<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" version="2.0" xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom">
	<channel>
		<title><![CDATA[naTemat.pl - KOBIETA]]></title>
		<description><![CDATA[Najnowsze artykuły i wpisy blogerów w kategorii KOBIETA w naTemat.pl]]></description>
		<link>https://natemat.pl/c/431,kobieta</link>
				<generator>natemat.pl</generator>
		<atom:link href="https://natemat.pl/rss/kategoria,431,kobieta" rel="self" type="application/rss+xml" />
		<atom:link rel="hub" href="https://pubsubhubbub.appspot.com/" xmlns="http://www.w3.org/2005/Atom" />
			<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/589700,zywioly-kobiet-14-edycja-kalendarza-artystycznego-gedeon-richter-polska</guid><link>https://natemat.pl/589700,zywioly-kobiet-14-edycja-kalendarza-artystycznego-gedeon-richter-polska</link><pubDate>Mon, 07 Apr 2025 09:26:33 +0200</pubDate><title>Sprawdź, jaką &quot;żywiołową&quot; kobietą jesteś. Z tym kalendarzem odbędziesz podróż po swoim wnętrzu</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/00d10e01f07771bad12d58ba3a68f39b,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Gedeon Richter od lat troszczy się o zdrowie kobiet. Tegoroczny Kalendarz Artystyczny to kolejny krok w tej misji. Tym razem firma zaprasza do wyjątkowej podróży przez kobiecą naturę, ukazaną symbolicznie przez pryzmat żywiołów. Każda z dwunastu kart kalendarza to okazja, by przyjrzeć się sobie z nowej perspektywy i odkryć, który z żywiołów drzemie właśnie w tobie.

Ogień, woda, ziemia i powietrze. Te cztery żywioły towarzyszą ludzkości, przekraczając granice epok, kultur i krajów. Często służą do analizy i wizualizacji najróżniejszych zjawisk i motywów. Można nimi idealnie zilustrować chociażby wielobarwność kobiet, co uczyniła firma Gedeon Richter Polska, która tak charakteryzuje kobiety-żywioły:
Kobieta Woda – emocjonalna, intuicyjna, empatyczna, łatwo dostosowująca się do otoczenia i innych ludzi, zmysłowa i kreatywna, mająca często artystyczną duszę, bardzo empatyczna, inspirująca i wspierająca.
Kobieta Ogień – pasjonująca, energetyczna, odważna, pełna entuzjazmu i zapału do działania, często skłonna do ryzyka, zdeterminowana w spełnianiu własnych marzeń i osiąganiu zamierzonych celów.
Kobieta Powietrze – komunikatywna, kreatywna, analityczna, mająca otwarty umysł, spoglądająca na sytuacje z różnych perspektyw, łatwo nawiązująca relacje, uważana za doskonałą rozmówczynię.
Kobieta Ziemia – stabilna, praktyczna, zmysłowa, godna zaufania i pomocna, ugruntowana, pragmatyczna, ceniąca sobie bezpieczeństwo oraz tradycję, często związana z naturą, wspierająca.

Jak widać, każdy z tych archetypów ma swoje unikalne wartości. Do którego Ty pasujesz? 
Bogactwo kobiecych osobowości warto wyrażać nie tylko słowami, ale także przemawiającymi do wyobraźni obrazami. To przekonanie podziela Gedeon Richter Polska, firma, która od lat skupia się na kobiecym zdrowiu. Specjalizuje się m.in. w terapiach hormonalnych, leczeniu niepłodności, menopauzy, mięśniaków macicy i innych schorzeń. Jednak poza samą produkcją leków firma angażuje się także w inicjatywy edukacyjne i wizerunkowe, które pomagają zwrócić uwagę na profilaktykę kobiecego zdrowia. Jednym z takich projektów jest tworzony od 14 lat Kalendarz Artystyczny.
14. edycja Kalendarza Artystycznego skupia się na kobiecych wcieleniach uosabiających żywioły. Limitowane wydawnictwo powstało pod okiem znakomitego grafika Andrzeja Pągowskiego, wieloletniego dyrektora artystycznego projektu. Na dwunastu kartach kalendarza znalazły się prace stworzone przez Andrzeja Pągowskiego oraz zaproszone przez niego artystki: Joannę Szumską i Renatę Magdę. Wspólnie przygotowali unikatową kolekcję dzieł, w której żywioły – odczytane przez pryzmat kobiecej siły, emocjonalności i wrażliwości – zyskały nową, artystyczną formę.
– Nasze żywioły są kobietami, pełnymi pasji, uroku, pewnymi siebie, niosącymi nadzieję i spełnienie – komentuje Andrzej Pągowski.
Dwanaście wyjątkowych prac, które tworzą tegoroczną edycję Kalendarza Artystycznego, ma wymiar nie tylko stricte artystyczny, ale także edukacyjny. Kalendarz powstał z myślą o wspieraniu świadomości w obszarze profilaktyki i zdrowia kobiet – bo piękno i siła kobiecości zasługują nie tylko na podziw, ale i realne wsparcie.
– To unikatowe wydawnictwo stanowi siłę samą w sobie. Jego misją od początku jest zwrócenie oczu na kobiety, w kontekście ich fundamentalnej roli we współczesnym świecie. Jako lider i ekspert w obszarze zdrowia kobiet, czujemy się zobowiązani, aby szerzyć świadomość na temat ich zdrowia i profilaktyki. Kalendarz Artystyczny trafia do ściśle określonej grupy odbiorców, w tym liderów opinii ze świata medycyny, farmacji czy decydentów. Naszym celem jest zwrócenie ich uwagi na konieczność troski o zdrowie kobiet i szukania rozwiązań ułatwiających im codzienne życie – wyjaśnia Dyrektor ds. Korporacyjnych i Relacji Zewnętrznych Gedeon Richter Polska Aneta Grzegorzewska, która jest jednocześnie sponsorem i mecenasem tego projektu.
– Sztuka jest wyjątkowo skutecznym nośnikiem treści edukacyjnych, szczególnie kiedy przybiera formę użytkową, a taki jest nasz kalendarz. Nie tylko inspiruje, ale także łączy edukację i piękno w praktycznym przekazie, który zwraca uwagę na to, co naprawdę ważne: zdrowie i codzienne wsparcie kobiet – dodaje Aneta Grzegorzewska.
Kalendarz Artystyczny Gedeon Richter to wydanie w edycji limitowanej, co oznacza, że jest niedostępne w sprzedaży. Z różnymi interpretacjami kobiecych żywiołów towarzyszących we wspólnej podróży przez dwanaście miesięcy, czyli kompletnym kalendarzem, możecie zapoznać się w wersji cyfrowej na oficjalnej stronie Gedeon Richter Polska.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/00d10e01f07771bad12d58ba3a68f39b,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/00d10e01f07771bad12d58ba3a68f39b,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Gedeon Richter Polska wydał 14. odsłonę Kalendarza Artystycznego. Tym razem projekt przedstawia kobiece wcielenia w roli żywiołów.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/592193,odkryj-magie-orientalnej-pielegnacji-z-nowa-linia-kosmetykow-thai-bali-spa</guid><link>https://natemat.pl/592193,odkryj-magie-orientalnej-pielegnacji-z-nowa-linia-kosmetykow-thai-bali-spa</link><pubDate>Fri, 07 Mar 2025 12:05:56 +0100</pubDate><title>Odkryj magię orientalnej pielęgnacji z nową linią kosmetyków Thai Bali Spa!</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/901274591553bef09f725ee401994c55,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Marzysz o chwili relaksu w zaciszu własnego domu, która przeniesie Cię prosto do egzotycznego spa? Poznaj nową linię kosmetyków Thai Bali Spa – inspirowaną orientalnymi rytuałami pielęgnacyjnymi, stworzonymi, by rozpieszczać Twoją skórę i zmysły.

Produkty z linii Orientalne Piękno łączą w sobie siłę naturalnych składników i nowoczesne formuły, które sprawią, że Twoja skóra będzie jedwabiście gładka, nawilżona i pełna blasku. Zamknij oczy, weź głęboki oddech i pozwól się otulić egzotycznym zapachem… Gotowa na podróż do krainy piękna?
Prebiotyczny jogurt do ciała o zapachu arbuza – soczysta eksplozja nawilżenia
Prebiotyczny jogurt do ciała o zniewalającym zapachu soczystego arbuza otula ciało ochronną warstwą, intensywnie nawilżając i wygładzając skórę. Dzięki prebiotykowi BIOLIN\P balsam wspiera naturalną regenerację i dba o mikrobiom, przywracając zdrowy, promienny wygląd. Pokochasz go nie tylko za dogłębne nawilżenie, wygładzenie i wzmocnienie bariery ochronnej, ale również za lekką i szybko wchłaniającą się formułę.
Orientalny jogurt do ciała o zapachu marakui – egzotyczna pielęgnacja w najlepszym wydaniu
Jogurt do ciała o energetyzującym zapachu soczystej marakui intensywnie nawilża, wygładza i ujędrnia oraz opóźnia procesy starzenia dzięki masłu Shea, kwasowi hialuronowemu i witaminie C. Zawarty w nim kompleks prebiotyczny BIOLIN\P wspomaga regenerację skóry, sprawiając, że staje się jedwabiście miękka i promienna. To idealny produkt do codziennej pielęgnacji.
Prebiotyczny jogurt do ciała o zapachu pomarańczy – rozkoszna dawka energii dla skóry
Moc orientalnego jogurtu o soczystym zapachu pomarańczy to przede wszystkim starannie dobrane składniki pochodzące z natury. Masło Shea, masło mango i komórki macierzyste z pomarańczy zapewniają głębokie nawilżenie i regenerację skóry, pozostawiając ją elastyczną i pełną blasku. Lekka konsystencja balsamu natychmiast się wchłania, a cytrusowy zapach dodaje energii i uczucia świeżości.
Orientalny peeling rozświetlający – sekret jedwabiście gładkiej skóry
Marzysz o miękkiej i pełnej zdrowego blasku skórze? Orientalny peeling rozświetlający to doskonałe rozwiązanie dla tych, którzy pragną skutecznego oczyszczenia i regeneracji w jednym. Jego naturalna formuła bazuje na drobnoziarnistych kryształkach cukru i soli, które delikatnie, ale efektywnie usuwają martwy naskórek, pozostawiając skórę gładką i odświeżoną.
Dzięki bogactwu olejów roślinnych – awokado, soi i orzechów makadamia – peeling głęboko nawilża i odżywia skórę, zapobiegając jej przesuszeniu. Dodatkowo złote drobinki subtelnie rozświetlają ciało, sprawiając, że wygląda ono zdrowo i promiennie już po pierwszym użyciu.
To doskonały wybór dla tych, którzy chcą zadbać o siebie z pomocą naturalnych składników. Stosuj regularnie, aby cieszyć się efektem gładkiej, elastycznej i pełnej blasku skóry, która zachwyca swoim wyglądem.
Lekki orientalny krem z olejem arganowym i proteinami mleka koziego – odżywienie na najwyższym poziomie
Lekki orientalny krem to niezbędnik w codziennej pielęgnacji każdej osoby pragnącej długotrwałego nawilżenia i ochrony skóry. Jego wyjątkowa formuła łączy odżywczą moc oleju arganowego z regenerującymi właściwościami protein mleka koziego, które wspomagają odbudowę naskórka i wzmacniają jego barierę ochronną.
Dzięki szybko wchłaniającej się konsystencji krem doskonale sprawdza się zarówno w porannej pielęgnacji, jak i jako baza pod makijaż – nie obciąża skóry, jednocześnie zapewniając uczucie komfortu przez cały dzień. Połączenie starannie dobranych składników sprawia, że skóra staje się miękka, jędrna i dogłębnie nawilżona.
Podaruj swojej skórze to, na co zasługuje!
Nowa linia kosmetyków od Thai Bali Spa to esencja orientalnej pielęgnacji zamknięta w
eleganckich opakowaniach. Sięgnij po kosmetyki, które otulą Twoje ciało zapachami
egzotycznych owoców i sprawią, że codzienna pielęgnacja stanie się prawdziwym rytuałem.
Sprawdź je już dziś i poczuj różnicę od pierwszego użycia! Wejdź na https://thaibalispa.pl/kosmetyki/, wybierz produkt idealny dla swoich potrzeb i odkryj w sobie Orientalne Piękno!
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/901274591553bef09f725ee401994c55,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.natemat.pl/901274591553bef09f725ee401994c55,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html"></media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/556223,dzien-mamy-2024-z-foreo-wyjatkowy-prezent-dla-wyjatkowej-kobiety</guid><link>https://natemat.pl/556223,dzien-mamy-2024-z-foreo-wyjatkowy-prezent-dla-wyjatkowej-kobiety</link><pubDate>Fri, 17 May 2024 16:07:04 +0200</pubDate><title>Dzień Mamy 2024 z FOREO: Wyjątkowy Prezent dla Wyjątkowej Kobiety!</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/f8959fea10fbfb7add74ee64b071d685,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Dzień Mamy to doskonała okazja, aby podziękować wyjątkowym Kobietom w naszym życiu - naszym ukochanym mamom. FOREO, światowy lider w dziedzinie beauty-tech, przypomina, jak ważne jest docenienie codziennej pracy tych niezastąpionych osób. To przecież Mamy nas wychowują, inspirują i uczą cennych lekcji dbania o siebie oraz życzliwości.

W najnowszej kampanii Legacy of Love, FOREO zaprasza do świętowania tego wyjątkowego dnia i niesamowitego połączenia córek z mamami poprzez moc pielęgnacji skóry. Ta kampania, skupiona na przekazywaniu wiedzy o pięknie z pokolenia na pokolenie, to doskonała okazja, aby celebrować tradycje i dzielić się wspomnieniami związanymi z pielęgnacją. A czy jest lepszy sposób na wyrażenie miłości do mamy, niż podarowanie jej produktów, które pomogą jej zadbać o siebie? 
FOREO oferuje nie tylko znakomite urządzenia, ale także niezapomniane doświadczenia, które ułatwią pielęgnację skóry i umożliwią wspólne chwile relaksu.
W tym Dniu Matki podaruj swojej mamie więcej niż tylko prezent - podaruj jej niezapomniane doświadczenie pielęgnacji. Z FOREO będzie ono naprawdę wyjątkowe.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/f8959fea10fbfb7add74ee64b071d685,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/f8959fea10fbfb7add74ee64b071d685,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html"></media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/545687,miedzynarodowy-dzien-kobiet-jak-celebruje-sie-go-w-roznych-czesciach-swiata</guid><link>https://natemat.pl/545687,miedzynarodowy-dzien-kobiet-jak-celebruje-sie-go-w-roznych-czesciach-swiata</link><pubDate>Fri, 08 Mar 2024 08:37:02 +0100</pubDate><title>Międzynarodowy Dzień Kobiet – jak celebruje się go w różnych częściach świata?</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/7a914ddc83559d71bdcf5adfcf2ceaf4,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Wielkimi krokami zbliża się Dzień Kobiet. W Polsce 8 marca kojarzy się głównie z tulipanami, goździkami i pudełkiem czekoladek, dlatego wszystkie panie mogą liczyć na miłe gesty. Ale jak obchodzą Dzień Kobiet Chinki, dlaczego Włoszki zaczynają świętować już tydzień wcześniej i dlaczego w Japonii wystawia się tego dnia lalki? Zapraszamy do lektury!

Historia powstania Dnia Kobiet ma związek z walką o prawa kobiet. Święto to zostało zapoczątkowane właśnie przez strajk kobiet w 1908 roku w Stanach Zjednoczonych. To właśnie tam w jednej z nowojorskich fabryk panie protestowały przeciwko ciężkiej pracy oraz brakowi równouprawnienia. W wyniku tych wydarzeń w 1910 roku oficjalnie ustanowiono Międzynarodowy Dzień Kobiet. Dziś Dzień Kobiet uznawany jest przez wszystkie kraje należące do Organizacji Narodów Zjednoczonych, a w tym roku obchodzimy jego 113 rocznicę! To doskonała okazja, aby przyjrzeć się temu, jak celebruje się ten dzień w różnych częściach świata!
Wielka Brytania – Woman’s Day
Co ciekawe, w Anglii Dzień Kobiet przypada na 8 kwietnia, a świętuje się go dopiero 2 dni później, czyli 10 kwietnia. W przeciwieństwie do Polski czy innych europejskich krajów, na wyspach wręczanie upominków czy kwiatów kobietom nie jest w modzie. Angielki, podobnie jak Amerykanki, organizują wydarzenia z kobietami w roli głównej. Ponadto odbywają się różnego rodzaju wystawy i wykłady o roli kobiet we współczesnym świecie, podczas których dyskutuje się o tym, co zrobić, by poprawić sytuację kobiet.
Chiny – 妇女节/ Fùnǚ jié
W Chinach Dzień Kobiet (Fùnǚ jié) świętowany jest z przytupem! 8 marca panowie obdarowują swoje mamy, żony i córki kwiatami i upominkami. A wszystkie kobiety ustawowo pracują tylko pół dnia! Wolne godziny mogą wykorzystać na zakupy, spotkania w restauracjach czy kinie. Co ciekawe, w niektórych rejonach Chin, a dokładnie w Guandong, w Dzień Kobiet mężczyźni organizują górskie wyprawy… w pełnym makijażu i butach na obcasach. A to wszystko specjalnie dla pań!
Włochy – La Festa Della Donna
Włoszki Dzień Kobiet, czyli La Festa Della Donna, zaczynają świętować już tydzień wcześniej. To właśnie wtedy na mieście zaczynają pojawiać się plakaty związane z tym dniem. 8 marca kobiety obdarowywane są gałązkami żółtej mimozy (wł. mimosa), która rośnie na początku marca (fiorisce all’inizio di marzo) i jest wtedy bardzo łatwo dostępna. We włoskich cukierniach serwuje się specjalne ciasto torta mimosa, które imituje kwiaty wręczane kobietom w ich święto. Te prawdziwe są trujące, dlatego nie ma szans, by wykorzystać je w kuchni.
Rumunia – Ziua Femeilor
Tutaj 8 marca świętuje się nie tylko Dzień Kobiet – Ziua Femeilor, ale i Dzień Matki – Ziua Mamei. W tym dniu dzieci wręczają upominki swoim mamom i babciom. Kobiety organizują również babskie spotkania w restauracjach i kawiarniach.
Niemcy – Frauentag
W Niemczech Frauentag, czyli Dzień Kobiet, świętuje się w różny sposób w zależności od landu. Przykładowo w Berlinie kobiety mają tego dnia wolne, bo święto to zostało oficjalnie zatwierdzone przez rząd jako państwowe! 8 marca organizowane są imprezy tematyczne czy liczne przemówienia, podczas których mówi się osiągnięciach kobiet i ich wkład w społeczeństwo.
Armenia – Կանանց տոն/ Kanants’ ton
W Armenii Dzień Kobiet świętuje się cały miesiąc! Rozpoczyna się 8 marca, a kończy dniem macierzyństwa przypadającym 7 kwietnia. Z tej okazji ulice dekorowane są balonami, a w miastach odbywają się liczne tematyczne imprezy. Nie wszyscy jednak zgadzają się z tak hucznym świętowaniem Dnia Kobiet z uwagi na to, że na co dzień prawa kobiet nie są respektowane.
Japonia – Hina-Matsuri
W kraju kwitnącej wiśni Dzień Kobiet obchodzony jest wcześniej, 3 marca pod nazwą Hina-Matsuri, co w dosłownym tłumaczeniu oznacza święto lalek lub dziewcząt. W tym dniu rodziny, w której są dziewczynki, wystawiają specjalny zestaw lalek hina-ningyō z uosobieniem cesarzowej czy dam dworu. Po trzech dniach po święcie kobiet lalki muszą być schowane, w przeciwnym razie mogą przyczynić się do staropanieństwa dziewczynki. Dzień Kobiet przypada w sezonie kwitnienia brzoskwiń, dlatego bywa też nazywany świętem brzoskwiń, czyli Momo-no Sekku.
Jak się okazuje, Dzień Kobiet przyjął się w różnych formach niemal na całym świecie. Mamy nadzieję, że artykuł zainspirował Cię do odkrywania innych ciekawostek związanych z kulturami na całym świecie. Więcej informacji na temat świętowania Dnia Kobiet na całym świecie znajdziesz na blogu Preply. Jeśli chcesz poszerzać swoją wiedzę, zdecyduj się na naukę języków obcych! To jedna z najlepszych inwestycji na przyszłość. Sprawdź kursy w Preply. Ucz się, jak lubisz i mów, co myślisz w każdym języku!
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/7a914ddc83559d71bdcf5adfcf2ceaf4,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/7a914ddc83559d71bdcf5adfcf2ceaf4,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html"></media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/540581,kim-jest-kobieta-dojrzala-czas-zmienic-jej-postrzeganie-w-spoleczenstwie</guid><link>https://natemat.pl/540581,kim-jest-kobieta-dojrzala-czas-zmienic-jej-postrzeganie-w-spoleczenstwie</link><pubDate>Tue, 27 Feb 2024 15:04:11 +0100</pubDate><title>Na dojrzałość kobiet patrzymy stereotypowo. W rzeczywistości umyka nam coś bardzo ważnego</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/060a860e6e7e7217afdeda21e5091de1,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />"Wiek jest kwestią decyzji", jak mawiał Adam Hanuszkiewicz. Warto pamiętać te słowa, gdyż zazwyczaj na temat dojrzałości patrzymy stereotypowo. I to zarówno w odniesieniu do kobiet, jak i mężczyzn. Często bowiem umyka nam coś bardzo ważnego. Mimo najlepszych intencji okazuje się, że myślimy bardzo stereotypowo.

