<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" version="2.0" xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom">
	<channel>
		<title><![CDATA[naTemat.pl - Motoryzacja]]></title>
		<description><![CDATA[Najnowsze artykuły i wpisy blogerów w kategorii Motoryzacja w naTemat.pl]]></description>
		<link>https://natemat.pl/c/43,motoryzacja</link>
				<generator>natemat.pl</generator>
		<atom:link href="https://natemat.pl/rss/kategoria,43,motoryzacja" rel="self" type="application/rss+xml" />
		<atom:link rel="hub" href="https://pubsubhubbub.appspot.com/" xmlns="http://www.w3.org/2005/Atom" />
			<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/649651,nowy-mercedes-cla-i-test-w-trasie-spalanie-jest-smiesznie-niskie-ale-wkurza-jedna-wada</guid><link>https://natemat.pl/649651,nowy-mercedes-cla-i-test-w-trasie-spalanie-jest-smiesznie-niskie-ale-wkurza-jedna-wada</link><pubDate>Sat, 18 Apr 2026 06:00:02 +0200</pubDate><title>Nowy Mercedes CLA i test w trasie. Spalanie jest śmiesznie niskie, ale wkurza jedna wada</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/4939207c3772e826e25b5508b6f707e8,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Nowy Mercedes CLA ma chyba wszystko, żeby utrzymać status najbardziej "młodzieżowego" modelu niemieckiej marki. Po tym, jak na rynku pojawił się elektryk, teraz mamy okazję sprawdzić hybrydowego CLA. Zapraszam na test wersji 220 4MATIC.

Nie ma drugiego Mercedesa, który tak bardzo celowałby w gust młodszych klientów. Chociaż jak pierwszy raz zobaczyłem nowego CLA jeszcze w wersji elektrycznej, pomyślałem, że kogoś za bardzo poniosła fantazja. Podświetlany grill ze 142 gwiazdkami. W sumie na nadwoziu kolega naliczył ich kiedyś 153. 
Do tego oczywiście bardzo cyfrowe wnętrze, które wywróciło stylistykę Mercedesa. Nowe modele już długo kojarzyły się z efektownym ekranem w centralnej części, ale teraz mamy po prostu wielki cyfrowy pas na całej desce rozdzielczej.
Nowy CLA to najbardziej "młodzieżowy" Mercedes
O elektrycznym CLA możecie przeczytać już w naTemat. W hybrydzie pojawił się klasyczny grill. Też z gwiazdkami, ale w tej wersji już się nie świecą. "Gwiazda" to jednak dalej słowo klucz, bo wystarczy zerknąć na wzór świateł. Mercedes zadbał o to, żeby nikt nie pomylił waszego auta z inną marką.
Do tego podświetlane listwy z przodu i z tyłu, wysuwane klamki... dla niektórych może być zbyt dużo efektów specjalnych. Z drugiej strony, kiedy popatrzymy z boku, dalej mamy bardzo klasyczną linię nadwozia. Nowy CLA to niecałe 4,8 m długości. 
Nasz testowy Mercedes był doposażony specjalnym pakietem AMG Line Plus, który dodaje pieprzu całej stylistyce. Czerwone pasy bezpieczeństwa to jeden z tych smaczków. Od razu przejdę do środka, bo w porównaniu z zewnętrznym designem, tutaj dzieje się jeszcze więcej. 
Duży plus za prawdziwe pokrętła na kierownicy i bardzo przejrzysty wirtualny kokpit. W zasadzie opis przedniej części mógłbym skończyć na zdaniu, że całe show kradnie ten ogromny ekran. A raczej trzy ekrany schowane pod jedną taflą szkła. Tak, pasażer też ma swój wyświetlacz. I może bawić się ustawieniami, albo grać... na przykład w Angry Birds.
Co ciekawe, kiedy pasażer będzie przechodził kolejne poziomy gry w czasie jazdy i kierowca odwróci wzrok w jego stronę, kamera natychmiast to wyłapie i wygasi widok. Samochód sam dba o to, żeby nie rozpraszać uwagi kierującego. 
System MB.OS w czasie testu nie sprawił mi żadnej niespodzianki i jest dość intuicyjny. Żeby posługiwać się nim bez zawahania, potrzeba nieco wprawy, bo jest bardzo rozbudowany. Przez to prawie całkowicie zrezygnowano z fizycznych przycisków. Kilka znajdziecie pod kratkami nawiewu, to m.in. regulacja głośności i wybór trybów jazdy. 
Znalazłem jedną, dziwną wpadkę. Kiedy słuchacie muzyki, nie przełączycie utworów żadnym guzikiem na kierownicy, co przecież powinno być naturalne. Da się to zrobić tylko z poziomu ekranu. Poprawiłbym też ikony do regulowania klimatyzacji, żeby zaprojektować je bardziej czytelnie. 
W nocy możecie korzystać z uroku oświetlenia Ambiente i bawić się kolorami. Wygląda to spektakularnie – jak w wielu innych Mercedesach. Ja zwykle zmniejszam natężenie światła do minimum, ale co kto lubi.
Pozytywnie zaskoczyłem się ilością miejsca. Mam 1,85 m wzrostu i nawet na tylnej kanapie i zahaczałem głową o szklany dach. W CLA nigdy nie było przesadnie dużo przestrzeni dla pasażerów, ale tym razem trudno się do tego przyczepić. Bagażnik? Ma 405 l i taką samą pojemność znajdziecie w każdej z hybrydowych opcji tego modelu. 
Ile pali hybrydowy Mercedes CLA? Można się zaskoczyć
Oferta napędów dla hybrydowego CLA jest dość prosta. Mamy trzy opcje – 180, 200 oraz 220 i w każdej z nich znajdziecie silnik benzynowy o pojemności 1.5. Różnią się tylko mocą – dostajemy 136, 163 lub 190 KM. Ale to nie koniec, bo łączna moc systemowa tych układów jest większa (156 KM, 184 KM i 211 KM). Ta ostatnia to nasz egzemplarz, dokładnie CLA 220 4MATIC. 
Dla każdej z tych propozycji dostępna jest automatyczna dwusprzęgłowa 8-biegowa skrzynia biegów 8G-eDCT. Mercedes startuje do 100 km/h w 7,1 s. To w zupełności wystarczająca wartość, a jeśli komuś brakuje efektów specjalnych, może włączyć sobie "podkład dźwiękowy". Da się "zamienić" CLA w najostrzejszą zabawkę ze stajni AMG, tyle że będzie to warkot... z głośników, a nie prawdziwe strzały z wydechu czy pomruk silnika.
Jak jeździ CLA 220 4MATIC? Przede wszystkim oszczędnie i w tym temacie trudno narzekać. Najpierw podam odczyt po przejechaniu 200 km w trasie, głównie ekspresówką: wyszło 5,8 l. W mieście tylko na chwilę zbliżyłem się do granicy 8 l. Przy 120 km/h Mercedes spalał 6,2 l, przy 140 km/h – 6,7 l. Na drogach krajowych bez trudu da się zejść poniżej "szóstki". Zwróćcie uwagę, że ilość paliwa pokazywana jest w procentach. Dodajmy, że zbiornik w tej wersji ma 51 l. 
Policzmy łączny zasięg na liczbach ze zdjęcia powyżej. Jeśli przyjmiemy, że przy 62 proc. komputer szacuje go na 483 km, przy pełnym baku daje to prawie 780 km. Odczyt jest ciągle aktualizowany zależnie od prędkości, więc wydajność na serio mamy pod kontrolą. W CLA zamontowano akumulator litowo-jonowy o pojemności 1,3 kWh, co pozwala na bezemisyjne ruszanie. Przydaje się również podczas jazdy w miejskich korkach i to rzecz jasna przekłada się na oszczędność paliwa. 
W tym wszystkim jest pewien zgrzyt, o którym wspominam, bo nie dawał mi spokoju podczas całego testu. 8-biegowa skrzynia biegów jest zintegrowana z jednostką elektryczną, ale sam moment redukcji biegów porównałbym do wyczuwalnego szarpnięcia. Dynamiczny start to coś w stylu gwałtownego zerwania się ze smyczy. I nie chodzi o bicie rekordu do setki, tylko mocniejsze dociśnięcie pedału gazu, na przykład gdy chcecie szybciej ruszyć spod świateł. Przez to jazda CLA szczególnie w miejskich warunkach jest zbyt nerwowa.
Bezdyskusyjny atut tego Mercedesa to zawieszenie, które tłumi wszystkie nierówności z wzorową skutecznością. Jeździłem po skandalicznie podziurawionym asfalcie i czułem, że auto robi wszystko, żeby zadbać o mój kręgosłup. Nie wiem, czy dało się to lepiej zestroić. 
Jeśli ktoś myśli, że przełączenie systemu w tryb "Sport" zamienia CLA w dzikie zwierzę, to niestety nie ta półka. Nie oczekujcie sportowych wrażeń. Testowanie różnych ustawień napędu jest odczuwalne, ale nie dostaniecie nic, co wciska w fotel. To tylko stwierdzenie faktu, a nie moje marudzenie, bo według mnie w tej wersji CLA jest idealnie skalibrowane w kwestii osiągów. 
Ile kosztuje Mercedes CLA 220 4MATIC?
Na stronie Mercedesa znajdziecie cennik, w którym hybrydowy CLA jest do kupienia od 192 500 zł (CLA 180). Za CLA 220 4MATIC trzeba zapłacić minimum 223 500 zł. Ale spokojnie, to nie koniec, bo przecież mamy wspomniany pakiet dodatków AMG. Przy doposażaniu auta koszty szybko rosną i niebezpiecznie szybko zbliżamy się do granicy prawie 290 tys. zł. 
Polubiłem się z nowym CLA głównie przez bardzo intuicyjną obsługę. Nie jestem fanem totalnej cyfryzacji w autach, ale Mercedes robi to z głową i nie na pół gwizdka. Tylko patrząc na wydajność elektrycznej odmiany CLA 250 z technologią EQ, miałbym dylemat, czy naprawdę chcę jeździć hybrydą. Bo w tym przypadku wybór wcale nie jest oczywisty.
Więcej relacji zza kierownicy innych ciekawych aut znajdziesz na moich profilach Szerokim Łukiem na Facebooku oraz Instagramie.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/4939207c3772e826e25b5508b6f707e8,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/4939207c3772e826e25b5508b6f707e8,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Nowy Mercedes CLA i test w trasie. Spalanie jest śmiesznie niskie, ale wkurza jedna wada</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/649726,nowy-opp-na-s7-w-strone-gdanska-juz-dziala-i-kosi-mandaty-kierowcy-nie-hamowali-sie-tutaj</guid><link>https://natemat.pl/649726,nowy-opp-na-s7-w-strone-gdanska-juz-dziala-i-kosi-mandaty-kierowcy-nie-hamowali-sie-tutaj</link><pubDate>Fri, 17 Apr 2026 17:54:01 +0200</pubDate><title>Nowy OPP na S7 w stronę Gdańska już działa i kosi mandaty. Kierowcy nie hamowali (się) tutaj</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/c5c64ce0897467f05aed12b695320573,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Jeśli planujesz właśnie podróż nad polskie morze i wydaje ci się, że ekspresowa siódemka to idealne miejsce, by nadgonić stracony czas, mam dla ciebie złą wiadomość. Odcinkowe pomiary prędkości na tej trasie wyrastają niemal jak grzyby po deszczu. Od 16 kwietnia na mapie drogowych "pułapek" pojawił się kolejny, bardzo długi czerwony odcinek.

CANARD uruchomił system na warmińsko-mazurskim odcinku trasy S7. Chodzi o fragment drogi między węzłami Marzewo a Pasłęk Północ. Jeśli jeździsz tą trasą regularnie, wiesz, że to odcinek, na którym wielu kierowców ponosiła ułańska fantazja. Teraz to się skończy.

            
                
            
            Na ten moment kamery śledzą wyłącznie jezdnię w kierunku Gdańska. Mówimy o ponad 11 kilometrach, na których twoja średnia prędkość nie może przekroczyć 120 km/h (lub 80 km/h, jeśli prowadzisz zestaw z przyczepą lub ciężarówkę). 
To nie jest zwykły fotoradar, przed którym wystarczy zahamować. Tutaj musisz wykazać się cierpliwością przez pełne 11,5 kilometra. Jeden mocniejszy docisk pedału gazu i system wyliczy, że byłeś zbyt szybki.
To nie jest przypadek, że droga ekspresowa S7 stała się nowym ulubieńcem drogowców. Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym wyraźnie upodobało sobie tę trasę. Nie tak dawno temu kamery zawisły na odcinku Rychnowo – Olsztynek Zachód (ponad 10 km kontroli). Jakby tego było mało, już wiemy, że to nie koniec.
Kolejny odcinkowy pomiar prędkości jest właśnie montowany na obwodnicy Kielc. Wygląda na to, że "Siódemka" staje się najlepiej monitorowaną drogą w kraju. Dlaczego? Statystyki są bezlitosne. Jeden system OPP wyłapuje średnio 6,5 tysiąca wykroczeń rocznie, podczas gdy zwykły fotoradar ledwie 1,6 tysiąca. Rachunek jest prosty, to rozwiązanie jest po prostu skuteczniejsze w "dyscyplinowaniu" kierowców.
Mandaty w 2026 roku
Jeśli zapomnisz o nowych kamerach, Twój portfel poczuje to niemal natychmiast. Taryfikator mandatów nie jest łaskawy, a progi punktowe sprawiają, że prawo jazdy można stracić szybciej, niż zdążysz dojechać do bramek na autostradzie.
Oto jak wyglądają obecne stawki za przekroczenie prędkości:
do 10 km/h: 50 zł i 1 punkt karny,
21–25 km/h: 300 zł i 5 punktów karnych,
31–40 km/h: 800 zł i 9 punktów karnych,
61–70 km/h: 2000 zł i 14 punktów karnych.

Pamiętajcie o recydywie. Jeśli w ciągu ostatnich dwóch lat dostałeś już mandat za prędkość (powyżej 30 km/h), nowa kara zostanie podwojona. Wtedy jedna chwila zapomnienia na trasie S7 może cię kosztować nawet 5000 złotych.
System działa brutalnie prosto. Kamera na wjeździe robi zdjęcie i zapisuje dokładną godzinę. Kamera na wyjeździe robi to samo. Komputer dzieli dystans przez czas i voilà,  ma twoją średnią prędkość. Nie pomogą tu gwałtowne hamowania pod samym masztami, jeśli wcześniej gnałeś ile fabryka dała.
Warto przed trasą zerknąć na interaktywną mapę CANARD. Choć znaki informujące o pomiarze (D-51a i D-51b) muszą stać przy drodze, wielu kierowców wciąż je ignoruje, traktując je jak zwykłe ostrzeżenie przed fotoradarem. 
"Siódemka" uczy pokory i to uczy bardzo drogo. Moja rada? Włącz tempomat, ustaw "bezpieczne" 120 km/h i ciesz się podróżą. Wyjdzie taniej i zdrowiej dla nerwów.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/c5c64ce0897467f05aed12b695320573,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/c5c64ce0897467f05aed12b695320573,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Nowy OPP na S7.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/649711,pedzil-tesla-cybertruck-115-km-h-przez-lublin-drogowka-nie-miala-litosci</guid><link>https://natemat.pl/649711,pedzil-tesla-cybertruck-115-km-h-przez-lublin-drogowka-nie-miala-litosci</link><pubDate>Fri, 17 Apr 2026 13:16:39 +0200</pubDate><title>Pędził Teslą Cybertruck 115 km/h przez Lublin. Drogówka nie miała litości</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/24363603ebb461abe611e3cd544e6c79,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Policjanci z Lublina zatrzymali do kontroli kierowcę Tesli Cybertruck. Powód? Przekoczenie prędkości. Szybko okazało się, że to nie pierwsze tego typu przewinienie kierowcy. Policjanci byli niewzruszeni, a kara była surowa.

