<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" version="2.0" xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom">
	<channel>
		<title><![CDATA[naTemat.pl - Wideo]]></title>
		<description><![CDATA[Najnowsze artykuły i wpisy blogerów w kategorii Wideo w naTemat.pl]]></description>
		<link>https://natemat.pl/c/339,wideo</link>
				<generator>natemat.pl</generator>
		<atom:link href="https://natemat.pl/rss/kategoria,339,wideo" rel="self" type="application/rss+xml" />
		<atom:link rel="hub" href="https://pubsubhubbub.appspot.com/" xmlns="http://www.w3.org/2005/Atom" />
			<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/650494,kaczynski-geniuszem-cwaniactwa-prof-markowski-diagnozuje-wielka-strategie-prezesa-pis</guid><link>https://natemat.pl/650494,kaczynski-geniuszem-cwaniactwa-prof-markowski-diagnozuje-wielka-strategie-prezesa-pis</link><pubDate>Fri, 24 Apr 2026 06:00:02 +0200</pubDate><title>Kaczyński geniuszem &quot;cwaniactwa&quot;? Prof. Markowski diagnozuje &quot;wielką strategię&quot; prezesa PiS</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/be6ecbe3e47c84409a499f1ff7203513,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Prawo i Sprawiedliwość traci grunt pod nogami, a pomysły na odbudowę poparcia mogą przynieść odwrotny efekt. Prof. Radosław Markowski w "Rozmowie naTemat" ostrzega, że rozbicie prawicy, zmieniający się kontekst międzynarodowy i rosnące napięcia wokół demokracji mogą sprawić, że nadchodzące wybory będą jednymi z najważniejszych po 1989 roku.

Polska polityka znalazła się w punkcie przesilenia. Spadające poparcie dla Prawa i Sprawiedliwości, wewnętrzne napięcia i próby redefinicji strategii wyborczej zbiegają się z globalnymi zmianami, które mogą całkowicie przestawić reguły gry. 
Prof. Radosław Markowski w "Rozmowie naTemat" ocenia, że sytuacja jest "wielce rozwojowa" dla podkreślenia złożoności polskiego krajobrazu politycznego:

                    
                PiS między radykalizacją a centrum
Prawo i Sprawiedliwość, które jeszcze niedawno miało niemal 35 proc. poparcia, dziś szuka sposobu na odzyskanie wyborców. I stoi przed klasycznym dylematem.
– Jeśli partia traci kilkanaście punktów procentowych, to znaczy, że coś poszło nie tak. Jedni proponują radykalizację i odbieranie wyborców innym ugrupowaniom prawicowym. Drudzy – powrót do centrum. Problem w tym, że w Polsce takie podbieranie elektoratu rzadko działa, bo ogromny potencjał leży wśród niegłosujących – tłumaczy prof. Radosław Markowski.
I dodaje, że politologiczna zasada jest niezmienna. Wybory wygrywa się w centrum, bo tam znajduje się największa grupa wyborców. A pomysł tworzenia nowych bytów politycznych wokół PiS, jak inicjatywa Mateusza Morawieckiego, może okazać się mieczem obosiecznym.
– Może się zdarzyć, że kilka prawicowych partii zdobędzie łącznie więcej głosów, ale mniej mandatów niż jedna skonsolidowana siła. To ogromne ryzyko. Dlatego zapewnienia o jedności nie są przypadkowe. W polskich realiach podział często oznacza przegraną – podkreśla profesor.
Demokracja pod presją
Zdaniem prof. Radosława Markowskiego kluczowe będą jednak czynniki międzynarodowe. Wybory w USA, sytuacja na Węgrzech czy zmiany geopolityczne mogą wpłynąć na nastroje także w Polsce.
– Żyjemy w momencie, w którym globalny kontekst będzie miał ogromne znaczenie. Trumpizm może osłabnąć, pojawiają się nowe modele polityczne, a demokracje liberalne są pod presją. Partie w Polsce będą musiały odpowiedzieć na pytanie: w jakim świecie chcą funkcjonować – mówi.
Profesor nie ukrywa też obaw o kondycję samego systemu. Wskazuje na rosnącą pokusę upraszczania demokracji kosztem jej mechanizmów kontrolnych.
– Demokracja z natury spowalnia decyzje – po to, żeby były przemyślane. Dziś wielu ludzi zaczyna postrzegać to jako słabość i oczekuje szybkiej, scentralizowanej władzy. To bardzo niebezpieczny kierunek, który w historii już prowadził do katastrof – ostrzega.
Mniejszość wybiera rząd większości
Na koniec prof. Markowski przypomina, że wybory rzadko są triumfem większości.
– W praktyce rządy w demokracjach mają realne poparcie 25–30 proc. uprawnionych. Reszta jest rozczarowana lub bierna. Dlatego ludzie często głosują nie za kimś, ale przeciwko czemuś gorszemu. I tak będzie również w 2027 roku – podsumowuje.
Polityczna układanka w Polsce dopiero się zaczyna. Wewnętrzne napięcia, globalne trendy i rosnące oczekiwania wyborców tworzą mieszankę, której finał pozostaje nieprzewidywalny. Jedno jest pewne – jak sugeruje prof. Markowski, nadchodzące miesiące będą testem nie tylko dla partii, ale dla całego systemu demokratycznego.
Zachęcamy do obejrzenia całego odcinka "Rozmowy naTemat" z prof. Radosławem Markowskim na naszym kanale YouTube.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/be6ecbe3e47c84409a499f1ff7203513,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/be6ecbe3e47c84409a499f1ff7203513,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Czarnek to wielki błąd Kaczyńskiego? Prof. Markowski o podziale prawicy.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/650332,kaczynski-nie-panuje-nad-pis-cieszynski-intuicja-prezesa-prowadzi-nas-w-dobra-strone</guid><link>https://natemat.pl/650332,kaczynski-nie-panuje-nad-pis-cieszynski-intuicja-prezesa-prowadzi-nas-w-dobra-strone</link><pubDate>Wed, 22 Apr 2026 17:02:03 +0200</pubDate><title>Kaczyński nie panuje nad PiS? Cieszyński: Intuicja prezesa prowadzi nas w dobrą stronę</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/12e8acdbff540b885e20e22fb610f069,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Poseł PiS Janusz Cieszyński w "Rozmowie naTemat" nie tylko odpiera zarzuty o wewnętrzne konflikty w PiS, ale też ostro krytykuje politykę energetyczną Europy i działania obecnego rządu. W jego ocenie to właśnie błędne decyzje na poziomie unijnym i krajowym prowadzą Polskę w stronę gospodarczego załamania. Do tego za aferę zondacrypto w pełni obwinia Donalda Tuska, ale dosadnie komentuje przyjęcie pieniędzy od Przemysława Krala na rzecz fundacji Zbigniewa Ziobro.

Tani prąd, wielkie inwestycje i jedność zamiast napięć w PiS. Janusz Cieszyński w "Rozmowie naTemat" nie tylko broni dorobku PiS i oddaje szacunek Jarosławowi Kaczyńskiemu, ale też ostro atakuje rząd i odpowiada na zarzuty dotyczące afery zondacrypto.

                    
                Nie odpowiada jednoznacznie, czy to Mateusz Morawiecki byłby lepszym kandydatem na premiera, idąc za decyzją prezesa PiS, że to Przemysław Czarnek ma pełnić tę rolę w przyszłym rządzie. Wybrzmiewa jednak przekonanie, że Morawiecki był sprawnym premierem, więc sprawdziłby się w tej roli. 
O brak konkurencyjności obwinia działania Unii Europejskiej dotyczące polityki energetycznej oraz podatkowej, ale to Donaldowi Tuskowi zarzuca odpowiedzialność za wzrost bezrobocia i brak wielkich programów gospodarczych. 
W rozmowie Janusz Cieszyński odnosi się też do finansowania konferencji CPAC przez zondacrypto tuż przed drugą turą wyborów prezydenckich. Dosadnie komentuje też fakt przyjęcia środków od Przemysława Krala przez fundację Zbigniewa Ziobro. 
"Kaczyński jest prawdziwym liderem"
Janusz Cieszyński jasno stawia sprawę – w PiS nie ma miejsca na podważanie pozycji Jarosława Kaczyńskiego.
– Pan prezes jest prawdziwym liderem. Bardzo często ludziom się wydaje, że ta polityka to jest takie 100 proc. cynizmu i nic za tym nie ma. A tak nie jest. Kiedy miałem różne problemy w trakcie mojej kariery, zawsze wiedziałem, że mogę na niego liczyć. I takich rzeczy się nie zapomina – mówi poseł PiS.
Podkreśla też znaczenie Mateusza Morawieckiego, choć partia dziś wskazuje na Przemysława Czarnka jako przyszłego premiera.
– Jestem jednym z największych fanów Mateusza Morawieckiego. Myślę, że był doskonałym premierem, który nas przeprowadził przez bardzo trudne czasy z wielkim kunsztem. Natomiast dzisiaj kandydatem Prawa i Sprawiedliwości na premiera jest Przemysław Czarnek. I to jest osoba, za którą teraz stoimy, dlatego że partia polityczna, która co chwilę zmienia decyzje, nigdy nie będzie w stanie zdobyć poparcia społeczeństwa – przekonuje Cieszyński.
Europa w "pułapce" i błędy, za które "zapłacą Polacy"
Polityk PiS nie zostawia suchej nitki na unijnej polityce klimatycznej.
– Dzisiaj Europa utraciła trwale konkurencyjność. O tym, gdzie rozwija się sztuczna inteligencja i centra danych, decydują ceny energii. Jeśli w USA czy Chinach są one dużo niższe, to tam powstają inwestycje. A jednocześnie europejskie prawo zabrania przetwarzania danych poza Europą – sami wpadliśmy w błędne koło – mówi rozmówca naTemat.
Cieszyński przekonuje, że PiS zostawiło po sobie gotowe projekty, które zostały zahamowane, jak na przykład Centralny Port Komunikacyjny (CPK).
– W sześć lat wykonano pracę, która normalnie zajęłaby dekadę. Projekt był gotowy do realizacji, a mimo to został zatrzymany. Najpierw chciano go wyrzucić do kosza, a gdy ludzie się wściekli – wyciągnięto go z powrotem – mówi. 
Zondacrypto? Wina Tuska
Najbardziej napięty moment rozmowy dotyczy jednak afery zondacrypto. Janusz Cieszyński zdecydowanie odrzuca odpowiedzialność PiS i przerzuca ją na obecny rząd, a nawet personalnie Donalda Tuska.
Przypomina aferę AmberGold i twierdzi, że "zawsze, gdy rządzi Tusk, jest afera finansowa". Tej samej analogii nie przykłada jednak do afery GetBack z trefnymi obligacjami, gdy premierem był Mateusz Morawiecki a rządziło Prawo i Sprawiedliwość.
– W momencie, w którym pojawiły się wątpliwości co do tej giełdy, rządził Donald Tusk. Nic w tej sprawie nie zrobił. Wykorzystał krzywdę klientów jako polityczną pałkę przeciwko Prawu i Sprawiedliwości. To rząd odpowiada za bezpieczeństwo pieniędzy Polaków – twierdzi poseł PiS.
W odniesieniu do finansowania CPAC przez zondacrypto – konferencji, w której wziął udział Karol Nawrocki, a która odbyła się na kilka dni przez drugą turą wyborów prezydenckich, Janusz Cieszyński nie widzi problemu. Twierdzi, że to umowa sponsorska jak każda inna, że trudno winić Juventus Turyn za fakt, że jest sponsorowany przez tę firmę. 
Z kolei w sprawie finansowania fundacji Zbigniewa Ziobro przez prezesa zondacrypto Przemysława Krala, Cieszyński ma bardziej zdecydowane stanowisko. 
– Uważam, że Zbigniew Ziobro i jego fundacja powinni oddać te wszystkie pieniądze, które dostali z zondacrypto. Nie powinno się brać pieniędzy z takich miejsc. Myślę, że te pieniądze powinny wrócić tak, żeby trafiły do klientów, którzy zostali w tym poszkodowani – mówi rozmówca naTemat.
Polityk podkreśla też, że wcześniej – za rządów PiS – pojawiały się ostrzeżenia ze strony instytucji państwowych.
– Komisja Nadzoru Finansowego wielokrotnie ostrzegała, żeby nie lokować tam pieniędzy. Ta firma wyniosła się z Polski właśnie dlatego, że pojawiły się wątpliwości. Gdyby państwo działało tak, jak powinno, należało skontaktować się z zagranicznym regulatorem i sprawdzić sytuację, zanim problem urósł do takich rozmiarów – przekonuje Janusz Cieszyński.
Spór o zondacrypto i przyszłość polskiej gospodarki oraz o dalszy kierunek PiS pokazuje, jak ostre są dziś podziały w polskiej polityce. 
Pełna rozmowa odsłania jeszcze więcej – warto zobaczyć ją w całości na naszym kanale YouTube naTemat.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/12e8acdbff540b885e20e22fb610f069,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/12e8acdbff540b885e20e22fb610f069,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Cieszyński w naTemat: Ziobro powinien zwrócić pieniądza z Zondacrypto.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/650209,pekniecia-w-pis-coraz-trudniejsze-do-ukrycia-to-nie-sa-zadne-szachy-5d</guid><link>https://natemat.pl/650209,pekniecia-w-pis-coraz-trudniejsze-do-ukrycia-to-nie-sa-zadne-szachy-5d</link><pubDate>Tue, 21 Apr 2026 18:16:02 +0200</pubDate><title>Pęknięcia w PiS coraz trudniejsze do ukrycia. To nie są żadne &quot;szachy 5D&quot;</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/4b1c9c72bbdb4302ab23ed5fe763e606,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Siedem godzin rozmów na linii Morawiecki–Kaczyński, uściski dłoni i deklaracje o wspólnym planie. Na pierwszy rzut oka to powrót do "starych, dobrych czasów" w PiS. Jednak pod powierzchnią miłych gestów widać coś zupełnie innego. Partię, która coraz wyraźniej się rozjeżdża, choć desperacko próbuje udawać zjednoczoną.

