<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" version="2.0" xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom">
	<channel>
		<title><![CDATA[naTemat.pl - Rozrywka naTemat]]></title>
		<description><![CDATA[Najnowsze artykuły i wpisy blogerów w kategorii Rozrywka naTemat w naTemat.pl]]></description>
		<link>https://natemat.pl/c/457,rozrywka-natemat</link>
				<generator>natemat.pl</generator>
		<atom:link href="https://natemat.pl/rss/kategoria,457,rozrywka-natemat" rel="self" type="application/rss+xml" />
		<atom:link rel="hub" href="https://pubsubhubbub.appspot.com/" xmlns="http://www.w3.org/2005/Atom" />
			<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/648916,w-tancu-z-gwiazdami-widzowie-przecierali-oczy-ze-zdumienia-po-eliminacji-zawrzalo</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/648916,w-tancu-z-gwiazdami-widzowie-przecierali-oczy-ze-zdumienia-po-eliminacji-zawrzalo</link><pubDate>Mon, 13 Apr 2026 10:22:32 +0200</pubDate><title>W &quot;Tańcu z gwiazdami&quot; widzowie przecierali oczy ze zdumienia. Po eliminacji zawrzało</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/e4ff36fabc20aa5aaa1fa9a7bcb5732d,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Szósty odcinek "Tańca z gwiazdami" przyniósł wyjątkowo zaskakujący obrót wydarzeń. Nie dość, że z programem pożegnały się aż dwie pary, to wśród nich znalazł się duet, który wcześniej… wygrał dogrywkę. Taki scenariusz wprawił widzów w niemałe osłupienie.

W ostatnim odcinku "Tańca z gwiazdami" doszło do sytuacji, jakiej dawno nie było. Już na początku programu emocje sięgnęły zenitu – w dogrywce zmierzyły się pary: Kamil Nożyński i Izabela Skierska oraz Izabella Miko i Albert Kosiński. Decyzją jurorów z show pożegnali się Nożyński, aktor znany ze "Ślepnąc od świateł", i jego partnerka.
Dużym zaskoczeniem dla widzów był sam fakt, że Izabella Miko – regularnie chwalona zarówno przez jury, jak i publiczność – w ogóle trafiła do dogrywki. Razem z Kosińskim byli uważani za jedną z najlepiej tańczących par w programie. Ostatecznie jednak w pierwszej części odcinka udało jej się utrzymać w show Polsatu, a fani tancerki i aktorki odetchnęli z ulgą.
Z "Tańca z gwiazdami" odpadły aż dwie pary. Kamil Nożyński i Izabela Skierska oraz Izabella Miko i Albert Kosiński. W sieci wrze
Po wszystkich występach przyszedł czas na końcowy werdykt – i to wtedy wydarzyło się coś naprawdę nieoczekiwanego. Produkcja ogłosiła, że z programem żegna się jeszcze jedna para. Ku zdziwieniu widzów i jurorów, decyzja padła na Izabellę Miko i Alberta Kosińskiego, czyli dokładnie tę samą parę, która była w dogrywce. I to mimo świetnego występu.

                
                    
                
                W sieci zawrzało. "Wygrać dogrywkę, a później odpaść? Zwycięska para powinna dostać immunitet", "Bardzo niesprawiedliwe. Czas chyba zmienić zasady głosowania, bo zaraz odpadną wszystkie najbardziej utalentowane osoby", "Wygrali dogrywkę i odpadli…", "Szok i smutek ogromne. Dostarczyłyście nam kawałek pięknej sztuki. Tanecznej i nie tylko. Jesteście wspaniali" – piszą widzowie na instagramowym profilu "Tańca z gwiazdami".
"Ok ciekawe… wygrali dogrywkę aby dziś odpaść mimo bardzo dobrego tańca?", "Nawet nie będę tego komentować... Po co się denerwować", "Niesprawiedliwe", "Też wam tak samutno po tym odcinku", "Przygotowane dwa tańce, wygrali w dogrywce, a nikt tego nie docenił szkoda... Byli świetni" " – komentują.
Fani programu denerwują się, że odpadła świetna uczestniczka, a na parkiecie dalej tańczą gwiazdy, które gorzej radzą sobie z tańcem i otrzymują słabsze noty od jurorów (przypomnijmy, że o tym, kto przechodzi dalej, decydują również widzowie). Głównie wskazują na dziennikarza Piotra Kędzierskiego. 
Dalsza część artykułu poniżej.
"Kędzierski dalej przeszedł, a dobrze tańcząca osoba odpada... Masakra", "Teraz Kędzierski będzie przepychany na siłę. jak Karolak ostatnio. Żenada", "Żart... Kędzierski i Jasper dalej w programie... Żal to już oglądać", "Kędzierski nie odpadnie, wiadomo, ale słabsi od Izy są napewno Paulina i Jasper...", "Miko odpadła, a Kędzierski odpadł?!", "A Kędzierski dalej w programie – wielkie XD" – oburzają się widzowie.
W kolejnym odcinku widzów czeka taneczna roszada partnerów. Na parkiecie zobaczymy nowe duety: Sebastian Fabijański wystąpi u boku Darii Sytej, Paulina Gałązka zatańczy z Jackiem Jeschke, a Kacper "Jasper" Porębski spróbuje swoich sił w parze z Julią Suryś. To nie wszystko – Piotr Kędzierski stworzy duet z Hanną Żudziewicz, Gamou Fall pojawi się na parkiecie z Magdaleną Tarnowską, natomiast Magdalena Boczarska zaprezentuje się w duecie z Michałem Bartkiewiczem.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/e4ff36fabc20aa5aaa1fa9a7bcb5732d,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/e4ff36fabc20aa5aaa1fa9a7bcb5732d,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Burza po &quot;Tańcu z gwiazdami&quot;</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/648835,wybitny-film-o-godzilli-dostanie-2-czesc-nie-bedziemy-na-nia-dlugo-czekac</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/648835,wybitny-film-o-godzilli-dostanie-2-czesc-nie-bedziemy-na-nia-dlugo-czekac</link><pubDate>Mon, 13 Apr 2026 07:43:01 +0200</pubDate><title>Wybitny film o Godzilli dostanie 2. część. Nie będziemy na nią długo czekać</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/b0ad425de8ceab9548ddc1c570d7aac8,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Nagrodzona Oscarem za efekty specjalne "Godzilla Minus One" niebawem otrzyma sequel. "Godzilla Minus Zero" trafi na duży ekran jeszcze w tym roku, serwując widzom podwójne zagrożenie. Pod wulkanem Fudżi i lasem Aokigahara obudzi się pradawna istota. Za kamerą znów widzimy Takashiego Yamazakiego.

"Godzilla Minus One" była niebywałym osiągnięciem. Efekty do widowiska o tak wielkiej skali i z tak ogromnym rozmachem stworzyła – jak podkreślał reżyser Takashi Yamazaki – względnie mała ekipa. Japoński filmowiec i Kiyoko Shibuya, ekspertka od efektów wizualnych, nadzorowali pracę nad 35-osobowym zespołem, który w ciągu ośmiu miesięcy stworzył 610 ujęć VFX w studiu Chōfu (wiele współczesnych produkcji bazuje na około tysiącu ujęć).
Film Yamazakiego, określany przez wielu krytyków i widzów jako arcydzieło, które w oldschoolowym stylu ożywiło kultowego kaijū (tak popularnego w kraju kwitnącej wiśni jak Pikachu i Hello Kitty), został ostatecznie nagrodzony przez Amerykańską Akademię Filmową prestiżowym Oscarem za najlepsze efekty specjalne. "Godzilla Minus One" był swoistym hołdem dla oryginalnej "Godzilli" Ishirō Hondy z 1954 roku.
Przygoda Yamazakiego z radioaktywnym jaszczurem-gigantem trwa dalej. Premierę kontynuacji "Godzilli Minus One" zaplanowano w japońskich kinach na koniec 2026 roku.
Kiedy premiera filmu "Godzilla Minus Zero"? Pod górą Fudżi ma się obudzić jeszcze jeden kaijū
"Godzilla Minus Zero", która nieoficjalnie jest bezpośrednim sequelem dzieła sprzed trzech lat, będzie 39. filmem z franczyzy. Yamazaki dostał zielone światło na stworzenie kolejnego widowiska w 2024 roku i to z budżetem znacząco przekraczającym środki, jakimi dysponował poprzedni tytuł. Produkcję zlecono firmie Toho Studios, która oprócz wydawania filmowej klasyki o kaijū zajmuje się dystrybucją projektów Studia Ghibli i całej filmografii Akiry Kurosawy ("Siedmiu samurajów").
Plan zdjęciowy, który obejmował takie miejsca, jak znajdujące się w prefekturze Ibaraki miasto Tsukubamirai i lokacje w Nowej Zelandii oraz Norwegii, miał trwać od sierpnia do grudnia 2025 roku. W Japonii film ma ukazać się na srebrnym ekranie 3 listopada, a w Stanach Zjednoczonych trzy dni później. Zapowiedź "Godzilli Minus Zero" zostanie pokazana 14 kwietnia podczas wydarzenia w ramach branżowego konwentu CinemaCon w Las Vegas.

                    
                        
                    
                Dalsza część artykułu poniżej.
Z nieoficjalnych doniesień portalu Dread Central wynika, że w sequelu powróci dawna obsada, czyli Ryûnosuke Kamiki ("Twoje imię"), Minami Hamabe ("Silent Love") i Sae Nagatani, a fabuła skupi się na jej powojennych zmaganiach. Spokojne życie bohaterów zostanie przerwane, gdy na horyzoncie pojawi się w pełni zregenerowana, jeszcze większy i groźniejsza Godzilla. "Dodatkowo coś starożytnego zaczyna buzować pod Aokigaharą, w pobliżu góry Fudżi" – czytamy.
Plakaty rozwieszone w Los Angeles z okazji CinemaConu sugerują, że 11 czerwca odbędzie się premiera pierwszego zwiastuna "Godzilli Minus Zero". Fani już spekulują, że chmury przedstawione w materiale promocyjnym mogą świadczyć o obecności gargantuicznej kijanki Hedory, którą uwielbia Yamazaki.
O czym był oscarowy film "Godzilla Minus One"?
Fabuła filmu "Godzilla Minus One" – jak na japońskie kino przystało – w symboliczny sposób rozprawia się z historią Japonii, a konkretnie z bombami atomowymi, które w sierpniu 1945 roku spadły na Hiroszimę i Nagasaki. Pod koniec II wojny światowej pilot kamikaze Koichi Shikishima ląduje żywy, ale okryty hańbą w bazie na wyspie Odo. Tego samego dnia garnizon atakuje stworzenie zwane Godzillą.
Potwór rośnie w siłę, gdy na atolu Bikini armia USA przeprowadza test nuklearny. Japoński rząd nie chce siać paniki, dlatego ukrywa przed swoimi obywatelami wszystko, co wie o niebezpiecznym kaijū.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/b0ad425de8ceab9548ddc1c570d7aac8,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/b0ad425de8ceab9548ddc1c570d7aac8,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Kiedy premiera filmu &quot;Godzilla Minus Zero&quot;? To sequel oscarowego filmu o kaijū z 2023 roku</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/648442,jak-przygotowac-sie-na-koncert-limp-bizkit-ten-zestaw-to-wehikul-do-lat-90</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/648442,jak-przygotowac-sie-na-koncert-limp-bizkit-ten-zestaw-to-wehikul-do-lat-90</link><pubDate>Mon, 13 Apr 2026 06:36:02 +0200</pubDate><title>Jak przygotować się na koncert Limp Bizkit? Ten zestaw to wehikuł do lat 90.</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/365b56db8e6c508d1cf6c10875a8021f,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Już 3 czerwca w krakowskiej Tauron Arenie zagra grupa Limp Bizkit, legenda nu metalu przełomu wieków. Jak przygotować się na ten koncertu? Wyciągnąć z szafy sprany t-shirt z logo zespołu, założyć zdarte jeansy i... przypomnieć sobie dyskografię kapeli. W tym ostatnim możemy pomóc.

