<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" version="2.0" xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom">
	<channel>
		<title><![CDATA[naTemat.pl - Nauka]]></title>
		<description><![CDATA[Najnowsze artykuły i wpisy blogerów w kategorii Nauka w naTemat.pl]]></description>
		<link>https://natemat.pl/c/538,nauka</link>
				<generator>natemat.pl</generator>
		<atom:link href="https://natemat.pl/rss/kategoria,538,nauka" rel="self" type="application/rss+xml" />
		<atom:link rel="hub" href="https://pubsubhubbub.appspot.com/" xmlns="http://www.w3.org/2005/Atom" />
			<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/645307,c-2026-a1-maps-to-tegoroczna-kometa-wielkanocna-juz-wzbudza-pytania</guid><link>https://natemat.pl/645307,c-2026-a1-maps-to-tegoroczna-kometa-wielkanocna-juz-wzbudza-pytania</link><pubDate>Sun, 15 Mar 2026 21:04:02 +0100</pubDate><title>C/2026 A1 (MAPS) to tegoroczna &quot;kometa wielkanocna&quot;. Już wzbudza pytania</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/48ca3f6af389525354b89847328f9887,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />C/2026 A1 (MAPS) to kometa z Grupy Kreutza, która pierwszy raz zaobserwowana została w grudniu 2025. Fani astronomicznych spektakli muszą zapamiętać tę nazwę i zanotować przy niej datę 4 kwietnia. Obiekt będzie tak jasny, że obserwować mogą go również amatorzy.

C/2026 A1 (MAPS) już wkrótce będzie widoczna na naszym niebie. Szykuje się spektakularny pokaz, którego gwiazdą wieczoru nie będzie słońce, a kometa o wielkości gwiazdowej sięgającej -5. To znaczy, że C/2026 A1 (MAPS) może być jaśniejsza niż najjaśniejsza planeta na naszym niebie – Wenus, której obserwowalna wielkość gwiazdowa wynosi -4,6.
C/2026 A1 (MAPS) należy do tzw. Grupy Kreutza. Jest to zbiór komet, które "muskają" słońce tuż przy jego fotosferze. Ich peryhelium jest ekstremalnie blisko naszej gwiazdy, co powoduje, że większość obiektów z tej Grupy kończy swoją podróż po niebie wyparowaniem w objęciach złotego dysku.
Ich specyfika sprawia, że są to obiekty bardzo dobrze widoczne na niebie, część z nich można dostrzec bez żadnego astronomicznego osprzętu. Mało tego – w historii występowały komety z Grupy Kreutza, które były widoczne w biały dzień. Mowa tu przykładowo o Wielkiej Komecie Wrześniowej z roku 1882, która jest uważana za najjaśniejszą dobrze udokumentowaną kometą w historii.
Do innych komet z tej legendarnej grupy należą m.in. Kometa Ikeya-Seki, Kometa C/2011 W3 (Lovejoy), Wielka Kometa Marcowa 1843 i możliwa do zaobserwowania niedługo C/2026 A1 (MAPS).
Jedna z hipotez naukowych głosi, że komety z Grupy Kreutza są "potomkiniami" hipotetycznej gigantycznej komety, która mogła być widoczna na ziemskim niebie setki lat temu. Obiekt ten mógł być tak duży, że jego rozpad spowodował powstanie całej rodziny komet, które cyklicznie zachwycały ludzkość swoimi przelotami tuż przy słońcu. Niestety, ze względu na upływ setek lat, nie są dostępne szczegółowe opisy tego zjawiska.
Kometa C/2026 A1 (MAPS) może nie przetrwać tak bliskiego przejścia przez punkt słoneczny
Przelot Komety C/2026 A1 (MAPS) może okazać się prawdziwą ucztą dla fanów kosmosu. Obiekt przeleci nieprawdopodobnie blisko słońca. Mowa tu zaledwie o 160 tysiącach kilometrów. Dla skali – odległość Ziemi od Księżyca to 384 tysięcy kilometrów, czyli ponad dwa razy więcej.
Pocałunek ze słońcem może okazać się dla Komety C/2026 A1 (MAPS) końcem jej istnienia. Kometa będzie musiała poradzić sobie z temperaturami rzędu około miliona stopni Celsjusza. Co więcej, na ciało niebieskie będzie działać gigantyczna grawitacja naszej gwiazdy, która będzie dążyć do jej pochłonięcia.
Jeśli komecie uda się przetrwać to przejście, odwdzięczy się nam pięknym warkoczem materii, który będzie można obserwować na niebie gołym okiem. Okres najlepszych obserwacji przypadnie tuż po Wielkanocy. O ile oczywiście Kometa C/2026 A1 (MAPS) nie zostanie pochłonięta przez słońce.
Obserwacja losów Komety C/2026 A1 (MAPS) będzie prowadzona przez sondę SOHO. Jej bieżące odczyty dostępne są publicznie na dedykowanej sondzie stronie prowadzonej przez ESA i NASA. Profesjonalni obserwatorzy, którzy dysponują sprzętem do obserwacji słońca, mogą pokusić się o śledzenie komety już od 2 kwietnia. Jeśli przejście się powiedzie i Kometa C/2026 A1 (MAPS) przetrwa starcie ze słońcem, jej obserwacja będzie możliwa gołym okiem lub z wykorzystaniem podstawowej lornetki.  
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/48ca3f6af389525354b89847328f9887,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.natemat.pl/48ca3f6af389525354b89847328f9887,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">C/2026 A1 (MAPS) rozświetli nasze niebo na Wielkanoc. Piękną kometę zobaczysz lornetką</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/636519,nowa-teoria-o-obcej-naturze-komety-3i-atlas-loeb-wymyslil-test-na-statek-kosmitow</guid><link>https://natemat.pl/636519,nowa-teoria-o-obcej-naturze-komety-3i-atlas-loeb-wymyslil-test-na-statek-kosmitow</link><pubDate>Tue, 30 Dec 2025 17:43:04 +0100</pubDate><title>Nowa teoria o obcej naturze komety 3I/ATLAS. Loeb wymyślił test na statek kosmitów</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/fd2828d3e559b66d6d4f9092837f8ee9,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Kometa 3I/ATLAS coraz bardziej się od nas oddala w kierunku mroźnego kosmosu, ale nadal nie przestaje nas ciekawić i wciąż wiele pytań o jej naturę pozostaje bez odpowiedzi. Profesor Avi Loeb z Harvardu jest najbardziej zaintrygowany jej niezwykłym anty-warkoczem, który według niego może być dowodem na obcą technologię.

Międzygwiezdny gość mignął najbliżej Ziemi 19 grudnia 2025 roku. Obecnie obiekt pędzi w stronę Jowisza i w marcu 2026 roku zbliży się do tego gazowego giganta. Potem na zawsze opuści nasz Układ Słoneczny. Czy do tego czasu dowiemy się o nim wszystkiego?

                    
                        
                    
                3I/ATLAS i zagadka anty-warkocza. W typowej komecie nie jest aż tak długi
W poprzednich analizach Avi Loeb sugerował, że zachowanie 3I/ATLAS przypomina "wydech rakiety". Wszystko przez tzw. anty-warkocz (anti-tail), czyli strumień pyłu skierowany nietypowo, bo prosto w stronę Słońca. Według naukowca z Harvardu drobiny  w tym strumieniu osiągają tak ogromne prędkości, że trudno wyjaśnić to samym parowaniem lodu.
Wcześniejsze obliczenia wykazały, że ten naturalny napęd (w tym wypadku parujący lód) musiałby działać z nierealną, bliską 100 proc. wydajnością, by wypchnąć materię na odległość 400 tysięcy kilometrów. Tak ekstremalnie długi jest właśnie anty-warkocz komety, który spędza sen z powiek naukowców.
Loeb wysunął wtedy odważną tezę (nie pierwszą zresztą), że to, co widzimy na teleskopowych zdjęciach, może być efektem działania sztucznego silnika, który nadaje materii tak wysoką prędkość wyrzutu. Teraz astronom idzie o krok dalej i proponuje eksperyment, który da ostateczną odpowiedź.
Kometa ma silnik chemiczny czy... napęd jonowy? Wyliczenia Avi Loeba
W najnowszym wpisie na swoim blogu publikuje matematyczne wyliczenia, które stawiają naturalne pochodzenie 3I/ATLAS pod znakiem zapytania. Jeśli jest to zwykła kosmiczna skała, to gaz ulatniający się z jej wnętrza powinien zostać zatrzymany przez wiatr słoneczny bardzo blisko jądra. 
"Jeśli 3I/ATLAS jest naturalną kometą, to anty-warkocz nie powinien zawierać strumienia gazu poza odległość ok. 5000 kilometrów od jądra" – przekonuje astronom. Powyżej tego limitu powinniśmy widzieć już tylko sam pył. Jeśli jednak gaz płynie znacznie dalej, może to oznaczać, że za jego wyrzutem stoi technologia.
Loeb przygotował nawet listę "osiągów" dla silników naszej lub obcej cywilizacji. Zestawiam ją też z jego "naturalną granicą" komety.
Jeśli to napęd naturalny (zwykła kometa) to strumień gazu powinien sięgać do 5 000 kilometrów.
Jeśli to napęd chemiczny (taki jak nasze rakiety) o prędkości wylotowej 5 km/s, to strumień gazu powinien sięgać do 25 000 kilometrów.
Jeśli to silnik jonowy (zaawansowana technologia) o prędkości wylotowej 90 km/s, to gaz będzie widoczny aż do 100 000 kilometrów.

To test dla natury tego obiektu i teza, którą łatwo zweryfikować. Astronom twierdzi, że jeśli 3I/ATLAS to tylko naturalna skała, to gaz w anty-warkoczu (który sam w sobie jest anomalią, bo jest o wiele dłuższy niż znane nam komety) po prostu nie ma prawa istnieć na tak wielkich dystansach. Zwykła kometa nie miałaby tyle "siły", by go wypuszczać w stronę Słońca.

                    
                        
                    
                Teleskopy pomogą odkryć sekret komety? Naukowiec apeluje
Loeb apeluje do badaczy korzystających z teleskopu Webba, sieci ALMA czy obserwatorium Kecka i SPHEREx o poszukiwanie śladów dwutlenku węgla (CO2) lub tlenku węgla (CO) wzdłuż osi strumienia anty-warkocza. Wykrycie cząsteczek gazu poza wyznaczoną przez niego "naturalną granicą" 5 000 km byłoby czymś... nieziemskim (na razie nie ma takich obserwacji). 
Mogłoby to potwierdzić, że 3I/ATLAS nie jest naturalną kometą, lecz obiektem wyposażonym w technologię znaną z naszych rakiet. Loeb podsumowuje swój wpis, że "Nauka to uczenie się" i "Najlepszym sposobem na naukę jest obserwowanie natury, a nie zmuszanie jej do dopasowania się do popularnej narracji".

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/fd2828d3e559b66d6d4f9092837f8ee9,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/fd2828d3e559b66d6d4f9092837f8ee9,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Kometa 3I/ATLAS ma ekstremalnie długi anty-warkocz. Czy kryje się za nim napęd obcej cywilizacji?</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/636228,7-tajemniczych-jezykow-ktorych-nikt-nie-rozszyfrowal-i-zagadka-czy-pomoze-ai</guid><link>https://natemat.pl/636228,7-tajemniczych-jezykow-ktorych-nikt-nie-rozszyfrowal-i-zagadka-czy-pomoze-ai</link><pubDate>Sat, 27 Dec 2025 20:01:01 +0100</pubDate><title>7 tajemniczych języków, których nikt nie rozszyfrował. Czy AI może pomóc?</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/e957e2becd355384f9b76abf02e3cd70,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Pismo z doliny Indusu, rongorongo, pismo linearne A. Niektóre starożytne systemy pisma wciąż pozostają zagadką. Czy w ich rozszyfrowaniu pomoże sztuczna inteligencja?

