<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" version="2.0" xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom">
	<channel>
		<title><![CDATA[naTemat.pl - Polityka krajowa]]></title>
		<description><![CDATA[Najnowsze artykuły i wpisy blogerów w kategorii Polityka krajowa w naTemat.pl]]></description>
		<link>https://natemat.pl/c/547,polityka-krajowa</link>
				<generator>natemat.pl</generator>
		<atom:link href="https://natemat.pl/rss/kategoria,547,polityka-krajowa" rel="self" type="application/rss+xml" />
		<atom:link rel="hub" href="https://pubsubhubbub.appspot.com/" xmlns="http://www.w3.org/2005/Atom" />
			<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/638704,urszula-brzezinska-holownia-rzuca-wojsko-decyzja-zony-bylego-marszalka-zaskakuje</guid><link>https://natemat.pl/638704,urszula-brzezinska-holownia-rzuca-wojsko-decyzja-zony-bylego-marszalka-zaskakuje</link><pubDate>Tue, 20 Jan 2026 19:19:39 +0100</pubDate><title>Urszula Brzezińska-Hołownia rzuca wojsko. Decyzja żony byłego marszałka zaskakuje</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/a548d964fed7f1f0cf1bc3b2a85405d7,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Urszula Brzezińska-Hołownia podjęła decyzję w sprawie swojej dalszej kariery w wojsku. Po kilkunastu latach jako pilotka myśliwca postanowiła przejść na emeryrutę. Według najnowszych doniesień w tle ma chodzić o "względy rodzinne".

Najpierw wieści o tym przekazał Artur Molenda z TVN24. Z jego informacji wynikało, że Urszula Brzezińska-Hołownia, żona byłego marszałka Sejmu Szymona Hołowni,  przejdzie na emeryturę w środę 21 stycznia.
– Taka decyzja została podjęta przez major Urszulę Brzezińską-Hołownię, że porzuca wojskowy mundur, kombinezon pilota samolotu MiG-29 i przechodzi do cywila. Jak nieoficjalnie słyszę, są to względy rodzinne – mówił na antenie dziennikarz.
Niedługo później pojawił się głos rzecznika 23. Bazy Lotnictwa Taktycznego (czyli tam, gdzie żona Hołowni służyła) ppłk Marcin Boruta. – Miała prawo, żeby zrezygnować z wojska i podjęła taką właśnie decyzję. To jej decyzja – powiedział w rozmowie z Interią i wspomniał, że "obecnie jest w okresie rozliczania się z jednostką, a we wtorek odbył się jej lot pożegnalny".
Żona Hołowni kończy z wojskiem. Latanie to jej wielka pasja
Urszula Brzezińska-Hołownia od kilkunastu lat spełniała się jako pilotka myśliwca i oficerka Sił Powietrznych RP. Emerytura wojskowa przysługuje po 15 latach służby, więc wygląda na to, że mogła już na nią przejść.
Żona polityka mówiła jednak, że latanie to jej pasja i czuje powołanie do służby. Nawet w spocie wyborczym, gdy jej mąż startował w wyborach prezydenckich, mówiła, że "nic nie zastąpi jej takiej adrenaliny, jaką czuje podczas latania". Można więc domniemywać, że za jej decyzją musiał stać jakiś mocny argument. 

                    
                Przypomnijmy, że Szymon Hołownia swoją przyszłą żonę poznał, gdy pracował przy "Mam talent" w 2014 roku. Ich pierwsze spotkanie odbyło się podczas kręcenia jednego z materiałów dla tego formatu. W 2015 roku wzięli ślub. Dziś są rodzicami dwóch córek – Marii i Elżbiety. 
Kim jest Urszula Brzezińska-Hołownia?
Urszula Brzezińska-Hołownia kilka razy pokazała też, że ma swoje zdanie. Tak było m.in. w przypadku aborcji, gdy Hołownia chciał robić referendum. – Jeśli chodzi o aborcję, nasze opinie z Szymonem się dosyć różnią, bo ja uważam, że to kobieta powinna decydować o swoim życiu, bo to ona będzie żyła z tym wyborem, bez względu na to, jaki wybór podejmie – mówiła dziennikarzom.
Dodajmy, że w ostatnim czasie głośno jest też o zaskakujących decyzjach dotyczących kariery Szymona Hołowni. Jak wiadomo, polityk zrezygnował z roli lidera partii Polska 2050. Później ubiegał się o posadę Wysokiego Komisarza ds. Uchodźców w ONZ. 
Ostatecznie jednak Hołownia przegrał z byłym prezydentem Iraku. Komisarzem został Barham Ahmad Salih. Po dwóch latach bycia marszałkiem Sejmu ustąpił także i z tego stanowiska. Teraz jego miejsce zajmuje Włodzimierz Czarzasty.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/a548d964fed7f1f0cf1bc3b2a85405d7,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/a548d964fed7f1f0cf1bc3b2a85405d7,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Urszula Brzezińska-Hołownia odchodzi z wojska.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/638662,0-19-pkt-niezgody-miedzy-nawrockim-a-rzadem-ko-kontratakuje-spotem-i-argumentem-z-trumpa</guid><link>https://natemat.pl/638662,0-19-pkt-niezgody-miedzy-nawrockim-a-rzadem-ko-kontratakuje-spotem-i-argumentem-z-trumpa</link><pubDate>Tue, 20 Jan 2026 13:58:39 +0100</pubDate><title>0,19 pkt. niezgody między Nawrockim a rządem. KO kontratakuje spotem i argumentem z Trumpa</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/98e9f24f76d6e1804d2826a4d72381e5,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Prawo nie pozwala prezydentowi zawetować ustawy budżetowej, więc Karol Nawrocki nie miał zbyt wielu możliwości uprzykrzenia życia rządowi na tym polu. Złożył swój podpis i do Trybunału Konstytucyjnego akt skierował tylko w ramach kontroli następczej. A kiedy długopis został odłożony, w ruch poszła machina propagandowa – szczególnie mocno skupiająca się na pewnej różnicy rzędu 0,19 p.p.

Jak informowaliśmy w naTemat.pl, w poniedziałek 19 stycznia prezydent Karol Nawrocki oznajmił, iż podjął decyzję w sprawie ustawy budżetowej. – Mimo mojej krytycznej oceny tego budżetu, Konstytucja nie daje mi prawa go zawetować – utyskiwał już na początku swojego oświadczenia.
– Biorąc pod uwagę wszystkie przedstawione argumenty i kompetencje, które posiadam, zdecydowałem się podpisać ustawę budżetową, ale jednocześnie zdecydowałem się skierować ją w trybie kontroli następczej do Trybunału Konstytucyjnego – dodał.
Dalej Nawrocki narzekał, że budżet państwa na 2026 rok stanowi "dowód głębokiego kryzysu wiarygodności, skuteczności i sprawczości". – To budżet, który pokazuje bezradną kapitulację wobec wyzwań, przed jakimi stoi Polska. To budżet niespełnionych obietnic z kampanii wyborczej, zawiedzionych oczekiwań Polaków – mówiła głowa państwa i dodatkowo stwierdziła, że projekt został "oparty na gigantycznym zadłużeniu".
Niedługo po tym oświadczeniu prezydencka machina propagandowa znalazła jednak inny, szczególnie chwytliwy powód do punktowania ekipy Donalda Tuska. Główny "przekaz dnia" na prawicy stał się taki, że "Polska pod rządami Koalicji Obywatelskiej wycofuje się z wydatkowania 5 proc. PKB na obronność". A przecież tylko tak duże wydatki mają gwarantować, że Donald Trump pomoże NATO-wskim sojusznikom w przypadku wybuchu jakiegoś konfliktu
Ile Polska wyda na obronność? Wojenka Nawrockiego z rządem Tuska o 0,19 p.p.
No i rzeczywiście rząd dał Nawrockiemu taki pretekst. Choć w tym roku Polska wyda na obronność aż 200 mld zł, będzie to kwota o... 0,19 punktu procentowego niższa niż 5 proc. nadwiślańskiego PKB.
– Jest dokładnie 4,81 proc., czyli blisko 5 proc. PKB na obronność, ponad 200 mld zł i jest to największy wydatek na obronność w historii Polski – odpowiadał prezydentowi we wtorek wiceminister obrony narodowej Cezary Tomczyk. – Pan prezydent popełnia błąd też z punktu widzenia międzynarodowego w tej sprawie, dlatego, że Polska akurat w sprawach bezpieczeństwa naprawdę musi mówić jednym głosem – dodał polityk KO na antenie TVN24.
Po czym w ruch poszedł argument z Donalda Trumpa i jego znakomitej opinii o Polsce. – Cytuję Donalda Trumpa, który mówi: "Polska jest modelowym sojusznikiem, wydaje blisko 5 proc. PKB na obronność". I jeżeli to mówi Donald Trump, a nie mówi tego Karol Nawrocki, to znaczy, że Karol Nawrocki pomylił swoją rolę jako prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej – oznajmił Tomczyk.
Mniej więcej w tym samym czasie do pracy przystąpili też PR-owcy Koalicji Obywatelskiej. Do sieci wypuścili spot teoretycznie informujący o skali różnych wydatków w nowym bużecie państwa, w praktyce stanowiący zaś oręż do rywalizacji z Pałacem Prezydenckim.

                    
                        
                    
                – Budżet przyspieszenia podpisany. Od początku rządów dbamy o bezpieczeństwo Polek i Polaków. W 2026 roku przeznaczymy na obronność ponad 200 mld zł, co stanowi 4,81 proc. PKB. To będzie kolejny rok wzrostu nakładów na ochronę zdrowia, na którą przeznaczymy 247,8 mld zł.  Przeznaczymy ponad 100 mld zł na programy społeczne, m.in. 800 plus, Aktywny Rodzic oraz 13. i 14. emeryturę – słyszą widzowie od lektora.
– To budżet inwestycji oraz rekordowych nakładów na obronę. Gdy prezydent uprawia polityczny teatr bez realnych skutków, my pracujemy dalej, dla Was – brzmią zaś ostatnie słowa na nagraniu.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/98e9f24f76d6e1804d2826a4d72381e5,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/98e9f24f76d6e1804d2826a4d72381e5,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Karol Nawrocki uderza w rząd Donalda Tuska za &quot;jedynie&quot; 4,81 proc. PKB na obronność.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/638653,gen-radoslaw-jaworski-zawieszony-juz-wyjasniam-krok-po-kroku-o-co-chodzi-w-tej-aferze</guid><link>https://natemat.pl/638653,gen-radoslaw-jaworski-zawieszony-juz-wyjasniam-krok-po-kroku-o-co-chodzi-w-tej-aferze</link><pubDate>Tue, 20 Jan 2026 13:38:53 +0100</pubDate><title>Gen. Radosław Jaworski zawieszony. Już wyjaśniam krok po kroku, o co chodzi w tej aferze</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/cc334910273faf53ea614b0a928f6219,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Gen. Radosław Jaworski został zawieszony w pełnieniu swoich obowiązków na stanowisku szefa Służby Ochrony Państwa. To efekt kontroli w SOP przez ministra spraw wewnętrznych Marcina Kierwińskiego. Ma to związek z aferą, która wybuchła we wrześniu ubiegłego roku. I już wyjaśniam krok po kroku, o co tu chodzi.

Przypomnijmy: Służba Ochrony Państwa to specjalna formacja mundurowa, której zadaniem jest ochrona prezydenta, premiera, marszałków Sejmu i Senatu oraz innych najważniejszych przedstawicieli władzy publicznej. Oprócz tego SOP zabezpiecza również obiekty rządowe oraz oficjalne wizyty zagranicznych gości.
Formacja została powołana do życia w 2018 roku, zastępując działające od 1956 roku Biuro Ochrony Rządu. Reforma miała na celu unowocześnienie służby, zwiększenie jej skuteczności i dostosowanie do standardów obowiązujących w NATO oraz Unii Europejskiej.
Gen. Jaworski powołany za czasów PiS
W 2022 roku, gdy Prezesem Rady Ministrów był jeszcze Mateusz Morawiecki na Komendanta Służby Ochrony Państwa mianował właśnie Radosława Jaworskiego. Ponadto pod koniec rządów PiS w 2023 roku Jaworski otrzymał stopień generalski brygady SOP przez Prezydenta RP.
Po zmianie władzy w Polsce Jaworski nadal pozostawał szefem SOP. Jego odwołanie nie byłoby takie łatwe, bowiem na mocy ustawy należy to skonsultować z prezydentem, czyli w tym momencie Karolem Nawrockim.
Jego pozycja mocno zachwiana po kradzieży auta Tuska
Natomiast pozycja Jaworskiego stanęła pod znakiem zapytania już jesienią ubiegłego roku, gdy skradziono auto rodziny Donalda Tuska. Złodziej przechwycił pojazd, który stał niedaleko domu premiera w Sopocie. Posesja jest pod stałą ochroną funkcjonariuszy SOP. Mimo tego nie udało się zapobiec kradzieży. 
Wybuchła więc afera i pojawiły się pytania, co w tym czasie robili funkcjonariusze, gdy złodziej wywoził samochód. Co ciekawe auto udało się odnaleźć później na jednym z gdańskich parkingów. W sprawie pojawiło się wiele znaków zapytania. Nad odpowiedziami pracują odpowiednie służby.
Nie wykluczyło to jednak faktu, że wokół SOP zrobiła się napięta atmosfera. Konsekwencją całego zamieszania były zwolnienia dyrektorów i wicedyrektorów biura ochrony premiera. W tym czasie szef SOP gen. Radosław Jaworski najpierw poszedł na zaległy urlop, a następnie wziął zwolnienie lekarskie.
Jest decyzja ws. generała Jaworskiego. Został zawieszony
W związku z tym minister MSWiA Marcin Kierwiński poprosił o raport i informacje ze strony Służby Ochrony Państwa. Minęło kilka miesięcy i nastąpił przełom. Resort 20 stycznia wydał komunikat w sprawie gen. Jaworskiego.