Zespół Limp Bizkit należy do najważniejszych przedstawicieli nu metalu przełomu lat 90. i wczesnych dwutysięcznych. Choć ich twórczość budziła początkowo oburzenie zatwardziałych fanów ciężkiego grania, dziś jest uważana za klasykę. I chyba trudno o lepszy znak tamtych czasów niż czerwona czapeczka Freda Dursta i refren "Nookie".
Limp Bizkit dopiero się rozkręcają
Metal przez lata uchodził za muzykę mroczną, opartą na nisko nastrojonych gitarach, skierowaną raczej do fanów pogo i machania głową pod sceną, a nie zwolenników fajnych imprez. Limp Bizkit to zmieniło.
Debiutancki album grupy, "Three Dollar Bill, Y'all$", z 1997 roku pokazał, że charakterystyczne ciężkie, metalowe gitary można połączyć z rapowanym wokalem Freda Dursta. Wcześniej podwaliny pod ten styl stworzyła grupa Korn, ale dopiero Limp Bizkit zaprosiło wszystkich na imprezę.

                    
                Choć początkowo krążek nie odniósł ogromnego sukcesu komercyjnego, z czasem zdobył status kultowego i otworzył grupie drogę do mainstreamu. 
Każdy zna "Nookie"
Prawdziwym przełomem okazał się jednak krążek "Significant Other", który uczynił Limp Bizkit jedną z największych gwiazd rocka. Płyta zawiera przede wszystkim hit "Nookie", który zna każdy obecny 40–latek. Zespół z pewnością wykona go na żywo w czasie krakowskiego koncertu.

                    
                Najlepsze miało jednak dopiero nadejść. I świat naprawdę nie był na to gotowy.
Limp Bizkit jest w twojej chacie!
Jeżeli "Significant Other" określiliśmy mianem przełomu, jak określić status "Chocolate Starfish and the Hot Dog Flavored Water" z 2000 roku? Grupa była już wtedy wszędzie: zdobywali szczyty list przebojów, a ich piosenka "Take a Look Around" promowała "Mission Impossible 2". 
"Nookie" było przebojem? W takim razie czym było "Rollin", na punkcie którego wszyscy mieli świra. 
Co ciekawe, choć konserwatywni metalowcy upierali się, że Limp Bizkit to najgorszy zespół w historii, dziś zapewne i oni z sentymentem wspominają tamte czasy i sukcesy grupy. Zresztą chyba żadna kapela wcześniej nie połączyła tak fanów hip-hopu i metalu. W końcu można było chodzić na wspólne imprezy.

                    
                Coś przestaje działać, ale nadal jest ok
W późniejszych latach zespół starał się złagodzić swoje brzmienie, czego przykładem jest album "Results May Vary" z 2003 roku. Płyta pokazała bardziej melodyjne i refleksyjne oblicze grupy, choć spotkała się z mieszanymi opiniami fanów i krytyków. 
Zresztą największym hitem z tego okresu nie jest autorska piosenka zespołu, ale cover utworu "Behind Blue Eyes" którą pierwotnie wykonywała grupa The Who.

                    
                Kolejne lata pokazały pewien chaos twórczy grupy, z którego ta już się nie podniosła. Próbowała a to grać mocniej, a to jak w latach swojej świetności. Nagle przestała jednak trafiać w gusta tłumów. Przynajmniej jeżeli chodzi o nową muzykę, gdyż koncertowo gwarantuje niezapomniane wrażenia. 3 czerwca Tauron Arena zatrzęsie się w posadach.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/365b56db8e6c508d1cf6c10875a8021f,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.natemat.pl/365b56db8e6c508d1cf6c10875a8021f,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">Limp Bizkit zagra w Polsce.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/648199,starter-pack-na-koncert-megadeth-kultowy-zespol-zegna-sie-ze-scena-po-43-latach</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/648199,starter-pack-na-koncert-megadeth-kultowy-zespol-zegna-sie-ze-scena-po-43-latach</link><pubDate>Sun, 12 Apr 2026 22:56:01 +0200</pubDate><title>Starter pack na koncert Megadeth. Kultowy zespół żegna się ze sceną po 43 latach</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/87e523fb7aec955ad595e4a5efe85f78,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Grupa Megadeth kończy swoją karierę: nagrała już ostatni album studyjny, wkrótce rusza w pożegnalną trasę, w ramach której zagra m.in. w Polsce. Fani będą mogli zobaczyć swoich ulubionych muzyków w czasie Mystic Festival 2026. My podpowiadamy, jakie albumy zespołu przypomnieć sobie przed czerwcowym występem.

Zespół Megadeth to jedna z najważniejszych grup w historii thrash metalu, założona przez Dave'a Mustaine'a, byłego gitarzystę Metalliki, w 1983 roku. Na przestrzeni dekad formacja wydała sporo różnorodnych pod kątem muzycznym albumów. Teraz zespół kończy działalność i w ramach pożegnalnej trasy koncertowej pojawi się na Mystic Festival 2026. 
Kto kupi pokój na świecie?
Pierwszym przełomowym wydawnictwem Megadeth był album "Peace Sells... but Who's Buying?" z 1986 roku. To właśnie na tej płycie zespół wypracował swój charakterystyczny styl: szybki, techniczny thrash metal z inteligentnymi, często politycznymi tekstami. I oczywiście bardzo charakterystycznym wokalem Mustine'a. 

                    
                Utwory takie jak "Peace Sells" czy "Wake Up Dead" stały się klasykami gatunku i do dziś są uznawane za jedne z najważniejszych kompozycji w historii metalu. Zespół z pewnością zagra je na ostatnim polskim koncercie.
Megadeth w szczytowej formie, czyli "Rust in Peace"
Za opus magnum zespołu uchodzi jednak album "Rust in Peace" Wydany w 1990 roku zawierał niezwykle skomplikowane kompozycje, które miejscami zbliżały muzykę metalowców do jazzu. Wielka w tym zasługa wirtuoza gitary Marty'ego Friedmana, który właśnie w tym okresie dołączył do zespołu. 
Utwory takie jak "Holy Wars... The Punishment Due" czy "Hangar 18" znają nie tylko fani Mustaine'a, ale koneserzy szeroko pojętego rocka.

                    
                Komercyjny sukces
W końcu w 1992 roku ukazał się album "Countdown to Extinction", który przyniósł zespołowi największy komercyjny sukces. Powód? Nie tylko to, że wcześniej kolegom z branży szlaki swoim "Black Albumem" przetarła Metallica. Płyta Megadeth po prostu jest bardziej przystępna i zawiera takie hity jak "Symphony of Destruction" czy "Sweating Bullets".

                    
                Próba powtórzenia sukcesu
Kolejny album, "Youthanasia", po raz drugi pokazał, że zespół potrafi nagrywać płyty zawierające same potencjalne przeboje. To stąd pochodzi ballada "A Tout le Monde", która jest chyba odpowiedzią grupy na "Nothing Else Matters" Metalliki (nie jest wielką tajemnicą, że Mustaine rywalizował z kolegami z byłej kapeli).

                    
                Pożegnalna płyta
W późniejszych latach Megadeth wydawał kolejne albumy, którymi starał się albo powrócić do swoich korzeni ("Dystopia"), albo kontynuować nagrywanie przebojów ("The System Has Failed").
W tym roku na rynku ukazała się pożegnalna płyta zespołu zatytułowana po prostu "Megadeth". Przez jasną oprawę graficzną została przez część fanów nazwana "Białym Albumem" (kolejna odpowiedź na "Black Album" Metalliki?).

                    
                Wydawnictwo jest dobrym podsumowaniem całej dyskografii formacji: zawiera i szybkie, agresywne utwory, jaki potencjalne rockowe hity. Zespół z pewnością wykona sporą jego część na żywo.
Megadeth zagra na Mystic Festival 2026. Będzie gwiazdą drugiego dnia imprezy. Jakie jeszcze koncerty zobaczyć na kultowym serialu? Sprawdzicie w naszym tekście. 
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/87e523fb7aec955ad595e4a5efe85f78,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.natemat.pl/87e523fb7aec955ad595e4a5efe85f78,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">Megadeth zagra pożegnalny koncert dla polskich fanów.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/648859,ostatni-sezon-fargo-jest-niedocenionym-kryminalem-wciaga-jak-diabli</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/648859,ostatni-sezon-fargo-jest-niedocenionym-kryminalem-wciaga-jak-diabli</link><pubDate>Sun, 12 Apr 2026 21:25:02 +0200</pubDate><title>Ostatni sezon &quot;Fargo&quot; jest niedocenionym kryminałem. Wciąga jak diabli</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/b9fe123cf7a7fce5beed550abcbf15df,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Chcecie dobrego serialu kryminalnego? Wystarczy, że włączycie 5. sezon antologii "Fargo", który aktorsko wymiata, a i fabułę ma niczego sobie. W ostatnim rozdziale czarnej komedii inspirowanej kultowym filmem braci Coenów znajdziecie i nieoczywiste zwroty akcji, i satysfakcjonujące zakończenie. Obsada też robi spore wrażenie.

Serialowa antologia "Fargo" powstała na podstawie filmu z 1996 roku o tym samym tytule, za którego kamerą stanęli Joel i Ethan Coenowie. Thriller duetu sięgnął po dwa Oscary – za znakomitą pierwszoplanową rolę Frances McDormand ("Nomadland") i najlepszy scenariusz oryginalny. Dzieło reżyserów "Bracie, gdzie jesteś?" i "To nie jest kraj dla starych ludzi" szybko dołączyło do grona klasyki amerykańskiego kina, dla wielu widzów stając się obiektem kultu. 
"Fargo" sprytnie łączy elementy czarnej komedii z gęstą atmosferą charakterystyczną dla kryminałów, które nie boją się sięgać po drastyczne środki wyrazu. Dodatkowo Coenowie bawią się stereotypem mieszkańców Minnesoty, którzy słyną ze swojej uprzejmej i łagodnej natury. Noah Hawley, twórca serialu "Legion" i "Obcy: Ziemia", postanowił przenieść ich pomysł na mały ekran, tworząc wokół "Fargo" nową mitologię.
Gdzie obejrzeć serial "Fargo"? 5. sezon jest świetny, ale niedoceniony
Antologia "Fargo", która kryje się w bibliotece serwisów streamingowych HBO Max i Prime Video, doczekała się już pięciu sezonów. Ostatni z nich przeszedł bez większego echa obok widzów z Polski, choć trzyma w napięciu jak niejeden kryminał z samego szczytu rankingów popularności. Jej akcja zaczyna się od aresztowania pewnej gospodyni domowej podczas zebrania rady rodziców w szkole. 
Dorothy Lyon sądziła, że mroczną przeszłość zostawiła daleko za sobą. Niestety któregoś dnia jej imię trafia na listę do "wyeliminowania". Po zapłaceniu kaucji przez męża i wyjściu z aresztu kobieta zostaje porwana przez dwóch płatnych zabójców. Jednym z nich jest Ole Munch – chodząca enigma, o której nikt nic nie wie. Piąty sezon "Fargo" zabiera nas w nieprzewidywalną podróż po jałowych polach Minnesoty i Dakoty Północnej.
W roli życzliwej, ale i niezłomnej Dot obsadzono angielską aktorkę Juno Temple, którą widzowie mogą kojarzyć z dramatu "Pokuta" Joego Wrighta i hitu "Ted Lasso" Apple TV. Objawieniem 5. sezonu dzikiej antologii z pewnością stał się Sam Spruell ("Rycerz Siedmiu Królestw"), którego Ole Munch nie bez powodu jest porównywany do Antona Chigurha z "To nie jest kraj dla starych ludzi" (w tej roli błyszczał akurat Javier Bardem).
Dalsza część artykułu poniżej.
U Hawleya rewelacyjnie spisali się też Jon Hamm ("Mad Men") i Joe Keery ("Stranger Things"). Obsadę ostatniego rozdziału "Fargo" dopełnili: Lamorne Morris ("Saturday Night"), Richa Moorjani ("Jeszcze nigdy..."), Jennifer Jason Leigh ("Tu zdarzy się coś strasznego") i David Rysdahl ("Bez wyjścia").
"Pierwsze odcinki to wciągająca gra w kotka i myszkę, z wyraźnie zapowiadaną możliwością odwrócenia ról. [...] 'Fargo' to dowód na wartość kreatywności w ramach ograniczeń, jakie wiążą się z przerabianiem 27-letniego filmu na nowy tekst" – oceniła Alison Herman na łamach amerykańskiego tygodnika rozrywkowego "Variety".