Lubisz rozwiązywać trudne zagadki? Wyobraź sobie, że ktoś daje ci obcy kod – bez słownika, bez gramatyki, bez tłumaczenia.
Z takim właśnie problemem mierzą się archeologia i językoznawstwo w przypadku kilku dawnych systemów pisma, które mimo zaawansowanej technologii i sztucznej inteligencji do dziś pozostają zagadką. Opowiadają o wielkich cywilizacjach, których pismo widzimy, ale nie rozumiemy.
Svenja Bonmann, lingwistka z Uniwersytetu w Kolonii, zajmuje się językoznawstwem historyczno-porównawczym. W swoich badaniach próbuje rozszyfrować dawne języki i odtworzyć ich struktury. – Dla mnie to niezwykle ciekawe – mieć przed sobą intelektualną zagadkę tak trudną, że nawet najtęższe umysły nie zdołały jej rozwiązać – mówi. 
– Takie świadectwa pisma dają dostęp do kultury, która dawno zniknęła – dodaje. Jak za pomocą wehikułu czasu można w ten sposób choćby pasywnie obcować z obcą kulturą.
Bariery w rozszyfrowaniu
Svenja Bonmann bada obecnie pismo epi-olmeckie, używane niegdyś na południowym wybrzeżu Zatoki Meksykańskiej. Pojedyncze inskrypcje i symbole wskazują na wczesny system pisma, ale materiał jest tak skąpy, a kontekst tak niepewny, że rozszyfrowanie jest bardzo trudne.
Podobnie zagadkowe jest pismo z doliny Indusu, związane z kulturą Harappa na terenie dzisiejszego Pakistanu i północno-zachodnich Indii. Występuje na setkach pieczęci i fragmentów ceramiki, lecz niemal zawsze w bardzo krótkich sekwencjach – nie wiadomo, czy kryje się za nimi rozbudowany język, czy raczej system symboli.
Bardzo abstrakcyjne jest także rongorongo z Wyspy Wielkanocnej. Przypomina ono obrazkowe pismo z motywami ptaków, ludzi i ornamentów, zachowane na kilku, częściowo uszkodzonych drewnianych tablicach.
Bliższa nam jest kultura minojska na Krecie. Z jej trzech systemów pisma tylko pismo linearne B udało się odczytać, bo okazało się wczesną formą języka greckiego. Natomiast kreteńskie pismo hieroglificzne i pismo linearne A wciąż pozostają zagadką.
Z Krety pochodzi też słynny dysk z Fajstos z II tysiąclecia p.n.e. To unikatowy gliniany obiekt z symbolami ułożonymi spiralnie – ale jako pojedynczy egzemplarz jest niemal niemożliwy do systematycznego odczytania.
Zagadką pozostaje również pismo etruskie, używane w starożytności w środkowych Włoszech. Wprawdzie alfabet jest czytelny, bo wywodzi się z greki, lecz sam język ma niewiele rozpoznawalnych języków pokrewnych, co utrudnia zrozumienie inskrypcji.
Protoelamickie pismo było najstarszą znaną tradycją pisma i administracji w starożytnym Elamie (dzisiejszy zachodni i południowo-zachodni Iran). Znaki są dobrze skatalogowane, ale tabliczki są często fragmentaryczne, treść przypomina notatki administracyjne, a język nie pasuje do żadnej znanej rodziny języków.
Zagadka nie do rozwiązania
Wszystkie te systemy mają wspólny problem: brak tzw. kamienia z Rosetty, czyli inskrypcji, gdzie ten sam tekst występuje w znanym języku i w zagadkowym piśmie. Bez takich kluczy trudno jest przypisać znakom wartości fonetyczne, sylaby czy słowa.
Ale nie jest to niemożliwe – zapewnia kolońska lingwistka. A dowodem jest odczytanie pisma linearnego B. – Nie zawsze potrzebne są dwujęzyczne teksty, ale konieczna jest pewna ciągłość z czasami historycznymi. Na przykład nazwy miejscowości, władców czy bóstw. Wtedy odszyfrowanie może się udać – mówi Svenja Bonmann.
Problem pojawia się, gdy tekstów jest bardzo mało i są krótkie – trudno wtedy rozpoznać wzorce i sprawdzić hipotezy. Albo gdy miejsca odkryć są zniszczone lub źle udokumentowane. – Pracuje się zawsze na fragmentach przeszłości – mówi Bonmann. W Europie na szczęście zachowało się stosunkowo dużo świadectw, w regionach takich jak Mezoameryka trzeba korzystać z tego, "co zostawili konkwistadorzy", zaznacza badaczka.
Kluczowe jest też, czy język można przypisać do znanej rodziny językowej. Bez tego brakuje systemów fonetycznych, struktur słów i typowych wzorców gramatycznych, które pozwalają testować hipotezy.
Pomoże sztuczna inteligencja?
Sztuczna inteligencja (AI) bywa przedstawiana jako potencjalny "łamacz kodów". Może analizować ciągi znaków, rozpoznawać wzorce, odróżniać warianty, uzupełniać uszkodzone miejsca i liczyć częstotliwości.
Jednak przy bardzo małych zbiorach tekstów szybko napotyka granice. AI potrzebuje dużych ilości danych, a w przypadku nieodczytanych systemów inskrypcji jest ich zwykle bardzo mało. – Według mnie jest mało prawdopodobne, by w najbliższym czasie powstały programy, które poradzą sobie z tak skąpymi danymi – uważa Bonmann.
Ponadto AI głównie odtwarza znane już informacje, zamiast naprawdę "myśleć". – Program tylko zmienia pewne frazy i słowa, sugerując inteligencję. W rzeczywistości to symulacja inteligencji. Program nie myśli naprawdę – przypomina badaczka.
W efekcie powstają czasem elegancko wyglądające, lecz naukowo wątpliwe interpretacje. Istnieje też ryzyko, że systemy odzwierciedlą nieuświadomione oczekiwania badaczy – np. "odkryją" pokrewieństwa z rodzinami językowymi, które występowały w danych treningowych.
Przywilej ludzi
Może właśnie w tym tkwi ich urok: pokazują, że nawet w epoce pozornie wszechwiedzących maszyn niektóre głosy przeszłości pozostają nieme – przynajmniej na razie. – Jesteśmy, o ile wiemy, jedynym gatunkiem z poczuciem historii. Zastanawiamy się, skąd pochodzimy i dokąd zmierzamy – mówi Bonmann.
Refleksja nad dawnymi społeczeństwami, nad tym, jak funkcjonowały i dlaczego zniknęły, należy – zdaniem badaczki z Kolonii – do istoty człowieczeństwa. Dlatego rozszyfrowanie tych języków to temat niezwykle aktualny i ważny.
Alexander Freund
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/e957e2becd355384f9b76abf02e3cd70,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/e957e2becd355384f9b76abf02e3cd70,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Siedem tajemniczych języków. Nikt ich nie rozszyfrował</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/636180,kometa-3i-atlas-ma-warkocz-jak-wydech-rakiety-avi-loeb-odkryl-nowe-anomalie</guid><link>https://natemat.pl/636180,kometa-3i-atlas-ma-warkocz-jak-wydech-rakiety-avi-loeb-odkryl-nowe-anomalie</link><pubDate>Fri, 26 Dec 2025 17:59:01 +0100</pubDate><title>Kometa 3I/ATLAS ma warkocz jak wydech rakiety. Avi Loeb odkrył nowe anomalie</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/49df8a6e0c371d3343bd3d2b46b44b9f,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Kometa 3I/ATLAS minęła niedawno już punkt najbliższy Ziemi i pędzi dalej w mroźną pustkę kosmosu. Oddala się od nas z zawrotną prędkością, ale emocje wokół niej wcale nie opadają. Słynny astronom Avi Loeb właśnie opracował nową, intrygującą hipotezę dotyczącą jej natury.

Kometa 3I/ATLAS to dopiero trzeci znany nam przybysz spoza Układu Słonecznego, po słynnym Oumuamua i Borisovie. Jest z nich wszystkich największa, a obserwacje ciągle przynosiły niezwykłe dane, co wzbudziło ogromne zainteresowanie naukowców i amatorów astronomii, którzy przez ostatnie miesiące śledzili każdy jej ruch.
Kometa 3I/ATLAS znalazła się najbliżej Ziemi 19 grudnia. Gdzie leci teraz?
Dokładnie 19 grudnia 2025 roku obiekt znalazł się w odległości 270 milionów kilometrów od naszej planety. Internauci i obserwatoria żegnały kometę publikując ostatnie takie, bo najbliższe nam, zdjęcia mknącej "celebrytki". 
Gdzie teraz zmierza? Kometa leci w stronę Jowisza, a w marcu 2026 roku znajdzie się bardzo blisko tego gazowego giganta. Po tym bliskim spotkaniu 3I/ATLAS na zawsze opuści nasz układ, przecinając orbity najdalszych planet i znikając w przestrzeni międzygwiezdnej, skąd przybyła.
Avi Loeb o 3I/ATLAS. Czy to wydech rakiety obcej cywilizacji?
Avi Loeb, szef projektu Galileo z Harvardu, to naukowiec, który od lat szuka śladów obcych technologii. Analizując najnowsze dane, zauważył anomalie, któryc  nie potrafi w pełni wyjaśnić klasyczny model naturalnej komety. Chodzi o niezwykle długi (400 tys. kilometrów) i wąski strumień cząstek, tak zwany anty-warkocz (anti-tail).
Naukowiec przekonuje, że pył musi mknąć z ogromną szybkością, by pokonać opór grawitacji Słońca i oddalić się na taką odległość. W znanych nam kometach to parujący lód zwykle napędza te drobinki, ale w 3I/ATLAS gaz nie byłby w stanie wypchnąć tak dużych ziaren aż tak daleko.
Zaobserwowana prędkość pyłu wykracza poza to, co może dać parujący lód. Aby taki napęd zadziałał naturalnie, musiałby osiągnąć nierealną, bliską 100 proc. wydajność, co w przyrodzie się nie raczej nie zdarza. Loeb sugeruje na swoim blogu, że zachowanie komety przypomina coś sztucznego i porównuje to do wydechu rakiety.

                    
                        
                    
                Zagadka pyłu i masy 3I/ATLAS. Nie daje to spokoju naukowcowi z Harvardu
Badacz zwrócił również uwagę na to, że cząsteczki pyłu wyrzucane przez obiekt są znacznie większe niż w kometach, które znamy z naszego podwórka. Według obliczeń mają one około 10 mikronów. 
Loeb twierdzi, że "3I/ATLAS jest zatem anomalna pod względem wielkości cząstek, które dominują w blasku jej warkocza skierowanego ku Słońcu". To nietypowe zjawisko sprawia, że obiekt świeci inaczej niż typowe bryły lodu.

                    
                        
                    
                Naukowiec wyliczył też, że masa pyłu w stosunku do gazu wynosi około 0,7 proc., co przypomina skład obłoków molekularnych (tam rodzą się gwiazdy) w ośrodku międzygwiazdowym Drodze Mlecznej. 
To jedna z wielu innych anomalii, których dopatrzył się Loeb. Możliwe, że nigdy nie dowiemy się, czy była to tylko minęła nas kometa inna niż wszystkie, czy coś jeszcze... innego. I bardziej obcego.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/49df8a6e0c371d3343bd3d2b46b44b9f,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.natemat.pl/49df8a6e0c371d3343bd3d2b46b44b9f,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">3I/ATLAS to kometa inna niż wszystkie. Avi Loeb dostrzegł anomalie w jej anty-warkoczu</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/635705,putin-ostrzega-europe-przed-blokada-krolewca-eskalacja-na-niespotykana-skale</guid><link>https://natemat.pl/635705,putin-ostrzega-europe-przed-blokada-krolewca-eskalacja-na-niespotykana-skale</link><pubDate>Sat, 20 Dec 2025 06:30:02 +0100</pubDate><title>Putin ostrzega Europę przed blokadą Królewca. &quot;Eskalacja na niespotykaną skalę&quot;</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/a92a6f1b4d5d91b87879eb8fcff0c633,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Władimir Putin zapewnił w czasie konferencji, że Rosja "zniszczy zagrożenia" dotyczące obwodu królewieckiego. Rosyjski dyktator podkreślił, że nie pozwoli na blokadę swojej terytorium. O co mu teraz chodzi?

Niedawno w naTemat pisaliśmy o podobnych groźbach rosyjskiego deputowanego Andrieja Kolesnika skierowanych w Polskę. Polityk wpadł w furię po wywiadzie polskiego gen. Jarosława Gromadzińskiego, który stwierdził, że w przypadku ataku ze strony Królewca mamy prawo "wkroczyć tam i wyeliminować zagrożenie".
Pochodzący stamtąd Kolesnik w odpowiedzi straszył, że "Polska może zniknąć", a po ewentualnej interwencji pozostanie jedynie "spalona ziemia". Teraz w bardzo podobnym tonie wypowiedział się sam Władimir Putin, co pokazuje, że Kreml chce napędzić atmosferę strachu wokół Kaliningradu.
Putin grozi Europie. "Eskalacja na niespotykaną skalę" 
Rosyjska agencja TASS zacytowała 19 grudnia słowa Putina, które padły na sesji pytań i odpowiedzi na konferencji podsumowującej rok. Dyktator odniósł się do ewentualnej blokady obwodu królewieckiego przez państwa UE, który już i tak jest oddzielony od głównej części Rosji granicami Litwy i Polski.
"Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie. Jeśli jednak pojawią się takie zagrożenia, zniszczymy te zagrożenia" – oświadczył Putin. Dodał, że takie działania doprowadziłyby do "eskalacji na niespotykaną skalę" i mogłyby przerodzić się w otwarty konflikt zbrojny.
Agencja TASS przypomina, że sankcje UE już teraz ograniczają tranzyt lądowy do Królewca, a towary objęte restrykcjami mogą być przewożone jedynie w ramach określonych kwot. Stąd Rosja zdecydowała się na zwiększenie liczby promów kursujących przez Morze Bałtyckie, by uniknąć braków w zaopatrzeniu.
Blokada tranzytu do obwodu królewieckiego? Litwa też ostrzega
RMF FM podaje, że mocne słowa Putina mogą być bezpośrednią odpowiedzią na wieści płynące z Litwy. Tamtejszy minister spraw zagranicznych Kęstutis Budrys poinformował w listopadzie, że Wilno może zamknąć ruch tranzytowy do i z rosyjskiego obwodu, jeśli od tego będzie zależeć bezpieczeństwo kraju.
– Nikt nie może ograniczać litewskich środków bezpieczeństwa narodowego ani tego, co zdecydujemy, by zapobiec zagrożeniom, chronić obywateli, suwerenności i integralności terytorialnej. Jeśli zajdzie taka potrzeba, podejmiemy wszelkie niezbędne działania – mówił Kęstutis Budrys.
Litwa już wcześniej pokazała, że nie rzuca słów na wiatr, gdy zamknęła granicę z Białorusią z powodu balonów przemytniczych, które paraliżowały ruch lotniczy. RMF FM podaje, że obecnie pociągi do Królewca kursują na mocy unijnych umów, ale Wilno rygorystycznie pilnuje kwot i limitów na towary objęte sankcjami, "co Moskwa określiła jako blokadę".
Całkowite odcięcie Królewca jest jednak dla Litwinów krokiem zbyt skomplikowanym prawnie i obecnie nie ma takich planów. Rosja z kolei nie czeka na lądowe blokady tego regionu i już teraz zwiększyła transport drogą morską na trasie Ust-Ługa-Kaliningrad.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/a92a6f1b4d5d91b87879eb8fcff0c633,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/a92a6f1b4d5d91b87879eb8fcff0c633,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Władimir Putin grozi Europie. Ostrzega przed blokadą obwodu królewieckiego</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/635708,mieszkancy-jeleniej-gory-o-12-letniej-podejrzanej-z-nikim-nie-rozmawiala</guid><link>https://natemat.pl/635708,mieszkancy-jeleniej-gory-o-12-letniej-podejrzanej-z-nikim-nie-rozmawiala</link><pubDate>Sat, 20 Dec 2025 06:00:02 +0100</pubDate><title>Mieszkańcy Jeleniej Góry o 12-letniej podejrzanej. &quot;Z nikim nie rozmawiała&quot;</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/c71d37afc14a51e11a3c26f4c2a91342,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Zabójstwo 11-letniej Danusi w Jeleniej Górze wstrząsnęło lokalną społecznością i odbiło się szerokim echem w całym kraju. "Fakt" rozmawiał z rodzicami uczniów, którzy chodzili do tej samej szkoły zarówno z Danusią, jak i z 12-latką, wobec której pojawiły się podejrzenia w sprawie jej śmierci. Ich nieoficjalne relacje dotyczą przebiegu tragicznego dnia oraz zachowania starszej dziewczynki – policja i prokuratura na razie nie komentują szczegółów sprawy.