Spotkanie Kaczyńskiego z Morawieckim miało zakończyć kryzys w PiS. Zamiast tego odsłoniło chaos, sprzeczne komunikaty i walkę ambicji, której nie da się już przykryć narracją o "jedności" i "wspólnym celu".
Wbrew popularnej narracji, to nie są "szachy 5D", w których wszystko jest z góry zaplanowane. To raczej klasyczne gaszenie pożaru, który wymknął się spod kontroli. 
Przez tygodnie narastały napięcia. Mateusz Morawiecki budował własne zaplecze, reagując na rosnącą pozycję Przemysława Czarnka i spadające sondaże PiS. Pomysł powołania stowarzyszenia "Rozwój Plus" był próbą zaznaczenia wpływów. 
I choć projekt nie ma jeszcze wymiaru formalnego, jest tylko deklaracją, pokazał jedno. W PiS trwa realna walka o władzę.

                    
                "Powstrzymane ambicje"
Po spotkaniu prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego i byłego premiera Mateusza Morawieckiego usłyszeliśmy o "dwóch płucach" i "dwóch skrzydłach", które mają wspólnie prowadzić partię do zwycięstwa w 2027 roku. Problem w tym, że nawet politycy tej samej opcji nie potrafią uzgodnić, co to właściwie znaczy.
Jedni mówią o zawieszeniu inicjatywy Morawieckiego, inni – że nic takiego nie miało miejsca. Jedni ogłaszają sukces i jedność, drudzy publicznie sobie zaprzeczają. Trudno o lepszy dowód na to, że za kulisami konflikt wcale się nie zakończył.
Najbardziej szczery okazał się Przemysław Czarnek, który przyznał wprost: w PiS ścierają się ambicje, a część z nich "została powstrzymana". To zdanie mówi więcej niż wszystkie konferencje razem wzięte. Bo jeśli ambicje trzeba powstrzymywać, to znaczy, że ktoś próbował sięgnąć po więcej.
Walka o centrum
W tle tej rozgrywki jest jeszcze jeden, fundamentalny problem: wyborcy. Morawiecki zdaje się rozumieć, że bez odzyskania centrum PiS nie wygra z Konfederacją ani nie wróci do władzy. To dlatego buduje własne zaplecze i szuka nowego otwarcia.
Pytanie brzmi: czy partia, która nie potrafi się dogadać wewnętrznie, jest w stanie przekonać do siebie wyborców na zewnątrz?
Można pudrować rzeczywistość, mówić o jedności i wspólnym celu. Ale fakty są inne: sprzeczne komunikaty, nerwowe reakcje i otwarte przyznawanie się do konfliktów pokazują, że PiS weszło w fazę wewnętrznej turbulencji.
I choć dziś wszyscy deklarują, że "grają do jednej bramki", coraz więcej wskazuje na to, że w tej drużynie każdy chce strzelić decydującego gola i być gwiazdą drużyny. 
Co dalej z PiS?
Dziś nie wiadomo, w którą stronę to wszystko pójdzie – i co ważne, nie wiedzą tego nawet sami liderzy tej partii. Jarosław Kaczyński próbuje utrzymać kontrolę, Przemysław Czarnek buduje swoją pozycję, ale to Mateusz Morawiecki wydaje się najbardziej świadomym tego, o co realnie toczy się gra, albo bardziej – po jakie karty sięgać. Rozumie stawkę i wie, że bez strategicznego zwrotu PiS może nie tylko przegrać wybory, ale też stracić dominującą pozycję po prawej stronie sceny politycznej. 
Na razie mamy pudrowany rozejm, nawet nie pokój. Uśmiechy na konferencjach nie zmieniają faktu, że pod powierzchnią buzują ambicje i interesy, których nie da się już łatwo pogodzić. 
Im bliżej wyborów w 2027 roku, tym więcej będzie takich "zażegnanych kryzysów". A każdy z nich będzie odsłaniał coraz więcej prawdy o tym, w jakim stanie naprawdę jest dziś PiS.
Jeśli chcesz zobaczyć pełny obraz tej politycznej układanki i wszystkie kulisy konfliktu – warto sięgnąć po cały materiał. Jest dostępny na naszym kanale YouTube naTemat. 
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/4b1c9c72bbdb4302ab23ed5fe763e606,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/4b1c9c72bbdb4302ab23ed5fe763e606,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Rozłam w PiS i sojusz na 5 minut. Co dalej?</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/649729,biernosc-wobec-zla-jest-wspoludzialem-mocne-slowa-palasinskiego-w-rocznice-powstania-w-getcie</guid><link>https://natemat.pl/649729,biernosc-wobec-zla-jest-wspoludzialem-mocne-slowa-palasinskiego-w-rocznice-powstania-w-getcie</link><pubDate>Sun, 19 Apr 2026 13:37:21 +0200</pubDate><title>&quot;Bierność wobec zła jest współudziałem&quot;. Mocne słowa Pałasińskiego w rocznicę powstania w getcie</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/c934406c50fd8ed0c7b79ea788ffb8c8,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />W 83. rocznicę powstania w getcie warszawskim Jacek Pałasiński przypomina nie tylko o heroizmie walczących, ale też o niewygodnych faktach i odpowiedzialności, która nie kończy się na historii. Zobacz jego komentarz w ramach "Allegro ma non troppo".

Komentarz Jacka Pałasińskiego w "Allegro ma non troppo" to nie jest kolejna rocznicowa opowieść o bohaterstwie. To mocny, momentami niewygodny głos o pamięci, odpowiedzialności i konsekwencjach bierności. 
Punktem wyjścia staje się cytat Konstantego Jeleńskiego – bezlitosna diagnoza mechanizmów antysemityzmu, który potrafi usprawiedliwić się każdym argumentem, byle nie nazwać rzeczy po imieniu.

                    
                Pamięć to nie tylko liczby
Pałasiński przypomina skalę tragedii: setki tysięcy ludzi zamkniętych w getcie, dziesiątki tysięcy zmarłych z głodu i chorób, kolejne setki tysięcy wywiezionych na śmierć. 
"Okrągłe liczby", ale czy jeszcze widzimy za nimi pojedynczych ludzi? Przecież za każdą z liczb stoi konkretne życie i konkretna śmierć.
Autor przypomina, że powstańcy nie mieli szans. Ich wybór był dramatycznie prosty: umrzeć biernie albo z bronią w ręku. Symboliczny opór – z kilkoma pistoletami i domowej roboty bombami – staje się jednym z najmocniejszych świadectw ludzkiej godności.
To także próba rozprawienia się z mitem "bierności Żydów". Pałasiński podkreśla: zbrojny opór wybuchał w ponad stu miejscach. Zawsze bez szans, ale nigdy bez odwagi.
Niewygodna prawda o współudziale
Najbardziej kontrowersyjna część komentarza dotyczy roli części Polaków. Pałasiński przypomina o granatowej policji, o przypadkach wydawania Żydów, o działaniach nacjonalistycznych organizacji.
Nie po to – jak sugeruje – by relatywizować winy Niemców, lecz by pokazać pełny obraz. Bez wybielania. Bez uproszczeń.
– Nie natknąłem się na opis likwidacji getta bez udziału lokalnych struktur – pada w komentarzu. To zdanie zmusza do refleksji nad tym, jak działał system przemocy i jak łatwo wciągał w niego zwykłych ludzi.
Pałasiński przywołuje też mniej oczywisty wymiar oporu: duchowy. Cytując historyków, pokazuje, że sprzeciw wobec Zagłady nie zawsze miał formę walki z bronią. Czasem był nim upór, by zachować kulturę, modlitwę, człowieczeństwo.
To właśnie ten aspekt – cichy, niewidoczny – okazuje się równie ważny jak heroiczne walki.
Ostrzeżenie na dziś
Przekaz Pałasińskiego nie pozostawia złudzeń, jest jednoznaczny: ideologie nienawiści nie należą tylko do historii. 
– Kto się im nie przeciwstawia, jest wspólnikiem – mówi wprost autor. To zdanie działa jak zimny prysznic i sprawia, że komentarz staje się czymś więcej niż rocznicowym wspomnieniem. Jest wezwaniem do działania.
Odcinek "Allegro ma non troppo" Jacka Pałasińskiego z okazji 83. rocznicy wybuchu powstania w getcie warszawskim zobacz na naszym kanale YouTube naTemat.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/c934406c50fd8ed0c7b79ea788ffb8c8,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/c934406c50fd8ed0c7b79ea788ffb8c8,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html"></media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/649810,narodowa-zgoda-w-upokarzaniu-narodu-panstwo-robi-z-nas-smieciarzy-zobacz-nowy-format-natemat</guid><link>https://natemat.pl/649810,narodowa-zgoda-w-upokarzaniu-narodu-panstwo-robi-z-nas-smieciarzy-zobacz-nowy-format-natemat</link><pubDate>Fri, 17 Apr 2026 21:00:02 +0200</pubDate><title>Narodowa zgoda w upokarzaniu narodu. Państwo robi z nas śmieciarzy! Zobacz nowy format naTemat</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/9f93c88274ef93cd6a43e2d36933d68e,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Dlaczego państwo robi z nas śmieciarzy i skąd narodowa zgoda w upokarzaniu narodu? W nowym formacie naTemat Kuba Kralka i Paweł Orlikowski rozkładają na czynniki pierwsze system kaucyjny – i przy okazji pokazują, dlaczego w Polsce nawet rozmowa o śmieciach kończy się ideologiczną wojną. Do tego omawiają kontrowersje wokół Leny Polański, toru Poznań i... zobaczcie sami!

Jeszcze niedawno wyrzucanie śmieci było najprostszą czynnością świata. Dziś to niemal deklaracja światopoglądowa: albo jesteś odpowiedzialnym obywatelem, albo kimś, kto "nie rozumie świata" i stawiają cię na równi z płaskoziemcami. 
W teorii chodzi o ekologię. W praktyce – o to, czy jesteś gotów nosić swoje butelki z powrotem do sklepu, stać w kolejce i udawać, że wszystko działa tak, jak powinno. A do ręki dostać kupon do wydania w sklepie wielkiej, zagranicznej korporacji. No, z łaski ewentualnie zwrot kasy. 
W nowym formacie naTemat (czeka jeszcze na oficjalną nazwę, w komentarzach na YouTube możesz o tym zdecydować) Kuba Kralka i Paweł Orlikowski mrużą oczy, by wyraźniej widzieć to, co – po prostu – wkurza wielu z nas. Z przekąsem oceniają najbardziej denerwujące doniesienia z Polski i świata. 