                    
                        
                    
                "Informujemy, że zostało wszczęte postępowanie dyscyplinarne wobec komendanta SOP gen. bryg. Radosława Jaworskiego. W związku z tym został on zawieszony w pełnieniu czynności służbowych" – podano.
Funkcje komendanta SOP przejął jego dotychczasowy zastępca płk Tomasz Jackowicz.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/cc334910273faf53ea614b0a928f6219,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/cc334910273faf53ea614b0a928f6219,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Gen. Radosław Jaworski zawieszony w obowiązkach szefa SOP.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/638659,omega-andrzeja-szejny-posel-tlumaczy-sie-pokretnie-i-moje-watpliwosci-nie-znikaja</guid><link>https://natemat.pl/638659,omega-andrzeja-szejny-posel-tlumaczy-sie-pokretnie-i-moje-watpliwosci-nie-znikaja</link><pubDate>Tue, 20 Jan 2026 13:20:48 +0100</pubDate><title>Omega Andrzeja Szejny. Poseł tłumaczy się pokrętnie i moje wątpliwości nie znikają</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/4680d83837d3b8a1a4ca1d837d1ebfa7,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Zegarek Andrzeja Szejny wciąż budzi emocje. Były wiceminister spraw zagranicznych postanowił wreszcie odnieść się do medialnych spekulacji i uciąć domysły dotyczące rzekomo luksusowego czasomierza na jego nadgarstku. Na antenie TVP Info zapewniał, że nie posiada zegarka o wartości ponad 10 tysięcy złotych, który musiałby trafić do oświadczenia majątkowego. Nie wszyscy jednak dają wiarę tym wyjaśnieniom – zwłaszcza że wcześniej sam Szejna przyznał, że... nosi zegarek marki Omega.

– Nigdy nie posiadałem, nie byłem właścicielem zegarka, jakiegokolwiek – a mam ich sporo, też ze sobą jeden z nich – którego wartość by przekraczała 10 tysięcy złotych – oświadczył Szejna we wtorkowym programie "Gość poranka" na antenie TVP Info i przypomniał, że do oświadczenia majątkowego należy wpisywać wszystkie ruchomości, których wartość przekracza tę sumę. 
Poseł Nowej Lawicy trzymał się wersji, że słynny zegarek, wokół którego wybuchła medialna burza, nie spełnia tego kryterium. – Również ten zegarek, o który pan redaktor pytał, nie ma wartości przekraczającej 10 tysięcy złotych i to powinno temat zamknąć – podsumował.
Zegarek Andrzeja Szejny wywołał burzę. Omega czy nie Omega?
Zamieszanie wokół zegarka wybuchło dzień wcześniej po rozmowie Andrzeja Szejny z reporterem wpolsce.pl. Dziennikarz zwrócił uwagę na czasomierz noszony przez polityka i zasugerował, że może chodzić o drogi model Omegi, szwajcarskiej firmy produkującej luksusowe zegarki.
Początkowo Szejna przyznał, że rzeczywiście ma na ręku zegarek tej marki. – Nie znajdę go u pana w oświadczeniu majątkowym, one są dosyć drogie panie ministrze – odpowiedział na to dziennikarz Szymon Szereda. Wyraźnie zmieszany Szejna zaczął się z tej deklaracji wycofywać, tłumacząc, że musi sobie przypomnieć, jaki to dokładnie model. – To nie jest Omega, nie – powiedział i nie chciał pokazać zegarka z bliska. 
Według wpolsce24.pl może chodzić o model Omega Speedmaster, którego wartość rynkowa sięga, bagatela, 40 tys. zł. To właśnie ta kwota stała się osią całej medialnej burzy, bo zgodnie z przepisami – tymi samymi, które później przypomniał Szejna – przedmioty o wartości powyżej 10 tys. zł muszą zostać wykazane w oświadczeniu majątkowym.
Sam poseł konsekwentnie zapewnia, że działał zgodnie z prawem, powtarza, że jego zegarek nie kosztował ponad 10 tysięcy złotych i przypomina o zasadach składania oświadczeń majątkowych. Być może te wyjaśnienia zamkną sprawę, ale nie wszyscy im wierzą. Jedno jest pewne: historia zegarka Andrzeja Szejny pokazuje, jak szybko pozornie drobny detal może przerodzić się w żywą – ale potrzebną – dyskusję o transparentności i majątku osób publicznych.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/4680d83837d3b8a1a4ca1d837d1ebfa7,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/4680d83837d3b8a1a4ca1d837d1ebfa7,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Andrzej Szejna utrzymuje, że nie ma zegarka powyżej 10 tysięcy złotych</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/638620,polska-2050-w-koncu-ustalila-termin-wyborow-chyba-chca-zakonczyc-ten-cyrk</guid><link>https://natemat.pl/638620,polska-2050-w-koncu-ustalila-termin-wyborow-chyba-chca-zakonczyc-ten-cyrk</link><pubDate>Tue, 20 Jan 2026 10:22:36 +0100</pubDate><title>Polska 2050 w końcu ustaliła termin wyborów. Chyba chcą zakończyć ten cyrk</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/ab695f821bd29b4b028cfa888364578e,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Po tygodniach zamieszania i niepewności wokół przywództwa w Polsce 2050 pojawił się pierwszy wyraźny sygnał porządkowania sytuacji. Rada Krajowa ugrupowania przyjęła uchwałę określającą dalszy kalendarz wyborczy – druga tura wyborów na przewodniczącego partii ma odbyć się do 31 stycznia, a w pierwszych dniach lutego zapadną decyzje dotyczące nowego kierownictwa.

"Rada Krajowa przyjęła uchwałę, zgodnie z którą druga tura wyborów na przewodniczącego partii Polska 2050 odbędzie się do 31 stycznia" – czytamy w oficjalnym komunikacie partii. Poinormowano również, że do 7 lutego zbierze się Rada Krajowa, podczas której wybrany zostanie Zarząd Krajowy partii. 
W drugiej turze zmierzą się dwie przedstawicielki rządu: ministra funduszy i polityki regionalnej Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz oraz ministra klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska. 

                    
                        
                    
                Nowy lider Polski 2050 jeszcze niewybrany. Chaos w partii Szymona Hołowni
Pierwsza tura wyborów w Polsce 2050 odbyła się 10 stycznia. Spośród pięciu kandydatów do decydującego starcia przeszły właśnie te dwie polityczki – Hennig-Kloska, która uzyskała 131 głosów, oraz Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, na którą oddano 277 głosów. Do głosowania uprawnionych było ponad 800 delegatów, a oddano łącznie 656 głosów. Cała procedura odbywała się w formule online.
Problemy pojawiły się jednak przy próbie przeprowadzenia drugiej tury. Jak relacjonował później obecny lider Polski 2050 Szymon Hołownia, doszło do poważnych trudności technicznych – zamiast spodziewanych około 800 odpowiedzi system odnotował blisko 20 tysięcy prób oddania głosu. Lider ugrupowania nie wykluczał wówczas ataku hakerskiego, a wyniki głosowania zostały unieważnione.
To właśnie po tym wydarzeniu w Polsce 2050 rozpętała się intensywna dyskusja na temat dalszego scenariusza. Na 16 stycznia wyznaczono obrady Rady Krajowej, jednak podczas nich nie zapadły żadne rozstrzygnięcia. Posiedzenie wznowiono 19 stycznia po południu – i to wtedy, tuż przed jego rozpoczęciem, pojawiło się zaskakujące oświadczenie Szymona Hołowni.
"Przekazałem dziś członkom Rady Krajowej w serdecznej wiadomości, że decyzje Kandydatek walczących o fotel Przewodniczącej skłaniają mnie do oddania w ich ręce pełnej odpowiedzialności za kolejne decyzje dotyczące partii" – napisał na platformie X.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/ab695f821bd29b4b028cfa888364578e,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/ab695f821bd29b4b028cfa888364578e,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Polska 2050 w końcu ma termin drugiej tury wyborów</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/637312,jesli-jeszcze-nie-znacie-shmoo-to-nadrobcie-moglby-uczyc-rzad-jak-walczyc-z-glupotami-prawicy</guid><link>https://natemat.pl/637312,jesli-jeszcze-nie-znacie-shmoo-to-nadrobcie-moglby-uczyc-rzad-jak-walczyc-z-glupotami-prawicy</link><pubDate>Tue, 20 Jan 2026 07:04:55 +0100</pubDate><title>Jeśli jeszcze nie znacie Shmoo, to nadróbcie. Mógłby uczyć rząd, jak walczyć z głupotami prawicy</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/5eddd9970c67815b5185bc7b9b57f773,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Na TikToku obserwuje go blisko 80 tysięcy osób. Na Instagramie prawie 60 tysięcy. Jego rolki coraz częściej przebijają polityczną bańkę i stają się wiralami, osiągając nawet ponad półmilionową widownię. Shmoo, autor kanału Widzimy Się Jutro postanowił walczyć w social mediach na nierównych dla siebie zasadach z narracją skrajnej prawicy. Metoda jest banalna: prostowanie ich kłamstw. W rozmowie z NaTemat.pl opowiada dlaczego to robi, jak tworzy swoje filmy, w czym pomaga mu AI i co myśli o internetowej komunikacji polskiego rządu.

Maciej Bąk, naTemat.pl: Piszesz o sobie w mediach społecznościowych "Dziki Trener fajnopolactwa". To do ludzi takich jak on ustawiasz się w kontrze?
Shmoo, autor kanału Widzimy Się Jutro: To akurat zwyczajne przejechanie prętem po kratach. Ale faktycznie, kiedy moje pierwsze filmy zaczęły pojawiać się w serwisie X, to mnóstwo osób mnie w ten sposób ochrzciło. Więc stwierdziłem, że nawet podoba mi się ten pseudonim. Tym bardziej że potrzebujemy właśnie takiej kontry dla tępego populizmu, jaki osoby takie jak Dziki Trener sobą reprezentują.
Fenomen tego człowieka to wyrazisty przykład tego, co widać w ostatnim czasie w sieci. Ja odnoszę wrażenie pewnego schowania się osób, które mogłyby być liderami opinii w liberalno-lewicowej bańce. Za to praktycznie nieograniczone możliwości mają ludzie reprezentujący poglądy skrajnie prawicowe czy wręcz prorosyjskie. 
Tak, dostałem nawet taką informację z Instytutu Myśli Politycznej im. Narutowicza, że na TikToku treści konserwatywne niosą się dziesięć razy lepiej niż treści postępowe czy lewicowe, jak byśmy ich nie nazwali. Trzeba więc zacząć od tego, że faktycznie tamci mają łatwiej. 
Bo w momencie, kiedy algorytmy tak naprawdę premiują operowanie na emocjach, wywoływanie reakcji itd., to wiadomo, że treści wycelowane prosto w twój gadzi umysł będą po prostu nieść się lepiej. Tak działa algorytm i nic nie jesteśmy w stanie na to poradzić. Ale to nie zmienia faktu, że jeżeli nie jesteśmy w stanie zmienić zasad gry, to powinniśmy grać w tę grę taką, jaka ona jest. I po prostu starać się wycisnąć z tego jak najwięcej. 
Pomimo tak niekorzystnych algorytmów krótkie filmy, które nagrywasz i wrzucasz do sieci, miewają często bardzo duże zasięgi. A przecież zwykle używasz tam luźnego, ale raczej stonowanego języka.
Otóż to, nie wiem do końca, z czego to wynika, mogę tylko operować na swoim instynkcie i domniemaniach. Ale wydaje mi się, że po prostu coraz bardziej zbliżamy się do momentu, w którym ludzie są zwyczajnie już zmęczeni ciągłym straszeniem, sączeniem jadu, ciągłym poruszaniem się w debacie publicznej w oparach absolutnego absurdu. Tym, że dziś nie możemy rozmawiać merytorycznie i na argumentach na jakikolwiek temat. I obojętne czy to jest coś ważnego, czy nie, z każdej sprawy trzeba zrobić oręż do nawalania politycznego oponenta, zamiast po prostu skupiać się na tym, co jest faktycznie esencją problemu. 
Najlepszym przykładem są sprawy związane z Unią Europejską. Cokolwiek UE by nie zrobiła, dla prawicy jest to z automatu złe. A dla strony liberalnej? Stało się to czymś, do czego w zasadzie nie wiadomo jak podejść. Tak dzieje się zwłaszcza z trzema dużymi projektami: Zielonym Ładem, Paktem Migracyjnym i umową Mercosur. Zrobiono z tego absolutne zło, które według dominującej narracji ma za zadanie pogrążyć naszą narodowość i naród. Przez to praktycznie w ogóle nie da się rozmawiać na te tematy merytorycznie. 
I w czym niestety nasi rządzący nie pomagają. Bo często sami się przytulają do tej demagogicznej narracji i robią z tych tematów zgniłe jajo, z którym nikt się nie chce zmierzyć. 
Wychodzi na to, że ludzie tacy jak ty muszą na swój sposób wykonywać komunikacyjną robotę za rząd. A ten skupia się na tym, żeby pokazać Donalda Tuska raz jako kapitana statku, innym razem dziadka obierającego kartofle. Albo wrzuca kuriozalne, choć ponoć skuteczne klipy na TikToka, które mają trafić do bardzo, bardzo młodego pokolenia. 
Trudno mi jeszcze ocenić ten nowy sposób komunikacji Tuska. Teoretycznie liczby pokazują, że to dobry kierunek. Z drugiej strony wydaje mi się, że część bardziej konserwatywnego elektoratu pochodzi do tego z krzywą miną, że to jest trochę niepoważne, o czym mówił choćby profesor Antoni Dudek. 
Ja mam mieszane uczucia. Ludzie do 26. roku życia stanowią obecnie około 15% głosujących, stają się powoli mniejszością w naszym kraju, ale to oni będą budować jego przyszłość, więc trzeba z nimi rozmawiać ich językiem. Rząd ma taki, a nie inny pomysł na to. Czy dobry, czy zły, na teraz ciężko ocenić, czas pokaże.

