<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" version="2.0" xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom">
	<channel>
		<title><![CDATA[naTemat.pl - Zwierzęta]]></title>
		<description><![CDATA[Najnowsze artykuły i wpisy blogerów w kategorii Zwierzęta w naTemat.pl]]></description>
		<link>https://natemat.pl/c/559,zwierzeta</link>
				<generator>natemat.pl</generator>
		<atom:link href="https://natemat.pl/rss/kategoria,559,zwierzeta" rel="self" type="application/rss+xml" />
		<atom:link rel="hub" href="https://pubsubhubbub.appspot.com/" xmlns="http://www.w3.org/2005/Atom" />
			<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/647815,dziwny-lis-coraz-czesciej-wkracza-do-naszych-miast-wyglada-slodko-ale-sie-nie-zblizaj</guid><link>https://natemat.pl/647815,dziwny-lis-coraz-czesciej-wkracza-do-naszych-miast-wyglada-slodko-ale-sie-nie-zblizaj</link><pubDate>Mon, 06 Apr 2026 06:05:02 +0200</pubDate><title>Dziwny lis coraz częściej wkracza do naszych miast. Wygląda słodko, ale się nie zbliżaj</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/4b681f1c3a5bb2d1249ba6369257c80f,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Zwierzę, które wygląda jak skrzyżowanie lisa z szopem praczem, coraz częściej widywane jest w miastach. To inwazyjny gatunek z rodziny psowatych, który przybył do nas z Azji. Nazywa się jenot i choć wydaje się bardzo spokojny, słodki i nieco nieporadny, zdecydowanie nie należy się do niego zbliżać. A zwłaszcza jeśli jesteśmy na spacerze z naszym ukochanym pupilem.

Jenoty są obserwowane w niemal każdym zakątku Polski. Interakcje z tymi zwierzętami zgłaszają mieszkańcy dużych i małych miast, turyści w górach i lasach, a także hodowcy zwierząt gospodarskich. To zwierzęta ciche, o puszystym futrze, które polują na wszystko, co jest mniejsze od nich. Bardzo skutecznie radzą sobie w naszym klimacie.
Jenoty są średniej wielkości psowatymi, których długość ciała waha się od 50 do 70 centymetrów. To gatunek inwazyjny, który w ostatnich latach rozprzestrzenił się na całym obszarze Europy Centralnej i Europy Wschodniej. Obserwowany jest w krajach bałtyckich i krajach bałkańskich, a wygląda na to, że dotarł nawet do Hiszpanii.
Jenoty są jedynym gatunkiem psowatych, który zapada w sen zimowy. Nie jest to jednak hibernacja, która obserwowana jest u innych ssaków. Ma ona charakter płytkiego, przerywanego snu.
Jak rozpoznać jenota?
Jenoty przypominają lisy i często są z nimi mylone. Występują w podobnych ekosystemach i podobnie często zaczynają pojawiać się w miastach. Są też aktywne w podobnych godzinach co lisy. Najbardziej charakterystyczną cechą, która odróżnia jenoty od rudych kuzynów, jest "maska" wokół ich pyszczków. Przypomina ona nieco maski szopów praczy. Ich uszy są też zazwyczaj krótsze od lisich uszu.
Jenoty zazwyczaj mają szare, brązowe lub czarne umaszczenie. Brak w nim jednak charakterystycznych dla lisów czarnych "skarpetek" i białych plamek na końcu ogona. Ich ogony są też krótsze.
Dla jenotów charakterystyczny jest też nieco mniej delikatny i mniej płynny sposób przemieszczania się. Są mniej eleganckie i mniej zwinne.
Jenoty są podobnej długości co lisy, ale są za to niższe – ich nogi są krótsze. Przy niższym wzroście, są to zwierzęta o zauważalnie wyższej masie ciała. Jesienią mogą ważyć nawet do 12 kilogramów.
Czy jenoty są niebezpieczne?
Jenoty nie są agresywne i w konfrontacji z człowiekiem w większości przypadków zdecydują się na ucieczkę. Mogą też próbować udawać, że są martwe. Jenot w sytuacji bezpośredniego zagrożenia, np. braku możliwości oddalenia się, osaczenia przez grupę ludzi, prób dotknięcia go, może zdecydować się na atak. Flagową bronią tego psowatego są jego zęby. Bezpośrednio przed atakiem mogą ostrzec nas dźwięki – piszczenie, warczenie i prychanie.
Pomimo faktu, iż jenoty nie są zdolne do zrobienia nam poważnej fizycznej krzywdy, nigdy nie należy się do nich zbliżać. Podobnie jak inne dzikie ssaki, jenoty mogą przenosić wściekliznę. Jeśli po zauważeniu nas zwierzę nie reaguje ucieczką lub oddaleniem się, warto zachować szczególną ostrożność. Ciekawość, chęć zbliżenia się do nas, agresja to zachowania nietypowe, które od razu powinny nas zaalarmować. W przypadku ich zaobserwowania należy się wycofać i powiadomić odpowiednie służby: policję, straż miejską, straż gminną lub powiatowy inspektorat weterynarii. Gdy mowa o potencjalnie zainfekowanych wścieklizną jenotach poza terenami zabudowanymi, o takim spotkaniu można zawiadomić lokalne leśnictwo.
Wścieklizna stanowi ogromne zagrożenie dla zwierząt domowych – psów i kotów. Ale to nie jedyne zagrożenie, na jakie narażamy naszego pupila, jeśli znajdzie się on w bliskiej odległości od jenota. Psowate mogą przenosić świerzb, który może przenieść się na nas i na naszego pupila. Jeśli zaobserwujemy jenota w trakcie spaceru z psem, powinniśmy natychmiast się oddalić.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/4b681f1c3a5bb2d1249ba6369257c80f,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.natemat.pl/4b681f1c3a5bb2d1249ba6369257c80f,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">Dziwny lis coraz częściej wkracza do naszych miast. Wygląda słodko, ale się nie zbliżaj</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/639886,walentynkowy-prezent-dla-eks-parskniecie-smiechem-na-pomysl-lodzkiego-zoo</guid><link>https://natemat.pl/639886,walentynkowy-prezent-dla-eks-parskniecie-smiechem-na-pomysl-lodzkiego-zoo</link><pubDate>Thu, 29 Jan 2026 21:21:50 +0100</pubDate><title>Walentynkowy &quot;prezent&quot; dla eks. Parskniecie śmiechem na pomysł łódzkiego zoo</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/9eb38583e2dedbe501705f111a0475a2,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />14 lutego obchodzić będziemy walentynki, święto zakochanych. Dla tych, którzy nie są w związkach – albo po prostu chcą się pośmiać – to również może być udany dzień. Zoo w Łodzi oferuje możliwość sprawienia eks "prezentu": karaczana. Spokojnie, nikt nie przewiduje, że zabierzecie go do domu. To "adopcja z misją".

To już kolejna nietypowa akcja łódzkiego ogrodu zoologicznego, która odbiła się głośnym echem w sieci. W tym roku walentynki ponownie mogą stać się udanym świętem nie tylko dla par, ale i dla tych osób, które chcą zamknąć pewien rozdział, na przykład po doznanym zawodzie uczuciowym. 
Adopcja karaczana w "prezencie" dla eks. Surykatka "załatwi sprawę"
"'Nakarm surykatkę swoim ex!' – nietypowa adopcja z misją" – czytamy na oficjalnej stronie Orientarium ZOO Łódź. Do komunikatu dołączono również plakat, na którym widzimy właśnie surykatkę podczas konsumpcji owada. 
"Miłość przeminęła, apetyt pozostał. Nazwij karaczana imieniem swojego ex! Surykatka zamknie rozdział!" – zachęca łódzkie zoo. W komunikacie wskazano adresatów: osoby, które nie "czują" walentynkowego klimatu, a także te przeżywające rozstania. Chętni mogą nazwać karaczana madagaskarskiego imieniem byłej lub byłego.

            
                
            
            Łódzkie zoo oferuje trzy warianty. Pierwszy, podstawowy, kosztuje 50 zł i obejmuje adopcję owada, nadanie mu imienia i uzyskanie elektronicznego certyfikatu adopcji. Za drugi – w wersji premium – chętni zapłacą 150 zł. Nadadzą imię, otrzymają certyfikat i "zdjęcie momentu, w którym karaczan zostaje zjedzony przez jedno ze zwierząt". Jest też limitowana opcja VIP, która kosztuje 300 zł. Umożliwia ona osobiste nakarmienie surykatek karaczanem (po wcześniejszym kontakcie mailowym).
Zapewne niejeden uśmiechnie się, czytając szczegóły akcji, ale rozwiewamy wątpliwości: to nie żart. Walentynkowa kampania zoo trwa przez miesiąc, od 1 do 28 lutego, a cały dochód będzie przekazany na rzecz Fundacji Pangolin, która wspiera ochronę środowiska i zagrożone gatunki zwierząt, m.in. w Wietnamie i Brazylii. 

            
                
            
            Nietypowych akcji w Orientarium w Łodzi było więcej
Tegoroczna nietuzinkowa "adopcja" karaczana nie jest pierwszą podobną akcją. Łódzki ogród zoologiczny już w poprzednich latach organizował "obchody" walentynek w ten nietypowy sposób. Wcześniej, tj. w 2021 roku, w tamtejszym zoo zorganizowano... wystawę zwierzęcych penisów. Jeszcze przed wydarzeniem wybuchła afera, a PAP cytował fragment zaproszenia w podróż "walentynkowym szlakiem miłości":
"Mój …. jest większy niż Twój… Czy rozmiar ma znaczenie? Przekonamy się podążając walentynkowym szlakiem męskich narzędzi miłości. To wspaniała okazja by bliżej przyjrzeć się penisom ze świata zwierząt, tym dużym i małym".
Zbulwersowany lokalny radny PiS, Sebastian Bulak, komentował na Facebooku:
"Żenada, wstyd i dziecinada, to pierwsze słowa, które przychodzą na myśl po przeczytaniu komunikatu medialnego Urzędu Miasta Łodzi. To już druga w ostatnim czasie akcja promocyjna Urzędu Miasta Łodzi z podtekstem seksualnym. Spece od promocji Hanny Zdanowskiej najwyraźniej za bardzo wzięli sobie do serca maksymę – nieważne jak mówią, ważne byle mówili. Szkoda, że cała ta zabawa odbywa się kosztem podatnika, a całość wygląda tak, jakby Hanna Zdanowska na stanowisku speców od public relation zatrudniała zboczeńców".

            
                
            
            Serwis Polsat News opisywał, że urzędnicy z biura prasowego nie chcieli komentować słów radnego Sebastiana Bulaka. Tego dnia rzecznik prasowy prezydent Łodzi Marcin Masłowski był nieobecny w pracy; poprosił on o kontakt ze swoją zastępczynią. Gdy Aleksandrę Hac poinformowano, że chodzi o komentarz w sprawie wpisu radnego, nie skomentowała jego wypowiedzi, a w mailu napisała: "Wszelkich informacji o działalności zoo udzieli rzeczniczka ogrodu - Paulina Klimas-Stasiak".
Rzeczniczka zoo w Łodzi przyznawała wtedy, że treść informacji wysłanej przez biuro rzecznika prasowego prezydent miasta w ramach zaproszenia do zwiedzania ścieżki edukacyjnej 14 lutego nie była z nią konsultowana.
– To trochę było odmienne od tego, co ja wysłałam. Ja to sformułowałam inaczej – serwis Polsat News przytacza jej wypowiedź. – Nie spodziewałam się, że temat podany w taki sposób tak rozgrzeje emocje. Nie spodziewałam się tego rodzaju odzewu – mówiła. – Trudno mi się do tego odnieść. Biuro prasowe ma jakąś swoją wizję na swoją promocję. Jakoś skojarzyli sobie z tematem, który my zaproponowaliśmy, no i trudno mi tutaj cokolwiek komentować.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/9eb38583e2dedbe501705f111a0475a2,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/9eb38583e2dedbe501705f111a0475a2,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">W ramach walentynkowej akcji w zoo w Łodzi można &quot;adoptować&quot; karaczana i nazwać imieniem eks. Następnie zje go surykatka.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/639325,setki-milionow-na-odstrzal-dzikow-i-efektow-brak-wskazali-rozwiazanie-czekam-na-ruch-wladzy</guid><link>https://natemat.pl/639325,setki-milionow-na-odstrzal-dzikow-i-efektow-brak-wskazali-rozwiazanie-czekam-na-ruch-wladzy</link><pubDate>Mon, 26 Jan 2026 15:22:24 +0100</pubDate><title>Setki milionów na odstrzał dzików i efektów brak. Wskazali rozwiązanie, czekam na ruch władzy</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/85479dced5c84e7f822b96166403e946,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Masowy odstrzał dzików miał pomóc w walce z afrykańskim pomorem świń (ASF). Koszt przedsięwzięcia wyniósł już ponad pół miliarda złotych, a problem ASF nie zniknął. Ministerstwo Rolnictwa zamierza kontynuować tę politykę, choć naukowcy wskazują, że można wdrożyć inne rozwiązanie.

