<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" version="2.0" xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom">
	<channel>
		<title><![CDATA[naTemat.pl - Wideo]]></title>
		<description><![CDATA[Najnowsze artykuły i wpisy blogerów w kategorii Wideo w naTemat.pl]]></description>
		<link>https://natemat.pl/c/339,wideo</link>
				<generator>natemat.pl</generator>
		<atom:link href="https://natemat.pl/rss/kategoria,339,wideo" rel="self" type="application/rss+xml" />
		<atom:link rel="hub" href="https://pubsubhubbub.appspot.com/" xmlns="http://www.w3.org/2005/Atom" />
			<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/647638,palasinski-w-natemat-rozbraja-wielkanoc-z-patosu-styk-wiary-polityki-i-obyczajow</guid><link>https://natemat.pl/647638,palasinski-w-natemat-rozbraja-wielkanoc-z-patosu-styk-wiary-polityki-i-obyczajow</link><pubDate>Fri, 03 Apr 2026 18:11:51 +0200</pubDate><title>Pałasiński w naTemat rozbraja Wielkanoc z patosu. Styk wiary, polityki i obyczajów</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/120477534e0f826d216314403dedb6d5,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Wielkanoc o jakiej nie uczą w szkole. Pełna sprzeczności, polityki, krwi i ludowych rytuałów. Jacek Pałasiński w "Allegro ma non troppo" rozbiera ją na czynniki pierwsze. Pokazując, że za świątecznym symbolem kryje się historia znacznie bardziej złożona, a momentami wręcz niewygodna.

Jacek Pałasiński w podcaście "Allegro ma non troppo" bierze na warsztat Wielkanoc i robi to po swojemu. Bez kaznodziejskiego tonu, za to z erudycją, ironią i wyczuciem detalu. Z jego opowieści wyłania się święto znacznie bardziej złożone, niż podpowiadają szkolne skojarzenia z pisanką, barankiem i lanym poniedziałkiem.

                    
                Wielkanoc nie jest tak oczywista, jak się wydaje
Jednym z najmocniejszych fragmentów podcastu jest opis Jerozolimy w czasie Paschy. Pałasiński odbrązawia nasze wyobrażenia i pokazuje skalę całego religijnego przedsięwzięcia. 
Tłumy pielgrzymów, tysiące zwierząt, kolejki, krew, handel i logistyka. Scena wypędzenia kupców ze świątyni przestaje być tylko symbolicznym gestem. Staje się realnym uderzeniem w porządek religijny, ekonomiczny i polityczny. Jezus nie jawi się jako postać z obrazka, ale ktoś, kto naprawdę naruszył system. 
Jacek Pałasiński przypomina też coś, co dla wielu może być niewygodne, ale intelektualnie jest bardzo ciekawe. Chrześcijańska Wielkanoc wyrasta z żydowskiej Paschy, a sama tradycja świąt obrosła przez wieki wpływami znacznie starszymi niż chrześcijaństwo. 
W jego opowieści obok teologii pojawiają się wiosenne kulty odrodzenia, dawne obrzędy i językowe ślady rozrzucone po całej Europie. Dzięki temu Wielkanoc przestaje być jednowymiarowa. Zaczyna oznaczać nie tylko zmartwychwstanie, lecz także „przejście” – od starego do nowego porządku.
Pisanki, zając i śmigus-dyngus
Pisanki, zając, polewanie wodą, sadza "Siudej Baby", hałasy, procesje, ognie i wielkanocne wypieki z różnych krajów. Wszystko to układa się w barwny katalog rytuałów, które czasem bardziej przypominają dawny festyn niż nabożne skupienie. 
Autor pokazuje tu, jak religia przez stulecia oswajała lokalne zwyczaje, a ludzie dopisywali do świąt własne sensy: trochę pobożne, trochę zabawne, a czasem wręcz brutalne.
W swoim komentarzu na temat Wielkanocy Jacek Pałasiński nie moralizuje, nie upraszcza i nie boi się pokazać rozbieżności w Ewangeliach, historycznych niejasności, a jednocześnie ogromnej siły symboli, które przetrwały ponad dwa tysiące lat. 
To komentarz, po którym trudniej patrzeć na Wielkanoc wyłącznie jak na zestaw rodzinnych dekoracji i obowiązkowych potraw. I właśnie dlatego warto zobaczyć cały odcinek, który jest dostępny na naszym kanale YouTube.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/120477534e0f826d216314403dedb6d5,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/120477534e0f826d216314403dedb6d5,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Wielkanoc o jakiej nie uczą w szkołach. Jacek Pałasiński o prawdziwej historii wokół Jezusa</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/647599,trump-tk-i-miliardy-w-bloto-ten-tydzien-pokazal-ile-kosztuje-globalny-chaos</guid><link>https://natemat.pl/647599,trump-tk-i-miliardy-w-bloto-ten-tydzien-pokazal-ile-kosztuje-globalny-chaos</link><pubDate>Thu, 02 Apr 2026 18:12:24 +0200</pubDate><title>Trump, TK i miliardy w błoto. Ten tydzień pokazał, ile kosztuje globalny chaos</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/fe401e2c08b2ba80ca4f284d067c74e4,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Trump znów wstrząsnął światem, rynki zareagowały natychmiast, ropa poszybowała, a skutki konfliktu na Bliskim Wschodzie już odbijają się na portfelach Polaków. Do tego dochodzi chaos wokół Trybunału Konstytucyjnego, 6 mld zł za nieodebrane szczepionki i nowe polityczne obietnice bez pokrycia. Ten tydzień pokazał jedno – globalne kryzysy i krajowe gry coraz mocniej kosztują zwykłych ludzi.

Słowa Donalda Trumpa o Iranie błyskawicznie przełożyły się na ceny ropy, kurs dolara i pytania o inflację w Polsce. A gdy świat drżał po kolejnym ostrym wystąpieniu z Waszyngtonu, u nas trwały spory o sędziów Trybunału Konstytucyjnego, miliardowe konsekwencje decyzji pandemicznych i nowe kampanijne pomysły Mateusza Morawieckiego.

                    
                Trump mówi, rynki reagują
Najmocniejszym punktem tygodnia było wystąpienie Donalda Trumpa. Padły groźby wobec Iranu, padły też słowa o dyplomacji, ale rynki usłyszały przede wszystkim jedno: kolejną eskalację. Efekt? Skok cen ropy, umocnienie dolara i bardzo realne pytanie, ile za chwilę zapłacimy na stacjach. To nie jest już abstrakcyjna geopolityka. To wojna, której odpryski widać w cenach paliw, inflacji i domowych budżetach.
Polityczny spór o sądy
W Polsce równie gorąco było wokół Trybunału Konstytucyjnego. Spór o to, jak i przed kim sędziowie mają składać ślubowanie, urósł do rangi kolejnej politycznej awantury. Problem w tym, że tu nie chodzi wyłącznie o semantykę czy proceduralne detale. Chodzi o państwo, które ma działać sprawnie i przewidywalnie, zwłaszcza tam, gdzie obywatel powinien mieć gwarancję niezależności od polityki.
6 miliardów za szczepionki
Mocno wybrzmiewa też sprawa szczepionek Pfizera. Polska ma zapłacić 6 mld zł za dawki zamówione, ale nieodebrane. To kwota gigantyczna, szczególnie dziś, gdy budżet jest napięty do granic możliwości. Najuczciwsza diagnoza jest brutalna: samo zamówienie mogło być zasadne, ale brak odbioru i brak rozliczenia tej decyzji kompromitują państwo. W tej historii polityczne okopy niewiele wyjaśniają. Zostaje rachunek, który i tak zapłacą obywatele.
Morawiecki rozdaje. Obietnica bez pokrycia
Na tym tle propozycja „500 plus na mieszkańca” brzmi jak klasyczna wyborcza kiełbasa. Efektownie sprzedana, ale bez odpowiedzi na najważniejsze pytanie: skąd wziąć na to pieniądze? W czasie deficytu, wysokich kosztów obronności i rosnących wydatków socjalnych każda nowa obietnica powinna zaczynać się od źródeł finansowania, a nie od chwytliwego hasła.
W ramach komentarza tygodnia pojawiają się jeszcze informację o tym, dlaczego wybory na Węgrzech są ważne także dla Polaków oraz czy wierni stracili już bezpowrotnie Ziemię Świętą. Zobacz go na naszym kanale YouTube naTemat.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/fe401e2c08b2ba80ca4f284d067c74e4,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/fe401e2c08b2ba80ca4f284d067c74e4,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Polityczna zawierucha. Wojna na Bliskim Wschodzie już nas kosztuje, a politycy obiecują gruszki na wierzbie. Zobacz nasze podsumowanie tygodnia.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/647529,klimatyzacja-do-domu-kiedy-kupic-jak-dobrac-i-ile-to-naprawde-kosztuje</guid><link>https://natemat.pl/647529,klimatyzacja-do-domu-kiedy-kupic-jak-dobrac-i-ile-to-naprawde-kosztuje</link><pubDate>Thu, 02 Apr 2026 13:54:01 +0200</pubDate><title>Klimatyzacja do domu. Kiedy kupić, jak dobrać i ile to naprawdę kosztuje?</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/5ca57f0de2e277ad85374ea22eec58d1,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Kiedy najlepiej kupić klimatyzację, jak dobrać jej moc i czy faktycznie generuje wysokie rachunki za prąd? Marcin Walos z Akademii Viessmann rozwiewa najczęstsze wątpliwości i pokazuje, jak podejść do tematu rozsądnie. Omawia też najczęstsze błędy popełniane przy wyborze i już po instalacji urządzenia.

Coraz cieplejsze lata sprawiają, że klimatyzacja przestaje być luksusem, a staje się standardem. Jednak decyzja o jej zakupie nadal budzi wiele pytań. Od najlepszego okresu na jej instalację, przez dobór mocy, aż po koszty użytkowania. Jak się okazuje, kluczowe jest dobre zaplanowanie inwestycji i zrozumienie własnych potrzeb. O czym w rozmowie z naTemat mówi, Marcin Walos, wykładowca Akademii Viessmann.
Kiedy najlepiej kupić klimatyzację?
Kluczowe pytanie, które wiele osób sobie zadaje, to kiedy jest najlepszy czas na zakup i montaż klimatyzacji w swoim mieszkaniu lub domu. 
– Teraz jest idealny moment, żeby taką decyzję podjąć, bo mamy przełom marca i kwietnia, zanim zacznie się największy boom. Zacznijmy jednak od określenia potrzeb. Co chcemy schłodzić i jakie funkcje urządzenie powinno posiadać – podkreśla Marcin Walos.
To właśnie na tym etapie najczęściej zapadają kluczowe decyzje, które wpływają na komfort użytkowania przez lata.
Nie tylko chłodzenie
– Klimatyzacja to nie tylko chłodzenie, ale także możliwość grzania czy dogrzewu pomieszczeń. To również rozwiązanie, które może obejmować więcej niż jedną jednostkę w domu. Warto więc patrzeć na nią jako na system, a nie pojedyncze urządzenie – podkreśla ekspert.
Do tego filtry węglowe, jonizator czy lampa UV sprawiają, że oddychamy świeżym, czystym i odpowiednio nawilżonym powietrzem. To wpływa na komfort w ciągu dnia, a nocą poprawia jakość snu. 
Jak dobrać moc i instalację?
Jednym z najczęstszych błędów jest zły dobór mocy urządzenia. – Najprostszy współczynnik mówi, że na jeden metr kwadratowy przypada około 100 watów mocy chłodzenia – wyjaśnia Marcin Walos.
Nie mniej ważna jest izolacja budynku. – Dobrze zaizolowany dom ma mniejsze straty ciepła i chłodu, więc zapotrzebowanie na chłodzenie będzie mniejsze – dodaje.
Ekspert podkreśla też znaczenie odpowiedniej liczby jednostek. Jedna jednostka wewnętrzna powinna obsługiwać jedno pomieszczenie.
– Pierwszy etap to weryfikacja, czy mówimy o pojedynczej jednostce typu split, czy o systemie multisplit. W multisplit mamy jedną jednostkę zewnętrzną i kilka wewnętrznych. To pozwala w prostszy sposób obsłużyć kilka pomieszczeń, szczególnie w budynkach wielorodzinnych – wyjaśnia Walos.
Ile kosztuje użytkowanie klimatyzacji?
Obawy o rachunki za prąd są często przesadzone. – Przykładowy klimatyzator 3,5 kW zużywa około 1 kWh energii na godzinę pracy – mówi wykładowca Akademii Viessmann.
W praktyce oznacza to kilka złotych dziennie w najgorętsze dni i około 100–120 zł rocznie przy intensywnym użytkowaniu. Przy zaznaczeniu, że to koszt wyłącznie za te dni, w których panują największe upały. W Polsce jest coraz goręcej, ale nie ma ich aż tak wielu w skali roku. Jak na dłoni widać, że to wydatek w pełni akceptowalny dla wielu użytkowników, a jednocześnie wyraźnie przekładający się na komfort.
Klucz do sukcesu? Dobry montaż
Na koniec ekspert wskazuje najważniejszy element całej inwestycji – odpowiedni montaż i wsparcie autoryzowanego serwisu. 
– Gwarancja producenta to bezpieczeństwo eksploatacji urządzenia. Najczęściej wymagane są przeglądy dwa razy do roku wykonywane przez autoryzowany serwis. To warunek, który pozwala utrzymać sprawność i trwałość klimatyzacji – podkreśla Marcin Walos.
– Bardzo ważny jest wykonawca instalacji, bo to on odpowiada za poprawny montaż. Nawet najlepsze urządzenie nie będzie działać prawidłowo, jeśli zostanie źle zamontowane. Dlatego warto korzystać z autoryzowanych instalatorów i sprawdzonych firm – dodaje.
To właśnie montaż często decyduje o tym, czy klimatyzacja będzie działać bezproblemowo przez długie lata. Jeśli zastanawiasz się, czy kupić klimatyzację, obejrzyj naszą rozmowę, w której Marcin Walos precyzyjnie i jasno rozwiewa wszelkie wątpliwości.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/5ca57f0de2e277ad85374ea22eec58d1,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.natemat.pl/5ca57f0de2e277ad85374ea22eec58d1,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">Jaką wybrać i kiedy kupić klimatyzację oraz ile to wszytko kosztuje? Marcin Walos z Viessmann wyjaśnia to w rozmowie z naTemat.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/647455,prezes-nra-punktuje-nawrockiego-ws-tk-rosati-dla-natemat-stawka-bezpieczenstwo-polakow</guid><link>https://natemat.pl/647455,prezes-nra-punktuje-nawrockiego-ws-tk-rosati-dla-natemat-stawka-bezpieczenstwo-polakow</link><pubDate>Wed, 01 Apr 2026 18:15:48 +0200</pubDate><title>Prezes NRA punktuje Nawrockiego ws. TK. Rosati dla naTemat: Stawką bezpieczeństwo Polaków</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/21a64006729a80b0bacc1274bff39bdb,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Spór o ślubowanie sędziów Trybunału Konstytucyjnego to tylko wierzchołek góry lodowej. W "Rozmowie naTemat" mec. Przemysław Rosati punktuje chaos prawny, wytyka brak logiki w decyzji prezydenta i ostrzega: stawką jest bezpieczeństwo obywateli.

