<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" version="2.0" xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom">
	<channel>
		<title><![CDATA[naTemat.pl - Rozrywka]]></title>
		<description><![CDATA[Najnowsze artykuły i wpisy blogerów w kategorii Rozrywka w naTemat.pl]]></description>
		<link>https://natemat.pl/c/457,rozrywka</link>
				<generator>natemat.pl</generator>
		<atom:link href="https://natemat.pl/rss/kategoria,457,rozrywka" rel="self" type="application/rss+xml" />
		<atom:link rel="hub" href="https://pubsubhubbub.appspot.com/" xmlns="http://www.w3.org/2005/Atom" />
			<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/651496,gwiazdor-stamtad-wspomina-lost-przez-jedna-scene-nie-rozmawiaja-od-20-lat</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/651496,gwiazdor-stamtad-wspomina-lost-przez-jedna-scene-nie-rozmawiaja-od-20-lat</link><pubDate>Wed, 29 Apr 2026 20:33:01 +0200</pubDate><title>Gwiazdor &quot;Stamtąd&quot; wspomina &quot;Lost&quot;. Przez jedną scenę nie rozmawiają od 20 lat</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/4173c6031e11dd073469e45404e26688,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Gwiazdor "Stamtąd", Harold Perrineau, po dwóch dekadach wrócił wspomnieniami do jednego z najbardziej szokujących momentów w historii "Zagubionych". Okazuje się, że dla części obsady historia sprzed 20 lat wcale nie jest zamkniętym rozdziałem. Aktor przyznał, że koleżanka z planu "Lost"... nadal z nim nie rozmawia.

Zanim Harold Perrineau stał się szeryfem Boydem Stevensem w hicie "Stamtąd", grał Michaela Dawsona w kultowych "Zagubionych", jednym z najważniejszych seriali w historii telewizji. W emitowanym od 2004 do 2010 przeboju grał ojca, który znalazł się na wyspie razem ze swoim synem Waltem i jego psem Vincentem. 
Harold Perrineau wspomina "Lost" i szokującą scenę z Michaelem. Widzowie byli w szoku
Jedna scena z udziałem Michaela na zawsze zapisała się w pamięci widzów. Chodzi oczywiście o pamiętny odcinek "Dwoje na drodze" ("Two for a Road") z drugiego sezonu z 2006 roku, w którym bohater, który wraca do obozu po "wizycie" u Innych, w jednej chwili zmienia się ze zdesperowanego ojca w (równie zdesperowanego) zabójcę. Giną wtedy dwie uwielbiane postacie: Ana Lucia i Libby, grane przez Michelle Rodriguez i Cynthię Watros. 

                
                    
                
                Szokująca scena zbiła widzów z tropu – i nie tylko ich. W wywiadzie w "The Independent" Perrineau wyznał: "To naprawdę dziwne, ale jedna z aktorek do dziś się do mnie nie odzywa". – A ja tylko robiłem swoją robotę! Nie napisałem tego. Robię dokładnie to samo, co wy – wykonuję swoją pracę" – opowiadał.
Aktor wspominał, że o tym, co zrobi jego bohater, dowiedział się niemal w ostatniej chwili. – Zadzwonili do mnie i powiedzieli: "Wraca i to właśnie robi. I nie powiemy nikomu aż do dnia zdjęć" – relacjonował. Tajemnica była pilnie strzeżona, ale nie wszyscy przyjęli ją dobrze. Jedna z aktorek miała poczuć się, jak ujął to Perrineau, "kompletnie zdradzona". Minęło 20 lat, ale – jak widać – emocje wcale nie opadły.
Wokół szokującej sceny przez lata narosło mnóstwo plotek – spekulowano, że twórcy "Lost" uśmiercili bohaterki przez problemy prawne aktorek. Twórcy, Damon Lindelof i Carlton Cuse, stanowczo jednak temu zaprzeczali i podkreślali, że zaplanowali to już wcześniej.  
Sam Perrineau uważa, że Michael "nie dostał uczciwej szansy". – Myślę, że można było to rozegrać ciekawiej. To było takie: "No dobra, okej" – stwierdził, choć jego bohater ostatecznie doczekał się odkupienia.
Dalsza część artykułu poniżej.
Szeryf Boyd ze "Stamtąd" wspomina "Zagubionych". Wspomniał o kontroweryjnym finale
62-letni aktor, który był również gwiazdą "Romea i Julii" z 1996 roku, nie sprowadza jednak swojej przygody z "Zagubionymi" do tego jednego wątku. – Kiedy pojawia się problem, on się wyolbrzymia, ale ta scena śmierci nigdy nie była i nie będzie dla mnie najważniejszą częścią "Lost". Ten serial zmienił telewizję. Robiliśmy rzeczy, których wcześniej nikt nie robił. Więc to, jak się to skończyło, nie ma aż takiego znaczenia – podkreślił w "The Independent", dodając, że "Zagubieni" mają "mnóstwo genialnych momentów".
Podobnie spokojnie Perrineau podchodzi do finału, który od lat dzieli fanów, a przez wielu jest uważany za nieudany i niezrozumiały. – Liczy się podróż, a jak się kończy, to się kończy. Tak samo czuję w przypadku "Stamtąd". Ludzie chcą wszystkich odpowiedzi, a ja myślę: "Ale wtedy nie byłoby serialu!". Czy mogło być lepsze zakończenie? Może tak. Ale to było sześć lat świetnej zabawy – podsumował. 
Dodajmy, że za serial "Stamtąd" (nowe odcinki czwartego sezonu są emitowane na HBO Max w poniedziałki) odpowiadają Jack Bender, reżyser i producent wykonawczy większości odcinków "Zagubionych", oraz Jeff Pinkner, scenarzysta i producent "Lost". Porównań więc raczej nie unikną. 
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/4173c6031e11dd073469e45404e26688,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/4173c6031e11dd073469e45404e26688,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Harold Perrineau wspomina szokującą scenę sprzed 20 lat</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/651481,netflix-robi-kolejny-serial-harlana-cobena-tyle-ze-juz-taki-byl-i-to-polski</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/651481,netflix-robi-kolejny-serial-harlana-cobena-tyle-ze-juz-taki-byl-i-to-polski</link><pubDate>Wed, 29 Apr 2026 17:21:02 +0200</pubDate><title>Netflix robi kolejny serial Harlana Cobena. Tyle że już taki był – i to polski</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/f4f4d68eea2c0794a2d7b5565b9c3162,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Netflix nie zwalnia tempa, jeśli chodzi o seriale na podstawie powieści Harlana Cobena. Platforma ogłosiła właśnie nowy brytyjski serial "The Woods", czyli kolejną adaptację bestsellerowego thrillera pisarza. Jest tylko jeden haczyk: ta książka została juz zekranizowana przez Netflixa i to w Polsce. To nic innego, jak "W głębi lasu" z 2020 roku. Gigantowi streamingu skończyły się pomysły?

Serial "The Woods" będzie liczyć osiem odcinków. W obsadzie znaleźli się Michelle Keegan, znana widzom z hitowego "Już mnie nie oszukasz", a także Tom Bateman, Mandeep Dhillon oraz Pearce Quigley. To kolejny projekt Harlana Cobena realizowany wspólnie z Netflixem po sukcesach takich tytułów jak "O krok za daleko", "Safe" czy "Nieznajomy". Praktycznie wszystkie ekranizacje podbijają topki, więc nie dziwnego, że gigant streamingu nie chce rezygnować z lukratywnej współpracy z amerykańskim pisarzem.
Netflix kręci "The Woods" Harlana Cobena. A przecież było już polskie "W głębi lasu"
Fabuła skupi się na Paulu "Cope" Copelandzie – prawniku i samotnym ojcu, którego siostra Camille zaginęła podczas letniego obozu dwadzieścia lat wcześniej. Rodzinna tragedia rozbiła jego bliskich, a on sam przez lata próbował ułożyć sobie życie na nowo. Wszystko zmienia się, gdy niespodziewanie odnalezione zostaje ciało mężczyzny, który miał zginąć razem z Camille. Bohater rozpoczyna prywatne śledztwo, by odkryć prawdę i sprawdzić, czy jego siostra może wciąż żyć. Pomaga mu dawna miłość, Lucy.
Brzmi znajomo? Owszem. Na podstawie tej samej książki, "The Woods", powstał polski thriller i kryminał Netflixa "W głębi lasu" (powieść została wydana w Polsce pod tym samym tytułem) z 2020 roku. Akcja polskiej wersji rozgrywała się w dwóch liniach czasowych – w 1994 oraz 2019 roku. Głównym bohaterem był prokurator Paweł Kopiński, który po 25 latach od zaginięcia siostry trafia na trop mogący rzucić nowe światło na dawną tragedię.

                    
                W rolach głównych wystąpili Grzegorz Damięcki, Agnieszka Grochowska, Hubert Miłkowski i Wiktoria Filus, a obsadę zasilili m.in. Jacek Koman, Ewa Skibińska, Przemysław Bluszcz, Cezary Pazura, Arkadiusz Jakubik i Dorota Kolak. Za reżyserię odpowiadali Leszek Dawid i Bartosz Konopka, a scenariusz napisali Agata Malesińska i Wojciech Miłoszewski.
Serial był ogromnym hitem w Polsce i mimo że otrzymał mieszane recenzje, to jest przez wielu uważany za najlepszą polską ekranizację Harlana Cobena. Powstały jeszcze dwie: "Zachowaj spokój" z 2022 roku i "Tylko jedno spojrzenie" z 2025 roku. 
Dalsza część artykułu poniżej.
Nowe "W głębi lasu" będzie więc drugą serialową adaptacją tej samej książki. Netflix przygotowuje anglojęzyczną wersję historii, którą polscy widzowie poznali zaledwie sześć lat temu. I nie tylko polscy, bo nasza wersja trafiła na listy TOP 10 najchętniej oglądanych seriali w wielu krajach, m.in. w Wielkiej Brytanii, Brazylii i Francji. 
To pierwszy raz, kiedy Netflix dwukrotnie ekranizuje tę samą książkę Harlana Cobena. A  pisarz ma ich w dorobku naprawdę sporo i jest w czym wybierać. Wszystko wskazuje więc na to, że platforma widzi w tej historii duży potencjał i liczy na powtórzenie sukcesu, który polska wersja osiągnęła kilka lat temu. Dla Polaków "W głębi lasu" pozostanie jednak raczej tylko jedno.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/f4f4d68eea2c0794a2d7b5565b9c3162,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/f4f4d68eea2c0794a2d7b5565b9c3162,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">&quot;W głębi&quot; zostanie zekranizowane... drugi raz</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/651469,na-pogrzebie-lukasza-litewki-byla-tez-doda-gwiazda-nie-kryla-lez</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/651469,na-pogrzebie-lukasza-litewki-byla-tez-doda-gwiazda-nie-kryla-lez</link><pubDate>Wed, 29 Apr 2026 15:45:51 +0200</pubDate><title>Na pogrzebie Łukasza Litewki była też Doda. Gwiazda nie kryła łez</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/96e0e4b191a1b9df5cd0c097f9610356,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Polska pożegnała posła Łukasza Litewkę. Na pogrzebie w Sosnowcu pojawiły się tłumy, a wśród nich kamery wychwyciły Dodę. Piosenkarka, która razem z politykiem Nowej Lewicy pomagała zwierzętom, była wyraźnie wzruszona.

Pogrzeb Łukasza Litewki miał miejsce w środę po południu w Kościele Parafii Rzymskokatolickiej pw. św. Joachima w Sosnowcu. W pogrzebie, który ma charakter państwowy, wzięli udział: prezydent Karol Nawrocki wraz z małżonką Martą Nawrocką, premier Donald Tusk oraz marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty.
Na początku odczytano postanowienie głowy państwa o pośmiertnym odznaczeniu Łukasza Litewki Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Odznaczenie odebrał Zdzisław Litewka, ojciec zmarłego. Na uroczystościach pogrzebowych wystąpił również lider Nowej Lewicy, partii, do której należał Litewka. Włodzimierz Czarzasty w krótkim, ale chwytającym za serce przemówieniu podkreślił, że Łukasz Litewka jednoczył ludzi i był "dobrym człowiekiem".
– Potrafił zgromadzić wokół siebie osoby o różnych poglądach, nawet po śmierci. Ludzie go kochali i mu wierzyli. Widzieli w nim szansę na ratunek. Jak nikt nie mógł pomóc, wierzyli, ze Łukasz pomoże. Często był ostatnią szansa na ich życie. Mało jest takich ludzi – mówił marszałek Sejmu.
Doda na pogrzebie Łukasza Litewki. Nie kryła łez
Na pogrzebie posła Litewki pojawiły się tłumy. Wśród żałobników pojawiła się Doda. Piosenkarka razem z Litewką pomagała zwierzętom i angażowała się w akcję na ich rzecz w Sejmie. Wspólnie spotkali się z Karolem Nawrockim w tej sprawie.
Jak donosi portal Plejada, Dorota Rabczewska, ubrana na czarno, uczestniczyła w ceremonii w Sosnowcu i nie kryła łez. Na twarzy miała okulary przeciwsłoneczne.