To była tylko kwestia czasu, aż najgłośniejszy (i najbardziej kontrowersyjny) pick-up świata "zaliczy" bliskie spotkanie z polską drogówką. Elon Musk pewnie byłby dumny z osiągów swojego dziecka, ale 43-latek z Lublina raczej nie ma powodów do radości. Jego Tesla Cybertruck okazała się magnesem nie tylko na spojrzenia przechodniów, ale i na policyjny radar.
Funkcjonariusze z lubelskiej komendy, patrolując miasto nieoznakowanym radiowozem, przecierali oczy ze zdumienia. Nie codziennie widzi się "jeżdżącą lodówkę" ze stali nierdzewnej, która pędzi przez miasto z prędkością godną autostrady.
Kierowca, 43-letni mężczyzna, najwyraźniej zapomniał, że futurystyczny design nie zwalnia z przestrzegania fizyki i przepisów. Pomiar prędkości wykazał 115 km/h w miejscu, gdzie pięćdziesiątka to świętość. Przebicie limitu o 65 km/h w terenie zabudowanym to w Polsce prosta droga do poważnych kłopotów.

            
                
            
            Recydywa drogowa, czyli podwójna stawka za brawurę
System policyjny szybko wypluł niewygodną prawdę: kierowca to recydywista drogowy. W nowym taryfikatorze oznacza to jedno, czyli brak litości dla portfela. Zamiast standardowej kwoty, na konto Skarbu Państwa wpłynie mandat 4000 złotych.
To jednak nie koniec "atrakcji". Do konta kierowcy dopisano 14 punktów karnych, a co najbardziej bolesne dla fana nowoczesnej motoryzacji, nastąpiła natychmiastowa utrata prawa jazdy na 3 miesiące. Przez najbliższy kwartał ten potężny, stalowy egzemplarz Tesla Cybertruck będzie raczej ozdobą garażu niż królem lubelskich ulic.
Można się śmiać z wyglądu tego auta, ale technicznie to potwór. Tesla Cybertruck waży ponad 3 tony i dysponuje przyspieszeniem, które zawstydza niejedno Ferrari. Właśnie dlatego przekroczenie prędkości takim kolosem w mieście jest ekstremalnie niebezpieczne. 
Wyobraźcie sobie drogę hamowania stalowego kloca o takiej masie przy 115 km/h. To już nie jest "testowanie technologii", to zwykła skrajna nieodpowiedzialność. 
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/24363603ebb461abe611e3cd544e6c79,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/24363603ebb461abe611e3cd544e6c79,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Policjanci z KMP w Lublinie zatrzymali kierowcę Telski Cybertruck.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/649657,toyota-yaris-cross-juz-tak-nie-wyglada-szykuj-sie-na-przechwalki-sasiada-spod-piatki</guid><link>https://natemat.pl/649657,toyota-yaris-cross-juz-tak-nie-wyglada-szykuj-sie-na-przechwalki-sasiada-spod-piatki</link><pubDate>Fri, 17 Apr 2026 11:10:02 +0200</pubDate><title>Toyota Yaris Cross już tak nie wygląda. Szykuj się na przechwałki sąsiada spod piątki</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/093e1f091b9743cf9172e752696285ca,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Yaris Cross, niezaprzeczalny bestseller Toyoty w Europie, przeszedł właśnie gruntowne odświeżenie. Ma nowe nadwozie, nowocześniejszy środek i mocniejszą hybrydę. Szykuj się, że już pod koniec lata któryś z sąsiadów będzie ci się nią chwalił.

Zapewne jeśli wyjdziesz teraz na balkon i spojrzysz na parking pod blokiem, istnieje niemal stuprocentowa szansa, że zobaczysz tam chociaż jedną Toyotę. A jeśli mieszkasz w dużym mieście, to prawdopodobnie będzie to Toyota Yaris Cross. 
Ten model to fenomen. Od debiutu w 2021 roku rozbił bank, a statystyki za 2025 rok tylko to potwierdzają, czyli ponad 200 000 sprzedanych sztuk w Europie sprawiło, że to obecnie najchętniej wybierany model japońskiej marki.
Ale Japończycy nie lubią stać w miejscu. Zgodnie z filozofią "Kaizen", czyli ciągłego doskonalenia, właśnie zaserwowali nam największą modernizację w historii tego modelu.
Nowa twarz miejskiego hitu
Najwięcej dzieje się z przodu. Nowa Toyota Yaris Cross zyskała zupełnie przeprojektowany pas przedni, który nadaje jej znacznie więcej pewności siebie. Nowa atrapa chłodnicy o strukturze plastra miodu, polakierowana pod kolor nadwozia, w połączeniu z czarnym dołem zderzaka i poszerzonymi nadkolami sprawia, że ten miejski crossover wygląda teraz jak miniaturowy SUV z wyższego segmentu.
Do tego dochodzą nowe "oczy". Reflektory LED mają teraz ostrzejszy kształt, a światła do jazdy dziennej są z nimi zintegrowane już w standardzie. Jeśli lubicie się wyróżniać, na listę opcji wpadły dwa nowe kolory. Mój faworyt? "Precious Bronze" w połączeniu z czarnym dachem. Wygląda świetnie. Dla fanów klasyki przygotowano też nowy lakier "Celestite Grey".
Wnętrze, w którym zapomnisz, że to segment B
Wchodzimy do środka i tutaj niespodzianka. Toyota mocno podciągnęła jakość materiałów. W wersji Executive znajdziecie tapicerkę "SakuraTouch". Brzmi egzotycznie? To materiał z recyklingu, który przy produkcji generuje o 95 proc. mniej CO2 niż tradycyjna skóra. Jest miły w dotyku, wytrzymały i ekologiczny, no czego chcieć więcej?
W wersji Style dostajemy fotele z lepszym trzymaniem bocznym (wcześniej tylko w najdroższych odmianach), a platynowe wykończenie deski rozdzielczej dodaje kabinie sznytu. 
Co ważne dla gadżeciarzy: bezprzewodowa ładowarka do smartfona oraz system Toyota Smart Connect z nawigacją w chmurze i bezprzewodowym Apple CarPlay/Android Auto są na pokładzie. A, i jeszcze jedno, mamy tu elektrycznie składane lusterka, które są teraz w standardzie każdej wersji. Mała rzecz, a cieszy przy parkowaniu w ciasnych alejkach.
Dynamika, której brakowało
Największy gamechanger kryje się jednak pod maską. Do znanej i sprawdzonej hybrydy o mocy 116 KM dołącza mocniejszy wariant. Układ 1.5 Hybrid 130 KM to dokładnie to, na co czekali kierowcy częściej wyjeżdżający poza miasto. 
Dzięki mocniejszemu silnikowi elektrycznemu, auto zbiera się do setki w 10,7 sekundy, a moment obrotowy wzrósł do 185 Nm.
Co najlepsze, spalanie nadal oscyluje w granicach 4,4–5,1 l/100 km. To jest właśnie magia Toyoty, czyli dostajesz więcej mocy, a pod dystrybutorem nadal płacisz tyle samo. 
Dla tych, którzy zimą nie chcą utknąć na zaśnieżonym podjeździe, dostępny jest inteligentny napęd na wszystkie koła AWD-i. To unikalne rozwiązanie w tej klasie aut, które realnie poprawia bezpieczeństwo na śliskiej nawierzchni.
A jeśli uważacie, że zwykły Yaris Cross jest zbyt grzeczny, wersja GR SPORT jest dla was. Dostajecie tu 18-calowe felgi i agresywniejszy zderzak, ale też przeprojektowane zawieszenie. Auto ma dzięki temu prowadzić się sztywniej, precyzyjniej i po prostu dawać więcej frajdy z jazdy. W środku z kolei znajdziecie fotele z materiału Ultrasuede z czerwonymi przeszyciami.
Bezpieczeństwo przede wszystkim
Toyota nie byłaby sobą, gdyby nie dołożyła czegoś w kwestii ochrony. Pakiet Toyota T-MATE zawiera najnowsze systemy Toyota Safety Sense, które widzą więcej i reagują szybciej. 
Samochód potrafi sam zahamować przed przeszkodą, utrzymać pas ruchu, a nawet monitorować martwe pole (standard od wersji Style). To taki elektroniczny anioł stróż, który nigdy nie zasypia.
Nowa Toyota Yaris Cross będzie oferowana w pięciu wersjach: Active, Comfort, Style, Executive oraz GR SPORT. Jeśli planujecie zmianę auta, zaznaczcie sobie maj w kalendarzu, bo to właśnie wtedy rusza przedsprzedaż w Polsce. Dlatego pierwsze egzemplarze pojawią się na drogach zapewne pod koniec wakacji. 
Patrząc na to, jak bardzo dopracowano ten model, spodziewam się, że listy zamówień zapełnią się w ekspresowym tempie. 
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/093e1f091b9743cf9172e752696285ca,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/093e1f091b9743cf9172e752696285ca,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Toyota Yaris Cross już tak nie wygląda.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/649621,ja-ziewam-a-auto-piszczy-mimo-to-byd-sealion-7-to-pierwszy-sensowny-chinczyk-jakim-jezdzilem</guid><link>https://natemat.pl/649621,ja-ziewam-a-auto-piszczy-mimo-to-byd-sealion-7-to-pierwszy-sensowny-chinczyk-jakim-jezdzilem</link><pubDate>Fri, 17 Apr 2026 08:20:02 +0200</pubDate><title>Ja ziewam, a auto piszczy. Mimo to BYD Sealion 7 to pierwszy sensowny chińczyk, jakim jeździłem</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/f3121d7d8ebf750f92517be49a45ea25,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Spędziłem kilka dni z BYD Sealion 7 w topowej wersji 4.5s AWD Excellence i muszę to przyznać z pełną odpowiedzialnością: to pierwszy "chińczyk", którego faktycznie chciałbym mieć w garażu. Choć, jak to w życiu bywa, nie jest to związek bez wad.

Gdybyście stanęli przed takim BYD Sealion 7, który nie miałby oznaczeń marki i modelu, to pewnie pomyślelibyście, że "całkiem ciekawe jest to nowe Porsche". 
I kierunek tych dywagacji jest słuszny, bo za design tego modelu odpowiada Niemiec, Wolfgang Egger, który jest globalnym dyrektorem designu w BYD, a wczesniej pracował m.in. w Audi, Lamborghini i Alfie Romeo. Tu nie ma przypadku, bo Sealion 7 ma to coś, jak wymienione wyżej brandy.
Jest bowiem elegancki, niepompatyczny, pozbawiony zbędnych detali i przetłoczeń, ale też nie do przesady, bo bardzo daleko mu do obłych mydelniczek pokroju EQS czy Tesli. Jest za to spory, bo ma 4,83 m długości i prawie 3-metrowy rozstaw osi, co przekłada się na ogromną przestrzeń na tylnej kanapie oraz spory bagażnik (520 litrów). Fajnie, że zrobiono mu opadajacy dach, bo przez to SUV ten wydaje się być bardziej zwarty i nie przypomina napompowanego minivana.
Do tego robotę robią przednie światła matrycowe, które w bardzo charakterny sposób podkreślają wyjątkowość pasa przedniego w stylu "X-face". 
Wnętrze, które zawstydza wiele nowoczesnych konceptów
I od razu zaznaczam, że nie, to nie jest "chińska Tesla". Owszem, BYD jest nowoczesny, ale na swój, elegancki sposób. Więc tam, gdzie taka Tesla traci, bo obsługę wszystkiego ładuje do komputera głównego, tutaj jest premium-dotykowo. 
Zacznijmy jednak najpierw od tego, co widzisz po otwarciu drzwi, więc zapomnijcie o tonie taniego plastiku. BYD Sealion 7 w testowanej przeze mnie wersji Excellence to festiwal miękkości. Choć mamy tu do czynienia z ekoskórą, jej faktura i mięsistość są na najwyższym poziomie. Do tego dochodzi mnóstwo zamszu, który pokrywa deskę rozdzielczą, boczki drzwi oraz półkę indukcyjną.
Jakość wykonania i spasowania elementów jest po prostu wzorowa, totalnie nic nie skrzypi, nawet gdy mocniej naciśniesz konsolę centralną. Fotele są absurdalnie wygodne i świetnie wyprofilowane.  
Gadżety, które faktycznie mają sens
Jeśli lubicie nowoczesne technologie, w Sealionie poczujecie się jak w sklepie z elektroniką w Dolinie Krzemowej. Flagowym bajerem jest oczywiście obracany ekran główny. Jednym kliknięciem zmieniacie orientację z poziomej na pionową. I choć brzmi to jak gadżet do szpanowania przed znajomymi, w praktyce pionowy układ przy nawigacji jest po prostu genialny.
Do tego system działa niesamowicie szybko, jest przejrzysty, obraz jest soczysty, a nawigacja intucyjna i komponowalna, bo na pasek menu możecie dodawać funkcje i aplikacje, które wam odpowiadają.
Co mnie jednak najbardziej urzekło, to dbałość o detale. Przede wszystkim mocna ładowarka smartfona 50W. To nie jest zwykła podstawka, która tylko podgrzewa telefon. Ona faktycznie uzupełnia energię w ekspresowym tempie. A do tego jest wentylowana, co nie zdarza się często nawet w niemieckich markach premium. 
No i fizyczne przyciski, które dla mnie zawsze są oznaką premium w aucie. Na tunelu środkowym znajdziecie kilka najważniejszych przełączników i nie są one haptyczne tylko umieszczono je na fizycznych panelach, które zapadają się przy wciśnięciu, więc za każdym razem macie ten "klik" pod palcem.
Jedno co może was zirytować to baaaardzo czułe systemy bezpieczeństwa. Oczywiście bezpieczeństwo to podstawa i BYD Sealion 7 jest totalnie naszpikowany asystentami i oprogramowaniem, które ma wspomagać kierowcę podczas nietypowych lub niebezpiecznych sytuacji.
Chińczycy z BYD stają na głowie, żeby ich produkty były w topce jeśli chodzi o ten aspekt, ale momentami to już trochę irytuje. Podam przykład. Samochód reagował na każde moje poranne ziewnięcie sygnałem dźwiękowym i komunikatem, że pora na przerwę. Od pierwszej minuty jazdy, kiedy opuściłem osiedle do 20 minuty, kiedy dojechałem do redakcji, ziewnąłem 6 razy, wiem, bo samochód 6 razy zareagował na to. Oczywiście jak komuś to przeszkadza, może wyłączyć czujnik i po sprawie.
Na plus natomiast jest wyciszenie tego auta. Wszystko za sprawą dwuwarstwowego szkła dźwiękochłonnego i zastosowaniu 45 obszarów akustycznych. W środku nawet ze szklanym dachem, słychać tylko niewielkie świsty powietrza, co jest naprawdę świetnym rezultatem. A skoro o świetnych rezultatach mowa... 
Rakieta w przebraniu SUV-a
Wersja 4.5s AWD nie bierze swojej nazwy z kosmosu. Ten elektryczny SUV z napędem o mocy 530 KM katapultuje się do setki w dokładnie 4,5 sekundy. To tempo, które jeszcze niedawno było zarezerwowane dla rasowych samochodów sportowych. 
Napęd na cztery koła sprawia, że auto klei się do asfaltu, a każde mocniejsze wciśnięcie gazu kończy się natychmiastowym wbiciem pasażerów w te wygodne, zamszowe fotele.
Prowadzenie jest stabilne, a układ kierowniczy wystarczająco precyzyjny, by czerpać frajdę z pokonywania łuków. Oczywiście nie jest to rajdówka, ale serio przyjemnie się prowadzi tego BYDa.
Dynamika samochodu zaskakuje jeszcze bardziej, bo totalnie nie czuć wagi tego auta (prawie 2,4 tony). Wymiary a i owszem, bo ma ponad 11-metrowy promień skrętu, więc trochę trzeba się nakręcić kierownicą, żeby zawrócić na ciasnej uliczce, ale co do wagi to orientujemy się, że jest ona spora, kiedy spojrzy się na zużycie energii. A to... no cóż, jak na tak przestronne auto, jest wytłumaczalne. 
Zużycie energii nie powala, jak się go nie pilnuje
Wizualnie i technologicznie BYD Sealion 7 to ekstraklasa, ale jego apetyt na prąd jest spory. Podczas testów w mieście zużycie energii oscylowało wokół 20 kWh/100 km kiedy za szybą było optymalnie: 15 stopni na plusie i słońce. Gdy wyjechałem na drogę szybkiego ruchu, komputer pokładowy bezlitośnie pokazał około 23 kWh/100 km.
Ale przyznam bez bicia, że totalnie nie starałem się oszczędzać energii plus w środku działało wszystko, co było potrzebne, czyli klima, wentylacja foteli, bezprzewodowy Android Auto. Prawdopodobnie, gdybym nie traktował Sealiona 7 jak zwyczajne auto spalinowe, to spokojnie zszedłbym ze zużyciem poniżej 19 kWh.
BYD może za to pochwalić się nowoczesną architekturą 800 V i słynną Blade Battery o pojemności 91,3 kWh, która oferuje możliwość przejechania do 502 km wg WLTP. Realnie będzie to jakieś 400 - 450 km, ale to i tak świetny rezultat jak na tak dużego i ciężkiego elektryka. 
Sealiona 7 można naładować mocą nawet 230 kW, a także skorzystać z funkcji Vehicle-to-load. Na ładowarce DC w 24 minuty naładujemy się od 10 do 80 proc. Gorzej w domu, bo BYD Sealion 7 nie ma wbudowanej ładowarki AC 22 kW tylko 11 kW, ale w sumie, jak zostawiacie auto na całą noc, to nie ma to różnicy, i tak je doładujecie. 
Ile kosztuje BYD Sealion 7?
No dobrze, a ile trzeba zapłacić za ten powiew chińskiego luksusu? Cena BYD Sealion 7 na polskim rynku jest skrojona tak, by mocno uderzyć w konkurencję, choć kwoty nie są "budżetowe".
Obecnie cennik (uwzględniając aktualne promocje) prezentuje się następująco:
Wersja Comfort (napęd na tył, 313 KM i bateria 82 kWh) startuje od około 203 300 zł.
Wersja Design (większa bateria, napęd na tył) to wydatek rzędu 223 300 zł.
Testowana przeze mnie, topowa odmiana Excellence (AWD, 530 KM, 4.5s do setki) kosztuje około 243 300 zł.