W poniedziałek 15 grudnia obie dziewczynki uczestniczyły w normalnych zajęciach w Szkole Podstawowej nr 10 w Jeleniej Górze, do której uczęszcza ponad 700 uczniów. Danusia była uczennicą piątej klasy. Druga z dziewczynek, starsza o rok, chodziła do klasy siódmej. Znały się z widzenia – spotykały się m.in. na zajęciach teatralnych i w harcerstwie – ale według relacji osób z ich otoczenia nie były bliskimi koleżankami. 
Zabójstwo 11-latki w Jeleniej Górze. "Bez powodu zaczepiła Danusię"
Dzień szkolny przebiegał bez zakłóceń. Jak relacjonują rozmówcy "Faktu", nic nie wskazywało na to, że kilka godzin później dojdzie do tragedii. Zajęcia obu dziewczynek zakończyły się niemal w tym samym czasie, po godz. 14. Obie opuściły szkołę i oddzielnie kierowały się w stronę osiedla, na którym mieszkają. 
Do zdarzenia doszło na przejściu na skróty prowadzącym w stronę kładki nad potokiem – w miejscu oddalonym od głównej drogi, choć położonym wśród zabudowań. To, co wydarzyło się dalej, znane jest wyłącznie z relacji osób trzecich i – jak zaznaczają służby – wymaga szczegółowego wyjaśnienia. 
Świadkowie, na których powołuje się "Fakt", relacjonują, że Danusia minęła stojącą w przejściu koleżankę, a ta "bez powodu ją zaczepiła". 11-latka nie reagowała, ale starsza dziewczynka dalej szła za nią. Potem miała zaatakować Danusię nożem typu finka. Wszystko widział jeden z uczniów wracających ze szkoły. Pobiegł do domu, powiadomił tatę, a ten zadzwonił na policję.
Służby pojawiły się na miejscu kilkanaście minut później, ale Danusi nie udało się uratować. Funkcjonariusze rozpoczęli czynności procesowe, przesłuchiwali świadków i zabezpieczali teren, a w kręgu zainteresowania śledczych szybko znalazła się 12-letnia uczennica tej samej szkoły. 
Podejrzana 12-latka z Jeleniej Górze miała publikować w sieci mroczne obrazki
Policja i prokuratura nie udzielają już informacji o 12-latce i nie znamy motywów jej działania. "Fakt" cytuje jednak rodziców szkoły, do której chodziły dziewczynki: "Siedziała i słuchała muzyki, z nikim nie rozmawiała. Wywyższała się, czuła się lepsza od innych. Miała zainteresowanie militarne, chodziła w spodniach bojówkach".
– Syn chodził z nią do przedszkola, teraz do szkoły. Nie wiem, co się mogło zdarzyć, nie miałam takiego kontaktu z jej rodzicami. Wiem, że byli po rozwodzie i są bardzo majętni – mówiła jedna z matek.
Dziewczynka miała też zamieszczać na jednym z kont w mediach społecznościowych  obrazki z "dziwnymi postaciami, protezami ludzkich kończyn i karykaturalne wynaturzonymi, człekokształtnymi istotami, pociętymi kawałkami mięsa", opisuje "Fakt".
Wobec 12-latki zastosowano już środek tymczasowy. Jak pisaliśmy w naTemat.pl, jej przesłuchanie nie było standardową procedurą. Sprawa od początku toczy się w trybie dla nieletnich, a podejrzane dziecko nie odpowiada przez prawem jak dorosły. Dziewczynka została wysłuchana przez policję za zgodą sądu rodzinnego.
Źródło: Fakt

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/c71d37afc14a51e11a3c26f4c2a91342,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/c71d37afc14a51e11a3c26f4c2a91342,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Rodzice uczniów Szkoły Podstwowej nr 10 w Jeleniej Górze relacjonują tragiczny poniedziałek</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/635492,kometa-3i-atlas-jak-gwiazda-betlejemska-za-chwile-znajdzie-sie-najblizej-ziemi</guid><link>https://natemat.pl/635492,kometa-3i-atlas-jak-gwiazda-betlejemska-za-chwile-znajdzie-sie-najblizej-ziemi</link><pubDate>Thu, 18 Dec 2025 16:03:26 +0100</pubDate><title>Kometa 3I/Atlas jak Gwiazda Betlejemska. Za chwilę znajdzie się najbliżej Ziemi</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/f9e79a3adfc3fed2d2d4d570fe7259e3,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Odkrycie komety 3I/Atlas każe nam całkowicie zrewidować wiedzę o otaczającej nas przestrzeni. Dodatkowo właśnie teraz międzygwiezdny przybysz znajduje się w kluczowym punkcie swojej podróży – 19 grudnia 2025 znajdzie się najbliżej Ziemi. Choć odległość i tak jest zawrotna.

Dawno żaden obiekt nie wzbudził takiego zainteresowania naukowców i amatorów nocnego nieba jak kometa 3I/Atlas. To dopiero trzeci obiekt międzygwiezdny wykryty w Układzie Słonecznym. Niedawno odkryto, że kometa promieniuje, a to może dać nam wiele odpowiedzi na temat wszechświata.
Kometa 3I/Atlas 19 grudnia znajdzie się najbliżej Ziemi
To jednak nie koniec nowości związanych z międzygwiezdnym przybyszem. W piątek 19 grudnia 3I/Atlas znajdzie się w perygeum, czyli w punkcie swojej trajektorii położonym najbliżej Ziemi. 
Choć termin "bliskie spotkanie" w tematyce kosmicznej brzmi dramatycznie, a wręcz katastroficznie, w rzeczywistości dystans ten wyniesie około 1,8 jednostki astronomicznej (AU). Oznacza to, że 3I/ATLAS minie naszą planetę w odległości... około 270 milionów kilometrów. To niemal dwa razy większy dystans niż ten dzielący Ziemię od Słońca.
Jednak to, co rozpala wyobraźnię naukowców, to nie dystans, ale pochodzenie i natura komety. Jako ciało międzygwiezdne, 3I/ATLAS nie powstał z tej samej chmury gazu i pyłu co Ziemia czy Jowisz. Przez miliony, a może miliardy lat dryfował w pustce międzygwiazdowej.
Sonda Maven badała kometę 3I/Atlas i przestała działać
Jak pisaliśmy w naTemat.pl, kometa 3I/Atlas wykazuje szereg anomalii, które wprawiają ekspertów, naukowców i astronautów w zakłopotanie. A ostatnio jedna z nich zaskoczyła nawet członków NASA. 
Sonda Maven, która od dekady badała Marsa, przestała działać. Naukowiec Avi Loeb zwrócił uwagę, że niedawno zrobiła ona zdjęcie 3I/Atlas. Maven (Mars Atmosphere and Volatile Evolution) w listopadzie 2013 roku wystartowała w kosmos, rozpoczynając długą podróż na Marsa. We wrześniu 2014 weszła na orbitę Czerwonej Planety i rozpoczęła misję badawczą. Od tamtej pory działała bez zarzutu. I było tak do 6 grudnia.
NASA ogłosiła bowiem, że utracono kontakt z sondą. Dane telemetryczne z Maven wykazały, że wszystkie systemy działały prawidłowo podczas ostatniego wejścia na orbitę za Marsem, ale później sieć Deep Space Network nie wykryła już sygnału.
Naukowcy jak na razie nie wiedzą, co było przyczyną zniknięcia obiektu oraz czy uda się go ponownie uruchomić. Agencja w swoim oświadczeniu podała, że "zespoły badają anomalię, aby zaradzić tej sytuacji".

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/f9e79a3adfc3fed2d2d4d570fe7259e3,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/f9e79a3adfc3fed2d2d4d570fe7259e3,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Kometa 3I/Atlas 19 grudnia znajdzie się najbliżej Ziemi</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/635471,ostry-apel-tuska-przed-szczytem-w-brukseli-pieniadze-dzis-albo-krew-jutro</guid><link>https://natemat.pl/635471,ostry-apel-tuska-przed-szczytem-w-brukseli-pieniadze-dzis-albo-krew-jutro</link><pubDate>Thu, 18 Dec 2025 12:19:12 +0100</pubDate><title>Ostry apel Tuska przed szczytem w Brukseli. &quot;Pieniądze dziś albo krew jutro&quot;</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/b800c7693c3c0dc5cef40e02bab4f12c,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Przed szczytem Unii Europejskiej w Brukseli Donald Tusk sięgnął po jedno z najmocniejszych sformułowań od początku wojny w Ukrainie. Zapowiadając dyskusję o wykorzystaniu zamrożonych rosyjskich aktywów na rzecz Kijowa, postawił sprawę ostro: albo Europa sięgnie po te pieniądze dziś, albo jutro zapłaci krwią.

Komisja Europejska chce, by zamrożone w Europie aktywa Rosji stały się podstawą specjalnej pożyczki dla Ukrainy. Kijów miałby ją spłacać dopiero wtedy, gdy Moskwa zacznie wypłacać reparacje wojenne. W praktyce oznacza to próbę zamienienia rosyjskiego kapitału w długofalową poduszkę finansową dla państwa broniącego się przed agresją.
– Mamy teraz prosty wybór – albo pieniądze dzisiaj, albo krew jutro. Nie mówię o Ukrainie, mówię o Europie. Wydaje mi się, że wszyscy europejscy liderzy muszą w końcu stanąć na wysokości zadania. To wszystko, co mogę teraz powiedzieć – stwierdził Donald Tusk przed czwartkowym szczytem w Brukseli. 
Premier przekonuje, że to nie tylko pomoc dla Ukrainy, ale kwestia bezpieczeństwa całej Europy. Jego słowa w Brukseli były sygnałem, że przeciąganie decyzji może skończyć się nie tylko osłabieniem Kijowa, ale i kolejną falą rosyjskiej agresji w przyszłości.
Opozycja w UE. Od Belgii po Orbána
Choć propozycja Komisji ma wsparcie części stolic, w tym Warszawy, droga do porozumienia jest bardzo daleka. Belgia, na której terytorium ulokowana jest istotna część rosyjskich aktywów, obawia się odwetu Moskwy i naruszenia unijnego prawa. Szef belgijskiego rządu wskazuje na przepis traktatowy dotyczący pomocy w sytuacjach nadzwyczajnych i argumentuje, że Ukrainy nie obejmuje on wprost, bo nie jest członkiem Unii.
Według doniesień z ostatnich dni swoje stanowisko miały zaostrzyć również Włochy, co znacząco utrudnia osiągnięcie kompromisu. Otwartego sprzeciwu nie kryje też Viktor Orbán. Premier Węgier twierdzi, że wykorzystanie rosyjskich aktywów to "przekroczenie Rubikonu" i próba finansowania wojny, która jego zdaniem nie ma szans na zwycięskie zakończenie po stronie Ukrainy. W jego narracji plan KE oznacza odejście od praworządności na rzecz rządów biurokratów w Brukseli.
Po drugiej stronie barykady stoi Słowacja pod przywództwem Roberta Ficy, który z kolei atakuje Ukrainę, zarzucając jej brak przejrzystości, korupcję i nieprawidłowe wykorzystanie dotychczasowego wsparcia finansowego. To dodatkowo wzmacnia blokujący front w debacie o rosyjskich miliardach.
Najbliższe decyzje przywódców w Brukseli pokażą, czy państwa Wspólnoty są gotowe sięgnąć po środki Rosji, by utrzymać pomoc dla Ukrainy, czy też obawy prawne i polityczne okażą się silniejsze niż ostrzeżenia formułowane przez takich liderów, jak Donald Tusk.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/b800c7693c3c0dc5cef40e02bab4f12c,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/b800c7693c3c0dc5cef40e02bab4f12c,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Tusk apeluje do przywódców UE, a Belgia, Włochy i Orban stawiają opór.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/634973,niemcy-chca-wiecej-deportacji-na-samej-zapowiedzi-raczej-sie-nie-skonczy</guid><link>https://natemat.pl/634973,niemcy-chca-wiecej-deportacji-na-samej-zapowiedzi-raczej-sie-nie-skonczy</link><pubDate>Sat, 13 Dec 2025 22:00:02 +0100</pubDate><title>Niemcy chcą więcej deportacji. I na samej zapowiedzi raczej się nie skończy</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/66f9f9a57467025bdd9c68392255cac1,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />MSW Niemiec opowiedziało się za odsyłaniem do krajów trzecich tych osób, których wnioski azylowe zostały odrzucone.

