<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" version="2.0" xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom">
	<channel>
		<title><![CDATA[naTemat.pl - #GRZEJE]]></title>
		<description><![CDATA[Najnowsze artykuły i wpisy blogerów w kategorii #GRZEJE w naTemat.pl]]></description>
		<link>https://natemat.pl/c/305,grzeje</link>
				<generator>natemat.pl</generator>
		<atom:link href="https://natemat.pl/rss/kategoria,305,grzeje" rel="self" type="application/rss+xml" />
		<atom:link rel="hub" href="https://pubsubhubbub.appspot.com/" xmlns="http://www.w3.org/2005/Atom" />
			<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/627909,inflacja-cie-dobija-oto-sposob-na-szybki-zastrzyk-gotowki</guid><link>https://natemat.pl/627909,inflacja-cie-dobija-oto-sposob-na-szybki-zastrzyk-gotowki</link><pubDate>Wed, 22 Oct 2025 11:19:32 +0200</pubDate><title>Inflacja cię dobija? Oto sposób na szybki zastrzyk gotówki</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/6980cc26128bbe6bb05f57516346d654,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />W czasach, gdy ceny rosną szybciej niż ciśnienie na widok rachunku za prąd, a każda złotówka zdaje się być na wagę prawdziwego złota, czas spojrzeć przychylniejszym okiem na... papier. I to nie ten, którego emisję reguluje bank narodowy tylko ten, który codziennie przewija się przez nasze ręce w zupełnie innym kontekście.]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/6980cc26128bbe6bb05f57516346d654,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/6980cc26128bbe6bb05f57516346d654,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html"></media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/325243,cypis-i-jbc-pis-muzyk-mowi-o-strajku-kobiet-i-swoim-utworze-wywiad</guid><link>https://natemat.pl/325243,cypis-i-jbc-pis-muzyk-mowi-o-strajku-kobiet-i-swoim-utworze-wywiad</link><pubDate>Sun, 01 Nov 2020 22:16:09 +0100</pubDate><title>Cypis, autor hymnu Strajku Kobiet &quot;JBĆ PiS&quot;, szczerze i bez cenzury. &quot;To jest mój manifest&quot;</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/3fef5ee75ed317d41f4943b140b1cec4,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Ten kawałek zna już każdy, kto bierze udział w Strajku Kobiet. Do "JBĆ" PiS Cypisa tańczą na ulicach protestujący, a w ciągu trzech dni utwór został wyświetlony na YouTube ponad 2,5 miliona razy. Cypis, czyli Cyprian Racicki, mówi w rozmowie z naTemat, co naprawdę myśli o rządach PiS i czy spodziewał się, że stworzy hymn protestów kobiet.

Kawałek "JBĆ PiS" stał się niekwestionowanym hymnem Strajku Kobiet. Spodziewałeś się tego? 

Spodziewałem się, że "JBĆ PiS" zrobi w internecie wyświetlenia, bo temat jest "na czasie", ale nie spodziewałem się, że aż tak to pójdzie. Chociaż z drugiej strony czułem, że ludziom przydałby się taki protest song w tym trudnym czasie.

Jak się czujesz, gdy słyszysz swoją piosenkę na protestach w całej Polsce?

Nie będę ukrywał, że jestem bardzo miło zaskoczony i duma mnie rozpiera, gdy ludzie podsyłają mi filmiki z protestów, na których puszczają mój kawałek i wszyscy go śpiewają. Mam nadzieję, że w ten sposób mogę przyłączyć się do strajkujących kobiet i na swój sposób je wesprzeć.
                    
                Skąd w ogóle pomysł na utwór? Wziął się z chęci wsparcia protestujących, niezgody na władzę, a może po prostu pod wpływem chwili? Usłyszałeś hasło "jeb** PiS" i postanowiłeś działać?


Wszystko po trochu. Jestem akurat w trakcie nagrywania nowej płyty i wpadłem do studia, żeby popracować. Rozmowa zeszła oczywiście na to, co w tej chwili dzieje się w naszym kraju i mój manager (który jest jednocześnie producentem płyty) rzucił hasło, żebym dołączył swój głos i włączył się w walkę kobiet. Mnie ten pomysł też chodził od kilku dni po głowie, więc na spontanie zrobiliśmy ten kawałek – w niecałe dwie godziny. Słyszałem na którymś z protestów, jak młodzież śpiewała do tego bitu słowa "jeb** PIS" i stwierdziłem, że warto to wykorzystać. Dopisaliśmy zwrotki, rozwinęliśmy trochę refren i poszło (śmiech).


I to nieźle poszło.

Szczerze mówiąc, nie sądziłem, że mój kawałek aż tak rozpowszechni się na cały kraj i to jeszcze w tak szybkim tempie. Po prostu chciałem dołożyć swoją cegiełkę. A że tak poszło, to tylko się cieszyć.

To Twój manifest? Tekst utworu odzwierciedla Twoje poglądy?

Tak, to jest mój manifest i tekst w 100 procentach odzwierciedla moje poglądy. Nienawidzę PiS. Nie ma mojej zgody na to, co wyprawia z naszym krajem, z sądami, z Trybunałem, a teraz jeszcze na to, jak potraktował kobiety. Chcę żyć w normalnym kraju, gdzie każdy ma równe prawa i nie musi się bać o swoje zdrowie lub nawet życie. Mam dość szczucia na siebie ludzi przez małego karakana. Ten kawałek to moje dobitne "DOŚĆ" na to wszystko!
                    
                Dostajesz jakieś negatywne głosy od przeciwników protestów albo wyborców PiS? Może odezwał się do Ciebie ktoś z partii rządzącej?


Właśnie to jest piękne, że wszyscy, którzy słyszeli ten kawałek, przesyłają mi mnóstwo pozytywnych wiadomości. Mówią, że są ze mną, że mnie popierają itd. Jeśli chodzi o negatywne głosy, to naprawdę nie ma ich wcale. Żadna partia się do mnie nie odzywała, ale z tego akurat się cieszę, ponieważ wolę trzymać się z daleka od polityki. Ten kawałek to nie wyraz sympatii do tej czy innej partii, ale wyraz wkur****** na to, co się dzisiaj dzieje w Polsce. Natomiast gdyby zadzwonił ktoś z PiS-u, to chętnie powiem mu parę ciepłych słów na temat ich działań (śmiech).


Jakbyś odpowiedział tym ludziom, którzy mówią, że promujesz wulgaryzmy, a te nie nadają się na protesty? Chociażby językoznawca, prof. Jerzy Bralczyk, stwierdził, że słowo "wyp********" szkodzi Strajkowi Kobiet. Da się w ogóle protestować bez wulgaryzmów?

To jest protest, a nie domowe przedszkole. Uważam, że słowo "wyp********" czy inne wulgarne słownictwo nie przynosi specjalnie żadnej szkody. Tak jak zaśpiewałem: "miło to już było...". Poza tym to słowo dokładnie określa obecną sytuację. Nie ma miejsca na głaskanie i używanie dyplomatycznych zwrotów. Wulgaryzmy w moich piosenkach były od zawsze, więc nic dziwnego, że i w tym kawałku się pojawiły.
                    
                    
                    
                    
                
                 
                Planujesz jeszcze jakiś swój wkład w protesty?


Jest jeszcze nagranych parę kawałków, które trzeba zmiksować, zmasterować i puścić do internetu, wiec to jeszcze nie jest koniec.

Jakieś słowo otuchy, przesłanie dla protestujących?

Strajk kobiet popieram w 100 procentach i całym sercem jestem z nimi. Nie poddawajcie się! Pamiętajcie, żeby walczyć o swoje do samego końca! A najważniejsze to oczywiście: JEB*** PiS!!!!!!]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/3fef5ee75ed317d41f4943b140b1cec4,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/3fef5ee75ed317d41f4943b140b1cec4,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Cypis stworzył największy hit protestów – &quot;JBĆ PiS&quot;</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/325041,kinga-duda-o-strajku-kobiet-dajcie-spokoj-corce-prezydenta-felieton</guid><link>https://natemat.pl/325041,kinga-duda-o-strajku-kobiet-dajcie-spokoj-corce-prezydenta-felieton</link><pubDate>Thu, 29 Oct 2020 13:14:31 +0100</pubDate><title>Dajcie spokój Kindze Dudzie. Wcale jej nie zazdroszczę</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/058eed193816b341f728a4f2a3fbc396,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Kinga Duda zabrała głos w sprawie wyroku Trybunału Konstytucyjnego i Strajku Kobiet. W sieci zawrzało, bo nie zbuntowała się przeciwko ojcu i PiS oraz odważyła się poprzeć kompromis aborcyjny. Serio, spodziewaliście się, że córka prezydenta pójdzie z nami na barykady i opowie się za aborcją na żądanie? Wolne żarty.

Jestem za Strajkiem Kobiet, jak wszystkie moje redakcyjne koleżanki. Protestuję, bo jestem za wyborem i wolnością.

Ale jestem również za wolnością wypowiedzi i prawem do własnego zdania. Kiedy ktoś mówi, że nie zgadza się na obecną formę protestów kobiet lub że popiera kompromis aborcyjny, a nie całkowitą liberalizację aborcji, to – dopóki jest kulturalny i nieagresywny, nie jest bojówką ONR i nie atakuje protestujących oraz nie próbuje sabotować Strajku Kobiet – jest to dla mnie ok.

Różnimy się. Mamy różne poglądy, wierzenia, wartości. Walczmy o wolność, ale usłyszmy też głosy, które różnią się od naszych. Nie każdy musi z nami walczyć na barykadach i nie każdy, kto z nami na tych barykadach walczy, musi myśleć kropka w kropkę jak my. Może to brzmi naiwnie w obliczu dzisiejszej rewolucji (bo to już jest rewolucja), ale bez dialogu daleko nie zajedziemy.


Nie chodzi mi o dialog z władzą, bo "orędzie" Jarosława Kaczyńskiego i zachowanie polityków prawicy dobitnie pokazuje, że żadnego dialogu z rządzącymi nie ma i nie będzie. Ten peron już dawno odjechał. Chodzi mi o dialog z Polkami i Polakami, którzy po prostu myślą inaczej.

Inaczej myśli chociażby Kinga Duda. Nie do końca wiadomo, czy na pewno jest to myślenie samodzielne. Oświadczenie córki prezydenta, które zostało opublikowane w środę na Twitterze, również dobrze mogło zostać napisane przez doradców jej ojca. Może Kinga nie ma tutaj nic do gadania, może ma zupełnie inne poglądy. Ale załóżmy przez chwilę, że obiema rękami podpisuje się pod swoim "listem".
                    
                    
                    
                    
                
                
                Jak zareagowaliśmy na jej opinię? Skandalicznie. W mediach społecznościowych została zmieszana z błotem. Rozumiem, że jesteśmy wkurzeni, wróć, wkurwieni. Ja też jestem. Nawet bardzo. Rozumiem, że nie zgadzamy się z tym, co mówi córka prezydenta. Ja też się z tym nie zgadzam. Ale czy daje nam to prawo do werbalnych ataków pod jej adresem?


Kinga Duda o Strajku Kobiet

"Część protestujących ucieka się do działań skrajnych, na które nie można wyrażać zgody – akty przemocy, niszczenie mienia, kościołów, obrażanie osób, które nie podzielają poglądów skrajnej grupy protestujących. Wyrażanie poglądów w sposób agresywny i obraźliwy, nawołujący do łamania prawa, nie może być akceptowane" – napisała Kinga Duda.

