<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" version="2.0" xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom">
	<channel>
		<title><![CDATA[naTemat.pl - Świat]]></title>
		<description><![CDATA[Najnowsze artykuły i wpisy blogerów w kategorii Świat w naTemat.pl]]></description>
		<link>https://natemat.pl/c/453,swiat</link>
				<generator>natemat.pl</generator>
		<atom:link href="https://natemat.pl/rss/kategoria,453,swiat" rel="self" type="application/rss+xml" />
		<atom:link rel="hub" href="https://pubsubhubbub.appspot.com/" xmlns="http://www.w3.org/2005/Atom" />
			<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/644680,silne-trzesienie-ziemi-zaskoczylo-we-wloszech-niezwykle-rzadkie-zjawisko</guid><link>https://natemat.pl/644680,silne-trzesienie-ziemi-zaskoczylo-we-wloszech-niezwykle-rzadkie-zjawisko</link><pubDate>Tue, 10 Mar 2026 17:09:18 +0100</pubDate><title>Silne trzęsienie ziemi zaskoczyło we Włoszech. &quot;Niezwykle rzadkie zjawisko&quot;</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/096c445d0e8c38a99567f9e43b762fbc,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Nocne trzęsienie ziemi na Morzu Tyrreńskim obudziło tysiące mieszkańców Włoch. Mimo dużej siły, rekordowa głębokość ogniska wstrząsu ocaliła region przed katastrofą. Oczy ekspertów natychmiast zwróciły się jednak w stronę pobliskiego superwulkanu.

Zegary wybijały godzinę 00:03 we Włoszech, gdy dno Morza Tyrreńskiego gwałtownie zadrżało. Epicentrum o magnitudzie 5,9 zlokalizowane zaledwie kilka kilometrów od turystycznego raju na wyspie Capri oraz 37 km od Neapolu mogło zwiastować tragedię, jednak natura tym razem okazała się łaskawa. Sejsmolodzy określają zjawisko, jako nietypowe, ze względu na głębokość jego wystąpienia.
Wstrząs na potężnej głębokości
Gdyby trzęsienie ziemi o takiej sile wystąpiło płytko pod powierzchnią, Neapol i okolice liczyłyby dziś straty w ludziach i zniszczonych budynkach. Hipocentrum znajdowało się jednak na głębokości aż 414 kilometrów. Narodowy Instytut Geofizyki i Wulkanologii (INGV) wyjaśnia, że tak głębokie wstrząsy to efekt zapadania się starej płyty oceanicznej w głąb płaszcza ziemi, a ponadto są one niezwykle rzadkie.
Energia, choć potężna, miała do pokonania ogromny dystans, przez co na powierzchni odczuto jedynie krótkie, choć wyraźne wibracje. Doniesienia o drżących meblach napływały nie tylko z Neapolu, czy wybrzeży Amalfi, ale także z oddalonych na północ Toskanii bądź Ligurii. Pomimo powstałej paniki, służby nie odnotowały żadnych uszkodzeń infrastruktury, ani poszkodowanych.

Superwulkan Pola Flegrejskie rzuca cień na Włochy
Sejsmolodzy nie zamierzają jednak spać spokojnie. Każda zwiększona aktywność sejsmiczna w rejonie Kampanii stawia w stan gotowości ekspertów monitorujących Pola Flegrejskie. Jest to gigantyczna kaldera superwulkanu, który już od 2022 roku wykazuje oznaki możliwego przebudzania się po setkach lat uśpienia.
Choć nocne trzęsienie ziemi miało inne podłoże geologiczne niż aktywność wulkaniczna, bliskość tak niebezpiecznego sąsiada zmusza do szczególnej ostrożności. Pola Flegrejskie to tykająca bomba – w przypadku erupcji gorące chmury gazu i popiołu mogłyby zniszczyć wszystko w promieniu 13 kilometrów. Obecnie sieć sejsmiczna pracuje w trybie podwyższonej gotowości, sprawdzając, czy głęboki wstrząs nie wpłynął na stabilność kaldery, w której cieniu żyje ponad 80 tysięcy ludzi.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/096c445d0e8c38a99567f9e43b762fbc,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/096c445d0e8c38a99567f9e43b762fbc,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">W pobliżu Neapolu we Włoszech doszło do potężnego wstrząsu ziemi</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/643342,to-izrael-zaatakowal-jako-pierwszy-iran-juz-grozi-miazdzaca-odpowiedzia</guid><link>https://natemat.pl/643342,to-izrael-zaatakowal-jako-pierwszy-iran-juz-grozi-miazdzaca-odpowiedzia</link><pubDate>Sat, 28 Feb 2026 10:35:05 +0100</pubDate><title>To Izrael zaatakował jako pierwszy. Iran już grozi &quot;miażdżącą odpowiedzią&quot;</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/ba0ff225971ed060f71b706fcadd8763,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Sytuacja na Bliskim Wschodzie uległa drastycznemu pogorszeniu. Nie ma już mowy o dyplomatycznym załagodzeniu konfliktu między Iranem a Izraelem i USA. Amerykanie mówią wprost, że atak potrwa przynajmniej kilka dni. Wiadomo jednak, że to nie oni ruszyli do walki jako pierwsi.

W sobotę 28 lutego doszło do połączonego ataku USA i Izraela na Iran. Pociski spadły w Teheranie, ale i w miastach Isfahan, Kom, Karadż i Kermanszah. Prezydent USA w oficjalnym oświadczeniu wprost podał, że atak jest efektem kontynuowania przez Iran badań nad bronią nuklearną. Ostrzał ma potrwać przynajmniej kilka dni. Jednak jak podaje Reuters, to nie żołnierze Trumpa jako pierwsi ruszyli do walki.
To Izrael zaatakował pierwszy Iran. Amerykanie poszli w drugim szeregu
Według doniesień agencji to Izrael jako pierwszy ruszył do ataku na Iran. – Państwo Izrael rozpoczęło prewencyjny atak na Iran, aby usunąć zagrożenia dla Państwa Izrael – stwierdził izraelski minister obrony Israel Katz. Dopiero później do walk drogą powietrzną i morską miały włączyć się wojska należące do USA.

                    
                Jednak jak podaje BBC, walki toczone są nie tylko w sposób konwencjonalny. Choć Iran wyłączył internet dla obywateli już wiele tygodni temu, to nadal wykorzystywał sieć do własnych celów. Podczas sobotniego ataku irańskie agencje informacyjne miały jednak paść ofiarami cyberataków, które sparaliżowały ich działania. 
"Jak podaje kanał Telegram konserwatywnego dziennika Hamshahri, kilka powiązanych z państwem irańskich agencji informacyjnych i platform internetowych padło ofiarą cyberataków po militarnych atakach USA i Izraela na Iran" – podało BBC. Problemy z działalnością mają agencje IRNA i ISNA. Podobno nie działa także część aplikacji internetowych używanych w Iranie. Szczegóły nie są jednak znane. Nie wiadomo też, kto stoi za cyberatakami.
Iran nie zamierza milczeć. Pierwsze rakiety poleciały już na Izrael
Trump i Natanjahu nie powinni się spodziewać, że ich atak na Iran będzie równie łatwy, co przeprowadzona kilka tygodni temu akcja w Wenezueli. Jak podał Reuters, powołując się na irańskiego urzędnika, Irańczycy zapowiedzieli już "miażdżącą odpowiedź". Od słów szybko przeszli do czynów.
Siły Obronne Izraela poinformowały o wystrzeleniu pierwszych rakiet przez Iran. "W tej chwili izraelskie siły powietrzne podejmują działania mające na celu przechwytywanie i atakowanie zagrożeń tam, gdzie jest to konieczne, aby wyeliminować zagrożenie. Obrona nie jest hermetyczna, dlatego też niezwykle ważne jest, aby społeczeństwo nadal stosowało się do wytycznych Dowództwa Frontu Wewnętrznego" – przekazano w komunikacie.
W związku z atakami i sytuacją zagrożenia wojsko izraelskie wydało zakaz działalności edukacyjnej, zgromadzeń i pracy. Wszyscy obywatele mają pozostać w bezpiecznych miejscach. W sobotę działają wyłącznie "sektory niezbędne".
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/ba0ff225971ed060f71b706fcadd8763,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/ba0ff225971ed060f71b706fcadd8763,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Izrael pierwszy zaatakował Iran. Odwet ma być bardzo bolesny</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/642088,wiecej-niz-forma-jak-moda-architektura-i-technologia-tworza-emocje</guid><link>https://natemat.pl/642088,wiecej-niz-forma-jak-moda-architektura-i-technologia-tworza-emocje</link><pubDate>Thu, 19 Feb 2026 19:29:15 +0100</pubDate><title>Więcej niż forma. Jak moda, architektura i technologia tworzą emocje</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/3cc6a6842615a7b64bf860011a7cd1bb,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Nowoczesny design przestaje być domeną specjalistów i kolekcjonerów. Moda coraz odważniej wchodzi w dialog z malarstwem, architektura płynnie przejmuje język rzeźby, a technologia otwiera się na świat sztuki, koloru i eksperymentalnej formy. Dzisiejszym markom nie wystarcza już tworzenie rzeczy funkcjonalnych i estetycznych – kluczowe stają się emocje, które produkt potrafi wywołać.

Dlatego projektanci coraz częściej współpracują z artystami. Razem budują opowieści, które nie tylko nadają produktom charakter, ale także sprawiają, że użytkownik chce zostać z marką na lata. To już nie jest zwykły design. To doświadczenie, które ma angażować, zaskakiwać i zostawiać po sobie ślad. Na styku mody, architektury i technologii rodzą się projekty, które wykraczają poza ładną formę. Powstaje emocja, a wraz z nią coś, co nie tylko przyciąga uwagę, ale długo nie pozwala o sobie zapomnieć.
Oto dziewięć przykładów z pogranicza mody, architektury i technologii, które pokazują, że gdy te obszary zaczynają się przenikać, powstaje coś znacznie więcej niż piękne formy. Powstaje emocja – doświadczenie, które zostaje z odbiorcą na długo.
MODA
Luksus w stylu anime
Na początku lat 2000 Louis Vuitton stanął przed wyzwaniem opowiedzenia o luksusie na nowo. Marka, symbol francuskiego rzemiosła i elegancji, dostrzegła, że jej siła nie może opierać się wyłącznie na tradycji. Nowy język luksusu miał wynikać z emocji i wizualnego doświadczenia. W tym przełomowym momencie Nicolas Ghesquière i Marc Jacobs zaprosili do współpracy Takashiego Murakamiego, japońskiego artystę umiejącego zamienić popkulturę w sztukę wysokich lotów.

                    
                Efektem była kultowa kolekcja toreb z monogramem LV w pastelowej eksplozji barw inspirowanych światem anime. Murakami wprowadził do haute couture energię, której wcześniej tam nie było, pokazując, że kunszt może być jednocześnie wyrafinowany i radosny. A luksus nie musi być śmiertelnie poważny.
Graffiti, które weszło na salony
Francusko-japoński dom mody Kenzo od zawsze szukał energii w kulturze ulicy. Dlatego do współpracy zaprosił Futurę 2000, legendę nowojorskiego graffiti. Artystę, który ściany metra zamieniał w pulsujące życiem płótna współczesnej sztuki. Jego abstrakcyjne formy i rytmiczne kompozycje znalazły swoje odzwierciedlenie w tkaninach, krojach i detalach.

                    
                Tak powstała linia, w której japońska precyzja spotkała się z nieokiełznaną energią Nowego Jorku – fuzja dyscypliny i spontaniczności, która doskonale oddała ducha Kenzo. W epoce, gdy luksus często tracił charakter, Kenzo przypomniało, że prawdziwa moc mody tkwi paradoksalnie nie w doskonałości, a autentyczności.
Ironia jako nowy luksus 
Francuski duet Ba&sh, od lat utożsamiany z paryską nonszalancją i miękką, kobiecą elegancją, w 2022 roku postanowił dodać swojej estetyce przewrotnego błysku. Do współpracy zaproszono Thomasa Lélu – artystę i pisarza, którego ironiczne kolaże i krótkie, celne aforyzmy stały się internetowym odpowiednikiem współczesnych haiku.