                    
                        
                    
                Dlaczego postanowiłeś zaangażować się w tworzenie politycznych treści i na swój sposób rzuciłeś rękawicę polskiej skrajnej prawicy? 
Wiesz co, to jest dla mnie nic innego jak kanalizowanie swojej frustracji wokół tego, jak dziś wygląda debata publiczna.
Mówi to nie dziennikarz, nie aktywista, nie polityk, tylko - jak sprawdziłem w sieci szukając informacji o twojej przeszłości - do niedawna producent muzyczny. 
Tak, przez długi czas zajmowałem się robieniem muzyki. Jakieś tam małe sukcesy miałem, aczkolwiek w pewnym momencie coś mnie tknęło, żeby zacząć tworzyć coś innego. Pamiętam, że punktem zapalnym był filmik opublikowany przez europosła Patryka jakiego, który - tak się składa - był kiedyś moim sąsiadem. Jego klip wyświetlił mi się na wallu, kiedy przeglądałem Instagrama i po prostu nie mogłem znieść tego, co on tam mówi. 
Więc stwierdziłem, że jak nie nagram swojej reakcji, to zwariuję. I nagrałem pierwszy filmik na TikToka i na dzień dobry miał on 80 tysięcy odsłon! Kurczę, no to chyba faktycznie ludzie jednak chcą tego słuchać. Widocznie jest jakaś nisza, gdzie ludzie po prostu potrzebują jakiejś reakcji, a nie pustej przestrzeni w eterze, gdzie te rzeczy są rzucane i nikt z tym nic nie robi.
A jak tworzysz ten kontent? Bo, jak rozumiem, posiłkujesz się na przykład efektami pracy dziennikarzy albo sam sprawdzasz konkretne dane. Robisz taki fact-checking albo korzystasz z fact-checkingu, który został kiedyś zrobiony, ale leży gdzieś odłogiem i nikt tam nie zagląda? 
Często operuję na sprawdzonych fundamentach: oczywiście Demagog to świetna baza, bo ich materiały są znakomicie udokumentowane, co przy pracy na etacie i ograniczonym czasie jest ogromnym wsparciem. Jednak to tylko jeden z elementów. Korzystam z rzetelnych artykułów prasowych i coraz śmielej, ale bardzo świadomie, wykorzystuję sztuczną inteligencję. 
Bardzo cenię sobie tryby analityczne, jak model 'myślący' w Gemini czy 'Deep Research' w ChatGPT. Moja metoda polega na tym, że w promptach zawsze wymuszam podanie konkretnych źródeł do każdej tezy. Co więcej, kiedy mam już gotowy skrypt, proszę AI o rolę 'adwokata diabła' – ma spróbować obalić moje argumenty, żebym widział, co mi umyka. Traktuję AI jako partnera do burzy mózgów, który pomaga mi wyjść z bańki i być po prostu bliżej prawdy. Dopiero na taką bazę nakładam swój styl, szczyptę ironii czy punchline i nagrywam.
Widzisz, taki Demagog może i zbiera wiedzę i robi fact-checking, ale nie potrafi się z tym przebić do ludzi tak skutecznie, jak ty. Podobnie jest z dziennikarzami, coraz mniej ludzi chce ich słuchać. Może zamiast na redaktora wolą patrzeć jak wykłada im te fakty taki zwykły gość jak ty?
Być może tak jest. Ja stawiam na regularność. Nagrywam codziennie, bo w zasadzie codziennie politycy dostarczają content, który można prostować. A prawda jest taka, że gdybym na co dzień nie miał innej pracy, to mógłbym nagrywać pewnie i trzy rolki dziennie i contentu też by wystarczyło. 
Ale zauważyłem też, że w niektórych swoich rolkach nie tylko robisz fact-checking tego, co mówią politycy, ale też na przykład wyłapujesz psychologiczne techniki manipulacyjne.
Mnie to po prostu interesuje. Każdemu poleciłbym podszkolenie się z wiedzy o takich technikach, bo uważam, że edukacja pod względem weryfikacji informacji czy też błędów poznawczych w zasadzie u nas nie istnieje. W szkole zwyczajnie się o tym nie mówi. A wydaje mi się, że w dzisiejszych czasach tej olbrzymiej dezinformacji w sieci jest to kluczowe, żeby umieć wiedzieć jak działają mechanizmy w głowie, działające podczas weryfikacji informacji. 
Dlatego ja na przykład często polecam ludziom, i poleciłbym każdemu, kto chce w jakiś sposób właśnie się w ten temat zagłębić, obejrzeć sobie "Krótki film o prawdzie i fałszu", który można znaleźć na YouTube. Trwa on godzinę i 40 minut, a można dostać oświecenia po jego obejrzeniu i całkowicie inaczej spojrzeć na siebie, swoje życie i na informacje, na które napotykamy. Szczerze polecam.

                    
                        
                    
                Ostatnia twoja rolka, jaką widziałem, skupiała się na Łukaszu Rzepeckim z Konfederacji, który - jak to nazwałeś - stosuje technikę manipulacyjną w postaci pochwalenia odbiorcy. W tym wypadku: Polacy są tak inteligentni, że umieją obchodzić się ze sztuczną inteligencją i nie trzeba do tego żadnej ustawy, żadnego aktu DSA, żeby im to ograniczać.
No i Kanał Zero też to lubi robić, na przykład lubią mówić: nasi odbiorcy są wyjątkowo inteligentni, dlatego nie potrzebują fact-checkingu i tak dalej. To dosyć popularna forma manipulacji.
W Zero spróbowali ostatnio zrobić fact-checking, ale odbiło im się to potężną czkawką, co sam im wytykałeś.
Ten fact-checking przy okazji Kamratów był bardzo mocno nacechowany opinią, za mocno. Choć tak naprawdę mój też na pewien sposób jest. Bo ja na dobrą sprawę nie zajmuję się tylko fact-checkingiem sensu stricto. To mój pomysł na to, by móc mówić o sprawach, które w jakiś sposób mnie emocjonują, więc siłą rzeczy przemycam też w tym swój światopogląd, tak? To jest bardziej, powiedziałbym, publicystyka niż fact-checking.
No i też druga sprawa: na przykład jak miałem materiał o Mercosur, to często było mi zarzucane w komentarzach, że jakieś tam sprawy pomijam. Że mówię o tym, co jest dla mnie wygodne i że to jest cherry-picking. Tylko że ludzie nie zwracają uwagi na to, że mój format cechuje się tym, że może mieć maksymalnie trzy minuty i ja nie jestem w stanie zawrzeć wszystkich niuansów świata dotyczących tej sprawy. Tylko właśnie o to chodzi, że ja próbuję ludziom uzmysłowić, że jest druga strona medalu, o której tamci ludzie wam nie mówią, tak?
Tak właśnie zbudowało się wielu polityków, aktywistów, influencerów po stronie skrajnie prawicowej. Głoszących: oni wam tego nie mówią, ja wam to powiem. Dziś ty musisz, z liberalno-lewicowej pozycji, mówić do ludzi to samo?
Dokładnie. I szczerze mówiąc, nie widzę, żeby prozachodni politycy byli szczególnie zainteresowani właśnie takim usprawnieniem komunikacji. Najbardziej dziwię się europarlamentarzystom. Bo ja jestem bardzo prounijny, ale wiem na przykład, że sam muszę się wgryzać w to, jak działa Unia Europejska, na czym polegają pewne mechanizmy, czym są największe projekty, które próbują przepchnąć i jak wygląda polityka odnośnie pewnych spraw w innych krajach itd. 
A przecież ci ludzie siedzą w europarlamencie, oni nie są chyba aż tak zarobieni robotą, żeby nie móc poświęcić dziennie powiedzmy godziny czy półtorej na to, żeby wziąć telefon do ręki i nakręcić rolkę o tym, na czym polega na przykład ich praca? Albo co dobrego Unia Europejska zrobiła dzisiaj dla ludzi, tak? Prosty przekaz i komunikacja ze swoimi wyborcami, którzy zagwarantowali ci stanowisko, dzięki któremu zarabiasz około 40 tysięcy złotych miesięcznie.
Europarlamentarzyści potrafią nagrywać rolki, ale na zupełnie inne tematy. Patrz Robert Biedroń i jego ciągłe błaznowanie w social mediach. 
No i właśnie widzisz, ja tego totalnie nie rozumiem. I z rządzącymi jest podobnie. Też mogliby dużo lepiej komunikować, dlaczego coś robią, albo dlaczego coś blokują, dlaczego na czymś im wyjątkowo zależy. Ja widzę w koalicji rządzącej może z pięciu polityków, którzy faktycznie wiedzą, jak robić internety. I to jest koniec w zasadzie.

                    
                        
                    
                To kto się wyróżnia?
Świetnym przykładem, z którego praktycznie wszyscy w Koalicji Obywatelskiej powinni brać lekcje, jest wiceminister infrastruktury Arkadiusz Marchewka. On robi to w bardzo dobry, rzeczowy, merytoryczny sposób. I mało tego, kiedy go ktoś atakuje, to nie zostawia tego, żeby sobie to latało po sieci i nic z tym nie robi, tylko po prostu na faktach udowadnia, że to jest guzik prawda. 
I dokładnie tak to powinno wyglądać. Jeżeli ktoś atakuje twoją pracę, to jej broń. A jeżeli jej nie bronisz, to znaczy, że zostawiasz wyborcy taką myśl, że nawet jeżeli jest po twojej stronie, to że coś może być na rzeczy. No bo jeżeli nie ma odpowiedzi, jest tylko głuchy wiatr w polu, to co ma sobie ten człowiek pomyśleć?
Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek też wybrał komunikację z otwartą przyłbicą. 
Tak jest. I mało tego, nawet niektóre jego rolki w social mediach są zwyczajnie zabawne, więc tutaj faktycznie plusik. Ta z Wielkim Bu na przykład. Żurkowi udaje się łączyć luz z dosadnością i merytoryką.
Ostatnio najwięcej miejsca poświęcasz Koronie Grzegorza Brauna. Jak dużym zagrożeniem, twoim zdaniem, jest rosnąca popularność tego polityka i jego gromadki? 
Dla mnie poziom poparcia Grzegorza Brauna w sondażach to barometr nienawiści Polaków. Im większe poparcie, tym bardziej pokazuje to po prostu, jak wielu ludzi w naszym kraju kieruje się gniewem, agresją i syndromem króliczej nory. Grzegorz Braun jest pierwszym politykiem od długiego czasu, który do polskiej polityki wprowadził przemoc. 
Zaczęło się od gaśnicy, a potem poszły kolejne zdarzenia. Jego retoryka to też jest przemoc. Ja myślę, że mamy tutaj po prostu do czynienia z pełzającym faszyzmem, który jak wiadomo, w poprzednim wieku nie zaczynał się od razu od obozów, tylko właśnie od słów i obojętności na zło w codziennym życiu. I wydaje mi się, że dokładnie z tym mamy w tej chwili do czynienia i staram się być po prostu w opozycji. 
Sam kiedyś w jednym z materiałów mówiłem, że ten człowiek jest zwyczajnie okropny i że najprawdopodobniej materiały na jego temat jeszcze mu nakręcają popularność. I stwierdziłem: dobra, to nie będę w ogóle nagrywał filmów na jego temat. I nawet w mediach też faktycznie widać, że był poddany ostracyzmowi, ale to w ogóle nie działało. 
Skończyło się ośmioma procentami w wyborach prezydenckich. 
To jest niesamowite, i przecież dalej rośnie. Więc stwierdziłem: nie no, dobra, trzeba po prostu działać. Nawet jeśli na dwa tysiące osób z gaśnicą w profilowym, które zobaczą moją rolkę, choć jednej czy dwóm osobom otworzą się receptory albo zapali im się jakieś światełko, to i tak będzie to mój mały sukces.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/5eddd9970c67815b5185bc7b9b57f773,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/5eddd9970c67815b5185bc7b9b57f773,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Shmoo, autor profilu &quot;Widzimy się jutro&quot;, wyjaśnia na social mediach bzdury, które serwują nam politycy</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/638602,nawrocki-podjal-decyzje-ws-budzetu-na-2026-jego-ruch-wywolal-lawine-komentarzy</guid><link>https://natemat.pl/638602,nawrocki-podjal-decyzje-ws-budzetu-na-2026-jego-ruch-wywolal-lawine-komentarzy</link><pubDate>Mon, 19 Jan 2026 21:09:55 +0100</pubDate><title>Nawrocki podjął decyzję ws. budżetu na 2026. Jego ruch wywołał lawinę komentarzy</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/7012e1f02d2d3e62cb7014244bad9f2c,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Karol Nawrocki wreszcie zdecydował, co zrobi w sprawie budżetu na 2026 roku. Prezydent RP podpisał ustawę, ale przy okazji skierował ją w trybie kontroli następczej do Trybunału Konstytucyjnego. W mediach społecznościowych posypały się gorzkie słowa ze strony Polaków.