"Kobieta dojrzała" to przecież nie tylko pani w sile wieku, czyli po umownej 40-tce. To przede wszystkim osoba samodzielna finansowo i emocjonalnie, także zadbana i ciekawa świata. Gotowa na zmiany i nowe wyzwania. O silnym charakterze i zintegrowana wewnętrznie. Dziś kobiety dojrzałe śmiało sięgają po to co dla nich najlepsze. Czerpią garściami ze swoich doświadczeń. Nie wstydzą się porażek. W istocie ani wiek, ani liczba zer na koncie, ani wygląd nie są dla nich najważniejsze. 
Taka kobieta może wreszcie poświęcić swój czas bliskim, lub skupić się na sobie i żyć pełnią życia. Bez wyrzutów sumienia. I co ważne, nie ograniczając się w swoim myśleniu do potrzeb dnia codziennego. Jej cele życiowe mogą dotyczyć dosłownie wszystkiego. 
Dojrzałość nie jest immanentnie związana z wiekiem. Gdy mówimy o "człowieku dojrzałym" mamy raczej na myśli jego rozwój emocjonalny, sposób myślenia i zachowania w społeczeństwie. Dlaczego więc kobieta dojrzała miałaby być utożsamiana z określoną granicą wieku? Dziś nie ma ku temu najmniejszych powodów.
Wiek nie jest także gwarancją dojrzałości. Są ludzie starsi, którym z powodu ich wewnętrznej niedojrzałości nie powierzylibyśmy nawet podlewania kwiatów przez weekend. Ale są i ludzie młodsi, którzy imponują nam rozwagą i odpowiedzialnością za siebie i innych. I to do nich idziemy po wsparcie i rady. Dojrzałość więc oznacza także mądrość. Możemy jej nabywać z wiekiem, ale droga do osiągnięcia świadomej wiedzy o życiu bywa różna. Po prostu bywa, że ludzie młodzi szybciej docierają do miejsca, gdzie powinni być ich starsi koledzy i koleżanki po fachu. Różni ich tempo tej podróży.
Dojrzała kobieta jest więc dziś osobą mądrą i silną wewnętrznie. Rozumie siebie, dobrze zna swoje miejsca w świecie, panuje nad relacjami. Zna swoje mocne i słabe strony. Jest świadoma swoich uczuć, wartości i pragnień – te słowa Małgorzaty Chełkowskiej, współzałożycielki marki Yonelle, idealnie naświetlają "mental" kobiecej dojrzałości.
Powyższy cytat, a konkretniej jego fragment odwołujący się do pragnień, można też potraktować jako punkt wyjścia do obalenia kolejnego mitu dotyczącego kobiet dojrzałych. Mowa tu o osobistym spełnieniu utożsamianym z sukcesami w życiu zawodowym i/lub rodzinnym. Tymczasem harmonia tych dwóch sfer życia jest praktycznie niemożliwa do spełnienia. Nie trzeba (choć można) być przebojową bizneswoman czy szczęśliwą żoną z gromadką odchowanych dzieci, by mienić się dojrzałą i spełnioną kobietą.
Kobieta dojrzała ma odwagę spełniać swoje marzenia, brać sprawy w swoje ręce, wychodzić ze strefy komfortu i nie bać się zmian. Jest niezależna finansowo, emocjonalnie, ale także intelektualnie. Sama wie, czego chce tu i teraz, jak i w przyszłości. I co najważniejsze, nie stara się dopasować do jakiegoś wzorca.
To, że postrzegamy kobiety dojrzałe według pewnego schematu to zasługa i wpływ reklamy i kolorowych czasopism, kreujących określony model życia. Choć oczywiście w przestrzeni medialnej możemy spotkać się też z pozytywnymi przykładami budowania świadomości o kobiecej dojrzałości, takimi jak np. projekt "Damy YONELLE", który podkreśla, że każda kobieta ma jej własną definicję, co pozwala paniom pięknie się różnić.
Celebrujący wielowymiarową kobiecość projekt wystartował z okazji 10. urodzin Yonelle. Polska marka kosmetyków luksusowych zaprosiła panie do kolorowego, pełnego emocji świata, gdzie każda kobieta jest bohaterką swojej własnej historii. Ta metaforyczna podróż ma być przyczynkiem do poważnej rozmowy nad społeczną rolą kobiet dojrzałych, których potrzeby marka Yonelle stawia w centrum od samego początku swego istnienia.
W dyskusji o kobiecie dojrzałej warto zastanowić się nad słowami Krystyny Kofty, autorki obrazu literackiego "Damy YONELLE" namalowanego specjalnie dla polskiej marki. Jak przekonuje artystka, dojrzała kobieta stara się być czuła nie tylko dla innych, ale także dla siebie.
W definicji kobiecej dojrzałości można więc zawrzeć nie tylko umowne granice wiekowe i różnorodność celów, ale przede wszystkim troskę o własne szeroko rozumiane potrzeby. Wyrażają ją zamieszczone na obrazie Krystyny Kofty niektóre cytaty takie jak np. "Partnerem damy jest król", "Forma jest ważna. Treść jest ważniejsza" czy "Dama jest tajemnicą. Nawet dla siebie."
Wreszcie nie sposób też oddać się rozważaniom nad społecznym wizerunkiem kobiety dojrzałej bez wątku kanonu piękna. Wyglądać jak z żurnala i ciągle się uśmiechać? To kolejny mit. Kobieta dojrzała troszczy się o piękno zewnętrzne, ale nie po to, by komuś coś udowadniać i chronić się przed krytycznymi opiniami, ale by wcielać w życie sentencję "w zdrowym ciele zdrowy duch". W tym sensie pielęgnacja skóry, dieta i aktywność fizyczna służą celom wyższym – zdrowiu i lepszemu samopoczuciu.
– Jeśli będziesz pielęgnować w sobie głód życia, ciekawość jutra, ludzką przyjaźń, nigdy się nie zestarzejesz. Ale będziesz dojrzała. Coraz bardziej. A więc mądra coraz bardziej. Wystarczająco, by wiedzieć, czego chcesz od życia, co jest najważniejsze i jak to osiągnąć. Wystarczająco też, by wiedzieć, gdzie są największe pułapki – rady Jolanty Zwolińskiej, drugiej z założycielek Yonelle, warto zapamiętać, bo są jako drogowskaz do kobiecej dojrzałości pojmowanej w... no właśnie DOJRZAŁY sposób.
Przekonanie, że o dojrzałości kobiety świadczy nie tyle jej zaczynający się od konkretnej liczby wiek, pełna sukcesów kariera zawodowa, idealne życie rodzinne czy godna pozazdroszczenia uroda, ile jej świadomość wyborów, celów i emocji, powinno się upowszechniać. I tak się dzieje. Jednak jeśli zależy nam, by rzeczywiście kształtować u kobiet poczucie własnej wartości, a nie powodować w nich frustrację z powodu niespełnienia wyidealizowanych wymogów dojrzałości, to czas z nią przyspieszyć.
Towarzyszką w przebyciu drogi ku tej potrzebnej zmianie może być skierowana do kobiet dojrzałych marka Yonelle, za którą stoją wiedza, doświadczenie i wrażliwość na oczekiwania oraz potrzeby współczesnych klientek. 
Akcja przeprowadzona przez markę kosmetyczną w social mediach ujawniła, jak bardzo ten temat jest dla kobiet ważny. W sieci powstało wiele definicji dojrzałości. Kobiety chętnie i odważnie mówiły o swoich świadomych pragnieniach i tęsknotach. 
Luksusowy brand kosmetyków, który oczarował Polki niezwykle kobiecymi, pięknymi opakowaniami ukrytymi w satynowych woreczkach, eleganckimi zapachami i wyszukanymi konsystencjami, powołały do życia w 2013 roku biolog Jolanta Zwolińska i doktor nauk chemicznych Małgorzata Chełkowska.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/060a860e6e7e7217afdeda21e5091de1,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.natemat.pl/060a860e6e7e7217afdeda21e5091de1,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">Wybrane cytaty z obrazu literackiego &quot;Damy YONELLE&quot;.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/478967,kino-na-obcasach-ponownie-w-multikino-cykl-rozpocznie-film-skolowani</guid><link>https://natemat.pl/478967,kino-na-obcasach-ponownie-w-multikino-cykl-rozpocznie-film-skolowani</link><pubDate>Tue, 04 Apr 2023 10:08:01 +0200</pubDate><title>Świetny sposób na spędzenie czasu m.in. z przyjaciółkami. Powraca &quot;Kino na Obcasach&quot;</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/65d68ab242c00e562094691ce55d55af,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Masz ochotę na wieczorne wyjście z przyjaciółkami, koleżankami z pracy czy członkiniami rodziny? A jednocześnie szukasz na tyle interesującego powodu, by planowane spotkanie miało niecodzienną oprawę? Już w kwietniu pojawi się taka okazja. Do sieci Multikino powraca bowiem "Kino na Obcasach", dedykowany kobietom cykl filmowy z przedpremierami, specjalnymi atrakcjami i superprezentami.

Skierowane do pań cykliczne projekcje filmowe w kinach działających pod szyldem Multikino rozpoczną się wydarzeniami zaplanowanymi w różnych miastach na 12 kwietnia 2023 roku. Następnie projekt będzie powtarzany co miesiąc, w jeden wyznaczony dzień. Cel – aktywny wypoczynek w kinie, połączony z poznawaniem nowych ludzi, refleksjami na temat ważnych dla kobiet kwestii i lifestylowymi eventami.
Tym razem cykl zapraszający kobiety na spędzenie wolnego wieczoru w kinie w towarzystwie innych pań rozpocznie się przedpremierowym pokazem filmu "Skołowani". Komedia pozytywnie romantyczna opowiada losy Maksa, niepoprawnego kobieciarza i notorycznego kłamcy. Wzięty za osobę z niepełnosprawnością przez atrakcyjną Annę, postanawia kontynuować maskaradę. Ta przedstawia go jednak swojej starszej siostrze, Julii, która naprawdę porusza się na wózku. Niespodziewanie obojga zaczyna łączyć coś więcej.

                    
                W roli Julii występuje Agnieszka Grochowska i to właśnie ze znaną polską aktorką zostanie wyświetlona rozmowa na wielkim ekranie przed seansem filmowym. W wywiadzie, który przeprowadziły Joanna Olekszyk i Zofia Fabjanowska, redaktorki miesięcznika "Zwierciadło", opowie ona o kulisach powstania filmu, wpływie pracy na planie na jej codzienność i zmianach w podejściu do życia.
Poza introdukcją z udziałem gwiazdy "Skołowanych" i pierwszym filmem, który uczestniczki cyklu zobaczą przedpremierowo na dużym ekranie, organizatorzy kwietniowych wydarzeń "Kina na Obcasach" przyszykowali wraz ze sponsorami prezenty dla widzek. Upominki będą wręczane na sali kinowej jako tzw. "gift packi", czyli pakiety prezentowe złożone z produktów, bonów, voucherów czy innych dodatków.
W przygotowanych zestawach z prezentami na wszystkie uczestniczki seansu czekają m.in.: produkty marki Ziaja z linii słony karmel, bony o wartości 50 zł na zakupy w sklepach Modivo, bony o wartości 50 zł na zakupy w sklepach e-obuwie, bony rabatowe 10 proc. od HP na zakup laptopów z rodziny Envy i Spectre w sklepach Euro RTV AGD, półroczna prenumerata miesięcznika "Zwierciadło", miesięczny dostęp do aplikacji Storytel, vouchery o wartości 230 zł do Depil Concept, bony rabatowe od firmy Ania Kruk, suplementy diety Laboteq oraz suplementy diety Hydrominum.

                    
                Pierwsze w 2023 roku "Kino na Obcasach" odbędzie się 12 kwietnia o godz. 19.00 w Multikinie: Poznań Stary Browar, Szczecin, Warszawa Złote Tarasy, Warszawa Młociny Kraków, Gdańsk, Bydgoszcz, Wrocław Pasaż Grunwaldzki, Kielce, Katowice, Olsztyn, Leszno, Głogów, Zabrze, Rybnik, Elbląg, Tychy Gemini. Kolejne wydarzenie w ramach tegorocznego cyklu filmowego dla kobiet zostało wyznaczone na 15 maja.
Tego dnia przedpremierowo pokazana zostanie uczestniczkom "Kina na Obcasach" komedia pozytywnie  romantyczna z elementami dramatu – "Miłość na nowo". Po stracie narzeczonego Mira Ray (Priyanka Chopra) wysyła terapeutycznie serię romantycznych SMS-ów na jego stary numer telefonu. Odbiera je nowy właściciel numeru, dziennikarz Rob Burns (Sam Heughan), który postanawia znaleźć sposób na spotkanie z Mirą...
Bilety na kwietniowe wydarzenia kobiecego cyklu ruszającego w tym roku można już nabyć na trzy sposoby: stacjonarnie w kasach kin lub zdalnie na stronie internetowej www.multikino.pl albo w aplikacji mobilnej Multikino VUE.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/65d68ab242c00e562094691ce55d55af,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/65d68ab242c00e562094691ce55d55af,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Do sieci Multikino powraca &quot;Kino na Obcasach&quot;. Dedykowany kobietom cykl filmowy z przedpremierami, specjalnymi atrakcjami i superprezentami rozpocznie się pokazem filmu &quot;Skołowani&quot; w dniu 12 kwietnia 2023 roku w różnych miastach.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/476777,golenie-twarzy-przez-kobiety-urodowy-trend-podzielil-internautow</guid><link>https://natemat.pl/476777,golenie-twarzy-przez-kobiety-urodowy-trend-podzielil-internautow</link><pubDate>Wed, 22 Mar 2023 13:21:52 +0100</pubDate><title>Kobiety też golą twarz. Gdy dowiesz się dlaczego, sama spróbujesz</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/c96419d5df686f1bef1ec7a33dec5c90,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Hasło "kobiety golą twarz" wywołuje kontrowersje. Jednym kojarzy się wręcz z cyrkowym obrazem "kobiety z brodą",  która przed lustrem stoi z brzytwą i pianką do golenia, dla innych to po prostu zwykły urodowy zabieg niczym nieróżniący się od depilacji brwi. Tak, kobiety zaczęły golić twarz i nie chodzi tu o depilację wąsika, a o skrupulatne pozbycie się włosów z całej twarzy. Po co? I jak? Wyjaśnijmy.

Golenie twarzy to trend, który w kręgach urodowych pojawił się już kilka lat temu
Dzięki TikTokowi jest teraz znany szerszej publice
Ma przynieść spektakularne efekty urodowe

Golenie twarzy urodowym trendem kobiet
Pierwszy raz filmiki dotyczące golenia twarzy zaczęły pojawiać się na zagranicznym TikToku w okolicach 2018 roku. Pisząc "golenie twarzy" nie mam jednak na myśli depilacji wąsika, którą stosować mogły nawet nasze mamy czy babcie, jeśli obdarzone były ciemniejszymi włosami w okolicach ust.
Golenie twarzy oznacza dosłownie pozbawienie się owłosienia z całej twarzy przy pomocy maszynki – zwykłej lub specjalnie do tego przeznaczonej. Większość dziewczyn stosująca ten trend wcale nie ma problemu z nadmiernym owłosieniem, chcą pozbyć się puszku, który każda kobieta ma na twarzy w większym lub mniejszym stopniu.
Warto jednak podkreślić, że depilacja zawsze powinna być kwestią wyboru i to nawet gdy dotyczy kobiecych pach czy nóg. Tym bardziej meszek czy włoski na twarzy są całkowicie normalne i nie powinnyśmy czuć presji na usuwanie ich w imię idealnej gładkości – żadna z nas naturalnie nie jest pozbawiona włosów.
Każda ciekawska czy urodomaniaczka może jednak trend przetestować, a jest on naprawdę popularny, bo dla wielu dziewczyn stał się stałym elementem skincare, jak stosowanie kremu nawilżającego czy demakijaż. Jego zwolenniczki twierdzą, że ma same plusy, ale faktem jest, że wykonywany w nieodpowiedni sposób może naszej cerze także zaszkodzić.
Efekty golenia twarzy
Na jakie efekty golenia twarzy możemy liczyć? Przede wszystkim golenie działa jak peeling, który delikatnie złuszcza martwy naskórek. Działa jednak jak peeling mechaniczny, czyli taki, który może naszą skórę podrażnić, jeśli wykonamy go zbyt mocno lub będziemy wykonywać zbyt często. 
Usuwanie zrogowaciałego naskórka w odpowiedni sposób ma jednak duże plusy – skóra staje się gładka, napięta, miła w dotyku, lepiej wchłania kosmetyki. Niektórzy dermatolodzy twierdzą, że golenie twarzy może minimalnie pobudzić produkcję kolagenu. 
Przede wszystkim jednak cera odświeżona w ten sposób ma być bardziej podatna na wszelkie nakładane na nią kosmetyki pielęgnacyjne. Najlepiej po wykonaniu zabiegu nałożyć na twarz odżywiającą maskę, by ta miała szansę wchłonąć się jak najlepiej.
Drugim, równie ważnym dla wielu urodomaniaczek powodem, by golić twarz, jest lepsze wtapianie się w skórę podkładu i wszelkich mokrych produktów makijażowych. Mają one lepiej "osiadać" na twarzy i pozostawiać ją gładką. Na pewno choć raz widziałyście zdjęcia pomalowanej twarzy w naturalnym świetle, gdy puder osiadał nie tyle na twarzy, co na puszku na niej. Tego efektu kobiety golące twarz chcą uniknąć.
Pragną mokrego wykończenia makijażu, które może zapewnić właśnie zestaw ogolona twarz + mocne kosmetyczne nawilżenie + makijaż mokrymi produktami (rozświetlacz, nierzadko z efektem glow). Poza tym zwolenniczki golenia twarzy wskazują, że ta jest po goleniu czystsza i pozbycie się włosków ograniczyło powstawanie zaskórników – to jednak tylko teoria, której dermatolodzy nie potwierdzają.
Jak golić twarz?
Przede wszystkim nie stosować dzień wcześniej żadnego peelingu, nie wyciskać pryszczy czy zaskórników – cera powinna być zdrowa, bez podrażnień. Po drugie, twarz golimy raczej na mokro. Najpierw ją myjemy, a potem nakładamy poślizg – ale nie piankę do golenia. Najlepiej żel aloesowy, bo to produkt nawilżający i łagodzący podrażnienia. 
Czym golić twarz? Specjalną maszynkę do golenia twarzy można kupić na Allegro czy w niektórych drogeriach kosmetycznych. Twarz golimy bardzo krótkimi ruchami i powoli. Skupiamy się na każdym centymetrze twarzy, dbając by w czasie przejeżdżania po niej maszynką, cera pozostała napięta.
Na co uważać w trakcie? Omijać zmiany trądzikowe, szczególnie stany zapalne. Poza tym, robić to ostrożnie, raczej ruchem "skrobiącym" niż szybkimi i długimi ruchami. Oczywiście omijajmy okolice oczu, ust czy brwi, by przypadkiem nie wydepilować ich w chaotyczny sposób.
Wymienione narzędzia, czyli nożyk do golenia twarzy i trymer, są polecane początkującym. Pozwalają na sprawne usunięcie włosków oraz minimalizują ryzyko zacięcia. Niektóre kobiety korzystają jednak ze standardowej maszynki.
Po zabiegu warto twarz przemyć wodą z delikatnym żelem myjącym lub tylko chłodną wodą. Nałożyć tonik (bez alkoholu, jak i każdy nakładany potem produkt), serum, krem lub odżywczą maskę. Koniec! Teraz możemy cieszyć się skórą gładką, podatną na pielęgnację i lepiej "przyjmującą" makijaż. W teorii. Bo golenie twarzy może mieć także minusy.
Golenie twarzy – podrażnienia
Faktem jest jednak, że golenie twarzy może spowodować podrażnienia. Osoby, które zmagają się z trądzikiem, mogą właściwie zapomnieć o tej formie pielęgnacji. Dotykając maszynką stanów zapalnych, mogą roznieść bakterie po całej twarzy. Dlatego osoby  z trądzikiem powinny zrezygnować z golenia twarzy lub wykonywać to miejscowo tam, gdzie akurat nie mają skórnych problemów.
Golenie twarzy nie jest także sposobem na pozbycie się włosów, których ponadnaturalny przyrost spowodowany jest np. hormonalnymi zmianami, ponieważ włoski będą odrastać. Mitem jest mówienie, że golony włos wyrasta grubszy czy ciemniejszy niż początkowo. Jednak dopiero gdy ogolimy włosy, zauważymy, jak szybko one odrastają. Jeśli potrzebujesz permanentnego usunięcia mocnych włosów, lepiej postaw na depilację gorącym woskiem lub laserowe usuwania owłosienia – jeśli tylko chcesz! Włosy są naturalną formą ochronnej bariery skóry i nie są powodem do wstydu u kobiet.