                    
                Wspólnie stworzyli kapsułową kolekcję, w której moda spotyka się z inteligentnym humorem, a paryski szyk z przewrotną codziennością. Na t-shirtach i akcesoriach pojawiły się lekko zuchwałe hasła "L’amour est un sport de combat" czy "Amour, toujours, mais avec Wi-Fi", czyli "miłość to sport kontaktowy" i "miłość zawsze, ale jednak z Wi‑Fi". Ta linia z hasłem "Humour Chic" udowodniła, że elegancja nie musi być sztywna.
ARCHITEKTURA
Architektura zaczyna oddychać światłem
Islandzki artysta Ólafur Eliasson i duńskie studio Henning Larsen Architects stworzyli w Reykjavíku budynek, który połączył precyzję inżynierii z poetyką światła. Harpa Concert Hall to nie tylko sala koncertowa, ale też świetlna rzeźba, której forma inspirowana jest strukturą bazaltowych skał i zjawiskiem zorzy polarnej. Eliasson zaprojektował fasadę z tysięcy sześciokątnych modułów ze szkła, które odbijają i przefiltrują światło w zależności od pogody, pory dnia i kąta patrzenia.
Dzięki temu gmach żyje w rytmie natury, nie jest obiektem statycznym, lecz zmiennym, niemal oddechowym organizmem. Dla twórców kluczowe było doświadczenie: architektura miała nie tylko chronić dźwięk, lecz także pobudzać zmysły i emocje. Harpa stała się symbolem islandzkiej tożsamości. Miejscem, w którym sztuka i technologia spotykają się, by opowiedzieć historię pejzażu, światła i człowieka.
Światło Luwru
W tekście o mariażu sztuki z formą nie mogłoby oczywiście zabraknąć słynnej paryskiej piramidy. Gdy I. M. Pei zaprojektował w 1989 roku szklaną piramidę dla Luwru, jego koncepcja była gestem odwagi. Próbą połączenia nowoczesności z dziedzictwem Francji. Z geometrycznej precyzji i przezroczystości uczynił nowy język muzeum, w którym światło stało się architektem przestrzeni.
Kilkadziesiąt lat później Jean-Michel Othoniel, mistrz szkła Murano i artysta o poetyckim zacięciu, wprowadził do otoczenia piramidy własną interpretację: rzeźby z kolorowych kul, które zdają się falować w rytmie powietrza i światła. Spotkanie tych dwóch wizji: racjonalnej i zmysłowej – udowadnia, że architektura nie jest zamkniętą formą, lecz żywą opowieścią, która zmienia się z czasem.
Orbitująca rzeźba
Z okazji Igrzysk Olimpijskich w Londynie w 2012 roku Anish Kapoor wraz z biurem Herzog & de Meuron stworzyli monumentalną wieżę-rzeźbę ArcelorMittal Orbit – stalową spiralę o wysokości 115 metrów, która na trwałe wpisała się w pejzaż miasta. Konstrukcja, przypominająca pętlę nieskończoności, łączy w sobie siłę inżynierii i emocjonalny wymiar sztuki.
Kapoor potraktował stal jak tworzywo ekspresji, surowe, ale pełne napięcia i ruchu, podczas gdy architekci nadali jej rytm i strukturę. Efektem jest forma, która wymyka się klasyfikacjom: nie tyle wieża widokowa, ile przestrzenne doświadczenie, w którym można się zanurzyć. Orbit nie góruje nad Londynem z dystansem, raczej zaprasza do dialogu, do fizycznego i emocjonalnego spotkania z materią.
TECHNOLOGIA
Laptop jak dzieło pop-art
Kiedy technologia spotyka pop-surrealizm, rodzi się coś więcej niż urządzenie – powstaje manifest kreatywności. W 2023 roku ASUS zaprosił Philipa Colberta, artystę znanego z charakterystycznego motywu homara i energetycznych, pop-artowych światów, do współpracy nad limitowaną edycją Vivobook 13 Slate OLED. Obudowa laptopa stała się płótnem pełnym neonowych form i przewrotnego humoru, z hasłem "Art meets Tech".

                    
                Projekt miał udowodnić, że innowacja nie musi być poważna ani sterylna – może bawić i inspirować. Colbert potraktował komputer jak mobilne dzieło sztuki, a marka uczyniła z niego symbol twórczej wolności nowego pokolenia. Efekt? Sprzęt, który nie wtapia się w biurowy krajobraz, lecz odważnie podkreśla indywidualność użytkownika.
Ciekawość jako motor designu
Seletti x IQOS to spotkanie sztuki i technologii w zupełnie nowym wydaniu. Włoska marka, znana z filozofii (r)ewolucji w designie opracowała nie tylko nowy design dla znanego już publice urządzenia, ale też zaprosiła do współpracy dwudziestu młodych artystów z całego świata, w tym Polaka – Petera Tarkę.
Spotkanie znanego włoskiego twórcy z gronem obiecujących artystów zaowocowało stworzeniem immersyjnej wystawy "Sensorium Worlds" w mediolańskim HangarBicocca. Limitowana kolekcja podgrzewaczy opracowana przez Selettiego pokazała, że granica między sztuką i innowacją jest coraz bardziej płynna, a technologia nie musi być wyłącznie praktyczna – może inspirować, zaskakiwać i angażować zmysły.
Muzyka, która staje się designem
Duńska marka audio AIAIAI od lat łączy minimalistyczny design ze świadomością ekologiczną. Jej modułowe słuchawki TMA-2 pozwalają wymieniać i naprawiać każdy element, przedłużając życie sprzętu. W 2024 roku do współpracy zaproszono muzyka i producenta Blood Orange’a (Devę Hynesa), który nadał im emocjonalny wymiar.

                    
                Powstała limitowana edycja TMA-2 Studio Blood Orange Edition, zaprojektowana z wykorzystaniem zrównoważonych materiałów i inspirowana brzmieniem artysty – intymnym, ciepłym, nastrojowym. To nie był tylko sprzęt, lecz narzędzie do świadomego słuchania i tworzenia muzyki. Wspólną wartością projektu była autentyczność – technologia, która nie ukrywa emocji, lecz je wzmacnia.
Podsumowanie
W świecie, w którym przedmiotów jest więcej niż kiedykolwiek, to właśnie historie stojące za produktami decydują o tym, co naprawdę przyciąga uwagę. Projektowanie przestaje być jedynie procesem tworzenia rzeczy – staje się rozmową o tym, kim jesteśmy i czego szukamy. To znak nowych czasów, w których artysta nie stoi już po przeciwnej stronie niż marka, ale działa obok niej i współtworzy jej język.
W efekcie powstają rzeczy, które nie tylko działają, ale też zostają w pamięci. Wszystko wskazuje na to, że przyszłość będzie należała do ciekawości – to ona, a nie sama innowacja czy luksus, staje się kluczową wartością nadchodzącej dekady. Bo kiedy sztuka przenika codzienność, codzienność zaczyna przypominać sztukę – i właśnie tam rodzi się prawdziwa zmiana, którą miło jest nie tylko obserwować, ale także doświadczać.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/3cc6a6842615a7b64bf860011a7cd1bb,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/3cc6a6842615a7b64bf860011a7cd1bb,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Nowoczesny design przestaje być domeną specjalistów i kolekcjonerów. Dzisiejszym markom nie wystarcza już tworzenie rzeczy funkcjonalnych i estetycznych – kluczowe stają się emocje, które produkt potrafi wywołać.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/641611,rubio-w-monachium-polecial-trumpizmem-milosc-do-europy-nie-jest-bezwarunkowa</guid><link>https://natemat.pl/641611,rubio-w-monachium-polecial-trumpizmem-milosc-do-europy-nie-jest-bezwarunkowa</link><pubDate>Sun, 15 Feb 2026 14:28:48 +0100</pubDate><title>Rubio w Monachium poleciał &quot;trumpizmem&quot;. Miłość do Europy nie jest bezwarunkowa</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/2d83986c0ab9135490fcf5c5794ca491,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Wystąpienie Marco Rubio na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa utrzymane było w kompromisowym tonie, ale w treści reprezentowało "czysty trumpizm" – pisze niemiecka prasa. Zdaniem komentatorów drogi Europy i Ameryki coraz bardziej się rozchodzą.

Wystąpienie sekretarza stanu USA Marco Rubio podczas Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa było "znacznie mniej kąśliwe w tonie" niż przemówienie wiceprezydenta J.D. Vance'a rok temu, ale treść przemówienia wcale nie była bardziej kompromisowa – oceniła w niedzielę "Sueddeutsche Zeitung".
Komentator Hubert Wetzel podkreślił, że Rubio uważany jest w Europie za przedstawiciela rządu Donalda Trumpa, z którym "da się współpracować". Rubio dystansuje się od ludzi gardzących Europą, od "prawicowo-populistycznych bojowników w wojnie kulturowej MAGA".
Bez kompromisów
"To wszystko jest być może prawdą, lecz w Monachium było widać, że ten podział nie ma w zasadzie większego znaczenia" – zastrzegł Wetzel. Rubio mówił "w sentymentalnym tonie o wspaniałych relacjach amerykańsko-europejskich", ale treść jego wystąpienia wcale nie była kompromisowa. Niezależnie od tego, co Rubio jako minister osobiście myśli i w co wierzy, polityka zagraniczna USA jest tak mocno związana z ideologią MAGA, że minister nie może tego pominąć. 
"Czego bronimy"? – pytał słusznie Rubio, jednak jego odpowiedź – "dumnej, chrześcijańsko-zachodniej cywilizacji, której grozi zagłada" – brzmiała wyraźnie inaczej niż odpowiedź udzielona wcześniej przez kanclerza Friedricha Merza czy prezydenta Francji Emmanuela Macrona. Różnice dotyczą zachowania zasad, regulujących relacje między państwami, ochrony klimatu, roli organizacji międzynarodowych, wolnego  handlu, regulacji migracji – wylicza komentator. "Drogi Ameryki i Europy rozeszły się daleko. Dopóki rządzi Trump, przepaść nie stanie się mniejsza" – podkreślił dziennikarz "Sueddeutsche Zeitung". 
Jasne przesłanie Rubio
Zdaniem komentatora jasność co do stanowiska Waszyngtonu jest korzystna dla Europejczyków, którzy w ostatnich miesiącach byli zdezorientowani. Konfrontowani byli na przemian z szyderczymi, drastycznymi, pogardliwymi wypowiedziami Vance'a i z bardziej racjonalnym, okazującym więcej szacunku podejściem Rubio. Europejczycy czepiali się nadziei, że być może uda się utrzymać Amerykę po ich stronie. 
Monachijskie przemówienie Rubio, po odjęciu patosu, zawiera jasne przesłanie: "Jeżeli będziecie podążać za Trumpem, Sojusz utrzyma się. Jeżeli nie, pójdziemy sami tą drogą".
Europa znajduje się w sytuacji młodego Luke'a Skywalkera z Gwiezdnych wojen, któremu Darth Vader proponuje przejście na ciemną stronę mocy. Luke odmawia i w końcu zwycięża. Europejczycy też próbują odmówić i wmawiają sobie, że mogą zwyciężyć. Muszą tego dokonać w rzeczywistości, a nie tylko w filmie – czytamy w konkluzji. 
Ulga w Monachium
"Ameryka chce innego NATO" – czytamy we "Frankfurter Allgemeine Zeitung". "W Monachium szef MSZ USA ostro krytykuje wolny handel, ochronę klimatu i ONZ. O Grenlandii nie wspomniał ani słowem, zamiast tego, opowiedział się za przywróceniem zachodniej dominacji. Ameryka chce innego NATO" – pisze Nikolas Busse.
Po wystąpieniu Rubio w Monachium "zapanowała ulga" – publiczność nagrodziła go oklaskami. Była to reakcja na wielokrotne zapewnienia, że Ameryka i Europa "należą do siebie i powinny nadal współpracować".
Zdaniem komentatora nie powinniśmy interpretować wystąpienia sekretarza stanu USA jako "ożywienia transatlantyckiej harmonii". Rubio przemawiał w sposób bardziej pojednawczy (niż Vance), ale jego przesłanie było "czystym trumpizmem". Jego  dywagacje o rzekomym upadku Zachodu, ataki na "dogmatyczną wersję" wolnego handlu i na "kult klimatu" oraz na ONZ, są sprzeczne ze wszystkim tym, w co wierzą obecnie politycy europejscy.
Czego Rubio nie powiedział?
Koncepcja "nowego sojuszu" zakłada, że po 500 latach ekspansji Zachód powinien dopisać kolejny rozdział swojej dominacji, w oparciu o chrześcijańskie wartości. To bardzo dalekie od sposobu myślenia w europejskich stolicach. 
Zdaniem Busse zdecydowanie ważniejsze było to, czego Rubio nie powiedział – ani razu nie odniósł się do obrony terytorium NATO, nie potwierdził art. 5. Zamiast tego, zaprosił Europę do współpracy, nadmieniając, że Ameryka jest gotowa działać sama. 
O "warunkowym wyznaniu miłości do Europy" – pisze berliński "Tagesspiegel". Po szoku, jakim było wystąpienie Vance'a w 2025 r., Rubio zabiegał o względy Europejczyków, zapewniając, że chce ich mieć po swojej stronie. Ale, zastrzegł, "jeśli będzie trzeba, będziemy działać sami". Wyznanie miłości do Europy uzależnił od spełnienia warunków – pisze Christoph von Marschall.
Przemówienie Rubio brzmiało chwilami jak "przytulanie Europejczyków" – mówił – "chcemy wraz z wami kształtować przyszłość, jesteście cenionymi sojusznikami i najstarszymi przyjaciółmi". Ameryka i Europa są nierozerwalnie złączone "zachodnią cywilizacją" i "wspólną historią".
Rubio zaznaczył jednak, że po zakończeniu zimnej wojny Ameryka i Europa popełniły błędy. Trump chce powstrzymać proces upadku. "Preferujemy zrobienie tego razem z Europą, ale jesteśmy też gotowi zrobić to sami" – oświadczył. 
"Po wystąpieniu Rubio nastroje poprawiły się, ale w warunkach partnerstwa nic zasadniczo się nie zmieniło" – pisze w podsumowaniu Marschall. 
Opracowanie: Jacek Lepiarz
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/2d83986c0ab9135490fcf5c5794ca491,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/2d83986c0ab9135490fcf5c5794ca491,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Niemiecka prasa komentuje wystąpienie Marco Rubio podczas Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/641368,angela-merkel-wroci-do-polityki-az-jej-rzeczniczka-musiala-skomentowac</guid><link>https://natemat.pl/641368,angela-merkel-wroci-do-polityki-az-jej-rzeczniczka-musiala-skomentowac</link><pubDate>Thu, 12 Feb 2026 19:54:01 +0100</pubDate><title>Angela Merkel wróci do polityki? Aż jej rzeczniczka musiała skomentować</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/884bc72598d6e71b0319fb6ae3cfa8cb,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Dziennik "Bild" pisze o pogłosce, że była kanclerz Angela Merkel mogłaby kandydować na prezydentkę Niemiec. Do doniesień odniosła się już sama zainteresowana.

