<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" version="2.0" xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom">
	<channel>
		<title><![CDATA[naTemat.pl - Dom i wnętrze]]></title>
		<description><![CDATA[Najnowsze artykuły i wpisy blogerów w kategorii Dom i wnętrze w naTemat.pl]]></description>
		<link>https://natemat.pl/c/562,dom-i-wnetrze</link>
				<generator>natemat.pl</generator>
		<atom:link href="https://natemat.pl/rss/kategoria,562,dom-i-wnetrze" rel="self" type="application/rss+xml" />
		<atom:link rel="hub" href="https://pubsubhubbub.appspot.com/" xmlns="http://www.w3.org/2005/Atom" />
			<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/652231,koniec-z-nudna-deweloperska-moda-w-polskich-wnetrzach-kroluje-teraz-nowy-styl</guid><link>https://natemat.pl/652231,koniec-z-nudna-deweloperska-moda-w-polskich-wnetrzach-kroluje-teraz-nowy-styl</link><pubDate>Wed, 06 May 2026 11:23:04 +0200</pubDate><title>Koniec z nudną deweloperską modą. W polskich wnętrzach króluje teraz nowy styl</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/7aeb555545eff6ff931dd440e593cd2a,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Nowe aranżacje cechują się lekkością, otwartością, świadomą optyką i delikatnym ciepłem. Odchodzimy od ciężkich nabytków w stylu, które stały się prawdziwą plagą w dobie wszechobecnego fałszywego premium. To wielkie pożegnanie deweloperskich fantazji i powitanie przytulności, na którą zasługują nasze domy.

Od lat w Polsce panuje moda, która powoli chyli się ku upadkowi. Nasze mieszkania są przeciążone, ciemne, nieprzyjazne. Jednocześnie nie chcemy stawiać na surowy minimalizm, bo to z kolei przesada w drugą stronę.
Nowe trendy skupiają się na rezygnacji z najbardziej problematycznych rozwiązań, które rujnują nasze wnętrza, ale jednocześnie nie wiążą się z nadmiernymi limitacjami w stylistyce.
Co więcej, postawienie na nie wcale nie jest takie trudne. Jednym z ważnych elementów jest odrzucenie trendów, które ostatnimi laty były nam sprzedawane jako szczyt estetyki. Na pierwszy ogień idą lamele. Panele ścienne to rozwiązanie, które wciąż jest wybierane, ale w końcu pojawia się alternatywny trend. Trend wynikający po części z pragmatyzmu, a po części z chęci tworzenia przestrzeni przyjaznych, w których faktycznie "czujemy się jak w domu", a nie jak na wystawie sklepu z materiałami wykończeniowymi.
Panele ścienne 3D pomniejszają przestrzeń. A metraż polskich mieszkań wcale nie rośnie
Brutalna rzeczywistość jest taka, że w dobie walki o przystępność cenową (i nie ukrywajmy, w dobie pewnej skrajnej chciwości ze strony deweloperów) metraż jest polem bitwy. Polem bitwy, w której zresztą przegrywa przeciętny Kowalski, bo choć stopniowo zmniejsza się powierzchnia dostępnych na rynku mieszkań, wciąż je kupujemy, a lokale o naprawdę niewielkiej przestrzeni do życia to ciągle jedne z tych najpopularniejszych.
Listewki dekoracyjne mają pewną bardzo konkretną wadę. Ich struktura sprawia, że pomieszczenie wydaje się mniejsze. Nie sprzyja temu też ich kolorystyka. Bo w budowaniu odpowiedniej optyki w przestrzeni krytyczne jest to, jak od powierzchni ścian odbija się światło. Ten czynnik zależy przede wszystkim od barw zastosowanych w pomieszczeniu.
Niestety, te barwy, które najlepiej radzą sobie z optycznym poszerzaniem przestrzeni, nie są tymi samymi, z których korzystają producenci lameli. W ich przypadku liczy się naturalność, która świetnie pasuje do przestronnych salonów w nowoczesnych i dużych rezydencjach, ale niekoniecznie sprawdza się ona w standardowych mieszkaniach.
Optyczne poszerzenie pomieszczenia wymaga zastosowania jasnych, chłodnych i stonowanych barw. Najlepiej pasują tu szarości, biele, ale też beże i "pudrowe" kolory z lekko pastelowym charakterem. W tym przypadku absolutnie nie ma mowy o ciemnych odcieniach drewna, graficie czy czerni.
Kiedyś premium, dzisiaj kicz – lamele wcale nie sprawią, że twoje wnętrze będzie ekskluzywne
Doszliśmy do tak absurdalnie wysokiego poziomu popularności lameli, że ich sprzedaż oferują nawet tanie chińskie platformy e-commerce. To rozwiązanie pierwotnie kojarzyło się z ręcznym wykonaniem, niezwykłą starannością, znakomitą jakością materiałów. Dziś z tej sławy niewiele pozostało, a naturalne deski wypierane są przez paskudny plastik o wątpliwym zapachu, stanowiący zaledwie iluzję estetyki, a nie coś, co faktycznie warto umieścić na ścianie.
Ale, szczerze powiedziawszy, lekkie odchudzenie rynku z lameli to bardzo dobry trend właśnie z perspektywy posiadaczy wysokiej jakości listw dekoracyjnych, zwłaszcza tych oryginalnych, z prawdziwego drewna, tworzonych w naszych rodzimych zakładach meblarskich, a nie tanich podróbek.
Dobrze zadbane lamele przetrwają te zmiany na rynku i zostaną pozytywnie zapamiętane wśród trendów aranżacyjnych. W końcu powrócą do roli produktu premium, który z dumą powinien zdobić wysokiej klasy biuro, nowoczesny gabinet lub przyjazną przestrzeń dzienną (ale raczej o nieco większej powierzchni).
Co w zamian. Małe mieszkanie uratuje szereg sprytnych rozwiązań. Oto 6 z nich
W wystroju wnętrz często nie godzimy się na kompromisy. I dobrze – to nasz świat, nasza przestrzeń. Podejdźmy do tego więc bezkompromisowo, ale w taki sposób, by aranżacja była świeża, nowoczesna i przede wszystkim lekka. Małe wnętrze wymaga szczególnej uwagi. Rozwiązaniem "lamelozy" jest więc postawienie na minimalizm. Ale w nieco nowocześniejszym, mniej surowym wydaniu. Oto kilka przykazań takiej stylistyki, którymi Polacy kierują się coraz częściej:
Po pierwsze – kolory. Wcześniej wspominane jasne szarości, delikatne beże, przeróżne warianty bieli – to nasz największy sojusznik. Kompozycję możemy wzmocnić ciemniejszymi akcentami (nawet czarnymi!), ale muszą być one subtelnie wkomponowane w całą strukturę aranżacji.
Po drugie – nieoczywiste, ale niezwykle skuteczne rozwiązanie. Zamiast ściany działowej możesz zdecydować się na przeszkloną przegrodę. To niesamowicie otwiera przestrzeń niewielkiego mieszkania, a jeśli zależy ci na prywatności, wystarczy wstawić karnisz na jej długości i zamontować długie (ale lekkie) zasłony.
Po trzecie – postaw na ergonomiczny aneks kuchenny. Najlepiej z wykorzystaniem nowoczesnych i modnych metod przechowywania. Na aranżację kuchni należy spędzić najwięcej czasu. To ona stanowi serce niewielkich wnętrz i to na tym najłatwiej "polec". Źle zaplanowana kuchnia odbije się negatywnie na całej przestrzeni małego mieszkania.
Po czwarte – geometria jest okej, ale z umiarem. Zamiast pełnowymiarowych paneli 3D lepiej jest wykorzystać niewielkie, subtelne geometryczne akcenty. Mogą to być pojedyncze listewki wkomponowane w ściany, na których nie znajdują się szafki ani półki. 
Po piąte – lustra, lustra, lustra. Ozdobne, praktyczne, niewielkie, duże, na ścianie, na szafie, w łazience – lustro wraz z jasnymi barwami i delikatną geometrią w tle w naprawdę nieprawdopodobny sposób potrafi poszerzyć optykę pomieszczenia.
Po szóste i ostatnie, a także może i najważniejsze – kluczem do nowego minimalizmu jest klasyczna, delikatna dekoracja i budowanie "przytulności" ozdobami o nieco cieplejszych barwach. Klasyczny minimalizm jest bardzo surowy. W nowoczesnych wnętrzach wybór pada na coś pomiędzy – zachowanie domowego ducha przy jednoczesnej rezygnacji ze zbyt ciężkich dla wnętrz rozwiązań, jak właśnie lamele.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/7aeb555545eff6ff931dd440e593cd2a,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.natemat.pl/7aeb555545eff6ff931dd440e593cd2a,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">Wielkie pożegnanie deweloperskiej nudy. Polacy stawiają na coś dużo lepszego.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/652183,musisz-ujawnic-co-robisz-z-mieszkaniem-ale-uwazaj-kto-chce-je-skontrolowac</guid><link>https://natemat.pl/652183,musisz-ujawnic-co-robisz-z-mieszkaniem-ale-uwazaj-kto-chce-je-skontrolowac</link><pubDate>Wed, 06 May 2026 07:00:02 +0200</pubDate><title>Musisz ujawnić, co robisz z mieszkaniem. Ale uważaj, kto chce je &quot;skontrolować&quot;</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/5055d9a6f01c506b10fc55f4e8f64b48,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Właścicieli mieszkań czeka nowy obowiązek w związku z Centralną Ewidencją Lokali i najmem krótkoterminowym, a za brak wpisu grozi nawet 50 tys. zł kary. Zamieszanie z przepisami będą chcieli wykorzystać oszuści, pukając do naszych drzwi pod pretekstem kontroli. Na co trzeba uważać, by nie paść ofiarą złodziei?