                    
                Butelkomat, czyli jak państwo robi z nas śmieciarzy
System kaucyjny miał ratować planetę. W praktyce – jak zauważają prowadzący – zaczyna przypominać test charakteru. Oddajesz butelki? Jesteś świadomy. Nie oddajesz? No cóż… ktoś już ustawia cię w jednym szeregu z płaskoziemcami.
I tu pojawia się pierwszy zgrzyt. Bo problemem nie jest sama idea, tylko sposób jej wdrożenia. 
Kolejki, kupony zamiast gotówki, konieczność wydawania pieniędzy w tym samym sklepie. A przecież prawo powinno służyć ludziom. Zamiast tego mamy system, który bardziej tresuje niż pomaga. Wychowuje nędzników i śmieciarzy. Nie zgadzasz się z tym – miejsce wyrazu buntu jest pod naszym filmem. Komentuj. 
Lena Polański, czyli moralność kontra VAT i PIT dla Polski
Niebieska platforma jest tak popularna, a zarazem niebezpieczna, że wręcz indoktrynuje młode dziewczyny do marzeń o pracy w takiej formie. Bo przecież są tam miliony i międzynarodowa rozpoznawalność.
Z jednej strony możemy dyskutować o moralności – z drugiej, jeśli taka Lena Polański zostawia setki tysięcy, jak nie miliony złotych w podatkach, to czy nie warto przymknąć oka na moralność i podziękować, za "kilka dronów, którymi możemy odstraszać ruskich"? 
To oczywiste uproszczenie, ale zdaniem Kuby Kralki – niesmak ze względu na zawód, jakim się trudni ta influencerka można przełknąć, bo przecież podatki płaci w Polsce i to nie małe! 
Tor Poznań i cwaniactwo deweloperskie
Od śmieci rozmowa płynnie przechodzi do toru wyścigowego w Poznaniu. Schemat ten sam: najpierw coś istnieje od dekad, potem ktoś buduje się obok, a na końcu… zaczyna mu to przeszkadzać.
Szczytem bezczelności jest postawić dom przy torze i narzekać, że hałasuje. Tor Poznań ma blisko 50 lat i międzynarodową homologację. Bloki? Stoją – relatywnie – od niedawna. 
Jeśli ktoś nie rozumie, że auta na torze robią głośne "brum, brum", kupują tanie mieszkanie i ma pretensje, że bliska okolica nie sprzyja beztrosce – to jest niespełna rozumu. 
Węgry, Trump i polityka jako reality show
W Polsce powinniśmy mieć nowego premiera – Pawła Polaka. Wtedy razem z Piotrem Węgrem mogli by powrócić do nadrzędnej zasady: Polak, Węgier – dwa bratanki! 
W wątku węgierskim sporo uwagi autorzy poświęcają "pocałunkowi śmierci" od J.D. Vance'a i Donalda Trumpa. Mieli pomóc, a okazuje się, że raczej zaszkodzili Victorowi Orbanowi. Nie ma czego żałować. Żałować może tylko ten, co nie zobaczy pilotażowego odcinka naszego nowego formatu!
A w nim mówimy jeszcze m.in. o kontrowersjach wokół Rady Nowych Mediów przy prezydencie czy... prohibicji. Zobacz cały odcinek na naszym kanale YouTube naTemat. 

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/9f93c88274ef93cd6a43e2d36933d68e,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/9f93c88274ef93cd6a43e2d36933d68e,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Narodowa zgoda w upokarzaniu narodu. Państwo robi z nas śmieciarzy! A to nie jedyny problem.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/649594,prof-matczak-w-natemat-lewica-klepala-mnie-po-plecach-do-czasu</guid><link>https://natemat.pl/649594,prof-matczak-w-natemat-lewica-klepala-mnie-po-plecach-do-czasu</link><pubDate>Thu, 16 Apr 2026 19:01:36 +0200</pubDate><title>Prof. Matczak w naTemat: Lewica klepała mnie po plecach, dopóki nie ośmieliłem się wyrazić innego zdania</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/1c4cb135cf70177d16071c255debc768,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />– Łamanie konstytucji zawsze kończy się łamaniem człowieka – mówi prof. Marcin Matczak w "Wieczorze naTemat". Prawnik i filozof podkreśla, że granica już dawno została przekroczona. I nie chodzi o zwykły spór prawny, chodzi o to, czy państwo nadal chroni obywatela, czy zaczyna go sobie podporządkowywać. Jak pokazuje historia, takie procesy nigdy nie kończą się dobrze.

Czy w prezydentów z ramienia PiS wpisana jest rola seryjnych, konstytucyjnych przestępców dokonujących zamachu na praworządność? Czy Donald Trump może zostać odwołany z funkcji prezydenta? Czy w 2040 roku doczekamy się książki: Jak wychować prezydenta RP? Czy jeśli prawo podlega interpretacji to nadal jest prawem? 
Na te – i wiele innych pytań – w najnowszej odsłonie "Wieczoru naTemat" odpowiada prof. Marcin Matczak, prawnik, filozof, autor książek, nauczyciel akademicki i publicysta.

                    
                
Polaryzacja to "śmiertelny wróg" dla demokracji 
Jednym z najgroźniejszych zjawisk współczesnej polityki jest zamykanie ludzi w plemiennych tożsamościach. W takim świecie każda próba wyjścia poza linię własnego obozu traktowana jest jak zdrada, a nie jak element uczciwego namysłu.
– Najczęstszy komentarz, jaki dostaję z jednej i z drugiej strony, brzmi: nie mogę tego słuchać. Jakby inna wizja świata bolała. A przecież właśnie na tym polega myślenie, żeby się z czymś innym konfrontować – podkreśla prof. Marcin Matczak
To właśnie ten "ból myślenia" sprawia, że debata publiczna coraz częściej zamienia się w wymianę haseł zamiast argumentów. A konsekwencje są poważniejsze, niż mogłoby się wydawać.
– Jeżeli ludzie zamykają się w bańkach, jeżeli żyją w plemionach, to to jest śmiertelnie niebezpieczne dla demokracji. Bo w pewnym momencie pojawia się pytanie: po co oddawać władzę tym, których uznajemy za zdrajców? – mówi.
Praworządność podstawą bezpieczeństwa 
W tym kontekście praworządność przestaje być abstrakcyjnym pojęciem. Staje się warunkiem przetrwania wspólnoty i bezpieczeństwa jednostki.
– Praworządność to są rządy prawa, a nie ludzi i ich kaprysu. Jeżeli ktoś niszczy praworządność, to niszczy podstawową tkankę społeczną, jaką jest umożliwienie człowiekowi życia tak, jak on chce żyć. Łamanie konstytucji zawsze kończy się łamaniem człowieka – podkreśla gość "Wieczoru naTemat". 
To zdanie wyznacza realną stawkę sporu. Nie chodzi o przepisy, lecz o granice władzy i o to, czy obywatel może funkcjonować bez strachu przed arbitralną decyzją polityka.
– Jeżeli w kraju pojawia się władza, która mówi: ja wiem lepiej niż ty, ja jestem mądrzejszy niż ty – to wszystko jest zagrożone. Nasze plany, nasze życie, nasza samorealizacja – dodaje prof. Matczak. 
Państwo według woli polityka
Problem zaczyna się tam, gdzie konstytucja przestaje być zobowiązaniem, a staje się przeszkodą do obejścia. Wtedy pojawia się pokusa, by zmieniać sens prawa bez zmiany jego treści.
– To nie jest interpretacja, to jest wykręcanie konstytucji w drugą stronę. To próba powiedzenia narodowi: nie obchodzi mnie, co ustaliliście, ja wiem lepiej – mówi prof. Marcin Matczak. 
W takim modelu państwa zasady przestają być wspólne. Stają się narzędziem w rękach tych, którzy akurat sprawują władzę.
– To jest pogarda dla narodu. Konstytucja to wola wspólnoty, a nie materiał do dowolnej interpretacji. Jeżeli ktoś ją łamie, uznaje, że jest ważniejszy niż prawo, czyli ważniejszy niż my wszyscy – dodaje.
A to – jak pokazuje doświadczenie – prowadzi nieuchronnie do eskalacji napięć.
– Jeżeli ktoś jednostronnie zmienia zasady, które wspólnie ustaliliśmy, to musi to prowadzić do konfliktu. Bo druga strona w końcu wstanie od stołu – podkreśla Matczak. 
Granice interpretacji
Prawo wymaga interpretacji, ale nie oznacza to dowolności. Granice wyznacza język, kontekst i spójność całego systemu. Ich przekroczenie to już nie wykładnia, lecz manipulacja.
– Jeżeli każdy może nadać słowom dowolne znaczenie, to przestajemy się rozumieć. To jest atak na język, a w konsekwencji na wspólnotę – mówi. 
To dlatego spór o jedno słowo potrafi uruchomić znacznie większy konflikt – bo w rzeczywistości chodzi o kontrolę nad sensem całego systemu.
Więcej niż polityczny konflikt
Z tej perspektywy dzisiejszy spór przestaje być jedynie starciem partii. Dotyczy podstawowej zasady, która przez dekady była osią nowoczesnych demokracji.
– Cały wysiłek ludzkości polegał na tym, żeby nie pozwolić jednej grupie ludzi narzucać swojej woli wszystkim innym. Bo kiedy to się dzieje, zaczyna się zło – twierdzi prof. Marcin Matczak.
I właśnie dlatego – niezależnie od bieżących sporów – pytanie o praworządność pozostaje pytaniem o to, czy państwo nadal chroni obywatela, czy zaczyna go sobie podporządkowywać.
Obejrzyj cały odcinek "Wieczoru naTemat" z prof. Marcinem Matczakiem na naszym kanale YouTube naTemat.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/1c4cb135cf70177d16071c255debc768,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/1c4cb135cf70177d16071c255debc768,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">&quot;Lewica klepała mnie po plecach, do czasu&quot;. Prof. Marcin Matczak gościem &quot;Wieczoru naTemat&quot;.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/648766,pieklo-w-niebie-prawdziwa-historia-polskiej-sekty-przeraza-bardziej-niz-serial</guid><link>https://natemat.pl/648766,pieklo-w-niebie-prawdziwa-historia-polskiej-sekty-przeraza-bardziej-niz-serial</link><pubDate>Sun, 12 Apr 2026 16:50:09 +0200</pubDate><title>Piekło w &quot;Niebie&quot;. Prawdziwa historia polskiej sekty przeraża bardziej niż serial</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/b2136ad24134c46a2a433193587c7cf5,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Zaczęło się od "uzdrawiania", biblijnych wizji i obietnicy nowego życia. Skończyło na totalnej kontroli, rozbitych rodzinach, głodzie, przemocy psychicznej i dzieciach, które formalnie nie istniały. Historia sekty "Niebo" to nie tylko mocny materiał na serial. To jedna z najbardziej wstrząsających opowieści o manipulacji.

Po obejrzeniu tej historii trudno oprzeć się wrażeniu, że największą siłą sekty "Niebo" nie była religia, ale perfekcyjnie rozegrana ludzka słabość. 
W czasach transformacyjnego chaosu Bogdan Kacmajor dawał ludziom to, czego najbardziej potrzebowali: sens, wspólnotę i nadzieję. Problem w tym, że za obietnicą zbawienia szybko przyszło całkowite podporządkowanie. 

                    
                
Uzdrowiciel, który stał się guru
Bogdan Kacmajor najpierw zyskał rozgłos jako charyzmatyczny "uzdrowiciel". Do Majdanu Kozłowieckiego ciągnęli ludzie z całej Polski, przekonani, że trafili do człowieka obdarzonego boskim darem. 
To właśnie z tej wiary narodziła się sekta "Niebo". Zamknięta wspólnota z własnym językiem, nowymi imionami i zasadami, które miały zastąpić państwo, szkołę, lekarzy, a nawet rodzinę. 
Pełna kontrola
Najmocniejsze w tej opowieści jest to, jak zwyczajnie zaczynał się koszmar. Wspólne posiłki, czytanie Biblii, mówienie do siebie "bracie" i "siostro". Wszystko wyglądało jak niewinna ucieczka od świata. 
Potem przyszło palenie dokumentów, porzucanie majątku, rodzenie dzieci bez lekarzy i odbieranie ludziom tożsamości. W "Niebie" nawet imię przestawało należeć do człowieka.
Najbardziej przerażające są jednak historie dzieci i kobiet. Patriarchat usprawiedliwiany Biblią, dobieranie małżeństw przez guru, chłosta "z miłości", niezgłaszane porody, dzieci poza systemem. 
To nie są elementy mrocznej fikcji, ale relacje byłych członków i świadków. W tej historii szczególnie wybrzmiewa jedno: z sekty wcale nie tak łatwo było odejść, nawet gdy drzwi formalnie pozostawały otwarte. 
Niebo, po którym zostały pytania
Im dalej brniemy w tę historię, tym bardziej robi się duszno. Są klątwy, tajemnicze śmierci, samobójstwa, bieda i rozpad wspólnoty, która miała być drogą do Boga. 
Zostały za to pytania bez odpowiedzi. Ile osób naprawdę zniszczyło "Niebo" i ile dzieci przyszło tam na świat poza jakąkolwiek kontrolą? 
Sekty nie zaczynają się od horroru. Zaczynają się od obietnicy, że ktoś wreszcie zdejmie z nas ból. A potem bywa już za późno. 
Warto obejrzeć cały odcinek "Prawdziwych historii" na naszym kanale YouTube naTemat.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/b2136ad24134c46a2a433193587c7cf5,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/b2136ad24134c46a2a433193587c7cf5,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Sekta &quot;Niebo&quot; – jak było naprawdę? Zobacz &quot;Prawdziwe historie&quot;.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/648760,nowe-swieto-to-kpina-z-weteranow-wojenni-inwalidzi-jak-kwiatek-do-kozucha-politykow</guid><link>https://natemat.pl/648760,nowe-swieto-to-kpina-z-weteranow-wojenni-inwalidzi-jak-kwiatek-do-kozucha-politykow</link><pubDate>Sun, 12 Apr 2026 12:45:47 +0200</pubDate><title>Nowe święto to kpina z weteranów. Wojenni &quot;inwalidzi&quot; jak kwiatek do kożucha polityków</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/78841a066b70e421a849ba1852f60922,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Nowe państwowe święto miało być gestem pamięci, tymczasem staje się symbolem szerszego problemu. Polskie państwo potrafi złożyć wieniec, odprawić uroczystość i wygłosić apel, ale znacznie gorzej radzi sobie z realną opieką nad tymi, którzy po służbie i wojennych misjach zostali z doświadczeniem, ranami i często poczuciem porzucenia. Dzień Inwalidy Wojennego to kpina.