Angela Merkel przez 16 lat stała na czele niemieckiego rządu i bardzo długo należała do grona najpopularniejszych polityków. Od końca 2021 roku przeszła na polityczną emeryturę. Czy jednak wkrótce to się zmieni? – pyta dziennik "Bild". Gazeta donosi o "sensacyjnej plotce", która ma krążyć w szeregach chadeckiej CDU, macierzystej partii byłej kanclerz. Zgodnie z pogłoską 71-letnia dziś "Merkel mogłaby liczyć na nową czołową funkcję polityczną: prezydentki Niemiec" – twierdzi "Bild".
"W kręgach skupionych wokół szefa CDU Friedricha Merza panuje niepokój: ponieważ Merkel nadal cieszy się dużą popularnością wśród wyborców partii Zielonych, to Zieloni – jak na przykład czołowy kandydat ugrupowania z Badenii-Wirtembergii Cem Özdemir – mogą zaproponować Merkel jako kandydatkę na najwyższe stanowisko państwowe. To postawiłoby szefa CDU Merza w trudnej sytuacji" – pisze gazeta.
Wskazuje, że Merkel i Merz nie darzyli się sympatią. W 2002 roku Merkel pozbawiła Friedricha Merza przywództwa klubu parlamentarnego, a później Merz stał się jednym z najzagorzalszych krytyków byłej kanclerz. Jednakże gdyby Zieloni zaproponowali kandydaturę Merkel na prezydentkę RFN, to kanclerzowi trudno byłoby powiedzieć "nie".
Nerwowe szukanie kandydatki
O nerwowości w Urzędzie Kanclerskim świadczyć ma – według "Bilda" – to, że trwają tam rozważania, aby w najbliższych tygodniach zaproponować własnego kandydata bądź kandydatkę CDU na najwyższy urząd w państwie. "Byłaby to niezwykle wczesna decyzja, biorąc pod uwagę, że wybór prezydenta planowany jest dopiero na luty 2027 roku" – pisze gazeta.
Prezydenta RFN wybiera Zgromadzenie Federalne, złożone z posłów do Bundestagu oraz takiej samej liczby delegatów parlamentów krajów związkowych. Według wielu komentatorów wśród polityków panuje przekonanie, że po Franku-Walterze Steinmeierze urząd ten powinna objąć kobieta.
Dementi z biura Merkel
"Bild" pisze także o dwóch najpoważniej rozważanych w CDU kandydaturach na głowę państwa. Największe szanse mają mieć obecnie liberalna minister edukacji Karin Prien oraz raczej konserwatywna przewodnicząca Bundestagu Julia Klöckner. Chadecy, jako największa siła w Zgromadzeniu Federalnym, mają "najlepsze karty" – twierdzi gazeta. Jednak zauważa, że kandydatka CDU potrzebowałaby również poparcia innych partii, aby uzyskać większość. "A Klöckner jest postrzegana przez SPD i Zielonych jako trudna do zaakceptowania ze względu na jej bliskie relacje z Merzem. Merkel miałaby więc dobre karty" – spekuluje "Bild". 
Gazeta zwraca też uwagę, że Angela Merkel w ostatnim czasie ma wiele publicznych spotkań, a sale są pełne. 20 lutego była kanclerz weźmie udział w zjeździe CDU – inaczej niż w poprzednich kilku latach.
A co na to sama Merkel? Berliński dziennik "Der Tagesspiegel" otrzymał już odpowiedź na to pytanie z biura byłej kanclerz. "To niedorzeczne" – odparła rzeczniczka Angeli Merkel. 
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/884bc72598d6e71b0319fb6ae3cfa8cb,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/884bc72598d6e71b0319fb6ae3cfa8cb,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Angela Merkel wróci do polityki? Niemiecka gazeta twierdzi, że tak</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/640132,wyludzanie-swiadczen-plaga-w-niemczech-chca-wydalac-takze-obywateli-ue</guid><link>https://natemat.pl/640132,wyludzanie-swiadczen-plaga-w-niemczech-chca-wydalac-takze-obywateli-ue</link><pubDate>Mon, 02 Feb 2026 08:13:40 +0100</pubDate><title>Wyłudzanie świadczeń plagą w Niemczech. Chcą wydalać także obywateli UE</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/99c3c942951e54565864f3abc41edb56,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Oszustwa związane z zasiłkami na dzieci i nadużycia świadczeń socjalnych mają być w Niemczech surowiej zwalczane. Chce tego współrządząca krajem chadecka partia CDU.

"Oszustwa związane z zasiłkami na dzieci stały się niestety coraz częściej przedmiotem działalności grup przestępczych" – powiedział sekretarz generalny CDU Carsten Linnemann w wywiadzie dla gazety "Bild am Sonntag".
Politykowi CDU chodzi tu zwłaszcza o przypadki przyznawania zasiłku na dzieci obywatelom innych krajów Unii Europejskiej. Zgodnie z wnioskiem CDU z Nadrenii Północnej-Westfalii wysokość zasiłku na dziecko ma być w przyszłości dostosowana do kosztów utrzymania w kraju UE, w którym dziecko mieszka.
Wniosek stwierdza, że oszustwa związane z zasiłkami na dzieci są opłacalne w przypadku przelewów zagranicznych. Dlatego, zdaniem Linnemanna, należy dostosować zasiłki na dzieci do kosztów utrzymania, na przykład w przypadku przelewów do Rumunii lub Bułgarii. Zdaniem CDU obecne wypłaty są "całkowicie nieproporcjonalne" ze względu na niższe koszty utrzymania w tych krajach.
Aby wprowadzić zmianę, trzeba będzie dostosować prawo UE. Wniosek ma zostać omówiony w lutym podczas federalnego zjazdu partii CDU.
"Meliny" do wyłudzania świadczeń
Zdarza się, że w przypadku zorganizowanego wyłudzania świadczeń socjalnych ludzie kwaterowani są w lokalach niespełniających podstawowych standardów, a liczba lokatorów jest bardzo wysoka.
Wniosek CDU stwierdza, że miasta i gminy powinny dostać prawo pierwokupu nieruchomości w przypadku licytacji komorniczych, aby ukrócić proceder, bo właśnie w ramach licytacji lokale nabywane są przez grupy wyłudzające potem świadczenia.
W przeszłości zmiany prawne miały na celu między innymi zwiększenie kontroli celnych.
We wrześniu ubiegłego roku w Zagłębiu Ruhry przeprowadzono zakrojone na szeroką skalę kontrole zrujnowanych nieruchomości – z pleśnią na ścianach, zaśmieconymi korytarzami i zniszczonym wyposażeniem. W akcji uczestniczyły służby porządkowe, straż pożarna, służby celne, nadzór budowlany i policja. Rząd krajowy Nadrenii Północnej-Westfalii skarżył się wówczas na zbyt szybkie przyjmowanie obcokrajowców z UE do systemów socjalnych – bez wymiany informacji między urzędami meldunkowymi a socjalnymi. Naukowcy mówią o "mobilności spowodowanej ubóstwem".
Więcej kontroli
Teraz, zgodnie z wolą CDU w Nadrenii Północnej-Westfalii, ma być więcej takich dużych nalotów. Obcokrajowcy z UE powinni być łatwiej wydalani z kraju. Powinny również obowiązywać zakazy ponownego wjazdu w przypadku powtarzających się przestępstw lub prawomocnego wyroku skazującego za oszustwa socjalne. Rejestry meldunkowe, kasy rodzinne i urzędy pomocy społecznej powinny być połączone w sieć, proponują politycy chadecji.
Sekretarz generalny CDU w Nadrenii Północnej-Westfalii Paul Ziemiak powiedział w wywiadzie dla "Bild am Sonntag": "Oszustwa socjalne podważają zaufanie do naszej demokracji i zdolności państwa do działania. Należy im przeciwdziałać z całą surowością państwa prawa".
Opracowanie: Wojciech Szymański

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/99c3c942951e54565864f3abc41edb56,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/99c3c942951e54565864f3abc41edb56,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Oszustwa związane z zasiłkami mają być w Niemczech surowiej zwalczane</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/639673,amazon-oglosil-masowe-zwolnienia-pracownicy-mieli-dowiedziec-sie-przez-przypadek</guid><link>https://natemat.pl/639673,amazon-oglosil-masowe-zwolnienia-pracownicy-mieli-dowiedziec-sie-przez-przypadek</link><pubDate>Wed, 28 Jan 2026 22:30:02 +0100</pubDate><title>Amazon ogłosił masowe zwolnienia. Pracownicy mieli dowiedzieć się przez przypadek</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/3e70be65ae35d08a281b5d4e05b4f853,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />To już kolejna informacja o zwolnieniach w Amazonie. Pracę u amerykańskiego giganta straci około 16 tysięcy osób. O poprzedniej redukcji etatów, która objęła 14 tysięcy miejsc pracy, informowano w październiku 2025. Agencja Reutera przekazała, że pracownicy mieli otrzymać przypadkowe wiadomości o zwolnieniach.

Amazon jest amerykańskim gigantem technologicznym i handlowym. Firma oferuje szereg usług, w tym dystrybucję i sprzedaż produktów online oraz usługi streamingowe. Pierwsze trzy kwartały 2025 roku przyniosły Amazonowi wzrost przychodów rok do roku o 11,8 proc. Dyrektor generalny firmy Andy Jassy w oświadczeniu przekazał z kolei, że platforma chmurowa Amazon Web Services "rozwija się w tempie, jakiego nie widzieliśmy od 2022 roku". 
– Wciąż obserwujemy duży popyt na sztuczną inteligencję i infrastrukturę bazową. Skupiamy się na przyspieszeniu wzrostu mocy – w ciągu ostatnich 12 miesięcy dodaliśmy ponad 3,8 gigawatów – poinformował.
Duże zwolnienia w Amazonie
W październiku 2025 roku w naTemat.pl informowaliśmy o planowanych masowych zwolnieniach w Amazonie. Mówiło się wówczas, że pracę może stracić nawet 30 tysięcy pracowników firmy na całym świecie. Wówczas, jak przypomina agencja Reutera, zwolniono 14 tysięcy osób. 
28 stycznia Amazon potwierdził redukcję 16 tysięcy etatów. Oznacza to, że zrealizowano plan zakładający zwolnienie 30 tysięcy pracowników, o którym mówiono w trzecim kwartale ubiegłego roku. Informację o zwolnieniach przekazała starsza wiceprezes Amazona ds. doświadczenia ludzkiego i technologii Beth Galetti, publikując wpis na firmowym blogu.
Jak poinformowała Galetti, firma zamierza "dołożyć wszelkich starań, aby wesprzeć wszystkich, których stanowiska zostały objęte redukcją". Większość pracowników Amazona w USA otrzyma więc 90 dni na znalezienie nowego stanowiska w strukturach firmy. Ci, którym się to nie uda (lub nie będą próbować), otrzymają odprawy i pakiety ubezpieczenia zdrowotnego.
Wiceprezes ds. doświadczenia ludzkiego i technologii podkreśliła, że Amazon chce wzmocnić organizację przez "redukcję warstw, zwiększenie własności i usunięcie biurokracji". Podkreśliła przy tym, że gigant "nie planuje" co kilka miesięcy ogłaszać masowych zwolnień, zapowiadając jednak plany dokonywania "odpowiednich zmian". 
Amazon zatrudnia 1,58 miliona pracowników, głównie w magazynach i centrach realizacji zamówień. W firmie pracuje ok. 300 tysięcy osób na stanowiskach biurowych. Agencja Reutera informowała, powołując się na "osoby zaznajomione ze sprawą", że redukcja etatów ma dotyczyć osób pracujących w działach Amazon Web Services, Prime Video i pionie zasobów ludzkich. Jak wskazało medium: "byłaby to największa redukcja zatrudnienia w trzydziestoletniej historii Amazona. W 2022 roku firma zlikwidowała około 27 tys. miejsc pracy".
W minionych dniach Amazon informował również o zamknięciu pozostałych stacjonarnych sklepów spożywczych Fresh i Go, a także rezygnacji z systemu rozpoznawania dłoni Amazon One. 
Pracownicy Amazona otrzymali przypadkowe wiadomosci o zwolnieniach
Z informacji przekazanych przez agencję Reutera, która powołuje się na źródła "zaznajomione ze sprawą", wynika, że pracownicy Amazona otrzymali wiadomości dotyczące zwolnień jeszcze przed ich ogłoszeniem. Osoby zatrudnione w Amazon Web Services miały otrzymać informacje o planie zwolnień nazwanym rzekomo "Project Dawn" (tytuł zaproszenia miał brzmieć: "Send project Dawn email"). 
Medium powiadomiło, że komunikat miała napisać Colleen Aubrey, starsza wiceprezes ds. rozwiązań AI w Amazon Web Services. Szkic wiadomości miał być dołączony do zaproszenia w kalendarzu, które rozesłała ona do części pracowników korporacji. W treści wspomniano o zwolnieniu dużej grupy pracowników w USA, Kanadzie i Kostaryce w ramach działań, których celem jest "wzmocnienie firmy". 
BBC poinformowało, że wiadomość, którą prawdopodobnie wysłano omyłkowo, została szybko anulowana. "Jest to kontynuacja prac, które prowadzimy od ponad roku, mających na celu wzmocnienie firmy poprzez redukcję poziomów zarządzania, zwiększenie odpowiedzialności i usunięcie biurokracji, dzięki czemu możemy szybciej reagować na potrzeby klientów" – zacytowali przedstawiciele medium. 

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/3e70be65ae35d08a281b5d4e05b4f853,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/3e70be65ae35d08a281b5d4e05b4f853,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Masowe zwolnienia w Amazonie.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/639571,donald-trump-mial-byc-na-celowniku-39-latka-aresztowana-za-filmik-na-tiktoku</guid><link>https://natemat.pl/639571,donald-trump-mial-byc-na-celowniku-39-latka-aresztowana-za-filmik-na-tiktoku</link><pubDate>Wed, 28 Jan 2026 09:02:01 +0100</pubDate><title>Donald Trump miał być na celowniku. 39-latka aresztowana za filmik na TikToku</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/35d96c9ad8c373b7dd323196121356ac,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Aresztowano 39-letnią bibliotekarkę Morgan L. Morrow, która miała nawoływać do rekrutowania ludzi do zabójstwa Donalda Trumpa.  Biblioteka, w której pracowała, wydała oświadczenie w tej sprawie.