I kontynuowała: "Rozwiązanie istniejące dotychczas dawało możliwość wyboru. Wybór, a nie przymus. Kobieta mogła, ale nie musiała z tego prawa korzystać. W sprawie tak niewyobrażalnie trudnej, jak wizja urodzenia dziecka, które może umrzeć minuty czy godziny po porodzie, decyzja o kontynuacji lub przerwaniu ciąży, powinna być pozostawiona kobiecie".


Kinga Duda napisała też słowa, które oburzyły chyba najbardziej: "Wydaje mi się, że posłowie, którzy stanowią w Polsce prawo, powinni jak najszybciej znaleźć kompromisowe rozwiązanie obecnej sytuacji, która mogłaby zakończyć spór wywołany wyrokiem”.

To się nie spodobało większości protestującym. Jaki kompromis?! Walka przecież nie toczy się już o kompromis aborcyjny, co dobitnie pokazują działania Ogólnopolskiego Strajku Kobiet. Stawka jest już większa. To liberalizacja prawa aborcyjnego, o czym politycy PiS doskonale wiedzą. Zdają się jednak tego nie zauważać, podobnie jak Kinga Duda.


Nie wymagajmy od Kingi Dudy heroizmu

I tu dochodzimy do sedna. Kinga Duda nie może tego zauważać. Nie może zdawać sobie sprawy, co tak naprawdę dzieje się na ulicach i o co walczymy. Bo jest Kingą Dudą.
                    
                    
                    
                    
                
                
                Czy naprawdę spodziewamy się, że córka prezydenta – prawicowego prezydenta wywodzącego się z PiS, który, chcąc nie chcąc, odpowiada prezesowi Jarosławowi Kaczyńskiemu – nagle wyjdzie i powie: "dziewczyny, walczcie, atakujcie PiS, atakujcie księży, domagamy się aborcji na żądanie, wyp..."?


Serio? Czy ktoś naprawdę spodziewał się, że to właśnie powie Kinga Duda? Że zbuntuje się przeciwko ojcu i partii rządzącej? W jakim Wy świecie żyjecie?

Kinga Duda jest pierwszą córką. Nie może mówić, czego chce, pisać, czego chce. Kiedy odzywała się za mało, były na nią ataki. Kiedy w końcu się odezwała, też są na nią ataki. Bo powiedziała coś, co się nie spodobało. Nie poparła kobiet walczących na ulicach, nie sprzeciwiła się ojcu.

Tak jak nie chcemy, żeby zmuszano kobiety do rodzenia uszkodzonych płodów i heroizmu, tak nie wymagajmy tego heroizmu od Kingi Dudy. Ona nie jest bohaterką i buntowniczką. Nie jest i nie będzie. Zresztą, gdy popatrzymy na inne pierwsze córki – w Polsce, ale też USA – zobaczymy, że to nie są waleczne polityczki. Mają po prostu być miłe i wspierać rodzinę. 


Zgodnie z oczekiwaniami

Nie wymagajmy od Kingi Dudy za dużo. To nie ten adres. Nawet jeśli ma inne poglądy, nie może ich wyrazić. Bo jest córką głowy państwa, chcemy czy nie chcemy.

A co jeśli to są JEJ poglądy? Moim zdaniem Kinga Duda odpowiedziała poprawnie. Po prostu. Wydała oświadczenie zgodne z oczekiwaniami – jako córka prawicowego prezydenta, która musi zadowolić katolicki lektorat, ale też nie podpaść kobietom. W stylu: "nie jestem za wyrokiem TK, ale przesadzacie z protestami". Takiej odpowiedzi od niej się spodziewałam i nie jestem zaskoczona.


Przyjmują tę odpowiedź do wiadomości. Nie będę atakować Kingi Dudy, bo myśli inaczej i jest córką prezydenta. Nie będę jej atakować, bo jest za kompromisem aborcyjnym i nie zgadza się na "działania skrajne".

Wspierajmy się, a nie atakujmy. Walczmy, róbmy swoje i nie szkalujmy innych kobiet w sieci. Zostawmy Kingę w spokoju. Zrobiła swoje, my robimy swoje. Nie poddajemy się. Niepotrzebne nam wsparcie rodziny prezydenckiej, bo przecież nikt się go nie spodziewał.]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/058eed193816b341f728a4f2a3fbc396,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/058eed193816b341f728a4f2a3fbc396,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Kinga Duda zabrała głos ws. protestów kobiet</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/324887,strajk-kobiet-nie-idziemy-do-pracy-dziennikarki-natemat-strajkuja</guid><link>https://natemat.pl/324887,strajk-kobiet-nie-idziemy-do-pracy-dziennikarki-natemat-strajkuja</link><pubDate>Wed, 28 Oct 2020 08:39:59 +0100</pubDate><title>Dziennikarki Grupy naTemat dziś nic nie napiszą. Dołączamy do strajku</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/1653725bae41c03226069ebd6fae8af9,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Jesteśmy różne. Mamy od 20 do ponad 40 lat, są tu i katoliczki, i niewierzące, mężatki i panny, w związkach, singielki, dzieciate i bez dzieci, a nawet ciężarne. Różnimy się, ale w tej kwestii jesteśmy zgodne: nie zgadzamy się na odbieranie nam naszych praw. Dlatego nie będziemy biernie przyglądać się, jak władza depcze naszą wolność.

My, dziennikarki Grupy naTemat – naTemat, INNPoland, ASZdziennik, dadHero i MamaDu – solidarnie z setkami tysięcy kobiet w naszym kraju dołączamy dzisiaj do strajku i akcji "Nie idziemy do roboty": opuszczamy nasze miejsca pracy. Nic o nas bez nas!

"Skoro Polska nie działa, zatrzymajmy ją! I zróbmy sobie nową!". Zgodnie z tym hasłem Ogólnopolskiego Strajku Kobiet chcemy w budowaniu tej nowej Polski uczestniczyć. Chcemy walczyć o dziś i o jutro: o wybór i równość.

22 października Trybunał Konstytucyjny ogłosił, że jeden z trzech wyjątków dopuszczających legalną aborcję w Polsce jest niezgodny z Konstytucją. Chodzi o przepisy umożliwiające usunięcie płodu w wypadku jego ciężkiego uszkodzenia lub nieuleczalnej choroby. Oznacza to, że w naszym kraju legalna aborcja jest praktycznie całkowicie niemożliwa.
	
		
											
					
				
				Fot. naTemat
					

Powiedzieć, że "jesteśmy wkurzone" to mało! Czasy, kiedy nie mogłyśmy o sobie decydować, minęły. A przynajmniej tak nam się wydawało. Obecna władza pokazuje, co naprawdę myśli o kobietach. Uważa nas za istoty bezmyślne, podrzędne w stosunku mężczyzn, po prostu głupie.


Odbiera nam się prawo do stanowienia o własnym ciele. Zagląda się nam w majtki. Ma się za nic nasze zdrowie i bezpieczeństwo, bo za nic ma się nas, kobiety. Wydaliście na nas wyrok.

Wyrok, na który się nie zgadzamy! Dlatego naTemat wspiera Strajk Kobiet. Relacjonujemy przebieg protestów, a dzięki zmianie wszystkich zdjęć w portalu na logotyp strajku, nie da się naszego zaangażowania nie zauważyć.

"Wspieramy wolność, równość, demokrację, otwartość i najzwyklejszą przyzwoitość" – napisał redaktor naczelny naTemat Michał Mańkowski.

Jesteśmy dumne, że możemy pracować w takim zespole. Czujemy wsparcie i nie boimy się iść po swoje. Wiemy, że możemy dzisiaj nie pracować, bo nasi koledzy będą stali za nami murem. Dziękujemy.


Drogie Czytelniczki, Siostry. Jesteśmy w tym razem. Wierzymy, że nasza siła powstrzyma ten zamach na wolność. Niech każda z nas walczy o siebie, tak jak może – nawet jeśli musi dzisiaj pracować lub nie może wyjść na ulicę.

Jesteśmy z Was i z nas dumne!

A wszystkim, którzy mają naszą wolność za nic, mówimy siarczyste: JESTEŚMY ZANIEPOKOJONE.

Aleksandra Gersz, naTemat
Aneta Olender, naTemat
Daria Różańska-Danisz, naTemat
Anna Dryjańska, naTemat
Anna Kaczmarek, naTemat
Katarzyna Zuchowicz, naTemat
Zuzanna Tomaszewicz, naTemat
Joanna Stawczyk, naTemat
Monika Piorun, naTemat
Anna Dąbrowska, naTemat
Katarzyna Florencka, INNPoland
Patrycja Wszeborowska, INNPoland
Aneta Zabłocka, dadHero
Marta Nowak, ASZdziennik
Alicja Cembrowska, MamaDu
Sandra Skorupa, MamaDu
Agnieszka Miastowska, MamaDu
Ewa Bukowiecka-Janik, MamaDu
Magdalena Konczal, MamaDu
Izabela Orlicz, MamaDu]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/1653725bae41c03226069ebd6fae8af9,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/1653725bae41c03226069ebd6fae8af9,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Dziennikarki Grupy naTemat strajkują.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/324843,strajk-kobiet-jak-protestowac-w-domu-oto-5-sposobow-na-protest-lista</guid><link>https://natemat.pl/324843,strajk-kobiet-jak-protestowac-w-domu-oto-5-sposobow-na-protest-lista</link><pubDate>Wed, 28 Oct 2020 05:55:30 +0100</pubDate><title>Nie możesz iść na protest? Spokojnie! Oto sposób, jak wziąć udział w Strajku Kobiet w domu</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/7ee0c0124624131aae7f2977d46ea44e,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Niektóre i niektórzy z nas nie mogą pójść na protest ws. aborcji. Czy to z powodu choroby, kwarantanny czy każdego innego. Inni zwyczajnie się boją – w końcu trwa pandemia koronawirusa, a wiele osób ma wątłe zdrowie lub mieszka ze starszymi osobami. Ale to nic nie szkodzi i tak możesz protestować. W domu! Jak? Oto 5 sposobów jak wesprzeć Strajk Kobiet.

1. Wpłać datek na organizację broniącą praw kobiet
                    
                    
                    
                    
                
                Jak protestować w domu, gdy nie możesz wyjść na ulicę? Warto wesprzeć finansowo prokobiecą organizację – to nie musi być duży datek, wystarczy nawet symboliczne kilka złotych. Jaką organizację wybrać? Wszystko zależy od ciebie. To może być Aborcyjny Dream Team, Ogólnopolski Strajk Kobiet albo każda inna wybrana fundacja.2. Bądź poinformowany i szerz informacje
                    
                    
                    
                    
                
                Wiedz, co się dzieje w Polsce i twoim mieście. Czytaj agregacje newsowe, publicystyczne artykuły, posty Ogólnopolskiego Strajku Kobiet i aktywistów w mediach społecznościowych. Lajkuj je, udostępniaj, komentuj! Warto uświadamiać w temacie zaostrzenia prawa aborcyjnego i aktualnych protestów swoich obserwatorów w social mediach oraz swoje otoczenie, również poza internetem. 