W Polsce od 2019 roku trwa masowy odstrzał dzików. Miał on być rozwiązaniem problemu afrykańskiego pomoru świń (ASF), jednak choroba wciąż się rozprzestrzenia. Zdaniem naukowców to rozwiązanie jest nie tylko drogie, ale i nieskuteczne. Tymczasem Ministerstwo Rolnictwa przedstawiło projekt nowego rozporządzenia dotyczącego odstrzału dzików. Projekt przewiduje utrzymanie obowiązujących stawek dla myśliwych. Państwowa Rada Ochrony Przyrody (PROP) wskazuje inne wyjście. 
Kosztowny odstrzał dzików, a problem ASF nie znika
Stawka dla myśliwego za odstrzelenie samicy dzika w ramach walki z ASF wynosi 650 zł, tymczasem za zabicie pozostałego osobnika – 300 zł. Podane kwoty obowiązują od 2018 roku, a według nowego projektu rozporządzenia miałyby one zostać utrzymane w mocy. Od 2019 roku zabito niemal 1,5 mln dzików, a średni koszt odstrzału osobnika to około 400 zł. To oznacza, że działania mające rozwiązać problem ASF kosztowały około 585 mln zł. 
Jest w tym jeden haczyk: problem... nie znika. Dla przykładu, w 2025 roku ognisk ASF u dzików potwierdzonych przez Główny Inspektorat Weterynarii było 3429, czyli o ponad 1000 więcej niż rok wcześniej (w 2024 roku potwierdzono 2311 ognisk). 
– Od lat wydajemy setki milionów złotych na masowe zabijanie dzików, mimo że nauka jasno pokazuje, iż nie jest to skuteczna metoda walki z ASF. Państwo finansuje działania, które niszczą przyrodę, a jednocześnie nie rozwiązują problemu choroby – wskazuje Radosław Ślusarczyk z Pracowni na rzecz Wszystkich Istot. 
Państwowa Rada Ochrony Przyrody krytykuje walkę z ASF przez zabijanie dzików
Negatywną opinię dotyczącą Krajowego planu walki z ASF wyraziła Państwowa Rada Ochrony Przyrody (PROP). W jej ocenie koszt odstrzałów jest wysoki, negatywnie wpływają one na ekosystemy, a dodatkowo brak jest dowodów na skuteczność tej metody. 
"Zaledwie 0,4 proc. z 1 miliona 316 tysięcy zastrzelonych dzików było zarażonych ASF" – wskazano w treści opinii PROP. Dla pokazania skali, oznacza to, że zlikwidowanie jednego chorego dzika kosztowało średnio 119 tys. zł. "Jako taki, plan prezentuje pozbawioną podstaw naukowych aprobatę dotychczasowych działań, połączoną z kolejnym rokiem wydawania publicznych pieniędzy w działania o nieznanej efektywności" – czytamy w dokumencie z 2024 roku.
PROP wskazuje również, że "biorąc pod uwagę koszty wdrażania planu, oznacza to kontynuację polityki bezwarunkowego  – tj. nie obwarowanego wymogiem uzyskania mierzalnego, weryfikowalnego efektu – transferu ogromnych środków publicznych do Polskiego Związku Łowieckiego i jego członków".
Główny Lekarz Weterynarii w publicznych wypowiedziach ocenił krytyczną opinię PROP jako "surową ocenę bez merytorycznego wsparcia". Eksperci z Pracowni na rzecz Wszystkich Istot wskazują zaś, że na skutek prowadzonych polowań dochodzi do rozbijania struktur stad dzików, a w konsekwencji zwierzęta migrują do miast, gdzie szukają łatwego pokarmu i bezpieczeństwa. Inspekcja Weterynaryjna uważa natomiast, że odstrzały są jednym z fundamentów walki z ASF.
Raport Najwyższej Izby Kontroli (NIK) z lat 2019-2021 wykazał, że na bioasekurację i badania stad świń wydano około 28 mln zł, tj. mniej niż 5 proc. środków wydawanych na walkę z afrykańskim pomorem świń, podczas gdy odstrzał dzików kosztował ponad 282 mln zł. Kontrolerzy mieli zastrzeżenia dotyczące w ich ocenie niedostatecznych kontroli gospodarstw oraz niewystarczającego egzekwowania zasad bezpieczeństwa biologicznego.
Powstrzymać rzeź dzików. PROP sugeruje inne rozwiązania problemu afrykańskiego pomoru świń
Państwowa Rada Ochrony Przyrody zaleca w jej ocenie skuteczniejszy sposób na powstrzymanie rozprzestrzeniania się ASF. Jak wskazują jej przedstawiciele, powinno się skupić w szczególności na działaniach zapobiegawczych, w tym skutecznej bioasekuracji oraz wyszukiwaniu martwych dzików. Eksperci podkreślają, że główną rolę w rozprzestrzenianiu ASF odgrywa człowiek. Wirusa mogą roznosić te osoby, które nie przestrzegają zasad bioasekuracji, a mają bezpośredni kontakt z trzodą chlewną, oraz myśliwi, którzy mieli kontakt z ciałami zakażonych dzików.
Dodajmy, że to, czy zastrzelony dzik był zarażony ASF, sprawdza się dopiero po jego odstrzale. To wtedy pobiera się próbki do badań laboratoryjnych. Przed zabiciem dzika nie wiadomo więc, czy był on osobnikiem chorym.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/85479dced5c84e7f822b96166403e946,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/85479dced5c84e7f822b96166403e946,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Odstrzał dzików nie rozwiązał problemu ASF.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/638050,dokarmianie-ptakow-zima-nie-wystarczy-by-przetrwaly-zapominamy-o-kluczowej-rzeczy</guid><link>https://natemat.pl/638050,dokarmianie-ptakow-zima-nie-wystarczy-by-przetrwaly-zapominamy-o-kluczowej-rzeczy</link><pubDate>Thu, 15 Jan 2026 04:00:02 +0100</pubDate><title>Dokarmianie ptaków zimą nie wystarczy, by przetrwały. Zapominamy o kluczowej rzeczy</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/589e6f964cd4279393ad5ea6dc61e35a,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Zimą ptaki mierzą się z wieloma trudnościami. To właśnie w tym okresie szczególnie przyda im się nasza pomoc. Mówimy nie tylko o dokarmianiu ptaków, ale i zapewnieniu im dostępu do wody, szczególnie w mroźne dni. Sprawdź, jak mądrze pomóc tym zwierzętom przetrwać zimę.

Zima jest w naturze czasem spoczynku, a przyroda budzi się do życia wiosną. Niektóre zwierzęta, jak niedźwiedzie, zapadają w sen zimowy, inne zaś muszą radzić sobie z mrozami. Dla ptaków jest to trudny czas, w którym ciężej o zdobycie pożywienia. Dużą pomocą są pełne karmniki. Nie zapominajmy jednak, że jak wszystkie zwierzęta, ptaki potrzebują do przeżycia również wody. W czasie mrozów jest o nią (w formie płynnej) znacznie trudniej. Na szczęście możemy ptakom pomóc, i to bez wielkiego wysiłku.
Woda przy karmniku dla ptaków. Co zrobić, żeby nie zamarzała?
Znalezienie źródeł pożywienia to w czasie zimy duże wyzwanie dla ptaków. Równie, a czasem nawet bardziej problematyczne jest zdobycie wody. Nawet jeśli zapewnimy ptakom pełny karmnik, nie rozwiążemy wszystkich ich problemów. 
Podczas mrozów zwierzętom trudno jest znaleźć źródło wody, gdyż zamarzają kałuże, stawy, a nawet rzeki. Ugaszenie pragnienia jest tymczasem niezbędne dla przetrwania, dlatego jeśli chcemy pomóc ptakom, pomóżmy im zaspokoić tę potrzebę. Możemy to zrobić, wystawiając za parapet, na balkon lub do ogrodu spodek albo płytką miseczkę. Warto włożyć do naczynia kamień, który nie tylko zapewni ptakom bezpieczeństwo, ale i pozwoli na przysiadanie przy źródle wody. 
Woda, rzecz jasna, w ujemnych temperaturach będzie zamarzać. Jest jednak sposób na ograniczenie tego zjawiska. Wystarczy odwrócić stabilną doniczkę (np. glinową, ceramiczną lub metalową; dla bezpieczeństwa musimy zapewnić dopływ powietrza), a pod spód włożyć zapalony znicz. Na tak przygotowanej konstrukcji możemy ustawić naczynie z wodą. 
– To proste rozwiązanie, które może wydłużyć czas, w którym woda pozostaje niezamarznięta, ale zawsze wymaga regularnej kontroli i zachowania ostrożności. Należy pamiętać, że ptaki tak jak inne zwierzęta nie jedzą śniegu, gdyż jego stopienie w układzie pokarmowym stanowi zbyt duży wydatek energetyczny. Będą więc poszukiwać źródeł niezamarzniętej wody – mówi Wojciech Schwartz, współzałożyciel marki Turdus [cytat za RegioDom.pl].
Zawartość poidełka dla ptaków należy wymieniać regularnie: co dwa dni, a jeśli zwierzęta często go używają, to nawet codziennie (lub częściej, jeśli woda zamarznie szybciej). Najlepiej ustawić je nieopodal karmnika, w nasłonecznionym miejscu, co sprawi, że woda dłużej zachowa swój stan skupienia. 
Rozsądna pomoc ptakom zimą
W okresie zimowym, szczególnie podczas największych mrozów, warto dokarmiać ptaki, by pomóc im przetrwać. Jeżeli nie chcemy zaszkodzić tym zwierzętom, zrezygnujmy z podawania im chleba. Zamiast niego w karmniku mogą wylądować choćby ziarna i nasiona: pszenica, owies, ziarna słonecznika, kukurydzy. Dokarmiać możemy również np. warzywami (wcześniej ugotowanymi), owocami (świeżymi lub suszonymi) i orzechami, a także słoniną (niesoloną). 
Coraz częściej w sklepach oferowane są gotowe mieszanki tłuszczowo-nasienne, zwykle w kształcie kul albo dzwonków. Jak opisuje Karol Chajdecki z Nadleśnictwa Opoczno na stronie Lasów Państwowych, to dobry wybór, ale taką mieszankę możemy samodzielnie sporządzić w domu. Wystarczy kostka smalcu, garść nasion i ziaren. Po roztopieniu smalcu łączymy składniki, a gdy całość ostygnie, wkładamy do pojemnika i wieszamy na dworze w wybranym miejscu. 
Ptaki przyzwyczajają się do miejsca, w którym są dokarmiane, dlatego należy wybrać stałą lokalizację karmnika lub przygotowanej "pyzy" tłuszczowo-nasiennej. Jeśli zima nie jest szczególnie sroga, zwierzęta prawdopodobnie poradzą sobie ze zdobyciem pokarmu. Możemy jednak ułatwić im znalezienie jego źródeł, sadząc w ogródku te drzewa i krzewy owocowe, których owoce utrzymują się jesienią i zimą. Jak czytamy na stronie Lasów Państwowych, należą do nich: bez koralowy, jarząb pospolity, dereń, dzika róża, bez czarny, kalina koralowa, głóg czy tarnina.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/589e6f964cd4279393ad5ea6dc61e35a,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/589e6f964cd4279393ad5ea6dc61e35a,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Dokarmianie ptaków – co zrobić, by przetrwały zimę?</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/637429,wroble-bez-sladu-znikaja-z-miast-mozemy-cos-zrobic-by-je-uratowac</guid><link>https://natemat.pl/637429,wroble-bez-sladu-znikaja-z-miast-mozemy-cos-zrobic-by-je-uratowac</link><pubDate>Sat, 10 Jan 2026 07:00:02 +0100</pubDate><title>Wróble bez śladu znikają z miast. Możemy coś zrobić, by je uratować</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/fe95d1f23ac94b1d4d566db0bf1bf4a9,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Jeszcze nie tak dawno mieszkańcy miast natykali się na wróble niemal na każdym kroku. Od pewnego czasu te pospolite niegdyś ptaki znikają. Dlaczego tak się dzieje i jak uratować wróble w miastach? Przyjrzeliśmy się temu.