W tym roku po raz pierwszy obchodzony jest Dzień Inwalidy Wojennego. Ta data boleśnie pokazuje, jak w Polsce traktuje się weteranów. Wielkie słowa od święta i brak wsparcia na co dzień. 

                    
                
Dzień Inwalidy Wojennego
Zacznijmy od słowa "inwalida". Można wpisać do jakiegokolwiek czatu AI pytanie, czy wypada tak mówić. Odpowiedź? Używanie słowa inwalida jest obecnie odradzane, a przez wiele osób uznawane za stygmatyzujące, przestarzałe lub nieprzyjazne. Choć historycznie było neutralne, to współcześnie zastępuje się je określeniami bardziej podmiotowymi.
A w Polsce 12 kwietnia 2026 roku – po raz pierwszy w historii – obchodzimy Dzień Inwalidy Wojennego. W ramach uczczenia I Zjazdu Inwalidów Wojennych RP z 1919 r.
Wypunktować należy nie tylko niefortunną nazwę nowego święta, ale przede wszystkim jego fasadowość. Bo co właściwie zmienia jeden dzień pamięci, jeśli przez resztę roku weterani pozostają na marginesie debaty publicznej? Uroczystości są, kwiaty są, modlitwy są. Tyle że za symbolicznym gestem nie idzie systemowe działanie. 
Gen. Polko w ostrych słowach o nowym święcie
– Wymyślanie kolejnego święta – niech będzie, nie chcę go odbierać – ale zdecydowanie ważniejsze jest to, żeby ktoś zajął się weteranami na co dzień. Do mnie docierają duże grupy ludzi, którym nikt nie udziela pomocy, którzy nie mają gdzie się spotkać ani kto by ich reprezentował – komentuje w naTemat gen. Roman Polko.
Jak dodaje, sam miał niedawno przykład świetnie wykształconego weterana z misji w Iraku, Afganistanie i Kosowie. Człowieka z doświadczeniem, znajomością języków, który chciał dalej pracować dla państwa. Jednak... zabrakło jakiegokolwiek zainteresowania.
– My nie mamy systemu jak w USA czy Wielkiej Brytanii, gdzie weterani mają swoje miejsca, wsparcie i realne możliwości działania. W Polsce są często tylko tłem dla polityków i to bardzo niedobrze. Bo państwo nie powinno zapominać o tych, którzy już odeszli ze służby, ale wciąż mogą zrobić coś dobrego – podsumowuje gen. Polko.
Tak armii nie zbudujemy
Jeśli państwo chce przekonać młodych ludzi do służby, musi pokazać, że nie zostawia swoich żołnierzy po wszystkim. Same hasła o patriotyzmie i staniu "murem za polskim mundurem" nie wystarczą. Potrzebne są pieniądze, aktywizacja, codzienne wsparcie i prawdziwe włączenie weteranów w życie społeczne. 
Cały komentarz i przypomnienie słów gen. Romana Polko dostępne są na naszym kanale YouTube naTemat.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/78841a066b70e421a849ba1852f60922,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/78841a066b70e421a849ba1852f60922,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Żal weteranów. To nowe państwowe święto to kpina z ich oddania ojczyźnie.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/648751,najwieksze-klamstwo-tej-wojny-palasinski-punktuje-cynizm-trumpa-ale-i-bledy-zachodu</guid><link>https://natemat.pl/648751,najwieksze-klamstwo-tej-wojny-palasinski-punktuje-cynizm-trumpa-ale-i-bledy-zachodu</link><pubDate>Sat, 11 Apr 2026 13:30:02 +0200</pubDate><title>Największe kłamstwo tej wojny. Pałasiński punktuje cynizm Trumpa, ale i błędy Zachodu</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/40bf0372a4e23e100626dabfc7fcb42b,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Dwutygodniowe zawieszenie broni między Iranem, USA i Izraelem miało uspokoić świat. W komentarzu Jacka Pałasińskiego w ramach "Allegro ma non troppo" wybrzmiewa jednak coś znacznie mocniejszego. Rozejm nie zamyka tej wojny, tylko przykrywa jej koszty, chaos i polityczny cynizm Donalda Trumpa. Największym przegranym jest prawda o tym, co naprawdę wydarzyło się w regionie.

Rozejm tylko na papierze. W praktyce, jak pokazuje Jacek Pałasiński w "Allegro ma non troppo", Bliski Wschód nadal stoi na krawędzi, a świat z ulgą chwyta się każdej narracji, która pozwala ogłosić koniec kryzysu. Tyle że ten kryzys wcale się nie skończył.

                    
                
Donald Trump politycznie tej wojny nie przegrał, ale też jej nie wygrał. Ogłoszenie zawieszenia broni pozwala mu sprzedać opinii publicznej obraz skutecznego przywódcy, który powstrzymał apokalipsę. I właśnie to – bardziej niż realna stabilizacja – może okazać się jego największym sukcesem.
Pałasiński trafnie punktuje zachodni odruch ulgi. Gdy tylko milką bomby, przestaje się liczyć ofiary, zniszczoną infrastrukturę, rannych żołnierzy, rozbite państwa i rachunek, który dopiero nadejdzie. Liczy się jedno: że tankowce znów mają popłynąć, a ceny ropy nie wymkną się spod kontroli.
Prawdziwą bronią Iranu nie były rakiety
Wojna niespodziewanie pokazała, że najważniejszym narzędziem Iranu nie jest ani program rakietowy, ani program nuklearny, ale zdolność do zamknięcia Cieśniny Ormuz. 
To szybko wywarło presję na USA i ich sojuszników. W próbie zapobieżenia Iranowi w opracowaniu broni masowego rażenia, Stany Zjednoczone przekazały mu inną – kontrolę nad światowym handlem energią.

W komentarzu szczególnie wybrzmiewa wątek Cieśniny Ormuz. To właśnie tam widać, że rozejm nie oznacza normalności. Formalnie szlak miał zostać otwarty, ale realnie ruch pozostał sparaliżowany, a nad handlem zawisła groźba siłowej kontroli i politycznego szantażu.
Pałasiński pokazuje rzecz fundamentalną: największą siłą Iranu nie okazał się ani program nuklearny, ani rakietowy, lecz zdolność do zduszenia światowej gospodarki jednym gardłem transportowym. To dlatego świat tak nerwowo reagował na każdy komunikat z Ormuzu.
Irańczycy zostali sami
Najbardziej przejmujące są fragmenty o nastrojach w samym Iranie. Po ustaniu bombardowań nie pojawiła się ulga, lecz strach, że gdy ucichną bomby, odezwą się "reżimowe karabiny". To jedno z najmocniejszych zdań całego komentarza.
Pałasiński pokazuje dramat ludzi, którzy liczyli na osłabienie reżimu, a dziś obawiają się, że zostali zdradzeni. Świat zabierze Iranowi problem atomowy, ale zostawi Irańczyków z aparatem przemocy silniejszym niż wcześniej. 
Drugim mocnym akcentem są kulisy rozejmu. Nie ONZ, nie Europa, nie wielkie hasła o pokoju, lecz twardy interes. Pakistan jako pośrednik, Chiny jako cichy architekt nacisku, własne szlaki handlowe i własne rachunki strategiczne. Pokój nie rodzi się tu z etyki, tylko z kalkulacji.
I może właśnie dlatego komentarz Jacka Pałasińskiego zostaje w głowie. Bo nie opowiada bajki o triumfie dyplomacji. Opowiada o świecie, w którym rozejm jest często tylko przerwą między kolejnymi odsłonami tego samego chaosu.
Warto obejrzeć cały komentarz, a jest on dostępny na naszym kanale YouTube naTemat.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/40bf0372a4e23e100626dabfc7fcb42b,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/40bf0372a4e23e100626dabfc7fcb42b,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Pakistan &quot;alfonsem apokalipsy&quot;? Zobacz najnowszy komentarz Jacka Pałasińskiego ws. wojny na Bliskim Wschodzie.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/648706,trump-gasnie-putin-grozi-a-w-polsce-cyrk-jak-zawsze-zobacz-podsumowanie-tygodnia</guid><link>https://natemat.pl/648706,trump-gasnie-putin-grozi-a-w-polsce-cyrk-jak-zawsze-zobacz-podsumowanie-tygodnia</link><pubDate>Fri, 10 Apr 2026 17:55:01 +0200</pubDate><title>Trump gaśnie, Putin grozi, a w Polsce cyrk jak zawsze. Zobacz podsumowanie tygodnia</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/d0bf5274169ad225c254bc4f9f5a4277,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Donald Trump traci lojalnych sojuszników, Rosja coraz śmielej sonduje granice NATO, a kolejne kryzysy – od polityki po finanse – pokazują, jak niewiele dziś trzeba, by zachwiać poczuciem stabilności. Na polskim podwórku polityczne wojenki o podstawowe prawo, jakim jest trójpodział władzy, a w tym samym czasie człowiek dociera w kosmosie tak daleko, jak jeszcze nigdy. Zobacz podsumowanie tygodnia.

Ludzie okrążyli Księżyc, ale to politycy najbardziej odlecieli w kosmos. Gdy Trump przeszedł z fazy unicestwienia cywilizacji do złotej ery dla Bliskiego Wschodu, jednocześnie stracił nawet najwierniejszych z wiernych od MAGA. 
Do tego Putin grozi NATO i UE, a w Polsce bijemy się o sędziów TK, tylko – zamiast zapisywać się do partii – powinniśmy płakać nad marnotą naszej demokracji. 
Ten tydzień obfitował w polityczne przepychanki, wzmocnił geopolityczny chaos i zachwiał jedną z największych giełd kryptowalut. W tle zobaczyliśmy jednak spektakularne zdjęcia wschodu Ziemi. Ciekawe czasy? Mogłyby się trochę uspokoić.

                    
                MAGA zaczyna pękać
Jeszcze do niedawna wydawało się, że Donald Trump ma żelazny elektorat, którego nic nie ruszy. Dziś jednak coś wyraźnie się zmienia. I nie chodzi o krytykę ze strony demokratów – ta była zawsze. Chodzi o głosy sprzeciwu z samego serca Partii Republikańskiej.
Coraz więcej dotychczasowych sojuszników odwraca się od byłego prezydenta. Padają słowa, które jeszcze niedawno były nie do pomyślenia: że Trump "oderwał się od rzeczywistości", że "posuwa się za daleko" i zwyczajnie "mają go dość".
To nie jest tylko polityczna rysa. To może być początek poważnego pęknięcia. A może nawet początek końca Donalda Trumpa.
Rosja grozi NATO
W tym samym czasie świat staje się coraz bardziej niebezpieczny. Rosja nie przestaje grać na eskalację. Groźby wobec państw NATO i Unii Europejskiej przestają być jedynie retoryką.
Kreml sugeruje, że kraje wspierające Ukrainę mogą stać się celem ataków. Pretekst? Wystarczy byle incydent – choćby przelot ukraińskiego drona przez przestrzeń powietrzną państw bałtyckich.
I tu pojawia się realny problem. Estonia, Łotwa czy Finlandia – państwa stojące po stronie Ukrainy – zaczynają mieć dość sytuacji, w której ich przestrzeń powietrzna staje się korytarzem dla operacji militarnych. Nie chcą być przypadkowo wciągnięte w wojnę.
Bo w logice Kremla każdy incydent może być uznany za "prowokację". A stąd już tylko krok do testowania artykułu 5. NATO, czyli zasady, że atak na jednego członka sojuszu jest atakiem na wszystkich.
Zondacrypto. Wielkie pieniądze i wielkie nerwy
Jakby tego było mało, jedna z największych platform kojarzonych z Polską – choć formalnie działająca poza jej granicami – znalazła się w ogromnych tarapatach.
Klienci zondacrypto zgłaszają problemy z wypłatami środków. Prezes firmy w rozmowie z naTemat uspokaja: to tylko "problemy techniczne", żadnych kłopotów z płynnością nie ma.
Problem w tym, że podobne zapewnienia słyszeliśmy już w historii rynku finansowego nie raz. A komentarze klientów nie pozostawiają złudzeń – zaufanie zaczyna się kruszyć.
Wojna o TK i farsa w Pałacu
Na krajowym podwórku też trudno o spokój. Wydarzenia wokół Trybunału Konstytucyjnego daleko odbiegają od norm państwa prawa. 
Spór o legalność sędziów, wzajemne oskarżenia o łamanie konstytucji, demonstracje i kontrdemonstracje – to wszystko trwa już od lat, ale teraz osiąga apogeum.
Argumenty podnoszone przez Kancelarię Prezydenta to absurd. Słowa Zbigniewa Boguckiego po prostu nie przystoją politykom na tak eksponowanych stanowiskach. To wmawianie ludziom, że czarne jest białe. Nie możemy sobie na to pozwolić, bo trójpodział władzy i apolityczność sądów to nasze konstytucyjne prawo. A jest brutalnie wykorzystywane do politycznej gry.  
I nagle… kosmos
Na tym tle dzieje się coś zupełnie innego. Misja Artemis II – jedno z największych osiągnięć współczesnej nauki – przypomina nam, jak daleko potrafi zajść człowiek.
Załoga okrąża Księżyc. Ludzkość znów sięga dalej niż kiedykolwiek wcześniej. Obrazy Ziemi widzianej z kosmosu robią coś, czego nie potrafi żadna debata polityczna – zmuszają do refleksji.
Bo nagle okazuje się, że wszystkie nasze konflikty, spory i polityczne wojny wygląda absurdalnie mało znacząco. Ta misja to kolejny wielki krok do eksploracji kosmosu przez ludzkość. Obrazki wschodu Ziemi skłaniają do myślenia, że wszystkie nasze codzienne spory są totalnie bez sensu. Jednak w przestrzeni publicznej próżno szukać podobnych refleksji.
Pełen komentarz podsumowujący ten tydzień zobacz na naszym kanale YouTube naTemat.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/d0bf5274169ad225c254bc4f9f5a4277,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/d0bf5274169ad225c254bc4f9f5a4277,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Zobacz &quot;Komentarz naTemat&quot; najgorętszych wydarzeń mijającego tygodnia. Od Trumpa i Putina, przez sędziów TK, po misję Artemis II.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/648541,farsa-w-palacu-nawrocki-robi-z-polakow-idiotow</guid><link>https://natemat.pl/648541,farsa-w-palacu-nawrocki-robi-z-polakow-idiotow</link><pubDate>Thu, 09 Apr 2026 19:10:01 +0200</pubDate><title>Farsa w Pałacu. Nawrocki robi z Polaków idiotów?</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/ad6f052e59f5173d014c286255cecd4c,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Sześcioro sędziów Trybunału Konstytucyjnego złożyło ślubowanie w Sejmie, w tym czworo, którym prezydent Karol Nawrocki – bez żadnego trybu – odmówił jego przyjęcia. Zwolennicy PiS grzmią o "zamachu na praworządność", ale jednego nie dostrzegają – to prezydent i jego kancelaria łamią prawo. Byliśmy przed TK i zebraliśmy najważniejsze komentarze w tej sprawie.