Podczas protestów informacja to najwyższa wartość, a solidarność można budować również w sieci. Pamiętaj jednak, że twoje zdrowie psychiczne jest ważne! Jeśli czujesz, że ilość informacji cię przytłacza i masz po prostu dość, wyłącz się, odpocznij, zadbaj o siebie. Nic się nie stanie, gdy zrobisz sobie przerwę.3. Daj znać w social mediach, że protestujesz
                    
                    
                    
                    
                
                Z nakładek na Facebooku można się śmiać, ale nie da się ukryć, że mają siłę. To łatwy sposób na pokazanie, że wspiera się Strajk Kobiet i utrzeć nosa tym osobom w gronie swoich znajomych, którzy protestów i prawa do aborcji nie popierają. To również symbol, że jest się razem – nawet gdy nie można wyjść na ulicę. Zdjęcie profilowe z nakładką lub nawiązujące do protestów ws. aborcji albo każde inna zaznaczenie swojego udziału w Strajku Kobiet w social mediach ma znaczenie.4. Wywieś plakat w oknie
                    
                    
                    
                    
                
                Wydrukuj i wywieś w swoim oknie plakat nawiązujący do obecnych protestów. Udostępnił je Ogólnopolski Strajk Kobiet, ale również polscy artyści. Skąd je pobrać? Wszystkiego o plakatach na Strajk Kobiet dowiesz się w naTemat. Możesz również wywiesić w oknie lub na balkonie flagę z czerwoną błyskawicą.5. Mów o swoich doświadczeniach
                    
                    
                    
                    
                
                 
                Dzielenie się swoimi doświadczeniami ma wielką moc. Szczególnie teraz, po wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie zaostrzenia prawa aborcyjnego, co pokazały celebrytki, m.in. Joanna Koroniewska czy Agnieszka Chylińska. Jeśli chcesz opowiedzieć swoją osobistą historię (o aborcji, poronieniach, ciąży, wychowaniu niepełnosprawnego dziecka itd.) – zrób to.


Nie musisz dzielić się nią z obcymi ludźmi z internecie, jeśli nie chcesz – możesz po prostu opowiedzieć ją komuś bliskiemu. Tylko tyle i aż tyle. Szczerość, prawda i odwaga to ogromny akt protestu, co pokazują setki osobistych, poruszających postów opublikowanych po decyzji TK – nie tylko celebrytów, ale zwykłych ludzi.]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/7ee0c0124624131aae7f2977d46ea44e,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/7ee0c0124624131aae7f2977d46ea44e,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Jak protestować w ramach Straju Kobiet?</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/324657,wypierdalac-na-strajku-kobiet-prof-bralczyk-to-slowo-szkodzi-protestom</guid><link>https://natemat.pl/324657,wypierdalac-na-strajku-kobiet-prof-bralczyk-to-slowo-szkodzi-protestom</link><pubDate>Mon, 26 Oct 2020 12:18:40 +0100</pubDate><title>&quot;Wypierd***&quot; na Strajku Kobiet. Prof. Bralczyk: to słowo szkodzi, jestem przeciwko</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/8e4e97424dad63be5d2d0ad56938979a,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Hasłem protestów, które wybuchły po decyzji Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji, jest słowo "wypier....ć". Wulgaryzm na transparentach, banerach i ustach protestujących budzi duże kontrowersje. Czy słowo "wypier....ć" nadaje się na sztandary? W rozmowie z naTemat odpowiada na to pytanie profesor Jerzy Bralczyk, językoznawca.

Czy słowo "wypier....ć" nadaje się na sztandary?

Być może ci, którzy umieszczają je na transparentach, tak właśnie uważają. Ale to wcale nie znaczy, że my musimy tak uważać. Według mnie to słowo raczej szkodzi tym protestom, niż pomaga. 

W jaki sposób?

Sugeruje, że protestującym nie tyle chodzi o konkretną sprawę, ile o usunięcie tych, których, usunąć chcą – prawdopodobnie rządu, obecnych ustawodawców albo kogoś innego. To słowo w pewnym sensie znaczeniowo zastępuje słowo „precz”. Jednak w tym przypadku nie podaje, o kogo chodzi. W moim mniemaniu to słowo oderwane od istoty protestu, które przenosi protest na wyrażenie sprzeciwu wobec określonych ludzi.
                    
                    
                    
                    
                
                 
                Abstrahując już od tego konkretnego słowa – czy wulgaryzmy powinny być używane na publicznych protestach i manifestacjach?


Jestem zdecydowanie przeciwko używaniu takich właśnie słów w przestrzeni publicznej. One oddalają możliwość jakiegokolwiek porozumienia. Być może są wyrazem emocji, która nie znajduje ujścia, ale ci, którzy wypisują je na sztandarach, powinni wiedzieć, że w ten sposób zaogniają dyskurs publiczny. Nie sądzę, żeby zwiększali skuteczność swoich wypowiedzi.

A jakiego słowa, według Pana Profesora, można by użyć w zastępstwie "wypier....ć"?

Myślę, że powinny być to słowa, które odnoszą się do istoty protestu, np. "precz z czymś". Jeśli autorzy protestu wyraźnie i jędrnie potrafią przedstawić to, przeciwko czemu są, to da się to zrobić. Tutaj mamy do czynienia z protestem w stanie czystym, niezwiązanym z kontekstem. Mamy samo "precz" i koniec. 


Jaka kwestia językowa – oprócz wulgaryzmów – zwróciła jeszcze uwagę Pana Profesora na Strajku Kobiet?

Po pierwsze, naszemu publicznemu językowi ma się za złe agresywność i wulgarność. A po drugie, obcość. Zauważyłem wiele hasłem anglojęzycznych. Jeśli są to hasła skierowane na zewnątrz, do zagranicy, to też nie są zbyt skuteczne. To przecież właśnie rządzący zarzucają – że to wszystko nie jest dla Polaków.
                    
                    
                    
                    
                
                 
                Jak powinno się więc protestować językowo?

Nawet jeśli w pełni solidaryzowałbym się z protestami, które są w tej chwili prowadzone, to też bym uważał, że hasła powinny odnosić się do istoty i być niewulgarne. Powinny poruszać ludzi, ale niekoniecznie w taki właśnie sposób. Hasła powinny służyć protestowi. Bardzo dziwi mnie również wspomniana obcojęzyczność.


Rzuciły się Panu Profesorowi w oczy hasła na Strajku Kobiet, które spełniają te kryteria?

Tak, było wiele trafnych haseł. Wydaje mi się jednak, że w dużej części odnoszą się one przeciwko, nie tyle tej konkretnej wypowiedzi Trybunału Konstytucyjnego, ile zabierają glos w ogóle w kwestii aborcji. Jeśli widzę hasło "Mój brzuch, moja sprawa", to nie widzę w tym haśle protestu przeciwko temu wyrokowi. Wydaje się wiec, ze konkretyzacja protestu byłaby potrzebna. Przede wszystkim potrzebne są protesty, które mogą uwzględniać reakcje na nie. Reakcje, które doprowadzą do jakiegoś porozumienia.


Czyli słowa na protestach mają moc?

Mają moc. Trzeba dbać o to, żeby były skuteczne. Nie tylko, żeby były mocne i wyraziste, ale też, żeby prowadziły do rozwiązania problemu.]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/8e4e97424dad63be5d2d0ad56938979a,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/8e4e97424dad63be5d2d0ad56938979a,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Słowo &quot;wypier....ć&quot; to główne hasło obecnego protestu kobiet</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/320179,apb-jedraszewski-o-ideologii-singli-jestem-singielka-i-jej-nie-wyznaje</guid><link>https://natemat.pl/320179,apb-jedraszewski-o-ideologii-singli-jestem-singielka-i-jej-nie-wyznaje</link><pubDate>Mon, 14 Sep 2020 19:50:56 +0200</pubDate><title>Jestem singielką i wiem, że Ksiądz się myli. Arcybiskupie, nie masz pojęcia, jak żyją single</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/7a9c1813d17e5aab16330780ccb94af3,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Arcybiskup Marek Jędraszewski straszy kolejną ideologią i nie bierze jeńców. Tym razem padło na... "ideologię singli". Jako singielka nie miałam pojęcia, że żyję zgodnie z jakąkolwiek ideologią, ale kiedyś nie wiedziałam również, że istnieje coś takiego jak "ideologia LGBT", więc co ja tam wiem? Problem w tym, że metropolita krakowski się myli: może i jestem singielką, ale na pewno nie jestem samotną wyspą. I nie tylko ja.

Jestem singielką, podobnie jak dziesiątki osób w moim otoczeniu. Jednak o "ideologii singli"... pierwsze słyszę. Mogłoby się wydawać, że skoro żyję zgodnie z jakąś ideologią, to powinnam znać jej nazwę. Tyle że żadnej "ideologii singli" nie wyznaję.

Arcybiskup Marek Jędraszewski, który ukuł taką nazwę w swojej homilii podczas niedzielnej mszy świętej w ramach 28. Archidiecezjalnej Pielgrzymki Rodzin w Kalwarii Zebrzydowskiej, chyba bardzo lubi słowo "ideologia". Jest "ideologia LGBT" nazwana przez niego pamiętnie "tęczową zarazą", jest "ideologia gender"... Ludzie, którzy z racji swojej tożsamości powinni te dwie ideologie dobrze znać, również nigdy z ich istnienia nie zdawali sobie sprawy. A to powinno dać metropolicie krakowskiemu do myślenia. Ludzie to nie ideologie.


Ale mniejsza o nazewnictwo. Abp Jędraszewski ostro skrytykował singli. Generalnie jesteśmy najgorsi. Egoiści, którzy dbają o swoje dobro i izolują się od innych – to my. Tacy współcześni nomadzi, tylko pewnie w wersji bardziej luksusowej, niż w nagrodzonym na Festiwalu Filmowym w Wenecji filmie "Nomadland".
                    
                    
                    
                    
                
                
                Każdy ma prawo do swojej opinii i krytyki, ale problem w tym, że kościelny hierarcha... po prostu się myli. Znów. Nie zna życia współczesnych singli (uprzedzam uwagi: mówię tu o singlach, nie księżach, którzy z racji swojego powołania żyją w celibacie), bo skąd? Być może projektuje na nich swoje wyobrażenia? Bo to wcale nie tak wygląda. Dlatego Księże Arcybiskupie, Ksiądz pozwoli, że wyjaśnię.


Czy ideologia singli istnieje?

– Nie żyjemy dla siebie i nie umieramy dla siebie, wbrew lansowanym dzisiaj najprzeróżniejszym ideologiom, począwszy od "ideologii singli", która każe nam żyć właśnie jako te samotne wyspy – powiedział w niedzielę abp Jędraszewski, nawiązując do słów św. Pawła z Listu do Rzymian: "Nikt z nas nie żyje dla siebie i nikt nie umiera dla siebie". Tyle że apostoł mówił o tym, że żyjemy dla Boga, a nie dla innych ludzi, co dla osób wierzących ma z pewnością sens.

Bo sensu te słowa na pewno nie mają w odniesieniu do współczesnych singli. Podkreślę raz, a wyraźnie: bycie singlem nie jest (albo wcale nie musi być) samotnością, alienacją i życiem jako "samotna wyspa". Osobiście znam dużo singli, ale żadnych samotnych wysp. Mamy rodziców, dziadków, rodzeństwo, dalsze rodziny, przyjaciół, kolegów, mamy cały swój świat.


Człowiek nie umie żyć w samotności, co pokazał lockdown z powodu pandemii koronawirusa. Ledwo wytrzymaliśmy: tęskniliśmy do dotyku, towarzystwa, zwykłej obecności drugiego człowieka. Single cierpieli wtedy tak samo jak inni. Wcale nie tęsknili za mężem, żoną czy dziećmi. Tęsknili za innymi ludźmi, za swoją paczką, za swoimi bliskimi, za gwarem kawiarni i wypełnioną po brzegi salą w kinie.
                    
                    
                    
                    
                
                
                Jeśli "ideologia singli" by w ogóle istniała, na pewno nie nakazywałaby nam żyć jako samotne wyspy. Samotność niszczy człowieka, to choroba XXI wieku i powód, dla którego tysiące osób zgłasza się na terapię. Jednak wcale nie wiążę się ona z byciem w związku, a single niekoniecznie muszą być samotni. Samotnym można być i w małżeństwie, i w domu pełnym dzieci. Ba, niektórzy nigdy nie czuli się bardziej samotni, niż w związku właśnie.


