<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" version="2.0" xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom">
	<channel>
		<title><![CDATA[naTemat.pl - Rozrywka]]></title>
		<description><![CDATA[Najnowsze artykuły i wpisy blogerów w kategorii Rozrywka w naTemat.pl]]></description>
		<link>https://natemat.pl/c/457,rozrywka</link>
				<generator>natemat.pl</generator>
		<atom:link href="https://natemat.pl/rss/kategoria,457,rozrywka" rel="self" type="application/rss+xml" />
		<atom:link rel="hub" href="https://pubsubhubbub.appspot.com/" xmlns="http://www.w3.org/2005/Atom" />
			<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/651949,alicja-szemplinska-po-probie-do-eurowizji-zupelnie-nowy-wystep-i-wielki-rekwizyt</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/651949,alicja-szemplinska-po-probie-do-eurowizji-zupelnie-nowy-wystep-i-wielki-rekwizyt</link><pubDate>Mon, 04 May 2026 14:18:01 +0200</pubDate><title>Alicja Szemplińska po próbie do Eurowizji. Zupełnie nowy występ i wielki rekwizyt</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/3b084ffec9481410124de5e1a1865197,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Do pierwszego półfinału Eurowizji 2026 w Wiedniu pozostał nieco ponad tydzień, a reprezentantka Polski Alicja Szemplińska ma już za sobą pierwszą próbę techniczną. Cztery opublikowane zdjęcia wyglądają naprawdę obiecująco i stylowo. Uwagę zwraca potężny rekwizyt.

Alicja Szemplińska zaśpiewa swój utwór "Pray" już 12 maja w Wiedniu. W pierwszym półfinale 70. Konkursu Piosenki Eurowizji wystąpi jako czternasta – czyli przedostatnia w stawce liczącej 15 państw. To jedna z najmocniejszych pozycji startowych, jeśli chodzi o szanse na awans do finału. 
24-latka – która miała już reprezentować Polskę na odwołanej Eurowizji 2020 – jest już w Wiedniu, a przed wyjazdem wyjawiła, że zupełnie zmieniła swój występ. Przypomnijmy, że show, które zaprezentowała podczas polskich kwalifikacji, nie spodobało się widzom.
– Jeżeli chodzi o cały staging, to szykujemy wielką niespodziankę. Będzie to zupełnie inny występ niż w preselekcjach w Polsce. Nie mogę zdradzić, co się wydarzy na scenie, ale na pewno nie będzie spokojnie – mówiła Szemplińska w rozmowie z PAP Life.
Występ Alicji Szemplińskiej na Eurowizji 2026. Są zdjęcia z pierwszej próby
Polka ma już za sobą pierwszą próbę techniczną, która odbyła się w niedzielę 3 maja. Dziennikarze nie byli na nią wpuszczani, ale Europejska Unia Nadawców opublikowała na Reddicie specjalne opisy stagingów, a dzień później pokazano pierwsze oficjalne zdjęcia. 
Na czterech fotografiach widzimy wokalistkę w tym samym, charakterystycznym, metaliczno-czarnym stroju, w którym zaprezentowała się na preselekcjach. Towarzyszy jej czterech tancerzy i wszystko wygląda na to, że rekwizytem, o którym wczesniej mówiła Szemplińska, jej duża, pochyła platforma. Na scenie dominuje chłodna kolorystyka, a całość wygląda naprawdę z klasą i dość widowiskowo. Warto jednak pamiętać, że opublikowane zdjęcia pokazują zaledwie ułamek całego występu, a polska delegacja wcale nie musiała ujawniać wszystkiego. 

                
                    
                
                "Być może widzieliście występ utworu "Pray", dzięki któremu ALICJA wygrała polskie preselekcje w marcu, ale możecie praktycznie o nim zapomnieć. Jedynym elementem, który pozostał bez zmian, jest jej strój. Alicja przyjechała do Wiednia z czymś świeżym i zupełnie nowym. Eurowizyjna inscenizacja tego utworu koncentruje się wokół pewnego rekwizytu – którego, jak obiecaliśmy, nie będziemy opisywać zbyt szczegółowo!" – czytamy z kolei w przesłanym mediom w niedzielę komunikacie.
Podkreślono, że to "element, który sam w sobie może wydawać się prosty (choć i tak sprawia monumentalne wrażenie), ale kiedy Alicja i czwórka jej tancerzy zaczynają z nim współpracować, wszystko zamienia się w coś naprawdę wyjątkowego".

                
                    
                
                "Reżyser tego występu doskonale wiedział, co robi, co wyraźnie widać w sposobie, w jaki praca kamer wychwytuje światło i cienie towarzyszące ruchom Alicji i jej ekipy. Warto jednak dodać, że kamera błyszczy nie tylko wtedy, gdy wykorzystywany jest rekwizyt – podczas solowego, gospelowego intro wokalistki pojawia się kilka naprawdę niesamowitych ujęć – czytamy. Dodajmy, że reżyserem występu Alicji Szemplińskiej jest Kamil Staszczyszyn.
Dalsza część artykułu poniżej.
W enigmatycznym opisie zwrócono także uwagę na "znakomite kostiumy tancerzy towarzyszących". "Mówimy tu o wyjątkowo stylowych kreacjach – lśniących białych koszulach wpuszczonych w czarne spodnie z wysokim stanem i szerokimi nogawkami, uzupełnionych pasem smokingowym, który perfekcyjnie spaja całość stylizacji. Jeśli podczas tegorocznych Eurovision Song Contest Awards pojawi się kategoria dla najlepiej ubranej grupy tanecznej, ta ekipa już teraz wygląda na głównego faworyta!" – zaznaczono.
Kiedy Eurowizja 2026?
Półfinały Eurowizji 2026 odbędą się już 12 i 14 maja, a wielki finał zaplanowano na 16 maja. Po zwycięstwie Johannesa "JJ" Pietscha z "Wasted Love" gospodarzem tegorocznego konkursu będzie Wiedeń. Z powodu obecności oskarżonego o ludob*jstwo Izraela wielu artystów i fanów bojkotuje konkurs, a z tegorocznej edycji wycofało się aż pięć krajów: Irlandia, Islandia, Holandia, Hiszpania i Słowenia. 
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/3b084ffec9481410124de5e1a1865197,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/3b084ffec9481410124de5e1a1865197,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Alicja Szemplińska ma za sobą pierwszą próbę</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/651898,jakub-loza-nie-zyje-aktor-barw-szczescia-i-kulturysta-walczyl-z-choroba</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/651898,jakub-loza-nie-zyje-aktor-barw-szczescia-i-kulturysta-walczyl-z-choroba</link><pubDate>Mon, 04 May 2026 11:50:02 +0200</pubDate><title>Jakub Łoza nie żyje. Aktor &quot;Barw szczęścia&quot; i kulturysta walczył z chorobą</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/2bb2a23fe82f998d12e4c2c7e6c28017,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Nie żyje Jakub Łoza – aktor, kulturysta, trener personalny i model. O śmierci 42-latka poinformowała jego rodzina za pośrednictwem mediów społecznościowych. Jak przekazano, zmarł w niedzielę, 3 maja.

Widzowie mogli kojarzyć Jakuba Łozę z epizodycznych ról w popularnych produkcjach telewizyjnych i filmowych. Wystąpił m.in. w serialach "Barwy szczęścia" i "Szpital św. Anny", a także w filmie "Najpierw ucichły ptaki". Nie zajmował się jednak tylko aktorstwem. "Jestem sportowcem, aktorem, kulturystą, modelem i mentorem, który pomaga ludziom osiągać swoje cele i zmieniać życie na lepsze" – pisał o sobie. 
Informację o jego śmierci rodzina opublikowała na profilu artysty w mediach społecznościowych. "Z ogromnym smutkiem informujemy, że Jakub odszedł dnia 3 maja o godzinie 3:00 nad ranem. Dziękujemy wszystkim za wsparcie, obecność i każde dobre słowo w tym trudnym czasie" – przekazali bliscy.

                
                    
                
                Jakub Łoza zmagał się z chorobą
Z medialnych doniesień wynika, że Jakub Łoza od pewnego czasu chorował. Na dwa tygodnie przed śmiercią opublikował poruszający wpis, w którym opisał swoje podejście do leczenia, wiary i walki o zdrowie.
"Dziś jestem w trakcie leczenia. To realny etap, przez który przechodzę. I nigdy nie pytałem: "dlaczego ja?". Zawsze mówiłem: Jezu, ufam Tobie. Jeśli taka jest droga, przyjmuję ją. I wiesz co? Nigdy nie byłem spokojniejszy niż teraz" – napisał.
W dalszej części wpisu podkreślał, że nie zamierza się poddawać. "Dzisiaj wiem jedno. Albo ufasz... albo próbujesz wszystko kontrolować i się gubisz. Nie da się jednego i drugiego. (…) Jestem gotowy na każdą drogę. Nie dlatego, że się poddaję. Tylko dlatego, że ufam. Ufam, że niezależnie od tego, co przede mną, to ma sens. A dopóki tu jestem, walczę. I zrobię wszystko, żeby z tego wyjść. Mam przy sobie ludzi, których kocham i którzy kochają mnie" – pisał.
Rodzina przekazała informacje dotyczące uroczystości pogrzebowych. Ostatnie pożegnanie Jakuba Łozy odbędzie się 7 maja. o godz. 11:30 na cmentarzu Wilkowyja w Rzeszowie.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/2bb2a23fe82f998d12e4c2c7e6c28017,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/2bb2a23fe82f998d12e4c2c7e6c28017,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Nie żyje Jakub Łoza</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/651916,historyczny-final-tanca-z-gwiazdami-to-sie-nigdy-wczesniej-nie-wydarzylo</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/651916,historyczny-final-tanca-z-gwiazdami-to-sie-nigdy-wczesniej-nie-wydarzylo</link><pubDate>Mon, 04 May 2026 10:58:01 +0200</pubDate><title>Historyczny finał &quot;Tańca z Gwiazdami&quot;. To się nigdy wcześniej nie wydarzyło</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/8661a99907cbd03daf7ec50d67343c22,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Aż cztery pary zawalczą o Kryształową Kulę w finale 18. edycji "Tańca z Gwiazdami”, co zdarzy się pierwszy raz w historii polskiej wersji programu. Największym zaskoczeniem wieczoru okazała się jednak rezygnacja Piotra Kędzierskiego i Magdaleny Tarnowskiej, którzy wycofali się z programu tuż przed ogłoszeniem wyników.

Kiedy w półfinale "Tańca z gwiazdami" pięć par stanęło do tzw. odpadanki, Piotr Kędzierski niespodziewanie poprosił o głos. Dziennikarz wyszedł na środek parkietu, odebrał mikrofon Krzysztofowi Ibiszowi i odczytał przygotowany wcześniej list.
Piotr Kędzierski zrezygnował z "Tańca z gwiazdami", a w finale aż cztery pary
"Pani Magda zmierzyła się z bardzo trudnym wyzwaniem. Dziękuję za pokazanie mi, że niemożliwe nie istnieje. Dziękuję, że dzięki tobie wzniosłem się na wyżyny moich umiejętności. Ten program służy rozrywce i mam nadzieję, że dobrze się z nami bawiliście. Dla mnie każdy odcinek był zwycięstwem i małym finałem. Myślę, że półfinał to dobry moment, żeby powiedzieć: dziękuję" – odczytał dziennikarz, który regularnie zbierał krytykę za swój taniec, ale mimo to utrzymywał się w programie, co nie podobało się m.in. jurorce Iwonie Pavlović. 
Kędzierski podkreślił także, że pozostałe pary zasługują na finał i zwrócił się z prośbą do Telewizji Polsat o przekazanie dochodu z SMS-ów oddanych na ich parę na pomoc dzieciom z Fundacji Polsat.

                
                    
                
                – To bardzo dla mnie ważne i dla Magdy, żebyście się na nas nie złościli. Mam nadzieję, że ci, którzy wspierali nas, wysyłając bardzo dużo SMS-ów, wybaczą mi, jeśli dzięki temu zrobimy coś dobrego. Czy możemy przekazać zyski ze wszystkich dzisiejszych SMS-ów na jakiś słuszny cel? Na przykład wesprzeć potrzebujące dzieciaki z Fundacji Polsat. To jest ważne, róbmy dobre rzeczy – powiedział. Telewizja Polsat przychyliła się do tej prośby, a internauci chwalą decyzję Kędzierskiego i piszą o "wielkiej klasie".
W dogrywce o finał zmierzyły się pary numer 2 oraz 12. Paulina Gałązka i Michał Bartkiewicz oraz Magdalena Boczarska i Jacek Jeschke zatańczyli cha-chę do "Let’s Get Loud" Jennifer Lopez. Jury zdecydowało, że zwycięzcami dogrywki zostają Magdalena Boczarska i Jacek Jeschke. Chwilę później jurorzy ogłosili jednak, że w finale zobaczymy także Paulinę Gałązkę i Michała Bartkiewicza.
W finale "Tańca z Gwiazdami", który odbędzie się 10 maja, o Kryształową Kulę zawalczą więc aż cztery pary: Sebastian Fabijański i Julia Suryś, Gamou Fall i Hanna Żudziewicz, Magdalena Boczarska i Jacek Jeschke oraz Paulina Gałązka i Michał Bartkiewicz. To pierwszy taki przypadek w historii programu – zwykle w finale rywalizowały dwie lub trzy pary.

