskim. Z socjotechnicznego punktu widzenia pierwszy film braci Sekielskich zjednoczył wyborców PiS w walce z „profanacją” kościoła. Drugi film przełamał tabu mówienia o pedofilii w polskim kościele na dobre. Don Stanislao, o Kardynale Dziwiszu, wywołał za to prawdziwe tsunami. Ludzie w małych miasteczkach, już nie pytają czy to prawda, ale jak oni tak mogą? Wiem, ponieważ w takowym mieszkam. Na naszych oczach następuje upadek autorytetu moralnego kościoła, którego symbolem był Kardynał Stanisław Dziwisz. Film to jedno, ale wywiad Piotra Kraśki z Kardynałem Dziwiszem to drugie i w związku z nim nikt nie umie uwierzyć, że kardynał nic nie wiedział, nie słyszał i w sumie to nic nie mógł. Tron bez religii nie będzie mógł istnieć, szczególnie gdy obie strony są tak do siebie przywiązane. Kończy się era wahadła społecznego wychylonego w tę stronę.

	
		
											
					
				
				liderzy PO w drodzę na konferencję•wiadomości.radiozet.pl
					


Na naszych oczach wychyla się jednak w drugą. Czyli w jaką? Pytanie godne władzy. Po stronie opozycyjnej doszło do porozumienia w imię wspólnego wroga. I dobrze, należą się liderom brawa za ten ruch. Na horyzoncie rysuje się jednak poważniejszy problem, który według mnie, może rozwiązać tylko silna osobowość. Tłum jest jak woda, może napoić gdy jesteś spragniony i zniszczyć Ci dom, jeśli będzie elementem tsunami. Gustave Le Bon wskazywał, że nad tłumem władzę mają osobowości charyzmatyczne. I tu pojawia się znaczący problem po stronie opozycji parlamentarnej, bowiem obecnie przywództwo rodzi się na peryferiach jądra wydarzeń – w samorządach. Niewątpliwie czasy pandemii wykształcą liderów społecznych. Mistrzami covidowego jiu-jitsu są starostowie i prezydenci toczący na pierwszej linii frontu walkę o bezpieczeństwo mieszkańców swoich powiatów i miast. Prawdopodobnie to oni będą stanowili trzon przyszłego rządu, bo tylko oni będą wiarygodni dla Polaków doświadczonych przez wirus COVID-19 i niekompetentne rządy.

	
		
											
					
				
				Wizyta Rafała Trzaskowskiego w Wolsztynie•PowiatWolsztyn.pl
					


Najbliższe miesiące będą ciekawsze niż myślimy. Stawiam, że wybory mogą odbyć się w przyszłym roku, ponieważ władza nie stanowi już spoiwa Zjednoczonej Prawicy. Wręcz przeciwnie, zaczyna parzyć jak gorący kartofel. I wbrew pozorom, dzisiejsze doniesienia o potencjalnej dymisji Mariusza Kamińskiego zdają się potwierdzać przytoczoną powyżej tezę. Każdy z trójki tenorów będzie starał się jak najszybciej wymiksować z tego układu, aby znaleźć się w nowym parlamencie. Z kolei, liderzy opozycji mają sporą robotę do zrobienia, muszą znaleźć sposób, by wlać nadzieję w wychodzące na ulicę tłumy i je przekonać do tego, że warto zaufać ich pomysłom i rozwiązaniom. A to, jak wszyscy wiemy, nie będzie łatwe. Mnie najbardziej ciekawi w kim Polacy zobaczą przyszły autorytet moralny?


Do bieżącej dyskusji zapraszam Was tutaj:
Facebook
Twitter]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/2f0205d98936c9cc4edbdfe08585e519,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/2f0205d98936c9cc4edbdfe08585e519,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Konwencja samorządowa PiS</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/325243,cypis-i-jbc-pis-muzyk-mowi-o-strajku-kobiet-i-swoim-utworze-wywiad</guid><link>https://natemat.pl/325243,cypis-i-jbc-pis-muzyk-mowi-o-strajku-kobiet-i-swoim-utworze-wywiad</link><pubDate>Sun, 01 Nov 2020 22:16:09 +0100</pubDate><title>Cypis, autor hymnu Strajku Kobiet &quot;JBĆ PiS&quot;, szczerze i bez cenzury. &quot;To jest mój manifest&quot;</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/3fef5ee75ed317d41f4943b140b1cec4,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Ten kawałek zna już każdy, kto bierze udział w Strajku Kobiet. Do "JBĆ" PiS Cypisa tańczą na ulicach protestujący, a w ciągu trzech dni utwór został wyświetlony na YouTube ponad 2,5 miliona razy. Cypis, czyli Cyprian Racicki, mówi w rozmowie z naTemat, co naprawdę myśli o rządach PiS i czy spodziewał się, że stworzy hymn protestów kobiet.