Słowo "wobec" – używane w kontekście ślubowania sędziów Trybunału Konstytucyjnego – stało się osią politycznego sporu. Jak podkreśla mec. Przemysław Rosati, problem nie dotyczy jednak semantyki, lecz fundamentów państwa prawa. 
Prezes Naczelnej Rady Adwokackiej punkt po punkcie podważa obowiązującą narrację i wskazuje, że w tej sprawie brakuje zarówno logiki, jak i podstaw prawnych. A stawką jest coś więcej niż polityczna przepychanka. To zaufanie obywateli do państwa i realne bezpieczeństwo prawne każdego z nas.

                    
                Konstytucja tego nie wymaga
Mec. Rosati nie pozostawia wątpliwości. Argumenty o konieczności fizycznego złożenia ślubowania przed prezydentem nie mają podstaw prawnych.
– Ustawa nie precyzuje formy złożenia ślubowania. Nie można twierdzić, że istnieje jakaś forma preferowana. Sam zwyczaj uroczystości w Pałacu Prezydenckim nie wynika z Konstytucji – mówi.
Jak dodaje, konstytucja nie przewiduje żadnej roli prezydenta przy kreowaniu statusu sędziego TK. Prezydent nie ma prawa kontrolować uchwały Sejmu. 
– Każdy, kto został prawidłowo wybrany przez Sejm, ma prawo podjąć czynności orzecznicze. Ma też obowiązek wykonywać funkcje sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Wynika to wprost z zasad ustrojowych państwa – zaznacza prezes NRA.
"Nielogiczne rozumowanie"
Prawnik ostro ocenia tłumaczenia dotyczące wyboru tylko części sędziów przez zaplecze prezydenta Karola Nawrockiego. Szef jego kancelarii Zbigniew Bogucki twierdzi, że prezydent obstawia jedynie wolne wakaty, które powstały za jego kadencji od 6 sierpnia 2025 roku.
– To rozumowanie jest nielogiczne, bo prowadzi do wniosku, że czterech miejsc nigdy nie da się obsadzić. Jest to sprzeczne z zasadami funkcjonowania państwa. Nie ma też żadnego oparcia w konstytucji ani ustawach – podkreśla mec. Rosati.
Jego zdaniem prezydent powinien zapewnić możliwość objęcia funkcji przez wszystkich prawidłowo wybranych sędziów.
– Pan prezydent ma obowiązek stworzenia możliwości złożenia ślubowania. Brak takiego działania nie znajduje uzasadnienia prawnego. To sytuacja, której nie da się wytłumaczyć obowiązującymi przepisami – dodaje.
Jak odzyskać państwo prawa?
Toczący się spór jest niezwykle ważny z punktu widzenia obywateli. Jak podkreśla mec. Rosati, Trybunał nie jest abstrakcyjnym organem w Warszawie. Zajmuje się sprawami, które bezpośrednio wpływają na nasze codzienne życie. To on kontroluje przepisy regulujące naszą rzeczywistość.
– To problem wygenerowany przez polityków. Uderza on w interes każdego obywatela. Osłabia zaufanie do państwa i bezpieczeństwo prawne. Trybunał Konstytucyjny jest realną tamą przeciwko nadużyciom władzy. Bez niego nie ma skutecznej kontroli ustaw. Nie ma też narzędzia ochrony naszych praw podstawowych – zaznacza.
Jeżeli TK nie działa, nie mamy organu, który stanie po stronie obywatela. Nie da się wtedy eliminować przepisów naruszających nasze prawa. To sytuacja realnie niebezpieczna dla każdego z nas.
– Wszystko zależy od ludzi, bo to ludzie kreują instytucje i decyzje. Im mniej sporów politycznych, tym większa szansa na odbudowę zaufania. Bez odpowiedzialności osób u władzy nie da się naprawić systemu – podsumowuje mec. Przemysław Rosati.
Całą rozmowę z prezesem Naczelnej Rady Adwokackiej, w której wyjaśnia wszelkie zawiłości związane ze sporem o TK zobacz na naszym kanale YouTube naTemat.







]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/21a64006729a80b0bacc1274bff39bdb,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/21a64006729a80b0bacc1274bff39bdb,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">&quot;Nielogiczne rozumowanie&quot;. Mec. Rosati ostro o zamieszaniu wokół sędziów TK</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/647423,polska-odpadla-choc-byla-lepsza-od-szwecji-domagala-dla-natemat-to-byl-frajerstwo</guid><link>https://natemat.pl/647423,polska-odpadla-choc-byla-lepsza-od-szwecji-domagala-dla-natemat-to-byl-frajerstwo</link><pubDate>Wed, 01 Apr 2026 14:21:38 +0200</pubDate><title>Polska odpadła, choć była lepsza od Szwecji. Domagała dla naTemat: To był frajerstwo</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/487bc8ffd41689ea252b9dc3d3cf6c86,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Reprezentacja Polski nie zagra na mundialu, choć momentami wyglądała najlepiej od lat. Piotr Domagała z Futbolove nie ma wątpliwości: zawiodła defensywa, głowa i detale, które na tym poziomie decydują o wszystkim.

To miał być kolejny wielki turniej z udziałem Polski. Zamiast tego – bolesna porażka 2:3 ze Szwecją i powrót do rzeczywistości, której kibice nie znoszą. W podcaście "Rozmowa naTemat" Piotr Domagała z Futbolove bez owijania w bawełnę analizuje to, co wydarzyło się w Sztokholmie. 

                    
                "To bardzo smutna rzeczywistość"
– To jest bardzo smutna rzeczywistość, w której się spotykamy. Liczyłem, że będziemy mieli więcej powodów do radości po tym meczu. Emocji jest bardzo dużo – mówi Domagała.
Brak awansu to nie tylko sportowa porażka. To także utrata czegoś, co przez lata było oczywiste – obecności Polski na wielkich turniejach.
– To pierwszy turniej od lat, na którym zabraknie reprezentacji Polski. Nawet jeśli wcześniej nie odnosiliśmy wielkich sukcesów, to jednak byliśmy częścią tych emocji. Teraz będzie to po prostu dziwnie się oglądało – podkreśla. 
Polska lepsza, ale… przegrała
Paradoks tego meczu jest bolesny – Polska grała dobrze. Momentami nawet bardzo dobrze.
– Nie będzie chyba zbyt mocnym określeniem, to co teraz powiem, i wydaje mi się, że nikt się nie obrazi. Bo jak słuchałem wypowiedzi piłkarzy po tym meczu to chyba też, może nie użyli konkretnie tego słowa, ale to chyba dobrze opisywało mniej więcej to co czuli, że to jest frajerstwo, że my w taki frajerski sposób po prostu odpadamy – mówi mocno Piotr Domagała.
Jak dodaje, dawno nie bawił się tak dobrze patrząc na grę ofensywną reprezentacji Polski, ale niestety to, z czym sobie nie potrafimy poradzić w ostatnich ważnych meczach, to nasza obrona.
– To był splot wielu czynników, ale przede wszystkim błędów w obronie. Te problemy widzieliśmy już wcześniej i niestety powtórzyły się w kluczowym momencie. Każdy z tych błędów został brutalnie wykorzystany przez Szwedów – mówi. 
Do tego dochodzą kontrowersje sędziowskie, które – choć nie są głównym powodem porażki – dopełniają obraz frustracji.
– Nie chcę zwalać winy na sędziego, ale jego decyzje miały wpływ na mecz. Było kilka sytuacji, które mogły zostać rozstrzygnięte inaczej. To dopełnia obraz tego spotkania – mówi Domagała.
Co dalej? Czas na trudne decyzje
Brak mundialu przyspiesza coś, co i tak było nieuniknione – zmianę pokoleniową.
– Potrzebujemy zmiany pokoleniowej i nie możemy jej już odkładać. Liga Narodów musi być czasem budowania nowych liderów. Inaczej znów stracimy kolejne lata – mówi Domagała.
Na horyzoncie pojawia się też pytanie o przyszłość Roberta Lewandowskiego.
– Chciałem, żeby Lewandowski zakończył karierę na wielkim turnieju. To byłaby idealna scena na pożegnanie. Niestety rzeczywistość napisała inny scenariusz – dodaje z żalem dziennikarz.
To tylko część wniosków po jednym z najbardziej gorzkich wieczorów polskiego futbolu ostatnich lat. 
Całą rozmowę z Piotrem Domagałą – pełną emocji, analiz i mocnych tez – znajdziesz w najnowszym odcinku "Rozmowy naTemat" na naszym kanale YouTube.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/487bc8ffd41689ea252b9dc3d3cf6c86,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/487bc8ffd41689ea252b9dc3d3cf6c86,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Mocna analiza meczu Polska – Szwecja. Co dalej? Lewy odejdzie?</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/647299,gra-mocarstw-na-wegrzech-prof-goralczyk-dla-natemat-stawka-ogromna-sytuacja-skomplikowana</guid><link>https://natemat.pl/647299,gra-mocarstw-na-wegrzech-prof-goralczyk-dla-natemat-stawka-ogromna-sytuacja-skomplikowana</link><pubDate>Tue, 31 Mar 2026 19:42:12 +0200</pubDate><title>Gra mocarstw na Węgrzech. Prof. Góralczyk dla naTemat: Stawka ogromna, sytuacja skomplikowana</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/95e081e638bc4ef1148e7f3278020017,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Węgry stoją dziś przed wyborem, który może przedefiniować układ sił w Europie. W tle są miliardy euro, wojna w Ukrainie i globalna gra mocarstw. Prof. Bogdan Góralczyk ostrzega w "Rozmowie naTemat" – wynik tych wyborów będzie miał konsekwencje znacznie wykraczające poza Budapeszt.

Na pierwszy rzut oka to kolejna kampania wyborcza w państwie Unii Europejskiej. W rzeczywistości jednak Węgry stały się jednym z najważniejszych punktów napięcia na geopolitycznej mapie świata. 
To tutaj krzyżują się interesy Brukseli, Waszyngtonu, Moskwy i Pekinu, a decyzja wyborców może przesądzić nie tylko o przyszłości rządów Viktora Orbana, ale też o kierunku, w jakim podąży cała Europa.
Prof. Bogdan Góralczyk, politolog, sinolog i hungarysta nie ma wątpliwości: stawka tej gry jest wyjątkowo wysoka.

                    
                Wybory, które wykraczają poza Węgry
To nie jest zwykła kampania wyborcza. Jak podkreśla prof. Góralczyk, mamy do czynienia z momentem przełomowym – zarówno dla Węgier, jak i całego regionu.
– To są najważniejsze wybory na Węgrzech od 1990 roku i bezprecedensowe. W żadnych wcześniejszych nie było użycia służb specjalnych na taką skalę. A przed nami jeszcze kilkanaście dni kampanii – wiele może się wydarzyć – mówi nasz rozmówca. 
Ekspert zwraca uwagę, że sama przewaga opozycji w sondażach nie przesądza wyniku. System wyborczy, manipulacje okręgami czy głosy diaspory sprawiają, że wynik pozostaje otwarty.
Orban kontra rzeczywistość gospodarcza
Choć Viktor Orban przez lata utrzymywał władzę, dziś mierzy się z problemami, które mogą okazać się decydujące.
– Węgry są od trzech lat na pograniczu recesji, mają najwyższą inflację w Unii Europejskiej i ogromną korupcję. To właśnie sytuacja gospodarcza jest dziś czynnikiem decydującym – i to ona daje przewagę opozycji – twierdzi prof. Góralczyk.
Do tego dochodzi rosnące niezadowolenie społeczne. Zderzenie bogacących się elit z problemami zwykłych obywateli coraz mocniej wpływa na nastroje wyborców.