Koniec związku to niczyja sprawa

Z dalszymi słowa metropolity krakowskiego również nie mogę się zgodzić. – Jeżeli akceptuje się jakieś związki z innymi, to na zasadzie przelotności i nietrwałości, bez jakichkolwiek wzajemnych zobowiązań, by móc pewnego pięknego dnia powiedzieć "dziękuję, kończymy, idziemy sobie osobno dalej przez to życie" – stwierdził.

Jakie związki? Jeśli z drugim człowiekiem w ogóle – a tak to w tym kontekście brzmi – to nie widzę powodu, dla którego miałabym powiedzieć rodzeństwu, przyjaciółkom i kolegom w pracy: "dziękuję, kończymy, idziemy sobie osobno dalej przez to życie".


A jeśli z partnerem? Cóż, związek czasem nie wychodzi i to z dziesiątek powodów. Koniec związku i jego przyczyny to niczyja sprawa, ale danej pary. Za dużo znam przykładów toksycznych relacji, przemocy czy zwyczajnego niedopasowania charakterów, aby mówić ludziom z problemami, aby "spróbowali jeszcze raz". Zwłaszcza gdy nie znam całej historii.
                    
                    
                    
                    
                
                
                Jeśli nie satysfakcjonuje cię dana relacja, nie musisz w niej być i nie musisz się z tego tłumaczyć. Jeśli nie pragniesz romantycznego związku, nie musisz w nim być i nie musisz się z tego tłumaczyć. Jeśli jesteś singlem z wyboru albo nie, na stałe albo na chwilę, nie musisz się z tego tłumaczyć.


A jeśli pragniesz być w związku i marzysz o małżeństwie i rodzinie? Dbaj o siebie, szukaj miłości, nie poddawaj i nie pozwól, aby ktoś cię za to krytykował. Bo też nie musisz się z tego nikomu tłumaczyć. Kary za łamanie "ideologii singli" nie ma, Księże Arcybiskupie.

"Kochaj bliźniego swego jak siebie samego"

– Paradoksalnie, co jakiś czas w myśli europejskiej pojawiają się koncepcje takiego życia człowieka, według których powinien on być całkowicie izolowany wobec innych: żyjący własnym tylko życiem, skoncentrowanym na samym sobie. To głosił (...) Wilhelm Leibniz, który twierdził, że człowiek jest monadą, zamkniętą w sobie cząstką tego świata – to kolejny fragment homilii abp. Jędraszewskiego, który zwrócił moją uwagę.


Wilhelm Leibniz żył na przełomie XVII i XVIII, więc nie sądzę, że współcześni single są wierni jego filozoficznym tezom. O tym, że samotnymi wyspami nie jesteśmy, już mówiłam, ale moją uwagę przykuły słowa: "żyjący własnym tylko życiem, skoncentrowanym na samym sobie".

"Żyjący własnym tylko życiem" – a czyim życiem mamy żyć, jeśli nie naszym? Może właśnie w tym tkwi problem. Może arcybiskup Jędraszewski sądzi, że wolno nam żyć życiem innych ludzi i dlatego te inne życia tak chętnie krytykuje? Ale życie mamy tylko swoje i to nim mamy żyć. A nie życiem mamy, brata czy sąsiada geja, który wywiesił tęczową flagę.
                    
                    
                    
                    
                
                
                A "skoncentrowany na samym sobie"? Może metropolita krakowski myślał tutaj o osiędbaniu, self-care, miłości do siebie? To już nie te czasy, żebyśmy myśleli tylko o innych, a zapominali o sobie. Dobrze wiemy, jak takie zapominanie o sobie się kończy – na przykładzie naszych matek, babek, ciotek, czasem ojców i dziadków.


Nie tędy droga. Najpierw kochaj siebie i zadbaj o siebie, a potem troszcz się o innych. To nie czyni z ciebie egoisty, ale dojrzałego człowieka, który wie, że jeśli nie pokochasz siebie, nie pokochasz w prawidłowy sposób innych. 

Abp Jędraszewski krytykuje hasła "bądź sobą" i "realizowanie samego siebie", a są to hasła absolutnie podstawowe. Bez tego nasza miłość do innych ludzi będzie niepełna. A jeśli zechcemy stworzyć związek, to ten związek najprawdopodobniej się rozpadnie. Bo siebie nie znosimy, nie akceptujemy, nie znamy.

Zresztą sam Jezus mówił w Ewangelii: "Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego". Jak siebie samego, Księże Arcybiskupie.


Pełnia życia nie tylko w małżeństwie

Na koniec stare dobre: "tylko w małżeństwie można osiągnąć szczęście". – Pełnia życia, która sprawia, że żyjemy z innymi i dla innych to pełnia, którą osiąga się w życiu małżeńskim i rodzinnym – powiedział abp Jędraszewski.

Nieprawda. Znam singli żyjących absolutną pełnią życia. Spełnionych, szczęśliwych, otoczonych kochającymi ludźmi. Pełnia życia nie jest zarezerwowana tylko dla małżeństw i rodziców – to szkodliwe i wykluczające stwierdzenie.
                    
                    
                    
                    
                
                
                Społecznie szkodliwe są także słowa arcybiskupa, że ojciec i matka "nie żyją dla siebie, lecz dla dzieci". Nie ma nic smutniejszego, niż widzieć swojego niespełnionego, nieszczęśliwego rodzica, który żyje tylko twoim szczęściem. Jako dzieci chcemy widzieć rodziców żyjących i dla siebie, i dla nas.


I na koniec nawiązanie do "teczowej zarazy": "To nie ma nic wspólnego z wielkim, wspaniałym zamysłem Pana Boga, gdy powoływał człowieka do życia jako kobietę i mężczyznę, którzy mają żyć razem dla siebie, których miłość ma być płodna, a w tej płodności mają widzieć przejaw Bożego błogosławieństwa. Mają żyć razem i dla siebie jednocześnie, zgodnie z tym co przysięgali wobec Boga i Kościoła w sakramencie małżeństwa. (...) To jest wspólnota, do której Bóg powołał człowieka".

Księże Arcybiskupie, po pierwsze, nie każde małżeństwo jest "płodne", a bezpłodność raczej nie jest przejawem braku "Bożego błogosławieństwa". Po drugie, wspólnota to nie tylko małżeństwo i heteroseksualna rodzina z potomstwem, ale ludzie, których kochamy i chcemy mieć w swoim życiu, których spotykamy w pracy i poza nimi, z którymi łączą nas pasje, i tak dalej, i tak dalej. Wspólnotę się wybiera.


A po trzecie, Ksiądz Arcybiskup również nie żyje w rodzinie zgodną z wcześniejszą definicją. "Bóg powołał" Księdza do kapłaństwa i innej wspólnoty: Kościoła, prawda? Dobrze to rozumiem? Więc dlaczego, Księże Arcybiskupie, Ksiądz także siebie krytykuje?]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/7a9c1813d17e5aab16330780ccb94af3,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/7a9c1813d17e5aab16330780ccb94af3,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Abp Marek Jędraszewski straszy ideologią singli</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/320155,smieci-w-polskich-lasach-bylam-na-grzybach-znalazlam-kilogramy-plastiku</guid><link>https://natemat.pl/320155,smieci-w-polskich-lasach-bylam-na-grzybach-znalazlam-kilogramy-plastiku</link><pubDate>Mon, 14 Sep 2020 13:16:49 +0200</pubDate><title>Poszłam do lasu na grzyby. Zamiast prawdziwków znalazłam... kilogramy plastiku</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/45062293d041365356c86859e6d42c89,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />To nie będzie długi tekst – zdjęcia mówią same za siebie. Moje sobotnie grzybobranie zamieniło się w... szukanie śmieci. Plastikowe butelki, metalowe puszki, zardzewiałe rury, szkło – i to nie pojedyncze, zagubione sztuki, ale w hurtowych ilościach. To wszystko znalazłam w pięknym sosnowym lesie na Mazowszu. Trudno w to uwierzyć, ale niektórzy wciąż traktują lasy jak śmietnik. Bo przecież łatwiej wywieźć plastik do lasu, niż płacić za obiór segregowanych odpadów.

Mazowsze, ponad 100 kilometrów od Warszawy, sobota. Pojechałam z rodziną na grzyby do pięknego, sosnowego lasu, który znam od dzieciństwa. Słoneczna pogoda, ptaki śpiewają, gdzieniegdzie zza drzew migają kolorowe koszulki innych grzybiarzy. Jest cudownie.

Do czasu, gdy w poszukiwaniu kolejnych borowików natknęłam się na... dół pełen plastikowych butelek. Dziesiątki butelek po wodzie mineralnej walało się na mchu, wśród liści, kolek i gałęzi. Nikt nawet specjalnie nie starał się ich ukryć.
	
		
											
					
				
				Fot. naTemat
					

Idę dalej. Co jakiś czas widzę na ziemi pojedynczy śmieć. Niebieska butelka, czarny, tajemniczy kanister, jakaś zardzewiała rura.


Nie mija pół godziny, a moim oczom ukazuje się kolejny dół. Aż boję się do niego zajrzeć. Ale spoglądam i moje przeczucia się sprawdzają – znowu śmieci w lesie. Szklane butelki, metalowe puszki, plastikowe wiaderka... Widok, który aż kole w oczy w otoczeniu majestatycznych, wysokich sosen, soczyście zielonego mchu i radośnie śpiewających ptaków.

Gdzie wyrzucić śmieci? Do lasu!

Ten las znam od dzieciństwa, ale nie byłam w nim od lat. Jakie mam związane z nim wspomnienia? Bieganie z psami, wspinanie się z rodzeństwem na olbrzymi kamień (który ktoś już zabrał – jakim cudem?), rodzinny konkurs pod tytułem "kto zbierze więcej grzybów" i... doły pełne śmieci.
	
		
											
					
				
				Fot. naTemat
					

Tak, widok, który ukazał się moim oczom w sobotę na grzybobraniu nie był mi obcy. Ale minęły lata, zapomniałam o nim. A może wyparłam z pamięci?


Kiedy byłam dzieckiem, mieszkańcy okolicznych wsi masowo wywozili śmieci do lasów. Wrzucali je do dołów i jak gdyby nigdy nic wyjeżdżali. Robili tak od lat, od pokoleń.

Gdy pytałam rodziców, dlaczego w lesie jest tyle śmieci, odpowiadali, że niektórzy ludzie nie mają co z nimi robić (wywóz odpadów z pobliskich gospodarstw wiejskich wtedy praktycznie nie istniał) i nie chce im się pogłówkować. Podkreślali, że to złe, karygodne zachowanie i że w lasach nie można nic wyrzucać.
	
		
											
					
				
				Fot. naTemat
					


"Co ja się będę śmieciami przejmował?"

Ale to było dawno. Teraz z tych samych wsi gmina zabiera wszystkie śmieci: posegregowane, w workach. Wystarczy po prostu się zgłosić i zapłacić za wywóz odpadów. Niektórzy tak robią, ale inni – jak widać na załączonych obrazkach – wciąż są wierni "tradycji". I nawet regularne sprzątanie lasów nie pomaga. Takich dołów pełnych śmieci jest w okolicy dziesiątki, a tajemnicą poliszynela jest, który z sąsiadów wciąż traktuje las jak wysypisko. Mimo że obowiązują za to wysokie grzywny.


Dlatego ten widok tak mną wstrząsnął. Myślałam, że "śmieciowe obrazki" z dzieciństwa to już tylko wspomnienie. W końcu kryzys klimatyczny się zbliża, ekologia świeci triumfy, a segregacja śmieci to po prostu obowiązek.
	
