<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" version="2.0" xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom">
	<channel>
		<title><![CDATA[naTemat.pl - Rozrywka]]></title>
		<description><![CDATA[Najnowsze artykuły i wpisy blogerów w kategorii Rozrywka w naTemat.pl]]></description>
		<link>https://natemat.pl/c/457,rozrywka</link>
				<generator>natemat.pl</generator>
		<atom:link href="https://natemat.pl/rss/kategoria,457,rozrywka" rel="self" type="application/rss+xml" />
		<atom:link rel="hub" href="https://pubsubhubbub.appspot.com/" xmlns="http://www.w3.org/2005/Atom" />
			<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/649036,zaufaj-mi-falszywy-prorok-na-netflix-zszokowalo-polakow-popaprana-historia</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/649036,zaufaj-mi-falszywy-prorok-na-netflix-zszokowalo-polakow-popaprana-historia</link><pubDate>Mon, 13 Apr 2026 22:43:01 +0200</pubDate><title>&quot;Zaufaj mi: Fałszywy prorok&quot; na Netflix zszokowało Polaków. &quot;Popaprana historia&quot;</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/ac2219c90fcb1a06fd672fa6ec524316,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Dokument Netflixa o przerażającej amerykańskiej sekcie błyskawicznie stał się jednym z najgłośniejszych tytułów ostatnich dni – ustąpił miejsca w rankingach jedynie kryminałowi o Harrym Hole. Widzowie nie kryją szoku, bo historia, którą pokazuje "Zaufaj mi: Fałszywy prorok", wydaje się wręcz niewiarygodna.

"Zaufaj mi: Fałszywy prorok" odsłania kulisy działalności sekty prowadzonej przez Samuela Batemana – samozwańczego proroka, który poślubił łącznie dwadzieścia kobiet, w tym dziesięć nieletnich. Najmłodsza z dziewczynek miała zaledwie 9 lat. Czteroodcinkowa produkcja pokazuje, jak dochodziło do nadużyć wobec kobiet i dzieci oraz jak funkcjonował zamknięty świat jego wyznawców.
Serial dokumentalny "Zaufaj mi: Fałszywy prorok" to true crime o sekcie Samuela Batemana
Serial dokumentalny Netflixa skupia się na śledztwie prowadzonym przez ekspertkę od sekt Christine Marie oraz jej męża, filmowca Tolgi Katasa. Para pod przykrywką przenika do środowiska Batemana, próbując zdobyć jego zaufanie i jednocześnie pomóc ofiarom oraz doprowadzić do jego upadku. 
Bateman był postrzegany jako następca Warrena Jeffsa, lidera Fundamentalistycznego Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich (FLDS) – głębokiego odłamu mormonizmu – skazanego wcześniej za przestępstwa seksualne. Po jego uwięzieniu Bateman stworzył własną sektę na pograniczu Arizony i Utah, wzorując się na strukturach FLDS.

                    
                Reżyserką czteroodcinkowego "Zaufaj mi: Fałszywy prorok" jest Rachel Dretzin, reżyserka dokumentu "Bądźcie życzliwi: Modlitwa i posłuszeństwo" – również dostępnego na Netflixie – który poruszał temat FLDS i Jeffsa. Podkreśla, że jej nowy projekt daje "intymny dostęp do zamkniętego świata" i pokazuje, jak można obalić nawet najbardziej zakorzenione systemy przemocy.
W dokumencie nie zabrakło relacji kobiet, które miały bezpośrednią styczność z fałszywym prorokiem. – Gdyby Sam dowiedział się, co robię, zabrałby moje dzieci i uciekł – słyszymy w zwiastunie nadchodzącego tytułu giganta streamingu. Gdy sprawy nabrały drastycznego tempa, sama Christine Marie wyraziła przed kamerą swoje wątpliwości dotyczące własnej misji. – Nie zdradzam ich (red. przyp. – ofiar Batemana), po prostu im pomagam, prawda? – powiedziała na nagraniu.
"Zaufaj mi: Fałszywy prorok" jest hitem Netflixa
"Zaufaj mi: Fałszywy prorok" miał premierę 8 kwietnia, a na platformie pojawiły się od razu wszystkie cztery odcinki. Serial już jest hitem polskiemu Netflixa – popularności ustępuje tylko norweskiemu serialowi kryminalnemu "Harry Hole". Na Filmwebie ma porządną ocenę 7/10, a widzowie są zszokowani historią o sekcie Batemana.
Dalszy ciąg artykułu poniżej.
"W tego typu produkcjach temat ma równie wielką wagę jak przekaz. Widziałam wiele dokumentów na ważne tematy, które zostały zepsute przez kiepską produkcję. Tu jest bardzo dobrze, twórcy podeszli do sprawy z zaangażowaniem, które robi wrażenie samo w sobie" – pisze jeden z użytkowników.
"No, grubo. Szok i niedowierzanie. Ale film warto obejrzeć", "Dobra dokumentalna robota", "Oby nie znalazł się kolejny taki po*rany następca", "Świetnie zrobiony dokument", "Niebywałe", "Popaprana historia" – piszą widzowie.
Dodajmy, że historia Batemana ma swój finał w rzeczywistości. W grudniu 2024 roku został skazany na 50 lat więzienia oraz dożywotni nadzór kuratorski. Przyznał się m.in. do transportowania nieletnich przez granice stanowe w celu ich wykorzystania oraz do porwań.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/ac2219c90fcb1a06fd672fa6ec524316,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/ac2219c90fcb1a06fd672fa6ec524316,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">&quot;Zaufaj mi: Fałszywy prorok&quot; to true crime o sekcie</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/648976,3-sezon-euforii-wystartowal-widzowie-czekali-cztery-lata-i-kreca-nosem</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/648976,3-sezon-euforii-wystartowal-widzowie-czekali-cztery-lata-i-kreca-nosem</link><pubDate>Mon, 13 Apr 2026 19:53:01 +0200</pubDate><title>3. sezon &quot;Euforii&quot; wystartował. Widzowie czekali cztery lata i kręcą nosem</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/b62e5c436adc6ff2452a330b962be10c,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Po czterech latach doczekaliśmy się nowego sezonu "Euforii" – pierwszy odcinek jest już dostępny, a wraz z nim ruszył cotygodniowy rytm premier. Sprawdzamy, kiedy kolejne epizody trafią do widzów i jak na razie wypada 3. sezon. Spoiler: nie jest za dobrze.

W 3. sezonie "Euforii" powracają: dwukrotnie nagrodzona Emmy za rolę Rue Bennett Zendaya, Sydney Sweeney, Jacob Elordi, Hunter Schafer, Alexa Demie i Maude Apatow oraz m.in. Colman Domingo, a do obsady dołączają Sharon Stone, Natasha Lyonne czy Rosalía.
Akcja hitu Sama Levinsona przenosi się pięć lat do przodu – od wydarzeń po głośnej szkolnej sztuce Lexi Howard (jeśli nic nie pamiętacie, HBO przygotowało ściągę). Bohaterowie są już dorośli i próbują odnaleźć się w zupełnie nowej rzeczywistości, ale wciąż jest niewesoło.
Cassie Howard wychodzi za Nate'a Jacobsa, Jules Vaughn rozpoczyna studia w wymarzonej szkole artystycznej w Nowym Jorku, Maddy Perez zaczyna pracę w klubie nocnym, a Lexi rozwija karierę w Hollywood jako poszukiwaczka talentów. Rue Bennett z kolei ucieka do Meksyku przed dilerką Laurie i wpada tam w jeszcze większe tarapaty.
Pierwsze recenzje 3. sezonu "Euforii"? Mocno podzielone
Na razie reakcje są dalekie od entuzjastycznych. Na podstawie pierwszych 25 recenzji w serwisie Rotten Tomatoes trzeci sezon ma obecnie tylko 44 procent pozytywnych opinii krytyków (większość ekspertów widziała przedpremierowo trzy pierwsze odcinki). Dla porównania: sezon 1 osiągnął 80 procent, a sezon 2 – 78 procent.
Widzowie też podchodzą do nowej odsłony z dystansem. Ich ocena po pierwszym odcinku  zatytułowanym "Ándale" to 57 procent na Rotten Tomatoes (poprzednie sezony mają, kolejno, 84 i 80 procent od publiczności). 
Sam premierowy epizod ma z kolei 6,9/10 w serwisie IMDb. Jak na "Euforię" to niewiele – wszystkie poprzednie odcinki mają oceny powyżej 8. W sieci pojawiają się opinie fanów, że "to już nie to samo", a przez skok w czasie produkcja stała się "zupełnie innym serialem". Pierwszy odcinek jest też przez część widzów określany jako "nudny" i "rozczarowujący", choć inni cieszą się z powrotu ulubionych bohaterów i podobają im się zmiany fabularne oraz bardziej dojrzały ton. 
Dalsza część artykułu poniżej.
A co zarzucają 3. sezonowi krytycy? Roxana Hadadi z "New York Magazine" i "Vulture" ocenia, że "odcinki są nadmiernie rozwleczone przez boleśnie dosłowną narrację Rue (...)". "Jeśli zależy ci na spójnej narracji i konsekwentnie napisanych bohaterach, trzeci sezon pozostawia spory niedosyt" – zauważa Lauren Sarner z "New York Post".
Ben Travers z IndieWire pisze: "Serial Levinsona nigdy wcześniej nie był tak duchowo pusty – a przecież zawsze był bardziej dynamiczny, intensywny i ambitny", z kolei Belen Edwards z Mashable stwierdziła, że "droga, którą Levinson obrał w trzecim sezonie 'Euforii', uwypukla najgorsze skłonności serialu, psując jego techniczny rozmach i dobre aktorstwo eksploatacyjnymi wątkami, jakby stworzonymi pod internetową burzę".
Krytycy są zdania, że trzeci sezon ogląda się jak zupełnie inny serial. Lauren Sarner z "New York Post" wytyka nowym odcinkom: "absurdalne sytuacje, jakby 'Breaking Bad' spotkało się z 'Looney Tunes'. Z kolei Caryn James z BBC zaznacza, że serial "stracił swój pokoleniowy charakter". "'Euforia' stała się produkcją, która ma niewiele do powiedzenia – i nic z tego nie jest szczególnie odważne ani wciągające" – dodaje
"W tych trzech odcinkach są pojedyncze momenty, sceny i kreacje, które przypominają energię najlepszych fragmentów serialu, ale 'Euforia' w 2026 roku sprawia wrażenie bardziej zagubionej niż kiedykolwiek wcześniej" – skonkludował Brian Tallerico z RogerEbert.com. Wszyscy krytycy chwalą jednak obsadę, a szczególnie "fenomenalną" rolę Zendayi, gwiazdę filmu "Drama, który można już oglądać w polskich kinach.
Kiedy nowe odcinki 3. sezonu "Euforii"?
Nowe odcinki "Euforii" będą trafiają do widzów co tydzień, w poniedziałki o godz. 3:00 w nocy – jednocześnie na platformie HBO Max oraz na antenie HBO. Dla tych, którzy nie planują nocnego oglądania, przewidziano drugą emisję w telewizji – w poniedziałki o godz. 20:00.
Oto pełen harmonogram odcinków, których łącznie będzie osiem:
odcinek 1 – 13 kwietnia (już dostępny),
odcinek 2 – 20 kwietnia,
odcinek 3 – 27 kwietnia,
odcinek 4 – 4 maja,
odcinek 5 – 11 maja,
odcinek 6 – 18 maja,
odcinek 7 – 25 maja,
odcinek 8, ostatni – 1 czerwca.


]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/b62e5c436adc6ff2452a330b962be10c,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/b62e5c436adc6ff2452a330b962be10c,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">&quot;Euforia 3&quot; ruszyła</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/649027,zwiastun-nowych-igrzysk-smierci-zachwyca-jedna-rzecza-harry-potter-ma-nauczke</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/649027,zwiastun-nowych-igrzysk-smierci-zachwyca-jedna-rzecza-harry-potter-ma-nauczke</link><pubDate>Mon, 13 Apr 2026 18:06:02 +0200</pubDate><title>Zwiastun nowych &quot;Igrzysk śmierci&quot; zachwyca jedną rzeczą. &quot;Harry Potter&quot; ma nauczkę</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/42b608812f0be76c304ab5bf1c78eadc,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Zanim Haymitch Abernathy został mentorem Katniss Everdeen, sam brał udział w Głodowych Igrzyskach. To na jego młodości skupi się film "Igrzyska śmierci: Wschód słońca w dniu dożynek", który właśnie doczekał się nowego zwiastuna. W zapowiedzi nie brakuje kolorów, znanych twarzy i emocji typowych dla prozy Suzanne Collins.