Wróble w Polsce to w zasadzie przedstawiciele dwóch gatunków: wróbel zwyczajny, zwany też domowym (Passer domesticus), a także wróbel polny, inaczej mazurek (Passer montanus). W mieście najczęściej możemy natknąć się na te pierwsze ptaki, i to właśnie ich liczebność spada. 
Wróbel znika nie tylko z Polski. Dlaczego?
Jeszcze nie tak dawno niewielkie ptaki licznie występowały we wszystkich miastach, ba – można je było dostrzec w zasadzie na każdym kroku. Coś się jednak zmieniło i wróble zwyczajne (czy też domowe) stanowią dziś znacznie rzadszy widok. Co odpowiada za ten stan rzeczy? Eksperci wskazują kilka prawdopodobnych czynników.
Podobną tendencję zaobserwowano nie tylko w Polsce. W Indiach, gdzie również żyją wróble (oba gatunki wymienione na początku artykułu, czyli zarówno domowe, jak i polne), naukowcy postanowili przyjrzeć się kwestii znikania tych ptaków. Najnowsze badania pod nadzorem Indyjskiego Instytutu Edukacji Naukowej i Badań w Bhopalu prowadzone są od 2024 roku. 
W ramach tych analiz eksperci zauważyli, że wysiłek rodzicielski miejskich wróbli, w przeważającym stopniu samic, jest wyższy niż ten podejmowany przez ptaki z terenów wiejskich. Nie przekłada się on na wyniki przeżywalności: odnotowano, że ponad 60 proc. piskląt żyjących na obszarach wiejskich opuściło gniazda, podczas gdy w miastach wynik ten wynosił zaledwie 42 proc. 
Warto nadmienić, że nie jest to pierwszy raz, kiedy wróbel mierzy się z problemami. W latach 20. i 30. ubiegłego wieku dużą trudność stanowił spadek dostępności owsa, który nastąpił ze względu na wypieranie transportu konnego przez samochodowy. W przeszłości zwierzętom udało się przezwyciężyć kryzys. 
Obecny spadek liczebności tych ptaków rozpoczął się, jak wskazuje Onet, powołując się na informacje z PTOP "Salamandra", w latach 70. XX wieku. Według przedstawionych danych w Finlandii, Niemczech oraz Holandii populacja wróbli spadła o ok. 40-60 proc., tymczasem w Wielkiej Brytanii od 1977 roku ich liczebność zmalała o ok. 70 proc. 
Naukowcy nie są jednogłośni, jeśli chodzi o przyczyny tego stanu rzeczy. Jako przypuszczalne powody podaje się m.in. zmniejszenie populacji stawonogów, którymi żywią się pisklęta, a także zanieczyszczenia. Wskazuje się, że znaczenie odgrywać mogą również rosnący poziom miejskiego hałasu, mniejsza liczba terenów zielonych (i częste koszenie trawy) oraz... ogólny porządek. Te ostatnie czynniki utrudniają wróblom domowym zdobywanie pokarmu. 
Dodajmy do tego kolejne punkty, w tym presję większych drapieżników. Na niewielkie ptaki polują między innymi koty (zarówno właścicielskie, te wychodzące, jak i zdziczałe), krogulce, sroki i wrony. Problem stanowi również ocieplanie budynków, co ogranicza możliwości gniazdowania tych zwierząt (wróble chętnie zajmują szczeliny budynków). 
Jak uratować wróble w miastach?
Zdaniem ornitologa z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu, prof. Tadeusza Mizery, nie da się odwrócić trendu znikania wróbli z miast. Można jednak podjąć wysiłki, które mogłyby go zatrzymać. 
– Przy ocieplaniu budynków muszą być robione ekspertyzy ornitologiczne, które wskazują, ile było ptaków i ile dla nich zawiesić skrzynek lęgowych jako rekompensatę przyrodniczą. Promuje się tzw. kwietne łąki, ale to jest kropla w morzu potrzeb – wytłumaczył na antenie Polskiego Radia 24.
Konkretne działania mające na celu pomoc wróblom wymienia także prof. Grzegorz Grzywaczewski z Katedry Zoologii i Ekologii Zwierząt Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie.
– Czy możemy pomóc wróblom? Wystarczy konstruować proste budki lęgowe, które możemy wywieszać na budynkach, ale też na otwartych pniach drzew. Wróble bardzo chętnie je wykorzystują – wskazuje cytowany przez Radio Lublin ekspert i dodaje: – A szersza perspektywa to współpraca z architektami. Są takie rozwiązania, że w niektórych częściach budynków moglibyśmy zostawiać przestrzenie, w których wróbel mógłby sobie zbudować gniazdo.
Prof. Grzywaczewski przytoczył także pewną historię, która pokazuje, jak ważnym elementem ekosystemu są niepozorne wróble.
– Jest słynna historia, gdzie w Chinach uznano, że wróbel jest szkodnikiem, który zjada zboża i postanowiono go wytępić. Zniszczono bardzo dużo część populacji; spadła ona prawie do zera. Ale konsekwencją było to, że za chwilę owady, którymi żywiły się wróble, zaczęły atakować uprawy. Dopiero wtedy się zorientowano, że to był zły pomysł, bo pomimo tego, iż ptak ten ma jakiś negatywny wpływ dla człowieka, bo zjada nasiona, to w konsekwencji jest pozytywny – wyjaśnił.
Czy uda się zahamować znikanie tych zwierząt z miast? Odpowiedź na to pytanie poznamy zapewne w kolejnych latach. Wszystko wskazuje na to, że dalsze losy wróbli domowych są w naszych rękach.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/fe95d1f23ac94b1d4d566db0bf1bf4a9,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/fe95d1f23ac94b1d4d566db0bf1bf4a9,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Dlaczego wróble znikają z miast?</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/630281,kot-gacek-ze-szczecina-ma-swoj-mural-slynny-futrzak-wrocil-do-miasta</guid><link>https://natemat.pl/630281,kot-gacek-ze-szczecina-ma-swoj-mural-slynny-futrzak-wrocil-do-miasta</link><pubDate>Wed, 05 Nov 2025 09:55:17 +0100</pubDate><title>&quot;Król Szczecina&quot; powrócił. Słynny kot Gacek ma teraz nowe miejsce</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/6f1d1837083bfef711f4908fe07a3dd8,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Kot Gacek, który podbił serca mieszkańców Szczecina i stał się jedną z najpopularniejszych atrakcji miasta także wśród turystów z zagranicy, doczekał się własnego muralu. Projekt ma nie tylko upamiętnić futrzaka, ale też zwrócić uwagę na kwestie ekologii i ochrony środowiska.

Mural przedstawia czarno-białego kota pozującego na niebieskim tle. Jak poinformował w mediach społecznościowych zastępca prezydenta Szczecina, Łukasz Kadłubowski: "Kot Gacek już zerka na Staw Brodowski! Nowy mural przy ul. Rugiańskiej powstaje w ramach projektu realizowanego przez pomorzezachodnie".
Kot Gacek doczekał się własnego muralu w Szczecinie
Inicjatywa realizowana jest w ramach programu Pomorze Zachodnie, którego celem jest promocja sztuki ulicznej oraz ekologicznych rozwiązań. Jak czytamy na stronie Urzędu Marszałkowskiego Województwa Zachodniopomorskiego, w całym regionie w ramach konkursu powstanie łącznie 11 tzw. ekomurali.
– To jeden z 11 ekologicznych murali tworzonych na Pomorzu Zachodnim. Ekologicznych, bo są malowane farbami fotokatalicznymi – innowacyjną powłoką, która pod wpływem światła oczyszcza powietrze – przekazał  marszałek województwa zachodniopomorskiego Olgierd Geblewicz.
Zawarty w farbie dwutlenek tytanu w obecności tlenu i wilgoci rozkłada zanieczyszczenia, takie jak smog, alergeny, bakterie, grzyby czy wirusy, neutralizując je do nieszkodliwych substancji.

            
                
            
            W projekcie biorą udział dwaj artyści: Bartosz Podlewski z Warszawy, który namaluje siedem murali (w Białogardzie, Boleszkowicach, Golczewie, Kołobrzegu, Stargardzie, Stepnicy, Szczecinie), oraz Michał Szarko ze Szczecina, odpowiedzialny za cztery prace w Czaplinku, Dziwnowie, Postominie oraz Resku.
W mediach społecznościowych mural z Gackiem wzbudził duży entuzjazm. "I to jest news. W końcu człowiek się uśmiechnął, a nie tylko wkurza scrollując ten jakże przygnębiający portal"; "Piękny pomysł'; "Gacka poznałam osobiście. Pracując jeszcze w innej szkole w Szczecinie, codziennie przechodziłam przez ul. Kaszubską i gadałam z Gackiem, głaskałam go, mam dużo zdjęć z nim. Dobrze, że mądrzy ludzie zabrali go z ulicy do domu, odchudzali i wyleczyli. Ma teraz kochający domek" – brzmią przykładowe wpisy. 
Nie zabrakło jednak głosów krytycznych dotyczących lokalizacji muralu. Część mieszkańców zwracała uwagę, że kot przez lata mieszkał na ulicy Kaszubskiej, i to właśnie tam powinien znaleźć się jego wizerunek. Zastępca prezydenta Łukasz Kadłubowski wyjaśnił, że zadecydowali o tym mieszkańcy. 
Historia kota Gacka ze Szczecina
Kot Gacek przez wielu mieszkańców miasta był nazywany królem ul. Kaszubskiej, na której mieszkał przez lata.
Jego popularność rozpoczęła się w 2020 roku po publikacji filmu i artykułów portalu wSzczecinie.pl. Aktualnie materiał ma ponad milion wyświetleń na YouTube. Od tego momentu kot stał się gwiazdą Szczecina. Odwiedzali go turyści z całego świata, robiąc zdjęcia, karmiąc i głaszcząc. 

                    
                W 2023 roku Gacek stał się najwyżej ocenianą atrakcją Szczecina w Google Maps. Ze względu na stan zdrowia kot w tym samym roku został objęty opieką Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. W miejscu, gdzie stała jego budka, otwarto Kocią Kawiarnię Kota Gacka. Dziś jest to siedziba fundacji, która promuje adopcję i opiekę nad zwierzętami.
Kot Gacek stał się symbolem miasta, a jego popularność w internecie tylko rosła. Ludzie z całego świata chcieli zobaczyć go na żywo, pogłaskać, nakarmić lub zrobić mu zdjęcie. Wzbudzał zachwyt i sympatię nie tylko wśród mieszkańców miasta, ale także wśród zagranicznych turystów. Rozpisywała się o nim także prasa z całego świata, w tym m.in. "The Guardian" i "People".

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/6f1d1837083bfef711f4908fe07a3dd8,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/6f1d1837083bfef711f4908fe07a3dd8,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Kot Gacek ma swój mural.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/628766,pesel-dla-psa-i-kota-staje-sie-faktem-system-ma-ruszyc-jeszcze-w-2025-roku</guid><link>https://natemat.pl/628766,pesel-dla-psa-i-kota-staje-sie-faktem-system-ma-ruszyc-jeszcze-w-2025-roku</link><pubDate>Fri, 24 Oct 2025 12:00:06 +0200</pubDate><title>Masz psa lub kota? Rząd wprowadza przełomową zmianę, która dotknie twojego pupila</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/ff2d867cb38a07dfe819db5c25a1192b,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Jeszcze w tym toku (a więc w tempie ekspresowym) rząd zamierza wprowadzić tzw. PESEL dla psa i kota. Tak potocznie określany jest obowiązek rejestracji zwierząt domowych. Formalnie system ma się nazywać Krajowym Rejestrem Oznakowanych Psów i Kotów (KROPiK). Odpowiadając na najważniejsze pytanie: tak, będziesz musiał za to zapłacić, albo dostaniesz karę.

Rząd planuje uruchomić Krajowy Rejestr Oznakowanych Psów i Kotów (KROPiK). Celem nadrzędnym jest poprawa sytuacji związanej z bezdomnością zwierząt. Za rejestrację trzeba będzie zapłacić, ale są i spore plusy, w tym planowane przypisanie zwierzęcia do profilu w mObywatelu. Zmiany mogą wejść w życie już w 2025 roku.
PESEL dla psa i kota, czyli KROPiK
Krajowy Rejestr Oznakowanych Psów i Kotów ma być prowadzony przez rządową Agencję Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa (ARiMR). Rząd będzie gromadził więc nie tylko dane obywateli, ale i ich zwierząt.
Dostęp do bazy mają mieć m.in. weterynarze, gminy, policja, straże miejskie, prokuratury, sądy oraz Inspekcja Weterynaryjna.
Czy trzeba będzie rejestrować wszystkie zwierzęta?
Nie do końca. Obowiązek rejestracji będą mieli właściciele psów i kotów urodzonych po dacie wdrożenia systemu, zwierząt przekazywanych nowym opiekunom (sprzedaż, adopcja) oraz tych, które trafią do schronisk.
Właściciele zwierząt urodzonych przed wdrożeniem systemu będą mogli je zarejestrować, ale dobrowolnie.
Rejestracja ma następować najpóźniej podczas pierwszego obowiązkowego szczepienia przeciwko wściekliźnie lub przed ukończeniem 12. miesiąca życia w przypadku kotów. Niedopełnienie tego obowiązku będzie groziło grzywną.
Wiele osób pyta, po co to wszystko
Cóż, przede wszystkim dla dobra zwierząt. Ma to wpłynąć na poprawę sytuacji zwierzaków bezdomnych. Trudniej będzie teraz porzucić własne zwierzę, na przykład wzięte ze schroniska. Takie przypadki niestety ciągle się zdarzają.
Dane zwierzęcia do systemu będą wpisywać weterynarze. Nie wiadomo na razie, czy będą one musiały być zaczipowane. Na pewno w rejestrze znajdą się podstawowe dane zwierzęcia (rasa, umaszczenie, data urodzenia) oraz dane właściciela.
Co ciekawe, mają też tam znaleźć się informacje o ewentualnym wykorzystaniu psa w resorcie obrony narodowej oraz Służbie Kontrwywiadu Wojskowego. Koty do służby raczej się nie nadają.
Nie wiadomo na razie, z jaką opłatą ma się wiązać nowy obowiązek. Ale są też plusy: dzięki planowanej integracji z aplikacją mObywatel właściciele zwierząt zyskają możliwość przeglądu danych zwierzaka, a także aktualizować te dane. Aplikacja przypomni też o terminach wizyt u weterynarza i obowiązkowych szczepieniach. Co ważne: będą też mogli zgłosić zaginięcie lub odnalezienie psa czy kota.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/ff2d867cb38a07dfe819db5c25a1192b,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/ff2d867cb38a07dfe819db5c25a1192b,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">PESEL dla psa i kota staje się faktem</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/627215,500-na-psa-i-kota-to-ostatni-moment-na-zlozenie-wniosku</guid><link>https://natemat.pl/627215,500-na-psa-i-kota-to-ostatni-moment-na-zlozenie-wniosku</link><pubDate>Sat, 11 Oct 2025 17:01:01 +0200</pubDate><title>500+ na psa i kota. To ostatni moment na złożenie wniosku</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/21dcebf33bad3f59898632ac97fe4793,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Właściciele czworonogów w wybranych miejscowościach w Polsce mogą skorzystać ze specjalnego dofinansowania –  tzw. 500 plus na psa i kota. Taka pomoc pieniężna od samorządów może pokryć koszty zabiegów weterynaryjnych pupila. W niektórych miejscach nabory wniosków niestety już się kończą.