            
                
            
            "Jeszcze przed obiadem żartowaliśmy... 'Nic się nie martw, wszystko dokończę'. Widzimy się w kolejnym wcieleniu" – pisała Dorota Rabczewska w relacji na Instagramie po tragicznej śmierci posła Litewki. "Nie wierzę w wypadki, ale co ja tam wiem? Jestem tylko załamaną piosenkarką, której pękło serce. Kontynuujmy to, co Łukasz w nas wszystkich zasiał. Jego misja i idea nie umrze nigdy" – dodała.
Dalsza część artykułu poniżej.
Nie obyło się jednak bez zgrzytu. Początkowo Doda napisała w pożegnaniu: "Wczoraj się umówiliśmy na randkę", ale potem usunęła post. Wpis celebrytki nie umknął uwadze partnerce zmarłego polityka, Natalii Bacławskiej. Na profilu Dody pojawił się bezpośredni i dość stanowczy komentarz. Można się tylko domyślać, że chodziło o wspomniany wpis. "Odpisz mi Doda :) bo chyba przegięłaś" – napisała krótko kobieta.
Wiele wskazuje jednak na to, że ostatecznie Dodzie i partnerce Łukasza Litewki udało się dojść do porozumienia. Pod wpisem na profilu Natalii Bacławskiej, który dotyczy adopcji i pomocy zwierzętom, odezwała się potem sama artystka. "Nie odpuścimy" – zadeklarowała Doda. "Nigdy" – odpisała krótko ukochana zmarłego posła. Tym samym pokazały, że wspólny cel jest wiele ważniejszy, niż chwilowe spięcie w internecie.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/96e0e4b191a1b9df5cd0c097f9610356,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/96e0e4b191a1b9df5cd0c097f9610356,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">W pogrzebie Łukasza Litewki uczestniczyła też Doda</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/651412,lzy-weroniki-rosati-przed-kamerami-slowa-o-corce-i-polskich-realiach-bola</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/651412,lzy-weroniki-rosati-przed-kamerami-slowa-o-corce-i-polskich-realiach-bola</link><pubDate>Wed, 29 Apr 2026 14:06:01 +0200</pubDate><title>Łzy Weroniki Rosati przed kamerami. Słowa o córce i polskich realiach bolą</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/445ab4d90d3bd7d193b1765af54409e9,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Weronika Rosati jest mamą 8-letniej Elizabeth, którą wychowuje samodzielnie w Los Angeles. Mówiąc o córce w podcaście "Bliżej. Czule o rodzicielstwie", aktorce załamał się głos. Wyjawiła, jak czasami czuje się jej córka w Polsce. – To bardzo niebezpieczne – przyznała 42-latka.

Weronika Rosati jest gościnią najnowszego odcinka podcastu MamaDu "Bliżej. Czule o rodzicielstwie". Aktorka mieszka w Los Angeles razem ze swoją ośmioletnią córką Elizabeth, gdzie rozwija karierę jako aktorka i producentka. 42-latka samotnie wychowuje dziecko. 
W rozmowie z Natalią Hołownią i Martyną Wyrzykowską gwiazda "Pitbulla" podkreśliła, jak ogromne znaczenie ma dla dziecka stabilność oraz codzienna rutyna. Zdaniem aktorki sądy, które wymagają od niej regularnych wizyt w związku z relacjami z ojcem Elizabeth, nie zawsze biorą to pod uwagę.
– Najgorsze, co można dziecku zrobić, to rozwalić ten system i rozwalić to poukładane życie, które matka wypruła sobie flaki, żeby poukładać, i żeby ten deficyt nie był taki odczuwalny – powiedziała wprost Rosati.

                    
                Weronika Rosati wzruszyła się w podcaście. "To jest bardzo niebezpieczne"
W rozmowie nie zabrakło emocjonalnych momentów. Rosati przyznała, że zauważyła w Polsce – co "jest trochę przerażające" – że "dziecko, które ma osiem lat, lub więcej, lub trochę mniej, tak naprawdę nie jest traktowane jako mały człowiek, który ma swoje potrzeby, swoje zdanie, tylko jest bezwolne i za nie trzeba decydować". 
– To jest bardzo niebezpieczne. Ja uważam, że to może zwichnąć psychikę dziecka na całe życie – stwierdziła aktorka. Podkreśliła, że sama przeprowadza szczere rozmowy z córką, która "naprawdę dużo rozumie". 
– Dziecko, jak się z nim rozmawia i się je traktuje poważnie, to bardzo dużo rozumie. To jest drażliwy temat dla mnie (...), ale wydaje mi się, że trochę w sądach tego brakuje. Takiego właśnie patrzenia nie schematycznie, jak powinny niektóre rzeczy wyglądać, tylko indywidualnie na każdą sytuację. I traktować to dziecko też jako partnera do rozmowy, jako małego człowieka, który też ma prawo mieć swoje zdanie. (...) A nie jako bezwolna zabawka, która nie ma prawa głosu – mówiła.
– Czy słyszalaś coś podobnego od Eli? Ona Ci o tym powiedziała, że nie czuje się w jakimś momencie tak traktowana? – zapytała wówczas Martyna Wyrzykowska. – Mamy takie sytuacje, zwłaszcza jak jesteśmy w Polsce teraz dużo – odpowiedziała szczerze Weronika Rosati, po czym załamał się jej głos. 
Aktorka musiała na chwilę przerwać, po czym wyraźnie wzruszona powiedziała: "Ela zawsze mówi 'take a deep breath, mommy' ("weź głęboki oddech, mamusiu")". Idąc za radą córki, Rosati głęboko odetchnęła i wróciła do rozmowy.

                
                    
                
                Weronika Rosati o samodzielnym wychowywaniu córki w Los Angeles
Rosati wyjawiła również w podcaście, że dziecko jest dla niej najważniejsze. – Odkąd moja córka się urodziła, to nawet jak ktokolwiek krytykuje mój wygląd czy mówi coś złośliwego, to naprawdę to wszystko w ogóle nie ma znaczenia. Moim jedynym zadaniem jest być jak najlepszą mamą dla niej, jaką potrafię – wyznała. 
Dalsza część artykułu poniżej.
W rozmowie z Natalią Hołownią i Martyną Wyrzykowską Rosati rozprawiła się też z mitem wysokich zarobków w branży filmowej, podkreślając, że nawet znane nazwiska nie zawsze idą w parze z dużymi pieniędzmi. Choć zdaje sobie sprawę, że publikowanie wizerunku córki w mediach społecznościowych mogłoby przynieść jej dodatkowe dochody, to świadomie z tego rezygnuje. Chce jak najdłużej chronić prywatność Elizabeth. 
A jak życie w Los Angeles wygląda od strony finansowej? Rosati przyznała, że choć stara się zapewnić córce jak najlepsze warunki, nie zawsze może pozwolić sobie na wszystko. – Wychowując córkę samodzielnie, musiałam bardzo odłożyć sprawy zawodowe na bok i one po prostu zeszły na drugi plan. To było dla mnie zrozumiałe – wyjaśniła aktorka.
Nowy odcinek podcastu "Bliżej: Czule o rodzicielstwie" z Weroniką Rosati jest już dostępny na YouTubie, Spotify, Apple Podcasts oraz na mamadu.pl.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/445ab4d90d3bd7d193b1765af54409e9,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/445ab4d90d3bd7d193b1765af54409e9,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Weronika Rosati wyjawiła, jak jej córka czuje się czasem w Polsce</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/651394,gwiazdor-tanczacego-z-wilkami-skazany-dozywocie-za-czyny-ktore-przerazaja</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/651394,gwiazdor-tanczacego-z-wilkami-skazany-dozywocie-za-czyny-ktore-przerazaja</link><pubDate>Wed, 29 Apr 2026 12:16:01 +0200</pubDate><title>Gwiazdor &quot;Tańczącego z wilkami&quot; skazany. Dożywocie za czyny, które przerażają</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/7fa31209b42ac3804a3e9b1a89513fe7,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Nathan Chasing Horse, znany jako Dużo Uśmiechów z filmu "Tańczący z wilkami", został skazany za przestępstwa wobec kobiet i nieletnich dziewczynek. Sąd w Nevadzie zadecydował o dożywociu z możliwością ubiegania się o zwolnienie warunkowe. Były aktor mówi o "pomyłce wymiaru sprawiedliwości".

50-letni Nathan Chasing Horse został skazany 27 kwietnia w sądzie w Nevadzie. Wcześniej zostal uznany winnym 13 z 21 postawionych mu zarzutów po styczniowym procesie, który trwał 11 dni. Większość z nich dotyczyła napaści s*ksualnych na osobę poniżej 16. roku życia. 
Były aktor usłyszał karę dożywocia. Zgodnie z wyrokiem będzie mógł ubiegać się o zwolnienie warunkowe najwcześniej po 37 latach. Sam aktor nie przyznał się do winy ani na etapie śledztwa, ani podczas ogłoszenia wyroku. – Nie zrobiłem tych rzeczy. To pomyłka wymiaru sprawiedliwości – powiedział w sądzie. Jego adwokat, Craig A. Mueller, zapowiedział złożenie apelacji.
Nathan Chasing Horse z "Tańczącego z wilkami" skazany za przestępstwa wobec kobiet i dziewczynek
Sprawa zaczęła się w lutym 2023 roku, gdy wielka ława przysięgłych w Nevadzie postawiła aktorowi zarzuty napaści s*ksualnych. Według śledczych miał on przez lata wykorzystywać swoją pozycję jako duchowego przywódcy Lakotów, rdzennego ludu Ameryki Północnej z obszaru Wielkich Równin, stanowiącego zachodnią i najliczniejszą grupę narodu Siuksów.  

                    
                        
                    
                Wedug prokuratory Chasing Horse budował wokół siebie środowisko oparte na ścisłej kontroli i zależności, a następnie "tkał sieć nadużyć", wykorzystując zaufanie kobiet i dziewcząt. W materiałach śledczych pojawiały się także informacje o tzw. "duchowych małżeństwach", w które miały być wciągane nieletnie. Był oskarżany o bycie przywódcą kultu zwanego The Circle.
Kluczowa część zarzutów dotyczyła jednej z pokrzywdzonych, która – według ustaleń śledczych – miała 14 lat, gdy aktor zaczął ją wykorzystywać. Śledczy nie wskazują dokładnej liczby pokrzywdzonych, jednak sprawa obejmuje wiele kobiet oraz dziewcząt i rozciąga się na okres niemal dwóch dekad.
Dalsza część artykułu poniżej.
Podczas rozprawy głos zabrały kobiety oskarżające aktora. Jedna z nich mówiła: "Odebrał mi poczucie bezpieczeństwa, nawet we własnym umyśle. Trauma wpłynęła na moją zdolność do zaufania innym i wyrażania siebie". Inna podkreślała: "Zabrał mi coś bardzo ważnego – moją duchowość. Od najmłodszych lat uczono mnie, by być mu posłuszną i nie zadawać pytań".
Sędzia Jessica Peterson, ogłaszając wyrok, zwróciła się bezpośrednio do osób pokrzywdzonych. – Nie będę nazywać was ofiarami ani ocalałymi. Jesteście odważnymi kobietami i odważnymi mężczyznami – powiedziała. W stronę aktora skierowała ostrzejsze słowa: "Wykorzystywałeś zaufanie i duchowość tych kobiet dla własnych celów. Ten sąd zadba o to, byś nigdy więcej nie miał takiej możliwości".
Oscarowy "Tańczący z wilkami" Kevina Costnera z 1990 roku, w którym Chasing Horse wcielił się w Dużo Uśmiechów, przyniósł mu największą rozpoznawalność. Aktor występował także w produkcjach takich jak "Na Zachód" czy "Pochowaj me serce w Wounded Knee" z 2007 roku, które było jego ostatnią rolą.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/7fa31209b42ac3804a3e9b1a89513fe7,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/7fa31209b42ac3804a3e9b1a89513fe7,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Nathan Chasing Horse skazany na dożywocie</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/651379,joanna-kos-krauze-odpowiada-na-oskarzenia-afera-w-ktora-wkroczyl-nawet-sad</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/651379,joanna-kos-krauze-odpowiada-na-oskarzenia-afera-w-ktora-wkroczyl-nawet-sad</link><pubDate>Wed, 29 Apr 2026 11:21:55 +0200</pubDate><title>Joanna Kos-Krauze odpowiada na oskarżenia. Afera, w którą wkroczył nawet sąd</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/ff0bffb4037035060731381ee5bfce3e,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Nowy reportaż Onetu wywołał burzę wokół Joanny Kos-Krauze. W publikacji pojawiają się liczne zarzuty dotyczące jej pracy zawodowej i relacji ze współpracownikami. Sama reżyserka odpiera oskarżenia i twierdzi, że materiał ma charakter "odwetowy". Sprawę dodatkowo komplikuje wcześniejsze postanowienie sądu, które miało ograniczać publikacje na jej temat.