                
                    
                
                Półfinał "Tańca z gwiazdami" był emocjonalny
W pierwszej rundzie półfinału "Tańca z gwiazdami" jako pierwsi na parkiecie pojawili się Gamou Fall i Hanna Żudziewicz. Para zatańczyła rumbę do utworu "What's Love Got To Do" Tiny Turner i otrzymała 36 punktów. Magdalena Boczarska i Jacek Jeschke zaprezentowali walca wiedeńskiego do "Litanii" z musicalu "Metro", za którego zdobyli 38 punktów. Aktorka mówiła przed tańcem o obawach związanych z udziałem w programie i reakcjach środowiska filmowego. Przyznała, że słyszała sugestie, że "nie wypada jej tańczyć".
Paulina Gałązka i Michał Bartkiewicz zatańczyli paso doble do "El conquistador" i otrzymali maksymalne 40 punktów. Aktorka wyznała, że jest osobą w spektrum autyzmu i uczy się "po swojemu", dlatego podczas treningów notowała wszystkie wskazówki w specjalnym notesie. 
Dalsza część artykułu poniżej.
Sebastian Fabijański i Julia Suryś zaprezentowali walca angielskiego do "Can You Feel The Love Tonight" z musicalu "Król Lew". Ich występ jury również oceniło na 40 punktów. Piotr Kędzierski i Magdalena Tarnowska zatańczyli salsę do "Cambio dolor" Natalii Oreiro, za którą zdobyli 31 punktów. 
W drugiej rundzie Gamou Fall i Hanna Żudziewicz zatańczyli walca angielskiego do "I Dreamed A Dream" z musicalu "Nędznicy". Za występ otrzymali 40 punktów. Magdalena Boczarska i Jacek Jeschke tym razem zaprezentowali rumbę do "Zawsze tam gdzie ty" Lady Pank i również zdobyli maksymalną liczbę punktów.
Paulina Gałązka i Michał Bartkiewicz zatańczyli quickstepa do "Dancing Queen" z musicalu „Mamma Mia!”, za którego otrzymali 40 punktów. Sebastian Fabijański i Julia Suryś zaprezentowali rumbę do "Shape Of My Heart" Stinga i ponownie zdobyli 40 punktów. Przy okazji aktor opowiadał o relacji z synem i wyznał, że chciałby dać dziecku to, czego sam nie otrzymał od swojego ojca. Piotr Kędzierski i Magdalena Tarnowska zatańczyli foxtrota do "All That Jazz" z "Chicago", za którego otrzymali 33 punkty.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/8661a99907cbd03daf7ec50d67343c22,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/8661a99907cbd03daf7ec50d67343c22,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Do finału &quot;Tańca z gwiadami&quot; przeszły aż cztery pary</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/651877,diabel-ubiera-sie-u-prady-2-zaserwowal-widzom-szokujaca-smierc-to-znana-postac</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/651877,diabel-ubiera-sie-u-prady-2-zaserwowal-widzom-szokujaca-smierc-to-znana-postac</link><pubDate>Mon, 04 May 2026 08:50:01 +0200</pubDate><title>&quot;Diabeł ubiera się u Prady 2&quot; zaserwował widzom szokującą śmierć. To znana postać</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/bc8254b74f1b2974ce568e0a9fae2d8b,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Twórcy "Diabeł ubiera się u Prady 2" nie bali się ryzykownych decyzji. Kontynuacja kultowego hitu z 2006 roku serwuje widzom szokujący zwrot akcji już w pierwszej części filmu: ginie jeden z bohaterów z oryginału. Reżyser David Frankel zdradził, dlaczego twórcy zdecydowali się na tak drastyczny ruch.

Kontynuacja hitu, "Diabeł ubiera się u Prady 2", skupia się na losach Andy Sachs (Anne Hathaway), która po latach wraca do magazynu "Runway". Razem z Mirandą Priestly (Meryl Streep) i Nigelem Kiplingiem (Stanley Tucci) musi uratować pismo przed upadkiem w obliczu zmieniającego się rynku mediów. Emily Charlton (Emily Blunt), która obecnie stoi na czele amerykańskiego oddziału Diora, może pomóc w zdobyciu finansowania.
Za kamerą ponownie stanął David Frankel, scenariusz napisała Aline Brosh McKenna, a producentką została Wendy Finerman, którzy odpowiadali za sukces kultowej pierwszej części z 2006 roku. Kontynuacja weszła polskich kin w piątek, 1 maja, a recenzje krytyków i opinie widzów są naprawdę dobre. "Diabeł ubiera się u Prady" jest też – bez zaskoczeń – hitem w box office. Tymczasem twórcy zaserwowali widzom niespodziewaną śmierć postaci z oryginalnego filmu.
Uwaga: dalej znajdują się duże spoilery dotyczące filmu "Diabeł ubiera się u Prady 2".
W "Diabeł ubiera się u Prady" umiera powracająca postać
Oprócz czworga głównych bohaterów w sequelu wracają również najlepsza przyjaciółka Andy, Lily (Tracie Thoms), oraz Irv Ravitz, ponownie grany przez Tibora Feldmana. To szef koncernu Elias-Clark, do którego należy "Runway", a zarazem człowiek planujący awansować Mirandę na globalną szefową treści.
Wszystko zmienia się jednak podczas jego 75. urodzin. Irv niespodziewanie umiera, a jego śmierć całkowicie wywraca fabułę filmu. W rozmowie z "Entertainment Weekly" David Frankel przyznał, że od początku wiedział wraz ze scenarzystką Aline Brosh McKenną, że sequel potrzebuje mocnego uderzenia.
– Oboje wiedzieliśmy, że potrzebujemy czegoś dramatycznego – dramatycznego zwrotu akcji. Zastanawialiśmy się: kogo możemy uśmiercić? Ostatecznie padło na Irva. To miało całkowity sens – powiedział reżyser w rozmowie z "Entertainment Weekly" i podkreślił, że śmierć bohatera musiała być definitywna. – Zdaliśmy sobie sprawę, że Irv musiał umrzeć. Nie mogło skończyć się na tym, że leży gdzieś w śpiączce. Irv musiał odejść – wyjaśnił Frankel.
Dalsza część artykułu poniżej.
Reżyser porównał ten moment do pamiętnej sceny z pierwszej części, gdy Emily wpada pod taksówkę – tamto wydarzenie było zaskoczeniem, ale pchnęło historię w nowym kierunku. W sequelu podobną funkcję pełni właśnie śmierć Irva. – To coś, czego się nie spodziewasz, a co nagle zmienia historię w ekscytujący, dramatyczny sposób – tłumaczył reżyser.
Śmierć Irva sprawia, że Miranda traci obiecany awans, a przyszłość magazynu "Runway" staje pod znakiem zapytania. Władzę przejmuje jego syn Jay Ravitz (B.J. Novak), a druga połowa filmu koncentruje się na walce o przetrwanie magazynu. To właśnie wtedy Andy staje przed najtrudniejszymi decyzjami. Musi zdecydować, co jest najlepsze dla niej samej, Mirandy, Nigela i całego pisma. Tym samym sequel zamienia się z opowieści o wielkim powrocie Andy do redakcji w historię o lojalności, ambicji i ratowaniu dziedzictwa.
Co ciekawe, sam Tibor Feldman miał być zachwycony losem swojej postaci. Aktor pojawił się nawet na planie sceny pogrzebu, choć nie musiał w niej uczestniczyć. – Tibor był świetny i bardzo zabawny. Chciał zobaczyć własny pogrzeb, więc przyszedł na plan tylko po to, żeby zobaczyć, jak Irv zostanie pożegnany – zdradził Frankel kulisy "Diabeł ubiera się u Prady 2", z którego wycięto... Sydney Sweeney.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/bc8254b74f1b2974ce568e0a9fae2d8b,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/bc8254b74f1b2974ce568e0a9fae2d8b,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">&quot;Diabeł ubiera się u Prady 2&quot; zaserwował widzom szokującą śmierć</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/651862,met-gala-2026-juz-zaraz-beyonc-wraca-a-motyw-zapowiada-spektakularne-show</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/651862,met-gala-2026-juz-zaraz-beyonc-wraca-a-motyw-zapowiada-spektakularne-show</link><pubDate>Mon, 04 May 2026 07:34:02 +0200</pubDate><title>Met Gala 2026 już zaraz. Beyoncé wraca, a motyw zapowiada spektakularne show</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/baaef78f07fa270eb21922409d5cc29f,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Już w nocy z 4 na 5 maja czasu polskiego cały świat znów będzie patrzył na schody Metropolitan Museum of Art w Nowym Jorku. To właśnie tam odbędzie się Met Gala – najbardziej prestiżowe wydarzenie modowe roku. Gwiazdy pojawią się w kreacjach tworzonych specjalnie na tę jedną noc, a internet jak co roku oszaleje na punkcie najlepszych (i najdziwniejszych) stylizacji. Tegoroczna edycja zapowiada się wyjątkowo, bo motyw dotyczy relacji mody ze sztuką, co może oznaczać naprawdę spektakularne kostiumy. Oto wszystko, co trzeba wiedzieć o Met Gali 2026.

Met Gala to coroczny bal charytatywny organizowany na rzecz Costume Institute (Instytutu Kostiumu), czyli działu mody przy słynnym Metropolitan Museum of Art (MET). Dochód z wydarzenia wspiera działalność instytutu, jego wystawy, archiwa i programy edukacyjne.
Dziś Met Gala to globalne święto popkultury i mody, ale początki były znacznie skromniejsze. Pierwsze gale odbywały się już w połowie XX wieku jako eleganckie kolacje dobroczynne. Wszystko zmieniło się, gdy wydarzeniem zajęła się legendarna redaktorka Diana Vreeland, która wprowadziła motywy przewodnie i uczyniła z gali spektakl kreatywności. 
Stopniowo Met Gala stała się miejscem, gdzie moda spotyka teatr, sztukę showbiznes i marketing na najwyższym poziomie, a nad całością od lat czuwa legendarna Anna Wintour, była naczelna amerykańskiego "Vogue'a", na której (podobno) wzorowano Mirandę Priestly z "Diabeł ubiera się u Prady". Na czerwonym dywanie Met Gali pojawiają się największe gwiazdy w najbardziej wymyślnych kreacjach (chociaż bardziej pasuje tu słowo "kostiumach), a to, co dzieje się na uroczystym przyjęciu za zamkniętymi drzwiami jest owiane tajemnicą. 
Kiedy jest Met Gala 2026?
Wydarzenie tradycyjnie organizowane jest w pierwszy poniedziałek maja, który w tym roku przypada 4 maja. Transmisja na żywo z czerwonego dywanu rozpocznie się o godzinie 18 czasu nowojorskiego, czyli we wtorek 5 maja o północy w Polsce. 
Jaki jest temat przewodni Met Gali 2026?
W listopadzie ubiegłego roku Vogue ogłosiło, że tematem wiosennej wystawy Metropolitan Museum of Art na 2026 rok będzie "Costume Art" ("Sztuka kostiumu"). Ekspozycja zbiegnie się z otwarciem pierwszych stałych galerii Instytutu Kostiumu w MET. – To będzie przełomowe dla naszego działu, ale myślę też, że będzie przełomowe dla mody w ogóle – sam fakt, że muzeum sztuki takie jak MET daje modzie centralne miejsce – podkreślił główny kurator Andrew Bolton.
Wystawa przygotowana przez Boltona ma pokazać centralną rolę "ubranego ciała" w ogromnych zbiorach muzeum. Obrazy, rzeźby i inne dzieła obejmujące 5 tysięcy lat historii sztuki zostaną zestawione z historycznymi i współczesnymi strojami z kolekcji Costume Institute. Wystawa zostanie otwarta 10 maja i potrwa do 10 stycznia 2027 roku.

                
                    
                
                Jaki jest dress code Met Gali 2026?
Motyw przewodni i dress code Met Gali to dwie różne rzeczy, choć mocno ze sobą zazębione. Motywem jest temat wystawy, a dress code to wytyczne dla gości, jak mają się ubrać. W praktyce gwiazdy na Met Gali inspirują się jednym i drugim, choć tegoroczne motyw i dress są praktycznie identyczne.
W lutym "Vogue" ogłosiło, że dress code Met Gali 2026 brzmi "Fashion Is Art", czyli "Moda jest sztuką". Instytut Kostiumu chce tym samym podkreślić, że moda nie funkcjonuje obok świata sztuki, ale od zawsze była jego częścią. Tegoroczna gala spojrzy na ludzkie ciało jako na "nośnik kultury", a na ubranie jako na formę sztuki użytkowej. 
– To, co łączy każdy dział kuratorski i każdą galerię w muzeum, to moda, czyli ubrane ciało. To wspólny motyw całego muzeum i właśnie od tego narodził się pomysł tej wystawy. Często postrzegano nas jak ubogiego krewnego, ale w rzeczywistości ubrane ciało znajduje się w centrum każdej galerii. Nawet nagość nigdy nie jest naprawdę naga – zawsze wpisane są w nią kulturowe wartości i idee – tłumaczył.

