<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" version="2.0" xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom">
	<channel>
		<title><![CDATA[naTemat.pl - Polityka zagraniczna]]></title>
		<description><![CDATA[Najnowsze artykuły i wpisy blogerów w kategorii Polityka zagraniczna w naTemat.pl]]></description>
		<link>https://natemat.pl/c/550,polityka-zagraniczna</link>
				<generator>natemat.pl</generator>
		<atom:link href="https://natemat.pl/rss/kategoria,550,polityka-zagraniczna" rel="self" type="application/rss+xml" />
		<atom:link rel="hub" href="https://pubsubhubbub.appspot.com/" xmlns="http://www.w3.org/2005/Atom" />
			<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/638773,swiat-oszalal-po-przemowie-premiera-kanady-w-davos-brzmiala-jak-list-do-trumpa</guid><link>https://natemat.pl/638773,swiat-oszalal-po-przemowie-premiera-kanady-w-davos-brzmiala-jak-list-do-trumpa</link><pubDate>Wed, 21 Jan 2026 11:16:46 +0100</pubDate><title>Świat oszalał po przemowie premiera Kanady w Davos. Brzmiała jak list do Trumpa</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/d1f0e1fd3c4c0031fbbf3a333cbcdd75,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Premier Kanady ogłosił w Davos koniec starego porządku świata. Przemówienie Marka Carneya dosłownie rozpala w sieci dyskusje o roli państw średniej wielkości. W komentarzach wybijają się głosy, że Carney wytłumaczył Donaldowi Trumpowi i innym przywódcom, że czasy bezkarnej hegemonii się kończą.

Mark Carney wykorzystał scenę w Davos, by wprost powiedzieć to, o czym wielu przywódców woli milczeć: stary, oparty na zasadach porządek świata się sypie, a rywalizacja mocarstw wchodzi w nową fazę. Premier Kanady przedstawił swoją receptę na epokę "świata fortec", a sieć natychmiast podchwyciła jego wystąpienie – fragmenty przemówienia viralowo krążą po X, a komentatorzy piszą o "mowie, która się wpisze na karty historii".
Mark Carney w Davos ostro o rywalizacji mocarstw i "świecie fortec"
W Davos Carney zaczął od stwierdzenia, że opowieść o "porządku międzynarodowym opartym na zasadach" w dużej mierze się wyczerpała. Przez lata kraje średniej wielkości korzystały z jego stabilności, choć widziały, że najsilniejsi mogą dowolnie naginać reguły. Dziś pęknięcie jest już oczywiste: integracja gospodarcza stała się narzędziem przymusu, cła i systemy finansowe służą wywieraniu presji, a łańcuchy dostaw zamieniają się w dźwignie nacisku. Odwołując się do eseju Václava Havla, kanadyjski premier apelował, by państwa przestały udawać, że wierzą w fikcję, i "ściągnęły szyldy z okien".

                    
                Głównym adresatem tego apelu są właśnie takie państwa jak Kanada. Carney ostrzegł, że jeśli każde z nich będzie budować własną "fortecę", świat stanie się biedniejszy i bardziej kruchy, ale jednocześnie przyznał, że bez minimalnego poziomu samowystarczalności – w energii, żywności, surowcach, technologiach i obronie – nie ma mowy o prawdziwej suwerenności. Jego propozycja to współdzielona odporność: państwa średniej wielkości mają działać razem, siadając przy globalnym stole jako partnerzy, a nie "danie w menu" wielkich graczy.
Kanada ma to robić w ramach doktryny "realizmu opartego na wartościach". W praktyce oznacza to twarde stąpanie po ziemi przy jednoczesnym trzymaniu się takich zasad jak nienaruszalność granic czy prawa człowieka. Carney wskazał szereg konkretnych kroków: przyspieszone inwestycje w energetykę, sztuczną inteligencję i kluczowe minerały, wzrost wydatków na obronność, wzmacnianie krajowego przemysłu oraz nowe pakiety umów handlowych i bezpieczeństwa, przy równoczesnym wsparciu dla Ukrainy i jednoznacznym opowiedzeniu się po stronie Grenlandii i Danii w sporach o przyszłość Arktyki.

                    
                Sieć zachwytów i krytyki. Jak internet przyjął wystąpienie Carneya?
Wystąpienie premiera Kanady błyskawicznie trafiło do sieci. Fragmenty przemówienia, grafiki z kluczowymi zdaniami i krótkie wideo z Davos zaczęły krążyć po X jeszcze w trakcie forum. Powstała cała mozaika reakcji – od entuzjazmu po ostrożny sceptycyzm.
Jedna z komentujących, użytkowniczka Marlene Robertson, napisała, że w "najbardziej elegancki sposób, jaki się da", Carney wytłumaczył Donaldowi Trumpowi i innym przywódcom, że czasy bezkarnej hegemonii się kończą.

                    
                        
                    
                Inni zwracali uwagę na rzadko spotykaną szczerość w ocenie zachodnich iluzji dotyczących "ładu opartego na zasadach" – pisarz Trita Parsi określił poziom tej otwartości jako coś, czego "nie spodziewał się usłyszeć od lidera z Zachodu".

                    
                        
                    
                Głos zabrał także sam premier. Na swoim profilu podsumował przemówienie krótkim opisem, że w epoce rywalizacji wielkich potęg Kanada "wybiera bycie jednocześnie zasadniczym oraz pragmatycznym". Dodał, że reprezentowany przez niego kraj "będzie nazywać rzeczy po imieniu". Ten wpis szybko stał się jednym z najczęściej udostępnianych materiałów związanych z Davos.

                    
                        
                    
                Brytyjska dziennikarka śledcza Carole Cadwalladr określiła mowę Carneya jako "wystąpienie, które trafi do podręczników historii", choć zastrzegła, że jest to bardziej mroczne podsumowanie epoki niż powód do triumfu. W podobnym tonie brzmiały liczne komentarze: z jednej strony zachwyt klarowną diagnozą, z drugiej – świadomość, że opisany "świat fortec" to raczej ostrzeżenie niż wizja, którą można łatwo odwrócić.

                    
                        
                    
                Nie zabrakło też ostrej krytyki. Jeden z użytkowników X stwierdził, że Carney jest "błyszczącą twarzą 20 lat kanadyjskiego upadku" – od słabych granic, przez wydrążony przemysł i zależność od przeciwników, po moralne popisy zamiast realnej siły. Jego zdaniem mówienie pięknych słów przy jednoczesnym "robieniu interesów z wrogami" to nie przejaw inteligencji, lecz poddanie się, a Kanada myli dziś "brzmienie mądrze" z byciem naprawdę silnym.

                    
                        
                    
                Dlaczego to przemówienie tak rezonuje?
Skąd tak silna reakcja na wystąpienie premiera kraju, który zwykle kojarzy się z łagodnym tonem dyplomacji, a nie z mocnymi geopolitycznymi tezami? Carney nazwał głośno to, co wielu obserwatorów formułuje półsłówkami od lat: globalny system, w którym średnie państwa mogły czuć się względnie bezpieczne pod parasolem "zasad", przestał działać. 
Premier Kanady nie ograniczył się do narzekania na mocarstwa, ale zaproponował narrację, w której kraje średniej wielkości nie są jedynie widzami wielkiej gry, lecz graczami mającymi własną sprawczość – o ile nauczą się budować wspólny front.
Mowa Carneya trafiła w moment, w którym świat mierzy się równocześnie z wojnami, napięciami handlowymi, kryzysami energetycznymi i technologicznymi wyzwaniami związanymi ze sztuczną inteligencją, a Trump coraz bardziej miesza w polityce międzynarodowej. I przemówienie premiera Kanady w tym kontekście brzmiało jak list do prezydenta USA. 

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/d1f0e1fd3c4c0031fbbf3a333cbcdd75,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/d1f0e1fd3c4c0031fbbf3a333cbcdd75,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Mark Carney w Davos ostro o rywalizacji mocarstw i &quot;świecie fortec&quot;</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/638755,awaria-air-force-one-bylo-blisko-a-trump-nie-pojawilby-sie-w-davos</guid><link>https://natemat.pl/638755,awaria-air-force-one-bylo-blisko-a-trump-nie-pojawilby-sie-w-davos</link><pubDate>Wed, 21 Jan 2026 08:49:25 +0100</pubDate><title>Awaria Air Force One. Było blisko, a Trump nie pojawiłby się w Davos</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/788c638e9eb82c420516565bae624216,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Samolot Air Force One z prezydentem Donaldem Trumpem na pokładzie musiał przerwać lot do Europy i wrócić do bazy pod Waszyngtonem. O mały włos, a prezydent USA nie doleciałby do Davos.

Samolot wystartował w kierunku Szwajcarii we wtorek wieczorem czasu lokalnego. Kurs miał prowadzić z bazy Joint Base Andrews pod Waszyngtonem prosto do Europy, gdzie Donald Trump ma wystąpić na Światowym Forum Ekonomicznym. Lot nie potrwał jednak długo. 
Krótko po starcie załoga odnotowała problem techniczny i zdecydowała się przerwać rejs. Maszyna zawróciła nad Atlantykiem w rejonie Montauk, na wschodnim krańcu stanu Nowy Jork, a następnie obrała kurs z powrotem na bazę macierzystą. Tam Air Force One bezpiecznie wylądował we wczesnych godzinach nocnych. Władze USA podkreślają, że decyzja o powrocie była podyktowana zasadą maksymalnej ostrożności.
Co wiemy o usterce na pokładzie Air Force One?
Rzeczniczka Białego Domu przekazała, że załoga zidentyfikowała problem z elektroniką na pokładzie Air Force One. Opisywany jest on jako "niewielki", ale wystarczająco poważny, by nie ryzykować kontynuowania wielogodzinnego lotu transatlantyckiego.
Według oficjalnych informacji w kabinie przestała działać prawidłowo część oświetlenia, co wskazywało na kłopoty z instalacją elektryczną. W takiej sytuacji procedury bezpieczeństwa są jednoznaczne – samolot wraca do najbliższego odpowiednio przygotowanego lotniska, gdzie można dokładnie sprawdzić systemy pokładowe.
Nie ma informacji, by w trakcie zdarzenia występowało bezpośrednie zagrożenie dla życia pasażerów czy członków załogi. Lot zakończył się standardowym lądowaniem.
Trump przesiadł się do innego samolotu
Po powrocie do bazy zapadła szybka decyzja o wykorzystaniu samolotu rezerwowego. Flota prezydencka obejmuje nie tylko dwa zmodyfikowane Boeingi 747, ale także mniejsze Boeingi 757, które mogą w razie potrzeby przejąć zadania Air Force One.
Zaraz po lądowaniu rozpoczęto przygotowania do kolejnego startu. Prezydent wraz ze swoim sztabem przeniósł się do innej maszyny, aby mimo opóźnienia dotrzeć na forum w Davos. Choć dokładna godzina przylotu stała się niepewna, Biały Dom utrzymuje, że Trump wciąż ma wziąć udział zarówno w głównym wystąpieniu (ok. 14:30 czasu polskiego), jak i w zaplanowanych spotkaniach z przywódcami innych państw.
Światowe Forum Ekonomiczne w Davos to jedna z najważniejszych scen polityczno-gospodarczych na świecie. Dla Trumpa tegoroczny wyjazd ma dodatkowy ciężar, bo w programie zaplanowano jego przemówienie oraz rozmowy dotyczące bezpieczeństwa Europy, relacji transatlantyckich i sporów handlowych. Rozmowy zejdą najprawdopodobniej także na sporną kwestię dotyczącą Grenlandii.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/788c638e9eb82c420516565bae624216,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/788c638e9eb82c420516565bae624216,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Awaria na pokładzie Air Force One opóźniła wylot Donalda Trumpa na Światowe Forum Ekonomiczne w Davos.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/638737,dramatyczny-apel-zelenskiego-jego-slowa-pokazuja-jaki-terror-urzadza-rosja</guid><link>https://natemat.pl/638737,dramatyczny-apel-zelenskiego-jego-slowa-pokazuja-jaki-terror-urzadza-rosja</link><pubDate>Tue, 20 Jan 2026 22:02:33 +0100</pubDate><title>Dramatyczny apel Zełenskiego. Jego słowa pokazują, jaki terror urządza Rosja</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/e610ad58b1759d22a4845fb8648d58c6,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Wołodymyr Zełenski wydał oświadczenie, w którym wezwał urzędników i spółki do pozostania na terenie Ukrainy w celu pomocy w zażegnaniu kryzysu, jaki spowodowały ostatnie ataki Rosji. W samym Kijowie ponad milion obywateli nie ma prądu, a mnóstwo domostw pozostaje bez ogrzewania.