W Sejmie odbyło się ślubowanie sześciorga sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Dwoje z nich wcześniej zostało zaprzysiężonych w Pałacu Prezydenckim, ale wobec pozostałej czwórki Karol Nawrocki odmówił przyjęcia ślubowania.
Najpierw przed Sejmem, a później przed Trybunałem Konstytucyjnym zjawiły się bojówki PiS, w tym głównie kluby "Gazety Polskiej" oraz Ruch Obrony Granic z Robertem Bąkiewiczem na czele. 
Szef KPRP Zbigniew Bogucki pisze o "farsie" i "parodii", ale jakby nie dostrzega (lub ma Polaków za idiotów), że największą farsę i parodię z prawa i trójpodziału władzy robi prezydent Karol Nawrocki i jego gabinet.

                    
                Prezydent ponad konstytucją
Prawnicy, konstytucjonaliści, eksperci nie tylko z nazwy – zgodnie wskazują, że jedyną kompetencją prezydenta w kwestii wyboru sędziów do Trybunału Konstytucyjnego (jak i do Trybunału Stanu) jest przyjęcie od nich ślubowania. Prezydent nie ma prawa tego blokować ani decydować, czy od legalnie wybranych sędziów przyjmować ślubowanie, czy też nie. 
Zauważył to nawet były prezydent Andrzej Duda, który gościł w podcaście posła PiS Krzysztofa Szczuckiego. 
– Prezydent jest związany uchwałą Sejmu i to nie może być tak, że prezydent na przykład przyjmie ślubowanie sędziowskie od kogoś innego niż ten, kto jest wybrany, albo tylko od niektórych. Tu jest problem taki, że ta norma konstytucyjna jest jednak bardzo wyraźna. Jeżeli Sejm stwierdził – oto panie prezydencie są kandydaci na sędziów, to prezydent jest tą decyzją Sejmu związany – stwierdził Duda.
– Prezydent nie może wtedy mówić: "Przepraszam bardzo, państwo nie zdecydowaliście. To nie ci, a tamci". Oczywiście teoretycznie może tak powiedzieć, tylko że wchodzi wtedy w bardzo poważną batalię ustrojową, której konstytucja w ogóle nie przewiduje – dodał były prezydent.
Ostro skomentował to także prof. Marcin Matczak. Jasno podkreślił, że jeśli ktoś łamie prawo, to nie sędziowie TK, a prezydent właśnie, który uniemożliwia im – wbrew konstytucji – podjęcie pracy.
– Jedynym celem działania prezydenta jest Trybunał wiecznie PiS-owski. 10 lat temu Andrzej Duda nie przyjmując ślubowań od trzech legalnie wybranych sędziów TK zabetonował PiS-owską kontrolę nad TK na 9 lat. Teraz Karol Nawrocki robi to samo. Będzie odmawiał ślubowania tak długo, aż sędziów TK znowu wybierze PiS – stwierdził prof. Matczak. 
– I jeszcze ta obrzydliwa propaganda, że jeśli ktoś protestował przeciwko PiS-owskiemu monopolowi w sądownictwie, sam stał się politykiem. Jasne – ideałem bezstronności jest Święczkowski, kolega Ziobry, na czele TK. I Pawłowicz, i Piotrowicz. O taki właśnie Trybunał walczy Karol Nawrocki. PiS-owski na wieki wieków albo żaden – dodał.
– Patrzcie na to uważnie i nie dajcie się oszukać – podsumował. 
Od siebie dodam, że jeśli mamy prezydenta, który chce być ponad Konstytucją, to właściwie nie wiem, czy mamy jeszcze państwo. W spolaryzowanym społeczeństwie obozy są jasno podzielone, ale umyka nam to, że niezależnie od tej czy innej władzy, dajemy się ogłupiać i mamić politycznej grze. Warto "patrzeć uważnie". 
10 lat wojny o TK 
Kryzys wokół Trybunału Konstytucyjnego ciągnie się od ponad dekady. Dzisiejsze wydarzenia są kolejnym rozdziałem tej historii – i być może jednym z najbardziej przełomowych. Bo jeśli prezydent uważa, że może blokować zaprzysiężenie sędziów, a Sejm musi szukać sposobów, by to obejść, pojawia się fundamentalne pytanie: kto tak naprawdę stoi na straży konstytucji? 
W tle tego konfliktu jest coś więcej niż spór między rządem a opozycją i prezydentem. Chodzi o podstawowe prawo nas wszystkich jako obywateli RP – trójpodział władzy i niezależność sądów.
Pełen komentarz i relację z protestu przed Trybunałem Konstytucyjnym zobacz na naszym kanale YouTube naTemat.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/ad6f052e59f5173d014c286255cecd4c,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/ad6f052e59f5173d014c286255cecd4c,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Cyrk przed TK. Bojówki PiS w akcji, Bąkiewicz zrobił show.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/648250,jaki-bedzie-final-szalenstw-trumpa-gen-polko-dla-natemat-nadchodzi-nowy-porzadek</guid><link>https://natemat.pl/648250,jaki-bedzie-final-szalenstw-trumpa-gen-polko-dla-natemat-nadchodzi-nowy-porzadek</link><pubDate>Wed, 08 Apr 2026 14:08:01 +0200</pubDate><title>Jaki będzie finał &quot;szaleństw&quot; Trumpa? Gen. Polko dla naTemat: Nadchodzi nowy porządek</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/1599a2812ad3488b5ca696b18cf9c5c3,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Najpierw usłyszeliśmy o "końcu cywilizacji", chwilę później o "złotej erze pokoju". Ten chaos komunikatów Donalda Trumpa – zdaniem gen. Romana Polko – nie jest przypadkiem, tylko oznaką groźnego braku kontroli. W "Rozmowie naTemat" były dowódca GROM mówi wprost: nadchodzi nowy porządek świata.

Generał Roman Polko w "Rozmowie naTemat" wskazuje, że za szumem informacyjnym Donalda Trumpa ws. wojny na Bliskim Wschodzie kryje się chaos, brak strategii i realne zagrożenia dla globalnego bezpieczeństwa. Jego zdaniem, nie ma w tym żadnej logiki, a na domiar złego – sam Trump brzmi już jak Putin. 

                    
                Generał Polko o działaniach Trumpa: Czyste szaleństwo
– Porażające jest to, że prezydent największego kraju świata, kraju, który oparty jest na demokracji, na poszanowaniu człowieka, zapowiada koniec cywilizacji – mówi gen. Roman Polko. 
Jak podkreśla, przekroczona została granica, której wcześniej nie naruszano nawet podczas kontrowersyjnych operacji wojskowych. Jednocześnie generał odrzuca narrację o "strategicznej grze" Trumpa.
– Otóż ten bałagan i chaos na Bliskim Wschodzie zaprowadził prezydent Trump nieprzemyślaną interwencją i w tym szaleństwie nie ma żadnej metody. Tego się uczyłem w samych Stanach Zjednoczonych, a prezydent Trump niestety nie słucha swoich podwładnych. Nie słucha ekspertów, tylko słucha samego siebie i codziennie budzi się z innym snem – dodaje były dowódca GROM.
Jego zdaniem to nie "wielopoziomowe szachy", ale chaos, który destabilizuje relacje międzynarodowe.
Polko zwraca uwagę, że na napięciach korzysta przede wszystkim Kreml.
– Rosja też była zainteresowana uwikłaniem Stanów Zjednoczonych w taką drugą wojnę, bo wiadomo było, że wsparcie w żaden sposób ze strony amerykańskiej nie będzie udzielane Ukrainie – podkreśla.
NATO nie jest już "papierowym tygrysem"
W kontekście zapowiedzi Kremla, które sugerują przetestowanie artykułu 5. NATO – ważne jest pytanie o trwałość Sojuszu. Choć przez lata pakt był krytykowany za słabość, dziś – zdaniem generała – sytuacja się zmienia.
– Europa mocno wzięła się za zacieśnienie szeregów i dzisiaj mówienie o tym, że NATO jest papierowym tygrysem jest nieporozumieniem. To jest woda na młyn kremlowskiej propagandy. Europa na szczęście się obudziła – twierdzi gen. Polko.
Jednocześnie ostrzega, że Rosja będzie testować jedność NATO – szczególnie w przypadku mniejszych państw, jak Kraje bałtyckie. 
"Buduje się nowy porządek świata"
Jednocześnie generał podkreśla, że w ujęciu globalnym jesteśmy świadkami przetasowania mocarstw i ostrej gry o wpływy. 
– Buduje się tak naprawdę nowy porządek światowy. Niestety, ale prezydent Trump chciałby takiego koncertu mocarstw, którym dominującą rolę w świecie mają Stany Zjednoczone, Chiny i nie wiadomo dlaczego Rosja, która ma ropę i broń jądrową. Europa nie może na to pozwolić –  ostrzega.
To właśnie od reakcji Europy – i jej jedności – zależy, czy ten scenariusz się ziści.
Jakie są przewidywania gen. Romana Polko? Zobacz całą "Rozmowę naTemat" na naszym kanale YouTube.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/1599a2812ad3488b5ca696b18cf9c5c3,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/1599a2812ad3488b5ca696b18cf9c5c3,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">NATO szykuje się na Rosję. Gen. Polko: Nadchodzi nowy porządek świata.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/648064,upadek-zondacrypto-prezes-przemyslaw-kral-dla-natemat-nie-bankrutujemy</guid><link>https://natemat.pl/648064,upadek-zondacrypto-prezes-przemyslaw-kral-dla-natemat-nie-bankrutujemy</link><pubDate>Tue, 07 Apr 2026 18:24:09 +0200</pubDate><title>Upadek zondacrypto? Prezes Przemysław Kral dla naTemat: Nie bankrutujemy</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/07c2f07d5f44876c36ff03f30247e737,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Zamieszanie wokół jednej z największych giełd kryptowalut z polskimi korzeniami narasta. Klienci skarżą się na opóźnienia w wypłatach, a w sieci pojawiają się poważne zarzuty. W rozmowie z naTemat prezes zondacrypto Przemysław Kral odpowiada na nie wprost. I tłumaczy, co z pieniędzmi klientów oraz sytuacją finansową firmy.

W ostatnich tygodniach wokół zondacrypto zrobiło się wyjątkowo gorąco. Doniesienia o problemach z wypłatami, spekulacje o utracie środków i pytania o płynność finansową wywołały niepokój wśród klientów. 
Prezes spółki Przemysław Kral w rozmowie z naTemat przekonuje jednak, że sytuacja jest pod kontrolą i ma jedno źródło – problemy techniczne. 