Jak twierdzi prof. Góralczyk, kluczowym elementem tych wyborów może być frekwencja. Przez lata ogromna część społeczeństwa pozostawała bierna politycznie.
– Największą partią na Węgrzech była przez lata partia apatii – nawet 30–35 proc. społeczeństwa. Jeśli ona się ruszy, wynik wyborów może być zupełnie inny niż dotychczas – podkreśla. 
Według profesora szczególnie istotna będzie mobilizacja młodych i kobiet. To właśnie te grupy mogą przechylić szalę.
Stawka są Europa, Ukraina i pieniądze
Wybory na Węgrzech mają bezpośrednie konsekwencje dla całej Europy – od polityki wobec Ukrainy po relacje z Brukselą.
– Wiktor Orban to siła proputinowska i antyeuropejska. Jego rywal chce natychmiast po wyborach jechać do Warszawy i Brukseli, by odblokować miliardy euro dla Węgier. Stawka jest ogromna – mówi prof. Góralczyk.
Chodzi o dziesiątki miliardów euro zamrożonych środków unijnych – kluczowych dla węgierskiej gospodarki.
Świat w ogniu. Bliski Wschód i chińska rozgrywka
Wybory na Węgrzech odbywają się w cieniu globalnych napięć, które – jak podkreśla ekspert – potrafią zmieniać sytuację z dnia na dzień.
– Analizuję sytuację do dzisiejszego ranka, bo jutro mogę się obudzić i być przez Donalda Trumpa zaskoczony. Widzimy, że zamiast kończyć wojny, wywoływane są kolejne i zapalają się kluczowe regiony świata – mówi prof. Górlaczyk. 
Równolegle trwa strategiczna gra Chin. Pekin inwestuje w Europie, także na Węgrzech, i jednocześnie przygotowuje się do rozstrzygnięć wokół Tajwanu.
– Nie mam wątpliwości, że dla władz w Pekinie najważniejszym zadaniem strategicznym jest zjednoczenie z Tajwanem. Najlepiej pokojowe, ale ostatecznie żadnego scenariusza nie można wykluczyć – podkreśla.
Jak zaznacza gość "Rozmowy naTemat", żyjemy w czasie globalnej rozgrywki. Wszystko jest w grze, dlatego wynik wyborów na Węgrzech ma znaczenie daleko wykraczające poza ten kraj.
Jedno jest pewne – niezależnie od wyniku, Węgry czeka trudny okres. A Europę kolejny test jedności. 
Całą rozmowę z prof. Bogdanem Góralczykiem zobacz na kanale YouTube naTemat.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/95e081e638bc4ef1148e7f3278020017,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/95e081e638bc4ef1148e7f3278020017,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Orban „ukradnie” wybory? Prof. Góralczyk o grze mocarstw na Węgrzech.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/647217,o-guzynski-dla-natemat-rydzyk-jest-bez-skrupulow-probuje-zaistniec-w-nowej-rzeczywistosci</guid><link>https://natemat.pl/647217,o-guzynski-dla-natemat-rydzyk-jest-bez-skrupulow-probuje-zaistniec-w-nowej-rzeczywistosci</link><pubDate>Mon, 30 Mar 2026 18:52:58 +0200</pubDate><title>O. Gużyński dla naTemat: Rydzyk jest bez skrupułów. Próbuje zaistnieć w nowej rzeczywistości</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/1ba6e387e709b37e1de93147fc1cc651,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Wydarzenia ostatnich dni, od napięć wokół liturgii w Jerozolimie po dyskusję wokół kard. Krajewskiego i kard. Rysia, odsłaniają narastający problem. Religia staje się narzędziem brutalnej polityki, a emocje wypierają myślenie. W "Rozmowie naTemat" ojciec Paweł Gużyński ostrzega przed groźnym trendem: rosnącą bezmyślnością, cynizmem i instrumentalnym wykorzystywaniem wiary.

Kościół coraz częściej staje się narzędziem brutalnej polityki, a media społecznościowe  – przestrzenią pełną bezrefleksyjnych emocji. W "Rozmowie naTemat" dominikanin o. Paweł Gużyński stawia jasną diagnozę: bezmyślność jest naszym największym zagrożeniem. 

                    
                Blokada Jerozolimy
Przypomnijmy, w Niedzielę Palmową izraelskie służby uniemożliwiły hierarchom kościoła wejście do Bazyliki Grobu Pańskiego. Wydarzenie to odbiło się szerokim echem na świecie. Odniósł się do niego m.in. prezydent Karol Nawrocki czy Emmanuel Macron. Zdarzenie zostało odebrane jako "atak na wolność religijną". 
– Jak politycy zabierają się za obronę religii, to w większości przypadków nie zwiastuje to niczego dobrego. Podgrzewanie takich incydentów i wykorzystywanie ich do celów politycznych jest bardzo niebezpieczne. Tu potrzeba spokoju, rozmowy i dyplomacji, a nie bicia w największe dzwony – mówi dominikanin. 
Jak dodaje, żyjemy dziś w świecie ogromnego napięcia – politycznego, społecznego i religijnego. 
– W takiej sytuacji każdy nieprzemyślany ruch może prowadzić do eskalacji. Dlatego zamiast emocji potrzebujemy odpowiedzialności i chłodnej refleksji – podkreśla o. Gużyński.
O. Rydzyk na ingresie kard. Krajewskiego
Uroczysty ingres nowego metropolity łódzkiego kard. Konrada Krajewskiego, który po niemal trzech dekadach wrócił do Polski z Watykanu, przyćmiła obecność ojca Tadeusza Rydzyka i to w pierwszej ławce w archikatedrze łódzkie. Czy to oznacza, że kard. Krajewski potwierdza swoją "ultrakonserwatywność" oraz wskazuje na zbratanie polityczne? 
– Obecność ojca Rydzyka i to w pierwszej ławce pokazuje, że jest on pozbawiony skrupułów. Gdyby miał lepszy słuch społeczny zachowałby się nieco skromniej. On ma swoje interesy i próbuje zaistnieć. Jego notowania spadły, nie ma rządu na zawołanie i nie ma tego przełożenia, więc próbuje na nowo zaistnieć przy zmieniającej się rzeczywistości – tłumaczy w "Rozmowie naTemat" o. Gużyński.
Jak dodaje, jednocześnie wyproszenie go z kościoła byłoby w złym guście. Odnosząc się do kard. Krajewskiego, dominikanin zaznacza, że może on być konserwatywny w sensie teologicznym, ale to nie oznacza jego polityczności. 
– I to jest bardzo ważne rozróżnienie. Kościół nie powinien być zakładnikiem żadnej opcji politycznej. On sam stawia się w trudnej sytuacji, bo budzi ogromne oczekiwania. Ludzie będą patrzeć, czy za słowami pójdą czyny. I bardzo dobrze, bo Kościół potrzebuje dziś wiarygodności – zaznacza.
Zdaniem o. Gużyńskiego można się spodziewać, że pojawią się wobec niego ataki i etykietowanie. 
– Już samo zajmowanie się ubogimi może być interpretowane jako 'lewactwo'. To pokazuje, jak bardzo pomieszaliśmy dziś kategorie religijne i polityczne. Największą szansą kardynała Krajewskiego jest autentyczność. Jeśli ją utrzyma i przełoży na decyzje, może naprawdę coś zmienić. Jeśli nie – zostanie tylko symbolem niespełnionych nadziei – podkreśla.
"Należy odpartyjnić Kościół"
Kard. Konrad Krajewski zaskoczył nie tylko wiernych. Wskazał na dom biskupi i stwierdził, że to w nim powinno przyjmować się biednych. Jeszcze w trakcie liturgii, klęknął przed wiernymi, uniżając się i prosząc o wsparcie i modlitwę za niego.  
Według o. Pawła Gużyńskiego, nie są to puste gesty, ani teatrem.
– Ja wierzę, że on to robi autentycznie i szczerze. Jeśli mówi, że chciałby zamienić pałac biskupi z miejscem dla ubogich, to on sam stawia się w sytuacji, w której musi to zrobić. I dobrze – bo Kościół tego potrzebuje – mówi dominikanin.
Jednocześnie o. Gużyński zaznacza, że prawdziwa zmiana musi dotyczyć nie tylko symboli, ale także struktury władzy i ograniczenia klerykalizmu.
– Jedną z pierwszych rzeczy, które trzeba zrobić, to odpartyjnić Kościół. On musi mówić swoim głosem, a nie głosem przekazów partyjnych. Tym głosem jest Ewangelia – nic więcej i nic mniej – podkreśla duchowny. 
O. Gużyński przypomina też, że wierni coraz wyraźniej oczekują tej zmiany. Bez niej Kościół będzie tracił wiarygodność – niezależnie od tego, po której stronie politycznego sporu się znajdzie.
Epoka bezmyślności
Zdaniem dominikanina, wcale nie potrzeba być potworem, żeby czynić zło – wystarczy być bezmyślnym. 
– Ta fala, która przechodzi przez media społecznościowe, jest właśnie falą bezmyślności. A bezmyślność prowadzi nas nie do prawdy, tylko do ideologii. Myślenie musi być nie tylko logiczne, ale też moralne. Jeśli przestaje być moralne, bardzo łatwo stajemy się wspólnikami zła. Historia pokazała już wielokrotnie, jak niebezpieczne są takie procesy – podkreśla nasz rozmówca. 
O. Paweł Gużyński nawiązuje tu do fali nienawiści na tle narodowościowym w związku z ostatnimi wydarzeniami, ale szerzej – przez cyniczne zmieszanie religii z bieżącą polityką przez wielu rządzących na świecie. 
Zachęcamy do obejrzenia całej "Rozmowy naTemat" na naszym kanale YouTube.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/1ba6e387e709b37e1de93147fc1cc651,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/1ba6e387e709b37e1de93147fc1cc651,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Wiara wykorzystywana politycznie? Dominikanin, ojciec Paweł Gużyński w &quot;Rozmowie naTemat&quot; ocenia ostatnie wydarzenia z Jerozolimy oraz wokół nowego metropolity łódzkiego.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/647027,to-ufo-stworzylo-czlowieka-ta-teoria-do-dzis-rozpala-wyobraznie-biuro-tajemnic</guid><link>https://natemat.pl/647027,to-ufo-stworzylo-czlowieka-ta-teoria-do-dzis-rozpala-wyobraznie-biuro-tajemnic</link><pubDate>Sun, 29 Mar 2026 15:05:30 +0200</pubDate><title>To UFO stworzyło człowieka? Ta teoria do dziś rozpala wyobraźnię | Biuro Tajemnic</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/6f4a142ef7b2e89fdcb531dfc7afb3db,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Od lat hipoteza starożytnych kosmitów rozpala wyobraźnię milionów ludzi. Dzięki takim postaciom jak Erich von Däniken stała się niemal popkulturowym fenomenem. W najnowszym "Biurze Tajemnic" sprawdzamy, czy to UFO stworzyło człowieka, a cywilizacja została sprowadzona przez obcych.

Starożytni kosmici to historia, która uwodzi od lat, ale czy w ogóle ma sens? Bogowie z nieba, ogniste rydwany i tajemnicze budowle. Od dekad słyszymy, że to nie mit, a ślad po obcych cywilizacjach. Ten temat rozbieramy na czynniki pierwsze w najnowszym "Biurze Tajemnic".

                    
                
UFO stworzyło człowieka?
Czy to możliwe, że ludzkość nie jest dziełem ewolucji, lecz efektem eksperymentu? Że gdzieś w odległej przeszłości na Ziemi pojawili się przybysze z kosmosu, którzy stworzyli człowieka, nauczyli go cywilizacji i zostawili po sobie ślady?
Ta wizja od lat działa na wyobraźnię. Spopularyzowana przez Ericha von Dänikena weszła do książek, filmów i internetowych debat. Piramidy, starożytne mity, zagadkowe budowle – wszystko zaczęło układać się w jedną, fascynującą opowieść.
Zwolennicy teorii wskazują na kilka kluczowych tropów. Po pierwsze – samo powstanie człowieka. Według nich rozwój Homo sapiens mógł być wynikiem ingerencji "z zewnątrz". Do tego dochodzi „dar cywilizacji” – przekonanie, że wiedza o rolnictwie, matematyce czy medycynie nie powstała naturalnie, lecz została nam przekazana.
Są też mity i legendy: opowieści o bogach z nieba, latających pojazdach i istotach przewyższających ludzi. A wreszcie monumentalne budowle – od piramid po megalityczne świątynie – które dla wielu wydają się zbyt zaawansowane jak na swoje czasy.
Ślady, które prowadzą do prawdy
Kiedy jednak rozłożyć tę historię na czynniki pierwsze, pojawiają się problemy. Ewolucja człowieka nie pokazuje żadnego nagłego skoku, który sugerowałby ingerencję. Zamiast tego widzimy długi, stopniowy proces.
Podobnie z cywilizacją – rozwijała się w różnych miejscach świata niezależnie, w różnym tempie i na różne sposoby. Trudno tu mówić o jednym, wspólnym źródle wiedzy.
Opowieści o bogach? Bardziej przypominają symboliczne historie niż relacje świadków. Powstawały przez setki lat, zmieniały się, przenikały między kulturami. To raczej próba zrozumienia świata niż zapis spotkań z kosmitami.
Tajemnica, która traci grunt
Najbardziej spektakularne "dowody", jak piramidy czy rzekomo ukryte przekazy, również tracą swoją siłę, gdy spojrzeć na nie bez emocji. Okazuje się, że ich powstanie można wytłumaczyć ludzką pomysłowością.
Historia starożytnych kosmitów wciąż działa na wyobraźnię. Jest spójna, ekscytująca i daje proste odpowiedzi na trudne pytania. Ale kiedy odrzucić narrację i zostawić samą logikę, zaczyna się rozpadać.
I właśnie dlatego warto zobaczyć cały materiał, bo nie odbiera on tej historii uroku, ale pokazuje, jak łatwo pomylić fascynującą opowieść z rzeczywistością. 
Zobacz najnowsze "Biuro Tajemnic" na naszym kanale YouTube naTemat.
 