Film "Igrzyska śmierci: Wschód słońca w dniu dożynek", drugi prequel na podstawie dystopijnej serii pióra Suzanne Collins, zabierze widzów na arenę 50. Głodowych Igrzysk, które przetrwa tylko jedno dziecko z aż 48 trybutów pochodzących z dwunastu poległych Kapitolowi dystryktów. 
Kamera podąży za Haymitchem Abernathym, który w dniu swoich 16. urodzin zostaje podstępem wrobiony w udział w grze na śmierć i życie. Ruch oporu widzi chłopaku ogromny potencjał. Hay był iskrą, która dała początek dziewczynie igrającej z ogniem – Katniss Everdeen.
Nowy zwiastun filmu "Igrzyska śmierci: Wschód słońca w dniu dożynek". Czuć lata 60. i 70.
Wytwórnia Lionsgate pochwaliła się właśnie drugim zwiastunem "Igrzysk śmierci: Wschodu słońca w dniu dożynek", za którego kamerą stanął Francis Lawrence, reżyser aż czterech tytułów należących do franczyzy. 
W ponad dwuminutowej zapowiedzi prequela nareszcie słyszymy głos Josepha Zady ("Byliśmy łgarzami"). Australijski aktor na potrzeby roli Haymitcha nauczył się akcentu prosto z Appalachów, co współgra z tym, jak Rachel Zegler zinterpretowała Lucy Gray Baird w "Balladzie ptaków i węży".

                    
                W trailerze widzimy wyraźniej pozostałych trybutów z górniczego Dystryktu 12. Nieustraszoną i obwieszoną biżuterią Maysilee Donner gra obiecująca hollywoodzka gwiazda Mckenna Grace (przyszła odtwórczyni Daphne w serialu "Scooby Doo!" Netflixa), a w eksperta od zakładów, Wyatta Callowa, wciela się znany z "Wielkiego marszu" Ben Wang.
Zwiastun daje nam również szersze spojrzenie na Ralpha Fiennesa, który przejmuje pałeczkę po Donaldzie Sutherlandzie i Tomie Blythcie. Trzykrotnie nominowanemu do Oscara aktorowi powierzono rolę Coriolanusa Snowa, despotycznego prezydenta Panem, który we "Wschodzie słońca w dniu dożynek" nadal pamięta o Lucy Gray i wprowadza propagandę na jeszcze wyższy poziom, o czym przekona się na własnej skórze Hay.
Dalsza część artykułu poniżej.
W kolorowej otoczce inspirowanej estetyką lat 60. i 70. XX wieku widzimy także Jessego Plemonsa ("Psie pazury") jako powiązanego z rewolucjonistami kamerzystę Plutarcha Heavensbeego, Glenn Close ("Fatalne zauroczenie") jako wredną Drusillę Sickle, Elle Fanning ("Margo jest spłukana") jako wesołą stylistkę Effie Trinket oraz Kierana Culkina ("Prawdziwy ból") w roli showmana Caesara Flickermana.
Zwiastun nowych "Igrzysk śmierci" rozpieszcza fanów książki
Zwiastun filmu "Igrzyska śmierci: Wschodu słońca w dniu dożynek", który trafi do kin 20 listopada bieżącego roku, przyniesie ulgę miłośnikom oryginalnej książki. W klipach pokazanych przez Lionsgate widzimy mnóstwo scen żywcem wyjętych z ostatniej powieści Collins.
Nareszcie mogliśmy zobaczyć reakcję Lenore Dove Baird (w tej roli Whitney Peak z "Plotkary") na podróż jej ukochanego do Kapitolu. Książkowy opis rozpaczy, której dziewczyna dała upust, gdy pociąg z trybutami opuszczał Dystrykt 12, zapadła większości czytelnikom w pamięć. W trailerze widzimy też, jak Effie żegna Haya tuż przed jego wejściem na barwną arenę.
Pod zwiastunem na YouTube są praktycznie same zachwycone komentarze. Fani chwalą casting i podobieństwo do książki, ale największą euforię wywołała wspomniana kolorystyka. "Oglądanie filmu bez 'netfliksowego oświetlenia' to naprawdę powiew świeżości", "Uwielbiam, jak jest jasno. Zupełnie inaczej niż w większości filmów", "Kolory są ABSOLUTNIE SZALONE" – piszą. Dodajmy, że tzw. Netflix Lighting było krytykowane m.in. w pierwszym zwiastunie serialu "Harry Potter".
W obsadzie filmu znaleźli się jeszcze: Kelvin Harrison Jr. ("Fale") jako Beetee Latier, Maya Hawke ("Stranger Things") jako Wiress, Lili Taylor ("Obecność") jako Magd Flanagan, Edvin Ryding ("Książęta") jako Vitus i Billy Porter ("Pose") jako Magno Stift.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/42b608812f0be76c304ab5bf1c78eadc,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/42b608812f0be76c304ab5bf1c78eadc,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Nowy zwiastun filmu &quot;Igrzyska śmierci: Wschód słońca w dniu dożynek&quot;. Fani książki nie będą rozczarowani</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/649030,najlepszy-polski-serial-ostatnich-lat-wraca-z-2-sezonem-obiecuje-wiecej-akcji</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/649030,najlepszy-polski-serial-ostatnich-lat-wraca-z-2-sezonem-obiecuje-wiecej-akcji</link><pubDate>Mon, 13 Apr 2026 16:13:01 +0200</pubDate><title>Najlepszy polski serial ostatnich lat wraca z 2. sezonem. Obiecuje więcej akcji</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/005412872989eb4630c84ffef7e1b4c6,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />"Idź przodem, bracie" wróci w 2. sezonie na Netflixa. Gigant streamingu oficjalnie potwierdził, że właśnie trwają prace nad kontynuacją hitu z Piotrem Witkowskim i Konradem Elerykiem. Twórcy obiecują widzom, że nowe odcinki przyniosą im jeszcze większy dreszczyk emocji.

Serial sensacyjny "Idź przodem, bracie" nie skończy się na jednym sezonie. Netflix potwierdził, że właśnie dobiega końca plan zdjęciowy kontynuacji, której premierę zaplanowano na 2027 rok. Przygody Oskara Gwiazdy i jego szwagra Sylwestra Zajferta czeka zmiana. Dotyczy ona fotela reżysera. Fani mogą spodziewać się podwójnej dawki emocji i jeszcze więcej akcji.
"Idź przodem, bracie" doczeka się 2. sezonu. Co wiemy o nowych odcinkach polskiego serialu Netflixa?
Akcja 2. sezonu "Idź przodem, bracie" rozgrywa się rok po wydarzeniach ukazanych w finale poprzedniego rozdziału. "Los ponownie splata drogi Oskara, byłego funkcjonariusza uwikłanego w świat przestępczy przez długi ojca, jego szwagra Sylwka oraz bezwzględnego gangstera Damiana" – czytamy w oficjalnym opisie fabuły. Główny bohater podejmuje decyzję, która sprowadzi na jego najbliższych wielkie niebezpieczeństwo. Stawka gry ma być zatem znacznie większa.
Tym razem "Idź przodem, bracie" nakręciła Aleksandra Terpińska, w której filmografii znajdziemy film "Inni ludzie" na motywach powieści Doroty Masłowskiej i serial "Porządny człowiek". Przypomnijmy, że za kamerą pierwszej odsłony stanął Maciej Pieprzyca, reżyser "Chce się żyć", "Jestem mordercą" i inspirowanych prawdziwą historią z Dolnego Śląska "Ołowianych dzieci" z Joanną Kulig.
– Wiedziałem, że Aleksandra wniesie do tej historii świeżą perspektywę i ogromną uważność na postaci. (...) Wspólnie z Aleksandrą w tym sezonie podnosimy jeszcze bardziej poprzeczkę, jeśli chodzi o jakość i spektakularność scen akcji – zapowiedział producent polskiego serialu, Łukasz Dzięcioł.
Na mały ekran powrócą odtwórcy głównych ról, czyli Piotr Witkowski, który miał przyjemność zagrać u boku Jasona Stathama w thrillerze akcji "A Working Man", i Konrad Eleryk, gwiazdor "Heweliusza" oraz "Furiozy". 
W obsadzie sensacyjnego hitu znaleźli się również: Aleksandra Adamska ("Pati"), Marcin Kowalczyk ("Jesteś Bogiem"), Cezary Żak ("Ranczo"), Agnieszka Grochowska ("Bez wstydu"), Michalina Łabacz ("Wołyń"), Łukasz Simlat ("Fuga") i Piotr Żurawski ("Ostatnia wieczerza"). Scenariuszem powtórnie zajął się Kacper Wysocki ("Klangor").
Pierwsza odsłona "Idź przodem, bracie", która ukazała się na Netflixie w październiku 2024 roku, jest określana mianem jednego z najlepszych polskich seriali ostatnich lat. Twórców chwalono za przekonujące aktorstwo, wartką akcję i dynamiczne sceny.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/005412872989eb4630c84ffef7e1b4c6,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/005412872989eb4630c84ffef7e1b4c6,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Netflix ogłosił 2. sezon polskiego serialu &quot;Idź przodem, bracie&quot;. Zmienił się reżyser</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/648949,nowy-kandydat-na-jamesa-bonda-zaskakuje-jest-mlodszy-od-craiga-o-ponad-30-lat</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/648949,nowy-kandydat-na-jamesa-bonda-zaskakuje-jest-mlodszy-od-craiga-o-ponad-30-lat</link><pubDate>Mon, 13 Apr 2026 13:46:01 +0200</pubDate><title>Nowy kandydat na Jamesa Bonda zaskakuje. Jest młodszy od Craiga o ponad 30 lat</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/d62613b5a41b09737d0149ec9248dfef,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />W niedalekiej przyszłości dowiemy się, kto zostanie nowym Jamesem Bondem. Kandydatów na przejęcie pałeczki po Danielu Craigu jest wielu. Po Jacobie Elordim bukmacherzy mają na oku znacznie młodszego aktora. Louis Partridge zyskuje na popularności. Znacie go z hitów Netflixa.