Joanna Kos-Krauze (dziś Joanna Krauze de Lendorff) to uznana reżyserka i scenarzystka, współtwórczyni takich filmów jak "Plac Zbawiciela", "Papusza" czy "Ptaki śpiewają w Kigali". Przez lata tworzyła ze swoim mężem Krzysztofem Krauze (zmarłym w 2014 roku) i była jedną z ważniejszych postaci polskiego kina artystycznego. Pełniła również funkcje publiczne – zasiadała m.in. w komisji oscarowej oraz współpracowała z Polskim Instytutem Sztuki Filmowej jako ekspertka przy ocenie projektów filmowych. Jej ostatnim filmem są wspomniane "Ptaki śpiewają w Kigali" z 2017 roku.
Oskarżenia pod adresem Joanny Kos-Krauze
27 kwietnia Onet opublikował pierwszą część obszernego reportażu autorstwa Magdaleny Rigamonti. Tekst powstał na podstawie wielomiesięcznych rozmów z osobami określającymi się jako "poszkodowane przez reżyserkę". 
Padają w nim poważne oskarżenia: o mobbing i przemoc psychiczną, tworzenie toksycznego środowiska pracy, manipulacje, a nawet szantaż wobec współpracowników. Część rozmówców twierdzi, że była niesłusznie oskarżana o kradzieże lub nie otrzymała wynagrodzenia za swoją pracę. Niektórzy mówią także o konieczności korzystania z pomocy psychologicznej po współpracy z reżyserką.
W reportażu pojawiają się również informacje o przegranych przez Kos-Krauze procesach dotyczących niewypłaconych wynagrodzeń oraz o jej wykluczeniu ze Stowarzyszenia Filmowców Polskich decyzją sądu koleżeńskiego, który miał opierać się na zeznaniach świadczących o "nieetycznych zachowaniach". 
Wśród osób krytycznie wypowiadających się o reżyserce są m.in. jej dawne znajome i współpracowniczki, a także osoby pracujące przy filmie "Ptaki śpiewają w Kigali". Część z nich podaje swoje nazwiska i deklaruje, że jest gotowa powtórzyć swoje relacje przed sądem.
Joanna Kos-Krauze odpowiada. Onet zabiera głos
Joanna Kos-Krauze zdecydowanie odrzuca te zarzuty. 27 kwietnia jej oświadczenie opublikował mecenas Bartosz Lewandowski, który wcześniej bronił m.in. Mateusza Morawieckiego, Zbigniewa Ziobrę, Adama Glapińskiego czy Patryka Jakiego.
Reżyserka twierdzi, że reportaż jest próbą odwetu. "Redakcja świadoma obowiązującego orzeczenia, zdecydowała się na jego rażące złamanie, publikując materiał mający wyraźny cel represyjny i odwetowy wobec mojej osoby" – napisała. Jej zdaniem publikacja "podważa ład prawny" i stanowi "ewidentne wykorzystanie mediów do presji pozasądowej", a także próbę jej zdyskredytowania.
Dalsza część artykułu poniżej.
O co chodzi? 9 kwietnia sąd wydał decyzję, która miała zakazać autorce reportażu Magdalenie Rigamonti wypowiadania się na temat reżyserki. Pełnomocnik Kos-Krauze twierdzi, że publikacja materiału stanowi "celowe i ostentacyjne złamanie sądowego zakazu" oraz przejaw lekceważenia porządku prawnego. 
Reżyserka twierdzi również, że tekst "zawiera liczne nieprawdziwe informacje", oparte na "niezweryfikowanych źródłach pomówienia", których "prawdziwości nie potwierdził żaden uprawniony organ". Zarzuca autorce reportażu stronniczość, wskazując na "emocjonalną niechęć" oraz "zaangażowanie po jednej stronie konfliktu". 

                    
                        
                    
                W oświadczeniu pojawiają się także sugestie o możliwym konflikcie interesów i "ukrytych powiązaniach", które – jej zdaniem – nie zostały ujawnione czytelnikom. Kos-Krauze przekonuje, że publikacja nie jest niezależną analizą, lecz może być inspirowana przez środowisko z nią skonfliktowane. "Portal nadużywa wolności słowa jako narzędzia represji i odwetu" – podkreśla.
Z kolei Onet utrzymuje, że skorzystał z dostępnych środków prawnych i złożył wniosek o uchylenie zakazu. "Sąd podjął taką decyzję wyłącznie na podstawie twierdzeń pani Joanny, nie znając tekstu Onetu, bo w momencie wydania decyzji tekst jeszcze nie powstał. Sąd nie dał nam szansy na przedstawienie naszych racji – o decyzji dowiedzieliśmy się z e-maila prawnika pani reżyser" – napisał w oddzielnym artykule Bartosz Węglarczyk, redaktor naczelny Onetu. Zakaz publikacji nazywa "cenzurą prewencyjną".
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/ff0bffb4037035060731381ee5bfce3e,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/ff0bffb4037035060731381ee5bfce3e,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Joanna Kos-Krauze odpowiada na oskarżenia</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/651298,diabel-ubiera-sie-u-prady-2-ma-pierwsze-reakcje-fani-wstrzymali-oddech</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/651298,diabel-ubiera-sie-u-prady-2-ma-pierwsze-reakcje-fani-wstrzymali-oddech</link><pubDate>Wed, 29 Apr 2026 10:37:02 +0200</pubDate><title>&quot;Diabeł ubiera się u Prady 2&quot; ma pierwsze reakcje. Fani wstrzymali oddech</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/f2e1f7119e9e6d0be84ea9ff1c445a11,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Meryl Streep wraca jako Miranda Priestly w filmie "Diabeł ubiera się u Prady 2", który jeszcze przed premierą zaniepokoił wiernych fanów oryginału. Pierwsze reakcje na sequel z Anne Hathaway i Emily Blunt o absurdalnym świecie mody rozwiewają wszelkie wątpliwości. Krytycy uspokajają – widzowie się nie zawiodą.

"Diabeł ubiera się u Prady" Davida Frankela szybko zyskał status komedii kultowej, zasypując publiczność niesamowitymi kreacjami prosto z paryskiego tygodnia mody i pierwszych stron żurnali, a także dając nam niezapomnianą Meryl Streep ("Wybór Zofii") w roli despotycznej Mirandy Priestly, redaktorki naczelnej fikcyjnego modowego magazynu "Runway", który był inspirowany biblią mody, czyli gazetą "Vogue".
Film z 2006 roku, będący adaptacją powieści Lauren Weisberger, przedstawiał losy aspirującej dziennikarki Andy Sachs, która pomimo braku gustu i nieznajomości najnowszych kolekcji największych domów mody zostaje zatrudniona jako młodsza asystentka Mirandy. W główną bohaterkę wcieliła się Anne Hathaway ("Nędznicy"), a na ekranie towarzyszyli jej Emily Blunt ("Oppenheimer") i Stanley Tucci ("Konklawe").
Pierwsze reakcje na film "Diabeł ubiera się u Prady 2" już są. Jest dobrze
"Diabeł ubiera się u Prady 2" to powrót Davida Frankela w roli reżysera, a także wszystkich najważniejszych nazwisk z oryginalnej obsady komedii. W sequelu Miranda Priestly zmierzy się z pokłosiem kryzysu tradycyjnych mediów. Redaktorka naczelna zostaje zmuszona do poszukiwania inwestorów. Tak się składa, że potężną sumką dysponuje jej dawna asystentka Emily, obecnie wysoko postawiona dyrektorka we francuskim domu mody Dior. Szefowej "Runaway" przychodzi z pomocą Andy Sachs. Razem zawalczą o przetrwanie ekskluzywnego magazynu.
W obsadzie – obok Streep, Hathaway, Blunt i Tucciego – wymieniono też m.in. Justina Therouxa ("Mulholland Drive"), Kennetha Branagha ("Belfast"), Simone Ashley ("Bridgertonowie"), Lucy Liu ("Aniołki Charliego"), B.J. Novaka ("Biuro") i Lady Gagę ("Joker: Folie à deux").
Dalsza część artykułu poniżej.
Po pierwszym pokazach prasowych zagraniczne media zalały pierwsze reakcje krytyków filmowych i pozostałych uczestników przedpremierowych seansów "Diabeł ubiera się u Prady 2". Gdy w internecie zadebiutował zwiastun drugiej części komedii z 2006 roku, fani obawiali się wielkiej klapy. Osoby, które mają już za sobą projekcję nowego filmu, są jednomyślne: to będzie kinowy hit.

                    
                        
                    
                "Trudno sobie wyobrazić, by fani pierwszej części byli rozczarowani 'Diabeł ubiera się u Prady 2'. Film jest zabawny, czarujący i pełen naprawdę wzruszających momentów. Dla Hathaway, Streep, Blunt i Tucciego [...] czas się zatrzymał" – napisał Matt Neglia z Next Best Picture na portalu X (dawnym Twitterze). "Jest cholernie niesamowity. Jeden z najlepszych sequeli ostatnich lat" – dodał dziennikarz Matthew Huff z z magazynu "Parade".
W reakcjach powtarzają się zachwyty nad Tuccim i jego powrotem do roli Nigela Kiplinga. "Przez Stanleya płakałam dwa razy" – czytamy we wpisie krytyczki Rachel Leishman, która jest powiązana z portalami The Mary Sue i Collider.
"Zjadliwa parodia medialna w wydaniu high fashion. Każdy dziennikarz, który ją zobaczy, będzie się krzywił" – skwitował Alex Weprin z amerykańskiego czasopisma "The Hollywood Reporter". Dodajmy, że "Diabeł ubiera się u Prady 2" wywołał niedawno burzę w azjatyckich krajach – poszło o jedną z bohaterek.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/f2e1f7119e9e6d0be84ea9ff1c445a11,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/f2e1f7119e9e6d0be84ea9ff1c445a11,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Pierwsze reakcje na &quot;Diabeł ubiera się u Prady 2&quot; już są. Krytycy rozwiali wątpliwości</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/651304,nowy-spin-off-yellowstone-juz-zaraz-w-polsce-fani-duttonow-przebieraja-nogami</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/651304,nowy-spin-off-yellowstone-juz-zaraz-w-polsce-fani-duttonow-przebieraja-nogami</link><pubDate>Wed, 29 Apr 2026 08:51:01 +0200</pubDate><title>Nowy spin-off &quot;Yellowstone&quot; już zaraz w Polsce. Fani Duttonów przebierają nogami</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/d2e0add8aaf8a1f035c54697e86b7882,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Wielkimi krokami zbliża się polska premiera "Rancza Duttonów". Spin off "Yellowstone", nazywany jego nieoficjalną kontynuacją, skupi się na Beth Dutton, jej mężu Ripie Wheelerze oraz przybranym synu Carterze. Zwiastun sugeruje, że fani hitu Taylora Sheridana będą zadowoleni. Sprawdzamy, kiedy możemy spodziewać się kolejnych odcinków.

Serial "Yellowstone" z Kevinem Costnerem w roli głowy rodziny Duttonów był absolutnym hitem. Neo-westernowa opowieść o ranczerach z Montany, nad którą czuwał Taylor Sheridan, doczekała się pięciu sezonów i nie zatrzymała się na jednej produkcji. Widzów zasypano prequelami – ukazującym pokłosie wojny secesyjnej "1883" i poprzedzającym wielki kryzys "1923", a także najnowszymi spin-offami: "Marshals" o Kayce'em Duttonie oraz "The Madison" z Michelle Pfeiffer i Kurtem Russellem.
O czym będzie "Ranczo Duttonów"? Beth Dutton i Rip Wheeler powracają
Pora na kolejny spin-off, czyli "Ranczo Duttonów", które skupi się na Beth Dutton (Kelly Reilly, gwiazda nowego kryminału "Under Salt Marsh"). Akcja rozgrywa się tuż po wydarzeniach z 5. sezonu "Yellowstone", dlatego serial jest nieoficjalnie nazywany kontynuacją hitu z Kevinem Costnerem.