W najnowszym oświadczeniu, które obiegło media społecznościowe, Karol Nawrocki podkreślił, że ustawy budżetowej nie mógł zawetować, dlatego podpisał ją i jednocześnie skierował do Trybunału Konstytucyjnego. 
Karol Nawrocki podpisał budżet na 2026 rok i skierował go do TK
– Mimo mojej krytycznej oceny tego budżetu, Konstytucja nie daje mi prawa go zawetować. Biorąc pod uwagę wszystkie przedstawione argumenty i kompetencje, które posiadam, zdecydowałem się podpisać ustawę budżetową, ale jednocześnie zdecydowałem się skierować ją w trybie kontroli następczej do TK – wyjaśniła głowa państwa.
Zdaniem Nawrockiego przedstawiony mu budżet jest "dowodem głębokiego kryzysu wiarygodności, skuteczności i sprawczości" rządu Donalda Tuska. – To budżet, który pokazuje bezradną kapitulację wobec wyzwań, przed jakimi stoi Polska. To budżet niespełnionych obietnic z kampanii wyborczej, zawiedzionych oczekiwań Polaków. (...) To budżet oparty na gigantycznym zadłużeniu – mówił.

                    
                        
                    
                Przypomnijmy, że w ubiegłym roku Andrzej Duda również podpisał ustawę budżetową, a część jej przepisów przesłał do Trybunału Konstytucyjnego – w tym samym trybie, co Nawrocki. Obecny prezydent RP zasugerował, że jego decyzja wiąże się chęcią ochrony stabilności państwa i przyszłości Polski. – Podpisuję (red. przyp. – ustawę budżetową) dlatego, że brak budżetu nie rozwiązałby żadnego z problemów, przed którymi stoimy – dodał.
Zgodnie z ustawą budżetową na bieżący rok wydatki państwa wyniosą 918,9 mld złotych. Deficyt budżetowy ukształtuje się na poziomie nie wyższym niż 271,7 mld zł, a dochody budżetu państwa mają osiągnąć wysokość 647,2 mld. Na obronę narodową państwo planuje wydatki o wartości ponad 200 mld zł.
Komentarze po decyzji prezydenta ws. budżetu
"Prezydent podpisał budżet. Budżet inwestycji oraz rekordowych nakładów na obronę. Reszta, w tym skierowanie ustawy do TK, to polityczny teatr bez realnych skutków. My pracujemy dalej" – skomentował na X minister finansów Andrzej Domański.
Posłanka KO Kamila Gasiuk-Pihowicz napisała: "Karol Nawrocki podpisał ustawę budżetową, ale żeby nie było smutno PiS, to wysłał ją do Bogdana Święczkowskiego. Przezabawne!".
Pod wpisem Kancelarii Prezydenta RP na portalu X (dawnym Twitterze) Polacy dość ostro zareagowali na ostatnią decyzję Nawrockiego. "Przypomina to sceny z filmu 'Sami swoi'. Każdy szuka drzazgi w oku innego. Co z cenami prądu? Niech każdy z nas skoncentruje się na dobrym wykonywaniu swoich obowiązków" – skomentował jeden z internautów.
"Karol Nawrocki jest dowodem głębokiego kryzysu wiarygodności, skuteczności i sprawczości"; "Obraz nędzy i rozpaczy"; "Ruch do przewidzenia" – czytamy w mediach społecznościowych.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/7012e1f02d2d3e62cb7014244bad9f2c,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/7012e1f02d2d3e62cb7014244bad9f2c,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Karol Nawrocki podpisał ustawę budżetową na 2026 rok, ale skierował ją również do Trybunału Konstytucyjnego</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/638581,co-sie-dzieje-w-polsce-2050-nagla-decyzja-holowni-to-dopiero-poczatek</guid><link>https://natemat.pl/638581,co-sie-dzieje-w-polsce-2050-nagla-decyzja-holowni-to-dopiero-poczatek</link><pubDate>Mon, 19 Jan 2026 18:38:07 +0100</pubDate><title>Co się dzieje w Polsce 2050? Nagła decyzja Hołowni to dopiero początek</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/34aacfa77a0bc68af65ceda0a39067c6,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />W poniedziałkowy wieczór Rada Krajowa Polski 2050 wznowi obrady nad tym, co dalej z wyborami na przewodniczącą lub przewodniczącego partii po tym, jak drugą turę unieważniono przez "problemy techniczne". Tymczasem Szymon Hołownia postanowił zupełnie "wylogować się" z kłopotów partii, a Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz złożyła propozycję, jednak jej główna oponentka ją odrzuciła.

Arena polityczna przygląda się z ciekawością temu, co w ostatnim czasie dzieje się w Polsce 2050. Po tym, jak Szymon Hołownia oznajmił, że zrzeka się funkcji przewodniczącego, rozpoczęła się walka o stołek lidera.
10 stycznia odbyły się wybory, w których z pięciu kandydatów do drugiej tury przeszły dwie kobiety: Paulina Henning-Kloska (131 głosów) i Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz (277 głosów). Cała procedura odbywała się online. Przy drugiej turze pojawiły się "problemy techniczne". Hołownia później wspominał, że mogło dojść do ataku hakerskiego, bo odpowiedzi miało być 800, a próbowano zagłosować blisko 20 tys. razy. W konsekwencji wyniki unieważniono.
Zamieszanie w czasie obrad. Przed wznowieniem Hołownia wydał oświadczenie
I po tym rozpętała się dyskusja, co dalej. Wyznaczono datę obrad Rady Krajowej na piątek 16 stycznia, ale podczas niej żadna decyzja nie zapadła. Szymon Hołownia w połowie się wylogował, zganiając wszystko na zmęczenie i późną godzinę, a Agnieszka Buczyńska, która miała go zastąpić zarządziła przerwę.
Co ciekawe w międzyczasie pojawiły się doniesienia, że Hołownia jednak mógłby wystartować w wyborach, gdyby doszło do ich całkowitego powtórzenia, czyli zarówno pierwsza, jak i druga tura miałaby się odbyć drugi raz.
Obrady wznowiono 19 stycznia po południu. Tuż przed ich startem pojawiło się zaskakujące oświadczenie Hołowni. "Przekazałem dziś członkom Rady Krajowej w serdecznej wiadomości, że decyzje Kandydatek walczących o fotel Przewodniczącej skłaniają mnie do oddania w ich ręce pełnej odpowiedzialności za kolejne decyzje dotyczące partii" – napisał na platformie X.

                    
                        
                    
                Wszystko wskazuje na to, że Hołownia ponownie się wycofał. Co więcej, media (w tym m.in. TVN24) dotarły do listu Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz, w którym ministra zaproponowała Paulinie Hennig-Klosce, by obie były równoprawnymi współprzewodniczącymi partii.
Z najnowszych doniesień wynika, że Hennig-Kloska odrzuciła propozycję swojej przeciwniczki w wyborach. Gazecie.pl powiedziała, że "to nie było z nią uzganiane" i uważa, iż "trzeba zakończyć demokratyczny proces wyborów w partii". Sprawa jest więc wciąż nierozstrzygnięta. 

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/34aacfa77a0bc68af65ceda0a39067c6,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/34aacfa77a0bc68af65ceda0a39067c6,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Zamieszanie wokół Polski 2050. Hołownia podjął decyzję.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/638557,jest-nowy-sondaz-partyjny-lider-zostawia-reszte-daleko-w-tyle-jest-jedno-ale</guid><link>https://natemat.pl/638557,jest-nowy-sondaz-partyjny-lider-zostawia-reszte-daleko-w-tyle-jest-jedno-ale</link><pubDate>Mon, 19 Jan 2026 17:34:23 +0100</pubDate><title>Jest nowy sondaż partyjny. Lider zostawia resztę daleko w tyle, jest jedno &quot;ale&quot;</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/8e97b62ab270a2a79a2280854c9e00c7,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Pojawił się nowy sondaż poparcia partyjnego. W ostatnich miesiącach na podium królowały: Koalicja Obywatelska, Prawo i Sprawiedliwość oraz Konfederacja. Nowe wyniki pokazują, że lider jest ten sam i wysuwa się na mocne prowadzenie. Jest jednak jedno "ale".

Firma United Surveys by Ibris zapytała respondentów w połowie stycznia, na jaką partię oddaliby swój głos, gdyby wybory odbyły się w najbliższą niedzielę. Wyniki pokazują, że Koalicja Obywatelska pozostaje liderem (jest nim już od kilky miesięcy). Partia Donalda Tuska może pochwalić się poparciem na poziomie 31,8 proc. ankietowanych.
Wyniki nowego sondażu partyjnego: KO liderem, ale...
Drugie miejsce natomiast nadal należy do partii Prawa i Sprawiedliwości, na którą zagłosowałoby 26,2 proc. To ponad 5 punktów procentowych straty do lidera, co pokazuje znaczną przewagę KO.
Wspomnianym "ale" jest jednak to, jak radzą sobie koalicjanci formacji Tuska. Mowa o PSL i Polsce 2050, które lądują pod progiem wyborczym. PSL może liczyć dokładnie na 4,8 proc. poparcia, a Polska 2050 na 2,3 proc., co dalej najgorszy wyników wśród wszystkich partii.
Dodajmy, że podium wyników sondażowych zamyka Konfederacja z silnymi 14 procentami. Partia Sławomira Mentzena i Krzysztofa Bosaka może liczyć na wzrost o 2,8 pkt. w porównaniu do poprzedniego badania. Do Sejmu weszłaby jeszcze Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna, bowiem uzyskała 7,1 proc.. Na granicy progu jest też Lewica z wynikiem 5,9 proc.
Na podstawie tych wyników Wirtualna Polska poprosiła prof. Jarosława Flisa z Uniwersytetu Jagiellońskiego o wykonanie symulacji podziału mandatów w Sejmie. Jeśli KO weszłaby w sojusz z Lewicą dysponowałby łącznie 209 głosami. To jednak za mało na utrzymanie większości.
Z kolei PiS miałby 153 głosy, ale w koalicji z Konfederacją Mentzena i ugrupowaniem Brauna to już 251 mandatów. Wówczas "władzę przejąłby szeroki blok prawicy" zaznaczył profesor.
Ostatnio jednak Jarosław Kaczyński dał do zrozumienia, że nie zamierza współpracować z Grzegorzem Braunem.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/8e97b62ab270a2a79a2280854c9e00c7,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/8e97b62ab270a2a79a2280854c9e00c7,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Zaskakujący wynik najnowszego sondażu partyjnego.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/638131,patryk-jaki-na-premiera-mnie-w-tym-castingu-pis-zaskoczylo-cos-jeszcze</guid><link>https://natemat.pl/638131,patryk-jaki-na-premiera-mnie-w-tym-castingu-pis-zaskoczylo-cos-jeszcze</link><pubDate>Mon, 19 Jan 2026 12:51:48 +0100</pubDate><title>Patryk Jaki na premiera? Mnie w tym &quot;castingu&quot; PiS zaskoczyło coś jeszcze</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/69619cbe8e9cbf1dce9ac9ea322becef,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Kto powinien zostać kandydatem PiS na premiera? Według sondażu dla Onetu – Patryk Jaki. Ta wizja jednych rozbawiła, innych przeraziła, a jeszcze inni zapiali z zachwytu. "To nie przypadek – to dowód na to, że jego pomysły, energia i wizja Polski przekonują wyborców" – czytam. Ktoś powie: to tylko sondaż. Ale medialna giełda ruszyła i już daje do myślenia. Powoli robi się podobnie jak przed wyborem kandydata PiS na prezydenta.