		
											
					
				
				Fot. naTemat
					

Ale niestety żyłam w miastowej, warszawskiej bańce. Bańce, w której trzeba wrzucać szklane butelki i plastik do oddzielnych pojemników, nie można używać plastików słomek do napojów, a wszystkie pająki i ćmy "wynosić" na dwóch (bo mama mnie tak nauczyła). Niestety nie wszyscy żyją w takich bańkach.


"Co ja się będę śmieciami przejmował?" – aż boję się myśleć, ile osób odpowiedziałoby tak na moje pytanie, dlaczego wciąż wywozi puszki i butelki do lasów. Kryzys klimatyczny w okolicy, w której byłam na grzybach, to abstrakcja albo "lewicowe urojenie".

Ile rozkłada się plastik?

Nie piszę, jaki to las i jaka gmina, bo to nie ma znaczenia. To tylko przykład, jeden z wielu. Takich lasów, takich gmin, takich lokalnych wysypisk jest pewnie w całej Polsce (i nie tylko Polsce) od groma. Chociaż bardzo chciałabym się mylić.
	
		
											
					
				
				Fot. naTemat
					

Nie chcę moralizować, krytykować, narzekać. Chcę tylko przypomnieć trzy rzeczy. Absolutnie podstawowe.


Pierwsza: Plastikowa butelka rozkłada się od 100 do 1000 lat, metalowa puszka do 10 lat, a szkło ponad 4000 lat, chociaż niektórzy twierdzą, że wcale. Druga: Plastik, metal, szkło to potencjalne niebezpieczeństwo dla żyjących w lasach stworzeń. Trzecia: Jesteśmy na skraju katastrofy klimatycznej, naprawdę.

Może kiedyś dożyję czasów, że na grzybobraniu znajdę jedynie grzyby. Byle tylko nie było za późno.Zgodnie z polskim prawem zaśmiecanie lasów jest karalne.

Z art. 162 Kodeksu wykroczeń:

§ 1. Kto w lasach zanieczyszcza glebę lub wodę albo wyrzuca do lasu kamienie, śmieci, złom, padlinę lub inne nieczystości, albo w inny sposób zaśmieca las, podlega karze grzywny albo karze nagany.

§ 2. Jeżeli czyn sprawcy polega na zakopywaniu, zatapianiu, odprowadzaniu do gruntu w lasach lub w inny sposób składowaniu w lesie odpadów, sprawca podlega karze aresztu albo grzywny.

§ 3. W razie popełnienia wykroczenia określonego w § 1 można orzec nawiązkę, a w razie popełnienia wykroczenia określonego w § 2 orzeka się nawiązkę – do wysokości równej kosztom rekultywacji gleby, oczyszczenia wody, wydobycia, wykopania, usunięcia z lasu, a także zniszczenia lub neutralizacji odpadów.

Grzywny za zaśmiecanie lasu mają – zgodnie z inicjatywą ministra środowiska Michała Wosia – wzrosnąć z 500 do 5 tysięcy złotych. Dodatkowo osoba zaśmiecająca teren może otrzymać nakaz jego posprzątania. Ministerstwo Środowiska zapowiedziało również, że lasy będą monitorowane. ]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/45062293d041365356c86859e6d42c89,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/45062293d041365356c86859e6d42c89,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Poszłam na grzyby, znalazłam plastikowe butelki</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/310993,afera-metkowa-jessiki-mercedes-sprawe-t-shirtow-veclaim-bada-ukokik</guid><link>https://natemat.pl/310993,afera-metkowa-jessiki-mercedes-sprawe-t-shirtow-veclaim-bada-ukokik</link><pubDate>Fri, 05 Jun 2020 10:36:01 +0200</pubDate><title>&quot;Żądamy, by przedsiębiorca zwrócił pieniądze&quot;. Jessica Mercedes ma coraz większe kłopoty</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/a49d6382346203911c71969aa8173b24,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Nie cichnie "afera metkowa" z t-shirtami Veclaim, marki Jessiki Mercedes. Sprawę obserwuje Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Czy Mercedes czekają jeszcze większe kłopoty, niż zrujnowanie swojego wizerunku?

Niedawno wybuchła burza, gdy okazało się, że t-shirty marki Veclaim – których cena waha się od 199 do 239 zł – to tak naprawdę tanie koszulki Fruit of The Loom z Chin. Jessica Mercedes zapewniała od początku, że jej ubrania są szyte w Polsce – fanki Veclaim zarzuciły jej więc kłamstwo, a w sieci wylał się ogromny hejt.

Sama Mercedes zapewniała, że to błąd komunikacyjny. Tłumaczyła, że t-shirty, czyli kolekcja Basic, powstała faktycznie we współpracy z Fruit of The Loom. "Nie poszliśmy na skróty z jakością. (...) Po prostu powinniśmy byli pomyśleć o tym, żeby komunikować od początku ten test basic’ów i pracę na produktach FOTL. Dla nas było oczywiste, że to pilotaż" – mówiła matka marki Veclaim i podkreśliła, że inne kolekcje są stuprocentowo szyte w Polsce. Burza jednak nie mijała, a kilka dni później Mercedes przeprosiła fanów i stwierdziła, że "może się do tego nie nadaje".
                    
                    
                    
                    
                
                 
                Okazuje się, że Jessica Mercedes może mieć też poważniejsze problemy, gdyż "aferą metkową" zainteresował się Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. – Czekamy na wyjaśnienia ze strony przedsiębiorcy, których zażądaliśmy w zeszłym tygodniu – powiedział w programie "Money. To się liczy" Tomasz Chróstny, prezes UKOKiK.


– Weryfikujemy, po pierwsze, jaka jest skala tego typu nieprawidłowości, czyli ile osób kupiło tego typu produkt, ale też na ile przedsiębiorca wywiązuje się z deklaracji, którą podjął, aby zwracać pieniądze tym konsumentom, którzy zostali wprowadzeni w błąd. Więc tutaj czekamy w jaki sposób ten, wcale nie duży, przedsiębiorca wywiązuje się z tych obowiązków – tłumaczył.
                    
                    
                    
                    
                
                 
                Chróstny dodał, że "wartość tego produktu była budowana na wizerunku, że jest tworzony od początku do końca w Polsce, a skoro nie jest, to możemy mówić o wadzie istotnej". – Dlatego żądamy, by przede wszystkim przedsiębiorca zwrócił pieniądze tym, którzy tego oczekują – podkreślił prezes UKOKiK. Sama Mercedes już wcześniej poinformowała fanów, że będzie akceptować reklamacje klientów i zwróci pieniądze tym, którzy postanowią oddać ubrania zakupione na stronie internetowej Veclaim.]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/a49d6382346203911c71969aa8173b24,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/a49d6382346203911c71969aa8173b24,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Aferą metkową Jessiki Mercedes zainteresował się Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/309255,podpisy-muzykow-kultu-pod-deklaracja-ws-10-kwietnia-ale-jej-nie-podpisali</guid><link>https://natemat.pl/309255,podpisy-muzykow-kultu-pod-deklaracja-ws-10-kwietnia-ale-jej-nie-podpisali</link><pubDate>Wed, 20 May 2020 19:34:27 +0200</pubDate><title>Podpisy Kazika i Kultu pod deklaracją ws. 10 kwietnia. Tyle że... wcale jej nie podpisali</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/dea0d88cca98003436f38d626622fe9c,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Nazwiska muzyków Kultu pojawiło się pod deklaracją zatytułowaną "Złożenie wieńców na grobach ofiar katastrofy smoleńskiej w dniu 10. rocznicy było wyrazem także i naszego bólu" na stronie wPolityce.pl. Jednak sami artyści – w tym Kazik dementują, że złożyli pod nią swoje podpisy.

"Uznajemy, że artyści mają prawo do swobodnej, nawet bardzo krzywdzącej oceny różnych wydarzeń i faktów. Uważamy jednak, że naszym obowiązkiem jest zaświadczenie przed historią i opinią publiczną, że złożenie wieńców na grobach ofiar katastrofy smoleńskiej w dniu 10. rocznicy było wyrazem także i naszego bólu" – czytamy w deklaracji, którą od wtorku, 19 kwietnia, można podpisywać na stronie portalu WPolityce.pl.

Deklarację – pod którą można składać podpisy mailowo – podpisali już m.in. Jacek i Michał Karnowscy, Bronisław Wildstein, aktor Jerzy Zelnik, satyryk Jan Pietrzak czy posłanka PiS Joanna Lichocka. Wśród blisko dwóch tysięcy podpisów znaleźli się jednak również: Kazimierz Piotr Staszewski, Piotr Morawiec, Janusz Grudziński i Tomasz Goehs, czyli muzycy zespołu Kult.
                    
                    
                    
                    
                
                
                 Co ciekawe, członkowie Kultu zaprzeczają jakoby podpisali deklarację "Złożenie wieńców na grobach ofiar katastrofy smoleńskiej w dniu 10. rocznicy było wyrazem także i naszego bólu". "Nie mój [podpis – red.]. Pewnie ktoś się tak samo nazywa" – napisał Kazik w krótkiej wiadomości do Onet.


– Nie ma takiej możliwości. Niczego takiego nie podpisywałem i w ogóle nie wiedziałem o istnieniu czegoś takiego. Potwierdzam tylko, że sam dowiedziałem się o wszystkim dzisiaj rano, niczego takiego nie podpisywałem, a nawet jakbym miał taką możliwość – to z pewnością bym tego nie zrobił – powiedział z kolei portalowi gitarzysta Kultu Piotr Morawiec.

To nie wszystko. Pod otwartą deklaracją, którą może podpisać każdy, znalazły się również nazwiska... zmarłego w 2000 roku rapera Magika, czyli Piotra Łuszcza, oraz Karola Liebknechta, niemieckiego działacza społecznego i komunistycznego polityka, który zamordowany wraz z Różą Luksemburg w styczniu 1919 r.
                    
                    
                    
                    
                
                
                
                    
                    
                    
                    
                
                
                
Kazik kontra Trójka
Deklaracja na stronie w wPolityce.pl powstała na skutek afery po unieważnieniu notowania w Programie Trzecim Polskiego Radia, w którym wygrała piosenka Kazika "Twój ból jest lepszy niż mój". Muzyk krytykuje w niej wizytę Jarosława Kaczyńskiego na warszawskim Cmentarzu Powązkowskim, która nastąpiła 10 kwietnia, gdy z powodu epidemii koronawirusa Powązki były zamknięte.
                    
                Po unieważnieniu głosowania, którego powód kuriozalnie tłumaczyła dyrekcja Trójki, z radia odchodzą kolejni dziennikarze. Wśród nich są m.in. Marek Niedźwiecki, Piotr Metz, Hirek Wrona czy Piotr Stelmach. Zewsząd pojawiają się głosy o cenzurze w niegdyś wolnym radiu, a wielu artystów, jak Dawid Podsiadło, zawiesiło współpracę z rozgłośnią.


źródło: Onet]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/dea0d88cca98003436f38d626622fe9c,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/dea0d88cca98003436f38d626622fe9c,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Muzycy Kultu zaprzeczają, że podpisali deklarację wPolityce.pl</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/308287,bylam-chora-na-covid-19-to-musicie-wiedziec-o-chorobie-list-do-redakcji</guid><link>https://natemat.pl/308287,bylam-chora-na-covid-19-to-musicie-wiedziec-o-chorobie-list-do-redakcji</link><pubDate>Mon, 11 May 2020 15:35:13 +0200</pubDate><title>Pokonałam COVID-19. To powinniście wiedzieć o tej chorobie [LIST CZYTELNICZKI]</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/7bcc68a1574ea4570b34eebad36ad59d,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />"Piszę ten list, żeby pokazać, jak choroba COVID-19 wyglądała z mojej jednostkowej perspektywy. W natłoku dramatycznych relacji w mediach chcę pokazać, że nie każde zakażenie koronawirusem jest wyrokiem. Ale każdy przypadek jest inny. Ja miałam szczęście" – pisze do naTemat czytelniczka, która była zakażona SARS-CoV-2.