                    
                Beth i jej mąż Rip Wheeler (Cole Hauser) zaczynają nowy rozdział na własnych zasadach. Para przenosi się z Montany na południe Teksasu, gdzie próbuje ogarnąć świeżo kupioną działkę. Sprawy szybko się komplikują – zwłaszcza przez Cartera (Finn Little), ich zbuntowanego przybranego syna, którego chcą wychować na porządnego człowieka. Do tego dochodzi rywalizacja z właścicielem sąsiedniej działki, który wyrasta na poważnego przeciwnika. A jakby tego było mało, przeszłość wciąż daje o sobie znać.
"Z dala od kultowego rancza Yellowstone w sercu dzikiej Montany, para zderza się z brutalną rzeczywistością w Rio Paloma. Bohaterowie muszą zmierzyć się z bezwzględnymi właścicielami innego rancza, gotowymi na wszystko, by ochronić swoje imperium. Na południu Teksasu więzy krwi są silniejsze niż gdziekolwiek indziej, przebaczenie jest chwilowe, a cena za przetrwanie jest naprawdę wysoka" – brzmi opis serialu "Ranczo Duttonów".
Dalsza część artykułu poniżej.
Twórcą serialu jest Chad Feehan ("Ray Donovan"), który – jak donosi "Hollywood Reporter" – z niewiadomych przyczyn odszedł z produkcji tuż przed premierą. Jeśli "Ranczo Duttonów" zostanie wznowione na drugi sezon (co jest bardzo prawdopodobne), to u steru zasiądzie ktoś zupełnie inny. Przypomnijmy, że jednym z producentów wykonawczych jest Taylor Sheridan, który czuwa nad całym uniwersum "Yellowstone". 
Oprócz Reilly, Hausera i Little'a w obsadzie spin-offu znaleźli się Juan Pablo Raba ("Narcos"), Jai Courtney ("Bezpaństwowcy") i J.R. Villarreal ("Podwójna tożsamość"). Nie zabrakło też hollywoodzkich gwiazd: wielokrotnie nominowanych do Oscara Eda Harrisa ("Pollock") i Annette Bening ("American Beauty").
Kiedy premiera "Rancza Duttonów" na SkyShowtime?
Platforma SkyShowtime zaplanowała premierę "Rancza Duttonów" 22 maja, tydzień po amerykańskim debiucie. Odcinków będzie dziewięć, a dwa pierwsze zobaczymy od razu. Kolejne będą debiutowały co tydzień w piątki. Finał obejrzymy 10 lipca.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/d2e0add8aaf8a1f035c54697e86b7882,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/d2e0add8aaf8a1f035c54697e86b7882,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">&quot;Ranczo Duttonów&#039; zadebiutuje już w maju</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/651172,najbardziej-hejtowany-serial-star-wars-znow-hitem-zwrot-ktorego-nikt-nie-przewidzial</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/651172,najbardziej-hejtowany-serial-star-wars-znow-hitem-zwrot-ktorego-nikt-nie-przewidzial</link><pubDate>Wed, 29 Apr 2026 07:32:01 +0200</pubDate><title>Najbardziej hejtowany serial Star Wars znów hitem. Zwrot, którego nikt nie przewidział</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/400a1f648a13a9168fbc990e8b5ec09e,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />"Akolita" to serial z uniwersum "Gwiezdnych wojen", który w czasie emisji był bombardowany przez nieprzychylnych mu fanów z jeszcze większym natężeniem niż "Obi-Wan Kenobi". Po pierwszym sezonie Disney nie dał zielonego światła jego kontynuacji, tłumacząc tę decyzję słabymi wynikami oglądalności. Po dwóch latach tytuł wskoczył do rankingu popularności Disney+. Dlaczego?

"Akolita" Leslye Headland, reżyserki i scenarzystki "Russian Doll", rozgrywa się 100 lat przed wydarzeniami ukazanymi w "Mrocznym widmie", czyli w Erze Wielkiej Republiki, kiedy Zakon Jedi przeżywał swój rozkwit. Czułe na moc bliźniaczki Osha i Mae dorastały na planecie Brendok, gdzie działał poteżny sabat czarownic (Rue z "Igrzysk śmierci"), któremu nieprzychylni byli rycerze jasnej strony Mocy. W dzieciństwie siostry zostały rozdzielone. Jedna z dziewczyn stała się uczennicą Qimira, Sitha wydalonego niegdyś z Akademii Jedi.
Po latach "Akolita" nieoczekiwanie powrócił do rankingu TOP 10 Disney+
Serial Disney+ był oskarżany przez część miłośników twórczości George'a Lucasa o łamanie kanonu "Gwiezdnych wojen". Poszło przede wszystkim o okoliczności narodzin bliźniaczek granych przez Amandlę Stenberg z "Igrzysk śmierci". Przypomnijmy, że matka Aniseya zapewniała, że to "ona je stworzyła", a nie midichloriany, które miały doprowadzić do wyjątkowego poczęcia Anakina Skywalkera z "woli samej Mocy". Ponadto na ekranie mogliśmy ujrzeć Zakon Jedi od jego złej, skorumpowanej strony.
"'Akolita' nie jest jednak 'największym gniotem' w świecie 'Gwiezdnych wojen', tak jak upierają się niektórzy. Oferuje ciekawe spojrzenie na Moc (wykonanie to już inna kwestia) i nie powiela bezpiecznych, leniwych motywów typowych dla sagi Skywalkerów" – pisaliśmy wcześniej w naTemat.
Dzieło Headland spotkało się z dużą kampanią nienawiści, w której nie brakowało rasistowskich, mizoginistycznych i transfobicznych odzywek pod adresem różnorodnej obsady, a także bombardowania ocen w telewizyjnych agregatorach. Disney+ ostatecznie anulował "Akolitę" po jednym sezonie, powołując się na jego wysokie koszty produkcji (budżet wyniósł 230 mln dolarów) i niską oglądalność.
Dalsza część artykułu poniżej.
Mało kto spodziewał się, że po dwóch latach od emisji "Akolita" znów wskoczy do rankingu dziesięciu najpopularniejszych seriali serwisu streamingowego Disney+. FlixPatrol podaje, że serial uplasował się na dziewiątym miejscu.
Eskperci tłumaczą wzrost oglądalności "Akolity" nową falą zainteresowanie "Gwiezdnymi wojnami" – niedawno odbyła się premiera serialu animowanego "Gwiezdne wojny: Maul – Mistrz Cienia", a w maju na srebrny ekran trafi film "Mandalorian & Grogu" Jona Favreau z Pedrem Pascalem i Sigourney Weaver.
Przypomnijmy, że w obsadzie "Akolity" – oprócz Amandli Stenberg – znaleźli się również Jung-Jae Lee ("Squid Game"), Manny Jacinto ("Dobre miejsce"), Carrie-Anne Moss ("Matrix"), Jodie Turner-Smith ("After Yang"), Dafne Keen ("Logan: Wolverine"), Dean-Charles Chapman ("Gra o tron"), David Harewood (gra Alan Wake 2), Harry Trevaldwyn ("Jak wytresować smoka") i Rebecca Henderson ("Odpowiednie zachowanie").
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/400a1f648a13a9168fbc990e8b5ec09e,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/400a1f648a13a9168fbc990e8b5ec09e,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">&quot;Akolita&quot;, najbardziej hejtowany serial z uniwersum &quot;Gwiezdnych wojen&quot;, znów trafił do rankingu popularności Disney+</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/651226,battlefield-trafi-na-duzy-ekran-dwoch-laureatow-oscara-to-gwarancja-hitu</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/651226,battlefield-trafi-na-duzy-ekran-dwoch-laureatow-oscara-to-gwarancja-hitu</link><pubDate>Wed, 29 Apr 2026 06:11:01 +0200</pubDate><title>&quot;Battlefield&quot; trafi na duży ekran. Dwóch laureatów Oscara to gwarancja hitu</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/2e6489362ce573e297f2c6e19e289f46,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Kolejną grą, która w niedalekiej przyszłości doczeka się adaptacji, jest popularny "Battlefield", pierwszoosobowa strzelanka rozgrywająca się w samym centrum konfliktów zbrojnych (zarówno fikcyjnych, jak i historycznych). Za produkcję filmu na podstawie tytułu należącego do Electronic Arts zabiorą się laureat Oscara za "Grzeszników" i reżyser hitów z Tomem Cruisem.

Po sukcesie seriali "The Last of Us" (pierwszego sezonu) i "Fallout", a także filmu przygodowego "Minecraft", twórcy kina i telewizji patrzą w kierunku gier z jeszcze większym apetytem. HBO zamierza niebawem przenieść na mały ekran Baldur's Gate 3, Prime Video pracuje właśnie nad aktorskimi wersjami Tomb Raidera i Life is Strange, a Alex Garland ("Civil War") wystartował już z planem zdjęciowym adaptacji współtworzonego przez George'a R.R. Martina soulslike'a Elden Ring. To dopiero początek fascynacji Hollywood grami wideo.
Jak donosi amerykańskie czasopismo "The Hollywood Reporter", do kolejki zapowiedzianych wersji live-action dołączy niedługo seria gier multiplayer Battlefield, którą zapoczątkowało wydane ponad dwie dekady temu Battlefield 1942. 
Gracze wcielają się w niej w żołnierzy o różnych specjalizacjach (są oni przeważnie podzieleni na następujące klasy: szturmowca, inżyniera, medyka oraz zwiadowcę) i biorą udział w wojnie totalnej. Dzięki zróżnicowanym opcjom rozgrywki, fani mogą m.in. uczestniczyć w misjach polegającym na zajmowaniu i bronieniu terytorium.
Film "Battlefield" z Michaelem B. Jordanem na czele. Kto ma go wyreżyserować?
Według zagranicznych doniesień z adaptacją słynnej gry militarnej powiązany jest Michael B. Jordan, tegoroczny laureat Oscara za pierwszoplanową rolę w horrorze "Grzesznicy" Ryana Cooglera. Amerykański aktor uważa siebie za zapalonego gracza – w 2015 roku razem z modelką Carą Delevigne wystąpił w aktorskim zwiastunie "Seize Glory" do gry Call of Duty: Black Ops III. Możliwe, że zasiądzie on na fotelu producenta wykonawczego, a nawet i poprowadzi główną obsadę obiecującego projektu.
Za kamerą filmu "Battlefield" ma stanąć Christopher McQuarrie, reżyser czterech odsłon franczyzy "Mission: Impossible" z Tomem Cruisem jako Ethanem Huntem. Filmowiec, którego w 1996 roku Amerykańska Akademia Filmowa nagrodziła Oscarem za "Podejrzanych", ma pochylić się również nad scenariuszem adaptacji.
Dalsza część artykułu poniżej.
"The Hollywood Reporter" ustaliło, że w ubiegłym tygodniu McQuarrie przeprowadził serię rozmów z wytwórniami filmowymi oraz serwisami streamingowymi, w tym z Apple TV i Sony. Twórcy projektu marzą o tym, by ich dzieło wylądowało na dużym ekranie.
Przypomnijmy, że w 2025 roku ostatnia część serii gier Battlefield – Battlefield 6 – była najlepiej sprzedającym się tytułem w Stanach Zjednoczonych. W marcu portal IGN ogłosił, że Electronic Arts, które we wrześniu minionego roku zostało wykupione za 55 mld dolarów przez państwowy fundusz Arabii Saudyjskiej (zarządzany przez księcia koronnego Mohammada bin Salmana), miało zwolnić nieznaną liczbę pracowników z DICE, Ripple Effect Studios, Criterion Games oraz Motive Studio. Powodem miała być restrukturyzacja.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/2e6489362ce573e297f2c6e19e289f46,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/2e6489362ce573e297f2c6e19e289f46,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Michael B. Jordan i Christopher McQuarrie mają tworzyć film na podstawie gry Battlefield</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/651205,niewybrani-podbili-netflixa-ale-mamy-wlasny-serial-o-sekcie-az-mrozi-krew</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/651205,niewybrani-podbili-netflixa-ale-mamy-wlasny-serial-o-sekcie-az-mrozi-krew</link><pubDate>Tue, 28 Apr 2026 22:06:02 +0200</pubDate><title>&quot;Niewybrani&quot; podbili Netflixa, ale mamy własny serial o sekcie. Aż mrozi krew</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/48251f42bcab646d1355e6211e36e2dd,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />"Niewybrani", którzy właśnie podbijają serwis streamingowy Netflix, snują historię młodej kobiety należącej do fikcyjną religijnej sekty. Niedawno w Polsce popularny był również rodzimy serial o kulcie, który akurat inspirował się prawdziwymi wydarzeniami. Przypominamy, gdzie po seansie hitu z Asą Butterfieldem obejrzeć "Niebo. Rok w piekle".