Kawałek "JBĆ PiS" stał się niekwestionowanym hymnem Strajku Kobiet. Spodziewałeś się tego? 

Spodziewałem się, że "JBĆ PiS" zrobi w internecie wyświetlenia, bo temat jest "na czasie", ale nie spodziewałem się, że aż tak to pójdzie. Chociaż z drugiej strony czułem, że ludziom przydałby się taki protest song w tym trudnym czasie.

Jak się czujesz, gdy słyszysz swoją piosenkę na protestach w całej Polsce?

Nie będę ukrywał, że jestem bardzo miło zaskoczony i duma mnie rozpiera, gdy ludzie podsyłają mi filmiki z protestów, na których puszczają mój kawałek i wszyscy go śpiewają. Mam nadzieję, że w ten sposób mogę przyłączyć się do strajkujących kobiet i na swój sposób je wesprzeć.
                    
                Skąd w ogóle pomysł na utwór? Wziął się z chęci wsparcia protestujących, niezgody na władzę, a może po prostu pod wpływem chwili? Usłyszałeś hasło "jeb** PiS" i postanowiłeś działać?


Wszystko po trochu. Jestem akurat w trakcie nagrywania nowej płyty i wpadłem do studia, żeby popracować. Rozmowa zeszła oczywiście na to, co w tej chwili dzieje się w naszym kraju i mój manager (który jest jednocześnie producentem płyty) rzucił hasło, żebym dołączył swój głos i włączył się w walkę kobiet. Mnie ten pomysł też chodził od kilku dni po głowie, więc na spontanie zrobiliśmy ten kawałek – w niecałe dwie godziny. Słyszałem na którymś z protestów, jak młodzież śpiewała do tego bitu słowa "jeb** PIS" i stwierdziłem, że warto to wykorzystać. Dopisaliśmy zwrotki, rozwinęliśmy trochę refren i poszło (śmiech).


I to nieźle poszło.

Szczerze mówiąc, nie sądziłem, że mój kawałek aż tak rozpowszechni się na cały kraj i to jeszcze w tak szybkim tempie. Po prostu chciałem dołożyć swoją cegiełkę. A że tak poszło, to tylko się cieszyć.

To Twój manifest? Tekst utworu odzwierciedla Twoje poglądy?

Tak, to jest mój manifest i tekst w 100 procentach odzwierciedla moje poglądy. Nienawidzę PiS. Nie ma mojej zgody na to, co wyprawia z naszym krajem, z sądami, z Trybunałem, a teraz jeszcze na to, jak potraktował kobiety. Chcę żyć w normalnym kraju, gdzie każdy ma równe prawa i nie musi się bać o swoje zdrowie lub nawet życie. Mam dość szczucia na siebie ludzi przez małego karakana. Ten kawałek to moje dobitne "DOŚĆ" na to wszystko!
                    
                Dostajesz jakieś negatywne głosy od przeciwników protestów albo wyborców PiS? Może odezwał się do Ciebie ktoś z partii rządzącej?


Właśnie to jest piękne, że wszyscy, którzy słyszeli ten kawałek, przesyłają mi mnóstwo pozytywnych wiadomości. Mówią, że są ze mną, że mnie popierają itd. Jeśli chodzi o negatywne głosy, to naprawdę nie ma ich wcale. Żadna partia się do mnie nie odzywała, ale z tego akurat się cieszę, ponieważ wolę trzymać się z daleka od polityki. Ten kawałek to nie wyraz sympatii do tej czy innej partii, ale wyraz wkur****** na to, co się dzisiaj dzieje w Polsce. Natomiast gdyby zadzwonił ktoś z PiS-u, to chętnie powiem mu parę ciepłych słów na temat ich działań (śmiech).


Jakbyś odpowiedział tym ludziom, którzy mówią, że promujesz wulgaryzmy, a te nie nadają się na protesty? Chociażby językoznawca, prof. Jerzy Bralczyk, stwierdził, że słowo "wyp********" szkodzi Strajkowi Kobiet. Da się w ogóle protestować bez wulgaryzmów?

To jest protest, a nie domowe przedszkole. Uważam, że słowo "wyp********" czy inne wulgarne słownictwo nie przynosi specjalnie żadnej szkody. Tak jak zaśpiewałem: "miło to już było...". Poza tym to słowo dokładnie określa obecną sytuację. Nie ma miejsca na głaskanie i używanie dyplomatycznych zwrotów. Wulgaryzmy w moich piosenkach były od zawsze, więc nic dziwnego, że i w tym kawałku się pojawiły.
                    
                    
                    
                    
                
                 
                Planujesz jeszcze jakiś swój wkład w protesty?