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/b9fe123cf7a7fce5beed550abcbf15df,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/b9fe123cf7a7fce5beed550abcbf15df,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Chcecie dobry kryminał? 5. sezon &quot;Fargo&quot; jest wyjątkowo niedoceniony</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/648238,5-najgoretszych-premier-filmowych-wiosny-polscy-kinomani-moga-zacierac-rece</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/648238,5-najgoretszych-premier-filmowych-wiosny-polscy-kinomani-moga-zacierac-rece</link><pubDate>Sun, 12 Apr 2026 19:38:01 +0200</pubDate><title>5 najgorętszych premier filmowych wiosny. Polscy kinomani mogą zacierać ręce</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/25d3e77c3cc51a590a7b7561a072899d,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Czeka nas gorąca, filmowa wiosna. Nawet jeżeli pogoda nie dopisze, będzie co oglądać na wielkim ekranie! Przygotowaliśmy dla was 5 najciekawszych premier: proponujemy coś i dla najmłodszych, i fanów ambitniejszego kina, i stęsknionych za klasykami z wczesnych lat dwutysięcznych.

Wiosna kojarzy się z wypadami w góry i nad morze. Trzeba jednak mieć też plan B, np. na wypadek złej pogody! Dlatego przygotowaliśmy dla was zestaw 5 filmów, które będą miały premierę w nadchodzących tygodniach. 
Michael, czyli wejdź na scenę z królem popu

                    
                Moda na ekranizacje biografii znanych muzyków trwa. Za nami filmy o grupie Queen ("Bohemian Rhapsody") oraz o losach Eltona Johna ("Rocketman"). Teraz nadszedł czas na Michaela Jacksona.
Króla muzyki pop zagra jego siostrzeniec Jaafar Jackson, a w małego Michaela wcieli się  Juliano Krue Valdi. Film opowie o tym, jak to ósme z dziesięciorga dzieci Jacksonów było od najmłodszych lat przygotowywane do kariery muzycznej. Dlaczego jednak to Michael okazał się wyjątkowy i zmienił muzykę pop? Możliwe, że film "Michael" pomoże odpowiedzieć na to pytanie.
Polska premiera już 24 kwietnia.
Diabeł ubiera się u Prady 2, czyli ponownie powkurzaj się na swoją szefową

                    
                W 2006 r. pokolenie japiszonów szturmowało kina. Powód? Film "Diabeł ubiera się u Prady"! Pierwsza część okazała się sukcesem. Aż dziwne, że na kontynuację przyszło nam czekać 20 lat.
"Miranda Priestly walczy ze swoją byłą asystentką Emily – a obecnie rywalką na kierowniczym stanowisku – konkurują o wpływy i przychody z reklam w czasach upadającej prasy papierowej", zachęcają twórcy. W rolach głównych ponownie zobaczymy Meryl Streep i Anne Hathaway.
Polska premiera już 1 maja.
Super Mario Galaxy Film: wejdź do rury i pokonaj smoka

                    
                Zapewne każdy jako dziecko grał w tę grę: niski, ubrany na czerwono hydraulik wchodzi do różnych rur i skacze po dziwnych stworkach. A wszystko w jednym celu: uratować księżniczkę z rąk smoka. Choć nie wiemy, w jaki sposób twórcy wpadli na pomysł fabuły (i nie chcemy wiedzieć!), "Super Mario" okazało się wielkim hitem. 
Dalsza część artykułu poniżej.
"Po tym jak Mario i Luigi udaremnili plan Bowsera na poślubienie Księżniczki Peach, muszą teraz zmierzyć się z nowym zagrożeniem ze strony jego syna. Bowser Jr jest zdeterminowany, by uwolnić swojego uwięzionego ojca i przywrócić potęgę swojej rodziny", opisuje fabułę polski dystrybutor. 
Już w kinach (od 10 kwietnia).
Zawodowcy. Tak, Guy Ritchie powraca

                    
                Guy Ritchie przyzwyczaił nas do tego, że kręci filmy, które nie pozwalają na sekundę nudy. Czy tak samo będzie z "Zawodowcami"?
Film ma opowiadać o Eve, specjalistce "od załatwiania ekstremalnie trudnych spraw dla wyjątkowo bogatych klientów". Ma odzyskać dług od dysponującego własną armią miliardera o szemranej reputacji. Gdy zawodzą cywilizowane metody prosi o pomoc byłych żołnierzy, którzy słyną z niekonwencjonalnych metod działania.
W rolach głównych zobaczymy: Henry'ego Cavilla (serial "Wiedźmin", "Człowiek ze stali"), Jake'a Gyllenhaala ("Donnie Darko", "Wolny strzelec") i Eizę González ("Baby Driver", "Godzilla vs. Kong").
Polska premiera 29 maja.
Obsesja, czyli uważaj, czego sobie życzysz

                    
                A może macie ochotę na ambitne kino grozy? Bear (Michael Johnston) jest platonicznie zakochany w swojej przyjaciółce Nikki (Inde Navarrette). I nagle, za pomocą tajemniczej zabawki "One Wish Willow" z nadprzyrodzonymi mocami, udaje się: dziewczyna zaczyna go bezgranicznie kochać. Tyle że chłopak szybko odkrywa, że nie zawsze warto dostawać od życia to, czego się pragnie.
Polska premiera 15 maja.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/25d3e77c3cc51a590a7b7561a072899d,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.natemat.pl/25d3e77c3cc51a590a7b7561a072899d,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">5 filmów, na które czekamy tej wiosny.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/648808,na-hbo-max-wlecial-szalony-film-dla-niektorych-jest-niedocenionym-arcydzielem</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/648808,na-hbo-max-wlecial-szalony-film-dla-niektorych-jest-niedocenionym-arcydzielem</link><pubDate>Sun, 12 Apr 2026 18:14:01 +0200</pubDate><title>Na HBO Max wleciał szalony film. Dla niektórych jest niedocenionym arcydziełem</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/22b7a18d988110602f124408eb8dce85,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Pamiętacie nagrodzony Oscarem za scenariusz horror "Uciekaj!"? W ofercie serwisu streamingowego HBO Max pojawił się trzeci film w reżyserii Jordana Peele'a, który uchodzi za świetną mieszankę kina grozy, satyry i science fiction. Część widzów uważa go za niedocenione widowisko. Fanów "Grzeszników" nie powinien rozczarować.

Zanim Jordan Peele zaprezentował publiczności swój reżyserski debiut pod tytułem "Uciekaj!", w duecie z Keeganem-Michaelem Keyem bawił telewidzów na antenie Comedy Central. Horror psychologiczny z 2017 roku, który tak jak "Grzesznicy" Ryana Cooglera stanowił komentarz dotyczący systemowego rasizmu w Stanach Zjednoczonych, sięgnął po Oscara za najlepszy scenariusz oryginalny, czyniąc z Peele'a pierwszego czarnoskórego laureata w tej kategorii.
Po "Uciekaj!" reżyser nie porzucił kina grozy. W 2019 roku nakręcił horror "To my" z utalentowaną Lupitą Nyong'o ("Zniewolony"), a trzy lata później stworzył eklektyczne dzieło, które i bawi, i wywołuje ciarki na plecach.
"Nie!" na HBO Max. O czym jest trzeci film Jordana Peele'a?
"Nie!" Jordana Peele'a zawitał ostatnio do biblioteki HBO Max. Horror science fiction zabiera nas do stadniny koni w Agua Dulce w Kalifornii. Pewnego dnia właściciele rancza współpracującego z Hollywood widzą, jak wiszący w powietrzu pył przecinają spadające z nieba metalowe przedmioty. Na głowę ojca spada pięciocentówka i tak kończy się jego żywot. Lata mijają, a dzieci Otisa Haywooda, OJ i Emerald, próbują za wszelką cenę utrzymać gospodarstwo przy życiu. W powietrzu od dawna czuć coś złego. Zwierzęta robią się agresywne, elektryka nawala, a chmury zachowują się dziwnie.
Trzecie dzieło w reżyserskim dorobku Peele'a jest nietypowym filmem o UFO. Niezidentyfikowane obiekty latające są jedynie tłem dla szerszego komentarza na temat rozrywki i jej eksploatującej natury. Ten horror sci-fi w sposób satyryczny pokazuje, jak Fabryka Snów traktuje ludzkie nieszczęście, zamieniając je w cyrkowy pokaz.
W "Nie!" główne role zagrali Daniel Kaluuya (gwiazdora filmów "Uciekaj!" i "Judasz i Czarny Mesjasz") oraz Keke Palmer, która aktorską karierę zaczynała od produkcji Disney Channel oraz Nickelodeon. W obsadzie filmu znaleźli się również Steven Yeun ("Minari"), Barbie Ferreira ("Euforia"), Brandon Perea ("Twisters"), Michael Wincott ("Kruk"), Oz Perkins ("Kod zła") i Keith David ("Coś").
Dalsza część artykułu poniżej.
"Nie!" pominięto podczas przyznawania najważniejszych nagród filmowych, a wielu fanów Peele'a uważa, że jego trzeci horror jest zbyt nisko oceniany przez widownię. Tu nadmieńmy, że krytycy byli nim, w sporej mierze, zachwyceni.
"'Nie!' jest zarówno celebracją tego, co wspaniałe w kinie, jak i parodią jego potwornych tendencji. [...] Ambitny, prowokacyjny swing, który staje się rzadkością: oryginalnym przebojem kinowym" – napisał Kambole Campbell na łamach brytyjskiego magazynu "Empire". "Peele zgromadził pierwszorzędną obsadę, a efekty są elektryzujące. Niezależnie od niedociągnięć scenariusza w rozwinięciu postaci, Kaluuya, Palmer, Perea, Yeun i Wincott tworzą niezapomniane kreacje" – dodał Lovia Gyarkye z amerykańskiego czasopisma "The Hollywood Reporter".
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/22b7a18d988110602f124408eb8dce85,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/22b7a18d988110602f124408eb8dce85,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">&quot;Nie!&quot; Jordana Peele&#039;a, twórcy &quot;Uciekaj!&quot;, właśnie wleciał na HBO Max</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/648844,wyciskacz-lez-z-brendanem-fraserem-zaraz-trafi-do-streamingu-kusi-ocenami</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/648844,wyciskacz-lez-z-brendanem-fraserem-zaraz-trafi-do-streamingu-kusi-ocenami</link><pubDate>Sun, 12 Apr 2026 16:27:01 +0200</pubDate><title>Wyciskacz łez z Brendanem Fraserem zaraz trafi do streamingu. Kusi ocenami</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/00cefe90b2084127ef7845940b745545,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />W najbliższym tygodniu film "Rodzina do wynajęcia" w reżyserii Hikari zawita do streamingu. Krytycy okrzyknęli komediodramat z 2025 roku mianem "wyciskacza łez", w którym błyszczy Brendan Fraser, gwiazdor "Mumii" i zdobywca Oscara za "Wieloryba". Oceny w zagranicznym agregatorze ma naprawdę dobre.

Brendan Fraser był ulubieńcem widzów w latach 90. Publiczność pokochała go za rolę nieustraszonego poszukiwacza przygód Ricka O'Connella w filmach z serii "Mumia", a także za występ w komedii "George prosto z drzewa". Po długiej przerwie gwiazdor powrócił do Hollywood z przytupem, zdobywając Oscara za pierwszoplanową rolę w "Wielorybie" nakręconym przez Darrena Aronofsky'ego.
W 2025 roku Fraser poprowadził obsadę japońskoamerykańskiego filmu "Rodzina do wynajęcia", za którego kamerą stanęła Hikari, reżyserka dramatu "37 sekund" i trzech odcinków serialu "Awantura" Netflixa. Szykujcie się na spotkanie z sentymentalnym kinem, które pozostawia po sobie słodko-gorzki posmak. Już w środę tytuł znajdziecie w bibliotece popularnego serwisu streamingowego.
Film "Rodzina do wynajęcia" z Brendanem Fraserem to wyciskacz łez. Gdzie go obejrzeć?
Fabuła "Rodziny do wynajęcia" rozgrywa się w Tokio, gdzie amerykański aktor Phillip Vanderploeg pracuje nad tym, by jego kariera wskoczyła na wyższy poziom, a nie stanęła na drugoplanowych zleceniach. Amerykanin zostaje w końcu zatrudniony przez firmę Rental Family, który wysyła go na ceremonie pogrzebowe, by zapełniał puste miejsca. Pracodawca oferuje mu również możliwość wcielenia się w zastępczego ojca dziewczynki imieniem Mia Kawasaki. Z początku Philip nie pojmuje fenomenu usług polegających na wynajmowaniu osób do towarzystwa. Obcowanie z odmienną kulturą zmieni sposób, w jaki patrzy na świat.
Tworząc ten komediodramat, Hikari spojrzała z szerszej perspektywy na faktyczne firmy należącego do niszowej japońskiej branży. – Ludzie coraz częściej czują się samotni – powiedziała w wywiadzie z portalem branżowym Deadline. Praca u boku Frasera była dla niej czystą przyjemnością. Na planie zdjęciowym dostrzegła, że laureat Oscara zakochał się w Japonii, a panujące w niej obyczaje traktował z wielkim szacunkiem.