Biorąc pod uwagę wyposażenie i osiągi, to wciąż bardzo konkurencyjna oferta względem europejskich czy amerykańskich rywali.
BYD Sealion 7 to bez wątpienia najbardziej kompletny i sensowny samochód elektryczny z Chin, jakim jeździłem. Zachwyca jakością materiałów, wygodą i przemyślanymi gadżetami. To auto, które nie tylko dobrze wygląda na zdjęciach, ale po prostu dobrze się w nim przebywa. A te kilka mankamentów, na które zwróciłem uwagę, nie ma znaczenia, kiedy zestawimy jakość do ceny.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/f3121d7d8ebf750f92517be49a45ea25,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/f3121d7d8ebf750f92517be49a45ea25,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">BYD Sealion 7 to pierwszy sensowny chińczyk, jakim jeździłem.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/649189,jezdzilem-toyota-corolla-cross-gr-sport-to-auto-jest-jak-margherita-z-mega-dodatkami</guid><link>https://natemat.pl/649189,jezdzilem-toyota-corolla-cross-gr-sport-to-auto-jest-jak-margherita-z-mega-dodatkami</link><pubDate>Fri, 17 Apr 2026 07:00:02 +0200</pubDate><title>Jeździłem Toyotą Corollą Cross GR Sport. To auto jest jak margherita z mega dodatkami</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/ba82af5bb3ee65f77cc9171c03b06097,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Pomyślcie przez chwilę o pizzy marghericie. Jest prosta, przewidywalna, każdy ją zna i niemal każdy lubi. To taki bezpieczny wybór, kiedy nie chcesz ryzykować kulinarnej katastrofy. Dokładnie taka od lat jest Corolla, czyli solidna, poprawna i... dla wielu nieco nudna. Ale co się stanie, gdy do tej bazy dorzucimy pikantne salami, świeżą bazylię i oliwę truflową? Wtedy wjeżdża ona: Toyota Corolla Cross GR Sport. Spędziłem tydzień z tym SUV-em hybrydowym i muszę wam powiedzieć jedno: to auto to dowód na to, że nawet rozsądek może mieć w sobie odrobinę szaleństwa.

Wersja GR Sport oczywiście nie sprawia, że auto ma więcej koni czy też diametralnie zmienia się jego wygląd. To przede wszystkim detale, które sprawiają, że ten rodzinny SUV przestaje być przezroczysty na drodze. 
Nowy wzór grilla z czarnym wykończeniem "G-mesh", dedykowane 19-calowe felgi z polerowanymi krawędziami i czarne obudowy lusterek robią robotę. Do tego adaptacyjne (od wersji executive) lampy LED. Toyota dorzuciła też listwy w kolorze fortepianowej czerni i ciemny chrom, co nadaje jej nieco "bad boyowego" sznytu.
Nie jestem fanem piano blacka, ale ogólnie te smaczki robią różnicę. Kiedy podchodzisz do niej na parkingu, nie masz wrażenia, że to kolejny nudny "wóz dla handlowca". Jest w niej coś z nowoczesnego gadżetu, co idealnie wpisuje się w obecne trendy. 
Ergonomia, za którą zatęsknicie w innych autach
Wsiadam do środka i od razu czuję, że siedzę wysoko, bo to w końcu Corolla Cross. Widoczność jest świetna, a fotele sportowe GR Sport wykończone tapicerką ze skóry syntetycznej i zamszu to absolutny majstersztyk. Są niesamowicie wygodne, świetnie trzymają w zakrętach, a przy tym wyglądają "premium" dzięki czerwonym przeszyciom i logo GR na zagłówkach.
Teraz najważniejsze: fizyczne przyciski. W dobie, gdy producenci pakują wszystko w ekrany dotykowe, Toyota mówi "stop". I chwała im za to! Obsługa klimatyzacji czy podstawowych funkcji jest intuicyjna i nie wymaga odrywania wzroku od drogi. 
Tak, znajdziecie tu sporo twardego plastiku, szczególnie w dolnych partiach boczków drzwi czy konsoli, ale wiecie co? Plastiki nie jeżdżą. Poza tym to nie jest też jakaś chińska taniocha. To solidny montaż, który nie trzeszczy pod naciskiem i obiecuje, że przetrwa dekadę wożenia dzieci do szkoły.
Do tego mamy nowy, cyfrowy zestaw wskaźników o przekątnej 12,3 cala, który można personalizować, oraz system Toyota Smart Connect z ekranem 10,5 cala. Wszystko działa szybko, płynnie i bez zbędnych komplikacji. Bezprzewodowe Android Auto i  Apple CarPlay? Są i działają bez fochów.
Jak jeździ hybryda 5. generacji?
Pod maską mojego testowego egzemplarza pracował układ HEV, czyli klasyczna hybryda, w której Toyota jest mistrzem. To już piąta generacja napędu hybrydowego, która jest lżejsza, mocniejsza i bardziej wydajna. Mamy tu układ oparty na silniku 2.0, który generuje systemowe 197 KM. Efekt? Pierwsza "setka" pojawia się na liczniku w mniej niż 8 sekund.
Moje wrażenia? Ten samochód prowadzi się niesamowicie przyjemnie. Układ kierowniczy jest bardziej precyzyjny (czuć tutaj modyfikacje inzynierów), a zawieszenie w wersji GR Sport zostało obniżone o 10 mm i nieco inaczej zestrojone niż w standardzie i co ciekawe, to mimo obniżenia bardzo dobrze wytłumia nierówności (nawet te wredne, poprzeczne). Czuć, że inżynierowie pogrzebali przy amortyzatorach, żeby dodać autu nieco więcej sztywności. 

Silnik jest nadzwyczaj żwawy. Dynamika w zupełności wystarczy do bezpiecznego wyprzedzania na trasie, a reakcja na gaz jest natychmiastowa dzięki wsparciu silnika elektrycznego. Do tego dedykowany tryb sport jeszcze bardziej podbija te wrażenia. 
I nie zrozumcie mnie źle, Corolla Cross w wersji GR Sport rajdówką nie jest, ale te małe zmiany sprawiają, że auto jest ciekawsze od podstawowej wersji.
Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić, to wyciszenie przy wyższych prędkościach. I tak, wiem, że Toyota w porównaniu do poprzedniej odsłony tego auta zastosowała skuteczniejsze materiały wygłuszające w miejscach zespolenia dachu, dodatkowe wygłuszenia w okolicy tylnych otworów wentylacyjnych, a w wyższych wersjach wyposażenia, jak w GR Sport, trójwarstwowy panel wygłuszający wewnątrz deski rozdzielczej. 
Ale nadal powyżej 120 km/h w kabinie robi się trochę głośno. Słychać szum powietrza i charakterystyczną pracę bezstopniowej przekładni e-CVT przy mocnym przyspieszaniu. Ale hej, to wciąż auto miejsko-podmiejskie, a nie limuzyna na autostrady.
Bezpieczeństwo i technologie, które faktycznie pomagają
Toyota wpakowała tutaj system T-Mate, czyli zestaw technologii bezpieczeństwa nowej generacji. To taki twój cyfrowy anioł stróż. Mamy system wczesnego reagowania w razie ryzyka zderzenia (PCS), który teraz wykrywa też motocyklistów, oraz układ ograniczania przyspieszania przy małych prędkościach.
Co to oznacza w praktyce? Auto samo pilnuje, żebyś nie zagapił się w korku i nie wjechał nikomu w kufer. W wersji GR Sport dostajemy to wszystko w standardzie, co sprawia, że stosunek ceny do wyposażenia staje się naprawdę sensowny.
I powiem wam, że serio to się przydaje. Szczególnie gdzieś w ciasnych uliczkach, na parkingach ze słabą widocznością czy też podczas jazdy w korkach. Zawsze te czujniki i mechanizmy podpowiedzą, czy coś nie jedzie w naszym sąsiedztwie, a nie widać tego w lusterkach lub zza samochodu obok.
Ile kosztuje ta przyjemność? Cena Toyoty Corolli Cross
Przejdźmy do konkretów, które najczęściej decydują o zakupie. Ile trzeba zapłacić za ten bilet do świata hybrydowych SUV-ów? Obecnie cena Toyoty Corolli Cross w salonach zaczyna się od około 141 600 zł za wersję Comfort (z uwzględnieniem aktualnych promocji i ekobonusów).
Jeśli jednak celujecie w testowaną przeze mnie, drapieżną odmianę GR Sport z mocniejszym silnikiem 2.0 Hybrid, musicie przygotować się na wydatek rzędu 173 600 zł (cena promocyjna). Czy to dużo? 
Patrząc na to, co dostajemy w zamian, czyli bogate wyposażenie, świetne fotele i technologię, która realnie oszczędza paliwo, to oferta, która broni się sama. Dla fanów napędu na cztery koła dostępna jest też wersja AWD-i, której cena startuje od około 183 300 zł.
Toyota Corolla Cross GR Sport to auto dla kogoś, kto szuka złotego środka. Z jednej strony masz legendarne niskie spalanie (w mieście spokojnie zejdziesz poniżej 5 litrów bez starania się, ja tak miałem) i bezawaryjność hybrydy, z drugiej to auto, które nie wygląda jak lodówka na kołach.
To idealna pizza margerita z mega dodatkami. Jest sycąca, sprawdzona, a dzięki przyprawom, nawet tym wizualnym, od Gazoo Racing smakuje znacznie lepiej niż standardowa wersja.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/ba82af5bb3ee65f77cc9171c03b06097,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/ba82af5bb3ee65f77cc9171c03b06097,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Jeździłem Toyotą Corollą Cross GR Sport.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/649420,najpopularniejsze-auta-uzywane-w-q1-2026-polacy-marza-o-bmw-ale-ich-portfele-mowia-skoda</guid><link>https://natemat.pl/649420,najpopularniejsze-auta-uzywane-w-q1-2026-polacy-marza-o-bmw-ale-ich-portfele-mowia-skoda</link><pubDate>Thu, 16 Apr 2026 23:00:02 +0200</pubDate><title>Najpopularniejsze auta używane w Q1 2026. Polacy marzą o BMW, ale ich portfele mówią &quot;Skoda&quot;</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/3a15db98af5630e3ff1ce479327ad90f,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Podczas szukania auta z rynku wtórnego chcemy emocji, prestiżu i tego "czegoś", co sprawia, że sąsiad z zazdrością zerknie przez płot. Ale kiedy przychodzi do wykręcenia numeru i wyłożenia gotówki na stół, sentymenty lądują w schowku, a na pierwszy plan wjeżdża chłodna kalkulacja. Raport OTOMOTO za pierwszy kwartał 2026 roku nie pozostawia złudzeń.