W nocy z poniedziałku na wtorek (19-20 stycznia) Rosja przeprowadziła kolejny zmasowany atak na Kijów, doprowadzając do poważnych problemów z dostępem do wody, elektryczności i ogrzewania. Celem rosyjskich dronów były również m.in. obwód winnicki, dniepropetrowski i odeski, aczkolwiek sam Wołodymyr Zełenski zasugerował w swoim ostatnim oświadczeniu, że sytuacja w stolicy jest obecnie najtrudniejsza.
Przypomnijmy, że blisko 600 tys. mieszkańców opuściło miasto po tym, jak 9 stycznia mer Witalij Kliczko zwrócił się do kijowian z prośbą o tymczasową ewakuację po serii ataków dronami i rakietami. Dodajmy, że tej zimy temperatury potrafią tam osiągnąć nawet 20 stopni Celsjusza na minusie.
Wołodymyr Zełenski apeluje do Ukraińców ws. kryzysu energetycznego
Wołodymyr Zełenski zaapelował do urzędników i kierowników spółek państwowych oraz energetycznych z prośbą o pozostanie w Ukrainie i współpracę w celu jak najszybszego zakończenia kryzysu energetycznego, który terroryzuje kraj.
"Zorganizowałem specjalną telekonferencję koordynacyjną w sprawie energii. Obecni byli wszyscy urzędnicy państwowi zaangażowani w działania odbudowy, władze regionalne, wojsko oraz przedstawiciele sektora energetycznego. We wszystkich regionach dotkniętych rosyjskimi atakami prace naprawcze już się rozpoczęły" – napisał we wtorek na portalu X prezydent Ukrainy.

                    
                        
                    
                W komunikatorze Telegram stwierdził, że urzędnicy państwowi "muszą przedstawić nietypowe propozycje, które będą chronić życie". "Należy skierować wszystkie siły w celu złagodzenia tej sytuacji" – dodał Zełenski, który jeszcze niedawno rozważał wyjazd do Davos na Światowe Forum Ekonomiczne.
Przypomnijmy, że państwowa Komisja ds. Bezpieczeństwa Technogenicznego i Ekologicznego i Sytuacji Nadzwyczajnych ogłosiła w ubiegłym tygodniu stan wyjątkowy w energetyce. Władzy w pierwszej kolejności zależy na naprawie szkód, które bezpośrednio dotykają szpitale, szkoły i obiekty krytyczne.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/e610ad58b1759d22a4845fb8648d58c6,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/e610ad58b1759d22a4845fb8648d58c6,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Wołodymyr Zełenski o kryzysie w Ukrainie spowodowanym przez ataki Rosji</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/638719,donald-tusk-skomentowal-napiecia-na-linii-europa-usa-4-zdania-to-mocny-apel</guid><link>https://natemat.pl/638719,donald-tusk-skomentowal-napiecia-na-linii-europa-usa-4-zdania-to-mocny-apel</link><pubDate>Tue, 20 Jan 2026 21:45:02 +0100</pubDate><title>Donald Tusk skomentował napięcia na linii Europa – USA. 4 zdania to mocny apel</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/c358da7c53d3fa32f32690910ea58bbd,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Napięcia wokół Europy i USA narastają. Tymczasem premier Donald Tusk wydał mocne oświadczenie po angielsku. Zwrócił się do Europejczyków. Ustępstwa nazwał oznaką słabości, na którą nasz kontynent w obecnej sytuacji nie może sobie pozwolić.

Kontakty między państwami europejskimi a Stanami Zjednoczonymi w kontekście sytuacji wokół Grenlandii stają się coraz bardziej napięte. Premier Donald Tusk nie zamierzał milczeć w tej sprawie. Odezwał się na platformie X.
"Ustępstwa są zawsze oznaką słabości. Europa nie może sobie pozwolić na słabość – ani wobec wrogów, ani wobec sojuszników. Ustępstwa nie przynoszą żadnych rezultatów, a jedynie upokorzenie. Europejska asertywność i pewność siebie stały się potrzebą chwili"  – napisał szef polskiego rządu.

                    
                        
                    
                Trump zapowiada cła na państwa stające na Grenlandią
Przypomnijmy: Donald Trump od tygodni otwarcie mówi o konieczności przejęcia kontroli nad Grenlandią w imię "bezpieczeństwa narodowego USA". Nie wyklucza nawet użycia siły militarnej.
Świat z niepokojem patrzy więc na przyszłość tej wyspy i nie tylko. W międzyczasie kolejne państwa europejskie zdecydowały się na zwiększenie swojej obecności wojskowej w regionie Arktyki. Niewielkie kontyngenty żołnierzy na Grenlandię wysłały: Francja, Niemcy, Szwecja, Norwegia, Finlandia, Holandia oraz Wielka Brytania.
Wojska wzięły udział w kierowanych przez Danię ćwiczeniach "Arctic Endurance", które – według duńskiego resortu obrony oraz Ministerstwa Spraw Zagranicznych Grenlandii – mają na celu wzmocnienie obecności NATO w regionie arktycznym.
Decyzja europejskich państw wyraźnie rozwścieczyła Donalda Trumpa. Prezydent USA ogłosił nałożenie 10-procentowych ceł na kraje, które wsparły Grenlandię i sprzeciwiły się jej przejęciu przez Stany Zjednoczone. Taryfy obejmą Danię, Norwegię, Szwecję, Francję, Niemcy, Wielką Brytanię, Holandię oraz Finlandię i mają wejść w życie 1 lutego.
Trump zapowiedział również, że od 1 czerwca stawki wzrosną do 25 procent i pozostaną w mocy do czasu zawarcia porozumienia w sprawie "nabycia" Grenlandii przez USA.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/c358da7c53d3fa32f32690910ea58bbd,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/c358da7c53d3fa32f32690910ea58bbd,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Tusk z mocnym oświadczeniem do Europy.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/638695,netflix-blokuje-konkurencje-w-walce-o-warner-bros-wiemy-co-dalej-z-tvn</guid><link>https://natemat.pl/638695,netflix-blokuje-konkurencje-w-walce-o-warner-bros-wiemy-co-dalej-z-tvn</link><pubDate>Tue, 20 Jan 2026 17:46:46 +0100</pubDate><title>Netflix blokuje konkurencję w walce o Warner Bros. Wiemy, co dalej z TVN</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/8f3c966e24300478493c6543bb9e86a6,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Walka o to, kto zostanie nowym właścicielem Warner Bros. Discovery wciąż trwa. We wtorek podjęta została decyzja, która może okazać się przełomem w sprawie. Zarząd WBD przyjął nową ofertę złożoną mu przez serwis Netflix, który pojendynkuje się o wpływy z sympatyzującym z Donaldem Trumpem Paramountem. Wiadomo, co w takim wypadku stanie się z TVN.

Na początku grudnia ubiegłego roku Netflix i Warner Bros. Discovery ogłosiły zawarcie umowy o wartości 82,7 mld dolarów, zgodnie z którą gigant streamingu ma przejąć studia Warner Bros., HBO, HBO Max oraz dział gier. Telewizyjne kanały WBD mają zostać wydzielone do nowej publicznej spółki o nazwie Discovery Global, a następnie przekazane akcjonariuszom WBD w trzecim kwartale 2026. To pod nią podpięty ma zostać TVN.
Chwilę po rewelacjach dotyczących propozycji Netflixa konglomerat Paramount Skydance, którym zarządza David Ellison, syn miliardera zaprzyjaźnionego z prezydentem USA Donaldem Trumpem, wyłożył na stół wrogą ofertę przejęcia Warner Bros. Discovery. Ostatecznie miał zostać odesłany z kwitkiem przez WBD.
Warner Bros. Discovery przyjął nową ofertę Netflixa. "Większa pewność finansowa"
Teraz Warner Bros. Discovery zaakceptowało nową ofertę od Netflixa, która pozostaje na tym samym poziomie, co poprzednio, czyli na 27,75 dolarów za akcję. Jedyną zmianą w propozycji jest decyzja giganta streamingu o rezygnacji z pomysłu, by zapłata za WBD była połączeniem gotówki oraz akcji (23,25 USD w gotówce i 4,5 USD w akcjach Netflixa). Oferta Netflixa jest teraz w 100 proc. gotówkowa.
"Akcjonariusze WBD otrzymają również dodatkową wartość akcji Discovery Global po jej oddzieleniu od WBD" – czytamy w komunikacie prasowym. Spółki wyraziły nadzieję, że zmiana formy transakcji pozwoli akcjonariuszom WBD na głosowanie nad umową do kwietnia.
– Dzisiejsza zrewidowana umowa o fuzji przybliża nas jeszcze bardziej do połączenia dwóch największych na świecie firm zajmujących się opowiadaniem historii – powiedział we wtorkowym oświadczeniu David Zaslav, prezes i dyrektor generalny WBD. – Jesteśmy przekonani, że przyniesie ona (red. przyp. – ta transakcja) najlepsze rezultaty dla akcjonariuszy, konsumentów, twórców i szerszej społeczności rozrywkowej – dodał współprezes Netflixa, Ted Sarandos.
Co dalej z TVN?
Na podział Warner Bros. i Discovery Global musimy poczekać od 6 do 9 miesięcy. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, TVN, polskie przedsiębiorstwo medialno-rozrywkowe, pozostanie w rękach obecnych właścicieli.
Przypomnijmy, że amerykański tygodnik rozrywkowy "Variety" donosił niedawno, że Donald Trump kupił obligacje Netflixa i Warner Bros. Discovery o wartości co najmniej miliona dolarów. Jak czytamy, prezydent Stanów Zjednoczonych "nabył papiery 12 i 16 grudnia".

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/8f3c966e24300478493c6543bb9e86a6,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/8f3c966e24300478493c6543bb9e86a6,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Warner Bros. Discovery przyjęło nową ofertę Netflixa</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/638644,grok-wycial-trumpa-bez-wahania-z-tego-numeru-musk-moze-sie-gesto-tlumaczyc</guid><link>https://natemat.pl/638644,grok-wycial-trumpa-bez-wahania-z-tego-numeru-musk-moze-sie-gesto-tlumaczyc</link><pubDate>Tue, 20 Jan 2026 14:27:18 +0100</pubDate><title>Grok wyciął Trumpa bez wahania. Z tego numeru Musk może się gęsto tłumaczyć</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/08b8df2463ecddd17eaf3433ee529033,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Grok na polecenie internautów zaczął usuwać Donalda Trumpa z oficjalnego zdjęcia z Białego Domu. W promptach padały sformułowania o "zagrożeniu dla wolnego świata"” i "dyktatorze", a efekt wygląda tak, jakby firmowa sztuczna inteligencja Muska przyklejała te właśnie etykietki urzędującemu prezydentowi USA.

Punktem wyjścia jest typowe ujęcie znane z relacji telewizyjnych i agencyjnych: prezydent USA stoi w centrum, po bokach liderzy państw Zachodu – w tym prezydent Ukrainy, szefowa unijnej egzekutywy i europejscy premierzy. Klasyczne "rodzinne" zdjęcie z wydarzenia w Białym Domu, zrobione tak, by trafiło do serwisów informacyjnych i podręczników historii.

                    
                        
                    
                To właśnie ten kadr wzięli na warsztat użytkownicy platformy X. Jedno z antytrumpowych kont, znane z ostrych komentarzy pod adresem obecnego lokatora Białego Domu, poprosiło Groka, by usunął ze zdjęcia osobę opisywaną jako zagrożenie dla wolnego świata. Po chwili model AI zwrócił nową wersję – wszyscy politycy zostali na swoich miejscach, zniknął tylko Trump.