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/6f4a142ef7b2e89fdcb531dfc7afb3db,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/6f4a142ef7b2e89fdcb531dfc7afb3db,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">To UFO stworzyło człowieka? Ta teoria do dziś rozpala wyobraźnię | Biuro Tajemnic</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/647017,grozi-nam-faszyzm-michalik-ostro-u-palasinskiego-uderza-w-pis-i-konfederacje</guid><link>https://natemat.pl/647017,grozi-nam-faszyzm-michalik-ostro-u-palasinskiego-uderza-w-pis-i-konfederacje</link><pubDate>Sat, 28 Mar 2026 13:15:34 +0100</pubDate><title>&quot;Grozi nam faszyzm&quot;. Michalik ostro u Pałasińskiego – uderza w PiS i Konfederację</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/6cbae8b5bc6333377e9f44ee3e470b73,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Czy współczesne kobiety żyją w pułapce nierealnych standardów, a Polska stoi dziś przed poważnymi zagrożeniami – zarówno kulturowymi, jak i politycznymi? W rozmowie z Jackiem Pałasińskim w "Allegro ma non troppo" dziennikarka Eliza Michalik nie owija w bawełnę. Mówi o ciele, pieniądzach, manipulacji oraz lęku przed przyszłością.

Czy kobiety naprawdę „muszą się poprawiać”? Dlaczego YouTube wymusza tabloidalne tytuły, a media przestały być niezależne? Co zrobi, jeśli PiS wróci do władzy i czego oczekuje od rządu?  
W programie Jacka Pałasińskiego „Allegro ma non troppo” Eliza Michalik mówi wprost – grozi nam faszyzm. Jej zdaniem – presja i strach o przyszłość to wina systemu. Dlatego to właśnie algorytmy, media i polityka stają się głównym tematem rozmowy.

                    
                 Presja, która się opłaca
Na początku rozmowy Michalik rozprawia się z mitem „idealnego ciała”. Jak podkreśla, współczesny wzorzec kobiecej sylwetki jest biologicznie niemożliwy – a mimo to przedstawiany jako norma.
– Nie istnieje w przyrodzie kobieta, która ma wielki tyłek, chudziutką talię i jednocześnie płaski brzuch. Jak jesteś szczupła, to tracisz piersi i robisz się chłopięca. Jak masz kształty, to masz też brzuch i uda. Nie można mieć wszystkiego – podkreśla.
Jej zdaniem to nie przypadek, lecz system. Przemysł kosmetyczny, fitness i medycyna estetyczna zarabiają miliardy na jednym mechanizmie – przekonywaniu kobiet, że coś jest z nimi nie tak.
– Kobieta, która patrzy w lustro i myśli: jestem okej – to jest kobieta, na której nikt nie zarobi. Żeby ktoś na tobie zarobił, musi ci wmówić, że masz problem – mówi Eliza Michalik.
Gościni Jacka Pałasińskiego zwraca też uwagę na to, że współczesna kultura wypiera różnorodność na rzecz jednego modelu urody.
– Kiedyś jedna była gruba, druga chuda, trzecia miała kręcone włosy i każda znalazła swojego amatora. A teraz wszystkie mamy być takie same – blondynki z wielkimi ustami i tyłkiem. To jest po prostu masakra – twierdzi.
Co więcej, ideał ten coraz częściej przypomina sylwetkę… nastolatki. Rozmiar S, do którego dążą dorosłe kobiety, odpowiada często ciału 12-, 14-letniej dziewczyny.
Dziennikarka nie zostawia złudzeń: presja dotyczy obu płci, choć w różny sposób.
– Nas ocenia się po urodzie, was po portfelu. Znam wielu fantastycznych facetów, którzy są odrzucani tylko dlatego, że nie zarabiają wielkich pieniędzy. Obie płcie mają przerąbane, tylko w inny sposób – zapewnia Michalik.
Wolność zamiast telewizji i strach o przyszłość 
Michalik opowiada też o swojej drodze zawodowej. Odrzuciła propozycję programu w Telewizji Polskiej, bo musiałaby zrezygnować z własnego kanału na YouTube.
– Mam pełną wolność. Mówię, co chcę, żyję jak chcę. Telewizja to byłoby niewolnictwo i świadomość, że za jedną wypowiedź mogę wylecieć – przekonuje dziennikarka. 
W drugiej części rozmowy ton robi się poważniejszy. Eliza Michalik otwarcie mówi o zagrożeniach dla bezpieczeństwa państwa i wpływach zewnętrznych.
– Patrząc na to, co robi Rosja w innych krajach, byłoby nielogiczne, gdyby w Polsce tego nie było. Myślę, że mamy sporo agentury wpływu – w mediach, polityce, nawet w parlamencie – mówi. 
Jej zdaniem państwo nie radzi sobie z ochroną kluczowych informacji, a skala zaniedbań może być niebezpieczna.
„Jeśli oni wygrają, będę musiała wyjechać”
Najmocniejsze słowa padają na końcu. Michalik nie ukrywa obaw przed powrotem do władzy przez Prawo i Sprawiedliwość, albo dojścia do niej przez Grzegorza Brauna.
– Kocham Polskę i chcę tu zostać. Ale jeśli przyjdzie faszyzm, to nie widzę siebie w takim ustroju. Ze względu na bezpieczeństwo mogę być zmuszona wyjechać – przekonuje publicystka.
Jednocześnie krytykuje koalicję rządzącą za brak zdecydowania. – Oni mają zwycięstwo w zasięgu ręki, tylko trzeba odzyskać sprawczość i naprawdę zawalczyć – twierdzi.
Rozmowa Jacka Pałasińskiego z Elizą Michalik to mieszanka ostrej diagnozy społecznej i politycznej oraz osobistych refleksji. Momentami niewygodna, momentami kontrowersyjna, ale zdecydowanie warta obejrzenia w całości. Zobacz ją na naszym kanale YouTube naTemat.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/6cbae8b5bc6333377e9f44ee3e470b73,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/6cbae8b5bc6333377e9f44ee3e470b73,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Eliza Michalik w &quot;Allegro ma non troppo&quot; Jacka Pałasińskiego o polityce strachu i manipulacji. Zdradza też, co zrobi, jeśli PiS wróci do władzy.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/646971,pelzajacy-polexit-i-wojna-na-prawicy-walka-o-wladze-wchodzi-w-nowy-etap</guid><link>https://natemat.pl/646971,pelzajacy-polexit-i-wojna-na-prawicy-walka-o-wladze-wchodzi-w-nowy-etap</link><pubDate>Fri, 27 Mar 2026 13:03:01 +0100</pubDate><title>Pełzający Polexit i wojna na prawicy. Walka o władzę wchodzi w nowy etap</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/b32c7c18317882de444952439ab54fbc,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Licytacja na radykalizm, agresja słowna i oswajanie tematów uznawanych dotąd za skrajne. Wchodzimy w nową fazę walki o władzę przed wyborami w 2027 roku. Tanie hasła o "tanim prądzie" to jeszcze nic, do Polski nadciąga pełzający Polexit. A prezydent jak kibol to nie wpadka – to precyzyjna taktyka w wojnie na prawicy. Problem w tym, że rachunek za tę polityczną rozróbę zapłacimy my wszyscy, niezależnie od sympatii partyjnych.

Narastająca radykalizacja polityków PiS w walce z Konfederacją, agresywny prezydent Karol Nawrocki, licznik „taniego prądu” i przy okazji wpadka z ETS. Do tego rząd Donalda Tuska obniżający VAT i akcyzę na paliwa. A na domiar wszystkiego – widmo Polexitu. 
Mnóstwo wątków, które wymagają omówienia, bo w polskiej polityce dawno obrany kurs na zwarcie będzie tylko narastał. To już nie zakochanie się w Donaldzie Trumpie, to precyzyjna taktyka, z której jako obywatele nie możemy wyjść obronną ręką. Przeanalizujmy ostatnie ruchy rządu oraz opozycji i wyciągnijmy wnioski.