"Niewybrani" w reżyserii Jima Loacha, syna Kena Loacha ("Kes"), skupia się na losach Rosie (w tej roli Molly Windsor), posłusznej żony i oddanej matki, która należy do Wspólnoty Bożej, sekty religijnej znajdującej się na angielskiej prowincji. Do jej obowiązków należy dbanie o dzieci, gotowanie i sprzątanie. Korzystanie z technologii jest tutaj surowo karane, podobnie zresztą jak sięganie po literaturę.
Każdy – w zależności od płci – zna swoje miejsce w szeregu. Kobiety są podporządkowane mężom, którzy ambitnie podchodzą do swojej przyszłej roli w odizolowanej społeczności. Napędza ich pragnienie jeszcze większej władzy. Wszystko zmienia się, gdy do wspólnoty dołącza zbiegły skazaniec Sam (Fra Fee). Obecność "przybysza" sprawia, że główna bohaterka zaczyna kwestionować zasady panujące w sekcie.
Sześcioodcinkowy miniserial, który miał być inspirowany zgromadzeniem o nazwie "bracia plymuccy" i innymi konserwatywnymi ugrupowaniami działającymi na terenie Wielkiej Brytanii, wskoczył na sam szczyt światowego rankingu oglądalności Netflixa. Po seansie absolutnego hitu giganta streamingu warto sięgnąć po rodzimą produkcję na HBO Max.
"Niebo. Rok w Piekle" warto obejrzeć po "Niewybranych". O czym jest polski serial?
"Niebo. Rok w piekle" – podobnie jak "Niewybrani" – jest dramatem psychologicznym poświęconym młodym ludziom uwięzionym w sekcie. Fabuła polskiego serialu zabiera widzów do lat 90. XX wieku, czyli do czasów transformacji systemowej. Młodych przytłaczała nowa rzeczywistości. Poczucie zagubienia sprawiło, że stawali się oni łatwą zdobyczą dla samozwańczych proroków.
Scenariusz do produkcji HBO powstał na podstawie wspomnień Sebastiana Kellera, który należał do Zboru Leczenia Duchem Świętym "Niebo" prowadzonym przez Bogdana Kacmajora we wsi Majdan Kozłowiecki w województwie lubelskim. Lider największej sekty nad Wisłą przyciągał do siebie wyznawców rzekomą zdolnością uzdrawiania ludzi poprzez nakładanie rąk i wizją zbliżającego się końca świata. Swojej społeczności sprzedał bajkę o tym, że przemawia przez niego Bóg.
Dalsza część artykułu poniżej.
Wspomnijmy, że pod adresem Kacmajora i niebian przez lata padały zarzuty związane z kradzieżą, znęcaniem się psychicznym i fizycznym, popychaniem innych do autodestrukcyjnych zachowań i uśmiercaniem noworodków.
W miniserialu nakręconym przez Bartosza Blaschkego ("Sonata") i napisanym przez Jakuba Korolczuka ("Ołowiane dzieci") zagrali: Stanisław Linowski ("Napad"), Tomasz Kot ("Zimna wojna"), Magdalena Różczka ("Heweliusz"), Zofia Jastrzębska ("Infamia"), Anna Radwan ("Katyń"), Michalina Łabacz ("Wołyń"), Anita Sokołowska ("Przyjaciółki"), Marcin Czarnik ("Drogówka"), a także Przemysław Bluszcz ("Kac Wawa").
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/48251f42bcab646d1355e6211e36e2dd,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/48251f42bcab646d1355e6211e36e2dd,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Po seansie hitu Netflixa &quot;Niewybrani&quot; warto sięgnąć po polski serial o sekcie</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/651277,wdowia-zatoka-ma-100-proc-dobrych-ocen-dziwniejszej-komedii-nie-obejrzycie</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/651277,wdowia-zatoka-ma-100-proc-dobrych-ocen-dziwniejszej-komedii-nie-obejrzycie</link><pubDate>Tue, 28 Apr 2026 20:54:02 +0200</pubDate><title>&quot;Wdowia Zatoka&quot; ma 100 proc. dobrych ocen. Dziwniejszej komedii nie obejrzycie</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/7995b266f445f7681970c838493ba09a,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Nowa Anglia jest kopalnią opowieści grozy. Serial "Wdowia Zatoka" w nieoczywisty sposób łączy komedię z horrorem inspirowanym kinową klasyką tego gatunku i prozą Stephena Kinga. W agregatorze Rotten Tomatoes nowość w streamingu nie została obrzucona zgniłymi pomidorami, a wręcz przeciwnie. Recenzje są zachwycające.

Apple TV ma intrygujący repertuar, ale w Polsce wciąż nie dorównuje Netflixowi popularnością. Serwisowi streamingowemu zawdzięczamy adaptację "Fundacji" na podstawie cyklu powieści Isaaca Asimova, nagrodzone statuetkami Emmy "Rozdzielenie" i "Studio", a także fantastycznonaukową "Jedyną" twórcy "Breaking Bad", hit sci-fi "For All Mankind" oraz komediodramat "Margo jest spłukana" z Elle Fanning.
Już w środę (29 kwietnia) do biblioteki Apple TV dołączy horror komediowy, który zabierze widownię do miasteczka u wybrzeży owianej złą sławą Nowej Anglii. "To przypomnienie, jak łatwo śmiech i strach mogą współistnieć w tej samej przestrzeni" – napisał w recenzji Brian Tallerico z portalu RogerEbert.com.
"Wdowia Zatoka" zdobywa same dobre recenzje. O czym jest nowy serial Apple TV?
Burmistrz nowoangielskiej wyspy, Tom Loftis, zaciska pięści na samą myśl o miejskich legendach, którymi nieustannie żyje jego społeczność. Pogłoski o nadprzyrodzonych zjawiskach, jakie zaobserwowano w okolicy, przeszkadzają mu w jego dalekosiężnych planach. Mężczyzna, chcąc uczynić z przeklętego miasteczka atrakcję turystyczną, na własnej skórze przekonuje się, że przesądy mieszkańców wcale nie są bujdą.
"Wdowia Zatoka" (oryg. "Welcome to Widow's Bay") snuje opowieść o ludziach, którzy nie mogą oderwać wzroku od przeszłości i przezwyciężyć tłumionych głęboko lęków. Całość rozgrywa się na tle nostalgicznej – nieco zacofanej – wyspiarskiej mieściny, która przywodzi na myśl nadmorski kurort Amity ze "Szczęk" Petera Benchleya czy Bridgton z noweli "Mgła" Stephena Kinga.
Serial został stworzony przez Katie Dippold, scenarzystkę "Parks and Recreation", a nakręcony przez japońskiego reżysera Hiro Muraia ("Atlanta" i teledyski do "This Is America" Childish Gambino oraz "sad day" FKA Twigs).
Dalsza część artykułu poniżej.
Obsadę dziesięcioodcinkowej "Wdowiej Zatoki" poprowadził niedoceniony walijski aktor Matthew Rhys, laureat telewizyjnego Oscara za "Zawód: Amerykanin". Przed kamerą wystąpili również: Kate O'Flynn ("Ogrodnicy"), Stephen Root ("Barry"), Kevin Caroll ("Bloodline"), Kingston Rumi Southwick ("Uznany za niewinnego"), Dale Dickey ("Do szpiku kości") i Jeff Hiller ("Ktoś, gdzieś").

                    
                Krytycy są zgodni, że Katie Dippold udało się znaleźć złoty środek między humorem a niepokojem. "'Wdowia Zatoka' podkrada się do ciebie, klepie cię po ramieniu, ucieka, chowa się, a potem znowu cię zaskakuje, raz po raz, stopniowo wywołując przerażenie" – napisał Peter Martin z serwisu ScreenAnarchy.
"Serial sprawia, że ​​w jednej chwili oglądasz go z otwartymi ustami, a w drugiej śmiejesz się do rozpuku" – stwierdził Michael Savio na łamach magazynu "Slant". "Uroczo makabryczna saga o miejscu nękanym grzechami przeszłości. To jak dotąd najlepszy serial tego roku" – dodał Nick Schager z "The Daily Beast".
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/7995b266f445f7681970c838493ba09a,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/7995b266f445f7681970c838493ba09a,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">&quot;Wdowia Zatoka&quot; z Matthew Rhysem to nostaligczny horror komediowy, który ma same rewelacyjne oceny</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/651334,bialy-lotos-dlugo-nie-plakal-po-helenie-bonham-carter-zastapi-ja-laureatka-oscara</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/651334,bialy-lotos-dlugo-nie-plakal-po-helenie-bonham-carter-zastapi-ja-laureatka-oscara</link><pubDate>Tue, 28 Apr 2026 19:18:01 +0200</pubDate><title>&quot;Biały Lotos&quot; długo nie płakał po Helenie Bonham Carter. Zastąpi ją laureatka Oscara</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/5aaa92a8b6d8e53a33d470374d0d055a,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />"Biały Lotos" notuje niespodziewaną roszadę w obsadzie. Laureatka Oscara Laura Dern dołącza do czwartego sezonu hitowego serialu HBO, zastępując Helenę Bonham Carter, która opuściła projekt na bardzo zaawansowanym etapie produkcji. Akcja nowych odcinków rozegra się w Europie.

Wybitna brytyjska aktorka, miała być jedną z gwiazd czwartego sezonu "Białego Lotosu" stworzonego przez Mike'a White'a, a zarazem najgłośniejszym nazwiskiem w ogłoszonej dotąd obsadzie. Jak jednak potwierdziło HBO, Helena Bonham Carter ostatecznie nie wystąpi w serialu. Decyzja zapadła już po wejściu ekipy na plan we Francji.
"Wraz z rozpoczęciem zdjęć (...) stało się jasne, że postać stworzona przez Mike'a White'a dla Heleny Bonham Carter nie sprawdza się w praktyce na planie. Rola została przemyślana na nowo, jest obecnie przepisywana i w najbliższych tygodniach zostanie ponownie obsadzona" – przekazała stacja w komunikacie.
Twórcy podkreślili jednocześnie, że rozstanie z dwukrotnie nominowaną do Oscara gwiazdą "Podziemnego kręgu", "Harry'ego Pottera", "Enoli Holmes" i filmów Tima Burtona odbyło się w dobrej atmosferze. "HBO, producenci i Mike White żałują, że nie będą mogli współpracować z Heleną przy tym projekcie, ale pozostają jej wielkimi fanami i mają nadzieję na wspólną pracę w przyszłości" – dodano.
Laura Dern w "Białym Lotosie". Zastąpi Helenę Bonham Carter
We wtorek stacja potwierdziła, że do obsady dołącza Laura Dern, laureatka Oscara za drugoplanową rolę w "Historii małżeńskiej" z 2019 roku, którą widzowie HBO doskonale znają z nagradzanego serialu "Wielkie kłamstewka". Hollywoodzka gwiazda grała również w tak kultowych tytułach, jak "Park Jurajski", "Blue Velvet" i "Dzikość serca".