Rząd Niemiec opowiada się za zwiększeniem liczby deportacji. Minister spraw wewnętrznych Alexander Dobrindt (CSU) przechodzi do konkretów i mówi o otwarciu się nowych możliwościach odsyłania większej liczby wnioskodawców o azyl, których wnioski zostały odrzucone. "Modele z krajami trzecimi mogą być opcją", powiedział w "Welt am Sonntag": "Jeśli ludzi nie można deportować do ich krajów ojczystych, nie oznacza to, że deportacje do innych bezpiecznych regionów są wykluczone".
Mniej ograniczeń w deportacji
Tzw. element łączący, czyli niezbędne osobiste powiązanie migranta z krajem trzecim, zostało właśnie zniesione, dodał minister, odnosząc się do odpowiedniego ustalenia w gronie szefów resortów spraw wewnętrznych UE w tym tygodniu. "Dotychczas wymagało to istnienia powiązania osoby do deportacji z krajem trzecim. Ta konieczność teraz zniknęła, co stwarza nowe możliwości", powiedział Dobrindt. 
Ogłosił również nowe podejście do majątku ukraińskich uchodźców: "Podstawową zasadą jest to, że najpierw należy wykorzystać własny majątek, zanim będzie można skorzystać z pomocy państwowej". Ponieważ Ukraińcy są teraz traktowani prawnie jak inni wnioskodawcy o azyl, nie tylko pomoc zostanie zmniejszona, ale także tzw. majątek chroniony spadnie do 200 euro: "Samochody czy drogie zegarki znacznie przekraczają tę kwotę i w związku z tym są uważane za majątek. Lokalne władze decydują, czy rzeczywiście istnieje potrzeba (pomocy)".
UE za reformą Konwencji Praw Człowieka
Dobrindt wypowiedział się także na temat debaty dotyczącej reformy Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. "Wyobrażam sobie, że mogą pojawić się jasne stanowiska ze strony polityków, które mogłyby stanowić podstawę dla przyszłych decyzji Europejskiego Trybunału Praw Człowieka" – podkreślił.
W środę 46 państw członkowskich Rady Europy uzgodniło, że do 2026 roku opracują polityczne oświadczenie dotyczące kwestii migracyjnych oraz Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. 27 krajów, w tym Włochy, Wielka Brytania, Austria i Dania, obecnie opowiada się za zaostrzeniem przepisów. Dotychczas konwencja uniemożliwia deportację nawet najcięższych przestępców, jeśli grozi im w kraju docelowym nieludzkie lub poniżające traktowanie, co może obejmować również niedobory w systemie ochrony zdrowia. Przestrzeganie konwencji nadzoruje Europejski Trybunał Praw Człowieka.
Opracowanie: Monika Sieradzka 

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/66f9f9a57467025bdd9c68392255cac1,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/66f9f9a57467025bdd9c68392255cac1,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Minister spraw wewnętrznych Niemiec Alexander Dobrindt (CSU).</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/634916,rosja-grozi-ze-polska-zniknie-wpadli-w-szal-po-slowach-naszego-generala</guid><link>https://natemat.pl/634916,rosja-grozi-ze-polska-zniknie-wpadli-w-szal-po-slowach-naszego-generala</link><pubDate>Fri, 12 Dec 2025 20:38:59 +0100</pubDate><title>Rosja grozi, że &quot;Polska zniknie&quot;. Wpadli w szał po słowach naszego generała</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/e6d05471ef814017823c56831ca1ec6a,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Przedstawiciel rosyjskich władz Andriej Kolesnik wściekł się po przeczytaniu wywiadu generała Jarosława Gromadzińskiego. Polski dowódca mówił w nim o zmianie sposobu myślenia dotyczącego obwodu królewieckiego. Deputowany Dumy Państwowej zagroził naszemu krajowi całkowitym zniszczeniem.

To nie pierwszy raz, gdy Andriej Kolesnik atakuje nasz kraj w mało dyplomatyczny sposób. Członek rosyjskiego parlamentu np. w 2022 roku "błysnął" o "zakazie wprowadzania psów i Polaków". Teraz znów dał o sobie znać.
Gen. Gromadziński przedstawił strategię Polski na wojnę. "Użyjemy wszystkich środków"
Burzę w Rosji wywołał wywiad, którego "Faktowi" w tym tygodniu udzielił gen. Jarosław Gromadziński. Były dowódca Eurokorpusu i ekspert z Defence Institute opisał, jak powinna wyglądać nasza strategia bezpieczeństwa.
Jego zdaniem Polska musi wysłać jasny sygnał, że jeśli Rosja nas zaatakuje, nie będziemy się tylko bronić na własnym terenie. Gromadziński uważa, że w takim scenariuszu "użyjemy wszystkich środków, które posiadamy, do unicestwienia przeciwnika", a to obejmuje także wejście na terytorium agresora.
Generał poruszył też temat obwodu królewieckiego, który graniczy z Polską, Litwą i ma dostęp do Bałtyku. Wyjaśnił, że do zablokowania tej "rosyjskiej półenklawy" trzeba użyć trzy razy więcej sił, niż do jego wyeliminowania. 
Generał chce zmiany naszego podejścia do tego rosyjskiego regionu. "Dziś trzeba powiedzieć jasno: Jeżeli zaatakujecie nas, to my możemy tam wkroczyć i musicie to brać pod uwagę" – zapowiedział gen. Gromadziński. Na reakcję w Moskwie nie trzeba było długo czekać.
Rosyjski deputowany grozi Polsce. Straszy nas armią Putina i... Niemcami
Andriej Kolesnik zareagował na wypowiedzi generała na łamach portalu news.ru. Stwierdził, że groźby pod adresem Kaliningradu (stamtąd zresztą pochodzi) są niebezpieczne dla Polaków (nie do końca chyba zrozumiał przesłanie wywiadu). Kolesnik powiedział wprost, że w przypadku próby ataku na ten region, "to i sama Polska może zniknąć". 
Rosyjski polityk zarzucił gen. Gromadzińskiemu "rusofobię" i ogólnie zadrwił z polskich generałów, że "zasłynęli tym, że w ciągu miesiąca oddali kraj Niemcom" i "z przyjemnością skorzystali ze zwycięstw Armii Czerwonej, gdy ta wyzwoliła ziemie dla ich kraju". Ostrzegł, że "Po inwazji Niemców na Polskę pozostała spalona ziemia. Niech więc tego oczekują".
Kolesnik zaczął straszyć Polskę nie tylko armią Władimira Putina, ale także naszym zachodnim sąsiadem. Stwierdza, że w UE pojawiły się różne "waśnie", a Niemcy się zbroją. Jego zdaniem "skoro Polska jest słabiutka, doświadczenia bojowego nie ma, to Niemcy ich chyba pożrą". I z dumą zapowiedział, że w tym przypadku Rosja nie będzie się za Polską wstawiać ani wyzwalać naszych ziem.


]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/e6d05471ef814017823c56831ca1ec6a,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/e6d05471ef814017823c56831ca1ec6a,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Rosyjski deputowany (znów) zagroził Polsce.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/634490,kometa-3i-atlas-zaskakuje-skladem-loeb-mowi-teraz-o-kosmicznym-ogrodniku</guid><link>https://natemat.pl/634490,kometa-3i-atlas-zaskakuje-skladem-loeb-mowi-teraz-o-kosmicznym-ogrodniku</link><pubDate>Wed, 10 Dec 2025 16:12:26 +0100</pubDate><title>Kometa 3I/ATLAS zaskakuje składem. Loeb mówi teraz o &quot;kosmicznym ogrodniku&quot;</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/7bf7d03098ee690a4dab3e2202cf9d03,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />ALMA wykrywa w 3I/ATLAS niezwykłą chemię. Avi Loeb widzi w niej sprzymierzeńca życia, ale zasiewa ziarno niepewności.

Kometa 3I/ATLAS znowu rozpala naszą wyobraźnię. Tym razem nie chodzi o jej dziwną trajektorię ani spektakularne dżety gazu, lecz o chemię, którą niesie ze sobą przez kosmos. Astrofizyk Avi Loeb, analizując najnowsze dane z radioteleskopu ALMA, sugeruje, że ATLAS może być bardziej "kosmicznym ogrodnikiem" rozsiewającym budulec życia niż groźnym trucicielem. Klucz do tej tezy tkwi w niezwykłych ilościach metanolu i cyjanowodoru wokół jądra obiektu.
Wizyta z obcymi związkami chemicznymi
3I/ATLAS to dopiero trzeci znany obiekt pochodzący spoza naszego Układu Słonecznego, który zbliżył się do Słońca na tyle, by można go było dokładnie zbadać. Gdy kometa sunęła przez wewnętrzne rejony Układu Słonecznego, sieć radioteleskopów ALMA w Chile "rozebrała" jej komę na czynniki pierwsze, śledząc charakterystyczne sygnały cząsteczek w falach milimetrowych.
Zespół, na który powołuje się Avi Loeb, znalazł w otoczeniu 3I/ATLAS m.in. metanol (CH₃OH) i cyjanowodór (HCN). Są to dwa związki dobrze znane chemikom zajmującym się pochodzeniem życia. Oba powstają na ziarnach lodowego pyłu w zimnych obłokach międzygwiazdowych, zanim trafią do komet, planetozymali i młodych układów planetarnych.
Rekordowy koktajl: metanol kontra cyjanowodór
Najciekawsze okazały się jednak same proporcje. ALMA obserwowała 3I/ATLAS w kilku terminach, kiedy kometa zbliżała się do Słońca na odległość od ok. 2,6 do 1,7 jednostki astronomicznej. Z czasem tempo produkcji metanolu gwałtownie rosło, zgodnie z ostrą zależnością od odległości od Słońca.
Cyjanowodór zachowywał się inaczej – jego emisja była wyraźnie słabsza w stronę Słońca, a mocniej związana z samym jądrem komety. Metanol natomiast pojawiał się obficiej w dżecie gazu, daleko od jądra. W efekcie stosunek ilości metanolu do cyjanowodoru okazał się jednym z najwyższych, jakie kiedykolwiek zmierzono w jakiejkolwiek komecie. Wyżej wypada jedynie pojedynczy, bardzo nietypowy obiekt z naszego Układu Słonecznego.
Dla Loeba to ważna wskazówka: ten międzygwiazdowy gość nie tylko obficie wyrzuca substancję, która jest dobrym paliwem dla chemii życia, ale jednocześnie relatywnie oszczędnie "dozuje" związek powszechnie kojarzony z trucizną.
Metanol: paliwo dla chemii życia
W swoim tekście Loeb przypomina, że metanol to jeden z klasycznych klocków, z których chemicy potrafią budować bardziej złożone cząsteczki, w tym prekursory aminokwasów i cukrów, takich jak ryboza, czyli kluczowy składnik RNA i DNA. Metanol widzimy w obłokach gwiazdotwórczych, w dyskach protoplanetarnych, a teraz także w obłoku gazu otaczającym międzygwiazdową kometę.
Na Ziemi istnieją całe grupy mikroorganizmów (tzw. metylotrofy), które potrafią żyć, czerpiąc energię wyłącznie z metanolu. U roślin gazowy metanol może działać jak sygnał alarmowy: uwalniany z uszkodzonych tkanek uruchamia mechanizmy obronne przed patogenami. W kosmicznej skali oznacza to, że metanol jest jednym z najbardziej wszechstronnych i "użytecznych" związków w chemii życia, od prebiotycznych reakcji w lodzie kometarnym po złożone ekosystemy.
Cyjanowodór: trucizna, ale jednocześnie narzędzie ewolucji
Cyjanowodór budzi z kolei złe skojarzenia – kojarzy się z toksycznym gazem bojowym i trucizną blokującą oddychanie komórek. Loeb podkreśla jednak, że HCN ma też drugie oblicze. W niewielkich stężeniach potrafi wspierać powstawanie podstawowych elementów biochemii, takich jak aminokwasy czy zasady azotowe wchodzące w skład RNA i DNA.
Również w biosferze Ziemi cyjanowodór nie jest wyłącznie zwyczajnym antagonistą. Rośliny produkują go jako element systemu obrony przed roślinożercami i patogenami, a niektóre mikroorganizmy wykorzystują go, by eliminować konkurencję. W niskich dawkach może wręcz pełnić funkcję sygnału regulującego procesy rozwojowe. Właśnie dlatego proporcja metanolu do cyjanowodoru w 3I/ATLAS jest tak interesująca. W uproszczeniu: więcej paliwa dla chemii życia, mniej agresywnej trucizny.
Międzygwiazdowy ogrodnik czy kosmiczny zabójca?
Na tej podstawie Avi Loeb proponuje obrazowy kontrast: czy 3I/ATLAS jest "przyjaznym ogrodnikiem", który rozsiewa po galaktyce składniki sprzyjające powstawaniu życia, czy raczej "seryjnym zabójcą", rozrzucającym truciznę w formie cyjanowodoru?
W jego ocenie bilans przechyla się w stronę ogrodnika. Anomalnie wysoki udział metanolu względem cyjanowodoru sugeruje, że takie obiekty mogą raczej wzbogacać dyski protoplanetarne i młode planety w budulec chemii organicznej niż je masowo sterylizować. W wizji Loeba międzygwiazdowe komety mogą być więc wehikułami panspermii – nie tyle przenoszącymi gotowe organizmy, ile rozwożącymi po galaktyce "zestawy startowe" do powstania życia.
Co 3I/ATLAS nam mówi o nas samych?
Loeb przyznaje, że jedno nietypowe zestawienie metanolu i cyjanowodoru w jednej komecie nie rozwiązuje zagadki pochodzenia życia we Wszechświecie. Pokazuje jednak coś bardzo ważnego: procesy chemiczne sprzyjające złożonym reakcjom mogą zachodzić nie tylko w atmosferach planet czy na ich powierzchni, lecz także w lodzie i gazach otaczających małe, lodowe bryły podróżujące między gwiazdami.
Jeśli 3I/ATLAS nie jest wyjątkiem, lecz reprezentantem całej populacji podobnych obiektów, oznaczałoby to, że galaktyka jest znacznie lepiej "nawożona" budulcem życia, niż dotąd przypuszczaliśmy. Każda taka kometa, która wpadnie do młodego układu planetarnego, może wzbogacić lokalną chemię i ułatwić start prebiotycznym procesom.
Dzięki analizom, na które powołuje się Avi Loeb, kometa 3I/ATLAS staje się jednak ciekawym studium przypadku: pokazuje, że "przybysze spoza układu" mogą nosić w sobie nie tylko spektakularne dżety gazu i pyłu, lecz także wyjątkowo sprzyjający życiu zestaw cząsteczek. Czy to wystarczy, by uznać je za kosmicznych ogrodników? To pytanie pozostaje otwarte,  ale dane z 3I/ATLAS sprawiają, że warto je zadawać coraz częściej.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/7bf7d03098ee690a4dab3e2202cf9d03,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/7bf7d03098ee690a4dab3e2202cf9d03,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">3I/ATLAS niesie metanol i cyjanowodór między gwiazdami.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/634433,kometa-3i-atlas-promieniuje-odkrycie-japonczykow-rozgrzalo-pasjonatow</guid><link>https://natemat.pl/634433,kometa-3i-atlas-promieniuje-odkrycie-japonczykow-rozgrzalo-pasjonatow</link><pubDate>Tue, 09 Dec 2025 14:56:40 +0100</pubDate><title>Kometa 3I/Atlas promieniuje. Odkrycie Japończyków rozgrzało pasjonatów</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/bf1c218900a9033320c957566b3e03d9,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Dawno żaden obiekt nie wzbudził takiego zainteresowania naukowców i amatorów nocnego nieba jak kometa 3I/Atlas. To dopiero trzeci obiekt międzygwiezdny wykryty w Układzie Słonecznym. Gdyby tego było mało, właśnie odkryto, że kometa promieniuje, a to może dać nam wiele odpowiedzi na temat wszechświata.