Amerykańskie media żyją sprawą aresztowanej 39-letniej bibliotekarki z Wirginii Zachodniej. Kobieta miała rekrutować osoby, które miałyby zaatakować prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa.
Na TikToku pojawiło się niepokojące nagranie
Morgan L. Morrow zyskała ogromny rozgłos, a wszystko za sprawą medialnych doniesień o jej aresztowaniu. Nagranie opublikowane na TikToku zwróciło uwagę służb, a funkcjonariusze policji uznali, że granice internetowych żartów zostały przekroczone. Uznano, że publikacja miała charakter pośredniego wezwania do zabójstwa Donalda Trumpa. 
Kilkusekundowy filmik udostępnił w serwisie X profil Libs of TikTok. Na nagraniu, które rzekomo miała opublikować 39-letnia kobieta, zasugerowano, że wśród kilkuset milionów Amerykanów można znaleźć "śmiertelnie chorego snajpera", który miałby zaatakować Trumpa.  

                    
                        
                    
                W komentarzach zamieszczonych pod nagraniem przez inne osoby pojawiły się również inne nazwiska, mające sugerować zaatakowanie Stephena Millera (kluczowego doradcy Donalda Trumpa, zastępcy szefa sztabu Białego Domu i doradcy ds. bezpieczeństwa wewnętrznego USA), Petera Thiela (przedsiębiorcy z Doliny Krzemowej) czy Larry'ego Ellisona (współzałożyciela i prezesa Oracle Corporation).
Natychmiastowa reakcja służb. Aresztowano 39-letnią bibliotekarkę
Służby błyskawicznie zareagowały na opublikowane nagranie. Biuro szeryfa hrabstwa Jackson w Zachodniej Wirginii przeprowadziło szybkie śledztwo, a w niedzielę wieczorem powiadomiono, że Morgan L. Morrow została aresztowana. Postawiono jej zarzut kierowania gróźb o charakterze terrorystycznym. Jak podaje serwis Fox News, który nagłośnił sprawę, kobieta miała "wykorzystywać media społecznościowe do rekrutacji osób, które miały ścigać i zabić prezydenta Trumpa".
W ocenie funkcjonariuszy "to nie była krytyka polityczna, lecz sugestia realnej przemocy". Szeryf hrabstwa Jackson Ross Mellinger podkreślił, że nie jest to sprawa o charakterze politycznym. "Każdy ma prawo krytykować rząd. Ale w momencie, gdy ktoś nawołuje do przemocy i próbuje angażować innych w jej realizację, przekracza wyraźną granicę" – przekazał.
Biblioteka Publiczna hrabstwa Jackson, w której pracowała aresztowana 39-latka, wydała oświadczenie w sprawie nagrania. Jej przedstawiciele jednoznacznie odcięli się od działań, o które oskarżono Morrow. Podkreślono, że są one sprzeczne z misją, wartościami i standardami postępowania w instytucji. 
39-latka przyznała się do stworzenia i opublikowania filmiku. Ponadto miała ona przekazać, że nie planowała podejmować żadnych działań. Jednocześnie miała przyznać, że wypowiedź skierowana była przeciwko prezydentowi. 

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/35d96c9ad8c373b7dd323196121356ac,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/35d96c9ad8c373b7dd323196121356ac,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Aresztowano 39-letnią bibliotekarkę Morgan L. Morrow, która miała nawoływać do rekrutowania ludzi do zabójstwa Donalda Trumpa.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/639196,ice-zastrzelilo-alexa-prettiego-do-minneapolis-moze-wejsc-wojsko</guid><link>https://natemat.pl/639196,ice-zastrzelilo-alexa-prettiego-do-minneapolis-moze-wejsc-wojsko</link><pubDate>Sun, 25 Jan 2026 10:40:46 +0100</pubDate><title>ICE zastrzeliło Alexa Prettiego. Do Minneapolis może wejść wojsko</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/003d8d42d4ebaf44d94f03f5273bb5c9,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Kolejny dzień protestów antyimigracyjnych w Minneapolis zakończył się tragedią. W sobotę 24 stycznia w trakcie demonstracji doszło do użycia broni palnej przez agentów federalnych. W jej efekcie zginął 37-letni pracownik szpitala Alex Pretti. Po tej tragedii protesty przybrały na sile, a na ulice wyszła Gwardia Narodowa.

Sytuacja w Minneapolis pozostaje bardzo napięta. Po śmierci Prettiego doszło do zamieszek, podczas których mundurowi z ICE (służb imigracyjnych) użyli gazu. Dalsze protesty były już spokojniejsze, ale mimo tego gubernator Minnesoty Tim Walz aktywował Gwardię Narodową, aby ta pomogła w odciążeniu miejscowych służb. Oliwy do ognia dolewa tam także Donald Trump, który grozi brutalną interwencją.
Śmierć Alexa Prettiego w Minneapolis. Gwardia Narodowa wyszła na ulice
W Minneapolis narasta konflikt między lokalnymi służbami podległymi gubernatorowi a funkcjonariuszami federalnymi, nad którymi kontrolę sprawuje Departament Bezpieczeństwa Krajowego. To właśnie władze federalne odpowiadają za śmierć dwóch uczestników protestów przeciwko działaniom służb imigracyjnych.
Po sobotniej tragedii gubernator Tim Walz wezwał do działania Gwardię Narodową, która ma pomóc w zabezpieczaniu protestów. Dodatkowo jasno sprzeciwił się działaniom służb federalnych. – Naszym celem jest dotarcie do punktu, w którym powiemy, że możemy sobie z tym poradzić, a mieszkańcy Minnesoty będą mogli skorzystać ze swoich praw gwarantowanych przez Pierwszą Poprawkę. Będziemy wysyłać naszych ludzi na ulice i wyrzucać stąd tych ludzi (służby federalne) – przyznał Walz.

                    
                        
                    
                – Frustracja, którą odczuwacie – widzieliście, jak zabili człowieka, wywołali chaos, zepchnęli demonstrantów, bez zważania na nic obrzucili gazem, a potem odeszli z miejsca zdarzenia i zostawili nam, żeby posprzątać – rozumiem wasz gniew – podsumował działania służb, których efektem była śmierć Prettiego.
Donald Trump grozi władzom Minnesoty. Może posłać wojsko na ulice
Konflikt między władzami Minnesoty a Donaldem Trumpem narasta od dłuższego czasu. Podczas gdy gubernator chce, aby funkcjonariusze federalni zniknęli z ulic, prezydent USA wysyła ostateczne ostrzeżenia. Wprost informował, że jeżeli sytuacja się nie poprawi, na miejsce zostanie skierowane wojsko.
Trump może skorzystać z ustawy o powstaniach zbrojnych (Insurrection Act) w Minnesocie. Gdyby do tego doszło, świeżo zebrana Gwardia Narodowa musiałaby słuchać jego poleceń. A scenariusz ten nie jest wykluczony. Jak podał "New York Times" w pobliżu stanu już stacjonują większe jednostki wojska. Chodzi m.in. o 1500 żołnierzy piechoty z Alaski i 200 żołnierzy z Teksasu.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/003d8d42d4ebaf44d94f03f5273bb5c9,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/003d8d42d4ebaf44d94f03f5273bb5c9,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Protesty w Minneapolis przybrały na sile po śmierci Alexa Prettiego. Demonstranta zastrzeliły służby ICE</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/638839,trump-przyklasnie-nawrockiemu-po-wystepie-w-davos-poklony-wychwalanie</guid><link>https://natemat.pl/638839,trump-przyklasnie-nawrockiemu-po-wystepie-w-davos-poklony-wychwalanie</link><pubDate>Wed, 21 Jan 2026 15:32:39 +0100</pubDate><title>Trump przyklaśnie Nawrockiemu po występie w Davos. &quot;Pokłony, wychwalanie&quot;</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/f40487a72490d71ddcbf69390da51ead,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Karol Nawrocki na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos pokusił się o stwierdzenie, które odbije się głośnym echem w sieci. Polski prezydent skomentował sytuację na Grenlandii i przypomniał o tym, co dzieje się w Ukrainie. Dodatkowo wskazał, że UE potrzebuje nacisków Trumpa w kwestii budżetów obronnych.

Polski prezydent Karol Nawrocki był jednym z uczestników debaty "Czy Europa może bronić się sama?", którą zorganizowano w ramach Światowego Forum Ekonomicznego w Davos. Jak dotąd jednym z najgłośniejszych punktów tegorocznego wydarzenia była przemowa premiera Kanady, który mówił o końcu starego porządku świata, ale słowa Nawrockiego z pewnością nie przejdą bez echa. 
– Stany Zjednoczone są najważniejszym polskim sojusznikiem – zadeklarował między innymi polski prezydent, a także określił Sojusz Północnoatlantycki jako "stabilny" pomimo obecnie obserwowanych napięć.
Nawrocki w Davos. Mówił o współpracy UE i NATO, pochwalił Trumpa
W debacie uczestniczyli Karol Nawrocki, prezydent Finlandii Alexander Stubb i sekretarz generalny NATO Mark Rutte. Polski prezydent zakomunikował, że Polska jest "krajem silnym na wschodniej flance NATO", ale zaakcentował ważną rolę dyplomacji.
– (...) To naturalne w NATO, wierzymy w naszą współpracę z NATO i Unią Europejską. Dyplomacja jest elementem gwarancji bezpieczeństwa – podkreślił.
Polityk zaznaczył, że w jego ocenie "jest konieczność solidarności w Europie", ale koniecznością jest także budowanie dobrych relacji transatlantyckich. 
– Myślę, że relacje transatlantyckie są bardzo ważne. My w Europie wiemy (...), jak wiele błędów Europa popełniła przed 2022 i po 2022 roku.
Zdaniem Nawrockiego Unia Europejska "potrzebuje" nacisków Donalda Trumpa na zwiększenie wydatków na wojsko. Mark Rutte wskazał, że USA przeznaczają obecnie ponad 3 proc. PKB na obronność, z kolei w Europie jest to obecnie średnio 2 proc.
– Pytanie do wszystkich słuchaczy: wielu z was krytykuje Donalda Trumpa, ale czy uważacie, że bez Donalda Trumpa osiem dużych gospodarek w Europie doszłoby do poziomu 2 proc. w 2025 roku, gdy mieli tylko 1,5 proc. na początku roku? Nie ma takiej możliwości. Bez Trumpa to by się nie wydarzyło – mówił Rutte.
Karol Nawrocki również wyraził swoją opinię na ten temat, mówiąc:
– Jestem zadowolony z tej odpowiedzi Marka Rutte, że potrzebujemy Donalda Trumpa w Unii Europejskiej. My również wierzymy w nasze wojsko w Polsce.
Karol Nawrocki zapytany o Grenlandię
Donald Trump wciąż utrzymuje, że Stany Zjednoczone "potrzebują" Grenlandii. Sytuacja między Europą a USA robi się napięta, a kolejne europejskie państwa decydują się na zwiększenie obecności wojskowej na wyspie należącej do Królestwa Danii. Wśród tych państw nie ma jednak Polski – i nie ma takich planów, co zgodnie deklarują premier i prezydent. 
Temat Grenlandii poruszono także podczas środowej dyskusji w Davos. Gdy zapytano Karola Nawrockiego o sytuację na wyspie i działania Donalda Trumpa wobec państw, które wyraziły solidarność z Grenlandczykami, ten ocenił, że "powinniśmy ten problem rozwiązywać w sposób dyplomatyczny".
– Oczywiście doceniam głos Danii w sposób naturalny. Dania jest naszym partnerem, ale również patrzę na Grenlandię jako na punkt strategiczny i temat geopolityczny pomiędzy światem demokracji, światem wolnym, niepodległością a Rosją – mówił Nawrocki w Davos [cytat za tvn24.pl]. 
Polski prezydent jasno podkreślił również, że nie ma obaw, iż sprawa Grenlandii i nacisków USA zmieni postrzeganie wojny w Ukrainie jako kwestii najważniejszej obecnie dla Polski, wschodniej flanki NATO i "całego wolnego świata". 
– Napięcia wokół Grenlandii nie oznaczają, że zapomnieliśmy o wojnie Rosji przeciw Ukrainie. Wciąż czujemy zagrożenie ze strony Rosji, jesteśmy w środku wojny hybrydowej – zaznaczył, a przy tym wyraził nadzieję, że "powoli zbliżamy się do pokoju w Ukrainie".

                    
                W sieci zawrzało po wypowiedziach Karola Nawrockiego. W mediach społecznościowych pojawiają się krytyczne opinie o "pokłonach przed Trumpem" i "wychwalaniu" prezydenta USA. Są jednak i tacy internauci, którzy wskazują, że Nawrocki "godnie reprezentuje Polskę". 

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/f40487a72490d71ddcbf69390da51ead,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/f40487a72490d71ddcbf69390da51ead,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Karol Nawrocki w Davos. Mówił o Trumpie, współpracy UE z NATO, Grenlandii i Ukrainie.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/638614,amerykanskie-samoloty-leca-na-grenlandie-jednak-danii-to-wcale-nie-zaskoczy</guid><link>https://natemat.pl/638614,amerykanskie-samoloty-leca-na-grenlandie-jednak-danii-to-wcale-nie-zaskoczy</link><pubDate>Tue, 20 Jan 2026 08:42:39 +0100</pubDate><title>Amerykańskie samoloty lecą na Grenlandię. Jednak Danii to wcale nie zaskoczy</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/5ed10c2bac401da5c7bc3b0cf9c625cd,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Samoloty należące do North American Aerospace Defence Command (NORAD) w najbliższym czasie przylecą do amerykańskiej bazy wojskowej Pituffik Space Base na Grenlandii. Dowództwo zapewnia, że chodzi o "długoplanowe działania" w ramach współpracy obronnej. Ogłoszenie pojawia się jednak w momencie narastających napięć wokół przyszłości wyspy i deklaracji Donalda Trumpa o przejęciu nad nią kontroli.