Do wyborów parlamentarnych zostały niemal dwa lata, ale cała Polska już wie, że PiS zaczyna szukać kandydata na premiera. Podobno w tej roli Jarosław Kaczyński widziałby kogoś, kto ma mniej niż 50 lat, więc Mateusz Morawiecki raczej się nie załapuje. 
Jak pisze Onet, partyjne doły w PiS już typują "młodego premiera" i faworyta, gdy prezes zorganizuje casting.
Pierwsze nazwiska padły też w najnowszym sondażu SW Reasearch dla Onetu i wzbudziły zaskoczenie. "Prezes PiS Jarosław Kaczyński poszukuje młodego kandydata na premiera. Kto Pani/Pana zdaniem powinien nim zostać?" – brzmiało pytanie. 
"Wygrał" europoseł Patryk Jaki. 
Patryk Jaki "wygrał" sondaż, ale czy to dla niego powód do radości?
Z ciekawości przejrzałam reakcje w mediach społecznościowych. 
"Polacy widzą PATRYKA JAKIEGO jako młodego lidera na premiera!", "Sondaż pokazał coś, czego nie da się zignorować: to właśnie Patryk Jaki otrzymał najwięcej wskazań spośród czterech młodych polityków PiS" – reagują zwolennicy prawicy. 
Jeden z użytkowników X pisze: "To nie przypadek – to dowód na to, że jego pomysły, energia i wizja Polski przekonują wyborców. Już teraz wyprzedza innych młodych polityków i pokazuje, że może być realną siłą transformacyjną w polskiej polityce". 
Po drugiej stronie jest dużo śmiechu: "Dawno nie czytałem tak dobrego żartu", "Nie mają w tym PiS za ciekawego wyboru"...
 Ale nie tylko. "Ta wizja przyszłości trochę mnie przeraża" – pisze jedna z komentujących. 
Jednak czy dla zwolenników PiS lub samego Patryka Jakiego to powód do ekscytacji? Bo ten wynik wydaje się wręcz dołujący.
W sondażu padły cztery nazwiska młodych polityków. Na Jakiego postawiło zaledwie 14,9 proc. głosujących. 
Pozostała trójka nie przekroczyła nawet 10 proc.:
Za to aż 60,6 proc. badanych stwierdziło, że wolałoby, aby kandydatem PiS na premiera został "ktoś inny". To ogromna liczba. Aż 60 proc. nie wybrało żadnego z młodych/ obiecujących/doświadczonych/znanych polityków PiS.
Dlaczego? Co to pokazuje? Że ta czwórka młodych w oczach większości opinii publicznej nie nadaje się na szefa rządu? Że badani nie widzą innych młodych polityków PiS? A może PiS ma bardzo krótką ławkę młodego pokolenia?
Można mieć wrażenie, że historia zaraz zacznie się powtarzać. Jakbyśmy powoli zaczynali mieć powtórkę z wyborów prezydenckich, gdy PiS miesiącami szukał "nowego Andrzeja Dudy" i ostatecznie postawił na człowieka z zewnątrz. 
PiS szuka młodego kandydata na prezydenta, teraz na premiera
Przypomnijmy, zaczęli szukać odpowiedniego kandydata na prezydenta dwa lata wcześniej. 
Medialna giełda ruszyła w październiku 2023 roku, wtedy pojawiło się m.in. nazwisko Tobiasza Bocheńskiego. "Ma to być ktoś wyraźnie młodszy i po prostu nowy" – taki był przekaz. Jednak potem tygodniami mogliśmy obserwować, że właściwie nie mieli kogo wybrać. Krążyły wieści o prawyborach i tajnych listach. Lista nazwisk zdawała się nie mieć końca. 
– Musi być młody, wysoki, okazały, przystojny. Musi mieć rodzinę. Musi znać bardzo dobrze język angielski. Najlepiej jakby znał dwa języki. Musi być obyty międzynarodowo – stawiał warunki Jarosław Kaczyński.
Ostatecznie wybór padł na Karola Nawrockiego.
W kwestii premiera przepychanki też trwają już od miesięcy. "Tobiasz Bocheński ma być na szczycie listy kandydatów Jarosława Kaczyńskiego na premiera" – pisała w sierpniu 2025 roku Anna Dryjańska. 
"To Przemysław Czarnek i Mateusz Morawiecki mają być głównymi kandydatami na funkcję premiera w nowym rozdaniu po wyborach parlamentarnych" – opisywał w październiku 2025 roku Łukasz Grzegorczyk. 
Jednak podobnie, jak w wyborach prezydenckich, tak i teraz w PiS ewidentnie zaczynają stawiać na młodych. Jarosław Kaczyński zapowiedział to niedawno podczas narady władz partii, gdy ogłosił, że do władzy muszą wrócić nie tylko ci, którzy się sprawdzili, ale też ludzie z młodego pokolenia. 
Tylko kogo wybrać? 
Prawicowy portal o rozgrywce w "stylu jak podczas kampanii prezydenckiej Karola Nawrockiego"
Jeśli będzie tak jak przed wyborem Nawrockiego, czeka na ciekawy spektakl. "Przetarg na premiera" – tak określił go parę dni temu prawicowy portal braci Karnowskich. 
Na zdjęciu zamieścił całą serię młodych polityków PiS. Znaleźli się tam posłowie, ministrowie, również prezydent Otwocka, m.in. Andrzej Śliwka, Anna Gembicka, Janusz Cieszyński, Kacper Płażyński, Jarosław Margielski, Piotr Müller, Piotr Nowak, czy Waldemar Buda. 

                    
                        
                    
                "W Prawie i Sprawiedliwości trwa przesilenie mające sprawić, że przed wyborami parlamentarnymi w 2027 roku partia będzie silniejsza" – pisze Stanisław Janecki.
Analizuje, że chodzi nie tylko o "zjednoczenie wszystkich frakcji i najsilniejszych osobowości wokół wspólnego celu oraz przygotowanie do wyborczej rozgrywki w takim stylu jak podczas kampanii prezydenckiej Karola Nawrockiego".
"Priorytetowe jest także to, by tym razem partia miała na starcie kandydata na premiera, który będzie jednocześnie lokomotywą kampanii. Przed wyborami w październiku 2023 r. takiego kogoś zabrakło, co negatywnie wpłynęło na wynik PiS" – czytamy.
Jaki jak Charlie Kirk?
Przypomnijmy na koniec, nazwisko Patryka Jakiego, który okazał się zwycięzcą sondażu Onetu, przewijało się również przed wyborami prezydenckimi. 
On sam mówił w Radiu Zet: – Myślę, że w kierownictwie PiS są osoby, które biorą mnie pod uwagę przy wyborze kandydata na prezydenta. Nie wykluczyłbym swojego startu. 
W grudniu 2025 roku z PiS zaczęły płynąć doniesienia, że chcą dotrzeć do młodzieży i tak, jak zamordowany w USA Charlie Kirk, jeździć po uniwersytetach. Akcja ma się nazywać "Zmień nasze zdanie". "W rolę Kirka wcieli się Patryk Jaki" – donosiło Oko.press. 




]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/69619cbe8e9cbf1dce9ac9ea322becef,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.natemat.pl/69619cbe8e9cbf1dce9ac9ea322becef,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">Patryk Jaki na premiera? Mnie w tym &quot;castingu&quot; PiS zaskoczyło coś jeszcze</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/638365,polska-2050-nadal-w-zawieszeniu-holownia-sie-wylogowal-wiec-nic-nie-ustalili</guid><link>https://natemat.pl/638365,polska-2050-nadal-w-zawieszeniu-holownia-sie-wylogowal-wiec-nic-nie-ustalili</link><pubDate>Sat, 17 Jan 2026 10:16:05 +0100</pubDate><title>Polska 2050 nadal w zawieszeniu. Hołownia się wylogował, więc nic nie ustalili</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/75543a9335a212cc2a85ae95ecbf3f48,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Zamiast wyjścia z kryzysu – kolejna przerwa. Rada Krajowa Polski 2050 miała zdecydować, jak uratować skompromitowany proces wyboru nowego przewodniczącego. Zakończyło się na przerwaniu obrad, "wylogowaniu" Szymona Hołowni i jeszcze większym wrażeniu chaosu w partii.

Piątkowe posiedzenie Rady Krajowej Polski 2050 ruszyło po godz. 18:30 w formule online. Stawką było to, co zrobić dalej z wyborami nowego przewodniczącego po tym, jak w poniedziałek unieważniono całą drugą turę głosowania z powodu "nieprzewidzianych problemów technicznych".
Szymon Hołownia prowadził obrady z zagranicy. Około godz. 23 czasu polskiego miał przekazać prowadzenie Agnieszce Buczyńskiej, powołując się na zmęczenie i późną godzinę w miejscu, w którym przebywał. W praktyce oznaczało to jego wylogowanie z posiedzenia w momencie, gdy – jak twierdzi część działaczy – głosowania zaczynały układać się nie po jego myśli.

                    
                        
                    
                To właśnie Buczyńska ogłosiła następnie przerwę w obradach do poniedziałku do godz. 18. W wydanym w nocy oświadczeniu zapewniła, że decyzja była podyktowana "troską o zachowanie wysokich standardów pracy Rady Krajowej" i potrzebą uporządkowanego, merytorycznego dokończenia posiedzenia. Podkreśliła, że działała w granicach swoich uprawnień, a przerwa ma umożliwić spokojne procedowanie dalszych punktów.

                    
                        
                    
                Partia w pół kroku. Wybory unieważnione, przywództwa brak
Piątkowe posiedzenie nie było początkiem kryzysu, lecz jego kolejnym aktem. Przypomnijmy: druga tura wyborów przewodniczącego Polski 2050 odbyła się 12 stycznia, również online. Do dogrywki weszły dwie ministerki z rządu: szefowa resortu klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska oraz ministra funduszy i polityki regionalnej Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz.
Głosowanie miało zakończyć się o godz. 22, a wkrótce potem miały zostać ogłoszone wyniki. Zamiast tego późnym wieczorem pojawił się komunikat o problemach technicznych i informacji, że system do głosowania zamknął się przedwcześnie. Krajowa Komisja Wyborcza uznała, że w tej sytuacji całą drugą turę należy unieważnić, a Rada Krajowa ma wyznaczyć nowy tryb dalszego postępowania.
Właśnie to miało być ustalone wczoraj: czy powtarzać jedynie drugą turę, zachowując dotychczasowy duet kandydatek, czy wyzerować cały proces, łącznie z możliwością zgłaszania nowych nazwisk. Od tego zależy przyszłość samego Szymona Hołowni. We wrześniu ogłosił, że rezygnuje z ubiegania się o kolejną kadencję jako przewodniczący, a równolegle starał się o stanowisko Wysokiego Komisarza ONZ ds. Uchodźców. Gdy ten scenariusz upadł, zaczął sygnalizować, że mógłby wrócić do gry o przywództwo – ale tylko w sytuacji, gdy wybory zostaną przeprowadzone od początku. W przeciwnym wypadku rozważy odejście z partii.
Według niektórych relacji takie stawianie sprawy jest odbierane wewnątrz partii jako forma presji na Radę Krajową. Pojawiają się słowa o "szantażu emocjonalnym" i wrażenie, że Polska 2050 coraz bardziej przypomina ugrupowanie zdominowane przez jednego polityka, który formalnie schodzi z pierwszej linii, ale nadal trzyma rękę na hamulcu awaryjnym.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/75543a9335a212cc2a85ae95ecbf3f48,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/75543a9335a212cc2a85ae95ecbf3f48,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Rada Krajowa Polski 2050 przerwała obrady do poniedziałku. Hołownia przekazał prowadzenie i wylogował się z posiedzenia</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/638350,robi-sie-goraco-wokol-polski-2050-doniesienia-o-deklaracji-holowni-zaskakuja</guid><link>https://natemat.pl/638350,robi-sie-goraco-wokol-polski-2050-doniesienia-o-deklaracji-holowni-zaskakuja</link><pubDate>Fri, 16 Jan 2026 22:40:01 +0100</pubDate><title>Robi się gorąco wokół Polski 2050. Doniesienia o deklaracji Hołowni zaskakują</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/cf34bf28994f9eab11f588ed68f46bc2,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />O partii Polska 2050 zrobiło się w ostatnim czasie szczególnie głośno po tym, jak wybory na przewodniczącego zostały unieważnione. W piątkowy wieczór rozpoczęła się Rada Krajowa, podczas której decydowano, co dalej z tą sprawą, czy powtarzać tylko drugą turę, czy całe wybory. Ciekawe jest w tym wszystkim stanowisko Szymona Hołowni. Pojawiły się zaskakujące doniesienia.

We wrześniu Szymon Hołownia oznajmił, że nie będzie ubiegał się o funkcję przewodniczącego Polski 2050. W styczniu, dokładnie 10 odbyły się więc wybory. W pierwszej turze nie wybrano lidera, bowiem nikt nie zdobył ponad połowy głosów. Ale dwie kandydatki Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz i Paulina Hennig-Kloska przeszły do drugiej tury.
Cała procedura odbywała się online. Termin drugiej tury wyborów wyznaczono na poniedziałek 12 stycznia. Po kilku godzinach czekania na wyniki ogłoszono unieważnienie przez problemy techniczne.
W piątek 16 stycznia o godz. 18:30 rozpoczęło się zebranie Rady Krajowej. Miała tam zapaść decyzja, czy powtórzyć wyłącznie drugą turę głosowania, czy przeprowadzić cały proces wyborczy od nowa – łącznie z procedurą zgłaszania kandydatów, co umożliwiłoby start nowym kandydatom.
Zaskakujące doniesienia o Hołowni
Według informacji przekazanych dziennikarza TVN24 Patryka Michalskiego, "dotychczasowy szef Polski 2050 i były marszałek Sejmu Szymon Hołownia zadeklarował, że opowiada się za opcją powtórzenia całego procesu wyborczego. Miał też oświadczyć, że jest gotów ponownie ubiegać się o przywództwo w partii".
"Były marszałek Sejmu znalazłby miejsce w zarządzie ugrupowania m.in. dla Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz i Pauliny Hennig-Kloski. Według źródeł Hołownia zasugerował, że jeśli taki scenariusz się nie spełni, jest gotów odejść, bo nie widzi się tylko w Polsce 2050 Pełczyńskiej-Nałęcz czy wyłącznie Polsce 2050 Hennig-Kloski" – czytamy w TVN24.
Z kolei Paulina Hennig-Kloska ostatnio mówiła, że według większości członków partii "proces wyborczy trzeba zakończyć, powtarzając drugą turę". Podczas wywiadu z RMF FM podkreśliła też, że Hołownia pozostanie ważnym politykiem Polski 2050 i zarząd będzie rekomendować zmianę statutu mającą na celu wprowadzenie funkcji "honorowego przewodniczącego założyciela".