]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/c96419d5df686f1bef1ec7a33dec5c90,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/c96419d5df686f1bef1ec7a33dec5c90,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Golenie twarzy przez kobiety. Urodowy trend podzielił internautów</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/476486,simp-co-to-znaczy-to-mezczyzna-sluzacy-kobietom-mezczyzni-go-nienawidza</guid><link>https://natemat.pl/476486,simp-co-to-znaczy-to-mezczyzna-sluzacy-kobietom-mezczyzni-go-nienawidza</link><pubDate>Tue, 21 Mar 2023 17:34:25 +0100</pubDate><title>Kim jest &quot;simp&quot;? Książe na białym koniu, dopóki nie powiesz mu &quot;nie&quot;</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/2ee5e3e1dc8473fa6a61f7cc8aa81b32,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />O "simpowaniu" do kogoś możecie usłyszeć zarówno na korytarzu w szkole podstawowej, jak i na youtubowym kanale męskiego (i toksycznego) samca Alfa, ale także w ogólnym obiektywnym przekazie. Jedno jest pewne – "simp" oznacza pewien model mężczyzny znienawidzony przez facetów nazywających się prawdziwymi mężczyznami. Dlaczego? Bo ponad siebie stawia kobiety. To ktoś więcej niż pantoflarz. Z drugiej strony znajdą się kobiety, które utrzymują, że lubią "simpowatych" facetów. Gdzie kończy się definicja "simpa"?

W ogólnym rozumieniu "simp" to termin, który określa mężczyznę, wykazującego służalczą postawę wobec kobiety
SIMP to skrót od "Somebody Idolizes Mediocre Pussy", czyli ktoś idealizujący przeciętne laski
Samo słowo ma nie tylko pejoratywne nacechowanie, ale stosowane jest głównie przez osoby o poglądach mizoginistycznych, dla których "simp" to czasem po prostu mężczyzna szanujący zdanie kobiet

SIMP – słowo tak obraźliwe, że zakazane?
Zanim wyjaśnimy, kim jest "simp" warto byłoby prześledzić genezę tego słowa. Dla przeciętnego użytkownika internetu to właśnie sieć była miejscem, gdzie z tym słowem spotkał się po raz pierwszy, bo słowo "simp" zaczęło być masowo używane na Twitch'u.
Odnosiło się ono do mężczyzn wpłacających pieniądze streamującym dziewczynom. Twórczyniom, które zazwyczaj na swoich filmach zajmowały się dość powierzchownymi czynnościami – treści miewały podłoże seksualne, ale mógł to być ASMR, gry czy po prostu chat z odbiorcami.
Nierzadko faceci nazywani "simpami" gotowi byli kupić zużyte majtki, skarpetki czy wodę po kąpieli twórczyń, które oglądali. Jednak nie wtedy "simp" powstał, było to już użycie gotowego znaczenia. A znaczenie słowo to zyskało latach 90., gdy pojawiało się w hiphopowych utworach amerykańskich raperów.
Słowo "simp" było przeciwieństwem "pimpa", a "pimp" oznaczało... alfonsa. "Pimp" kontrolował prostytutki i szukał im klientów, a więc kobietami zarządzał i nad nimi dominował. "Simp" w tej nomenklaturze ma pozycję odwrotną – jest kontrolowany przez kobietę i nierzadko wykorzystywany przez nią finansowo.

Słowo "simp" jest seksistowskie względem... kobiet i mężczyzn
SIMP to właściwie skrót od Sucker Idolizing Mediocre Pussy, czyli w ocenzurowanym tłumaczeniu na polski "frajer wielbiący przeciętne laski". Przyznajecie, że zajeżdża to seksizmem i to zarówno w stronę wielbiciela, jak i wielbionej.
W internetowych słownikach i YouTube'owych filmikach mężczyźni, którzy próbują odbudowywać wzór "prawdziwej męskości" wyjaśniają, że "simpa" charakteryzuje przede wszystkim służalcza postawa wobec kobiety. 
Czy polski odpowiednik pantofel wyjaśnia, kim jest "simp"? Nie, bo określamy kogoś pantoflarzem poprzez jego postawę wobec swojej kobiety. "Simp" natomiast żadnej kobiety nie ma i to określa jego tożsamość. I to, w jaki sposób stara się ją zdobyć – poprzez podlizywanie się, uleganie kobiecie, utratę własnego zdania, robienie drogich prezentów i dawanie jej pieniędzy, by zdobyć jej sympatię i w końcu doprowadzić do seksu.
Słowo "simp" ma wydźwięk pejoratywny, używają go mężczyźni, by upokorzyć i poniżyć innych mężczyzn. Jeden z internetowych twórców z kanału "Nie wiem, ale się dowiem" wyjaśnia bardzo krytycznie zjawisko bycia "simpem".
"Simp" uznaje, że zdobycie partnerki jest więc wartością nadrzędną i wartą tego, by poświęcić na nią maksimum starań, pieniędzy i czasu.
Cechy, którymi charakteryzuje się "simp":
służalczość wobec kobiety, którą chce zdobyć,
traktowanie jej jak bóstwo,
gotowość do bycia poniżanym i upokarzaniem, byleby zdobyć sympatię kobiety,
udawanie przyjaźni, by jak najbardziej zbliżyć się do kobiety,
ukrywanie dążenia do seksu i prawdziwych intencji,
kupowanie drogich prezentów,
brak własnego zdania,
dostosowywanie się do opinii kobiety, by zaplusować,
fantazjowanie o seksualnej relacji z kobietą, u której nie mają szans,
usługiwanie kobietom staje się dla niego równoznaczne z byciem dobrym człowiekiem,
pomaganie kobiecie w opresji, nawet jeśli wie, że nie przyniesie to żadnych korzyści,
stawanie po stronie kobiet w ich obronie, nawet jeśli wie, że mogą być winne,
"simp" kieruje się techniką "błagam, zauważ mnie",
"simp" często sam demaskuje swoją podległość wobec kobiety, o której względy się stara – zdarza mu się sugerować lub mówić wprost, że nie jest wystarczająco przystojny, bogaty czy ciekawy, by ją zdobyć, ale nadrobi to swoim zachowaniem,
"simp" w słowniku inceli często ukazywany jest przez obraz psa, który czeka na rozkaz swojej pani,
"simp" jest całkowicie dostępny w stosunku do kobiet, więc sprawia wrażenie zdesperowanego

Uważaj na to, kto nazwie cię "simpem"
Hasło wpisuje się też w seksistowski i mizoginistyczny paradygmat, w którym kobiety powinny być traktowane ostro, a uleganie ich potrzebom, zwłaszcza emocjonalnym, traktowane jest jako przejaw słabości. Dlatego uważaj na to, kto nazwie cię "simpem".
Jeśli kobieta – to zdecydowanie obraza. Jeśli incel – to może właściwie oznaczać komplement równoznaczny z byciem feministą czy równościowym facetem. 
Słowo "simp" faktycznie jest negatywne, ale przede wszystkim w negatywnym kontekście oceniane jest przez seksistów, mizoginów, inceli. Zaczęli tak określać każdego mężczyznę, który nie traktuje kobiet przedmiotowo, a także tego, który broni praw kobiet, by niejako podkreślać, że jest zdrajcą wobec swojej płci.
"W przeciwieństwie do kobiet mężczyźni zaniżają swoje standardy, aż nie trafią na kogoś w swojej lidze" – twierdzi internetowy twórca, czym zakrzywia rzeczywistość, bo zdecydowanie nie jest to zależne wyłącznie od płci. Dalej jednak wskazuje na wyraźną różnicę między byciem gentlemanem a byciem "simpem". Jaką? "Gentleman po otworzeniu drzwi kobiecie wróci do swojego życia. 'Simp' takiego życia nie ma" – wyjaśnia
Skąd się wzięła "simpowatość"? 
Przede wszystkim "simpowatość" nie jest żadnym spektrum, jednostką chorobową ani typem osobowości. To po prostu nazwa pewnego typu mężczyzn stworzona przez innych mężczyzn na podstawie ich zaobserwowanego zachowania.
Można jedynie dociekać, dlaczego ktoś stawia potrzeby innej osoby ponad swoje własne (jeśli taką dość neutralną i nieoceniającą definicję "simpowatości" przyjmiemy). Wtedy można by odwołać się do jego wcześniejszych relacji np. kontaktu z rodzicami.
Zgodnie z tą teorią, jeśli chłopiec za dziecka musiał szukać uznania u rodziców, którzy pokazywali mu, że bez spełnienia ich wszystkich wymagań nie będzie wart ich miłości, wyrasta na mężczyznę, który uważa, że musi zarobić na uznanie kobiet poprzez nieustanne starania, okraszone pieniędzmi.
Mówi się jednak, że "simpa" pozna się nie tylko po jego zachowaniu w trakcie starania się o kobietę, a raczej po tym, jak zachowa się, gdy zostanie odrzucony. Przypomnijmy, że wkładał on 100 proc. energii w próby zdobycia danej kobiety, wierząc, że im bardziej będzie o nią prosił, tym pewniejsze, że wreszcie ją zdobędzie.
Gdy dosadnie usłyszy słowo "nie" zaleje go frustracja, którą przeniesie na kobietę, która według niego jest mu teraz coś winna. "Simp" może powiedzieć, że został wykorzystany lub zasugerować, że po tak drugich staraniach należy mu się nagroda. I z "nice guy'a" zamieni się w bardzo niemiłego gościa.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/2ee5e3e1dc8473fa6a61f7cc8aa81b32,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/2ee5e3e1dc8473fa6a61f7cc8aa81b32,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Simp – co to znaczy? To mężczyzna służący kobietom, mężczyźni go nienawidzą</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/474869,10-kosmetykow-z-action-za-10-zl-najtansze-i-najlepsze-kosmetyki-z-action</guid><link>https://natemat.pl/474869,10-kosmetykow-z-action-za-10-zl-najtansze-i-najlepsze-kosmetyki-z-action</link><pubDate>Mon, 20 Mar 2023 13:12:44 +0100</pubDate><title>Oto dziesięć kosmetyków z Action za mniej niż 10 złotych. Nie dość, że są tanie, to jeszcze dobre</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/bd242ed29a11a466a6c771f06046c073,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Inflacja nie oszczędza nikogo, a portfele kobiet bywają o wiele cieńsze po jednej wizycie w drogerii kosmetycznej. O produktach za mniej niż 10 czy 20 złotych można właściwie pomarzyć, dopóki nie odwiedzi się sklepów typu Action. Tam okazuje się, że istnieją jeszcze kosmetyczne perełki w cenach przedinflacyjnych. Pokażę wam, jak napełniłam cały koszyk produktami za w sumie mniej niż 70 złotych!

Action stał się kosmetyczną świątynią – urodowe Youtuberki i TikTokerki tworzą kolejne zestawienia budżetowych kosmetyków
Najtańsze produkty zaczynają się od 3-5 złotych
Wśród złotej kosmetycznej dziesiątki wyróżniłam serum z kwasem hialuronowym Eliza Jones, maseczkę z różową glinką Pink Clay lub ryżową maskę w płachcie za mniej niż 5 złotych

Najtańsze kosmetyki z Action
Czasy, w których dobrych kosmetyków szukałyśmy w drogeriach i ekskluzywnych perfumeriach, już dawno minęły. Po pierwsze dzięki inflacji jest tam niebotycznie drogo. Po drugie od dawna wiadomo, że drogie nie znaczy najlepsze, jeśli chodzi o kosmetyki.
Ostatnio spacerując po Action wybrałam 10 kosmetyków i akcesoriów kosmetycznych, których działanie jest już przetestowane, a cena podejrzanie niska. Oto co możecie wybrać w Action, jeśli zależy wam, by budżet za jeden kosmetyk nie przekroczył 10 złotych. W zestawieniu produkty do cery, dłoni, włosów i ust.

1. Maseczka do twarzy Pink Clay 
Cena: 9.45 zł
Właściwie maseczka Pink Clay dostępna jest w dwóch wariantach – w formie zielonej oraz różowej glinki. Maseczka przeznaczona jest do każdego rodzaju skóry, ale różowa sprawdzi się głównie do skóry suchej lub wrażliwej, a zielona do tłustej i wymagającej oczyszczenia. Producent obiecuje, że glinka jest w 100 proc. naturalna i wegańska.
Maseczki są dość rzadkie, ale ich konsystencja jest aksamitna i pozwala na łatwe rozprowadzenie. Różowa ma zapach wody różanej, pozostawia skórę gładką i aksamitną. 
Jest dobrą alternatywą dla maseczek w płachcie – jest zdecydowanie bardziej ekologiczna. Warto po niej nałożyć serum, do którego za chwilkę przejdziemy...
2. Serum Eliza Jones
Cena: 8.95 zł
Serum dostępne jest w kilku wariantach, m.in. z kwasem hialuronowym, z efektem glow czy z witaminą C. Można go używać do twarzy, szyi i dekoltu, a jego zadaniem jest dostarczenie naszej cerze zastrzyku energii.
Sama testowałam serum z kwasem hialuronowym i trzeba przyznać, że samo rozprowadzenie jest przyjemne, serum jest świetnym podkładem pod odżywczy krem, sprawdza się pod makijaż, ale także na noc pod nocną maskę.
Wersja z witaminą C ma właściwości niwelujące przebarwienia. Serum ma bardzo fajny skład jak na tę cenę (inne sera zawierające Matrixyl potrafią kosztować fortunę) i widoczne działanie. Delikatnie rozjaśnia, wygładza i nawilża skórę. Nie szczypie. 


3. Chłodzący roller do masażu
Cena: 6.29 zł
Od kilku lat trwa szał na wszelkiego rodzaju masażery, rollery i kamienie masujące. 
Wzięłyśmy przykład z Koreanek i zrozumiałyśmy, że samo aplikowanie kosmetyku na cerę nie da spektakularnych efektów – kluczem jest relaksacyjny masaż, który nie tylko sprawi, że produkty lepiej się wchłoną, lecz także opóźni powstawanie zmarszczek czy poradzi sobie z poranną opuchlizną. 
Szklany roller wypełniony jest płynem, dlatego najlepiej używać go po wcześniejszym 20-minutowym schłodzeniu w lodówce. Najlepiej wdrożyć w swoją rutynę pielęgnacyjną rytuał porannego masażu świeżo schłodzonym rollerem.
Zapewni nam to relaks, odprężenie, zniwelowanie nocnej opuchlizny, a cera będzie gotowa  do nakładania na nią kolejnych produktów pielęgnacyjnych. Masaż można jednak wykonać także na skórze zabezpieczonej kremem i olejkiem – wtedy produkty lepiej się wchłoną.
4. Maseczka w płachcie z wyciągiem z ryżu
Cena: 4.95 zł
Trzeba powiedzieć szczerze – ceny maseczek w płachcie zazwyczaj zwalają z nóg. W popularnych drogeriach ceny nawilżających masek w płachcie wahają się między 10 a 30 złotych, przy czym najwięcej produktu zdecydowanie znajduje się w maskach powyżej 15 złotych. Tymczasem Action zapewnia szeroki wybór maseczek w płachcie za mniej niż 5 złotych. Nie sposób je wszystkie przetestować, ale wiem już, jak sprawdzi się m.in. ta z wyciągiem z ryżu.
Płachta jest mocno nasączona i ma delikatny odświeżający zapach. Po 20 minutach zdjęłam maseczkę, a moja cera była miękka i nawilżona. Pozostałości kosmetyku nie ma potrzeby zmywać, lepiej po kilku minutach od zdjęcia nałożyć na pozostałości maski krem na bazie oleju, by dopełnić kilkukrokową pielęgnację na wzór Koreanek. Maska dostępna jest w wersji z wyciągiem z miodu, awokado czy pereł.
5. Maseczka z białkiem jajka
Cena: 3.33 zł
Kolejna seria maseczek z Action szczególnie wartych uwagi i to nie tylko ze względu na to, że oficjalnie pobiła rekord najniższej ceny za maskę w płachcie. Rekord – przypomnijmy – należał do innej budżetowej maski nawilżającej, czyli Isana Hydro Booster, która kosztowała całe 3.99 w drogerii Rossmann.