Zachorowałam na początku kwietnia. Nie pamiętam dokładnej daty, ale pamiętam ten dzień. Na obiad zjadłam zapiekankę z makaronu, wieczorem ćwiczyłam jogę. Wszystko było w porządku, ale około godziny 22, dosłownie w sekundę, zwaliło mnie z nóg. Dreszcze, wysoka gorączka, ból mięśni. Oprócz tego nudności i biegunka. Pamiętam, że zwalałam winę na połączenie zapiekanki z ćwiczeniami, nie sądziłam, że to początek choroby COVID-19.

Następny dzień pamiętam jak przez mgłę – cały spędziłam w łóżku. Gorączka ustąpiła miejsca stanowi podgorączkowemu, ale byłam tak słaba, że ledwo ruszałam palcem. Nie mogłam nic jeść, ciągle latałam do toalety. Było mi niedobrze, bolał mnie brzuch. 


Trzeciego dnia doszedł ból głowy i katar, czwartego – łagodny suchy kaszel. Już wtedy, bombardowana wiadomościami o koronawirusie i zaalarmowana ogólną paniką, wiedziałam, że być może zostałam zakażona. Na szczęście nie musiałam się bać, czy kogoś zakaziłam. Mieszkam sama, pracuję zdalnie, wcześniej wychodziłam tylko do sklepu na większe zakupy.
                    
                    
                    
                    
                
                
                Zdałam sobie sprawę, że mogłam się zakazić właśnie w Biedronce. Wtedy nie było jeszcze ograniczeń w liczbie klientów, człowiek tłoczył się na człowieku. Był tłum, ścisk, ktoś głośno kaszlał. Pamiętam, że po powrocie do domu, napisałam siostrze żartobliwie, że czuję się, jakbym "złapała koronawirusa". Wykrakałam.


Objawy COVID-19

Mimo że podejrzewałam COVID-19, nie zadzwoniłam do sanepidu, nie poszłam do lekarza. Być może źle zrobiłam, prawda jest jednak taka, że zwyczajnie się bałam. Nie miałam pewności, czy test na koronawirusa mógłby być zrobiony u mnie w mieszkaniu, a nie chciałam jechać do szpitala zakaźnego i czekać w izolatce. Nie czułam się też na tyle źle, żeby alarmować służby medyczne. Przypominało to łagodną grypę, nie chciałam zawracać głowy przemęczonym lekarzom, którzy mają na głowie znacznie cięższe przypadki.

Postanowiłam więc, że zaalarmuję służby, dopiero gdy dostanę silnych duszności (do tej pory ich nie miałam) i gdy mój stan się pogorszy. Oczywiście liczyłam na to, że tak się nie stanie. Nie ukrywam, że się bałam. Mam niską odporność, często choruję. Bałam się, że mój słabiutki stan odpornościowy, atakowany antybiotykami kilka razy w roku, po prostu nie da sobie rady.


Siedziałam w domu, nigdzie nie wychodziłam, a raz w tygodniu moja siostra zostawiała mi zakupy pod drzwiami mieszkania. Rodzina wiedziała o mojej chorobie, więc byliśmy ostrożni. Nie miałam z nikim kontaktu, jedynie zamówieni wcześniej kurierzy zostawiali mi paczki pod drzwiami (prosiłam o taką opcję podczas zamówienia).
                    
                    
                    
                    
                
                
                Każdego dnia albo dochodził nowy objaw, albo któryś znikał, każdy dzień był zupełnie inny. Dwa pierwsze dni były najcięższe, potem nie miałam już gorączki. Kaszel był łagodny, lało mi się z nosa, bolała mnie głowa i mięśnie od czubka głowy po palce u stóp. Ból gardła była najbardziej uciążliwy, ledwo przełykałam wodę. Byłam słaba, zdezorientowana. Prawie nie jadłam, bo w moim przypadku najbardziej uciążliwymi objawami były nudności i biegunka. Na szczęście nie wymiotowałam. 


W drugim tygodniu, wieczorem, nagle dostałam, duszności. Miałam kłopoty z oddychaniem, nie mogłam złapać oddechu. Wtedy się przestraszyłam. Leżałam w łóżku z telefonem w ręku, gotowa zadzwonić na pogotowie i powiedzieć o moich objawach i podejrzeniach. W końcu oddech się unormował, trwało to ponad godzinę. Zasnęłam, rano było już dobrze. Rodzinie o dusznościach nie mówiłam, potem gdy się przyznałam, mama powiedziała: "Dobrze, że mi nie mówiłaś, umarłabym ze strachu, codziennie się o ciebie modliłam".

Kwarantanna

Leczyłam się sama w domu, mój przebieg choroby na szczęście na to pozwolił. Na COVID-19 nie ma lekarstwa, brałam więc leki na poszczególne objawy. Łykałam Paracetamol, gdy ból głowy i mięśni nie pozwalał mi pracować zdalnie, piłam syrop na kaszel, ssałam tabletki na gardło, miałam też lekarstwa na nudności. Oprócz tego piłam bardzo dużo płynów i wietrzyłam często mieszkanie.


Po dwóch tygodniach mój stan zaczął się poprawiać. Właśnie wtedy, dokładnie po 14-15 dniach, ustąpiły biegunki i nudności. Wtedy automatycznie poczułam się lepiej. Wciąż pokasływałam i bolało mnie gardło, byłam osłabiona. Ale czułam, że choroba odchodzi. Postanowiłam, że nie wyjdę z mieszkania jeszcze przez 2, 3 tygodnie.

Po tych dwóch tygodniach dostałam też dziwnego zastrzyku energii. Rozsadzało mnie, nie mogłam już leżeć w łóżku. Sprzątałam, myłam okna w ciepły dzień, układałam w szafie, zrobiłam generalne wiosenne porządki. Zrobiłam to, czego nie chciało mi się robić miesiącami. Nigdy wcześniej po chorobie nie czułam takiego nadmiaru energii. Czy ma to związek z COVID-19? Osobiście czułam, że tak, ale nie jestem lekarzem.
                    
                    
                    
                    
                
                
                Spędziłam sama Wielkanoc, mimo że miałam rodzinę w Warszawie. Przyjaciele się dziwili, myśleli, że jestem nadgorliwa z powodu strachu przed koronawirusem. Tylko dwie osoby, oprócz rodziców i rodzeństwa, wiedziały o mojej chorobie. Nie chciałam nikogo martwić. Kiedy potem powiedziałam przyjaciołom byli dość zszokowani. Koleżanka była pod wrażeniem, że dałam radę zupełnie sama i nie wpadłam w panikę, inna była zła, że nie poprosiłam o pomoc.


Test na przeciwciała

Po pięciu tygodniach czułam się zdrowa, objawy ustąpiły. I tu pojawił się problem. Nie miałam testu z sanepidu. Mimo że byłam pewna, że to był COVID-19, nie miałam przecież pewności. Nie wiedziałam, kiedy mogę wyjść z domu i odwiedzić rodzinę, a nie chciałam ryzykować. Postanowiłam zrobić prywatnie test na przeciwciała w jednej ze znanych sieci klinik w Polsce. Koszt: więcej niż 100 zł, mniej niż 200. 

Klinika była 10 minut od mojego domu. Założyłam maseczkę i rękawiczki, unikałam ludzi na chodniku. Na miejscu, ustawiono budkę, aby ludzie z podejrzeniem koronawirusa nie wchodzili do środka. Przede mną były dwie osoby. Gdy zapisywałam się telefonicznie, wiele terminów było zajętych – prywatne testy na przeciwciała, które pozwalały stwierdzić, czy ktoś został zakażony i przeszedł COVID-19 bezobjawowo lub łagodnie, były coraz popularniejsze.
                    
                    
                    
                    
                
                
                Gdy nadeszła moja kolej, podeszłam do szklanej szyby, zza która stały dwie panie w ochronnych skafandrach. Podpisałam papiery, włożyłam dłoń przez mały otwór i pobrano mi krew z palca. Kropla krwi wylądowała na kasetce, dodano odczynnik. Gotowe. Po 30 minutach, gdy byłam już w mieszkaniu, dostałam wyniki SMS-em. "IgM (dodatni) i IgG (dodatni)'", co oznacza świeże lub przebyte zakażenie. Miałam rację. 


Testy na koronawirusa w sanepidzie

Klinika poinformowała sanepid, również ja postanowiłam do niego zadzwonić. Dlaczego dopiero teraz? Mimo że choroba w większości przypadków trwała 5-6 tygodni, a ja czułam się zdrowa, wciąż nie miałam pewności, czy nie zakażałam. Dodzwoniłam się do lokalnego sanepidu, miła pani przeprowadziła ze mną wywiad na temat choroby i powiedziała, żeby czekać na wiadomość. Obiecała, że zrobiony mi zostanie test, który wskaże, czy jestem wyzdrowiała.

Czekałam tydzień. Piątego dnia zadzwoniłam. Gdy w końcu się dodzwoniłam, dowiedziałam się, że... nie ma mnie w systemie. Ponownie opowiedziałam o chorobie i teście, inna pracownica sanepidu powiedziała, że nie ma możliwości zrobienia mi testu, jeśli nie zgłosiłam się na początku choroby. Zostałam sama z problemem.
                    
                    
                    
                    
                
                
                Dzięki znajomościom udało mi się załatwić test na COVID-19 prywatnie i to po znacznie niższej cenie. Nie miałam innego wyjścia. Test był negatywny, byłam zdrowa.


Tego samego dnia wieczorem, znowu zadzwoniono do mnie z sanepidu. Kolejna pani dopytywała o moją chorobę. Usłyszałam, że skoro zrobiono mi prywatnie testy, nie będę w oficjalnych statystykach, co oznacza, że te są znacznie zaniżone – takich ludzi jak ja są setki. Dodała, że po 6 tygodniach już na pewno jestem zdrowa i mogę wychodzić. Tyle od polskiego sanepidu.

Życie po COVID-19

W ostatni weekend pojechałam do domu, byłam już też w lokalnym sklepie, chociaż wolę robić zakupy przez internet. Nie wiem, czy raz przebyta choroba, daje mi większą odporność na kolejne zakażenie, dmucham na zimne. Widzę, jak łatwo się zakazić i promuję akcję "zostań w domu". Unikajmy ludzi, uważajmy.


Ja miałam szczęście. Olbrzymie szczęście. Przeszłam COVID-19 jak łagodną grypę. Obyło się bez szpitala, OIOM-u, respiratorów. Bez sanepidu. Ale to nie jest zwykła grypa. Mimo łagodnych objawów nigdy wcześniej się tak nie czułam, czego nie potrafię dobrze wytłumaczyć. Często choruję, ale to było specyficzne doświadczenie, inne niż wszystkie. Od razu wiedziałam, że to musi być coś innego, niż grypa czy przeziębienie. Po prostu to czułam.
                    
                    
                    
                    
                
                
                Czy żałuję, że nie zrobiłam testu na początku choroby? Po moich ostatnich przejściach z sanepidem i relacjach ludzi, którzy czekali na testy 2 tygodnie, wcale nie żałuję. Ale ja mogłam sobie na to pozwolić. Mieszkałam sama, nie musiałam wychodzić. Mój stan nie wymagał hospitalizacji. Ale nie każdy będzie miał tyle szczęścia, co ja. Nie każdy nie będzie miał powikłań, nie każdy mieszka sam i pracuje zdalnie.