                    
                Radykalna strategia – będzie tylko gorzej
Jednym z najmocniejszych momentów mijającego tygodnia było zachowanie prezydenta Karola Nawrockiego wobec dziennikarza podczas wizyty na Węgrzech. Sprawa odbiła się szerokim echem, od ostrych komentarzy przez memy. 
Jednak – zdaniem mojej rozmówczyni prof. Renaty Mieńkowskiej-Norkiene – to nie przypadek, a precyzyjnie zaplanowana strategia walki na prawicy o głosy wyborców, ale też o algorytmy w mediach społecznościowych. 
– Im bardziej Karol Nawrocki będzie chciał się utwardzić, czyli im bardziej będzie konsolidował po stronie polskiej prawicy ten elektorat, który ma doprowadzić prawicę do powrotu do władzy w 2027 roku, tym bardziej będzie sobie pozwalał właśnie na takie twarde zachowania – twierdzi Mieńkowska-Norkiene. 
Agresja słowna, postępująca radykalizacja, skrajne emocje. To wszystko jest pomysłem Prawa i Sprawiedliwości na to, by zdominować prawą stronę sceny politycznej. W myśl niepisanej zasady „na prawo od PiS tylko ściana”. 
To taktyka na odebranie głosów Konfederacji, a właściwie dwóm Konfederacjom. Jednak problem w takim myśleniu jest taki, że ze ścianą można się też zderzyć. 
"Tani prąd -33 proc." to tanie hasło bez pokrycia
Jedna z głównych (i niedotrzymanych) obietnic Karola Nawrockiego? “Gdy zostanę prezydentem, rachunki za prąd spadną o 33 proc.”. Kancelaria prezydenta twierdzi, że taniego prądu nie ma, bo projekt utknął w sejmowej zamrażarce. Do tego jeszcze wrócę. Zacznijmy od ważniejszej kwestii. 
Rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz opublikował wpis na X z linkiem do licznika “taniego prądu”. Trzeba wgrać fakturę za prąd, by móc wyliczyć, ile by się zaoszczędziło, gdyby nie “cyniczna polityczna gra rządu Donalda Tuska”. 
Abstrahując od tego, że wyliczenia pokazują 34 proc. oszczędność dla kawalerki, a przy większych mieszkaniach i domach jednorodzinnych nie zbliżają się do obiecanych 33 proc., to problem leży gdzie indziej. 
Otóż prezydent i jego urzędnicy forsują ustawę opartą o pieniądze z ETS. Otóż wpływy z handlu emisjami miałyby finansować tańszy prąd, a jeśli nie wystarczy, trzeba dosypać z budżetu państwa. Zatem prąd nie będzie tańszy, zrzucimy się na niego wszyscy, ale w innej formie.
Na domiar złego zarówno Karol Nawrocki, jego urzędnicy, jak i namaszczony przez PiS na nowego premiera Przemysław Czarnek chcą… wyjścia Polski z ETS. A zatem chcą zlikwidować główne źródło finansowania ustawy o tanim prądzie. Bądź mądry i pisz wiersze. 
SAFE 0 proc. Kosiniaka-Kamysza
Z początkiem tygodnia do politycznej gry wszedł także Władysław Kosiniak-Kamysz, wicepremier i szef MON, ale przede wszystkim lider PSL – Polskiego Stronnictwa Ludowego, które zaczyna swój taniec z wyborcami.
Moim zdaniem powinni skupić się na tym, co w ich nazwie najważniejsze: “ludowe”. Jednak zamiast tego mamy do czynienia z polityczną przepychanką o prezydencki SAFE 0 proc. oraz insygnia władzy.  
Kosiniak-Kamysz twierdzi, że to “sprawdzam” wobec prezydenta i jego projektu. Czy faktycznie chodzi o wsparcie polskiej obronności, czy jednak tylko o utrudnianie życia rządowi i torowanie PiS drogi do władzy w 2027 roku. 
Temat błyskawicznie podchwycił Przemysław Czarnek, mówiąc o “przyjaciołach z PSL”, których jednocześnie “przyjaciółmi nazywać nie można”. Stwierdził, że PSL oprzytomniało i zauważyło prezydencki projekt. Argumenty odbija sam główny zainteresowany i tak to jak w piaskownicy – moja łopatka jest większa, a twoje wiaderko przecieka. 
W gruncie rzeczy już żadnej ze stron nie chodzi o bezpieczeństwo. Chodzi wyłącznie o kwestie poparcia. Mówił o tym w rozmowie ze mną płk Krzysztof Przepiórka. Zwrócił uwagę na jeszcze jeden istotny szczegół, któremu warto się przyjrzeć, a dotyczy ostatnich działań gabinetu prezydenta Nawrockiego.
– Aspekt, który mnie bardzo niepokoi, to wypowiedź Sławomira Cenckiewicza, szefa BBN, że – cytuję – jest zaniepokojony projektem SAFE, bo nie jest on zgodny ze strategią obronną Stanów Zjednoczonych. Na litość boską, gdzie my jesteśmy? I wreszcie wizyty coraz bardziej rozpychającego się ambasadora USA. Myślę więc, że powinniśmy bardzo dokładnie to zbadać – mówi płk Przepiórka.
Paliwa tańsze przed świętami
Tu krótko – rząd Donald Tusk zdecydował się na mocną interwencję w sprawie paliw. Tydzień wcześniej sam Tusk twierdził, że to as w rękawie trzymany, gdy naprawdę będzie źle. Myślę, że czekał do Wielkanocy, bo to ładnie wygląda. Sam jak bym był premierem i coś wymagałoby tak daleko idącej interwencji, na pewno starałbym się o jednoczesny wzrost poparcia. To jednak temat poboczny. 
Fakt jest taki, że rząd obniża VAT i akcyzę na paliwa. Przez co – jak zapewnia Donald Tusk – paliwa mają być tańsze o 1,20 zł na litrze. 
Pełzający Polexit
Jeśli już nawet były pisowski minister ds. europejskich Konrad Szymański zaczyna ostrzegać przed Polexitem – coś jest na rzeczy. Dlaczego jednak ten temat właśnie teraz zyskuje na popularności i zaczyna coraz mocniej przedzierać się do debaty publicznej? 
Okno overtona i jego przesuwanie tak właśnie działa. Stąd rosnąca akceptacja dla Polexitu po prawej stronie. Jeszcze kilka lat temu był to scenariusz marginalny. Dziś – jak pokazują sondaże – nawet połowa wyborców PiS dopuszcza taką możliwość.
Choć większość Polaków nadal popiera członkostwo w UE, zmienia się język debaty. Mechanizm jest dobrze znany z Wielkiej Brytanii – najpierw radykalne hasła, potem ich stopniowa normalizacja.
Jest jednak pewna zasadnicza różnica. Jarosław Kaczyński – jako realista – nie chce wyjścia z Unii Europejskiej, ale jako populista – musi walczyć z Grzegorzem Braunem i Sławomirem Mentzenem. Ci dwaj, szczególnie ten pierwszy, wydają się zdecydowanie bardziej radykalni i zdeterminowani na rozsadzenie Unii od środka, albo z niej wystąpienie. Prezes PiS tylko mami takimi hasłami, ale jeśli za bardzo zaczynasz mówić językiem nie ze swojej bajki, tym bardziej możesz zrazić i stracić wyborców. 
Ci co są z Konfederacjami, raczej nie pójdą do podrabianego PiS. A ci, którzy zmęczą się radykalnym PiS-em, zaczną się rozglądać. I tu wracamy do Władysława Kosiniaka-Kamysza i jego PSL. Bo może się okazać, że to on zgarnie część wyborców PiS. A to koszmar Kaczyńskiego, jednak nie tak odklejony od rzeczywistości. Temu brawo będzie bił Donald Tusk, bo potrzebuje mocnego koalicjanta, by w 2027 nie stracić władzy. 
Bój o parlament dopiero się zaczyna. Wydaje się, że jest ostro do granicy? Tylko tak nam się wydaje – będzie dużo goręcej w najbliższym 1,5 roku. 
Pełen “Komentarz Tygodnia” zobacz na naszym kanale YouTube naTemat – daj znać w komentarzu, co sądzisz. 
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/b32c7c18317882de444952439ab54fbc,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/b32c7c18317882de444952439ab54fbc,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Nowy etap walki o władzę. Radykalizacja języka, tanie hasła, wojna na prawicy i spór o Polexit.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/646885,polska-musi-znalezc-sposob-na-albanie-domagala-dla-natemat-nie-bedzie-ladnej-gry</guid><link>https://natemat.pl/646885,polska-musi-znalezc-sposob-na-albanie-domagala-dla-natemat-nie-bedzie-ladnej-gry</link><pubDate>Thu, 26 Mar 2026 18:04:38 +0100</pubDate><title>Polska musiała znaleźć sposób na Albanię. Domagała dla naTemat: Nie chodzi o ładną grę</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/6f12b69732b9a8d3c748757441da2a1a,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Polska znów musi walczyć o awans do wielkiego turnieju przez baraże. Choć kibice marzyli o spokojnej kwalifikacji, rzeczywistość od lat wygląda podobnie. Tym razem rywalem na Stadionie Narodowym jest Albania, a stawką nie tylko zwycięstwo, ale i przedłużenie marzeń o mundialu. Mecz o 20:45 – czy uda się wygrać?

Na Stadionie Narodowym 26 marca o 20:45 Polska zagra kolejny w swojej historii "mecz o wszystko". W kadrze jedno duże zaskoczenie, sporo sprawdzonych piłkarzy na przetestowanych pozycjach, ale rywal trudny – Albania. Jakie więc mamy szanse i dlaczego nie będzie to piękny futbol?

                    
                – Ostatnie lata nauczyły nas, że ta rywalizacja zawsze toczy się przez baraże. Każdy selekcjoner coś poprawiał po poprzedniku, ale ostatecznie dowoziliśmy wyniki. Teraz znów jesteśmy w tym samym miejscu i liczymy, że te dwa mecze nas tam zaprowadzą. To będzie jednak ogromna nerwówka – ocenia w "Rozmowie naTemat" Piotr Domagała, redaktor Futbolove.
Jak dodaje, choć Polska ma doświadczenie, to presja tego meczu zmienia wszystko. Tu nie ma miejsca na błędy, ani marginesu na poprawki.
Klucz to defensywa
Najwięcej pytań dotyczy obsady bramki, ale Domagała uspokaja – Kamil Grabara może być właściwym wyborem. Prawdziwym wyzwaniem będzie jednak cała linia defensywna i odporność psychiczna zespołu.
– To jest mecz czteroletniego cyklu. Masz 90 minut i nie możesz się pomylić. Historia baraży pokazuje, że często decyduje jeden gol i jeden moment. Wyobrażam sobie scenariusz 1:0, gdzie wszystko rozstrzygnie jedna akcja – podkreśla dziennikarz Futbolove.
Presja większa niż kiedykolwiek
Choć Polska jest faworytem, to właśnie na niej ciąży większa odpowiedzialność. Albania potrafi grać defensywnie i nie oddaje łatwo punktów.
– To my musimy, bo mamy lepszych piłkarzy i historię występów na wielkich turniejach. Albania może, ale nie musi. Dlatego presja będzie gigantyczna, a to może być najtrudniejszy element tego meczu – zaznacza Domagała.
Lewandowski i ostatnia szansa?
W tle pozostaje jeszcze jeden ważny wątek – przyszłość Roberta Lewandowskiego w reprezentacji. Mundial mógłby być symbolicznym domknięciem jego kariery w kadrze.
To wszystko sprawia, że czwartkowy wieczór to coś więcej niż zwykły mecz. To test nerwów, charakteru i ambicji całej reprezentacji. 
A pełną analizę w "Rozmowie naTemat" warto zobaczyć na naszym kanale YouTube.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/6f12b69732b9a8d3c748757441da2a1a,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/6f12b69732b9a8d3c748757441da2a1a,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Baraże MŚ 2026. Mecz Polska - Albania. Reprezentacja zmierzy się na Narodowym o awans do mistrzostw świata w piłce nożnej.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/646531,prezydent-jak-kibol-to-szerszy-plan-na-wybory-politolozka-o-agresji-ktora-sie-oplaca</guid><link>https://natemat.pl/646531,prezydent-jak-kibol-to-szerszy-plan-na-wybory-politolozka-o-agresji-ktora-sie-oplaca</link><pubDate>Tue, 24 Mar 2026 18:48:01 +0100</pubDate><title>Prezydent jak kibol to szerszy plan na wybory? Politolożka o agresji, która się opłaca</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/bf4869313e76cf1d56955a3c7265feb5,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Agresja w polityce nie jest przypadkiem, a ostatnie zachowanie Karola Nawrockiego, który zrugał dziennikarza, to nie impuls, tylko szerszy plan na zdobywanie poparcia. Prof. Renata Mieńkowska-Norkiene w Rozmowie naTemat tłumaczy, dlaczego dziś najbardziej opłaca się mówić skrajnie i ostro – i dlaczego to działa lepiej niż spokojna debata. A co najważniejsze, czy można temu w jakikolwiek sposób przeciwdziałać.

Wizyta Karola Nawrockiego u Viktora Orbána i jego ostre starcie z dziennikarzem TVN24 stały się punktem wyjścia do szerszej diagnozy współczesnej polityki. Jak przekonuje w "Rozmowie naTemat" prof. Renata Mieńkowska-Norkiene, nie chodzi o pojedynczy incydent, lecz o głębszy trend, który napędzają algorytmy i logika mediów społecznościowych. Problem nie dotyczy jednego polityka, lecz całego systemu, który premiuje radykalizm.

                    
                – To nie wyglądało jak utrata kontroli, raczej jak świadome wykorzystanie momentu. Chodziło o pokazanie się z twardej strony. To, co widzimy, wpisuje się w pewien "trumpizm" rozumiany jako styl bycia. Nie chodzi o ideologię, tylko o sposób komunikacji i reagowania. Twardość i agresja stają się narzędziem politycznym – mówi socjolożka i politolożka.
– To, że jest polaryzacja, społeczeństwo słyszało już wiele razy. Ja mam obowiązek powiedzieć, dlaczego tak jest, a po drugie pokazać, czy jest szansa zrobienia czegokolwiek, żeby to w jakikolwiek sposób zmienić – dodaje. 
Algorytmy kochają radykalizm
Zdaniem prof. Mieńkowskiej-Norkiene kluczowe znaczenie ma sposób działania współczesnych mediów.
– U podstaw problemu leży algorytmizacja mediów społecznościowych. To, co radykalne i emocjonalne, jest premiowane i niesie się dalej. Politycy doskonale wiedzą, że to się po prostu opłaca – podkreśla.
Dlatego tak diametralnie zmieniła się polityczna logika. – Kiedyś radykalizm był domeną polityków drugiego planu. Dziś sięgają po niego najważniejsi gracze. Zrozumiano, że agresja jest wybaczana, a nawet nagradzana – mówi nasza rozmówczyni.
Dlaczego to działa na wyborców?
Ekspertka nie ma złudzeń: ostre słowa nie odstraszają. Wręcz przeciwnie, ludziom się to podoba, chętniej oddają swój głos. Jednak to wynika z braku samodzielnego myślenia. 
– Te narracje, choć radykalne i ostre, niestety działają. Wyborcy funkcjonują w swoich bańkach i mają poczucie, że świat właśnie tak wygląda. To nie zniechęca, tylko utwardza podziały – mówi Mieńkowska-Norkiene.
Co więcej, radykalizm stabilizuje scenę polityczną.
– Nie jest tak, że politycy tracą przez to poparcie. Radykalizm zwiększa polaryzację, a ta stabilizuje scenę na poziomie 50 na 50. W takich warunkach wygrywa mobilizacja, nie umiarkowanie – zaznacza. 
Jak dodaje Mieńkowska-Norkiene, ludzie mają poczucie, że świat jest niestabilny i że elity ich nie rozumieją. Polityk, który okazuje emocje, daje wrażenie, że rozumie frustrację. Nawet jeśli mówi rzeczy uproszczone, jest bliżej ludzi.
– Populizm rośnie tam, gdzie ludzie mają najdalej do przystanku autobusowego. To bardzo konkretne doświadczenie codzienności. Jeśli państwo tego nie widzi, ktoś inny zagospodaruje te emocje – podkreśla. 
Demokracja pod presją emocji
Efekt uboczny tej zmiany może być poważny. Politycy, którzy wychodzą do ludzi, zyskują ogromny kredyt zaufania. Nawet jeśli mają złe pomysły, wyborcy wierzą, że są po ich stronie. To często wystarcza, by wygrać.
Jednocześnie – jak ostrzega prof. Mieńkowska-Norkiene – łatwo zapomnieć, czym naprawdę jest demokracja.
– Demokracja to nie tylko rządy większości. To także poszanowanie zasad i mniejszości. Jeśli o tym zapomnimy, możemy dojść do bardzo niebezpiecznych wniosków – ostrzega.
Cała rozmowa z prof. Renatą Mieńkowską-Norkiene ukazuje znacznie więcej mechanizmów stojących za współczesną polityką. Zobacz ją na naszym kanale YouTube naTemat.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/bf4869313e76cf1d56955a3c7265feb5,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/bf4869313e76cf1d56955a3c7265feb5,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Prof. Mieńkowska-Norkiene w naTemat o rosnącej agresji w polityce, jak choćby u prezydenta Karola Nawrockiego</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/646063,porwanie-przez-ufo-czy-wielka-mistyfikacja-wciagajaca-historia-travisa-waltona-w-biurze-tajemnic</guid><link>https://natemat.pl/646063,porwanie-przez-ufo-czy-wielka-mistyfikacja-wciagajaca-historia-travisa-waltona-w-biurze-tajemnic</link><pubDate>Sun, 22 Mar 2026 15:30:02 +0100</pubDate><title>Porwanie przez UFO czy wielka mistyfikacja? Wciągająca historia Travisa Waltona w &quot;Biurze Tajemnic&quot;</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/71256f5c3fa3f95ca15a158cf8d71db8,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Jedna noc w lesie Arizony, błysk światła i człowiek, który znika bez śladu. Historia Travisa Waltona do dziś dzieli. Jedni widzą w niej dowód na kontakt z obcymi, inni – sprytną manipulację. Jak było naprawdę? Zobacz najnowsze śledztwo "Biura Tajemnic".