Jest jeszcze nagranych parę kawałków, które trzeba zmiksować, zmasterować i puścić do internetu, wiec to jeszcze nie jest koniec.

Jakieś słowo otuchy, przesłanie dla protestujących?

Strajk kobiet popieram w 100 procentach i całym sercem jestem z nimi. Nie poddawajcie się! Pamiętajcie, żeby walczyć o swoje do samego końca! A najważniejsze to oczywiście: JEB*** PiS!!!!!!]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/3fef5ee75ed317d41f4943b140b1cec4,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/3fef5ee75ed317d41f4943b140b1cec4,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Cypis stworzył największy hit protestów – &quot;JBĆ PiS&quot;</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/325041,kinga-duda-o-strajku-kobiet-dajcie-spokoj-corce-prezydenta-felieton</guid><link>https://natemat.pl/325041,kinga-duda-o-strajku-kobiet-dajcie-spokoj-corce-prezydenta-felieton</link><pubDate>Thu, 29 Oct 2020 13:14:31 +0100</pubDate><title>Dajcie spokój Kindze Dudzie. Wcale jej nie zazdroszczę</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/058eed193816b341f728a4f2a3fbc396,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Kinga Duda zabrała głos w sprawie wyroku Trybunału Konstytucyjnego i Strajku Kobiet. W sieci zawrzało, bo nie zbuntowała się przeciwko ojcu i PiS oraz odważyła się poprzeć kompromis aborcyjny. Serio, spodziewaliście się, że córka prezydenta pójdzie z nami na barykady i opowie się za aborcją na żądanie? Wolne żarty.

Jestem za Strajkiem Kobiet, jak wszystkie moje redakcyjne koleżanki. Protestuję, bo jestem za wyborem i wolnością.

Ale jestem również za wolnością wypowiedzi i prawem do własnego zdania. Kiedy ktoś mówi, że nie zgadza się na obecną formę protestów kobiet lub że popiera kompromis aborcyjny, a nie całkowitą liberalizację aborcji, to – dopóki jest kulturalny i nieagresywny, nie jest bojówką ONR i nie atakuje protestujących oraz nie próbuje sabotować Strajku Kobiet – jest to dla mnie ok.

Różnimy się. Mamy różne poglądy, wierzenia, wartości. Walczmy o wolność, ale usłyszmy też głosy, które różnią się od naszych. Nie każdy musi z nami walczyć na barykadach i nie każdy, kto z nami na tych barykadach walczy, musi myśleć kropka w kropkę jak my. Może to brzmi naiwnie w obliczu dzisiejszej rewolucji (bo to już jest rewolucja), ale bez dialogu daleko nie zajedziemy.


Nie chodzi mi o dialog z władzą, bo "orędzie" Jarosława Kaczyńskiego i zachowanie polityków prawicy dobitnie pokazuje, że żadnego dialogu z rządzącymi nie ma i nie będzie. Ten peron już dawno odjechał. Chodzi mi o dialog z Polkami i Polakami, którzy po prostu myślą inaczej.

Inaczej myśli chociażby Kinga Duda. Nie do końca wiadomo, czy na pewno jest to myślenie samodzielne. Oświadczenie córki prezydenta, które zostało opublikowane w środę na Twitterze, również dobrze mogło zostać napisane przez doradców jej ojca. Może Kinga nie ma tutaj nic do gadania, może ma zupełnie inne poglądy. Ale załóżmy przez chwilę, że obiema rękami podpisuje się pod swoim "listem".
                    
                    
                    
                    
                
                
                Jak zareagowaliśmy na jej opinię? Skandalicznie. W mediach społecznościowych została zmieszana z błotem. Rozumiem, że jesteśmy wkurzeni, wróć, wkurwieni. Ja też jestem. Nawet bardzo. Rozumiem, że nie zgadzamy się z tym, co mówi córka prezydenta. Ja też się z tym nie zgadzam. Ale czy daje nam to prawo do werbalnych ataków pod jej adresem?


Kinga Duda o Strajku Kobiet

"Część protestujących ucieka się do działań skrajnych, na które nie można wyrażać zgody – akty przemocy, niszczenie mienia, kościołów, obrażanie osób, które nie podzielają poglądów skrajnej grupy protestujących. Wyrażanie poglądów w sposób agresywny i obraźliwy, nawołujący do łamania prawa, nie może być akceptowane" – napisała Kinga Duda.

I kontynuowała: "Rozwiązanie istniejące dotychczas dawało możliwość wyboru. Wybór, a nie przymus. Kobieta mogła, ale nie musiała z tego prawa korzystać. W sprawie tak niewyobrażalnie trudnej, jak wizja urodzenia dziecka, które może umrzeć minuty czy godziny po porodzie, decyzja o kontynuacji lub przerwaniu ciąży, powinna być pozostawiona kobiecie".