500 plus na psa i kota nie działa tak samo jak 800 plus dla rodzin. Właściciele zwierząt nie dostają tych pieniędzy bezpośrednio do swojego portfela. Dzięki temu programowi refundowane są zabiegi weterynaryjne takie jak sterylizacje, kastracje czy czipowania w gabinetach, które współpracują z danym urzędem.
Dofinansowanie dla psów i kotów. Niebawem w wielu miejscach kończą się nabory
I to właśnie weterynarz po wykonanym zabiegu wystawia fakturę władzom danego regionu, aby pokryły koszty. Kwota "500 zł na pupila" jest umowna i orientacyjna, bowiem w rzeczywistości kwoty dopłat bardzo się różnią od lokalizacji. W niektórych gminach 500 zł to górny limit, w innych pokrywany jest tylko koszt jednego zabiegu na jedno zwierzę, czyli np. kastracji kocura za 100-150 zł, a w jeszcze pozostałych dofinansowania przekraczają pół tysiąca złotych.
Program funkcjonuje w wielu gminach i dużych miastach w Polsce m.in. w Warszawie, Poznaniu, Lublinie czy Wrocławiu. Aby dowiedzieć się, czy w swoim miejscu zamieszkania można otrzymać pomoc finansową na zabieg dla psa lub kota, trzeba  wejść na stronę konkretnego urzędu lub zadzwonić.
Ponadto każdy urząd indywidualnie określa zasady uczestnictwa w programie. Podstawowe wymogi dotyczą zazwyczaj wieku pupila (ukończone sześć miesięcy życia),  miejsca zamieszkania opiekuna (musi być mieszkańcem gminy lub z nią w jakiś sposób związany), niektórzy wymagają też czipowania psów i kotów, aby w ten sposób zwiększyć ich bezpieczeństwo.
Programy na dofinansowania zwykle startują w pierwszym lub drugim kwartale roku, a kończą się pod koniec, gdy środki zostają wyczerpane. W niektórych miejscowościach wyznaczone są dokładne daty zakończenia przyjmowania wniosków.
Na przykład w Warszawie dofinansowania na kastrację i czipowanie kończą się 30 listopada. Warto więc pilnować tych terminów i sprawdzić na stronach najbliższych sobie urzędów, czy taka informacja nie została tam ogłoszona, bowiem w większości miejsc niebawem kończą się nabory wniosków.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/21dcebf33bad3f59898632ac97fe4793,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/21dcebf33bad3f59898632ac97fe4793,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Ostatni moment na składanie wniosku na 500 plus dla psa i kota.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/625133,weterynarze-kontra-monika-richardson-krajowa-izba-idzie-do-sadu</guid><link>https://natemat.pl/625133,weterynarze-kontra-monika-richardson-krajowa-izba-idzie-do-sadu</link><pubDate>Wed, 24 Sep 2025 20:51:18 +0200</pubDate><title>Weterynarze nie wytrzymali po tych słowach Richardson. &quot;Wystąpiliśmy na drogę sądową&quot;</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/a452b085805d6b9d9f823a6bffd983de,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Posty Moniki Richardson o weterynarzach wywołały falę oburzenia. Lekarze stwierdzili, że zostali pomówieni. Krajowa Izba Lekarsko-Weterynaryjna podjęła w tej sprawie stanowczą decyzję.

Przedstawiciele środowiska lekarsko-weterynaryjnego podkreślili, że nie doczekali się przeprosin od dziennikarki i poszli z tą sprawą do sądu.
"W związku z niedawnym publicznym pomówieniem środowiska lekarzy weterynarii przez panią Monikę Richardson, która porównała wszystkich lekarzy weterynarii do 'zorganizowanej szajki, która nie cofnie się przed niczym' [...], a także nieopublikowaniem przez nią przeprosin dla całego naszego środowiska za te słowa, informujemy, że Krajowa Izba Lekarsko-Weterynaryjna wystąpiła na drogę sądową przeciwko pani Monice Richardson" – podano.
Weterynarze kontra Monika Richardson
"Ponownie podkreślamy, że Krajowa Izba Lekarsko-Weterynaryjna zawsze opowiada się za otwartym i konstruktywnym dialogiem, ale nie może pozostać obojętna – wobec niesprawiedliwego szkalowania środowiska, które każdego dnia służy ludziom i zwierzętom z pełnym zaangażowaniem i profesjonalizmem" – podsumowano.

            
                
            
            Jak pisaliśmy w naTemat.pl, pod koniec lipca Monika Richardson straciła ukochanego psa. Zwierzę wcześniej pogryzło i połknęło małą zabawkę. Część udało się mu wyjąć z pyska, ale czworonóg potrzebował natychmiastowej interwencji, żeby się nie udusić. Dziennikarka zabrała go do całodobowej kliniki. Lekarze walczyli o życie psa cztery godziny, ale niestety nie udało im się go uratować.
Po tym wszystkim Richardson wrzuciła do sieci post, w którym opublikowała dane kliniki i rachunek, który ją negatywnie zaskoczył. "Wiecie, ja się nie znam oczywiście, ale wydaje mi się, że czegoś tutaj zabrakło. Jakiejś elementarnej przyzwoitości, odrobiny empatii. Mam wrażenie, że coś się zepsuło podczas zamiany pacjenta na klienta, a opisu leczenia na 'raport sprzedaży'" – napisała. 
Poszło o ten wpis dziennikarki
Rozpętała się taka awantura, że celebrytka aż wyłączyła możliwość dodawania komentarzy. Oburzonym nie chodziło tylko o podanie danych klinki, ale o postawę Richardson, która sugerowała niezadowolenie z powodu tego, że musiała płacić za leki i usługi weterynaryjne, czyli de facto za czyjąś pracę (i to w klinice 24/7, która z racji bycia na ciągłym dyżurze jest droższa).
Potem ponownie odezwała się sama zainteresowana i zamieściła przykładowe komentarze. Stwierdziła wówczas, że to sprawka "lobby biznesu weterynaryjnego", a nie głosy zwykłych ludzi.
"Piszę to do wszystkich tych, którym jeszcze się wydawało, że weterynaria w tym kraju to jeszcze zawód z powołania. Otwórzcie oczy: chodzi o kasę! Ci ludzie są gotowi przyjść pod mój dom. To zorganizowana szajka, która nie cofnie się przed niczym. No ale trafiła kosa na kamień. Ja jestem z pokolenia, dla którego wolność słowa jest wszystkim. I jestem gotowa. Pozdrawiam wszystkich prawdziwych lekarzy zwierząt. Jest ich kilku, to wiem, piszemy ze sobą od wczoraj. Oby nie musieli wymrzeć..." – skwitowała.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/a452b085805d6b9d9f823a6bffd983de,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/a452b085805d6b9d9f823a6bffd983de,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Weterynarze oburzeni słowami Moniki Richardson</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/624590,dziki-w-gdansku-stado-dzikow-na-plazy-jeden-ukradl-plecak</guid><link>https://natemat.pl/624590,dziki-w-gdansku-stado-dzikow-na-plazy-jeden-ukradl-plecak</link><pubDate>Sat, 20 Sep 2025 20:55:21 +0200</pubDate><title>Problem dzików narasta. Do tej pory nie kradły ludziom plecaków</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/2a60a3d776c5ea5c4b3bc3e3a9ef4e51,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Coraz więcej polskich miast zmaga się z obecnością dzików. Ostatnio problem ten szczególnie odczuli plażowicze w Gdańsku, którzy przeżyli chwile grozy, gdy spore stado zwierząt przebiegło przez plażę. Co zrobisz podczas spotkania z dzikiem? WWF Polska ma jasną instrukcję.

O sprawie poinformowało TVN24. W sobotę na plaży w Gdańsku w pobliżu wejścia 62 pojawiły się dziki. Zwierzęta biegały po piasku, a jeden trzymał w pysku plecak, który musiał zabrać jednej z odpoczywającej na plaży osób. 
"Część plażowiczów, chcąc chronić swoje rzeczy i bliskich, próbowała odgonić zwierzęta, machając rękami i odciągając ich od innych plażowiczów" – opisuje stacja nagranie, które otrzymała od świadków "dzikiej wizyty" na plaży.

                    
                        
                    
                Co zrobić, gdy spotkasz dzika? WWF Polska radzi
Dziki coraz częściej pojawiają się w miastach, w pobliżu domów i w zaludnionych miejscach publicznych, na co narzekają mieszkańcy i przechodnie. Jak wyjaśnia WWF Polska, przyczyną jest m.in. rozbudowa miast i infrastruktury, która ogranicza ich naturalne tereny. Zwierzęta szukają więc nowych źródeł pożywienia, a łatwy dostęp do resztek jedzenia, owoców, warzyw czy odpadków organicznych w pobliżu ludzkich domów staje się dla nich atrakcyjną alternatywą. 
Jak unikać wizyt dzików?
WWF radzi, aby przechowywać śmieci w zamkniętych pojemnikach lub pomieszczeniach; nie wyrzucać resztek jedzenia za płot czy przez okno; nie dokarmiać ptaków, jeśli wiemy, że przyciąga to dziki; i zgłaszać nielegalne wysypiska odpadów odpowiednim służbom.
A co zrobić, gdy spotkamy dzika? Choć dziki nie atakują ludzi bez powodu, w sytuacji stresowej mogą stać się groźne, podkreśla WWF. Dlatego organizacja przypomina, aby nie wybierać skrótów przez zarośla i odludne łąki, pilnować dzieci po zmroku i zawsze prowadzić psa na smyczy. Jeśli zauważymy buchtowisko (zrytą ziemię), należy zachować szczególną ostrożność – to znak, że w pobliżu bytują dziki. 
W przypadku spotkania z dzikiem zachowajmy spokój, nie krzyczmy i nie zbliżajmy się do młodych. Nie wykonujmy również gwałtownych ruchów i nie próbujmy odganiać zwierząt. WWF Polska radzi, aby spokojnie oddalić się z miejsca, a przede wszystkim starać się nie biec. 
"Niebezpieczna sytuacja jest wtedy, gdy dzik zacznie sapać – oznacza to, że szykuje się do ataku. Warto wtedy znaleźć schronienie w miejscu trudno dostępnym dla dzika, np. tam, gdzie nas nie dosięgnie, a oddalając się – gwałtownie zmienić kierunek lub odskoczyć w bok w ostatniej chwili – zwierzęta te są mało zwrotne. Pamiętaj jednak, że zachowując spokój i nie strasząc dzika – unikniesz nieprzyjemnej konfrontacji" – czytamy na wwf.pl.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/2a60a3d776c5ea5c4b3bc3e3a9ef4e51,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/2a60a3d776c5ea5c4b3bc3e3a9ef4e51,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Dziki coraz częściej pojawiają się w miejscach publicznych</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/619385,bociany-padaja-z-glodu-winny-produkt-ktory-kazdy-ma-w-kuchni</guid><link>https://natemat.pl/619385,bociany-padaja-z-glodu-winny-produkt-ktory-kazdy-ma-w-kuchni</link><pubDate>Tue, 12 Aug 2025 19:40:26 +0200</pubDate><title>Bociany padają z głodu. Winny produkt, który każdy ma w kuchni</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/4a61413b9d4d1b4b6848cc81c0d40475,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Wyglądają jak smakołyk, ale okazują się śmiertelną pułapką. Coraz więcej bocianów białych ginie po zjedzeniu wykorzystywanych praktycznie w każdym domu... gumek recepturek.