To miała być zwykła droga powrotna po pracy. Zamiast tego kilku drwali twierdzi, że zobaczyli unoszący się obiekt, a ich kolega wybiegł prosto pod "latający spodek" i został trafiony tajemniczym promieniem. Kilkanaście minut później zniknął.
Gdy Travis Walton odnajduje się po pięciu dniach, opowiada historię jak z filmu sci-fi. Twierdzi, że obudził się w pomieszczeniu przypominającym szpital, otoczony przez istoty nie z tej ziemi. Potem znów ciemność i nagłe przebudzenie przy drodze, gdy statek odlatuje. Brzmi jak klasyczne uprowadzenie przez UFO.

                    
                Świadkowie, którzy… niewiele widzieli
Choć kilku mężczyzn potwierdziło obecność "dziwnego światła", z czasem wyszło na jaw, że większość z nich nie widziała samego zdarzenia. Opierali się głównie na relacji jednego człowieka.
Do tego dochodzą testy wariografem – świadkowie je przeszli, ale sam Walton oblał badanie i miał próbować oszukiwać urządzenie.
Najbardziej intrygujący jest jednak możliwy powód całej historii. Ekipa miała ogromne opóźnienia w pracy i groziły im poważne kary finansowe. 
"Siła wyższa" – jak zaginięcie człowieka – mogła być wygodnym wyjściem z sytuacji. Sceptycy wskazują też na fascynację UFO wśród Waltonów oraz późniejsze zarabianie na historii – książki, film i medialne występy.
Prawda czy legenda?
Do dziś nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Czy Travis Walton naprawdę został uprowadzony przez obcych? A może cała historia była jednym z najlepiej rozegranych spektakli w historii popkultury?
Jedno jest pewne – ta sprawa wciąga tak samo jak w dniu, w którym wszystko zaczęło się od dziwnego światła w lesie.
Chcesz wiedzieć więcej o tej historii? Zobacz najnowszy odcinek "Biura Tajemnic" na naszym kanale YouTube naTemat.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/71256f5c3fa3f95ca15a158cf8d71db8,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/71256f5c3fa3f95ca15a158cf8d71db8,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Został porwany przez UFO? Fascynująca historia Travisa Waltona. Zobacz &quot;Biuro Tajemnic&quot;.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/646159,to-jest-jakis-koszmar-prof-smoczynska-bez-litosci-o-pamieci-jezyku-i-polskiej-obojetnosci</guid><link>https://natemat.pl/646159,to-jest-jakis-koszmar-prof-smoczynska-bez-litosci-o-pamieci-jezyku-i-polskiej-obojetnosci</link><pubDate>Sat, 21 Mar 2026 18:30:02 +0100</pubDate><title>&quot;To jest jakiś koszmar&quot;. Prof. Smoczyńska bez litości o pamięci, języku i polskiej obojętności</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/8f06ac87859a33874a7815570141a89b,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />To nie jest grzeczna rozmowa o kulturze i języku. Prof. Magdalena Smoczyńska, psycholingwistka i językoznawczyni, w programie Jacka Pałasińskiego „Allegro ma non troppo” z bezwzględną precyzją mówi o antysemityzmie, wypieraniu historii i przemocy ukrytej w słowach. Padają zdania, po których trudno przejść do porządku dziennego.

W najnowszym odcinku „Allegro ma non troppo” Jacka Pałasińskiego nie ma ani cienia ucieczki od rzeczy najtrudniejszych. Prof. Magdalena Smoczyńska mówi o komentarzach pod zdjęciami dzieci zamordowanych w Zagładzie, o Polsce, która nie chce pamiętać Leny Kichler, i o języku, który zamiast nazywać prawdę, coraz częściej ją zasłania. 

                    
                „Antysemityzm ma się bardzo dobrze”
Prof. Smoczyńska, psycholingwistka i językoznawczyni, stawia nieprzyjemną diagnozę dotyczącą języka, który krzywdzi oraz o polskim zobojętnieniu na tę krzywdę. 
– Antysemityzm ma się bardzo dobrze. Widzę to codziennie w internecie, pod zdjęciami zamordowanych dzieci. Ludzie piszą: jakie śliczne, jakie cudne. A ja się zastanawiam, czy gdyby to był człowiek stary i garbaty, to on nie jest równie strasznie zamordowany? – pyta retorycznie. 
Jeszcze mocniej wybrzmiewa jej sprzeciw wobec językowych schematów, które – zamiast upamiętniać – zniekształcają rzeczywistość.
– Piszą, że ‘teraz jesteś w objęciach Boga’, że ‘Jezus cię przytula’. Jak czytam, że Jezus przytula żydowskie dzieci, to mnie to po prostu doprowadza do szału. To jest narzucanie narracji, która nie ma z nimi nic wspólnego. Ja wpisuję tylko imię, żeby je przywrócić, a nie przykrywać słowami – podkreśla profesor Smoczyńska.
Pamięć, której nie ma
W rozmowie wraca też temat Leny Kichler – kobiety, która po wojnie ratowała żydowskie dzieci. I która dziś pozostaje niemal zapomniana.
– Oni przyjeżdżają do Zakopanego, do miejsca, gdzie był dom dziecka, i nie znajdują tam nic. Żadnego zdjęcia, żadnej informacji, żadnej pamięci. Patrzy się na nich jak na przybyszów z kosmosu. I słyszą: nie chcemy o tym wiedzieć. To jest jakiś koszmar – mówi. 
Zdaniem prof. Smoczyńskiej, Lena Kichler powinna być chlubą tych miast – Wieliczki, Krakowa, Zakopanego. 
– Uratowała dzieci, stworzyła coś wyjątkowego. A w Polsce jest nieznana i niehonorowana. To jest dla mnie absolutnie niezrozumiałe – dodaje. 
Język, który oswaja zło 
Prof. Smoczyńska zwraca uwagę na jeszcze jeden mechanizm – przyzwyczajenie. 
– Psychologia miała pomagać ludziom, a dziś bywa narzędziem manipulacji. Wiedza o człowieku jest sprzedawana tym, którzy chcą nim sterować. A my się do wszystkiego przyzwyczajamy – do rzeczy, które kiedyś byłyby nie do przyjęcia. I przestajemy reagować – mówi.
Prof. Smoczyńska mówi bez owijania w bawełnę i momentami bardzo ostro, ale właśnie dlatego warto zobaczyć cały odcinek. A ten dostępny jest na naszym kanale YouTube naTemat.



]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/8f06ac87859a33874a7815570141a89b,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/8f06ac87859a33874a7815570141a89b,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Niewygodna prawda o Polsce. Mocne słowa prof. Smoczyńskiej w &quot;Allegro ma non troppo&quot; Jacka Pałasińskiego&quot;.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/645961,plk-przepiorka-w-natemat-o-ruchach-pis-i-nawrockiego-robienie-z-ludzi-idiotow-nie-moge-tego-scierpiec</guid><link>https://natemat.pl/645961,plk-przepiorka-w-natemat-o-ruchach-pis-i-nawrockiego-robienie-z-ludzi-idiotow-nie-moge-tego-scierpiec</link><pubDate>Thu, 19 Mar 2026 18:17:30 +0100</pubDate><title>Płk Przepiórka w naTemat o ruchach PiS i Nawrockiego: Robienie z ludzi idiotów. Nie mogę tego ścierpieć</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/afc60b9bb881db41a44997446b4de81d,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />– Żołnierz ma jedno niezbywalne prawo – być dobrze dowodzonym. A prezydent Nawrocki pogwałcił to prawo – mówi w „Rozmowie naTemat” płk rez. Krzysztof Przepiórka. Weto wobec programu SAFE to jedno, ale – jak przekonuje były oficer GROM – problem jest znacznie poważniejszy. W tle jest nie tylko spór o pieniądze, ale o fundamenty bezpieczeństwa państwa. I to, czy na pewno gabinetowi prezydenta przyświeca polska, czy jednak amerykańska racja stanu.

– Mamy wroga u bram i potrzebujemy tych pieniędzy – mówi wprost płk rez. Krzysztof Przepiórka o programie SAFE. Gość "Rozmowy naTemat" nie gryzie się w język. Zarzuca politykom krótkowzroczność, ostrzega przed Rosją i wskazuje, co naprawdę dziś decyduje o bezpieczeństwie Polski.
– Nie wiem czy to są ostre słowa. Nie jestem politykiem, żeby używać gładkich słów. Wiem jedno, żaden żołnierz nigdy nie wywołał wojny, a politycy tak. Jeżeli je wywołują, albo są w nie zaangażowani, to muszą konflikt deeskalować, ale też zapewnić narzędzia żołnierzom do walki i obrony – podkreśla. 

                    
                Tajemnicze kontakty z USA? 
Płk Przepiórka odnosi się do weta prezydenta Karola Nawrockiego ws. programu SAFE. Przypomina, że za czasów rządu PiS to Mariusz Błaszczak zaciągał pożyczki na 6 proc., by zakupić choćby sprzęt z Korei. Więc decyzję o wecie traktuje prawie wyłącznie jako polityczną. Prawie, bo pewne tropy prowadzą do USA.
– Drugi aspekt, który mnie bardzo niepokoi, a wychodzi, gdy połączymy kropki, to wypowiedź Sławomira Cenckiewicza, szefa BBN, że on jest – uwaga cytuję – zaniepokojony projektem SAFE, bo to nie jest zgodne ze strategią obronną Stanów Zjednoczonych. Na litość boską, to gdzie my jesteśmy? I wreszcie wizyty rozpychającego się ambasadora USA, który najpierw był u prezesa NBP, później u prezydenta i nagle decyzja o niepodpisywaniu ustawy – mówi w naTemat płk rez. Krzysztof Przepiórka.
Jak dodaje, jeszcze w listopadzie ubiegłego roku Mariusz Błaszczak wręcz ponaglał rząd i był zaniepokojony, że nie zostaniemy beneficjentem programu SAFE.
– Ponaglał polski rząd, żebyśmy zintensyfikowali działania związane z tym projektem. Jak pieniądze przyszły, to nagle coś jest nie tak. Także myślę, że jeden i drugi aspekt powinniśmy bardzo dokładnie zbadać i prześledzić, jak to rzeczywiście jest – dodaje płk Przepiórka.
„Żołnierz ma prawo być dobrze dowodzony" 
Najmocniejsze słowa padają w kontekście roli Zwierzchnika Sił Zbrojnych. W Polsce tę rolę pełni prezydent, czyli obecnie Karol Nawrocki. 
– Żołnierz ma jedno niezbywalne prawo – być dobrze dowodzonym. I jeżeli to prawo przez Zwierzchnika Sił Zbrojnych zostaje pogwałcone, jeżeli on nam nie daje narzędzi do naszej roboty, to gdzie my jesteśmy? To on się sprzeniewierzył przysiędze, którą składał – mówi były oficer GROM. 
Jak dodaje, świat bardzo mocno przyspieszył. Zmienił się teatr działań wojennych. Wykorzystywane są systemy dronowe na bardzo szeroką skalę i to nie tylko powietrzne, ale również naziemne, nawodne i podwodne. To wszystko wymaga ogromnych nakładów finansowych.
„Putin przetestuje NATO”
Płk rez. Krzysztof Przepiórka w "Rozmowie naTemat" ostrzega jeszcze przez działaniami Władimira Putina. Na które jako Polska musimy być gotowi i umieć na nie odpowiadać. 
– Nie mam wątpliwości, że Putin przetestuje NATO, przetestuje artykuł 5. Tak, jak zrobił to z artykułem 4. i były konsultacje. Być może zrobi to w Krajach Bałtyckich, jak choćby w Estonii, ale może też w Polsce – alarmuje pułkownik. 
Jak podkreśla, Rada Najwyższa Rosji dała Putinowi taką prerogatywę, że jeśli jego obywatele będą zagrożeni (pod jakimkolwiek pozorem), to ma prawo wysłać wojsko do danego kraju. 
– I tutaj, uwaga, przypominam, że Putin nie zrezygnował ze strefy wpływów dawnego związku sowieckiego. Mówię tutaj o Bałtach, czyli Litwie, Łotwie i Estonii. I co będzie, jeżeli taka sytuacja nastąpi u Bałtów? Czy kraje NATO, w tym Stany Zjednoczone, będą gotowe do tego, żeby uruchomić artykuł piąty, czyli jeden za wszystkich, wszyscy za jednego? – pyta retorycznie płk Przepiórka.
Całą rozmowę z byłym oficerem GROM zobacz na naszym kanale YouTube naTemat.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/afc60b9bb881db41a44997446b4de81d,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/afc60b9bb881db41a44997446b4de81d,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">&quot;Nawrocki pogwałcił prawo wojskowych&quot;. Płk rez. Krzysztof Przepiórka ostro ocenia działania PiS i prezydenta.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/645187,russell-crowe-i-najgrozniejszy-egzorcysta-watykanu-demony-mialy-sie-go-bac-jaka-jest-prawda</guid><link>https://natemat.pl/645187,russell-crowe-i-najgrozniejszy-egzorcysta-watykanu-demony-mialy-sie-go-bac-jaka-jest-prawda</link><pubDate>Sun, 15 Mar 2026 18:01:02 +0100</pubDate><title>Russell Crowe i najgroźniejszy egzorcysta Watykanu. Demony miały się go bać. Jaka jest prawda?</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/453011ca3266c6d3da9272be9052a933,1000,1000,0,0.jpeg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Filmy o egzorcyzmach od lat elektryzują widzów, budując obraz dramatycznej walki dobra ze złem. Jednak postać, w którą wciela się Russell Crowe w filmie "Egzorcysta papieża", była prawdziwa. Gabriel Amorth – legendarny egzorcysta Watykanu – przez dekady przyjmował ludzi przekonanych, że zostali opętani. Jego życie to historia pełna paradoksów. Co jest prawdą, a co fikcją?