Nadchodzące miesiące będą prawdziwym testem czujności dla każdego, kto posiada własne mieszkanie. Państwo postanowiło uporządkować chaos na rynku nieruchomości i dokładnie policzyć, kto, gdzie i na jakich zasadach mieszka. Ten biurokratyczny zryw to niestety świetny pretekst dla przestępców krążących po klatkach schodowych.
Centralna Ewidencja Lokali. Rząd będzie chciał wiedzieć wszystko
Czas anonimowego zarabiania na nieruchomościach i unikania podatków dobiega końca. Zgodnie z unijnymi dyrektywami regulującymi najem krótkoterminowy (rozporządzenie 2024/1028) już 20 maja czeka nas potężne trzęsienie ziemi. Państwo zamierza dokładnie prześwietlić, kto i na jakich zasadach korzysta z lokali.
Serwisy takie jak Booking czy Airbnb zostaną zmuszone do weryfikacji numerów rejestracyjnych gospodarzy. Jeśli spróbujesz ominąć system i zaoferujesz nocleg na czarno, zapłacisz karę. 
Rząd pracuje także nad Centralną Ewidencją Lokali (nie ma jeszcze oficjalnej nazwy), która będzie gromadzić informacje nie tylko o mieszkaniach na doby. Co to oznacza w praktyce?
Przymusowa deklaracja – każdy właściciel będzie musiał zgłosić, do czego wykorzystuje swój lokal. Czy w nim mieszka, czy wynajmuje go np. studentom, turystom (na doby), czy może mieszkanie stoi puste.
Koniec z szarą strefą – serwisy takie jak Booking czy Airbnb będą wymagały specjalnego numeru rejestracyjnego. Bez niego nie wystawisz oferty.
Surowe kary – jak zapowiada Ministerstwo Sportu i Turystyki, za wynajmowanie lokalu bez wpisu do ewidencji będzie grozić kara administracyjna do 50 000 zł.

Baza będzie służyć także wyłapywaniu pustostanów. Nieoficjalnie mówi się, że w przyszłości posłuży też do nałożenia na nie nowego podatku, by zmusić właścicieli do udostępnienia ich na rynku.
Docelowo baza ma namierzyć rynkowe pustostany. Mówi się nieoficjalnie, że to wstęp do wprowadzenia podatku od niezamieszkanych lokali, co ma zmusić inwestorów do wypuszczenia ich na rynek wynajmu.
Fałszywe inspekcje pukają do drzwi. W blokach i na osiedlach to plaga
Złodzieje ciągle adaptują się do nowych realiów, modyfikując swoje legendarne "metody na wnuczka". Przestępcy bezczelnie krążą po osiedlach, żerując na niewiedzy lokatorów. Pod jakimi pretekstami obecnie najczęściej próbują sforsować nasze drzwi?
Naciągacze z łatwością wykorzystują inicjatywy rządowe. Ostatnio masowo podszywali się pod kontrolerów sprawdzających rzekome dostosowanie domów do rządowego Poradnika Bezpieczeństwa. "Poradnik Bezpieczeństwa nie nakłada na ciebie żadnych obowiązków. Urzędnicy nie prowadzą kontroli w związku z Poradnikiem" – alarmowało Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji.
Podobny schemat dotyczył programu Czyste Powietrze. Przestępcy pukali do domów jednorodzinnych jako fałszywi wysłannicy NFOŚiGW, oferując "szybkie dotacje". Tak naprawdę chodzi im o wyłudzenie zaliczek na prace remontowe, które nigdy nie ruszą.
Stare sztuczki też mają się dobrze. Właścicieli straszy się zatkanymi kominami czy  czujnikami czadu i dymu, które wkrótce staną się obowiązkowe. Oszuści w mundurach oferują na miejscu "tanie" przeglądy lub montaże i inkasują gotówkę. "Straż Pożarna NIE pobiera żadnych opłat za sprawdzanie pieców, czujek ani za instruktaże" – czytaliśmy w ostrzeżeniu PSP.
Trzy twarde zasady obrony przed domokrążcami
Nowe przepisy to wymarzony scenariusz dla oszustów. Widmo 50 tys. zł kary za brak wpisu do nowej ewidencji może paraliżować. Jednak strach to najgorszy doradca. Spodziewajmy się, że wkrótce po osiedlach zaczną krążyć oszuści podający się za "inspektorów z Centralnej Ewidencji Lokali", pracowników administracji lub coś w tym rodzaju. 
Zawsze zachowuj zimną krew, gdy ktoś obcy żąda wejścia do mieszkania. To po pierwsze. Co jeszcze?
Bezwzględnie żądaj identyfikatora – każdy prawdziwy pracownik administracji, gazowni czy inspektor państwowy musi okazać ważną legitymację.
Weryfikuj u źródła – zmuś rzekomego kontrolera do poczekania na wycieraczce. Zamknij drzwi i zadzwoń bezpośrednio do zarządcy budynku lub konkretnej instytucji, by potwierdzić zlecenie inspekcji.
Nie płać w progu – żadne służby mundurowe czy urzędnicy nie przyjmują gotówki do ręki. Wszelkie kary administracyjne reguluje się przelewem po otrzymaniu oficjalnego pisma z urzędu.