                    
                W obsadzie "Rodziny do wynajęcia" znaleźli się też: Takehiro Hira ("Szōgun"), Maria Yamamoto ("Monarch: dziedzictwo potworów"), Akira Emoto ("Pewien mężczyzna"), Sei Matobu ("Matching") oraz Shannon Mahina Gorman. Film wyląduje w serwisie streamingowym Disney+ już w środę, 15 kwietnia.
Dalsza część artykułu poniżej.
W agregatorze Rotten Tomatoes ostatnie dzieło Hikari zdobyło 88 proc. pozytywnych recenzji – to średnia z 201 opinii krytyków. "Wykonanie nie zawsze idzie w parze z zamysłem, ale Fraser jest sympatycznym przewodnikiem w tym filmie o złożoności relacji międzyludzkich" – napisała Beth Webb na łamach brytyjskiego magazynu "Empire".
"'Dlaczego dorośli zawsze kłamią?' – Mia pyta Philipa w szczególnie trudnym momencie. To pytanie, z którym wszyscy możemy się utożsamić, a 'Rodzina do wynajęcia' udziela na nie wzruszających i przenikliwych odpowiedzi" – dodał Frank Scheck z amerykańskiego czasopisma "The Hollywood Reporter".

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/00cefe90b2084127ef7845940b745545,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/00cefe90b2084127ef7845940b745545,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">&quot;Rodzina do wynajęcia&quot; z Brendanem Fraserem już w środę trafi do streamingu. To wyciskacz łez</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/648826,polfinal-mam-talent-w-ogniu-krytyki-fani-sa-zli-ze-pokazano-placz-10-latka</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/648826,polfinal-mam-talent-w-ogniu-krytyki-fani-sa-zli-ze-pokazano-placz-10-latka</link><pubDate>Sun, 12 Apr 2026 13:28:02 +0200</pubDate><title>Półfinał &quot;Mam talent!&quot; w ogniu krytyki. Fani są źli, że pokazano płacz 10-latka</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/b50fc48e16c29af04e531a203c8affa6,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Po półfinale "Mam talent!" media społecznościowe zalały komentarze oburzonych internautów, którym nie spodobał się sposób, w jaki na antenie TVN pokazano 10-letniego pianistę, Miłosza Jaskułę. Dziecko zalało się na scenie łzami. "Zrobiono mu olbrzymią krzywdę" – czytamy w sieci.

"Mam talent!" jest polską edycją popularnego na całym świecie formatu "Got Talent". To widowisko typu talent show, w którym osoby w różnym wieku i prezentujące przeróżne umiejętności mają szansę zaprezentować się przed jurorami i szeroką publicznością. Program składa się z kilku etapów. Po precastingach i castingach wybrani przez jurorów uczestnicy przechodzą do emitowanych na żywo półfinałów, gdzie ważną rolę odgrywają głosy telewidzów.
Obecnie na antenie TVN możemy podziwiać starania uczestników 17. edycji "Mam talent!". Fani telewizyjnego show nie ukrywają, że wielkie emocje wzbudza u nich 10-letni Miłosz Jaskuła, który swoim talentem do gry na fortepianie skradł ich serca. Po ogłoszeniu wyników sobotniego półfinału widzowie są zniesmaczeni tym, do jakiej rozpaczy program rozrywkowy doprowadził chłopca.
Fani "Mam talent!" krytykują półfinał. Uważają, że program powinien mieć ograniczenie wiekowe
W sobotę (11 kwietnia) odbył się pierwszy odcinek na żywo 17. edycji "Mam talent!", w którym Miłosz Jaskuła zagrał na fortepianie utwór niemieckiego pianisty klasycznego Petera Schmalfussa, tym samym wywołując zachwyt na twarzach jurorów: Agnieszki Chylińskiej, Julii Wieniawy, Agustina Egurroli i Marcina Prokopa. Ostatni z członków jury określił chłopca mianem "zaklinacza fortepianu".
Słowa jurorów w trakcie głosowania sprawiły, że Jaskuła zalał się łzami na oczach publiczności. – Domyślam się, jaki to stres, jakie to emocje, ale dałeś radę chłopie – skwitowała Chylińska. Ostatecznie 10-latek otrzymał "dziką kartę" – to przepustka pozwalająca przejść do wielkiego finału osobom, które zdobyły najwięcej głosów telewidzów.
Po emisji ostatniego odcinka "Mam talent!" fani postanowili dać jasny przekaz twórcom show. Internauci są wściekli na to, że stacja TVN pozwoliła pokazać całej Polsce stan, do jakiego stres związany z uczestnictwem w programie doprowadził dziecko. "Ależ to durny pomysł, żeby fundować dziecku taki koszmar" – widzimy w komentarzach na Facebooku.

            
                
            
            Dalsza część artykułu poniżej.
"Moim zdaniem nie powinno się tego robić dzieciom"; Zachowanie tego dziecka kolejny raz pokazuje, że powinien to być program tylko dla dorosłych. [...] Serce mi pękało, patrząc na niego"; "Zdecydowanie za duża presja"; "Dzieci powinny mieć przestrzeń do rozwoju, zabawy i popełniania błędów. Bez kamer i bez presji wyników" – takie opinie widzów pojawiły się na oficjalnym profilu "Mam talent!" w mediach społecznościowych.
Po pierwszym półfinale wiemy, że w finale 17. edycji talent show zobaczymy m.in. Marcelinę Runiewicz, Pati Alen, Piotra Iwanickiego i zdobywcę "dzikiej karty". Drugi półfinał "Mam talent!" odbędzie się w sobotę, 18 kwietnia.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/b50fc48e16c29af04e531a203c8affa6,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/b50fc48e16c29af04e531a203c8affa6,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Widzowie krytykują &quot;Mam talent!&quot; po tym, jak na antenie TVN pokazano płaczącego 10-latka</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/648610,pierscienie-wladzy-tak-szybko-nie-znikna-serial-ma-poteznego-aniola-stroza</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/648610,pierscienie-wladzy-tak-szybko-nie-znikna-serial-ma-poteznego-aniola-stroza</link><pubDate>Sun, 12 Apr 2026 11:34:01 +0200</pubDate><title>&quot;Pierścienie Władzy&quot; tak szybko nie znikną. Serial ma potężnego anioła stróża</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/edcd7ec4132b123ba9529b2dc9747671,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Serial "Władca Pierścieni: Pierścienie Władzy" nie zostanie anulowany jak "Koło czasu" – tak przynajmniej wynika z zagranicznych doniesień,  według których twórcy luźnej adaptacja prozy J.R.R. Tolkiena zrealizują pierwotny plan zakładający więcej niż trzy sezony. Historia młodej Galadrieli i Saurona ma wpływowego patrona.

"Władca Pierścieni: Pierścienie Władzy" znalazł się w ogniu krytyki ze strony wiernych fanów twórczości J.R.R. Tolkiena. Twórcy serialu fantasy Prime Video nie mają praw ani do "Sillmarillionu", ani do "Niedokończonych opowieści" oraz "Historii Śródziemia", więc bazują jedynie na "Władcy Pierścieni", jego dodatkach, a także powieści "Hobbit, czyli tam i z powrotem". Nie da się ukryć, że scenarzyści muszą dwoić się i troić, by fabuła, której akcja rozgrywa się w II Erze Śródziemia (kilka tysięcy lat przed podróżą Bilba Bagginsa do Samotnej Góry), miała jakiekolwiek ręce i nogi.
Wielu tolkienistów dawno temu skreśliło "Pierścienie Władzy", uznając je za fanfik prozy kultowego fantasty. Pomimo konstruktywnej krytyki miłośników Tolkiena – mieszającej się z nienawistnymi i jawnie rasistowskimi komentarzami – Prime Video nie zamierza się zatrzymywać. Według raportu opublikowanego przez serwis The Ankler projekt giganta streamingu ma być realizowany zgodnie z pierwotnym planem. Na 3. sezonie przygoda się nie skończy.
"Władca Pierścieni: Pierścienie Władzy" doczeka się 5 sezonów? Nowe wieści z planu
Lesley Goldberg napisał na łamach The Ankler, że "Władca Pierścieni: Pierścienie Władzy" jest objęty "magiczną osłoną" ze strony Jeffa Bezosa. Z wcześniejszych wypowiedzi szefa Amazona można było wywnioskować, że sukces projektu ma dla niego osobiste znaczenie. Prawie cztery lata temu miliarder wyjawił w rozmowie z portalem branżowym Deadline, że jego syn, który jest wielkim fanem J.R.R. Tolkiena, poprosił go, by "nie spie****ł" tej adaptacji. 
Wiedząc, że "Pierścienie Władzy" znajdują się pod opieką Bezosa, można z łatwością dojść do wniosku, że z serialem szybko się nie pożegnamy. The Ankler sugeruje, że ogromne koszty produkcji (realizacja jednego odcinka to średnio 60 mln dolarów) nie stanowią dla twórców żadnej przeszkody. Do gry miał powrócić wstępny plan zakładający stworzenie 5 sezonów, czyli łącznie około 50 odcinków.
Jennifer Salke, szefowa Amazon Studios, wspomniała w wywiadzie z amerykańskim tygodnikiem rozrywkowym "Variety" z 2024 roku, że serial ogląda ponad 150 mln widzów. – Oczywiście, potrzebujemy dużej widowni. Jest ona na tyle duża, że nie mamy wątpliwości w kwestii tego, czy projekt będzie kontynuowany – wyjaśniła.
Jak skończył się 2. sezon "Pierścieni Władzy"? [FABUŁA]
Akcja serialu "Władca Pierścieni: Pierścienie Władzy" rozgrywa się w II Erze Śródziemia, która według chronologii rozpoczęła się od upadku Morgotha – to jemu służył Sauron. Pierwszy sezon hitu Prime Video zakończył się w momencie, kiedy Halbrand (aka Sauron) wyjawił Galadrieli swoje prawdziwe oblicze, rozpoczynając przy okazji proces tworzenia Mordoru.
W drugiej odsłonie upadły Majar podał się za wysłannika Valarów, Annatara, by skłonić wybitnego elfickiego kowala Celebrimbora do wykucia tytułowych Pierścieni Władzy, co doprowadziło ostatecznie do upadku królestwa Eregionu i założenia nowej siedziby dla elfickiego ludu – Rivendell.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/edcd7ec4132b123ba9529b2dc9747671,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/edcd7ec4132b123ba9529b2dc9747671,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">&quot;Władca Pierścieni: Pierścienie Władzy&quot; nie skończy się na 3. sezonie. Serial ma silnego patrona</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/648124,kryminal-ze-100-procentami-od-krytykow-to-najmroczniejszy-serial-netfliksa</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/648124,kryminal-ze-100-procentami-od-krytykow-to-najmroczniejszy-serial-netfliksa</link><pubDate>Sun, 12 Apr 2026 09:11:01 +0200</pubDate><title>Kryminał ze 100 procentami od krytyków. To najmroczniejszy serial Netfliksa</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/7cce209b5904c7a797edbfb032e596e6,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Jeśli myśleliście, że w temacie thrillerów o porwaniach powiedziano już wszystko, niemiecki serial "Ukochane dziecko" wyprowadzi was z błędu w ciągu pierwszych dziesięciu minut. Sześcioodcinkowa miniseria z 2023 roku dokonała rzeczy niemal niemożliwej – zdobyła prestiżowe 100 procent pozytywnych recenzji w serwisie Rotten Tomatoes. To psychologiczna jazda bez trzymanki, która zaczyna się tam, gdzie inne historie zazwyczaj się kończą.

Większość historii o porwaniach skupia się na samym fakcie uwięzienia i dramatycznej ucieczce. "Ukochane dziecko", miks kryminału i thrillera, wywraca ten schemat do góry nogami. Serial zaczyna się od sceny, w której kobieta wraz z dziećmi ucieka z pilnie strzeżonego, pozbawionego okien bunkra. Dochodzi do wypadku, ranna trafia do szpitala, a policja zaczyna zadawać pytania.
Szybko okazuje się, że jej ucieczka wcale nie jest finałem, lecz początkiem przerażającej łamigłówki. Tożsamość kobiety, którą wszyscy biorą za zaginioną trzynaście lat wcześniej Lenę Beck, staje pod znakiem zapytania. Co więcej, towarzysząca jej trzynastoletnia Hannah mówi i zachowuje się w sposób, który sugeruje, że jej "tatuś" wciąż kontroluje każdy ich krok – nawet z oddali.