                    
                        
                    
                Co istotne 59-letnia amerykańska aktorka nie tylko przejmuje rolę, ale jej bohaterka jest tworzona od nowa specjalnie pod nią. To kolejny rozdział długoletniej współpracy Dern i White'a, którzy wcześniej działali razem przy filmie "Rok psa" oraz serialu "Iluminacja". Choć to pierwszy pełnoprawny występ Laury Dern w "Białym Lotosie", aktorka użyczyła już głosu Abby, żonie Dominica i matce Albiego, w 2. sezonie, choć nie została wtedy oficjalnie wymieniona w napisach.
W obsadzie czwartego sezonu znaleźli się również m.in. Steve Coogan ("W 80 dni dookoła świata"), Kumail Nanjiani ("Eternals"), Vincent Cassel ("Nienawiść") czy Chloe Bennet ("Agenci T.A.R.C.Z.Y.").
Dalsza część artykułu poniżej.
Czwarty sezon "Białego Lotosu" przenosi się do Francji
Nowy sezon hitu HBO powstaje we Francji, a jego akcja być powiązana z Festiwalem Filmowym w Cannes. Hotel Biały Lotos "zagrają" Airelles Château de la Messardière w Saint-Tropez i Hôtel Martinez w Cannes, a zdjęcia realizowane są również w Monako i w Paryżu. Do tej pory jedynie drugi sezon "Białego Lotosu" dział się w Europie (na włoskiej Sycylii). W pierwszym odwiedziliśmy luksusowy hotel na amerykańskich Hawajach, a w trzecim – Tajlandię.
Francja idealnie wpisała się w tematykę sezonu, która ma koncentrować się na świecie sztuki i artystów. Historia ma opowiadać m.in. o samotności artystów, presji sukcesu i tym, jak rozpoznawalność wpływa na relacje oraz decyzje życiowe. 
– To sezon o tym, czym jest bycie artystą i jak sława potrafi być destrukcyjna. Kto przyciąga uwagę świata? Kto jest tylko dodatkiem w relacji? Czy bardziej satysfakcjonuje nas miłość jednej osoby, czy uwaga milionów? – zdradził producent "Białego Lotosu" David Bernad w "Variety". Czwarty sezon ma być najbardziej osobistym w dorobku Mike'a White'a, ale Bernad zapewnił, że ciętego humoru nie zabraknie.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/5aaa92a8b6d8e53a33d470374d0d055a,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/5aaa92a8b6d8e53a33d470374d0d055a,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Helenę Bonham Carter zastąpi laureatka Oscara</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/651325,ted-lasso-powraca-najlepszy-serial-na-zle-czasy-nie-mogl-wybrac-lepszego-momentu</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/651325,ted-lasso-powraca-najlepszy-serial-na-zle-czasy-nie-mogl-wybrac-lepszego-momentu</link><pubDate>Tue, 28 Apr 2026 18:23:01 +0200</pubDate><title>&quot;Ted Lasso&quot; powraca. Najlepszy serial na złe czasy nie mógł wybrać lepszego momentu</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/571a64d116f988cb81698ddacc5fe91e,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Kiedy na świecie źle się dzieje, ratunek jest jeden: "Ted Lasso". Apple TV chyba doskonale zdaje sobie z tego sprawę, bo właśnie ogłosiło premierę czwartego sezonu – z naszym ulubionym trenerem spotkamy się już latem. Fani zobaczą jednak Teda w zupełnie nowej roli.

"Ted Lasso" zadebiutował w 2020 roku podczas pandemii jako lekka opowieść o trenerze fikcyjnego klubu piłkarskiego Premier League AFC Richmond, który zaczynał swoją karierę jako opiekun drużyny futbolu amerykańskiego. Serial błyskawicznie stał się globalnym hitem i jednym z najważniejszych tytułów w historii Apple TV. Zdobył aż 13 prestiżowych nagród Emmy, czyli "telewizyjnych Oscarów".
Skąd ten fenomen? "Ted Lasso" to czysty comfort show, który sprawnie łączył humor, empatię i emocje. Podczas pandemii niestrudzenie podnosił na duchu i szybko stał się jedną z najmilszych współczesnych produkcji. Ale przebój z Jasonem Sudeikisem wyróżniał się także dojrzałością w podejmowaniu trudnych tematów. Wątki związane z lękiem, depresją czy samotnością sprawiły, że "Ted Lasso" stał się czymś znacznie więcej niż tylko sportową feel-good komedią.
Mimo że wydawało się, że historia pozytywnie nastawionego do życia Teda Lasso dobiegła końca, w marcu 2025 roku – dwa lata po emisji ostatniego odcinka – ogłoszono, że powstanie kolejna odsłona, co zaskoczyło (i zachwyciło) fanów. .
O czym będzie 4. sezon "Teda Lasso"? Trener powraca w nowej roli
Apple TV właśnie ogłosiło datę premiery czwartego sezonu "Teda Lasso" – ten zadebiutuje jednym odcinkiem już 5 sierpnia, a kolejne będą udostępniane w każdą środę, do 7 października.
Nowy zwiastun jasno pokazuje, że powrót nie będzie jedynie nostalgiczną powtórką z rozrywki. W czwartym sezonie Ted (Sudeikis) wraca do Richmond, by zmierzyć się z najtrudniejszym wyzwaniem w swojej karierze – zostaje trenerem kobiecej drużyny piłkarskiej grającej w drugiej lidze. Jak czytamy w oficjalnym opisie fabuły: "W trakcie sezonu Ted i jego zespół uczą się działać intuicyjnie i podejmować ryzyko, na które wcześniej by się nie zdecydowali".

                    
                Trailer sugeruje również, że relacja Keeley i Roya ponownie znajdzie się w centrum uwagi, co może sugerować próbę odbudowy ich związku. Z kolei Rebecca wydaje się odnajdywać szczęście u boku nowego partnera, Matthijsa, co zapowiada kolejny istotny wątek romantyczny.
Dalsza część artykułu poniżej.
W 4. sezonie powracają kluczowe postacie: Hannah Waddingham jako Rebecca Welton, Brett Goldstein jako Roy Kent, Juno Temple w roli Keeley Jones, Jeremy Swift jako Leslie Higgins oraz Brendan Hunt jako trener Beard. Do obsady dołączają także nowe nazwiska: Tanya Reynolds ("Ta inna siostra Bennet"), a także Jude Mack, Faye Marsay, Rex Hayes, Aisling Sharkey i Abbie Hern. Istotną zmianą jest również recasting postaci syna Teda – w Henry'ego wcieli się Grant Feely.
W zwiastunie oraz materiałach prasowych nie pojawia się jednak Jamie Tartt, grany przez Phila Dunstera. Aktor, który był jedną z kluczowych postaci w poprzednich trzech sezonach, zasugerował niedawno, że jego obecność na planie była jedynie prywatną wizytą, a nie powrotem do roli. Jeśli ta informacja się potwierdzi, będzie to jedna z największych zmian personalnych w nowym sezonie.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/571a64d116f988cb81698ddacc5fe91e,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/571a64d116f988cb81698ddacc5fe91e,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">&quot;Ted Lasso&quot; ma datę premiery</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/651283,alicja-szemplinska-szykuje-niespodzianke-na-eurowizje-tvp-pokazala-ciezarowke</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/651283,alicja-szemplinska-szykuje-niespodzianke-na-eurowizje-tvp-pokazala-ciezarowke</link><pubDate>Tue, 28 Apr 2026 16:11:02 +0200</pubDate><title>Alicja Szemplińska szykuje niespodziankę na Eurowizję. TVP pokazała ciężarówkę</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/4d90041a9bbbc88dfc8e0c98e89f8740,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Alicja Szemplińska szykuje na Eurowizję coś więcej niż poprawioną wersję występu z preselekcji. Polska reprezentantka całkowicie zmieniła koncepcję swojego show, a kluczową rolę ma odegrać tajemniczy rekwizyt stworzony specjalnie na występ w Wiedniu. Zdjęcie ciężarówki wskazuje, że "gadżet" jest pokaźnych rozmiarów.

Alicja Szemplińska zaśpiewa "Pray" już 12 maja w Wiedniu. W pierwszym półfinale 70. Konkursu Piosenki Eurowizji wystąpi jako czternasta – czyli przedostatnia w stawce liczącej 15 państw. To jedna z najmocniejszych pozycji startowych, jeśli chodzi o szanse na awans do finału. Jak wyliczył wcześniej "Dziennik Eurowizyjny", w latach 2008–2025 aż 77 proc. reprezentantów z tego miejsca przechodziło dalej.
Alicja Szemplińska o swoim występie na Eurowizję. TVP wysyła do Wiednia rekwizyt
Pierwszą próbę Szemplińskiej na eurowizyjnej scenie zaplanowano na 3 maja, dlatego już 2 maja 23-latka wylatuje do Austrii. Przed wyjazdem artystka postanowiła co nieco opowiedzieć o swoim występie. Ten, który zaprezentowała podczas polskich kwalifikacji, nie spodobał się widzom, dlatego zadecydowano o całkowitej zmianie koncepcji.
– Jeżeli chodzi o cały staging, to szykujemy wielką niespodziankę. Będzie to zupełnie inny występ niż w preselekcjach w Polsce. Nie mogę zdradzić, co się wydarzy na scenie, ale na pewno nie będzie spokojnie – mówiła Szemplińska w rozmowie z PAP Life.
Z kolei w Radiu Zet wyjawiła, że na scenie pojawi się duży rekwizyt. – To rzecz większych rozmiarów. Ten gadżet to jest coś niesamowitego, co powstało specjalnie na ten występ. Nie mogę się doczekać – opowiadała. Dwa dni temu TVP udostępniło na swoich socialach zdjęcie ciężarówki, która wiezie wspomnianą rzecz do Wiednia.

                
                    
                
                Wiadomo też, że występ Szemplińskiej na Eurowizji nie będzie statyczny. – Będę się ruszać, będą elementy choreograficzne. Na pewno nie będzie nudy – zapowiedziała artystka, która w ostatnich tygodniach pokazała się fanom Eurowizji na tzw. pre-parties w Londynie i Amsterdamie.
Dalsza część artykułu poniżej.
– Pre-parties były takim wspaniałym doświadczeniem, żeby poznać się z innymi uczestnikami, żeby sprawdzić się przed publicznością, żeby zaśpiewać swój utwór. Może na trochę mniejszą skalę, ale dało mi to dużo pozytywnych doświadczeń i jestem zachwycona uczestnikami – wyjawiła w PAP Life wokalistka, która miała już reprezentować Polskę na odwołanej Eurowizji w 2020 roku.
A jak szanse Polski oceniają bukmacherzy? Mimo świetnej pozycji startowej – niezbyt wysoko. W typowaniach dotyczących pierwszego półfinału Alicji daje się 44 procent szans na awans – Polska obecnie zajmuje 13. miejsce, a przechodzi 10 krajów. Warto jednak pamiętać, że to tylko prognozy i wszystko się może zdarzyć, a kluczowy będzie występ w Wiedniu. 
W prognozach dotyczących całej Eurowizji nasz kraj zajmuje obecnie 27. miejsce na 35. Po swoich występach na pre-parties Polka "wspięła się" o kilka oczek. Liderem do wygranej niezmiennie jest Finlandia (31 proc szans na wygraną).
Kiedy Eurowizja 2026 w Wiedniu?
Półfinały Eurowizji 2026 odbędą się już 12 i 14 maja, a wielki finał zaplanowano na 16 maja. Po zwycięstwie Johannesa "JJ" Pietscha z "Wasted Love" gospodarzem europejskiego święta muzyki będzie Wiedeń. Z powodu obecności Izraela wielu artystów i fanów bojkotuje konkurs, a z tegorocznej edycji wycofało się aż pięć krajów: Irlandia, Islandia, Holandia, Hiszpania i Słowenia. 
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/4d90041a9bbbc88dfc8e0c98e89f8740,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/4d90041a9bbbc88dfc8e0c98e89f8740,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Alicja Szemplińska szykuje niespodziankę</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/651232,zdjecie-latwoganga-ze-streamu-hitem-sieci-internauci-nie-nadazaja-z-udostepnianiem</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/651232,zdjecie-latwoganga-ze-streamu-hitem-sieci-internauci-nie-nadazaja-z-udostepnianiem</link><pubDate>Tue, 28 Apr 2026 14:31:01 +0200</pubDate><title>Zdjęcie Łatwoganga hitem sieci. Internauci nie nadążają z udostępnianiem</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/3b506b2dcabd9d7a94d352d0e37ceb6f,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Polska nigdy nie widziała charytatywnego streamu na skalę akcji Łatwoganga. Zebrano już ponad 280 milionów złotych, a kwota wciaż rośnie. Symbolem tej niezwykłej zbiórki stało się zdjęcie autorstwa Filipa Naumienki, przedstawiające 23-letniego influencera podczas live'a w jego kawalerce. Fotografia stala się viralem, a wielu internautów porównuje ją do ikonicznego kadru ze Zbigniewem Religą po przeszczepie serca.

Charytatywny stream na rzecz fundacji Cancer Fighters trwał dziewięć dni i – po przedłużeniu o kilka godzin – zakończył się 26 kwietnia, dokładnie o godzinie 21:37. Przez ten czas warszawska kawalerka Łatwoganga pękała w szwach od gości, wśród których nie brakowało głośnych nazwisk z show-biznesu. Kobiety i mężczyźni golili włosy, śpiewano, tańczono, godzono się na wizji, Małgorzata Kożuchowska wpadła ponownie w kartony, a Robert Lewandowski nagrał tiktoka po latach. W akcję łączył się nawet Chris Martin z Coldplay.
W ostatnich godzinach influencer Piotr Hancke (inne źródła piszą o Piotrze Garkowskim) i raper Bedoes 2115, współinicjator akcji, postanowili jednak "wyciszyć" show i zaprosić najważniejszych gości: dzieci walczące z rakiem i przedstawicieli fundacji Cancer Fighters z Gorzowa Wielkopolskiego, na którą zbierano pieniądze. 
Zdjęcie Łatwoganga hitem sieci. Internauci szaleją z udostępnianiem
W sieci viralem stało się zdjęcie Łatwoganga podczas streamu w swojej słynnej już kawalerce. Autorem fotografii jest Filip Naumienko z agencji East News, który uchwycił rzadki podczas zbiórki moment, kiedy Piotr był w pokoju sam.
Influencer siedzi przy biurku wpatrzony w ekran monitora, na którym trwa live na YouTube. Podłoga, biurko i parapet toną w kolorowym konfetti, a drzwi balkonowe są zasłonięte płachtą przymocowaną szarą taśmą. Okno jest prowizorycznie zaklejone serpentynami. Na białej ścianie nad komputerem wisi karta z napisanym odręcznie napisem "CISZA NOCNA!". W tym całym rozgardiaszu widzimy także kilka składanych krzeseł i oświetlenie, a na biurku – mikrofon i kamerę.