Informację przekazał w poniedziałek NORAD – wspólna amerykańsko-kanadyjska struktura odpowiedzialna za monitorowanie i obronę przestrzeni powietrznej Ameryki Północnej. W komunikacie nie ujawniono szczegółów dotyczących charakteru zaplanowanych operacji. Podkreślono jedynie, że ich celem jest "wzmocnienie współpracy obronnej".
Amerykańskie samoloty lecą na Grenlandię. Dania o wszystkim wie
Dowództwo zaznaczyło, że działania zostały skoordynowane z Danią, do której należy wyspa, a władze Grenlandii zostały o nich poinformowane. Przylatujące samoloty mają operować wspólnie z maszynami stacjonującymi w kontynentalnych Stanach Zjednoczonych oraz Kanadzie.
"Będą one wspierać różne, od dawna planowane aktywności NORAD, opierające się na trwałej współpracy obronnej pomiędzy Stanami Zjednoczonymi i Kanadą, a także Królestwem Danii" – przekazano w oświadczeniu. Dodano również, że NORAD "rutynowo prowadzi długotrwałe, rozproszone operacje w ramach obrony Ameryki Północnej".
Ogłoszenie zbiegło się w czasie z coraz ostrzejszą retoryką prezydenta USA Donalda Trumpa, który od tygodni otwarcie mówi o konieczności przejęcia kontroli nad Grenlandią "w taki czy inny sposób". Przeciwko tym zapowiedziom jednym głosem występują nie tylko państwa NATO, lecz także Rosja. W rozmowie z "New York Timesem" Trump stwierdził z kolei, że USA mogą zostać zmuszone do "wyboru" między Grenlandią a Sojuszem.
Donald Trump chcę Grenlandię i nakłada cła na europejskie państwa
W obliczu narastających napięć wokół przyszłości wyspy kolejne państwa europejskie zdecydowały się na zwiększenie swojej obecności wojskowej w regionie Arktyki. Niewielkie kontyngenty żołnierzy na Grenlandię wysłały: Francja, Niemcy, Szwecja, Norwegia, Finlandia, Holandia oraz Wielka Brytania.
Wojska biorą udział w kierowanych przez Danię ćwiczeniach "Arctic Endurance", które – według duńskiego resortu obrony oraz Ministerstwa Spraw Zagranicznych Grenlandii –mają na celu wzmocnienie obecności NATO w regionie arktycznym.
Decyzja europejskich państw wyraźnie rozwścieczyła Donalda Trumpa. Prezydent USA ogłosił nałożenie 10-procentowych ceł na kraje, które wsparły Grenlandię i sprzeciwiły się jej przejęciu przez Stany Zjednoczone. Taryfy obejmą Danię, Norwegię, Szwecję, Francję, Niemcy, Wielką Brytanię, Holandię oraz Finlandię i mają wejść w życie 1 lutego.
Trump zapowiedział również, że od 1 czerwca stawki wzrosną do 25 procent i pozostaną w mocy do czasu zawarcia porozumienia w sprawie "nabycia" Grenlandii przez USA. Jego zdaniem to kwestia bezpieczeństwa i obrony przed Rosją oraz Chinami.
Na platformie Truth Social napisał: "Przez wiele lat wspieraliśmy Danię i wszystkie kraje Unii Europejskiej oraz inne państwa, nie pobierając od nich ceł ani żadnych innych form wynagrodzenia. Teraz, po wiekach, nadszedł czas, aby Dania się odwdzięczyła – stawką jest pokój na świecie!".

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/5ed10c2bac401da5c7bc3b0cf9c625cd,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/5ed10c2bac401da5c7bc3b0cf9c625cd,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Amerykańskie samoloty lecą na Grenlandię</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/638446,piers-morgan-odpowiedzial-na-zapedy-trumpa-absolutnie-mistrzowska-riposta</guid><link>https://natemat.pl/638446,piers-morgan-odpowiedzial-na-zapedy-trumpa-absolutnie-mistrzowska-riposta</link><pubDate>Sun, 18 Jan 2026 15:18:22 +0100</pubDate><title>Piers Morgan odpowiedział na zapędy Trumpa. Absolutnie mistrzowska riposta</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/3a5d9392951bb8fe201618c898309b76,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Piers Morgan odpowiedział Donaldowi Trumpowi jego własnym językiem. Po groźbach ceł i pomyśle "nabycia" Grenlandii – terytorium Danii, która należy do NATO – brytyjski dziennikarz zaproponował, by Londyn… odkupił Stany Zjednoczone. Trudno o lepszą ripostę.

W obliczu narastających zakusów Donalda Trumpa na Grenlandię kilka państw europejskich zdecydowało się na zwiększenie obecności wojskowej na wyspie. Jak poinformowała brytyjska stacja BBC, niewielkie kontyngenty żołnierzy wysłały: Francja, Niemcy, Szwecja, Norwegia, Finlandia, Holandia oraz Wielka Brytania.
Napięcie wokół Grenlandii. Trump chce przejąć wyspę
Żołnierze z tych krajów wzięli udział w kierowanych przez Danię ćwiczeniach "Arctic Endurance", które – według duńskiego resortu obrony oraz MSZ Grenlandii – mają wzmocnić obecność NATO w regionie Arktyki.
Donald Trump postanowił "ukarać" członków NATO. Prezydent USA ogłosił, że od 1 lutego Stany Zjednoczone wprowadzą 10-procentowe cła na wszystkie towary z ośmiu państw. Od 1 czerwca stawka miałaby wzrosnąć do 25 proc. i obowiązywać do momentu zawarcia porozumienia w sprawie "całkowitego i kompletnego zakupu Grenlandii".
W serwisie Truth Social Trump przekonywał, że Dania oraz Europa przez lata korzystały z amerykańskiego wsparcia, a teraz "nadszedł czas, by się odwdzięczyć", bo – jak stwierdził – "stawką jest pokój na świecie". Oskarżył też europejskie państwa o doprowadzenie do "niebezpiecznej sytuacji", przekonując, że presja gospodarcza ma być sposobem na to, by spór wokół Grenlandii "zakończył się szybko i bez zadawania pytań".
Donald Trump chce Grenlandię, Piers Morgan ironizuje: "Wielka Brytania powinna odkupić Amerykę"
Na niepokojące zapowiedzi błyskawicznie zareagował Piers Morgan – jeden z najbardziej rozpoznawalnych i kontrowersyjnych brytyjskich dziennikarzy, znany z ostrych komentarzy i bezpośredniego stylu. 60-letni publicysta, były prowadzący programy CNN i ITV, od lat chętnie wchodzi w spory z politykami najwyższego szczebla. Tym razem postanowił obrócić logikę Trumpa przeciwko niemu samemu.
Na platformie X Morgan ironicznie zaproponował, by to Wielka Brytania "odkupiła" Stany Zjednoczone. "W końcu kiedyś należały do nas i poprawiłoby to bezpieczeństwo północnego Atlantyku. A jeśli nie zgodzisz się na sprzedaż, prezydencie Trump, nałożymy cła na USA i każde państwo, które poprze opór wobec tej świetnej oferty. Uczciwie?" – napisał, kpiąc z argumentacji amerykańskiego przywódcy.

                    
                        
                    
                Ironiczna propozycja Morgana jest kuriozalna, ale... ma w sobie sporo historycznej logiki. Tereny dzisiejszych Stanów Zjednoczonych przez ponad półtora wieku pozostawały pod panowaniem brytyjskim i funkcjonowały jako kolonie Korony, aż do wojny o niepodległość zakończonej w 1783 roku. To właśnie polityka Londynu, w tym nakładanie podatków i ceł na kolonie bez ich reprezentacji, była jednym z głównych powodów buntu, który doprowadził do powstania USA. 
Znacznie bardziej stonowany ton przyjął premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer. Londyn – podobnie jak inne państwa europejskie – jasno opowiedział się po stronie Danii. Brytyjczycy wysłali też swoich żołnierzy na wyspę. Szef brytyjskiego rządu zaznaczył, że nakładanie ceł na sojuszników jest działaniem nie do zaakceptowania.
– Nasze stanowisko w sprawie Grenlandii jest bardzo jasne – to część Królestwa Danii, a jej przyszłość należy do Grenlandczyków i Duńczyków. Bezpieczeństwo Arktyki dotyczy całego NATO i sojusznicy powinni wspólnie reagować na zagrożenia, w tym te płynące z Rosji. Nakładanie ceł na sojuszników za działania na rzecz wspólnego bezpieczeństwa jest całkowicie niewłaściwe. Będziemy to wyjaśniać bezpośrednio z administracją USA – powiedział dziennikarzom.
Polska nie wyśle żołnierzy na Grenlandię
Tymczasem polskie władze deklarują solidarność polityczną z europejskimi partnerami, ale wykluczają jakiekolwiek zaangażowanie militarne na Grenlandii. We wtorek w Londynie prezydent Karol Nawrocki mówił na antenie BBC Radio 4 Today, że Warszawa nie planuje wysyłania żołnierzy. – Uważam, że dyskusja na temat Grenlandii powinna przede wszystkim pozostać sprawą między premierem Danii a prezydentem Donaldem Trumpem – mówił prezydent.
Kilka dni później premier Donald Tusk – który otwarcie krytykuje dążenia USA do przejęcia wyspy – potwierdził tę linię, jasno stwierdzając, że Polska nie wyśle wojsk na Grenlandię. Jednocześnie zaznaczył, że rząd będzie działał na rzecz europejskiej jedności i dialogu w ramach NATO. Podobne sygnały płyną z Ministerstwa Obrony Narodowej, które nie przewiduje udziału polskich sił zbrojnych ani w operacjach, ani w ćwiczeniach wojskowych na wyspie.
Taka postawa spotkała się jednak z krytyką części środowiska wojskowego. Były dowódca jednostki GROM gen. Roman Polko w rozmowie z Onetem nie krył rozczarowania decyzją władz. – To zwykłe tchórzostwo i poważny błąd. Chowanie głowy w piasek i brak zaangażowania. Nieobecny traci, a tchórzy nikt nie traktuje poważnie – ocenił.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/3a5d9392951bb8fe201618c898309b76,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/3a5d9392951bb8fe201618c898309b76,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Piers Morgan mistrzowsko odpowiedział Donaldowi Trumpowi. Przypomniał... historię</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/638395,w-piwnicy-le-constellation-bylo-pelno-nielegalnych-fajerwerkow-bar-stal-na-bombie</guid><link>https://natemat.pl/638395,w-piwnicy-le-constellation-bylo-pelno-nielegalnych-fajerwerkow-bar-stal-na-bombie</link><pubDate>Sat, 17 Jan 2026 22:00:02 +0100</pubDate><title>W piwnicy Le Constellation było pełno nielegalnych fajerwerków. Bar stał na bombie</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/5ec81592b3fdb573803941cdc07feecb,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Poufny raport po pożarze Le Constellation ujawnia nielegalne pirotechniczne materiały i wieloletnie zaniedbania bezpieczeństwa. W tragedii, do której doszło podczas zabawy sylwestrowej, zginęło 40 osób.

Sylwestrowa noc w alpejskiej miejscowości Crans-Montana miała być pokazem splendoru i spektakularnych efektów, a zakończyła się jednym z najbardziej tragicznych pożarów w Europie ostatnich lat. Do mediów wyciekł poufny raport śledczych w sprawie baru Le Constellation. Wynika z niego, że lokal od lat funkcjonował jak tykająca bomba – z nielegalnymi materiałami pirotechnicznymi w piwnicy i rytuałem z fontannami ogniowymi tuż pod łatwopalnym sufitem.
Sylwester, który zamienił bar w śmiertelną pułapkę
Nowy rok w Le Constellation miał się rozpocząć efektownie. Obsługa baru sięgnęła po sprawdzony i wykorzystywany przez siebie od lat scenariusz, a mianowicie po butelki szampana z przymocowanymi fontannami ogniowymi, iskry strzelające pod sufit, gwar i muzykę. Ten widowiskowy rytuał, wykonywany według właściciela od około 10 lat, tym razem skończył się katastrofą.
W pewnym momencie iskry z fontann miały zapalić dźwiękochłonną piankę na suficie. Materiał, który w teorii miał tłumić hałas, w praktyce stał się idealnym paliwem dla ognia. Płomienie rozprzestrzeniły się w przerażającym tempie, a w zadymionym wnętrzu ludzie dosłownie tracili orientację. Zginęło 40 osób, w tym 14-letnia dziewczyna, a ponad 100 gości zostało rannych.
Co znaleźli śledczy?
Poufny raport dotyczący przyczyn tragedii dosłownie nie może pozostawiać złudzeń. Dokument, który miał pozostać w aktach śledztwa, trafił do dziennikarzy Bilda i ujawnia szczegóły z oględzin baru.
W piwnicy Le Constellation znaleziono aż 25 spalonych fontann ogniowych oraz nielegalne petardy schowane w niebieskiej torbie. Na parterze, w części salonowej, śledczy natrafili na kolejne około 100 zapakowanych fontann. 
Opisany w raporcie obraz to miejsce, gdzie w jednym budynku spotykają się tłum gości, łatwopalne materiały wykończeniowe i duża ilość fajerwerków przechowywanych poza kontrolą – idealne warunki, by jedno widowisko zamieniło się w niekontrolowany pożar.
Nielegalne fajerwerki i łatwopalna pianka to zabójcze połączenie
Fontanny ogniowe, które wystąpiły w tej historii w roli atrakcji wieczoru, to rodzaj pirotechniki emitującej przez dłuższą chwilę kaskadę iskier. W otwartej przestrzeni mogą kojarzyć się z atrakcyjnym wizualnie urozmaiceniem imprezy. W niskim, zamkniętym pomieszczeniu, w którym nad głowami gości wisi warstwa pianki dźwiękochłonnej, stają się potencjalnym zapalnikiem katastrofy.
Pianka akustyczna często kojarzy się z czymś miękkim i niegroźnym, ale w wielu wariantach jest po prostu materiałem łatwopalnym. Jeśli iskry z fontann trafiają w taki sufit wielokrotnie, każda kolejna noc z efektownym wejściem szampana zwiększa ryzyko nieszczęścia. Z raportu wynika, że właśnie ten scenariusz miał się zrealizować w sylwestrową noc – iskry dotknęły pianki, która szybko zajęła się ogniem.
Nielegalne petardy znalezione w piwnicy pokazują dodatkowo, że w lokalu przechowywano materiały niedopuszczone do obrotu. To znaczy, że nikt nie gwarantował ich jakości, a tym bardziej bezpieczeństwa przechowywania w budynku pełnym ludzi.
Właściciele Le Constellation z zarzutem nieumyślnego spowodowania śmierci
Jak wynika z ustaleń mediów, właściciele baru, Jacques i Jessica Moretti, zostali aresztowani pod zarzutem nieumyślnego spowodowania śmierci wielu osób. Francuski współwłaściciel miał przyznać, że przez około 10 lat praktykowano w lokalu rytuał z użyciem fontann ogniowych. Do tej pory, jak twierdził, zetknięcie iskier z pianką na suficie nie prowadziło do wypadków.
Raport, określany przez zagranicznych dziennikarzy jako przerażający, szczegółowo dokumentuje naruszenia zasad bezpieczeństwa i ma stać się jednym z kluczowych dowodów w sprawie przeciwko właścicielom.
Według ustaleń cytowanych przez media, w ciągu ostatnich 7 lat w Le Constellation miały odbyć się jedynie 2 lub 3 inspekcje przeciwpożarowe. Oznacza to, że przez długie lata nikt z zewnątrz nie przyglądał się systematycznie temu, jak w barze łączy się efekty pirotechniczne, łatwopalne materiały i pełne sale gości.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/5ec81592b3fdb573803941cdc07feecb,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/5ec81592b3fdb573803941cdc07feecb,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Pożar w Le Constellation zabił 40 osób. Raport mówi o nielegalnej pirotechnice i rzadkich kontrolach bezpieczeństwa.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/638329,platforma-x-dawny-twitter-nie-dziala-piatek-nagle-stal-sie-lepszy</guid><link>https://natemat.pl/638329,platforma-x-dawny-twitter-nie-dziala-piatek-nagle-stal-sie-lepszy</link><pubDate>Fri, 16 Jan 2026 17:24:09 +0100</pubDate><title>Platforma X (dawny Twitter) nie działa. Piątek nagle stał się lepszy</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/24150333cd34b2133ea5bda1de9dc7cb,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />W piątek 16 stycznia doszło do globalnej awarii serwisu X, dawnego Twittera. W ciągu chwili od pojawienia się pierwszych trudności w systemie Downdetector awarię zgłoszono kilkadziesiąt tysięcy razy. A ja aż się uśmiechnęłam.