Poszukiwania nowego Jamesa Bonda wciąż trwają. Ostatnią osobą, która wcieliła się w agenta 007 na dużym ekranie, był Daniel Craig. Angielskiego aktora widzieliśmy w pięciu tytułach franczyzy: "Casino Royale", "Quantum of Solace", "Skyfall", "Spectre" i "Nie czas umierać". Kto zastąpi go w roli szpiega z prozy Iana Fleminga? W wyścigu znów zrobiło się zamieszanie.
Zgodnie z zagranicznymi prognozami, nowego agenta MI6 mamy poznać w połowie 2026 roku. Przypomnijmy, że seria o Bondzie trafiła w ręce Amazon MGM Studios. Nowi właściciele zdecydowali, że reżyserem kolejnego filmu o kultowym szpiegu będzie Denis Villeneuve, który nakręcił podzieloną na trzy części adaptację "Diuny" i dzieło science fiction "Nowy początek".
Louis Partridge nowym kandydatem na Jamesa Bonda. Ma tylko 22 lata
Amerykański tygodnik rozrywkowy "Variety" donosi, że do listy kandydatów na Jamesa Bonda dołączył właśnie Louis Partridge, którego nazwisko widzowie mogą kojarzyć z filmem "Enola Holmes" oraz serialem "Ród Guinnessów" showrunnera "Peaky Blinders". O wilku mowa! Steven Knight, twórca telewizyjnego hitu z Cillianem Murphym, właśnie został scenarzystą nadchodzącego szpiegowskiego dzieła Villeneuve'a.
Partridge ma zaledwie 22 lata, pochodzi z Londynu, był Sidem Viciousem w miniserialu "Pistol", a niebawem odegra George'a Wickhama w serialu "Duma i uprzedzenie" Netflixa.
W wywiadzie ze wspomnianą gazetą – w ramach promocji "Rodu Guinnessów" – Partridge wyraził swoje zainteresowanie udziałem w fikcyjnej misji MI6. – Może mógłbym siedzieć przy barze, sączyć martini i nic nie mówić – żartował.
Dalsza część artykułu poniżej.
Brytyjski gwiazdor jest obecnie najmłodszą osobą braną pod uwagę do roli Jamesa Bonda. Lista kandydatów na agenta 007 jest długa, ale podatna na przetasowania. Dotąd faworytami bukmacherów byli m.in. Aaron Taylor-Johnson ("28 lat później"), Harris Dickinson ("W trójkącie"), Aaron Pierre ("Rebel Ridge"), Theo James ("Biały Lotos") oraz Callum Turner ("Fantastyczne zwierzęta: Zbrodnie Grindelwalda").
Swego czasu brytyjska gazeta "Metro" poinformowała, że Jacob Elordi, który zyskał sławę dzięki serialowi "Euforia" Sama Levinsona, jest poważnie rozważany do roli szpiega Jego Królewskiej Mości. Szanse australijskiego gwiazdora wzrosły wraz z ogłoszoną przez Amerykańską Akademię Sztuki i Wiedzy Filmowej nominacją do Oscara za rolę Stwora w filmie "Frankenstein" Guillerma del Toro. Największą konkurencją dla niego miał być Turner.
Wiek Patridge'a nie powinien stanowić przeszkody dla producentów, którzy – zgodnie z ustaleniami branżowego portalu Deadline – są gotowi na młode wcielenie Jamesa Bonda. W przeszłości głośno zrobiło się o potencjalnym udziale Toma Hollanda, odtwórcy Spider-Mana w filmowym uniwersum Marvela, w projekcie Villeneuve'a.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/d62613b5a41b09737d0149ec9248dfef,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/d62613b5a41b09737d0149ec9248dfef,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Louis Partridge jest nowym kandydatem na Jamesa Bonda</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/648946,dawid-kwiatkowski-uslyszal-dramatyczna-diagnoze-najstraszniejszy-dzien-w-zyciu</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/648946,dawid-kwiatkowski-uslyszal-dramatyczna-diagnoze-najstraszniejszy-dzien-w-zyciu</link><pubDate>Mon, 13 Apr 2026 12:21:46 +0200</pubDate><title>Dawid Kwiatkowski usłyszał dramatyczną diagnozę. &quot;Najstraszniejszy dzień w życiu&quot;</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/55d6429ac491d8f789b82467eda26eed,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Dawid Kwiatkowski w szczerej rozmowie opowiedział o jednym z najtrudniejszych momentów w swoim życiu. W podcaście "Bliskoznaczni" artysta wyznał, że na początku roku drżał o swoje zdrowie i życie. U piosenkarza wykryto guz na pęcherzu, a lekarze podejrzewali nowotwór.

Dawid Kwiatkowski to jeden z najpopularniejszych artystów młodego pokolenia w Polsce – wokalista, autor tekstów i juror programów telewizyjnych, takich jak "The Voice Kids". Karierę zaczynał jako nastolatek i szybko zdobył ogromną popularność dzięki przebojom oraz silnej relacji z fanami. Ma na koncie liczne nagrody muzyczne i wyprzedane trasy koncertowe.
Dawid Kwiatkowski myślał, że ma nowotwór. "Guz na pęcherzu"
W rozmowie z Katarzyną Nosowską i jej synem Mikołajem Krajewskim w podcaście "Bliskoznaczni" artysta przyznał: "Miałem takie coś w grudniu tamtego roku, że muszę ten początek roku przeznaczyć na zbadanie się – tak od stóp do głów, bo coś takiego do mnie przyszło. Kupiłem sobie pakiet w szpitalu".
Jak podkreślił, dziś cieszy się, że zaufał swojej intuicji. Podczas jednego z badań lekarz wykrył niepokojącą zmianę – guz na pęcherzu. Wspominał, że w trakcie USG specjalista, który go rozpoznał, zmienił nagle wyraz twarzy i powiedział: "To chyba nowotwór".
Ta chwila była dla niego wstrząsem. Kwiatkowski nie krył emocji, relacjonując, że rozpłakał się w gabinecie, a kolejne badania tylko potęgowały stres.
– Ja w ryk. On przez pięć minut mi jedzie w jedną, w drugą stronę tym USG. Jeszcze 10 badań przede mną. Ja już nie mam ochoty nic robić. Zbiegło się kilkoro specjalistów i zmienili ten plan – tu rezonans, trzeba kontrast, tomografia. To był najstraszniejszy dzień w moim życiu. Potem mnie wzięli na badania, czy nie ma przerzutów. Ja mówię: "O czym wy do mnie mówicie. Jaki przerzut?" – opowiadał w podcaście "Bliskoznaczni".
Dalsza część artykułu poniżej.
Najtrudniejsza okazała się niepewność. Kwiatkowski przyznał, że przez całą dobę żył w zawieszeniu, nie wiedząc, czy zmiana jest złośliwa. Ostatecznie diagnoza przyniosła ulgę – guz okazał się niezłośliwy. Jak zaznaczył wokalista, "po prostu coś sobie urosło i jest okej".
Kwiatkowski: "Wszystko mi przeleciało przez oczy"
To doświadczenie mocno odbiło się na jego psychice. Kwiatkowski wyznał, że w tamtym czasie "wszystko mu przeleciało przed oczami", a dodatkowo zbiegło się to z intensywnym okresem zawodowym – tuż przed premierą utworu nagranego z Kayah i planowanym tournée promocyjnym. Opowiadał, że leżąc w rezonansie, sparaliżowany strachem, płakał i wracał myślami do napisanej wcześniej piosenki o śmierci.
– Nie mogę się ruszyć, płaczę, policzki mnie swędzą. Nie mogę się ruszyć, leżę w tej tubie i mówię: "No tak, przyszła do mnie piosenka o śmierci, napisałem i tak... Tak to się dzieje" – wspominał Dawid Kwiatkowski.
Dziś artysta jest już po zabiegu usunięcia zmiany i – jak sam podkreśla – wszystko jest w porządku. – Wyzdrowiałem. Wycięto to. Jest naprawdę wszystko okej. Muszę to sprawdzać. Mam za kilka tygodni kontrolne badania – skwitował w podcaście.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/55d6429ac491d8f789b82467eda26eed,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/55d6429ac491d8f789b82467eda26eed,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Dawid Kwiatkowski przeżył chwile grozy</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/648931,anna-popek-przerywa-milczenie-po-odejsciu-z-tv-republika-padly-znaczace-slowa</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/648931,anna-popek-przerywa-milczenie-po-odejsciu-z-tv-republika-padly-znaczace-slowa</link><pubDate>Mon, 13 Apr 2026 11:32:56 +0200</pubDate><title>Anna Popek przerywa milczenie po odejściu z TV Republika. Padły znaczące słowa</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/be691d90fe6db1d568de51a3319522e5,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Anna Popek odeszła z TV Republika w momencie, gdy śniadaniówka, której była jedną z głównych twarzy, została zastąpiona nowym programem. W rozmowie z Wirtualnymi Mediami dziennikarka uchyliła rąbka tajemnicy na temat swojej decyzji i zapowiedzianej pracy u konkrencji. O kulisach rozstania z Republiką mówiła jednak bardzo powściągliwie.

Jak pisaliśmy w naTemat, Anna Popek odeszła z TV Republika po dwóch latach. "Wczoraj (…) po raz ostatni poprowadziłam poranny program 'Republika wstajemy' i tym samym zakończyłam współpracę z TV Republika. Dziękuję widzom za te wspólne, wczesne poranki – mam nadzieję, że udało nam się przekazać wam uśmiech, radość i pogodę ducha. Kolegom życzę satysfakcji z dalszej pracy. Do zobaczenia" – napisała 9 kwietnia na Instagramie.
Dodajmy, że na początku kwietnia media wyszło na jaw, że Republika rezygnuje ze śniadaniówki – "Republika wstajemy" została od 13 kwietnia zastąpiony przez nowy program "Kto tu rządzi?".
– Program nadawany będzie codziennie od godz. 6:10 do 6:50. (...) To poranne pasmo informacyjne, z dwójką prowadzących. Będzie prognoza pogody, relacje z kraju i ze świata. To nie będzie lifestyle, ale program nastawiony na bieżące informacje. Będzie prowadzić go wymiennie Rafał Patyra, Natalia Rzeźniczak, Justyna Wróblewska i Rafał Stańczyk – przekazał Wirtualnym Mediom Jarosław Olechowski, szef wydawców TV Republika.

                
                    
                
                Anna Popek o odejściu z TV Republika. "Nadszedł czas na rozstanie"
Teraz Anna Popek przerywa milczenie. – Nadszedł czas na rozstanie i po prostu podjęłam taką decyzję. Każdego pracodawcę wspominam dobrze albo o nim nie mówię – i tak zostawmy – powiedziała dziennikarka w rozmowie z portalem.
Była gwiazda TVP dodała, że "usłyszała szczere podziękowania za współpracę, co myśli, że dla dziennikarza jest sukcesem". "Pożegnać się w takiej atmosferze z ludźmi, z którymi się pracowało, to wielka wartość. Niektórzy myślą czasem, że sukces to prestiżowe nagrody, wyróżnienia, ale moim zdaniem sukcesem jest to, gdy wspominają cię dobrze i to w każdym zawodzie. Kolegom życzę satysfakcji z tej trudnej pracy i z radością czekam na nowe zadania" – skwitowała.
Dalsza część artykułu poniżej.
W samej TV Republika – jak przekazał Wirtualnym Mediom jeden z dziennikarzy stacji – "atmosfera jest ponura, bo odchodzą fajni ludzie". – A zostają... To się przekłada na zaplecze. Masa problemów i zero komunikacji. Anna Popek to gwiazda. Nie da się zrobić anteny bez gwiazd tego pokroju. Ona dbała o dykcję innych, pomagała innym, uczyła telewizji – dodał.
Anna Popek wPolsce24. Poprowadzi nowy program
Popek przechodzi do konkurencji – telewizji wPolsce24. – Pracujemy nad dużym programem, który będzie emitowany regularnie na antenie (...) – przekazała Witualnym Mediom.
– Efekty naszej pracy będzie można oglądać już od maja. Audycja ma być zgodna z charakterystyką stacji. To będzie format publicystyczno-polityczny, ale z autorskim zacięciem. Widzowie będą mogli poznać dany temat co najmniej z dwóch stron – obok mnie będzie bowiem drugi prowadzący. Taka koncepcja pozwoli na wyrażanie własnych opinii i na szersze wypowiedzi – poinformowała dziennikarka.
Redaktor naczelny wPolsce24 Jacek Karnowski nie ukrywał radości z dołączenia Popek do stacji. – Pojawienie się Ani w zespole (…) to dla nas powód do dużej satysfakcji. Jej klasa, warsztat dziennikarski oraz niezwykła umiejętność budowania więzi z odbiorcami są wartościami nie do przecenienia. Budujemy telewizję nowoczesną, ale opartą na solidnych fundamentach i profesjonalizmie – Anna idealnie wpisuje się w tę wizję – mówił.
Przypomnijmy, że Anna Popek przed laty była jedną z głównych gwiazd TVP. Prowadziła między innymi program "Pytanie na śniadanie". Kiedy jednak zmieniła się władza i na Woronicza przeszła prawdziwa rewolucja, Popek została zwolniona z mediów publicznych. W Telewizji Polskiej pracowała przez 25 lat.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/be691d90fe6db1d568de51a3319522e5,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/be691d90fe6db1d568de51a3319522e5,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Anna Popek odeszła z TV Republika po dwóch latach</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/648916,w-tancu-z-gwiazdami-widzowie-przecierali-oczy-ze-zdumienia-po-eliminacji-zawrzalo</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/648916,w-tancu-z-gwiazdami-widzowie-przecierali-oczy-ze-zdumienia-po-eliminacji-zawrzalo</link><pubDate>Mon, 13 Apr 2026 10:22:32 +0200</pubDate><title>W &quot;Tańcu z gwiazdami&quot; widzowie przecierali oczy ze zdumienia. Po eliminacji zawrzało</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/e4ff36fabc20aa5aaa1fa9a7bcb5732d,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Szósty odcinek "Tańca z gwiazdami" przyniósł wyjątkowo zaskakujący obrót wydarzeń. Nie dość, że z programem pożegnały się aż dwie pary, to wśród nich znalazł się duet, który wcześniej… wygrał dogrywkę. Taki scenariusz wprawił widzów w niemałe osłupienie.