Na tym nie koniec. Rząd szykuje jeszcze jedną ważną zmianę, która wymusi na nas obowiązek wpuszczenia zarządcy budynku do mieszkania pod groźbą 5 tys. zł grzywny. Oficjalnie będzie to dbanie o bezpieczeństwo w budynku, w tym właśnie m.in. to pożarowe. 
Na celowniku znajdą się najbardziej oporni lokatorzy, którzy nie płacą rachunków, nie reagują na zawiadomienia, nie otwierają mieszkań do kontroli i przez to stwarzają zagrożenie. To będzie jednak kolejna dobra ściema dla oszustów.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/5055d9a6f01c506b10fc55f4e8f64b48,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/5055d9a6f01c506b10fc55f4e8f64b48,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Nowe przepisy mieszkaniowe to dobry pretekst dla domokrążców</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/651865,to-nie-pluskwa-ale-tez-musisz-miec-sie-na-bacznosci-niecodzienny-gosc-w-polskich-domach</guid><link>https://natemat.pl/651865,to-nie-pluskwa-ale-tez-musisz-miec-sie-na-bacznosci-niecodzienny-gosc-w-polskich-domach</link><pubDate>Mon, 04 May 2026 05:30:02 +0200</pubDate><title>To nie pluskwa, ale też musisz mieć się na baczności. Niecodzienny gość w polskich domach</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/4c6f41d0fbdac2627071f1f00da6ec20,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Na wiosnę w polskich domach często pojawiają się niewielkie chrząszcze. Ich obecność często budzi uzasadniony strach u domowników. Choć akurat te owady nie są tak niebezpieczne jak pluskwy, zdecydowanie warto się ich pozbyć, zanim zaczną powodować straty.

Podobnie jak pluskwa, uwielbia ciemne zakamarki (często również niedaleko łóżka), choć często spotkasz go także w okolicy okna. Ten niepozorny brązowy chrząszcz bardzo lubi ludzkie towarzystwo, ale na szczęście z innych powodów niż wysysające krew owadzie pasożyty spędzające sen z powiek wielu mieszkańcom bloków.
Szubaki, bo o nich mowa, to niepozorne, małe chrząszcze, które co prawda nie przenoszą chorób i nie gryzą ludzi, ale są lokatorem, którego zdecydowanie wolelibyśmy unikać pod wspólnym dachem.
Największym problemem z ich obecnością w domu są straty materialne. Larwy owada ucztują na tekstyliach i suchej żywności. Niszczą ubrania, dywany, koce, tapicerkę na meblach i futra. Odchodami i wylinkami zanieczyszczają też nasze spiżarnie. Zdarza się, że ich obecność wywołuje u ludzi reakcje alergiczne. Objawiają się one zmianami skórnymi (np. świądem, wysypką), ale też kaszlem i podrażnieniem oczu.
Do naszych mieszkań i domów trafiają z zewnątrz, zazwyczaj przez okna i drzwi balkonowe. Zdarza się, że podobnie jak pluskwy przynosimy je do domu na naszych ubraniach. Rzadko rozprzestrzeniają się także przez kanały wentylacyjne. Choć warto odnotować, że taka migracja jest zdecydowanie mniej prawdopodobna w przypadku szubaków niż w przypadku pluskiew.
Jak odróżnić szubaka od pluskwy?
Jednym z niezłych sposobów oceny, czy mamy do czynienia z szubakiem, czy z pluskwą, jest zachowanie owada. Pluskwy raczej starają się ukrywać przed człowiekiem, unikają światła i otwartych przestrzeni.
Szubaki nie mają tak silnych instynktów. Co więcej, często same lecą do źródeł światła (np. okien). Znajdywane są też np. podczas żmudnego marszu po ścianie. Są to aktywności, na które pluskwy raczej by się nie zdecydowały. No i pluskwy podejmują swoje niecne łowy w nocy, kiedy ich żywiciele starają się zregenerować przed ciężkim dniem w pracy. Dodatkowo warto pamiętać, że są bardzo szybkie jak na swoje rozmiary. Szubaki z kolei zdecydowanie sprinterami nie są.
Zachowanie to jedno – duże różnice występują też w wyglądzie i anatomii tych owadów. Szubak ma skrzydła, a pluskwa nie (jeśli podejrzany owad lata, znaczy, że pluskwą na pewno nie jest, większa szansa na to, że obserwujemy właśnie szubaka).
Szubaki są ciemniejsze od pluskiew, niektóre z nich (szubak dwuplamek) mają też jasne kropki. Pluskwy są też generalnie większe od szubaków, około 6 mm kontra 4 mm, choć to zależy od stadium rozwoju. Kształt szubaka jest nieco "pękaty", owalny, natomiast pluskwa jest bardziej płaska i przypomina nieco pestkę jabłka.
W ocenie, czy mamy do czynienia z pluskwą czy szubakiem, warto też sprawdzić ślady na naszym ciele. Jeśli obserwujemy dziwnych lokatorów i budzimy się ze śladami ugryzień, natychmiast należy rozważyć obecność pasożytów, a nie chrząszczy.
Różnice, różnicami, ale podobnie jak w przypadku pluskiew, szubaka warto pozbyć się za wczasu.
Jak pozbyć się szubaków z domu?
Inaczej niż w przypadku pluskiew (te atakują nawet najczystsze mieszkania), tu kluczowe znaczenie ma częste sprzątanie. Zwłaszcza jeśli chodzi o odkurzanie. Jeśli szubaki nagminnie pojawiają się w naszym mieszkaniu, pora na sprzątanie generalne.
Głównymi obszarami działań prewencyjno-ofensywnych powinny być okolice łóżka, legowisko pupila, szafki kuchenne i szafy z ubraniami. To właśnie tam najczęściej spotkamy larwy szubaków.
W trakcie takiego sprzątania często rekomendowane jest użycie detergentów z octem. Szubaki źle reagują też na zapach lawendy i drewna cedrowego.
Ze względu na żerowanie na ubraniach w trakcie sprzątania warto wyprać jak najwięcej tekstyliów. Temperatura (o ile to możliwe) powinna być ustawiona na przynajmniej 60 stopni Celsjusza.
Jeśli szubaki dobrały się do naszej spiżarni, należy ją opróżnić (zwłaszcza w przypadku żywności suchej i sypkiej) i wyposażyć się w szklane lub plastikowe pojemniki na żywność.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/4c6f41d0fbdac2627071f1f00da6ec20,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.natemat.pl/4c6f41d0fbdac2627071f1f00da6ec20,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">Szubak bywa gościem w polskich domach. Jego obecność może zwiastować kłopoty.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/650644,bloki-z-prl-maja-sie-rozleciec-w-3-5-lat-prawda-moze-was-jednak-zaskoczyc</guid><link>https://natemat.pl/650644,bloki-z-prl-maja-sie-rozleciec-w-3-5-lat-prawda-moze-was-jednak-zaskoczyc</link><pubDate>Sat, 25 Apr 2026 07:00:02 +0200</pubDate><title>Bloki z PRL mają się rozlecieć w 3-5 lat. Prawda może was jednak zaskoczyć</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/f265256918b8786a2940eb16f31203f2,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Media obiegają doniesienia o nadciągającej katastrofie osiedli z epoki słusznie minionej. Wieszczenie szybkiego upadku wielkiej płyty mija się jednak z prawdą. Żelbetonowe konstrukcje mają przed sobą jeszcze dekady życia. Pod warunkiem, że zarządcy będą odpowiednio dbać o bloki z PRL.