Kinga Duda napisała też słowa, które oburzyły chyba najbardziej: "Wydaje mi się, że posłowie, którzy stanowią w Polsce prawo, powinni jak najszybciej znaleźć kompromisowe rozwiązanie obecnej sytuacji, która mogłaby zakończyć spór wywołany wyrokiem”.

To się nie spodobało większości protestującym. Jaki kompromis?! Walka przecież nie toczy się już o kompromis aborcyjny, co dobitnie pokazują działania Ogólnopolskiego Strajku Kobiet. Stawka jest już większa. To liberalizacja prawa aborcyjnego, o czym politycy PiS doskonale wiedzą. Zdają się jednak tego nie zauważać, podobnie jak Kinga Duda.


Nie wymagajmy od Kingi Dudy heroizmu

I tu dochodzimy do sedna. Kinga Duda nie może tego zauważać. Nie może zdawać sobie sprawy, co tak naprawdę dzieje się na ulicach i o co walczymy. Bo jest Kingą Dudą.
                    
                    
                    
                    
                
                
                Czy naprawdę spodziewamy się, że córka prezydenta – prawicowego prezydenta wywodzącego się z PiS, który, chcąc nie chcąc, odpowiada prezesowi Jarosławowi Kaczyńskiemu – nagle wyjdzie i powie: "dziewczyny, walczcie, atakujcie PiS, atakujcie księży, domagamy się aborcji na żądanie, wyp..."?


Serio? Czy ktoś naprawdę spodziewał się, że to właśnie powie Kinga Duda? Że zbuntuje się przeciwko ojcu i partii rządzącej? W jakim Wy świecie żyjecie?

Kinga Duda jest pierwszą córką. Nie może mówić, czego chce, pisać, czego chce. Kiedy odzywała się za mało, były na nią ataki. Kiedy w końcu się odezwała, też są na nią ataki. Bo powiedziała coś, co się nie spodobało. Nie poparła kobiet walczących na ulicach, nie sprzeciwiła się ojcu.

Tak jak nie chcemy, żeby zmuszano kobiety do rodzenia uszkodzonych płodów i heroizmu, tak nie wymagajmy tego heroizmu od Kingi Dudy. Ona nie jest bohaterką i buntowniczką. Nie jest i nie będzie. Zresztą, gdy popatrzymy na inne pierwsze córki – w Polsce, ale też USA – zobaczymy, że to nie są waleczne polityczki. Mają po prostu być miłe i wspierać rodzinę. 


Zgodnie z oczekiwaniami

Nie wymagajmy od Kingi Dudy za dużo. To nie ten adres. Nawet jeśli ma inne poglądy, nie może ich wyrazić. Bo jest córką głowy państwa, chcemy czy nie chcemy.

A co jeśli to są JEJ poglądy? Moim zdaniem Kinga Duda odpowiedziała poprawnie. Po prostu. Wydała oświadczenie zgodne z oczekiwaniami – jako córka prawicowego prezydenta, która musi zadowolić katolicki lektorat, ale też nie podpaść kobietom. W stylu: "nie jestem za wyrokiem TK, ale przesadzacie z protestami". Takiej odpowiedzi od niej się spodziewałam i nie jestem zaskoczona.


Przyjmują tę odpowiedź do wiadomości. Nie będę atakować Kingi Dudy, bo myśli inaczej i jest córką prezydenta. Nie będę jej atakować, bo jest za kompromisem aborcyjnym i nie zgadza się na "działania skrajne".

Wspierajmy się, a nie atakujmy. Walczmy, róbmy swoje i nie szkalujmy innych kobiet w sieci. Zostawmy Kingę w spokoju. Zrobiła swoje, my robimy swoje. Nie poddajemy się. Niepotrzebne nam wsparcie rodziny prezydenckiej, bo przecież nikt się go nie spodziewał.]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/058eed193816b341f728a4f2a3fbc396,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/058eed193816b341f728a4f2a3fbc396,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Kinga Duda zabrała głos ws. protestów kobiet</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/324887,strajk-kobiet-nie-idziemy-do-pracy-dziennikarki-natemat-strajkuja</guid><link>https://natemat.pl/324887,strajk-kobiet-nie-idziemy-do-pracy-dziennikarki-natemat-strajkuja</link><pubDate>Wed, 28 Oct 2020 08:39:59 +0100</pubDate><title>Dziennikarki Grupy naTemat dziś nic nie napiszą. Dołączamy do strajku</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/1653725bae41c03226069ebd6fae8af9,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Jesteśmy różne. Mamy od 20 do ponad 40 lat, są tu i katoliczki, i niewierzące, mężatki i panny, w związkach, singielki, dzieciate i bez dzieci, a nawet ciężarne. Różnimy się, ale w tej kwestii jesteśmy zgodne: nie zgadzamy się na odbieranie nam naszych praw. Dlatego nie będziemy biernie przyglądać się, jak władza depcze naszą wolność.