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/cf34bf28994f9eab11f588ed68f46bc2,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/cf34bf28994f9eab11f588ed68f46bc2,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Hołownia nie wyklucza startu w wyborach na przewodniczącego Polski 2050.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/638284,prom-jantar-unity-zacumowal-w-szczecinie-i-sie-zaczelo-burza-bo-to-w-pis-sie-chwala</guid><link>https://natemat.pl/638284,prom-jantar-unity-zacumowal-w-szczecinie-i-sie-zaczelo-burza-bo-to-w-pis-sie-chwala</link><pubDate>Fri, 16 Jan 2026 17:39:31 +0100</pubDate><title>Prom Jantar Unity zacumował w Szczecinie i się zaczęło. Burza, bo to w PiS się chwalą</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/0ca91bd27b6dc35392441b44fceb7b9c,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Jantar Unity to najnowocześniejszy polski prom. Do portu w Szczecinie wpłynął 15 stycznia, w sobotę 17 stycznia ma się odbyć jego chrzest. Prom robi imponujące wrażenie. Do tego w PiS...już zaczęli się nim chwalić. "Pierwszy polski prom z programu PiS" – ogłosił Marek Gróbarczyk. Na reakcje drugiej strony nie trzeba było długo czekać.

Zdjęcia promu obiegły Polskę. Jednostka jest ogromna. Jak wyliczył "Głos Szczeciński" prom ma długość 21 samochodów. 15 stycznia po południu zacumował przy Wałach Chrobrego w Szczecinie i wzbudził duże zainteresowanie. 
To najnowocześniejszy polski prom. Zbudowała go Gdańska Stocznia Remontowa – Remontowa Holding.
Chrzest promu ma się odbyć 17 stycznia o godz. 15:00. W ceremonii ma wziąć udział m.in. minister infrastruktury Dariusz Klimczak oraz wiceminister Arkadiusz Marchewka.
"Dwa lata intensywnej pracy. Dowieźliśmy to!" – ogłosił Marchewka. 
18 stycznia prom ma być udostępniony do zwiedzania, a 19 stycznia pierwszy raz wypłynie w trasę Świnoujście-Trelleborg – w barwach POLSCA Baltic Ferries.Arkadiusz Marchewka.

                    
                        
                    
                Ale na razie, jak widać, budzi emocje z zupełnie innego powodu. Bo ojców sukcesu, jak się okazuje, jest więcej.  
PiS o swoim sukcesie, politycy rządu: Co za bzdety. Nie ten prom
"Pierwszy polski prom z programu PiS. Zaprojektowany i zrealizowany w polskiej stoczni cumuje w Szczecinie przy Wałach Chrobrego" – obwieścił na X Marek Gróbarczyk, były minister gospodarki morskiej i żeglugi w rządzie PiS. 
Dorzucił jeszcze, że jednostka będzie obsługiwała trasę Świnoujście-Trelleborg na rzecz polskiego armatora, a drugi prom "Bursztyn" jest na ukończeniu. Po czym dodał: "Chyba jednak to Tuskowi musi być łyso…". 
Jego wpis wywołał burzę. Ludzie zaczęli mu wytykać, że po poraże PiS wreszcie coś się dzieje. Że słynna stępka w Szczecinie – symbol władzy PiS – zardzewiała, a prom Jantar Unity wybudowała prywatna, a nie państwowa stocznia, w Gdańsku. A prom jest pod cypryjską banderą. 
Na wpis byłego ministra z PiS zareagowali też politycy drugiej strony, m.in.:
Katarzyna Lubnauer: "Nie ten program, nie to miasto, nie ta stocznia i nie ta stępka, a nawet czas się nie zgadza z pana tezą". 
Anna Maria Żukowska: "Chyba jednak ten prom nie jest z żadnego programu PiS-u".
Miłosz Motyka: "Co za bzdety. Prom wybudowała stocznia prywatna a nie państwowa jak zakładał "talent" poniżej i cały PiS. Powstał… w Gdańsku, nie w Szczecinie". 

                    
                        
                    
                 Głos zabrał też były premier Mateusz Morawiecki, który uznał, że prom to efekt inwestycji z jego czasów. 
"Widzę, że Donald Tusk i jego ekipa co jakiś czas chwalą się inwestycjami, które zainicjował, czy praktycznie dokończył mój rząd – tym razem padło na prom Jantar" – stwierdził na X. 
"Nie ma sprawy, ale jakbym wiedział, że inwestycje z moich czasów będą musiały wystarczyć dla kolejnego rządu, to byśmy jeszcze więcej ich rozpoczęli" – ironizował Morawiecki.

                    
                        
                    
                Kto ma rację?
Co wiadomo o promie Jantar Unity i co ma do tego program PiS
Gazeta.pl wyjaśnia, że prom został zbudowany w ramach programu Batory, który w 2017 roku zainicjował PiS. Jednak – jak czytamy – w 2021 roku po raporcie NIK okazało się, że autorzy projektu nie zapewnili jego finansowania. 
"Gdańska Stocznia Remontowa przez jakiś czas w zasadzie sama musiała finansować budowę, bo jak wynika ze słów Arkadiusza Marchewki dla Portalu Morskiego, przez 10 miesięcy nie otrzymywała pieniędzy za prace. Nowy rząd w tej sytuacji wypracował nowy plan finansowania i zapewnił w maju ubiegłego roku 1,3 mld zł na dokończenie budowy" – pisze gazeta.pl. 
Co jeszcze wiadomo o promie?
Jednostka należy do Unity Line. Ma 195,6 m długości i 32,2 szerokości. Może przewozić 400 pasażerów.

                    
                Pływać jednak będzie pod cypryjską banderą i to również wywołuje emocje. 
"Dla wielu brzmi to jak absurd. Prom pływający z Polski, ochrzczony w Polsce, promowany jako polska inwestycja, a na rufie obca bandera. Trudno się dziwić, że w komentarzach pojawiają się emocje i pytania wprost. Czy naprawdę nie da się dziś prowadzić nowoczesnej żeglugi pod polską banderą?" – pyta na przykład portal eswinoujscie.pl.
Gazeta.pl zwróciła się w tej sprawie do Unity Line, do Polskiej Żeglugi Morskiej oraz do Ministerstwa Infrastruktury, ale jeszcze nie uzyskała odpowiedzi. 




]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/0ca91bd27b6dc35392441b44fceb7b9c,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.natemat.pl/0ca91bd27b6dc35392441b44fceb7b9c,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">Nowy prom zacumował w Szczecinie i się zaczęło. W sieci burza, bo PiS ogłosił sukces</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/638254,nawrocki-i-sikorski-w-niecodziennej-sytuacji-takich-razem-ich-jeszcze-nie-widzielismy</guid><link>https://natemat.pl/638254,nawrocki-i-sikorski-w-niecodziennej-sytuacji-takich-razem-ich-jeszcze-nie-widzielismy</link><pubDate>Fri, 16 Jan 2026 09:46:17 +0100</pubDate><title>Nawrocki i Sikorski w niecodziennej sytuacji. Takich jeszcze ich nie widzieliśmy</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/7c07fddad88e96befdf24c7b8bb6a899,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Widać było śmiech i wymianę uprzejmości, choć jeszcze niedawno obaj politycy ostro atakowali się w mediach. Karol Nawrocki i Radosław Sikorski usiedli obok siebie podczas spotkania z korpusem dyplomatycznym.

Coroczne spotkanie z szefami misji dyplomatycznych zwykle jest starannie wyreżyserowanym rytuałem protokolarnym. Tym razem największe emocje wzbudziły jednak nie przemówienia, lecz ustawienie krzeseł w pierwszym rzędzie. Po jednej stronie pierwszej damy usiadł prezydent, po drugiej – wicepremier i minister spraw zagranicznych, Radosław Sikorski.

                    
                        
                    
                Kamery zarejestrowały moment, w którym obaj politycy wymieniają uśmiechy i coś do siebie mówią. Nie było widać dystansu ani chłodu, do jakich przyzwyczaiły ich ostatnie publiczne wypowiedzi. Zdjęcia szybko obiegły media społecznościowe, a komentatorzy zaczęli spekulować, czy to zapowiedź politycznego rozejmu, czy tylko krótkotrwały gest na potrzeby dyplomatycznego salonu.
Od ambasadorów po "krótki lont"
Od początku kadencji Karola Nawrockiego relacje między Pałacem a MSZ są napięte. Prezydent otwarcie krytykował działania rządu w polityce zagranicznej, a szef dyplomacji odpowiadał ostrymi komentarzami w sieci. Spór szczególnie wyraźnie widać przy obsadzie kluczowych placówek.
Minister spraw zagranicznych zdecydował się na głęboką wymianę kadry. Do kraju odwołano około 50 ambasadorów, w tym doświadczonych dyplomatów z Waszyngtonu czy Rzymu. Prezydent uznał, że zrobiono to bez rzetelnego uzasadnienia i wstrzymał część nowych nominacji. W wielu państwach polskie interesy reprezentują obecnie charge d’affaires, a nie pełnoprawni ambasadorowie, co w ocenie obu stron nie jest rozwiązaniem docelowym, choć różnią się co do winnych tego stanu.
Na osobny wątek urósł spór o obsadę placówki w Stanach Zjednoczonych. Głowa państwa jasno dała do zrozumienia, że nie zaakceptuje kandydatury Bogdana Klicha. Z kolei ludzie Sikorskiego przypominają, że propozycja kompleksowego rozwiązania kwestii ambasadorów trafiła do Pałacu już jesienią, a przez kolejne tygodnie nie doczekała się odpowiedzi.
Zaproszenie na 26 stycznia. "Prezydent jest gotów do rozmowy"
Sygnał o możliwym przełamaniu impasu wyszedł ze strony Kancelarii Prezydenta. Szef Biura Polityki Międzynarodowej poinformował, że Karol Nawrocki ponownie zaprasza ministra spraw zagranicznych na rozmowę w sprawie nominacji ambasadorskich. Konkretny termin to 26 stycznia, godzina 14.
Prezydencki minister podkreśla, że głowa państwa chce zakończenia przeciągającego się sporu, ale oczekuje od MSZ konkretnych działań. W tle cały czas pozostaje kwestia uzasadnienia dla masowego odwołania dotychczasowych ambasadorów oraz znalezienia kandydatów, którzy będą akceptowalni dla obu ośrodków władzy.
Z wypowiedzi przedstawiciela Pałacu wynika także, że kandydatura Bogdana Klicha w Waszyngtonie jest faktycznie zamkniętym rozdziałem. W ocenie prezydenta trzeba szukać nowej propozycji dla kluczowej placówki i jednocześnie wyjaśnić, dlaczego wcześniejsi ambasadorowie zostali tak szybko ściągnięci do kraju.
Nominacje czekają na podpis od wielu tygodni
Resort spraw zagranicznych natychmiast zareagował na zaproszenie. Rzecznik ministerstwa podkreślił, że MSZ przyjmuje je z przekonaniem i traktuje jako szansę na merytoryczną rozmowę. Jednocześnie przypomniał, że już w październiku szef dyplomacji przesłał prezydentowi szczegółową propozycję rozwiązania problemu, a przez ponad trzy miesiące nie otrzymał odpowiedzi.
Według MSZ na biurku w Pałacu czeka obecnie kilkadziesiąt nominacji, które nie zostały jeszcze podpisane. Zdaniem resortu, dopóki ten proces się nie ruszy, trudno mówić o pełnej sprawności polskiej dyplomacji. Bez ambasadorów w węzłowych stolicach trudniej budować wpływy, reagować na kryzysy i prowadzić długofalową politykę zagraniczną.
Czy to początek rozejmu między Pałacem a MSZ?
Choć zdjęcia z Pałacu pokazują polityków w dobrych humorach, kluczowy test dopiero przed nimi. Spotkanie zaplanowane na koniec stycznia ma odpowiedzieć na pytanie, czy da się wypracować kompromis, który przywróci normalny rytm pracy służby zagranicznej.
Od powodzenia rozmów zależy nie tylko obsada najważniejszych placówek, ale też wiarygodność Polski jako partnera, który potrafi łączyć działania prezydenta i rządu w spójną strategię. Uśmiechy uchwycone przez kamery mogą okazać się pierwszym sygnałem odprężenia. Albo tylko krótkim przerywnikiem w sporze, który na dłużej sparaliżuje polską dyplomację.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/7c07fddad88e96befdf24c7b8bb6a899,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/7c07fddad88e96befdf24c7b8bb6a899,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Uśmiechy w Pałacu Prezydenckim, a za kulisami twardy spór o ambasadorów. Nawrocki zaprasza Sikorskiego na rozmowę 26 stycznia.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/638245,polska-wzywa-ambasadora-iranu-domagamy-sie-konca-represji</guid><link>https://natemat.pl/638245,polska-wzywa-ambasadora-iranu-domagamy-sie-konca-represji</link><pubDate>Fri, 16 Jan 2026 07:52:55 +0100</pubDate><title>Polska wzywa ambasadora Iranu. Domagamy się końca represji</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/6c6e5ce13832d24e86b80d19765f1ea4,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />MSZ wezwało ambasadora Iranu w związku z brutalnie tłumionymi protestami. Polska domaga się zakończenia przemocy wobec demonstrantów.