To błąd, który może mieć fatalne konsekwencje. Bociany białe mylą domowe gumki recepturki ze swoim ulubionym pokarmem, czyli dżdżownicami, i giną po ich spożyciu.
Bawarskie stowarzyszenie ochrony przyrody LBV poinformowało we wtorek (12.08.2025), że zgłaszanych jest coraz więcej przypadków, w których w żołądkach martwych ptaków znaleziono połknięte gumki.
– Bociany białe zjadają gumki lub karmią nimi swoje młode. Zwierzęta nie czują różnicy w smaku i nie potrafią dostrzec swojego błędu – powiedziała ekspertka LBV Oda Wieding.
Ptaki padają z głodu
Połknięte gumki blokują trawienie, powodując śmierć głodową ptaków. Można to stwierdzić tylko po przeprowadzeniu sekcji zwierząt, co jednak ma miejsce tylko w pojedynczych przypadkach.
Dlatego ekolodzy szacują, że rzeczywista liczba ptaków ginących z tego powodu jest znacznie wyższa.
LBV zaapelowało do konsumentów, aby nie wyrzucali gumek do kompostu wraz z rzodkiewką, cebulką dymką czy kwiatami ciętymi.
– Dzięki prawidłowej segregacji odpadów każdy może pomóc w zmniejszeniu zagrożenia dla naszych rodzimych ptaków – powiedziała Oda Wieding.
Opracowanie: Wojciech Szymański

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/4a61413b9d4d1b4b6848cc81c0d40475,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/4a61413b9d4d1b4b6848cc81c0d40475,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Bociany mylą gumki recepturki z dżdżownicami. Skutki bywają fatalne</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/618551,5-podstawowych-typow-osobowosci-kotow-badania-kampanii-whiskas-koci-mrraj</guid><link>https://natemat.pl/618551,5-podstawowych-typow-osobowosci-kotow-badania-kampanii-whiskas-koci-mrraj</link><pubDate>Wed, 06 Aug 2025 17:37:27 +0200</pubDate><title>9 na 10 Polaków uważa, że ich kot ma unikalną osobowość. Sprawdź, co czyni pupila szczęśliwym</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/431d45e2e246649e221908ace62f9118,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />87 proc. opiekunów kotów w Polsce uważa, że ich kot ma unikalną osobowość, a 85 proc. uważa go za pełnoprawnego członka rodziny – wynika z badania przeprowadzonego w ramach kampanii WHISKAS® "Koci Mrraj".

Relacja z kotem to nie tylko codzienne głaskanie i wspólna zabawa, ale też realne wsparcie dla naszego dobrostanu psychicznego i fizycznego. Z kolei szczęście pupila zależy w głównej mierze od świadomości i troski jego opiekuna. Jak sprawić, żeby kot był szczęśliwy? Warto odwiedzić strefę marki już 7 sierpnia przed wejściem do centrum handlowego Westfield Arkadia w Warszawie, aby nie tylko porozmawiać z behawiorystką, ale też wziąć udział w spersonalizowanym quizie osobowości kota.
Koty jako pełnoprawni członkowie rodziny – jak je postrzegamy?
Ogólnopolskie badanie "Zachowanie, osobowość i codzienność kotów" przeprowadzone w ramach kampanii WHISKAS® "Koci Mrraj" potwierdza, że koty są dla nas niezwykle ważne i są czymś znacznie więcej niż tylko zwierzętami domowymi.
Dla 85 proc. opiekunów koty są pełnoprawnymi członkami rodziny, a siedmiu na dziesięciu Polaków (68 proc.) przyznaje, że kot to także ich najlepszy przyjaciel. Dla 61 proc. opiekunów to także powiernik codziennych myśli i emocji, dający spokój i poczucie bliskości. Co czwarta osoba (24 proc.) zwierza się swojemu czworonożnemu przyjacielowi często, a blisko cztery osoby na dziesięć (37 proc.) czasami – zwłaszcza wtedy, gdy nie mają możliwości rozmowy z rodziną czy przyjaciółmi.
W domowym zaciszu koty zyskują rolę dyskretnych słuchaczy. To właśnie ta niezwykła, pełna zaufania więź sprawia, że dla wielu osób rozmowa z kotem staje się naturalnym i potrzebnym elementem codzienności. Nie ulega wątpliwości, że koty są dla nas wyjątkowe. Co ciekawe, prawie 9 na 10 opiekunów (87 proc.) uważa, że ich kot ma unikalną osobowość, a blisko dwie na trzy osoby (63 proc.) twierdzi, że osobowość ich kota zmienia się w zależności od nastroju.
Codzienność z kotem jest ważnym aspektem naszego życia
Koty są z nami w chwilach stresujących i spokojnych, radosnych i tych trudniejszych – codziennie. Lubimy je głaskać i przytulać (57 proc.), być razem leżąc obok lub trzymać je na kolanach (47 proc.) albo po prostu patrzeć, jak się bawią (28 proc.) lub bawić się razem z nimi (24 proc.). Spędzamy z nimi czas – 41 proc. poświęca im codziennie od 15 do 30 minut, trzy osoby na dziesięć (29 proc.) od pół godziny do godziny, a co piąty opiekun (20 proc.) – nawet ponad godzinę. 
Dla co piątego opiekuna kot jest też na tyle ważny, że zorganizował mu przyjęcie urodzinowe (8 proc. wielokrotnie, 10 proc. przynajmniej raz). Dodatkowo 19 proc. rozważa taką opcję w przyszłości. Blisko co czwarta osoba (22 proc.) śpi ze swoim kotem każdej nocy, 28 proc. robi to przynajmniej kilka razy w tygodniu, a 16 proc. kilka razy w miesiącu, tylko 24 proc. deklaruje, że w ogóle nie śpi razem z kotem. 
Polacy interesują się także wewnętrznym światem swoich mruczków – 80 proc. chciałoby móc zapytać kota, czy jest szczęśliwy, a 78 proc. – wiedzieć, co ich pupil w danej chwili myśli.
Wyniki te pokazują, że koty odgrywają w naszym życiu wyjątkową rolę – nie tylko jako towarzysze, lecz jako pełnoprawni członkowie rodziny, których chcemy jak najlepiej rozumieć i uszczęśliwiać.
Co sprawia, że kot jest szczęśliwy?
Spędzając czas z kotem, budujemy głęboką więź, z której korzystają obie strony – badania naukowe pokazują, że kontakt ze zwierzętami wspiera nasze zdrowie psychiczne i fizyczne, pomaga obniżyć stres, poprawia nastrój i daje poczucie bliskości. Jednak, aby relacja z mruczkiem była w pełni satysfakcjonująca również dla niego, kluczowe jest zrozumienie i mądre zaspokajanie jego potrzeb behawioralnych. Szczęście pupila zależy więc od świadomości i troski jego opiekuna.
– Koty mają wiele potrzeb, do których należą m.in. poczucie bezpieczeństwa, stabilne środowisko życia, angażująca przestrzeń z miejscami do wspinania się, ukrywania i drapania, właściwa dieta, czy instynkt łowiecki. Szczęśliwy kot to taki, którego opiekun zna wymagania gatunkowe i indywidualne swojego pupila i umie je w odpowiedni sposób zaspokoić. Wtedy kot czuje się spełniony – podkreśla Małgorzata Głowacka, lekarka weterynarii i ekspertka naukowa ds. żywienia zwierząt w Mars Polska.
Choć wszystkie koty dzielą wspólne potrzeby behawioralne, ważne jest osobnicze podejście do każdego mruczka uwzględniające temperament, wiek, preferencje i stan zdrowia zwierzęcia. Świadomość potrzeb naszego ulubieńca sprawia, że możemy stworzyć warunki, w których kot nie tylko czuje się kochany, ale też w pełni szczęśliwy.
"Koci Mrraj" w sercu Warszawy
Na pytanie o szczęście kota postanowiła odpowiedzieć marka WHISKAS® w kampanii Koci Mrraj. We współpracy z dr Tammie King, behawiorystką zwierząt z Instytutu Nauki o Zwierzętach WALTHAM, opracowano różne typy osobowości kotów i spersonalizowany Quiz Osobowości Kota.
Już 7 sierpnia b.r. w godzinach od 10:00 do 21:00 w specjalnej strefie marki przed wejściem do centrum handlowego Westfield Arkadia w Warszawie każdy opiekun kota będzie mógł wziąć udział w quizie i dzięki temu poznać lepiej charakter i potrzeby swojego pupila. W cyfrowym pop-upie uczestnicy otrzymają wynik quizu zgodny z osobowością ich kota wraz z wizualizacją odpowiadającej jej "krainy szczęścia – Kociego Mrraju" oraz rekomendacją najlepiej dopasowanego produktu WHISKAS®.
Na wydarzeniu będzie również obecna behawiorysta, z którą w godzinach 11:00–17:00 będzie można porozmawiać na temat zachowań naszych pupili. Każdy z opiekunów będzie mógł się dowiedzieć jak troszczyć się o swojego ulubieńca, aby przez długie lata cieszyć się towarzystwem zdrowego, wesołego i szczęśliwego kota.
Na odwiedzających czeka też strefa chillout, pyszna kawa i fotobudka, gdzie można będzie zrobić pamiątkowe zdjęcie. WHISKAS® przygotował także coś specjalnego – uczestnicy Quizu Osobowości Kota otrzymają "Koci Pakiet" z produktami i drobnymi upominkami, by móc zabrać odrobinę Kociego Mrraju do swojego domu.
Więcej informacji o tym, jak sprawić by nasi czworonożni przyjaciele byli szczęśliwi, można znaleźć na stronie: www.shine.waltham.com.
Badanie "Zachowanie, osobowość i codzienność kotów" zostało przeprowadzone przez agencję badawczą SW Research wśród użytkowników panelu on-line SW Panel w dniach 25.05.2025 r. – 08.06.2025 r. na zlecenie marki WHISKAS®. Badanie przeprowadzono na reprezentatywnej próbie ogólnopolskiej, analizą objęto 1008 Polaków będących opiekunami kotów. Próba została dobrana w sposób losowo-kwotowy. Głównym celem badania było poznanie opinii opiekunów kotów na temat ich zachowania, ulubionych zajęć i codziennego życia z kotem.
Pięć unikalnych krain Kociego Mrraju:
Drobiowa Dolina (Aktywny Kot): Delektując się karmą WHISKAS® Drobiowa uczta, koty przenoszą się do magicznej krainy pełnej pysznego drobiu i piórek, które koty uwielbiają! I nie ma w tym nic dziwnego. Dzięki piórkom mogą polować bez ryzyka, zaspokajając swój wrodzony instynkt w domowych warunkach.
Jeziorko Sosikowe (Niezależny Kot): Miejsce, w którym koty mogą cieszyć się własnym towarzystwem, delektując się saszetkami WHISKAS® Tasty Mix. Smaczna mokra karma zawiera wszystko, czego potrzebuje Twój kot, by pozostać zdrowym, w tym witaminy z grupy B i zbilansowane minerały.
Wyspa Aromatów (Ciekawski Kot): Koci zmysł węchu jest 14 razy lepszy od ludzkiego, a smak ich pożywienia oceniają właśnie po zapachu. Wyspa Aromatów to pachnąca oaza, w której niezywkłe aromaty nowej serii WHISKAS® Aromatyczna Mieszanka w sosie pobudzają doskonały zmysł węchu Twojego kota, sprawiając, że każdy kęs jest prawdziwą rozkoszą.
Szczyt Chrupania (Kot Skory do zabawy): Koty kochają miękkość i ciepło świeżo wypranych ubrań, nic dziwnego, że tak chętnie się w nich bawią. Stąd też pomysł na Szczyt Chrupania, czyli górę chrupiącej suchej karmy WHISKAS®. Bogata w wartościowe składniki karma, która nie tylko wspiera trawienie, ale także dostarcza kotu chrupiącej przyjemności, odzwierciedlając jego figlarny charakter.
Równina Rozpieszczania (Rozpieszczony Kot): Koty uwielbiają być rozpieszczane, a ich potrzeba bliskości ma swoje źródła już w kocięcych chwilach. Równina Rozpieszczania to spokojna kraina pełna chrupiących skorupek z miękkim, kremowym wnętrzem – stworzona z myślą o delikatnej, czułej naturze kota. Przysmaki WHISKAS® RELAX &amp; UNWIND™ pomagają mruczkom odprężyć się i poczuć naprawdę dopieszczonymi.