My, dziennikarki Grupy naTemat – naTemat, INNPoland, ASZdziennik, dadHero i MamaDu – solidarnie z setkami tysięcy kobiet w naszym kraju dołączamy dzisiaj do strajku i akcji "Nie idziemy do roboty": opuszczamy nasze miejsca pracy. Nic o nas bez nas!

"Skoro Polska nie działa, zatrzymajmy ją! I zróbmy sobie nową!". Zgodnie z tym hasłem Ogólnopolskiego Strajku Kobiet chcemy w budowaniu tej nowej Polski uczestniczyć. Chcemy walczyć o dziś i o jutro: o wybór i równość.

22 października Trybunał Konstytucyjny ogłosił, że jeden z trzech wyjątków dopuszczających legalną aborcję w Polsce jest niezgodny z Konstytucją. Chodzi o przepisy umożliwiające usunięcie płodu w wypadku jego ciężkiego uszkodzenia lub nieuleczalnej choroby. Oznacza to, że w naszym kraju legalna aborcja jest praktycznie całkowicie niemożliwa.
	
		
											
					
				
				Fot. naTemat
					

Powiedzieć, że "jesteśmy wkurzone" to mało! Czasy, kiedy nie mogłyśmy o sobie decydować, minęły. A przynajmniej tak nam się wydawało. Obecna władza pokazuje, co naprawdę myśli o kobietach. Uważa nas za istoty bezmyślne, podrzędne w stosunku mężczyzn, po prostu głupie.


Odbiera nam się prawo do stanowienia o własnym ciele. Zagląda się nam w majtki. Ma się za nic nasze zdrowie i bezpieczeństwo, bo za nic ma się nas, kobiety. Wydaliście na nas wyrok.

Wyrok, na który się nie zgadzamy! Dlatego naTemat wspiera Strajk Kobiet. Relacjonujemy przebieg protestów, a dzięki zmianie wszystkich zdjęć w portalu na logotyp strajku, nie da się naszego zaangażowania nie zauważyć.

"Wspieramy wolność, równość, demokrację, otwartość i najzwyklejszą przyzwoitość" – napisał redaktor naczelny naTemat Michał Mańkowski.

Jesteśmy dumne, że możemy pracować w takim zespole. Czujemy wsparcie i nie boimy się iść po swoje. Wiemy, że możemy dzisiaj nie pracować, bo nasi koledzy będą stali za nami murem. Dziękujemy.


Drogie Czytelniczki, Siostry. Jesteśmy w tym razem. Wierzymy, że nasza siła powstrzyma ten zamach na wolność. Niech każda z nas walczy o siebie, tak jak może – nawet jeśli musi dzisiaj pracować lub nie może wyjść na ulicę.

Jesteśmy z Was i z nas dumne!

A wszystkim, którzy mają naszą wolność za nic, mówimy siarczyste: JESTEŚMY ZANIEPOKOJONE.

Aleksandra Gersz, naTemat
Aneta Olender, naTemat
Daria Różańska-Danisz, naTemat
Anna Dryjańska, naTemat
Anna Kaczmarek, naTemat
Katarzyna Zuchowicz, naTemat
Zuzanna Tomaszewicz, naTemat
Joanna Stawczyk, naTemat
Monika Piorun, naTemat
Anna Dąbrowska, naTemat
Katarzyna Florencka, INNPoland
Patrycja Wszeborowska, INNPoland
Aneta Zabłocka, dadHero
Marta Nowak, ASZdziennik
Alicja Cembrowska, MamaDu
Sandra Skorupa, MamaDu
Agnieszka Miastowska, MamaDu
Ewa Bukowiecka-Janik, MamaDu
Magdalena Konczal, MamaDu
Izabela Orlicz, MamaDu]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/1653725bae41c03226069ebd6fae8af9,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/1653725bae41c03226069ebd6fae8af9,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Dziennikarki Grupy naTemat strajkują.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/324843,strajk-kobiet-jak-protestowac-w-domu-oto-5-sposobow-na-protest-lista</guid><link>https://natemat.pl/324843,strajk-kobiet-jak-protestowac-w-domu-oto-5-sposobow-na-protest-lista</link><pubDate>Wed, 28 Oct 2020 05:55:30 +0100</pubDate><title>Nie możesz iść na protest? Spokojnie! Oto sposób, jak wziąć udział w Strajku Kobiet w domu</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/7ee0c0124624131aae7f2977d46ea44e,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Niektóre i niektórzy z nas nie mogą pójść na protest ws. aborcji. Czy to z powodu choroby, kwarantanny czy każdego innego. Inni zwyczajnie się boją – w końcu trwa pandemia koronawirusa, a wiele osób ma wątłe zdrowie lub mieszka ze starszymi osobami. Ale to nic nie szkodzi i tak możesz protestować. W domu! Jak? Oto 5 sposobów jak wesprzeć Strajk Kobiet.