                    
                        
                    
                Szybko pojawiły się kolejne polecenia, w których użytkownicy prosili o "usunięcie dyktatora" z fotografii. Za każdym razem efekt był ten sam. Z grupy przywódców znikał prezydent USA. Zrzuty ekranu z wynikami zaczęły krążyć po sieci, a jeden z postów z przerobionym zdjęciem miał prawie 2 mln wyświetleń.

                    
                        
                    
                Grok miał być "zuchwały", a nie wyborczy
Grok to sztuczna inteligencja rozwijana przez firmę xAI, zintegrowana z platformą X. Od samego początku była prezentowana jako bardziej zadziorna alternatywa dla "ugrzecznionych" modeli konkurencji. Musk wielokrotnie podkreślał, że jego system ma mówić wprost, nie kluczyć wokół kontrowersyjnych tematów i nie uciekać w bezpieczne ogólniki.
Problem jednak w tym, że ta zuchwałość brutalnie zderza się z polityczną rzeczywistością. Trump wrócił do Białego Domu po zwycięstwie w wyborach w 2024 r., a Musk stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych biznesowych sojuszników tej administracji. Był obecny przy inauguracji, otwarcie chwalił nową ekipę i budował wizerunek przedsiębiorcy bliskiego władzy.
Na to nakłada się wcześniejsza historia Groka. W 2025 r. system był krytykowany za odpowiedzi zahaczające o teorie spiskowe i radykalną retorykę, co wywołało dyskusję o bezpieczeństwie i moderacji wbudowanej w model. Teraz do tej listy dochodzi nowa kwestia: gotowość do ingerowania w materiały z udziałem polityków na podstawie mocno wartościujących promptów.
Podczas gdy inni gracze rynku AI starają się blokować generowanie lub przerabianie wizerunków polityków (zwłaszcza w okresach kampanii), to Grok wyraźnie działa według mniej restrykcyjnych zasad. Przynajmniej w praktyce, bo na poziomie deklaracji każda duża firma mówi dziś o odpowiedzialnym podejściu do deepfake’ów i dezinformacji.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/08b8df2463ecddd17eaf3433ee529033,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/08b8df2463ecddd17eaf3433ee529033,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Grok wycina prezydenta USA ze zdjęcia z Białego Domu.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/638539,troll-putina-ktory-ma-zblizyc-rosje-do-usa-poznajcie-kiryla-dmitriewa</guid><link>https://natemat.pl/638539,troll-putina-ktory-ma-zblizyc-rosje-do-usa-poznajcie-kiryla-dmitriewa</link><pubDate>Tue, 20 Jan 2026 12:30:21 +0100</pubDate><title>&quot;Troll Putina, który ma zbliżyć Rosję do USA&quot;. Poznajcie Kiryła Dmitriewa</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/26b96b3d7ec0a4766c268d7ccb5e4b55,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Kirył Dmitriew ma być specjalnym wysłannikiem Kremla do Davos. Jak podaje agencja Reuters, to on ma lecieć do Szwajcarii i w kuluarach Światowego Forum Ekonomicznego rozmawiać z amerykańską delegacją. Dmitriew to przedstawiciel młodych elit Moskwy. Człowiek do kontaktów Rosji z USA i prawa ręka Putina. Mówi się, że zaczyna odgrywać coraz większą rolę w rosyjskiej polityce zagranicznej.

W poniedziałek 19 stycznia rozpoczęło się Światowe Forum Ekonomiczne w Davos. Wszyscy przewidują, że będzie inne niż dotychczas. Pierwszy raz od 2020 roku forum odbędzie się z udziałem Donalda Trumpa, zapewne będzie zdominowane przez sprawę Grenlandii, w tle ma dojść do rozmów USA-Rosja w sprawie Ukrainy. 
Jak podała agencja Reuters, z amerykańską delegacją ma spotkać się specjalny wysłannik Moskwy Kirył Dmitriew. Człowiek, o którym media od tygodni piszą, że wyrasta na główną postać Kremla w tych negocjacjach, że jego rola w rosyjskiej polityce zagranicznej rośnie z każdym rokiem, że prawa ręka Putina ma być odpowiedzią na zaostrzenie polityki USA wobec Rosji. 
"Emisariusz Putina", "Minister spraw zagranicznych w cieniu", "Nowa 'broń' Putina" – piszą o nim. "'Troll' Putina, który ma zbliżyć Rosję do USA" – nazwała go w listopadzie PAP. I nie tylko ona. 
Kim jest człowiek, którego nazwisko od miesięcy jest wszędzie tam, gdzie pojawia się temat rozmów USA-Rosja? Szefa MSZ Siergieja Ławrowa w ogóle przy nim nie widać. 

                    
                        
                    
                Bez Dmitriewa nie ma żadnych rozmów USA-Rosja
Kirył Dmitriew, rocznik 1975, to główna postać, którą Władimir Putin oddelegował do rozmów z USA. Rozmawia z Ameryką nie od dziś, ale światu objawił się dopiero wraz z drugą kadencją Donalda Trumpa. 
W lutym 2025 roku rozmawiał z Amerykanami o przyszłości Ukrainy w Arabii Saudyjskiej. W kwietniu został wysłany na rozmowy do Waszyngtonu i od wybuchu wojny w Ukrainie był najwyższym rangą przedstawicielem Rosji, który odwiedził USA. W październiku było o nim głośno, gdy podczas kolejnej wizyty w USA kongresmenka Anna Paulina Luną otrzymała od niego pudełko czekoladek z twarzą Putina. A w grudniu 2025 roku – jako specjalny wysłannik Rosji – brał udział w negocjacjach w sprawie Ukrainy na Florydzie. 
To Dmitriew zamieścił głośne nagranie wideo, jak surfuje w Miami. Marek Walkuski, korespondent Polskiego Radia w USA skomentował to potem na X:
"Kreml tryumfuje. Gdy ukraińska delegacja lądowała na Florydzie przyboczny Putina Kirył Dmitrijew wstawił wideo jak surfuje sobie w Miami przy dźwiękach utworu 'Welcome to Mama Russia'. Za czasów Bidena Dmitrijew był objęty sankcjami i nie miał wstępu do USA". 
Ostatnio spotkał się w Paryżu z doradcami Trumpa – Stevem Witkoffem i Jaredem Kushnerem. A teraz ma przylecieć do Davos. 
Dlaczeg on?

                    
                        
                    
                Szydzi z Merza, kpi z von der Leyen. Stał się aktywny w mediach społecznościowych
To Dmitriew miał być jednym z architektów słynnego, kontrowersyjnego, 28-punktowego planu ws. Ukrainy. 
Jak twierdzi w swojej analizie PAP Dmitrijew "stara się zbliżyć do amerykańskiej prawicy, udając konserwatystę i przekonując – wbrew faktom – że Rosja jest krajem wartości chrześcijańskich". 
Inne analizy wskazują, że w ostatnim czasie zrobił się bardzo aktywny w mediach społecznościowych. Do tego jest bardzo prowokacyjny, w tym względzie przeszedł metamorfozę. Pisze o tym Andrey Pertsev, rosyjski dziennikarz i komentator polityczny, który współpracuje z niezależnym serwisem Meduza. 
Jak twierdzi, Dmitriew zaczął aktywnie korzystać z mediów społecznościowych po tym, jak "stał się głównym nieformalnym dyplomatą Rosji" w negocjacjach z USA. 
"Publikuje pochlebne zdjęcia i filmy z Władimirem Putinem, udostępnia nagrania dotyczące przymusowej mobilizacji na Ukrainie, nazywa Węgry 'głosem rozsądku w Europie', aktywnie cytuje Donalda Trumpa..." – pisał we wrześniu. 

                    
                        
                    
                Szydził już z kanclerza Niemiec, ostro komentując jego wątpliwości co do szczerości amerykańskich wysiłków na rzecz zakończenia wojny w Ukrainie. 
A ostatnio zakpił z szefowej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen – gdy Trump zagroził nałożeniem ceł na kilka państw UE, a przywódcy europejscy ostro zareagowali na groźby. "Droga Ursulo 'Pfizer' von der Leyen nie prowokuj Tatusia! Zabierz z powrotem 13 żołnierzy wysłanych na Grenlandię" – napisał na X.

                    
                        
                    
                Ale doświadczenia dyplomatycznego nie ma za grosz. 
Dmitriew urodził się w Kijowie, studiował w USA
Dmitriew to ekonomista, który stoi na czele Rosyjskiego Funduszu Inwestycji Bezpośrednich. Niemal od roku jest też specjalnym wysłannikiem Putina ds. inwestycji i współpracy gospodarczej z zagranicą. Świat poznał go jako jego doradcę.
Mówi się, że ma bliskie powiązania z córką Putina Jekateriną Tichonową, która jest przyjaciółką jego żony. Ale ma też kontakty w USA, a także w Ukrainie. 
Urodził się w Kijowie, gdy Ukraina była w ZSRR. Tam chodził do dobrego liceum. W 1989 roku wziął udział w programie wymiany uczniów. Studiował na prestiżowych uczelniach w USA – Stanford i Harvard – a potem zaczął pracę w firmach Goldman Sachs i McKinsey. Z USA wrócił w 2000 roku. 
Po powrocie kierował m.in. funduszem Icon Private Equity, który należał Wiktora Pinczuka, zięcia ówczesnego prezydenta Ukrainy Leonida Kuczmy. 
Na próżno jednak w jego przeszłości szukać doświadczenia dyplomatycznego. 
Ma za to coś innego.
"Dmitriew jest obsesyjnie nastawiony na to, by być postrzeganym jako ktoś ważny. Jest bezwzględnie ambitny" – usłyszał o nim brytyjski "Guaradian" od jednego ze swoich źródeł.
Ukraińskie pochodzenie Dmitrijewa nie stanęło na przeszkodzie jego awansowi. W wieku 15 lat powiedział lokalnemu dziennikarzowi podczas swojej podróży do USA, że Ukraina ma długą i dumną historię niepodległości (...), ale od tego czasu stał się jednym z najbardziej lojalnych orędowników Kremla" – pisze brytyjska gazeta. 



]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/26b96b3d7ec0a4766c268d7ccb5e4b55,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.natemat.pl/26b96b3d7ec0a4766c268d7ccb5e4b55,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">Kirył Dmitriew leci do Davos. O człowieku Putina robi się głośno, warto wiedzieć kim jest</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/638638,trump-pokazal-prywatna-wiadomosc-od-macrona-nie-rozumiem-co-robisz</guid><link>https://natemat.pl/638638,trump-pokazal-prywatna-wiadomosc-od-macrona-nie-rozumiem-co-robisz</link><pubDate>Tue, 20 Jan 2026 11:10:47 +0100</pubDate><title>Trump pokazał prywatną wiadomość od Macrona. &quot;Nie rozumiem, co robisz&quot;</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/738b3d5cda24d0908f28938cc805d3b6,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Prezydent Francji Emmanuel Macron w prywatnej wiadomości do Donalda Trumpa przyznał, że nie rozumie działań przywódcy USA wobec Grenlandii i zaproponował zorganizowanie spotkania w formacie G7 z udziałem m.in. Rosji i Danii. Treść SMS-a jawnił sam Trump, publikując w mediach społecznościowych zrzut ekranu. Zamieścił również na platormie Truth Social grafikę, na której... wbija amerykańską flagę w grenlandzką ziemię.