W ostatnim odcinku "Tańca z gwiazdami" doszło do sytuacji, jakiej dawno nie było. Już na początku programu emocje sięgnęły zenitu – w dogrywce zmierzyły się pary: Kamil Nożyński i Izabela Skierska oraz Izabella Miko i Albert Kosiński. Decyzją jurorów z show pożegnali się Nożyński, aktor znany ze "Ślepnąc od świateł", i jego partnerka.
Dużym zaskoczeniem dla widzów był sam fakt, że Izabella Miko – regularnie chwalona zarówno przez jury, jak i publiczność – w ogóle trafiła do dogrywki. Razem z Kosińskim byli uważani za jedną z najlepiej tańczących par w programie. Ostatecznie jednak w pierwszej części odcinka udało jej się utrzymać w show Polsatu, a fani tancerki i aktorki odetchnęli z ulgą.
Z "Tańca z gwiazdami" odpadły aż dwie pary. Kamil Nożyński i Izabela Skierska oraz Izabella Miko i Albert Kosiński. W sieci wrze
Po wszystkich występach przyszedł czas na końcowy werdykt – i to wtedy wydarzyło się coś naprawdę nieoczekiwanego. Produkcja ogłosiła, że z programem żegna się jeszcze jedna para. Ku zdziwieniu widzów i jurorów, decyzja padła na Izabellę Miko i Alberta Kosińskiego, czyli dokładnie tę samą parę, która była w dogrywce. I to mimo świetnego występu.

                
                    
                
                W sieci zawrzało. "Wygrać dogrywkę, a później odpaść? Zwycięska para powinna dostać immunitet", "Bardzo niesprawiedliwe. Czas chyba zmienić zasady głosowania, bo zaraz odpadną wszystkie najbardziej utalentowane osoby", "Wygrali dogrywkę i odpadli…", "Szok i smutek ogromne. Dostarczyłyście nam kawałek pięknej sztuki. Tanecznej i nie tylko. Jesteście wspaniali" – piszą widzowie na instagramowym profilu "Tańca z gwiazdami".
"Ok ciekawe… wygrali dogrywkę aby dziś odpaść mimo bardzo dobrego tańca?", "Nawet nie będę tego komentować... Po co się denerwować", "Niesprawiedliwe", "Też wam tak samutno po tym odcinku", "Przygotowane dwa tańce, wygrali w dogrywce, a nikt tego nie docenił szkoda... Byli świetni" " – komentują.
Fani programu denerwują się, że odpadła świetna uczestniczka, a na parkiecie dalej tańczą gwiazdy, które gorzej radzą sobie z tańcem i otrzymują słabsze noty od jurorów (przypomnijmy, że o tym, kto przechodzi dalej, decydują również widzowie). Głównie wskazują na dziennikarza Piotra Kędzierskiego. 
Dalsza część artykułu poniżej.
"Kędzierski dalej przeszedł, a dobrze tańcząca osoba odpada... Masakra", "Teraz Kędzierski będzie przepychany na siłę. jak Karolak ostatnio. Żenada", "Żart... Kędzierski i Jasper dalej w programie... Żal to już oglądać", "Kędzierski nie odpadnie, wiadomo, ale słabsi od Izy są napewno Paulina i Jasper...", "Miko odpadła, a Kędzierski odpadł?!", "A Kędzierski dalej w programie – wielkie XD" – oburzają się widzowie.
W kolejnym odcinku widzów czeka taneczna roszada partnerów. Na parkiecie zobaczymy nowe duety: Sebastian Fabijański wystąpi u boku Darii Sytej, Paulina Gałązka zatańczy z Jackiem Jeschke, a Kacper "Jasper" Porębski spróbuje swoich sił w parze z Julią Suryś. To nie wszystko – Piotr Kędzierski stworzy duet z Hanną Żudziewicz, Gamou Fall pojawi się na parkiecie z Magdaleną Tarnowską, natomiast Magdalena Boczarska zaprezentuje się w duecie z Michałem Bartkiewiczem.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/e4ff36fabc20aa5aaa1fa9a7bcb5732d,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/e4ff36fabc20aa5aaa1fa9a7bcb5732d,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Burza po &quot;Tańcu z gwiazdami&quot;</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/648835,wybitny-film-o-godzilli-dostanie-2-czesc-nie-bedziemy-na-nia-dlugo-czekac</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/648835,wybitny-film-o-godzilli-dostanie-2-czesc-nie-bedziemy-na-nia-dlugo-czekac</link><pubDate>Mon, 13 Apr 2026 07:43:01 +0200</pubDate><title>Wybitny film o Godzilli dostanie 2. część. Nie będziemy na nią długo czekać</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/b0ad425de8ceab9548ddc1c570d7aac8,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Nagrodzona Oscarem za efekty specjalne "Godzilla Minus One" niebawem otrzyma sequel. "Godzilla Minus Zero" trafi na duży ekran jeszcze w tym roku, serwując widzom podwójne zagrożenie. Pod wulkanem Fudżi i lasem Aokigahara obudzi się pradawna istota. Za kamerą znów widzimy Takashiego Yamazakiego.

"Godzilla Minus One" była niebywałym osiągnięciem. Efekty do widowiska o tak wielkiej skali i z tak ogromnym rozmachem stworzyła – jak podkreślał reżyser Takashi Yamazaki – względnie mała ekipa. Japoński filmowiec i Kiyoko Shibuya, ekspertka od efektów wizualnych, nadzorowali pracę nad 35-osobowym zespołem, który w ciągu ośmiu miesięcy stworzył 610 ujęć VFX w studiu Chōfu (wiele współczesnych produkcji bazuje na około tysiącu ujęć).
Film Yamazakiego, określany przez wielu krytyków i widzów jako arcydzieło, które w oldschoolowym stylu ożywiło kultowego kaijū (tak popularnego w kraju kwitnącej wiśni jak Pikachu i Hello Kitty), został ostatecznie nagrodzony przez Amerykańską Akademię Filmową prestiżowym Oscarem za najlepsze efekty specjalne. "Godzilla Minus One" był swoistym hołdem dla oryginalnej "Godzilli" Ishirō Hondy z 1954 roku.
Przygoda Yamazakiego z radioaktywnym jaszczurem-gigantem trwa dalej. Premierę kontynuacji "Godzilli Minus One" zaplanowano w japońskich kinach na koniec 2026 roku.
Kiedy premiera filmu "Godzilla Minus Zero"? Pod górą Fudżi ma się obudzić jeszcze jeden kaijū
"Godzilla Minus Zero", która nieoficjalnie jest bezpośrednim sequelem dzieła sprzed trzech lat, będzie 39. filmem z franczyzy. Yamazaki dostał zielone światło na stworzenie kolejnego widowiska w 2024 roku i to z budżetem znacząco przekraczającym środki, jakimi dysponował poprzedni tytuł. Produkcję zlecono firmie Toho Studios, która oprócz wydawania filmowej klasyki o kaijū zajmuje się dystrybucją projektów Studia Ghibli i całej filmografii Akiry Kurosawy ("Siedmiu samurajów").
Plan zdjęciowy, który obejmował takie miejsca, jak znajdujące się w prefekturze Ibaraki miasto Tsukubamirai i lokacje w Nowej Zelandii oraz Norwegii, miał trwać od sierpnia do grudnia 2025 roku. W Japonii film ma ukazać się na srebrnym ekranie 3 listopada, a w Stanach Zjednoczonych trzy dni później. Zapowiedź "Godzilli Minus Zero" zostanie pokazana 14 kwietnia podczas wydarzenia w ramach branżowego konwentu CinemaCon w Las Vegas.

                    
                        
                    
                Dalsza część artykułu poniżej.
Z nieoficjalnych doniesień portalu Dread Central wynika, że w sequelu powróci dawna obsada, czyli Ryûnosuke Kamiki ("Twoje imię"), Minami Hamabe ("Silent Love") i Sae Nagatani, a fabuła skupi się na jej powojennych zmaganiach. Spokojne życie bohaterów zostanie przerwane, gdy na horyzoncie pojawi się w pełni zregenerowana, jeszcze większy i groźniejsza Godzilla. "Dodatkowo coś starożytnego zaczyna buzować pod Aokigaharą, w pobliżu góry Fudżi" – czytamy.
Plakaty rozwieszone w Los Angeles z okazji CinemaConu sugerują, że 11 czerwca odbędzie się premiera pierwszego zwiastuna "Godzilli Minus Zero". Fani już spekulują, że chmury przedstawione w materiale promocyjnym mogą świadczyć o obecności gargantuicznej kijanki Hedory, którą uwielbia Yamazaki.
O czym był oscarowy film "Godzilla Minus One"?
Fabuła filmu "Godzilla Minus One" – jak na japońskie kino przystało – w symboliczny sposób rozprawia się z historią Japonii, a konkretnie z bombami atomowymi, które w sierpniu 1945 roku spadły na Hiroszimę i Nagasaki. Pod koniec II wojny światowej pilot kamikaze Koichi Shikishima ląduje żywy, ale okryty hańbą w bazie na wyspie Odo. Tego samego dnia garnizon atakuje stworzenie zwane Godzillą.
Potwór rośnie w siłę, gdy na atolu Bikini armia USA przeprowadza test nuklearny. Japoński rząd nie chce siać paniki, dlatego ukrywa przed swoimi obywatelami wszystko, co wie o niebezpiecznym kaijū.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/b0ad425de8ceab9548ddc1c570d7aac8,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/b0ad425de8ceab9548ddc1c570d7aac8,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Kiedy premiera filmu &quot;Godzilla Minus Zero&quot;? To sequel oscarowego filmu o kaijū z 2023 roku</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/648442,jak-przygotowac-sie-na-koncert-limp-bizkit-ten-zestaw-to-wehikul-do-lat-90</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/648442,jak-przygotowac-sie-na-koncert-limp-bizkit-ten-zestaw-to-wehikul-do-lat-90</link><pubDate>Mon, 13 Apr 2026 06:36:02 +0200</pubDate><title>Jak przygotować się na koncert Limp Bizkit? Ten zestaw to wehikuł do lat 90.</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/365b56db8e6c508d1cf6c10875a8021f,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Już 3 czerwca w krakowskiej Tauron Arenie zagra grupa Limp Bizkit, legenda nu metalu przełomu wieków. Jak przygotować się na ten koncertu? Wyciągnąć z szafy sprany t-shirt z logo zespołu, założyć zdarte jeansy i... przypomnieć sobie dyskografię kapeli. W tym ostatnim możemy pomóc.

Zespół Limp Bizkit należy do najważniejszych przedstawicieli nu metalu przełomu lat 90. i wczesnych dwutysięcznych. Choć ich twórczość budziła początkowo oburzenie zatwardziałych fanów ciężkiego grania, dziś jest uważana za klasykę. I chyba trudno o lepszy znak tamtych czasów niż czerwona czapeczka Freda Dursta i refren "Nookie".
Limp Bizkit dopiero się rozkręcają
Metal przez lata uchodził za muzykę mroczną, opartą na nisko nastrojonych gitarach, skierowaną raczej do fanów pogo i machania głową pod sceną, a nie zwolenników fajnych imprez. Limp Bizkit to zmieniło.
Debiutancki album grupy, "Three Dollar Bill, Y'all$", z 1997 roku pokazał, że charakterystyczne ciężkie, metalowe gitary można połączyć z rapowanym wokalem Freda Dursta. Wcześniej podwaliny pod ten styl stworzyła grupa Korn, ale dopiero Limp Bizkit zaprosiło wszystkich na imprezę.

                    
                Choć początkowo krążek nie odniósł ogromnego sukcesu komercyjnego, z czasem zdobył status kultowego i otworzył grupie drogę do mainstreamu. 
Każdy zna "Nookie"
Prawdziwym przełomem okazał się jednak krążek "Significant Other", który uczynił Limp Bizkit jedną z największych gwiazd rocka. Płyta zawiera przede wszystkim hit "Nookie", który zna każdy obecny 40–latek. Zespół z pewnością wykona go na żywo w czasie krakowskiego koncertu.