Maseczka z kawiorem nawilża, przywraca blask i rozjaśnia skórę niwelując przebarwienia. Jest dostępna w wersji z truflą, kawiorem i białkiem. 
6. Żel aloesowy Betty's Nature
Cena: 8. 90 zł
Żel aloesowy to jeden z najbardziej uniwersalnych kosmetyków, jakie istnieją. Może działać  jako krem do twarzy, maseczka, serum, produkt do włosów, a nawet specyfik, który ukoi skórę oparzoną, zaczerwienioną i podrażnioną.
Nic więc dziwnego, że kolejne firmy tworzą własne wersje tego kosmetyku. Ten z Betty's Nature działa równie dobrze, a kosztuje tylko 8,90 zł, poza tym kusi uroczym opakowaniem. Warto sprawdzić, czy ten delikatny produkt sprawdzi się u was.
7. Wałek jadeitowy do masażu twarzy
Cena: 7.95 zł
Kamienne rollery do twarzy od kilku lat są hitem, ale ich ceny osiągają naprawdę zawrotne ceny, co trudno wytłumaczyć biorąc pod uwagę fakt, że każdy kamienny wałek pełni właściwie takie sam funkcje. 
Dlatego warto zajrzeć do Action, bo znajdziemy tam wielki wybór masażerów. Ten z jadeitu także warto schłodzić przed użyciem i stosować na twarz oczyszczoną, z zaaplikowanym kremem i olejkiem. 
8. Maska na dłonie
Cena: 4.95 zł
Maska na dłonie jest produktem o wiele mniej popularnym niż maseczki do twarzy czy nawet stóp. Warto się do nich przekonać, szczególnie jeśli nie mamy nawyku regularnego kremowania rąk.
20-minutowy domowy zabieg może załatwić problem suchych dłoni i szorstkich skórek wokół paznokci. Producent na stronie obiecuje, że maska jest produktem wegańskim. Zawiera olej z pestek moreli i witaminę D. 
9. Balsamy do ust Max & More
Cena: 9.95 zł
W jednym opakowaniu znajdziemy aż 8 balsamów do ust – powiedzmy to wprost, nawet jeśli ich skład zapewnia głównie natłuszczenie, to i tak są warte swojej ceny, bo są tańsze niż wazelina kosmetyczna, która nie ma żadnych dodatków witamin, a często zniechęca niewygodnym opakowaniem. 
Tymczasem zgodnie ze składem w pomadkach możemy znaleźć olej z kokosa, olejek arganowy i olej z jojoby. Pachną naprawdę apetycznie, natłuszczają, chronią przed zimnem i suchym powietrzem.
10. Gold mask hydrogel – żelowa maska w płachcie
Cena: 4.95 zł
Maseczka przeznaczona jest do skóry suchej, ma żelową konsystencję w kolorze złota. Co ciekawe, jest dwuelementowa. Osobno nakładamy część, która trzyma się na brodzie, osobno górną część maski.
To wielkie ułatwienie, ponieważ bardzo często maseczki w płachcie są źle zaprojektowane, rolują się na skórze albo nie pozwalają na precyzyjną aplikację. To pierwsza tego typu maska, która posiada idealnie wycięte otwory na oczy, nos i usta. Zawsze w maskach w płacie musiałam poszerzać sobie otwory przy oczach – tu są idealne! Te na usta i nos także.
Drugi plusik – maska dzięki swojej hydrożelowej formule idealnie dopasowała się do twarzy. To też pierwsza maska po której aplikacji, mogłam wykonywać inne czynności, nie obawiając się, że mi się zsunie. Odżywia, pozostawia skórę jędrną i pachnącą. 

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/bd242ed29a11a466a6c771f06046c073,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/bd242ed29a11a466a6c771f06046c073,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">10 kosmetyków z Action za 10 zł. Najtańsze i najlepsze kosmetyki z Action</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/474677,mezczyzni-nie-widza-balaganu-naukowcy-obalili-mit-dirt-blindness</guid><link>https://natemat.pl/474677,mezczyzni-nie-widza-balaganu-naukowcy-obalili-mit-dirt-blindness</link><pubDate>Mon, 13 Mar 2023 16:24:48 +0100</pubDate><title>Mężczyźni są ślepi na bałagan? Naukowcy sprawdzili mit &quot;dirt blindness&quot;</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/026c132fd73e34176417d578e3feb549,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />"Nie widzi pustego kubka po kawie na stole i skarpetek leżących obok. Pustego kartonu mleka w lodówce też nie zauważył, a na brudny toster nie spojrzał" – mówi znajoma o swoim facecie, jakby ten nie był ignorantem, a raczej cierpiał na poważne problemy ze wzrokiem. Naukowcy zbadali teorię "dirt blindness", by odpowiedzieć na pytanie, czy mężczyźni naprawdę inaczej widzą bałagan, czy wręcz są na niego ślepi. Wnioski?

W społeczeństwie utarł się mit, zgodnie z którym mężczyźni widzą bałagan inaczej niż kobiety, dlatego to głównie te drugie zajmują się sprzątaniem i robią to w dokładniejszy sposób
Powstało wiele teorii na temat tego, że taki sposób patrzenia na rzeczywistość może mieć podłoże biologiczne u płci męskiej
Mit "dirt blindness", czyli ślepoty na bałagan i brud postanowili zbadać naukowcy z Uniwersytetu w Melbourne
Badanie zaowocowało w kilka wniosków, zgodnie z jednym z nich kobiety bardziej boją się oceny społecznej związanej z bałaganem w domu i realnie są oceniane surowiej niż mężczyźni



Mężczyźni są ślepi na bałagan?
Powiedzmy smutną prawdę na głos – jeśli w twoim domu ty i partner dzielicie się po równo obowiązkami domowymi, to jesteś w szczęśliwej kobiecej mniejszości. Kobiety w Polsce sprzątają średnio 3 godziny i 53 minuty tygodniowo, podczas gdy mężczyźni poświęcają pracom domowym 2 godziny i 9 minut. 
Jak wygląda podział obowiązków w domu? W 75 proc. gospodarstw domowych to kobieta przyrządza posiłki, a w 84 proc. gospodarstw robi pranie i prasuje. W 65 proc. polskich domów kobieta zmywa i w 61 proc. sprząta

Dane można uzyskać bardzo różne w zależności od badanej grupy, także te jeszcze mniej pozytywne. Zgodnie z badaniem "Postawy kobiet wobec obowiązków domowych" przeprowadzonym przez ARC Rynek 90 proc. zapytanych kobiet uważa, że  w swoim domu wykonuje większość obowiązków domowych. 
I mimo że z roku na rok mężczyźni biorą na siebie coraz więcej obowiązków związanych z prowadzeniem domu i wychowaniem dzieci, to nadal w niektórych osobach żyje przekonanie, że mężczyzna do pewnych aktywności nadaje się mniej niż kobieta.
Tak powstała teoria, zgodnie z którą mężczyźni widzą bałagan w inny sposób niż kobiety, co ma usprawiedliwiać fakt, że sprzątają mniej dokładnie lub rzadziej w ogóle wykazują inicjatywę w tej sprawie. I to nie tylko polski stereotyp.
Teoria męskiej ślepoty na bałagan i brud nazwana dirt blindness została zbadana przez międzynarodowy zespół naukowców z dziedziny nauk społecznych i politycznych, w tym przez profesor nadzwyczajną Leah Ruppanner z Uniwersytetu w Melbourne.
Bałagan kobiecy kontra bałagan męski
Jak wyglądało badanie? 624 mężczyznom i kobietom biorącym udział w badaniu pokazano dwa zdjęcia. Na jednym widać było posprzątany salon, na drugim kuchnię, w której panował bałagan.
Kuchnia była widocznie doprowadzona do stanu, w którym trudno było z niej korzystać. Na blatach poustawiane były brudne naczynia, na podłodze leżały zabawki, a stół był zagracony. Płeć pytanych nie miała znaczenia – wszyscy bardzo podobnie ocenili stopień nieporządku w pomieszczeniach.
Respondentom powiedziano jednak, że w jednym z pomieszczeń mieszka John, a w drugim Jennifer. I wtedy stało się coś, co dało badaczom do myślenia. Pomieszczenie należące do kobiety imieniem Jennifer ankietowani oceniali surowiej (nawet jeśli był to akurat wysprzątany salon) niż to należące do Johna.
Uczestnicy badania stwierdzili ponadto, tłumacząc bałagan na zdjęciach, że gdy Jennifer odwiedzą goście, czystość jej mieszkania spotka się z większą krytyką niż mieszkanie Johna.  Ponadto bałaganiąca kobieta będzie czuła się bardziej niekomfortowo w brudnym mieszkaniu niż jej równie nieuporządkowany "kolega" John.

Okazało się, że kobiety surowiej oceniały bałagan w domu Jennifer niż ten w domu Johna, chociaż był to przecież dokładnie ten sam poziom nieporządku. W ostatniej części badania respondentów zapytano, kto ich zdaniem sprząta w pokazanych im wcześniej pomieszczeniach. 

Powiedziano im, że zarówno Jennifer, jak i John mieszkają w swoich mieszkaniach sami, są singlami. O kobiecie ankietowani mówili, że skoro mieszka bez męża i dzieci, to na pewno sama sprząta swoje mieszkanie. O mężczyźnie, że skoro jest singlem i musi zarówno pracować, jak i gotować to zapewne wynajmuje kogoś, kto mu sprząta lub robi to jakaś kobieta z jego rodziny np. jego mama czy siostra.
Gdy John i Jennifer zostali przedstawieni jako niepracujący rodzice zajmujący się dziećmi w domu, respondenci wskazywali, że obydwoje są odpowiedzialni za porządek. Gdy powiedziano badanym, że mieszkanie należy do małżeństwa z dziećmi, z których obydwoje pracują zawodowo, ale panuje tam nieporządek, według uczestników badania odpowiedzialna za to była wyłącznie kobieta.
Kobiety i mężczyźni widzą bałagan tak samo, ale...

Ostateczne wnioski z badania? Już przy pierwszym pytaniu okazało się, że mężczyźni i kobiety widzą bałagan tak samo, ponieważ w ten sam sposób oceniali pomieszczenie posprzątane i to nieuporządkowane, brudne.
Różnice pojawiły się dopiero, gdy respondenci mieli oceniać wnętrza przez pryzmat płci osoby, która dba bądź według nich ma obowiązek dbać o dane wnętrze. Wtedy zarówno kobiety, jak i mężczyźni oceniali surowiej wnętrze pełne bałaganu zrobionego przez kobietę. 
Okazuje się więc, że kobiety widzą bałagan w dokładnie ten sam sposób, co mężczyźni, jednak to one bardziej boją się oceny ze strony innych. I słusznie, ponieważ jak pokazuje badanie, są przez społeczeństwo oceniane surowiej, jeśli nie wywiązują się z obowiązku sprzątania.
Co najgorsze, autorzy badania wskazują na to, że jedynie mężczyznom należy się pochwała za posprzątaną przestrzeń. Kobiety mogą zostać skrytykowane i negatywnie ocenione przez pryzmat bałaganu w swoim domu, ale analogicznie nie zostaną pochwalone, jeśli zachowają w nim porządek i czystość, tak jak będzie to w przypadku mężczyzn.
 "To dlatego wiele kobiet wpada w panikę, gdy znajomi czy teściowa wpadają bez zapowiedzi. Nie chodzi o to, że bardziej niż mężczyźni przejmują się bałaganem w domu, tylko zdają sobie sprawę z tego, jak zostaną ocenione" – podkreślają autorzy badania.


Trzeba przyznać, że coraz częściej mężczyźni zdają sobie sprawę z tego, że obowiązki domowe nie są przypisane do płci, wiele jednak musi się zmienić, by także w Polsce podział obowiązków domowych rozkładał się po równo.



]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/026c132fd73e34176417d578e3feb549,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/026c132fd73e34176417d578e3feb549,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Mężczyźni nie widzą bałaganu? Naukowcy obalili mit &quot;dirt blindness&quot;</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/474638,bare-minimum-monday-w-poniedzialki-pokolenie-z-pracuje-na-minimum</guid><link>https://natemat.pl/474638,bare-minimum-monday-w-poniedzialki-pokolenie-z-pracuje-na-minimum</link><pubDate>Mon, 13 Mar 2023 12:54:06 +0100</pubDate><title>W poniedziałek w pracy rób tyle, co nic? &quot;Bare minimum monday&quot; to trend pokolenia Z</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/ff8d6e2f9a8e1188b21236e37f8d9d5f,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Kończy się weekend, nagle zdajecie sobie sprawę, że jest niedziela po południu, a jutro czeka was Kolejny Tydzień Pracy. Poziom stresu wzrasta, a z wypoczynku właściwie nic nie zostaje – to niedzielna panika. Najmłodsze pokolenie na rynku pracy twierdzi, że znalazło na nią sposób. W poniedziałki dają z siebie tyle, ile muszą – "bare minimum Monday" stał się trendem pokolenia Z.

"Bare minimum Monday" oznacza dosłownie poniedziałek, w który dajemy z siebie minimum, pracujemy na najniższych obrotach – mamy wyłuskać z naszej pracy tylko zadania obowiązkowe, niecierpiące zwłoki, te, które mają deadline "na dziś"
Taki styl pracy ma zniwelować "niedzielną panikę" i sprawić, że w nowy tydzień wejdziemy bez stresu
Zapoczątkowała go na TikToku Marisa Jo Mayes, która ostatecznie porzuciła pracę w korporacji na rzecz samozatrudnienia 
Pracownicy z pokolenia Z są najmniej zadowoloną ze swojej pracy generacją spośród wszystkich badanych pokoleń, ale trend ma być nie tylko elementem selfcare, lecz także zwiększyć realną produktywność w pracy

Poniedziałek w pracy – daje z siebie minimum
Syndrom niedzielnego lęku jest Polakom dobrze znany ze względu na to, że jesteśmy zdecydowanie zapracowanym narodem. Jak zauważają ekonomiści Polskiego Instytutu Ekonomicznego, szereg danych międzynarodowych wskazuje, że Polacy należą do najbardziej zapracowanych społeczeństw. Według Europejskiego Urzędu Statystycznego średni tygodniowy czas pracy przypadający na osoby pracujące na cały etat wynosi w Polsce 39,8 godzin tygodniowo.
Nic więc dziwnego, że dwa dni weekendu nie wyglądają jak godny odpoczynek po tylu godzinach pracy, szczególnie że o niej, jak wskazują psychologowie, zaczynamy myśleć w niedzielę jeszcze przed południem! Czego się boimy?
Zastanawiamy się nad sprawami do załatwienia, rozplanowaniem pracy, towarzyszy nam lęk, czy w ubiegłym tygodniu zrobiliśmy wszystko, co należało, niektórzy zastanawiają się, jak przetrwać w nieprzyjaznym środowisku pracy.
I tutaj pojawia się pokolenie Z, czyli ludzie pomiędzy 17. a 26. rokiem życia, które dało się poznać już szefom jako "roszczeniowe/ kreatywne/leniwe/szanujące swój czas pracy/znające swoje prawa" – pojawiają się wszystkie odpowiedzi, w zależności od tego, kogo zapytamy. Faktem jest, że pokolenie Z charakteryzuje podejście do pracy, w którym na pierwszym miejscu jest komfort pracownika, a nie szefa i dobro indywidualne, a nie firmy. 
Szefowie powinni potraktować nowy trend poważnie. Filmiki z hasztagiem #bareminimummondays były już wyświetlane przez użytkowników TikToka ponad 2 mln razy, a wystarczy przypomnieć inny tiktokowy trend, czyli quiet quitting, który stał się normą wśród pracowników pokolenia Z, by zrozumieć siłę internetowego przekazu.
Marisa Jo Mayes na swoim TikToku podzieliła się z obserwatorami ciekawą radą – by zredukować niedzielny stres i napięcie przed całym tygodniem pracy, poleca w poniedziałek dawać z siebie "bare minimum", czyli pracować na najniższych obrotach, nie forsować się, "nie przekraczać swojej strefy komfortu" – powiedziałoby pokolenie Z.
"Bare minimum Monday" – młodzi nie żyją dla pracy
29-letnia Marisa w rozmowie z "New York Post" tłumaczyła, że wcześniej pracowała w korporacji, co było dla jej psychiki wyniszczające, bardzo szybko poczuła się wypalona, codziennie towarzyszył jej stres. 

W niedzielę próbowała rozpisywać listę obowiązków na poniedziałek i rozplanowywać sobie pracę, co kończyło się tak, że w ostatni dzień weekendu była zestresowana, a w pierwszy dzień pracy brała na swoje barki zdecydowanie za dużo, co kończyło się przepracowaniem.
Gdy przeszła na samozatrudnienie, nadal stosowała zasady, których nauczyła się w korporacji. Wreszcie powiedziała sobie dość i postanowiła w poniedziałki "wykonywać tylko te zadania, które koniecznie muszą zostać wykonane w poniedziałek". To właśnie klucz do pracy w duchu "poniedziałku na minimum" – mamy wyłuskać z naszej pracy tylko zadania obowiązkowe, niecierpiące zwłoki, te, które mają deadline "na dziś".
W poniedziałek odpisujemy więc na najważniejsze maile, wykonujemy telefony, na które klient czeka dziś, nie bierzemy na siebie tyle, co w każdy inny dzień pracy. Tyle z kwestii technicznych.
Marisa Jo Mayes radzi, by poniedziałek potraktować jak dzień przejścia między weekendem odpoczynku a tygodniem pracy. Być dla siebie wyrozumiałym, nie nakładać na siebie presji. Wszystko po to, by jak najszybciej i najbardziej bezboleśnie przebrnąć w pracy przez pierwszy dzień tygodnia. 
"Bare minimum Monday" może zwiększyć produktywność w pracy

Szefowie zapewne łapią się za głowę, czytając zalecenie pracy na minimum swoich możliwości, ale Marisa tłumaczy, że praca na "bare minimum" nie oznacza niewywiązywania się ze swoich obowiązków, a określa jedynie styl pracy, który paradoksalnie może zwiększyć naszą produktywność. Jak?
Czy każdy może stosować "bare minim Monday"? Trzeba przyznać, że sprawdzi się on raczej w pracy kreatywnej, w której pracownik ma dość dużą przestrzeń do samodzielnego rozplanowania pracy lub przynajmniej w pracy biurowej, korporacyjnej czy intelektualnej. Trudno mówić o "wykonywaniu tylko obowiązkowych zadań" w pracy fizycznej czy takiej, w której każdy dzień składa się z dokładnie tych samych obowiązków.
Nie można jednak bagatelizować tego pomysłu. Pokolenie Z, czyli osoby, które obecnie mają od 26 do 17 lat, zdecydowanie może zmienić rynek pracy. Zarówno polskie, jak i światowe badania pokazują, że najmłodsze pokolenie jest najbardziej zniechęcone i zmęczone rynkiem pracy. 
Zetki mają najwyższe poczucie tego, że ich praca nie jest godnie opłacana, są przepracowani, więc stawiają na własny komfort i dostosowanie pracy do życia, a nie na odwrót, jak robili to ich rodzice czy dziadkowie. "Bare minimum Monday" może być więc nowym sposobem na pracę, a także na życie.


]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/ff8d6e2f9a8e1188b21236e37f8d9d5f,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/ff8d6e2f9a8e1188b21236e37f8d9d5f,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Bare minimum monday. W poniedziałki pokolenie Z pracuje na minimum</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/466520,czuje-jestem-i-ide-dalej-recenzja-ksiazki-ewy-klepackiej-gryz</guid><link>https://natemat.pl/466520,czuje-jestem-i-ide-dalej-recenzja-ksiazki-ewy-klepackiej-gryz</link><pubDate>Fri, 03 Feb 2023 17:14:28 +0100</pubDate><title>&quot;Czuję, jestem i idę dalej&quot;. Książka, która pomoże ci odbyć podróż w poszukiwaniu wewnętrznej mocy</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/2a9d03368bbef2f4ee18cfea06baf5b1,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Masz wrażenie, że to nie to, że chciałabyś czegoś więcej, że należy wyrwać się z codzienności i poszukać czegoś poza nią? Może doświadczasz tzw. kryzysu na szczycie – masz wszystko, a i tak czujesz się nieszczęśliwa? A może wręcz przeciwnie – nie potrafisz zapomnieć o przeszłości, a ból i lęk paraliżują cię przed układaniem sobie własnego życia? W tych i wielu innych sytuacjach być może drogowskazem dla ciebie okaże się książka "Czuję, jestem i idę dalej".