Tylko zacznijmy od początku, żeby zrozumieć, o co chodzi z tym promieniowaniem komety 3I/Atlas. Od blisko 30 lat wiemy, że komety potrafią świecić w promieniach X. Dochodzi do tego na skutek reakcji gazu otaczającego kometę z naładowanymi cząsteczkami ze Słońca. Tylko że w przypadku innych obiektów międzygwiezdnych nigdy nie udało się tego zaobserwować. Sytuacja zmieniła się pod koniec listopada.
Kometa 3I/Atlas promieniuje. Japończycy celowali do niej 14 razy
Technologia cały czas się rozwija i tym razem udało się zauważyć promieniowanie X, którego źródłem jest 3I/Atlas. Jako pierwsi zbadali to eksperci z Japońskiej Agencji Kosmicznej JAXA. Wykorzystali do tego satelitę XRISM (X-Ray Imaging and Spectroscopy Mission).
Tylko że przeprowadzenie obserwacji nie było łatwe. Komety świecą najjaśniej w pobliżu Słońca, ale to "strefa zakazana" dla satelitów, bo promienie Słońca spaliłaby im wszystkie układy. Japończycy musieli więc czekać na perfekcyjny moment, a ten nadarzył się pod koniec listopada. Między 26 a 28 listopada satelita aż 14 razy korygowała ustawienia, żeby możliwe było dokonanie obserwacji.
I było warto. Na łamach "The Astronomer's Telegram" poinformowano nie tylko, że 3I/Atlas otacza promieniowanie X. Okazało się, że jest to cała ogromna chmura promieniowania X o promieniu ok. 400 tys. km. To mniej więcej tyle, ile wynosi dystans między Ziemią a Księżycem.
Przełom ws. komety 3I/Atlas. Możemy poznać odpowiedzi na temat powstania wszechświata
Okazuje się, że odkrycie promieniowania jest tylko początkiem do dalszych badań nad kometą. Prowadząc kolejne obserwacje, możemy dowiedzieć się na przykład, z czego zbudowany jest świat poza Układem Słonecznym i to nie ruszając się z orbity Ziemi.
Natomiast badając gazową otoczkę wokół komety, naukowcy mogą ustalić, jak powstawały planety wokół innych gwiazd. To dopisze kilka nowych rozdziałów w teorii wielkiego wybuchu.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/bf1c218900a9033320c957566b3e03d9,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/bf1c218900a9033320c957566b3e03d9,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Kometa 3I/Atlas promieniuje. Kolejnym krokiem może być poznanie odpowiedzi na to, jak powstawał świat poza Układem Słonecznym</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/634211,zloty-pociag-wychodzi-z-mroku-szef-zespolu-przestaje-to-ukrywac</guid><link>https://natemat.pl/634211,zloty-pociag-wychodzi-z-mroku-szef-zespolu-przestaje-to-ukrywac</link><pubDate>Mon, 08 Dec 2025 08:32:47 +0100</pubDate><title>Złoty pociąg &quot;wychodzi z mroku&quot;. Szef poszukiwaczy przestaje to ukrywać</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/7ef5550d701270650d29e3504763dc8e,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Złoty pociąg powraca od lat jak bumerang, bo wciąż rozpala wyobraźnię historyków i poszukiwaczy skarbów. W tym roku temat odżył za sprawą nowej ekipy o nazwie "Złoty Pociąg 2025", która używa kontrowersyjnej metody radiestezji. Teraz jej szef ujawnił się i zapowiedział wywiad, w którym obiecuje opowiedzieć o wszystkim, co wie.

Legenda głosi, że pod koniec II wojny światowej z Wrocławia w kierunku Wałbrzycha wyruszył pancerny skład kolejowy, wypełniony zrabowanym przez nazistów złotem, dziełami sztuki i innymi kosztownościami. 
Pociąg miał nigdy nie dotrzeć do celu, zaginąć gdzieś w podziemiach i czekać na odnalezienie. Mimo wielu prób poszukiwań i gorących doniesień, jak dotąd nikt nawet nie udowodnił jego istnienia. Nowa ekipa twierdzi, że jest na dobrej drodze do odnalezienia złotego pociągu. 
Szef poszukiwaczy złotego pociągu się ujawnia. "Idę jak czołg"
W najnowszym wideo opublikowanym na youtube kanale Underground Hunter Łowca dotąd anonimowy szef grupy "Złoty Pociąg 2025" ujawnił się. Przedstawił się jako Michał Motak i to on jest osobą, która 25 kwietnia 2025 roku "dokonała zgłoszenia do organów państwa tzw. Złotego Pociągu, a konkretnie zamaskowanego tunelu kolejowego oraz trzech wagonów kolejowych umieszczonych w tunelu".
– Po raz pierwszy macie okazję mnie zobaczyć, usłyszeć. Mieliście do tej pory tylko możliwość czytać moje teksty – powiedział poszukiwacz, tłumacząc, że nadeszła pora, aby przemówić. 
Zapowiedział też wywiad, który przeprowadzi Joanną Lamparską (pisarka, dziennikarka, popularyzatorka historii, która uważa z kolei, że złotego pociągu nie ma). Podkreślił, że jest radiestetą specjalizującym się w poszukiwaniach podziemnych pustek, a swoją metodą "wyznaczył tunel z dokładnością co do centymetra". 
– Dziękuję też tym, którzy szydzą i starają się deprecjonować moją pracę, moją osobę. Ja się tym nie przejmuję w zasadzie. Ja idę jak czołg aż do finału – zapewnił. Zaproponował, że w razie niepowodzenia poszukiwań założy na szyję kartkę z napisem "debil" i będzie paradował z nią po Wałbrzychu. A jeśli odnajdzie legendarny pociąg, to samo mają zrobić jego hejterzy.

                    
                Jak idą poszukiwania legendarnego pociągu? "Mamy zgodę właściciela terenu"
W połowie listopada grupa ogłosiła przełom, który umożliwi im poszukiwania. "Mamy zgodę właściciela terenu! Po długich i żmudnych negocjacjach z Nadleśnictwem Świdnica, otrzymaliśmy zezwolenie na wejście w teren i wykonanie badań geordarowych" – czytamy we wpisie na Facebooku.
Teren jest "obszarem ściśle chronionym", ale nadleśnictwo wyraziło zgodę na  nieinwazyjne badania. Grupa czeka jeszcze na zielone światło od Dolnośląskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków, który ma 30 dni na wydanie decyzji.
Szef zespołu jest jednak pewny, że "Historia o tzw. złotym pociągu jest prawdziwa, radiestezja jest fizyką, a ja odnalazłem tunel i trzy wagony ukryte w środku". Dodaje też, że jego plan zakładał ujawnienie się dopiero po otrzymaniu zgody na badania i słowa dotrzymał.

            
                
            
            Radiestezja, czyli różdżkarstwo. Oficjalnie to pseudonauka
Michał Motak i ekipa "Złoty Pociąg 2025" wyróżniają się na tle poprzedników metodą poszukiwań. Poszukiwania opiera na radiestezji. Środowisko naukowe nazywa ją pseudonauką, a nawet "różdżkarstwem". 
Ta "okultystyczna" metoda polega na rzekomym wykrywaniu niewidzialnego promieniowania za pomocą różdżki lub wahadła i jej skuteczność w badaniach często jest porównywana do czystego przypadku. Ponadto wielokrotne próby dowiedzenia w kontrolowanych warunkach paranormalnych zdolności radiestetów kończyły się zawsze niepowodzeniem.
Jeśli grupa odnajdzie złoty pociąg przy pomocy różdżki to będzie mogła liczyć też na milion dolarów nagrody. Tyle właśnie Fundacja Jamesa Randiego ufundowała dla osoby, która udowodni działanie radiestezji. Do tej pory jeszcze nikt nie zgarnął tych pieniędzy.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/7ef5550d701270650d29e3504763dc8e,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/7ef5550d701270650d29e3504763dc8e,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Szef grupy &quot;Złoty Pociąg 2025&quot; ujawnił się. Twierdzi, że odnalazł legendarne wagony ze skarbami</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/633938,kometa-3i-atlas-na-nowych-zdjeciach-tajemniczy-przybysz-znow-zaskakuje</guid><link>https://natemat.pl/633938,kometa-3i-atlas-na-nowych-zdjeciach-tajemniczy-przybysz-znow-zaskakuje</link><pubDate>Fri, 05 Dec 2025 08:14:40 +0100</pubDate><title>Kometa 3I/ATLAS na nowych zdjęciach. Tajemniczy przybysz znów zaskakuje</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/502922fbd0bab426cff5435fc429ff2c,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Sonda Jupiter Icy Moons Explorer miała skupić się na lodowych księżycach Jowisza, ale zanim dotrze do celu, już dostarcza spektakularnych ujęć gości z głębi kosmosu. W listopadzie Juice sfotografowała kometę 3I/ATLAS i uchwyciła ją w momencie wzmożonej aktywności.

Misja Jupiter Icy Moons Explorer to jedno z najbardziej ambitnych przedsięwzięć Europejskiej Agencji Kosmicznej. Sonda, która dotrze do Jowisza dopiero w 2031 r., po drodze nie marnuje czasu. Po niedawnym przelocie koło Wenus, w listopadzie 2025 r. skierowała swoje instrumenty na niezwykle rzadkiego przybysza, o którym w ostatnim czasie ciągle słyszymy, a mianowicie na kometę 3I/ATLAS.
Przez większą część miesiąca Juice obserwowała obiekt z dużego dystansu, wykorzystując do tego 5 wyspecjalizowanych instrumentów naukowych. Najciekawsze dane – te, które pokażą skład i zachowanie komety – dotrą na Ziemię dopiero w lutym 2026 r. Zespół misji postanowił jednak sprawdzić, co udało się uchwycić już teraz, i podejrzeć przynajmniej część jednego zdjęcia z pokładowej kamery nawigacyjnej. Efekt okazał się zaskakująco dobry jak na instrument, który w ogóle nie był projektowany jako naukowy teleskop.
Zwykła kamera nawigacyjna, niezwykły kadr
Juice ma na pokładzie NavCam – kamerę, której głównym zadaniem jest pomaganie sondzie w orientacji przestrzennej i nawigacji w okolicach Jowisza i jego księżyców. To nie jest precyzyjny teleskop, który z definicji ma robić ładne zdjęcia kosmosu. Mimo to, 2 listopada 2025 r., podczas pierwszego okna obserwacyjnego komety, NavCam uchwyciła coś, co wywołało entuzjazm wśród badaczy.
Zespół zdecydował się pobrać na Ziemię tylko ¼ pojedynczego kadru – tyle pozwalał ściągnąć ograniczony przesył danych, bo główna antena wysokiego zysku służy obecnie jako tarcza cieplna, osłaniająca sondę przed Słońcem. Nawet ten "odgryziony" fragment wystarczył jednak, by zobaczyć coś więcej niż tylko jasną kropkę.
Na ziarnistym, wręcz technicznym ujęciu, widać wyraźnie rozświetloną komę, czyli gazowo-pyłową otoczkę wokół jądra komety. Jest też delikatna sugestia dwóch warkoczy: jeden, tzw. warkocz plazmowy, zbudowany z naładowanego gazu, ciągnie się ku górze kadru, drugi – słabszy, pyłowy – zdaje się odchylać ukośnie w dół. To właśnie połączenie tych elementów sprawia, że 3I/ATLAS nie wygląda jak statyczna gwiazda, lecz jak obiekt w dynamicznym, trwającym na naszych oczach procesie parowania.
Co ważne, zdjęcie wykonano z odległości około 66 mln km zaledwie dwa dni przed najbliższym zbliżeniem sondy do komety, które nastąpiło 4 listopada. Trzy dni wcześniej obiekt minął już peryhelium, czyli punkt orbity, w którym znalazł się najbliżej Słońca – był więc "rozgrzany" i szczególnie aktywny.
Wszystkie obiektywy skierowane na kometę 3I/ATLAS
Prawdziwe naukowe "mięso" wciąż tak naprawdę czeka w kolejce. Podczas listopadowych obserwacji kometę 3I/ATLAS śledziło jednocześnie 5 instrumentów naukowych sondy Juice: JANUS, MAJIS, UVS, SWI i PEP.
W praktyce oznacza to pełen zestaw narzędzi do "rozebrania" komety na czynniki pierwsze. JANUS, czyli główna kamera optyczna, powinien dostarczyć o wiele ostrzejszych zdjęć struktury komy i warkoczy niż NavCam. MAJIS i UVS, działające w różnych zakresach promieniowania, pomogą rozpoznać linie widmowe i wskazać, z jakich związków gazowych zbudowane są obłoki wokół jądra. SWI pozwoli zajrzeć w skład atmosfery komy i warkoczy z innej perspektywy, a PEP zarejestruje cząstki i ich energie w otoczeniu komety.
Dlaczego więc na pełne dane trzeba czekać do 18 i 20 lutego 2026 r.? Wszystko rozbija się o geometrię misji. Juice podróżuje blisko Słońca, a jej główna antena wysokiego zysku jest aktualnie ustawiona tak, by pracować, jak tarcza ochronna przed promieniowaniem. Do komunikacji z Ziemią używana jest mniejsza antena średniego zysku, która działa znacznie wolniej.
Przy odległościach międzyplanetarnych każdy gigabit danych staje się więc sprawą cierpliwości i priorytetów. Naukowcy zdecydowali, że najpierw chcą mieć choćby skromny wgląd w to, co widziała kamera nawigacyjna, a dopiero potem ściągną na Ziemię pełną, ciężką paczkę informacji z pozostałych instrumentów.
3I/ATLAS w ogniu Słońca
Listopadowe obserwacje sondy Juice są szczególnie cenne, bo kometa była wtedy tuż po najbliższym podejściu do Słońca. To właśnie w takiej fazie orbity lód w jej jądrze najintensywniej sublimuje, czyli przechodzi bezpośrednio w gaz. Ten, wraz z wyrzucanym pyłem, tworzy komę i warkocze, które tak dobrze widać nawet na technicznym ujęciu NavCam.
Co ciekawe, choć Juice była dalej od komety niż sondy na orbitach Marsa, które obserwowały 3I/ATLAS wcześniej, miała inny atut – uchwyciła obiekt w momencie, gdy jego aktywność była szczególnie wysoka. To sprawia, że dane z instrumentów naukowych mogą pokazać bardziej rozwinięte warkocze, gęstszy gaz i bogatsze widma chemiczne niż w przypadku wcześniejszych kampanii obserwacyjnych.
Dla badaczy to szansa, by porównać, jak zachowuje się ten sam przybysz widziany z różnych punktów Układu Słonecznego, przy różnym oświetleniu i w różnych fazach aktywności.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/502922fbd0bab426cff5435fc429ff2c,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/502922fbd0bab426cff5435fc429ff2c,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Tajemniczy przybysz 3I/ATLAS paruje w obiektywie sondy</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/633551,zimny-ksiezyc-nadchodzi-pilnujcie-daty-bo-to-ostatnia-okazja-w-2025-roku</guid><link>https://natemat.pl/633551,zimny-ksiezyc-nadchodzi-pilnujcie-daty-bo-to-ostatnia-okazja-w-2025-roku</link><pubDate>Wed, 03 Dec 2025 05:28:01 +0100</pubDate><title>Zimny Księżyc nadchodzi. Pilnujcie daty, bo to ostatnia okazja w 2025 roku</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/3aa4af1276147448418d415603c15ec3,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Zanim na dobre wpadniemy w przedświąteczny wir, na niebie czeka nas jasny, zimny przystanek. W nocy z 4 na 5 grudnia nad Polską wzejdzie Zimny Księżyc – grudniowa pełnia, która w tym roku będzie jednocześnie ostatnią superpełnią.