                    
                Najlepsze miało jednak dopiero nadejść. I świat naprawdę nie był na to gotowy.
Limp Bizkit jest w twojej chacie!
Jeżeli "Significant Other" określiliśmy mianem przełomu, jak określić status "Chocolate Starfish and the Hot Dog Flavored Water" z 2000 roku? Grupa była już wtedy wszędzie: zdobywali szczyty list przebojów, a ich piosenka "Take a Look Around" promowała "Mission Impossible 2". 
"Nookie" było przebojem? W takim razie czym było "Rollin", na punkcie którego wszyscy mieli świra. 
Co ciekawe, choć konserwatywni metalowcy upierali się, że Limp Bizkit to najgorszy zespół w historii, dziś zapewne i oni z sentymentem wspominają tamte czasy i sukcesy grupy. Zresztą chyba żadna kapela wcześniej nie połączyła tak fanów hip-hopu i metalu. W końcu można było chodzić na wspólne imprezy.

                    
                Coś przestaje działać, ale nadal jest ok
W późniejszych latach zespół starał się złagodzić swoje brzmienie, czego przykładem jest album "Results May Vary" z 2003 roku. Płyta pokazała bardziej melodyjne i refleksyjne oblicze grupy, choć spotkała się z mieszanymi opiniami fanów i krytyków. 
Zresztą największym hitem z tego okresu nie jest autorska piosenka zespołu, ale cover utworu "Behind Blue Eyes" którą pierwotnie wykonywała grupa The Who.

                    
                Kolejne lata pokazały pewien chaos twórczy grupy, z którego ta już się nie podniosła. Próbowała a to grać mocniej, a to jak w latach swojej świetności. Nagle przestała jednak trafiać w gusta tłumów. Przynajmniej jeżeli chodzi o nową muzykę, gdyż koncertowo gwarantuje niezapomniane wrażenia. 3 czerwca Tauron Arena zatrzęsie się w posadach.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/365b56db8e6c508d1cf6c10875a8021f,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.natemat.pl/365b56db8e6c508d1cf6c10875a8021f,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">Limp Bizkit zagra w Polsce.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/648199,starter-pack-na-koncert-megadeth-kultowy-zespol-zegna-sie-ze-scena-po-43-latach</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/648199,starter-pack-na-koncert-megadeth-kultowy-zespol-zegna-sie-ze-scena-po-43-latach</link><pubDate>Sun, 12 Apr 2026 22:56:01 +0200</pubDate><title>Starter pack na koncert Megadeth. Kultowy zespół żegna się ze sceną po 43 latach</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/87e523fb7aec955ad595e4a5efe85f78,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Grupa Megadeth kończy swoją karierę: nagrała już ostatni album studyjny, wkrótce rusza w pożegnalną trasę, w ramach której zagra m.in. w Polsce. Fani będą mogli zobaczyć swoich ulubionych muzyków w czasie Mystic Festival 2026. My podpowiadamy, jakie albumy zespołu przypomnieć sobie przed czerwcowym występem.

Zespół Megadeth to jedna z najważniejszych grup w historii thrash metalu, założona przez Dave'a Mustaine'a, byłego gitarzystę Metalliki, w 1983 roku. Na przestrzeni dekad formacja wydała sporo różnorodnych pod kątem muzycznym albumów. Teraz zespół kończy działalność i w ramach pożegnalnej trasy koncertowej pojawi się na Mystic Festival 2026. 
Kto kupi pokój na świecie?
Pierwszym przełomowym wydawnictwem Megadeth był album "Peace Sells... but Who's Buying?" z 1986 roku. To właśnie na tej płycie zespół wypracował swój charakterystyczny styl: szybki, techniczny thrash metal z inteligentnymi, często politycznymi tekstami. I oczywiście bardzo charakterystycznym wokalem Mustine'a. 

                    
                Utwory takie jak "Peace Sells" czy "Wake Up Dead" stały się klasykami gatunku i do dziś są uznawane za jedne z najważniejszych kompozycji w historii metalu. Zespół z pewnością zagra je na ostatnim polskim koncercie.
Megadeth w szczytowej formie, czyli "Rust in Peace"
Za opus magnum zespołu uchodzi jednak album "Rust in Peace" Wydany w 1990 roku zawierał niezwykle skomplikowane kompozycje, które miejscami zbliżały muzykę metalowców do jazzu. Wielka w tym zasługa wirtuoza gitary Marty'ego Friedmana, który właśnie w tym okresie dołączył do zespołu. 
Utwory takie jak "Holy Wars... The Punishment Due" czy "Hangar 18" znają nie tylko fani Mustaine'a, ale koneserzy szeroko pojętego rocka.

                    
                Komercyjny sukces
W końcu w 1992 roku ukazał się album "Countdown to Extinction", który przyniósł zespołowi największy komercyjny sukces. Powód? Nie tylko to, że wcześniej kolegom z branży szlaki swoim "Black Albumem" przetarła Metallica. Płyta Megadeth po prostu jest bardziej przystępna i zawiera takie hity jak "Symphony of Destruction" czy "Sweating Bullets".

                    
                Próba powtórzenia sukcesu
Kolejny album, "Youthanasia", po raz drugi pokazał, że zespół potrafi nagrywać płyty zawierające same potencjalne przeboje. To stąd pochodzi ballada "A Tout le Monde", która jest chyba odpowiedzią grupy na "Nothing Else Matters" Metalliki (nie jest wielką tajemnicą, że Mustaine rywalizował z kolegami z byłej kapeli).

                    
                Pożegnalna płyta
W późniejszych latach Megadeth wydawał kolejne albumy, którymi starał się albo powrócić do swoich korzeni ("Dystopia"), albo kontynuować nagrywanie przebojów ("The System Has Failed").
W tym roku na rynku ukazała się pożegnalna płyta zespołu zatytułowana po prostu "Megadeth". Przez jasną oprawę graficzną została przez część fanów nazwana "Białym Albumem" (kolejna odpowiedź na "Black Album" Metalliki?).

                    
                Wydawnictwo jest dobrym podsumowaniem całej dyskografii formacji: zawiera i szybkie, agresywne utwory, jaki potencjalne rockowe hity. Zespół z pewnością wykona sporą jego część na żywo.
Megadeth zagra na Mystic Festival 2026. Będzie gwiazdą drugiego dnia imprezy. Jakie jeszcze koncerty zobaczyć na kultowym serialu? Sprawdzicie w naszym tekście. 
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/87e523fb7aec955ad595e4a5efe85f78,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.natemat.pl/87e523fb7aec955ad595e4a5efe85f78,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">Megadeth zagra pożegnalny koncert dla polskich fanów.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/648859,ostatni-sezon-fargo-jest-niedocenionym-kryminalem-wciaga-jak-diabli</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/648859,ostatni-sezon-fargo-jest-niedocenionym-kryminalem-wciaga-jak-diabli</link><pubDate>Sun, 12 Apr 2026 21:25:02 +0200</pubDate><title>Ostatni sezon &quot;Fargo&quot; jest niedocenionym kryminałem. Wciąga jak diabli</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/b9fe123cf7a7fce5beed550abcbf15df,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Chcecie dobrego serialu kryminalnego? Wystarczy, że włączycie 5. sezon antologii "Fargo", który aktorsko wymiata, a i fabułę ma niczego sobie. W ostatnim rozdziale czarnej komedii inspirowanej kultowym filmem braci Coenów znajdziecie i nieoczywiste zwroty akcji, i satysfakcjonujące zakończenie. Obsada też robi spore wrażenie.

Serialowa antologia "Fargo" powstała na podstawie filmu z 1996 roku o tym samym tytule, za którego kamerą stanęli Joel i Ethan Coenowie. Thriller duetu sięgnął po dwa Oscary – za znakomitą pierwszoplanową rolę Frances McDormand ("Nomadland") i najlepszy scenariusz oryginalny. Dzieło reżyserów "Bracie, gdzie jesteś?" i "To nie jest kraj dla starych ludzi" szybko dołączyło do grona klasyki amerykańskiego kina, dla wielu widzów stając się obiektem kultu. 
"Fargo" sprytnie łączy elementy czarnej komedii z gęstą atmosferą charakterystyczną dla kryminałów, które nie boją się sięgać po drastyczne środki wyrazu. Dodatkowo Coenowie bawią się stereotypem mieszkańców Minnesoty, którzy słyną ze swojej uprzejmej i łagodnej natury. Noah Hawley, twórca serialu "Legion" i "Obcy: Ziemia", postanowił przenieść ich pomysł na mały ekran, tworząc wokół "Fargo" nową mitologię.
Gdzie obejrzeć serial "Fargo"? 5. sezon jest świetny, ale niedoceniony
Antologia "Fargo", która kryje się w bibliotece serwisów streamingowych HBO Max i Prime Video, doczekała się już pięciu sezonów. Ostatni z nich przeszedł bez większego echa obok widzów z Polski, choć trzyma w napięciu jak niejeden kryminał z samego szczytu rankingów popularności. Jej akcja zaczyna się od aresztowania pewnej gospodyni domowej podczas zebrania rady rodziców w szkole. 
Dorothy Lyon sądziła, że mroczną przeszłość zostawiła daleko za sobą. Niestety któregoś dnia jej imię trafia na listę do "wyeliminowania". Po zapłaceniu kaucji przez męża i wyjściu z aresztu kobieta zostaje porwana przez dwóch płatnych zabójców. Jednym z nich jest Ole Munch – chodząca enigma, o której nikt nic nie wie. Piąty sezon "Fargo" zabiera nas w nieprzewidywalną podróż po jałowych polach Minnesoty i Dakoty Północnej.
W roli życzliwej, ale i niezłomnej Dot obsadzono angielską aktorkę Juno Temple, którą widzowie mogą kojarzyć z dramatu "Pokuta" Joego Wrighta i hitu "Ted Lasso" Apple TV. Objawieniem 5. sezonu dzikiej antologii z pewnością stał się Sam Spruell ("Rycerz Siedmiu Królestw"), którego Ole Munch nie bez powodu jest porównywany do Antona Chigurha z "To nie jest kraj dla starych ludzi" (w tej roli błyszczał akurat Javier Bardem).
Dalsza część artykułu poniżej.
U Hawleya rewelacyjnie spisali się też Jon Hamm ("Mad Men") i Joe Keery ("Stranger Things"). Obsadę ostatniego rozdziału "Fargo" dopełnili: Lamorne Morris ("Saturday Night"), Richa Moorjani ("Jeszcze nigdy..."), Jennifer Jason Leigh ("Tu zdarzy się coś strasznego") i David Rysdahl ("Bez wyjścia").
"Pierwsze odcinki to wciągająca gra w kotka i myszkę, z wyraźnie zapowiadaną możliwością odwrócenia ról. [...] 'Fargo' to dowód na wartość kreatywności w ramach ograniczeń, jakie wiążą się z przerabianiem 27-letniego filmu na nowy tekst" – oceniła Alison Herman na łamach amerykańskiego tygodnika rozrywkowego "Variety".

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/b9fe123cf7a7fce5beed550abcbf15df,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/b9fe123cf7a7fce5beed550abcbf15df,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Chcecie dobry kryminał? 5. sezon &quot;Fargo&quot; jest wyjątkowo niedoceniony</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/648238,5-najgoretszych-premier-filmowych-wiosny-polscy-kinomani-moga-zacierac-rece</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/648238,5-najgoretszych-premier-filmowych-wiosny-polscy-kinomani-moga-zacierac-rece</link><pubDate>Sun, 12 Apr 2026 19:38:01 +0200</pubDate><title>5 najgorętszych premier filmowych wiosny. Polscy kinomani mogą zacierać ręce</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/25d3e77c3cc51a590a7b7561a072899d,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Czeka nas gorąca, filmowa wiosna. Nawet jeżeli pogoda nie dopisze, będzie co oglądać na wielkim ekranie! Przygotowaliśmy dla was 5 najciekawszych premier: proponujemy coś i dla najmłodszych, i fanów ambitniejszego kina, i stęsknionych za klasykami z wczesnych lat dwutysięcznych.