Budownictwo z PRL od lat wzbudza emocje. Z jednej strony doceniamy zieleń i przemyślane układy osiedli. Z drugiej strony obawiamy się o stan techniczny starszych budynków, które zaczęły masowo powstać już w latach 60. XX wieku. 
Ostatnio w sieci znów zaroiło się od prognoz zapowiadających szybki koniec tych blokowisk. Narracja o upływającej dacie ważności wywołuje niepokój wielu mieszkańców. Co mówią na ten temat eksperci?
Stan techniczny bloków z wielkiej płyty. Problemy już za 3 lata?
Od wielu miesięcy w internecie pojawiają się ostrzeżenia dotyczące zbliżających się problemów budowlanych. Niedawno na łamach naTemat pochylaliśmy się nad artykułem opublikowanym przez Portal Samorządowy. Tekst ten zwracał uwagę na konieczność modernizacji bloków.
Wskazywano tam m.in. zużycie infrastruktury wewnątrz budynków. Zauważono, że kable elektryczne instalowano kilkadziesiąt lat temu według zupełnie innych standardów. Dziś muszą one znosić znacznie większe codzienne obciążenia.
Parę dni temu pojawił się tam też artykuł o kolejnych, ukrytych zagrożeniach płynących z wnętrza murów. Eksperci wskazują na zużyte piony wodno-kanalizacyjne. Żeliwne oraz stalowe rury nierzadko pamiętają czasy budowy osiedli.
Z zewnątrz bloki wciąż mogą sprawiać wrażenie solidnych, jednak w środku od dziesięcioleci trawi je korozja i zarasta osad. Przekrój przewodu przez to drastycznie się zmniejsza. Wystarczy nagły skok ciśnienia wody, aby osłabiony materiał po prostu pękł, zalewając przy okazji mieszkanie nasze i sąsiadów niżej.
"Stare instalacje żeliwne oraz ocynkowane w takich blokach zawodzą coraz częściej. Trudno uznać to za niespodziankę, jeśli pamiętamy, że część rur nie była wymieniana nawet od pół wieku. Z dostępnych analiz wynika, że w perspektywie najbliższych 3–5 lat mieszkańcy wielu budynków mogą spotkać się z falą awarii instalacji wodnych i kanalizacyjnych" – ostrzegają z kolei przytaczani przez portal analitycy KB.pl.
Newsy o upadku wielkiej płyty zalewają internet
Szczególne poruszenie w sieci wywołał jeden z niedawnych tekstów. Jego tytuł wprost informował, że "Bloki z wielkiej będą się walić!" niczym domki z kart. Paradoksalnie sama treść tego artykułu uspokajała czytelników i potwierdzała ogromną trwałość osiedli z PRL. "Ekspertyzy techniczne potwierdzają wysoką trwałość samych konstrukcji, szacowaną nawet na ponad sto lat" – czytamy.

            
                
            
            Tego typu zagrywki wywołują zawsze wściekłość w internautach. Twórcy facebookowego profilu "Streszczam clickbaitowe artykuły, żebyś nie musiał klikać" opisali mechanizm stojący za tymi publikacjami. Zwrócili uwagę na sztuczne wywoływanie strachu u odbiorców.
"Próba zniechęcenia ludzi do wielkiej płyty poprzez manipulację strachem w nagłówkach, cz. 2. Czyli jak nastraszyć miliony mieszkańców kłamliwym tytułem i nakłonić do... kupna nowych mieszkań?" – punktują autorzy fanpage'a. Pół-żartem, pół-serio zastanawiają się, czy ta fala artykułów to nie jakiś spisek deweloperów.
Żywotność bloków z PRL kontra nowe inwestycje
Z tematem rozprawiał się też w tym tygodniu serwis Spider's Web. Dziennikarz Adam Bednarek przywołał słowa byłego wiceministra Artura Sobonia i badania Instytutu Techniki Budowlanej. Raporty te (sprawdzono 300 budynków) udowadniają, że "Nie ma żadnego zagrożenia jeśli chodzi o konstrukcję i bezpieczeństwo tych budynków".
– Jestem przekonany, że przy dobrym wykorzystaniu tego raportu ci, którzy dzisiaj zarządzają budynkami z wielkiej płyty, będą mogli tę wiedzę, którą im w raporcie przekazujemy wykorzystać do tego, aby takimi budynkami zarządzać w taki sposób, aby można w nich mieszkać przez kolejne lata, przez pokolenia – zapewniał były wiceminister inwestycji i rozwoju w 2019 roku.
W artykule przeczytamy, że odpowiednio zarządzane bloki mogą zyskać drugie życie. "Przeprowadzenie prac modernizacyjnych, m.in. wzmocnienie konstrukcji nośnej i ocieplenie, pozwoli użytkować te budynki przez 100-120 lat" – mówił w 2023 r. w rozmowie z PAP Paweł Śliwowski z Polskiego Instytutu Ekonomicznego.
Wszystko wskazuje na to, że bloki z czasów PRL nie znikną tak prędko z krajobrazu naszych miast. Konstrukcje te mogą bez problemu przeżyć nas samych. Z dużym prawdopodobieństwem przetrwają też niejedną współcześnie stawianą patodeweloperkę. 
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/f265256918b8786a2940eb16f31203f2,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/f265256918b8786a2940eb16f31203f2,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Media zapowiadają upadek osiedli z PRL. Eksperci zbadali żywotność wielkiej płyty</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/650155,nowe-ceny-najmu-w-polsce-az-dziwne-ze-ludzie-nie-chca-mieszkac-w-lodzi</guid><link>https://natemat.pl/650155,nowe-ceny-najmu-w-polsce-az-dziwne-ze-ludzie-nie-chca-mieszkac-w-lodzi</link><pubDate>Tue, 21 Apr 2026 21:05:02 +0200</pubDate><title>Nowe ceny najmu w Polsce. Aż dziwne, że ludzie nie chcą mieszkać w Łodzi</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/f3ef80fcf4cf4443c092f43f084da8f7,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />W całej Polsce średni czynsz za mieszkanie wreszcie spada. Listę siedmiu największych miast zamyka Łódź, gdzie jest najtaniej. W Warszawie płaci się o ponad 2 tys. zł więcej. Dlaczego więc właśnie ten bliski sąsiad stolicy w szybkim tempie traci mieszkańców? Kiedyś to mogło być oczywiste, ale teraz to ogromna zagadka.