Jak robić sobie z bezsilnością i stresem? Jak pogodzić ze sobą swój żeński i męski pierwiastek? Jak przestać spełniać oczekiwania innych i zacząć życie zgodnie z tym, co podpowiada własne serce? Jak odnaleźć swoją moc i czym ona tak naprawdę jest? Tym bardziej, gdy na przeszkodzie ku temu stoją traumatyczne doświadczenia? W znalezieniu odpowiedzi na te pytania postanowiła pomóc kobietom autorka "Czuję, jestem i idę dalej. Kobieta w podróży do wewnętrznej mocy".
Ewa Klepacka-Gryz pracuje jako psycholog i terapeutka. Opracowała autorską metodę pracy rozwojowej o nazwie "Terapia Jednego Spotkania", współtworzyła metodę terapii wykorzystującą połączenie symptomów w ciele z uczuciami. Na swoim koncie ma wiele poradników psychologicznych. Na co dzień prowadzi warsztaty dla osób cierpiących na choroby psychosomatyczne, kobiet w trudnych sytuacjach życiowych oraz par w kryzysach.
Wykorzystując swoje bogate doświadczenie w zakresie fachowej pomocy psychologicznej, ekspertka stworzyła praktyczny przewodnik po kobiecej duszy. Jak pisze we wstępnej odezwie do czytelniczek, jej najnowsza książka to lektura dla wszystkich kobiet, niezależnie od wieku, rasy, pochodzenia, zawodu czy statusu społecznego. Dodaje, że jednak nic nie stoi na przeszkodzie, by sięgnęli po nią również mężczyźni, jeśli tylko pragną wesprzeć swoje partnerki.
Autorka stawia sobie za cel "wiwisekcję" kobiecości, a mówiąc szerzej, bardziej inkluzywnym językiem, tę kobiecą część każdej czującej istoty. Przeprowadzona na stronach książki analiza nie ma być jednak sztuką dla sztuki. Przyświeca jej bowiem głębszy cel – chęć pomocy kobietom, które czują się zagubione, często bezradne i zrezygnowane w świecie, który nierzadko wymaga od nich perfekcji i harmonii w każdym calu ich zawodowego i osobistego życia.
By doświadczające tych uczuć kobiety mogły wyrwać z tego stanu, Ewa Klepacka-Gryz wręcza im dwa klucze, które jej zdaniem otwierają "klatkę", w jakiej się znalazły. Pierwszym jest kobieca moc – na początku trzeba zrozumieć, czym ona jest, skąd się bierze i jak do niej dotrzeć. Drugi łączy się ściśle z pierwszym – to podróż w poszukiwaniu tejże wewnętrznej siły. Niełatwa i często wymagająca odwagi. Niniejsza książka podpowiada, jak odbyć tę wędrówkę, by dotrzeć do celu.
Choć motyw podróży do wewnętrznej mocy towarzyszy każdej kobiecie, są przypadki, w których trzeba dźwigać balast w postaci traum z dzieciństwa. Dlatego w niektórych rozdziałach autorka przechodzi od ogółu do szczegółu i skupia się np. na kobietach, których matki cierpiały na choroby psychiczne. Dla wzbogacenia przekazu posiłkuje się obserwacjami innych psycholożek, analizuje sny czy odwołuje się do archetypów z baśni.
Ta kobieca podróż do samej siebie wiedzie też przez przytoczone w pierwszej osobie historie konkretnych kobiet, których problemy zaprowadziły je do gabinetu Ewy Klepackiej-Gryz. Być może w niektórych z nich czytelniczki będą mogły przejrzeć się jak w lustrze. Dużą wartością dodaną są zadania i ćwiczenia, które mają pomóc w odbyciu tytułowej podróży. Na końcu znajduje się bibliografia zawierająca pozycje pozwalające jeszcze lepiej zgłębić poruszane zagadnienia.
"Czuję, jestem i idę dalej" to ważne lektura na ważne tematy. Trzeba jednak uczciwie powiedzieć, że nie zawsze będzie ona przyjemna. Ale w tym wszystkim przecież nie chodzi o to, by było miło, tylko o to, by spojrzeć na pewne sprawy z innej perspektywy i wykonać pierwszy krok ku zmianie, ku lepszemu życiu! Książkę, która ukazała się 25 stycznia 2023 roku, możecie już nabyć w tradycyjnych księgarniach lub zamówić ze sklepu internetowego jej oficjalnego wydawcy.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/2a9d03368bbef2f4ee18cfea06baf5b1,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/2a9d03368bbef2f4ee18cfea06baf5b1,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Jak odnaleźć swoją moc i czym ona tak naprawdę jest? W znalezieniu odpowiedzi na te pytania pomoże kobietom książka &quot;Czuję, jestem i idę dalej. Kobieta w podróży do wewnętrznej mocy&quot;, której autorką jest Ewa Klepacka-Gryz</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/442480,czy-faceci-powinni-otwierac-kobietom-drzwi-jestem-feministka-i-tak-uwazam</guid><link>https://natemat.pl/442480,czy-faceci-powinni-otwierac-kobietom-drzwi-jestem-feministka-i-tak-uwazam</link><pubDate>Sat, 12 Nov 2022 16:27:25 +0100</pubDate><title>Jestem feministką i lubię, gdy faceci otwierają przede mną drzwi. Mylicie się, to nie hipokryzja</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/dd7c7af5900e0810ec539912d8173508,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Kliknąłeś, bo się wkurzyłeś. Może pomyślałeś, że "baba powinna się zdecydować". Albo równouprawnienie, albo "przywileje" wynikające z bycia kobietą. A jednak – lodówki na trzecie piętro nie wniosę, praw się domagam, a otworzenia drzwi oczekuję. Albo przynajmniej będę za nie wdzięczna. Jeśli wydaje ci się, że to hipokryzja, to zastanówmy się, gdzie tu właściwie sprzeczność?

Uważam, że kobieca walka o równouprawnienie i stosowanie się do tradycyjnych reguł savoir vivre'u przypisanych do płci nie zaprzeczają sobie nawzajem
Otwieranie drzwi, ustępowanie miejsca czy płacenie na pierwszej randce to miłe gesty, które zawsze docenię
Ich kultywowanie nie zwalnia jednak mężczyzn z ogólnego szacunku do kobiet, którego kurtuazyjne gesty nie zastąpią. Ale nie uważam, by ich przyjmowanie odbierało nam niezależność

Jestem feministką i doceniam gesty dżentelmenów

Ostatnio w rozmowie z kolegą weszłam (jak się później okazało) na niezwykle grząski grunt. Zaczęłam od tego, że to miłe, że obcy mężczyźni puszczają mnie przodem czy proponują miejsce siedzące w komunikacji miejskiej. Albo otwierają przede mną drzwi. Wielkie było jego zdziwienie, po którym padł nieśmiertelny komentarz: "TY, JAKO FEMINISTKA?!".
Tak, ja jako feministka. Skoro jednak on sam, wiedząc, na czym polega feminizm, popadł w
konsternację po mojej odpowiedzi, przypomnijmy, na czym feminizm faktycznie polega. 

Gdyby w podstawówce wyjaśniano dzieciom w najprostszy sposób, kim jest feministka (załóżmy na chwilę, że Czarnek nie jest ministrem edukacji), powiedziano by, że
jest to kobieta, która walczy o to, by mieć równe prawa, co mężczyzna, ale która wbrew pozorom nie zaprzecza różnicom między płciami.
I nie dąży wbrew ostrzeżeniom czołowych polskich polityków do udawania, że kobiety i mężczyźni są tacy sami. Co właściwie wspólnego z łamaniem praw kobiet ma otwieranie im
drzwi przez mężczyzn – zapyta ktoś naiwnie. Jednak muszę przyznać z bolącym sercem: historycznie całkiem sporo. 
Seksizm to tradycja?
Seksizm zaczyna się tam, gdzie jedna płeć traktowana jest gorzej/inaczej niż druga.
Nie mogę więc udawać, że nie wiem skąd wzięły się zasady savoir-vivre-u, o których dziś mówię, że stosują je dżentelmeni. Bo swój początek miały w patriarchacie.
Po pierwsze dlatego, że skupiały się na przestrzeganiu zupełnie innych zasad w zależności od płci. Po drugie, jak możemy się domyślać, formowały się w czasach, w których kobietami w najlepszym razie należało się opiekować i czcić, w najgorszym sprawować kontrolę i dyscyplinować.
Dlatego zgodnie z zasadami savoir-vivre'u kobiety stały w hierarchii wyżej od mężczyzn, bo
to im szacunek okazywano, z drugiej strony były płcią słabszą, która nie mogła przejmować inicjatywy.
Przyznajmy, że sposób podania ręki, który wybierała kobieta, decydując czy chce być w nią pocałowana czy nie, był małą przestrzenią do decyzyjności w porównaniu do tego, że na tym samym spotkaniu to inni mężczyźni podejmowali np. decyzję o jej zamążpójściu.
A sam zwyczaj płacenia za kobiety swój początek miał po prostu w fakcie, że te nie
miały prawa do posiadania majątku i żadnych finansów. Pytanie tylko, czy to, że wiemy, skąd wzięły się te zasady, ma sprawiać, że dziś w zupełnie innej rzeczywistości wyzbędziemy się ich tylko z powodu "niechlubnej" tradycji.
Niechlubnej, bo to, co dziś brzmi seksistowsko, kiedyś miało po prostu ułatwiać codzienne życie, ustalając reguły, których przestrzeganie zapewni ład. Co to jednak oznacza dzisiaj?
To nie otwieranie nam drzwi daje mężczyznom realną kontrolę
Magdalena Środa w bardzo ciekawym wywiadzie podkreśliła, że mężczyźni, którzy otwierają
kobietom drzwi, mogą im też je zamknąć przed nosem.
Czy do metaforycznego zamykania kobietom drzwi przed nosem – do ich kariery, decydowania o ciele, wszelkich prawach idzie się małymi patriarchalnymi kroczkami? Tak.
Ale nie sądzę, żeby w Polsce zaczynały się one od otwierania kobietom drzwi.
Zaczynają się od podważania ich kompetencji w pracy dlatego, że są matkami, od żartów na temat łapania koleżanek za pupę, kończą na tym, że czołowy polski polityk mówi, że leniwe Polki nie rodzą dzieci (co jest ich obowiązkiem!), bo piją. 
Bagatelizowanie, żartowanie, umniejszanie i tłumaczenie nierównego traktowania kobiet i mężczyzn "naturalnymi różnicami" buduje fundament pod odbieranie kobietom decyzyjności zdecydowanie bardziej niż kurtuazyjne gesty.
Jeśli dzisiejszy mężczyzna będzie chciał kobietę upokorzyć czy choćby zasugerować jej swoją wyższość, zrobi to w zdecydowanie bardziej wyrafinowany sposób, niż "otwierając jej drzwi na znak jej nieporadności". 

A przyjęcie i podziękowanie za miły gest w żaden sposób nie sprawia, żebym popierała seksistowskie wzorce. Spokojnie, nie wymieniłam prawa do decydowania o własnym
ciele za zapłacenie rachunku na randce, a podziękowanie za otworzenie mi drzwi nie jest symbolem, że chcę zarabiać mniej niż mój kolega z pracy.
Jeśli przestrzeganie tych zasad musiało być czymś okupione, to cenę mogły zapłacić nasze
prababcie, przed którymi mężczyźni kłaniali się, zdejmując czapki z głów, by potem w domu powiedzieć z przekonaniem, że miejsce kobiety jest w kuchni czy co, gorsza wyjaśnić jej to
"ręcznie".
Dzisiaj nie ma "zamiast", a tradycja nie ma znaczenia. Gesty, które uprzyjemniają nam życie, zawsze są warte docenienia. A dzisiejsi mężczyźni naprawdę mogą być trochę pogubieni w
świecie, w którym ktoś czuje się traktowany opresyjnie z powodu codziennego gestu. Dlatego mówię za siebie.
Mówię za siebie
Tak, lubię, gdy mężczyźni otwierają mi drzwi, to nie sprawi, że zamkną mi drzwi do
moich praw. (Spróbowaliby!)
Tak, lubię, gdy czekają na mnie z windą. Czemu miałabym sama nie odwdzięczyć się tym samym.
Tak, lubię, gdy proponują mi wniesienie zakupów. W końcu biologicznych różnic nie przeskoczymy, to, że poradzę sobie sama, nie oznacza, że nie umiem przyjąć
pomocy (jasne, w razie potrzeby wniesienia lodówki ASAP na szóste piętro zadzwonię po fachowców).
I tak, lubię nawet, gdy zapraszający mnie na randkę mężczyzna proponuje, że za mnie zapłaci. Nie dlatego, że jestem sknerą, nie mam akurat pieniędzy na obiad albo w ten sposób manifestuję fakt, że panowie statystycznie zarabiają więcej, a więc mój obiad jest jakąś rekompensatą.
Zwyczajnie dlatego, że to uprzejmy gest, od osoby, która gdzieś mnie zaprosiła. I której następnym razem odwdzięczę się w ten sam sposób.
Jestem feministką i lubię, gdy mężczyźni zachowują się jak gentlemani, bo w zasadach savoir-vivre'u widzę empatię, uprzejmość, wdzięczność i wzajemne umilanie sobie życia. A że wywodzą się z patriarchatu? Dbajmy o jego upadek nowoczesnymi narzędziami i doceńmy trochę reliktów przeszłości.



]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/dd7c7af5900e0810ec539912d8173508,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/dd7c7af5900e0810ec539912d8173508,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Jestem feministką, ale możecie otwierać mi drzwi, panowie.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/blogi/burzynskakeller/448417,dziwna-dzielnica</guid><link>https://natemat.pl/blogi/burzynskakeller/448417,dziwna-dzielnica</link><pubDate>Fri, 11 Nov 2022 23:57:58 +0100</pubDate><title>Dziwna dzielnica ....</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/8d41a853ab3e603bf8f713ef2abfd687,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Pamiętam pierwsze godziny w dzielnicy chasydzkiej dzielnicy ortodoksyjnych Żydów - Chabad - Crown Heights w NY Brooklyn. 

Naomi Berstein wynajmowała mi pokój przy Montgomery Av.. Żył słynny cadyk Schneerson. Zapisana zostałam do Szkoły Mahon Hana, chasydzkiej szkoły. Byłam wtedy po pierwszym roku studiów na wydziale reżyserii łódzkiej Szkoły Filmowej.

Pamiętam pierwsze godziny w dzielnicy chasydzkiej dzielnicy ortodoksyjnych Żydów - Chabad - Crown Heights w NY Brooklyn. 

Naomi Berstein wynajmowała mi pokój przy Montgomery Av.. Żył słynny cadyk Schneerson. Zapisana zostałam do Szkoły Mahon Hana, chasydzkiej szkoły. Byłam wtedy po pierwszym roku studiów na wydziale reżyserii łódzkiej Szkoły Filmowej. 

Zapragnęłam przygody, poznania, jak mogło wyglądac życie, kiedyś w Polsce. 
Moi pradziadkowie, jak mogli żyć? Za co nosiło się w czasie II WŚ żółta łatę? Jak to jest, jak mogło być.
Za co moja Mama była w lubelskim getcie? Za jakie - emocje? Tak, wiem, przeintelektualizowana ciekawość. 
Czemu ukrywała się pod Lublinem u Józi S.? W Wojciechowie? Może znajdę odpowiedzi. Wiem, oczywiście wiem, że jest bardzo dużo takich pytań osób, w mojej sytuacji. Ale ja pojechałam do Nowego Jorku zbadać tę sytuację, a pomógł mi w tym gest stypendialny Ronalda Laudera.


Wieczór. Naomi, chasydka (po rozwodzie) z Israela, zawyrokowała, że musimy zjeść kolację i musi pokazać mi szul, miejsce modlitw, studiów Tory, obok którego mieszkałyśmy. 
Wehikuł czasu. 

Jestem meżatką i przyjechałam do NY, żeby wziąć ślub religijny. A czemu mam własne włosy? Kobiety już w szulu upewniały się dotykając, czasem, lekko pociągając kosmyki związane w kitkę. Mnóstwo pytań, na które nie znajduję szybkiej odpowiedzi, zmęczona podróżą.

jestem ubrana jak trzeba: spódnica, buty na płaskim obcasie. Skromnie. Cnijut. 
Mój płaszcz kupiony w Polsce "u Plastyków" był niewątpliwie interesujący w Polsce. W NY dziwny, "odstawał" od wszystkiego, co się nosi. 


O tym miałam dowiedzieć się później. I wyciągnąć wnioski. 
Poszłyśmy do jednej ze szkół, obok synagogi 770 av. 
Byłam ciekawa, co zdarzy się jutro. Zjadłyśmy kugel wieczorny i kawałek izraelskiego ciasta. Jak zawsze, bardzo słodkiego. 
Chaosik w emocjach i głowie trwał. Jeszcze wykonanie telefonu do Polski, do mojej mamy.
Tak już jestem, bezpieczna, zadzwonię, mamusiu. Jutro? jutro. 

Przed snem wyjęłam siddur i odmówiłam modlitwy, także te, które odmawiamy leżąc w łóżku. 
Do jutra - krzyknęła przez cieniutkie drzwi Naomi. Obudzę cie! Layla tov, Estee. Takie moje religijne imię. 


Zasypiałam: kolorowa wyspa Manhattan przy lądowaniu, podróż z lotniska, wieczór, jutro moze zobaczę cadyka? Pełno na ulicach jego fotografii, widziałam w nikłym świetle ( nie takim nikłym) głównych ulic dzielnicy. Skupiona twarz Naomi. Wściekły facet na lotnisku, który spytał gdzie konkretnie będę mieszkała w NY? I napisał w paszporcie "to rabbinical college in NY". byłam na niego wsciekła ale już wrzasnął: "next"!

Nie pamiętam pierwszego snu w NY.]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/8d41a853ab3e603bf8f713ef2abfd687,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/8d41a853ab3e603bf8f713ef2abfd687,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Crown Heights</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/444964,kiko-milano-marka-kosmetyczna-ktora-kochaja-polki</guid><link>https://natemat.pl/444964,kiko-milano-marka-kosmetyczna-ktora-kochaja-polki</link><pubDate>Tue, 25 Oct 2022 15:17:25 +0200</pubDate><title>Szyk i klasa Mediolanu! Poznaj markę kosmetyczną, którą pokochały również Polki</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/5d24f58d241f0c5cee0e9af360869114,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Uwielbiana przez Włoszki, słynna marka kosmetyków KIKO MILANO, dostępna jest też na polskim rynku. Polki również mogą korzystać z niezwykle intensywnej palety barw tej firmy, inspirowanej naturą słonecznej Italii. I poczuć się wyjątkowo, jak słynące z elegancji mediolanki.

Nie bez powodu Mediolan nazywany jest światową stolicą mody. Z tym miastem związanych jest wielu znanych projektantów. Tutaj odbywają się najsłynniejsze pokazy mody, a ulice pełne są zadbanych, stylowo ubranych mediolanek, o nieskazitelnym makijażu. To z Mediolanu właśnie pochodzi wiele największych marek odzieżowych i kosmetycznych.