Wiosna kojarzy się z wypadami w góry i nad morze. Trzeba jednak mieć też plan B, np. na wypadek złej pogody! Dlatego przygotowaliśmy dla was zestaw 5 filmów, które będą miały premierę w nadchodzących tygodniach. 
Michael, czyli wejdź na scenę z królem popu

                    
                Moda na ekranizacje biografii znanych muzyków trwa. Za nami filmy o grupie Queen ("Bohemian Rhapsody") oraz o losach Eltona Johna ("Rocketman"). Teraz nadszedł czas na Michaela Jacksona.
Króla muzyki pop zagra jego siostrzeniec Jaafar Jackson, a w małego Michaela wcieli się  Juliano Krue Valdi. Film opowie o tym, jak to ósme z dziesięciorga dzieci Jacksonów było od najmłodszych lat przygotowywane do kariery muzycznej. Dlaczego jednak to Michael okazał się wyjątkowy i zmienił muzykę pop? Możliwe, że film "Michael" pomoże odpowiedzieć na to pytanie.
Polska premiera już 24 kwietnia.
Diabeł ubiera się u Prady 2, czyli ponownie powkurzaj się na swoją szefową

                    
                W 2006 r. pokolenie japiszonów szturmowało kina. Powód? Film "Diabeł ubiera się u Prady"! Pierwsza część okazała się sukcesem. Aż dziwne, że na kontynuację przyszło nam czekać 20 lat.
"Miranda Priestly walczy ze swoją byłą asystentką Emily – a obecnie rywalką na kierowniczym stanowisku – konkurują o wpływy i przychody z reklam w czasach upadającej prasy papierowej", zachęcają twórcy. W rolach głównych ponownie zobaczymy Meryl Streep i Anne Hathaway.
Polska premiera już 1 maja.
Super Mario Galaxy Film: wejdź do rury i pokonaj smoka

                    
                Zapewne każdy jako dziecko grał w tę grę: niski, ubrany na czerwono hydraulik wchodzi do różnych rur i skacze po dziwnych stworkach. A wszystko w jednym celu: uratować księżniczkę z rąk smoka. Choć nie wiemy, w jaki sposób twórcy wpadli na pomysł fabuły (i nie chcemy wiedzieć!), "Super Mario" okazało się wielkim hitem. 
Dalsza część artykułu poniżej.
"Po tym jak Mario i Luigi udaremnili plan Bowsera na poślubienie Księżniczki Peach, muszą teraz zmierzyć się z nowym zagrożeniem ze strony jego syna. Bowser Jr jest zdeterminowany, by uwolnić swojego uwięzionego ojca i przywrócić potęgę swojej rodziny", opisuje fabułę polski dystrybutor. 
Już w kinach (od 10 kwietnia).
Zawodowcy. Tak, Guy Ritchie powraca

                    
                Guy Ritchie przyzwyczaił nas do tego, że kręci filmy, które nie pozwalają na sekundę nudy. Czy tak samo będzie z "Zawodowcami"?
Film ma opowiadać o Eve, specjalistce "od załatwiania ekstremalnie trudnych spraw dla wyjątkowo bogatych klientów". Ma odzyskać dług od dysponującego własną armią miliardera o szemranej reputacji. Gdy zawodzą cywilizowane metody prosi o pomoc byłych żołnierzy, którzy słyną z niekonwencjonalnych metod działania.
W rolach głównych zobaczymy: Henry'ego Cavilla (serial "Wiedźmin", "Człowiek ze stali"), Jake'a Gyllenhaala ("Donnie Darko", "Wolny strzelec") i Eizę González ("Baby Driver", "Godzilla vs. Kong").
Polska premiera 29 maja.
Obsesja, czyli uważaj, czego sobie życzysz

                    
                A może macie ochotę na ambitne kino grozy? Bear (Michael Johnston) jest platonicznie zakochany w swojej przyjaciółce Nikki (Inde Navarrette). I nagle, za pomocą tajemniczej zabawki "One Wish Willow" z nadprzyrodzonymi mocami, udaje się: dziewczyna zaczyna go bezgranicznie kochać. Tyle że chłopak szybko odkrywa, że nie zawsze warto dostawać od życia to, czego się pragnie.
Polska premiera 15 maja.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/25d3e77c3cc51a590a7b7561a072899d,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.natemat.pl/25d3e77c3cc51a590a7b7561a072899d,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">5 filmów, na które czekamy tej wiosny.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/648808,na-hbo-max-wlecial-szalony-film-dla-niektorych-jest-niedocenionym-arcydzielem</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/648808,na-hbo-max-wlecial-szalony-film-dla-niektorych-jest-niedocenionym-arcydzielem</link><pubDate>Sun, 12 Apr 2026 18:14:01 +0200</pubDate><title>Na HBO Max wleciał szalony film. Dla niektórych jest niedocenionym arcydziełem</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/22b7a18d988110602f124408eb8dce85,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Pamiętacie nagrodzony Oscarem za scenariusz horror "Uciekaj!"? W ofercie serwisu streamingowego HBO Max pojawił się trzeci film w reżyserii Jordana Peele'a, który uchodzi za świetną mieszankę kina grozy, satyry i science fiction. Część widzów uważa go za niedocenione widowisko. Fanów "Grzeszników" nie powinien rozczarować.

Zanim Jordan Peele zaprezentował publiczności swój reżyserski debiut pod tytułem "Uciekaj!", w duecie z Keeganem-Michaelem Keyem bawił telewidzów na antenie Comedy Central. Horror psychologiczny z 2017 roku, który tak jak "Grzesznicy" Ryana Cooglera stanowił komentarz dotyczący systemowego rasizmu w Stanach Zjednoczonych, sięgnął po Oscara za najlepszy scenariusz oryginalny, czyniąc z Peele'a pierwszego czarnoskórego laureata w tej kategorii.
Po "Uciekaj!" reżyser nie porzucił kina grozy. W 2019 roku nakręcił horror "To my" z utalentowaną Lupitą Nyong'o ("Zniewolony"), a trzy lata później stworzył eklektyczne dzieło, które i bawi, i wywołuje ciarki na plecach.
"Nie!" na HBO Max. O czym jest trzeci film Jordana Peele'a?
"Nie!" Jordana Peele'a zawitał ostatnio do biblioteki HBO Max. Horror science fiction zabiera nas do stadniny koni w Agua Dulce w Kalifornii. Pewnego dnia właściciele rancza współpracującego z Hollywood widzą, jak wiszący w powietrzu pył przecinają spadające z nieba metalowe przedmioty. Na głowę ojca spada pięciocentówka i tak kończy się jego żywot. Lata mijają, a dzieci Otisa Haywooda, OJ i Emerald, próbują za wszelką cenę utrzymać gospodarstwo przy życiu. W powietrzu od dawna czuć coś złego. Zwierzęta robią się agresywne, elektryka nawala, a chmury zachowują się dziwnie.
Trzecie dzieło w reżyserskim dorobku Peele'a jest nietypowym filmem o UFO. Niezidentyfikowane obiekty latające są jedynie tłem dla szerszego komentarza na temat rozrywki i jej eksploatującej natury. Ten horror sci-fi w sposób satyryczny pokazuje, jak Fabryka Snów traktuje ludzkie nieszczęście, zamieniając je w cyrkowy pokaz.
W "Nie!" główne role zagrali Daniel Kaluuya (gwiazdora filmów "Uciekaj!" i "Judasz i Czarny Mesjasz") oraz Keke Palmer, która aktorską karierę zaczynała od produkcji Disney Channel oraz Nickelodeon. W obsadzie filmu znaleźli się również Steven Yeun ("Minari"), Barbie Ferreira ("Euforia"), Brandon Perea ("Twisters"), Michael Wincott ("Kruk"), Oz Perkins ("Kod zła") i Keith David ("Coś").
Dalsza część artykułu poniżej.
"Nie!" pominięto podczas przyznawania najważniejszych nagród filmowych, a wielu fanów Peele'a uważa, że jego trzeci horror jest zbyt nisko oceniany przez widownię. Tu nadmieńmy, że krytycy byli nim, w sporej mierze, zachwyceni.
"'Nie!' jest zarówno celebracją tego, co wspaniałe w kinie, jak i parodią jego potwornych tendencji. [...] Ambitny, prowokacyjny swing, który staje się rzadkością: oryginalnym przebojem kinowym" – napisał Kambole Campbell na łamach brytyjskiego magazynu "Empire". "Peele zgromadził pierwszorzędną obsadę, a efekty są elektryzujące. Niezależnie od niedociągnięć scenariusza w rozwinięciu postaci, Kaluuya, Palmer, Perea, Yeun i Wincott tworzą niezapomniane kreacje" – dodał Lovia Gyarkye z amerykańskiego czasopisma "The Hollywood Reporter".
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/22b7a18d988110602f124408eb8dce85,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/22b7a18d988110602f124408eb8dce85,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">&quot;Nie!&quot; Jordana Peele&#039;a, twórcy &quot;Uciekaj!&quot;, właśnie wleciał na HBO Max</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/648844,wyciskacz-lez-z-brendanem-fraserem-zaraz-trafi-do-streamingu-kusi-ocenami</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/648844,wyciskacz-lez-z-brendanem-fraserem-zaraz-trafi-do-streamingu-kusi-ocenami</link><pubDate>Sun, 12 Apr 2026 16:27:01 +0200</pubDate><title>Wyciskacz łez z Brendanem Fraserem zaraz trafi do streamingu. Kusi ocenami</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/00cefe90b2084127ef7845940b745545,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />W najbliższym tygodniu film "Rodzina do wynajęcia" w reżyserii Hikari zawita do streamingu. Krytycy okrzyknęli komediodramat z 2025 roku mianem "wyciskacza łez", w którym błyszczy Brendan Fraser, gwiazdor "Mumii" i zdobywca Oscara za "Wieloryba". Oceny w zagranicznym agregatorze ma naprawdę dobre.

Brendan Fraser był ulubieńcem widzów w latach 90. Publiczność pokochała go za rolę nieustraszonego poszukiwacza przygód Ricka O'Connella w filmach z serii "Mumia", a także za występ w komedii "George prosto z drzewa". Po długiej przerwie gwiazdor powrócił do Hollywood z przytupem, zdobywając Oscara za pierwszoplanową rolę w "Wielorybie" nakręconym przez Darrena Aronofsky'ego.
W 2025 roku Fraser poprowadził obsadę japońskoamerykańskiego filmu "Rodzina do wynajęcia", za którego kamerą stanęła Hikari, reżyserka dramatu "37 sekund" i trzech odcinków serialu "Awantura" Netflixa. Szykujcie się na spotkanie z sentymentalnym kinem, które pozostawia po sobie słodko-gorzki posmak. Już w środę tytuł znajdziecie w bibliotece popularnego serwisu streamingowego.
Film "Rodzina do wynajęcia" z Brendanem Fraserem to wyciskacz łez. Gdzie go obejrzeć?
Fabuła "Rodziny do wynajęcia" rozgrywa się w Tokio, gdzie amerykański aktor Phillip Vanderploeg pracuje nad tym, by jego kariera wskoczyła na wyższy poziom, a nie stanęła na drugoplanowych zleceniach. Amerykanin zostaje w końcu zatrudniony przez firmę Rental Family, który wysyła go na ceremonie pogrzebowe, by zapełniał puste miejsca. Pracodawca oferuje mu również możliwość wcielenia się w zastępczego ojca dziewczynki imieniem Mia Kawasaki. Z początku Philip nie pojmuje fenomenu usług polegających na wynajmowaniu osób do towarzystwa. Obcowanie z odmienną kulturą zmieni sposób, w jaki patrzy na świat.
Tworząc ten komediodramat, Hikari spojrzała z szerszej perspektywy na faktyczne firmy należącego do niszowej japońskiej branży. – Ludzie coraz częściej czują się samotni – powiedziała w wywiadzie z portalem branżowym Deadline. Praca u boku Frasera była dla niej czystą przyjemnością. Na planie zdjęciowym dostrzegła, że laureat Oscara zakochał się w Japonii, a panujące w niej obyczaje traktował z wielkim szacunkiem.