Piszę ten list, żeby pokazać, jak choroba COVID-19 wyglądała z mojej jednostkowej perspektywy. W natłoku dramatycznych relacji w mediach chcę pokazać, że nie każde zakażenie koronawirusem jest wyrokiem. Ale każdy przypadek jest inny. Dlatego bądźcie czujni i reagujcie z głową. Uważajcie, nie bagatelizujcie ciężkich, alarmujących objawów, nie bójcie się lekarzy. Bo ja miałam szczęście, wy nie musicie go mieć.]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/7bcc68a1574ea4570b34eebad36ad59d,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/7bcc68a1574ea4570b34eebad36ad59d,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Byłam zakażona koronawirusem i miałam szczęście – pisze czytelniczka</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/302077,kozidrak-ma-sposob-na-koronawirusa-myla-rece-i-spiewala-swoj-hit-wideo</guid><link>https://natemat.pl/302077,kozidrak-ma-sposob-na-koronawirusa-myla-rece-i-spiewala-swoj-hit-wideo</link><pubDate>Wed, 11 Mar 2020 19:03:06 +0100</pubDate><title>Kozidrak umyła ręce w rytm &quot;Białej armii&quot;. To jej sposób na koronawirusa</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/afa7af50414bb521e01467f9c7f7b8d6,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Przez zamieszanie z koronawirusem pojawia się coraz więcej rad, jak poprawnie umyć ręce. Z pomocą przychodzi... Beata Kozidrak, która nagrała krótki film z instrukcją. A wszystko w rytm melodii jednego z jej hitów muzycznych.

Już od kilku dni w sieci krąży zabawna sugestia o tym, jak odliczyć zalecane 30 sekund w czasie mycia rąk. Specjaliści zalecają, że mniej więcej tyle powinna trwać ta czynność. Internauci wpadli na pomysł, by przez pół minuty śpiewać sobie piosenkę Bajmu "Biała armia". Refren zanucony dwa razy powinien wystarczyć.
	
		
											
					
				
					

Beata Kozidrak musiała zauważyć tę akcję w sieci i wkroczyła do akcji. Artystka nagrała filmik, na którym pokazała, jak myje ręce. I przekonuje, że mamy szansę stać się najczystszym narodem świata. A to wszystko w rytm śpiewanej "Białej armii". Zobaczcie sami.
                    
                    
                    
                    
                
                 
                


Czytaj także: "Czyste szaleństwo". Kuźniarowi puściły nerwy po decyzjach rządu ws. koronawirusa

"Tylko higiena nas uratuje! Uwielbiam Was za kreatywność. Teraz ja czekam na Wasze filmy. Wybierajcie piosenki z mojego repertuaru do woli" – napisała Kozidrak.]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/afa7af50414bb521e01467f9c7f7b8d6,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/afa7af50414bb521e01467f9c7f7b8d6,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Beata Kozidrak pokazała, jak myje ręce. Zaśpiewała &quot;Białą armię&quot;.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/301757,donald-tusk-wzywa-pis-do-walki-z-koronawirusem-w-polsce</guid><link>https://natemat.pl/301757,donald-tusk-wzywa-pis-do-walki-z-koronawirusem-w-polsce</link><pubDate>Mon, 09 Mar 2020 11:48:05 +0100</pubDate><title>Tusk alarmuje ws. koronawirusa. Wzywa PiS do podjęcia niepopularnych decyzji</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/8dae6585641f5a6bfa37e3189d592e1c,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Donald Tusk nie ma wątpliwości, że sytuacja związana z koronawirusem w Polsce robi się coraz bardziej poważna. Były premier wezwał polskie władze do podjęcia odpowiednich decyzji, by zahamować rozprzestrzenianie się wirusa.

"Rząd powinien natychmiast podjąć decyzje, także te niepopularne, które utrudnią rozprzestrzenianie się wirusa. Obywatele powinni przyjąć je ze zrozumieniem. Zbliżające się epidemia i recesja będą testem na naszą odpowiedzialność i solidarność. Sytuacja jest bardzo poważna" – napisał w poniedziałek na Twitterze Donald Tusk.
                    
                    
                    
                    
                
                
                

Czytaj także: Jak chronić się przed koronawirusem? Jest list specjalisty od wirusów z poradami na ten temat

Rząd zapewnia, że Polska jest przygotowana do walki z koronawirusem. W Polsce do poniedziałku do godz. 12:00 potwierdzono 15 przypadków zachorowań. Aż pięcioro pacjentów z koronawirusem leży w szpitalu w Raciborzu. Niedawno władza w porozumieniu z opozycją przegłosowała specjalną ustawę, dotyczącą działań, które będzie można podjąć w przypadku epidemii.


Czytaj także: Opozycja zagłosowała razem z PiS. Sejm przyjął ustawę ws. koronawirusa]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/8dae6585641f5a6bfa37e3189d592e1c,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/8dae6585641f5a6bfa37e3189d592e1c,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Donald Tusk uważa, że sytuacja dotycząca koronawirusa jest poważna.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/301733,poslanka-pis-o-chorych-na-raka-anna-kwiecien-tlumaczy-sie-z-wpisu</guid><link>https://natemat.pl/301733,poslanka-pis-o-chorych-na-raka-anna-kwiecien-tlumaczy-sie-z-wpisu</link><pubDate>Mon, 09 Mar 2020 10:37:38 +0100</pubDate><title>Posłanka PiS tłumaczy się z kuriozalnego wpisu. Już nie wspomina Steve&#039;a Jobsa</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/683db67902f6c3bf414f700b262f5b8b,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Posłanka PiS Anna Kwiecień niedawno pisała, że w walce z nowotworami tak naprawdę nie chodzi o pieniądze, tylko o fakt, że Polacy się nie badają. I podała przykład Steve'a Jobsa. Parlamentarzystka znowu zabrała głos, by przekonać wszystkich, o co dokładnie jej chodziło.

"Szanowni Państwo wczorajszym tt pragnęłam podkreślić, że walce z chorobami nowotworowymi równie kluczowy jest moment uchwycenia choroby..dlatego tak ważne są badania profilaktyczne..pragnę aby wszyscy pacjenci odnieśli pełny sukces i mogli cieszyć się długim zdrowiem" – napisała Anna Kwiecień.
                    
                    
                    
                    
                
                
                Tłumaczenia posłanki PiS mijają się jednak z tym, co przekazała we wcześniejszym poście na Twitterze.

"Steve Jobs umarł z powodu nowotworu. Czy nie miał pieniędzy na leczenie...miał. Opozycja sugeruje, że tylko pieniądze są gwarantem wyzdrowienia - to jest wielka manipulacja. Pierwszym warunkiem jest wyczesane wykrycie zmiany nowotworowej, a Polacy nie lubią badań profilaktycznych" – twierdziła przedstawicielka PiS.
                    
                    
                    
                    
                
                
                


Czytaj także: "Był na granicy furii". Otoczenie Kaczyńskiego ujawnia, do czego Duda doprowadził prezesa PiS

Te słowa można było uznać za próbę przekazania Polakom, że Andrzej Duda podjął słuszną decyzję. Przypomnijmy, prezydent podpisał ustawę gwarantującą TVP 2 mld zł rekompensaty. Opozycja apelowała do głowy państwa o weto i argumentowała, że te pieniądze powinny trafić na walkę z chorobami nowotworowymi. ]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/683db67902f6c3bf414f700b262f5b8b,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/683db67902f6c3bf414f700b262f5b8b,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Anna Kwiecień z PiS wyjaśnia, o co chodziło jej w poście ws. nowotworów.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/301723,anna-gacek-zwolniona-z-radiowej-trojki-pozegnala-sie-na-facebooku</guid><link>https://natemat.pl/301723,anna-gacek-zwolniona-z-radiowej-trojki-pozegnala-sie-na-facebooku</link><pubDate>Mon, 09 Mar 2020 09:26:57 +0100</pubDate><title>Tak działa &quot;dobra zmiana&quot; w Trójce. Dziennikarka zwolniona po 19 latach pracy</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/6f3a5b9d5924d746c971ac397f2f1a49,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Anna Gacek została zwolniona z radiowej Trójki po 19 latach pracy. Dziennikarka poinformowała o tym na Facebooku. "To była moja pierwsza praca. Nie znam dorosłego życia bez pracy w Trójce" – przyznała.

"Dziś nie usłyszymy się w Aksamicie. Jutro nie będzie mnie w Tonacji. W czwartek nie poprowadzę Do Południa. Decyzją Prezes Polskiego Radia - ze skutkiem natychmiastowym - nie ma dla mnie miejsca na antenie Trójki" – napisała Anna Gacek w poniedziałek rano.
                    
                    
                    
                    
                
                
Dziennikarka podkreśliła, że nie ma jak pożegnać się ze słuchaczami w czasie audycji, dlatego zrobiła to za pośrednictwem mediów społecznościowych. "Była to wielka przygoda. Ponad tysiąc audycji. Sesje, koncerty, premiery, prowadzenie Listy Przebojów, dziewięć lat na Męskim Graniu, trzynaście na Off Festivalu, kilkanaście lat w antenowym, wspaniałym towarzystwie Wojciecha Manna" – wymieniała.


Czytaj także: Tak fatalnie z Trójką nie było od ponad 15 lat. Jest dowód czarno na białym

Gacek stwierdziła, że nawet najmniej przychylne osoby nie mogły zarzucić jej braku profesjonalizmu. Wspomniała też o swoich materiałach, które miały ukazać się w radiowej Trójce. "Jestem teraz mieszanką skrajnych emocji, od dumy z wszystkiego co osiągnęłam, po lęk o przyszłość. Wiem jednak, że każdy koniec jest początkiem czegoś nowego" – dodała.

"Dobra zmiana" w Trójce

Trudno zliczyć dziennikarzy, którzy pożegnali się z Trójką, odkąd nastała tzw. dobra zmiana – to choćby Artur Orzech, Artur Andrus czy Michał Nogaś. W ślad za tym w dół poszła słuchalność rozgłośni z Myśliwieckiej 3/5/7. 


Czytaj także: Kadrowe trzęsienie ziemi w Polskim Radiu. Odchodzi dyrektor od żenującego humoru w Trójce

Obecnie radiową Trójką kieruje Tomasz Kowalczewski. Decyzję ws. zwolnienia Anny Gacek podjęła Agnieszka Kamińska, prezes Polskiego Radia.]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/6f3a5b9d5924d746c971ac397f2f1a49,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/6f3a5b9d5924d746c971ac397f2f1a49,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Anna Gacek zwolniona z radiowej Trójki.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/301475,leszek-miller-ambasadorem-polskiej-wodki-zartuje-z-koronawirusa</guid><link>https://natemat.pl/301475,leszek-miller-ambasadorem-polskiej-wodki-zartuje-z-koronawirusa</link><pubDate>Fri, 06 Mar 2020 09:41:06 +0100</pubDate><title>Miller został ambasadorem polskiej wódki. Teraz żartuje z koronawirusa</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/1720ec4697d62f6eb69a101eec5e3d0c,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Leszek Miller pochwalił się nową funkcją, tym razem jakby trochę obok polityki. Były premier został ambasadorem polskiej wódki. Zaprezentował przyznane mu wyróżnienie, a przy okazji z ironią nawiązał do epidemii koronawirusa.

"Żaden koronawirus mi nie straszny..." – napisał Leszek Miller w mediach społecznościowych. Do postu dołączył zdjęcie "aktu nadania godności ambasadora polskiej wódki". Ten tytuł przyznało mu Stowarzyszenie Polska Wódka.
                    