Jedną z nich, od lat uwielbianą przez szykowne mieszkanki Mediolanu, jest KIKO MILANO (Milano to oczywiście oryginalna, włoska nazwa Mediolanu. Na Instagramie obserwuje ją ponad 5 milionów fanek i fanów! Kosmetyki KIKO MILANO dostępne są na tagomago.pl, stronie internetowej oficjalnego dystrybutora tej prestiżowej marki.
Barwy słonecznej Italii zaklęte w palecie cieni i błyszczykach do ust
KIKO MILANO oferuje najwyższej jakości, profesjonalne i w pełni bezpieczne kosmetyki do pielęgnacji skóry, twarzy i dłoni. Każdy produkt w portfolio firmy to owoc najnowszych odkryć naukowych w branży „beauty” oraz bieżących trendów w modzie.
Choć wszystkie produkty marki budzą uznanie, największym hitem są bez wątpienia kosmetyki do makijażu ust i oczu. Pomadki i błyszczyki do ust oraz cienie do powiek cechuje nie tylko fantastycznie lekka i wspaniale pozwalająca się rozprowadzać konsystencja, lecz... niesamowite wręcz, mega intensywne kolory. Barwy zainspirowane przepiękną naturą słonecznej, tętniącej życiem Italii. Intensywna czerwień dojrzewających w słońcu pomidorów, soczysty oranż słodkich pomarańczy, amarant pachnących kwiatów róży, lazur ciepłego morza i błękit bezchmurnego, włoskiego nieba – to właśnie kolory zaklęte w  nowoczesnych kosmetykach KIKO MILANO.
Cudowne wspomnienie lata
Te nasycone latem barwy dodadzą blasku i urody każdej z nas. Jest ich cała gama – można wybierać w zależności od karnacji, kształtu twarzy, czy po prostu od humoru, jaki mamy danego dnia.
Przywodzą na myśl cudowne wspomnienia z wakacji, za którymi z początkiem jesieni, zaczynamy już tak bardzo tęsknić. Tymczasem KIKO MILANO z przyjemnością przypomina nam o radosnych, słonecznych dniach lata. Pozwala znowu poczuć się piękną, wypoczętą i na luzie.
„Bądź, kim chcesz być” (Be What You Want to Be) – głosi hasło marki. A zatem do dzieła drogie Panie, pora uwolnić marzenia, fantazje i... wspomnienia. Pomogą nam w tym:
Invisible Touch Face Fixing Powder 
Matujący puder o działaniu utrwalającym, eliminuje efekt świecenia się skóry. Konsystencja pudru zapewnia delikatną, przezroczystą powłokę o matowym wykończeniu, dając efekt drugiej skóry, bez ryzyka wysuszenia. Na twarzy pojawia się efekt wygładzenia cery, niemal jak po zastosowaniu filtra z Instagrama, czy po obróbce w Photoshopie. Skóra po aplikacji jest mega gładka i miękka w dotyku. 
Produkt nadaje się do wszystkich rodzajów cery, zwłaszcza tłustej. Bardzo dobrze sprawdza się podczas szybkich poprawek makijażu w ciągu dnia. Ozdobą opakowania jest pokrywka w eleganckim, stalowoszarym kolorze z wygrawerowanym logo KK. Miękka gąbeczka umieszczona pod pokrywką gwarantuje łatwą i równą aplikację.
Unlimited Double Touch
Dwuetapowa pomadka w płynie, składa się z barwnej bazy i zmiękczającego błyszczyka z efektem do 12 godzin. Wzbogacona mieszanką polimerową płynna baza, po naniesieniu aplikatorem na usta, tworzy delikatną powłokę, która optymalnie do nich przylega i równo pokrywa je kolorem. Jest odporna na rozmazywanie i bardzo szybko schnie. Natomiast błyszczyk o działaniu zmiękczającym nadaje ustom świetliste i błyszczące wykończenie. 
Ta pomadka jest niezwykle trwała, odporna na oblizywanie,  spożywanie pokarmów czy... pocałunki. Co najmniej przez 12 godzin nie wymaga żadnego poprawiania! Opakowanie wyposażone jest w dwa aplikatory – aplikator filcowy do bazy zapewnia wysoką precyzję podczas nakładania, a aplikator z włosia pozwala na nabranie odpowiedniej ilości błyszczyku. Jego design jest funkcjonalny, elegancki i łatwo rozpoznawalny dzięki monogramowi KK, umieszczonemu na środku metalowego uchwytu.
Green Me Eyeshadow Palette
9 cieni o różnych wykończeniach: matowych, perłowych i metalicznych. Paleta prasowanych cieni jest idealna do tworzenia wyszukanego makijażu oczu, zarówno naturalnego na dzień, jak i intensywnego na wieczór. Ekologiczna formuła tych wegańskich cieni, złożona w 93% ze składników otrzymanych z surowców pochodzenia naturalnego, została wzbogacona o organiczny olejek arganowy, olej z nasion bawełny i olej z awokado, a ich konsystencja łatwo się rozprowadza i rozciera, idealnie przylegając do skóry. Dzięki wbudowanemu praktycznemu lusterku, paleta jest idealna do szybkich poprawek, również poza domem.
3d Hydra Lipgloss
Zmiękczający błyszczyk do ust z efektem 3D. To błyszczyk gwarantujący niezwykle lśniący efekt. Jego miękka i zmysłowa konsystencja stapia się z ustami, sprawiając, że zyskują one gładki i promienny wygląd. Nowoczesne opakowanie jest zwieńczone metalizowaną zakrętką z logo KK wygrawerowanym z boku, a miękki, filcowy aplikator został zaprojektowany tak, aby wydobyć walory produktu i z wyjątkową precyzją podkreślić usta. 
Błyszczyk dostępny jest w 30 zaskakujących odcieniach i różnych wykończeniach: przezroczystym, o wysokiej zawartości pigmentów, błyszczącym oraz perłowym.

Kosmetyki marki KIKO MILANO dostępne na tagomago.pl - stronie internetowej oficjalnego dystrybutora tej prestiżowej marki.


]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/5d24f58d241f0c5cee0e9af360869114,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/5d24f58d241f0c5cee0e9af360869114,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html"></media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/439720,answear-lab-jak-modowa-marka-polskiego-sklepu-wspiera-kobiety</guid><link>https://natemat.pl/439720,answear-lab-jak-modowa-marka-polskiego-sklepu-wspiera-kobiety</link><pubDate>Tue, 04 Oct 2022 13:50:12 +0200</pubDate><title>Jedna z bardziej pro-kobiecych firm w Polsce. Wspieranie kobiet ma w swoim DNA</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/ced6162a838fdb7692446d851cbd0f39,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />To jedna z tych ideowych marek, którą kobiety stworzyły dla innych kobiet. Przychodzi jej to naturalnie, bo w odpowiedzialnej za nią firmie aż 70 proc. wszystkich pracowników stanowią właśnie panie. Kobiety są dla niej inspiracją, a zarazem to ona chce je inspirować do walki o swoje aspiracje, cele i marzenia. Poznajcie polski multibrandowy sklep internetowy Answear i jego autorską markę Answear.LAB.

Firma, która z jednej strony zajmuje się sprzedażą ubrań, butów i dodatków ponad 500 światowych marek, a z drugiej sama projektuje pod szyldem Answear.LAB inspirujące kobiety kolekcje odzieżowe, została założona w 2011 roku. Dziś działa na 11 rynkach Europy Środkowo-Wschodniej, cieszy się uznaniem tysięcy klientów, ma na swoim koncie 50 nagród oraz współpracuje z wieloma trendsetterami i ekspertami z branży mody.
Na czele powstałej w 2020 roku marki odzieżowej Answear.LAB stoi dyrektorka Aga Korsak, która w branży mody działa od wielu lat. W zarządzie firmy, która stworzyła ten brand, znajduje się Magdalena Dąbrowska odpowiedzialna za działy: zakupów, planowania, sprzedaży, graficzny oraz studio foto-video. To właśnie ten duet, ale nie tylko, nadaje ton działaniom międzynarodowego sklepu w zakresie szeroko rozumianego wsparcia dla kobiet. 
– Answear.LAB to kobieta niezależna, pewna siebie i odważna, która potrafi walczyć o swoje marzenia i w tej walce jest solidarna z innymi kobietami. To podróżniczka, pracowniczka rozwijająca karierę, partnerka w biznesie, pasjonatka fascynująca się różnymi rzeczami, singielka, matka, żona. Poprzez nasz manifest promujemy nowoczesny feminizm, kobiecą siłę, wolność, równość i różnorodność – mówi Aga Korsak, Brand Director Answear.LAB.
Od początku swojej działalności sklep tworzy dedykowane kobietom kolekcje limitowane i kapsułowe, angażując się przy tym w inicjatywy niosące za sobą realne wsparcie dla kobiet na całym świecie. W 2021 roku wypuszczona została kolekcja festiwalowa "Girl Power!". Dochód z jej sprzedaży został przekazany na konto UNAWEZA Martyny Wojciechowskiej, fundacji zajmującej się wyrównywaniem szans rozwoju kobiet.
Wiosną tego roku światło dzienne ujrzała kolekcja "No Shame" z urodzoną w Ukrainie, polską, zawodową pięściarką, Sashą Sidorenko. Miała ona manifestować siłę oraz życie bez wstydu, lecz po wydarzeniach za naszą wschodnią granicą rozszerzono jej przekaz o odwagę i nadzieje ("No Shame. No Fear"). Tym razem zysk ze sprzedaży ubrań trafia jako wsparcie dla kobiet mierzących się z wojenną rzeczywistością.
Najnowszą kolekcją przygotowaną przez Answear.LAB jest SHERO. Projekt stawia w centrum kobietę w roli superbohaterki, której największą mocą jest wewnętrzna siła. Ta siła pozwala jej żyć na własnych zasadach i kreować swoją przyszłość, a jednocześnie być wrażliwym na potrzeby innych. Jesienna kolekcja o tym uniwersalnym kobiecym przesłaniu zadebiutowała na początku września.

                    
                SHERO jest też częścią większej inicjatywy. Mowa o akcji #Wszechmocne2022, której głównym partnerem została marka Answear w ramach rozwijania swojej strategii "Lifespiration starts here". Na tej stronie można wziąć udział w plebiscycie, który już niebawem wskaże najbardziej inspirujące kobiety. Inicjatywa, nagłaśniająca kobiece sukcesy, ma wspomóc zmianę sposobu myślenia u kobiet, które za mało w siebie wierzą. 
Answear prowadzi również coroczne działania "I’m a feminist". Mają ona na celu nie tylko rozpowszechnianie świadomości o Światowym Dniu Feminizmu, który przypada 7 listopada, ale przede wszystkim edukację o roli równouprawnienia. Co roku firma zwraca się też z apelem do mężczyzn o wsparcie praw kobiet i równości płci zgodnie z ideą, że feminizm potrzebuje mężczyzn, a mężczyźni potrzebują feminizmu.
– Obserwujemy, jak bardzo kobiety zmieniają swoją rolę we współczesnym świecie. Niemniej, w wielu przypadkach nadal nie wierzą w swoje możliwości, a także nie czują się doceniane. Dlatego właśnie, wspieramy kobiety, ich prawa, rozwój osobisty i wewnętrzną siłę. Chcemy, aby każda z nich była świadoma swoich mocnych stron i cieszyła się z tego, kim jest i jaka jest – podsumowuje Magdalena Dąbrowska.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/ced6162a838fdb7692446d851cbd0f39,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/ced6162a838fdb7692446d851cbd0f39,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">To jedna z tych ideowych marek, którą kobiety stworzyły dla innych kobiet. Poznajcie polski multibrandowy sklep internetowy Answear i jego autorską markę Answear.LAB</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/437512,kobieta-niezalezna-w-serialu-powerwomen-wywiad-z-kamila-rowinska</guid><link>https://natemat.pl/437512,kobieta-niezalezna-w-serialu-powerwomen-wywiad-z-kamila-rowinska</link><pubDate>Thu, 22 Sep 2022 06:31:41 +0200</pubDate><title>Kobieta Niezależna, która daje innym Polkom odwagę. Rozmawiamy z bohaterką programu &quot;Powerwomen&quot;</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/926cc8bcd8111f17349a6f5c477d7f2f,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Jako 25-latka miała już własną działalność gospodarczą. Dziś jest przedsiębiorczynią zarządzającą prestiżową firmą szkoleniową z wydawnictwem i autorką 8 książek. Na Facebooku obserwuje ją 193 000 osób, a na Instagramie – blisko 87 000. Jest też szczęśliwą żoną i mamą, a nade wszystko spełnioną kobietą, która, aby dać siłę i odwagę Polkom, popularyzuje w całym kraju autorski koncept pod nazwą "Kobieta Niezależna".

W październiku tego roku wystąpi, obok Kayah, Gosi Baczyńskiej, Katarzyny Puzyńskiej i Anny Henckiej-Zyser, w serialu dokumentalnym "Powerwomen Polska" na platformie Viaplay. Produkcja przedstawi inspirujące sylwetki niezależnych i silnych kobiet, którym dzięki zaangażowaniu, ciężkiej pracy, nieugiętemu charakterowi i konsekwentnemu postępowaniu udało się osiągnąć sukces.
– Chcę pokazać kobietom, że godzenie wielu ról, choć trudne, jest możliwe. Bez zbędnego lukru opowiedzieć o tym, jak staram się to wszystko połączyć – mówi w wywiadzie dla naszego serwisu Kamila Rowińska, trenerka biznesu, bizneswoman, inwestorka, właścicielka firmy szkoleniowej Rowińska Business Coaching, autorka książek z dziedziny biznesu i rozwoju osobistego, w tym bestsellera "Kobieta Niezależna", założycielka Fundacji "Kobieta Niezależna" i jedna z bohaterek programu  "Powerwomen Polska".
Kobieta Niezależna, czyli jaka? Co stanowi fundament konceptu stworzonego i popularyzowanego przez Panią w Polsce?
Kamila Rowińska: Kobieta Niezależna jest przeze mnie rozumiana jako kobieta niezależna mentalnie i finansowo.
Mentalnie, czyli jak?
Tak, że jest w stanie podążać w życiu zgodnie ze swoimi wartościami (przy założeniu oczywiście, że jej intencją nie jest ranienie innych). Ma odwagę do tego, żeby żyć po swojemu, realizować swoje marzenia, plany, bez obaw o presje społeczne, które będą często na nią narzucane, i bez pytania kogokolwiek o zgodę.
A finansowo?
Niezależna finansowo kobieta to taka, która jest w stanie samodzielnie odpowiadać za finanse swoje czy swojej rodziny, jeżeli ma dzieci, partnera albo partnerkę. To, że jest samodzielna i stabilna finansowo, oznacza, że nie prosi kogoś o pieniądze, jak często jest to wciąż w Polsce spotykane.
Rozumiem, że model "Kobiety Niezależnej" zakłada walkę z przemocą ekonomiczną, często bagatelizowaną w naszym kraju?
W rzeczy samej. Przemoc ekonomiczna to właśnie wynik tego, że kobiety nie są niezależne finansowo, że całkowicie powierzają życie finansowe swoje i swoich dzieci w ręce najczęściej mężczyzny, męża, partnera. Później, jeśli nie mają swoich pieniędzy, a zarazem nie zdają sobie sprawy, że pieniądze zarobione przez małżonka są wspólnymi pieniędzmi (przy założeniu braku rozdzielności majątkowej w małżeństwie), to w wielu rodzinach pojawiają się bardzo przykre i krzywdzące je komentarze.
Jakie?
"Przecież to ja zarabiam, to są moje pieniądze, ty nie zarabiasz, ty siedzisz w domu". A przecież za tym siedzeniem kryje się "gotowanie, sprzątanie, zajmowanie się dziećmi". To ciężka praca, ale praca nieodpłatna, przez co kobieta nie ma później świadczeń emerytalnych. Tymczasem ta druga strona w związku rozwija swoją karierę zawodową, swój biznes, a kiedy przychodzi, co do czego, to kobieta zostaje na lodzie.
Im dłużej taki stan się utrzymuje, tym problem się pogłębia.
Tak. Bardzo dużo kobiet w starszym wieku znajduje się w dramatycznej sytuacji finansowej. Z kolei powrót na rynek pracy czy tworzenie własnego biznesu jest dla nich niezwykle trudne, biorąc pod uwagę, że pozostawały nieaktywne zawodowo przez 5-10, a nawet i więcej lat.
Proszę powiedzieć, z jakim odzewem spotyka się Pani koncept wśród kobiet i mężczyzn?
Są dwie strony. Jedna strona kobiet i mężczyzn to ta, której ta zmiana nie odpowiada. Nie chcą oni i one zobaczyć, że ten problem istnieje, uznać, że świat idzie do przodu, że żyjemy coraz dłużej, więc są przeciwni i  uważają, że tak jak było, tak powinno zostać. Opowiadają się za takim jasnym ich zdaniem podziałem ról – kobieta zajmuje się domem, a mężczyzna zarabianiem pieniędzy. Przekonują, że mężczyzna będzie w stanie zadbać o kobietę, więc po co te wszystkie feministyczne "wymysły". Często też posługują się argumentem biednych, niezaopiekowanych dzieci, których matki są wyrodne, bo raczą robić karierę.
A druga grupa, która jak mniemam, patrzy zupełnie inaczej na te relacje, jak na to odpowiada?
Coraz większa grupa zarówno kobiet, jak i mężczyzn, dojrzewa do tego, żeby wprost powiedzieć: "tak, faktycznie, dziecko potrzebuje obojga rodziców, więc jeśli decydujemy się na rodzicielstwo, to decydujemy się oboje i dzielimy między siebie funkcje i obowiązki". Oczywiście, kobieta rodzi dziecko, ale później mężczyzna jak najbardziej jest w stanie sprawować rolę opiekuńczą względem dziecka, dzięki czemu kobieta nie musi się tak bardzo "odcinać się" od rynku pracy.
Mężczyznom ten model również przynosi swego rodzaju wyzwolenie?
Tak. Coraz częściej mężczyźni doceniają fakt, że na ich barkach nie spoczywa cała odpowiedzialność za życie finansowe rodziny, że kobieta, która towarzyszy im w życiu, jest ambitna, chce się rozwijać, wnosi finansowy wkład w życie rodziny. Ci, którzy dorastali, interesując się rolą ojca, bardziej widzą siebie w roli takiego aktywnego taty, który od najmłodszych lat towarzyszy dziecku, interesuje się jego sprawami i potrafi z nim spędzać czas, a nie jest takim tatą, który tylko jest dopuszczany do dziecka od pewnego wieku po to, aby pograć z nim w piłkę lub pojeździć na rowerze, jak to jeszcze w wielu domach wciąż funkcjonuje.
A jak to było z Panią? Czy może Pani w "telegraficznym skrócie" opowiedzieć swoją drogę do niezależności?
Ja swoją niezależność zaczęłam bardzo wcześnie. Już jako nastolatka szukałam dorywczych zajęć. Będąc młodą dziewczyną, wiedziałam, że jeżeli będę chciała pójść na studia, to będę musiała na nie sama zarobić, ponieważ od rodziców (pochodzę z niezamożnej rodziny) nie będę mogła liczyć na finansowy start i wsparcie. Dlatego bardzo szybko zaczęłam zarabiać pieniądze. Jako studentka byłam stale aktywna zawodowo.
Kiedy pojawiła się własna działalność, a kiedy własna rodzina w Pani życiu? 
Jako 25-latka po raz pierwszy zostałam mamą. Byłam zamężna od roku i miałam już wtedy swoją działalność gospodarczą. Bardzo szybko wróciłam też do pracy. Pracowałam tak długo, jak tylko mogłam. Drugi raz zostałam mamą, kiedy miałam 33 lata, i wtedy już byłam stabilna finansowo. Decydując się ponownie na urlop macierzyński, mogłam pozwolić sobie na to, żeby zwolnić, ale szczerze mówiąc, przez te wszystkie lata rodzicielstwa (mam 17-letniego i 9-letniego syna), zawsze byłam aktywna zawodowo i miałam swoje pieniądze.
A mąż?
Oczywiście mąż pracuje i też zarabia na dom, ale jednocześnie trzymamy się zasady, że oboje podejmujemy decyzje finansowe, inwestujemy pieniądze, nie żyjemy ponad stan i budujemy swoją stabilizację.
Jak układają sobie Państwo życie rodzinne? 
Od męża oczekuję, że będzie aktywny w wychowywaniu dzieci, że nie będzie normą to, że jeżeli dziecko jest chore, to ja zawsze jestem tym rodzicem, który zostaje w domu i rezygnuje ze swoich planów zawodowych. Staramy się uzupełniać, jak tylko możemy. Są takie lata, w których to mój mąż bardzo mocno inwestuje w rozwój swojej kariery czy edukację, a są takie momenty, kiedy oboje stawiamy bardziej na moją karierę, na mój biznes, ponieważ akurat tego wymaga czas. Staramy się więc grać w rodzinie do jednej bramki.
Mąż też jest przedsiębiorcą? 
Nie, w tym związku tylko ja mam własną firmę. Mój mąż pracuje natomiast na etacie w Komisji Europejskiej, ale zapewnia mi wsparcie w mojej działalności, abym realizowała swoje biznesowe cele. Dużo rozmawiamy o moich planach biznesowych, zawodowych, na czym mi zależy, no i mój mąż to szanuję. W moim rozwoju zawodowym stara się mnie wspierać tak mocno, jak tylko potrafi.
Jak wygląda Pani życie zawodowe?
Aktualnie prowadzę firmę szkoleniową, która znajduje się w Polsce. Ze względu na życie zawodowe mojego męża obecnie mieszkam w Belgii, w Brukseli. Dlatego w taki sposób układam swoją pracę, aby raz w miesiącu móc np. na tydzień polecieć do Polski. W trakcie takiej "delegacji" załatwiam wszystkie sprawy, jakie tylko mogę, łącząc szkolenia z różnymi spotkaniami, sesjami konsultacyjnymi, zdjęciowymi czy nagraniowymi. 
A tak na co dzień, kiedy nie jest Pani w Polsce, tylko w Belgii?
W pozostałym czasie pracuję trochę już mniej, ale zdalnie z domu i wtedy robię te rzeczy, które po prostu można robić przez internet. Z reguły pracuję od 8 do 16. Dzieci zaś chodzą do szkoły, mąż chodzi do pracy. Oprócz tego każdy z nas ma swoje pasje i zajęcia dodatkowe. Ja chodzę na treningi sportowe z trenerem personalnym oraz zajęcia z zumby. Jak już to wszystko zrobimy i połączymy z jakimiś wyjazdami czy spotkaniami z przyjaciółmi, to ta doba nam się kończy [śmiech].