Grudniowa pełnia od wieków kojarzona jest z mrozem, krótkim dniem i długimi, ciemnymi nocami. Stąd jej tradycyjna nazwa "Zimny Księżyc", wywodząca się z określeń używanych przez rdzennych mieszkańców Ameryki Północnej. W tym roku za tą poetycką etykietą kryje się coś więcej niż tylko kolejna pełnia w astronomicznym kalendarzu.
Orbita Księżyca nie jest idealnym okręgiem. Nasz satelita raz znajduje się nieco bliżej Ziemi, a raz trochę dalej. Gdy moment pełni zgrywa się z położeniem bliżej Ziemi, mówimy o superpełni. Dysk na niebie wydaje się wtedy minimalnie większy i jaśniejszy niż zwykle. Różnica tak naprawdę nie jest gigantyczna, ale dla ludzkiego oka i dla obiektywów aparatów wydaję się olbrzymia, zwłaszcza przy dobrych warunkach pogodowych. Grudniowy "Zimny Księżyc" zamknie tegoroczny cykl takich zjawisk. Kolejnej superpełni trzeba będzie szukać już w przyszłym roku.
Kiedy wypatrywać Zimnego Księżyca nad Polską?
Dla obserwatorów w naszym kraju istotne będzie przełamanie między dwoma grudniowymi dniami. Astronomiczny moment pełni przypada na 5 grudnia o godz. 00:14 czasu polskiego. To jednak nie oznacza, że trzeba zarywać całą noc, żeby zobaczyć coś szczególnego na niebie.
Najbardziej malownicze sceny rozegrają się wieczorem w czwartek 4 grudnia i w piątkowy poranek 5 grudnia. Już w czwartkowe popołudnie, mniej więcej między 15:30 a 16:00, Księżyc zacznie zauważalnie wschodzić nad horyzontem. Warto patrzeć w kierunku północno-wschodniej części nieba i szukać jasnej tarczy wynurzającej się nad linią zabudowy lub nad drzewami.
Podobnie efektowny moment nastąpi o świcie następnego dnia, gdy Zimny Księżyc będzie zachodził w okolicach godziny 8:00, tym razem nisko nad zachodnim horyzontem. To dwa krótkie okna czasowe, w których zjawisko zyska dodatkową oprawę dzięki temu, jak działa nasza własna percepcja.
Iluzja księżycowa, czyli dlaczego wydaje się tak wielki?
Wieczorny wschód i poranny zachód Księżyca to najlepszy czas, by przekonać się na własne oczy, czym jest tzw. iluzja księżycowa. Tarcza Srebrnego Globu nie rośnie ani nie maleje w ciągu kilku minut – jej rozmiar kątowy na niebie pozostaje praktycznie taki sam. Mimo to, gdy Księżyc wisi nisko, wielu obserwatorom wydaje się ogromny.
To tak naprawdę zasługa naszego mózgu, który bez przerwy porównuje wszystko do obiektów widocznych w otoczeniu. Nad horyzontem Księżyc pojawia się tuż obok dachów, kominów, lasu czy wzniesień. Na ich tle wydaje się większy, niż jest w rzeczywistości. Gdy wspina się wysoko na niebie, traci punkty odniesienia, więc nasza percepcja zmienia się i dysk wydaje się mniejszy.
W przypadku superpełni ta gra złudzeń działa podwójnie. Księżyc jest faktycznie nieco bliżej, więc naprawdę świeci intensywniej, a jednocześnie nasz mózg dodatkowo go "powiększa". To sprawia, że przejście Zimnego Księżyca nad horyzontem może być jednym z najbardziej fotogenicznych momentów tej zimy.
Jak oglądać Zimny Księżyc?
Do obserwacji Zimnego Księżyca nie są potrzebne specjalistyczne teleskopy ani lornetki. Jasna superpełnia przebije się nawet przez miejską łunę, więc wiele osób spokojnie zobaczy ją z balkonu czy z osiedlowego chodnika. Wystarczy odrobina cierpliwości i w miarę odsłonięty widok na wschodni lub zachodni horyzont.
Jeśli jednak jest możliwość wyjazdu poza miasto, warto z niej skorzystać. Zanieczyszczenie świetlne, czyli po prostu nadmiar sztucznego światła, psuje kontrast i "spłaszcza" obraz nieba. Na wsi czy na skraju lasu Księżyc w superpełni dominuje krajobraz, oświetla śnieg, podkreśla chmury i tworzy długie, wyraźne cienie. Wtedy można naprawdę poczuć, że to jasne koło na niebie jest bliskim sąsiadem naszej planety, a nie odległą dekoracją.
Dla tych, którzy lubią fotografować nocne niebo, Zimny Księżyc będzie idealnym pretekstem, by spróbować ująć go z miejską panoramą, wieżą kościoła, wiatrakiem czy linią drzew na pierwszym planie. Pamiętajmy, że najciekawsze kadry powstają właśnie wtedy, gdy łączy się kosmiczne zjawisko z dobrze znanym, ziemskim krajobrazem.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/3aa4af1276147448418d415603c15ec3,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/3aa4af1276147448418d415603c15ec3,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Zimny Księżyc zrobi show nad Polską. Kiedy patrzeć w niebo?</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/633332,3i-atlas-i-teorie-aviego-loeba-facet-wlasnie-pogrzebal-swoja-kariere</guid><link>https://natemat.pl/633332,3i-atlas-i-teorie-aviego-loeba-facet-wlasnie-pogrzebal-swoja-kariere</link><pubDate>Sun, 30 Nov 2025 12:18:37 +0100</pubDate><title>3I/ATLAS i teorie Aviego Loeba. Facet właśnie pogrzebał swoją karierę</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/67d32efc682f3a7c4b0dfd8f0d1c199f,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Przecinająca z kurtuazyjną wizytą przez nasz Układ Słoneczny kometa 3I/ATLAS budzi olbrzymie zainteresowanie. Pomimo faktu, że znajduje się jakieś 270 mln km od nas (bliżej nie będzie), ma na koncie pierwszą i miejmy nadzieję jedyną ofiarę. To kontrowersyjny naukowiec Avi Loeb, który najwyraźniej nie może się pogodzić z faktem, że kometą nie lecą do nas obcy.

Astrofizyk Avi Loeb stał się celebrytą nurtu "popnauki", odkąd w kosmosie zauważono tajemniczy obiekt o nazwie 3I/ATLAS. Większość badaczy uważa, że ​​to intrygująca kometa międzygwiezdna. Obserwując jej nietypowe zachowanie, Loeb zasugerował, że może to być statek kosmiczny obcej cywilizacji. Teraz poszedł o wiele dalej: atakuje naukowców, którzy twierdzą, że się myli.
3I/ATLAS, odkryta po raz pierwszy 1 lipca 2025 r., podbija media społecznościowe. Egzokometa jest trzecim obiektem międzygwiezdnym zarejestrowanym w Układzie Słonecznym, obok 1I/Oumuamua (2017) i 2I/Borisov (2019).
"Wizjonerscy naukowcy uczą się pokory, by dostrzegać coś nowego w anomalii, zamiast popisywać się arogancją wynikającą z wiedzy eksperckiej… Życie jest czegoś warte, jeśli pozwolimy, by nieoczekiwane nas zaskoczyło. Biurokraci lub pozbawieni wyobraźni naukowcy chcą, abyśmy wierzyli w to, czego się spodziewamy. Ale reszta z nas wie, że najlepsze dopiero przed nami" – tak publicznie Loeb wylewa swoje żale.
I to pomimo faktu, że... nie został publicznie skrytykowany. Podczas briefingu NASA (który ostatnio opisywaliśmy) inni naukowcy nie wymienili jego nazwiska, nie powiedzieli "Loeb gada głupoty". Oszczędzili go. Po prostu opisali, czym jest 3I/ATLAS, dodając, że nie jest statkiem obcych i choć zachowuje się nietypowo, to nie łamie praw fizyki.
To nie pierwszy wyskok Loeba
Loeb nie po raz pierwszy sugeruje, że dziwne obiekty przelatujące przez kosmos mogą mieć inteligentne, pozaziemskie pochodzenie. Znalazł się na radarze popkultury w 2017 roku, gdy obiekt "1I/Oumuamua", odwiedził Układ Słoneczny. Badacz sugerował, że może to być pozostałość obcej technologii, być może żagiel słoneczny, a nawet przykład "hybrydowego" napędu produkcji obcych.
Jego entuzjazm dla idei, że nie jesteśmy sami, zjednał mu grupę przyjaciół wśród naukowców. Ale jednocześnie stał się kłopotliwy, bo Loeb trafił do grona kojarzonego z "freakami" i zwolennikami oderwanych od rzeczywistości teorii.
Loeb stał się w świecie nauki człowiekiem z obrzeży. To niezręczne, gdy naukowcy są zmuszeni rozważać różne dziwaczne teorie wysuwane przez osoby, które "tylko zadają pytania". A Loeb na dodatek nie tylko nie przyznał się do błędu, ale usiłuje dyskredytować innych. Obstaje przy swoim, mimo dość jednoznacznych, opartych na dowodach naukowych odrzuceń jego twierdzeń.
Astrofizyk z Arizona State, Steve Desch, mówi na przykład, że obliczenia Loeba dotyczące 3I/ATLAS są "w 100 procentach błędne". Nie brakuje badaczy mówiących o tym, że Loeb nie do końca wie, o czym mówi. W świecie nauki jedni konsultują się z drugimi, pytają, rozważają. Nie Loeb: swoje teorie wysnuł na podstawie swoich obliczeń i bez konsultacji ze specami od komet. On sam nie jest ekspertem w tej dziedzinie.
Loeb wywołał lawinę fejków i bezsensownych spekulacji
Naukowcy narzekają też, że Loeb narobił sporo bałaganu. Teraz zamiast po prostu mówić o ciekawej komecie, starszej od naszego świata, muszą tłumaczyć, że nie sterują nią zielone ludziki. Że nie będą do nas strzelać laserami i nie zrobią z nas króliczków do eksperymentów medycznych. To i tak łatwiejsze od dementowania oczywistych fejków, jakie zaczynają krążyć w sieci.
Wiecie, że viralem staje się właśnie film przedstawiający międzygwiezdną kometę świecącą na krawędziach niczym obcy statek kosmiczny? To właśnie się dowiedzieliście. Jest on oczywiście fałszywy.
Wiele osób nie chce przyjąć do wiadomości, że nie mamy i nie będziemy mieć zdjęcia tej komety w wysokiej rozdzielczości. Wystarczy zresztą rzucić okiem na stronę NASA z galerią ujęć 3I/ATLAS. Przedstawiają... kropkę. Zamiast czuć szacunek dla naukowców, że z czegoś tak trywialnego wysnuli całą masę wniosków, wielu ludzi oskarża ich o "ukrywanie prawdy" i zatajanie faktów. 