Jeśli myśleliście, że moda na "trójkę" kiedykolwiek przeminie, to byliście w błędzie. BMW Serii 3 to w Polsce fenomen, którego nie da się logicznie wytłumaczyć wyłącznie specyfikacją techniczną. To auto jest po prostu synonimem "używanego premium", które chcemy mieć w garażu.
Dane są porażające. Według OTOMOTO w pierwszych trzech miesiącach 2026 roku model ten wygenerował ponad 1,5 miliona bezpośrednich kontaktów ze sprzedającymi. 
– Dane za pierwszy kwartał 2026 roku potwierdzają dominację marek premium w świadomości polskich kierowców. BMW Serii 3 pozostaje absolutnym liderem rynku, generując ponad 1,5 miliona bezpośrednich kontaktów ze sprzedającymi - to niemal dwukrotnie lepszy wynik niż w przypadku modeli z kolejnych miejsc zestawienia – mówi naTemat.pl Adam Simon, Senior Head of Business Development Motors Professionals Europe w OLX Group/OTOMOTO.
Polacy nie tylko oglądają zdjęcia tych samochodów do poduszki, oni masowo dzwonią i piszą do ogłoszeniodawców. Rynek samochodów używanych w segmencie premium wciąż kręci się wokół Bawarii.
Serce chce Mercedesa, ale rozum wybiera Skodę
Ciekawie robi się, gdy zajrzymy głębiej w statystyki "ulubionych". Tutaj rządzi Mercedes-Benz Klasy E. To auto-ikona, które dodajemy do obserwowanych, żeby nacieszyć oko idealną linią i luksusowym wnętrzem. Ale wiecie, jak to jest z "ulubionymi", one często zostają tam na zawsze, bo realne życie pisze inne scenariusze. Kiedy przychodzi do konkretów, na scenę wjeżdża Skoda Octavia. 
–  Analiza danych ujawnia jednak ciekawą różnicę między motoryzacyjnymi aspiracjami a konkretnymi decyzjami. Podczas gdy Mercedes-Benz Klasy E budzi ogromne emocje w kategorii 'Ulubione', to Skoda Octavia okazuje się wyborem najbardziej konkretnym: w jej przypadku zainteresowanie ogłoszeniem najczęściej kończy się zapytaniem do sprzedającego –  dodaje Simon.
Skoda jest prawdziwą gwiazdą efektywności. To najbardziej konkretny wybór Polaków, auto, które kupujemy, bo wiemy, że nas nie zawiedzie przy pakowaniu rodziny na wakacje czy codziennych dojazdach do pracy.
Gdybyśmy mieli wskazać kręgosłup polskiej motoryzacji, bez wahania wskazałbym na segment wolumenowy. Tutaj od lat nic się nie zmienia i, szczerze mówiąc, to bardzo dobra wiadomość. 
Opel Astra oraz Ford Focus to rynkowe pewniaki. Stabilna pozycja tych modeli pokazuje, że wciąż szukamy aut przewidywalnych, z tanią eksploatacją i bogatą bazą części zamiennych. To te samochody realnie budują statystyki sprzedaży aut używanych w Polsce.
SUV-y to już nie trend, to nowy standard
Jeśli ktoś jeszcze uważa, że SUV-y to chwilowa moda, to prawdopodobnie ostatnie lata spędził w jaskini. Zestawienie TOP 10 zamyka mocna reprezentacja: Kia Sportage, Hyundai Tucson oraz Volvo XC60. To właśnie te modele stały się "standardem pierwszego wyboru" aut używanych dla polskich rodzin. 
Wybieramy je zamiast klasycznych kombi, bo dają nam to złudne, ale jakże przyjemne poczucie bezpieczeństwa i wyższą pozycję za kierownicą. 
Patrząc na dane z początku roku, widać wyraźnie, że preferencje zakupowe Polaków są zabetonowane. Kochamy premium, szanujemy praktyczność Skody i masowo przesiadamy się do SUV-ów. Choć inflacja i koszty utrzymania nie dają o sobie zapomnieć, głód posiadania własnego auta w ogóle nie słabnie nie tylko na rynku aut nowych, ale także właśnie używanych.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/3a15db98af5630e3ff1ce479327ad90f,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/3a15db98af5630e3ff1ce479327ad90f,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Najpopularniejsze auta używane w Q1 2026</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/649375,nie-golf-tylko-neo-volkswagen-pokazal-kolejnego-elektryka-a-ten-ma-zasieg-ze-ho-ho</guid><link>https://natemat.pl/649375,nie-golf-tylko-neo-volkswagen-pokazal-kolejnego-elektryka-a-ten-ma-zasieg-ze-ho-ho</link><pubDate>Wed, 15 Apr 2026 18:12:01 +0200</pubDate><title>Nie Golf tylko Neo. Volkswagen pokazał kolejnego elektryka, a ten ma zasięg, że ho ho</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/b16061d6367926deb2b0925ea17526b4,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Pierwszy ID.3 miał być dla Volkswagena tym, czym Garbus czy Golf, czyli rewolucją, która postawi świat na koła. Ale początki były, dyplomatycznie mówiąc, wyboiste. Problemy z oprogramowaniem i plastiki, które nie licowały z marką z Wolfsburga, odbijały się Niemcom czkawką przez lata. Ale to się ma zmienić. Poznajcie ID.3 Neo, czyli następcę, który w końcu dowozi to, co obiecano nam kilka lat temu.

Na pierwszy rzut oka widać, że Andreas Mindt (szef designu) wziął sobie do serca uwagi klientów. Auto przede wszystkim wygląda dojrzalej. Przedni pas z ciągłym pasem świetlnym i podświetlanym logo robi robotę, bo jest nowocześnie, ale bez zbędnego przekombinowania.
Dużo wnoszą też pewne zabiegi wizualne. Dzięki temu, że dach i spojler są teraz w kolorze nadwozia, elektryczny kompakt optycznie się obniżył i wydłużył. Wygląda bardziej jak dynamiczny hatchback, a mniej jak napuchnięty minivan.
Wnętrze to zupełnie inna bajka
Ale to we wnętrzu rozegrała się największa bitwa o jakość. Pamiętacie te twarde plastiki z pierwszej generacji? Możecie o nich zapomnieć. W ID.3 Neo postawiono na materiały, które są po prostu przyjemne w dotyku. Architektura kokpitu została przeprojektowana tak, by kierowca nie czuł się jak w labiryncie.
Największa gwiazda? Nowy system infotainment Innovision z centralnym ekranem o przekątnej 12,9 cala. System działa płynnie, a grafika w końcu nadąża za palcem kierowcy. 
Mało tego, Volkswagen w końcu zrozumiał, że ergonomia to świętość. Kierownica ma nowy układ przycisków, a obsługa najważniejszych funkcji stała się intuicyjna i FIZYCZNA!
Przejdźmy jednak do konkretów, bo w elektryku zasięg to waluta. Nowy Volkswagen ID.3 Neo dostał zupełnie nowy układ napędowy, który jest po prostu wydajniejszy. Do wyboru mamy trzy warianty mocy: 170 KM, 190 KM oraz 231 KM.
Bateria, zasięg i ładowanie
Jeśli wybierzecie topową wersję z akumulatorem o pojemności 79 kWh, możecie liczyć na zasięg do 630 km (według normy WLTP). Nawet jeśli w realu będzie połykał 450 km, to już są wartości, które pozwalają zapomnieć o "lęku przed zasięgiem" nawet podczas dłuższych tras. 
A jak już przyjdzie do ładowania, to wersja z największą baterią przyjmuje prąd o mocy do 183 kW, co jak na małe i budżetowe auto elektryczne, nie jest dramatem.
Ciekawostką, która pewnie znajdzie wielu fanów, jest funkcja vehicle-to-load, więc z akumulatora auta możecie zasilić elektrycznego grilla na campingu albo podładować rower elektryczny. Moc 3,6 kW spokojnie do tego wystarczy.
Przedsprzedaż w Polsce rusza jeszcze w tym miesiącu i czuję, że ID.3 Neo namiesza na rynku. To auto, które w końcu nie prosi o wybaczenie za błędy młodości. Ma ulepszony system Connected Travel Assist, jazdę z użyciem samego przyspieszenia i wyposażenie, które puka do bram klasy premium (masaże w fotelach, nagłośnienie Harman Kardon w topowych wersjach).
Volkswagen odrobił lekcję. ID.3 Neo to solidny, dopracowany i przede wszystkim zasięgowy gracz, który ma szansę stać się nowym ulubieńcem polskich kierowców szukających prądu.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/b16061d6367926deb2b0925ea17526b4,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/b16061d6367926deb2b0925ea17526b4,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Tak prezentuje się Volkswagen ID.3 Neo.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/649354,tak-wyglada-911-gt3-s-c-to-moze-byc-najbardziej-pozadane-porsche-ostatnich-lat</guid><link>https://natemat.pl/649354,tak-wyglada-911-gt3-s-c-to-moze-byc-najbardziej-pozadane-porsche-ostatnich-lat</link><pubDate>Wed, 15 Apr 2026 15:45:01 +0200</pubDate><title>Tak wygląda 911 GT3 S/C. To może być najbardziej pożądane Porsche ostatnich lat</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/6cfbc732e29c07693c318df24bb8cc03,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Jeśli myśleliście, że w świecie motoryzacji wszystko już było, to Stuttgart właśnie wyprowadził nokautujący cios prosto w serca purystów. Wyobraźcie sobie najlepsze cechy limitowanego 911 S/T, dorzućcie do tego obłędny dźwięk wolnossącego silnika kręcącego się do niebotycznych wartości i... zdejmijcie dach. Tak narodziło się nowe 911 GT3 S/C.

Sercem tej maszyny jest absolutny majstersztyk inżynierii: 4,0-litrowy, 6-cylindrowy silnik typu bokser. Generuje 510 KM (375 kW) i rozkręca się do niesamowitych 9000 obr./min. Sęk w tym, że w wersji S/C ten dźwięk dociera do twoich uszu bez żadnych filtrów, bo po raz pierwszy w tej rodzinie mamy do czynienia z całkowicie automatycznie sterowanym dachem.
Co ważne dla ortodoksyjnych fanów marki: zapomnijcie o łopatkach przy kierownicy. Nowe 911 GT3 S/C występuje wyłącznie z lekką, 6-biegową sportową skrzynią manualną. 
Ma ona skrócone przełożenia, co w połączeniu z genialną responsywnością silnika sprawia, że każde wbicie biegu przy wysokich obrotach to czysta endorfina. Osiągi? Pierwsza "setka" pojawia się na liczniku po 3,9 sekundy, a wskazówka prędkościomierza zatrzymuje się dopiero przy 313 km/h.
Lekka konstrukcja i magnezowy dach
Kabriolety zazwyczaj kojarzą się z większą masą i gorszym prowadzeniem. Porsche jednak podeszło do tematu z obsesyjną dbałością o wagę. Lekka konstrukcja oparta na rozwiązaniach z modelu 911 S/T sprawia, że auto waży zaledwie 1497 kg. 
To tylko o 30 kg więcej niż kultowy Speedster poprzedniej generacji, mimo że tutaj dach składa się sam w 12 sekund.
Jak to osiągnięto? Recepta jest krótka i bardzo kosztowna: włókno węglowe i magnez. Z karbonu wykonano przednią maskę, błotniki i drzwi. Z kolei magnez posłużył do budowy konstrukcji dachu oraz niesamowitych, mocowanych centralną śrubą felg, które oszczędzają aż 9 kg masy nieresorowanej. Standardem jest tu również układ hamulcowy PCCB (ceramika), który jest o 20 kg lżejszy od tradycyjnych "żyletek". 
Street Style i wnętrze, które nie wybacza nudy
W środku nie znajdziecie zbędnych luksusów, które tylko odciągałyby uwagę od drogi. Są za to lekkie panele drzwi z uchwytami z włókna węglowego i genialne, opcjonalne fotele kubełkowe. 
Dla tych, którzy chcą się wyróżnić na zlotach, Porsche przygotowało nowy pakiet Street Style. To nie tylko grafiki w kolorze Pyro Red, ale też unikalne detale, jak chociażby gałka zmiany biegów wykonana z laminowanego drewna. Wygląda to obłędnie i nawiązuje do najlepszych tradycji marki.
Co ciekawe, Porsche tym razem nie nakłada na ten model sztywnego limitu produkcyjnego. To świetna wiadomość, bo 911 GT3 S/C to prawdopodobnie jedna z ostatnich okazji, by kupić fabrycznie nowy samochód z tak bezkompromisowym, wolnossącym silnikiem i "manualem". 
To maszyna stworzona do tego, by w niedzielny poranek znaleźć najbardziej krętą drogę w okolicy i przypomnieć sobie, za co tak naprawdę kochamy motoryzację. Bez filtrów, bez asystentów zabierających frajdę i z niebem zamiast sufitu.



]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/6cfbc732e29c07693c318df24bb8cc03,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/6cfbc732e29c07693c318df24bb8cc03,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Tak wygląda 911 GT3 S/C.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/649333,kultowa-toyota-dostala-prad-i-polski-cennik-az-zlapalem-sie-za-glowe-bo-ta-cena-to-hit</guid><link>https://natemat.pl/649333,kultowa-toyota-dostala-prad-i-polski-cennik-az-zlapalem-sie-za-glowe-bo-ta-cena-to-hit</link><pubDate>Wed, 15 Apr 2026 14:15:01 +0200</pubDate><title>Kultowa Toyota dostała prąd i polski cennik. Aż złapałem się za głowę, bo ta cena to hit</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/81bf350fcc54069d0d9ff8a0629537a2,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Jeśli planujesz przetrwać apokalipsę zombie albo po prostu musisz dowieźć tonę cementu na szczyt góry, wybór od lat był tylko jeden. Ale świat się zmienia, normy emisji spalin nie biorą jeńców, a legendy muszą ewoluować. Właśnie dlatego nowa Toyota Hilux dostała prąd. Spokojnie, nie stała się odkurzaczem na baterie, bo to wciąż ten sam pancerny skurczybyk, tylko teraz nosi garnitur uszyty przez technologicznych geeków.

Kiedy usłyszałem, że w dziewiątej generacji pojawia się układ Mild-hybrid 48V, pomyślałem: "oho, zaczyna się". Ale w końcu emisje spalin są nieubłagane i elektryfikacja samochodów to dla nich jedyna opcja na przetrwanie. Zwłaszcza, jak mają pod maską duży silnik spalinowy. Ale po wgryzieniu się w szczegóły, odetchnąłem z ulgą. 
To nie jest hybryda, która ma sprawić, że będziesz jeździć po bułki bezszelestnie. Ten system ma po prostu pomóc tam, gdzie ogromny silnik Diesla o pojemności 2,8 litra bywa nieco ociężały.
Pod maską wciąż mamy te same 204 KM i 500 Nm momentu obrotowego, ale dzięki wsparciu 48-woltowego akumulatora, Hilux przestał "żabkować" przy ruszaniu spod świateł. Kultura pracy? Niebo a ziemia. Podczas pierwszych jazd w Kapadocji mogłem tego doświadczyć. 
Jest ciszej, płynniej, a system Start-Stop w końcu nie próbuje wyrwać silnika z ramy przy każdym restarcie. Co z terenem? Bez zmian. Napęd 4x4, 700 mm głębokości brodzenia i masa przyczepy do 3500 kg. Ten pick-up wciąż wciąga błoto nosem i pyta o dokładkę.
A w środku? Też bardzo dobrze. Stare Hiluxy zawsze przypominały nieco lepiej wyposażoną taczkę. W nowym modelu Toyota poszła w stronę komfortu, który znamy z Land Cruisera. W kabinie dominuje teraz potężny ekran (12,3 cala), a system Toyota Smart Connect w końcu działa tak, jakbyśmy żyli w 2026 roku, a nie w epoce Nokii 3310.
Największy szok? Elektryczne wspomaganie kierownicy. Kto kiedykolwiek próbował parkować załadowanego pick-upa pod marketem budowlanym, ten wie, że to był niezły trening przedramion. Teraz? Idzie jak po maśle. 
Do tego dochodzi pakiet bezpieczeństwa Toyota T-MATE, który pilnuje wszystkiego, czyli od martwego pola po zbyt entuzjastyczne wyjeżdżanie z miejsca parkingowego. To już nie jest auto tylko do roboty. To wóz, którym bez bólu pleców pojedziesz z rodziną na narty.
Ceny startują od 169 900 zł. Dużo? Zależy, jak liczysz
W polskich salonach ruszyła właśnie przedsprzedaż tego modelu. Dla niektórych 169 900 zł netto za bazową wersję może wydawać się kwotą konkretną, ale spójrzmy na to realnie: dostajesz auto z podwójną kabiną, które przeżyje większość współczesnych SUV-ów.
Do tego jest ogromne, wszechstronne no i po prostu kultowe. A jeśli masz nieco luźniejszy budżet, warto zerknąć na wyższe specyfikacje.
Mamy Hilux Active (od 193 900 zł netto) i tu pojawia się system Multi-Terrain Select, czyli magiczne pokrętło, które sprawia, że nawet amator wyjedzie z głębokiego piachu.
Potem jest Hilux Executive (od 204 900 zł netto), w której pojawiają się kamery 360 stopni. Serio, w aucie tej długości to nie jest luksus, to konieczność, jeśli nie chcesz zostawiać lakieru na każdym słupku.
No i topka to Hilux Invincible (od 220 900 zł netto), czyli wypas totalny. Nagłośnienie JBL, skóra, czarne detale. Wygląda tak groźnie, że lewy pas na autostradzie czyści się sam.
Nowa Toyota Hilux to dowód na to, że można unowocześnić ikonę, nie zabijając jej duszy. Jest drożej, jest nowocześniej, ale pod spodem to wciąż ten sam niezawodny kumpel, który wyciągnie cię z każdych tarapatów. 