Po wielu miesiącach podwyżek cen najmu sytuacja na polskim rynku nieruchomości się ustabilizowała, a nawet powoli odwraca, o czym pisaliśmy nieraz w naTemat. Zmianę potwierdza też najnowszy raport portalu Otodom za marzec 2026 roku.
Dlaczego ceny wynajmu mieszkań spadają?
Średni koszt najmu obniżył się do 3,5 tys. zł. "Mowa tu oczywiście o średniej dla miast wojewódzkich. Lokalne rynki reagują skrajnie różnie. Największe korygują stawki, podczas gdy w mniejszych miastach ceny stopniowo rosną" – zauważył Paweł Jarząbek z Otodom.
Zwiększyła się też liczba ofert we wspomnianym serwisie. Obecnie jest tam 25,4 tys. aktywnych ogłoszeń. To skok o 4 proc. w skali zaledwie miesiąca. Właściciele po prostu  "przekształcają" swoje zasoby na wynajem długoterminowy, bo w maju wchodzą nowe regulacje dotyczące mieszkań i pokoi na doby.
Dalsze obniżki i stabilizację może jednak zakłócić wciąż napięta sytuacja geopolityczna na Bliskim Wschodzie. Może ona "przełożyć się na wzrost cen surowców energetycznych, a w konsekwencji na wyższe koszty utrzymania mieszkań i presję na wzrost czynszów". To jednak dopiero wizja przyszłości nie wyjaśniająca obecnej sytuacji.
Koszt najmu w 2026 r. w Polsce. Łódź mocno kusi cenami
Na krajowej mapie widać potężny rozstrzał cenowy. Warszawa oczywiście jest najdroższa i odjechała daleko przed peleton z innymi dużymi miastami. Ogólnie najem w "wielkiej siódemce" potaniał z wyjątkiem właśnie w Łodzi, bo jest tam dalej stabilnie i tanio. Z zestawienia taniej jest tylko w Białymstoku i Kielcach.
"W marcu korekta stawek ofertowych objęła sześć z siedmiu największych miast w Polsce – Katowice, Kraków, Poznań, Trójmiasto, Warszawę i Wrocław. Wyjątkiem pozostała Łódź, gdzie czynsze utrzymały się na stałym poziomie 2,3 tys. zł" – wyjaśnił analityk portalu.
Poniżej średnie ceny najmu w "wielkiej siódemce":
Przepaść między najdroższą stolicą a najtańszą w zestawieniu Łodzią wynosi grubo ponad 2 tys. zł miesięcznie. A centra obu miast dzieli przecież zaledwie 130 kilometrów, które autostradą (gdy akurat nie będzie robót, korków lub wypadku) pokonuje się mniej więcej półtorej godziny, a pociągiem jeszcze szybciej.
Tanie mieszkania w Łodzi, a miasto i tak się wyludnia. O co chodzi?
Tymczasem Łódź od lat wygrywa w rankingach najbardziej wyludniających się miast (i niekoniecznie tylko dlatego jest tania). Onet ostatnio podawał, liczba tutejszych mieszkańców spadła z ponad 785 tys. w 2002 roku do nieco ponad 655 tys. obecnie. Patrząc na te liczby, obecna sytuacja wydaje się co najmniej niezrozumiała. 
Nie jestem do końca obiektywny, bo sam mieszkam w Łodzi. Rozumiem też ludzi, którzy nie chcą tu zapuszczać korzeni. To nie jest miejsce bez wad. Np. dla mnie (i nie tylko) jest tu droga (ok. 5 zł za bilet) i kiepska komunikacja miejska, a przebicie się przez miasto autem bez stania na każdych światłach w korkach jest możliwe o jakiejś 4:00 nad ranem w niedzielę. A większość rzeczy dzieje się niestety w centrum i jego okolicach.
Brakuje mi też koncertów średniej skali (praktycznie nie ma klubów tak na 2-3 tys. osób) i "alternatywnych" miejscówek w stylu dawnej OFF Piotrkowska. Zwykłych pubów czy dyskotek jest bowiem pełno, a na imprezy w samej Atlas Arenie czy festiwale na Błoniach (Audioriver, Łódź Summer Festival) też ostatnio nie ma co narzekać.
Z drugiej strony Łódź przez lata wyładniała (zaprzeczą tylko ci, którzy tu dawno lub nigdy nie byli), jest co zwiedzać i odwiedzać (doszło sporo atrakcji np. Orientarium, a w kolejce są następne), gdzie studiować czy wyjść na lepszy obiad. Nie napisałem nic odkrywczego, ale jednak doszedł właśnie nowy aspekt, o którym rzadko się mówi.
Mam na myśli właśnie tanie mieszkania do wynajęcia, które w połączeniu z autostradami oraz w miarę szybkimi i częstymi połączeniami kolejowymi są niezłą bazą wypadową czy miejscem do uwicia własnego gniazdka. Wiadomo, że nie byłoby sensu sypiać w Łodzi i dojeżdżać codziennie do stolicy do pracy za barem lub w osiedlowym sklepie. 
Praca zdalna w Warszawie i mieszkanie w Łodzi. To się bardzo opłaca
W czasach pracy zdalnej czy hybrydowej to się zaczyna lepiej spinać. Nieważne, czy ma się umowę rzędu 9-10 tys. zł na rękę w warszawskim korpo, czy wykonuje się zlecenia B2B dla klientów z reszty Polski, internetu czy zagranicy, to mieszkanie w Łodzi nadal jest bardzo opłacalne.
Nawet przy dojazdach 2-3 razy w tygodniu można się "poświęcić", by gromadzić większe oszczędności (np. na zakup własnego "M") czy wydawać połowę pensji na co się chce. Do tego świeżo odnowiona kawalerka czy apartament w centrum Łodzi deklasuje starą klitkę w Warszawie za podobne pieniądze (to jest dopiero poświęcanie się).
I nie, nie jest to żadna reklama dewelopera czy tekst napisany na zlecenie urzędu miasta. To prostu obserwacja (sam pracuję zdalnie) i czysta kalkulacja. Może nie wszyscy od razu widzą w tym sens, ale biorąc pod uwagę przepaść cenową na rynku mieszkaniowym, istnieje szansa, że wyludniający się trend kiedyś się odwróci.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/f3ef80fcf4cf4443c092f43f084da8f7,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/f3ef80fcf4cf4443c092f43f084da8f7,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Łódź ma tanie mieszkania na wynajem, ale i tak się wyludnia. Dlaczego to się dzieje?</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/648601,action-ma-nowy-domowy-hit-ludzie-ciagle-o-niego-pytaja-bo-szybko-znika</guid><link>https://natemat.pl/648601,action-ma-nowy-domowy-hit-ludzie-ciagle-o-niego-pytaja-bo-szybko-znika</link><pubDate>Fri, 10 Apr 2026 10:26:11 +0200</pubDate><title>Action ma nowy domowy hit. Ludzie ciągle o niego pytają, bo szybko znika</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/4f61b4c984607b39068268ddd7b45123,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />W dyskontach sieci Action znów pojawiły się hitowe słupki solarne. Te efektowne i powoli kultowe gadżety do ogrodu od lat wyprzedają się na pniu, oferując o wiele niższą cenę w zestawieniu z podobnymi ofertami ze sklepów internetowych.