1. Wpłać datek na organizację broniącą praw kobiet
                    
                    
                    
                    
                
                Jak protestować w domu, gdy nie możesz wyjść na ulicę? Warto wesprzeć finansowo prokobiecą organizację – to nie musi być duży datek, wystarczy nawet symboliczne kilka złotych. Jaką organizację wybrać? Wszystko zależy od ciebie. To może być Aborcyjny Dream Team, Ogólnopolski Strajk Kobiet albo każda inna wybrana fundacja.2. Bądź poinformowany i szerz informacje
                    
                    
                    
                    
                
                Wiedz, co się dzieje w Polsce i twoim mieście. Czytaj agregacje newsowe, publicystyczne artykuły, posty Ogólnopolskiego Strajku Kobiet i aktywistów w mediach społecznościowych. Lajkuj je, udostępniaj, komentuj! Warto uświadamiać w temacie zaostrzenia prawa aborcyjnego i aktualnych protestów swoich obserwatorów w social mediach oraz swoje otoczenie, również poza internetem. 


Podczas protestów informacja to najwyższa wartość, a solidarność można budować również w sieci. Pamiętaj jednak, że twoje zdrowie psychiczne jest ważne! Jeśli czujesz, że ilość informacji cię przytłacza i masz po prostu dość, wyłącz się, odpocznij, zadbaj o siebie. Nic się nie stanie, gdy zrobisz sobie przerwę.3. Daj znać w social mediach, że protestujesz
                    
                    
                    
                    
                
                Z nakładek na Facebooku można się śmiać, ale nie da się ukryć, że mają siłę. To łatwy sposób na pokazanie, że wspiera się Strajk Kobiet i utrzeć nosa tym osobom w gronie swoich znajomych, którzy protestów i prawa do aborcji nie popierają. To również symbol, że jest się razem – nawet gdy nie można wyjść na ulicę. Zdjęcie profilowe z nakładką lub nawiązujące do protestów ws. aborcji albo każde inna zaznaczenie swojego udziału w Strajku Kobiet w social mediach ma znaczenie.4. Wywieś plakat w oknie
                    
                    
                    
                    
                
                Wydrukuj i wywieś w swoim oknie plakat nawiązujący do obecnych protestów. Udostępnił je Ogólnopolski Strajk Kobiet, ale również polscy artyści. Skąd je pobrać? Wszystkiego o plakatach na Strajk Kobiet dowiesz się w naTemat. Możesz również wywiesić w oknie lub na balkonie flagę z czerwoną błyskawicą.5. Mów o swoich doświadczeniach
                    
                    
                    
                    
                
                 
                Dzielenie się swoimi doświadczeniami ma wielką moc. Szczególnie teraz, po wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie zaostrzenia prawa aborcyjnego, co pokazały celebrytki, m.in. Joanna Koroniewska czy Agnieszka Chylińska. Jeśli chcesz opowiedzieć swoją osobistą historię (o aborcji, poronieniach, ciąży, wychowaniu niepełnosprawnego dziecka itd.) – zrób to.


Nie musisz dzielić się nią z obcymi ludźmi z internecie, jeśli nie chcesz – możesz po prostu opowiedzieć ją komuś bliskiemu. Tylko tyle i aż tyle. Szczerość, prawda i odwaga to ogromny akt protestu, co pokazują setki osobistych, poruszających postów opublikowanych po decyzji TK – nie tylko celebrytów, ale zwykłych ludzi.]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/7ee0c0124624131aae7f2977d46ea44e,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/7ee0c0124624131aae7f2977d46ea44e,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Jak protestować w ramach Straju Kobiet?</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/324657,wypierdalac-na-strajku-kobiet-prof-bralczyk-to-slowo-szkodzi-protestom</guid><link>https://natemat.pl/324657,wypierdalac-na-strajku-kobiet-prof-bralczyk-to-slowo-szkodzi-protestom</link><pubDate>Mon, 26 Oct 2020 12:18:40 +0100</pubDate><title>&quot;Wypierd***&quot; na Strajku Kobiet. Prof. Bralczyk: to słowo szkodzi, jestem przeciwko</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/8e4e97424dad63be5d2d0ad56938979a,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Hasłem protestów, które wybuchły po decyzji Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji, jest słowo "wypier....ć". Wulgaryzm na transparentach, banerach i ustach protestujących budzi duże kontrowersje. Czy słowo "wypier....ć" nadaje się na sztandary? W rozmowie z naTemat odpowiada na to pytanie profesor Jerzy Bralczyk, językoznawca.