                    
                W obsadzie "Rodziny do wynajęcia" znaleźli się też: Takehiro Hira ("Szōgun"), Maria Yamamoto ("Monarch: dziedzictwo potworów"), Akira Emoto ("Pewien mężczyzna"), Sei Matobu ("Matching") oraz Shannon Mahina Gorman. Film wyląduje w serwisie streamingowym Disney+ już w środę, 15 kwietnia.
Dalsza część artykułu poniżej.
W agregatorze Rotten Tomatoes ostatnie dzieło Hikari zdobyło 88 proc. pozytywnych recenzji – to średnia z 201 opinii krytyków. "Wykonanie nie zawsze idzie w parze z zamysłem, ale Fraser jest sympatycznym przewodnikiem w tym filmie o złożoności relacji międzyludzkich" – napisała Beth Webb na łamach brytyjskiego magazynu "Empire".
"'Dlaczego dorośli zawsze kłamią?' – Mia pyta Philipa w szczególnie trudnym momencie. To pytanie, z którym wszyscy możemy się utożsamić, a 'Rodzina do wynajęcia' udziela na nie wzruszających i przenikliwych odpowiedzi" – dodał Frank Scheck z amerykańskiego czasopisma "The Hollywood Reporter".

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/00cefe90b2084127ef7845940b745545,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/00cefe90b2084127ef7845940b745545,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">&quot;Rodzina do wynajęcia&quot; z Brendanem Fraserem już w środę trafi do streamingu. To wyciskacz łez</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/648826,polfinal-mam-talent-w-ogniu-krytyki-fani-sa-zli-ze-pokazano-placz-10-latka</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/648826,polfinal-mam-talent-w-ogniu-krytyki-fani-sa-zli-ze-pokazano-placz-10-latka</link><pubDate>Sun, 12 Apr 2026 13:28:02 +0200</pubDate><title>Półfinał &quot;Mam talent!&quot; w ogniu krytyki. Fani są źli, że pokazano płacz 10-latka</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/b50fc48e16c29af04e531a203c8affa6,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Po półfinale "Mam talent!" media społecznościowe zalały komentarze oburzonych internautów, którym nie spodobał się sposób, w jaki na antenie TVN pokazano 10-letniego pianistę, Miłosza Jaskułę. Dziecko zalało się na scenie łzami. "Zrobiono mu olbrzymią krzywdę" – czytamy w sieci.

"Mam talent!" jest polską edycją popularnego na całym świecie formatu "Got Talent". To widowisko typu talent show, w którym osoby w różnym wieku i prezentujące przeróżne umiejętności mają szansę zaprezentować się przed jurorami i szeroką publicznością. Program składa się z kilku etapów. Po precastingach i castingach wybrani przez jurorów uczestnicy przechodzą do emitowanych na żywo półfinałów, gdzie ważną rolę odgrywają głosy telewidzów.
Obecnie na antenie TVN możemy podziwiać starania uczestników 17. edycji "Mam talent!". Fani telewizyjnego show nie ukrywają, że wielkie emocje wzbudza u nich 10-letni Miłosz Jaskuła, który swoim talentem do gry na fortepianie skradł ich serca. Po ogłoszeniu wyników sobotniego półfinału widzowie są zniesmaczeni tym, do jakiej rozpaczy program rozrywkowy doprowadził chłopca.
Fani "Mam talent!" krytykują półfinał. Uważają, że program powinien mieć ograniczenie wiekowe
W sobotę (11 kwietnia) odbył się pierwszy odcinek na żywo 17. edycji "Mam talent!", w którym Miłosz Jaskuła zagrał na fortepianie utwór niemieckiego pianisty klasycznego Petera Schmalfussa, tym samym wywołując zachwyt na twarzach jurorów: Agnieszki Chylińskiej, Julii Wieniawy, Agustina Egurroli i Marcina Prokopa. Ostatni z członków jury określił chłopca mianem "zaklinacza fortepianu".
Słowa jurorów w trakcie głosowania sprawiły, że Jaskuła zalał się łzami na oczach publiczności. – Domyślam się, jaki to stres, jakie to emocje, ale dałeś radę chłopie – skwitowała Chylińska. Ostatecznie 10-latek otrzymał "dziką kartę" – to przepustka pozwalająca przejść do wielkiego finału osobom, które zdobyły najwięcej głosów telewidzów.
Po emisji ostatniego odcinka "Mam talent!" fani postanowili dać jasny przekaz twórcom show. Internauci są wściekli na to, że stacja TVN pozwoliła pokazać całej Polsce stan, do jakiego stres związany z uczestnictwem w programie doprowadził dziecko. "Ależ to durny pomysł, żeby fundować dziecku taki koszmar" – widzimy w komentarzach na Facebooku.

            
                
            
            Dalsza część artykułu poniżej.
"Moim zdaniem nie powinno się tego robić dzieciom"; Zachowanie tego dziecka kolejny raz pokazuje, że powinien to być program tylko dla dorosłych. [...] Serce mi pękało, patrząc na niego"; "Zdecydowanie za duża presja"; "Dzieci powinny mieć przestrzeń do rozwoju, zabawy i popełniania błędów. Bez kamer i bez presji wyników" – takie opinie widzów pojawiły się na oficjalnym profilu "Mam talent!" w mediach społecznościowych.
Po pierwszym półfinale wiemy, że w finale 17. edycji talent show zobaczymy m.in. Marcelinę Runiewicz, Pati Alen, Piotra Iwanickiego i zdobywcę "dzikiej karty". Drugi półfinał "Mam talent!" odbędzie się w sobotę, 18 kwietnia.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/b50fc48e16c29af04e531a203c8affa6,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/b50fc48e16c29af04e531a203c8affa6,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Widzowie krytykują &quot;Mam talent!&quot; po tym, jak na antenie TVN pokazano płaczącego 10-latka</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/648610,pierscienie-wladzy-tak-szybko-nie-znikna-serial-ma-poteznego-aniola-stroza</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/648610,pierscienie-wladzy-tak-szybko-nie-znikna-serial-ma-poteznego-aniola-stroza</link><pubDate>Sun, 12 Apr 2026 11:34:01 +0200</pubDate><title>&quot;Pierścienie Władzy&quot; tak szybko nie znikną. Serial ma potężnego anioła stróża</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/edcd7ec4132b123ba9529b2dc9747671,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Serial "Władca Pierścieni: Pierścienie Władzy" nie zostanie anulowany jak "Koło czasu" – tak przynajmniej wynika z zagranicznych doniesień,  według których twórcy luźnej adaptacja prozy J.R.R. Tolkiena zrealizują pierwotny plan zakładający więcej niż trzy sezony. Historia młodej Galadrieli i Saurona ma wpływowego patrona.

"Władca Pierścieni: Pierścienie Władzy" znalazł się w ogniu krytyki ze strony wiernych fanów twórczości J.R.R. Tolkiena. Twórcy serialu fantasy Prime Video nie mają praw ani do "Sillmarillionu", ani do "Niedokończonych opowieści" oraz "Historii Śródziemia", więc bazują jedynie na "Władcy Pierścieni", jego dodatkach, a także powieści "Hobbit, czyli tam i z powrotem". Nie da się ukryć, że scenarzyści muszą dwoić się i troić, by fabuła, której akcja rozgrywa się w II Erze Śródziemia (kilka tysięcy lat przed podróżą Bilba Bagginsa do Samotnej Góry), miała jakiekolwiek ręce i nogi.
Wielu tolkienistów dawno temu skreśliło "Pierścienie Władzy", uznając je za fanfik prozy kultowego fantasty. Pomimo konstruktywnej krytyki miłośników Tolkiena – mieszającej się z nienawistnymi i jawnie rasistowskimi komentarzami – Prime Video nie zamierza się zatrzymywać. Według raportu opublikowanego przez serwis The Ankler projekt giganta streamingu ma być realizowany zgodnie z pierwotnym planem. Na 3. sezonie przygoda się nie skończy.
"Władca Pierścieni: Pierścienie Władzy" doczeka się 5 sezonów? Nowe wieści z planu
Lesley Goldberg napisał na łamach The Ankler, że "Władca Pierścieni: Pierścienie Władzy" jest objęty "magiczną osłoną" ze strony Jeffa Bezosa. Z wcześniejszych wypowiedzi szefa Amazona można było wywnioskować, że sukces projektu ma dla niego osobiste znaczenie. Prawie cztery lata temu miliarder wyjawił w rozmowie z portalem branżowym Deadline, że jego syn, który jest wielkim fanem J.R.R. Tolkiena, poprosił go, by "nie spie****ł" tej adaptacji. 
Wiedząc, że "Pierścienie Władzy" znajdują się pod opieką Bezosa, można z łatwością dojść do wniosku, że z serialem szybko się nie pożegnamy. The Ankler sugeruje, że ogromne koszty produkcji (realizacja jednego odcinka to średnio 60 mln dolarów) nie stanowią dla twórców żadnej przeszkody. Do gry miał powrócić wstępny plan zakładający stworzenie 5 sezonów, czyli łącznie około 50 odcinków.
Jennifer Salke, szefowa Amazon Studios, wspomniała w wywiadzie z amerykańskim tygodnikiem rozrywkowym "Variety" z 2024 roku, że serial ogląda ponad 150 mln widzów. – Oczywiście, potrzebujemy dużej widowni. Jest ona na tyle duża, że nie mamy wątpliwości w kwestii tego, czy projekt będzie kontynuowany – wyjaśniła.
Jak skończył się 2. sezon "Pierścieni Władzy"? [FABUŁA]
Akcja serialu "Władca Pierścieni: Pierścienie Władzy" rozgrywa się w II Erze Śródziemia, która według chronologii rozpoczęła się od upadku Morgotha – to jemu służył Sauron. Pierwszy sezon hitu Prime Video zakończył się w momencie, kiedy Halbrand (aka Sauron) wyjawił Galadrieli swoje prawdziwe oblicze, rozpoczynając przy okazji proces tworzenia Mordoru.
W drugiej odsłonie upadły Majar podał się za wysłannika Valarów, Annatara, by skłonić wybitnego elfickiego kowala Celebrimbora do wykucia tytułowych Pierścieni Władzy, co doprowadziło ostatecznie do upadku królestwa Eregionu i założenia nowej siedziby dla elfickiego ludu – Rivendell.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/edcd7ec4132b123ba9529b2dc9747671,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/edcd7ec4132b123ba9529b2dc9747671,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">&quot;Władca Pierścieni: Pierścienie Władzy&quot; nie skończy się na 3. sezonie. Serial ma silnego patrona</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/648124,kryminal-ze-100-procentami-od-krytykow-to-najmroczniejszy-serial-netfliksa</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/648124,kryminal-ze-100-procentami-od-krytykow-to-najmroczniejszy-serial-netfliksa</link><pubDate>Sun, 12 Apr 2026 09:11:01 +0200</pubDate><title>Kryminał ze 100 procentami od krytyków. To najmroczniejszy serial Netfliksa</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/7cce209b5904c7a797edbfb032e596e6,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Jeśli myśleliście, że w temacie thrillerów o porwaniach powiedziano już wszystko, niemiecki serial "Ukochane dziecko" wyprowadzi was z błędu w ciągu pierwszych dziesięciu minut. Sześcioodcinkowa miniseria z 2023 roku dokonała rzeczy niemal niemożliwej – zdobyła prestiżowe 100 procent pozytywnych recenzji w serwisie Rotten Tomatoes. To psychologiczna jazda bez trzymanki, która zaczyna się tam, gdzie inne historie zazwyczaj się kończą.

Większość historii o porwaniach skupia się na samym fakcie uwięzienia i dramatycznej ucieczce. "Ukochane dziecko", miks kryminału i thrillera, wywraca ten schemat do góry nogami. Serial zaczyna się od sceny, w której kobieta wraz z dziećmi ucieka z pilnie strzeżonego, pozbawionego okien bunkra. Dochodzi do wypadku, ranna trafia do szpitala, a policja zaczyna zadawać pytania.
Szybko okazuje się, że jej ucieczka wcale nie jest finałem, lecz początkiem przerażającej łamigłówki. Tożsamość kobiety, którą wszyscy biorą za zaginioną trzynaście lat wcześniej Lenę Beck, staje pod znakiem zapytania. Co więcej, towarzysząca jej trzynastoletnia Hannah mówi i zachowuje się w sposób, który sugeruje, że jej "tatuś" wciąż kontroluje każdy ich krok – nawet z oddali.