                    
                Serial "Ukochane dziecko" to najmroczniejszy serial Netfliksa
Wynik 100 procent pozytywnych opinii na Rotten Tomatoes (na podstawie 10 recenzji) nie bierze się z przypadku. Wychwalano m.in. aktorstwo, głównie Kim Riedle w roli uciekinierki, młodziutkiej Naili Schuberth wcielającej się w Hannah oraz Hansa Löwa, który gra detektywa obsesyjnie próbującego rozwiązać sprawę sprzed lat. 
Krytycy doceniają też mistrzowsko wyważone tempo – serial liczy zaledwie sześć odcinków, dzięki czemu nie ma tu miejsca na zbędne wypełniacze. Doceniana jest również klaustrofobiczna, mroczna atmosfera oraz decyzja twórców, by skupić się na traumie bohaterów zamiast epatować brutalnością. Historia pokazuje, jak uwięzienie stopniowo zmienia psychikę nie tylko samej ofiary, ale także dzieci, dla których życie w bunkrze – pod całkowitą kontrolą psychopaty – było jedyną znaną rzeczywistością.
Dalsza część artykułu poniżej.
Choć od premiery minęły już prawie trzy lata, serial wciąż regularnie powraca w zestawieniach tytułów must-watch na Netfliksie. Powszechnie uznawany jest za jedną z najmroczniejszych i najbardziej wstrząsających produkcji dostępnych w bibliotece giganta streamingu – a według części widzów i krytyków wręcz za najmocniejszy serial w ofercie platformy. 
"Ukochane dziecko" Netflixa nie jest serialem do prasowania
"Ukochane dziecko" ("Liebes Kind") będzie gratką dla widzów, którzy szukają zamkniętej, spójnej historii idealnej na jeden lub dwa wieczory. Niemiecki serial – nazywany przez niektórych mieszanką hitu "Dark" i filmu "Pokój" – przypadnie do gustu fanom thrillerów zmuszających do myślenia i unikających oczywistych rozwiązań już od pierwszego odcinka, a także tym, którzy cenią mroczny, europejski klimat.
Ale uwaga: to serial, który wymaga skupienia i lepiej nie oglądać go jednym okiem. Twórcy sprytnie podrzucają fałszywe tropy, a finałowy twist sprawia, że wiele wcześniejszych scen nabiera zupełnie nowego znaczenia. Przygotujcie się na przerażający seans, który wytrąci was ze strefy komfortu.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/7cce209b5904c7a797edbfb032e596e6,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/7cce209b5904c7a797edbfb032e596e6,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">&quot;Ukochane dziecko&quot; ma 100 procent pozytywnych recenzji od krytyków</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/648592,avatar-4-w-niebezpieczenstwie-james-cameron-ma-z-disneyem-na-pienku</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/648592,avatar-4-w-niebezpieczenstwie-james-cameron-ma-z-disneyem-na-pienku</link><pubDate>Sun, 12 Apr 2026 07:53:01 +0200</pubDate><title>&quot;Avatar 4&quot; w niebezpieczeństwie. James Cameron ma z Disneyem na pieńku</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/6a6461605d2c4aae275c382821cbfcd3,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />"Avatar: Ogień i popiół" zarobił krocie, co wcale nie oznacza, że przyszłość serii Jamesa Camerona jest pewna. Według doniesień zagranicznych mediów Disney rozważa poważne cięcie kosztów. Wygląda na to, że szykują się zmiany, które reżyser sam zresztą przewidział.

"Avatar" uchodzi za najbardziej dochodową trylogię w historii kina. O kasowym sukcesie w Box Officie mówimy wtedy, gdy film osiągnie przychód 2,5 lub 3 razy większy od swojego budżetu. "Avatar: Ogień i popiół", czyli trzeci rozdział przygód Jake'a Sully'ego i jego rodziny, miał budżet w wysokości ponad 400 mln dolarów, a w kasach biletowych na całym świecie zarobił 1,4 mln USD. W ubiegłym roku lepszymi wynikami mogły pochwalić się jedynie dwie animacje – chiński "Ne Zha 2" i disneyowski "Zwierzogród 2".
Choć ostatnie dzieło w reżyserii Jamesa Camerona ("Titanic") nie miało większego problemu z zarobkami, zagraniczne media donoszą nieoficjalnie, że Disney chce, aby kolejne odsłony franczyzy były "krótsze i tańsze". Twórca "Avatara" już wcześniej przewidywał nadejście zmian.
Co dalej z filmem "Avatar 4"? Potencjalne plany Disneya nie ucieszą fanów
Serwis TheWrap przedstawił wnikliwą analizę, zgodnie z którą "Avatar: Ogień i popiół" zarobił "połowę tego, co pierwsza część". Jeśli wierzyć doniesieniom, Disney ma rozważać drastyczne kroki względem franczyzy Camerona – zastanawia się nad mniejszym budżetem dla kolejnych części, a także nad skróceniem ich czasu ekranowego.
– Kiedy otwarcie na poziomie 89,1 mln dolarów i zarobek w wysokości ponad 1,4 mld USD są odbierane jako rozczarowanie, to znaczy, że mamy do czynienia z problemami bogaczy – stwierdził gorzko Paul Dergarabedian, ekspert od trendów rynkowych w Comscore.
Internauci określają sytuację, w jakieś znalazła się kontynuacja "Avatara" mianem dobitnego "wskaźnika recesji". Ze względu na obawy wytwórni niejasna jest również przyszłość parku tematycznego à la egzoksiężyc Pandora w Disney California Adventure.
James Cameron o przyszłości "Avatara"
Przypomnijmy, że na dwa miesiące przed światową premierą "Ognia i popiołu" Cameron otwarcie wyrażał swoje obawy dotyczące dalszych losów "Avatara". – Zasadnicze pytanie brzmi, czy zarobimy na "Avatarze 3" jakieś pieniądze. To znaczy, na pewno zarobimy, ale jak wiele zysku będzie i czy okaże się on wystarczającą motywacją, by rozbudować uniwersum. A może warto wstrzymać się z pracą i zastanowić się nad tym, jak obniżyć koszty produkcji? – powiedział filmowiec na łamach amerykańskiego tygodnika rozrywkowego "Variety".
W wywiadzie z czasopismem "The Hollywood Reporter" reżyser "Terminatora" oraz "Obcego – decydującego starcia" oznajmił, że chce nakręcić jeszcze dwie części kosmicznej serii, jednocześnie podkreślając, że nie zamierza "wpadać w pułapkę tworzenia wyłącznie 'Avatara'". – Mam inne historie do opowiedzenia – skwitował.
"'Avatar: Ogień i popiół' nieustannie mieli te same pomysły, recyklinguje je, aż strach pomyśleć, co się wydarzy w kolejnych filmach. Jak na nieodkryty świat, pełen niesamowitości, na Pandorze wieje okrutną nudą" – mogliście przeczytać w naszej recenzji trzeciej odsłony. 
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/6a6461605d2c4aae275c382821cbfcd3,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/6a6461605d2c4aae275c382821cbfcd3,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Co dalej z &quot;Avatarem 4&quot; Jamesa Camerona? Disney chce krótszego i tańszego filmu</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/648718,sztuczna-inteligencja-wybrala-najsmutniejsza-ksiazke-trudno-ja-czytac-bez-lez</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/648718,sztuczna-inteligencja-wybrala-najsmutniejsza-ksiazke-trudno-ja-czytac-bez-lez</link><pubDate>Sun, 12 Apr 2026 06:39:01 +0200</pubDate><title>Sztuczna inteligencja wybrała najsmutniejszą książkę. Trudno ją czytać bez łez</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/8ebe90f22772445e8c5b51dde5bf3253,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Są historie, które czyta się dla przyjemności i takie, które czyta się po to, by popłakać. Smutne książki potrafią złamać serce bardziej niż niejeden film czy serial i zostają z nami na długo po ostatniej stronie. Spytaliśmy AI, która powieść zasługuje na miano najsmutniejszej. A żeby nie było zbyt wesoło, sztuczna inteligencja wskazała też trzy równie bolesne wyróżnienia.

Lubimy smutne książki, smutne filmy, smutne piosenki – smutne historie. Może dlatego, że pozwalają nam przeżyć emocje bez konsekwencji i płakać do woli? W końcu smutek w sztuce bywa oczyszczający – i choć czasem boli, to właśnie dzięki niemu pewne opowieści zostają z nami na zawsze. A może zwyczajnie lubić się czasem "dobić"? 
Najsmutniejsza książka według AI
Zdaniem AI najsmutniejszą książką wszech czasów jest "Złodziejka książek" autorstwa Markusa Zusaka. Historia zaczyna się w 1939 roku, kiedy dziewięcioletnia dziewczynka Liesel zostaje oddana pod opiekę rodziców zastępczych, Hansa i Rosy Hubermannów, w niemieckim miasteczku Molching. 
Choć początkowo Liesel nie potrafi czytać, jej przybrany ojciec Hans cierpliwie uczy ją składać litery. Książki stają się dla niej ucieczką od brutalnej rzeczywistości wojny i sposobem na zrozumienie świata. Kluczowym elementem fabuły jest schronienie, jakiego Hubermannowie udzielają Maxowi Vandenburgowi – młodemu Żydowi, który ukrywa się w ich piwnicy. Między Liesel a Maxem rodzi się głęboka, siostrzano-braterska więź oparta na wspólnej miłości do opowieści.
"Narratorem jest sama Śmierć, co już od pierwszych stron nadaje historii nieuchronny, przejmujący ton. To książka o stracie, wojnie i kruchości życia, ale też o sile słów i ludzkiej dobroci. To jedna z tych historii, które rozdzierają serce powoli i zostają w nim na długo po ostatniej stronie" – argumentuje ChatGPT swój wybór. Dodajmy, że książka Zusaka doczekała się w 2013 roku ekranizacji.
Najsmutniejsze książki. Nie tylko "Małe życie"
AI wskazało także trzy inne smutne książki, które zasługują na miano najsmutniejszych. Jedną z nich jest "Małe życie" Hanyi Yanagihary – poruszająca historia czterech przyjaciół z Nowego Jorku, której centrum stanowi tragiczna przeszłość i narastające cierpienie jednego z nich – Jude'a. 
Dalsza część artykułu poniżej.
"To powieść, która dla wielu czytelników jest emocjonalnym wyzwaniem. Historia czwórki przyjaciół, a szczególnie Jude'a, to opowieść o traumie, przyjaźni i bólu, który nie znika. To książka momentami wręcz przytłaczająca, ale jednocześnie niezwykle poruszająca i szczera" – pisze sztuczna inteligencja. 
Na liście znalazł się również klasyk literatury, czyli "Myszy i ludzie" Johna Steinbecka. "Krótka, ale niezwykle intensywna historia przyjaźni dwóch mężczyzn w czasach Wielkiego Kryzysu to przykład tego, jak niewiele potrzeba, by stworzyć opowieść, która łamie serce. Finał tej książki do dziś uznawany jest za jeden z najbardziej poruszających w literaturze" – podkreśla AI.
Nie mogło zabraknąć także "Nie opuszczaj mnie", którego autorem jest laureat literackiego Nobla Kazuo Ishiguro. To melancholijna opowieść o grupie wychowanków elitarnej szkoły z internatem, którzy dorastając w odizolowanym świecie, próbują zrozumieć skomplikowane relacje międzyludzkie oraz mroczne przeznaczenie, jakie przygotowało dla nich społeczeństwo. Książka do dziś szokuje czytelników niespodziewanym zwrotem akcji. 
"Choć historia rozwija się spokojnie, z czasem odsłania swoją prawdziwą naturę – a wtedy uderza z pełną siłą" – pisze sztuczna inteligencja, która docenia "Nie opuszczaj mnie" za "emocjonalną precyzję i sposób, w jaki buduje smutek nie krzykiem, lecz ciszą". AI wybrała też najlepszą polską książkę XXI wieku oraz pięć wyróżnień, które poznacie tutaj.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/8ebe90f22772445e8c5b51dde5bf3253,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/8ebe90f22772445e8c5b51dde5bf3253,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">AI wskazało najsmutniejszą książkę</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/648361,kasztanowy-ludzik-powraca-zwrot-akcji-z-pierwszego-sezonu-rozwalil-mi-glowe</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/648361,kasztanowy-ludzik-powraca-zwrot-akcji-z-pierwszego-sezonu-rozwalil-mi-glowe</link><pubDate>Sat, 11 Apr 2026 22:37:01 +0200</pubDate><title>&quot;Kasztanowy ludzik&quot; powraca. Zwrot akcji z pierwszego sezonu rozwalił mi głowę</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/909b8dc8f0830dea39322b71643e5eeb,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />To już za moment. Jeden z najlepszych seriali nordic noir ostatnich lat wraca z nową historią, która znów ma szansę wciągnąć widzów na całym świecie. "Kasztanowy ludzik" doczekał się 2. sezonu – a premiera "Zabawy w chowanego" zbliża się wielkimi krokami.