O marce WHISKAS®
WHISKAS® z pasją tworzy jedzenie dla kotów od 1958 roku – to ponad 60 lat doświadczenia, które marka wykorzystuje, by koci przyjaciele mruczeli z zadowolenia. Nie tylko angażuje się w opracowywanie pełnowartościowych produktów, ale również dba, aby wszystkie koty mogły żyć zdrowiej i szczęśliwiej.
Zespół WHISKAS® doskonale rozumie, jak bardzo ludzie kochają swoje koty – bo czuje to samo. Marka docenia koty za to, kim naprawdę są: niezależnymi duchami, które potrzebują troski, miłości i opieki. WHISKAS® wie, że najlepszym sposobem okazania tej troski jest zrozumienie kota i zapewnienie mu smacznego, pożywnego jedzenia, które wywoła radosne mruczenie i wzmocni więź między opiekunem a pupilem.
W WHISKAS® jesteśmy dumni z tego, że tworzymy jedzenie, które daje opiekunom pewność, że karmią swoje koty zdrowo i smacznie. Współpracujemy z Instytutem Nauki o Zwierzętach WALTHAM, aby stale udoskonalać wartość odżywczą, smak i jakość naszych produktów.
Dbamy o to, by każdy posiłek był pełen dobra, na które Twój kot zasługuje – zawsze w pełni zbilansowany i kompletny. To część naszej misji: tworzyć świat, w którym wszystkie koty będą mruczeć więcej.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/431d45e2e246649e221908ace62f9118,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/431d45e2e246649e221908ace62f9118,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">87 proc. opiekunów kotów w Polsce uważa, że ich kot ma unikalną osobowość, a 85 proc. uważa go za pełnoprawnego członka rodziny – wynika z badania przeprowadzonego w ramach kampanii WHISKAS® &quot;Koci Mrraj&quot;.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/617453,niezwykle-zwierze-w-warszawskim-zoo-do-stolicy-przyjechala-nosorozyca</guid><link>https://natemat.pl/617453,niezwykle-zwierze-w-warszawskim-zoo-do-stolicy-przyjechala-nosorozyca</link><pubDate>Tue, 29 Jul 2025 08:20:38 +0200</pubDate><title>Niezwykłe zwierzę w warszawskim ZOO. Do stolicy przyjechała Jhansi</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/d7b64e522db8dabb757cad30017be8ef,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Warszawa ma nową, wyjątkową mieszkankę. Do stołecznego ZOO przyjechała 35-letnia samica nosorożca indyjskiego, Jhansi. Jej przybycie to nie tylko ekscytujące wydarzenie dla odwiedzających, ale także dowód na rosnące zaangażowanie Warszawskiego ZOO w odpowiedzialną opiekę nad starszymi zwierzętami.

Jhansi, prawdziwa seniorka wśród nosorożców, urodziła się 20 lipca 1990 roku w San Diego ZOO Safari Park, a do Warszawy przybyła prosto z Berlina. To niezwykła samica, która wydała na świat czworo młodych. 
Co ciekawe, jednym z jej potomków jest Jacob, pieszczotliwie nazywany przez opiekunów Kubą, który do stycznia tego roku mieszkał właśnie w Warszawskim ZOO. Jacob wraz ze swoją partnerką Shikari doczekał się trójki dzieci.
Spotkanie "teściowej" z "synową" – nowe wyzwanie w ZOO
Po śmierci Kuby Shikari przez pewien czas mieszkała sama. Teraz dołącza do niej... jej teściowa. 
– W życiu relacje między teściową a synową bywają różne – komentuje Patrycja Kasprzak, Kierowniczka Sekcji Słoniarni i Nosorożców. – Jednak mamy nadzieję, że nasze dziewczyny się dogadają.
To wyjątkowe spotkanie ma na celu zapewnienie obu samicom odpowiednich warunków w późniejszych latach życia. Zarówno Jhansi, ze względu na wiek, jak i Shikari, ze względów zdrowotnych, nie będą już brały udziału w rozrodzie. Początkowo zamieszkają w osobnych boksach, ale jeśli ich relacje „przez płot” staną się przyjazne, będą dzielić wspólny wybieg.
Opieka geriatryczna – nowe wyzwanie dla nowoczesnych ogrodów zoologicznych
Przybycie Jhansi podkreśla rosnące znaczenie opieki geriatrycznej w nowoczesnych ogrodach zoologicznych. 
– ZOO to nie tylko miejsce narodzin – podkreśla dr Agnieszka Czujkowska z Warszawskiego ZOO. – Równie ważna jak hodowla jest troska o starsze zwierzęta. Opieka geriatryczna to dziś jedno z większych wyzwań – wymaga wiedzy, cierpliwości i odpowiednich warunków.
Jhansi i Shikari to wyjątkowe, doświadczone samice, którym Warszawskie ZOO chce zapewnić spokojne i bezpieczne życie. Celem jest zagwarantowanie im jak najlepszej opieki i komfortu na tym etapie życia. 
Warszawskie ZOO angażuje się w ochronę gatunków nie tylko poprzez hodowlę, ale również zapewniając odpowiedzialną opiekę starszym zwierzętom, które wymagają szczególnego podejścia. Obecność Jhansi w Warszawie to ważny element tej misji.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/d7b64e522db8dabb757cad30017be8ef,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/d7b64e522db8dabb757cad30017be8ef,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">W Warszawskim ZOO pojawiła się nowa lokatorka.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/617213,hamburg-policja-ratuje-z-laby-ranna-foke-ponad-100-km-od-morza</guid><link>https://natemat.pl/617213,hamburg-policja-ratuje-z-laby-ranna-foke-ponad-100-km-od-morza</link><pubDate>Sun, 27 Jul 2025 02:05:01 +0200</pubDate><title>Policja uratowała ranną fokę. Co zwierzę robiło w mieście ponad 100 km od morza?</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/31a8811fcecba1c4194b54de7cfe3452,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Foki w Łabie? To się raczej nie zdarza. A jednak; hamburscy policjanci jednak musieli podjąć nietypową akcję na brzegu rzeki. Dodajmy, że to niemieckie miasto leży ok. 110 km od Morza Północnego.

Policjanci uratowali ranną fokę, znalezioną na plaży nad Łabą w Hamburgu-Othmarschen. Jak poinformował rzecznik straży pożarnej, która brała udział w akcji, zwierzę miało lekkie obrażenia płetwy.
Co foka robiła w rzece?
Z kolei rzecznik policji podkreślił, że spotkanie fok w tym miejscu jest raczej niezwykłe.
Świadkowie zauważyli zwierzę późnym wieczorem w piątek i wezwali funkcjonariuszy. Straż pożarna przewiozła ważące ponad 100 kilogramów zwierzę do tzw. ojca łabędzi. To on teraz opiekuje się ranną foką.
Ratownicy chcieli najpierw zabrać ssaka morskiego do schroniska dla zwierząt, ale schronisko nie mogło go przyjąć.
Hamburski "ojciec łabędzi" opiekuje się łabędziami w tym hanzeatyckim mieście. Jesienią prowadzi zwierzęta do zimowych kwater, a wiosną towarzyszy im w drodze powrotnej do zewnętrznej części jeziora Alster.
Opracowanie: Dagmara Jakubczak

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/31a8811fcecba1c4194b54de7cfe3452,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/31a8811fcecba1c4194b54de7cfe3452,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">W Hamburgu znaleziono ranną fokę. Uratowali ją policjanci</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/611801,zostawil-psa-w-rozgrzanym-aucie-zwierze-nie-przezylo</guid><link>https://natemat.pl/611801,zostawil-psa-w-rozgrzanym-aucie-zwierze-nie-przezylo</link><pubDate>Fri, 20 Jun 2025 10:36:24 +0200</pubDate><title>Zostawił psa w rozgrzanym aucie. Zwierzę nie przeżyło</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/81334a91ac3453a96ff6e80a2d3c7811,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Młody mężczyzna zostawił psa w aucie i poszedł na basen. Latem na czworonogi czyhają też inne niebezpieczeństwa.

Młody mężczyzna w Dingolfing w Bawarii na południu Niemiec zostawił swojego psa w samochodzie podczas godzinnej wizyty na basenie. Zwierzę padło z powodu przegrzania. Policja prowadzi teraz dochodzenie przeciwko mężczyźnie za naruszenie ustawy o ochronie zwierząt.
Auto jak piekarnik
Funkcjonariusze przypominają kierowcom, że ani zwierzęta, ani dzieci nie powinny być pozostawiane w samochodzie w letnich temperaturach – nawet na kilka minut.
Już przy temperaturze zewnętrznej wynoszącej od 20 do 25 stopni, wnętrze samochodu może nagrzać się do zagrażającej życiu temperatury ponad 50 stopni.
Uwaga na łapy
Niemiecka organizacja na rzecz praw zwierząt "Vier Pfoten" (Cztery Łapy) przypomina tymczasem, że w czasie upałów psy mogą poparzyć sobie łapy na asfalcie.
Dlatego przy bardzo wysokich temperaturach właściciele psów powinni generalnie odłożyć spacery ze swoimi zwierzętami na godziny poranne i wieczorne, i preferować ścieżki w cieniu lub w lesie.
Organizacja przypomina, że łatwo jest sprawdzić, czy asfalt jest zbyt gorący dla psich łap.  – Wystarczy przytrzymać płaską powierzchnię dłoni na ziemi przez kilka sekund – jeśli jest to trudne do wytrzymania, jest zbyt gorąco na spacer – mówi Sabrina Karl, ekspert ds. zwierząt w "Vier Pfoten".
W najbliższych dniach w Niemczech oraz w Polsce spodziewane są upały przekraczające 30 stopni Celsjusza. 
Opracowanie: Wojciech Szymański

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/81334a91ac3453a96ff6e80a2d3c7811,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/81334a91ac3453a96ff6e80a2d3c7811,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Zostawił psa rozgrzanym aucie.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/609779,skandaliczna-decyzja-burmistrza-chodzi-o-136-psow</guid><link>https://natemat.pl/609779,skandaliczna-decyzja-burmistrza-chodzi-o-136-psow</link><pubDate>Sat, 07 Jun 2025 08:26:04 +0200</pubDate><title>Skandaliczna decyzja burmistrza. Chodzi o 136 psów</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/a50ea96417ea0e75579e1c9f70c996b0,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Śmierdzące odchodami ciasne pomieszczenie, rzędy klatek ułożonych piętrowo, a w nich stłoczone jamniki i owczarki collie. Na zaledwie 40 metrach kwadratowych żyło 136 psów. Pozbawione światła, opieki weterynaryjnej, zaniedbane i przebodźcowane: w  takim stanie zastali je interweniujący funkcjonariusze. Decyzją burmistrza wróciły do właścicielki. "Nie stwierdzono zagrożenia życia”.

Były stłoczone tak, że nie mogły się nawet obrócić. Niektóre leżały we własnych odchodach. Pomieszczenie, w którym wegetowały, miało zaledwie 40 metrów kwadratowych. 119 jamników i 17 collie nie miały dostępu do światła, wody, karmy ani opieki weterynaryjnej. Nie znały ruchu, zabawy ani dotyku trawy. Karmiące suki tkwiły w ciemnych klatkach ze swoimi miotami. 
Tak, według relacji Fundacji Judyta, wyglądało życie psów w jednej z hodowli w Jędrzejowie (woj. świętokrzyskie). Szefowa Fundacji na Instagramie opublikowała wstrząsające relacje pokazujące cierpienie zwierząt.


                
                    
                
                "Okrucieństwo"
Podczas kontroli na początku maja, którą przeprowadzili funkcjonariusze policji i Powiatowy Inspektorat Weterynarii, podjęto decyzję o natychmiastowym odebraniu zwierząt właścicielce. Zastosowano tryb interwencyjny, czyli stosowany w sytuacjach, gdy ich zdrowiu lub życiu zagraża bezpośrednie niebezpieczeństwo. Na miejscu był też przedstawiciel Urzędu Miasta w Jędrzejowie, jednak nie przeprowadzał kontroli, ponieważ nie miał do tego uprawnień.
– W mojej ocenie przetrzymywanie psów w klatach jest niedopuszczalne i wypełnia znamiona czynu zabronionego – podkreśliła lek. wet. Teresa Cichoń, powiatowy lekarz weterynarii w Jędrzejowie w rozmowie z TVP Kielce.
Jak informuje Fundacja Judyta za pośrednictwem mediów społecznościowych, weterynarze znaleźli u psów rany, infekcje, ubytki sierści oraz brudne uszy. Fundacja od razu zaczęła się nimi opiekować, dając im szansę na powrót do zdrowia. Specjaliści rozpoczęli leczenie, diagnostykę i proces socjalizacji.
Psy wykazywały typowe objawy silnego stresu, takie jak chodzenie w kółko, gryzienie ogonów i tiki nerwowe.
Ustawa o ochronie zwierząt przewiduje, że za znęcanie się nad zwierzętami można trafić do więzienia nawet na 3 lata. 
Ale czy rzeczywiście ktoś za to odpowie?
Już 29 maja, zaledwie kilka tygodni po interwencji, burmistrz Jędrzejowa zmienił decyzję i pozwolił, by psy wróciły do właścicielki. 
Szefowa Fundacji jest oburzona takim obrotem spraw i uważa to za celowe działanie urzędu. Decyzja została doręczona tylko właścicielce – tej samej, która przez lata dopuszczała się zaniedbań wobec zwierząt. Fundacja, mimo że przejęła opiekę nad psami, nie została oficjalnie poinformowana, więc nie może się odwołać. Teraz zapowiada walkę o czworonogi i już ruszyła ze zbiórką podpisów pod petycją.
–  Będziemy się odwoływać. Będziemy walczyć. Nie oddamy tych zwierząt w ręce ludzi, którzy zgotowali im piekło – nie kryje determinacji szefowa Fundacji.