                    
                Proszę opowiedzieć więcej o swojej działalności biznesowej. Do kogo skierowane są szkolenia?
Prowadzę firmę szkoleniową. Zatrudniam 16 osób, piszę też książki, mam też swoje wydawnictwo, wydaję kursy online. Szkolenia są skierowane zarówno do mężczyzn, jak i do kobiet. Mowa tu o tych warsztatach, które poruszają tematy sprzedaży, budowania zespołu, komunikacji asertywnej i wzmacniania pewności siebie. Natomiast flagowym szkoleniem, które już prowadzę od blisko 10 lat, jest właśnie "Kobieta Niezależna".
I na nim jest już komplet pań?
To są szkolenia, w których 90 proc. sali zajmują kobiety, ale oczywiście mężczyźni też czasami na nie przychodzą, bo też uczymy na nich zarządzania budżetem domowym, własnym czasem, szukania drogi zawodowej. Bardzo często mężczyźni chcą też towarzyszyć swoim partnerkom w tym, czego się one uczą, albo poznać lepiej ich punkt widzenia.
Jakie są jeszcze powody wizyty panów na tych szkoleniach?
Niektórzy mężczyźni, ci, którzy zatrudniają kobiety albo pracują w mocno sfeminizowanych środowiskach, przychodzą z ciekawości, aby lepiej poznać, z czym zmagają się panie na swojej drodze zawodowej. Choć to jedyne szkolenie, które jest stricte dedykowane kobietom, to panowie są jak najbardziej mile widziani. Żadnego mężczyzny z żadnego spotkania nigdy nie wyprosiłam [śmiech].
Spójrzmy może teraz na to zagadnienie w wymiarze społecznym. Jakie zmiany Pani zdaniem powinny nastąpić w Polsce, aby model szeroko rozumianej niezależności kobiet został faktycznie wzmocniony?
Na to zagadnienie warto byłoby spojrzeć z dwóch stron. Przede wszystkim potrzebna jest u kobiet większa pewność siebie i zmiana oczekiwań względem siebie. Bo one bardzo często oczekują od siebie, że będą nieistniejącymi superbohaterkami, które pracują zawodowo, sprzątają dom w szpilkach po nocy, potem robią testy "białej rękawiczki", gotują dwudaniowe obiady, codziennie nowe, i przygotowują podwieczorki. 
Sporo tych wyzwań. 
To jeszcze nie koniec, bo przy tym są supermatkami, które odbierają dzieci jako pierwsze ze szkoły i od razu odrabiają z nimi prace domowe. I jeszcze są najbardziej zaangażowanymi pracownicami w firmach, które codziennie wyglądają pięknie, jakby uciekły z sesji zdjęciowej z supermodelkami. 
Jak dużą krzywdę wyrządza kobietom ten mit o potrzebie bycia perfekcjonistką?
W Polsce kobiety chcą być we wszystkim jednocześnie doskonałe i idealne, przez co dużo od siebie wymagają. To powoduje, że połączenie tych wszystkich ról jest dla nich trudne, ponieważ jeśli wszystko chcą zrobić same, to śmiem twierdzić, że jest to wręcz niemożliwe, albo zapłacą za to wcześniej czy później wycieńczeniem fizycznym i psychicznym. Dlatego powinny przestać oczekiwać od siebie bycia mistrzynią w każdej z tych dziedzin i zdać sobie sprawę, że nie same założyły rodziny, w związku z czym jest to zadanie na dwie osoby, jak nie więcej, jeśli dzieci już są w stanie pewne rzeczy robić same.
Wspomniała Pani, że jest jeszcze drugi aspekt wsparcia dla budowania niezależności kobiet w społeczeństwie.
Tak. Wszyscy musimy też zrozumieć, że rola ojca w rodzinie jest niezwykle ważna i nie kończy się na przykręceniu czegoś, co odpada, zarobieniu pieniędzy i wymyciu samochodu, tylko oznacza pełne uczestnictwo w życiu rodzinnym i w życiu dzieci. Musimy przyjąć do wiadomości, że mężczyzna jest w stanie zostać, nawet z najmłodszym dzieckiem, zaopiekować się nim, zadbać o posiłki, o zakupy, o poukładanie ubrań w szafie, i to nie jest wyłącznie tak, że tylko kobieta potrafi to robić. Jeśli zmienimy te przekonania, to wtedy kobiety będą w ogóle przejmowały odpowiedzialność za coś więcej niż tylko to, czy w domu jest czysto.
Te zmiana mentalności musiałaby nastąpić nie tylko w czterech ścianach, w domach, ale też w biurach, firmach, instytucjach, wszędzie.
Na pewno w świecie pracodawców czy też w świecie biznesu potrzeba zrozumienia, że to nie tylko kobieta po urodzeniu dziecka powinna zostać w domu, by się nim zaopiekować, bo przecież mężczyzna może również odrobinę spowolnić czy zastopować swoją karierę, aby ta kobieta np. po pół roku mogła na spokojnie wrócić do pracy, nawet jeśli na początku będzie to mniejszy wymiar godziny. W Belgii, gdzie mieszkam, kobiety po 6. miesiącach od urodzenia dziecka wracają do pracy. Dziecko spędza czas w żłobku (tak, te żłobki są, jest do nich dostęp), a kobietom nikt nie mówi, że są wyrodnymi matkami i z kim w ogóle zostawiły dziecko.
To jest ten niesławny mechanizm powodowania wyrzutów sumienia u pracujących zawodowo matek?
W Polsce wiele kobiet żyje w poczuciu winy, że idą do pracy, a nawet mi się zdarzało, że dostawałam pytania, z kim zostawiłaś dziecko, nawet jeżeli obok mnie stał ojciec dziecka. Wtedy upominałam taką osobę, że jeżeli chce zadać takie pytanie, to niech zapyta: "z kim zostawiliście dziecko?". To przecież nasze wspólne dziecko, jeśli już ktoś pyta. Także na pewno przedszkola i żłobki powinny być bardziej dostępne, a na chwilę obecną nie są. I ta presja na kobiety i to poczucie winy, że są złymi matkami, ponieważ zajmują się sobą, ponieważ dbają o siebie, powinna się skończyć. Także na tych dwóch płaszczyznach powinniśmy popracować.
A co z równością urlopów dla rodziców?
W Belgii, gdzie pracuje mój mąż, ma on urlop tacierzyński, który może sobie wybierać – UWAGA – do 12 roku życia dziecka! Wprawdzie od pewnego wieku dziecka  jest on bezpłatny, ale ważne, że jest dostępny w sytuacjach, w których może być to konieczne. I nikogo nie dziwi, że mąż ten urlop bierze, że nie jest tylko urlop macierzyński, ale także ojcowski. W niektórych krajach jest nawet tak, że nie można go przekazać mamie, tylko tata musi go po prostu wziąć. Poniekąd z góry jest narzucone to, że ojciec zajmuje się dzieckiem.
Gdzie jeszcze dostrzega Pani nierównowagę w sytuacji kobiet i mężczyzn w Polsce?
Nie zapominajmy też o coraz częściej spotykanych rodzinach, które się rozwodzą. Na Zachodzie jednak bardzo często występuje opieka naprzemienna, która sprawia, że rozwiedziony ojciec też dużo opiekuje się dzieckiem. W Polsce dziecko najczęściej po rozwodzie rodziców zostaje z mamą i wtedy mama nie dość, że zajmuje się dzieckiem przez większość czasu, to jeszcze walczy bardzo często o alimenty. W Polsce mamy bardzo duży wskaźnik nieściągalności alimentów, więc kobieta musi pracować za dwóch, żeby utrzymać siebie i dziecko. A jak te alimenty nawet są, to często nie pokrywają kosztów, które mama musi ponosić. 
A ojciec w tym czasie...
Może sobie mieszkać w jakieś najmniejszej kawalerce i nawet nie martwić się tym, aby mieć pokój dla dziecka. Nie zabiera też dziecka na połowę wakacji, tylko na weekendy albo na tydzień czy dwa. Jest więc w stanie więcej czasu poświęcić, czy to swoim przyjemnościom, czy swojej karierze zawodowej. 
Jak dużo zmienia model opieki naprzemiennej?
W przypadku opieki naprzemiennej, która często występuje na Zachodzie, sytuacja wygląda tak, że kobieta przez ten dłuższy czas, gdy jej dziecko znajduje się pod opieką ojca, może nadrobić pewne sprawy służące jej potrzebom, rozrywce, ale też pracy. Dzięki temu staje się równym partnerem na rynku pracy co jej były mąż, ponieważ też może skorzystać z delegacji, jest bardziej dostępna. Może też się dokształcać, zapisać na jakieś studia podyplomowe, ponieważ wie, że w tym czasie dziecko będzie miało zapewnioną przez ojca opiekę. 
Wróćmy do Pani osoby. W październiku wystartuje polska odsłona serialu dokumentalnego "Powerwomen", w którym będzie Pani jedną z bohaterek. Czego możemy spodziewać się po Pani występie?
Jeszcze nie wiem, jak to wszystko zostanie zmontowane [śmiech]. Po moim udziale widzowie mogą spodziewać się lekcji, jak łączyć wszystkie role życiowe: rodzinne, towarzyskie i zawodowe. Dla mnie te zawodowe są bardzo wymagające, ponieważ moja praca, moje środowisko, kierunek, który wybrałam, wymaga dyspozycyjności, dużo energii i wysiłku. Pokazuję też to, że staramy się z mężem połączyć swoje marzenia o rodzinie, o stabilizacji finansowej, a jednocześnie wszystko to scalić z życiem dzieci. W programie występuje w roli i przyjaciółki, i kobiety, która chce poświęcić czas sobie, i szefowej, i mentorki dla klientów, i żony, i mamy, więc można zobaczyć mnie w całej okazałości: w domu, w pracy i po pracy.
A dlaczego w ogóle zdecydowała się Pani wystąpić w tym programie?
Chcę pokazać kobietom, że godzenie tych ról, choć trudne, jest możliwe. I zaprezentować rzeczywisty obraz takiego stylu życia. Bez zbędnego lukru opowiedzieć o tym, jak to wygląda i jak staram się to wszystko połączyć, bo w grę wchodzi tu bardzo trudna sztuka zarządzania sobą w czasie, w której nie ma miejsca na puste przebiegi. Mam nadzieję, że to się w tym programie uda. I chcę też pokazać cenę takiego życia, aby ci, którzy ewentualnie by się na nie zdecydowali, zobaczyli, czy to jest dla nich, czy są w stanie tak funkcjonować.
Czy oprócz występu w programie może się Pani podzielić swoimi najbliższymi planami na przyszłość? 
Oczywiście dalej planuję rozwijać koncept "Kobiety Niezależnej". W przyszłym roku, 2023, będę świętowała 10-lecie powstania mojej firmy, jak również wydania książki. Wszystko, co teraz robię, będę robiła nadal, ale będę starała się robić to na większą skalę, ponieważ chciałabym, żeby wreszcie ten koncept w Polsce nie był już potrzebny [śmiech]. Innymi słowy, żeby "Kobieta Niezależna" stała się normą.
Co będzie pilnym wyzwaniem w realizacji tego projektu w nadchodzącej perspektywie czasowej?
W kolejnych latach prawdopodobnie trzeba będzie zadbać o te kobiety, które dzisiaj nie myślą, że jest to im potrzebne, ale za 5-10 lat, będą w takim wieku, będą miały 50-60 lat, i okaże się, że jednak potrzebują tego wsparcia. Będą takimi tzw. silverkami, którymi trzeba będzie pokazać, że mogą jeszcze o siebie zadbać, zachęcić je do własnego rozwoju, do zmiany pracy, do tego, że jeśli nawet nie mają teraz po 30. lat, to żeby jednak przejęły odpowiedzialność za siebie. Podsumowując, żadnych rewolucji nie przewiduję, może poza taką, że chciałabym więcej czasu w najbliższych latach poświęcać sobie [śmiech].
Czyli też trochę zwolnić? 
W tym roku kupiliśmy z mężem dom w Hiszpanii i chcielibyśmy trochę zacząć odcinać kupony od pracy [śmiech]. Przedsiębiorczynią jestem od 1999 roku. To już prawie 25 lat prowadzenia biznesu, w związku z czym chciałabym zadbać o większą równowagę work-life i o swoje zdrowie, bo przecież jestem coraz starsza i tego będzie potrzebował mój organizm. Jednocześnie, wykorzystując swoje doświadczenie, pragnę, żeby mój biznes rósł i mógł rozwijać się, ale nie z większym, tylko mniejszym nakładem mojej pracy.
A co z pisaniem książek?
Szczerze mówiąc, teraz głównie koncentruję się na nagrywaniu kursów online, ponieważ zauważyłam, że nowe pokolenie, do którego obecnie docieram, bazuje głównie na materiałach wideo. To jest forma, która najlepiej do niego trafia. Dotąd napisałam 8 książek, mogłabym oczywiście napisać kolejne, natomiast widzę większy i szerszy efekt, kiedy moje przemyślenia podaję w "pigułkach" wideo i mocniej angażuję się w działalność na Instagramie czy TikToku, gdzie to właśnie pokolenie spędza najwięcej czasu.
A gdyby ktoś chciał poznać, kim jest "Kobieta Niezależna", to gdzie mógłby Panią spotkać?
Cały grafik moich wystąpień jest dostępny na mojej stronie kamilarowinska.pl. Wszystkich chętnych zapraszam na nią, ponieważ tam na bieżąco można zobaczyć, kiedy występuję. Każdego miesiąca można wziąć udział w jakimś wydarzeniu ze mną w roli głównej na żywo. Regularnie jeżdżę też po Polsce ze szkoleniem "Kobieta Niezależna". Odbędzie się ono niedługo w Rzeszowie, Białymstoku i Warszawie. A jeśli chodzi o szkolenia stricte biznesowe i rozwojowe, to one przynajmniej raz w miesiącu odbywają się w Warszawie.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/926cc8bcd8111f17349a6f5c477d7f2f,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/926cc8bcd8111f17349a6f5c477d7f2f,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">O projekcie &quot;Kobieta Niezależna&quot;, równouprawnieniu w rodzinie, działalności biznesowej, życiu rodzinnym, wzmacnianiu niezależności kobiet w Polsce i występie w programie &quot;Powerwomen&quot; rozmawiamy z trenerką biznesu i autorka książek, Kamilą Rowińską</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/428818,crunchy-moms-to-styl-rodzicielstwa-i-zycia-powrot-do-natury-i-dziwna-moda</guid><link>https://natemat.pl/428818,crunchy-moms-to-styl-rodzicielstwa-i-zycia-powrot-do-natury-i-dziwna-moda</link><pubDate>Wed, 03 Aug 2022 14:21:14 +0200</pubDate><title>Kim są crunchy moms? Jedni mówią na nie bio-matki, inni matki-wariatki</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/183f64c04e81069fc7fd7b1556abe8f5,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Jeszcze kilkanaście lat temu polskie matki rzucały w kąt znienawidzone pieluchy tetrowe na rzecz luksusowych jednorazowych pampersów. Dzisiaj matki wracają do nich tak, jak do chustonoszenia, hodowania własnych warzyw zamiast dawania dzieciom słoiczków i kupowania drewnianych klocków w miejsce wyjących plastikowych zabawek. A przynajmniej niektóre matki — "crunchy moms" to matkowe spektrum, od kobiet, które chcą naturalnego rodzicielstwa do tych, które szczepionkom i lekarzom mówią zdecydowane nie.

"Crunchy moms" to matkowe spektrum — od kobiet, które starają się wychowywać dzieci w duchu naturalnego rodzicielstwa do radykalnych matek, które hołdują zasadom duchowości, magii, odrzucając wiedzę medyczną.
"Crunchy moms" to także sięganie do rozwiązań kiedyś stosowanych przez ludzi biednych i traktowanie ich jako swego rodzaju zabawy dla uprzywilejowanych.
Oto czemu drewniane zabawki, beżowe ubranka dla dzieci, kadzidła i naturalne kryształy są tak ważnymi artefaktami dla "crunchy moms".

Kim jest crunchy mom?
Nawet jeśli nie słyszeliście tego wyrażenia, które do języka polskiego nie przeszło w żadnej spolszczonej formie, to zdecydowanie spotkaliście się z matkami, które można umieścić na skali "crunchy moms". Problem jednak w tym, że skala jest bardzo różnorodna, a definicje wahają się od tych neutralnych do najbardziej pejoratywnych.
Czytaj także: Słyszą, że "nic z tego, bo Lew nie pasuje do Wodnika". Faceci ostrzegają się przed zodiakarami
Parentingowe zagraniczne portale tłumaczą "crunchy moms" jako matki, które chcą wychowywać dzieci w duchu "naturalnego rodzicielstwa". Zdrowych produktów, rezygnacji z plastiku w zabawkach, cukru w produktach spożywczych — organiczne jedzenie, kupowanie w duchu zero waste, chustonoszenie czy karmienie piersią to charakterystyczne wybory dla "crunchy moms".

                
                    
                
                Definicja z Urban Dictionary jest o wiele mniej łaskawa i podkreśla, że "crunchy moms" to matki-hipiski, które najchętniej "pozwoliłyby swoim dzieciom jeść kamienie i bawić się w brudzie". Charakteryzuje je brak wiary w naukę (są przeciwniczkami szczepień, pomocy lekarskiej) i przekonanie, że są lepsze od innych matek, które nie mają czasu na pieczenie własnego chleba, chustonoszenie i karmienie piersią.  

                
                    
                
                Wiele definicji i przykładów użycia słów "crunchy moms" wskazuje, że w ogólnej opinii są to "biomatki-wariatki", które podporządkowały cały swój styl życia i wybory swoich dzieci pod zero waste i kontakt z naturą. Ale jednocześnie kompletnie zapomniały, że swoimi konsumenckimi wyborami nakręciły wielki biznes, który z ekologią i duchowością niewiele ma wspólnego. 
Estetyka matki-minimalistki i beżowe śpioszki
Nie można nie zauważyć paradoksu postępowania niektórych "crunchy moms". Z jednej strony hołdują idei opartej na naturze, która ma uchronić ich dzieci od komercyjnego, kapitalistycznego i zepsutego świata.
Z drugiej te same matki styl życia "crunchy moms" na potęgę kupują. A charakteryzuje się on bardzo konkretnymi zasadami, które trzeba spełnić. Całe mieszkanie czy pokój maluszka ma być urządzone w barwach neutralnych, jasnych; biały i beżowy to pożądane kolory. 

                
                    
                
                Na ścianach, zamiast obrazków z bajek powinny zawisnąć białe makramy, koniecznie plecione ręcznie z dobrą intencją, afirmacją, najlepiej przez siostrzaną "crunchy mom", by przynosiły dziecku szczęście i spokój. Kadzidła i naturalne kamienie w otoczeniu dziecka będą tarczą ochronną.
Zabawki nie byle jakie. Dziecko nie może być przebodźcowane, więc popularne dziś interaktywne zabawki odpadają. Odpadają także dlatego, że są zrobione z plastiku, a to oczywiście materiał śmieciowy. Pożądane zabawki są wykonane z drewna, swoją drugą młodość przeżywają tak popularne w czasach PRL-u drewniane klocki, puzzle i układanki.
Problem w tym, że zwykłe drewniane klocki, które w sklepie z zabawkami w średnim zestawie można kupić za około 40 zł, sprzedane jako "klocki Montessori/klocki sensoryczne/ekologiczne/zerowaste" swoją cenę podwoją, jeśli nie potroją. 