            
                
            
            Zdjęcie obiegło sieć, a internauci masowo je udostępniają. "Zwykłe krzesełko – nie fotel, komputer stacjonarny, mikrofon i monitor oraz... Wielkie Serce Prowadzącego zbiórkę", "To zdjęcie jest ikoniczne i powinno wygrać grand prix", "To jest zdjęcie-kandydat do World Press Photo", "To jest zdjęcie roku, a przede wszystkim jest to coś o wiele, wiele więcej niż tylko zdjecie" – piszą w sieci. 
Nie brakuje także porównań do słynnego zdjęcia Jamesa Stanfielda przedstawiającego wycieńczonego Zbigniewa Religę po udanym przeszczepie serca. "Jej, od razu skojarzyłam z tym zdjęciem – szacun", "Prawie jak zmęczony profesor Religa po przeszczepie, pamiętam tamto zdjęcie", "Jak prof. Religa po pamiętnej operacji" – piszą.

                    
                        
                    
                Dalsza część artykułu poniżej.
Ile zebrano na streamie Łatwoganga? Wszystko zaczęło się od "Dissu na raka" Bedoesa 2115 i Mai Mecan
Polacy ponownie pokazali, że potrafią się zmobilizować i zjednoczyć. I że kochają pomagać. W ostatnich godzinach licznik zbiórki rósł w niesamowitym tempie, a duże marki przelewały na konto zbiórki nawet sześciocyfrowe sumy. Jedna z nich, Eveline Cosmetics, zmieniła nawet w szczytnym celu swoją nazwę. 
A ile zebrano? Bezpośrednio po zakończeniu streama około 250 milionów, ale na tym wcale się nie skończyło. Licznik wskazuje już aż 282 741 778.76 zł. "Kwota w trakcie aktualizacji. Łączymy wpływy ze wszystkich platform i kanałów" – czytamy na stronie internetowej Cancer Fighters w komunikacie opatrzonym datą 27 kwietnia i godziną 21:00.
Przypomnijmy, jak to wszystko się zaczeło. Inspiracją streamu Łatwoganga był utwór "Ciągle tutaj jestem (diss na raka)" nagrany przez Bedoesa 2115 i 11-letnią Maję Mecan, podopieczną fundacji Cancer Figters, która walczy z białaczką szpikową. Refren piosenki – "Ciągle tutaj jestem i się nigdzie nie wybieram" – szybko stał się nieformalnym hasłem całej inicjatywy. Sam numer w dwa tygodnie wyświetlono ponad 6 milionów razy. 
Łatwogang postanowił wykorzystać ten moment i – wspierany przez Bedoesa – uruchomił stream. Początkowo chciał zebrać 500 tysięcy złotych, a... reszta jest już historią. Polak pobił rekord świata w największej kwocie zebranej podczas transmisji charytatywnej na żywo. Poprzedni wynik należał do Francji (ok. 19,5 mln dolarów w 2025 roku) i teraz to stream Łatwoganga trafi do Księgi Rekordów Guinnessa.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/3b506b2dcabd9d7a94d352d0e37ceb6f,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/3b506b2dcabd9d7a94d352d0e37ceb6f,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Zdjęcie Łatwoganga stało się symbolem charytatywnej akcji</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/651193,jimmy-kimmel-pod-ostrzalem-po-zarcie-o-melanii-trump-bialy-dom-nie-odpuszcza</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/651193,jimmy-kimmel-pod-ostrzalem-po-zarcie-o-melanii-trump-bialy-dom-nie-odpuszcza</link><pubDate>Tue, 28 Apr 2026 11:33:00 +0200</pubDate><title>Jimmy Kimmel pod ostrzałem po żarcie o Melanii Trump. Biały Dom nie odpuszcza</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/9030a3d9e9547f69c58f2401f1963e99,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Jimmy Kimmel znalazł się w ogniu krytyki po żarcie, który padł w jego programie zaledwie kilka dni przed strzelaniną podczas Kolacji Korespondentów Białego Domu. Prowadzący "Jimmy Kimmel Live!" nazwał Melanię Trump "przyszłą wdową", co po sobotnim ataku zostało przez część opinii publicznej odebrane jako skandaliczne i niestosowne. Pierwsza dama jest oburzona, prezydent Donald Trump zażądał zwolnienia komika z ABC, a sam Kimmel zaczął się tłumaczyć.

Spór rozpoczął się po czwartkowym odcinku programu "Jimmy Kimmel Live!, w którym prowadzący komentował obecność prezydenckiej pary na dorocznej gali dziennikarskiej w Waszyngtonie. Kimmel zwrócił się wtedy do Melanii Trump słowami: "Nasza Pierwsza Dama, Melania, jest dziś z nami. Spójrzcie na Melanię, taka piękna. Pani Trump, promienieje pani jak przyszła wdowa". 
Po emisji reakcje były mieszane, ale prawdziwa burza wybuchła dopiero po sobotniej strzelaninie podczas Kolacji Korespondentów Białego Domu. W mediach społecznościowych zaczęto przypominać fragment programu, a krytycy oskarżyli komika o normalizowanie przemocy politycznej. Republikanie domagali się natychmiastowego usunięcia go z anteny.
Żart Jimmy'ego Kimmela o Melanii Trump oburzył Biały Dom. Donald Trump chce zwolnienia komika
Do sprawy odniosła się sama Melania Trump. W opublikowanym wpisie stwierdziła, że "ludzie tacy jak Kimmel nie powinni mieć możliwości wchodzić co wieczór do naszych domów, by szerzyć nienawiść". "Jego monolog o mojej rodzinie nie jest komedią. Jego słowa są toksyczne i pogłębiają polityczną chorobę Ameryki" – napisała. Pierwsza dama zaapelowała też do władz stacji ABC, pytając, jak długo będą tolerować "skandaliczne zachowanie" prezentera.
Jeszcze ostrzej zareagował Donald Trump. Prezydent napisał, że słowa Kimmela były "wezwaniem do przemocy", a sytuacja wykracza "daleko poza granicę przyzwoitości". Dodał również: "Jimmy Kimmel powinien zostać natychmiast zwolniony przez Disney i ABC". Amerykańska stacja należy bowiem do The Walt Disney Company. 
Sam Jimmy Kimmel odniósł się do sprawy w pierwszym monologu po zamachu. Tłumaczył, że był to "bardzo lekki roast" odnoszący się do różnicy wieku między Trumpami – miliarder ma niemal 80 lat i jest o 23 lata starszy od żony. – To nie było w żadnym sensie nawoływanie do zamachu i oni doskonale o tym wiedzą – powiedział stanowczo.
Gospodarz popularnego show podkreślił również, że "od wielu lat bardzo głośno wypowiada się przeciwko przemocy z użyciem broni". Nie zabrakło też złośliwej riposty wobec Melanii Trump: "Jeśli naprawdę chcemy ograniczyć nienawistną retorykę, dobrym miejscem na początek byłaby rozmowa z pani mężem".
To nie pierwszy raz, gdy Kimmel wywołuje polityczny skandal. Jesienią ubiegłego roku został tymczasowo zdjęty z anteny po komentarzach dotyczących zabójstwa konserwatywnego influencera Charliego Kirka. W jednym z monologów stwierdził wtedy, że "gang MAGA próbuje zdobywać polityczne punkty" na śmierci Kirka. Republikanie były oburzeni, a ABC zawiesiło program na tydzień. Po powrocie Kimmel częściowo złagodził ton". – Rozumiem, że niektórzy uznali moje słowa za nietrafione albo niejasne. Rozumiem, dlaczego jesteście źli – powiedział.
Strzelanina w Waszyngtonie. Celem miał być Donald Trump
Żart Kimmela padł dwa dni przed strzelaniną podczas Kolacji Korespondentów Białego Domu, który odbywał się w hotelu Washington Hilton. W sobotni wieczór uzbrojony napastnik otworzył ogień w pobliżu punktu kontrolnego. Donald i Melania Trumpowie zostali ewakuowani i nie odnieśli żadnych obrażeń. Inni również wyszli z incydentu bez szwanku, jednak atak wywołał panikę wśród setek dziennikarzy, polityków i gości obecnych na miejscu.
Podejrzany, 31-letni Cole Tomas Allen, został obezwładniony przez agentów w pobliżu schodów prowadzących do sali balowej. Według śledczych głównym celem ataku miał być Donald Trump oraz jego najbliższe otoczenie. W poniedziałek stanął przed sądem, gdzie usłyszał zarzut usiłowania zamachu na prezydenta Stanów Zjednoczonych oraz zarzuty związane z posiadaniem broni. Nie przyznał się do winy.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/9030a3d9e9547f69c58f2401f1963e99,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/9030a3d9e9547f69c58f2401f1963e99,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Żart Jimmy&#039;ego Kimmela nie spodobał się Melanii Trump</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/651067,niewybrani-hitem-netflixa-za-thrillerem-o-sekcie-stoja-przerazajace-historie</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/651067,niewybrani-hitem-netflixa-za-thrillerem-o-sekcie-stoja-przerazajace-historie</link><pubDate>Tue, 28 Apr 2026 08:44:02 +0200</pubDate><title>&quot;Niewybrani&quot; hitem Netflixa. Za thrillerem o sekcie stoją przerażające historie</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/436e614462e1c84f6dd2894c1e944ca1,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Nowy brytyjski serial "Niewybrani" (oryg. "Unchosen") niespodziewanie wskoczył na pierwsze miejsce w rankingu najpopularniejszych seriali polskiego Netflixa. Psychologiczny thriller opowiada o kobiecie żyjącej w zamkniętej wspólnocie religijnej, która zaczyna podważać rządzące nią zasady. Twórczyni inspirowała się relacjami byłych członków sekt działających w Wielkiej Brytanii, a nazwa jednej grupy szczególnie często pojawia się w medialnych doniesieniach.

Serial "Niewybrani" to sześcioodcinkowy thriller psychologiczny, który z jednej strony pokazuje życie wewnątrz restrykcyjnej wspólnoty religijnej, a z drugiej skupia się na walce młodej kobiety o niezależność.
"Niewybrani" to hit Netflixa. Brytyjski serial opowiada o restrykcyjnej wspólnocie religijnej
W centrum historii znajduje się Rosie (Molly Windsor), żona i matka wychowująca córkę w zamkniętej religijnej wspólnocie znanej jako Fellowship of the Divine. Kobieta od lat funkcjonuje według narzuconych zasad, a jej codzienność opiera się na posłuszeństwie, podporządkowaniu mężowi, Adamowi (Asa Butterfield z "Sex Education") i życiu zgodnym z regułami ustalonymi przez starszyznę grupy.
Punktem zwrotnym okazuje się spotkanie z tajemniczym Samem (Fra Fee), który dołącza do wspólnoty jako nowy członek. Z czasem wychodzi na jaw, że jest zbiegłym skazańcem. Obecność "przybysza" sprawia, że Rosie zaczyna patrzeć na swoje życie z innej perspektywy.
"Kobieta zaczyna dostrzegać pewne aspekty i ograniczenia swojego świata, których wcześniej nie zauważała. Może ta tajna wspólnota religijna wcale nie ma na celu jej dobra?" – czytamy w opisie Netflixa. Bohaterka musi zdecydować, co stanowi dla niej większe zagrożenie – człowiek z mroczną przeszłością czy opresyjny system, w którym sama tkwi.