                
                    
                
                – Psy były w skrajnie zaniedbanym stanie, było jasne, że liczył się tylko zysk. Nikt nie brał pod uwagę ich dobrostanu ani podstawowych potrzeb. Takie warunki są po prostu niedopuszczalne, bez względu na to, czy chodzi o jednego psa, czy o sto dwadzieścia – ocenia hodowlę w rozmowie z naTemat.pl Przemysław Federowicz, behawiorysta zwierzęcy. – To, że psy wróciły do właścicielki, to tak naprawdę kontynuacja znęcania się nad nimi. 
Psy mają objawy stereotypii (powtarzające się, pozbawione celu ruchy lub zachowania - przyp.red.)
– To są zachowania wynikające z przewlekłego stresu i frustracji, której psy nie potrafią same ukoić. I szczerze mówiąc, wcale mnie to nie dziwi, bo te zwierzęta żyły w skandalicznych warunkach – mówi Federowicz. 
Specjalista podkreśla, że zwierzęta mogą odzyskać równowagę, ale tylko pod warunkiem długotrwałej, fachowej opieki. 
– Myślę, że doszliśmy już do takiego poziomu zaniedbania i, mówiąc wprost, okrucieństwa wobec tych zwierząt, że nie ma co liczyć na poprawę. Tę sytuację trzeba natychmiast przerwać, bez żadnych dyskusji – mówi zdecydowanie.
Behawiorysta zwraca też uwagę, że zaniedbania w hodowlach występują na różnych poziomach. Nawet pochodzenie psa z renomowanej hodowli nie daje gwarancji, że był dobrze zadbany i odpowiednio zsocjalizowany. 
– Często spotykam się z klientami, którzy odbierają szczeniaka z hodowli i już na samym początku mają problemy – bo pies był zaniedbany, nikt się nim porządnie nie zajął. 
I dodaje: 
–  Sam ponad osiem lat temu wziąłem szczeniaka z zarejestrowanej hodowli. Już wtedy widać było, że jest zestresowany i zaniedbany. Nikt wcześniej się nim nie zajmował. Potem pojawiły się problemy zdrowotne. Do dziś cierpi na obustronną dysplazję i miał zerwane więzadła w kolanach. Leczenie i rehabilitacja trwały długo, żeby w ogóle mógł funkcjonować normalnie i cieszyć się życiem. Więc wiem, jak bardzo warunki hodowlane wpływają na życie psa – uzasadnia.
"Brak jednoznacznych dowodów"
Zupełnie odmienną wersję wydarzeń w sprawie hodowli przedstawia Urząd Miasta w Jędrzejowie. W piśmie przesłanym do redakcji naTemat.pl czytamy, że choć urząd dopatrzył się nieprawidłowości, nie uznał ich za rażące i zagrażające zdrowiu lub życiu psów. Naczelnik wskazał, że książeczki zdrowia oraz paszporty zawierały wszystkie aktualne szczepienia, a właścicielka przedłożyła zaświadczenia od dwóch lekarzy weterynarii potwierdzające, że psy były objęte stałą opieką. Przed kontrolą z 5 maja 2025 roku urząd nie miał żadnych informacji o warunkach sanitarnych na posesji, a także nie wpłynęły do niego zgłoszenia dotyczące złego traktowania zwierząt czy niewłaściwych warunków ich utrzymania. 
Grzegorz Maruszak z Urzędu Miejskiego w Jędrzejowie w piśmie przesłanym do naszej redakcji zwraca uwagę także na duże rozbieżności między liczbą psów wymienionych w protokole pokontrolnym a liczbą zwierząt faktycznie odebranych przez Fundację. Brakuje jasnych informacji, które psy dokładnie były oceniane i na jakiej podstawie podjęto decyzję o ich odebraniu. Inspektorat Weterynarii w Jędrzejowie zalecił odebranie 104 psów, podczas gdy Fundacja podała, że przejęła ich aż 136. Jego zdaniem tak duża różnica rodzi poważne wątpliwości co do rzetelności całej interwencji. 
"Mając na uwadze powyższe okoliczności oraz brak jednoznacznych dowodów w postaci badań przeprowadzonych przez kontrolujących lekarzy potwierdzających istnienie bezpośredniego zagrożenia dla życia lub zdrowia zwierząt, zdecydowano o odmowie czasowego odbioru zwierząt, z jednoczesnym nałożeniem środków naprawczych oraz obowiązkiem poddawania się stałym kontrolom przez osoby upoważnione" – czytamy w uzasadnieniu. 
W protokole kontroli, który wpłynął do urzędu, nie ma zapisów wskazujących, że psy przebywały nieustannie w klatkach. Jak wyjaśnia Grzegorz Maruszak, gdyby psy naprawdę spędzały cały czas w klatkach bez jedzenia i wody, można by się spodziewać uszkodzeń zębów, pazurów czy łap – na przykład od drapania czy gryzienia prętów – a także problemów z postawą i poruszaniem się z powodu nienaturalnej pozycji ciała. Co więcej, w klatkach nie znaleziono żadnych odchodów ani innych zabrudzeń, które świadczyłyby o długotrwałym zamknięciu. 
Nie odnotowano też ran, otarć czy innych śladów, które mogłyby wskazywać na fizyczne znęcanie się nad nimi. Dodatkowo wizualna ocena zwierząt nie wykazała żadnych zranień, kalectw czy widocznych objawów chorób zakaźnych. 
Urząd Miasta odżegnuje się od wersji mówiącej o tym, że psy nie wychodziły na spacer. Miały one bywać na zewnętrznych wybiegach - trzech dużych i pięciu mniejszych. Te informacje potwierdził sąsiad oraz kontrolujący inspektorzy, którzy odnotowali, że ponad 70 psów znajdowało się w momencie wizyty na zewnątrz. 
Burmistrz Jędrzejowa, zdając sobie sprawę, że opieka nad psami pozostawiała jednak wiele do życzenia, zobowiązał właścicielkę do wprowadzenia zmian i poprawy warunków, w jakich przebywały zwierzęta. Chodzi m.in. o zapewnienie psom lepszych warunków, stałego dostępu do karmy, wody i opieki weterynaryjnej, a także zgodę na kontrole, również te niezapowiedziane. Właścicielka zadeklarowała, że zastosuje się do wszystkich zaleceń. 
Co dalej z psami?
47-letnia właścicielka psów, obywatelka Ukrainy, prowadzi oficjalną hodowlę zarejestrowaną w Ukrainie i jest członkinią Międzynarodowej Federacji Kynologicznej (FCI), której zasady są uznawane również w Polsce.
W urzędzie przedstawiła certyfikat hodowli FCI-UKU Gledi Best nr 124/13 i wyjaśniła, że nie może być jednocześnie członkinią ukraińskiego i polskiego klubu hodowców, ponieważ oba działają w ramach tej samej federacji.  
Właścicielka przekazała urzędowi, że w jej obecnym miejscu zamieszkania zostanie tylko 18 psów, a pozostałe trafią do sprawdzonego hotelu dla zwierząt, który spełnia wszystkie wymogi weterynaryjne. Zapewniła też o chęci współpracy – skontaktowała się z Powiatowym Inspektoratem Weterynarii i zadeklarowała, że podda się regularnym kontrolom.

 
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/a50ea96417ea0e75579e1c9f70c996b0,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/a50ea96417ea0e75579e1c9f70c996b0,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Zdjęcie poglądowe</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/609020,7-bledow-opiekunow-ktorych-psy-szczerze-nie-znosza-i-jak-ich-unikac</guid><link>https://natemat.pl/609020,7-bledow-opiekunow-ktorych-psy-szczerze-nie-znosza-i-jak-ich-unikac</link><pubDate>Tue, 03 Jun 2025 06:22:09 +0200</pubDate><title>7 zachowań opiekunów, których psy nie znoszą. Większość z nas grzeszy jedynką</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/127aad46c854b71cc418a1d1c551a986,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Miłość do psa często objawia się nadopiekuńczością, przytulaniem bez końca i traktowaniem pupila jak dziecka. Choć intencje są dobre, dla psa wiele z tych gestów może być stresujących, niezrozumiałych, a nawet nieprzyjemnych. Oto lista zachowań, które opiekunowie często wykonują w dobrej wierze, a których psy... najchętniej by zakazały.

7 błędów opiekunów, których psy szczerze nie znoszą – i jak ich unikać
1. Mówienie do psa jak do niemowlaka

"No kto tu jest mamusi kochanym pieszczoszkiem? No kto tu jest malutkim dzidziusiem?". Twój pies nie ma pojęcia, o co ci chodzi, a wysoki, piskliwy ton, przeciągane słowa i baby talk mogą go drażnić lub niepokoić. Psy preferują spokojny, naturalny głos i jasne komunikaty – a nie audycję z radia dla przedszkolaków.
2. Narzucanie mu "przyjaciół"

Nie każdy pies musi kochać sąsiadkę z psem rasy toy albo twoją nową sympatię. Wpychanie go na kolana gości, zmuszanie do pozowania do selfie z dziećmi znajomych albo zakładanie, że "na pewno się dogadają, bo są psami" – to przepis na napięcie i konflikty. Dla psa to jakbyś ty musiał dzielić pokój z losowym współlokatorem i jeszcze się z nim zaprzyjaźnić.
3. Zapachowe tortury – perfumy, środki czystości, kadzidła

Ludzie lubią pachnieć. Psy mają 40 razy silniejszy węch. Jeśli spryskujesz się intensywnym perfumami, palisz zapachowe świeczki albo szorujesz podłogę chlorowym środkiem, twój pies cierpi – dosłownie. Nie może się skupić, odpocząć ani poczuć "swojego" otoczenia. Dla niego to jakbyś ty mieszkał w perfumerii.
4. Przesadna kontrola: zero luzu na spacerze

Stale napięta smycz, zakazy węszenia, ciągnięcie psa tam, gdzie ty chcesz – to jakbyś zabrał kogoś na spacer i przez godzinę ciągnął go za rękę bez słowa wyjaśnienia. Pies chce poznawać świat nosem. Ograniczając to, odbierasz mu największą przyjemność dnia.
5. Nagłe wybuchy emocji

Wybuchy śmiechu, krzyk, nagłe głośne rozmowy przez telefon, rzucanie się do tańca w salonie – wszystko to może wywoływać u psa niepokój. Nie dlatego, że nie chce cię szczęśliwego – tylko dlatego, że twój nastrój zmienia się jak pogoda w górach i on nie wie, co się dzieje. Psy kochają stabilność. Jesteś jego punktem odniesienia – jak ty wariujesz, on wariuje razem z tobą.
6. Przebieranki, czapeczki i fotki na Insta

Zabawa z ubrankami może wyglądać uroczo na Instagramie, ale dla psa to często koszmar. Ograniczenie ruchów, dziwne zapachy materiałów, szeleszczenie, ściskanie – to wszystko go męczy. Jeśli pies nie nosi ubrania funkcjonalnego (np. przeciwdeszczówki zimą), traktuje to jak karę. A potem jeszcze każesz mu pozować do selfie z uszami króliczka…
7. Ciągła nadopiekuńczość – nie dajesz mu być psem

Noszenie psa na rękach, bo "chodnik jest brudny", podawanie tylko gotowanego jedzenia "bo sucha karma to zło", zasypywanie zabawkami i odmawianie kontaktów z innymi psami "bo się pobrudzi" – to wszystko może wynikać z miłości. 
Ale pies nie chce być pluszową maskotką. Chce tarzać się w trawie, powęszyć za jeżem, szczekać na wrony i czasem nawet się zmoczyć. Pozwól mu być psem.
Kochasz swojego psa? To jasne. Ale czasem ta miłość jest… zbyt ludzka. Psy mają inne potrzeby, inne granice i zupełnie inny sposób odczytywania rzeczywistości. 
Zamiast projektować na nie swoje emocje i zachowania – warto je po prostu zrozumieć. To najprostszy sposób, by twój pies był naprawdę szczęśliwy. I żeby nie musiał cię po cichu przeklinać w psim języku.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/127aad46c854b71cc418a1d1c551a986,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.natemat.pl/127aad46c854b71cc418a1d1c551a986,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">7 błędów opiekunów, których psy szczerze nie znoszą – i jak ich unikać</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/605261,7-owocow-i-warzyw-ktore-moze-jesc-twoj-pies-i-jeden-smiertelny</guid><link>https://natemat.pl/605261,7-owocow-i-warzyw-ktore-moze-jesc-twoj-pies-i-jeden-smiertelny</link><pubDate>Wed, 14 May 2025 11:12:06 +0200</pubDate><title>7 owoców i warzyw, którymi pies może zajadać się razem z tobą. I jedno śmiertelnie niebezpieczne</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/87de00d71e284f58c56d2799b0f2c1dc,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Kiedy pies patrzy na ciebie z nadzieją, że coś mu spadnie z talerza, warto wiedzieć, co możesz mu naprawdę dać. W psiej diecie jest miejsce na warzywa i owoce – trzeba tylko wiedzieć, które są dla niego bezpieczne. Oto 7 najpopularniejszych, które możesz mu podać. Na końcu znajdziesz ten jeden, którego lepiej unikać – mimo że wielu właścicieli wciąż myśli inaczej.