                
                    
                
                W praktyce oznacza to zaproszenie do potraktowania stroju jak dzieła sztuki. Goście mogą więc pojawić się w kreacjach przypominających rzeźby, instalacje artystyczne, obrazy lub eksperymentalne formy. Bardzo możliwe, że zobaczymy suknie zbudowane niczym architektoniczne konstrukcje, ręcznie malowane tkaniny, dramatyczne kroje i teatralne dodatki. Na tegorocznym czerwonym dywanie z pewnością nie zabraknie performensu. 
Dalsza część artykułu poniżej.
Kto poprowadzi Met Galę 2026 i kto się pojawi?
Współgospodarzami tegorocznej edycji zostali: gwiazda muzyki Beyoncé, aktorka i laureatka Oscara Nicole Kidman, tenisistka Venus Williams oraz tradycyjnie Anna Wintour. Największe emocje budzi powrót Beyoncé, która nie pojawiła się na Met Gali od 2016 roku.
A kto może pojawić się na czerwonym dywanie? Lista gości tradycyjnie jest tajna, ale media spekulują, że – jak co roku zobaczymy największe gwiazdy kina, muzyki, sportu i internetu.
Wśród potencjalnych nazwisk wymienia się: Rihannę, Kim Kardashian, Zendayę, Taylor Swift, Timothéego Chalameta, obsadę "Diabeł ubiera się u Prady 2" (Meryl Street, Anne Hathaway, Emily Blunt, Stanley Tucci) oraz gwiazdy "Gorącej rywalizacji", Hudsona Williamsa i Connora Storriego. Met Gala słynie jednak z niespodziewanych wejść, tajemniczych gości i momentów, którymi sieć żyje później przez tygodnie.
Gdzie oglądać Met Galę z 2026 roku?
Relację z czerwonego dywanu Met Gali 2026 pokaże "Vogue" za pośrednictwem YouTube, TikToka i Instagrama. Warto też śledzić amerykańskie media modowe i showbiznesowe, bo zaleją je zdjęcia i wideo ze słynnych schodów do Metropolitan Museum of Art.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/baaef78f07fa270eb21922409d5cc29f,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/baaef78f07fa270eb21922409d5cc29f,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Met Gala 2026 zapowiada się spektakularnie</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/651847,szalona-teoria-o-nowym-spider-manie-podbija-siec-az-aktor-nie-wytrzymal</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/651847,szalona-teoria-o-nowym-spider-manie-podbija-siec-az-aktor-nie-wytrzymal</link><pubDate>Mon, 04 May 2026 06:12:01 +0200</pubDate><title>Szalona teoria o nowym &quot;Spider-Manie&quot; podbija sieć. Aż aktor nie wytrzymał</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/279b952968e4c00f067855a907d8d9f6,1000,1000,0,0.webp" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Fani Marvela znowu odpalili tryb detektywów. Po premierze pierwszego zwiastuna "Spider-Mana: Całkiem nowy dzień" w sieci pojawiła się teoria, według której studio… celowo ukryło część bohaterów w jednej ze scen. W końcu podobny trik zastosowano przy "Spider-Man: Bez drogi do domu". Tyle że tym razem sam Andrew Garfield nie ma dla fanów litości. Głos zabrał nawet serialowy Daredevil.

Były Spider-Man został zapytany o konkretny kadr ze zwiastuna "Spider-Mana: Całkiem nowy dzień", w którym Peter Parker (Tom Holland) rzuca się w stronę grupy ninja. Część widzów jest przekonana, że niektórzy przeciwnicy atakują "puste miejsce", co ma sugerować obecność innych bohaterów – ukrytych cyfrowo przed premierą. 
"Spider-Man: Całkiem nowy dzień" rodzi teorie spiskowe. Andrew Garfield zaprzecza... choć nie do końca
Andrew Garfield skwitował to bez ogródek: "To brzmi jak naciągana teoria, szczerze mówiąc. O co wam chodzi, że niby jest tam miejsce dla innych postaci? To po prostu przestrzeń pod Spider-Manem. W każdym ujęciu filmu pewnie znalazłoby się miejsce dla kolejnych bohaterów".
– To jest szalone. To absolutnie absurdalny poziom teorii spiskowych i prób dziennikarskiego śledztwa. Straciliście rozum – skwitował. Garfield nie byłby jednak sobą, gdyby na koniec nie dorzucił małej podpuchy. – Zauważyliście, że nie powiedziałem, że mnie tam nie ma, prawda? – zauważył zawadiacko.

                    
                To oczywiście tylko dolało oliwy do ognia – zwłaszcza że aktor już wcześniej mistrzowsko ukrywał swój powrót w "Spider-Manie: Bez drogi do domu", zaprzeczając aż do samej premiery w grudniu 2021 roku. Tymczasem na ekranie zobaczyliśmy aż trzech Spider-Manów: Hollanda, Grafielda i Tobeya Maguire'a, co Marvel trzymał w tajemnicy aż do końca.
Nic dziwnego, że tym razem fani też spodziewają się niespodzianek. Pytanie o udział w nowym "Spider-Manie" usłyszał też Charlie Cox, czyli ekranowy Daredevil z serialu Disney+, który od miesięcy jest typowany jako jeden z potencjalnych "ukrytych" bohaterów. 
Jego odpowiedź była bardziej stanowcza: "Nie ma mnie w tym filmie. Nie wiem, o czym mówicie, ale mnie tam nie ma. Jeśli nie wstawili mnie tam później komputerowo, to mnie tam nie ma". Dodajmy, że jego kolega z serialu, Jon Bertnthal, czyli ekranowy Punisher, pojawi się w "Całkiem nowym dniu" i zaprezentował się już nawet widzom w trailerze.
Mimo tych zaprzeczeń teoria o "pustych miejscach" żyje własnym życiem. Fani analizują kierunek skoków ninja, układ kadru i każdy piksel zwiastuna, szukając dowodów na to, że Marvel znów coś przed nami ukrywa. Padają różne typy – od wspomnianego Daredevila po zupełnie nowe postacie, w tym tajemniczą bohaterkę graną przez gwiazdę "Stranger Things" Sadie Sink. Do premiery 31 lipca teorii spiskowych będzie pewnie jeszcze więcej.
Dalsza część artykułu poniżej.
O czym jest "Spider-Man: Całkiem nowy dzień"? Tom Holland i Zendaya powracają
"Spider-Man: Całkiem nowy dzień" zapowiada się na nowe otwarcie dla bohatera, który po wydarzeniach z "Bez drogi do domu" został zupełnie sam. W finale hitu z 2021 roku Doktor Strange rzucił zaklęcie sprawiające, że cały świat – w tym ukochana Petera Parkera, MJ (Zendaya, prywatnie partnerka Hollanda) i najlepszy przyjaciel Ned (Jacob Batalon) – zapomnieli o istnieniu Człowieka Pająka.
Kilka lat później Parker działa anonimowo, chroniąc Nowy Jork, ale jednocześnie funkcjonując na marginesie własnego życia. Zwiastun sugeruje, że śledztwo w sprawie serii przestępstw doprowadzi go do znacznie większej intrygi, która może mieć konsekwencje nie tylko dla niego, ale i dla całego uniwersum.
W obsadzie oprócz dobrze znanych gwiazd zobaczymy m.in. Michaela Mando (ponownie jako Scorpiona), a także debiutujących w MCU Sadie Sink, Lizę Colón-Zayas ("The Bear") i Tramella Tillmana ("Rozdzielenie"). W tle pojawi się również gangsterski wątek z przeciwnikiem Petera Parkera, Tombstonem (Marvin Jones III).
Za kamerą stanął Destin Daniel Cretton, reżyser "Shang-Chi i legendy dziesięciu pierścieni", a "Całkiem nowy dzień" ma domknąć kontraktową serię solowych przygód Spider-Mana z Tomem Hollandem. Fani Spider-Mana nie mogą też doczekać się maja, kiedy zadebiutuje serial "Spider-Noir" z Nicolasem Cagem w roli pajęczego bohatera.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/279b952968e4c00f067855a907d8d9f6,1500,0,0,0.webp" /><media:content url="https://m.natemat.pl/279b952968e4c00f067855a907d8d9f6,1500,0,0,0.webp" medium="image"><media:title type="html">Fani mają szalone teorie o nowym &quot;Spider-Manie&quot;</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/651832,najbardziej-niepokojacy-serial-na-netflixie-prawie-nikt-o-nim-dzis-nie-pamieta</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/651832,najbardziej-niepokojacy-serial-na-netflixie-prawie-nikt-o-nim-dzis-nie-pamieta</link><pubDate>Sun, 03 May 2026 22:31:01 +0200</pubDate><title>Najbardziej niepokojący serial na Netflixie. Prawie nikt o nim dziś nie pamięta</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/50415d96d92d2908df4154a4039088d9,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />"Bloodline" to jeden z najbardziej klimatycznych i niepokojących seriali, jakie kiedykolwiek wypuścił Netflix. To tytuł, który powinien wracać w każdej poważnej rozmowie o najlepszych dramatach platformy, ale prawie nikt o nim dziś nie pamięta. Czas to zmienić.

Punkt wyjścia emitowanego w latach 2015-2017 "Bloodline" jest prosty, ale intrygujący. Mamy szanowaną, "porządną" rodzinę Rayburnów z Florida Keys, właścicieli hotelu i lokalną elitą, której wizerunek zaczyna się sypać wraz z powrotem najstarszego syna – Danny'ego. Oficjalnie chodzi mu o rodzinne święto i 45-lecie biznesu, ale szybko okazuje się, że to tylko pretekst. 
W tle mamy dawne tragedie, mroczne sekrety oraz gęstą sięć kłamstw, która oplata całą rodzinę niczym pajęczyna. Od początku czujemy w kościach, że wydarzy się coś złego, a retrospekcje i flash-forwardy stopniowo odsłaniają, jak do tego doszło.
"Bloodline" to zapomniany serial Netflixa. Rodzinny thriller i dramat psychologiczny w jednym
Siła "Bloodline" nigdy nie polegała wyłącznie na fabule – historii o toksycznych rodzinach jest przecież sporo. Najważniejsza jest atmosfera. Rodzinny thriller sprawnie łączy się tutaj z dramatem psychologicznym, a napięcie można kroić nożem. Wilgotny, gorący klimat Florydy tylko podsyca niepokój, który czai się w kątach rodzinnego domu, w każdej rozmowie i ukradkowym spojrzeniu. Tempo jest powolne, ale serial Netflixa bynajmniej nie jest nudny. 

                    
                Sercem serialu jest bez wątpienia Ben Mendelsohn jako Danny Rayburn, czarna owca rodziny. Nie jest stereotypowym złoczyńcą, ale żywą, chodzącą urazą. Pamięta za dużo, nie zamierza już udawać, że wszystko jest w porządku i ma dosyć gierek swojej rodziny. Nic dziwnego, że Mendelsohn – potwornie niedoceniany australijski aktor, znany m.in. z "Łotra 1. Gwiezdne wojny – historie", "Kapitan Marvel" oraz "Outsidera", zgarnął za tę rolę Emmy.
Równie świetni aktorsko są "normalni" bracia i siostra Danny'ego – John (Kyle Chandler z "Manchester by the Sea"), Meg (Linda Cardellini z "Green Book") i Kevin (Norbert Leo Butz z "Kompletnie nieznanego"). John jako szeryf próbuje utrzymać kontrolę i porządek, Meg ucieka w karierę prawniczki i życie poza miasteczkiem, a Kevin miota się między lojalnością rodzinie a własną frustracją. Jednak ich problemy nie są oddzielone od Danny'ego, tylko z nim splecione. 
Zresztą cała obsada jest znakomita. Rodziców grają legendy Hollywood: laureatka Oscara Sissy Spacek ("Carrie", "Prosta historia", "Służące") i Sam Shephard ("Helikopter w ogniu", "Pamiętnik"), a towarzyszą im m.in. John Leguizamo ("Romeo i Julia"), Andrea Riseborough ("Niepamięć") i Chloë Sevigny ("Potwory: Historia Lyle'a i Erika Menendezów").
Dalsza część artykułu poniżej.
Czy warto obejrzeć "Bloodline" na Netflix?
Większość krytyków nie szczędziła "Bloodline" pochwał. "The Wall Street Journal" pisał o "magnetycznej sile przyciągania", a „The Hollywood Reporter” zachwycał się "wciągającym, świetnie obsadzonym slow burnem". Część recenzentów miała problem z nielinearną narracją i tempem, zwłaszcza na początku, ale nawet sceptycy przyznawali, że kiedy serial "zaskakuje", to robi to "na maxa".
Pierwszy sezon "Bloodline" jest znakomity (81 procent od krytyków na Rotten Tomatoes) – to jedna z najlepszych rzeczy, jakie Netflix zrobił w pierwszych latach budowania swojej serialowej potęgi. Druga i trzecia odsłona niestety mu nie dorównują. Zebrały gorsze recenzje – zarzucano im rozwleczone tempo, powtarzalność i utratę dramaturgii, choć nie straciły całkowicie klimatu i aktorskiej jakości. Historia, która świetnie działałaby jako zamknięty miniserial, została rozciągnięta na siłę – spokojnie można obejrzeć tylko pierwszy sezon.
"Bloodline" to jeden z tych zapomnianych seriali Netflixa, który warto "odkopać". To perełka w morzu algorytmowych hitów, które podbijają streaming, ale nie serca widzów i krytyków (jak "Alfa" z Charlize Theron). Serial liczy 3 sezony – pierwszy ma 13 odcinków, a dwa kolejne po 10.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/50415d96d92d2908df4154a4039088d9,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/50415d96d92d2908df4154a4039088d9,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">&quot;Bloodline&quot; to zapomniana perełka Netflixa</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/651871,swietny-serial-fantasy-ktory-fatalnie-potraktowano-fani-walcza-o-niego-jak-lwy</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/651871,swietny-serial-fantasy-ktory-fatalnie-potraktowano-fani-walcza-o-niego-jak-lwy</link><pubDate>Sun, 03 May 2026 21:14:01 +0200</pubDate><title>Świetny serial fantasy, który fatalnie potraktowano. Fani walczą o niego jak lwy</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/907d1289e61edf0b2abeb1ca0a517c01,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Miał być odpowiedzią na "Grę o tron", a dziś pozostaje jednym z najbardziej niedocenionych seriali ostatnich lat. "Koło czasu" to jedno z najlepszych fantasy współczesnej telewizji, które niespodziewanie skasowano po trzecim sezonie – mimo bardzo dobrych ocen i rosnącego uznania widzów. Słusznie wkurzeni fani szybko ruszyli do akcji, rozpoczynając głośną kampanię ratunkową. Mimo kasacji warto nadrobić "Koło czasu", zwłaszcza jeśli kochacie epickie historie.