Walczący z demonami ksiądz z filmów grozy naprawdę istniał. Gabriel Amorth – główny egzorcysta Watykanu – twierdził, że w życiu przeprowadził ponad 160 tys. egzorcyzmów. Jego historia jest znacznie bardziej złożona niż scenariusze hollywoodzkich horrorów. To on był inspiracją dla twórców "Egzorcysty papieża", w którego wciela się Russell Crowe.

                    
                Partyzant, prawnik, a dopiero potem egzorcysta
Amorth nie był od początku duchownym. Urodził się w 1925 roku we włoskiej Modenie w rodzinie prawników i sam studiował prawo. Podczas II wojny światowej walczył jako partyzant przeciw faszystom, za co otrzymał krzyż wojenny za odwagę.
Po wojnie jego kariera rozwijała się w polityce – współpracował nawet z przyszłym premierem Włoch Giulio Andreottim i brał udział w tworzeniu powojennej konstytucji. Dopiero w wieku 22 lat zdecydował się wstąpić do zakonu paulistów.
Egzorcystą został… po sześćdziesiątce
Najbardziej zaskakujący zwrot nastąpił jednak później. Amorth został egzorcystą dopiero w 1986 roku, mając 61 lat. Początkowo miał jedynie pomagać rzymskiemu egzorcyście, ale szybko stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych duchownych na świecie.
Twierdził, że w trakcie kariery przeprowadził ponad 160 tys. egzorcyzmów. Jak tłumaczył, liczba ta obejmowała każde spotkanie modlitewne – często jedna osoba przychodziła na nie przez wiele lat.
Większość przypadków nie była opętaniem
Sam Amorth przyznawał jednak, że prawdziwe opętania zdarzają się rzadko. Według niego na 100 osób zgłaszających się do egzorcysty tylko jedna lub dwie faktycznie wymagają rytuału. Reszta potrzebuje pomocy lekarza, terapeuty albo zwykłej rozmowy.
Mimo to ostrzegał przed okultyzmem, tarotem czy seansami spirytystycznymi, które uważał za „zaproszenie dla nieproszonych gości”. Jednocześnie podkreślał, że największą bronią w walce ze złem jest modlitwa, pokora i… poczucie humoru.
Historia, która podzieliła świat
Egzorcyzmy do dziś pozostają jednym z najbardziej kontrowersyjnych tematów w Kościele. Krytycy wskazują, że wiele przypadków można wyjaśnić zaburzeniami psychicznymi i że rytuały bywają niebezpieczne.
Niezależnie od tego sporu jedno jest pewne: Gabriel Amorth stał się legendą. Zmarł w 2016 roku w wieku 91 lat, pozostawiając po sobie setki świadectw, książek i inspirację dla popkultury. A jego historia pokazuje, że prawdziwe życie bywa znacznie bardziej złożone niż filmowy horror.
Cały odcinek "Prawdziwej historii" zobacz na kanale YouTube naTemat.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/453011ca3266c6d3da9272be9052a933,1500,0,0,0.jpeg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/453011ca3266c6d3da9272be9052a933,1500,0,0,0.jpeg" medium="image"><media:title type="html">160 tys. egzorcyzmów. Ksiądz grany przez Russella Crowe&#039;a naprawdę istniał. Kim był Gabriel Amorth?</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/645184,rosja-rozpycha-sie-w-polsce-rzeczkowski-u-palasinskiego-musimy-wyciagnac-wnioski-natychmiast</guid><link>https://natemat.pl/645184,rosja-rozpycha-sie-w-polsce-rzeczkowski-u-palasinskiego-musimy-wyciagnac-wnioski-natychmiast</link><pubDate>Sat, 14 Mar 2026 10:10:30 +0100</pubDate><title>Rosja rozpycha się w Polsce? Rzeczkowski u Pałasińskiego: Musimy wyciągnąć wnioski, natychmiast</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/cdbdc005c21da0fa0d9d2666227cba54,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Dezinformacja, radykalizacja polityki i decyzje osłabiające państwo – według Grzegorza Rzeczkowskiego to nie przypadek, lecz element szerszego procesu. W rozmowie z Jackiem Pałasińskim dziennikarz i ekspert od rosyjskich wpływów mówi wprost: jeśli Polska nie wyciągnie wniosków, konsekwencje mogą być bardzo poważne.

Grzegorz Rzeczkowski, autor książek o rosyjskich wpływach i dyrektor Centrum Badań nad Dezinformacją Collegium Civitas, od lat analizuje mechanizmy politycznej manipulacji i propagandy. W programie Jacka Pałasińskiego "Allegro ma non troppo" nie owija w bawełnę. Jego zdaniem wiele wydarzeń w polskiej polityce wpisuje się w proces, który może prowadzić do strategicznego osłabienia państwa.

                    
                "Nic nie dzieje się samo z siebie"
Rzeczkowski podkreśla, że kluczowe jest patrzenie na politykę w szerszym kontekście.
– Chciałbym zachęcić naszych rodaków do myślenia o tym, że nic nie dzieje się samo z siebie, że wszystko ma swoje przyczyny i skutki – mówi. 
I dodaje, że w Polsce zbyt często negatywne konsekwencje są efektem działań ludzi, którzy w retoryce odwołują się do patriotyzmu i narodowych wartości. 
Według niego to właśnie emocje i hasła ideologiczne stają się dziś jednym z głównych narzędzi politycznej mobilizacji.
Kto na tym korzysta?
Ekspert podkreśla, że w analizie polityki najważniejsze nie są personalne powiązania, lecz efekty konkretnych decyzji.
– Mniej ważne jest to, kto z kim. Ważniejsze jest to, w czyim interesie i kto z tego korzysta – tłumaczy Grzegorz Rzeczkowski.
Jego zdaniem wiele działań podejmowanych w ostatnim czasie w sferze bezpieczeństwa państwa przynosi korzyści przede wszystkim jednemu graczowi.
– To wszystko jest w interesie na pewno nie Polski i nie Unii Europejskiej, ale leży w interesie Rosji – ocenia.
Rosyjska strategia: podziały i radykalizacja
Rzeczkowski zwraca uwagę, że jednym z największych sukcesów Kremla w Europie jest wzmacnianie skrajnych środowisk politycznych. Jako przykład podaje rosnące poparcie dla radykalnych polityków.
– To jest największy dowód na to, jaki sukces odnosi Rosja w Polsce – mówi, wskazując na wzrost znaczenia skrajnej prawicy w debacie publicznej. 
Według niego kluczową rolę odgrywa tu dezinformacja oraz manipulowanie emocjami społecznymi. Ekspert ostrzega, że lekceważenie tych procesów może mieć poważne konsekwencje. 
– Jeżeli nie chcemy stracić naszej państwowości, musimy wyciągnąć wnioski tu i teraz – podkreśla.
Rzeczkowski nie pozostawia złudzeń: walka o odporność państwa na dezinformację dopiero się zaczyna, a najbliższe lata mogą być dla Polski kluczowe.
Cała rozmowa zawiera znacznie więcej wątków – od rosyjskich wpływów w Europie po kulisy polskiej polityki. Warto obejrzeć ją w całości na kanale YouTube naTemat.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/cdbdc005c21da0fa0d9d2666227cba54,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/cdbdc005c21da0fa0d9d2666227cba54,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Rosja rozszerza wpływy w Polsce. Rzeczkowski alarmuje: Musimy reagować.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/645040,200-dolarow-za-barylke-ropy-ekspertka-z-osw-jest-gorzej-niz-70-lat-temu</guid><link>https://natemat.pl/645040,200-dolarow-za-barylke-ropy-ekspertka-z-osw-jest-gorzej-niz-70-lat-temu</link><pubDate>Thu, 12 Mar 2026 18:11:00 +0100</pubDate><title>200 dolarów za baryłkę ropy? Ekspertka z OSW: Jest gorzej niż 70 lat temu</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/2fc39263e4f2e46b8f56daa28e478284,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />To tylko wąski szlak morski, ale jego znaczenie dla światowej gospodarki jest ogromne. Przez Cieśninę Ormuz przepływa około 20 proc. globalnych dostaw ropy naftowej i duża część LNG. – Kryzys energetyczny i surowcowy już się zaczął – alarmuje w Rozmowie naTemat Agata Łoskot-Strachota z Ośrodka Studiów Wschodnich.

Ponad połowa światowych zasobów ropy znajduje się w regionie Zatoki Perskiej. Aby surowiec trafił do odbiorców w Europie i Azji, musi przepłynąć przez wąską Cieśninę Ormuz. To właśnie tam dziś koncentruje się jeden z największych problemów globalnej energetyki.
Agata Łoskot-Strachota z Ośrodka Studiów Wschodnich, ekspertka ds. polityki i bezpieczeństwa energetycznego, w Rozmowie naTemat wyjaśnia, dlaczego wojna na Bliskim Wschodzie ma wpływ na cały świat. I tłumaczy, dlaczego stoimy u progu wielkiego kryzysu energetycznego, niewidzianego od nawet 70 lat. 

                    
                20 milionów baryłek dziennie
Jak wyjaśnia ekspertka, przez Cieśninę Ormuz przestawało płynąć nawet 20 milionów baryłek ropy i produktów naftowych dziennie, co odpowiada około 20 proc. światowego zapotrzebowania. To skala większa niż podczas słynnych kryzysów naftowych z lat 70.
– Poprzednie szoki naftowe dotyczyły 7 proc. światowej konsumpcji. Kryzys sueski sprzed 70 lat to było 10 proc. Teraz mówimy o znacznie większej skali – podkreśla Łoskot-Strachota.
Problem dotyczy nie tylko ropy. Z rynku zniknęła też część LNG transportowanego głównie z Kataru. Według ekspertki to również około 20 proc. światowych dostaw skroplonego gazu.
Dlaczego Ormuz jest tak ważny?
Znaczenie cieśniny wynika z położenia państw Zatoki Perskiej. To właśnie tam znajduje się ponad 55 proc. światowych zasobów ropy, a możliwości eksportu innymi trasami są ograniczone.
– Żeby ropa z tego regionu dotarła do odbiorców w Europie czy Azji, w praktyce musi przepłynąć przez cieśninę – tłumaczy ekspertka. Jak dodaje, są alternatywy, ale bardzo kosztochłonne. Już zaczyna się uruchamianie dostaw innymi drogami, w tym ropociągami. 
Ważne jest też, że ropa z Bliskiego Wschodu znacznie różni się od tej z Wenezueli, USA czy Rosji. Dlatego też rafinerie nie są w stanie przestawić produkcji na inny rodzaj ropy z dnia na dzień i bez ponoszenia dodatkowych kosztów. 
– Różne gatunki ropy mają inne właściwości, a rafinerie są dostosowane do konkretnych typów. Zmiana rodzaju ropy wymaga inwestycji i dostosowania instalacji. Tego nie da się zrobić z dnia na dzień – zaznacza Łoskot-Strachota.
Skutki mogą odczuć wszyscy
Jeśli kryzys się przedłuży, skutki mogą być odczuwalne daleko poza Bliskim Wschodem. W grę wchodzą droższe paliwa, wyższe koszty transportu, w tym ostre wzrosty cen biletów lotniczych, presja inflacyjna i kolejne problemy dla przemysłu.
Pojawiają się nawet scenariusze, w których ropa mogłaby kosztować 200 dolarów za baryłkę. To byłby cios nie tylko dla Azji, która najmocniej zależy od dostaw z regionu, ale także dla Europy i reszty światowej gospodarki. – Kluczowe znaczenie będzie miało to, jak długo potrwa konflikt – podkreśla ekspertka OSW.
Całą rozmowę z Agatą Łoskot-Strachotą zobacz na kanale YouTube naTemat. 
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/2fc39263e4f2e46b8f56daa28e478284,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/2fc39263e4f2e46b8f56daa28e478284,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Mała cieśnina, wielki kryzys? Łoskot-Strachota: Jest gorzej niż 70 lat temu</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/644233,atak-na-iran-moze-zmienic-uklad-sil-na-swiecie-palasinski-o-wojnie-na-bliskim-wschodzie</guid><link>https://natemat.pl/644233,atak-na-iran-moze-zmienic-uklad-sil-na-swiecie-palasinski-o-wojnie-na-bliskim-wschodzie</link><pubDate>Sat, 07 Mar 2026 10:14:33 +0100</pubDate><title>Atak na Iran może zmienić układ sił na świecie. Pałasiński o wojnie na Bliskim Wschodzie</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/76bbe66b3394750bfdd14a8f15c2764c,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Naloty na Teheran, śmierć najwyższego przywódcy Iranu, rakiety nad Zatoką Perską i zamknięta cieśnina Ormuz. Konflikt rozpoczęty przez Stany Zjednoczone i Izrael w kilka dni przestał być lokalną operacją wojskową. Rozlewa się na kolejne państwa regionu i coraz bardziej przypomina scenariusz, którego najbardziej obawiają się analitycy: wojnę, której nie da się już łatwo zatrzymać. Zobacz komentarz Jacka Pałasińskiego dotyczący ataku na Iran.