Czy słowo "wypier....ć" nadaje się na sztandary?

Być może ci, którzy umieszczają je na transparentach, tak właśnie uważają. Ale to wcale nie znaczy, że my musimy tak uważać. Według mnie to słowo raczej szkodzi tym protestom, niż pomaga. 

W jaki sposób?

Sugeruje, że protestującym nie tyle chodzi o konkretną sprawę, ile o usunięcie tych, których, usunąć chcą – prawdopodobnie rządu, obecnych ustawodawców albo kogoś innego. To słowo w pewnym sensie znaczeniowo zastępuje słowo „precz”. Jednak w tym przypadku nie podaje, o kogo chodzi. W moim mniemaniu to słowo oderwane od istoty protestu, które przenosi protest na wyrażenie sprzeciwu wobec określonych ludzi.
                    
                    
                    
                    
                
                 
                Abstrahując już od tego konkretnego słowa – czy wulgaryzmy powinny być używane na publicznych protestach i manifestacjach?


Jestem zdecydowanie przeciwko używaniu takich właśnie słów w przestrzeni publicznej. One oddalają możliwość jakiegokolwiek porozumienia. Być może są wyrazem emocji, która nie znajduje ujścia, ale ci, którzy wypisują je na sztandarach, powinni wiedzieć, że w ten sposób zaogniają dyskurs publiczny. Nie sądzę, żeby zwiększali skuteczność swoich wypowiedzi.

A jakiego słowa, według Pana Profesora, można by użyć w zastępstwie "wypier....ć"?

Myślę, że powinny być to słowa, które odnoszą się do istoty protestu, np. "precz z czymś". Jeśli autorzy protestu wyraźnie i jędrnie potrafią przedstawić to, przeciwko czemu są, to da się to zrobić. Tutaj mamy do czynienia z protestem w stanie czystym, niezwiązanym z kontekstem. Mamy samo "precz" i koniec. 


Jaka kwestia językowa – oprócz wulgaryzmów – zwróciła jeszcze uwagę Pana Profesora na Strajku Kobiet?

Po pierwsze, naszemu publicznemu językowi ma się za złe agresywność i wulgarność. A po drugie, obcość. Zauważyłem wiele hasłem anglojęzycznych. Jeśli są to hasła skierowane na zewnątrz, do zagranicy, to też nie są zbyt skuteczne. To przecież właśnie rządzący zarzucają – że to wszystko nie jest dla Polaków.
                    
                    
                    
                    
                
                 
                Jak powinno się więc protestować językowo?

Nawet jeśli w pełni solidaryzowałbym się z protestami, które są w tej chwili prowadzone, to też bym uważał, że hasła powinny odnosić się do istoty i być niewulgarne. Powinny poruszać ludzi, ale niekoniecznie w taki właśnie sposób. Hasła powinny służyć protestowi. Bardzo dziwi mnie również wspomniana obcojęzyczność.


Rzuciły się Panu Profesorowi w oczy hasła na Strajku Kobiet, które spełniają te kryteria?

Tak, było wiele trafnych haseł. Wydaje mi się jednak, że w dużej części odnoszą się one przeciwko, nie tyle tej konkretnej wypowiedzi Trybunału Konstytucyjnego, ile zabierają glos w ogóle w kwestii aborcji. Jeśli widzę hasło "Mój brzuch, moja sprawa", to nie widzę w tym haśle protestu przeciwko temu wyrokowi. Wydaje się wiec, ze konkretyzacja protestu byłaby potrzebna. Przede wszystkim potrzebne są protesty, które mogą uwzględniać reakcje na nie. Reakcje, które doprowadzą do jakiegoś porozumienia.


Czyli słowa na protestach mają moc?

Mają moc. Trzeba dbać o to, żeby były skuteczne. Nie tylko, żeby były mocne i wyraziste, ale też, żeby prowadziły do rozwiązania problemu.]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/8e4e97424dad63be5d2d0ad56938979a,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/8e4e97424dad63be5d2d0ad56938979a,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Słowo &quot;wypier....ć&quot; to główne hasło obecnego protestu kobiet</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/blogi/grzegorzmajewski/324451,respiratory-i-inkubatory</guid><link>https://natemat.pl/blogi/grzegorzmajewski/324451,respiratory-i-inkubatory</link><pubDate>Fri, 23 Oct 2020 16:18:20 +0200</pubDate><title>Respiratory i inkubatory</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/66deaa9178894e032967cda3948fd2f7,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Premier Mateusz Morawiecki zaapelował do opozycji o zgodę narodową. Powodem jest druga fala koronawirusa. Rząd PiS został nią zaskoczony niczym drogowcy pierwszymi opadami śniegu. Tylko jak tu się zgadzać, gdy w tym czasie upolityczniony Trybunał Konstytucyjny szykuje kobietom piekło na ziemi.