"Koło czasu" to serial fantasy platformy Prime Video, który zadebiutował w 2021 roku. Produkcja powstała na podstawie legendarnego cyklu powieści Roberta Jordana, później dokończonego przez Brandona Sandersona. Książkowa saga liczy aż 14 tomów i od lat uchodzi za jeden z fundamentów nowoczesnej literatury fantasy – showrunner Rafe Judkins naprawdę podjął się trudnego zadania.
O czym jest "Koło czasu"? To jeden z najlepszych seriali fantasy we współczesnej telewizji
Fabuła skupia się na Moiraine Damodred, w którą wcieliła się Rosamund Pike ("Zaginiona dziewczyna"). Bohaterka należy do Aes Sedai – potężnej organizacji kobiet władających magią. Wyrusza w podróż z piątką młodych mieszkańców niewielkiej wioski, ponieważ wierzy, że jedno z nich może być Smokiem Odrodzonym – postacią z przepowiedni, która albo ocali świat, albo doprowadzi do jego zagłady.
Z czasem historia rozrasta się do epickich rozmiarów. Pojawiają się wojny, polityczne intrygi, starożytne proroctwa i bohaterowie, którzy muszą odnaleźć własne przeznaczenie. To właśnie na tych ostatnich opiera się serial "Koło czasu" – każda postać dostała własną drogę, rozwój i wewnętrzne konflikty. Dzięki temu produkcja Amazona nie było wyłącznie typową opowieścią o walce dobra ze złem, ale o dorastaniu, odpowiedzialności i cenie przeznaczenia.
Obok Pike w serialu wystąpili m.in. Josha Stradowski jako Rand al’Thor, Madeleine Madden jako Egwene, Zoë Robins jako Nynaeve, Marcus Rutherford jako Perrin oraz Dónal Finn (gwiazdor "Młodego Sherlocka" i "Tej innej siostry Bennet") jako Mat.
Choć pierwszy sezon wzbudził mieszane reakcje – zwłaszcza wśród części fanów książek – kolejne odsłony były oceniane coraz lepiej. Wielu widzów uważało, że serial naprawdę rozkręcił się w świetnym sezonie trzecim. Historia nabrała tempa, stawka wzrosła, a poszczególne wątki zaczęły prowadzić do wielkich konfliktów. 
Dziś "Koło czasu" ma aż 88 procent pozytywnych recenzji od krytyków i 76 procent pochlebnych opinii od widzów na Rotten Tomatoes. Na IMDb ma solidną ocenę 7,2/10, a na polskim Filmwebie – 6,7/10.
"Koło czasu" zostało skasowane po trzech sezonach, a fani ruszyli do walki
To właśnie dlatego decyzja o kasacji "Koła czasu" w maju 2025 roku była tak szokująca. Serial fantasy został anulowany po trzech sezonach, mimo że wielu widzów i krytyków uważało, że dopiero zaczął pokazywać pełnię swojego potencjału. Taka decyzja po świetnym trzecim sezonie wielu nie mieściła się w głowie.
Dalsza część artykułu poniżej.
Amazon nie podał oficjalnych powodów anulowania serialu, ale branżowe media wskazywały przede wszystkim na wysokie koszty produkcji i wyniki oglądalności, które nie spełniły oczekiwań platformy. "Koło czasu" było widowiskiem wymagającym ogromnego budżetu, a w realiach streamingu niestety nawet dobre recenzje i oddana baza fanów nie wystarczają, jeśli liczby nie rosną wystarczająco szybko. 
Po ogłoszeniu kasacji widzowie rozpoczęli kampanie ratunkowe, petycje internetowe i akcje w mediach społecznościowych. Hashtag #SaveTheWheelOfTime szybko zyskał rozgłos, a zdesperowani fani próbowali (i wciąż próbują) przekonać platformę do zmiany decyzji lub znalezienia nowego domu dla serialu, co tylko pokazuje, jak uwielbiany był to serial.
Gdzie obejrzeć "Koło czasu"?
"Koło czasu" to jeden z najciekawszych i najlepszych seriali fantasy we współczesnej telewizji. Ma świetny świat przedstawiony, magię z własnymi zasadami, duży rozmach, świetną obsadę i bohaterów, którym chce się kibicować. Jeśli ktoś tęskni za epickimi historiami, to naprawdę dobry wybór na seans. 
Tylko ostrzegamy, że nagłe urwanie historii mocno was zirytuje – zresztą podobnie jak w przedwcześnie skasowanym serialu fantasy Netflixa "Cień i kość". Fantastyczne produkcje nie mają w stramingu łatwo, chociaż "Pierścienie władzy", mimo że hejtowane, mocno się trzymają.
Serial "Koło czasu" obejrzycie na Prime Video. Liczy trzy sezony i 24 odcinki. Szkoda, że platforma nie pozwoliła tej historii dobiec końca, bo produkcja z nominowaną do Oscara Rosamund Pike mogła stać się prawdziwym klasykiem gatunku.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/907d1289e61edf0b2abeb1ca0a517c01,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/907d1289e61edf0b2abeb1ca0a517c01,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">&quot;Koło czasu&quot; zostało przedwcześnie anulowane</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/651685,nowy-film-resident-evil-wyglada-oblednie-sprawdzamy-ile-ma-wspolnego-z-gra</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/651685,nowy-film-resident-evil-wyglada-oblednie-sprawdzamy-ile-ma-wspolnego-z-gra</link><pubDate>Sun, 03 May 2026 19:55:02 +0200</pubDate><title>Nowy film &quot;Resident Evil&quot; wygląda obłędnie. Sprawdzamy, ile ma wspólnego z grą</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/12679602bd558dcd8cd623bfeceac3af,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Po "Barbarzyńcach", "Towarzyszu" i "Zniknięciach" Zach Cregger postanowił pochylić się nad grą "Resident Evil" – survival horrorem o broni biologicznej, złowieszczej megakorporacji i ludziach próbujących przetrwać spotkanie z zombie. Amerykański reżyser pochwalił się pierwszym zwiastunem adaptacji, która zapowiada się świetnie. Tylko jaki ma ona związek z oryginałem? Znamy odpowiedź.

Pozycja Zacha Creggera w Fabryce Snów jest porównywalna ze statusem Oza Perkinsa, reżysera "Kodu zła", "Małpy" na podstawie prozy Stephena Kinga i "Bezpiecznego miejsca", z tą jednak różnicą, że twórca "Zniknięć" sięgnął w sposób pośredni po Oscara, a wszystko dzięki znakomitemu występowi Amy Madigan jako wiedźmia ciotka Gladys. Mamy więc do czynienia z jednym z najbardziej obiecujących współczesnych autorów kina grozy, który w swoich dziełach komentuje społecznie drażliwe tematy, w szerokokątnym obiektywie tworząc klaustrofobiczną przestrzeń – więzienie – dla swoich bohaterów.
Cregger podążył tą samą ścieżką, co Alex Garland, który pracuje właśnie nad filmową adaptacją Elden Ringa Hidetakiego Miyazakiego, współtworzonego przez George'a R.R. Martina. Potencjalny następca Roberta Eggersa ("Czarownica: Bajka ludowa z Nowej Anglii") i Ariego Astera ("Midsommar. W biały dzień") wziął na warsztat kultową serię gier Resident Evil, nadając jej autorskiego sznytu.
Film "Resident Evil" Zacha Creggera. W jaki sposób będzie powiązana z japońskimi grami?
Witajcie z powrotem w Racoon City, gdzie właśnie wybuchła epidemia wirusa T, która zamienia każdą narażoną na zakażenie osobę w żywego trupa. W pierwszym zwiastunie "Resident Evil" – w ujęciu Creggera – kurier medyczny znajduje się w potrzasku. Spowite śniegiem ulice tylko z pozoru wydają się puste i bez życia. Dźwięk stłuczonego szkła pod podeszwą buta, a nawet lekki szept mogą sprawić, że Bryan stanie się celem łowów krwiożerczej gromady.
Festiwal gore czas zacząć! W trailerze nadchodzącego horroru krew leje się po ścianach, a spadające z budynków zwłoki wybuchają po zderzeniu z ziemią. Niektóre ujęcia wyraźnie stylizowano na typową dla oryginału trzecioosobową perspektywę.

                    
                Cregger, który prywatnie jest wielkim miłośnikiem serii gier zapoczątkowanej przez projektanta Shinjiego Mikamiego i producenta Tokuro Fujiwarę, od samego początku pragnął zanurzyć historię upadku Racoon City w beczce z płynną grozą. W poprzednich filmach okraszonych logiem Resident Evil twórca nadchodzącej adaptacji nie dostrzegał dreszczyku towarzyszącego strasznym historiom.
Cregger wyjaśnił, że snuta przez niego historia znajduje się na peryferiach fabuły Resident Evil 2. W grze z 1998 roku, która siedem lat temu doczekała się udanego remake'u, oficer policji Leon S. Kennedy i studentka Claire Redfield próbują odnaleźć się w piekle, jaki rozpętała w mieście Korporacja Umbrella. Po odkryciu spisku na ocalałych poluje niepowstrzymane monstrum znane jako Mr. X.
Choć w filmie "Resident Evil" nie zobaczymy ani Leona Kennedy'ego, ani Claire Redfield czy Ady Wong, fani mogą liczyć na smaczki w postaci słynnych karabinów, miejsc i istot czających się w ciemnych uliczkach Racoon City.
Dalsza część artykułu poniżej.
Efekty praktyczne, everyman i hołd dla Resident Evil
Reżyser kładzie spory nacisk na równowagę między efektami praktycznymi a czystym CGI. Dla przykładu: na potrzeby produkcji scenograf Tom Hammock i jego ekipa zbudowali "dwie działające windy na pięciopiętrowym, betonowym" planie zdjęciowym, który rozstawiono w przyjaznej twórcom z Hollywoodu czeskiej Pradze. – Oczywiście o wiele łatwiej byłoby zrobić małe pudełko otoczone zieloną płachtą, ale Zach chciał dać z siebie wszystko w scenach akcji – powiedział Hammock w wywiadzie z serwisem IGN.
IGN, które odwiedziło plan filmowy Creggera, sugeruje, że jego wizja może okazać się prawdziwym hołdem dla "Resident Evil" – porównywalnym do tego, jaki twórcy serialu "Fallout" Prime Video oddali Timowi Cainowi i Leonardowi Boyarsky'emu.
Bryan, protagonista grany przez Austina Abramsa, który w "Zniknięciach" stworzył wybitną kreację bezdomnego narkomana, będzie przeciwieństwem uwielbiającego salto w tył Leona Kennedy'ego i mięśniaka Chrisa Redfielda. W "Resident Evil" podążymy za gościem, który po tym, jak czarny kot przebiegł mu drogę, zbił kilkanaście luster. Bryan jest po prostu bezbronnym pechowcem – Cregger zresztą porównuje go do siebie samego. – Nie radzę sobie z bronią i nie mam formy. Panikowałbym w takiej sytuacji – skwitował w rozmowie z IGN.
Premiera "Resident Evil" Zacha Creggera odbędzie się 16 września 2026 roku.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/12679602bd558dcd8cd623bfeceac3af,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/12679602bd558dcd8cd623bfeceac3af,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">W jaki sposób film &quot;Resident Evil&quot; Zacha Creggera będzie powiązany z grami Capcomu?</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/651757,mroczny-kryminal-netflixa-ktory-przeora-ci-psychike-absolutny-majstersztyk</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/651757,mroczny-kryminal-netflixa-ktory-przeora-ci-psychike-absolutny-majstersztyk</link><pubDate>Sun, 03 May 2026 18:38:01 +0200</pubDate><title>Mroczny kryminał Netflixa, który przeora ci psychikę. Absolutny majstersztyk</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/edb32fba05466386c1f6d59f4b03b9f3,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Jeśli szukasz serialu, który "rozwali cię" psychicznie i długo nie pozwoli o sobie zapomnieć, "Grace i Grace" to pozycja obowiązkowa. Mroczna adaptacja powieści Margaret Atwood, oparta na prawdziwej historii z XIX wieku, to gęsty kryminał i thriller psychologiczny, w którym granica między oprawcą a ofiarą zostaje całkowicie zatarta.

Kiedy myślimy o adaptacjach powieści Margaret Atwood, większość z nas od razu widzi czerwone habity z "Opowieści podręcznej" i jej kontynuacji, czyli tegorocznych "Testamentów". Tymczasem w 2017 roku na Netfliksie zadebiutował kanadyjski miniserial "Grace i Grace" ("Alias Grace"), który w niczym nie ustępuje głośnej historii o Gilead, a nawet jest jeszcze bardziej mroczny i pogmatwany.
O czym jest "Grace i Grace"? Miniserial kryminalny jest oparty na faktach
Punktem wyjścia tego kryminału i dramatu psychologicznego jest prawdziwa historia, która w 1843 roku wstrząsnęła Kanadą. Młoda irlandzka służąca, Grace Marks (Sarah Gadon), została oskarżona o współudział w brutalnym morderstwie swojego pracodawcy, Thomasa Kinneara (Paul Gross), oraz jego gospodyni i kochanki, Nancy Montgomery (laureatka Oscara Anna Paquin). Atwood, a za nią twórczynie serialu – Sarah Polley i Mary Harron – nie serwują nam jednak typowego true crime. 
Zamiast tego lądujemy w celi i w luksusowych salonach, gdzie Grace snuje swoją opowieść przed doktorem Simonem Jordanem (Edward Holcroft). Psychiatra ma ocenić, czy kobieta jest chora psychicznie, czy może po prostu jest wybitną manipulatorką. I tak jak on momentami nie potrafi ocenić, czy Grace manipuluje i kłamie, czy mówi prawdę, tak samo zagubiony pozostaje widz.