Kiedy siadasz na kanapie z miską świeżych owoców albo kroisz warzywa do obiadu, obok ciebie pojawia się ON – twój pies, z tym spojrzeniem, które mówi "daj kawałek". I może cię to zaskoczy, ale bardzo często możesz się z nim podzielić tym, co masz na talerzu. 
Psy nie muszą jeść tylko suchej karmy. Wprost przeciwnie – wiele owoców i warzyw to dla nich naturalne źródło witamin, błonnika i nawodnienia. Ale uwaga – nie wszystko, co zdrowe dla ciebie, jest dobre także dla pupila.
7 owoców i warzyw, które może jeść twój pies. Jeden z nich to niebezpieczny
1. Marchewka – zdrowy chrupak

Surowa lub gotowana, jest niskokaloryczna i pełna beta-karotenu. Idealna do gryzienia, dobra na zęby i trawienie.
2. Jabłko – z umiarem i bez pestek

Bogate w błonnik i witaminy. Ale uwaga – zawsze bez gniazda nasiennego. Pestki są toksyczne.
3. Arbuz – letni orzeźwiacz

Prawie sama woda – idealny na upały. Usuń pestki i skórę, a kawałek schłodzonego arbuza będzie dla psa pyszną nagrodą.
4. Dynia – naturalna pomoc na trawienie

Gotowana dynia łagodzi biegunki i zaparcia. Działa jak naturalny prebiotyk, a do tego jest lekkostrawna.
5. Ogórek – mało kalorii, dużo wody

Świetna przekąska, zwłaszcza dla psów z nadwagą. Pomaga się nawodnić i zawiera antyoksydanty.
6. Borówki – psie superfoods

Małe, ale pełne mocy. Przeciwutleniacze i witamina C wspierają odporność i działają przeciwstarzeniowo.
7. Bataty (słodkie ziemniaki) – zdrowa dawka energii
Gotowane bataty to świetne źródło błonnika, witaminy A, C i kilku minerałów. Są lekkostrawne i delikatne dla żołądka psa. Podawaj bez przypraw, najlepiej w formie ugotowanej lub upieczonej – nie na surowo. To wartościowa przekąska lub dodatek do posiłku.
Winogrona – MIT, który może zaszkodzić

To NIE jest bezpieczna przekąska. Nawet mała ilość może uszkodzić nerki psa. Nie testuj tego – weterynarze alarmują od lat.
Pamiętaj: To, że pies coś chętnie zje, nie znaczy, że powinien. Warzywa i owoce mogą urozmaicić jego dietę, ale zawsze zaczynaj od małych ilości i obserwuj reakcję. I trzymaj się z daleka od winogron – to nie mit, to zagrożenie.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/87de00d71e284f58c56d2799b0f2c1dc,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.natemat.pl/87de00d71e284f58c56d2799b0f2c1dc,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">7 owoców i warzyw, które może jeść twój pies. I jeden śmiertelny</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/604025,5-grzechow-przy-zostawianiu-psa-samego-w-domu-tak-ich-unikniesz</guid><link>https://natemat.pl/604025,5-grzechow-przy-zostawianiu-psa-samego-w-domu-tak-ich-unikniesz</link><pubDate>Thu, 08 May 2025 06:32:45 +0200</pubDate><title>5 grzechów, które popełniasz, zostawiając psa samego w domu. Tak ich unikniesz</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/e54eb8c8d4e5a8da7dde3a0bae461651,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Zostawianie psa samego w domu często jest źródłem stresu zarówno dla czworonoga, jak i jego opiekuna. Warto poznać błędy, które często popełniamy i dowiedzieć się, jak je skutecznie omijać, aby zminimalizować lęk u pupila i zapewnić mu poczucie  bezpieczeństwa podczas naszej nieobecności.

1. Brak stopniowego przyzwyczajania (desensytyzacji)
Nagłe pozostawienie psa samego na kilka godzin, bez wcześniejszego przygotowania, może sprawić, że pupil zareaguje paniką. W efekcie może dojść do rozwoju lęku separacyjnego, objawiającego się wyciem, szczekaniem, niszczeniem przedmiotów, a nawet agresją.
Jak zaznaczają specjaliści z OTOZ Animals w poradniku adopcyjnym, najczęściej popełnianym błędem jest branie urlopu po adopcji czworonoga. "Kiedy urlop się kończy pies nie potrafi zrozumieć dlaczego właściciel nagle wychodzi z domu na kilka godzin" – czytamy. 
Pupil powinien postrzegać wyjście opiekuna z domu jako coś zupełnie normalnego i nie budzącego lęku – to powinna być część codziennej rutyny. "Dobrze jest zacząć od zostawiania psa na krótkie okresy czasu, stopniowo je wydłużając. Podczas wyjścia nie żegnamy się z psem tylko po prostu ubieramy się i wychodzimy wypowiadając krótką komendę 'zostań' " – radzą specjaliści z OTOZ Animals. 
2. Zbyt krótki spacer przed wyjściem
Zanim zostawimy pupila samego na dłuższy czas, warto poświęcić chwilę na dłuższy spacer, a następnie dać psu moment na spokojne wyciszenie się w domu. Krótka przechadzka może nie wystarczyć do rozładowania energii, a pies pozostawiony w nadmiernym pobudzeniu może wykazywać niepożądane zachowania. 
"Twój pies będzie bardziej skłonny do relaksu, gdy zostanie sam, jeśli przed wyjściem zapewnisz mu odpowiednią dawkę ruchu i nakarmisz go" – podkreśla organizacja RSPCA (Royal Society for the Prevention of Cruelty to Animals). 
3. Wyłączanie radia / telewizora przed wyjściem 
Jeżeli w twoim domu na co dzień gra radio lub telewizor, wyłączanie ich przed wyjściem to błąd. Pies, przyzwyczajony do tych dźwięków, może poczuć się bardziej zestresowany i samotny, kiedy nagle zapanuje cisza. 
Pozostawienie włączonych urządzeń zapewni pupilowi znajome odgłosy codziennego domowego życia, które pomogą mu zredukować niepokój. Jak podaje Lake City Animal Hospital, włączony telewizor stymuluje umysł psa i może łagodzić objawy lęku separacyjnego.
Na pomoc przybywa DogTV – pierwszy na świecie kanał telewizyjny zaprojektowany wyłącznie dla psów, oferujący 24-godzinne, naukowo opracowane programy, które zapewniają czworonogom zajęcie i pomagają zmniejszyć niepokój podczas nieobecności opiekunów. 

                
                    
                
                4. Zbyt długie i emocjonalne pożegnania
Nie traktuj wyjścia jak wielkiego wydarzenia – unikaj przeciągających się pożegnań i emocjonalnych gestów, ponieważ takie zachowanie może zwiększyć niepokój psa i sprawić, że będzie bardziej przeżywał rozłąkę. 
Zamiast tego staraj się, aby opuszczenie domu było neutralne i bez zbędnych emocji. Podobnie po powrocie – zachowaj spokój i daj pupilowi chwilę na wyciszenie się, zanim go przywitasz. Dzięki temu pies nauczy się, że twoje wyjścia i powroty są czymś zwyczajnym – częścią codziennej rutyny.
5. Brak stymulacji umysłowej
Pies, który nie ma możliwości aktywizacji, szybko zaczyna się nudzić, co może prowadzić do destrukcyjnych zachowań. Doskonałym rozwiązaniem są specjalnie zaprojektowane zabawki oraz smakołyki, takie jak Kong wypełniony karmą, której wydobycie wymaga czasu i zaangażowania. 
Skuteczne są także maty węchowe, które pobudzają naturalne instynkty psa. Pochłonięty zabawą pupil zapomni o tęsknocie za domownikami i lepiej zniesie czas spędzany w samotności. 
"Pamiętaj, że po powrocie do domu te 'specjalne' przedmioty powinny zostać odłożone, a psu wręczane tylko wtedy, gdy wychodzisz lub przebywasz w innym pomieszczeniu" – radzi organizacja RSPCA. 
Pozostawienie psa samego w domu to wyzwanie zarówno dla czworonoga, jak i jego opiekuna. Dzięki świadomemu podejściu możemy uniknąć powszechnych błędów. W ten sposób zmniejszymy stres u pupila, zapewniając mu poczucie bezpieczeństwa, co pozytywnie wpłynie na jego samopoczucie. 


]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/e54eb8c8d4e5a8da7dde3a0bae461651,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/e54eb8c8d4e5a8da7dde3a0bae461651,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">5 grzechów, które popełniasz, zostawiając psa samego w domu</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/603923,gdzie-na-lunch-z-pupilem-10-lokali-w-warszawie-z-przekaskami-dla-psow</guid><link>https://natemat.pl/603923,gdzie-na-lunch-z-pupilem-10-lokali-w-warszawie-z-przekaskami-dla-psow</link><pubDate>Wed, 07 May 2025 15:57:39 +0200</pubDate><title>Gdzie na lunch (i nie tylko) z pupilem? Oto 10 lokali w Warszawie, gdzie twój pies też coś zje</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/70d97ca23a193560a5b50a0ff7d1db78,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Jeśli nie chcesz zostawiać swojego psa samego w domu, kiedy wychodzisz ze znajomymi, mamy dla ciebie świetną wiadomość! Coraz więcej miejsc otwiera swoje drzwi dla czworonogów, oferując im nie tylko wodę i przestrzeń do odpoczynku, ale także smaczki, a nawet specjalne menu. W naszym przewodniku znajdziesz 10 lokali w Warszawie, które serdecznie zapraszają pupili.

1. Flaming & Co (ul. Fryderyka Chopina 5) 
We Flamingu psy są traktowane jak pełnoprawni członkowie rodziny. Na czworonogów czeka nie tylko miska z wodą, ale także specjalne menu przygotowane przez Psi Bufet. Jak czytamy na stronie restauracji, posiłki są tworzone ze świeżych składników, bez sztucznych barwników, wypełniaczy czy konserwantów. 
2. Przegryź (ul. Mokotowska 52)
To miejsce idealne na śniadanie, lunch czy kolację z pupilem. Lokal oferuje specjalne menu dla psów – posiłki na bazie mięsa z rosołu i warzyw. Porcje są dostosowane do wielkości psa.
"Dwa w jednym? Zabierz pupila na spacer, a po drodze przegryź coś dobrego! Takie Gościnie i Goście są jak najbardziej mile widziani w naszych przytulnych progach" – zachęca restauracja Przegryź na Instagramie. 

                
                    
                
                3. Bolek Pub & Restaurant (al. Niepodległości 211)
Bolek to przyjazne, tętniące życiem miejsce z ogródkiem, położone na Polach Mokotowskich – jednym z największych parków w Warszawie. Po spacerze wśród zieleni można wpaść tutaj ze swoim czworonogiem na coś smacznego. Psy są mile widziane i mogą spróbować dań z Psiego Bufetu. 
4. Kawiarnia Las (Aleja Zjednoczenia 11)
Kawiarnia Las to bardzo klimatyczne miejsce z zielonym wnętrzem w sercu warszawskich Bielan – idealne dla miłośników natury. Czworonogi sa tu przyjmowane z otwartymi ramionami i mogą liczyć na porcję pełnowartościowej karmy o różnych smakach do wyboru. 
5. Good Lood
Sieć lodziarni Good Lood ma kilka lokalizacji w Warszawie. Czworonogi mogą tu skosztować specjalnych lodów dla psów o smaku bananowym i orzechowym – w pełni bezpiecznych, pozbawionych cukru i sztucznych składników.   
6. British Bulldog Pub (Krucza 51)
British Bulldog Pub to tętniący życiem lokal serwujący angielskie piwo, śniadania i klasyczne domowe jedzenie. Czworonogi mogą tu liczyć na serdeczne przyjęcie oraz darmową porcję karmy o różnych smakach. To idealne miejsce dla miłośników brytyjskiego klimatu i ich pupili.
7. Rugs and More (Cecylii Śniegockiej 13/101)
Rugs and More to nowoczesna kawiarnia, w której serwowana jest wysokiej jakości kawa oraz świeże wypieki. Lokal serdecznie zaprasza wszystkie czworonogi. Każdy pupil może skosztować bezpłatnego przysmaku Pap‑Puccino. 

                
                    
                
                8. Centrum Zarządzania Światem
Centrum Zarządzania Światem to klimatyczna restauracja z barem o industrialnym wnętrzu, zlokalizowana na warszawskiej Pradze. W menu znajdziemy apetyczne śniadania, domowe obiady i kuszące desery, a także coś specjalnego dla czworonogów – psiadanie!
9. Secret Life Cafe (Słowackiego 15/19)
Secret Life Cafe to przytulne miejsce na warszawskim Żoliborzu, gdzie można zjeść smaczne śniadania i domowe wypieki oraz napić się świeżo palonej kawy. Kawiarnia zachęca do przyprowadzania pupili, na które czekają przekąski. 
"Pieski są u nas zawsze mile widziane! Gdy pytacie Nas: czy można wpaść z psem? Odpowiadamy: nawet trzeba. Jesteśmy przygotowani ze smakołykami, miską pełną wody oraz rękami do głaskania" – zaprasza Secret Life Cafe. 

                
                    
                
                10. Big Book Cafe (Dąbrowskiego 81)
Big Book Cafe to artystyczna przestrzeń, łącząca księgarnię, kawiarnię i centrum wydarzeń literackich. W wygodnym fotelu można zatopić się w lekturze, rozkoszując się smacznym ciastem i aromatem świeżo palonej kawy. Czterołapni goście są tu mile widziani i mogą skosztować specjalnie przygotowanych przysmaków. 


]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/70d97ca23a193560a5b50a0ff7d1db78,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/70d97ca23a193560a5b50a0ff7d1db78,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Restauracje w Warszawie przyjazne psom</media:title></media:content></item>
		
	</channel>
</rss>