]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/81bf350fcc54069d0d9ff8a0629537a2,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/81bf350fcc54069d0d9ff8a0629537a2,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Nowy Hillux wchodzi do Polski.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/649348,ceny-paliw-16-kwietnia-zaskocza-kazdego-taniej-na-stacjach-nie-bylo-od-marca</guid><link>https://natemat.pl/649348,ceny-paliw-16-kwietnia-zaskocza-kazdego-taniej-na-stacjach-nie-bylo-od-marca</link><pubDate>Wed, 15 Apr 2026 13:21:30 +0200</pubDate><title>Ceny paliw 16 kwietnia zaskoczą każdego. Taniej na stacjach nie było od marca</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/17e8f8e41486814febc04a90c7513fc4,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Już jutro na wszystkich kierowców czeka przyjemna "zaskoczka" przy dystrybutorach. Nadchodzą najniższe stawki za tankowanie od dłuższego czasu. Jak tak dalej pójdzie, to benzyna spadnie do mniej niż 6 zł za litr.

Nowe przepisy okrzyknięte przez rząd mianem pakietu Ceny Paliwa Niżej (CPN) działają w praktyce od 31 marca i mają nas chronić przed drożyzną na stacjach. Ten specjalny mechanizm osłonowy został uruchomiony jako reakcja na zawirowania rynkowe, będące pokłosiem wojny między Stanami Zjednoczonymi i Izraelem a Iranem. 
Oficjalne ceny paliw na 16 kwietnia. Tak tanio nie było od dawna
Jak zwykle nowe maksymalne ceny zostały opublikowane w Monitorze Polskim. Ministerstwo Energii chwali się w swoim wpisie w mediach społecznościowych, że czwartkowe stawki będą najniższe od momentu wdrożenia CPN. I tak rzeczywiście jest.
Spadki kosztów są wyraźne i odczuwalne dla niemal każdego zmotoryzowanego (poza niestety kierowcami aut na gaz, którzy się nie załapali do CPN). Widać to w zestawieniu do dzisiejszego (15 kwietnia) cennika. Tak prezentują się konkretne i maksymalne kwoty przy dystrybutorach w czwartek:
Benzyna 95  – 6,08 zł za litr (spadek o 8 groszy względem dzisiejszych 6,16 zł) 
Benzyna 98  – 6,61 zł za litr (obniżka o 9 groszy z poziomu 6,70 zł) 
Olej napędowy  – 7,23 zł za litr (spadek aż o 18 groszy w stosunku do dzisiejszych 7,41 zł) 


                    
                        
                    
                Mechanizm CPN w praktyce. Co z Bliskim Wschodem?
Mechanizm osłonowy CPN bazuje na kilku sztywnych ramach prawnych. Zalicza się do nich obcięta akcyza, podatek VAT odgórnie zredukowany do poziomu 8 proc. oraz ustalona, stała marża dla właścicieli stacji wynosząca równo 30 groszy.
Oczywiście fundamentem i najważniejszym elementem całej tej cenowej układanki pozostają wciąż hurtowe koszty zakupu ropy. Surowiec ten szybko reaguje na wszystkie globalne kryzys, ale do nas dociera z lekkim opóźnieniem.
Najnowsze, tak korzystne dla nas obniżki, to więc dużej mierze skutek obniżania giełdowych cen i uspokajania inwestorów ostatnimi wieściami z Bliskiego Wschodu. Pomimo nieustających napięć i amerykańskiej blokady irańskich portów, Donald Trump ogłosił dwutygodniowe zawieszenie broni.
Do kiedy będą maksymalne ceny paliw?
Trzeba jednak pamiętać, że CPN nie będzie trwać wiecznie. Teoretycznie rządowe rozporządzenie obniżające stawkę VAT na tankowanie do 8 proc. wygasa 30 kwietnia. Z kolei cięcia akcyzowe tracą swoją moc prawną już dzisiaj, 15 kwietnia. 
Rządzący zostawili sobie furtkę, która pozwala im na przedłużenie tych wszystkich ulg podatkowych aż do końca czerwca. Biorąc pod uwagę wciąż dość niestabilną sytuację międzynarodową, politycy z tej możliwości formalnie skorzystają. 
 – Wtedy, gdy będziemy widzieli uspokojenie sytuacji na rynkach, gdy cena diesla i benzyny w hurcie będzie niższa, w okolicy tego, z jakimi cenami mieliśmy do czynienia przed wybuchem tego konfliktu, to wtedy będziemy mogli mówić o wygaszeniu tych tarcz  – powiedział Miłosz Motyka w radiowej Trójce.
Dodał też, że wprowadzenie tych mechanizmów jest konieczne, ale perspektywa jest "w miarę optymistyczna". Ceny w hurcie już zresztą spadły i możliwe są dalsze obniżki w detalu w najbliższych dniach.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/17e8f8e41486814febc04a90c7513fc4,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/17e8f8e41486814febc04a90c7513fc4,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Maksymalne ceny paliw na 16 kwietnia. Najniższa stawka w tym miesiącu</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/649270,zamkniecie-toru-poznan-to-polska-glupota-w-pigulce-kazdy-wiedzial-gdzie-buduje-swoj-dom</guid><link>https://natemat.pl/649270,zamkniecie-toru-poznan-to-polska-glupota-w-pigulce-kazdy-wiedzial-gdzie-buduje-swoj-dom</link><pubDate>Wed, 15 Apr 2026 12:51:41 +0200</pubDate><title>Zamknięcie toru Poznań to polska głupota w pigułce. &quot;Każdy wiedział, gdzie buduje swój dom&quot;</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/8f7191cb1565c3e516e5ee5a8da96e4c,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Brak słów. Po prostu. Wtorkowa decyzja Głównego Inspektora Ochrony Środowiska o zamknięciu Toru Poznań to ogromny cios dla entuzjastów motorsportu w całej Polsce. W sieci mnóstwo oburzonych głosów, a ja nie jestem specjalnie zdziwiony, bo sprawa jedynego takiego toru wyścigowego w kraju z homologacją FIA to przykład, jaki problem mamy w całej Polsce.

Wiecie jak to jest w dużych miastach: deweloperka hasa, kupuje działki, zabudowuje je, osiedla rozrastają się na prawo i lewo. Obok spalarnia śmieci? Co z tego!? Polak i tak kupi, bo rynek mieszkaniowy to jedna wielka patologia.
W niedalekiej odległości jest lotnisko? Trasa szybkiego ruchu? Tor wyścigowy? Stadion? To sobie okna zamkną, damy grubsze szyby, zabudujemy balkon, damy niższą cenę, na pewno ktoś kupi. I tak jest wszędzie, czy to w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu czy Poznaniu.
Obraz patologii na bliskim przykładzie
Wiem to, bo sam wynajmuję mieszkanie na osiedlu, które lokale oddawało właścicielom w 2025 roku, a kilka lat wcześniej dosłownie kilometr dalej Warszawa uruchomiła zakład segregacji odpadów. Fajne miejsce na wybudowanie osiedla, prawda? Co kilka dni smród jest niesamowity, hałas maszyn wyraźnie słyszalny.
Osoby kupujące tutaj mieszkanie przecież wiedziały o istnieniu tego miejsca. Albo przynajmniej powinny. Przecież to jak budowanie się na terenach zalewowych – no musisz mieć świadomość, że istnieje ryzyko, że ta rzeka wyleje.
Ja jako wynajmujący mogę się wyprowadzić. To właściciele mają problem i walczą z miastem, ale zastanawiam się w sumie, o co? O to, że kupiły taniej mieszkania właśnie ze względu na bliskość zakładu segregacji odpadów? Wymuszą na Głównym Inspektoracie Ochrony Środowiska, żeby go zamknął, bo normy zanieczyszczenia powietrza przebijają skalę?
Mieszkańcy cierpią, ale sami wiedzieli, na co się piszą. Ktoś pozwolił na wybudowanie tutaj osiedla. Faktem jest jednak, że zakład powstał, kiedy już w okolicy było osiedle domków jednorodzinnych, więc to może od początku była zła lokalizacja całego przedsięwzięcia związanego z segregacją odpadów? Trudno powiedzieć. Ale zupełnie inna historia jest związana z Torem Poznań.
Zamknęli, bo było... za głośno 
We wtorek 14 kwietnia gruchnęła informacja, że Tor Poznań zostaje zamknięty decyzją Głównego Inspektora Ochrony Środowiska. Powód? "Stwierdzone przekroczenia dopuszczalnego poziomu hałasu". To finał odwołania, jakie władze toru złożyły do decyzji pierwszej instancji WIOŚ z 2023 roku.
– Decyzja została wydana w 2023 r. z uwagi na to, że sąsiedzi skarżą się na hałas wydobywający się z toru. Były robione badania i rzeczywiście mieliśmy przekroczenia na dwóch ulicach, które są blisko toru. Decyzja prezydenta Poznania z 2009 r. trochę krzywdząca dla nas obniżyła dźwięk do 50 decybeli, gdzie na pozostałych ulicach jest 55 decybeli. Zrobiliśmy odwołanie od tej decyzji, ale Główny Inspektorat Ochrony Środowiska w dniu dzisiejszym podtrzymał ją. Z dniem dzisiejszym Tor Poznań jako instalacja musi zostać zamknięta. Tym sposobem jedyny obiekt w Polsce homologowany został zamknięty – powiedział "Głosowi Wielkopolskiemu" Bartosz Bieliński, prezes Automobilklubu Wielkopolski.

            
                
            
            – Funkcjonujemy od 1977 roku obok lotniska. Potem ludzie zaczęli kupować działki w okolicy. Każdy wiedział, gdzie buduje swój dom. Teraz wszystko zaczęło przeszkadzać. Tor będzie niszczał, bo miesięczne utrzymanie to około miliona złotych, a nie będziemy płacili za powietrze – dodał w innej rozmowie z portalem TVP Sport.
I serio, można by współczuć mieszkańcom okolicznych osiedli, którzy wnioskowali do WIOŚ o zamknięcie toru, gdyby nie fakt, że osiedla powstały tutaj paręnaście lat temu, a tor istnieje od 1977 roku, czyli w przyszłym roku obchodziłby 50-lecie istnienia. Chyba było wiadomo, że w okolicy będzie słychać jeżdżące samochody, kiedy mieszkańcy kupowali tutaj mieszkania, prawda?
Mało tego, to jest jeszcze większy fikołek logiczny, obok jest lotnisko Ławica! Lądują tutaj samoloty, więc hałas idzie też z tego miejsca, ale mimo to wiele osób postanowiło zamieszkać w okolicy.
Wabikiem dla kupujących lokale pewnie były ceny. Jak spojrzymy na archiwalne ceny mieszkań, to zobaczymy, że np. na jednym z osiedli, które sąsiaduje z torem, ludzie kupowali swoje M w latach 2007-2008 za około 3 tysiące złotych za metr kwadratowy. Potem ceny wzrosły do 7 tysięcy za metr, ale tylko w blokach bliżej toru. Te, które są położone dalej podrożały aż do 14 tysięcy za metr, bo widocznie hałas tam nie dociera.

Internet eksplodował. "To granda!"
Chwilę po ogłoszeniu decyzji sieć dosłownie zapłonęła. Oburzenie wraz z wyrazami wsparcia dla Toru Poznań i Automobilklubu Wielkopolski przeplatają się w postach, nagraniach i komentarzach w mediach społecznościowych. Dziennikarze motoryzacyjni, motorsportowi oraz fani ścigania nie mogą uwierzyć, w to, co się stało.

            
                
            
            "Tor Poznań. Dla niektórych tylko źródło hałasu. Dla wielu, w tym nas i naszej wyścigowej rodziny, bezpieczne miejsce na realizację naszej życiowej pasji. Wierzymy w to, że Tor Poznań się obroni!", "Ludzie to jest skandal! Zamknięcie toru Poznań oficjalnie z powodu hałasu?! Nie pozwólmy, żeby tak skończył jedyny pełnowymiarowy obiekt z homologacją FIA w Polsce! Nagłośniajcie, gdzie się da! Udostępniajcie!" - czytamy na Facebooku.

            
                
            
            Dziennikarz motoryzacyjny i kierowca rajdowy Tomasz Szmandra zwraca uwagę na jeszcze jeden aspekt związany z zamknięciem Toru Poznań, czyli zaostrzone niedawno przepisy.

"Co dalej z jedynym tego typu obiektem w Polsce? Co z mistrzostwami w dyscyplinach samochodowych, motocyklowych i kartingowych już zaplanowanych na ten rok? A jest jeszcze kwestia szkoleń. W tym roku zaostrzono przepisy dotyczące nielegalnych wyścigów i driftingu z myślą o bezpieczeństwie. Tylko gdzie kierowcy mają rozwijać swoje umiejętności? No cóż, kiepsko to wszystko wygląda" – pisze ekspert.

            
                
            
            Głos w sprawie toru zabrał także młody kierowca wyścigowy Tymek Kucharczyk. "Nigdy nie przypuszczałem, że to mogła być moja ostatnia wizyta na Torze Poznań… Jeszcze w styczniu jeździłem po jedynym torze w Polsce z homologacją FIA, kiedy nagrywaliśmy odcinek na mój kanał. A teraz może być tak, że więcej takiej okazji już nie będzie. Mam nadzieję, że sprawa wyjaśni się i wkrótce obiekt będzie funkcjonował. Ciężko o rozwój motorsportu w Polsce, jeżeli jedyny tor wyścigowy jest zamknięty…" – stwierdził kierowca INDY NXT.