                    
                Duża w tym zasługa znakomitej Sarah Gadon. Przez sześć odcinków patrzymy na jej twarz – raz delikatną i niewinną, a za chwilę zimną i wyrachowaną – i... zmieniamy zdanie co piętnaście minut. Czy to imigrantka skrzywdzona przez los i ludzi, zaburzona psychicznie kobieta, czy może sprytna morderczyni, która bawi się naiwnym lekarzem?
Znakomicie napisany serial "Grace i Grace" jest mroczny nie tylko przez samą zbrodnię, ale również przez sposób, w jaki pokazuje traumę, uprzedmiotowienie kobiet i niesprawiedliwość ówczesnego systemu klasowego. Jest niepokojący, intelektualnie angażujący, a momentami ciężki i brutalny. Jednocześnie jest przepiękny wizualnie: scenografia wykorzystuje m.in. autentyczne mury Kingston Penitentiary, gdzie więziona była prawdziwa Grace Marks, a nawet obrazy z duńskiej galerii narodowej SMK.
Dalsza część artykułu poniżej.
"Grace i Grace" została znakomicie przyjęta przez krytyków – nie brakowało nawet określeń "arcydzieło". Na Rotten Tomatoes ma aż 99 procent pozytywnych ocen od krytyków oraz 88 procent od widzów. "Ostra satyra społeczna i hipnotyzująca rola Sarah Gadon sprawiają, że 'Grace i Grace' to godne uwagi uzupełnienie katalogu adaptacji Margaret Atwood" – brzmi opinia w serwisie.
Gdzie obejrzeć "Grace i Grace"?
"Grace i Grace" to idealna propozycja dla widzów – nie tylko fanów true crime – którzy lubią, gdy serial nie daje prostych odpowiedzi. To inteligentna i bezlitosna analiza tego, jak społeczeństwo konstruowało i wciąż konstruuje "prawdę" o kobietach. Czy Grace była szalona? Opętana? A może po prostu w świecie, który nie dawał jej żadnej sprawczości, zbrodnia i udawanie szaleństwa były jedynym dostępnym językiem buntu? Miniserial jest dostępny na Netflixie i liczy sześć odcinków. 
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/edb32fba05466386c1f6d59f4b03b9f3,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/edb32fba05466386c1f6d59f4b03b9f3,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">&quot;Grace i Grace&quot; to serialowa perełka Netflixa</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/651850,polski-serial-szpiegowski-ktory-przeszedl-bez-echa-az-szkoda-go-nie-znac</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/651850,polski-serial-szpiegowski-ktory-przeszedl-bez-echa-az-szkoda-go-nie-znac</link><pubDate>Sun, 03 May 2026 16:40:02 +0200</pubDate><title>Polski serial szpiegowski, który przeszedł bez echa. Aż szkoda go nie znać</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/65b75204a20de9b576cffd29e2f4a0f3,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Są takie polskie seriale, które przeszły przez ekran właściwie bez echa i dziś mało kto o nich pamięta. Jednym z nich są "Nielegalni" Szpiegowska produkcja Canal+ z 2018 roku miała wszystko, żeby zostać hitem, a jednak z czasem gdzieś sie rozmyła. A jest naprawdę solidna i mocno trzyma w napięciu.

Serial "Nielegalni" jest adaptacją "Nielegalnych" i "Niewiernych", dwóch książek Vincenta V. Severskiego – byłego oficera wywiadu, który swoje doświadczenia przełożył na cykl powieści (dopełniają go książki "Nieśmiertelni" i "Niepokorni"). Zamiast efektownej akcji w stylu kina szpiegowskiego spod znaku Bonda, dostajemy raczej surowy i proceduralny obraz pracy wywiadu – pełen obserwacji, analiz i decyzji podejmowanych w cieniu. Akcje rzadko są spektakularne, za to niemal zawsze ryzykowne. 
O czym są "Nielegalni"? Serial szpiegowski jest adaptacją książek Vincenta V. Severskiego
Akcja "Nielegalnych" z 2018 roku dzieje się we współczesnych służbach specjalnych. Główny bohater, Konrad Wolski, szef elitarnej jednostki polskiego wywiadu (Wydziału Q), dowiaduje się o planowanym w Szwecji zamachu terrorystycznym. Śledztwo prowadzi go do Mińska, gdzie musi uruchomić zakonspirowanego polskiego szpiega w białoruskim KGB, aby przechwycić broń pochodzącą z dawnego arsenału ZSRR. 
Na ekranie pojawia się znakomita obsada: Grzegorz Damięcki ("W głębi lasu"), Sylwia Juszczak ("Nad rozlewiskiem"), Filip Pławiak ("Chyłka"), Agnieszka Grochowska ("Kos"), Tomasz Schuchardt ("Wielka woda") i Andrzej Seweryn ("Ziemia obiecana"). Za kamerą stanęli Leszek Dawid ("Jesteś Bogiem", "Informacja zwrotna") i Jan P. Matuszyński ("Ostatnia rodzina", "Wataha").

                    
                "Nielegalni" nigdy nie stali się wielkim hitem, a recenzje były raczej mieszane – chwalono realizm i podejście do tematu, ale jednocześnie krytykowano nierówne tempo i momentami zbyt zachowawczą narrację. Serial nie spodobał się fanom książek Severskiego, którzy narzekali, że to mocno "niewierna" adaptacja. 
To jednak naprawdę porządny serial szpiegowski, który warto obejrzeć po latach. Spodoba się szczególnie tym, którzy lubią akcyjniaki bliższe rzeczywistości niż fantazji. Całość ma tylko 10 odcinków i jest dostępna na CANAL+, Netflixie oraz Playerze.
Polacy lubią seriale szpiegowskie. Drugi sezon "Przesmyku" już niedługo
Fani seriali szpiegowskich z pewnością czekają na drugi sezon "Przesmyku", wielkiego hitu HBO Max z 2025 roku. Pierwsza odsłona opowiadała historię Ewy Oginiec (Lena Góra), agentki służb specjalnych, która po osobistej tragedii próbuje wycofać się ze służby, ale w 2021 roku zostaje wciągnięta w skomplikowaną intrygę szpiegowską.
Dalsza część artykułu poniżej.
Serial był wielkim hitem – nie tylko w Polsce, gdzie był najchętniej oglądaną produkcją na HBO Max od startu platformy, ale także za granicą. Zdobył popularność w Europie i Stanach Zjednoczonych, a pisały o nim m.in. "The New York Times", "Variety", "Deadline" czy "The Hollywood Reporter".
Drugi sezon "Przesmyku", do którego zdjęcia już trwają, rozpocznie się dziewięć miesięcy po wydarzeniach z finału pierwszego sezonu. Ewa znika bez śladu, a jej los pozostaje zagadką – nie wiadomo, czy zginęła, została uprowadzona przez białoruskie służby, czy działa w ukryciu.
Na jej trop wpadają agenci polskiego i ukraińskiego wywiadu. Rozpoczyna się wyścig z czasem, a stawką jest nie tylko życie bohaterki, ale i bezpieczeństwo regionu w obliczu narastających napięć politycznych oraz widma wojny w Ukrainie. Za kamerą nowych odcinków ponownie stanął Jan P. Matuszyński, współtwórca "Nielegalnych". Premiera najprawdopodobniej w 2027 roku. 
Z kolei fani historycznych seriali szpiegowskich, mogą już zacierać ręce na myśl o zapowiedzianym trzecim sezonie "Zatoki szpiegów". Jednoczesnie na TVP trwa pierwszy sezon "Wojny zastępczej" o młodych agentach, którzy dopiero się szkolą na pełnoprawnych szpiegów. Kolejne odcinki w niedzielę na TVP1, a finał 24 maja. 
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/65b75204a20de9b576cffd29e2f4a0f3,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/65b75204a20de9b576cffd29e2f4a0f3,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">&quot;Nielegalni&quot; dziś są zapomniani</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/651373,najwazniejsza-polska-gra-2026-ma-date-przed-porownaniami-do-wiedzmina-3-nie-ucieknie</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/651373,najwazniejsza-polska-gra-2026-ma-date-przed-porownaniami-do-wiedzmina-3-nie-ucieknie</link><pubDate>Sun, 03 May 2026 14:37:01 +0200</pubDate><title>Najważniejsza polska gra 2026 ma datę. Przed porównaniami do Wiedźmina 3 nie ucieknie</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/c1e009a92561da0da1f03b2a24c08d46,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />"The Blood of Dawnwalker" to gra, której Polacy wprost nie mogą się doczekać. Karpaty, wampiryczna klątwa i miesiąc na ocalenie rodziny – reżyser "Wiedźmina 3: Dzikiego Gonu" zabiera nas w podróż po fikcyjnym królestwie XIV wieku, gdzie musimy rozprawiać się z potężnymi krwiopijcami, a rozgrywka zależna jest od pory dnia. Bandai Namco wreszcie podało datę premiery obiecującego tytułu i pokazało jego nowy gameplay.

Przed Wiedźminem 4, nad którym pracuje CD Projekt Red, gracze będą mieli okazję zanurzyć się w innym świecie fantasy inspirowanym średniowieczem i ludowymi wierzeniami. Konrad Tomaszkiewicz, reżyser Wiedźmina 3: Dzikiego Gonu i szef produkcji Cyberpunka 2077, z pomocą Bandai Namco Entertainment i dawnych współpracowników z czasów "kręcenia" adaptacji prozy Andrzeja Sapkowskiego postanowił pochylić się nad wampirami zamieszkującymi owiane złą sławą Karpaty, w których u Brama Stokera żył hrabia Drakula.
The Blood of Dawnwalker to RPG z otwartym światem, w którym – według obietnic samych twórców – gracz będzie czuć się bardzo swobodnie. 
– Zaprojektowaliśmy grę tak, aby po prologu można było robić praktycznie wszystko, na co ma się ochotę – powiedział Mateusz Tomaszkiewicz, dyrektor kreatywny tytułu, w rozmowie z portalem PC Gamer. Chcesz pozbyć się jakiegoś NPC-a? Żadna niewidzialna dłoń nie przeszkodzi ci w sianiu zła i paniki we wsiach. Gamerzy czują się wolni, gdy zasypuje się ich tyloma możliwościami. Czego jeszcze mogą się spodziewać?
The Blood of Dawnwalker będzie drugim Wiedźminem 3? Gra stworzona przez Polaków ma ogromny potencjał
Czarna śmierć zbiera żniwo, a górzysta kraina w wyniku konfliktów, które się przez nią przetoczyły, odsłania przed innymi swoje czułe punkty. Pod osłoną nocy istoty z legend, przed którymi ostrzegały prababki, znachorzy i chłopi, przejmują władzę nad kruchymi ludźmi.
Coen zostaje przemieniony w hybrydę zwaną Wędrowcem Świtu. Jego obecny stan idealnie ujęła księżniczka Fiona ze "Shreka": "za dnia pięknością, w nocy zaś szkaradą". W słońcu młody mężczyzna przypomina człowieka – jest dawnym sobą. Jego bronią stają się wówczas nie kły, a broń biała i gołe pięści. W blasku księżyca protagonista nabiera apetytu na ludzką krew – oczy jego białe niczym wapno palone, a zęby ostre jak brzytwa.
"Kształtuj historię według swojego uznania. Wykonuj zadania, by uratować swoją rodzinę, lub poprzysięgnij zemsty na swoim stwórcy i zniszcz wszystkich, którzy staną ci na drodze" – czytamy w oficjalnym opisie gry tworzonej przez studio Rebel Wolves.

                    
                W głównym wątku liczy się czas – masz 30 dni, by powstrzymać bliskich, w tym siostrę Lunkę, przed śmiercią z rąk potworów. W grze czas nie ma miary rzeczywistej, lecz został podzielony na osiem segmentów. Jedna misja może kosztować nas jeden segment, druga zaś dwa segmenty, i tak dalej, i tak dalej. 
Mechanika ta nikogo nie ukarze ani za chęć napawania się pięknem Doliny Sandora, ani za rozważne i czasochłonne budowanie postaci. Niemniej licznik 30 dni i 30 nocy będzie nas prześladować, a zadań należy się podejmować z głową. Pamiętajmy też, że średni czas rozgrywki został obliczony na około 50-70 godzin.
Dalsza część artykułu poniżej.
Drzewko umiejętności Coena dzieli się na wampirze moce, ludzkie moce i moce skrojone wprost pod hybrydę (tzw. moce współdzielone). Pierwsza kategoria kusi nas m.in. krokiem przez mgłę (w Dungeons & Dragons oznacza on teleportację w promieniu 9 metrów) i lepszą regeneracją; druga opcja pozwala nam m.in. sprawniej władać mieczem i wyostrzyć swoją percepcję, a dzięki trzeciej możemy równoważyć i wzmacniać naszą dwoistą naturę.

                    
                Ruch kamery, styl walki, grafika, a nawet muzyka skomponowana m.in. przez Piotra Musiała i Mikołaja Stroińskiego przywodzą na myśl Wiedźmina 3: Dziki Gon. Twórcy The Blood of Dawnwalker nie przejmują się porówaniami do Geralta z Rivii, tym bardziej że w oczach niektórych krytyków ich gra może być kolejnym kamieniem milowym w gatunku RPG – tuż po dziele CDPR i Baldur's Gate 3 belgijskiego studia Larian. Oby finalnie historia Coena nie była aż zanadto iluzją wyboru i nie wiała pustką. I oby miała mniej toporną szermierkę niż białowłosy łowca potworów.
Premiera The Blood of Dawnwalker odbędzie się 3 września 2026 roku na PC, PlayStation 5 oraz Xboxy Series X i S.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/c1e009a92561da0da1f03b2a24c08d46,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/c1e009a92561da0da1f03b2a24c08d46,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">The Blood of Dawnwalker to kolejna gra stworzona przez Polaków. Będzie drugim Wiedźminem 3: Dzikim Gonem?</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/651637,swietny-serial-na-netflixie-ktory-polakom-mogl-umknac-ma-100-proc-dobrych-ocen</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/651637,swietny-serial-na-netflixie-ktory-polakom-mogl-umknac-ma-100-proc-dobrych-ocen</link><pubDate>Sun, 03 May 2026 11:38:01 +0200</pubDate><title>Świetny serial na Netflixie, który Polakom mógł umknąć. Ma 100 proc. dobrych ocen</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/9e15f57a2588fa2843c0e47f804a4768,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />W bibliotece Netflixa ukrył się australijski serial, którego aż szkoda przeoczyć. "The Newsreader" zabiera widzów w podróż do kolorowych lat 80. i rozkwitu telewizji komercyjnej, w angażujący sposób pokazując presję związaną z kręceniem programów informacyjnych na żywo. Spodziewajcie się dobrego scenariusza i jeszcze lepszego aktorstwa.