                    
                    
                    
                
                
                Na Facebooku Miller dodał jeszcze hasztag z hasłem, że "nadzwyczajne czasy wymagają nadzwyczajnych rozwiązań". 

Czytaj także: "Nie mam nawet pieczywa". Lekarz wyjaśnia, dlaczego nie zrobił zapasów na koronawirusa

Były premier w nawiązaniu do koronawirusa miał na myśli dezynfekcję alkoholem, jednak - jak zauważał w mediach dr Paweł Grzesiowski - zwykła wódka do tego się nie nadaje. Potrzebny jest bowiem alkohol o stężeniu co najmniej 60 proc.]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/1720ec4697d62f6eb69a101eec5e3d0c,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/1720ec4697d62f6eb69a101eec5e3d0c,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Leszek Miller został ambasadorem polskiej wódki.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/301471,tusk-ostro-o-dzialaniach-pis-ws-koronawirusa-nawiazal-do-afery-pck</guid><link>https://natemat.pl/301471,tusk-ostro-o-dzialaniach-pis-ws-koronawirusa-nawiazal-do-afery-pck</link><pubDate>Fri, 06 Mar 2020 09:04:38 +0100</pubDate><title>Tusk zakpił z działań PiS ws. koronawirusa. Nawiązał do słynnej afery</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/88734dca95f482eee8b84050d69691ba,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Donald Tusk po raz kolejny dobitnie skomentował działania Prawa i Sprawiedliwości. Tym razem w nawiązaniu do epidemii koronawirusa. Wystarczyło jedno zdanie byłego premiera, by ruszyła lawina komentarzy.

"Po tym, jak okradli PCK, trudno się dziwić, że chcą zarobić na epidemii" – stwierdził Donald Tusk na Twitterze. Jego wpis udostępniło i polubiło tysiące osób.
                    
                    
                    
                    
                
                
                Były premier nawiązał w ten sposób do słynnej już afery dotyczącej PCK z PiS w roli głównej. Sprawą obszernie zajęła się "Gazeta Wyborcza". Trzem działaczom PiS z Dolnego Śląska grozi nawet do 10 lat więzienia. Mieli wyprowadzić z PCK do trzech milionów złotych. Do sądu w lutym wpłynął akt oskarżenia.

Czytaj także: "Podążam za pieniędzmi". Dziennikarz zdradza kulisy śledztwa – tak kradli lokalni działacze PiS


– Anna Zalewska kilka razy publicznie zaprzeczała, jakoby wiedziała o kradzieżach we wrocławskim PCK. Ale z drugiej strony wypiera się również znajomości z Jerzym G., którego zachwalała przy różnych okazjach, w tym w jego kampanii wyborczej. Teraz udaje, że nie mieli ze sobą nic wspólnego – mówił w rozmowie z naTemat Jacek Harłukowicz z wrocławskiej "Wyborczej", który od ponad 2 lat prowadzi śledztwo ws. afery PiS – PCK.]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/88734dca95f482eee8b84050d69691ba,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/88734dca95f482eee8b84050d69691ba,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Donald Tusk krytycznie ocenił działania PiS ws. koronawirusa.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/301465,10-lat-kuchennych-rewolucji-w-tvn-magda-gessler-wspomina-poczatki-programu</guid><link>https://natemat.pl/301465,10-lat-kuchennych-rewolucji-w-tvn-magda-gessler-wspomina-poczatki-programu</link><pubDate>Fri, 06 Mar 2020 08:02:11 +0100</pubDate><title>&quot;10 lat temu skoczyłam na główkę&quot;. Magda Gessler świętuje ważną rocznicę</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/6ef1ecd85525968db25bb28fc98ae069,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Magda Gessler świętuje 10 lat programu "Kuchenne rewolucje" w TVN. Restauratorka przyznała, że kiedy zaczynała swoją przygodę w telewizji, na początku czuła tremę i niedowierzanie. "Uwierzono w kobietę. Kobietę po przejściach. Kobietę szaloną" – wymieniała.

"Nie kierowały mną stereotypy, czy jakiekolwiek granice. Dużo zwiedziłam, wiele widziałam. Wiele przeżyłam. Moje życie to cała paleta barw. Od tych kolorowych, jaskrawych aż po te najciemniejsze" – wspomniała Magda Gessler w swoim obszernym wpisie na Facebooku. 

Gwiazda TVN podkreśliła, jak ważni dla niej są jej bliscy. "Dla nich skaczę zawsze na główkę. Wtedy 10 lat temu… skoczyłam… bez zastanowienia. Czułam, że to ten moment" – opisała. Podziękowała również producentowi "Kuchennych rewolucji" za daną szansę. Wspomniała też o wszystkich ludziach, których do tej pory spotkała na swojej drodze.
                    
                    
                    
                    
                
                
"Nie jestem Magdą Gessler z telewizji. Jestem Magdą Gessler, która jest człowiekiem z krwi i kości, czuje, marzy, boi się, tańczy, wierzy, kocha, jest kochana" – wskazywała. A na koniec zamieściła "ostatnie słowo do hejterów", którzy przez lata próbowali - jak określiła - podciąć jej skrzydła. 


"Nie ma żalu. Trzymam kciuki za wszystkich nieszczęśliwych ludzi, żeby udało im się dostrzec słońce… Nie zraża mnie kolejna przykra i prześmiewcza publikacja w internecie. Okropne zdjęcie czy wydumany lead. Dystans i serce" – zakończyła Gessler.

Czytaj także: Zaskakujące słowa Gessler o leczeniu wirusów. Internauci: to "biologiczna bzdura roku"]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/6ef1ecd85525968db25bb28fc98ae069,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/6ef1ecd85525968db25bb28fc98ae069,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Magda Gessler opisała początki programu &quot;Kuchenne rewolucje&quot;.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/301457,tomasz-wlodarczyk-wydal-oswiadczenie-ws-wywiadu-izabeli-koprowiak-w-press</guid><link>https://natemat.pl/301457,tomasz-wlodarczyk-wydal-oswiadczenie-ws-wywiadu-izabeli-koprowiak-w-press</link><pubDate>Fri, 06 Mar 2020 07:12:03 +0100</pubDate><title>Jest reakcja na wywiad dziennikarki &quot;Przeglądu Sportowego&quot;. Jej były przełożony wydał oświadczenie</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/25fa01984d9f1cdf339c3aa5f5b37ad7,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Izabela Koprowiak z "Przeglądu Sportowego" udzieliła magazynowi "Press" wywiadu, w którym ujawniła, jak w przeszłości potraktował ją jeden z przełożonych. Konkretne nazwisko nie padło, ale w sieci rozgorzała dyskusja i wskazywano na Tomasza Włodarczyka. Dziennikarz wydał oświadczenie i opowiedział o sytuacji z 2016 roku.

Izabela Koprowiak na łamach nowego wydania magazynu "Press" opowiedziała o tym, jakich seksistowskich zachowań ze strony redakcyjnych kolegów musiała się obawiać. Prowadzący wywiad poprosił ją o opowiedzenie historii, w której "jeden z dziennikarzy", który był przełożonym Koprowiak, "przekroczył granice". 

"Gdy jechaliśmy samochodem, zaczął mnie łapać za udo. Kiedy bardzo dosadnie powiedziałam mu, by zabierał ręce, nazwał mnie k... i swoim paziem" – powiedziała.

Czytaj także: "Nazwał mnie k*** i swoim paziem". Znana dziennikarka sportowa ujawniła zachowanie kolegi


Tomasz Włodarczyk wydał oświadczenie

W internecie szybko ruszyła fala domysłów, o kogo w tej sytuacji może chodzić. Niektórzy wymieniają nazwisko Tomasza Włodarczyka, który do niedawna pracował w "Przeglądzie Sportowym". Dziennikarz odniósł się w końcu do spekulacji i wydał oświadczenie. Opisał jedno zdarzenie z 2016 r.

"W 2016 roku realizowaliśmy z Izą wspólny projekt przed EURO 2016. Podczas jednego z wyjazdów, po zrealizowaniu materiału, wraz z trójką innych osób udaliśmy się na imprezę. Podczas tej imprezy wszyscy, oprócz kierowcy, piliśmy alkohol. Nad ranem, prosto z niej pojechaliśmy na lotnisko" – zaczął.
                    
                    
                    
                    
                
                
                W dalszej części Włodarczyk dokładnie opisał, co według niego zaszło w drodze na lotnisko. "Ja i Iza siedzieliśmy na tylnej kanapie tego samochodu. W związku z późną porą i spożytym alkoholem przysypiałem i wielokrotnie osuwałem się na Izę. Ona stanowczo mnie odepchnęła, po czym ja zareagowałem opisywanymi przez nią w wywiadzie wyzwiskami" – wskazał.


Dziennikarz dodał, że taka jego reakcja "nigdy nie powinna mieć miejsca". "Chciałem podkreślić, że nic co stało się podczas tej podróży nie miało z mojej strony podtekstu seksualnego" – napisał. Włodarczyk zapewniał, że już wcześniej przeprosił Koprowiak za to co się stało i sprawę uważał za rozwiązaną.]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/25fa01984d9f1cdf339c3aa5f5b37ad7,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/25fa01984d9f1cdf339c3aa5f5b37ad7,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Tomasz Włodarczyk wydał oświadczenie ws. wywiadu Izabeli Koprowiak dla &quot;Press&quot;.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/301385,prezydent-islandii-bez-obstawy-w-pendolino-z-warszawy-do-gdanska-zdjecia</guid><link>https://natemat.pl/301385,prezydent-islandii-bez-obstawy-w-pendolino-z-warszawy-do-gdanska-zdjecia</link><pubDate>Thu, 05 Mar 2020 12:20:10 +0100</pubDate><title>Prezydent Islandii przyłapany... w Pendolino do Gdańska. &quot;Bez nadęcia, buty, konwoju&quot;</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/d4f8a60f3a225f792af861afa35514c6,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Prezydent Islandii przyjechał do Polski na zaproszenie Andrzeja Dudy. Polityk po serii spotkań w Warszawie razem z żoną udał się do Gdańska. I wcale nie jechał w uprzywilejowanej kolumnie, tylko pociągiem Pendolino, co uwiecznił senator Koalicji Obywatelskiej Ryszard Świlski.

"Wraca człowiek z roboty, a tutaj w przedziale pociągu prezydent Islandii Guoni Th. Jóhannesson w drodze do Gdańska na spotkanie z Aleksandrą Dulkiewicz. Można normalnie? Bez: nadęcia, buty, konwoju i robienia naburmuszonej miny? Można!" – napisał w mediach społecznościowych Ryszard Świlski.
                    
                    
                    
                    
                
                 
                Senator Koalicji Obywatelskiej pokazał kilka zdjęć z pociągu Pendolino. Uwiecznił na nich prezydenta Islandii, który zamiast wygodnego przewozu limuzyną, wybrał tradycyjny środek transportu. Polityk dosłownie wtopił się w tłum. Wydaje się, że nie było przy nim nawet żadnego ochroniarza.


Czytaj także: Tarczyński spotkał Michnika w pociągu. Zaczął do niego mówić i... wszystko pokazał na filmie

Przypomnijmy, że Guoni Th. Jóhannesson przyjechał do Polski na zaproszenie Andrzeja Dudy. Pojawił się w Warszawie razem z żoną Elizą Reid. W Gdańsku para miała okazję zobaczyć m.in. wystawę w Europejskim Centrum Solidarności.]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/d4f8a60f3a225f792af861afa35514c6,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/d4f8a60f3a225f792af861afa35514c6,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">GuoniTh. Jóhannesson jechał do Gdańska pociągiem Pendolino.</media:title></media:content></item>
		
	</channel>
</rss>