Prawdziwa wiosna już puka do naszych drzwi. Musimy wierzyć synoptykom na słowo. Choć od rana przywitały nas przymrozki, to prognozy na przyszły tydzień obiecują wreszcie ocieplenie. Wielu z nas właśnie już zaczęło porządkować i dekorować swoje zielone zakątki. Jedną z najmodniejszych ozdób ostatnich sezonów są lampy solarne.
Lampy solarne z Action stale poszukiwane przez klientów
W sklepach tej holenderskiej sieciówki słupki świetlne pojawiają się regularnie co najmniej od 2024 roku i stały się wręcz kultowe. Nie znajdziemy ich jednak w stałym asortymencie. Trafiają do sprzedaży zazwyczaj falami, najczęściej na przełomie zimy i wiosny oraz latem. Teraz znów można je upolować. 
Jak wynika z postów na popularnej grupie facebookowej "Action Polska Zakupy", klienci nieustannie dopytują o ich dostępność w poszczególnych miastach. I w jednych są, w drugich już nie. Przy odrobinie szczęścia wciąż da się zgarnąć ostatnie sztuki lub czekać na kolejny rzut. 
Lampy szybko schodzą, bo zwykle nikt nie kupuje jednego egzemplarza, lecz od razu kilka, by stworzyć np. świetlną dróżkę przy domu lub oświetlić cały ogród nocą. Nie da się też ukryć, że cena również zachęca do zakupu (pomijając już sam aspekt darmowej energii słonecznej).
Tanie oświetlenie ogrodu robi niesamowite wrażenie
Za jedną sztukę bez promocji zapłacimy zaledwie 35,99 zł. To świetny interes, biorąc pod uwagę, że w innych sklepach lub np. na Allegro, podobne lub takie same modele potrafią kosztować niemal dwa razy więcej.
Lampa jest też całkiem duża. Cała konstrukcja mierzy 68 centymetrów, ale warto pamiętać, że około 15 centymetrów to szpikulec do wbicia w grunt. Całość zamknięto w  stylowej, solidnej metalowej obudowie.
Sprzęt wyposażono w czujnik zmierzchu (zatem włącza i wyłącza się sama), a jego moc wynosi 20 lub 25 lumenów. Zdjęcia udostępniane przez internautów udowadniają, że te budżetowe lampy ogrodowe potrafią tanim kosztem i klimatycznie rozjaśnić nocą podwórko przed domem. Nie są tylko punktem świetlnym, ale też oświetlają kawałek trawnika wokół.
Kolorowa lampa solarna LED w promocji
Jeśli ubiegną nas inni klienci i półki będą świecić pustkami, to jest jeszcze alternatywa. W aktualnej ofercie promocyjnej znajdziemy inny słupek solarny z wbudowanymi diodami RGB pozwalającymi uzyskać efekt tęczy lub wybrać jeden, podstawowy kolor.
Model RGB posiada w zestawie dodatkowo pilot ułatwiający zdalne sterowanie i zmianę kolorów. Właśnie obniżono jego cenę z 39,99 zł na 29,99 zł, co oznacza zniżkę na poziomie 25 proc. Promocja potrwa do 14 kwietnia, czyli do wtorku.
Warto przypomnieć, że ostateczna wydajność takich lamp zależy od nasłonecznienia  panelu solarnego, który ładuje się w ciągu dnia. Z informacji opublikowanych przez dyskont wynika, że czas działania urządzenia wynosi zazwyczaj od 6 do 8 godzin. Jednak w pochmurne dni raczej nie będzie tyle świecił. Na dłuższy, romantyczny wieczór jednak spokojnie powinien wystarczyć.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/4f61b4c984607b39068268ddd7b45123,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/4f61b4c984607b39068268ddd7b45123,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Lampy solarne z Action to ogrodowy hit w Polsce. Dlaczego są tak rozchwytywane?</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/648355,koszty-budowy-domu-w-polsce-tylko-ida-w-gore-jeden-surowiec-podskoczyl-o-100-proc</guid><link>https://natemat.pl/648355,koszty-budowy-domu-w-polsce-tylko-ida-w-gore-jeden-surowiec-podskoczyl-o-100-proc</link><pubDate>Thu, 09 Apr 2026 07:43:20 +0200</pubDate><title>Koszty budowy domu w Polsce tylko idą w górę. Jeden surowiec podskoczył o 100 proc.</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/49398b7ee89bbf3158af335933c15c4c,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Wojna na Bliskim Wschodzie zwiększyła nie tylko koszty tankowania, ale i ceny materiałów budowlanych. A sytuacja już się stabilizowała w tym roku po ciągłych wzrostach... Które surowce teraz podrożały najbardziej i dlaczego?

Donald Trump nagle ogłosił rozejm z Iranem, ale trudno określić, czy ten kruchy pokój na Bliskim Wschodzie będzie długotrwały. Wielką niewiadomą pozostaje również to, czy ceny materiałów budowlanych spadną do wcześniejszych poziomów.
Jeszcze w marcu pisaliśmy o tym, ile kosztuje budowa nowego domu, ale stawki były z  początku 2026 roku. Optymistyczne dane więc nie uwzględniały zamieszania, jakie wywołały Stany Zjednoczone i Izrael na światowych rynkach. Odbiło się to m.in. na budowlance.
Koszt budowy domu w 2026 r. wzrasta przez wojnę na Bliskim Wschodzie
Początek roku przyniósł stabilizację cen materiałów budowlanych, energii, a także przewidywalne koszty transportu i uporządkowane łańcuchy dostaw – zauważa portal RynekPierwotny.pl. 
Atak USA i Izraela na Iran, który spowodowała m.in. zamknięcie tak ważnej dla światowego rynku ropy Cieśniny Ormuz, wszystko jednak zrujnował. W marcu ceny paliw poszły w górę i wpłynęły na koszty transportu i produkcji materiałów budowlanych. 
"W niektórych segmentach ceny rosną skokowo, oferty obowiązują zaledwie kilka godzin, a wykonawcy zaczynają mieć problem z dostępnością kluczowych materiałów" – czytamy w raporcie autorstwa Jarosława Jędrzyńskiego.
Ceny materiałów budowlanych biją rekordy. Najbardziej podrożał styropian
Portal RynekPierwotny.pl podaje, że prawdziwym rekordzistą marcowych podwyżek okazał się styropian. Dlaczego podrożał aż tyle i co jeszcze oberwało rykoszetem?
Styropian zanotował wzrosty o kilkadziesiąt, a nawet ponad 100 proc. Nie jest to zaskoczeniem, bo powstaje z ropy naftowej.
Stal i konstrukcje metalowe również mocno podrożały. Wytwarzanie tych elementów pożera potężne ilości energii, a do tego wydłużył się (czytaj: był droższy) transport morski omijający Cieśninę Ormuz.
Cement i beton też poszły w górę, bo to również materiały energochłonne w produkcji, więc rosnące rachunki za paliwa od razu znalazły odzwierciedlenie w cenach.
Chemia budowlana i prefabrykaty padły ofiarą rynkowego efektu domina. Ten skok został napędzony ogólnym wzrostem kosztów surowców i droższym transportem.