Po ponad dwóch tygodniach gwałtownych protestów w Iranie polska dyplomacja postanowiła wyraźnie zaznaczyć swoje stanowisko. Do siedziby Ministerstwa Spraw Zagranicznych został wezwany ambasador Islamskiej Republiki Iranu w Polsce, Eisa Kameli. Warszawa nie zamierza przechodzić obojętnie wobec narastającej przemocy wobec demonstrantów.

                    
                        
                    
                Według komunikatu MSZ spotkanie odbyło się w czwartek 15 stycznia. Polscy dyplomaci przedstawili ambasadorowi oficjalną notę, w której wyrazili głębokie zaniepokojenie sposobem, w jaki władze w Teheranie reagują na uliczne wystąpienia. Szczególnie alarmujące są dla Warszawy doniesienia o rosnącej liczbie zabitych i zatrzymanych.
Dyplomatyczne "wezwanie na dywanik"
Wezwanie ambasadora to jedno z najostrzejszych narzędzi w repertuarze dyplomatycznym. W tym przypadku Polska wykorzystała je po to, by podkreślić, że brutalne tłumienie protestów uderza w podstawowe wartości, których sama broniła jeszcze kilkadziesiąt lat temu w czasach PRL.
Resort przypomniał, że z polskiej perspektywy użycie siły wobec pokojowych demonstracji, ograniczanie wolności słowa czy prawa do zrzeszania się jest nie do pogodzenia z zasadami, na których powinno opierać się współczesne państwo. Jak podkreślono, doświadczenia z okresu walki o własną demokrację sprawiają, że Polska jest szczególnie wyczulona na sytuacje, w których władze odpowiadają przemocą na obywatelskie protesty.

                    
                Historyczne więzi i apel o dialog
W komunikacie skierowanym do irańskiego przedstawiciela MSZ odwołało się także do długoletnich relacji łączących oba kraje. Polacy i Irańczycy mają za sobą epizody współpracy i pomocy w trudnych momentach, co sprawia, że dzisiejsza krytyka wybrzmiewa na tle partnerskich, a nie wrogich relacji.
Polska strona zaznaczyła, że właśnie z szacunku do tej historii apeluje do władz Iranu o powstrzymanie sił porządkowych od dalszego użycia przemocy oraz o podjęcie rozmów z protestującymi. Warszawa podkreśla, że jedynie dialog i polityczne rozwiązania mogą trwale wyciszyć napięcia, a krwawe pacyfikowanie protestów prowadzi jedynie do pogłębiania kryzysu.
Polska dyplomacja chce międzynarodowej reakcji
Polska, podkreślając znaczenie wolności obywatelskich, staje w jednym szeregu z państwami domagającymi się powstrzymania represji i rzetelnego wyjaśnienia przypadków użycia broni wobec demonstrantów. Choć MSZ nie informuje o kolejnych krokach, można spodziewać się, że Warszawa będzie śledzić rozwój sytuacji w Iranie i podnosić ten temat na forach międzynarodowych. Dla polskiej dyplomacji jest to okazja, by przypomnieć, że prawa człowieka pozostają jednym z najważniejszych punktów odniesienia w jej polityce zagranicznej.
Przypomnijmy, że kilka dni temu polskie MSZ wydało oficjalny komunikat, w którym zaleca obywatelom opuszczenie terytorium Iranu. Podobny ruch wykonały USA, które jednocześnie przyznają, że na stole leżą "bardzo mocne opcje". Sytuacja w Iranie jest obecnie bardzo napięta.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/6c6e5ce13832d24e86b80d19765f1ea4,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/6c6e5ce13832d24e86b80d19765f1ea4,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Historyczne doświadczenia Polski stają się tłem dla krytyki działań władz Iranu.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/638164,nawrocki-wrocil-z-londynu-w-sieci-nadal-ubaw-za-chwile-beda-memy-jak-z-duda</guid><link>https://natemat.pl/638164,nawrocki-wrocil-z-londynu-w-sieci-nadal-ubaw-za-chwile-beda-memy-jak-z-duda</link><pubDate>Thu, 15 Jan 2026 19:35:43 +0100</pubDate><title>Nawrocki wrócił z Londynu, w sieci nadal ubaw. Za chwilę będą memy jak z Dudą</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/537be549ef93f6cc690129f8bc552a21,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Karol Nawrocki wrócił już z Wielkiej Brytanii, gdzie spotkał się z premierem Keirem Starmerem. W mediach społecznościowych wciąż jest jednak głośno o jego wizycie w Londynie. Chodzi konkretnie o nagranie z Downing Street. Internauci są bezlitośni – piszą, że polski prezydent opuścił budynek "jak kurier, który przyniósł pralkę do domu".

Karol Nawrocki zakończył dwudniową wizytę w Wielkiej Brytanii. Podczas rozmów z brytyjskim premierem Keirem Starmerem omawiano kluczowe kwestie, w tym współpracę wojskową. W Londynie polski prezydent pochwalił się także sukcesami kraju. – Zwróciłem się do pana premiera, aby przyjrzał się temu wielkiemu sukcesowi gospodarczemu Polaków po roku 1989 i nie zapomniał o Polsce w przyszłym roku, gdy G20 będzie organizowane przez Wielką Brytanię – mówił.
Internet kpi z Karola Nawrockiego. Chodzi o "pożegnanie" na Downing Street
Nawrocki wrócił już do kraju, jednak echa tej wizyty nie milkną w mediach społecznościowych. Chodzi o nagranie z momentu, kiedy polski prezydent opuszcza Downing Street. Zdaniem internautów Nawrockiego dość dziwnie potraktowano przy drzwiach siedziby brytyjskiego premiera. I zwracają uwagę, że na przykład w grudniu Wołodymyra Zełenskiego gospodarz Downing Street 10 odprowadził aż do samochodu, ale już za Nawrockim po prostu zatrzaśnięto drzwi.
"Po wpadce z kibolami i wyznaniu, że jest jednym z nich, wpadka kolejna, bo proszę Państwa, to wiele mówi, gdy gospodarz Downing Street nie odprowadza swojego gościa, tylko cicho zamyka za nim drzwi. To jest symbol, mówiący tysiąc słów" – napisała jedna z użytkowniczek X, autorka nagrania, na którym widać pożegnanie Zełenskiego w grudniu i Nawrockiego w styczniu.

                    
                        
                    
                Dodajmy, że wymownych obrazków z "pożegnania" polskiego prezydenta krąży w mediach społecznościowych więcej. Równie wymowna w tym kontekście była reakcja samego Nawrockiego, który przed oczekującymi dziennikarzami powiedział, że "na konferencji prasowej nie będziemy sami". Chodzi o słynnego kota Larry'ego, który wymknął się z budynku, kiedy Nawrocki z niego wychodził. 

                    
                        
                    
                "Przyniósł lodówkę i po robocie. Odprowadzałeś kiedyś kuriera?", "Jak w domu –  odprowadzasz do drzwi ludzi, których szanujesz", "Lekko oszołomiony wyszedł, chyba tematu nie ogarnął", "To nie cieszy Polaków, tylko smuci, że drzwi zamykają się natychmiast. Każdy sam niech ocenia sytuację", "Fajnie, że pan wpadł. Toaleta na prawo. Trafi pan sam do drzwi. No, to miłego pobytu, PA." – kwitują, dość gorzko, internauci.
Nawrocki w BBC skrytykował Unię Europejską
Jak pisaliśmy w naTemat.pl, podczas wizyty w Londynie Karol Nawrocki rozmawiał z BBC Radio 4. Podkreślał, że Donald Trump jest jedynym przywódcą, który jest w stanie powstrzymać Władimira Putina i zapewnić bezpieczeństwo Europie. Odniósł się także do incydentów na polskiej granicy, współpracy z Wielką Brytanią oraz wyzwań stojących przed Unią Europejską. Choć tu nie zabrakło przytyków pod adresem Brukseli.
Nawrocki zarzucił europejskim liderom, że "zaangażowali się w nie tak istotne sprawy, w kwestie ideologiczne, takie jak Zielony Ład, polityka klimatyczna, kwestie migracyjne". Jego zdaniem Europa przez lata nie budowała odporności i bezpieczeństwa. 
– Unia została stworzona na innych fundamentach, a dzisiaj idzie w zupełnie innym kierunku. W Polsce najważniejsza jest konstytucja Rzeczpospolitej Polskiej. I tak – jestem krytyczny, jeśli Unia chce zmieniać polski system, polski ustrój, jeśli chce mówić Polakom, co mają jeść, a czego nie, jeśli Unia podpisuje umowę z krajami Mercosur, niszcząc polskie rolnictwo – stwierdził.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/537be549ef93f6cc690129f8bc552a21,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/537be549ef93f6cc690129f8bc552a21,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Karol Nawrocki był w Londynie. W sieci wrze</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/638185,zwrot-ws-posiedzenia-aresztowego-ziobry-jego-obroncy-ida-na-calosc</guid><link>https://natemat.pl/638185,zwrot-ws-posiedzenia-aresztowego-ziobry-jego-obroncy-ida-na-calosc</link><pubDate>Thu, 15 Jan 2026 17:03:14 +0100</pubDate><title>Zwrot ws. posiedzenia aresztowego Ziobry. Jego obrońcy idą na całość</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/6f77df29a46b2e541769fe03456373c3,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa podjął decyzję o odroczeniu posiedzenia aresztowego Zbigniewa Ziobry. W tle chodzi o wniosek złożony przez obrońców byłego ministra. Sprawa wróci na wokandę dopiero w lutym.

W czwartek 15 stycznia miało się odbyć posiedzenie aresztowe w sprawie byłego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry. Już wcześniej raz je przełożono – przez omyłkowe niedołączenie materiałów niejawnych. Teraz pojawił się kolejny wątek.
Kulisy odroczenia posiedzenia aresztowego ws. Ziobry
Obrońcy Ziobry złożyli wniosek o wyłączenie sędzi, bo – jak twierdzą – istnieją poważne wątpliwości co do jej bezstronności. Mec. Bartosz Lewandowski wspomniał m.in. o "przynależności sędzi do Stowarzyszenia Sędziów Iustitia i jednoznacznie deklarowanego przez nią stanowiska w kwestii kierunków politycznych". Dodajmy, że sprawą Zbigniewa Ziobry zajmuje się sędzia Agnieszka Prokopowicz.
Ten wniosek stał się więc powodem, dla którego posiedzenie odroczono do 5 lutego. Głos przed dziennikarzami zabrał także prok. Piotr Woźniak. Ocenił, że decyzja sądu z formalnego punktu widzenia jest słuszna – taki wniosek musi zostać rozpoznany. Jednocześnie sam oponował w kwestii wyłączenia sędzi.
Ziobro z azylem, prokuratura chce mu postawić 26 zarzutów
Prokuratura chce aresztować Ziobrę i postawić mu 26 zarzutów, w których mowa m.in. o ustawianiu konkursów na wielomilionowe dotacje z Funduszu Sprawiedliwości za rządów PiS. Na początku listopada 2025 roku Sejm uchylił byłemu ministrowi immunitet oraz wyraził zgodę na jego zatrzymanie i tymczasowe aresztowanie.
Ziobro w międzyczasie wyjechał do Budapesztu. O tym, że dostał tam azyl polityczny, dowiedzieliśmy się oficjalnie 12 stycznia.
Ale, jak wygadał się sam wiceprezes Prawa i Sprawiedliwości, sprawa była już "klepnięta" w grudniu ubiegłego roku. Co więcej, wyszło też na jaw, że tym samym okresie węgierskie władze tak zmieniły przepisy, aby uniemożliwić wykonanie Europejskiego Nakazu Aresztowania wobec "uchodźców politycznych" zbiegłych nad Balaton.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/6f77df29a46b2e541769fe03456373c3,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/6f77df29a46b2e541769fe03456373c3,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Zwrot ws. posiedzenia aresztowego Ziobry.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/638149,donald-tusk-znow-o-azylu-zbigniewa-ziobry-pretem-po-wegierskiej-klatce</guid><link>https://natemat.pl/638149,donald-tusk-znow-o-azylu-zbigniewa-ziobry-pretem-po-wegierskiej-klatce</link><pubDate>Thu, 15 Jan 2026 14:48:34 +0100</pubDate><title>Donald Tusk znów o azylu Zbigniewa Ziobry. Prętem po węgierskiej klatce</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/4a26c44b3cb94bbb3d529fed15c2d190,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Złota klatka, w której Viktor Orbán chroni przed polskimi organami ścigania Zbigniewa Ziobrę, musiała dziś zabrzmieć niczym harfa. Kolejny już raz prętem po niej postanowił bowiem przejechać premier Donald Tusk. Zbiegłego na Węgry byłego ministra sprawiedliwości porównał on z osławionym ucieczką na Białoruś Tomaszem Szmydtem.