Z opublikowanych przez Donalda Trumpa na Truth Social screenów wynika, że francuski prezydent zwrócił się do niego w bezpośrednim, pojednawczym tonie. "Mój przyjacielu, jesteśmy całkowicie zgodni w sprawie Syrii. Możemy zrobić wielkie rzeczy w sprawie Iranu. Nie rozumiem, co robisz w sprawie Grenlandii" – napisał Emmanuel Macron.
W kolejnej części wiadomości zaproponował zorganizowanie spotkania przy okazji szczytu G7. "Spróbujmy zbudować wielkie rzeczy. Mogę zorganizować spotkanie G7 po Davos, w Paryżu, w czwartek po południu. Mogę zaprosić Ukraińców, Duńczyków, Syryjczyków i Rosjan na spotkania towarzyszące. Zjedzmy razem kolację w Paryżu w czwartek, zanim wrócisz do USA. Emmanue"  – czytamy w wiadomości.
Źródło zbliżone do Pałacu Elizejskiego potwierdziło autentyczność korespondencji. Nie jest jednak jasne, kiedy dokładnie Macron wysłał wiadomość. Odpowiedzi Trumpa –jeśli w ogóle padły – nie znalazły się w opublikowanym materiale. Ani Biały Dom, ani kancelaria prezydenta Francji nie skomentowały sprawy.
Donald Trump znowu o Grenlandii. Udostępnił dziwną grafikę
W jednym ze swoich licznych nocnych wpisów na platformie Truth Social Trump poinformował również, że rozmawiał telefonicznie z sekretarzem generalnym NATO Markiem Ruttem i uzgodnił spotkanie w Davos z "kluczowymi stronami" w sprawie Grenlandii.
"Odbyłem bardzo dobrą rozmowę telefoniczną z Markiem Ruttem, sekretarzem generalnym NATO, dotyczącą Grenlandii. Zgodziłem się na spotkanie różnych stron w Davos w Szwajcarii. Jak bardzo jasno wszystkim powiedziałem: Grenlandia jest kluczowa dla bezpieczeństwa narodowego i światowego. Nie ma odwrotu — co do tego wszyscy się zgadzają!" – napisał prezydent USA.
Ujawnienie prywatnej korespondencji nastąpiło w wyjątkowo napiętym momencie. W ostatnich dniach Donald Trump wielokrotnie podkreślał, że USA chcą przejąć Grenlandię. 
Amerykański prezydent posunął się nawet do opublikowania grafiki, na której wraz z wiceprezydentem J.D. Vance’em i sekretarzem stanu Markiem Rubio wbija amerykańską flagę w wyspę. Obok widnieje tabliczka z napisem: "Grenlandia. Terytorium USA od 2026 roku".
Donald Trump nakłada cła na europejskie państwa
W tle tych wydarzeń europejscy przywódcy przyspieszyli działania dyplomatyczne. W najbliższych dniach w Brukseli ma odbyć się nadzwyczajny szczyt Unii Europejskiej poświęcony groźbom wprowadzenia przez USA nowych ceł wobec państw sprzeciwiających się przejęciu Grenlandii. Macron już wcześniej określił takie działania jako "nie do zaakceptowania".
Przypomnijmy, że prezydent USA zapowiedział nałożenie 10-procentowych ceł na Danię, Norwegię, Szwecję, Francję, Niemcy, Wielką Brytanię, Holandię i Finlandię, a od 1 czerwca ich podniesienie do 25 procent – do czasu zawarcia porozumienia w sprawie "nabycia" Grenlandii przez Stany Zjednoczone.
Ma to być reakcja na zwiększenie obecności wojskowej tych krajów w regionie Arktyki. Wspomniane państwa wysłały niewielkie kontyngenty na Grenlandię w ramach ćwiczeń "Arctic Endurance", organizowanych przez Danię. Według duńskiego resortu obrony oraz władz Grenlandii celem manewrów jest wzmocnienie obecności NATO w regionie. Władze w Warszawie poinformowały, że nie zamierzają wysłać polskich żołnierzy na wyspę.
Tymczasem samoloty należące do North American Aerospace Defence Command (NORAD) w najbliższym czasie przylecą do amerykańskiej bazy wojskowej Pituffik Space Base na Grenlandii. Dowództwo zapewnia, że chodzi o "długoplanowe działania" w ramach współpracy obronnej, a o wszystkim wiedzą władze Danii i Grenlandii.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/738b3d5cda24d0908f28938cc805d3b6,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/738b3d5cda24d0908f28938cc805d3b6,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Donald Trumo pokazał wiadomość od Emmanuela Macrona</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/638599,prezydent-bulgarii-podaje-sie-do-dymisji-to-polityczny-wstrzas</guid><link>https://natemat.pl/638599,prezydent-bulgarii-podaje-sie-do-dymisji-to-polityczny-wstrzas</link><pubDate>Mon, 19 Jan 2026 22:04:15 +0100</pubDate><title>Prezydent Bułgarii podaje się do dymisji. To polityczny wstrząs</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/37d56f5a0bbc08566193289e30350e69,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Rumen Radew ogłosił, że we wtorek zamierza zrezygnować z urzędu prezydenta Bułgarii. Jako jeden z powodów swojej decyzji podał chęć wzięcia udziału w przedterminowych wyborach parlamentarnych. Kraj mierzy się obecnie z kryzysem politycznym.

Prezydent Bułgarii poda się do dymisji. Krążą pogłoski, że chce założyć własną partię
Rumen Radew zapowiedział w poniedziałek (19 stycznia), że następnego dnia złoży dymisję ze stanowiska prezydenta Bułgarii przed Trybunałem Konstytucyjnym. Obowiązki Radewa przejmie wiceprezydentka Iliana Jotowa. – Dzisiejsza klasa polityczna zdradziła nadzieje Bułgarów. Potrzebujemy nowego kontraktu – mówił w przemówieniu, cytowanym przez agencję Reuters.
Zapytany ostatnio o możliwość utworzenia przez niego partii, Radew odpowiedział, że Bułgarii potrzebne jest ugrupowanie zdolne "zjednoczyć wszystkich demokratów – lewicę i prawicę – niezależnie od ich przynależności i aktywności politycznej". Zagraniczne media sugerują, że były dowódca Bułgarskich Sił Powietrznych może skorzystać z biernego prawa wyborczego w przyspieszonych wyborach do parlamentu. 
Polityk, którego oponenci określają mianem prorosyjskiego, rozpoczął pierwszą kadencję w styczniu 2017 roku. W 2021 ubiegał się o reelekcję, w drugiej turze pokonując Anastasa Gerdżikowa wynikiem 66,7 proc. Obecny urząd miał sprawować do 2027 roku.
W maju minionego roku słowa Rumena Radewa dotyczące wsparcia Unii Europejskiej dla Ukrainy wywołały spore kontrowersje. "Europa nie ma własnej wizji, jak zakończyć tę wojnę i zaprowadzić tam pokój, ale nadal inwestuje w sprawę, która moim zdaniem jest skazana na porażkę" – napisał w poście opublikowanym na Facebooku. Wcześniej polityka krytykował otwarcie prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski.
Przedterminowe wybory parlamentarne w Bułgarii
Jak pisała w naTemat Katarzyna Zuchowicz, trzy tygodnie przed końcem 2025 roku i przystąpieniem do strefy euro, w Bułgarii nastąpił polityczny wstrząs. Po protestach przeciwko korupcji i propozycji budżetu na 2026, który m.in. zakładał podwyżki podatków, premier Rosen Żelazkow podał się do dymisji.
Radew zaproponował utworzenie nowego rządu Obywatelom na rzecz Europejskiego Rozwoju Bułgarii (GERB), ale partia odrzuciła tę ofertę. Prezydent spotkał się również z odmową ze strony ugrupowania Kontynuujemy Zmiany-Demokratyczna Bułgaria (PP-DB) oraz Alians na rzecz praw i Swobód (APS).
Od 2021 roku w Bułgarii odbyło się 7 wyborów parlamentarnych. Przedterminowe wybory, które odbędą się niebawem, będą ósmym takim przypadkiem.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/37d56f5a0bbc08566193289e30350e69,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/37d56f5a0bbc08566193289e30350e69,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Prezydent Bułgarii Rumen Radew zapowiedział, że we wtorek poda się do dymisji</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/638584,trump-zlozyl-propozycje-nawrockiemu-tusk-przyszedl-i-dal-obu-prztyczka-w-nos</guid><link>https://natemat.pl/638584,trump-zlozyl-propozycje-nawrockiemu-tusk-przyszedl-i-dal-obu-prztyczka-w-nos</link><pubDate>Mon, 19 Jan 2026 19:23:03 +0100</pubDate><title>Trump złożył propozycję Nawrockiemu. Tusk przyszedł i dał obu prztyczka w nos</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/1c036ba3d42056f20a8aeb8782443355,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Karol Nawrocki otrzymał od Donalda Trumpa zaproszenie do udziału w Radzie Pokoju. Sprawa budzi ogromne emocje między innymi ze względu na fakt, że taką propozycję otrzymał Władimir Putin. Donald Tusk nie omieszkał skomentować sprawy w charakterystyczny dla siebie sposób.

Kilka dni temu Donald Trump oficjalnie poinformował o utworzeniu Rady Pokoju. Zadaniem tego organu ma być zarządzanie zniszczoną przez wojnę Strefą Gazy; mówi się, że później miałaby ona zająć się innymi konfliktami na świecie. Powołanie Rady to jeden z elementów planu pokojowego, na który zgodziły się Izrael i palestyński Hamas. 
Znani są pierwsi członkowie Rady Pokoju
Donald Trump, który ma nadzorować organ, zaprosił do udziału w zgromadzeniu przedstawicieli licznych krajów. W komitecie wykonawczym Rady Pokoju zasiądą m.in. przedstawiciele USA: Marco Rubio, sekretarz stanu, Jared Kushner, zięć Donalda Trumpa, Marc Rowan, biznesmen z USA, a także Steve Witkoff, specjalny wysłannik Trumpa. Ponadto jego członkiem ma być Tony Blair, były brytyjski premier. 
Według medialnych przekazów zaproszenia do Rady Pokoju otrzymali od Trumpa przedstawiciele niemal 60 krajów, w tym Władimir Putin. Nie wiadomo jeszcze, czy rosyjski polityk przyjmie propozycję. Zaproszenia do Rady Pokoju mieli za to przyjąć m.in. przedstawiciele Kazachstanu, Węgier, Turcji, Pakistanu, Włoch, Kataru, Argentyny, Jordanii i Egiptu. 
Tusk reaguje na medialne doniesienia o zaproszeniu Nawrockiego do Rady Pokoju
Onet powiadomił, powołując się na dwa niezależne źródła, że zaproszenie do Rady Pokoju miał otrzymać również Karol Nawrocki. Tę informację potwierdził Marcin Przydacz, Szef Biura Polityki Międzynarodowej prezydenta.
– Mogę potwierdzić, że prezydent Karol Nawrocki otrzymał zaproszenie do udziału w pracach tejże Rady od Donalda Trumpa – mówił podczas briefingu prasowego, a następnie dodał: – Co do finalnych decyzji proszę pozwolić, aby najpierw strona amerykańska poznała odpowiedź prezydenta RP.
Polska i Stany Zjednoczone są sojusznikami, ale Donald Tusk niedawno, po spotkaniu z prezydentem RP, mówił publicznie (wtedy w kontekście Grenlandii), że ze względu na ten sojusz powinno się wyrażać obawy i "mówić to, co się myśli", a "nie działać na kolanach". 
Teraz premier skorzystał z własnych rad i publicznie skomentował kwestię zaproszenia Nawrockiego do Rady Pokoju. 
"Przystąpienie Polski do organizacji międzynarodowej wymaga zgody Rady Ministrów i ratyfikacji przez Sejm. Rząd kierować się będzie wyłącznie interesem i bezpieczeństwem państwa polskiego. I nikomu nie damy się rozegrać" – napisał w serwisie X, stawiając sprawę jasno. 

                    
                        
                    
                Jak można się było domyślać, zdecydowana wypowiedź Donalda Tuska dotycząca uczestnictwa Polski w Radzie Bezpieczeństwa wywołała burzę. Część komentujących wypomina mu m.in. sprawę umowy UE z Mercosurem (Polska głosowała przeciw jej podpisaniu, ale nie udało się przegłosować sprawy). Inni natomiast piszą wprost: "Nigdy przy stole z Putinem".