X, dawniej Twitter, to jeden z największych serwisów społecznościowych dostępnych na całym świecie. Awaria tak istotnego medium w piątkowy wieczór to problem dla użytkowników wdających się tam w liczne dyskusje. Mnie natomiast cieszy, że hejterzy wreszcie zajmą się własnym życiem.
Awaria X/Twittera. Padł od razu na całym świecie
Do tak poważnych awarii systemów używanych przez miliony użytkowników na całym świecie nie dochodzi często. Tym razem równocześnie padły jednak aplikacja i strona internetowa. Użytkownicy zgłaszali problemy także z połączeniem z serwerem. Problemy rozpoczęły się ok. godziny 16:00.
X nie poinformował oficjalnie, co było powodem utrudnień. "USA Today" przypomniał jednak, że to nie pierwsza tak poważna awaria serwisu w ostatnim czasie. To na pewno nie przysporzy mu pozytywnych komentarzy.
"Nie jest jasne, co spowodowało tę awarię, ale w ostatnich miesiącach platforma społecznościowa X miała problemy z infrastrukturą internetową Cloudflare. W listopadzie i grudniu Cloudflare przestało działać w dwóch oddzielnych przypadkach, co miało wpływ na różne platformy, w tym X, LinkedIn, Fortnite i DoorDash" – podało "USA Today".
Awaria X to także fatalna informacja dla wszystkich hejterów. Warto bowiem pamiętać, że ze względu na nieograniczoną "wolność słowa" wyznawaną przez Elona Muska (właściciela platformy), jest to prawdziwa wylęgarnia hejterów. I może ze względu na te wszystkie idiotyczne i uszczypliwe, albo wprost obraźliwe komentarze cieszę się, że platforma miała awarię. Internetowe trutnie choć na trochę będą musieli zająć się własnym życiem.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/24150333cd34b2133ea5bda1de9dc7cb,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/24150333cd34b2133ea5bda1de9dc7cb,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">X (dawny Twitter) przestał działać. Awaria na całym świecie</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/638212,czlowiek-trumpa-jak-on-jeszcze-zyje-po-tych-rewelacjach-sama-mysle-czy-to-cud</guid><link>https://natemat.pl/638212,czlowiek-trumpa-jak-on-jeszcze-zyje-po-tych-rewelacjach-sama-mysle-czy-to-cud</link><pubDate>Fri, 16 Jan 2026 04:00:02 +0100</pubDate><title>Człowiek Trumpa: &quot;Jak on jeszcze żyje?&quot;. Po tych rewelacjach sama myślę, czy to cud</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/88fab65f5c4d0b69dd222988574486c5,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />79-letni Donald Trump przekonuje, że jest w "doskonałym stanie zdrowia". Członek administracji prezydenta Stanów Zjednoczonych opowiedział o jego nawykach żywieniowych i stwierdził, że jest zaskoczony, iż głowa państwa... wciąż żyje. Zgłębiłam temat diety Trumpa i sama dziwię się wynikom jego badań.

Donald Trump skrzętnie wykorzystuje kolejne okazje, by dopiec Joe Bidenowi i skomentować jego stan zdrowia. Co jakiś czas mówi także o swojej kondycji: utrzymuje, że jest w doskonałej formie. W ubiegłym roku ujawniono, że u Trumpa zdiagnozowano przewlekłą niewydolność żylną, jednak w łagodnym stopniu.
– Dodatkowe badania nie wykazały żadnych oznak niewydolności serca, nerek ani chorób ogólnoustrojowych – podsumowała rzeczniczka prezydenta USA Karoline Leavitt podczas briefingu prasowego w lipcu 2025 roku.
Dieta Trumpa, czyli nawyki żywieniowe, których lepiej nie powielać
O nawykach żywieniowych Donalda Trumpa wiemy całkiem sporo. Nie jest tajemnicą, że prezydent Stanów Zjednoczonych jest miłośnikiem tzw. fast foodów. Jak przypomina "Forbes", w książce "Let Trump Be Trump" dwaj byli doradcy polityka opisywali, że na pokładzie Trump Force One można było rozróżnić cztery podstawowe "grupy żywności", tj. McDonald's, KFC, pizzę i dietetyczną colę.
Pewnym zaskoczeniem może być jednak to, co o prezydencie USA powiedział Robert F. Kennedy Jr., sekretarz zdrowia i opieki społecznej Stanów Zjednoczonych. Stwierdził on, że polityk "ma najbardziej szalone nawyki żywieniowe".
– Nie wiem, jak on jeszcze żyje – padło z jego ust w podcaście prowadzonym przez Katie Miller, żonę bliskiego doradcy Donalda Trumpa – Stephena Millera.
Kennedy uzasadnił swoje stwierdzenie, mówiąc, że Trump regularnie spożywa bardzo niezdrową żywność: słodycze, fast foody i dietetyczną colę. Następnie wyjaśnił, że gdy przebywa w Białym Domu lub Mar-a-Lago, "je naprawdę bardzo dobre jedzenie". Co innego w czasie podróży, kiedy "można odnieść wrażenie, że cały dzień faszeruje się trucizną" i "trudno zrozumieć, jak w ogóle funkcjonuje". Jednocześnie Kennedy stwierdził, że Trump dalej jest wtedy pełen energii.
– Mówi, że jada śmieciowe jedzenie tylko wtedy, gdy jest w trasie i woli jeść jedzenie od wielkich korporacji, bo im ufa. Nie chce się rozchorować w trasie – komentował sekretarz zdrowia i opieki społecznej USA.
Trumpowi towarzyszy także inny nawyk: jak sam twierdził w rozmowie z "Wall Street Journal", wzbudzające powszechne zainteresowanie siniaki na jego dłoni są efektem działania aspiryny, którą regularnie przyjmuje. Według informatorów medium polityk przyjmuje 325 mg leku dziennie, czyli wartość zalecaną w celach przeciwbólowych. Dla profilaktyki chorób sercowo-naczyniowych seniorzy powinni przyjmować od 75 do 100 mg aspiryny w ciągu doby. Prezydent USA przekazał, że ignoruje zalecenia lekarzy sugerujących zmniejszenie dziennej dawki substancji.
Stan zdrowia Donalda Trumpa
W kwietniu 2025 roku Donald Trump przeszedł doroczne badanie lekarskie. W raporcie opublikowanym przez Biały Dom lekarz napisał, że jest "w pełni zdolny" do pełnienia swojej funkcji i może pochwalić się "doskonałym" zdrowiem. Opinia publiczna dowiedziała się ponadto, że od czasu ostatniego badania, czyli od 2020 roku, znacząco schudł: wówczas ważył 244 funty, czyli 110 kg, a podczas kwietniowego badania 224 funty, tj. 101 kg.
Kilka miesięcy później, w październiku 2025 roku, prezydent USA został poddany dodatkowemu badaniu. Jego lekarz, Sean P. Barbabella, wydał wówczas oświadczenie, w którym informował, że "obrazowanie układu sercowo-naczyniowego prezydenta Trumpa jest całkowicie prawidłowe". 
"Nie stwierdzono żadnych oznak zwężenia tętnic, zaburzeń przepływu krwi ani nieprawidłowości w sercu czy głównych naczyniach krwionośnych. Jamy serca mają prawidłowe rozmiary, ściany naczyń wyglądają gładko i zdrowo, nie ma też oznak stanu zapalnego ani tworzenia się skrzepów. Ogólnie układ krążenia jest w doskonałym stanie" – mogliśmy przeczytać w oświadczeniu. 
"Obrazowanie jamy brzusznej również jest całkowicie prawidłowe. Wszystkie główne narządy wyglądają na bardzo zdrowe i dobrze ukrwione. Wszystkie oceniane elementy funkcjonują w granicach normy, bez żadnych ostrych ani przewlekłych problemów" – powiadomił lekarz Donalda Trumpa.
Powszechnie wiadomo, że prezydent USA jest pasjonatem golfa, ale trudno mówić o jego wielkim zamiłowaniu do sportu. Donald Trump twierdzi, że "tradycyjne" formy aktywności, takie jak spacery czy bieganie, są dla niego "nudne". Nie ukrywa też, że ma problemy ze snem, ale w wywiadzie dla "WSJ" stwierdził: "Genetyka jest bardzo ważna. A ja mam bardzo dobre geny".

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/88fab65f5c4d0b69dd222988574486c5,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/88fab65f5c4d0b69dd222988574486c5,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Jak wygląda dieta Donalda Trumpa?</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/638227,charlie-hebdo-znow-szokuje-satyra-szwajcarzy-grzmia-i-trudno-im-sie-dziwic</guid><link>https://natemat.pl/638227,charlie-hebdo-znow-szokuje-satyra-szwajcarzy-grzmia-i-trudno-im-sie-dziwic</link><pubDate>Thu, 15 Jan 2026 22:14:49 +0100</pubDate><title>&quot;Charlie Hebdo&quot; znów szokuje satyrą. Szwajcarzy grzmią i trudno im się dziwić</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/cae9053cbc0fba48aecf248dedeab1e5,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Francuski magazyn satyryczny "Charlie Hebdo" opublikował karykaturę ofiar pożaru w Szwajcarii. "Gdzie jest wasze człowieczeństwo?" – grzmią Szwajcarzy. I pozywają tygodnik.

9 stycznia Szwajcaria obchodziła dzień żałoby narodowej po tragicznym pożarze baru "Le Constellation" w Crans-Montana. W sylwestrową noc zginęło tam 40 osób, głównie młodych. Ponad 100 zostało rannych. Niektóre ciężko.
Tego samego dnia francuski magazyn satyryczny Charlie Hebdo opublikował na pierwszej stronie karykaturę autorstwa Érica Salcha. Widać na niej dwóch poparzonych narciarzy. Mają bandaże i zjeżdżają ze stoku. Ilustracja opatrzona jest prowokacyjnym tekstem: "Les brûlés font du ski – La comédie de l'année" ("Spaleni na nartach – komedia roku").
Obraz miał w satyryczny sposób nawiązywać do tytułu francuskiej komedii "Les Bronzés font du ski" (polski tytuł: Opaleni na nartach, 1979 r.) – i natychmiast wywołał kontrowersje.