                    
                "Nie bankrutujemy"
– Rzeczywiście opóźniają się płatności, natomiast robimy wszystko, żeby przywrócić regulaminową i terminową wypłatę. Absolutnie nie bankrutujemy, absolutnie zwracamy pieniądze klientom – zapewnia w "Rozmowie naTemat" Przemysław Kral, CEO zondacrypto.
W ten sposób odpowiada na publikacje money.pl i Wirtualnej Polski, które sugerują  spadek rezerw bitcoinów giełdy nawet o 99 proc.
Prezes podkreśla, że mimo zwiększonego ruchu na platformie – zarówno wpłat, jak i wypłat – firma nadal działa operacyjnie. W jego ocenie część zamieszania to efekt skoordynowanych publikacji medialnych, które nazywa zaplanowanym atakiem na jego firmę.
Problem techniczny?
Kral przyznaje, że użytkownicy faktycznie mogą doświadczać opóźnień. Powód? Awaria systemu i konieczność ręcznego przetwarzania części operacji.
– Problem techniczny wynika z awarii systemu i konieczności manualnego wykonywania transferów. To wydłuża proces, ale transfery są realizowane. Nie jest tak, że ktoś zniknął albo że środki nie są wypłacane – tłumaczy.
Jak dodaje, część automatycznych procesów została już przywrócona, a pełna stabilizacja ma nastąpić w najbliższym czasie.
Najważniejsze pytanie dotyczące płynności finansowej zondacrypto dotyczy tego, co znajduje się na tzw. zimnych portfelach (z ang. cold wallet). Te nie są podpięte do sieci, nie widać publicznie, ile środków się na nich znajduje. Prezes Kral przekonuje, że odpowiednie środki są tam zdeponowane, pokazuje je nadzorcy, ale nie będzie udostępniał w internecie, bo to "kwestia bezpieczeństwa klientów". 
Spór o "znikające bitcoiny"
Jednym z najgłośniejszych zarzutów była informacja o rzekomym "wyparowaniu" środków (nawet 99 proc. BTC). Prezes zondacrypto stanowczo ją odrzuca, wskazując na błędną metodologię analiz.
– Łatwo powiedzieć, że wyparowało 99 proc. bitcoinów, jeżeli mówi się tylko o hot wallet. Absolutnie nie zbadano naszych cold walletów ani tego, co się na nich znajduje. Ta informacja jest bardzo krzywdząca i absolutnie nieprawdziwa – podkreśla.
Zondacrypto utrzymuje, że środki klientów znajdują się na zabezpieczonych portfelach, a ich stan został potwierdzony audytem i raportami dla instytucji nadzorczych.
Należy podkreślić, że organy nadzoru znajdują się w Estonii. To tam jest zarejestrowana giełda kryptowalut, bo w Polsce wciąż nie mamy odpowiednich regulacji normujących ten rynek. 
Ten spór toczy się od wielu miesięcy. Przypomnijmy, Karol Nawrocki zawetował przygotowaną przez rząd Donalda Tuska ustawę o kryptoaktywach, implementującą unijną dyrektywę MiCA do polskiego prawa. 
Dlatego też zamieszanie wokół zondacrypto ma zabarwienie polityczne. Jednak Przemysław Kral zapewnia w naTemat, że ani nie lobbował u Nawrockiego za wetem, ani nie opowiada się po żadnej stronie politycznego sporu. 
Właściwie ustawa dla zondacrypto jest obojętna. Firma legalnie działa w Estonii, tam już funkcjonuje MiCA, ale ani Komisja Nadzoru Finansowego, ani żadna inna polska instytucja nie ma i nie będzie miała prawa kontrolować tej giełdy tak długo, jak nie jest ona zarejestrowana w Polsce. 
– Nie znam prezydenta Nawrockiego, nie lobbowałem u niego. Są różne tezy, już słyszałem ich bardzo wiele. Absolutnie jest to nieprawda. Dla nas ta ustawa de facto nie ma żadnego znaczenia. Więc czy ona jest, czy jej nie ma, naprawdę to jest dla nas zupełnie nieistotne. Zarzut lobbingu jest wyssany z palca – podkreśla Kral. 
"Musimy przetrwać ten atak"
Przemysław Kral w rozmowie z naTemat zapewnia, że – poza awarią – firma działa normalnie. Obecne zamieszanie określa mianem skoordynowanego ataku. Informuje, że szykuje już pozwy sądowe.
– Najlepszym dowodem na to, że działamy, jest wypłacanie pieniędzy klientom. My te wypłaty realizujemy mimo zwiększonego obciążenia. To pokazuje, że funkcjonujemy i jesteśmy stabilni – zapewnia. 
Jednocześnie zapowiada, że w najbliższych dniach firma przedstawi konkretne dane dotyczące skali wypłat. 
– Jesteśmy poddawani atakom, które mają nas zniszczyć. Zaatakowano nas dosyć bezpardonowo i musimy ten atak przetrwać. Robimy wszystko, żeby w pierwszej kolejności zadowolić i zaspokoić naszych klientów. To jest dla nas najważniejsze – podsumowuje.
Czy przekonują Cię argumenty prezesa zondacrypto? Obejrzyj całą rozmowę na naszym kanale YouTube naTemat i daj znać w komentarzu.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/07c2f07d5f44876c36ff03f30247e737,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/07c2f07d5f44876c36ff03f30247e737,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Prezes zondacrypto Przemysław Kral w rozmowie z naTemat tłumaczy się z medialnych zarzutów o brak wypłacalności.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/647632,prawda-o-ostatnich-dniach-jezusa-ktorej-nie-ma-w-biblii-zobacz-najnowsze-biuro-tajemnic</guid><link>https://natemat.pl/647632,prawda-o-ostatnich-dniach-jezusa-ktorej-nie-ma-w-biblii-zobacz-najnowsze-biuro-tajemnic</link><pubDate>Sun, 05 Apr 2026 12:20:01 +0200</pubDate><title>Prawda o ostatnich dniach Jezusa, której nie ma w Biblii. Zobacz najnowsze &quot;Biuro Tajemnic&quot;</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/8656e2dc9ea69b89c3880f73427ee19b,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Znane od wieków sceny – triumfalny wjazd do Jerozolimy, proces przed Piłatem, pusty grób – mogły wyglądać zupełnie inaczej, niż uczono nas od dziecka. Analiza "Biura Tajemnic" pokazuje jak naprawdę mogły wyglądać ostatnie dni Jezusa.

Opowieść o ostatnich dniach Jezusa zna niemal każdy – nawet osoby niewierzące. Problem w tym, że coraz więcej badaczy uważa, iż to, co znamy z Ewangelii, to raczej efekt wieloletnich narracji niż zapis faktów. Najnowsze "Biuro Tajemnic" pokazuje, jak bardzo te historie mogą odbiegać od rzeczywistości.

                    
                
Ewangelie to nie reportaż z epoki
Najstarsze Ewangelie powstały dopiero kilkadziesiąt lat po wydarzeniach i nie zostały napisane przez świadków. Historie krążyły ustnie, zmieniały się i były dostosowywane do odbiorców. 
Np. symboliczny wjazd do Jerozolimy na ośle miał oznaczać pokorę oraz wypełnienie proroctwa Zachariasza o królu przynoszącym pokój. Jezus wjechał do miasta od strony Góry Oliwnej, witany przez tłumy ścielące płaszcze i gałązki.
W realiach rzymskiej Judei taka scena zakończyłaby się natychmiastowym aresztowaniem. Historycy uznają, że wydarzenie – jeśli miało miejsce – było znacznie skromniejsze. 
Przełom w świątyni
Kluczowym wydarzeniem, które mogło przesądzić o losie Jezusa, było jego zachowanie w świątyni jerozolimskiej. To miejsce było nie tylko centrum religijnym, ale także sprawnie funkcjonującym systemem ekonomicznym obsługującym tysiące pielgrzymów przybywających na Paschę. 
Zakłócenie handlu i publiczne nauczanie mogły zostać odebrane jako zagrożenie dla porządku społecznego i religijnego. W oczach kapłanów Jezus przestawał być jedynie nauczycielem, a zaczynał być potencjalnym źródłem niepokojów, które mogły sprowokować reakcję Rzymian. 
Do tego wizerunek Piłata znany z Ewangelii – jako urzędnika próbującego uniknąć skazania Jezusa – stoi w sprzeczności z przekazami historycznymi. Źródła opisują go jako brutalnego i bezkompromisowego zarządcę, który wielokrotnie tłumił bunty i ignorował lokalne zwyczaje. 
W kontekście napiętej sytuacji w Jerozolimie podczas Paschy pojawienie się nauczyciela mówiącego o nowym królestwie mogło zostać uznane za zagrożenie polityczne. W takiej sytuacji szybki wyrok i egzekucja byłyby standardową praktyką, a nie wyjątkiem.
Pusty grób i granice wiedzy
Największe rozbieżności pojawiają się w opisach zmartwychwstania, które różnią się w zależności od Ewangelii – od liczby świadków po przebieg wydarzeń. Historycy zwracają uwagę, że nie ma żadnych bezpośrednich dowodów potwierdzających te relacje, a sam fakt pustego grobu jest przedmiotem sporów. 
Co więcej, praktyki rzymskie wskazują, że ciała ukrzyżowanych często pozostawiano na krzyżach lub chowano w zbiorowych mogiłach, co podważa możliwość szybkiego, indywidualnego pochówku. 
W tym miejscu historia przechodzi w obszar wiary, gdzie nauka nie jest w stanie dać jednoznacznych odpowiedzi.
To właśnie ta granica między faktami a interpretacją sprawia, że temat wciąż budzi emocje. I jednocześnie sprawia, że warto sięgnąć po całość materiału – bo dopiero wtedy widać, jak skomplikowana i wielowarstwowa jest to historia.
Najnowszy odcinek "Biura Tajemnic" zobacz na naszym kanale YouTube naTemat.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/8656e2dc9ea69b89c3880f73427ee19b,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/8656e2dc9ea69b89c3880f73427ee19b,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Ostatnie dni Jezusa. O tym w Biblii nie przeczytasz. Zobacz najnowsze &quot;Biuro Tajemnic&quot;.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/647638,palasinski-w-natemat-rozbraja-wielkanoc-z-patosu-styk-wiary-polityki-i-obyczajow</guid><link>https://natemat.pl/647638,palasinski-w-natemat-rozbraja-wielkanoc-z-patosu-styk-wiary-polityki-i-obyczajow</link><pubDate>Fri, 03 Apr 2026 18:11:51 +0200</pubDate><title>Pałasiński w naTemat rozbraja Wielkanoc z patosu. Styk wiary, polityki i obyczajów</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/120477534e0f826d216314403dedb6d5,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Wielkanoc o jakiej nie uczą w szkole. Pełna sprzeczności, polityki, krwi i ludowych rytuałów. Jacek Pałasiński w "Allegro ma non troppo" rozbiera ją na czynniki pierwsze. Pokazując, że za świątecznym symbolem kryje się historia znacznie bardziej złożona, a momentami wręcz niewygodna.

Jacek Pałasiński w podcaście "Allegro ma non troppo" bierze na warsztat Wielkanoc i robi to po swojemu. Bez kaznodziejskiego tonu, za to z erudycją, ironią i wyczuciem detalu. Z jego opowieści wyłania się święto znacznie bardziej złożone, niż podpowiadają szkolne skojarzenia z pisanką, barankiem i lanym poniedziałkiem.