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/1c036ba3d42056f20a8aeb8782443355,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/1c036ba3d42056f20a8aeb8782443355,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Trump zaproponował Nawrockiemu dołączenie do Rady Pokoju. Tusk skomentował to w swoim stylu.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/638551,trump-chce-zeby-nawrocki-i-putin-usiedli-przy-jednym-stole-mam-wrazenie-ze-swiat-stanal-na-glowie</guid><link>https://natemat.pl/638551,trump-chce-zeby-nawrocki-i-putin-usiedli-przy-jednym-stole-mam-wrazenie-ze-swiat-stanal-na-glowie</link><pubDate>Mon, 19 Jan 2026 15:26:33 +0100</pubDate><title>Trump chce, żeby Nawrocki i Putin usiedli przy jednym stole. Mam wrażenie, że świat stanął na głowie</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/16fc09d82188c41f17dc092f5b6a03fa,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Media donoszą, że Donald Trump zaprosił Karola Nawrockiego do uczestnictwa w Radzie Pokoju. Wcześniej potwierdzono, że prezydent USA zaproponował dołączenie do tego samego organu... Władimirowi Putinowi. Gdyby obaj panowie przyjęli zaproszenia, oznaczałoby to, że Polska i Rosja zasiądą przy jednym stole.

Od 10 października 2025 roku w Strefie Gazy trwa zawieszenie broni. Zarówno Izrael, jak i palestyński Hamas zgodziły się na przyjęcie planu pokojowego. Wśród kolejnych działań wskazuje się powołanie Rady Pokoju. Zaproszenie do tego międzynarodowego organu otrzymali przedstawiciele państw z całego świata, w tym, jak poinformował Onet, prezydent Polski – Karol Nawrocki.
Karol Nawrocki miał otrzymać od Trumpa zaproszenie do Rady Pokoju
Portal Onet poinformował, powołując się na dwa niezależne źródła, że Karol Nawrocki miał otrzymać zaproszenie do dołączenia do Rady Pokoju. Jest to nowy organ, za utworzenie którego odpowiada Donald Trump. Ma on zarządzać Strefą Gazy, ale mówi się też, że długoterminowo miałby zajmować się rozwiązywaniem innych konfliktów na świecie. 
Na czele Rady Pokoju stanąć ma Donald Trump, a agencja AFP powiadomiła, że zaproszenia mieli otrzymać przedstawiciele blisko 60 krajów z całego świata, w tym Węgier oraz Rosji. Gdyby Karol Nawrocki przyjął propozycję, oznaczałoby to, że może zasiąść przy jednym stole z Władimirem Putinem (o ile on również zdecyduje się na zaakceptowanie zaproszenia).
Kto zasiądzie w Radzie Pokoju?
To, czy Władimir Putin zostanie członkiem Rady Pokoju, nie jest jeszcze przesądzone. Rzecznik Kremla potwierdził, że rosyjski polityk otrzymał zaproszenie, wskazał jednak, że obecnie analizowane są szczegóły propozycji. Portal TengriNews informował, że zaproszenia mieli otrzymać i przyjąć przedstawiciele m.in. Kazachstanu, Argentyny, Pakistanu, Turcji, Jordanii, Egiptu, Węgier, Kataru i Włoch. Według agencji Reutersa zaproszenie miał otrzymać także Aleksander Łukaszenka. 
Strona amerykańska podała skład komitetu wykonawczego Rady Pokoju: Marco Rubio (sekretarz stanu USA), Tony Blair (były brytyjski premier), Jared Kushner (zięć Donalda Trumpa), Steve Witkoff (specjalny wysłannik prezydenta USA).

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/16fc09d82188c41f17dc092f5b6a03fa,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/16fc09d82188c41f17dc092f5b6a03fa,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Karol Nawrocki miał otrzymać zaproszenie do Rady Pokoju - tak jak Władimir Putin.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/638518,trump-zaprosil-putina-do-rady-pokoju-az-dwa-razy-sprawdzilam-co-to-za-twor</guid><link>https://natemat.pl/638518,trump-zaprosil-putina-do-rady-pokoju-az-dwa-razy-sprawdzilam-co-to-za-twor</link><pubDate>Mon, 19 Jan 2026 13:46:12 +0100</pubDate><title>Trump zaprosił Putina do Rady Pokoju. Aż dwa razy sprawdziłam, co to za twór</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/c44617d0be5a21b72f449771b72f4d1c,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Kreml poinformował, że Władimir Putin dostał zaproszenie do dołączenia do tzw. Rady Pokoju. Jak informują media, na czele organu ma stanąć Donald Trump, a zaproszenia mieli otrzymać przedstawiciele niemal 60 krajów. Rada ma zadecydować o przyszłości Gazy, są też dalsze plany na jej działanie.

Izrael oraz palestyński Hamas zgodziły się na przyjęcie planu pokojowego, a jednym z jego elementów jest powołanie Rady Pokoju. Organ ma być nadzorowany przez prezydenta USA Donalda Trumpa. Zaproszenia do dołączenia do Rady Pokoju mieli otrzymać przedstawiciele blisko 60 krajów. Kreml potwierdził, że jednym z nich jest Władimir Putin.
Donald Trump zaprosił Władimira Putina do Rady Pokoju
Dmitrij Pieskow, rzecznik Kremla, poinformował opinię publiczną, że Władimir Putin otrzymał od USA zaproszenie do uczestnictwa w Radzie Pokoju. 
– Tak, prezydent Putin również otrzymał zaproszenie kanałami dyplomatycznymi do udziału w tej Radzie Pokoju. Obecnie analizujemy wszystkie szczegóły tej propozycji i mamy nadzieję skontaktować się ze stroną amerykańską, aby wyjaśnić wszystkie niuanse – mówił w odpowiedzi na pytanie dziennikarza propagandowej rosyjskiej agencji Tass.
W swojej wypowiedzi Pieskow zaznaczył, że obecnie trwa analiza "wszystkich szczegółów tej propozycji".
W komitecie wykonawczym Rady Pokoju mają zasiąść sekretarz stanu USA Marco Rubio, zięć Trumpa – Jared Kushner, były premier Wielkiej Brytanii Tony Blair, a także specjalny wysłannik prezydenta Stanów Zjednoczonych – Steve Witkoff. 
Zaproszenia do Rady Pokoju, jak podaje portal TengriNews, mieli otrzymać i przyjąć m.in. przedstawiciele Kazachstanu, Węgier, Argentyny, Turcji, Pakistanu, Jordanii, Egiptu, Kataru oraz Włoch. 
Czym będzie się zajmować Rada Pokoju?
Rada Pokoju ma być międzynarodowym organem, który ma zajmować się zarządzaniem zniszczoną przez wojnę Strefą Gazy. Na jej czele ma stanąć Donald Trump, który kilka dni temu ogłosił na portalu Truth Social: 
"To wielki zaszczyt móc ogłosić, że utworzona została Rada Pokoju. Jej skład zostanie wkrótce ogłoszony, ale mogę z całą pewnością stwierdzić, że jest to najwspanialsza i najbardziej prestiżowa rada, jaka kiedykolwiek zebrała się w jakimkolwiek czasie i miejscu. Dziękuję za uwagę".
Według dziennika "Financial Times" amerykańscy urzędnicy zaproponowali, by organ zajmował się nie tylko zarządzaniem Strefą Gazy, ale również innymi światowymi konfliktami. Jak twierdzi medium, powołując się na jedną z osób znających ten pomysł, w środowisku administracji prezydenta USA Rada Pokoju uchodzi za "potencjalny substytut ONZ, (...) rodzaj równoległego, nieoficjalnego organu zajmującego się konfliktami również poza Gazą".
Organ ten miałby podejmować decyzje większością głosów (każdemu krajowi przysługiwałby jeden głos). Następnie decyzje miałyby być akceptowane przez przewodniczącego. Ponadto w projekcie zawarto zapis, według którego każdy kraj miałby być członkiem Rady Pokoju przez nie więcej niż trzy lata od wejścia statutu w życie, a o ewentualnej odnowie członkostwa decydowałby przewodniczący. 

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/c44617d0be5a21b72f449771b72f4d1c,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/c44617d0be5a21b72f449771b72f4d1c,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Władimir Putin otrzymał od Trumpa zaproszenie do Rady Pokoju.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/638482,medwiediew-dzieki-trumpowi-tanczy-z-radosci-europa-ma-dostac-nauczke</guid><link>https://natemat.pl/638482,medwiediew-dzieki-trumpowi-tanczy-z-radosci-europa-ma-dostac-nauczke</link><pubDate>Mon, 19 Jan 2026 09:57:35 +0100</pubDate><title>Medwiediew dzięki Trumpowi tańczy z radości. Europa ma dostać nauczkę</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/2cfd291ea203e564fabdedb388ed9930,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Decyzja Donalda Trumpa o nałożeniu nowych ceł na osiem państw europejskich stała się paliwem dla propagandy Kremla. Dmitrij Medwiediew, były prezydent Rosji i obecnie jeden z głównych ideologów władzy, ogłosił w mediach społecznościowych, że "bezczelni Europejczycy" zostaną wreszcie ukarani za obronę NATO.

Dmitrij Medwiediew opublikował listę pięciu zdarzeń, które – jak twierdzi – mają zdefiniować rok 2026. Jednym z nich jest właśnie decyzja Donalda Trumpa o wprowadzeniu ceł na osiem państw Europy: Danię, Norwegię, Szwecję, Francję, Niemcy, Wielką Brytanię, Holandię i Finlandię. Podwyżki mają wejść w życie na początku lutego, a kilka miesięcy później zostać jeszcze zaostrzone.
Medwiediew przedstawia ten ruch jako triumf amerykańskiego egoizmu i jednocześnie policzek wymierzony wspólnym europejskim interesom. W jego narracji Stany Zjednoczone wybierają dziś Grenlandię zamiast solidarności w ramach sojuszu wojskowego, a Europa musi za to "zapłacić" wyższymi cłami. Z punktu widzenia propagandy Kremla taki konflikt jest idealny, bowiem pokazuje Zachód jako podzielony, skłócony i niezdolny do wspólnej odpowiedzi na działania Rosji.
Nieprzypadkowo rosyjski polityk podkreśla, że cła są karą za obronę NATO. Od początku inwazji na Ukrainę jednym z celów Moskwy jest osłabienie zaufania pomiędzy sojusznikami. Każdy spór między USA a Europą – czy dotyczy wydatków na obronę, czy handlu – jest natychmiast wykorzystywany jako dowód na rzekomy rozpad zachodniego porządku.
Grenlandia w centrum gry, a Europa jako chłopiec do bicia
Tłem najnowszych komentarzy Medwiediewa jest spór o Grenlandię. Waszyngton od tygodni naciska na przejęcie kontroli nad strategiczną wyspą, argumentując to względami bezpieczeństwa. Część państw europejskich, w tym skandynawskie, otwarcie sprzeciwia się takiemu podejściu i wysłała na wyspę swoich żołnierzy w ramach ćwiczeń wspierających Danię, do której Grenlandia formalnie należy.
Trump odpowiedział typowo dla siebie: zamiast sporu dyplomatycznego wybrał broń gospodarczą i ogłosił cła na państwa, które najmocniej stanęły po stronie Danii. Oznacza to podniesienie kosztów handlu pomiędzy kluczowymi sojusznikami w NATO. Dla Europy grozi to stratami ekonomicznymi i kolejnym kryzysem politycznym, dla Kremla – jest wymarzonym dowodem, że Stany Zjednoczone traktują sojuszników instrumentalnie.
Medwiediew próbuje teraz ten obraz jeszcze bardziej wzmocnić. W swoich prognozach przekonuje, że w efekcie takich sporów francuska scena polityczna może przesunąć się w stronę wyjścia z NATO, a Europa stanie się coraz bardziej samotna i zagubiona. To klasyczna technika rosyjskiej dezinformacji: na kanwie realnych napięć buduje się daleko idące scenariusze o rozpadzie sojuszu i "końcu Europy, jaką znamy".
Przepowiednie jako narzędzie propagandy
Lista "przewidywań" Medwiediewa na 2026 r. nie ogranicza się jedynie do ceł i Grenlandii. Pojawiają się w niej mroczne scenariusze dla sąsiadów Rosji, jak wizja "likwidacji" państwowości Mołdawii, a także groteskowe wątki o tym, że Trump ma wkrótce ogłosić oficjalny kontakt z obcą cywilizacją. Całość jest opakowana w charakterystyczny dla byłego prezydenta miks ironii, pogardy i czarnego humoru.
Choć takie wypowiedzi mogą brzmieć jak polityczny kabaret, ich cel jest bardzo poważny. Medwiediew od lat pełni rolę jednego z głównych "głośników" Kremla. Jego wpisy są szeroko cytowane w rosyjskich mediach, a następnie trafiają do zagranicznych serwisów jako przykład rzekomo szczerych myśli rosyjskiej elity władzy. W ten sposób propaganda miesza granicę między poważną analizą a politycznym trollingiem, próbując zaszczepić w opinii publicznej myśl, że Zachód stoi u progu chaosu, a Rosja jedynie "realistycznie opisuje przyszłość".
Takie "prognozy" są też formą nacisku psychologicznego. Gdy Moskwa otwarcie cieszy się z ceł nałożonych na europejskich sojuszników, wysyła sygnał, że każdy konflikt w obrębie NATO jest dla niej powodem do świętowania. Tak naprawdę oznacza to zachętę dla polityków i wyborców na Zachodzie, by zamiast na Kreml, zaczęli coraz częściej wskazywać palcem na Waszyngton lub Brukselę.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/2cfd291ea203e564fabdedb388ed9930,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/2cfd291ea203e564fabdedb388ed9930,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Dmitrij Medwiediew triumfuje po decyzji Trumpa o cłach na Europę.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/638467,chiny-cos-knuja-na-morzu-tysiace-statkow-w-linii-o-dlugosci-setek-kilometrow</guid><link>https://natemat.pl/638467,chiny-cos-knuja-na-morzu-tysiace-statkow-w-linii-o-dlugosci-setek-kilometrow</link><pubDate>Mon, 19 Jan 2026 07:45:20 +0100</pubDate><title>Chiny coś knują na morzu. Tysiące statków w linii o długości setek kilometrów</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/9c17b1074ec30f85b1355af26ea94e1e,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Na mapach ruchu morskiego wyglądało to jak kreska narysowana linijką: setki punktów ustawionych w idealny kordon, ciągnący się przez setki kilometrów. W rzeczywistości były to tysiące chińskich jednostek cywilnych, które w grudniu i styczniu utworzyły na Morzu Południowochińskim coś w rodzaju pływającej zapory.