Negocjacje w Genewie 26 lutego miały być kolejną próbą powstrzymania narastającego napięcia między Stanami Zjednoczonymi a Iranem. Zamiast tego zakończyły się gwałtownym konfliktem dyplomatycznym. Kilkadziesiąt godzin później rozpoczęła się wojna, która już teraz destabilizuje cały Bliski Wschód i może mieć konsekwencje daleko wykraczające poza region – komentuje Jacek Pałasiński w najnowszym odcinku "Allegro ma non troppo". 

                    
                Zerwane rozmowy i decyzja o ataku
Według relacji amerykańskich urzędników Waszyngton przedstawił Teheranowi trzy kluczowe żądania: całkowite zakończenie wzbogacania uranu, ograniczenie programu rakiet balistycznych oraz zaprzestanie wspierania regionalnych organizacji zbrojnych – od Hezbollahu po Huti.
Irański minister spraw zagranicznych Abbas Araghchi odpowiedział, że Iran ma „niezbywalne prawo” do wzbogacania uranu. Strona amerykańska uznała to za nie do przyjęcia. Spotkanie zakończyło się ostrą wymianą zdań, a atmosfera była tak napięta, że członkowie delegacji USA natychmiast poinformowali o incydencie prezydenta Donalda Trumpa.
Dwa dni później zapadła decyzja o rozpoczęciu operacji wojskowej.
Operacja „Epic Fury”
27 lutego, lecąc na pokładzie Air Force One, Donald Trump wydał rozkaz rozpoczęcia operacji „Epic Fury”. Naloty rozpoczęły się następnego dnia rano.
Była to skoordynowana operacja Stanów Zjednoczonych i Izraela. W atakach wykorzystano rakiety manewrujące, drony uderzeniowe i izraelskie myśliwce. Po raz pierwszy w walce użyto tanich dronów kamikaze z amerykańskiej jednostki Task Force Scorpion Strike.
Jednym z pierwszych celów był kompleks w centrum Teheranu, gdzie znajdowała się siedziba Najwyższego Przywódcy Iranu. Według wczesnych informacji w ten obszar uderzyło co najmniej siedem rakiet.
Śmierć Chameneiego
Początkowo irańskie władze zaprzeczały doniesieniom o śmierci Alego Chameneiego. Jednak 1 marca państwowe media potwierdziły, że Najwyższy Przywódca zginął w ataku.
W bombardowaniu zginęli także członkowie jego rodziny oraz liczni wysocy rangą przedstawiciele irańskiego aparatu władzy – w tym minister obrony, dowódcy Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej oraz szefowie struktur wojskowych i wywiadowczych.
Iran ogłosił 40 dni żałoby narodowej.
Jednocześnie izraelsko-amerykańskie naloty uderzyły w dziesiątki innych celów: obiekty wojskowe, centra dowodzenia, budynki administracji państwowej oraz siedzibę państwowej telewizji IRIB.
Cyberwojna i informacyjny chaos
Równolegle z nalotami rozpoczęła się ofensywa cybernetyczna.
Izrael przeprowadził skoordynowane ataki na irańską infrastrukturę cyfrową, media i aplikacje mobilne. Jedna z najpopularniejszych aplikacji religijnych została zhakowana i zaczęła wysyłać powiadomienia wzywające Irańczyków do dezercji i wystąpienia przeciwko władzom.
W efekcie cyberataków Iran został niemal całkowicie odcięty od internetu na ponad 60 godzin.
Irański odwet
Teheran odpowiedział niemal natychmiast.
Iran wystrzelił dziesiątki dronów i rakiet balistycznych w kierunku Izraela oraz amerykańskich baz wojskowych w regionie – w Jordanii, Katarze, Bahrajnie, Kuwejcie, Iraku i Arabii Saudyjskiej. Ataki dotknęły również infrastruktury cywilnej: portów, lotnisk i centrów logistycznych w krajach Zatoki Perskiej.
Jednym z najbardziej niebezpiecznych posunięć było zamknięcie cieśniny Ormuz – kluczowego szlaku transportu ropy i gazu. Wstrzymanie ruchu tankowców natychmiast przełożyło się na wzrost cen paliw na światowych rynkach.
Konflikt się rozszerza
Do wojny włączył się Hezbollah, co doprowadziło do wkroczenia armii izraelskiej do południowego Libanu. Ataki rakietowe i dronowe objęły kolejne państwa regionu – od Cypru po Zjednoczone Emiraty Arabskie.
Chaos na niebie nad Zatoką Perską doprowadził nawet do tragicznych pomyłek. Według doniesień trzy amerykańskie myśliwce F-15 zostały zestrzelone przez ogień sojuszniczy.
Jednocześnie Iran prowadzi strategię destabilizacji całego regionu: atakuje nie tylko instalacje wojskowe, ale również porty, rafinerie i lotniska.
Wielka gra mocarstw
Na konflikt natychmiast zareagowały inne potęgi.
Rosja wyraziła poparcie dla Iranu, a Chiny określiły działania Teheranu jako „wojnę obronną”. Oba państwa na razie ograniczają się do deklaracji politycznych, ale ich potencjalne zaangażowanie pozostaje jednym z największych zagrożeń dla stabilności świata.
Europa reaguje znacznie ostrożniej. Państwa unijne unikają zarówno otwartego poparcia dla operacji USA i Izraela, jak i jednoznacznej krytyki.
Wojna bez jasnego końca
Administracja Donalda Trumpa przedstawia różne cele operacji: od zniszczenia irańskiego programu rakietowego po zmianę reżimu w Teheranie.
Problem w tym, że historia ostatnich wojen na Bliskim Wschodzie pokazuje, jak niebezpieczne są takie kalkulacje.
W 2003 roku w Iraku również panowała euforia po pierwszych dniach zwycięstw wojsk koalicyjnych. Kilka lat później kraj pogrążył się w chaosie, a konflikt przerodził się w wieloletnią wojnę.
Najbardziej niebezpieczny moment
Obecna kampania powietrzna jest jedną z najbardziej intensywnych w historii regionu. Jednak nawet tak ogromna siła militarna nie gwarantuje sukcesu.
Amerykańskie zapasy rakiet i systemów obrony przeciwrakietowej szybko się kurczą, a utrzymanie nowoczesnych samolotów wymaga zaplecza technicznego, które znajduje się w bazach znajdujących się pod ostrzałem.
Jeśli konflikt potrwa dłużej, może okazać się znacznie trudniejszy, niż zakładali jego inicjatorzy.
Pełen komentarz Jacka Pałasińskiego dotyczący wojny na Bliskim Wschodzie zobaczysz na naszym kanale YouTube naTemat. 
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/76bbe66b3394750bfdd14a8f15c2764c,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/76bbe66b3394750bfdd14a8f15c2764c,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Jacek Pałasiński z komentarzem dot. wojny na Bliskim Wschodzie. Czy konflikt rozleje się po świecie?</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/644116,safe-0-proc-za-pieniadze-ze-zlota-marek-zuber-w-natemat-tu-nie-ma-prostych-rozwiazan</guid><link>https://natemat.pl/644116,safe-0-proc-za-pieniadze-ze-zlota-marek-zuber-w-natemat-tu-nie-ma-prostych-rozwiazan</link><pubDate>Fri, 06 Mar 2026 06:02:01 +0100</pubDate><title>SAFE 0 proc. za pieniądze ze złota? Marek Zuber w naTemat: Tu nie ma prostych rozwiązań</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/8afe435fb7b367a65215d3a8a919c061,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Czy Polska powinna sięgnąć po rezerwy złota Narodowego Banku Polskiego, by finansować wydatki na obronność? Czy unijny program SAFE rzeczywiście jest dla nas korzystny? I czy wojna na Bliskim Wschodzie może uderzyć w portfele Polaków poprzez droższe paliwa i gaz? O tym wszystkim w najnowszym odcinku „Rozmowy naTemat” mówi ekonomista Marek Zuber.

W Polsce trwa gorąca dyskusja o miliardach na obronność. Pojawiają się pomysły sięgnięcia po rezerwy złota Narodowego Banku Polskiego, a w tle jest także europejski program SAFE. Kłócą się dwa obozy, prezydenta i premiera, zamiast mówić w tej sprawie jednym głosem. 
Jednak cz rzeczywiście można w ten sposób zdobyć ogromne pieniądze dla armii bez ryzyka dla gospodarki? W najnowszym odcinku „Rozmowy naTemat” Marek Zuber, ekonomista, analityk i wykładowca Akademii WSB nie owija w bawełnę. A zarazem ostrzega: proste rozwiązania w finansach publicznych najczęściej okazują się tylko polityczną iluzją.

                    
                
Złoto NBP. „Nie można użyć pieniędzy, których nie ma”
Za sprawą wspólnego wystąpienia prezesa NBP Adama Glapińskiego z prezydentem Karolem Nawrockim rozgorzała dyskusja nad wykorzystaniem rezerw w złocie na sfinansowanie polskiej obronności. 
W ostatnich latach Polska znacząco zwiększyła ich poziom – dziś to 550 ton kruszcu o wartości przekraczającej 300 mld zł. Jednak czy można je po prostu zamienić na miliardy dla budżetu?
Zdaniem Marka Zubera sprawa jest dużo bardziej skomplikowana, niż sugerują polityczne deklaracje.

Realne środki pojawiłyby się dopiero wtedy, gdyby złoto zostało sprzedane. Ale taki krok rodzi kolejne poważne konsekwencje.

I dodaje, że wtedy bardzo szybko mogą pojawić się kolejne pomysły na sięganie po te pieniądze – już nie tylko na obronność. 
Marek Zuber przypomina zarazem twarde deklaracje, że rezerwy złota gromadzone są na wypadek dużego kryzysu, ale też mają za zadanie zabezpieczać wartość polskiego złotego. 
A obecna wojna USA z Iranem to nie jest takie zdarzenie, które – z polskiego punktu widzenia – jest tak niebezpieczne, by sięgać po rezerwy w złocie. Nie wymaga też tego sytuacja związana z koniecznością zwiększania zasobów na obronność.  
– Jednak, jeśli politycy znaleźliby jakiś sposób na to, by sięgnąć po te pieniądze zgodnie z prawem, to czemu nie skorzystać z obu rozwiązań? Jestem orędownikiem skorzystania z programu SAFE, choć nie jest on pozbawiony wad, ale też nie widzę przeszkód, by częściowo sfinansować obronność ze środków zarządzanych przez NBP – zaznacza.
Wojna na Bliskim Wschodzie. Czy ropa znów zdrożeje?
W rozmowie pojawia się też temat konfliktu na Bliskim Wschodzie i jego wpływu na ceny surowców. Szczególnie istotna jest sytuacja wokół cieśniny Ormuz – jednego z najważniejszych szlaków transportu ropy na świecie.
Zdaniem Zubera scenariusz gwałtownego skoku cen – choć możliwy – nie jest dziś najbardziej prawdopodobny.

W jego opinii rynek już częściowo zdyskontował napięcia, a wiele reakcji cenowych ma charakter spekulacyjny.
Stopy procentowe. Dobra decyzja, ale niepewna przyszłość
Pod koniec rozmowy pojawia się także temat decyzji Rady Polityki Pieniężnej o obniżeniu stóp procentowych o 25 punktów bazowych.
Zdaniem eksperta była to decyzja uzasadniona – choć kolejne ruchy banku centralnego będą zależeć od sytuacji na świecie.

Jeżeli ceny energii i ropy znów zaczną gwałtownie rosnąć, cykl obniżek może zostać szybko zatrzymany.
Pełny odcinek „Rozmowy naTemat” z Markiem Zuberem zobacz na kanale YouTube naTemat.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/8afe435fb7b367a65215d3a8a919c061,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/8afe435fb7b367a65215d3a8a919c061,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Marek Zuber, ekonomista, analityk oraz wykładowca Akademii WSB w &quot;Rozmowie naTemat&quot; ocenia pomysł wykorzystania rezerw złota na finansowanie obronności.</media:title></media:content></item>
		
	</channel>
</rss>