O tym, że w Polsce mamy do czynienia ze stanem wyjątkowym LEWICA powtarza od marca br. Wtedy reakcje rządu PiS były podporządkowane tylko jednemu celowi – reelekcji Andrzeja Dudy i przedłużeniu władzy o kolejne trzy lata. To właśnie dlatego premier Morawiecki w lipcu wypowiedział słowa, że wirus jest w odwrocie.

A nie mówiłem(-liśmy)
Wtedy i przez kolejne 6 miesięcy wszystkie propozycje opozycji walki z COVID-19 były uznawane przez PiS za złe. Nie dlatego, że były mało ważne, czy były niedoskonałe, ale dlatego, że nie były PiSowskie. Gdy Ziobro i Gowin walczyli o stołki, opozycja alarmowała, że na jesieni będzie nowa fala zachorowań. LEWICA mówiła o braku szczepionek na zwykłą grypę, o braku przygotowania szkół i systemu nauczania do trybu zdalnego/hybrydowego, o wsparciu służby zdrowia dodatkową kwotą 3 mld zł. Wszystko jak grochem o rządową ścianę.


Odważne decyzje?
Bo rząd PiSu wolał zajmować się sobą, a teraz udają zaskoczonych, niczym drogowcy pierwszymi opadami śniegu. Zamiast przygotować przez te kilka miesięcy służbę zdrowia na II-gą falę, urządzają dziś pijarową prowizorkę w postaci szpitala polowego na stadionie narodowym. Zamiast przesunąć rok szkolny o dwa miesiące, tak żeby młodzież uczyła się w lato wtedy kiedy - jak wiemy od premiera Morawieckiego - „wirus jest mniej aktywny”, rząd PiS zdecydował się otworzyć szkoły już we wrześniu. Zamiast wykorzystać ten czas do przeprowadzenia szczepień na grypę 10-12 mln obywateli, tak żeby gospodarka nie musiała być teraz gwałtownie zamykana, rząd PiS postanowił iść na żywioł. Za to zamiast w odpowiednim czasie przeszkolić dodatkowy personel medyczny m.in. pod kątem obsługi respiratorów, PiS wykonał wczoraj #WyrokNaKobiety i zrobił z nich żywe inkubatory.


Triumf podziemia aborcyjnego
Jakim trzeba być psychopatą, by zmuszać kobiety do noszenia płodu, który jest ciężko i nieuleczalnie chory? Wczorajszy wyrok upolitycznionego Trybunału Konstytucyjnego uniemożliwiający kobietom prawo do aborcji w przypadku ciężkich wad płodu, to wielki sukces podziemia aborcyjnego. Nie zdziwiłbym się, gdyby pani Godek zarobiła właśnie jakąś premię. W Polsce rocznie wykonywało się niewiele ponad tysiąc zabiegów legalnego przerywania ciąży. Z tego 97 proc. z uwagi na upośledzenie lub śmiertelną chorobę płodu. Było to prawo, a nie przymus. Jak jakaś kobieta chciała donosić taką ciążę, to mogła. Od dzisiaj sytuacja jest odwrotna. Kobieta, która chce donosić, dalej może. Ta która nie chce, musi. Ma do wyboru dwie opcje: albo zostanie chodzącym inkubatorem, albo ryzykując swoje zdrowie i karę więzienia, zejdzie do podziemia aborcyjnego. Według szacunków organizacji pozarządowych, w podziemiu wykonuje się od około 80 tys. do ponad 100 tys. aborcji rocznie. 


Nie mieści się w głowie
Rząd PiS nie zrobił nic, żeby przygotować nasz kraj do drugiego uderzenia wirusa COVID-19. Skupiony na sobie, podporządkował wszystko utrzymaniu swojej władzy. Taki rząd nie ma moralnego prawa jej sprawowania. Do tego wszystkiego PiS nie odmówił sobie okazji, by swoimi politycznymi sługusami w Trybunale Konstytucyjnym, przeforsować niekonstytucyjną interpretację jej zapisów. Tym samym zepchnął kolejne tysiące kobiet do podziemia aborcyjnego. LEWICA stanowczo nie zgadza się z zabraniem Polkom prawa do aborcji w przypadku ciężkich wad płodu. Morawiecki ma naprawdę tupet „prosząc” nas w takich okolicznościach o zgodę narodową.


Grzegorz Majewski #CzłowiekGodnośćSpołeczeństwo
#LEWICA #ZawszeBliskoLudzi #ProChoice #WolnyWybór]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/66deaa9178894e032967cda3948fd2f7,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/66deaa9178894e032967cda3948fd2f7,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Kobieta w ciąży przy respiratorze</media:title></media:content></item>
		
	</channel>
</rss>