Dokonana przez "The New York Times" analiza danych satelitarnych z końcówki 2025 i początku 2026 roku pokazuje, że chińskie statki cywilne poruszały się według starannie zaplanowanego scenariusza. Pierwszy epizod odnotowano w Boże Narodzenie. Na wodzie pojawiło się wtedy około 2 tys. jednostek, które ustawiły się w kształt odwróconej litery L.

                    
                        
                    
                Dwa ramiona tej formacji ciągnęły się po morzu przez mniej więcej 460 km każde. W praktyce powstała bariera, którą trudno byłoby ominąć nie schodząc z wyznaczonego kursu. Kilka tygodni później, 11 stycznia, powtórzono manewr w nieco innym wariancie – tym razem z udziałem około 1,4 tys. statków, ułożonych w prostokąt o długości około 320 km.
Firmy śledzące ruch jednostek handlowych widziały nie rozproszone kutry, ale gęstą, niemal jednolitą linię. Statki przez kilka godzin utrzymywały pozycje jak na rozkaz, tworząc z morza wąski korytarz.
Kłopot dla statków handlowych i sygnał dla sąsiadów
Taka "ściana" złożona z pozornie cywilnych jednostek dezorganizuje ruch na jednym z najważniejszych morskich szlaków świata. Relacje z regionu mówią wprost, że statki handlowe musiały zmieniać kurs, by nie wciskać się między dziesiątki mniejszych jednostek.
W czasie pokoju oznacza to wydłużenie rejsów i chaos w ruchu. W razie kryzysu podobna formacja mogłaby jednak utrudnić lub całkowicie odciąć dostęp do kluczowych akwenów: zarówno okrętom wojennym, jak i tankowcom czy kontenerowcom. To szczególnie ważne dla Tajwanu, który w dużej mierze żyje z handlu morskiego i importu surowców.
Dla władz w Tajpej takie ćwiczenia są kolejnym sygnałem ostrzegawczym. Pekin od lat deklaruje, że traktuje wyspę jako "zbuntowaną prowincję" i nie wyklucza użycia siły, by doprowadzić do zjednoczenia. Testowanie scenariuszy blokady szlaków morskich wpisuje się w ten obraz.
Milicja morska – flota, której trudno coś udowodnić
Jak czytamy na łamach "Interii", źródłem całej operacji jest prawdopodobnie chińska milicja morska. To formacja, która formalnie składa się z kutrów rybackich i innych jednostek cywilnych, ale w praktyce działa jak pomocnicza flota wojskowa.
Załogi takich łodzi mogą otrzymywać państwowe wsparcie, a w zamian biorą udział w operacjach o znaczeniu strategicznym: zasłaniają okręty, tworzą sztuczny tłok na spornych akwenach, pomagają w budowie sztucznych wysp albo, tak jak teraz, zapewniają fizyczną przeszkodę na szlakach żeglugowych.
Dla Pekinu to niezwykle wygodne narzędzie. Gdy na horyzoncie pojawiają się dziesiątki kutrów, formalnie wciąż można twierdzić, że to zwykli rybacy. Udowodnienie, że realizują wojskowe rozkazy, jest bardzo trudne. Z militarnego punktu widzenia efekt i tak jest jednak jasny: przeciwnik musi lawirować między jednostkami, ryzykując kolizje, albo traci czas na szerokie omijanie formacji.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/9c17b1074ec30f85b1355af26ea94e1e,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/9c17b1074ec30f85b1355af26ea94e1e,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Cywilne jednostki z Chin stworzyły morską ścianę nie do przejścia.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/638452,umowa-z-mercosur-podzieli-europe-niemcy-analizuja-twarde-nie-polski</guid><link>https://natemat.pl/638452,umowa-z-mercosur-podzieli-europe-niemcy-analizuja-twarde-nie-polski</link><pubDate>Mon, 19 Jan 2026 06:05:02 +0100</pubDate><title>Umowa z Mercosur podzieli Europę? Niemcy analizują twarde &quot;nie&quot; Polski</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/634abdc7db1c492bff14ee801442745e,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Polski rząd wspiera rolników i dlatego odrzuca umowę z Mercosurem. W przypadku wejścia porozumienia w życie rząd w Warszawie domaga się dodatkowych subwencji z UE – pisze "Tageszeitung".

"Odrzucamy planowaną umowę o wolnym handlu z grupą Mercosur" – cytuje niemiecka gazeta polskiego ministra rolnictwa Stefana Krajewskiego przebywającego na targach rolniczych Zielony Tydzień w Berlinie. Jak pisze w sobotę "TAZ", w przypadku wejścia w życie umowy, Krajewski domaga się wyższych subwencji dla polskich rolników. Minister odmówił podania konkretnych liczb – zaznaczył autor Mathias Brueggmann.
Brueggmann podkreślił, że polski szef resortu rolnictwa jest członkiem PSL – "konserwatywnej partii mocno zakorzenionej na wsi". Krajewski obawia się, że w przeciwieństwie do innych branż gospodarki, rolnicy poniosą straty wskutek konkurencji ze strony południowoamerykańskich producentów rolnych. 
Polski minister wymienił "całkowicie odmienne (od europejskich) koszty produkcji, nieprzestrzeganie unijnych standardów, między innymi w ochronie zwierząt oraz stosowanie pestycydów, które zostały z Europy wycofane" jako powody negatywnego stanowiska Polski wobec umowy z Mercosurem.
Polska – trzeci eksporter żywności w UE
Dziennikarz "TAZ" informuje, że Polska jest trzecim eksporterem żywności w UE. Polska żywność trafia w trzech czwartych na rynki UE, przede wszystkim do Niemiec. Polska jest największym w Europie producentem jabłek, należy też do wiodących producentów drobiu i wieprzowiny. Jest też największym na świecie producentem pieczarek.
Autor zwraca uwagę, że gospodarstwa polskie są na ogół mniejsze od gospodarstw niemieckich – ich średnia powierzchnia wynosi 11,6 ha, podczas gdy gospodarstwa niemieckie mają średnio 61 ha. Udział rolnictwa w PKB wynosi w Polsce 3 proc. i jest trzykrotnie większy niż w Niemczech. Rolnictwo jest ważnym czynnikiem dla polskiej wsi i ma silne lobby polityczne w stolicy kraju Warszawie.
Brueggmann przypomniał o ubiegłorocznej fali protestów i blokadach granicy z Ukrainą, co spowodowało znaczną zmianę przez UE kwot importowych z Ukrainy.
"Tageszeitung" zaznacza w podsumowaniu, że zdaniem ekspertów unijne rolnictwo raczej nie ucierpi wskutek umowy z Mercosurem. Po wejściu w życie obniżek ceł hodowla drobiu w UE ma spaść o zaledwie 1,5 proc., a wołowiny o 1 proc. – wynika z prognoz opracowanych przez federalny Instytut Badań nad Rolnictwem im. Thuenena.   
Opracowanie: Jacek Lepiarz 

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/634abdc7db1c492bff14ee801442745e,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/634abdc7db1c492bff14ee801442745e,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Niemiecki dziennik pisze o Polsce i Mercosurze</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/638443,na-kremlu-powiedzieli-czyja-jest-grenlandia-nie-moge-sie-doczekac-reakcji-trumpa</guid><link>https://natemat.pl/638443,na-kremlu-powiedzieli-czyja-jest-grenlandia-nie-moge-sie-doczekac-reakcji-trumpa</link><pubDate>Sun, 18 Jan 2026 21:40:02 +0100</pubDate><title>Na Kremlu powiedzieli, czyja jest Grenlandia. Nie mogę się doczekać reakcji Trumpa</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/775d25e1e2c466f2486f7ea5e89a40ba,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />O Grenlandii wypowiedzieli się nawet na Kremlu. Zdaniem Moskwy ta sprawa jest "nadzwyczajna". Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow oświadczył, że wyspa, którą chce przejąć Donald Trump, należy do Danii. W Białym Domu nie będzie przyklasku na jego słowa.

Zamieszanie wokół Grenlandii trwa w najlepsze. Donald Trump chce przejąć wyspę, która należy do Danii od 1953 roku i posiada szeroką autonomię, co wynika z konstytucji duńskiej. Prezydent USA w odwecie straszy jednak cłami przywódców państw europejskich, które wysłały tam swoich żołnierzy. Chodzi o Francję, Niemcy, Szwecję, Norwegię, Finlandię, Holandię i Wielką Brytanię.
Żołnierze z tych krajów biorą udział w kierowanych przez Danię ćwiczeniach "Arctic Endurance", które – według duńskiego resortu obrony oraz MSZ Grenlandii – mają wzmocnić obecność NATO w regionie Arktyki. Jak pisaliśmy w naTemat.pl, żołnierzy na Grenlandię nie zamierza wysyłać Polska, a prezydent, premier oraz szef MON mówią w tej sprawie jednym głosem.
Na Kremlu powiedzieli, czyja jest Grenlandia. Trump będzie poirytowany
Na deklarację Donalda Tuska, Karola Nawrockiego i Władysława Kosiniaka-Kamysza amerykański prezydent zareaguje zapewne z radością. Jednak komentarz z Moskwy może już Donalda Trumpa poirytować. 
– Wychodzimy z założenia, że Grenlandia jest częścią terytorium Królestwa Danii – oświadczył w rozmowie z dziennikarzami Dmitrij Pieskow. Rzecznik Kremla dodał, że sytuacja jest "dość kontrowersyjna", natomiast "z punktu widzenia prawa międzynarodowego – nadzwyczajna". 
Pieskow podkreślił przy tym, że "prawo międzynarodowe nie jest dla prezydenta USA priorytetem i ten sam to powiedział". 
Polska dystansuje się ws. Grenlandii
Polskie władze dystansują się ws. napięcia wokół Grenlandii. W Londynie Karol Nawrocki podkreślał w rozmowie z BBC Radio 4 Today, że Polska nie zamierza angażować się wojskowo w ten spór. – Uważam, że dyskusja na temat Grenlandii powinna przede wszystkim pozostać sprawą między premierem Danii a prezydentem Donaldem Trumpem – mówił.
W czwartek premier Donald Tusk stwierdził, że Polska nie wyśle żołnierzy na Grenlandię, choć – jak zaznaczył – będzie działać na rzecz europejskiej solidarności. Podobne deklaracje płyną również z Ministerstwa Obrony Narodowej.
– Dzisiaj to nie jest ani miejsce, ani czas na dokładną analizę geopolitycznych i militarnych konsekwencji interwencji zbrojnej USA na Grenlandii. To byłaby w sensie politycznym katastrofa. Konflikt czy próba zaboru terytorium państwa, które jest członkiem NATO, przez drugie państwo, które jest członkiem NATO – to byłby koniec świata. Koniec świata, który znamy i który przez wiele lat gwarantował nam bezpieczeństwo – stwierdził szef rządu.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/775d25e1e2c466f2486f7ea5e89a40ba,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/775d25e1e2c466f2486f7ea5e89a40ba,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Na Kremlu powiedzieli, do kogo należy Grenlandia</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/638422,trump-sie-cieszy-po-decyzji-polski-ws-grenlandii-a-general-mowi-o-tchorzostwie</guid><link>https://natemat.pl/638422,trump-sie-cieszy-po-decyzji-polski-ws-grenlandii-a-general-mowi-o-tchorzostwie</link><pubDate>Sun, 18 Jan 2026 10:48:59 +0100</pubDate><title>Trump się cieszy po decyzji Polski ws. Grenlandii. A generał mówi o &quot;tchórzostwie&quot;</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/d01eb54203a634215d58c6935daf461e,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Polska nie planuje wysłania wojska na Grenlandię – zgodnie deklarują prezydent, premier i minister obrony. Decyzję władz ostro krytykuje były dowódca GROM gen. Roman Polko, który nazywa ją "zwykłym tchórzostwem". Tymczasem Donald Trump, od tygodni przekonujący, że Stany Zjednoczone "potrzebują" Grenlandii, zapowiada nałożenie ceł na europejskie kraje wspierające Danię.