Kiedy w 2021 roku na Netflixie zadebiutował serial "Kasztanowy ludzik", mało kto spodziewał się aż takiego sukcesu. Duński thriller oparty na powieści Sørena Sveistrupa – twórcy kultowego skandynawskiego kryminału "The Killing" – błyskawicznie podbił widzów i to nnie tylko fanów nordic noir.
Fabuła była mroczna nawet jak na standardy Skandynawów. Na placu zabaw w Kopenhadze zostają znalezione zwłoki. Policjantka Naia Thulin, której pomaga Mark Hess z Europolu, bada zmasakrowane ciało dziewczyny. Tuż obok ofiary detektyw dostrzega ludzika wykonanego z kasztanów. Trop prowadzi do czegoś znacznie poważniejszego, niż się początkowo wydawało.
Serial zdobył 100 procent pozytywnych recenzji na Rotten Tomatoes i był powszechnie chwalony za ponury klimat, misterną intrygę, zaskakujący zwrot akcji oraz wielowymiarowe postacie zmagające się z własnymi demonami. 
Choć skandynawskich kryminałów nie brakuje, a "Kasztanowy ludzik" korzysta z dobrze znanych elementów gatunku, hit Netflixa błyskawicznie wskoczył do zestawień najlepszych seriali kryminalnych z Północy. Popularność serialu widać także w Polsce – na Filmwebie widzowie ocenili go na solidne 7,2/10.
O czym będzie 2. sezon "Kasztanowego ludzika"?
"Kasztanowy ludzik" był takim hitem, że doczekał się drugiego sezonu – i to po pięciu latach. Nowa odsłona historii – oparta na kolejnej książce Sørena Sveistrupa zatytułowanej "Zabawa w chowanego" – ponownie zabierze nas do mrocznego świata, w którym zbrodnia nie jest przypadkiem, a częścią przemyślanej gry.

                    
                Tym razem punktem wyjścia jest zaginięcie 41-letniej kobiety. Śledztwo szybko ujawnia, że była ona od miesięcy prześladowana – ktoś obserwował każdy jej krok, wysyłał nagrania i zdjęcia, a także… niepokojącą rymowankę przypominającą dziecięcą wyliczankę.
Kiedy kobieta zostaje odnaleziona martwa, sprawa przybiera jeszcze bardziej niepokojący obrót. Okazuje się bowiem, że może mieć związek z nierozwiązanym morderstwem 17-letniej uczennicy sprzed dwóch lat. Sprawca traktuje swoje działania jak zabawę w chowanego i zaczyna się walka z czasem. Pytanie brzmi: kto będzie następny?
Dalsza część artykułu poniżej.
W kontynuacji zobaczymy dobrze znany duet. Mikkel Boe Følsgaard ("The Rain", "Kochanek królowej") powróci jako Mark Hess, a Danica Čurčić ("Rezerwat") jako Naia Thulin. 
Do obsady dołącza także Sofie Gråbøl, gwiazda jednego z najlepszego skandynawskich seriali kryminalnych, wspomnianego "The Killing". Na ekranie pojawią się również Katinka Lærke Petersen, Özlem Sahlanmak, Ester Birch i Anders Hove. Za reżyserię odpowiada Roni Ezra.
Kiedy premiera 2. sezonu "Kasztanowego ludzika"?
Drugi sezon, zatytułowany "The Chestnut Man: Hide and Seek" ("Kasztanowy ludzik: Zabawa w chowanego"), zadebiutuje na Netflixie już 7 maja. Produkcja będzie liczyć 6 odcinków.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/909b8dc8f0830dea39322b71643e5eeb,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/909b8dc8f0830dea39322b71643e5eeb,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">2. sezon &quot;Kasztanowego ludzika&quot; już zaraz na Netfliksie</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/648730,najlepszy-serial-netflixa-wraca-z-2-sezonem-obsada-to-hollywoodzki-dream-team</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/648730,najlepszy-serial-netflixa-wraca-z-2-sezonem-obsada-to-hollywoodzki-dream-team</link><pubDate>Sat, 11 Apr 2026 21:24:01 +0200</pubDate><title>Najlepszy serial Netflixa wraca z 2. sezonem. Obsada to hollywoodzki dream team</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/ce9e234defa64b72fc0eedce87976011,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Po sukcesie pierwszego sezonu "Awantura" od studia A24 wraca na Netflix z nową historią, nowymi bohaterami i świeżą porcją konfliktów. Antologiczna, obsypana nagrodami seria znów zagląda w najciemniejsze zakamarki ludzkiej psychiki i udowadnia, że czasem wystarczy drobiazg, by rozpętać międzyludzkie piekło. Obsada drugiego sezonu jest fenomenalna.

Serial "Awantura" ("Beef") to jedna z najwyżej ocenianych produkcji Netflixa ostatnich lat (aż 98 procent na Rotten Tomatoes), wyprodukowana przez kultowe studio A24. Od początku pomyślany jako antologia, opowiada w każdym sezonie zupełnie nową, zamkniętą historię z innymi bohaterami i konfliktem w centrum. 
Pierwsza odsłona z 2023 roku skupiała się na pozornie błahym incydencie drogowym, który przeradza się w wyniszczającą spiralę nienawiści między sfrustrowanym fachowcem Dannym a odnoszącą sukcesy bizneswoman Amy. Ich konflikt szybko wymyka się spod kontroli, obnażając ich słabości i prowadząc do serii coraz bardziej absurdalnych, a zarazem bolesnych konsekwencji.
Produkcja zdobyła ogromne uznanie zarówno widzów, jak i krytyków, dominując sezony nagród. Na koncie ma m.in. osiem statuetek Emmy, trzy Złote Globy oraz wyróżnienia od Gildii Aktorów Ekranowych i Critics Choice Awards. Duża w tym zasługa świetnej obsady – w pierwszym sezonie główne role brawurowo zagrali Steven Yeun ("The Walking Dead") i komiczka Ali Wong ("Chyba na pewno ty").
O czym będzie 2. sezon "Awantury"? Obsada jest gwiazdorska
W 2. sezonie "Awantury" inna jest zarówno historia, jak i aktorzy (choć Yeun i Wong pozostają jako producenci wykonawczy). Punkt zapalny jest mniej "wybuchowy", ale nie mniej destrukcyjny. W centrum historii znajdują się młodzi narzeczeni – Ashley (Cailee Spaeny) i Austin (Charles Melton), którzy pracują w ekskluzywnym klubie country. 
Ich życie zmienia się, gdy przypadkiem stają się świadkami gwałtownej kłótni swojego szefa Josha (Oscar Isaac) i jego żony Lindsay (Carey Mulligan). To jedno zdarzenie uruchamia serię manipulacji, zależności i gier o władzę, które szybko wymykają się spod kontroli.

                    
                W tle pojawia się również wpływowa właścicielka klubu, przewodnicząca Park (Youn Yuh-jung), która sama zmaga się z własnym skandalem, oraz jej partner, dr Kim (Song Kang-ho). Ich decyzje i oczekiwania napędzają działania bohaterów, zmuszając ich do coraz bardziej desperackich kroków.
Drugi sezon "Awantury" odchodzi od otwartej agresji znanej z pierwszej odsłony i skręca w stronę biernej agresji. Twórca serialu Lee Sung Jin podkreśla, że to właśnie takie konflikty są bliższe codzienności, szczególnie w środowisku pracy, gdzie emocje rzadko wybuchają wprost, a częściej są tłumione i przekształcane w zawoalowane formy rywalizacji.
Nowa historia skupia się także na relacjach i ich ewolucji. Ashley i Austin to para, która wierzy, że wystarczy im miłość i wspólne marzenia – przynajmniej do czasu, gdy rzeczywistość brutalnie ich weryfikuje. Z kolei Josh i Lindsay to małżeństwo z długim stażem, które mierzy się z narastającym kryzysem. Zderzenie tych dwóch perspektyw – idealistycznej i rozczarowanej – staje się osią całej opowieści.
Dalsza część artykułu poniżej.
Obsada 2. sezonu "Awantury" jest genialna
Obsada 2. sezonu to prawdziwy castingowy "kosmos". Na pierwszym planie zobaczymy aktorski duet marzeń: Oscara Isaaca oraz Carey Mulligan. Isaac, laureat Zlotego Globa za "Kto się odważy", znany jest m.in. z magnetycznych ról w "Diunie", "Frankensteinie", "Ex Machinie" czy "Scenach z życia małżeńskiego", z kolei Mulligan to jedna z najlepszych aktorek swojego pokolenia. Była trzykrotnie nominowana do Oscara: za "Była sobie dziewczyna", "Obiecującą. Młodą. Kobietę" i "Maestro".
Towarzyszą im wschodzące młode gwiazdy: Charles Melton, który zachwycił krytyków w "Obsesji" (grał również m.in. w "Wojnie" i "Riverdale") oraz Cailee Spaeny, zdobywczyni Pucharu Volpi w Wenecji dla najlepszej aktorki za tytułową rolę w "Priscilli" o Priscill Presley, żonie Elvisa Presleya. Grała także w m.in. "Civil War", "Obcym: Romulusie" i "Mare z Easttown".
Prawdziwym "asem w rękawie" jest jednak udział legend kina koreańskiego. W roli przewodniczącej Park zobaczymy Youn Yuh-jung – pierwszą koreańską aktorkę z Oscarem na koncie (za "Minari""), która swoją charyzmą zdominowała również serial "Pachinko". Partneruje jej niekwestionowana ikona kina w Korei, Song Kang-ho, znany całemu światu z oscarowego "Parasite" oraz nagrody za najlepszą rolę męską w Cannes za film "Baby Broker".
Kiedy 2. sezon "Awantury"? Wszystkie osiem odcinków drugiego sezonu trafi na platformę Netflix już 16 kwietnia. Jeśli utrzyma poziom genialnej pierwszej części, szykuje się jazda bez trzymanki. 
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/ce9e234defa64b72fc0eedce87976011,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/ce9e234defa64b72fc0eedce87976011,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">&quot;Awantura&quot; powraca na Netflix</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/648787,fiennes-wskazal-kobiete-jako-nowego-voldemorta-fani-by-na-nia-nie-narzekali</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/648787,fiennes-wskazal-kobiete-jako-nowego-voldemorta-fani-by-na-nia-nie-narzekali</link><pubDate>Sat, 11 Apr 2026 19:56:01 +0200</pubDate><title>Fiennes wskazał kobietę jako nowego Voldemorta. Fani by na nią nie narzekali</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/34409a41acb0f8748f7caa8dc058930a,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Informacja o tym, kto zagra lorda Voldemorta w serialu "Harry Potter" HBO, jest trzymana w ścisłej tajemnicy. Arcywroga czarodzieja z blizną na czole mamy poznać w trakcie emisji pierwszego sezonu. Ralph Fiennes, dotychczasowy odtwórcza Czarnego Pana, wskazał jedną aktorkę, która jego zdaniem byłaby "fantastyczna" w tej roli.