Mało która produkcja telewizyjna i streamingowa może pochwalić się samymi pozytywnymi recenzjami w agregatorze Rotten Tomatoes. Przy tytule "The Newsreader" widnieje grafika świeżego pomidora i wielki napis "100 proc.". Jak napisała Hannah J Davies na łamach brytyjskiego dziennika "The Guardian", "gdyby ten australijski serial powstał w Stanach Zjednoczonych, byłby absolutnym hitem".
"The Newsreader" sprawi, że nie oderwiecie się od małego ekranu – jego fabuła jest gęsta od napięcia i tłumionych emocji, które znajdują ujście w najmniej oczekiwanych momentach.
"The Newsreader" na Netflix. O czym jest niedoceniony serial prosto z Australii?
Melbourne, rok 1986. Dale Jennings dopiero zaczyna karierę w medialnej branży. Młody reporter już na starcie ma pod górkę – musi współpracować z kapryśną prezenterką wiadomości Helen Norville, której udało się dotrzeć na sam szczyt pomimo wszechobecnej w tym zawodzie mizoginii. Burzliwa relacja dziennikarzy przeradza się wkrótce w coś więcej. Osobiste problemy bohaterów "The Newsreader" rozgrywają się na tle historycznych wydarzeń, które sprawnie wymieszano z fikcją.
W podzielonym na trzy sezony dramacie Michael Lucas ("Offspring") odsłania przed widzami kulisy pracy newsroomu, gdzie liczy się czas, a umiejętność radzenia sobie ze stresem jest na miarę złota. "The Newsreader" to wciągająca i równie irytująca przygoda po realiach "ejtisowych" mediów, które nie miały dla nikogo litości. Serial aż prosi się o tablicę ostrzegawczą: "tylko dla ludzi o mocnych nerwach".
Jako Helen Norville obsadzono Annę Torv, gwiazdę rewelacyjnego kryminału "Mindhunter" i odtwórczynię roli Tess Servopoulos w pierwszym rozdziale "The Last of Us". Sam Reid, który zachwyca jako Lestat de Lioncourt w serialowym "Wywiadzie z wampirem", zagrał w australijskiej produkcji protagonistę.
Dalsza część artykułu poniżej.
W obsadzie "The Newsreadera" znaleźli się też m.in. William McInnes ("Agenci NCIS: Sydney"), Philippa Northeast ("Terytorium"), Chai Hansen ("Morderczy żywioł"), Robert Taylor ("Przed burzą"), Michelle Davidson ("Goldstone") i Marg Downey ("Królowa potępionych").
"Scenariusz też jest świetny! Podoba mi się fakt, że akcja rozgrywa się w epoce, w której mogliśmy usłyszeć tak wiele znanych nam wszystkim wiadomości: katastrofa Challengera, Czarnobyl czy porwanie dziecka Lindy Chamberlain przez dingo" – zauważyła Hayley Campbell w recenzji na portalu BBC.
Krytycy chwalą Lucasa za to, że jego dzieło nie wpadło w pułapkę, jaką jest próba dostosowania dawnych realiów danego środowiska do ich współczesnego odpowiednika. "'The Newsreader” jest bardziej kameralny niż przesadny 'The Morning Show' czy świętoszkowaty 'Newsroom'. I znacznie przyjemniejszy" – skwitował Pat Stacey z dziennika "The Irish Independent"
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/9e15f57a2588fa2843c0e47f804a4768,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/9e15f57a2588fa2843c0e47f804a4768,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Australijski serial &quot;The Newsreader&quot; pokazuje kulisy newsroomu lat 80. Ma świetne aktorstwo i trzymający w napięciu scenariusz</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/651796,john-wick-5-staje-sie-faktem-keanu-reeves-juz-wie-jaka-walke-stoczy</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/651796,john-wick-5-staje-sie-faktem-keanu-reeves-juz-wie-jaka-walke-stoczy</link><pubDate>Sun, 03 May 2026 10:18:01 +0200</pubDate><title>&quot;John Wick 5&quot; staje się faktem. Keanu Reeves już wie, jaką walkę stoczy</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/0b43ea53a5dbc841059c4d4a980223ca,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Widzowie nie żegnają się na dobre z legendarnym płatnym zabójcą granym przez Keanu Reevesa. Wszystko wskazuje na to, że "John Wick 5" powstanie. Poprzednia część serii miała otwarte zakończenie, więc nic nie stoi na drodze, by zawodowy hitman powrócił na duży ekran. Prezes wytwórni Lionsgate właśnie zabrał głos w sprawie przyszłości projektu. Na jakim jest etapie?

Ponad dekadę temu Keanu Reeves , odtwórca Neo w słynnym "Matriksie", stał się twarzą franczyzy, która przerosła wszelkie oczekiwania zarówno twórców, jak i widowni. Jako John Wick – niebezpieczny płatny zabójca, którego poznaliśmy, gdy mścił się na zabójcach psa jego zmarłej żony – zachwycił widzów żądnych dynamicznych scen walki.
Pierwszy film zarobił w kasach biletowych na całym świecie 86 mln dolarów, stając się kasowym sukcesem. Produkcja miała budżet w wysokości 20 mln USD i przekroczyła ważny w Box Office'ie próg trzykrotnie większego zysku.
Popularna seria doczekała się łącznie czterech filmów o Wicku, spin-offu "Ballerina" i serialu "Continental". W niedalekiej przyszłości kino akcji w wykonaniu Chada Stahelskiego, który niebawem ożywi na srebrnym ekranie klasykę kina lat 80., czyli "Nieśmiertelnego", stanie się tłem dla gry AAA studia Saber Interactive (i to z Reevesem na pokładzie).
"John Wick 5" z Keanu Reevesem. Na jakim etapie jest film?
"John Wick 4" zakończył się w sposób otwarty. Odpowiedź na pytanie, co dalej stało się z tytułowym bohaterem – czy zginął, czy nie – pozostaje kwestią naszej wyobraźni. Chad Stahelski wyjaśnił w wywiadzie na łamach magazynu "Empire", że nakręcił jeszcze alternatywny finał. – Jasno wskazywał, że John wciąż żyje. Widzowie, którzy brali udział w testach, zdecydowanie woleli jednak niejednoznaczne zakończenie – oznajmił filmowiec.
Z ostatnich medialnych doniesień wynika, że płatny zabójca, za którym wystawiono wcześniej pokaźny list gończy, żyje i ma się dobrze. Na tyle dobrze, że jego przygody otrzymają kontynuację. Prezes Lionsgate Adam Fogelson skomentował dalsze plany na serię w rozmowie z portalem Business Insider.
– Chad i Keanu mają pomysł, który ich zdaniem może być bardzo ekscytujący. (...) Mamy przed sobą wiele etapów, więc nie chciałbym narzucać im konkretnego harmonogramu, ale jeśli chodzi znalezienie głównego pomysłu, wydaje się, że trafili na coś, co ich zdaniem jest porywające – tak o potencjalnym filmie "John Wick 5" mówił Fogelson.
Dalsza część artykułu poniżej.
Przypomnijmy, że niedawno ogłoszono rozpoczęcie prac na planie spin-offu poświęconego niewidomemu zabójcy Caine'owi, w którego wciela się Donnie Yen ("Łotr 1. Gwiezdne wojny – historie"). Postać ta zadebiutowała w "Johnie Wicku 4". Za kamerą intrygującego filmu stanie odtwórca głównej roli.
Lukratywną franczyzę mają dopełnić również: serial telewizyjny "John Wick: Under The High Table", którego akcja rozgrywa się po wydarzeniach ukazanych w ostatniej części głównej serii i który skupia się na postaciach pobocznych z tego uniwersum, oraz niezatytułowane anime będące prequelem "Johna Wicka" – zobaczymy w nim "niemożliwe zadanie".
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/0b43ea53a5dbc841059c4d4a980223ca,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/0b43ea53a5dbc841059c4d4a980223ca,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Chad Stahelski i Keanu Reeves mają już pomysł na film &quot;John Wick 5&quot;</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/651790,prequel-the-crown-za-500-mln-funtow-wiadomo-czyja-historie-pokaze-netflix</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/651790,prequel-the-crown-za-500-mln-funtow-wiadomo-czyja-historie-pokaze-netflix</link><pubDate>Sun, 03 May 2026 08:03:01 +0200</pubDate><title>Prequel &quot;The Crown&quot; za 500 mln funtów. Wiadomo, czyją historię pokaże Netflix</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/5408b48f97378e3ec068123fac8694a0,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Netflix ma podobno pracować nad prequelem "The Crown". Nowy serial miałby opowiedzieć historię brytyjskiej monarchii od śmierci królowej Wiktorii w 1901 roku aż do ślubu Elżbiety i Filipa w 1947 roku, co oznacza, że widzowie zobaczyliby na ekranie słynną abdykację Edwarda VIII oraz realia obu wojen światowych. Za projektem ponownie ma stać twórca hitu, Peter Morgan.

Po zakończeniu "The Crown" w 2023 roku wydawało się, że Peter Morgan definitywnie zamknął rozdział poświęcony historii brytyjskiej rodziny królewskiej. Najnowsze doniesienia sugerują jednak, że twórca jednego z największych serialowych hitów Netfliksa może wrócić do świata monarchii, ale bynajmniej nie współczesnej.
Prequel "The Crown" opowiedziałby aż o czterech brytyjskich królach
Jak informują brytyjskie media, platforma rozwija prequel "The Crown", który miałby opowiadać o wydarzeniach poprzedzających historię znaną z pierwszego sezonu serialu. Produkcja miałaby rozpocząć się w 1901 roku, po śmierci królowej Wiktorii, i zakończyć w 1947 roku – w momencie ślubu przyszłej królowej Elżbiety II z księciem Filipem.
Nowa seria miałaby więc objąć niemal pół wieku historii brytyjskiej monarchii i pokazać jedne z najważniejszych wydarzeń XX wieku. W centrum opowieści znaleźliby się kolejni monarchowie z dynastii Windsorów – Edward VII, Jerzy V, Edward VIII oraz Jerzy VI, czyli ojciec Elżbiety.
Szczególnie istotnym wątkiem miałby być kryzys abdykacyjny z 1936 roku, kiedy Edward VIII, wuj Elżbiety, zrezygnował z tronu, by poślubić amerykańską rozwódkę Wallis Simpson. Serial prawdopodobnie pokazałby również wpływ obu wojen światowych na rodzinę królewską i brytyjskie społeczeństwo, a także przemiany społeczne zachodzące w pierwszej połowie XX wieku.
Choć Netflix oficjalnie jeszcze niczego nie potwierdził, źródła cytowane przez "Daily Mail" twierdzą, że negocjacje w sprawie prequela trwały od dłuższego czasu i niedawno udało się osiągnąć porozumienie. Peter Morgan ma już pracować nad scenariuszem, a casting podobno zaplanowano na przyszły rok. Według doniesień projekt powstaje we współpracy Netfliksa z Left Bank Pictures, czyli studiem odpowiedzialnym za oryginalny serial. Wartość umowy ma sięgać nawet 500 milionów funtów. 
Dalsza część artykułu poniżej. 
Sam Morgan już wcześniej sugerował, że nie wyklucza powrotu do królewskiego uniwersum, choć nie chciał kontynuować współczesnej historii ("The Crown" zakończyło się w 2005 roku, czyli aż 17 lat przed śmiercią Elżbiety II). W jednym z wywiadów showrunner stwierdził, że serial stałby się wtedy bardziej "dziennikarski" niż historyczny. Twórca zaznaczał jednocześnie, że cofnięcie się w czasie daje możliwość opowiadania o współczesności poprzez historyczne metafory i wydarzenia z przeszłości.
"The Crown" było wielki hitem Netfliksa
Oryginalne "The Crown" było emitowane w latach 2016–2023 i doczekało się sześciu sezonów. Serial przedstawiał życie i panowanie królowej Elżbiety II od jej ślubu z Filipem aż po początki XXI wieku. 
W kolejnych sezonach role głównych bohaterów przejmowali nowi aktorzy – królową grały Claire Foy, Olivia Colman i Imelda Staunton, natomiast w księcia Filipa wcielali się Matt Smith, Tobias Menzies i Jonathan Pryce. Serial był globalnym hitem, choć było sporo kontrowersji. Otrzymał 24 nagrody Emmy, w tym statuetkę dla najlepszego serialu dramatycznego, a także liczne Złote Globy i nagrody BAFTA. 
Fani brytyjskiej rodziny królewskiej ucieszą się też z zapowiedzianego nowego dokumentu o księżnej Dianie, który ma ujawnić pięć godzin niepublikowanych wcześniej nagrań. 
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/5408b48f97378e3ec068123fac8694a0,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/5408b48f97378e3ec068123fac8694a0,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Netflix ma pracować nad prequelem The Crown</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/651070,dziedzictwo-hogwartu-2-szybciej-niz-myslimy-za-gra-ciagna-sie-jednak-klopoty</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/651070,dziedzictwo-hogwartu-2-szybciej-niz-myslimy-za-gra-ciagna-sie-jednak-klopoty</link><pubDate>Sun, 03 May 2026 06:54:02 +0200</pubDate><title>&quot;Dziedzictwo Hogwartu 2&quot; szybciej niż myślimy. Za grą ciągną się jednak kłopoty</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/bb50fc56cac6e205a52104336a6934f6,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />"Dziedzictwo Hogwartu" doczeka się sequela. Z najnowszych doniesień wynika, że fani uniwersum "Harry'ego Pottera" mogą liczyć na szybszą premierę drugiej części gry. Nie obejdzie się jednak bez kłopotów.