                    
                Wielkanoc nie jest tak oczywista, jak się wydaje
Jednym z najmocniejszych fragmentów podcastu jest opis Jerozolimy w czasie Paschy. Pałasiński odbrązawia nasze wyobrażenia i pokazuje skalę całego religijnego przedsięwzięcia. 
Tłumy pielgrzymów, tysiące zwierząt, kolejki, krew, handel i logistyka. Scena wypędzenia kupców ze świątyni przestaje być tylko symbolicznym gestem. Staje się realnym uderzeniem w porządek religijny, ekonomiczny i polityczny. Jezus nie jawi się jako postać z obrazka, ale ktoś, kto naprawdę naruszył system. 
Jacek Pałasiński przypomina też coś, co dla wielu może być niewygodne, ale intelektualnie jest bardzo ciekawe. Chrześcijańska Wielkanoc wyrasta z żydowskiej Paschy, a sama tradycja świąt obrosła przez wieki wpływami znacznie starszymi niż chrześcijaństwo. 
W jego opowieści obok teologii pojawiają się wiosenne kulty odrodzenia, dawne obrzędy i językowe ślady rozrzucone po całej Europie. Dzięki temu Wielkanoc przestaje być jednowymiarowa. Zaczyna oznaczać nie tylko zmartwychwstanie, lecz także „przejście” – od starego do nowego porządku.
Pisanki, zając i śmigus-dyngus
Pisanki, zając, polewanie wodą, sadza "Siudej Baby", hałasy, procesje, ognie i wielkanocne wypieki z różnych krajów. Wszystko to układa się w barwny katalog rytuałów, które czasem bardziej przypominają dawny festyn niż nabożne skupienie. 
Autor pokazuje tu, jak religia przez stulecia oswajała lokalne zwyczaje, a ludzie dopisywali do świąt własne sensy: trochę pobożne, trochę zabawne, a czasem wręcz brutalne.
W swoim komentarzu na temat Wielkanocy Jacek Pałasiński nie moralizuje, nie upraszcza i nie boi się pokazać rozbieżności w Ewangeliach, historycznych niejasności, a jednocześnie ogromnej siły symboli, które przetrwały ponad dwa tysiące lat. 
To komentarz, po którym trudniej patrzeć na Wielkanoc wyłącznie jak na zestaw rodzinnych dekoracji i obowiązkowych potraw. I właśnie dlatego warto zobaczyć cały odcinek, który jest dostępny na naszym kanale YouTube.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/120477534e0f826d216314403dedb6d5,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/120477534e0f826d216314403dedb6d5,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Wielkanoc o jakiej nie uczą w szkołach. Jacek Pałasiński o prawdziwej historii wokół Jezusa</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/647599,trump-tk-i-miliardy-w-bloto-ten-tydzien-pokazal-ile-kosztuje-globalny-chaos</guid><link>https://natemat.pl/647599,trump-tk-i-miliardy-w-bloto-ten-tydzien-pokazal-ile-kosztuje-globalny-chaos</link><pubDate>Thu, 02 Apr 2026 18:12:24 +0200</pubDate><title>Trump, TK i miliardy w błoto. Ten tydzień pokazał, ile kosztuje globalny chaos</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/fe401e2c08b2ba80ca4f284d067c74e4,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Trump znów wstrząsnął światem, rynki zareagowały natychmiast, ropa poszybowała, a skutki konfliktu na Bliskim Wschodzie już odbijają się na portfelach Polaków. Do tego dochodzi chaos wokół Trybunału Konstytucyjnego, 6 mld zł za nieodebrane szczepionki i nowe polityczne obietnice bez pokrycia. Ten tydzień pokazał jedno – globalne kryzysy i krajowe gry coraz mocniej kosztują zwykłych ludzi.

Słowa Donalda Trumpa o Iranie błyskawicznie przełożyły się na ceny ropy, kurs dolara i pytania o inflację w Polsce. A gdy świat drżał po kolejnym ostrym wystąpieniu z Waszyngtonu, u nas trwały spory o sędziów Trybunału Konstytucyjnego, miliardowe konsekwencje decyzji pandemicznych i nowe kampanijne pomysły Mateusza Morawieckiego.

                    
                Trump mówi, rynki reagują
Najmocniejszym punktem tygodnia było wystąpienie Donalda Trumpa. Padły groźby wobec Iranu, padły też słowa o dyplomacji, ale rynki usłyszały przede wszystkim jedno: kolejną eskalację. Efekt? Skok cen ropy, umocnienie dolara i bardzo realne pytanie, ile za chwilę zapłacimy na stacjach. To nie jest już abstrakcyjna geopolityka. To wojna, której odpryski widać w cenach paliw, inflacji i domowych budżetach.
Polityczny spór o sądy
W Polsce równie gorąco było wokół Trybunału Konstytucyjnego. Spór o to, jak i przed kim sędziowie mają składać ślubowanie, urósł do rangi kolejnej politycznej awantury. Problem w tym, że tu nie chodzi wyłącznie o semantykę czy proceduralne detale. Chodzi o państwo, które ma działać sprawnie i przewidywalnie, zwłaszcza tam, gdzie obywatel powinien mieć gwarancję niezależności od polityki.
6 miliardów za szczepionki
Mocno wybrzmiewa też sprawa szczepionek Pfizera. Polska ma zapłacić 6 mld zł za dawki zamówione, ale nieodebrane. To kwota gigantyczna, szczególnie dziś, gdy budżet jest napięty do granic możliwości. Najuczciwsza diagnoza jest brutalna: samo zamówienie mogło być zasadne, ale brak odbioru i brak rozliczenia tej decyzji kompromitują państwo. W tej historii polityczne okopy niewiele wyjaśniają. Zostaje rachunek, który i tak zapłacą obywatele.
Morawiecki rozdaje. Obietnica bez pokrycia
Na tym tle propozycja „500 plus na mieszkańca” brzmi jak klasyczna wyborcza kiełbasa. Efektownie sprzedana, ale bez odpowiedzi na najważniejsze pytanie: skąd wziąć na to pieniądze? W czasie deficytu, wysokich kosztów obronności i rosnących wydatków socjalnych każda nowa obietnica powinna zaczynać się od źródeł finansowania, a nie od chwytliwego hasła.
W ramach komentarza tygodnia pojawiają się jeszcze informację o tym, dlaczego wybory na Węgrzech są ważne także dla Polaków oraz czy wierni stracili już bezpowrotnie Ziemię Świętą. Zobacz go na naszym kanale YouTube naTemat.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/fe401e2c08b2ba80ca4f284d067c74e4,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/fe401e2c08b2ba80ca4f284d067c74e4,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Polityczna zawierucha. Wojna na Bliskim Wschodzie już nas kosztuje, a politycy obiecują gruszki na wierzbie. Zobacz nasze podsumowanie tygodnia.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/647529,klimatyzacja-do-domu-kiedy-kupic-jak-dobrac-i-ile-to-naprawde-kosztuje</guid><link>https://natemat.pl/647529,klimatyzacja-do-domu-kiedy-kupic-jak-dobrac-i-ile-to-naprawde-kosztuje</link><pubDate>Thu, 02 Apr 2026 13:54:01 +0200</pubDate><title>Klimatyzacja do domu. Kiedy kupić, jak dobrać i ile to naprawdę kosztuje?</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/5ca57f0de2e277ad85374ea22eec58d1,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Kiedy najlepiej kupić klimatyzację, jak dobrać jej moc i czy faktycznie generuje wysokie rachunki za prąd? Marcin Walos z Akademii Viessmann rozwiewa najczęstsze wątpliwości i pokazuje, jak podejść do tematu rozsądnie. Omawia też najczęstsze błędy popełniane przy wyborze i już po instalacji urządzenia.

Coraz cieplejsze lata sprawiają, że klimatyzacja przestaje być luksusem, a staje się standardem. Jednak decyzja o jej zakupie nadal budzi wiele pytań. Od najlepszego okresu na jej instalację, przez dobór mocy, aż po koszty użytkowania. Jak się okazuje, kluczowe jest dobre zaplanowanie inwestycji i zrozumienie własnych potrzeb. O czym w rozmowie z naTemat mówi, Marcin Walos, wykładowca Akademii Viessmann.
Kiedy najlepiej kupić klimatyzację?
Kluczowe pytanie, które wiele osób sobie zadaje, to kiedy jest najlepszy czas na zakup i montaż klimatyzacji w swoim mieszkaniu lub domu. 
– Teraz jest idealny moment, żeby taką decyzję podjąć, bo mamy przełom marca i kwietnia, zanim zacznie się największy boom. Zacznijmy jednak od określenia potrzeb. Co chcemy schłodzić i jakie funkcje urządzenie powinno posiadać – podkreśla Marcin Walos.
To właśnie na tym etapie najczęściej zapadają kluczowe decyzje, które wpływają na komfort użytkowania przez lata.
Nie tylko chłodzenie
– Klimatyzacja to nie tylko chłodzenie, ale także możliwość grzania czy dogrzewu pomieszczeń. To również rozwiązanie, które może obejmować więcej niż jedną jednostkę w domu. Warto więc patrzeć na nią jako na system, a nie pojedyncze urządzenie – podkreśla ekspert.
Do tego filtry węglowe, jonizator czy lampa UV sprawiają, że oddychamy świeżym, czystym i odpowiednio nawilżonym powietrzem. To wpływa na komfort w ciągu dnia, a nocą poprawia jakość snu. 
Jak dobrać moc i instalację?
Jednym z najczęstszych błędów jest zły dobór mocy urządzenia. – Najprostszy współczynnik mówi, że na jeden metr kwadratowy przypada około 100 watów mocy chłodzenia – wyjaśnia Marcin Walos.
Nie mniej ważna jest izolacja budynku. – Dobrze zaizolowany dom ma mniejsze straty ciepła i chłodu, więc zapotrzebowanie na chłodzenie będzie mniejsze – dodaje.
Ekspert podkreśla też znaczenie odpowiedniej liczby jednostek. Jedna jednostka wewnętrzna powinna obsługiwać jedno pomieszczenie.
– Pierwszy etap to weryfikacja, czy mówimy o pojedynczej jednostce typu split, czy o systemie multisplit. W multisplit mamy jedną jednostkę zewnętrzną i kilka wewnętrznych. To pozwala w prostszy sposób obsłużyć kilka pomieszczeń, szczególnie w budynkach wielorodzinnych – wyjaśnia Walos.
Ile kosztuje użytkowanie klimatyzacji?
Obawy o rachunki za prąd są często przesadzone. – Przykładowy klimatyzator 3,5 kW zużywa około 1 kWh energii na godzinę pracy – mówi wykładowca Akademii Viessmann.
W praktyce oznacza to kilka złotych dziennie w najgorętsze dni i około 100–120 zł rocznie przy intensywnym użytkowaniu. Przy zaznaczeniu, że to koszt wyłącznie za te dni, w których panują największe upały. W Polsce jest coraz goręcej, ale nie ma ich aż tak wielu w skali roku. Jak na dłoni widać, że to wydatek w pełni akceptowalny dla wielu użytkowników, a jednocześnie wyraźnie przekładający się na komfort.
Klucz do sukcesu? Dobry montaż
Na koniec ekspert wskazuje najważniejszy element całej inwestycji – odpowiedni montaż i wsparcie autoryzowanego serwisu. 
– Gwarancja producenta to bezpieczeństwo eksploatacji urządzenia. Najczęściej wymagane są przeglądy dwa razy do roku wykonywane przez autoryzowany serwis. To warunek, który pozwala utrzymać sprawność i trwałość klimatyzacji – podkreśla Marcin Walos.
– Bardzo ważny jest wykonawca instalacji, bo to on odpowiada za poprawny montaż. Nawet najlepsze urządzenie nie będzie działać prawidłowo, jeśli zostanie źle zamontowane. Dlatego warto korzystać z autoryzowanych instalatorów i sprawdzonych firm – dodaje.
To właśnie montaż często decyduje o tym, czy klimatyzacja będzie działać bezproblemowo przez długie lata. Jeśli zastanawiasz się, czy kupić klimatyzację, obejrzyj naszą rozmowę, w której Marcin Walos precyzyjnie i jasno rozwiewa wszelkie wątpliwości.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/5ca57f0de2e277ad85374ea22eec58d1,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.natemat.pl/5ca57f0de2e277ad85374ea22eec58d1,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">Jaką wybrać i kiedy kupić klimatyzację oraz ile to wszytko kosztuje? Marcin Walos z Viessmann wyjaśnia to w rozmowie z naTemat.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/647455,prezes-nra-punktuje-nawrockiego-ws-tk-rosati-dla-natemat-stawka-bezpieczenstwo-polakow</guid><link>https://natemat.pl/647455,prezes-nra-punktuje-nawrockiego-ws-tk-rosati-dla-natemat-stawka-bezpieczenstwo-polakow</link><pubDate>Wed, 01 Apr 2026 18:15:48 +0200</pubDate><title>Prezes NRA punktuje Nawrockiego ws. TK. Rosati dla naTemat: Stawką bezpieczeństwo Polaków</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/21a64006729a80b0bacc1274bff39bdb,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Spór o ślubowanie sędziów Trybunału Konstytucyjnego to tylko wierzchołek góry lodowej. W "Rozmowie naTemat" mec. Przemysław Rosati punktuje chaos prawny, wytyka brak logiki w decyzji prezydenta i ostrzega: stawką jest bezpieczeństwo obywateli.

Słowo "wobec" – używane w kontekście ślubowania sędziów Trybunału Konstytucyjnego – stało się osią politycznego sporu. Jak podkreśla mec. Przemysław Rosati, problem nie dotyczy jednak semantyki, lecz fundamentów państwa prawa. 
Prezes Naczelnej Rady Adwokackiej punkt po punkcie podważa obowiązującą narrację i wskazuje, że w tej sprawie brakuje zarówno logiki, jak i podstaw prawnych. A stawką jest coś więcej niż polityczna przepychanka. To zaufanie obywateli do państwa i realne bezpieczeństwo prawne każdego z nas.