                
                    
                
                Oburzenie i doniesienie do prokuratury w Szwajcarii
Benjamin Roduit, poseł Rady Narodowej z kantonu Valais, zażądał w wywiadzie dla portalu informacyjnego nau.ch zakazu sprzedaży Charlie Hebdo w Szwajcarii: "Taka satyra w chwili, gdy młodzi ludzie, ofiary pożaru walczą o życie, jest obrzydliwa. Nie do przyjęcia. To naruszenie ludzkiej godności. Brak mi słów, by opisać ten obraz".
Szwajcarska pisarka Béatrice Riand i jej mąż Stéphane, prawnik, złożyli doniesienie do prokuratury kantonalnej. Ich zdaniem Salch i Charlie Hebdo naruszyli artykuł 135 szwajcarskiego kodeksu karnego. Przewiduje on kary za produkcję i rozpowszechnianie obrazów przemocy poważnie naruszających ludzką godność.
Wolność słowa ma granice
Riand wypowiedziała się w szwajcarskiej stacji RTS (Radio Télévision Suisse):
"Uważam to za głęboko odrażające. Wolność słowa ma swoje granice. Wyśmiewa się ofiary. Pytanie brzmi: czy ludzka godność ma pierwszeństwo przed wolnością słowa, czy nie?".
Adwokat ofiar Jean-Luc Addor, w rozmowie z portalem informacyjnym nau.ch, uznał motyw opublikowania karykatury za "głęboko szokujący i niewyobrażalnie niesmaczny". Prawnik nie wierzy, że prokuratura ukarze francuski magazyn. Jego zdaniem karę powinni wyznaczyć czytelnicy.
Gdzie jest wasze człowieczeństwo?
Oburzeni karykaturą są również internauci. W mediach społecznościowych pełno jest negatywnych reakcji i emotikonów. Jeden z komentarzy na Instagramie brzmiał: "Wolność słowa niczego nie usprawiedliwia. (...) Wstydźcie się tego, co robicie. Jesteście żałośni". W innym komentarzu ktoś napisał: "Kiedy chowaliście swoich zmarłych, płakano razem z wami... a kiedy inni opłakują swoje dzieci, wy z tego żartujecie. Co za hańba! Gdzie jest wasze człowieczeństwo?".
Komentarz odnosi się do ataku terrorystycznego na gazetę w 2015 roku. Redakcję Charlie Hebdo zaatakowali islamiści. Zastrzelili dwanaście osób, w tym znanych rysowników i wydawców. Był to odwet za przedrukowanie przez tygodnik karykatur Mahometa, które wcześniej opublikował duński dziennik "JyllandsPosten". Europa solidaryzowała się wówczas z Charlie Hebdo.
Satyra ma szokować
Teraz magazynowi po raz kolejny udało się wywołać skandal. Redaktor naczelny Hebdo Gérard Biard bronił karykatury w programie "Forum" zachodnioszwajcarskiej stacji radiowo-telewizyjnej RTS: "Oczywiście to może szokować, ale satyra ma przecież szokować". Jego zdaniem karykatura nie wyśmiewa ofiar, ale pokazuje absurdalność tragedii.
Biard przyznał wprawdzie, że rysownik "posunął się dość daleko", ale podkreślił: "Czarny humor niekoniecznie musi być przyjemny".
Co jest dozwolone?
Debata koncentruje się wokół kluczowego pytania: czy satyra może wszystko? Słownik Duden definiuje satyrę jako "gatunek sztuki (literatura, karykatura, film), który poprzez przesadę, ironię i (zjadliwą) kpinę krytykuje osoby, wydarzenia, naraża je na śmieszność, potępia sytuacje, piętnuje ostrym dowcipem".
To, że karykatura jest dla wielu zbyt daleko idąca, jest jej celem i sensem. Zwolennicy ekstremalnego podejścia do satyry odwoływali się w przeszłości do długiej tradycji prowokacyjnych obrazów Charlie Hebdo, często łamiących tabu – w kontekście ustawowej wolności prasy i wolności słowa.

                
                    
                
                Francuski karykaturzysta Patrick Lamassoure, prezes międzynarodowej sieci karykaturzystów prasowych Cartooning for Peace powiedział Deutsche Welle w zeszłym roku z okazji dziesiątej rocznicy zamachu na Charlie Hebdo: "Wszystko, co mówię i robię, może kogoś zdenerwować – wszystko. Jedynym ograniczeniem może być prawo, ponieważ wszyscy się z nim zgadzamy".
W międzyczasie Charlie Hebdo opublikowało kolejny rysunek Salcha. Tym razem przedstawia on dwóch kuszników, którzy zabijają członków redakcji. Nagłówek brzmi: "Czy można obrażać Szwajcarów?" – "Redakcja zlikwidowana przez dwóch kuszników".
Autorka: Katharina Abel

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/cae9053cbc0fba48aecf248dedeab1e5,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/cae9053cbc0fba48aecf248dedeab1e5,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Zrobili karykatury ofiar pożaru w Szwajcarii. Ludzie oburzeni, pozywają &quot;Charlie Hebdo&quot;</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/638068,koniec-rozmow-dotyczacych-grenlandii-pierwszy-komentarz-dunczykow-nie-napawa-optymizmem</guid><link>https://natemat.pl/638068,koniec-rozmow-dotyczacych-grenlandii-pierwszy-komentarz-dunczykow-nie-napawa-optymizmem</link><pubDate>Wed, 14 Jan 2026 21:23:15 +0100</pubDate><title>Koniec rozmów ws. Grenlandii. Pierwszy komentarz Duńczyków nie napawa optymizmem</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/f4b5869f56671a04bf19fbf44b9a3722,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />W środę 14 stycznia władze Danii i Grenlandii spotkały się z przedstawicielami USA. Tematem była przyszłość Grenlandii, którą, jak deklaruje Donald Trump, miałyby przejąć Stany Zjednoczone. Po pierwszych komentarzach trudno o nadmierny optymizm. Mało tego, media donoszą o rzekomym wysłaniu żołnierzy na wyspę.

Sytuacja na świecie jest dynamiczna. Pojawiają się martwiące sygnały dotyczące amerykańskich baz w Iranie, a dodatkowo na tapecie wciąż jest sprawa Grenlandii. Donald Trump nie zamierza cofnąć swoich słów o przejęciu wyspy przez USA. Być może jeszcze kilka miesięcy temu nikt specjalnie nie przejąłby się tym faktem, ale po groźbach o "twardym sposobie" na osiągnięcie celu i ataku Stanów Zjednoczonych na Wenezuelę trudno przyglądać się temu bez emocji.
Podczas wtorkowej konferencji prasowej premier Danii zakomunikowała: "Wiele wskazuje, że najtrudniejsze dopiero przed nami". W środę, 14 stycznia, władze Danii i Grenlandii spotkały się z przedstawicielami USA. Są już pierwsze komentarze po ważnych rozmowach. 
Spotkanie ws. przyszłości Grenlandii. Pierwsze komentarze
Do Białego Domu udali się ministrowie spraw zagranicznych Danii i Grenlandii, Lars Lokke Rasmussen i Vivian Motzfeldt. Ich rozmówcami byli wiceprezydent USA J.D. Vance i sekretarz stanu Marco Rubio. Duński minister spraw zagranicznych określił spotkanie jako "szczerą, ale i konstruktywną rozmowę". 
Wśród najważniejszych wniosków ze spotkania dotyczącego przyszłości Grenlandii należy wymienić chęć zacieśnienia współpracy władz wyspy z USA, które zadeklarowała tamtejsza minister Vivian Motzfeldt. Jednocześnie polityczka podkreśliła, że wyspa nie chce być ich własnością.
– Pomysły, które nie szanują integralności terytorialnej Królestwa Danii i prawa narodu grenlandzkiego do samostanowienia, są oczywiście całkowicie niedopuszczalne. Dlatego wciąż istnieją między nami fundamentalne różnice zdań, ale zgadzamy się też, że się nie zgadzamy – podsumował Lars Lokke Rasmussen i podkreślił, że Dania chce współpracować z USA (z poszanowaniem granic wyznaczonych przez Królestwo).
Rasmussen zaznaczył także, że nie ma bezpośredniego zagrożenia ze strony Chin lub Rosji, któremu nie podołałby jego kraj. Środowe spotkanie dobiegło końca, ale Dania i Stany Zjednoczone mają podjąć dialog, a ponadto utworzyć grupę roboczą wysokiego szczebla, której przedstawiciele mają ponownie usiąść przy stole w ciągu kilku najbliższych tygodni.
Wojska na Grenlandii
To nie koniec najnowszych informacji dotyczących sytuacji na Grenlandii. Jak donosi niemiecki "Bild", na wyspie już w tym tygodniu mieliby się pojawić pierwsi żołnierze z Niemiec. Dodajmy, że w minionych dniach media informowały, jakoby Niemcy zamierzały zaproponować wspólną misję NATO. Operacja miałaby monitorować bezpieczeństwo w regionie Arktyki i chronić jego interesy.
"Bild" powołuje się na źródła z Niemiec i Skandynawii, według których na miejsce na początku ma udać się grupa rozpoznawcza, do której należą żołnierze Bundeswehry. Dziennik skontaktował się z rzecznikiem niemieckiego ministerstwa obrony, który podobno przekazał, że nie może potwierdzić ani zaprzeczyć tym doniesieniom.
Działania mogłyby rozpocząć się już w czwartek. Jak informuje Onet, powołując się na źródła "Bilda" z niemieckiego rządu i Bundestagu, ta data miałaby być terminem wyruszenia pierwszej grupy wojsk. Niemcy byłyby kolejnym krajem, który zareagowałby na eskalację napięć geopolitycznych: wcześniej zwiększoną obecność wojskową na Grenlandii deklarowała również Dania, dając do zrozumienia, że na poważnie traktuje groźby Donalda Trumpa. 

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/f4b5869f56671a04bf19fbf44b9a3722,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/f4b5869f56671a04bf19fbf44b9a3722,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Rozmowy o przyszłości Grenlandii zakończone. Politycy przekazali wnioski ze spotkania z USA.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/637537,rozpad-afryki-i-nowy-ocean-obok-tych-doniesien-trudno-przejsc-obojetnie</guid><link>https://natemat.pl/637537,rozpad-afryki-i-nowy-ocean-obok-tych-doniesien-trudno-przejsc-obojetnie</link><pubDate>Mon, 12 Jan 2026 05:00:02 +0100</pubDate><title>Rozpad Afryki i nowy ocean. Obok tych doniesień trudno przejść obojętnie</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/4e9c77d17fc05610f0149fc85a2b97d2,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Czyżbyśmy właśnie byli świadkami powstawania nowego oceanu? Naukowcy wskazują, że w Afryce zachodzą procesy, które mogą doprowadzić do wielkich zmian. Dzieje się to szybciej, niż wcześniej przewidywano. To może oznaczać, że konieczne będzie ponowne opracowanie mapy świata.

Na przestrzeni milionów lat mapa świata ulegała znaczącym zmianom: niegdyś Ziemia składała się z jednego kontynentu o nazwie Pangea, który rozpadł się na zlokalizowaną na północy Laurazję i południe – Gondwanę. Pierwsza z nich rozdzieliła się na Amerykę Północną i Eurazję, druga z kolei – na Afrykę, Amerykę Południową, Australię, Antarktydę i subkontynent indyjski (który następnie oderwał się od Afryki i podryfował w stronę Azji). 
W bliższych nam czasach dochodziło do wielokrotnych politycznych zmian, w większości dotyczących przesuwania granic oraz powstawania nowych państw. Od pewnego czasu coraz głośniej mówi się jednak o możliwej ogromnej zmianie, a to za sprawą prawdopodobieństwa powstania szóstego oceanu.
Naukowcy odkryli ważne procesy pod Wschodnią Afryką. Może powstać nowy ocean
Ta teoria w oczach laika może brzmieć zdumiewająco, ba – wręcz niewiarygodnie, ale jest ona poparta ważnym odkryciem, którego dokonali naukowcy. Mowa o procesach, które zachodzą pod Wschodnią Afryką. Serwis National Geographic Polska wskazuje, że naukowcy z Uniwersytetu w Southampton wespół z dziesięcioma instytucjami międzynarodowymi donoszą o odnotowanych tam pulsujących przepływach gorącej materii z głębi Ziemi, a swoim odkryciem podzielili się na łamach czasopisma "Nature Geoscience".
Badania objęły przede wszystkim region Afar w Etiopii, w którym spotykają się wielkie uskoki tektoniczne, Wielki Rów Wschodni i Rów Abisyński. Na obszarze Afaru, zwanego też Kotliną Danakilską, rozpoczynają się Wielkie Rowy Afrykańskie (oddzielają one od siebie płyty tektoniczne: somalijską, arabską i nubijską). Podczas obserwacji tamtego regionu naukowcy zarejestrowali rytmiczne, nieprzerwane pulsowanie słupa gorącej materii płaszcza Ziemi, które porównują do "bicia serca". 
Proces ten może mieć daleko idące konsekwencje. Skorupa ziemska rozciąga się o kilka milimetrów rocznie, co sprawia, że płyty tektoniczne powoli odsuwają się od siebie. To z kolei skutkuje powstawaniem szczelin oraz dolin. Istnieje prawdopodobieństwo, że to właśnie tam może powstać nowa linia brzegowa, a dolina może zostać zalana przez wody Morza Czerwonego i Zatoki Adeńskiej. 
Kiedy może dojść do powstania nowego oceanu? Jeszcze kilka lat temu niemiecki geograf Simon Kuestenmacher opisywał, że może to zająć nawet 50 milionów lat. Wszystko wskazuje jednak na to, że szósty ocean może powstać znacznie szybciej. 

                    
                        
                    
                Badacze opierają swoje prognozy m.in. na pomiarach GPS, zdjęciach satelitarnych oraz analizie składu chemicznego młodych skał wulkanicznych. Oszacowano, że płyty afrykańska i somalijska oddalają się od siebie o ok. 0,8 cm rocznie. Zdaniem geolog z Tulane University, Cynthii Ebinger, do powstania oceanu w Afryce może dojść w ciągu miliona lat (a w sprzyjających warunkach nawet w ciągu pół miliona lat).
Istotnym faktem jest, że aktywność sejsmiczna, w tym np. trzęsienia ziemi, mogą przyspieszyć proces rozpadu kontynentu. 

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/4e9c77d17fc05610f0149fc85a2b97d2,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/4e9c77d17fc05610f0149fc85a2b97d2,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Afryka się rozpada, może powstać nowy ocean.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/637261,co-jesli-usa-zaatakuja-grenlandie-sprawdzilam-dunska-armia-moze-strzelac-bez-rozkazu</guid><link>https://natemat.pl/637261,co-jesli-usa-zaatakuja-grenlandie-sprawdzilam-dunska-armia-moze-strzelac-bez-rozkazu</link><pubDate>Thu, 08 Jan 2026 19:50:57 +0100</pubDate><title>Co jeśli USA zaatakują Grenlandię? Sprawdziłam. Duńska armia może &quot;strzelać bez rozkazu&quot;</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/4d26d304700826ba52156a9004d8b448,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Powracające deklaracje Donalda Trumpa o chęci przejęcia Grenlandii wywołały w Danii i Europie falę niepokoju. W tym kontekście przypomina się o obowiązującym od 1952 roku przepisie, który zobowiązuje duńskich żołnierzy do natychmiastowej odpowiedzi na atak – nawet bez czekania na rozkazy. Wskazano też, że w przypadku hipotetycznego uderzenia USA na Grenlandię Dania i jej sojusznicy z NATO mieliby do dyspozycji cztery zasadnicze drogi działania, nie tylko militarne.