Zaburzenia logistyczne w okolicach Zatoki Perskiej sprawiły, że handlowcy wycofywali się także z gwarantowania stałych stawek dla kupujących w momencie zamówienia. Oferty dotyczyły też godzin, a nie dni, więc inwestorzy musieli podejmować szybkie i nie do końca przemyślane decyzje.
Co dalej z budowlanką? Wszystko zależy od polityków
Przyszłość placów budowy w Polsce pozostaje zagadką. Nawet jeśli najbliższe rynkowe raporty grupy PSB pokażą chwilowe uspokojenie, to będą one opisywały historię sprzed kryzysu. 
"To, czy obecna presja kosztowa – obejmująca już zarówno materiały izolacyjne, jak i konstrukcyjne – przełoży się na trwały wzrost cen, będzie zależeć przede wszystkim od dalszego przebiegu konfliktu na Bliskim Wschodzie, poziomu cen energii i surowców oraz reakcji globalnych łańcuchów dostaw" – podsumowuje Jarosław Jędrzyński z portalu RynekPierwotny.pl.
Wybudowanie nowego domu znów więc będzie wymagało nie tylko większych pieniędzy, ale i żelaznych nerwów. Brak stabilności to najgorsze co może być, bo nie wiadomo, czy czekać aż sytuacja na świecie się unormuje, czy kupować teraz materiały, bo może być tylko drożej. Miesiąc temu mogliśmy znać odpowiedź, ale teraz nic nie jest już pewne.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/49398b7ee89bbf3158af335933c15c4c,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/49398b7ee89bbf3158af335933c15c4c,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Koszt budowy domu (i nie tylko) wzrasta. Wszystko przez zawirowanie na Bliskim Wschodzie</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/648151,nawet-10-tys-zl-za-rynne-przy-twoim-domu-masowe-kontrole-wlasnie-ruszyly</guid><link>https://natemat.pl/648151,nawet-10-tys-zl-za-rynne-przy-twoim-domu-masowe-kontrole-wlasnie-ruszyly</link><pubDate>Wed, 08 Apr 2026 14:33:53 +0200</pubDate><title>Nawet 10 tys. zł za rynnę przy twoim domu. Masowe kontrole właśnie ruszyły</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/34dad09fd4413e94053a892d117c2cf2,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Samorządy ruszają z masową akcją sprawdzania przydomowych instalacji odprowadzających deszczówkę. Jeden błąd w podpięciu rynny może kosztować właściciela posesji nawet 10 tysięcy złotych kary, a wykrycie nieprawidłowości jest prostsze, niż mogłoby się wydawać.

Problem nielegalnego odprowadzania wody opadowej do sieci sanitarnej stał się plagą, z którą gminy zamierzają walczyć bez taryfy ulgowej. Systemy, które mają odbierać ścieki z naszych łazienek i kuchni, nie wytrzymują naporu deszczówki, co coraz częściej prowadzi do paraliżu lokalnej infrastruktury. Właśnie dlatego spółki wodociągowe w całym kraju rozpoczynają wnikliwe kontrole posesji.
Dlaczego deszczówka w kanalizacji to groźna pułapka?
Wiele osób wychodzi z założenia, że woda to woda – niezależnie od tego, do której rury trafi. To jednak błąd, który może doprowadzić do katastrofy. Kanalizacja sanitarna ma znacznie mniejsze średnice rur niż systemy deszczowe, ponieważ projektuje się ją wyłącznie pod kątem odbioru ścieków bytowych. Gdy podczas ulewy do tego systemu trafiają tysiące litrów wody z dachu, sieć błyskawicznie staje się niewydolna.
Skutki są odczuwalne dla wszystkich mieszkańców. Przeciążony system reaguje tzw. "cofkami", czyli zalewaniem piwnic i najniższych kondygnacji budynków fekaliami. Dodatkowo woda z rynien niesie ze sobą piasek, kamienie i liście, które zapychają rury i niszczą kosztowne urządzenia w przepompowniach. Dla gmin to także ogromne koszty finansowe – oczyszczalnie muszą przerobić gigantyczne ilości wody deszczowej, co drastycznie podnosi zużycie energii i ostatecznie może wpływać na wyższe stawki za ścieki dla wszystkich podatników.
Technologia zadymiania. Czyli jak dym ujawnia błędy
Spółki komunalne nie muszą wchodzić do domów, by wykryć nielegalne przyłącze. Obecnie najpopularniejszą i najbardziej skuteczną metodą jest zadymianie kanalizacji sanitarnej. Urzędnicy korzystają ze specjalnych wytwornic, które wtłaczają do studzienek gęstą, białą mgłę. Jest to roztwór posiadający odpowiednie atesty – dym jest bezwonny, nietoksyczny i całkowicie bezpieczny dla ludzi, zwierząt oraz środowiska.
Zasada działania jest banalnie prosta: jeśli dym wpompowany do sieci sanitarnej nagle zacznie wydostawać się z rynny, kratki ściekowej na podjeździe lub instalacji wewnątrz budynku, sprawa jest jasna. Oznacza to, że systemy są połączone niezgodnie z prawem. Gminy zazwyczaj publikują harmonogramy takich akcji dymowych na swoich stronach i w mediach społecznościowych, dając mieszkańcom szansę na samodzielne usunięcie problemu.
Surowe mandaty i procedura usuwania nielegalnych przyłączy
Właściciel posesji, na której wykryto nieprawidłowości, musi liczyć się z konsekwencjami. W łagodniejszym scenariuszu kontrolerzy wystawiają wezwanie do trwałego odcięcia nielegalnego odpływu. Właściciel zostaje wtedy zobowiązany do zagospodarowania deszczówki na własnym terenie, na przykład poprzez montaż zbiorników na wodę do podlewania ogrodu, budowę drenażu rozsączającego lub – o ile istnieje taka możliwość – wpięcie się do dedykowanej kanalizacji deszczowej.
Jeśli jednak właściciel zignoruje zalecenia lub uporczywie łamie przepisy, wchodzą w grę rygorystyczne kary finansowe. Zgodnie z obowiązującym prawem, za nielegalne wprowadzanie wód opadowych do kanalizacji sanitarnej grozi grzywna sięgająca nawet 10 tysięcy złotych. Samorządy zapowiadają, że będą działać bezkompromisowo, ponieważ każda taka nielegalna rura to realne zagrożenie dla stabilności całego systemu i bezpieczeństwa pozostałych użytkowników sieci. W przypadku braku reakcji, sprawy będą automatycznie przekazywane do nadzoru budowlanego.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/34dad09fd4413e94053a892d117c2cf2,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/34dad09fd4413e94053a892d117c2cf2,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Gmina sprawdzi, gdzie odprowadzasz swoją deszczówkę</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/647431,nowa-funkcja-mobywatela-robi-robote-przy-zakupie-mieszkania-jeden-skan-i-wiesz-wszystko</guid><link>https://natemat.pl/647431,nowa-funkcja-mobywatela-robi-robote-przy-zakupie-mieszkania-jeden-skan-i-wiesz-wszystko</link><pubDate>Thu, 02 Apr 2026 15:26:01 +0200</pubDate><title>Nowa funkcja mObywatela robi robotę przy zakupie mieszkania. Jeden skan i wiesz wszystko</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/f32ef0bc1d10664d9dcda49c7889f81e,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Do mObywatela zawitała właśnie przełomowa zmiana. Wiceminister cyfryzacji Dariusz Standerski podzielił się nowościami we wpisie na X. Świeżo wprowadzona funkcja jest już dostępna dla każdego, wystarczy aktualizacja aplikacji.