Jak wielokrotnie informowaliśmy w naTemat.pl, Zbigniew Ziobro już oficjalnie cieszy się azylem politycznym na Węgrzech. Choć rząd Viktora Orbána instytucje Unii Europejskiej poinformował o tym dopiero niedawno, sam wiceprezes Prawa i Sprawiedliwości wygadał się, że odpowiedni madziarski glejt dostał już w grudniu ubiegłego roku.
Co więcej, ujawniono, iż w tym samym okresie węgierskie władze tak zmieniły przepisy, aby uniemożliwić wykonanie Europejskiego Nakazu Aresztowania wobec "uchodźców politycznych" zbiegłych nad Balaton. Teraz zaś budapesztańskie media spekulują, że Orbánowi na Ziobrze zależy tak bardzo, iż załatwi polskiemu koledze ciepłą posadę na Węgrzech. Dzięki temu rodzina Ziobrów nie straci środków do życia, jeśli marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty znajdzie sposób na pozbawienie nieobecnego w Sejmie posła uposażenia.

                    
                A co na to wszystko Donald Tusk? Premier o opinię na temat azylu Zbigniewa Ziobry na Węgrzech został zapytany podczas czwartkowej konferencji prasowej.
Tusk o Ziobrze na Węgrzech: Nie różni się od azylu Szmydta na Białorusi
– Nie ulega wątpliwości, że decyzja pana Ziobry o ucieczce wraz z małżonką i skorzystanie z azylu politycznego na Węgrzech jest w tym sensie takim ludzkim, moralnym, nieformalnym przyznaniem się do winy – ocenił Donald Tusk.
Szef rządu zauważył, że Ziobro "zdecydował się na azyl polityczny, mimo że zgodnie ze wszystkimi zasadami – w tym jednoznaczną opinią UE w tej sprawie – Polska nie jest krajem, gdzie jest zagrożona praworządność". Zdaniem Tuska, w państwie pod jego rządami nikt nie może czuć się zagrożony ze względu na zły stan praworządności. 
– Polska jest uznawana – tak jak wszystkie pozostałe kraje UE – jako tzw. kraj bezpieczny. A więc taki kraj, z którego nikt nie ma powodu uciekać i prosić o azyl polityczny. Jest tylko jeden kraj w Unii Europejskiej, przeciwko któremu toczy się postępowanie związane z łamaniem praworządności i to są Węgry – podkreślił premier.
Po czym zabrał się za wytaczanie przeciwko Zbigniewowi Ziobrze najcięższego kalibru działa... – Tak naprawdę azyl polityczny pana Ziobry niczym się nie różni od azylu politycznego jego protegowanego pana Szmydta w Białorusi. To jest dokładnie ten sam mechanizm i de facto te same powody – oznajmił Tusk.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/4a26c44b3cb94bbb3d529fed15c2d190,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/4a26c44b3cb94bbb3d529fed15c2d190,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Donald Tusk ponownie skomentował azyl Zbigniewa Ziobry na Węgrzech.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/638140,tusk-ujawnil-kulisy-ataku-na-energetyke-pol-miliona-polakow-bylo-zagrozonych</guid><link>https://natemat.pl/638140,tusk-ujawnil-kulisy-ataku-na-energetyke-pol-miliona-polakow-bylo-zagrozonych</link><pubDate>Thu, 15 Jan 2026 13:26:06 +0100</pubDate><title>Tusk ujawnił kulisy ataku na energetykę. Pół miliona Polaków było zagrożonych</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/ea2cd0b87e2fec77b2a7401c1aeb1789,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Podczas czwartkowej konferencji prasowej premier Donald Tusk skomentował sprawę nieudanego ataku cybernetycznego na infrastrukturę energetyczną. Szef rządu podkreślił, że "Polska obroniła się przed próbami destabilizacji". Do 500 tys. osób mogło zostać pozbawionych ciepła w zimę, gdyby atak się powiódł.

Minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski i minister energii Miłosz Motyka potwierdzili, że pod koniec 2025 roku doszło do próby ataku cybernetycznego na polską infrastrukturę energetyczną. Wszystko wskazuje na to, że mogli stać za tym Rosjanie.
Sprawcy chcieli zakłócić komunikację między instalacjami wytwórczymi a operatorami sieci. Obiektem ataku była jedna elektrociepłownia oraz wiele pojedynczych źródeł OZE w całym kraju.
Donald Tusk o próbie ataku na polską infrastrukturę energetyczną. "Nie możemy lekceważyć sygnałów"
Po spotkaniu z szefami resortów odpowiadających za bezpieczeństwo energetyczne Donald Tusk zorganizował konferencję prasową, podczas której zabrał głos w sprawie niedoszłej próby destabilizacji kraju. – Pod koniec 2025 roku doszło do cyberataków na infrastrukturę energetyczną. Polska obroniła się – zaczął premier.

                    
                Szef polskiego rządku zaznaczył, że infrastruktura krytyczna nie była "ani przez chwilę" zagrożona. – Nie groził nam blackout. Zaatakowano punktowo niektóre miejsca, w tym m.in. dwie elektrociepłownie. Ataki były wymierzone w system, który umożliwia zarządzaniem prądem pochodzącym z OZE – oznajmił.
Tuks dodał, że Polska nie może lekceważyć takich sygnałów. Wspomniał również o Rosji.  – Nie ma twardych dowodów, ale wiele na to wskazuje, że te ataki były przygotowane przez grupy związane z rosyjskimi służbami – wyjaśnił.
– Gdyby ten atak się powiódł, to nawet do 500 tysięcy ludzi byłoby pozbawionych ciepła – skwitował premier.
Przypomnijmy, że z blackoutem musieli się ostatnio zmierzyć mieszkańcy jednej z dzielnic w Berlinie. Na początku stycznia bieżącego roku w Steglitz-Zehlendorf doszło do ataku na sieć energetyczną. W wyniku podpalenia mostu kablowego bez prądu znalazło się ok. 45 tys. gospodarstw domowych (łącznie ok. 100 tys. obywateli).

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/ea2cd0b87e2fec77b2a7401c1aeb1789,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/ea2cd0b87e2fec77b2a7401c1aeb1789,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Donald Tusk zabrał głos ws. nieudanego ataku cybernetycznego na polską infrastrukturę energetyczną</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/638110,nawrocki-pochwalony-za-wetowanie-interesy-usa-uratowane-ambasador-dziekuje</guid><link>https://natemat.pl/638110,nawrocki-pochwalony-za-wetowanie-interesy-usa-uratowane-ambasador-dziekuje</link><pubDate>Thu, 15 Jan 2026 10:30:19 +0100</pubDate><title>Nawrocki pochwalony za wetowanie. Interesy USA uratowane, ambasador dziękuje</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/5da550b3652680d7ea6255858d2bcb83,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Ambasador USA w Polsce Tom Rose publicznie pochwalił weto prezydenta Karola Nawrockiego wobec ustawy wdrażającej unijny Akt o usługach cyfrowych. Nazwał ją "karną" i "antyamerykańską", a Polskę krajem, który wygra, jeśli postawi na budowanie własnych technologii zamiast ślepej zgodności z przepisami z Brukseli.

Wpis Toma Rose’a na platformie X był jasnym sygnałem, po której stronie w sporze o cyfrową ustawę stają Stany Zjednoczone. Amerykański ambasador stwierdził, że prezydent Karol Nawrocki "zasługuje na wielkie uznanie" za zawetowanie polskiej ustawy o usługach cyfrowych, wzmacniającej egzekwowanie unijnego DSA.

                    
                        
                    
                Zdaniem Rose’a ten pakiet przepisów miałby działać jak hamulec dla rozwoju – dusić innowacje, karać za sukces i budować wysokie bariery dla nowych firm technologicznych. W jego narracji Polska stoi przed wyborem: albo stać się "strefą zgodności" dla cudzych technologii, albo krajem, który sam buduje i eksportuje własne rozwiązania cyfrowe.
To wsparcie zza oceanu idealnie wpisało się w linię argumentacji Pałacu Prezydenckiego, który od początku przedstawia ustawę nie jako tarczę ochronną, lecz ryzykowne narzędzie administracyjnej cenzury.
Co zablokowało weto? Ustawa o usługach cyfrowych w polskiej wersji
Zawetowana przez prezydenta nowelizacja ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną nie tworzyła unijnego DSA od zera. Miała jedynie "przetłumaczyć" europejskie przepisy na polskie realia. Chodziło o to, by państwo miało jasno opisane procedury, kiedy i jak może domagać się zablokowania treści w sieci, a użytkownicy – jak mogą się od takich decyzji odwołać.
Projekt określał katalog 27 kategorii czynów zabronionych, z którymi wiązał się najsilniejszy środek – nakaz blokady. Wśród nich były groźby karalne, treści pedofilskie, zachęcanie do samobójstwa, nawoływanie do nienawiści na tle narodowościowym, etnicznym czy religijnym, propaganda ideologii totalitarnych, a także ogłoszenia służące nielegalnemu obrotowi towarami i usługami czy łamiące prawa autorskie.
Ustawa zakładała, że wniosek o blokadę mogłyby składać uprawnione służby – prokuratura, policja, KAS, straż graniczna – ale także sami użytkownicy, jeśli czują się ofiarami przestępstwa lub widzą w sieci szczególnie szkodliwe treści. Decyzje mieli podejmować prezesi UKE i KRRiT, a regulator telekomunikacyjny w niektórych przypadkach mógłby nakazywać nawet odblokowanie treści usuniętych przez platformy "na wszelki wypadek".
Autor podejrzanej treści otrzymywałby powiadomienie, miałby 2 dni na przedstawienie swojego stanowiska, a od decyzji przysługiwałby sprzeciw do sądu w terminie 14 dni. To właśnie ten element – krótki czas na reakcję w starciu z państwowym aparatem – prezydent wskazał jako szczególnie niebezpieczny.
Prezydent Nawrocki kontra "Ministerstwo Prawdy"
W swoim wystąpieniu Karol Nawrocki przyznał, że internet jest bardzo dużym zagrożeniem, zwłaszcza dla dzieci, ale uznał, że proponowane rozwiązania idą zdecydowanie za daleko. W jego ocenie projekt budował mechanizm, w którym urzędnik, zależny od rządu, dostaje prawo decydowania, co jest dopuszczalnym głosem w debacie publicznej, a co ma zniknąć z sieci.
Prezydent sięgnął po literacką metaforę – "Rok 1984" George’a Orwella – i porównał konstrukcję ustawy do Ministerstwa Prawdy, w którym władza rozstrzyga, co jest faktem, a co "nieprawomyślną" opinią. Zwrócił uwagę, że zwykły użytkownik, który nie zgadza się z decyzją urzędnika, musiałby w ciągu 14 dni złożyć sprzeciw do sądu. W praktyce, przy natłoku spraw i skomplikowanych procedurach, dla wielu osób mogłoby to być niewykonalne.
Konkluzja głowy państwa była jednoznaczna: nie podpisze ustawy, która w jego ocenie wprowadza administracyjną cenzurę zamiast wzmacniać realną kontrolę sądową. Weto z 9 stycznia zatrzymało cały mechanizm na etapie krajowym – unijne DSA formalnie obowiązuje, ale polskie narzędzia do jego egzekwowania zostały wstrzymane.
Rząd i eksperci ostrzegają: bez nowych narzędzi przestępcom jest łatwiej
Zanim prezydent ogłosił swoją decyzję, o podpisanie ustawy apelowali specjaliści od bezpieczeństwa cyfrowego i organizacje zajmujące się ochroną dzieci. Wskazywali, że bez jasnych procedur, takich jak opisane w nowelizacji, państwo ma ograniczone możliwości reagowania na najbardziej drastyczne treści – od materiałów pedofilskich, przez zachęcanie do samobójstw, po brutalny hejt i zorganizowane kampanie dezinformacyjne.
Po wecie ton rządu stał się zdecydowanie ostrzejszy. Wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski stwierdził, że głowa państwa "zawetowała bezpieczeństwo w internecie", wystawiając polskie dzieci na większe ryzyko ze strony internetowych drapieżców.

                    
                        
                    
                W rządowej narracji ustawa miała przede wszystkim wzmacniać prawa użytkowników wobec platform – wymuszać przejrzystość algorytmów, ułatwiać zgłaszanie łamiących prawo treści i zmuszać globalne koncerny do realnej współpracy z polskimi instytucjami.
Bez tych narzędzi, argumentują zwolennicy nowelizacji, walka z hejtem, oszustwami, scamami finansowymi czy rosyjską propagandą będzie wolniejsza, mniej skuteczna i w większym stopniu zależna od dobrej woli samych platform.
Między Brukselą a Waszyngtonem. Gdzie leży interes Polski?
Wpis Toma Rose’a pokazuje geopolityczny wymiar sporu o cyfrową ustawę. Amerykański ambasador nie tylko bronił decyzji prezydenta, ale też jednoznacznie skrytykował unijne podejście, nazywając DSA pakietem "karnym" i "antyamerykańskim".
To dobrze współgra z interesami amerykańskich gigantów technologicznych, którzy od lat patrzą na europejskie regulacje z rosnącą nieufnością. Bruksela buduje system, w którym to platformy mają ponosić większą odpowiedzialność za to, co dzieje się w sieci. Waszyngton – przynajmniej na poziomie części elit politycznych i biznesowych – obawia się, że taki model stanie się wzorcem dla kolejnych państw i osłabi globalną pozycję firm z USA.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/5da550b3652680d7ea6255858d2bcb83,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/5da550b3652680d7ea6255858d2bcb83,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">USA po stronie prezydenckiego weta DSA, Bruksela czeka, rząd alarmuje.</media:title></media:content></item>
		
	</channel>
</rss>