Grenlandia, autonomiczne terytorium wchodzące w skład Królestwa Danii, od lat ma kluczowe znaczenie strategiczne dla Stanów Zjednoczonych. Na wyspie działa baza Pituffik Space Base, funkcjonująca nieprzerwanie od 1943 roku na mocy umowy obronnej z 1951 r. 
To jednak nie zmienia faktu, że Grenlandia pozostaje terytorium NATO należącym do Danii – a ewentualne użycie siły przez innego członka Sojuszu oznaczałoby bezprecedensowy kryzys. Tymczasem prezydent USA Donald Trump ma coraz większe zakusy na największą wyspę świata, które – w kontekście niedawnego ataku Amerykanów na Wenezuelę – coraz bardziej niepokoją opinię publiczną.
6 stycznia 2026 roku siedmiu europejskich przywódców, w tym Emmanuel Macron z Francji, Friedrich Merz z Niemiec, Giorgia Meloni z Włoch, Keir Starmer z Wielkiej Brytanii i Donald Tusk podpisało wspólne oświadczenie, w którym jasno zaznaczono, że "Grenlandia należy do jej mieszkańców", a decyzje dotyczące wyspy mogą zapadać wyłącznie w Danii i na Grenlandii. Liderzy podkreślili także, że bezpieczeństwo Arktyki ma kluczowe znaczenie i dla Europy, i dla bezpieczeństwa transatlantyckiego.
Do amerykańskich ambicji odniósł się również premier Grenlandii Jens-Frederik Nielsen. – Sytuacja nie wygląda tak, że Stany Zjednoczone mogą podbić Grenlandię – powiedział podczas konferencji prasowej w Nuuk, apelując o zachowanie spokoju. We wpisie w mediach społecznościowych podkreślił, że Grenlandia nie jest "czymś, co można zaanektować tylko dlatego, że ma się na to ochotę".
Jak zareagowałaby Dania na atak USA na Grenlandię? Cztery możliwe scenariusze, w tym "walka bez rozkazów"
W analizie opublikowanej przez amerykański "Newsweek" podkreślono, że w przypadku hipotetycznego ataku Stanów Zjednoczonych na Grenlandię Dania i jej europejscy sojusznicy stanęliby przed czterema zasadniczymi możliwościami działania.
Najbardziej bezpośrednią, choć jednocześnie najbardziej ryzykowną ścieżką byłaby odpowiedź wojskowa. W tym kontekście duński dziennik "Berlingske" przypomniał o obowiązującym Rozporządzeniu o środkach ostrożności z 1952 roku, wydanym po niemieckiej inwazji na Danię w 1940 r.
Przepis ten mówi, że w razie ataku na terytorium Danii lub na duński personel wojskowy – również poza granicami kraju – siły zbrojne mają obowiązek "podjąć walkę bez wahania, nie czekając na rozkazy ani nie prosząc o nie". Duńskie Ministerstwo Obrony potwierdziło, że regulacja ta nadal obowiązuje. 
Kapitan marynarki wojennej i badacz Duńskiej Akademii Wojskowej Kenneth Ohlenshlaeger Buhl powiedział agencji Ritzau, że przepis jest "jednoznaczny". – Gdyby – hipotetycznie – amerykańscy żołnierze pojawili się na Grenlandii i próbowali przejąć kontrolę nad budynkami rządowymi lub zagrozili duńskim wojskowym, zostałoby to uznane za atak – wyjaśnił, zastrzegając jednak, że sytuacja musiałaby zostać formalnie zgłoszona i oceniona przez dowódcę Arktycznego Dowództwa. 
Buhl ostrzegł również przed prowokacją. – Mógłby to być koń trojański. Jeśli zareagujemy zbyt emocjonalnie, może to dać pretekst do przejęcia kontroli – podkreślił. 

                    
                NATO odpowiedziałoby USA? Ekspert: nie byłoby żadnej odpowiedzi militarnej Europy
Jednocześnie eksperci wątpią, że taki przepis mógłby realnie powstrzymać Donalda Trumpa. Rasmus Sinding Søndergaard z Duńskiego Instytutu Studiów Międzynarodowych podkreślił w rozmowie z "Newsweekiem", że przejęcie kontroli nad Grenlandią mogłoby nastąpić bardzo szybko. 
– Byłoby bardzo niewiele oporu, jeśli w ogóle. Stany Zjednoczone są już de facto militarną potęgą na Grenlandii dzięki swojej bazie, więc chodziłoby jedynie o wysłanie oddziałów specjalnych – ocenił. 
Søndergaard zwrócił uwagę, że konsekwencje byłyby znacznie poważniejsze w przypadku realnych walk. – Trudno w ogóle spekulować, bo niezwykle trudno wyobrazić sobie sytuację, w której amerykańscy żołnierze walczą z europejskimi wojskami na Grenlandii – dodał. 
Choć teoretycznie możliwe byłoby zwiększenie obecności wojskowej Danii lub Francji, co sugerował Paryż, ekspert zaznaczył, że prowadziłoby to do bezpośredniej konfrontacji. – Efekt byłby ten sam. Jeśli Stany Zjednoczone chciałyby przejąć kontrolę militarną, mogłyby to zrobić – podsumował.
Ale czy NATO odpowiedziałoby na ewentualny atak USA na Grenlandię? Rasmus Sinding Søndergaard z Duńskiego Instytutu Studiów Międzynarodowych ocenił, że "nie widzi żadnej odpowiedzi militarnej". Ewentualne walki miałyby bowiem katastrofalne konsekwencje polityczne dla całego Sojuszu. 
Jeśli nie walki na Grenlandii, to co? Droga dyplomatyczna i "narzędzia nacisku" Europy na USA
Znacznie bardziej prawdopodobnym scenariuszem – jak zauważa "Newsweek" – byłoby potraktowanie ewentualnych działań USA jako kryzysu politycznego wewnątrz NATO, a nie klasycznego konfliktu zbrojnego. Roger Hilton z think tanku GLOBSEC podkreślił, że Sojusz już wcześniej mierzył się z głębokimi napięciami pomiędzy własnymi członkami, wskazując na turecką interwencję na Cyprze w 1974 roku. 
– Priorytetem byłoby znalezienie negocjowanego kompromisu, który zabezpieczy strategiczne interesy USA, jednocześnie szanując duńską suwerenność i normy sojusznicze – powiedział. Jego zdaniem w pierwszej kolejności uruchomione zostałyby kanały dyplomatyczne, mediacje sojusznicze i mechanizmy Rady Północnoatlantyckiej.
Trzeci możliwy kierunek reakcji dotyczyłby presji politycznej i ograniczeń wobec USA. Marion Messmer, dyrektorka programu bezpieczeństwa międzynarodowego w Chatham House, zwróciła uwagę, że państwa europejskie dysponują realnymi narzędziami nacisku. 
Mogłyby one obejmować odmowę tankowania amerykańskich okrętów w europejskich portach, ograniczenie dostępu do baz wojskowych czy renegocjację warunków stacjonowania wojsk USA w Europie. Jak podkreśliła Messmer, usunięcie lub ograniczenie europejskiej infrastruktury wspierającej amerykańskie wojsko "uczyniłoby część operacji USA w Arktyce i na Bliskim Wschodzie znacznie trudniejszą". 
NATO bez USA? Jest i taka opcja
Najbardziej radykalną, choć najmniej prawdopodobną w krótkiej perspektywie opcją byłoby rozpoczęcie realnej debaty o przyszłości NATO bez Stanów Zjednoczonych, pisze "Newsweek". 
Zdaniem Marion Messmer państwa europejskie muszą poważnie zastanowić się nad tym, jak wyglądałoby NATO bez Stanów Zjednoczonych, oraz zwiększyć inwestycje w obszarach, w których USA pozostają najsilniejsze, takich jak systemy dowodzenia i kontroli oraz obrona powietrzna.
– Europa będzie teraz musiał także poważnie rozważyć, jakim przeciwnikiem mogłyby stać się Stany Zjednoczone, zwłaszcza w sytuacji, gdyby zaatakowały Grenlandię – dodając, że państwa na Starym Kontynencie "nie mogą już pozwolić sobie na ignorowanie tej możliwości".

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/4d26d304700826ba52156a9004d8b448,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/4d26d304700826ba52156a9004d8b448,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Co jeśli Trump zaatakuje Danię? Cztery możliwe scenariusze</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/637300,trump-wycofal-usa-z-66-organizacji-spojrzalam-na-liste-i-az-mnie-zatkalo</guid><link>https://natemat.pl/637300,trump-wycofal-usa-z-66-organizacji-spojrzalam-na-liste-i-az-mnie-zatkalo</link><pubDate>Thu, 08 Jan 2026 18:01:16 +0100</pubDate><title>Trump wycofał USA z 66 organizacji. Spojrzałam na listę i aż mnie zatkało</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/34b2b01ad8cfa92da518f37fa862fc11,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Administracja Donalda Trumpa ogłosiła wycofanie Stanów Zjednoczonych z aż 66 organizacji międzynarodowych i struktur powiązanych z ONZ. Decyzja obejmuje m.in. kluczowe instytucje zajmujące się... klimatem, prawami człowieka, edukacją i nauką. Zdaniem ekspertów to "kompromitujący i głupi" ruch, który jeszcze bardziej izoluje USA na arenie międzynarodowej.

Decyzja została ogłoszona w środowym memorandum prezydenckim. Donald Trump stwierdził w nim, że dalsze członkostwo lub wsparcie tych organizacji jest "sprzeczne z interesami Stanów Zjednoczonych" i polecił wszystkim resortom jak najszybciej "doprowadzić do skutecznego wycofania USA".
Departament Stanu ocenił instytucje na liście jako "zbędne, źle zarządzane i marnotrawne". Według adminsitracji Trumpa są one często wykorzystywane przez podmioty realizujące własne cele, sprzeczne z interesami USA lub "stanowią zagrożenie dla suwerenności, wolności i dobrobytu narodu".
Trump wycofał USA z 66 organizacji międzynarodowych. Klimat, prawa kobiet i nauka
Chodzi o aż 66 instytucji: 31 agencji ONZ i 35 organizacji międzynarodowych. Wśród nich są także ważne placówki, jak Ramowa konwencja Narodów Zjednoczonych w sprawie zmian klimatu (U.N. Framework Convention on Climate Change – UNFCCC), Międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimatu (Intergovernmental Panel on Climate Change – IPCC), Międzynarodowa Agencja Energii Odnawialnej (International Renewable Energy Agency – IRENA) oraz Międzynarodowy Sojusz Słoneczny (International Solar Alliance). 
Decyzja obejmuje też m.in. UN Women – podmiot ONZ na rzecz Równości Płci i Wzmocnienia Kobiet, Fundusz Ludnościowy ONZ (U.N. Population Fund) czy Program Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju Miast (U.N. Human Settlements Programme). 
To nie wszystko. USA wycofa się też z Europejskiego Centrum Doskonałości ds. Przeciwdziałania Zagrożeniom Hybrydowym (Hybrid CoE), Komisji Weneckiej Rady Europy, Globalnego Forum Antyterrorystycznego oraz Centrum Nauki i Technologii w Ukrainie, którego celem jest zapobieganie rozprzestrzenianiu broni masowego rażenia.
USA wychodzi z UNFCCC ds. zmian klimatu. "Kompromitująca i głupia decyzja"
Eksperci nie kryją krytyki. W rozmowie z "Los Angeles Times" Gina McCarthy, była szefowa amerykańskiej Agencji Ochrony Środowiska, nazwała decyzję o opuszczeniu UNFCCC "krótkowzroczną, kompromitującą i głupią". – Jako jedyny kraj na świecie, który nie jest stroną traktatu UNFCCC, administracja Trumpa wyrzuca do kosza dekady amerykańskiego przywództwa klimatycznego i globalnej współpracy – powiedziała McCarthy. 
Według organizacji ekologicznych Stany Zjednoczone są bowiem pierwszym krajem, który opuszcza Ramową konwencję Narodów Zjednoczonych w sprawie zmian klimatu. – Prezydent Trump wyprowadza USA z UNFCCC na własne ryzyko. To nie tylko oddanie innym krajom prawa do pisania globalnych zasad, ale też rezygnacja z mialirdów dolarów inwestycji, miejsc pracy i nowych rynków dla amerykańskich technologii – powiedział Manish Bapna z Natural Resources Defense Council. 
Podobnie ocenił to David Widawsky z World Resources Institute. – To strategiczny błąd, który oddaje amerykańską przewagę bez żadnych korzyści w zamian. Trzydziestoletnie porozumienie jest fundamentem międzynarodowej współpracy klimatycznej. Odejście od niego nie tylko spycha USA na margines – ono całkowicie wyprowadza je z gry – podkreślił w rozmowie z "Los Angeles Times".
Globalne ocieplenie? Nie dla Donalda Trumpa
Trump zdecydował również o wycofaniu USA z IPCC, kluczowego ciała naukowego analizującego globalne ocieplenie. Jak zaznaczają eksperci, amerykańscy naukowcy wciąż będą mogli uczestniczyć w pracach panelu, ale USA jako państwo stracą wpływ na kształt raportów, które wyznaczają kierunek światowej polityki klimatycznej.
 – Odejście nie sprawi, że nauka zniknie. Sprawi tylko, że decydenci i biznes w USA będą działać po omacku w momencie, gdy rzetelna wiedza klimatyczna jest najbardziej potrzebna – ostrzega Delta Merner z Union of Concerned Scientists. 
To nie pierwsza taka decyzja administracji Donalda Trumpa. Już na początku drugiej kadencji prezydent zdecydował o wyjściu Stanów Zjednoczonych m.in. ze Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) i UNESCO, wycofał wsparcie dla agencji pomocowej ONZ w Gazie (UNRWA) oraz zakończył udział USA w porozumieniu klimatycznym z Paryża.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/34b2b01ad8cfa92da518f37fa862fc11,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/34b2b01ad8cfa92da518f37fa862fc11,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Donald Trump wycofał USA z 66 organizacji. Eksperci krytykują</media:title></media:content></item>
		
	</channel>
</rss>