Serialowy reboot "Harry'ego Pottera", którego showrunnerką została Francesca Gardiner, scenarzystka z doświadczeniem w adaptacjach literatury młodzieżowej (pracowała przy "Mrocznych materiach" na podstawie prozy Philipa Pullmana), zadebiutuje na kanale HBO i w serwisie HBO Max w Boże Narodzenie 2026. O Danielu Radcliffie w roli "chłopca, który przeżył", długo nie zapomnimy, ale teraz przyszła pora, by pałeczkę po nim przejął szkocki aktor Dominic McLaughlin.
Główną obsadę "Kamienia Filozoficznego", czyli pierwszego sezonu serialu HBO, już ujawniono. Poznaliśmy m.in. Hermionę Granger, Rona Weasleya i Albusa Dumbledore'a, ale o nowym lordzie Voldemorcie nic jeszcze nie wiemy. Od dłuższego czasu krążą pogłoski, zgodnie z którymi szanse na to, że w czarnoksiężnika o imieniu Tom Marvolo Riddle wcieli się kobieta, są całkiem spore.
Ralph Fiennes wskazał aktorkę, która byłaby "fantastyczna" jako lord Voldemort
Ralph Fiennes pierwszy raz założył wyblakłą szatę lorda Voldemorta w filmie "Harry Potter i Czara Ognia" w reżyserii Mike’a Newella. Brytyjski aktor, który był trzykrotnie nominowany do Oscara (za "Listę Schindlera", "Angielskiego pacjenta" i "Konklawe"), odegrał złoczyńcę bez nosa w pozostałych czterech filmach – z rolą pożegnał się wraz z premierą "Harry'ego Pottera i Insygniów Śmierci: Części drugiej" z 2011 roku.
Odkąd media zalały wieści dotyczące serialowego rebootu, Fiennes nieustannie jest pytany przez dziennikarzy o opinię na temat nowej adaptacji prozy J.K. Rowling. W wywiadach zasugerował, że Cillian Murphy, laureat prestiżowej nagrody Amerykańskiej Akademii Filmowej za "Oppenheimera", pasuje do roli złego maga.
Ostatnio w programie "The Claudia Winkleman Show" Ralph Fiennes dał swoje błogosławieństwo Tildzie Swinton. Gwiazdora zapytano o to, co sądzi na temat możliwości obsadzenia jej w roli Voldemorta. Dawny odtwórca arcywroga Harry'ego Pottera przyznał, że jego koleżanka po fachu byłaby w serialu "fantastyczna".
W swojej długoletniej karierze Swinton zagrała wiele postaci, których płeć określano jako niejednoznaczną. W 2005 roku powierzono jej rolę anioła Gabriela w filmie akcji "Constantine", a w latach 90. wcieliła się w tytułowego androgenicznego szlachcica w dramacie "Orlando" na podstawie powieści Virginia Woolf.
Dalsza część artykułu poniżej.
Fiennes dodał również, że z wielką przyjemnością wróciłby do Hogwartu, jednocześnie stwierdzając, że najpewniej "ta szansa bezpowrotnie przepadła".
Kiedy dowiemy się, kto zagra lorda Voldemorta w serialu "Harry Potter"?
Przypomnijmy, że portal Redanian Intelligence, który specjalizuje się raczej w tematyce związanej z serialem "Wiedźmin" Netflixa, ustalił nieoficjalnie, że aktor, który zagra lorda Voldemorta, arcywroga protagonisty z Gryffindoru, został już wybrany i ma pojawić się w kilku odcinkach pierwszego sezonu rebootu. HBO zamierza trzymać w tajemnicy tożsamość odtwórcy antagonisty do czasu jego pojawienia się na małym ekranie.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/34409a41acb0f8748f7caa8dc058930a,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/34409a41acb0f8748f7caa8dc058930a,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Ralph Fiennes wskazał, która aktorka byłaby jego zdaniem &quot;fantastyczna&quot; w roli lorda Voldemorta</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/648778,nowe-igrzyska-smierci-odmlodzily-znanych-bohaterow-aktorzy-pasuja-jak-ulal</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/648778,nowe-igrzyska-smierci-odmlodzily-znanych-bohaterow-aktorzy-pasuja-jak-ulal</link><pubDate>Sat, 11 Apr 2026 18:35:01 +0200</pubDate><title>Nowe &quot;Igrzyska śmierci&quot; odmłodziły znanych bohaterów. Aktorzy pasują jak ulał</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/dc0ed056c30f92a92ce82d4d72820cb0,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />"Igrzyska śmierci: Wschód słońca w dniu dożynek" powoli szykują się do listopadowej premiery. Wytwórnia Lionsgate właśnie pokazała krótką zapowiedź z adaptacji ostatniej książki Suzanne Collins, w której porównano wygląd uwielbianych bohaterów poprzednich części z ich nowymi, odmłodzonymi wariantami. Są podobni?

"Igrzyska śmierci: Wschód słońca w dniu dożynek" jest drugim prequelem z dystopijnej serii autorstwa Suzanne Collins (tuż po "Balladzie ptaków i węży"). Fabuła książki – i tym samym filmu na jej podstawie – skupia się na młodości Haymitcha Abernathy'ego, mentora Katniss Everdeen i Peety Mellarka podczas 74. Głodowych Igrzysk, którego rozsławił na ekranie Woody Harrelson ("Urodzeni mordercy").
Adaptacja wyreżyserowana ponownie przez Francisa Lawrence'a ("Wielki marsz"), która trafi na ekrany kin 20 listopada bieżącego roku, zanurzy się w propagandzie szerzonej przez Kapitol i prezydenta Coriolanusa Snowa. W otoczce inspirowanej estetyką lat 60. i 70. XX wieku poznamy historię młodego chłopaka z górniczego Dystryktu 12, który podstępem zostaje "wyłoniony" w trakcie tzw. dożynek poprzedzających 50. Głodowe Igrzyska. W jubileuszowej edycji gry na śmierć i życie liczba zawodników jest dwa razy większa niż zwykle.
Nowa zapowiedź "Igrzysk śmierci: Wschodu słońca w dniu dożynek". Tak wyglądają młodsze wersje znanych postaci
Wytwórnia Lionsgate postanowiła przypomnieć widzom drogę, jaką powieści pióra Suzanne Collins przebyły na srebrnym ekranie. W kilkunastominutowym klipie wrócono pamięcią do filmów z udziałem Jennifer Lawrence ("Poradnik pozytywnego myślenia") i Rachel Zegler ("Śnieżka"), a na samym końcu ujawniono niepublikowane dotąd fragmenty z "Igrzysk śmierci: Wschodu słońca w dniu dożynek". Twórcy porównali, jak uwielbiane postaci wyglądały kiedyś, a jak będą wyglądać w nadchodzącym prequelu.
Haymitch Abernathy
W roli Haymitcha Abernathy'ego zastąpi Woody'ego Harrelsona australijski aktor Joseph Zada, którego widzowie mogą znać z seriali "Invisible Boys" i "Byliśmy łgarzami". Utalentowany 20-latek z Sydney zostanie "starszym bratem" większości trybutów uczestniczących w jubileuszowych Głodowych Igrzyskach.
Coriolanus Snow
Po znakomitym Donaldzie Sutherlandzie ("Duma i uprzedzenie") oraz Tomie Blythcie ("Ludzie, których spotykamy na wakacjach") na fotelu prezydenta Kapitolu zasiądzie Ralph Fiennes. Brytyjski aktor, który trzy razy walczył o prestiżową nagrodę Amerykańskiej Akademii Filmowej (m.in. za "Konklawe"), pokaże nam zupełnie nowe oblicze prezydenta Coriolanusa Snowa.
Effie Trinket
Elle Fanning ("Wartość sentymentalna") została obsadzona w roli Effie Trinket, stylistki z Kapitolu. W serii poświęconej Katniss Everdeen bohaterka ta była grana przez Elizabeth Banks ("Dzień z życia blondynki"). To ona w pierwszej części wylosowała nazwiska protagonistki i Peety, a następnie razem z Haymitchem była dla trybutów wsparciem podczas wizyty w ociekającej bogactwem stolicy Panem.
Plutarch Heavensbee
W młodszą wersję organizatora III Ćwierćwiecza Poskromienia i wpływowego rebelianta, Plutarcha Heavensbeego, wcieli się Jesse Plemons, zdobywca prestiżowej Złotej Palmy za "Rodzaje życzliwości" w reżyserii Jorgosa Lantimosa. Poprzednio postać tę ożywił na ekranie Philip Seymour Hoffman ("Mistrz").
Caesar Flickerman
Rozbrajającego swoim sztucznym uśmiechem Caesara Flickermana zagra we "Wschodzie słońca w dniu dożynek" Kieran Culkin, zdobywca Oscara za "Prawdziwy ból" Jessego Eisenberga. Gwiazdor "Sukcesji" ma wysoką poprzeczkę do przeskoczenia. Stanley Tucci ("Diabeł ubiera się u Prady") był świetnym showmanem na smyczy prezydenta Snowa.
Dalsza część artykułu poniżej.
Beetee Latier
Zanim Beetee Latier – geniusz z technologicznie zaawansowanego Dystryktu 3 – powtórnie został zmuszony do udziału Głodowych Igrzyskach (tym razem w edycji dla samych zwycięzców), pomagał Haymitchowi i innym trybutom w przygotowaniu do walki na arenie. Pałeczkę po Jeffreyu Wrightcie ("Westworld") przejmie w prequelu Kelvin Harrison Jr. ("Fale"). W 50. odsłonie gry bierze udział syn bohatera – 12-letni Ampert.
Wiress
Wiress, zwyciężczynię 49. Głodowych Igrzysk, która pochodzi z tego samego dystryktu, co Beetee, odegra w zapowiedzianym filmie Maya Hawke, odtwórczyni roli Robin Buckley w nostalgicznym serialu "Stranger Things". W 2. części "Igrzysk śmierci" z 2013 roku, zatytułowanej "W pierścieniu ognia", bohaterką tą była Amanda Plummer z "Pulp Fiction" Quentina Tarantino.
Mags Flanagan
We "Wschodzie słońca w dniu dożynek" Lili Taylor ("Obecność") zobaczymy jako Mags Flanagan, laureatkę 11. Głodowych Igrzysk i mentorkę Finnicka Odaira z zajmującego się rybołówstwem Dystryktu 4. Amerykańska aktorka została młodszą wersją Lynn Cohen ("Nocne czuwanie").
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/dc0ed056c30f92a92ce82d4d72820cb0,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/dc0ed056c30f92a92ce82d4d72820cb0,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Nowy film z serii &quot;Igrzyska śmierci&quot; pokazał odmłodzone wersje znanych postaci. Tak wygląda Haymitch i nie tylko.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/648709,3-nowe-seriale-ktore-az-szkoda-pominac-w-streamingu-jeden-wywoluje-ciarki</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/648709,3-nowe-seriale-ktore-az-szkoda-pominac-w-streamingu-jeden-wywoluje-ciarki</link><pubDate>Sat, 11 Apr 2026 16:52:01 +0200</pubDate><title>3 nowe seriale, które aż szkoda pominąć w streamingu. Jeden wywołuje ciarki</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/4f65198de96b6615f7088d24145bf21a,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Jeśli marzycie o dobrym dramacie kostiumowym, niepoważnym kryminale lub tytule, od którego aż włos jeży się na głowie, to dobrze trafiliście. Wybraliśmy 3 nowe seriale dostępne w streamingu, które wciągają bez reszty. Zaczynamy od sequela "Opowieści podręcznej".

Do oferty serwisów streamingowych prawie codziennie wpadają nowości. Marzeniem każdego widza jest to, aby jego poszukiwania przyniosły mu satysfakcję w postaci dobrego i wciągającego seansu. W ostatnim tygodniu giganci streamingu nas rozpieszczają. W ich bibliotekach znajdziemy prawdziwe perełki – świeże seriale, które spodobały się krytykom.
3 nowe seriale, które trafiły do streamingu
Na naszej liście znajdziecie kolejną adaptację prozy Margaret Atwood, komedię rodzinną z kryminalnym sznytem i reinterpretację losów pomijanej przez wszystkich bohaterki "Dumy i uprzedzenia".
1. Testamenty
"Testamenty" na podstawie powieści Margaret Atwood są sequelem "Opowieści podręcznej". Tym razem June Osborne skryje się w cieniu, robiąc miejsce dla dwóch nowych bohaterek. Akcja serialu rozgrywa się pięć lat po finale 6. sezonu oryginału. Fabuła śledzi losy nastoletniej Hannah, porwanej córki June, która w totalitarnym państwie Gilead nosi imię Agnes. Dziewczyna uczęszcza do szkoły dla córek najwyższych dowódców, gdzie uczy się haftowania, savoir vivre'u i tego, jak być dobrą żoną.
Pewnego dnia dyrektorka placówki, ciotka Lydia, powierza jej opiekę nad Daisy. Zwą ją Perłą, gdyż pochodzi spoza Gileadu. Agnes szybko przekona się o tym, że nowa towarzyszka skrywa wiele sekretów, które wywrócą jej życie do góry nogami.
Adaptacja prozy kanadyjskiej pisarki odbiega znacząco od materiału źródłowego, ale i tak intryguje swoim scenariuszem, aktorstwem oraz stawką, o jaką toczy się cała gra. Na małym ekranie w roli głównej widzimy znakomitą Chase Infiniti ("Jedna bitwa po drugiej"), której emocje na twarzy są odbiciem tego, jak okrutne potrafi być dorastanie w mizoginistycznej dystopii. W obsadzie znalazły się również: Lucy Halliday ("Blue Jean"), Rowan Blanchard ("Krasz"), Mattea Conforti ("Power") i Ann Dowd ("Siła perswazji").
Gdzie obejrzeć? Disney+