            
                
            
            Batalia trwa od lat 
Niestety batalia między mieszkańcami a torem i lotniskiem trwa od lat. Na temat toru pisałem już w 2018 roku.
Zawsze to samo, czyli hałas. Lotnisko już wcześniej przegrało, bo mieszkańcy skutecznie wymusili wprowadzenie zakazu nocnych lotów, o czym niedawno informowaliśmy w naTemat.pl. 
Dla polskiego motorsportu i miłośników motoryzacji zamknięcie toru w Poznaniu to mocny cios. Miejmy nadzieję, że nacisk społeczny i pospolite ruszenie w obronie tego unikatowego obiektu, będą skuteczne. Mowa tu w końcu o 5 decybelach. Jedno jest pewne: sytuacja Toru Poznań to polska patologia mieszkaniowa w pigułce. I niestety nie sądzę, żeby ta zmieniła się w ciągu najbliższej dekady.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/8f7191cb1565c3e516e5ee5a8da96e4c,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/8f7191cb1565c3e516e5ee5a8da96e4c,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Zamknięcie toru Poznań to polska patologia w pigułce</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/649303,nowa-skoda-za-kilkaset-zlotych-miesiecznie-marka-odpalila-prawdziwa-bombe-cenowa</guid><link>https://natemat.pl/649303,nowa-skoda-za-kilkaset-zlotych-miesiecznie-marka-odpalila-prawdziwa-bombe-cenowa</link><pubDate>Wed, 15 Apr 2026 11:15:02 +0200</pubDate><title>Nowa Skoda za kilkaset złotych miesięcznie? Marka odpaliła prawdziwą bombę cenową</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/ed9d17d1df064d0a75d52b8a9d041548,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Przyzwyczailiśmy się, że nowe auto to wydatek rzędu stu, stu pięćdziesięciu, a coraz częściej i dwustu tysięcy złotych. Kiedy patrzymy na cenniki, łatwo o zawrót głowy. Jednak w dzisiejszych czasach cena na metce to tylko połowa sukcesu, albo i mniej. Liczy się to, ile realnie ubywa nam z portfela co miesiąc. Skoda postanowiła rzucić wyzwanie rynkowej drożyźnie i pokazać, że ich nowe auta wcale nie muszą oznaczać kredytowej pętli na szyi.

Nie oszukujmy się, w Polsce wybór samochodu często zaczyna się od "ceny od", która kusi na banerach. Potem wchodzimy w konfigurator i czar pryska. Chcesz klimatyzację? Dopłać. Chcesz czujniki parkowania? Kolejne tysiące. 
W efekcie auto, które miało być tanie, staje się finansowym wyzwaniem. To właśnie ten moment, w którym wielu z nas rezygnuje, bo finansowanie samochodu przy wysokim wkładzie własnym staje się barierą nie do przejścia.
Skoda podeszła do tematu rzetelnie. Zamiast sprzedawać "gołe" auta, postawiła na realny koszt użytkowania. Chodzi o to, by użytkowanie nowego samochodu było przewidywalne i przystępne. 
Dzięki połączeniu bogato wyposażonej wersji wyposażenia Drive z atrakcyjnymi instrumentami finansowymi, nowa Octavia czy Kodiaq lądują w zasięgu ręki przeciętnego Kowalskiego czy właściciela małej firmy.
Nowa Skoda taniej niż myślisz
Decyzja o zakupie to często godziny spędzone na analizowaniu ofert i wizyty w salonach w pogoni za rabatem. Skoda ucina ten stres. Zamiast skomplikowanych kalkulacji, dostajemy przejrzyste zasady. Kluczem jest tutaj wysoka wartość rezydualna. Co to oznacza w praktyce? 
Samochody tej marki świetnie trzymają cenę przy odsprzedaży. Dzięki temu, biorąc auto w kredycie lub lesingu, nie spłacasz całej wartości pojazdu, a jedynie różnicę między ceną zakupu a jego prognozowaną wartością po kilku latach.
Efekt? Okazuje się, że miesięczna rata za nową Skodę może wynosić zaledwie kilkaset złotych. To kwota, która nierzadko jest niższa niż utrata wartości kilkuletniego auta używanego, które w dodatku może nas zaskoczyć awarią. Tutaj mamy spokój, gwarancję i zapach nowości w cenie, która nie rujnuje domowego budżetu.
Wersje Drive to nie są "golasy"
Nikt nie lubi przekopywać się przez dziesiątki stron cenników. Wersja wyposażenia Drive powstała właśnie po to, by ten proces uprościć. To gotowy "złoty środek". Zamiast zastanawiać się, który pakiet jest niezbędny, dostajemy specyfikację, która realnie podnosi komfort i bezpieczeństwo.
W zależności od tego, czy wybierzemy miejską Fabię, czy potężnego Kodiaqa, możemy liczyć na technologie, które jeszcze niedawno były zarezerwowane dla segmentu premium. 
Mowa o inteligentnych reflektorach LED Matrix, które pozwalają jechać na "długich" bez oślepiania innych, czy systemach asystujących, które potrafią wyratować nas z opresji. Do tego pakiet Winter Premium, bo kto z nas nie doceni podgrzewanych foteli w mroźny poranek? To standard, który sprawia, że auto po prostu cieszy każdego dnia.
Szeroki wybór modeli w ofercie Drive
Najlepsze w tym wszystkim jest to, że promocyjne finansowanie Skoda nie dotyczy tylko jednego, wybranego modelu. Wybór jest potężny, czyli od zwinnych aut do miasta, po rodzinne SUV-y i nowoczesne hybrydy plug-in.
Ile to konkretnie kosztuje? Spójrzmy na liczby, bo one robią największe wrażenie. Bestsellerowa Skoda Octavia Drive (silnik 1.5 TSI, 115 KM) w nadwoziu liftback jest dostępna już za 609 zł brutto miesięcznie. Jeśli prowadzisz firmę, leasing na to samo auto wyniesie cię 727 zł netto.
Oto jak prezentują się inne modele w tej ofercie z limitem 15 tys. km rocznie:
Skoda Fabia Drive (1.0 TSI 95 KM) – kredyt od 595 zł brutto, leasing od 635 zł netto.
Skoda Scala Drive (1.0 TSI 95 KM) – kredyt od 656 zł brutto, leasing od 710 zł netto.
Skoda Kamiq Drive (1.0 TSI 95 KM) – kredyt od 702 zł brutto, leasing od 759 zł netto.
Skoda Karoq Drive (1.0 TSI 115 KM) – kredyt od 894 zł brutto, leasing od 963 zł netto.
Skoda Kodiaq Drive (1.5 TSI 150 KM) – kredyt od 1 094 zł brutto, leasing od 1 230 zł netto.
Skoda Superb Drive (1.5 TSI 150 KM mHEV) – kredyt od 1 147 zł brutto, leasing od 1 256 zł netto.

Dla tych, którzy chcą mieć absolutnie "święty spokój", marka przygotowała jeszcze opcję Najem All Inclusive. Tam w jednej racie mamy wszystko: ubezpieczenie, serwis, a nawet wymianę i przechowywanie opon. Po twojej stronie zostaje tylko tankowanie, które sam wiesz, jak bardzo jest obecnie drogie.



]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/ed9d17d1df064d0a75d52b8a9d041548,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/ed9d17d1df064d0a75d52b8a9d041548,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Skoda ma ciekawą ofertę na nowe auta.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/646636,kia-seltos-ma-podbijac-europe-to-przemyslany-suv-i-nie-jest-elektrykiem</guid><link>https://natemat.pl/646636,kia-seltos-ma-podbijac-europe-to-przemyslany-suv-i-nie-jest-elektrykiem</link><pubDate>Wed, 15 Apr 2026 10:03:54 +0200</pubDate><title>Kia Seltos ma podbijać Europę. To przemyślany SUV… i nie jest elektrykiem</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/ade8ba6cf82dfc92217b80ccb580cea4,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Kia Seltos to drugi najlepiej sprzedający się model marki na świecie. Od teraz będzie oferowany także w Europie – najpierw wersja benzynowa, później opcja hybrydowa. Widziałem ten samochód z bliska i coś czuję, że wiele osób może czekać na tak funkcjonalnego i przemyślanego SUV-a.

Na razie nie wiemy, jak jeździ Kia Seltos, ale mogliśmy przyjrzeć się jej z bliska podczas pierwszego statycznego pokazu. Auto ma nieco ponad 4,4 m długości, i niecałe 1,9 m szerokości. Wysokość to dokładnie 1,6 m. Z przodu widać charakterystyczne oświetlenie Star Map z wąskimi światłami przechodzącymi w górną część grilla, które wprowadza stylistykę inspirowaną designem modeli elektrycznych.
Nowa Kia Seltos – jak wygląda?
W Seltosie wydłużono słupek D, co zwiększa przestrzeń w drugim rzędzie siedzeń, a mocne przetłoczenia oraz opadająca linia dachu tworzą dynamiczną sylwetkę. Z tyłu najbardziej rzuca się w oczy skierowany w dół spoiler, który poprawia aerodynamikę. Paleta kolorów Seltosa ma obejmować 10 lakierów. Wśród nich znajdują się trzy nowe, opracowane specjalnie dla Europy – beżowy Tan Beige, niebieski Denim Blue i szary Pale Ripple Gray.
W środku w przedniej części dominuje zintegrowany panoramiczny wyświetlacz: 12,3-calowe cyfrowe zegary, 5,3-calowy panel sterowania klimatyzacją oraz 12,3-calowy ekran systemu multimedialnego. Jednolity graficzny interfejs użytkownika, ma zapewniać intuicyjną obsługę. Nie zabrakło też fizycznych przycisków na konsoli środkowej. W Seltosie znalazł się system audio Harman Kardon.
Kia zapewnia ogromną przestrzeń w dwóch rzędach siedzeń. W znalezieniu wygodnej pozycji pomaga regulowane pochylenie oparcia kanapy w zakresie 24 stopni (12 stopni do przodu i 12 stopni do tyłu).
Z kolei bagażnik ma pojemność 536 litrów (VDA). Podłoga może być w nim zamontowana na dwóch wysokościach. System akcesoriów Kia AddGear dodatkowo zwiększa funkcjonalność i umożliwia montaż modułowych elementów do przechowywania drobiazgów.
Kia Seltos nie jest elektrykiem. Ma napęd benzynowy i hybrydowy
Sam producent chwali się, że Seltos ma wypełnić lukę w mniej zelektryfikowanej części segmentu C-SUV. Europejska wersja Seltosa oferuje napęd na cztery koła zarówno w wariancie spalinowym, jak i hybrydowym (HEV). To także pierwsza Kia wyposażona w system e-AWD, który umożliwia precyzyjny rozdział momentu obrotowego, co ma poprawić przyczepność i stabilność.
Turbodoładowany silnik benzynowy 1.6 T-GDI, który generuje 180 KM i 265 Nm, jest dostępny z 6-biegową skrzynią manualną lub z 7-biegową dwusprzęgłową skrzynią automatyczną. 
Wersja hybrydowa oferuje 154 KM w wersji z napędem na przednie koła (2WD) lub 178 KM w wersji z napędem na cztery koła (e-AWD). System Drive Mode Select (z trybami Eco, Normal i Sport) pozwala dopasować charakterystykę układu przeniesienia napędu do różnych warunków. Nowa Kia to też pełen wachlarz systemów bezpieczeństwa.
Asystent jazdy po autostradzie (HDA 2)
Tempomat aktywny z funkcją Stop & Go (SCC 2.0, dostępny ze skrzynią automatyczną)
Asystent utrzymania auta pośrodku pasa ruchu (LFA 2)
System ostrzegania o bezpiecznym wysiadaniu (SEW)
System kamer monitorujących otoczenie pojazdu 360 stopni (SVM)
System autonomicznego hamowania z funkcją wykrywania pojazdów, pieszych i rowerzystów, hamowania na skrzyżowaniach oraz aktywnego wspomagania ruchu kierownicą w celu uniknięcia kolizji (FCA 2)
System zdalnego parkowania (RSPA – tylko wersja HEV)
System monitorujący przestrzeń za pojazdem podczas cofania mogący aktywować hamulce w celu uniknięcia kolizji z przeszkodą (PCA-R)
System ostrzegania o odległości podczas parkowania – z przodu/z boku/z tyłu (PDW-F/S/R)

Co ciekawe, Seltos jest także pierwszym hybrydowym modelem Hyundai Motor Group wyposażonym w funkcję Vehicle-to-Load (V2L) – technologię znaną dotąd wyłącznie z aut elektrycznych. Umożliwia ona zasilanie i ładowanie urządzeń zewnętrznych bezpośrednio z akumulatora samochodu.
Seltos zostanie wprowadzony na rynki europejskie jeszcze w 2026 roku. Produkcja wersji benzynowej rozpocznie się w drugim kwartale 2026 roku. Wersja hybrydowa pojawi się w ofercie w późniejszym terminie. Na więcej szczegółów i cennik musimy jeszcze poczekać.
Zanim pierwsze egzemplarze modelu Seltos wyjadą na nasze drogi, Kię Seltos będzie można zobaczyć na żywo podczas targów Poznań Motor Show, zaplanowanych na 23-26 kwietnia.
Więcej relacji zza kierownicy innych ciekawych aut znajdziesz na moich profilach Szerokim Łukiem na Facebooku oraz Instagramie.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/ade8ba6cf82dfc92217b80ccb580cea4,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/ade8ba6cf82dfc92217b80ccb580cea4,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Kia Seltos ma podbijać Europę. To przemyślany SUV… i nie jest elektrykiem</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/649123,uzywane-auto-w-2026-roku-niemcy-wytypowali-krolow-oplacalnosci-raport</guid><link>https://natemat.pl/649123,uzywane-auto-w-2026-roku-niemcy-wytypowali-krolow-oplacalnosci-raport</link><pubDate>Wed, 15 Apr 2026 04:01:01 +0200</pubDate><title>Używane auto w 2026 roku? Niemcy wytypowali królów opłacalności [RAPORT]</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/a86af8247f1081b1092cd4f6eb093c68,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Rynek samochodów używanych w 2026 roku to nie jest miejsce dla ludzi o słabych nerwach. Jeśli wciąż żyjecie wspomnieniami o "perełkach" za 20 czy 30 tysięcy złotych, mam dla was zimny prysznic. Eksperci z ADAC właśnie opublikowali najnowszy raport dotyczący stosunku ceny do jakości i wniosek jest brutalny: przyzwoite auto z 2023 roku, które nie rozpadnie się po miesiącu, zaczyna się od okolic 12 000 euro. Czyli, licząc po dzisiejszym kursie, ponad 50 tysięcy złotych.