                    
                Serial "Ukochane dziecko" to najmroczniejszy serial Netfliksa
Wynik 100 procent pozytywnych opinii na Rotten Tomatoes (na podstawie 10 recenzji) nie bierze się z przypadku. Wychwalano m.in. aktorstwo, głównie Kim Riedle w roli uciekinierki, młodziutkiej Naili Schuberth wcielającej się w Hannah oraz Hansa Löwa, który gra detektywa obsesyjnie próbującego rozwiązać sprawę sprzed lat. 
Krytycy doceniają też mistrzowsko wyważone tempo – serial liczy zaledwie sześć odcinków, dzięki czemu nie ma tu miejsca na zbędne wypełniacze. Doceniana jest również klaustrofobiczna, mroczna atmosfera oraz decyzja twórców, by skupić się na traumie bohaterów zamiast epatować brutalnością. Historia pokazuje, jak uwięzienie stopniowo zmienia psychikę nie tylko samej ofiary, ale także dzieci, dla których życie w bunkrze – pod całkowitą kontrolą psychopaty – było jedyną znaną rzeczywistością.
Dalsza część artykułu poniżej.
Choć od premiery minęły już prawie trzy lata, serial wciąż regularnie powraca w zestawieniach tytułów must-watch na Netfliksie. Powszechnie uznawany jest za jedną z najmroczniejszych i najbardziej wstrząsających produkcji dostępnych w bibliotece giganta streamingu – a według części widzów i krytyków wręcz za najmocniejszy serial w ofercie platformy. 
"Ukochane dziecko" Netflixa nie jest serialem do prasowania
"Ukochane dziecko" ("Liebes Kind") będzie gratką dla widzów, którzy szukają zamkniętej, spójnej historii idealnej na jeden lub dwa wieczory. Niemiecki serial – nazywany przez niektórych mieszanką hitu "Dark" i filmu "Pokój" – przypadnie do gustu fanom thrillerów zmuszających do myślenia i unikających oczywistych rozwiązań już od pierwszego odcinka, a także tym, którzy cenią mroczny, europejski klimat.
Ale uwaga: to serial, który wymaga skupienia i lepiej nie oglądać go jednym okiem. Twórcy sprytnie podrzucają fałszywe tropy, a finałowy twist sprawia, że wiele wcześniejszych scen nabiera zupełnie nowego znaczenia. Przygotujcie się na przerażający seans, który wytrąci was ze strefy komfortu.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/7cce209b5904c7a797edbfb032e596e6,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/7cce209b5904c7a797edbfb032e596e6,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">&quot;Ukochane dziecko&quot; ma 100 procent pozytywnych recenzji od krytyków</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/648592,avatar-4-w-niebezpieczenstwie-james-cameron-ma-z-disneyem-na-pienku</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/648592,avatar-4-w-niebezpieczenstwie-james-cameron-ma-z-disneyem-na-pienku</link><pubDate>Sun, 12 Apr 2026 07:53:01 +0200</pubDate><title>&quot;Avatar 4&quot; w niebezpieczeństwie. James Cameron ma z Disneyem na pieńku</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/6a6461605d2c4aae275c382821cbfcd3,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />"Avatar: Ogień i popiół" zarobił krocie, co wcale nie oznacza, że przyszłość serii Jamesa Camerona jest pewna. Według doniesień zagranicznych mediów Disney rozważa poważne cięcie kosztów. Wygląda na to, że szykują się zmiany, które reżyser sam zresztą przewidział.

"Avatar" uchodzi za najbardziej dochodową trylogię w historii kina. O kasowym sukcesie w Box Officie mówimy wtedy, gdy film osiągnie przychód 2,5 lub 3 razy większy od swojego budżetu. "Avatar: Ogień i popiół", czyli trzeci rozdział przygód Jake'a Sully'ego i jego rodziny, miał budżet w wysokości ponad 400 mln dolarów, a w kasach biletowych na całym świecie zarobił 1,4 mln USD. W ubiegłym roku lepszymi wynikami mogły pochwalić się jedynie dwie animacje – chiński "Ne Zha 2" i disneyowski "Zwierzogród 2".
Choć ostatnie dzieło w reżyserii Jamesa Camerona ("Titanic") nie miało większego problemu z zarobkami, zagraniczne media donoszą nieoficjalnie, że Disney chce, aby kolejne odsłony franczyzy były "krótsze i tańsze". Twórca "Avatara" już wcześniej przewidywał nadejście zmian.
Co dalej z filmem "Avatar 4"? Potencjalne plany Disneya nie ucieszą fanów
Serwis TheWrap przedstawił wnikliwą analizę, zgodnie z którą "Avatar: Ogień i popiół" zarobił "połowę tego, co pierwsza część". Jeśli wierzyć doniesieniom, Disney ma rozważać drastyczne kroki względem franczyzy Camerona – zastanawia się nad mniejszym budżetem dla kolejnych części, a także nad skróceniem ich czasu ekranowego.
– Kiedy otwarcie na poziomie 89,1 mln dolarów i zarobek w wysokości ponad 1,4 mld USD są odbierane jako rozczarowanie, to znaczy, że mamy do czynienia z problemami bogaczy – stwierdził gorzko Paul Dergarabedian, ekspert od trendów rynkowych w Comscore.
Internauci określają sytuację, w jakieś znalazła się kontynuacja "Avatara" mianem dobitnego "wskaźnika recesji". Ze względu na obawy wytwórni niejasna jest również przyszłość parku tematycznego à la egzoksiężyc Pandora w Disney California Adventure.
James Cameron o przyszłości "Avatara"
Przypomnijmy, że na dwa miesiące przed światową premierą "Ognia i popiołu" Cameron otwarcie wyrażał swoje obawy dotyczące dalszych losów "Avatara". – Zasadnicze pytanie brzmi, czy zarobimy na "Avatarze 3" jakieś pieniądze. To znaczy, na pewno zarobimy, ale jak wiele zysku będzie i czy okaże się on wystarczającą motywacją, by rozbudować uniwersum. A może warto wstrzymać się z pracą i zastanowić się nad tym, jak obniżyć koszty produkcji? – powiedział filmowiec na łamach amerykańskiego tygodnika rozrywkowego "Variety".
W wywiadzie z czasopismem "The Hollywood Reporter" reżyser "Terminatora" oraz "Obcego – decydującego starcia" oznajmił, że chce nakręcić jeszcze dwie części kosmicznej serii, jednocześnie podkreślając, że nie zamierza "wpadać w pułapkę tworzenia wyłącznie 'Avatara'". – Mam inne historie do opowiedzenia – skwitował.
"'Avatar: Ogień i popiół' nieustannie mieli te same pomysły, recyklinguje je, aż strach pomyśleć, co się wydarzy w kolejnych filmach. Jak na nieodkryty świat, pełen niesamowitości, na Pandorze wieje okrutną nudą" – mogliście przeczytać w naszej recenzji trzeciej odsłony. 
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/6a6461605d2c4aae275c382821cbfcd3,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/6a6461605d2c4aae275c382821cbfcd3,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Co dalej z &quot;Avatarem 4&quot; Jamesa Camerona? Disney chce krótszego i tańszego filmu</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://rozrywka.natemat.pl/648718,sztuczna-inteligencja-wybrala-najsmutniejsza-ksiazke-trudno-ja-czytac-bez-lez</guid><link>https://rozrywka.natemat.pl/648718,sztuczna-inteligencja-wybrala-najsmutniejsza-ksiazke-trudno-ja-czytac-bez-lez</link><pubDate>Sun, 12 Apr 2026 06:39:01 +0200</pubDate><title>Sztuczna inteligencja wybrała najsmutniejszą książkę. Trudno ją czytać bez łez</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/8ebe90f22772445e8c5b51dde5bf3253,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Są historie, które czyta się dla przyjemności i takie, które czyta się po to, by popłakać. Smutne książki potrafią złamać serce bardziej niż niejeden film czy serial i zostają z nami na długo po ostatniej stronie. Spytaliśmy AI, która powieść zasługuje na miano najsmutniejszej. A żeby nie było zbyt wesoło, sztuczna inteligencja wskazała też trzy równie bolesne wyróżnienia.

Lubimy smutne książki, smutne filmy, smutne piosenki – smutne historie. Może dlatego, że pozwalają nam przeżyć emocje bez konsekwencji i płakać do woli? W końcu smutek w sztuce bywa oczyszczający – i choć czasem boli, to właśnie dzięki niemu pewne opowieści zostają z nami na zawsze. A może zwyczajnie lubić się czasem "dobić"? 
Najsmutniejsza książka według AI
Zdaniem AI najsmutniejszą książką wszech czasów jest "Złodziejka książek" autorstwa Markusa Zusaka. Historia zaczyna się w 1939 roku, kiedy dziewięcioletnia dziewczynka Liesel zostaje oddana pod opiekę rodziców zastępczych, Hansa i Rosy Hubermannów, w niemieckim miasteczku Molching. 
Choć początkowo Liesel nie potrafi czytać, jej przybrany ojciec Hans cierpliwie uczy ją składać litery. Książki stają się dla niej ucieczką od brutalnej rzeczywistości wojny i sposobem na zrozumienie świata. Kluczowym elementem fabuły jest schronienie, jakiego Hubermannowie udzielają Maxowi Vandenburgowi – młodemu Żydowi, który ukrywa się w ich piwnicy. Między Liesel a Maxem rodzi się głęboka, siostrzano-braterska więź oparta na wspólnej miłości do opowieści.
"Narratorem jest sama Śmierć, co już od pierwszych stron nadaje historii nieuchronny, przejmujący ton. To książka o stracie, wojnie i kruchości życia, ale też o sile słów i ludzkiej dobroci. To jedna z tych historii, które rozdzierają serce powoli i zostają w nim na długo po ostatniej stronie" – argumentuje ChatGPT swój wybór. Dodajmy, że książka Zusaka doczekała się w 2013 roku ekranizacji.
Najsmutniejsze książki. Nie tylko "Małe życie"
AI wskazało także trzy inne smutne książki, które zasługują na miano najsmutniejszych. Jedną z nich jest "Małe życie" Hanyi Yanagihary – poruszająca historia czterech przyjaciół z Nowego Jorku, której centrum stanowi tragiczna przeszłość i narastające cierpienie jednego z nich – Jude'a. 
Dalsza część artykułu poniżej.
"To powieść, która dla wielu czytelników jest emocjonalnym wyzwaniem. Historia czwórki przyjaciół, a szczególnie Jude'a, to opowieść o traumie, przyjaźni i bólu, który nie znika. To książka momentami wręcz przytłaczająca, ale jednocześnie niezwykle poruszająca i szczera" – pisze sztuczna inteligencja. 
Na liście znalazł się również klasyk literatury, czyli "Myszy i ludzie" Johna Steinbecka. "Krótka, ale niezwykle intensywna historia przyjaźni dwóch mężczyzn w czasach Wielkiego Kryzysu to przykład tego, jak niewiele potrzeba, by stworzyć opowieść, która łamie serce. Finał tej książki do dziś uznawany jest za jeden z najbardziej poruszających w literaturze" – podkreśla AI.
Nie mogło zabraknąć także "Nie opuszczaj mnie", którego autorem jest laureat literackiego Nobla Kazuo Ishiguro. To melancholijna opowieść o grupie wychowanków elitarnej szkoły z internatem, którzy dorastając w odizolowanym świecie, próbują zrozumieć skomplikowane relacje międzyludzkie oraz mroczne przeznaczenie, jakie przygotowało dla nich społeczeństwo. Książka do dziś szokuje czytelników niespodziewanym zwrotem akcji. 
"Choć historia rozwija się spokojnie, z czasem odsłania swoją prawdziwą naturę – a wtedy uderza z pełną siłą" – pisze sztuczna inteligencja, która docenia "Nie opuszczaj mnie" za "emocjonalną precyzję i sposób, w jaki buduje smutek nie krzykiem, lecz ciszą". AI wybrała też najlepszą polską książkę XXI wieku oraz pięć wyróżnień, które poznacie tutaj.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/8ebe90f22772445e8c5b51dde5bf3253,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/8ebe90f22772445e8c5b51dde5bf3253,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">AI wskazało najsmutniejszą książkę</media:title></media:content></item>
		
	</channel>
</rss>