2. Ta inna siostra Bennet
Zapomnijcie na chwilę o Elizabeth Bennet i panu Darcym. W posiadłości Longbourn w hrabstwie Hertfordshire państwo Bennet wychowali pięć córek. O Mary mówi się, że jest najmniej urodziwą z nich. Dziewczyna podpiera ściany podczas balów, nie wychodzi jej gra na fortepianie, a przy śniadaniu nikt nie słucha jej moralizatorskich uwag. W serialu "Ta inna siostra Bennet" widzowie spoglądają na wydarzenia z "Dumy i uprzedzenia" pióra Jane Austen, a także na ich następstwa oczami właśnie tej bohaterki, która przez natrętną matkę i nieobecnego ojca powoli zaczyna tracić nadzieję, że będzie jeszcze szczęśliwa.
W miniserialu BBC One Mary Bennet wyrusza w podróż, by odkryć samą siebie. Spaceruje po Londynie, zachwyca się krajobrazem Krainy Jezior, a z nieba spada jej nieoczekiwana miłość.
W "Tej innej siostrze Bennet", która jest adaptacją książki autorstwa Janice Hadlow, wystąpili m.in. Ella Bruccoleri ("Lady"), Dónal Finn ("Młody Sherlock"), Indira Varma ("Gra o tron"), Ruth Jones ("Tess D'Urbervilles") i Richard E. Grant ("Saltburn").
Gdzie obejrzeć? HBO Max

Dalsza część artykułu poniżej.
3. Życiowe błędy
Komiczka Rachel Sennott, która stworzyła scenariusz do filmu "Na dnie" i kampowego serialu "Kocham LA", łączy siły z Danem Levym, synem gwiazdora "American Pie" i laureatem telewizyjnego Oscara, czyli nagrodą Emmy, za "Schitt's Creek". "Życiowe błędy" są mieszanką kryminału i rozbrajającej sitcomu, a opowiadają o szantażowanym rodzeństwie – o pastorze i nauczycielce szkoły podstawowej, którzy zostają wciągnięci w świat zorganizowanej przestępczości.
Nicky Dardano i jego siostra Morgan podejmują bardzo złe decyzje. Wszystko zaczyna się od kradzieży naszyjnika z diamentem, który nawet nie był na sprzedaż. Chcieli dać go swojej babci, ale się spóźnili. Ich ukochana nonna umarła. Rodzeństwo nie ma czasu na żałobę, gdyż ścigają ich gangsterzy.
W komedii "Życiowe błędy" zagrali Dan Levy, Taylor Ortega ("Duchy"), Laurie Metcalf ("Lady Bird"), Jack Innanen ("Dorośli"), Boran Kuzum ("Zraniona miłość"), Elizabeth Perkins ("Pomoc domowa") i Abby Quinn ("Pukając do drzwi").
Gdzie obejrzeć? Netflix


]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/4f65198de96b6615f7088d24145bf21a,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/4f65198de96b6615f7088d24145bf21a,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">3 nowe seriale w streamingu, które warto obejrzeć. Nie tylko &quot;Testamenty&quot; (LISTA)</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/648733,nowy-film-netflixa-zjedzony-przez-krytykow-pada-porownanie-do-sharknada</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/648733,nowy-film-netflixa-zjedzony-przez-krytykow-pada-porownanie-do-sharknada</link><pubDate>Sat, 11 Apr 2026 13:38:01 +0200</pubDate><title>Nowy film Netflixa zjedzony przez krytyków. Pada porównanie do &quot;Sharknada&quot;</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/5698f9953f42c7f160d61e184e53e4c0,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />"Morderczy żywioł" właśnie wylądował na Netflixie. Niestety film survivalowy z gwiazdą "Bridgertonów", Phoebe Dynevor, nie zbiera pochlebnych recenzji wśród krytyków. Pada porównanie do "Rekinada", a niektórzy sugerują, że thriller jest nieudaną podróbką "Szczęk".

W piątek do biblioteki serwisu streamingowego Netflix dołączył nowy film, który większość krytyków obrzuciła "zgniłymi pomidorami" w agregatorze Rotten Tomatoes. "Morderczy żywioł" łączy thriller z kinem akcji i gatunkiem survival, dając widzom huragan, ludzi w potrzasku (w tym ciężarną kobietę) i pływające wokół nich rekiny. W obsadzie widzimy też znane twarze.
O czym jest "Morderczy żywioł" na Netflix?
Akcja "Morderczego żywiołu" rozgrywa się w nadmorskim miasteczku w Karolinie Południowej, przez który przechodzi huragan piątej kategorii. Bariera chroniąca tereny mieszkalne przed zalaniem zostaje zniszczona przez potężne fale, a żarłacze tępogłowe rozpoczynają swoje polowanie. Kamera śledzi losy ciężarnej Lisy uwięzionej w samochodzie osobowym, a także badacza morskiego Dale'a i jego cierpiącą na agorafobię siostrzenicę Dakotę.
Za kamerą nowości Netflixa stanął Tommy Wirkola, reżyser filmu akcji "Hansel i Gretel: Łowcy czarownic", komedii sensacyjnej "Dzika noc" oraz horroru "Zombie SS". Główne role powierzono Phoebe Dynevor, odtwórczyni Daphne Bridgerton w serialu kostiumowym "Bridgertonowie", Djimonowi Hounsou, gwiazdorowi "Gladiatora" i "Amistad", oraz Whitney Peak, która w nadchodzących "Igrzyskach śmierci: Wschodzie słońca w dniu dożynek" wcieli się w Lenore Dove Baird.

                    
                W obsadzie znaleźli się również: Alyla Browne ("Furiosa: Saga Mad Max"), Stacy Clausen ("Siła ducha") i Elijah Ungvary ("Świnia").
Dalsza część artykułu poniżej.
W rozmowie z Tudum Tommy Wirkola i producent Adam McKay (reżyser "Nie patrz w górę") wyjaśnili, że wizja powodzi, która przyciąga rekiny, jest prawdopodobna. –Widzieliście, że w Australii mieli gwałtowne, historyczne powodzie spowodowane zmianami klimatu. W wyniku tych powodzi do oceanu przedostało się mnóstwo brudnej wody. A żarłacze tępogłowe uwielbiają polować w takiej wodzie – wyjaśnił McKay.
– Nasz pomysł polegał na tym, że w mieście jest zakład mięsny, kierowca ciężarówki i ciężarówka pełna krwi, która musi pracować w dniu huraganu – dodał Wirkola.
Krytycy nie mają litości dla "Morderczego żywiołu"
W agregatorze Rotten Tomatoes "Morderczy żywioł" zebrał tylko 44 proc. pozytywnych recenzji (średnia z 18 opinii krytyków filmowych). Brian Tallerico z portalu RogerEbert.com nazwał dzieło Wirkoli "wyjątkowo głupim". Jak sam podkreśla, uwielbia tego typu produkcje, ale pod warunkiem, że są dobrze zrobione. "Ta taka nie jest. Jej największym grzechem nie jest to, że jego głupi bohaterowie robią głupie rzeczy; chodzi o to, że całość sprawia wrażenie wyjątkowo leniwej" – napisał.
"'Morderczy żywioł" to nie 'Rekinado'. Jest lepszy niż ten klasyk kampu, ale nie tak zabawny" – stwierdził Russ Simmons z KKFI-FM, choć inni krytycy pokusili się nawet o stwierdzenie, że hit klasy B jest lepszy od nowości Netflixa. "To bardzo solidna rozrywka, ale nie dodam jej do listy 'najlepszych filmów o rekinach'. Thriller Wirkoli obejrzyjcie bez wielkich oczekiwań" – doradza Karina Adelgaard z portalu Heaven Horror.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/5698f9953f42c7f160d61e184e53e4c0,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/5698f9953f42c7f160d61e184e53e4c0,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">&quot;Morderczy żywioł&quot; z Phoebe Dynevor zbiera okropne recenzje. O czym jest nowy film Netflixa?</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/648772,rosyjski-film-podbija-polske-nie-kazdy-wie-ze-byl-sponsorowany-przez-kreml</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/648772,rosyjski-film-podbija-polske-nie-kazdy-wie-ze-byl-sponsorowany-przez-kreml</link><pubDate>Sat, 11 Apr 2026 11:23:01 +0200</pubDate><title>Rosyjski film podbija Polskę. Nie każdy wie, że był sponsorowany przez Kreml</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/9655d6dd8f66e2f47d2ed82d03337c7f,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />W rankingu popularności serwisu streamingowego Prime Video możemy znaleźć rosyjski film "T-34", który był finansowany przez Kreml. Jego fabuła krąży wokół Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, czyli mitu chętnie wykorzystywanego w polityce przez Władimira Putina. Reżyser chciał przyciągnąć nim do kin młodzież.

"T-34" w reżyserii Aleksieja Sidorova ("Shadowboxing – Walka z cieniem") niedawno został dodany do biblioteki Prime Video. Najpierw wskoczył na 6. miejsce zestawienia najczęściej oglądanych produkcji w Polsce, a następnie spadł na sam koniec "topki", co pokazuje wyraźnie tendencję spadkową w jego popularności.
Tytuł sponsorowany przez rosyjską władzę i bardzo zżyty z polityką Władimira Putina, który użył mitu Wielkiej Wojny Ojczyźnianej do legitymizacji inwazji na Ukrainę, zabiera widzów do czasów II wojny światowej, przedstawiając im historię młodego żołnierza kochającego swoją ojczyznę i walczącego z przebiegłym najeźdźcą.
Polacy oglądają "T-34". Finansowany przez Kreml film powoli wypada z "topki" Prime Video
Akcja "T-34" rozpoczyna się jesienią 1941 roku na froncie wschodnim II wojny światowej. Po śmierci dowódcy Nikolai Iwuszkin, młody podporucznik Armii Czerwonej, musi stanąć na czele załogi podniszczonego czołgu T-34, by opóźnić plany III Rzeszy (operację Barbarossa) związane z inwazją na Związek Radziecki. Niestety żołnierz i jego koledzy zostają schwytani przez nazistów i wywiezieni do obozu koncentracyjnego. Mijają trzy lata, a Nikolai wreszcie dostaje od losu szansę na ucieczkę z niewoli.
Zdaniem jednych rosyjskich krytyków filmowych "T-34" ucieka od szerzenia wschodniej propagandy. Drudzy recenzenci są zdania, że wylewający się z ekranu patriotyzm aż gryzie w oczy. Opinie ekspertów w agregatorze Kritikanstvo, który jest rosyjską wersją serwisów Metacritic i Rotten Tomatoes, sprowadzają się do średniej oceny 5,5 gwiazdek na 10.
Niezależnie od tego, czy fabułę "T-34" uzna się za udaną adaptację politycznych wartości Władimira Putina, jedno jest pewne: Kreml sfinansował ten projekt z budżetu państwa. Ministerstwo kultury Rosji reklamowało dramat wojenny, nazywając go historią więźnia politycznego uciekającego z faszystowskiej niewoli i próbującego "ocalić swoje życie, miłość oraz ojczyznę".
Dalsza część artykułu poniżej.
Resort kultury zachęcał ponadto widzów do tego, by na seans zabierali ze sobą dzieci, co wpisuje się zresztą w słowa reżysera, który swoim dziełem chciał przykuć uwagę młodych odbiorców. Jakby tego było mało, ministerstwo obrony Rosji urządzało pokazy filmu dla żołnierzy. Dzieło Sidorova spotkało się z krytyką w Ukrainie, która zaapelowała do Amerykanów o zakazanie jego pokazów na terenie ich kraju.
"T-34" zarobił w kasach biletowych łącznie 135,7 mln złotych (przy budżecie wynoszącym około 36,2 mln zł), stając się tym samym dziesiątym najbardziej kasowym rosyjskim filmem w historii.
W obsadzie rosyjskiego dramatu wojennego znaleźli się m.in. Alexander Petrov ("Lód"), Vinzenz Kiefer ("Szczęście"), Viktor Dobronravov ("Onegin"), Irina Starshenbaum ("Przyciąganie") i Yura Borisov, który w ubiegłym roku był nominowany do Oscara za drugoplanową rolę w "Anorze" Seana Bakera.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/9655d6dd8f66e2f47d2ed82d03337c7f,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/9655d6dd8f66e2f47d2ed82d03337c7f,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">&quot;T-34&quot; podbija ranking popularności Prime Video w Polsce. Rosyjski film miał pomoc Kremla</media:title></media:content></item>
		
	</channel>
</rss>