Niemiecki automobilklub prześwietlił 171 modeli z rocznika 2023. Sprawdzali wszystko, czyli od awaryjności po to, ile tak naprawdę dany wóz traci na wartości. Wyniki? Niektóre was zaskoczą, inne tylko potwierdzą, że pewne legendy wciąż mają się świetnie.
Oczywiście ceny na rynku niemieckim w porównaniu z cenami w Polsce mogą się trochę różnić, ale ogólny trend jest podobny.
Koniec ery tanich samochodów? 12 000 euro to bilet wstępu
To boli, ale takie są fakty. Według ADAC na rynku nie ma obecnie pojazdu poniżej 10 000 euro (42 500 zł) , który można by z czystym sumieniem polecić jako "bezpieczny i opłacalny zakup". 
Rynek samochodów używanych został wydrenowany z tanich, prostych konstrukcji. Jeśli szukacie czegoś sensownego, musicie przygotować się na wydatek rzędu 50-63 tysięcy złotych.
W tej najniższej kategorii cenowej króluje Toyota Aygo X. To sprytny maluch, który wygląda jak crossover, ma świetne systemy bezpieczeństwa, ale... pali sporo jak na swoje gabaryty. 5,6 l/100 km w aucie miejskim to wynik, który w 2026 roku nie rzuca na kolana. Warto już trochę dopłacić i sięgnąć po królowe oszczędności, czyli Toyotę Yaris lub Toyotę Corollę.
Tuż za Aygo X plasuje się Dacia Sandero. To wciąż wybór numer jeden dla tych, którzy chcą mieć relatywnie młode auto za rozsądne pieniądze, choć komfort jazdy wciąż jest tu pojęciem dość abstrakcyjnym.
Do 20 000 euro: Elektryk tańszy od spalinówki? Szach-mat Opla
To jest moment, w którym przecieramy oczy ze zdumienia. W kategorii do 20 000 euro (85 tys. zł) zwycięzcą został... Opel Corsa-e. Tak, elektryk. Jak to możliwe? Odpowiedź kryje się w jednym słowie: utrata wartości. 
Trzyletnia Corsa na prąd straciła ponad 16 000 euro (68 tys. zł) względem ceny salonowej. To dramat dla pierwszego właściciela, ale złoty interes dla kupującego używkę.
Za około 16 000 euro dostajecie dynamiczne auto z baterią 46 kWh, które w mieście sprawuje się idealnie. Jeśli jednak "elektryczność" wciąż was przeraża, na drugim miejscu czeka Skoda Fabia 1.0 TSI. To auto "bezpieczne" do bólu. Przestronne, solidne, idealne dla seniora lub małej rodziny. Nie budzi emocji, ale też nie drenuje portfela u mechanika.
Powyżej 25 000 euro: Volkswagen wciąż rządzi, ale Koreańczycy depczą mu po piętach
Jeśli Wasz budżet zamyka się w 110-130 tysiącach złotych, król jest tylko jeden. VW Golf 2.0 TDI w wersji Life. Niemcy wciąż kochają ten silnik i trudno im się dziwić, bo jest oszczędny, ma świetną kulturę pracy i na autostradzie czuje się jak ryba w wodzie. To typowy "workhorse", który przeżyje większość nowoczesnych konstrukcji.
Ciekawostką jest wysoka pozycja Citroena e-C4 X. To auto, które zyskało w oczach ekspertów ADAC dzięki ogromnemu spadkowi ceny na rynku wtórnym przy zachowaniu wysokiego komfortu jazdy. Francuzi zawsze wiedzieli, jak zrobić wygodne zawieszenie, a w wersji elektrycznej dochodzi do tego błoga cisza.
Klasa Premium za 30 000 euro? Szukajcie okazji w technologii
Powyżej granicy 25-30 tysięcy euro (106-127 tys. zł) wchodzimy w świat, w którym samochody elektryczne zaczynają dominować w rankingach opłacalności. Dlaczego? Bo tracą na wartości szybciej niż smartfony, a technicznie po trzech latach wciąż są "jak nowe".
Hitem jest Kia EV6. Trzyletni egzemplarz można wyrwać za ułamek ceny nowej sztuki (strata wartości to ponad 20 000 euro!). To futurystyczne auto oferuje zasięg i technologię ładowania, która wciąż zawstydza nowsze konstrukcje. 
Tuż obok mamy VW ID.5, który mimo początkowych problemów z oprogramowaniem, jako używka stał się niezwykle atrakcyjną propozycją dla rodzin.
Zestawienie TOP 5 modeli według ADAC (do 20 000 euro):
Na co uważać? Stan techniczny to podstawa
Pamiętajcie, że rankingi ADAC bazują na statystykach i "średnich" egzemplarzach. Kupując używany samochód, nie kupujecie tabelki w Excelu, tylko konkretną sztukę, która mogła mieć ciężkie życie.
"Okazje" w 2026 roku rzadko bywają uczciwe. Zawsze sprawdzajcie przebieg, historię wypadkową i stan baterii w przypadku elektryków. Fakt, że utrata wartości gra na waszą korzyść, nie oznacza, że możecie stracić czujność. Jak mawia stare handlarskie przysłowie: "lepiej kupić drożej dobre auto, niż tanio skarbonkę bez dna".
Źródło: ADAC

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/a86af8247f1081b1092cd4f6eb093c68,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/a86af8247f1081b1092cd4f6eb093c68,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Używane auto w 2026 roku? Niemcy wytypowali królów opłacalności</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/649186,koniec-z-latwym-kasowaniem-punktow-na-kursach-3-czerwca-wchodzi-czarna-lista-mswia</guid><link>https://natemat.pl/649186,koniec-z-latwym-kasowaniem-punktow-na-kursach-3-czerwca-wchodzi-czarna-lista-mswia</link><pubDate>Wed, 15 Apr 2026 02:03:01 +0200</pubDate><title>Koniec z łatwym kasowaniem punktów na kursach. 3 czerwca wchodzi &quot;czarna lista&quot; MSWiA</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/ed8caf5c8e922f90d5de45975f47f20d,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Rządzący szykują kolejne zmiany w prawie o ruchu drogowym jeszcze, które wejdą w życie jeszcze przed wakacjami. W planach są  wyższe kary za przekraczanie prędkości, a także likwidacja możliwości redukcji punktów karnych w przypadku najgroźniejszych wykroczeń. Których dokładnie?

Zaledwie w marcu weszło mnóstwo kar i zakazów, które m.in. pozwalają zabrać prawko na trzy miesiące za przekroczenie prędkości o ponad 50 km/h na terenie niezabudowanym oraz driftowanie, a już za chwilę nastąpi kolejna rewolucja. Nowe regulacje mają siać prawdziwy postrach wśród piratów drogowych.
Surowsze kary za przekroczenie prędkości od 3 czerwca
Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji przedstawiło projekt rozporządzenia w sprawie ewidencji kierujących pojazdami naruszających przepisy ruchu drogowego. Dokument trafił do uzgodnień międzyresortowych.
"Zgodnie z założeniem ustawodawcy, ewidencja kierujących naruszających przepisy ruchu drogowego realizuje cel polegający na dyscyplinowaniu i wdrażaniu kierujących pojazdami do przestrzegania przepisów prawa o ruchu drogowym oraz zapobieganiu wielokrotnemu ich naruszaniu" – czytamy w obszernym uzasadnieniu.
Czekają nas zmiany w górnych widełkach taryfikatora mandatowego. Z informacji MSWiA wynika, że kary za przekroczenie prędkości będą o wiele surowsze. Nowy system punktowy prezentuje się następująco:
Jazda o 41-50 km/h za szybko – 13 punktów karnych (wzrost z 11).
Przekroczenie limitu o 51 km/h i więcej – maksymalna kara 15 punktów (obecnie 13).

Kasowanie punktów karnych będzie czasem niemożliwe. Co się zmieni?
Limit punktów karnych to 24 (i 20 dla młodych kierowców). Po roku od opłacenia mandatu są z automatu kasowane. Nie trzeba jednak tyle czekać, bo obecnie można je szybko zredukować na kursach reedukacyjnych. Wkrótce płatne szkolenia przestaną być sposobem na wyczyszczenie konta. 
W czerwcu ta opcja zniknie bezpowrotnie dla sprawców najpoważniejszych przewinień (o tym za chwilę). Zatem jeśli zdobędą np. 15 punktów karnych, to będą nimi obciążeni przez okrągły rok. Jeśli nie zmienią nawyków, to kolejna taka wpadka i tracą prawo jazdy (odzyskają je po zdaniu egzaminu sprawdzającego).
Resort chce również ukrócić absurdalne sytuacje związane z systemem zliczania punktów. Obecnie piraci drogowi mogą liczyć na swoje szczęście, bo jeśli urzędnik zwlekał z wystawieniem decyzji o zabraniu prawa jazdy, stare punkty mogły wygasnąć, czyszcząc konto tuż przed nałożeniem sankcji. Nowa ustawa to zmieni.
"Ze względu na sposób sumowania punktów mniej groźne przewinienia były karane ostrzej niż poważne przestępstwa. O skierowaniu na egzamin sprawdzający za przekroczenie maksymalnej liczby punktów karnych będzie decydował stan z dnia przekroczenia limitu, a nie dzień wypisania pisma przez urzędnika" – czytamy na stronie.
Za co nie zredukujesz punktów karnych? Lista zmian
Ministerstwo przygotowało katalog wykroczeń, dla których szkolenia redukujące staną się niedostępne. Brak możliwości usunięcia punktów będzie obejmować te przewinienia:
Jazda pod wpływem alkoholu lub narkotyków.
Spowodowanie wypadku.
Niebezpieczne wyprzedzanie.
Przekroczenie prędkości.
Nieustąpienie pierwszeństwa pieszemu.

Dodatkowo policja otrzyma więcej opcji kontrolowania młodych kierowców przez pierwsze 2 lata od zdania egzaminu (m.in. niższe limity prędkości i absolutne zero promili alkoholu). 
Powyższe zmiany sprawią, że uprawnienia będzie można stracić o wiele szybciej niż kiedykolwiek. Zgodnie z komunikatem MSWiA, wszystkie nowe zasady wejdą w życie już 3 czerwca 2026 roku. 
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/ed8caf5c8e922f90d5de45975f47f20d,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/ed8caf5c8e922f90d5de45975f47f20d,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">3 czerwca wejdą jeszcze surowsze przepisy dla piratów drogowych. Co się zmieni?</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/649096,jedziesz-samochodem-do-niemiec-nie-zapomnij-kupic-naklejki-bo-stracisz-450-zl</guid><link>https://natemat.pl/649096,jedziesz-samochodem-do-niemiec-nie-zapomnij-kupic-naklejki-bo-stracisz-450-zl</link><pubDate>Tue, 14 Apr 2026 18:10:02 +0200</pubDate><title>Jedziesz samochodem do Niemiec? Nie zapomnij kupić naklejki, bo stracisz 450 zł</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/18a4904f19833d666c14ca75af840608,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Niemcy to dla nas motoryzacyjny raj obiecany. Szerokie, wciąż w wielu miejscach pozbawione limitów prędkości i co najważniejsze bezpłatne autostrady sprawiają, że podróż do Berlina, Monachium czy Frankfurtu to czysta przyjemność. Jednak ta sielanka kończy się gwałtownie w momencie, gdy zjeżdżasz z "autobahnu" do centrum miasta. Jeśli myślałeś, że brak winiet oznacza brak opłat, możesz się srodze zdziwić.

Wjeżdżając do niemieckich metropolii bez małego, zielonego kółeczka na szybie, wystawiasz się na strzał, który zaboli twój portfel bardziej niż tankowanie na autostradowym MOP-ie.
Umweltzone, czyli niemiecki bat na "kopciuchy" (i nie tylko)
To, co u nas dopiero raczkuje pod nazwą stref czystego transportu, w Niemczech jest codziennością od 2008 roku. Umweltzone to obszary ekologiczne, które obejmują śródmieścia kilkudziesięciu niemieckich miast. Nie myśl, że dotyczy to tylko gigantów pokroju Berlina czy Stuttgartu, bo strefy znajdziesz też w mniejszych miejscowościach, przez które możesz przejeżdżać tranzytem.
Zasada jest prosta: chcesz wjechać do centrum? Musisz mieć na przedniej szybie (po stronie pasażera) zieloną naklejkę z cyfrą "4". Potwierdza ona, że twój samochód spełnia normy emisji spalin i nie zamieni urokliwego rynku w chmurę czarnego dymu. Co ważne, raz kupiona plakietka jest ważna bezterminowo i honorowana w całym kraju.
Mandat w Niemczech za brak naklejki? 
Niemiecka policja i służby miejskie (Ordnungsamt) mają oko na "obcych". Brak naklejki jest widoczny z daleka, a tłumaczenie, że "przecież moje auto jest nowe", nic nie da. Mandat za brak zielonej naklejki to obecnie równe 100 euro, czyli przy obecnym kursie znacznie ponad 400 zł.
Dla porównania, koszt wyrobienia plakietki to ułamek tej kwoty. To chyba najgorszy sposób na wydanie pieniędzy podczas zagranicznego wyjazdu, bo to płacić karę za coś, co można było załatwić za równowartość kilku kaw na stacji.
Pułapka na "elektryki"
Tutaj zaczynają się schody i prawdziwy absurd, na który nacięło się już wielu Polaków. Wydawałoby się, że jadąc Teslą czy innym elektrykiem na zielonych tablicach, jesteś "czystszy niż łza" i żadne strefy cię nie dotyczą. Nic bardziej mylnego.
Obowiązek posiadania naklejki Umweltzone dotyczy również właścicieli aut elektrycznych i hybryd plug-in. Choć w Berlinie auta z literą "E" na tablicy bywają traktowane ulgowo, to już np. we Frankfurcie nad Menem głośna była historia Polaka, który dostał mandat jadąc "elektrykiem" bez plakietki. Prawo to prawo i dokument na szybie musi być. Jedyny wyjątek? Motocykle. One wjeżdżają do stref bez żadnych opłat i naklejek.
Dobra wiadomość jest taka, że niemieckie przepisy wciąż są dość łaskawe dla starszych aut, o ile nie są to diesle z ubiegłego wieku.
Samochody benzynowe: zieloną naklejkę dostanie niemal każde auto z katalizatorem zarejestrowane po 1993 roku.
Samochody z silnikiem diesla: tu jest trudniej. Musisz spełniać normę minimum Euro 4 (zazwyczaj auta od 2006 roku), by legalnie wjechać do większości stref.

Jeśli masz starszego diesla z normą Euro 2 lub 3, dostaniesz naklejkę czerwoną lub żółtą, ale z nimi do centrów miast takich jak Berlin i tak nie wjedziesz. One służą jedynie do dekoracji szyby na parkingach podmiejskich.
Gdzie kupić naklejkę i jak nie dać się naciągnąć?
To najważniejszy punkt programu. W internecie roi się od pośredników, którzy załatwią ci naklejkę za "jedyne" 150-200 zł. Polski Związek Motorowy życzy sobie za to ok. 180 zł. Nie idź tą drogą.
Najlepszym i najtańszym sposobem jest wizyta na dowolnej stacji kontroli pojazdów w Niemczech. Szukaj logo Dekra, GTÜ czy TÜV. Wystarczy podjechać, okazać dowód rejestracyjny i zapłacić od 5 do 15 euro. 
W większości punktów zielona naklejka zostanie wydana od ręki za około 7,50 euro (ok. 33 zł). To dziesięć razy mniej niż zapłaciłbyś u polskiego pośrednika i ułamek kwoty mandatu.
Pamiętaj tylko o godzinach otwarcia, bo w soboty niemieckie stacje diagnostyczne pracują krótko, a w niedziele są zamknięte na cztery spusty. Warto więc zadbać o to zaraz po przekroczeniu granicy.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/18a4904f19833d666c14ca75af840608,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/18a4904f19833d666c14ca75af840608,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Jedziesz samochodem do Niemiec? Nie zapomnij kupić naklejki</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/649150,nowe-limity-cen-paliw-na-stacjach-nie-wszyscy-kierowcy-odczuja-ulge</guid><link>https://natemat.pl/649150,nowe-limity-cen-paliw-na-stacjach-nie-wszyscy-kierowcy-odczuja-ulge</link><pubDate>Tue, 14 Apr 2026 13:27:20 +0200</pubDate><title>Nowe limity cen paliw na stacjach. Nie wszyscy kierowcy odczują ulgę</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/1e8bae2834c21e7e706683208bf2d7fc,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Jakie będą ceny paliw na stacjach w środę 15 kwietnia? Minister energii opublikował właśnie najnowsze zestawienie maksymalnych stawek w ramach rządowego mechanizmu CPN. Posiadacze aut z silnikami diesla mają ogromne powody do radości, ale nie wszyscy kierowcy odczują ulgę.