                    
                        
                    
                W mediach społecznościowych pojawił się klip wideo, który rzekomo przedstawia 3I/ATLAS jako świecący obiekt z wieloma smugami światła, sugerując, że jest to statek kosmiczny. Tak naprawdę to kompletna bzdura. Jeśli natraficie na materiały takie, jak we wpisie powyżej, nie wierzcie w ich prawdziwość.
Przypomnijmy: to nie dziwne, że ogromny obiekt zmierzający w stronę Ziemi wprawia naukowców w zakłopotanie. Za każdym razem, gdy coś takiego przelatuje przez kosmos i jest widoczne wokół naszej maleńkiej planety, ludzie natychmiast zaczynają spekulować, czy może być dziełem istot pozaziemskich.
Możliwe odpowiedzi są dwie: to albo UFO, albo kolejna skała zasuwająca przez wszechświat. Nic dziwnego, że kiedy NASA wykryła 3I/ATLAS na początku lipca, wszyscy pytali "co to jest?". Efekt jest taki, że 200 ekspertów stwierdziło, że to kometa. Dziwna, ale kometa. Jeden naukowiec stwierdził, że to nie kometa, a miliony ludzi postanowiły mu uwierzyć, choć o temacie nie mają absolutnie żadnego pojęcia.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/67d32efc682f3a7c4b0dfd8f0d1c199f,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/67d32efc682f3a7c4b0dfd8f0d1c199f,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Pierwsza ziemska ofiara 3I/ATLAS. Padła nią kariera Abrahama &quot;Aviego&quot; Loeba</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/633290,3-kluczowe-fakty-o-komecie-3i-atlas-nasa-o-miedzygwiezdnym-najezdzcy</guid><link>https://natemat.pl/633290,3-kluczowe-fakty-o-komecie-3i-atlas-nasa-o-miedzygwiezdnym-najezdzcy</link><pubDate>Sat, 29 Nov 2025 13:02:56 +0100</pubDate><title>3 kluczowe fakty o komecie 3I/ATLAS. Bardziej sensacyjna teoria niż o statku z ufoludkami</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/e2dc41bf591cece2ab907bd3d3a86480,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Nie, kometa 3I/ATLAS to nie jest statek kosmiczny wyładowany uzbrojonymi po zęby kosmitami, którzy chcą nas zniewolić. Naukowcy z NASA po rządowym shutdownie wrócili do pracy i ujawniają fakty o najsłynniejszej komecie. To, co mówią, jest o wiele bardziej sensacyjne, niż teoria o statku z ufoludkami.

Fakt, że obserwacje NASA, najbardziej zaawansowanej agencji kosmicznej świata, dotyczące dopiero trzeciego obiektu spoza naszego układu, zostały przerwane na 43 dni przez chaos polityczny w USA, jest jednocześnie komiczny i ponury. Było, minęło, rządowy shutdown w Stanach przeszedł do historii.
Wpłynął jednak na suspens wokół międzygwiezdnej komety 3I/ATLAS. Agencji udało się w końcu zorganizować briefing i wyjaśnić kluczowe fakty o "międzygwiezdnym najeźdźcy".
Od czasu odkrycia komety międzygwiezdnej 3I/ATLAS w lipcu tego roku – zaledwie trzeciego potwierdzonego obiektu pochodzącego z innej gwiazdy – astronomowie uważnie śledzą jej przejście przez nasz Układ Słoneczny.
Wraz z tym, jak lodowy przybysz zbliżał się do Słońca, narastały również związane z nią niejasności, niepewności i coraz bardziej kosmiczne teorie. Włącznie z tą, że 3I/ATLAS to nie kometa, ale statek obcych. NASA wyjaśnia, że jeśli coś wygląda jak kometa, leci jak kometa i zachowuje się jak kometa, to jest to...
1. Tak: kometa, nie sterują nią zielone ludziki
W lipcu, mniej więcej dwa tygodnie po odkryciu 3I/ATLAS, trójka badaczy, w tym astrofizyk z Harvardu Avi Loeb, opublikowała artykuł, w którym zwracała uwagę na to, że kometa może ukrywać potencjalnie wrogą technologię kosmitów. Badacze nawiązywali do wcześniejszych spekulacji na temat pierwszego znanego obiektu międzygwiezdnego "Oumuamua". Ich sugestie zaczęły się zaskakująco szybko rozprzestrzeniać.
Prezes SpaceX, Elon Musk, zasugerował w podcaście, że na ruch komety może wpływać coś poza grawitacją. Niezbyt kojarzona z nauką, w szczególności zaś kosmosem, celebrytka Kim Kardashian, w serwisie X, poprosiła p.o. administratora NASA, Seana Duffy'ego, o wyjawienie prawdy na temat obiektu.
Naukowcy nie bawili się w subtelności.
"Bardzo zależy nam na znalezieniu śladów życia we Wszechświecie. Ale 3I/ATLAS to kometa" – powiedział podczas briefingu Amit Kshatriya, zastępca administratora NASA. "Wygląda i zachowuje się jak kometa, a wszystkie dowody wskazują, że jest to kometa" – dodał.
Nicky Fox, zastępca administratora Dyrekcji Misji Naukowych NASA, mówiła, że żadne obserwacje NASA nie wykazały żadnych technosygnatur, "ani niczego, co mogłoby nas skłonić do uznania, że ​​to cokolwiek innego niż kometa".
Podkreśliła również, że naukowcy są przekonani, że 3I/ATLAS nie stanowi zagrożenia dla Ziemi, ponieważ zbliży się do naszej planety na odległość nie mniejszą niż 270 milionów kilometrów. Podczas swojego przelotu nie zbliży się również do żadnej innej planety, również przy mijaniu orbity Jowisza wiosną 2026 roku. Obiekty w naszym Układzie Słonecznym, jak powiedziała Fox, "będą miały się dobrze".
2. Obserwowali kometę jak piłkę na stadionie
Naukowcy NASA opowiedzieli też, w jaki sposób dokonywali obserwacji. Było to trudne, bo znajdowała się ona po przeciwnej stronie Słońca niż Ziemia. W sierpniu NASA zwołała zespoły z ponad 20 misji, aby zorganizować kampanię śledzenia komety. Międzygwiezdna flota dziesiątek statków kosmicznych wycelowała swoje obiektywy i czujniki w kometę.
Tom Statler, główny naukowiec NASA ds. małych ciał Układu Słonecznego, porównał to działanie do oglądania meczu baseballowego z różnych miejsc na stadionie.
"Każdy ma aparat i próbuje sfotografować piłkę. Nikt nie ma idealnego widoku i każdy ma inny aparat" – tłumaczył. Ale dzięki tym różnym szczątkowym danym udało się uzyskać w miarę spójny obraz. Wykorzystano w tym celu m.in. sondą Mars Reconnaissance Orbiter, orbiter MAVEN, teleskop Swift i Kosmiczny Teleskop Jamesa Webba (JWST) i wiele innych sond.

                    
                Dzięki uzyskanym danym naukowcy byli w stanie oszacować tempo produkcji wody przez kometę, co stanowi kluczową wskazówkę dotyczącą historii jej powstawania. JWST zapewnił pierwsze od czasu swojego startu obserwacje obiektu międzygwiazdowego w podczerwieni, wykrywając niezwykle wysoki stosunek dwutlenku węgla do lodu wodnego, znacznie przekraczający wartości typowe dla komet powstałych w naszym Układzie Słonecznym.
3. Jest starsza, niż wszystko, co znamy
Naukowcy twierdzą, że te informacje sugerują, że lód 3I/ATLAS mógł zostać ukształtowany przez silniejsze promieniowanie otoczenia wokół starszej gwiazdy. Kometa prawdopodobnie podróżuje przez przestrzeń międzygwiezdną od dawna. Statler, biorąc pod uwagę prędkość, z jaką poruszała się po wejściu do Układu Słonecznego, stwierdził, że poszlaki wskazują na pochodzenie komety z bardzo starego układu planetarnego, prawdopodobnie starszego niż nasz.
"Szczerze mówiąc, aż mnie ciarki przechodzą, gdy o tym myślę" – powiedział. Nic dziwnego: zobaczył coś, co już leciało przez kosmos, choć nie było jeszcze Słońca i Ziemi. Nie było czegoś, co nazywamy światem.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/e2dc41bf591cece2ab907bd3d3a86480,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/e2dc41bf591cece2ab907bd3d3a86480,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">3 kluczowe fakty o komecie 3I/ATLAS. NASA o &quot;międzygwiezdnym najeźdźcy&quot;</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/633065,kosmici-istnieja-i-sa-na-to-dowody-nowy-film-dokumentalny-przekonuje-ze-tak</guid><link>https://natemat.pl/633065,kosmici-istnieja-i-sa-na-to-dowody-nowy-film-dokumentalny-przekonuje-ze-tak</link><pubDate>Thu, 27 Nov 2025 16:21:12 +0100</pubDate><title>Kosmici istnieją i są na to dowody? Nowy film dokumentalny przekonuje, że tak</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/cf19b4708349ba3492d903ef4d8b1be0,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Pojawienie się komety 3I/Atlas w lipcu tego roku przypomina nam, że żyjemy na niewielkiej skalistej planecie orbitującej w niezmierzonej próżni kosmosu. Obiekt rozbudza wyobraźnię, a miliony ludzi na całym świecie obserwują każdy jej ruch i spekulują nad pochodzeniem. Tymczasem z USA ponownie dochodzą sensacyjne doniesienia. Zdaniem byłych wojskowych i agentów wywiadu USA w kosmosie dzieją się rzeczy bardziej intrygujące niż ruchy komet i to my jesteśmy obserwowani.

Mowa o filmie dokumentalnym "Era ujawnienia" (ang. "The Age of Disclosure") reżyserii Dana Faraha, w którym znajdują się obszerne wypowiedzi m. in. byłych członków tajnego amerykańskiego programu badań nad UFO – Lue Elizondo i Jaya Strattona, którzy przekonują, że z dala od oczu demokratycznie wybranych polityków i bez informowania społeczeństwa, wąska grupa wojskowych i wysokich rangą urzędników od dekad wie o istnieniu kosmitów, bada ich technologię w postaci wraków odzyskanych z katastrof, a także dysponuje ciałami ich martwych pilotów. 
Całość ma być najpilniej strzeżoną tajemnicą w USA, a wszyscy, którzy spróbują ujawnić prawdę, narażają się na szykany, zniszczenie kariery, podważanie wiarygodności, kary więzienia za złamanie tajemnicy państwowej, a nawet ich trwałe usunięcie, jeśli staną się niewygodni. 
Film zrobił duże wrażenie na widzach, którzy zwracali uwagę, że wiarygodności całej opowieści dodają przede wszystkim świadkowie o udokumentowanych wojskowych i urzędniczych karierach, którzy ryzykują własną reputacją, pracą, wolnością, a nawet i życiem, aby ujawnić prawdę o tym, że nie jesteśmy sami.

                    
                Czy brać na serio film "The Age of Disclosure"?
Rzecz w tym, że ani twierdzenia przedstawione w filmie, ani świadkowie w ogromnej mierze nie są nowością, ale kolejną odsłoną tej samej opowieści, która pojawiła się w USA w latach czterdziestych XX wieku. Era Ujawnienia nawiązuje do nowej fali ożywienia amerykańskiej ufologii zapoczątkowanej w 2017 roku przez Lue Elizondo, który ujawnił w The New York Times istnienie tajnego amerykańskiego programu AATIP badającego UFO. 
Od tego czasu pojawił się szereg świadków takich jak Jay Stratton, David Grush czy Eric Davis, którzy ogłaszali istnienie wielu dowodów i świadków na obecność kosmitów na Ziemi i że zaraz te dowody ujrzą światło dzienne. Nic takiego jednak nie nastąpiło, a zamiast tego na jaw wyszły zaskakujące kulisy programu AATIP. Miał być on przykrywką dla kontrowersyjnych badań paranormalnych zjawisk na Ranczu Skinwalkera nazywanych przez samych badaczy Paranormalnym Disneylandem. 
Rzekomo wiarygodni świadkowie powtarzali publicznie dawno obalone opowieści z ufologicznego folkloru, prezentowali zdjęcia UFO z tajnych programów, które okazywały się fałszywkami lub np. odbiciem żyrandola w szybie, a na dodatek przypomniano ich dość kontrowersyjne wypowiedzi i aktywności – Lue Elizondo miał twierdzić, że posiada zdolności parapsychiczne, Jay Stratton miał być nachodzony przez istotę wilkołakopodobną, która przyszła za nim z Rancza Skinwalker, jeden z głównych naukowców programu Travis Taylor okazał się gwiazdą pseudonaukowego programu Starożytni Kosmici, a Harold Puthoff od dekad zajmował się paranormalnymi zjawiskami m. in. widzeniem pozazmysłowym.
Wbrew oczekiwaniom entuzjastów ufologii Era Ujawnienia nie ujawnia niczego nowego, ani tym bardziej niczego nie udowadnia. Jest to kolejny materiał opierający się na oświadczeniach i zeznaniach, których nie da się potwierdzić, uzupełniony pseudonauką i polepiony teoriami spiskowymi, aby wyjaśnić jakoś brak dowodów. 
Klasyczny amerykański „nothing burger” w nowym, atrakcyjnym wizualnie wydaniu.  