W obliczu narastających napięć wokół przyszłości Grenlandii kolejne państwa europejskie zdecydowały się na zwiększenie obecności wojskowej na wyspie. Jak poinformowała w czwartek brytyjska stacja BBC, niewielkie kontyngenty żołnierzy wysłały: Francja, Niemcy, Szwecja, Norwegia, Finlandia, Holandia oraz Wielka Brytania. Wojska biorą udział w kierowanych przez Danię ćwiczeniach "Arctic Endurance", które – według duńskiego resortu obrony oraz MSZ Grenlandii – mają wzmocnić obecność NATO w regionie Arktyki.
Polska nie wyśle żołnierzy na Grenlandię
Polskie władze od początku dystansują się od działań militarnych na Grenlandii. We wtorek w Londynie prezydent Karol Nawrocki podkreślał w rozmowie z BBC Radio 4 Today, że Polska nie zamierza angażować się wojskowo w ten spór. – Uważam, że dyskusja na temat Grenlandii powinna przede wszystkim pozostać sprawą między premierem Danii a prezydentem Donaldem Trumpem – mówił prezydent.
Z kolei w czwartek premier Donald Tusk jednoznacznie stwierdził, że Polska nie wyśle żołnierzy na Grenlandię, choć – jak zaznaczył – będzie działać na rzecz europejskiej solidarności. Podobne deklaracje płyną również z Ministerstwa Obrony Narodowej, które nie planuje udziału polskich sił w operacjach czy ćwiczeniach na Grenlandii.
Tusk otwarcie krytykuje jednak dążenia USA do przejęcia wyspy. – Dzisiaj to nie jest ani miejsce, ani czas na dokładną analizę geopolitycznych i militarnych konsekwencji interwencji zbrojnej USA na Grenlandii. To byłaby w sensie politycznym katastrofa. Konflikt czy próba zaboru terytorium państwa, które jest członkiem NATO, przez drugie państwo, które jest członkiem NATO – to byłby koniec świata. Koniec świata, który znamy i który przez wiele lat gwarantował nam bezpieczeństwo – podkreślał premier.
Szef rządu dodał także, że "niestety nie można wykluczać żadnego scenariusza, biorąc pod uwagę dotychczasowe działania administracji Donalda Trumpa". – Każdy scenariusz jest możliwy – zauważył.
Generał Roman Polko krytykuje decyzję Polski: "Nieobecny traci"
Decyzja władz spotkała się z ostrą krytyką ze strony gen. Romana Polki, byłego dowódcy jednostki GROM. W rozmowie z Onetem wojskowy nie krył rozczarowania. – Zwykłe tchórzostwo i wielki błąd, chowanie głowy w piasek i nieangażowanie się. Nieobecny traci, tchórzy nikt nie traktuje poważnie – ocenił.
Zdaniem generała brak zaangażowania sprawia, że Polska traci znaczenie w kluczowych europejskich inicjatywach. – Nic dziwnego, że i Francuzi, i Niemcy coraz rzadziej zapraszają nas do wspólnych inicjatyw. Ale trudno się dziwić, skoro my, jeszcze zanim się licytacja zaczęła, od razu mówimy "pas". Smutne, bo przestajemy być graczem w grze, która dla świata może okazać się kluczowa. Przy Ukrainie robimy dokładnie to samo – dodał.
Gen. Polko podkreślił też, że symboliczna obecność wojsk NATO na Grenlandii praktycznie nie niosłaby ryzyka. – Ryzyko dla naszych wojsk byłoby praktycznie żadne, a ta obecność miałaby wymiar symboliczny w ramach tak Europy, jak Sojuszu Północnoatlantyckiego – powiedział.
Trump nakłada cła na kraje wspierające Grenlandię "Stawką jest pokój na świecie"
Decyzja europejskich krajów o wysłaniu żołnierzy na Grenlandię mocno zdenerwowała prezydenta USA. Donald Trump ogłosił nałożenie 10-procentowych ceł na kraje, które wsparły wyspę i sprzeciwiły się jej przejęciu USA. Obejmą one Danię, Norwegię, Szwecję, Francję, Niemcy, Wielką Brytanię, Holandię i Finlandię, i mają wejść w życie 1 lutego.
Prezydent USA zapowiedział również, że od 1 czerwca stawki wzrosną do 25 proc. i pozostaną w mocy do czasu zawarcia porozumienia w sprawie "nabycia" Grenlandii. Na platformie Truth Social Trump napisał: "Przez wiele lat wspieraliśmy Danię i wszystkie kraje Unii Europejskiej oraz inne kraje, nie pobierając od nich ceł ani żadnych innych form wynagrodzenia. Teraz, po wiekach, nadszedł czas, aby Dania się odwdzięczyła – stawką jest pokój na świecie!".
Amerykański przywódca po raz kolejny argumentował, że tylko Stany Zjednoczone są w stanie ochronić Grenlandię przed wpływami Rosji i Chin. Oskarżył też osiem europejskich państw objętych cłami o doprowadzenie do "niebezpiecznej sytuacji", przekonując, że presja gospodarcza ma być sposobem na to, by spór wokół Grenlandii "zakończył się szybko i bez zadawania pytań".
Jednocześnie Trump zapewnił, że USA pozostają otwarte na rozmowy zarówno z Danią, jak i z innymi państwami europejskimi, które – jego zdaniem – stworzyły ryzykowną sytuację, "pomimo wszystkiego, co dla nich zrobiliśmy, w tym zapewnienia im maksymalnej ochrony przez tyle dekad".

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/d01eb54203a634215d58c6935daf461e,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/d01eb54203a634215d58c6935daf461e,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Polska nie wysyła wojsk na Grenlandię. Donald Trump musiał się ucieszyć – na pozostałe kraje nałożył cła</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/638410,kijow-tonie-w-ciemnosci-sto-polskich-generatorow-ma-to-zmienic</guid><link>https://natemat.pl/638410,kijow-tonie-w-ciemnosci-sto-polskich-generatorow-ma-to-zmienic</link><pubDate>Sat, 17 Jan 2026 20:00:02 +0100</pubDate><title>Kijów tonie w ciemności. Sto polskich generatorów ma to zmienić</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/812f0cd6640b65372cc1cf27ebc4ba95,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Kijów od tygodni funkcjonuje w wojennej zimie, jakiej Europa dawno nie widziała. Przy nawet 17 stopniach mrozu aż 70 proc. mieszkańców stolicy Ukrainy okresowo pozostaje bez prądu, a wielu także bez ogrzewania. Polskie organizacje odpowiadają akcją "Ciepło z Polski dla Kijowa".

Po kolejnym zmasowanym ataku Rosjan na infrastrukturę energetyczną Kijów żyje w trybie ciągłego kryzysu. Fragmenty miasta na długie godziny pogrążają się w ciemności, w wielu blokach kaloryfery stygną, a temperatura spada nie tylko na ulicach, ale też w mieszkaniach i w piwnicach, w których ludzie szukają schronienia. Polskie organizacje odpowiadają akcją "Ciepło z Polski dla Kijowa" – chcą wysłać do miasta 100 generatorów prądu i stacji zasilających, które mogą zdecydować o tym, czy uda się przetrwać najbliższe miesiące.
Według relacji organizatorów akcji termometry w stolicy Ukrainy pokazują nawet 17 stopni poniżej zera. W takich warunkach brak prądu oznacza znacznie więcej niż tylko zwykłą niewygodę. Nie działają piece elektryczne, pompy ciepła i część kotłowni, zamiera komunikacja, przestają ładować się telefony, a wraz z nimi znika możliwość wezwania pomocy czy skontaktowania się z bliskimi w chwili kolejnego alarmu.

            
                
            
            Rosyjskie drony i pociski uderzają w stacje transformatorowe oraz sieć przesyłową po to, by uderzyć w tyły – w zwykłych mieszkańców. Utrzymywanie wielomilionowego miasta w stanie permanentnego niedogrzania i zaciemnienia to jedna z najbrutalniejszych odsłon tej wojny.
Ciepło z Polski dla Kijowa – konkretna odpowiedź na kryzys
Zbiórka pod hasłem "Ciepło z Polski dla Kijowa" to inicjatywa kilku organizacji od lat zaangażowanych we wsparcie Ukrainy – m.in. Euromaidanu-Warszawa, Sestry.eu, Fundacji Otwarty Dialog, Fundacji Demokracja i Fundacji Igora Tracza.
Cel jest jasny – zakup i dostarczenie do Kijowa 100 generatorów prądu oraz stacji zasilających. Chodzi zarówno o klasyczne agregaty, które można podłączyć do pieców czy ogrzewaczy, jak i przenośne stacje, zasilające lampy, sprzęt medyczny czy urządzenia komunikacyjne w miejscach, gdzie nie ma dostępu do sieci.
Organizatorzy podkreślają, że nie chodzi o symboliczny gest, lecz o sprzęt, który od razu trafi tam, gdzie jest najciężej: do punktów pomocowych, schronów, placówek społecznych i do ludzi, którzy nie mają własnych zapasów ani możliwości zakupu urządzeń na własną rękę.
Dlaczego generator może ratować życie?
Dla kogoś żyjącego w stabilnym systemie energetycznym generator jest co najwyżej zwykłym sprzętem awaryjnym. W realiach Kijowa staje się urządzeniem ratującym życie.
Jak wiadomo, tego typu sprzęt zamienia paliwo w energię elektryczną. Wystarczy podłączyć do niego grzejnik, farelkę, piec nadmuchowy czy choćby kilka mocnych lamp i ładowarki, by z ciemnego, wychłodzonego pomieszczenia zrobić tymczasowy, ale działający punkt schronienia. W jednym miejscu można wtedy zgromadzić dzieci, osoby starsze, chorych czy tych, których mieszkania najbardziej ucierpiały w wyniku ostrzałów.
Przenośne stacje zasilające pozwalają z kolei utrzymać w działaniu telefony, niewielkie lodówki, sprzęt medyczny i urządzenia komunikacyjne. To szczególnie ważne podczas alarmów lotniczych, kiedy dostęp do informacji i kontakt z rodziną decydują o tym, jak szybko i gdzie można się ewakuować.
Pamiętajmy także, że w warunkach ostrych mrozów ciepły posiłek nie jest luksusem, ale elementem podstawowego bezpieczeństwa. Generator w punktach pomocowych daje możliwość zagotowania wody, przygotowania jedzenia, podgrzania mleka dla dzieci. To wszystko sprawia, że akcja "Ciepło z Polski dla Kijowa" nie jest zwykłą zbiórką na sprzęt, lecz inwestycją w odporność miasta na powtarzające się uderzenia w jego infrastrukturę.
Link do zbiórki znajdziecie tutaj.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/812f0cd6640b65372cc1cf27ebc4ba95,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/812f0cd6640b65372cc1cf27ebc4ba95,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Kijów marznie w kryzysie energetycznym, a Polacy ruszają z pomocą.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/638404,ideolog-kremla-marzy-o-zniszczeniu-europy-jako-jeden-z-celow-wskazal-polskie-miasto</guid><link>https://natemat.pl/638404,ideolog-kremla-marzy-o-zniszczeniu-europy-jako-jeden-z-celow-wskazal-polskie-miasto</link><pubDate>Sat, 17 Jan 2026 18:00:02 +0100</pubDate><title>Ideolog Kremla marzy o zniszczeniu Europy. Jako jeden z celów wskazał polskie miasto</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/977e28dc2dd07a26234c52d430387c9b,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Kremlowski ideolog Siergiej Karaganow roztacza wizje nuklearnego ataku na Europę. Na liście potencjalnych celów pada również Poznań.