W ubiegłym tygodniu cieszyliśmy się ze sporych spadków przy dystrybutorach, co było bezpośrednim efektem tymczasowego zawieszenia broni na Bliskim Wschodzie. Jak sytuacja wygląda obecnie, gdy emocje nieco opadły? Wracają wahania cen.
Ceny paliw na 15 kwietnia. Diesel mocno w dół
Zgodnie z obwieszczeniem ministra energii opublikowanym w Monitorze Polskim, stawki za tankowanie ulegną zauważalnym korektom. O ile tankowanie popularnej "dziewięćdziesiątki piątki" będzie ciut droższe, o tyle lepsza jakościowo benzyna będzie bez zmian w cenie. 
Właściciele diesli odczują jednak prawdziwą ulgę. Obniżka o 17 groszy na litrze to doskonała informacja przed zbliżającym się weekendem i poprawiającą się pogodą, która zachęca do podróżowania. 
Jak wypadną ogłoszone na jutro maksymalne stawki na tle dzisiejszego (14 kwietnia) cennika?
Benzyna 95 – 6,16 zł za litr (wzrost o 4 grosze względem dzisiejszych 6,12 zł)
Benzyna 98 – 6,70 zł za litr (cena pozostaje zamrożona na dzisiejszym poziomie)
Olej napędowy – 7,41 zł za litr (spadek aż o 17 groszy w porównaniu do dzisiejszych 7,58 zł)

Mechanizm wynikający z CPN opiera się na sztywnych wskaźnikach, do których zalicza się przycięta akcyzę, podatek VAT obniżony do 8 proc. oraz marżę dla właścicieli stacji wynoszącą 30 groszy. Jednak jego podstawą są płynne hurtowe ceny ropy naftowej, które błyskawicznie reagują na globalne zawirowania.
Ceny ropy naftowej po blokadzie portów. Kiedy odczujemy to w portfelach?
Sytuacja na Bliskim Wschodzie jest szalenie dynamiczna, co też wpływa na wahaniach na polskich stacjach. Stany Zjednoczone rozpoczęły blokadę irańskich portów i słynnej cieśniny Ormuz. Jednak, jak czytamy w INNPoland, globalne ceny ropy naftowej zamiast wystrzelić w kosmos, wyraźnie spadły.
To zasługa doniesień o amerykańskich propozycjach dyplomatycznych dla Iranu oraz ofensywy Donalda Trumpa. Prezydent kusi świat swoimi rezerwami. "Mamy więcej ropy niż dwie kolejne największe gospodarki naftowe razem wzięte – i to lepszej jakości" – ogłosił w mediach społecznościowych, obiecując szybką realizację zamówień.
W efekcie baryłka potaniała o blisko 2 proc., zjeżdżając poniżej poziomu 98 dolarów. Eksperci zza oceanu brutalnie studzą jednak ten optymizm. Amerykański resort energii ostrzega, że dzisiejsze spadki to tylko cisza przed burzą. Jeśli szlak przez Ormuz pozostanie zamknięty, lada moment możemy zobaczyć na giełdach historyczne rekordy sięgające nawet 150 dolarów za baryłkę.
Dlaczego polscy kierowcy wpatrzeni w pylony stacji paliw muszą i tak uzbroić się w cierpliwość? Nawet jeśli surowiec na świecie tanieje, u nas obniżki nie działają z dnia na dzień. Właściciele stacji oraz hurtownicy muszą najpierw wyprzedać zgromadzone zapasy, które kupili jeszcze po starych, wyższych stawkach. Pełne odzwierciedlenie rynkowych spadków przy dystrybutorach to kwestia kilku dni.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/1e8bae2834c21e7e706683208bf2d7fc,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/1e8bae2834c21e7e706683208bf2d7fc,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Poznaliśmy maksymalne ceny paliw na stacjach. Ile nas jutro wyniesie tankowanie?</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/649084,103-km-h-w-legnicy-i-szybkie-pozegnanie-z-plastikiem-18-latka-ma-teraz-3-miesiace-na-przemyslenia</guid><link>https://natemat.pl/649084,103-km-h-w-legnicy-i-szybkie-pozegnanie-z-plastikiem-18-latka-ma-teraz-3-miesiace-na-przemyslenia</link><pubDate>Tue, 14 Apr 2026 10:30:02 +0200</pubDate><title>103 km/h w Legnicy i szybkie pożegnanie z plastikiem. 18-latka ma teraz 3 miesiące na przemyślenia</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/d487696c7ed3e96b46ddbfb6737f88f2,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Dla pewnej 18-latki z Legnicy radość z posiadania prawka trwała krócej, niż trwa przeciętna gwarancja na czajnik bezprzewodowy. Młoda kobieta postanowiła sprawdzić, co potrafi jej samochód na ulicy Sikorskiego. Spoiler: potrafi pojechać na tyle szybko, by utrata prawa jazdy stała się faktem w mgnieniu oka.

Cała akcja rozegrała się 12 kwietnia. Funkcjonariusze z legnickiej drogówki nie stali tam przypadkiem, bo prowadzili działania "Prędkość". Statystyki wciąż krzyczą, że za szybko jeździmy, zwłaszcza w terenie zabudowanym. 
Policjanci poruszali się radiowozem wyposażonym w wideorejestrator, który jest bezlitosny. Nie ma tu miejsca na dyskusję z "suszarką" czy błąd pomiarowy. Obraz i cyfry na ekranie mówią same za siebie.
Kiedy urządzenie pomiarowe wybiło 103 km/h w terenie zabudowanym, stało się jasne, że ta kontrola nie skończy się na pouczeniu. Przekroczenie prędkości o ponad 50 km/h to w polskim prawie "magiczna" granica, po przekroczeniu której funkcjonariusz nie ma pola do manewru. Musi zatrzymać dokument. I tak też się stało. 
18-letnia mieszkanka Legnicy, zamiast cieszyć się wiosenną przejażdżką, musiała pożegnać się z uprawnieniami na najbliższy kwartał.
Mandat 1500 zł to dopiero początek kłopotów
Wiele osób zżyma się na nowy taryfikator mandatów, ale liczby są nieubłagane i kara musi być. W tym przypadku 1500 złotych, tyle właśnie wyniosła kara finansowa dla młodej kierującej. 
Ale pieniądze to nie wszystko. Najbardziej bolesne jest zatrzymanie prawa jazdy na 3 miesiące. A warto pamiętać, że jeśli ta pani zdecyduje się wsiąść za kierownicę mimo zakazu i zostanie złapana, okres ten wydłuży się do 6 miesięcy. Kolejna "wpadka" oznacza całkowite cofnięcie uprawnień i konieczność ponownego zdawania egzaminu. A tego nie życzę nikomu.
Dlaczego 103 km/h w mieście to igranie ze śmiercią?
Ktoś mógłby powiedzieć: "E tam, prosta droga, pusto było, co to za problem?". No właśnie problem jest, i to czysto fizyczny. Przy 50 km/h droga zatrzymania samochodu to średnio 26-30 metrów. Przy 100 km/h ta odległość wzrasta cztero- lub nawet pięciokrotnie! 
To nie jest liniowa zależność. Nadmierna prędkość sprawia, że w przypadku nagłego wtargnięcia pieszego na jezdnię lub wyjazdu innego auta z drogi podporządkowanej, 18-latka nie miałaby żadnych szans na reakcję.

Przy stu kilometrach na godzinę w terenie zabudowanym auto staje się nie sterowalną maszyną, a pociskiem. Energia kinetyczna przy takiej prędkości jest ogromna. Warto o tym pomyśleć, zanim dociśnie się pedał gazu "tylko na chwilę". 
Policjanci z Legnicy apelują o rozwagę i trudno im nie przyznać racji. Statystyki są brutalne: prędkość to wciąż główny zabójca na polskich drogach, szczególnie w grupie młodych kierowców, którym często brakuje doświadczenia, by przewidzieć konsekwencje swoich czynów.



]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/d487696c7ed3e96b46ddbfb6737f88f2,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/d487696c7ed3e96b46ddbfb6737f88f2,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Policjanci z Legnicy zatrzymali 18-latkę.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/649078,nowy-mercedes-benz-eqs-2026-zobaczylem-zasieg-i-az-przetarlem-oczy-ze-zdziwienia</guid><link>https://natemat.pl/649078,nowy-mercedes-benz-eqs-2026-zobaczylem-zasieg-i-az-przetarlem-oczy-ze-zdziwienia</link><pubDate>Tue, 14 Apr 2026 09:20:02 +0200</pubDate><title>Nowy Mercedes-Benz EQS (2026). Zobaczyłem zasięg i aż przetarłem oczy ze zdziwienia</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/2e18ebf8915df15d7e47c6c8955523fa,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Nowy Mercedes-Benz EQS, który właśnie zadebiutował w Stuttgarcie, to nie jest zwykły lifting, jakich wiele w kalendarzach producentów. Po wgryzieniu się w specyfikację muszę przyznać, że Mercedes nie rzuca słów na wiatr. Jeśli szukaliście dowodu na to, że luksusowa limuzyna na prąd może pod wieloma względami być lepsza od swojego spalinowego odpowiednika, to właśnie go dostaliście.

Zacznijmy od "mięsa", czyli od liczb, które w świecie elektromobilności budzą najwięcej emocji. Nowy Mercedes-Benz EQS 450+ legitymuje się teraz zasięgiem WLTP na poziomie 926 kilometrów. 
To o 13 proc. więcej niż w poprzedniku, co w świecie aut elektrycznych jest skokiem wręcz pokoleniowym. Co to oznacza w praktyce? Możecie wyjechać z Warszawy, zjeść obiad w Gdańsku i spokojnie na tej samej baterii wrócić do stolicy, bo w warunkach autostradowych zapewne te 600-700 km spokojnie będzie do zrobienia.
Ten samochód to koniec "range anxiety", czyli lęku przed rozładowaną baterią. Mercedes osiągnął to nie tylko poprzez powiększenie akumulatora do 122 kWh, ale przede wszystkim dzięki nowej chemii ogniw (mieszanka tlenku krzemu z grafitem) i niespotykanej dotąd wydajności.
Architektura 800V i ładowanie 350 kW, czyli kawa w 10 minut
Same kilometry to jednak połowa sukcesu. Kluczem do komfortu jest to, jak szybko tę energię uzupełnimy. Nowa architektura elektryczna 800V sprawia, że EQS wskakuje do pierwszej ligi najszybciej ładujących się aut na świecie. Moc ładowania wzrosła do 350 kW, co w idealnych warunkach pozwala odzyskać 320 km zasięgu w zaledwie 10 minut.
Mercedes pomyślał też o tych, którzy trafią na starsze stacje ładowania. Dzięki inteligentnemu systemowi sterowania, przy słupkach 400V bateria "dzieli się" wirtualnie na dwie części, co pozwala ładować każdą z nich z mocą do 175 kW. To genialne rozwiązanie, które eliminuje wąskie gardło infrastruktury. 
Ale to nie wszystko, bo EQS staje się też domowym powerbankiem. Dzięki funkcjom vehicle-to-grid (V2G) i vehicle-to-home (V2H), auto może zasilać wasz dom w godzinach szczytu cenowego lub oddawać energię do sieci.
Steer-by-wire: Pierwszy taki Mercedes w historii
Największą techniczną ciekawostką, która zmienia sposób, w jaki myślimy o prowadzeniu, jest technologia steer-by-wire. Mercedes jest pierwszym niemieckim producentem, który wprowadza to rozwiązanie do seryjnej produkcji. 
Pomiędzy kierownicą a kołami nie ma już fizycznego, mechanicznego drążka. Wszystko dzieje się za pomocą impulsów elektrycznych.
Dlaczego to ważne? Po pierwsze, eliminuje to wszelkie niepożądane wibracje przenoszone z nierównej nawierzchni. Po drugie, pozwala na niesamowitą elastyczność, bo system potrafi dynamicznie zmieniać przełożenie kierownicy. 
Na parkingu nie musicie już "kręcić młynka", by zawrócić tym ponad pięciometrowym kolosem, a przy autostradowych prędkościach auto staje się stabilne jak pociąg pancerny. Dodajcie do tego skrętna tylną oś (do 10 stopni), a okaże się, że nowy EQS jest zwrotniejszy niż kompaktowe auta miejskie.
MBUX Hyperscreen i sztuczna inteligencja MB.OS
Wnętrze Mercedesa EQS zawsze przypominało kokpit statku kosmicznego, ale teraz ten statek zyskał nowy "mózg". System operacyjny MB.OS to superkomputer zintegrowany z AI, który sprawia, że auto faktycznie rozumie pasażerów. 
Wirtualny asystent MBUX potrafi prowadzić złożone dialogi i uczy się twoich nawyków, czyli od temperatury w fotelu po ulubione stacje radiowe o danej porze dnia.
Standardem stał się MBUX Hyperscreen, czyli trzy ekrany ukryte pod jedną, ponad 55-calową taflą szkła. Nowością jest funkcja "Zero Layer", która sprawia, że najważniejsze ikony masz zawsze pod ręką, bez przeszukiwania menu. 
A jeśli podróżujesz z przodu jako pasażer, możesz oglądać Disney+ czy YouTube na swoim wyświetlaczu. Jeśli kierowca zacznie zerkać w twoją stronę, kamera to wykryje i natychmiast przyciemni ekran, by go nie rozpraszać. Bezpieczeństwo ponad wszystko.
Powrót stojącej gwiazdy i klimat "Welcome home"
Mercedes deklaruje, że wyciągnął wnioski z głosów krytyki. Chodzi o to, że EQS wygląda jak mydelniczka i w sumie... dalej tak trochę jest. Owszem, na maskę powróciła klasyczna, stojąca gwiazda, ale nie odczaruje to całej sylwetki, która jest za bardzo neutralna, ma za mało przetłoczeń i serio wymaga jednak czegoś więcej, niż lifting.
Z kolei w środku znajdziemy materiały najwyższej próby: drewno antracytowe o otwartych porach, tapicerkę z motywem liścia laurowego i nowość (jak w Klasie S), która może wydawać się gadżetem, ale jest genialna, czyli podgrzewane pasy bezpieczeństwa. 
Grzeją do 44°C, co pozwala szybciej ogrzać ciało w zimie bez konieczności marnowania energii na silne ogrzewanie całego wnętrza. O czystość powietrza dba gigantyczny filtr HEPA o objętości niemal 10 litrów, który wyłapuje 99,65 proc. cząsteczek. W zakorkowanym mieście to luksus, którego nie da się przecenić.
Ile kosztuje król elektryków?
Cena nowego Mercedesa EQS w Niemczech startuje od 94 403 euro (ok. 410 tys. zł), natomiast wersja dla klientów biznesowych to wydatek rzędu 79 330 euro netto. To kwoty niemałe, ale w segmencie luksusowym, gdzie liczy się technologia, zasięg i prestiż, EQS właśnie ustawił poprzeczkę na wysokości, której konkurencja może długo nie przeskoczyć.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/2e18ebf8915df15d7e47c6c8955523fa,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/2e18ebf8915df15d7e47c6c8955523fa,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Oto nowy Mercedes-Benz EQS</media:title></media:content></item>
		
	</channel>
</rss>