                    
                "Unchosen" podbiło rynki Netfliksa nie tylko w Polsce – obecnie to najchętniej oglądany serial platformy na świecie. W tym wypadku popularność nie idzie jednak w parze z entuzjastycznym odbiorem. W serwisie Rotten Tomatoes serial zdobył tylko 57 procent pozytywnych recenzji od krytyków, a widzowie przyjęli "Niewybranych" jeszcze chłodniej (40 procent). 
Czy "Niewybrani" są oparci na faktach?
Choć sama fabuła jest fikcyjna, a Fellowship of the Divine nie istnieje, twórczyni serialu Julie Gearey otwarcie mówiła w serwisie Tudum, że punktem wyjścia były prawdziwe historie osób, które opuściły sekty i zamknięte wspólnoty religijne. Przed wejściem na plan kontaktowała się z byłymi członkami takich grup przez internetowe fora i media społecznościowe. Rozmowy dotyczyły mechanizmów kontroli, psychicznego uzależnienia od wspólnoty oraz trudności związanych z odejściem.
– Odkryliśmy, że wiele z tych osób było straumatyzowanych. Dlatego tak ważne było, by zapewnić ich najlepiej, jak potrafiliśmy, że po pierwsze nikt oglądający serial ich nie rozpozna, a po drugie – że wszystko, czym podzielą się na temat emocjonalnego doświadczenia bycia częścią takiej grupy, postaramy się przedstawić z szacunkiem i możliwie najwierniej – opowiadała showrunnerka. 
W rozmowie z Tudum Gearey podkreśliła, że "w Wielkiej Brytanii istnieje ponad dwa tysiące sekt". – Niektóre są zamkniętymi społecznościami. Ale wiele z nich, podobnie jak ta fikcyjna, działa na widoku – zauważyła. Jak dodała, "kiedy społeczeństwo przechodzi okres skrajnej niepewności – tak jak teraz – zaczynają pojawiać się sekty".
Dalsza część artykułu poniżej.
Mimo że z ust showrunnerki nie padły nazwy żadnych konkretnych wspólnot religijnych, to według "Sunday Times" serial inspiruje się m.in. Plymouth Brethren Christian Church. 
To konserwatywny, zamknięty kościół ewangelicki, który istnieje od 1820 roku i zrzesza ponad 55 tysięcy członków na świecie. Organizacja znana jest z restrykcyjnych zasad dotyczących kontaktów ze światem zewnętrznym, życia rodzinnego, roli kobiet oraz korzystania z nowoczesnych technologii. Członkowie dbają o "czystość", nie mają telewizorów ani radia, a z internetu korzystają tylko do celów edukacyjnych i zawodowych. 
Sam Asa Butterfield przyznał, że przygotowując się do roli, oglądał dokumenty poświęcone Plymouth Brethren Christian Church. Wśród inspiracji pojawia się również Bruderhof – chrześcijańska wspólnota założona w 1920 roku w Niemczech. Członkowie żyją w celibacie lub rodzinach, dzielą wspólny majątek i rezygnują z własności prywatnej.
Twórcy podkreślają jednak, że Fellowship of the Divine nie jest wierną kopią żadnej konkretnej organizacji. To fikcyjna społeczność zbudowana na podstawie prawdziwych historii. Dodajmy, że niedawno Netflixa podbił dokument o prawdziwej sekcie z USA "Zaufaj mi: Fałszywy prorok". Z kolei na początku roku hitem HBO Max był serial "Niebo. Rok w piekle", inspirowany sektą Niebo działającą w Polsce w latach 90. XX wieku.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/436e614462e1c84f6dd2894c1e944ca1,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/436e614462e1c84f6dd2894c1e944ca1,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">&quot;Niewybrani&quot; są hitem Netflixa</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/651040,charlize-theron-niczym-tom-cruise-w-jedynce-netflixa-robi-szalone-rzeczy</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/651040,charlize-theron-niczym-tom-cruise-w-jedynce-netflixa-robi-szalone-rzeczy</link><pubDate>Tue, 28 Apr 2026 07:24:01 +0200</pubDate><title>Charlize Theron niczym Tom Cruise. W &quot;jedynce&quot; Netflixa robi szalone rzeczy</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/25c259ac8380a9e563caaa732fdc89a3,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Thriller survivalowy "Alfa" wskoczył na pierwsze miejsce rankingu oglądalności serwisu Netflix. Na potrzeby filmu o wspinaczach Charlize Theron sama wykonała wyczyny kaskaderskie, w których pomocne okazało się jej taneczne doświadczenie. Nawet trenerka południowoafrykańskiej aktorki była zachwycona jej determinacją.

Szczyt rankingu najpopularniejszych filmów Netflixa zajmuje właśnie "Alfa". Za jej kamerą stanął Baltasar Kormákur, islandzki reżyser, który ma już doświadczenie w pełnym adrenalinie kinie o himalaistach (m.in. "Everest" z 2015 roku). Tym razem filmowiec postanowił przyjrzeć się losom pewnej kobiety, która podczas wspinaczki staje się celem seryjnego mordercy.
Po śmierci swojego partnera pogrążona w żałobie Sasha wybiera się samotnie do fikcyjnego Parku Narodowego Wandarra w Australii, w którym ludzie giną bez śladu. Na trudnym szlaku musi zmierzyć się z nieobliczalnym mężczyzną, który zaczyna na nią polować niczym drapieżnik. W rolach głównych obsadzono Charlize Theron, laureatkę Oscara za dramat "Monster", Tarona Egertona ("Rocketman") oraz Erica Banę ("Dzikość").
Charlize Theron sama wspinała się po skałach w filmie "Alfa" Netflixa
Charlize Theron, którą w przeszłości mogliśmy podziwiać w filmach "Mad Max: Na drodze gniewu" i "Atomic Blonde", samodzielnie wykonała sceny akcji, co oznacza, że nie zastąpił jej w nich kaskader. Na ekranie nieraz widzimy, jak hollywoodzka gwiazda wisi na skalnej ścianie, a pod nią rozciąga się przepaść. Aktorka trenowała do roli Sashy u Beth Rodden, amerykańskiej ekspertki od wspinaczki sportowej i pierwszej kobiety, której udało się pokonać Meltdown, niezwykle trudną ścianę wspinaczkową w Yosemite w Stanach Zjednoczonych.
Rodden przyznała, że pierwszą rzeczą, jaką zauważyła u Theron, była jej "doskonała świadomość własnego ciała". – Myślę, że wynikało to z jej tanecznej przeszłości – oznajmiła w rozmowie z Tudum, odnosząc się do faktu, że odtwórczyni roli Sashy w młodości trenowała balet, z którego musiała zrezygnować ze względu na kontuzję.
– Masz szczęście, jeśli trafisz na kogoś takiego jak Beth, kto potrafi pokazać ci, jak organicznie piękna jest sztuka wspinaczki. Nie da się jej zamknąć w ograniczonych ramach i nie ma nią jednego przepisu – powiedziała Theron, która przeznaczyła na ćwiczenia mnóstwo godzin i nerwów. 
Dalsza część artykułu poniżej.
Rodden uważa, że "Alfa" jest jednym z nielicznych filmów, który pokazuje wspinaczkę taką, jaka jest. – Zwykle hollywoodzkie produkcje stawiają na totalną sensację i przedstawiają wiele rzeczy, których wspinacze nigdy w życiu by nie zrobili. (...) W przypadku "Alfy" wszyscy – od producentów, przez reżysera, po Charlize – chcieli, żeby film był jak najbardziej realistyczny – skwitowała.
Dzieło Kormákura podzieliło krytyków filmowych. Tomris Laffly z portalu RogerEbert.com stwierdził, że "priorytetowe traktowanie trzymającego w napięciu thrillera bez nadmiernej emocjonalności i ekspozycji jest jedną z najbardziej odświeżających cech tego przepięknie sfotografowanego filmu o przetrwaniu i sile charakteru". Luke Buckmaster z brytyjskiego dziennika "The Guardian" uważa natomiast, że "całość sprawia wrażenie dopracowanej, ale pozbawionej duszy".
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/25c259ac8380a9e563caaa732fdc89a3,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/25c259ac8380a9e563caaa732fdc89a3,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Charlize Theron samodzielnie wykonała wyczyny kaskaderskie w filmie &quot;Alfa&quot;. Nauczyła się wspinać</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/650938,scooby-doo-netflixa-na-pierwszym-zdjeciu-tajemnicza-spolke-dobrano-idealnie</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/650938,scooby-doo-netflixa-na-pierwszym-zdjeciu-tajemnicza-spolke-dobrano-idealnie</link><pubDate>Tue, 28 Apr 2026 06:09:01 +0200</pubDate><title>&quot;Scooby-Doo&quot; Netflixa na pierwszym zdjęciu. Tajemniczą Spółkę dobrano idealnie</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/651cd48b7f729323fcbd134d795cb7ff,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Netflix zabiera się za aktorską wersję kultowej kreskówki "Scooby-Doo!". W serialu live-action poznamy początki przyjaźni Kudłatego, Daphne, Freda i Velmy, a także genezę Tajemniczej Spółki. Twórcy pochwalili się pierwszym zdjęciem przedstawiającym główną obsadę w znajomej charakteryzacji. Aktorzy wyglądają tak, jakby zostali żywcem wyjęci z Cartoon Network.

Serial live-action na podstawie kreskówki "Scooby-Doo" z 1969 roku, nad którym pracuje serwis streamingowy Netflix, nosi tytuł "Scooby-Doo: Origins". Produkcja właśnie wystartowała, a jej owoce widzowie powinni zobaczyć na małym ekranie już w 2027 roku. Na spotkanie powitalne z gadającym dogiem niemieckim musimy jeszcze poczekać – w końcu przygotowanie efektów praktycznych lub CGI to czasochłonne zajęcie. Na szczęście fani mogą już teraz przywitać się z resztą pasażerów Wehikułu Tajemnic.
Netflix pokazał pierwsze zdjęcie z serialu "Scooby-Doo". Tak wygląda Tajemnicza Spółka (FOTO) 
Fabuła ośmioodcinkowego serialu "Scooby-Doo", który ma zadatki, by stać się hitem giganta streamingu (podobnie jak wcześniej "Wednesday" z Jenną Ortegą), odsłoni przed widownią nową genezę Tajemniczej Spółki. Akcja rozgrywać się będzie pod koniec letniego obozu Ruby-Spears, w którym uczestniczą starzy przyjaciele, Kudłaty i Daphne. Niepokojące wydarzenia, do jakich dojdzie wśród wysokich drzew, na zawsze zwiążą ich losy z dwójką nieznanych im dotąd rówieśników.
"Kudłaty i Daphne zostają wplątani w tajemniczą intrygę dotyczącą zaginionego szczeniaka doga niemieckiego, który mógł być świadkiem nadprzyrodzonego morderstwa. Z pomocą pragmatycznej mieszkanki pobliskiego miasteczka Velmy oraz dziwnego, ale niezwykle przystojnego nowego chłopaka, Freddy'ego, postanawiają rozwikłać tę sprawę" – czytamy w oficjalnym opisie aktorskiej adaptacji.
Na pierwszej fotografii testowej z nadchodzącego "Scooby'ego-Doo" widzimy odtwórców ról wszystkich ludzkich reprezentantów Tajemniczej Spółki. Peruki, jakie założono na głowy młodych gwiazd, pasują do kreskówkowego pierwowzoru – od razu widać, kto kogo gra. Obsada ma świetną charakteryzacją, ale musimy jeszcze poczekać na kostiumy i grę aktorską, by w pełni ocenić jej potencjał.

                    
                        
                    
                Dalsza część artykułu poniżej.
McKenna Grace, którą niebawem zobaczymy jako Maysilee Donner w filmie "Igrzyska śmierci: Wschód słońca w dniu dożynek", zagra w serialu rudowłosą Daphne Blake. W filmografii hollywoodzkiej gwiazdy młodego pokolenia znalazły się takie tytuły jak "Obdarowani", "Opowieść podręcznej", "Pogromcy duchów. Dziedzictwo", "Rocznica" i "Gdyby nie ty".
W roli Kudłatego Rogersa obsadzono Tannera Hagena ("Stróżowie prawa: Bass Reeves") a w Velmę Dinkley wcieli się Abby Ryder Fortson ("Jesteś tam, Boże? To ja, Margaret"). Jako Freda, sympatię Daphne, zobaczymy Maxwella Jenkinsa ("Tuż po zmroku"). Głosu tytułowemu zwierzakowi powtórnie użyczy Frank Welker ("Poszukiwacze zaginionej Arki").
Na fotelach showrunnerów "Scooby'ego Doo: Origins" zostali Josh Appelbaum ("Kraina cudów") oraz Scott Rosenberg ("Piękne dziewczyny"). Pierwszy klaps na planie zdjęciowym, który rozstawiono w Atlancie, padł 21 kwietnia bieżącego roku.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/651cd48b7f729323fcbd134d795cb7ff,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/651cd48b7f729323fcbd134d795cb7ff,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Netflix pokazał pierwsze zdjęcie Tajemniczej Spółki. Widzimy m.in. Mckennę Grace jako Daphne Blake</media:title></media:content></item>
		
	</channel>
</rss>