                
                    
                
                Tym bardziej, jeśli producent dorzuci do nich woreczek w kolorze sand beige. Zastanawiacie się, o co chodzi? Kolor beżowy jest w cenie! Został zaadaptowany przez "crunchy moms" jako kolor neutralny, wyciszający, idealny dla dziecka. Na profilach instagramowych "crunchy moms" (także tych polskich) raczej nie ujrzycie dzieci ubranych w kolorowe śpioszki w groszki.
Króluje beż piaskowy, beż kremowy, beż neutralny, sand beige. A ubranka w tych kolorach są droższe od innych, nawet jeśli są wykonane z tego samego materiału! Zagraniczna instagramowa autorka "Sandbeige" zauważa, że ubrania te są "cosplayem bogatych, którzy inspirowali się stylem biedoty". I faktycznie swoją estetyką skromne ubrania nawiązują do klasy robotniczej.
"Cosplay biedoty" to także świadome rezygnowanie z wielu ogólnodostępnych dóbr na rzecz zastąpienia ich wyrobami hand made. Dla biednych ludzi to konieczność, dla części uprzywilejowanych "crunchy moms" to swego rodzaju zabawa czy styl życia.
Magiczne kamienie, kadzidła i ruch antyszczepionkowy
Pieczenie własnego chleba, pranie z pomocą orzechów piorących, korzystanie z naturalnego mydła, używanie pieluch tetrowych, hodowanie własnych warzyw, poród domowy to tylko część rytuałów i przyzwyczajeń, które kiedyś były sposobem na oszczędzanie pieniędzy lub jedyną dostępną kobietom możliwością, a dziś są zazwyczaj o wiele droższym rozwiązaniem niż to proponowane w mainstreamie. Do tego obudowanym w duchową i magiczną formę.
Jednak napędzanie konsumpcjonizmu to i tak jeden z mniejszych grzechów "crunchy moms". Ich radykalny odłam można porównać wręcz do sekty, która czuje się lepsza od innych matek — tych, które nie stosują skomplikowanych zasad życia, nie gotują codziennie dzieciom zdrowego obiadu i przez pracę zawodową nie są w stanie poświęcić swojego życia w stu procentach naturalnemu wychowaniu i prowadzeniu rodziny.

                
                    
                
                Jak słusznie zauważyła Paulina Zagórska na swoim Instagramie, "crunchy moms" to styl życia, na który realnie może sobie pozwolić bardzo wąska, uprzywilejowana i bogata grupa kobiet. Co gorsze, skrajna realizacja modelu "crunchy moms" odrzuca nowoczesną medycynę.
Niektóre kobiety uważają, że dzieci należy leczyć wyłącznie domowymi sposobami, odrzucają pomoc lekarzy, są przeciwniczkami szczepień. Swoim dzieciom często zakładają artefakty w postaci naszyjników z naturalnych kamieni, które mają je chronić, dodawać im sił, przynosić szczęście. 
"Biomatki" czy matki-wariatki?
Sama idea rodzicielstwa w duchu bliskości i w zgodzie z naturą jest oczywiście bardzo dobra, a do "crunchy moms" należą też kobiety świadome, korzystające tylko z niektórych rozwiązań tego ruchu. 
Należy pamiętać, że obrósł on w szkodliwe stereotypy, ale także sam przedstawia rozwiązanie niemające poparcia w medycznej wiedzy czy faktach naukowych. Ostatecznie jednak to po prostu idea, z której każda matka wyciągnie to, co dla niej i jej dziecka najlepsze, wcale nie zyskując metki "matki-wariatki".




]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/183f64c04e81069fc7fd7b1556abe8f5,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/183f64c04e81069fc7fd7b1556abe8f5,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Jedni mówią nie nie biomatki, inni matki-wariatki. Kim są crunchy moms?</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/417592,30-urodziny-avon-w-polsce-wywiad-z-dyrektor-generalna-agnieszka-isa</guid><link>https://natemat.pl/417592,30-urodziny-avon-w-polsce-wywiad-z-dyrektor-generalna-agnieszka-isa</link><pubDate>Tue, 07 Jun 2022 10:07:29 +0200</pubDate><title>Agnieszka Isa: Od 30 lat tworzymy lepszy świat dla Polek. I nadal będziemy to robić</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/956e13ac6ce25a4e40026216175c8697,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Marka kosmetyczna, dla której najważniejsi są ludzie – tak w kilku słowach można najtrafniej określić Avon. W tym roku mija 30 lat od momentu pojawienia się ich w Polsce. Od samego początku firma wspiera kobiety, oferując im możliwość rozwoju i niezależność finansową oraz troszczy się o ich zdrowie.

O tym, jaka jest ich recepta na sukces i budowanie wyjątkowych relacji, o dotychczasowych dokonaniach i krokach milowych oraz o planach na kolejne lata, opowiada Agnieszka Isa, General Manager Avon Cosmetics Polska.
Avon Polska obchodzi w tym roku 30. urodziny. Jak marka rozwinęła się w tym czasie? 
Gdy 30 lat temu nasza firma zaczęła działać w Polsce, prywatna przedsiębiorczość dopiero rozwijała się po okresie PRL-u. Choć tak wiele się zmieniło od tamtego czasu, nasz cel pozostał dokładnie taki sam jak wtedy, gdy drukowaliśmy w Polsce pierwszy katalog. Tym celem było i zawsze będzie tworzenie lepszego świata dla kobiet. To fundament, na którym opieramy nasz biznes, i misja, która jest w sercu wszystkiego, co robimy. Od samego początku troszczymy się o kobiety, wspieramy ich przedsiębiorczość, odwagę i pomysły na sukces. Poprzez nasz model biznesowy pomagamy im nawiązywać cenne relacje i rozwijać się – nie tylko zawodowo. Nieustannie poszerzamy portfolio, aby każda Polka mogła czuć się pięknie, a za sprawą naszych programów społecznych dbamy również ich zdrowie i poczucie bezpieczeństwa.
Wiele u Was mówi się o budowaniu wyjątkowych relacji. W jaki sposób dbacie o niezwykłe więzi?
Pielęgnowanie relacji jest bardzo ważnym czynnikiem budowania biznesu, zwłaszcza takiego, który opiera się na sprzedaży bezpośredniej. Przekonanie do niego Polek było na początku dużym wyzwaniem. Jednak szybko okazało się, że to idealne rozwiązanie, które odpowiadało na potrzeby ówczesnych kobiet. Nasze Konsultantki zapewniają spersonalizowaną obsługę, budując jednocześnie emocjonalne więzi ze swoimi klientami. Nie tylko poprzez produkty, ale również wspólne tematy – zainteresowania, przekonania, idee. Dlatego – chociaż obecnie bardzo silnie rozwijamy katalog online czy aplikację AvonOn dla Konsultantek – to właśnie relacje i bezpośredni kontakt z klientem pozostają nadal w centrum naszych działań. 
Z okazji 135. urodzin Avon na świecie, które obchodziliście w ubiegłym roku, chcecie przekazać 1,35 mln dolarów globalnie na ważne społecznie cele. Do kogo trafią te środki?
Zadeklarowaliśmy, że wraz z Fundacją Avon globalnie przekażemy 1,35 mln dolarów na rzecz kobiet. W Polsce część z tych środków zasili konto fundacji Feminoteka, z którą od lat współpracujemy w ramach kampanii Avon Kontra Przemoc. W 2019 roku wspólnie uruchomiliśmy też pierwszą przeciwprzemocową aplikację Avon Alert, która oferuje pomoc kobietom w bezpieczny sposób. Mamy nadzieję, że te pieniądze pomogą kolejnym tysiącom kobiet doświadczającym przemocy uwolnić się od opresyjnych partnerów i zmienić swoje życie na lepsze.
W tym roku prezentujecie także raport CSR, podsumowujący lata 2020-2021. Dlaczego warto do niego zajrzeć?
Wierzymy, że tworzenie lepszego świata dla kobiet to tworzenie lepszego świata dla nas wszystkich, dlatego z okazji 30-lecia obecności Avon w Polsce opublikowaliśmy raport z aktualnych działań realizowanych na rzecz Konsultantek i klientek (Human-Kind), a także środowiska naturalnego i zrównoważonego biznesu (Planet-Kind). Z raportu można dowiedzieć się m.in. tego, że co 8. kobieta w Polsce była lub jest związana z Avon, a obecnie na polskim rynku działa 175 tys. Konsultantek w ponad 77 tys. miast i wsi. Avon dofinansował ponad 58 tys. badań USG od 1998 roku w ramach kampanii Avon Kontra Rak Piersi i jako pierwsza firma w Polsce wprowadziliśmy dla pracowników Dzień na U – dodatkowy dzień wolny na badania profilaktyczne. Blisko 3,5 mln zł przekazaliśmy na walkę z przemocą, a z naszej aplikacji przeciwprzemocowej Avon Alert, stworzonej wspólnie z fundacją Feminoteka, skorzystało już 50 tys. osób. W trosce o planetę udało nam się ograniczyć w ostatnim roku emisję CO2 o 200 ton oraz zaoszczędzić 5000 m3 wody.  Ale mamy o wiele więcej rzeczy, którymi chcemy się pochwalić! 
Jakie wyzwania obraliście sobie na kolejne lata? Co planujecie?
Troska o zdrowie i bezpieczeństwo naszych Konsultantek, pracowników oraz klientów to dla nas podstawa. Dlatego każdego dnia staramy się zmieniać ich świat na lepsze. W obliczu wojny w Ukrainie przekazujemy darowizny oraz tworzymy sieć wsparcia z naszymi współpracownikami, Konsultantkami, partnerami biznesowymi, organizacjami charytatywnymi i samorządami. Dostarczamy kosmetyki pierwszej potrzeby, a także przekazujemy dotacje na tymczasowe zakwaterowanie i wyżywienie dla kobiet z dziećmi, które przyjeżdżają do Polski z Ukrainy. Do tej pory przekazaliśmy aż 20 ton produktów. Nasze Konsultantki z wielkim zaangażowaniem organizują lokalne inicjatywy pomocowe, w ramach których przekazały prawie 2 tony kosmetyków. Ponadto cały czas wspieramy nasze Konsultantki w Ukrainie, dostarczamy im produkty, by mogły zarabiać i nadal rozwijać swoje biznesy. 
W ramach naszej kampanii Avon Kontra Rak Piersi w tym roku dofinansujemy kolejne kilka tysięcy badań podczas akcji Gabinety z Różową Wstążką, a pod koniec roku znowu będziemy mówić głośno o przemocy, prowadząc kampanię Avon Kontra Przemoc. Nieustannie rozwijamy nasz biznes i dajemy milionom kobiet możliwość niezależności finansowej i rozwoju zawodowego. Oferujemy im nowe możliwości, inwestujemy w ich zarobki i szkolenia, ale też w kanały sprzedaży. Przygotowaliśmy również razem z nimi nowy program lojalnościowy „Avon nagradza”, który obejmuje pięć różnych poziomów – każdy z inną wysokością zniżek i korzyści. To nasza odpowiedź na ich pracę, zaangażowanie i lojalność oraz wkład w rozwój firmy w Polsce. 
Czego życzy Pani innym pracownikom Avon, Konsultantkom i marce na kolejne lata?
Wszystkim pracownikom przede wszystkim życzę tego, by praca w Avon dawała im satysfakcję i spełnienie zawodowe. Konsultantkom ciągłego rozwoju, nie tylko zawodowego, oraz budowania nowych, wyjątkowych relacji i pielęgnowania tych już nawiązanych. A marce… kolejnych sukcesów oraz działań, w których najważniejsi są ludzie.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/956e13ac6ce25a4e40026216175c8697,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/956e13ac6ce25a4e40026216175c8697,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">W tym roku mija 30 lat od momentu pojawienia się marki Avon w Polsce. O tym, jaka jest jej recepta na sukces i budowanie wyjątkowych relacji, o dotychczasowych dokonaniach i krokach milowych oraz o planach na kolejne lata, opowiada Agnieszka Isa</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/414751,dzisiejsze-nastolatki-wygladaja-staro-co-sie-stalo-z-wygladem-dziewczynek</guid><link>https://natemat.pl/414751,dzisiejsze-nastolatki-wygladaja-staro-co-sie-stalo-z-wygladem-dziewczynek</link><pubDate>Tue, 24 May 2022 16:57:48 +0200</pubDate><title>&quot;Wygląda na trzydzieści lat, ma siedemnaście&quot;. Dlaczego dzisiejsze nastolatki się postarzają?</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/c05acc45ae054211a89232975449a235,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />– Nie pamiętam, żeby w moim roczniku młode dziewczynki wyglądały jak kobiety 30 plus. Pióropusz rzęs i masa tapety – grzmią w komentarzach pod tekstem o wyglądzie nastolatek internauci. I chociaż wygląd zawsze był kwestią gustu, to nie można nie zauważyć, że dzisiejsze nastolatki faktycznie nie wyglądają... nastoletnio. Czy panuje moda na postarzanie się?

W dzisiejszych czasach czasami trudno określić wiek młodych dziewczyn, niektóre z nich wyglądają na starsze nawet o kilkanaście lat.
Viki Gabor i Roksana Węgiel stały się wzorami wyglądu dla dzisiejszych nastolatek.
Lubimy krytykować, ale warto zastanowić się dlaczego dzisiejsze nastolatki wyglądają "staro" i skąd pomysł, że wcześniejsze pokolenia wcale z wyglądem nie eksperymentowały.

Dzisiejsze nastolatki wyglądają staro?
Tekst "Dzisiejsze nastolatki gardzą tipsami i samoopalaczem. "Clean girl" to wzór estetyki dla pokolenia Z" wywołał wśród komentujących żywe dyskusje. Wiele osób zgodziło się, że look "clean girl", który stawia na minimalizm w makijażu, gładkie fryzury i codzienną elegancję faktycznie jest zauważalny u młodych dziewczyn. Inni uznali, że jeśli coś dzisiejsze nastolatki charakteryzuje, to permanentne postarzanie się.  
I tym razem to nie kwestia złośliwego internetowego hejtu. Gdy poruszam ten temat wśród przyjaciół, rodziny, znajomych z pracy czy anonimowych internautów wszyscy ochoczo potakują, potwierdzając, że też zauważyli zjawisko "postarzania się" u młodych dziewczyn i przekonują, że "w poprzednich rocznikach tak nie było".  
Jak z rękawa zaczynają sypać anegdotami, gdy przywitali się z sąsiadką, mówiąc jej na "pani", a okazywało się, że owa "pani" jest młodsza od nich o... całe dziesięć lat. Znajome nauczycielki pokazują mi zdjęcia klasowe, prosząc, bym odróżniła uczennice od wychowawczyń i często jest to po prostu niemożliwe. Nie mówiąc już o sytuacjach dość dwuznacznych, jak wszelkiego rodzaju imprezy, na których wiek kobiet jest kwestią kluczową.
Z jednej strony w sieci pod zdjęciami kolejnych nastoletnich celebrytek pojawiają się rubaszne (a może raczej niesmaczne) komentarze w stylu: "można się pomylić". 
Z drugiej strony oszacowanie wieku dzisiejszych nastolatek czasami naprawdę bywa niemożliwe.
Znajomi mężczyźni opowiadają o wielu sytuacjach, gdy na imprezie przekonani byli, że bawią się z równolatką czy nawet starszą koleżanką. Potem okazywało się, że "Kasia", której dawali 28 lat, nie ma nawet 18... 
Gdy wspominam, jak w latach 2000 wyglądały nastolatki, widzę właściwie dziecięce stylizacje, które miały jedynie udawać "kobiecy look". T-shirty z nadrukami z ulubionego serialu czy zespołu, kolorowe ubrania, jeśli makijaż to przede wszystkim nieudolnie wykonany, kolorowy, udziecinniający.
Viki Gabor i Roksana Węgiel? "Dziewczynki, które udają kobiety"
Dzisiaj nawet "zwykłe" nastolatki wiedzą, jak osiągnąć profesjonalny makijażowy look, nie mówiąc o nastoletnich celebrytkach, nad którymi pracuje masa stylistów. Każde kolejne zdjęcie nastoletnich gwiazd opublikowane w social media wywołuje falę negatywnych komentarzy dotyczących ich wyglądu. Mowa przede wszystkim o Viki Gabor czy Roksanie Węgiel, które nieustannie są na medialnym świeczniku. 
Najnowsze zdjęcie Viki Gabor z Sopockiego SuperHit Festiwalu 2022 spotkało się z lawiną negatywnych opinii, internauci uznali wprost, że Gabor to "dziewczynka, która udaje kobietę po 30". 
Wygląd nastolatki nie daje nikomu prawa do hejtowania, tym bardziej do komentarzy seksualizujących i wulgarnych wobec dziecka (Viki Gabor dopiero 10 lipca skończy 15 lat!), tym bardziej że nad wyglądem gwiazdy Eurowizji pracują dorośli styliści, a nie ona sama.
Obiektywnie nie da się jednak nie zauważyć, że gwiazda w niczym nie przypomina dziecka, nastolatki ani nawet młodej kobiety. Mocny makijaż, kobiece stylizacje w ciemnych kolorach, szpilki czy doczepione rzęsy dodają jej kilku-kilkunastu lat. A tak jak ona, wygląda masa dzisiejszych młodych dziewczyn. 
Jak postarza się nowe pokolenie?
Trend "starej-malutkiej" zauważyli już wszyscy. Pojawia się jednak pytanie, "jak" a może najpierw "dlaczego" nastolatki wyglądają jak dorosłe. I czy to zamierzony efekt, bo być może wyglądanie na własną starszą siostrę, żeby nie powiedzieć mamę, to efekt uboczny eksperymentów na wyglądzie.
Nie jest tajemnicą, że chodzi o makijaż. Ale nie mają racji boomerzy, którzy grzmią, że "kiedyś nastolatki się nie malowały i w głowie nie było im upiększanie się". Jeszcze kilkanaście lat temu młode dziewczyny nie miały po prostu dostępu do kosmetyków, które mogłyby sprawić, że ich makijaż wyglądałby profesjonalnie. 
Szminka podkradziona od mamy wyglądała na ustach licealistek komicznie, kolorowy cień trzeba było zmyć przed szkołą, w sklepach wybór kosmetyków był niewielki, na pewno niedostosowany do potrzeb nastoletniej cery, a "szczęściary", którym rodzice pozwoliliby na kosmetyki, nie wiedziały przede wszystkim, jak prawidłowo wykonać makijaż.
Dzisiaj nastolatki mogą nawet używać kosmetyków tworzonych przez... inne nastolatki, młode dziewczyny, jak Wersow (z ekipy Friza) czy Natsu (z Teamu X). 
A kolejną kwestią jest, że nastolatki chcą wyglądać właśnie tak, jak dziewczyny ściągające na swoje media społecznościowe miliony followersów. A by to zrobić, wystarczy zakupić reklamowaną przez influencerkę paletkę cieni i odnaleźć na Instagramie lub TikToku tutorial makijażowy, który podpowie, jak zrobić make-up tak, by wyglądać pięknie, profesjonalnie, jak nasza idolka, która skończyła już 20 lat, ale makijażem i stylizacją dodała sobie kolejnych 10.
Nie bez znaczenia jest także moda, która dzisiaj jest po prostu uniwersalna. Dzisiejsza 15-latka i 40-latka mogą wyskoczyć na miasto w tych samych dziurawych jeansach i białym T-shircie i nikt nie oskarży żadnej ze stron o próbę odmłodzenia czy postarzenia na siłę. Przynajmniej nie powinien. Przekłada się to na większą wolność w wyrażaniu siebie wyglądem. Czasem wolność w dodawaniu sobie kilku lat. 
Ale przede wszystkim dzisiejsze nastolatki nie przechodzą fazy wyglądowej "niezręczności". Eksperymentów z farbowaniem włosów farbą z drogerii, malowania się szminką ukradzioną mamie, przycinania grzywki we własnej łazience. Etap "brzydkiego kaczątka" zupełnie je omija, bo dzięki internetowym poradnikom wiedzą, jak od razu wyglądać kobieco i dojrzale. Jedyny problem, że wiedzą to za szybko.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/c05acc45ae054211a89232975449a235,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/c05acc45ae054211a89232975449a235,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Dzisiejsze nastolatki wyglądają staro? Co się stało z wyglądem dziewczynek</media:title></media:content></item>
		
	</channel>
</rss>