]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/cf19b4708349ba3492d903ef4d8b1be0,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.natemat.pl/cf19b4708349ba3492d903ef4d8b1be0,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">Nowy film dokumentalny o UFO sugeruje, że rząd USA ukrywa przed nami tajemnice o kosmitach</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/632888,detektor-czastek-duchow-z-sukcesem-pomoze-wyjasnic-tajemnice-wszechswiata</guid><link>https://natemat.pl/632888,detektor-czastek-duchow-z-sukcesem-pomoze-wyjasnic-tajemnice-wszechswiata</link><pubDate>Wed, 26 Nov 2025 16:11:08 +0100</pubDate><title>Detektor &quot;cząstek duchów&quot; z sukcesem. Pomoże wyjaśnić tajemnice wszechświata</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/6894690b340f2030ccd4162692720057,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Chiński detektor neutrin JUNO działa od zaledwie dwóch miesięcy, a już dostarczył pierwszych danych naukowych. Największe na świecie i najbardziej precyzyjne urządzenie do łapania "cząstek duchów" ma szansę zrewolucjonizować nasze pojęcie o wszechświecie. W jaki sposób?

Te doniesienia dla wielu mogą brzmieć jak czarna magia (albo nawet czarna materia!). Jednak świat nauki jest podekscytowany i z ogromną nadzieją patrzy na to gigantyczne, podziemne obserwatorium w kształcie kuli. JUNO ma szansę rozwiązać jedną z największych zagadek fizyki cząstek elementarnych i ujawnić sekrety niewidzialnego świata, który ma całkiem widzialny wpływ na nas wszystkich.
Juno, czyli największy detektor neutrin na świecie 
Jiangmen Underground Neutrino Observatory (czyli właśnie JUNO) to międzynarodowy projekt badawczy, który zrzesza ponad 700 naukowców z 75 instytucji w 17 krajach pod przewodnictwem Chińskiej Akademii Nauk (CAS). Budowa JUNO w prowincji Guangdong trwała blisko dekadę. Podziemne prace rozpoczęto w 2015 roku i od 26 sierpnia tego roku urządzenie działa na pełnych obrotach.
Do czego służy? W skrócie: do wykrywania neutrin (za chwilę to wyjaśnimy) i ich antycząstek (czyli antyneutrin). Sercem JUNO jest gigantyczny, przezroczysty sferyczny detektor wypełniony 20 tys. tonami tzw. scyntylatora ciekłego (emituje błyski światła, gdy cząstka zderzy się z jądrem atomowym jak... fotoradar). 
Ta masa substancji jest zamknięta w akrylowej kuli o średnicy 35,4 metra. Ta z kolei jest otoczona wodą i ponad 45 tys. specjalnych lamp. Są w stanie wychwycić najmniejszy błysk światła, będący śladem zderzenia neutrina z atomem. 
Neutrina to cząstki-duchy, które przenikają przez nas nawet teraz
Neutrina to jedne z najbardziej tajemniczych i wszechobecnych cząstek elementarnych. Są niezwykle małe, mają minimalną masę i nie posiadają ładunku elektrycznego. To właśnie odróżnia je od elektronów czy protonów, które dzięki ładunkowi mogą łatwo wchodzić w interakcje. 
Neutrina rzadko wchodzą w reakcje z czymkolwiek. Po prostu przelatują przez wiele obiektów niczym... duchy. I to nie tylko takie malutkie jak atomy, większe jak ściana, ale i ogromne, jak całe planety. Słońce jest ogromnym źródłem neutrin. Miliardy tych cząstek z najbliższej nam gwiazdy przenikają przez nas w każdej sekundzie.
"Neutrina rzadko oddziałują ze zwykłą materią, więc mogą niewyczuwalnie przelatywać przez nasze ciała, budynki, a nawet całą Ziemię, co przyniosło im przydomek 'cząstek-duchów'. Z powodu swojej ulotnej natury, neutrina są najmniej poznanymi cząstkami elementarnymi i wymagają użycia masywnych detektorów do uchwycenia ich najsłabszych śladów" – czytamy w artykule agencji prasowej Xinhua.

                    
                JUNO pomaga dokładniej mierzyć "smaki" neutrin. Po co to wszystko?
Już po 59 dniach pracy detektor JUNO dostarczył pierwszych danych. Zmierzył dwa parametry związane z tzw. oscylacją neutrin słonecznych. Informują o tym, jak neutrina potrafią zmieniać swoje "smaki" (które są przynajmniej trzy i odpowiadają rodzajowi np. neutrino elektronowe) w czasie podróży do Ziemi. 
Xinhua we wspomnianym artykule zwraca uwagę na dokładność pomiaru, która jest o 1,5 do 1,8 raza lepsza niż we wcześniejszych eksperymentach. A w świecie kwantowym to naprawdę robi różnicę. 
"Osiągnięcie takiej precyzji w ciągu zaledwie dwóch miesięcy działania pokazuje, że JUNO działa dokładnie tak, jak zostało zaprojektowane" – przyznał z dumą Wang Yifang, rzecznik i kierownik projektu JUNO. Dodał, że dzięki takiej dokładności JUNO "wkrótce określi kolejność mas neutrin, przetestuje ramy oscylacji trzech 'smaków' i poszuka nowej fizyki poza nimi". 
Obecny Model standardowy (teoria cząstek elementarnych) nie wyjaśnia bowiem, dlaczego we wszechświecie jest wielokrotnie więcej materii niż antymaterii. To jedna z największych i najbardziej fundamentalnych zagadek fizyki, która może być związana właśnie z właściwościami i oscylacją neutrin.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/6894690b340f2030ccd4162692720057,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/6894690b340f2030ccd4162692720057,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Chiński detektor JUNO dostarczył pierwszych danych. Pozwoli zrozumieć asymetrię wszechświata</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/632549,kometa-3I-atlas-rozpalila-swiat-kolejny-gosc-spoza-ukladu-slonecznego</guid><link>https://natemat.pl/632549,kometa-3I-atlas-rozpalila-swiat-kolejny-gosc-spoza-ukladu-slonecznego</link><pubDate>Tue, 25 Nov 2025 07:02:01 +0100</pubDate><title>Kometa 3I/ATLAS rozpaliła świat. &quot;Kolejny gość spoza Układu Słonecznego&quot;</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/94b04746acfa3f23e3692f7d0daf0e48,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Świat oszalał na punkcie komety 3I/ATLAS, która przelatuje przez nasz Układ Słoneczny. Każda nowa informacja o niej staje się wydarzeniem. Każde nowe zdjęcie generuje burzliwe dyskusje i wyzwala kolejne domysły i teorie. Tajemniczy obiekt rozpala wyobraźnię. Kto by pomyślał, że nagle będziemy mieć również taki wysyp fanów i znawców kosmosu?

Od lipca kometa wyzwala w ludziach ciekawość i emocje, ale to co dzieje się w ostatnich tygodniach, to jakieś szaleństwo. Cały internet jest w 3I/ATLAS. Wszyscy nagle się na niej znają. Robią zdjęcia, czy transmisje na żywo, porównują, analizują i sieją zamęt teoriami spiskowymi o obcych. 
Przypadkowo trafiam na jedną z grup na FB. Prosta nazwa: "3I/ATLAS". Ponad 520 tys. członków. I jeden temat. Ona. 
Jej rozmazane zdjęcia wzbudzają zachwyt. Ludzie piszą: 'Ten Atlas 3I jest nie z tego świata!!!". A ja patrzę na jedną taką plamę na czarnym tle, którą ktoś zobaczył w Papui Nowej Gwinei i zastanawiam się, co to jest. "Co za piękność!"– czytam potem komentarz pod zdjęciem. 
Kometa 3I/ATLAS to bezapelacyjnie fenomen, również społeczny. W polskiej sieci też są tysiące znawców i pasjonatów kosmosu, którzy śledzą jej drogę z zapartym tchem. "Ależ niesamowicie ciekawy jest ten obiekt! Nie przestaje budzić emocji i wciąż zaskakuje!" – emocjonują się każdego dnia. Jednak tych, którzy wciąż żyją teoriami, że to nie kometa, jest pewnie drugie tyle. 
"Jak 3I/ATLAS może pochodzić z tak daleka, poruszając się tak szybko i w nic nie uderzyć?" – głowią się też pod postami NASA. 
Podsumujmy więc, co już wiadomo.
Trzeci obiekt międzygwiezdny w Układzie Słonecznym
3I/ATLAS (C/2025 N1) to trzeci potwierdzony obiekt międzygwiezdny, jaki kiedykolwiek zaobserwowano w Układzie Słonecznym. W nazwie wskazuje na to cyfra 3 oraz litera "I" (pochodzi od ang. słowa "interstellar", międzygwiezdny). "ATLAS" to z kolei system obserwacyjny i sieć teleskopów, które go wykryły (Asteroid Terrestrial-impact Last Alert System). 
Odkrycie miało miejsce 1 lipca 2025 roku w Rio Hurtado w Chile. Obiekt miał znajdować się wówczas ok. 670 milionów kilometrów od Ziemi. 3 lipca został oznaczony jako kometa (C/2025 N1). 
"Odwiedził nas kolejny gość spoza Układu Słonecznego" – pierwszy raz usłyszał wtedy świat. Przed nim były tylko dwa podobne przypadki, ale oba obiekty szybko opuściły Układ Słoneczny – to 1I/'Oumuamua (2017 rok) i 2I/Borisov (2019). 

            
                
            
            Z 3I/ATLAS było inaczej. Kometa jest największa z całej trójki. Błyskawicznie zaczęły też do nas docierać kolejne informacje, które zaczęły działać na wyobraźnię ludzi. Okazało się, że może liczyć nawet 7 miliardów lat, czyli może być starsza niż Ziemia. Że pochodzi z obrzeży Drogi Mlecznej. Że porusza się z prędkością pona 220 tys. km na godzinę. Że najbardziej zbliży się do Ziemi na odległość 270 mlm km, ale jej nie zagraża. 
NASA potwierdziła, że jest zwykła kometa. – Wygląda i zachowuje się jak kometa, a wszystkie dowody wskazują, że to kometa. Ten obiekt pochodzi spoza Układu Słonecznego, co czyni go fascynującym, ekscytującym i niezwykle ważnym z naukowego punktu widzenia – mówił podczas konferencji prasowej zastępca administratora NASA, Amit Kshatriya.
Ale spirala innych teorii już zdążyła się nakręcić. Wrzesień/październik – wtedy zaczęły pojawiać się analizy naukowe, temat bardziej zaczął być obecny w mediach. Wtedy wokół komety zaczęło krążyć coraz więcej dziwnych teorii – że to statek obcych, UFO, kosmici, sztuczny obiekt...
Czy kometa może zmierzać do Jowisza?
Teorie Aviego Loeba, astronoma z Harvardu, dolały oliwy od ognia. W jednym z artykułów Loeb rozważał hipotezę, zgodnie z którą międzygwiezdna kometa jest statkiem-matką stworzonym w celu "zaopatrywania Jowisza" w nową technologię.  Zasugerował, że 3I/ATLAS może zmierzać do Jowisza, by umieścić tam sondy.
– Kometa znajduje się dokładnie w odpowiedniej odległości od Jowisza, aby grawitacja Jowisza mogła nad nią dominować. Jeśli więc chce wypuścić sondy w pobliżu Jowisza, to właśnie tam musi się znaleźć – mówił w wywiadzie z NewsNation Prime.
Na przestrzeni ostatnich tygodni obserwowano wiele nietypowych cechy 3I/ATLAS. Za każdym razem wywoływało to emocje u obserwujących – że kometa niespodziewanie jaśniała, albo zmieniała kolor, albo nie dostrzegano jej ogona. "Sama trajektoria przypomina bardziej zaplanowaną trasę, niż przypadkowy przelot" – opisywał już te nietypowe zachowanie Marcin Kusz w naTemat.
Dalsza część artykułu poniżej:
Zdjęcie komety 3I/ATLAS jak nie z tego świata
Wiadomo, że kometę obserwuje 15 różnych misji NASA, m.in. Wielki Teleskop Jamesa Webba, Mars Reconnaissance Orbiter, łazik Perseverance, sonda Lucy, MAVEN, Psyche, Swift, Hubble, TESS i Parker Solar Probe. 
Każde zdjęcie opublikowane przez NASA wywołuje emocje. Na przykład dzięki Mars Reconnaissance Orbiter udało się zobaczyć 3I/ATLAS z odległości zaledwie 31 mln km. 
Jednak obserwacje prowadzą też astrofotografowie na całym świecie. Na wspomnianej grupie FB czytałam komentarze, że niektóre zdjęcia były lepsze od NASA. 
"To zdjęcie wygląda dosłownie jak z innego świata. I w pewnym sensie dokładnie nim jest. Kometa międzygwiezdna 3I/ATLAS została uchwycona na tle odległej galaktyki spiralnej, prezentując jednocześnie spektakularne ogony i wyrzuty gazów. To jeden z najbardziej niezwykłych obrazów tegorocznej astronomii" – opisywał kilka dni temu w naTemat Marcin Kusz.
Chodziło o zdjęcie wykonane przez japońskiego astrofotografa Satoru Muratę tuż przed świtem 16 listopada w Nowym Meksyku, przy użyciu teleskopu o średnicy 20 cm. Jak opisywał Marcin – ukazało ono nie tylko jasną zieloną komę i długi ogon jonowy, lecz także rzadko widoczny antyogon, czyli strukturę pyłową skierowaną w przeciwną stronę niż główny ogon.
Ludzie, którzy śledzą kometę, analizują te zdjęcia i wyciągają swoje wnioski. 
"Kometa lub jak kto woli skała, wyposażona w jakiś rodzaj napędu czerpiącego energię z gwiazd", "Bajki na resorach, nie ma żadnej komety"... – można cytować w nieskończoność. Niezwykłe jest to, ilu przy okazji zrodziło nam się specjalistów od kosmosu. 

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/94b04746acfa3f23e3692f7d0daf0e48,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/94b04746acfa3f23e3692f7d0daf0e48,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Kometa 3I/ATLAS to jakieś szaleństwo. Niesamowite, jak rozpaliła świat</media:title></media:content></item>
		
	</channel>
</rss>