Dziedzictwo Hogwartu (oryg. Hogwarts Legacy) jest grą akcji z elementami RPG studia Avalanche Software, która zabiera fanów książek J.K. Rowling z serii "Harry Potter" do XIX wieku. Nowy rok w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie rozpoczyna się od niespodzianki. Do Wielkiej Sali wkracza bohater stworzony przez graczy, który otrzymał list z zaproszeniem do nauki w niezwykłej placówce dopiero w wieku 15 lat.
Po przydzieleniu do domu – Gryffindoru, Slytherinu, Hufflepuffu lub Ravenclawu – postać ma możliwość samodzielnego zwiedzania zamku, uczenia się zaklęć (tych niewybaczalnych też), uczęszczania na zajęcia piątego roku i odkrywania pierwotnej magii, a także niebezpiecznych sekretów założycieli Hogwartu. W tle rozgrywa się bunt goblinów dowodzonych przez Ranroka, który staje się istotnym wątkiem w grze z 2023 roku.
Kiedy premiera gry Dziedzictwo Hogwartu? Nowe wieści dla fanów "Harry'ego Pottera"
Serwis PotterWorldwide donosi nieoficjalnie, że twórcy Dziedzictwa Hogwartu 2 są o krok od ogłoszenia pierwszej zapowiedzi promującej sequel. Przecieki sugerują, że premiera nowej gry odbędzie się najpewniej w 2027 roku i zbiegnie się w czasie z debiutem serialowego rebootu "Harry'ego Pottera" HBO, który stylistycznie i fabularnie ma być bardzo wierny dziełu Avalanche Software.
Po sieci krążą pogłoski o tym, że w drugiej części gry będziemy uczestniczyć w Turnieju Trójmagicznym i brać udział w Balu Bożonarodzeniowym, co jest oczywistym nawiązaniem do jednego z najbardziej emocjonujących tomów w serii powieści J.K. Rowling – "Harry'ego Pottera i Czary Ognia". Choć wizja ta może wydawać się graczom kusząca, nie została ona w żaden sposób zweryfikowana.
PotterWorldwide napisało też, że w kontynuacji szkolny stadion do Quidditcha będzie czymś więcej niż lokacją do odwiedzenia. Na potrzeby gry twórcy mieli opracować system pozwalający graczom na czynne uczestnictwo w meczach.
Dalsza część artykułu poniżej.
Dziedzictwo Hogwartu 2 jest traktowane przez wydawcę Warner Bros. Games jako sztandarowa gra AAA. Nie wiadomo jeszcze, jak na pozycję produktu wpłynie przejęcie Warner Bros. Discovery przez Paramount Skydance, konglomerat medialno-rozrywkowy łączony z prezydentem USA Donaldem Trumpem. W minionym tygodniu zdecydowana większość akcjonariuszy WBD poparła umowę dotyczącą tej fuzji.
Przypomnijmy, że sprzedaż Warner Bros. Discovery to niejedyny problem, jaki będą mieli na głowie autorzy Dziedzictwa Hogwartu 2. J.K. Rowling, która od dłuższego czasu jest krytykowana za transfobiczne wypowiedzi i działania, stała się na tyle kontrowersyjną postacią w popkulturze i polityce, że mnóstwo miłośników "Harry'ego Pottera" odcięło się od niej, obiecując sobie, że już nigdy nie wesprze jej finansowo.
Spodziewajmy się zatem, że sequel gry z 2023 roku ponownie będzie bojkotowany w mediach społecznościowych (wystarczy zresztą spojrzeć na liczbę przeciwnych głosów wobec serialu HBO).
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/bb50fc56cac6e205a52104336a6934f6,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/bb50fc56cac6e205a52104336a6934f6,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Kiedy premiera gra Dziedzictwo Hogwartu 2? (POTENCJALNA DATA)</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/651661,dom-duchow-juz-na-prime-video-arcydzielo-literatury-doczekalo-sie-szacunku</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/651661,dom-duchow-juz-na-prime-video-arcydzielo-literatury-doczekalo-sie-szacunku</link><pubDate>Sat, 02 May 2026 22:42:02 +0200</pubDate><title>&quot;Dom duchów&quot; już na Prime Video. Arcydzieło literatury doczekało się szacunku</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/ec44ee8b4b74b6e9a8d21f24465db5dc,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Jedna z najważniejszych powieści XX wieku wraca na ekran w zupełnie nowej formie. "Dom duchów" – literacki fenomen Isabel Allende – doczekał się serialowej adaptacji, która właśnie zadebiutowała na Prime Video. Ośmioodcinkowa produkcja przenosi widzów do świata rodziny Trueba i opowiada historię rozciągającą się na kilkadziesiąt lat, łącząc dramat obyczajowy z realizmem magicznym.

Powieść "Dom duchów" autorstwa chillijskiej pisarki Isabel Allende została wydana po raz pierwszy w 1982 roku. Sprzedała się w ponad 70 milionach egzemplarzy i została przetłumaczona na dziesiątki języków. Na stałe wpisała się w kanon literatury światowej, stając się jednym z najważniejszych przykładów realizmu magicznego.
O czym jest "Dom duchów"? To ekranizacja kultowej powieści
Nowy serial to pierwsza hiszpańskojęzyczna adaptacja kultowej powieści. Fabuła koncentruje się na losach trzech pokoleń kobiet w rodzinie Trueba, których życie splata się z burzliwą historią kraju. Ich osobiste doświadczenia stają się odbiciem przemian społecznych i politycznych, a także opowieścią o pamięci, przemocy i dziedzictwie. 
"Ośmioodcinkowa saga rodzinna obejmująca pół wieku, skupiająca się na trzech pokoleniach kobiet – Clarze, Blance i Albie – w konserwatywnym kraju Ameryki Południowej, ukształtowanym przez walkę klas, polityczne zawirowania i magię" – brzmi oficjalny opis Prime Video.

                    
                Serialowa adaptacja powstawała w Chile, ale twórcy postanowili nadać jej bardziej uniwersalny charakter. W powieści kraj nie zostaje nazwany wprost, co – jak zaznacza producentka Fernanda Urrejola – pozwala traktować tę historię jako wspólną dla wielu państw Ameryki Łacińskiej. 
Serial "Dom duchów" jest zupełnie inny niż wcześniejsza ekranizacja z 1993 roku, czyli filmu "Dom dusz". Wersja z międzynarodową, gwiazdorską obsadą – w tym Meryl Streep, Jeremym Ironsem, Glenn Close, Winoną Ryder czy Antonio Banderasem – powstała w języku angielskim. Sama autorka przyznaje dziś, że dopiero serialowa wersja w pełni oddaje ducha książki.
Dalsza część artykułu poniżej.
– W tamtym czasie każda produkcja, która miała wartość komercyjną, musiała być zrealizowana w języku angielskim i posiadać gwiazdorską obsadę. Dlatego film z 1993 roku nie ma tego chilijskiego charakteru, który – jak sądziłam – nadałam książce. A teraz, kiedy obejrzałam miniserial, zobaczyłam to, czym ta historia zawsze powinna była być – powiedziała Allende.
W obsadzie nowego "Domu duchów" znaleźli się m.in. Alfonso Herrera jako Esteban Trueba oraz Nicole Wallace i Dolores Fonzi, które wcielają się w Clarę na różnych etapach życia. Towarzyszą im m.in. Fernanda Castillo, Eduard Fernández czy Juan Pablo Raba. Warto dodać, że twórcy zdecydowali się na międzynarodowy casting obejmujący aktorów z różnych krajów Ameryki Łacińskiej i Hiszpanii.
Za produkcję odpowiadają Amazon MGM Studios oraz FilmNation Entertainment, a w gronie producentów wykonawczych znalazły się m.in. Eva Longoria oraz sama Isabel Allende.
Gdzie obejrzeć "Dom duchów"?
Pierwsze trzy odcinki serialu "Dom duchów" trafiły na platformę Prime Video 29 kwietnia, a kolejne będą publikowane co tydzień w środy. Łącznie będzie ich osiem. 
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/ec44ee8b4b74b6e9a8d21f24465db5dc,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/ec44ee8b4b74b6e9a8d21f24465db5dc,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">&quot;Dom dobry&quot; doczekał się serialowej adaptacji</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/651583,3-seriale-jak-stamtad-ktore-przeszly-bez-echa-w-polsce-zapomnijcie-o-lost</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/651583,3-seriale-jak-stamtad-ktore-przeszly-bez-echa-w-polsce-zapomnijcie-o-lost</link><pubDate>Sat, 02 May 2026 21:09:01 +0200</pubDate><title>3 seriale jak &quot;Stamtąd&quot;, które przeszły bez echa w Polsce. Zapomnijcie o &quot;Lost&quot;</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/37f2fc581830b874ff04b739a7dc6313,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />"Stamtąd" kusi widzów tym, co paranormalne i niewyjaśnione. Zamknięty w miasteczku "spoza czasu" serial co tydzień przyciąga przed ekrany telewizorów pokaźną publiczność. Przez przerwy między odcinkami niektórzy mogą się niecierpliwić, dlatego wybraliśmy trzy podobne tytuły, które umilą wam oczekiwanie na dalsze losy mieszkańców Fromville.

Do biblioteki HBO Max zawitał ostatnio czwarty sezon "Stamtąd". Poprzedni rozdział odsłonił przed widzami część sekretów Fromville. Okazało się, że niektóre postacie są nowym wcieleniem poprzednich mieszkańców miasteczka, a podróże w czasie to nie bajka. Niezłomność lokalnej społeczności przykuła uwagę tajemniczego Człowieka w Żółci, który obiecał zamienić życie bohaterów w jeszcze większy koszmar. I tak też się stało. Zmiennokształtny mężczyzna podszył się pod "córkę pastora", by terroryzować rozpadającą się mieścinę.
3 seriale podobne do "Stamtąd". Nie są tak popularne jak "Zagubieni"
W oczekiwaniu na kolejny odcinek "Stamtąd" polecamy sięgnąć po trzy seriale, które w streamingu mogły przejść niezauważone. Nie uświadczycie tutaj ani kultowych "Zagubionych", ani "Nocnej mszy".
1. Wdowia Zatoka
Burmistrz nowoangielskiej wyspy, Tom Loftis, zaciska pięści na samą myśl o miejskich legendach, którymi nieustannie żyje jego społeczność. Pogłoski o lovecraftowskich potworach, kanibalizmie i seryjnym mordercy, z jakich słynie pochmurna okolica, stoją na drodze jego dalekosiężnym planom. Mężczyzna, chcąc uczynić z przeklętego miasteczka atrakcję turystyczną, na własnej skórze przekonuje się, że przesądy mieszkańców mogą wcale nie być bujdą.
"Wdowia Zatoka" rozpoczyna od zaginięcia na morzu i awarii zasilania – to moment, w którym racjonalistyczne podejście Loftisa zostaje wystawione na próbę. W horrorze komediowym utalentowany i piekielnie niedoceniony Matthew Rhys ("Zawód: Amerykanin") odsłania przed widzami nową twarz – twarz człowieka, który zaczyna głęboko wierzyć w straszne historie i traci przez nie kontrolę nad własnym życiem.
Serial Katie Dippold, scenarzystki "Parks and Recreation", umiejętnie bawi się grozą, nostalgią i humorem, lepiąc z nich wciągający obraz społeczności uwięzionej w błędnym kole przesądów, traum oraz przeszłości. Z ekranu czuć inspiracje prozą Stephena Kinga i niepojętą naturą Mitologii Cthulhu H.P Lovecrafta, który według teoretyka kultury Marka Fishera był w stanie poprzez osadzanie swoich historii w Nowej Anglii "zaburzać uporządkowaną relację pomiędzy fikcją a rzeczywistością".
Gdzie obejrzeć? AppleTV

2. Diabelska godzina
W zbiorowej świadomości kulturowej 3:33 uchodzi za godzinę diabła, czarownic, duchów i innych istot, którym w folklorze przypisywano same nieszczęścia. Pracowniczka socjalna Lucy Chambers każdej nocy budzi się o wspomnianej porze, doświadczając strasznych wizji, które rujnują jej życie. Na domiar złego jej syn nie wykazuje żadnych emocji, a matka rozmawia z kimś, kogo nie ma w pokoju. Pewnego dnia bohaterka trafia na szkockiego przestępcę, Gideon Shepherd, który twierdzi, że jest podróżnikiem w czasie.
W liczącym dotąd dwa sezony serialu "Diabelska godzina" Tom Moran ("Tajne źródło") traktuje nadprzyrodzone elementy świata przedstawionego i motyw pętli czasu jako pretekst do rozmowy o tym, co z ludźmi robią traumatyczne przeżycia.
Upiorne zewnętrze brytyjskiego dramatu nie poraża tak, jak jego psychologiczna głębia ukryta między linijkami scenariusza i w znakomitej grze Jessiki Raine ("Z pamiętnika położnej") oraz Petera Capaldiego ("Doktor Who"), który poniekąd przywodzi na myśl Hannibala Lectera w wykonaniu Anthony'ego Hopkinsa ("Milczenie owiec").
Gdzie obejrzeć? Prime Video