                    
                Konstytucja tego nie wymaga
Mec. Rosati nie pozostawia wątpliwości. Argumenty o konieczności fizycznego złożenia ślubowania przed prezydentem nie mają podstaw prawnych.
– Ustawa nie precyzuje formy złożenia ślubowania. Nie można twierdzić, że istnieje jakaś forma preferowana. Sam zwyczaj uroczystości w Pałacu Prezydenckim nie wynika z Konstytucji – mówi.
Jak dodaje, konstytucja nie przewiduje żadnej roli prezydenta przy kreowaniu statusu sędziego TK. Prezydent nie ma prawa kontrolować uchwały Sejmu. 
– Każdy, kto został prawidłowo wybrany przez Sejm, ma prawo podjąć czynności orzecznicze. Ma też obowiązek wykonywać funkcje sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Wynika to wprost z zasad ustrojowych państwa – zaznacza prezes NRA.
"Nielogiczne rozumowanie"
Prawnik ostro ocenia tłumaczenia dotyczące wyboru tylko części sędziów przez zaplecze prezydenta Karola Nawrockiego. Szef jego kancelarii Zbigniew Bogucki twierdzi, że prezydent obstawia jedynie wolne wakaty, które powstały za jego kadencji od 6 sierpnia 2025 roku.
– To rozumowanie jest nielogiczne, bo prowadzi do wniosku, że czterech miejsc nigdy nie da się obsadzić. Jest to sprzeczne z zasadami funkcjonowania państwa. Nie ma też żadnego oparcia w konstytucji ani ustawach – podkreśla mec. Rosati.
Jego zdaniem prezydent powinien zapewnić możliwość objęcia funkcji przez wszystkich prawidłowo wybranych sędziów.
– Pan prezydent ma obowiązek stworzenia możliwości złożenia ślubowania. Brak takiego działania nie znajduje uzasadnienia prawnego. To sytuacja, której nie da się wytłumaczyć obowiązującymi przepisami – dodaje.
Jak odzyskać państwo prawa?
Toczący się spór jest niezwykle ważny z punktu widzenia obywateli. Jak podkreśla mec. Rosati, Trybunał nie jest abstrakcyjnym organem w Warszawie. Zajmuje się sprawami, które bezpośrednio wpływają na nasze codzienne życie. To on kontroluje przepisy regulujące naszą rzeczywistość.
– To problem wygenerowany przez polityków. Uderza on w interes każdego obywatela. Osłabia zaufanie do państwa i bezpieczeństwo prawne. Trybunał Konstytucyjny jest realną tamą przeciwko nadużyciom władzy. Bez niego nie ma skutecznej kontroli ustaw. Nie ma też narzędzia ochrony naszych praw podstawowych – zaznacza.
Jeżeli TK nie działa, nie mamy organu, który stanie po stronie obywatela. Nie da się wtedy eliminować przepisów naruszających nasze prawa. To sytuacja realnie niebezpieczna dla każdego z nas.
– Wszystko zależy od ludzi, bo to ludzie kreują instytucje i decyzje. Im mniej sporów politycznych, tym większa szansa na odbudowę zaufania. Bez odpowiedzialności osób u władzy nie da się naprawić systemu – podsumowuje mec. Przemysław Rosati.
Całą rozmowę z prezesem Naczelnej Rady Adwokackiej, w której wyjaśnia wszelkie zawiłości związane ze sporem o TK zobacz na naszym kanale YouTube naTemat.







]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/21a64006729a80b0bacc1274bff39bdb,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/21a64006729a80b0bacc1274bff39bdb,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">&quot;Nielogiczne rozumowanie&quot;. Mec. Rosati ostro o zamieszaniu wokół sędziów TK</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/647423,polska-odpadla-choc-byla-lepsza-od-szwecji-domagala-dla-natemat-to-byl-frajerstwo</guid><link>https://natemat.pl/647423,polska-odpadla-choc-byla-lepsza-od-szwecji-domagala-dla-natemat-to-byl-frajerstwo</link><pubDate>Wed, 01 Apr 2026 14:21:38 +0200</pubDate><title>Polska odpadła, choć była lepsza od Szwecji. Domagała dla naTemat: To był frajerstwo</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/487bc8ffd41689ea252b9dc3d3cf6c86,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Reprezentacja Polski nie zagra na mundialu, choć momentami wyglądała najlepiej od lat. Piotr Domagała z Futbolove nie ma wątpliwości: zawiodła defensywa, głowa i detale, które na tym poziomie decydują o wszystkim.

To miał być kolejny wielki turniej z udziałem Polski. Zamiast tego – bolesna porażka 2:3 ze Szwecją i powrót do rzeczywistości, której kibice nie znoszą. W podcaście "Rozmowa naTemat" Piotr Domagała z Futbolove bez owijania w bawełnę analizuje to, co wydarzyło się w Sztokholmie. 

                    
                "To bardzo smutna rzeczywistość"
– To jest bardzo smutna rzeczywistość, w której się spotykamy. Liczyłem, że będziemy mieli więcej powodów do radości po tym meczu. Emocji jest bardzo dużo – mówi Domagała.
Brak awansu to nie tylko sportowa porażka. To także utrata czegoś, co przez lata było oczywiste – obecności Polski na wielkich turniejach.
– To pierwszy turniej od lat, na którym zabraknie reprezentacji Polski. Nawet jeśli wcześniej nie odnosiliśmy wielkich sukcesów, to jednak byliśmy częścią tych emocji. Teraz będzie to po prostu dziwnie się oglądało – podkreśla. 
Polska lepsza, ale… przegrała
Paradoks tego meczu jest bolesny – Polska grała dobrze. Momentami nawet bardzo dobrze.
– Nie będzie chyba zbyt mocnym określeniem, to co teraz powiem, i wydaje mi się, że nikt się nie obrazi. Bo jak słuchałem wypowiedzi piłkarzy po tym meczu to chyba też, może nie użyli konkretnie tego słowa, ale to chyba dobrze opisywało mniej więcej to co czuli, że to jest frajerstwo, że my w taki frajerski sposób po prostu odpadamy – mówi mocno Piotr Domagała.
Jak dodaje, dawno nie bawił się tak dobrze patrząc na grę ofensywną reprezentacji Polski, ale niestety to, z czym sobie nie potrafimy poradzić w ostatnich ważnych meczach, to nasza obrona.
– To był splot wielu czynników, ale przede wszystkim błędów w obronie. Te problemy widzieliśmy już wcześniej i niestety powtórzyły się w kluczowym momencie. Każdy z tych błędów został brutalnie wykorzystany przez Szwedów – mówi. 
Do tego dochodzą kontrowersje sędziowskie, które – choć nie są głównym powodem porażki – dopełniają obraz frustracji.
– Nie chcę zwalać winy na sędziego, ale jego decyzje miały wpływ na mecz. Było kilka sytuacji, które mogły zostać rozstrzygnięte inaczej. To dopełnia obraz tego spotkania – mówi Domagała.
Co dalej? Czas na trudne decyzje
Brak mundialu przyspiesza coś, co i tak było nieuniknione – zmianę pokoleniową.
– Potrzebujemy zmiany pokoleniowej i nie możemy jej już odkładać. Liga Narodów musi być czasem budowania nowych liderów. Inaczej znów stracimy kolejne lata – mówi Domagała.
Na horyzoncie pojawia się też pytanie o przyszłość Roberta Lewandowskiego.
– Chciałem, żeby Lewandowski zakończył karierę na wielkim turnieju. To byłaby idealna scena na pożegnanie. Niestety rzeczywistość napisała inny scenariusz – dodaje z żalem dziennikarz.
To tylko część wniosków po jednym z najbardziej gorzkich wieczorów polskiego futbolu ostatnich lat. 
Całą rozmowę z Piotrem Domagałą – pełną emocji, analiz i mocnych tez – znajdziesz w najnowszym odcinku "Rozmowy naTemat" na naszym kanale YouTube.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/487bc8ffd41689ea252b9dc3d3cf6c86,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/487bc8ffd41689ea252b9dc3d3cf6c86,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Mocna analiza meczu Polska – Szwecja. Co dalej? Lewy odejdzie?</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/647299,gra-mocarstw-na-wegrzech-prof-goralczyk-dla-natemat-stawka-ogromna-sytuacja-skomplikowana</guid><link>https://natemat.pl/647299,gra-mocarstw-na-wegrzech-prof-goralczyk-dla-natemat-stawka-ogromna-sytuacja-skomplikowana</link><pubDate>Tue, 31 Mar 2026 19:42:12 +0200</pubDate><title>Gra mocarstw na Węgrzech. Prof. Góralczyk dla naTemat: Stawka ogromna, sytuacja skomplikowana</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/95e081e638bc4ef1148e7f3278020017,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Węgry stoją dziś przed wyborem, który może przedefiniować układ sił w Europie. W tle są miliardy euro, wojna w Ukrainie i globalna gra mocarstw. Prof. Bogdan Góralczyk ostrzega w "Rozmowie naTemat" – wynik tych wyborów będzie miał konsekwencje znacznie wykraczające poza Budapeszt.

Na pierwszy rzut oka to kolejna kampania wyborcza w państwie Unii Europejskiej. W rzeczywistości jednak Węgry stały się jednym z najważniejszych punktów napięcia na geopolitycznej mapie świata. 
To tutaj krzyżują się interesy Brukseli, Waszyngtonu, Moskwy i Pekinu, a decyzja wyborców może przesądzić nie tylko o przyszłości rządów Viktora Orbana, ale też o kierunku, w jakim podąży cała Europa.
Prof. Bogdan Góralczyk, politolog, sinolog i hungarysta nie ma wątpliwości: stawka tej gry jest wyjątkowo wysoka.

                    
                Wybory, które wykraczają poza Węgry
To nie jest zwykła kampania wyborcza. Jak podkreśla prof. Góralczyk, mamy do czynienia z momentem przełomowym – zarówno dla Węgier, jak i całego regionu.
– To są najważniejsze wybory na Węgrzech od 1990 roku i bezprecedensowe. W żadnych wcześniejszych nie było użycia służb specjalnych na taką skalę. A przed nami jeszcze kilkanaście dni kampanii – wiele może się wydarzyć – mówi nasz rozmówca. 
Ekspert zwraca uwagę, że sama przewaga opozycji w sondażach nie przesądza wyniku. System wyborczy, manipulacje okręgami czy głosy diaspory sprawiają, że wynik pozostaje otwarty.
Orban kontra rzeczywistość gospodarcza
Choć Viktor Orban przez lata utrzymywał władzę, dziś mierzy się z problemami, które mogą okazać się decydujące.
– Węgry są od trzech lat na pograniczu recesji, mają najwyższą inflację w Unii Europejskiej i ogromną korupcję. To właśnie sytuacja gospodarcza jest dziś czynnikiem decydującym – i to ona daje przewagę opozycji – twierdzi prof. Góralczyk.
Do tego dochodzi rosnące niezadowolenie społeczne. Zderzenie bogacących się elit z problemami zwykłych obywateli coraz mocniej wpływa na nastroje wyborców.

Jak twierdzi prof. Góralczyk, kluczowym elementem tych wyborów może być frekwencja. Przez lata ogromna część społeczeństwa pozostawała bierna politycznie.
– Największą partią na Węgrzech była przez lata partia apatii – nawet 30–35 proc. społeczeństwa. Jeśli ona się ruszy, wynik wyborów może być zupełnie inny niż dotychczas – podkreśla. 
Według profesora szczególnie istotna będzie mobilizacja młodych i kobiet. To właśnie te grupy mogą przechylić szalę.
Stawka są Europa, Ukraina i pieniądze
Wybory na Węgrzech mają bezpośrednie konsekwencje dla całej Europy – od polityki wobec Ukrainy po relacje z Brukselą.
– Wiktor Orban to siła proputinowska i antyeuropejska. Jego rywal chce natychmiast po wyborach jechać do Warszawy i Brukseli, by odblokować miliardy euro dla Węgier. Stawka jest ogromna – mówi prof. Góralczyk.
Chodzi o dziesiątki miliardów euro zamrożonych środków unijnych – kluczowych dla węgierskiej gospodarki.
Świat w ogniu. Bliski Wschód i chińska rozgrywka
Wybory na Węgrzech odbywają się w cieniu globalnych napięć, które – jak podkreśla ekspert – potrafią zmieniać sytuację z dnia na dzień.
– Analizuję sytuację do dzisiejszego ranka, bo jutro mogę się obudzić i być przez Donalda Trumpa zaskoczony. Widzimy, że zamiast kończyć wojny, wywoływane są kolejne i zapalają się kluczowe regiony świata – mówi prof. Górlaczyk. 
Równolegle trwa strategiczna gra Chin. Pekin inwestuje w Europie, także na Węgrzech, i jednocześnie przygotowuje się do rozstrzygnięć wokół Tajwanu.
– Nie mam wątpliwości, że dla władz w Pekinie najważniejszym zadaniem strategicznym jest zjednoczenie z Tajwanem. Najlepiej pokojowe, ale ostatecznie żadnego scenariusza nie można wykluczyć – podkreśla.
Jak zaznacza gość "Rozmowy naTemat", żyjemy w czasie globalnej rozgrywki. Wszystko jest w grze, dlatego wynik wyborów na Węgrzech ma znaczenie daleko wykraczające poza ten kraj.
Jedno jest pewne – niezależnie od wyniku, Węgry czeka trudny okres. A Europę kolejny test jedności. 
Całą rozmowę z prof. Bogdanem Góralczykiem zobacz na kanale YouTube naTemat.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/95e081e638bc4ef1148e7f3278020017,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/95e081e638bc4ef1148e7f3278020017,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Orban „ukradnie” wybory? Prof. Góralczyk o grze mocarstw na Węgrzech.</media:title></media:content></item>
		
	</channel>
</rss>