Poznań jako potencjalny cel uderzenia nuklearnego, Niemcy "na pierwszym miejscu" i Europa przedstawiana jako "źródło wszelkiego zła w historii ludzkości" – tak wygląda wizja przyszłości, jaką w najnowszym wywiadzie roztacza jeden z głównych ideologów Kremla, Siergiej Karaganow. Bliski doradca władz na Kremlu twierdzi, że jeśli Rosja zbliży się do porażki, może sięgnąć po broń jądrową przeciwko Europie.
Kim jest człowiek, który grozi Europie?
Siergiej Karaganow nie jest przypadkowym komentatorem z marginesu rosyjskiej debaty. To znany w Moskwie politolog, współzałożyciel wpływowego Klubu Dyskusyjnego Wałdaj, przez lata dziekan wydziału ekonomii światowej i polityki światowej prestiżowej uczelni oraz wieloletni doradca przywódców Rosji – najpierw Borysa Jelcyna, później Władimira Putina.
Od lat uchodzi za jednego z architektów narracji, która usprawiedliwia ekspansywną politykę Kremla i przeciwstawia "tradycyjną" Rosję "zepsutemu" Zachodowi. To właśnie z tej pozycji wystąpił w popularnym podcaście prowadzonym przez Tuckera Carlsona, amerykańskiego dziennikarza sympatyzującego z polityką Putina i Donaldem Trumpem.
Carlson sam przyznał, że słowa gościa mogą być "jednym z najważniejszych wydarzeń naszych czasów", choć nie zwraca się na nie tak dużej uwagi, jak jego zdaniem powinno.
"Jeśli zbliżymy się do porażki" – czarny scenariusz Karaganowa
Punktem wyjścia rozmowy była wojna w Ukrainie i pytanie, czy konflikt może doprowadzić do użycia broni nuklearnej. Karaganow odpowiedział bez większych wahań: jeśli Rosja kiedykolwiek zbliży się do porażki, w grę wchodzi użycie arsenału jądrowego przeciwko Europie. W jego narracji taka eskalacja miałaby oznaczać "całkowite zniszczenie" kontynentu.
Ideolog Kremla nie poprzestał na ogólnikach. Wprost zaczął "typować" miejsca, które w jego wizji mogłyby stać się pierwszymi celami. Wskazał Poznań jako przykład miasta, przeciwko któremu Rosja mogłaby użyć broni nuklearnej, dodając przy tym, że jego zdaniem Stany Zjednoczone i tak nie odpowiedziałyby na taki atak.
Jednocześnie stwierdził, że osobiście "wybrałby" Wielką Brytanię i Niemcy, przy czym to Niemcy miałyby znaleźć się na pierwszym miejscu listy potencjalnych celów. Natychmiast dodał jednak, że "błaga wszechmogącego", aby do takiego scenariusza nie doszło, bo oznaczałby fizyczny koniec Europy. Taki zabieg – groźba przeplatana pozornym "ostrzeżeniem" – jest dobrze znanym elementem propagandowego języka.
Polska między groźbą a "pochwałą"
Na tle brutalnych deklaracji szczególnie mocno wybrzmiewa fragment wypowiedzi dotyczący Polski. Karaganow stwierdził, że Polacy "zaczynają odzyskiwać zdrowy rozsądek", bo zdają sobie sprawę, iż "igrają z ogniem" i próbują wycofywać się z linii ognia konfliktu.
To specyficzna "pochwała", która jednocześnie ma zastraszać i sugerować, że pozostawanie poza zaangażowaniem po stronie Ukrainy byłoby rozsądnym, "bezpiecznym" wyborem. W logice kremlowskiego ideologa Polska jest w katalogu państw, które w razie potrzeby można wskazać jako potencjalne cele, a jednocześnie próbować wpływać na ich politykę strachem i "dobrymi radami".
Takie wypowiedzi, nawet jeśli nie oznaczają rzeczywistego planu militarnego, są kolejnym elementem wojny informacyjnej, w której pogróżki nuklearne mają oswoić opinię publiczną z eskalacją i podsycać niepewność wśród państw wspierających Ukrainę.
Europa jako "źródło wszelkiego zła" w rosyjskiej narracji
W wywiadzie Karaganow dużo miejsca poświęcił ogólnemu obrazowi Europy. W jego opowieści Stary Kontynent nie jest partnerem, lecz wrogiem. Ideolog nazwał współczesną Europę "żartem" i przekonywał, że "cały świat się z niej śmieje".
Poszedł jednak dużo dalej, określając Europę jako "źródło wszelkiego zła w historii ludzkości". W swojej narracji przywołał wielokrotne najazdy na Rosję, a dwie wojny światowe przedstawił jako kolejne próby uderzenia w nią "pod szyldem Hitlera".
To uproszczona, propagandowa konstrukcja, która pomija fakt, że obecna agresja zbrojna toczy się ze strony Rosji przeciwko Ukrainie. Przesunięcie akcentów z realnego konfliktu na rzekomą "egzystencjalną walkę" z całą Europą ma usprawiedliwiać eskalację i przedstawiać Zachód jako jednego, zbiorowego wroga.
"Przywódcy nic nie rozumieją". Groźba jako rzekoma lekcja dla Zachodu
Karaganow atakuje nie tylko samą Europę, ale też jej politycznych liderów. Zarzuca im, że "nie są w stanie w pełni zrozumieć, co się dzieje" i żyją w przekonaniu, iż wojna nigdy nie dotrze na ich terytorium. Jego zdaniem "zapomnieli, jak bardzo jest okropna", a zadaniem Rosji ma być "przywrócenie im rozumu".
W tym właśnie miejscu pada sugestia, że jednym z narzędzi "otrzeźwienia" mogłoby być użycie broni nuklearnej. Ideolog dokłada więc kolejną warstwę – groźbę przedstawia jako wychowawczy środek wobec Europy, która rzekomo wymknęła się z dziejowego "porządku".
W tej narracji wojna w Ukrainie jest tylko jednym z frontów większego starcia: Rosja ma prowadzić je przede wszystkim z Europą, która rzekomo przejęła rolę głównego przeciwnika i "inicjatora zła". To uderza w fundamenty powojennego ładu, opartego na założeniu, że konflikt nuklearny jest czymś, czego za wszelką cenę należy uniknąć.
Propagandowe marzenia, realne konsekwencje
Słowa Siergieja Karaganowa można uznać za skrajny przykład kremlowskiej propagandy, która od początku pełnoskalowej inwazji na Ukrainę balansuje na granicy otwartych gróźb nuklearnych. Wizja uderzenia w Poznań, Niemcy czy Wielką Brytanię nie jest planem wojskowym w klasycznym sensie. To przede wszystkim sygnał polityczny.
Z polskiej perspektywy takie wypowiedzi nie zmieniają faktu, że kluczowe znaczenie ma dalej obecność w NATO i spójność Zachodu wobec rosyjskiej agresji. Pokazują jednak, jak daleko gotowi są posunąć się ideolodzy Kremla w słowach, próbując zastraszyć europejskie społeczeństwa i zasiać w nich zwątpienie.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/977e28dc2dd07a26234c52d430387c9b,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/977e28dc2dd07a26234c52d430387c9b,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Siergiej Karaganow opowiada o możliwym ataku nuklearnym na Europę, w tym na Polskę.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/638386,donald-trump-kupil-obligacje-netflixa-i-warner-bros-wydal-kolosalna-kwote</guid><link>https://natemat.pl/638386,donald-trump-kupil-obligacje-netflixa-i-warner-bros-wydal-kolosalna-kwote</link><pubDate>Sat, 17 Jan 2026 16:08:51 +0100</pubDate><title>Donald Trump kupił obligacje Netflixa i Warner Bros. Wydał kolosalną kwotę</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/4755ccc1209865bf8d9978cd6ab427f1,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Donald Trump zainwestował co najmniej milion dolarów w obligacje Netflixa i Warner Bros. Discovery. Jak podaje magazyn Variety, prezydent USA zdecydował się na zakup w ciągu dwóch tygodni od ogłoszenia umowy przejęcia. Wcześniej Trump spotkał się w Białym Domu z Tedem Sarandosem, jednym z prezesów giganta streamingu.

Donald Trump kupił obligacje Netflixa i Warner Bros. Discovery o wartości co najmniej miliona dolarów – podaje portal Variety. Jak czytamy, prezydent USA "nabył papiery 12 i 16 grudnia". Tak wynika z danych opublikowanych w piątek przez Biały Dom. A konkretnie chodzi o deklarację majątkową Trumpa.
Trump wyczuł interes? Kupił obligacje Warner Bros.
Variety informuje, że do transakcji doszło w ciągu dwóch tygodni od zawarcia umowy między firmami, na mocy której Netflix ma przejąć studia i działalność streamingową WBD. 
"Trump nabył papiery Netflixa o wartości od 250 tys. do 500 tys. dolarów w dwóch różnych terminach, 12 i 16 grudnia. W tych samych terminach nabył również obligacje tej samej serii dla Discovery Communications (spółki zależnej WBD)" – czytamy. Łączna wartość inwestycji amerykańskiego prezydenta wyniosła co najmniej milion dolarów.
5 grudnia Netflix i Warner Bros. Discovery ogłosiły zawarcie umowy o wartości 82,7 mld dolarów. Netflix ma przejąć studia Warner Bros., HBO, HBO Max oraz dział gier. Telewizyjne kanały WBD zostaną wydzielone do nowej spółki – Discovery Global, a następnie przekazane akcjonariuszom WBD w trzecim kwartale 2026.
Inne inwestycje Donalda Trumpa
Z dokumentów Biura Etyki Rządowej USA (Office of Government Ethics) wynika, że większość inwestycji Donalda Trumpa stanowią obligacje komunalne miast, lokalne okręgi szkolne, szpitale i przedsiębiorstwa użytku publicznego. Prezydent USA kupił także obligacje takich firm jak SiriusXM, Boeing, General Motors, Macy's, Occidental Petroleum czy Whirlpool. 
Biały Dom podkreśla, że majątkiem prezydenta zarządzają niezależne instytucje finansowe, a sam Trump ani członkowie jego rodziny nie mają wpływu na decyzje inwestycyjne.
Variety przypomina, że w grudniu Donald Trump spotkał się w Białym Domu z Tedem Sarandosem, współprezesem Netflixa, a rozmowa dotyczyła planowanej transakcji. Potem powiedział mediom, że przejęcie będzie wymagało szczegółowej analizy regulacyjnej i że osobiście będzie zaangażowany w cały proces. Sugerował przy tym, że w ramach "jakiejkolwiek umowy" dotyczącej WBD stacja CNN również powinna zostać sprzedana – jako część całościowej sprzedaży lub oddzielnie.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/4755ccc1209865bf8d9978cd6ab427f1,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/4755ccc1209865bf8d9978cd6ab427f1,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html"></media:title></media:content></item>
		
	</channel>
</rss>