Dalsza część artykułu poniżej.
3. Servant
Dorothy i Sean tracą dziecko w wyniku śmierci łóżeczkowej. Aby poradzić sobie ze stratą pociechy, małżeństwo, idąc za radą nielicencjonowanego terapeuty, kupuje realistyczną lalkę niemowlaka. Żona, która w wyniku emocji przeszła załamanie psychotyczne, zaczyna traktować przedmiot jak swojego prawdziwego syna imieniem Jericho. Chwilę później do domu państwa Turnerów wprowadza się niania, Leanne Grayson, a wraz z nią tajemnicza energia.
"Servant" Tony'ego Basgallopa ("Konsultant") nie przeraża w sposób typowy dla kina grozy, natomiast może wywołać w widzach niepokój, który zakrawa o dziwaczne, pozbawione racjonalnych wyjaśnień doznania. Montaż powoli budujący suspens, chłodne oświetlenie, scenariusz bez nadmiaru ekspozycji i naturalna gra aktorska głównej obsady czynią z tego thrillera perłę schowaną pod grubą warstwą mułu... a raczej streamingu.
Na małym ekranie oglądamy m.in. Lauren Ambrose ("Sześć stóp pod ziemią"), Toby'ego Kebbella ("Czarne lustro"), Nell Tiger Free ("Omen: Początek"), Ruperta Grinta (Ron Weasley z filmowej serii "Harry Potter") i Tony'ego Revoloriego ("Grand Budapest Hotel").
Gdzie obejrzeć? AppleTV


]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/37f2fc581830b874ff04b739a7dc6313,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/37f2fc581830b874ff04b739a7dc6313,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">3 seriale podobne do &quot;Stamtąd&quot;, które przeszły w Polsce bez echa (LISTA)</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/651760,nowy-true-crime-netflixa-szokuje-polakow-poznala-go-na-tinderze-i-przezyla-pieklo</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/651760,nowy-true-crime-netflixa-szokuje-polakow-poznala-go-na-tinderze-i-przezyla-pieklo</link><pubDate>Sat, 02 May 2026 19:32:01 +0200</pubDate><title>Nowy true crime Netflixa szokuje Polaków. Poznała go na Tinderze i przeżyła piekło</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/79029fdbbd9d846ff5788a19bd0f89b7,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />"Co byś zrobiła, gdyby osoba, którą kochasz, powiedziała ci, że z*biła człowieka?" – od tego pytania zaczyna się nowy dokument Netflixa, który błyskawicznie trafił do TOP 10 najpopularniejszych tytułów w Polsce. "Czy powinnam wyjść za mordercę?" to trzyczęściowy true crime, opowiadający historię tak niewiarygodną, że reżyser początkowo był przekonany, że to fikcja.

"Trzy lata po brutalnym przestępstwie, które zostało starannie ukryte, młoda patolożka sądowa Caroline Muirhead poznaje na Tinderze mężczyznę i szybko się w nim zakochuje. Burzliwy romans prowadzi do zaręczyn i poczucia, że przyszłość pary jest pewna. Jednak narzeczony skrywa coś przerażającego. Gdy w końcu wyznaje jej prawdę o brutalnym zabójstwie i ciele, którego nigdy nie odnaleziono, Caroline staje przed niewyobrażalnym wyborem: pozostać lojalną wobec ukochanego, czy zaryzykować wszystko, mówiąc prawdę?" – opisuje "Czy powinnam wyjść za mordercę?" Netflix. 
– Kiedy pierwszy raz usłyszałem historię Caroline Muirhead, pomyślałem, że to musi być fabuła dramatu, a nie prawdziwe doświadczenia żyjącej osoby. Jej dylemat jest nie do wyobrażenia, ale jednocześnie każdy automatycznie zaczyna zastanawiać się, co zrobiłby na jej miejscu – mówił reżyser brytyjskiego dokumentu true crime Netflixa, który błyskawicznie wskoczył do czołówki hitów nad Wisłą.

                    
                Prawdziwa historia z "Czy powinnam wyjść za mordercę?" Netflixa jest szokująca
Uwaga – dalsza część tekstu zawiera spoilery oraz szczegóły prawdziwej sprawy przedstawionej w serialu.
W 2017 roku Alexander McKellar, zwany Sandym, prowadząc samochód pod wpływem alkoholu, potrącił w szkockim regionie Argyll and Bute rowerzystę Tony'ego Parsonsa – znanego działacza charytatywnego. Zamiast wezwać pomoc, Sandy wraz ze swoim bratem bliźniakiem Robertem postanowili ukryć zbrodnię.
Jak ujawniono później, obrażenia Parsonsa były bardzo poważne, ale mężczyzna najprawdopodobniej nie zginął od razu. Bez pomocy medycznej mógł żyć jeszcze kilkanaście lub kilkadziesiąt minut. Bracia wrócili później na miejsce zdarzenia drugim samochodem, zabrali ciało i zakopali je na terenie odległej posiadłości Auch Estate. Zwłoki pozostawały tam przez trzy lata.
Przełom nastąpił dopiero wtedy, gdy Sandy poznał Caroline Muirhead. Dokument pokazuje, jak po trudnym rozstaniu kobieta poznaje McKellara na Tinderze jesienią 2020 roku. Relacja rozwija się błyskawicznie, a Caroline zaczyna wierzyć, że w końcu odnalazła szczęście. Krótko po zaręczynach pyta jednak partnera, czy jest coś z jego przeszłości, co mogłoby wpłynąć na ich wspólną przyszłość (trudno uniknąć tutaj porównań do "Dramy" z Zendayą i Robertem Pattinsonem). Wtedy Sandy wyznaje jej prawdę o śmierci Tony'ego Parsonsa.
Caroline staje przed niewyobrażalnym wyborem – zachować sekret ukochanego czy zgłosić sprawę policji. – Łatwo wyobrażać sobie, że zachowalibyśmy się racjonalnie i moralnie bez chwili wahania, ale prawdziwe życie pokazuje, że miłość komplikuje wszystko – podkreślają twórcy dokumentu.
Caroline Muirhead działała na dwa fronty
Caroline ostatecznie decyduje się zgłosić sprawę śledczym, jednak... nie odchodzi od narzeczonego. Kontynuuje związek, jednocześnie potajemnie współpracując z policją i zbierając dowody przeciwko Sandy'emu. Muirhead nagrywała ukryte wyznania partnera na telefonie. Pojechała z nim także na teren Auch Estate, gdzie potajemnie zostawiła puszkę po Red Bullu jako znacznik miejsca pochówku Tony'ego Parsonsa. Później anonimowo przekazała policji informacje, gdzie należy szukać ciała.
Dalsza część artykułu poniżej.
Reżyser Josh Allott podkreśla, że Caroline była przekonana, że po zgłoszeniu sprawy bracia szybko trafią do więzienia. Tak się jednak nie stało. McKellarowie zostali wprawdzie zatrzymani w grudniu 2020 roku, ale później wyszli za kaucją. Oficjalne zarzuty postawiono im dopiero rok później. – Została pozostawiona sama sobie i przez wiele miesięcy musiała żyć w niepewności, cały czas mając ich wokół siebie – podkreśla reżyser "Czy powinnam wyjść za mordercę?".
Serial pokazuje również ogromne konsekwencje psychiczne całej sytuacji. Caroline otwarcie mówi o traumie, problemach z alkoholem i narkotykami oraz o tym, jak dramatycznie zmieniło się jej życie po ujawnieniu prawdy. – Miałam nadzieję, że system mnie ochroni i zapewni bezpieczeństwo w najtrudniejszym momencie mojego życia, ale tak się nie stało. Zbyt często wpływ traumy i przemocy jest ignorowany lub bagatelizowany – mówi Muirhead w serialu.
Finał sprawy nastąpił w 2023 roku przed sądem w Glasgow. Tuż przed rozpoczęciem procesu Sandy McKellar przyznał się do winy – został skazany na 12 lat więzienia za niemyślne spowodowanie śmierci. Jego brat Robert usłyszał wyrok pięciu lat i trzech miesięcy za utrudnianie śledztwa i ukrywanie zbrodni.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/79029fdbbd9d846ff5788a19bd0f89b7,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/79029fdbbd9d846ff5788a19bd0f89b7,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">&quot;Czy powinnam wyjść za mordercę?&quot; opowiada szokującą historię</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/651778,nowe-opowiesci-z-narnii-sa-naprawde-gwiazdorskie-w-tytule-filmu-kryje-sie-wszystko</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/651778,nowe-opowiesci-z-narnii-sa-naprawde-gwiazdorskie-w-tytule-filmu-kryje-sie-wszystko</link><pubDate>Sat, 02 May 2026 16:11:02 +0200</pubDate><title>Nowe &quot;Opowieści z Narnii&quot; są naprawdę gwiazdorskie. W tytule filmu kryje się wszystko</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/a7282e65b45d49eea8474328dac6432e,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Greta Garwig odgarnęła przed nami rzędy futer znajdujących się w zaczarowanej szafie, byśmy wreszcie mogli dowiedzieć się więcej o nowym filmie "Opowieści z Narnii". Prawdę ludzie mówili, że reżyserka "Barbie" zgromadziła na planie filmowym gwiazdy Hollywoodu i kina brytyjskiego. Tytuł produkcji ujawnia całą jej fabułę.

"Opowieści z Narnii" – tak nazywa się siedmiotomowy cykl powieści fantasy dla dzieci pióra brytyjskiego pisarza i przyjaciela J.R.R. Tolkiena, C.S. Lewisa. Pierwsze części serii śledzą losy rodzeństwa: Piotra, Edmunda, Zuzanny oraz Łucji Pevensie. Odesłane na wieś w czasie operacji Blitz dzieci odkrywają w zakurzonej i wiekowej szafie należącej do profesora Digory Kirke'a przejście do magicznej krainy zwanej Narnia. Gadające zwierzęta, złowroga Biała Czarownica i stwory wyjęte prosto z mitologii – po drugiej stronie szafy wszystko staje się możliwe.
W latach 2005-2010 na srebrnym ekranie mogliśmy ujrzeć wyprodukowane przez Walden Media i Walt Disney Pictures trzy części młodzieżowej serii – "Lew, czarownica i stara szafa", "Książę Kaspian" i "Podróż Wędrowca do Świtu", w których Tilda Swinton ("Orlando") wcieliła się w Białą Czarownicę, a Liam Neeson ("Lista Schindlera") użyczył głosu boskiemu Aslanowi. Od tamtej pory kolejne adaptacje prozy C.S. Lewisa nie zaszczyciły nas swoją obecnością w kinach.
"Opowieści z Narnii: Siostrzeniec czarodzieja" Grety Gerwig. Wszystko, co wiemy o nowym filmie
Netflix zawarł umowę z IMAX, by nowe "Opowieści z Narnii", za których kamerą stanęła Greta Gerwig, czterokrotnie nominowana do Oscara reżyserka "Lady Bird", "Małych kobietek" i "Barbie", były puszczane w kinach tuż przed oficjalną premierą na platformie giganta streamingu. Początkową datą debiutu adaptacji miał być 26 listopada 2026 roku. W wyniku pewnym komplikacji – bliżej niewyjaśnionych – projekcje w salach IMAX przeniesiono na 12 lutego 2027 roku, a w serwisie Netflix na 2 kwietnia.
Twórcy potwierdzili, że nadchodzący film będzie zatytułowany "Opowieści z Narnii: Siostrzeniec czarodzieja" (oryg. "The Magician's Nephew"), czyli tak samo jak przedostatnia część cyklu C.S. Lewisa, która –  pomijając chronologię publikacji – jest prequelem "Lwa, czarownicy i starej szafy". Jej fabuła śledzi losy dzieci imieniem Digory Kirke i Polly Plummer, które cofają się do początków istnienia Narnii, niebędącej jeszcze polem bitwy między dobrem a złem. Na dużym ekranie poznamy zatem genezę lwa Aslana i Jadis, przyszłej Białej Czarownicy.
Dalsza część artykułu poniżej.
"To porywająca przygoda, która zaprasza marzycieli w każdym wieku do udziału w powstaniu Narnii" – czytamy w oficjalnym opisie adaptacji.
Część pogłosek dotyczących obsady została potwierdzona przez Netflixa. W filmie Gerwig, która z pewnością przyprawi prozę Lewisa feministycznym brokatem, zagrają: David McKenna ("Władca much"), Beatrice Campbell ("Skradzione dziecko"), Meryl Streep ("Wybór Zofii"), Daniel Craig ("Nie czas umierać"), Emma Mackey ("Emily"), Carey Mulligan ("Obiecująca. Młoda. Kobieta."), Ciarán Hinds ("Belfast"), Kobna Holdbrook-Smith ("Wonka"), Denise Gough ("Andor") oraz Susie Wokoma ("Guma do żucia").
Ścieżkę muzyczną do "Opowieści z Narnii: Siostrzeńca czarodzieja" skomponuje Mark Ronson, bliski przyjaciel Amy Winehouse i współautor piosenek "Back to Black", "Uptown Funk" i "I'm Just Ken", w duecie z Andrew Wyattem ("Barbie" i "The Last Showgirl").
Efekty wizualne przygotuje laureat Oscara Paul J. Franlin, który pracował przy pięciu dziełach Christophera Nolana (m.in. przy "Incepcji" i "Interstellarze"). Kostiumami zajmie się Jacqueline Durran, której Amerykańska Akademia Filmowa przyznała złote statuetki za "Annę Kareniną" oraz "Małe kobietki", a scenografię przygotuje James Chinlund ("Requiem dla snu"). Projekt Grety Gerwig, która pochyli się również nad scenariuszem do filmu, jest zatem obiecujący.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/a7282e65b45d49eea8474328dac6432e,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/a7282e65b45d49eea8474328dac6432e,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Kiedy premiera filmu &quot;Opowieści z Narnii: Siostrzeniec czarodzieja&quot; Grety Gerwig? Obsada jest obłędna</media:title></media:content></item>
		
	</channel>
</rss>