Oto kolejna funkcja w mObywatelu. Tym razem dotyczy ona ksiąg wieczystych. Od dziś nie trzeba będzie znać ich numeru, by sprawdzić kluczowe dane. To duże ułatwienie dla użytkowników polskiej aplikacji, które ograniczy biurokrację i zupełnie zrewolucjonizuje dostęp do informacji na temat nieruchomości.
W praktyce zmiana ma prowadzić do znaczącego ograniczenia liczby wizyt w sądach i urzędach w celu uzyskania numeru księgi wieczystej i dokumentów z nią związanych. Sprawia ona, że korzystanie z zewnętrznych systemów staje się mało przystępne.
Od dziś wszystkie dokumenty są dostępne w zasięgu jednego ruchu palcem w jednej zakładce w mObywatelu. Według wiceministra cyfryzacji – Dariusza Standerskiego, który ogłosił przełomową zmianę na X, oznacza ona "koniec z jeżdżeniem po sądach".
Co dokładnie zmienia się w aplikacji mObywatel?
Dzięki aktualnie wprowadzonym zmianom w mObywatelu można:
sprawdzić swoje księgi wieczyste na podstawie PESEL
zobaczyć podstawowe informacje o nieruchomości
zamówić odpis, wyciąg lub zaświadczenie
opłacić dokument bezpośrednio z poziomu mObywatel

Są to kluczowe zmiany dla osób, które chcą uzyskać informacje na temat swojej nieruchomości. Znajdą one zastosowanie przy postępowaniach spadkowych, przepisywaniu mieszkania, kredytach hipotecznych czy wykrywaniu i poprawianiu błędów we wpisach.

                    
                        
                    
                Aktualne zmiany znoszą próg wejścia związany z przeglądaniem dokumentacji. Każdy może wejść w odpowiednią zakładkę i sprawdzić, czy dane zawarte w księgach wieczystych odpowiadają stanowi faktycznemu. Bez szukania porad w Internecie, bez prawnika, bez zasypywania urzędników pytaniami.
Na razie nowości w mObywatelu nie wpływają na sprawy związane z księgami wieczystymi w sposób bezpośredni. Nie zmienia się sama procedura związana z zakładaniem księgi, wykreślania hipoteki, wpisywania nowego właściciela, czy poprawy ewentualnego błędu.
Jak działa nowa funkcja w mObywatelu? Księgi wieczyste krok po kroku
By uzyskać dostęp do najnowszych zmian w mObywatelu, należy zaktualizować aplikację. Najnowsza wersja jest dostępna zarówno na iOS, jak i na Androidzie.
Nowa funkcja w aplikacji mObywatel dostępna jest w podsekcji "Usługi" w sekcji "Sprawy urzędowe". Po wejściu w nią uzyskujemy dostęp do trzech zakładek. Pierwsza z nich to "Twoje księgi", która pozwala nam na sprawdzenie naszych nieruchomości i zamówienie z księgi wieczystej odpisu, wyciągu lub informacji o jej zamknięciu. Druga zakładka to "Zamówione dokumenty", w której znajdują się gotowe do pobrania dokumenty pozyskane z funkcji w pierwszej zakładce.
Aplikacja mObywatel pozwala także na weryfikację dokumentu, który nie należy do nas. Odpowiada za to trzecia zakładka – "Sprawdź dokument drugiej osoby". Pozwala ona na zeskanowanie kodu QR z zewnętrznego dokumentu, który zostaje później zweryfikowany w Centralnej Informacji Ksiąg Wieczystych.
Co w sytuacji, gdy w zakładce pokazują się błędne dane lub brakuje ważnych informacji? W takiej sytuacji mObywatel zaleca kontakt z właściwym sądem rejonowym.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/f32ef0bc1d10664d9dcda49c7889f81e,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.natemat.pl/f32ef0bc1d10664d9dcda49c7889f81e,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">Nowość w mObywatelu. Przełomowe zmiany w dostępie do danych o nieruchomościach</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/647309,czyste-powietrze-po-nowemu-takie-ze-niektorym-zrobi-sie-goraco-sprawdza-domy</guid><link>https://natemat.pl/647309,czyste-powietrze-po-nowemu-takie-ze-niektorym-zrobi-sie-goraco-sprawdza-domy</link><pubDate>Wed, 01 Apr 2026 06:42:02 +0200</pubDate><title>&quot;Czyste Powietrze&quot; po nowemu takie, że niektórym zrobi się gorąco. Sprawdzą domy</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/b2ba26d09e0a9db3e719ddf5ad933587,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Ministerstwo Klimatu planuje załatać lukę prawną, która uciążliwie wydłużała proces przyznawania dotacji w programie "Czyste Powietrze". Urzędnicy zajrzą do PESEL-u i Twoich deklaracji śmieciowych, by sprawdzić, ile osób naprawdę z Tobą mieszka.

Program "Czyste Powietrze" to dla wielu Polaków jedyna szansa na wymianę starego pieca bez rujnowania domowego budżetu. Jednak diabeł tkwi w szczegółach, a konkretnie w sposobie wyliczania dochodu na osobę, od którego zależy wysokość przyznanych pieniędzy. Resort klimatu zauważył, że obecny system jest dziurawy jak stare okna, które ma pomagać wymieniać. We wtorek 31 marca w wykazie prac legislacyjnych rządu pojawił się projekt nowelizacji, który ma za zadanie usprawnić cały proces przyznawania dotacji.
Doświadczenie to za mało – urzędnikom brakuje narzędzi
Obecnie standardową praktyką jest to, że wójtowie, burmistrzowie czy prezydenci miast delegują zadanie wydawania zaświadczeń o dochodach do Ośrodków Pomocy Społecznej (OPS) lub Centrów Usług Społecznych. To logiczny krok – pracownicy tych jednostek są doświadczeni, ponieważ na co dzień zajmują się kwalifikowaniem ludzi do różnych form wsparcia. Mają oni dostęp do systemów skarbowych, ZUS czy KRUS, co pozwala sprawnie potwierdzić zarobki wnioskodawcy.
Tutaj pojawia się jednak poważny zgrzyt: prawo ochrony środowiska w obecnym brzmieniu nie daje OPS-om podstaw prawnych do sprawdzania, ile osób faktycznie tworzy dane gospodarstwo domowe. Urzędnicy widzą dochód, ale nie mogą go rzetelnie podzielić przez liczbę domowników, bo nie mają wglądu w rejestry meldunkowe czy bazy gminne. To sprawia, że proces weryfikacji staje się długi i skomplikowany, bo każdą informację trzeba potwierdzać dodatkowymi dokumentami lub oświadczeniami.

PESEL i deklaracje śmieciowe jako klucz do sprawności
Planowana nowelizacja ma zlikwidować tę lukę prawną. Ministerstwo Klimatu i Środowiska chce dopisać do ustawy przepis, który pozwoli urzędnikom odpowiedzialnym za ocenę wniosków na bezpośrednie korzystanie z rejestru PESEL. Dzięki tej zmianie, zamiast prosić wnioskodawcę o kolejne zaświadczenia, urzędnik jednym kliknięciem potwierdzi liczbę osób zameldowanych pod danym adresem.
Kolejnym, niezwykle praktycznym narzędziem, będzie dostęp do deklaracji o wysokości opłaty za gospodarowanie odpadami komunalnymi. Dlaczego akurat tam? Bo to właśnie w tych dokumentach mieszkańcy sami wskazują, ile osób faktycznie przebywa w nieruchomości i generuje odpady. Porównanie tych danych z wnioskiem o dotację pozwoli na błyskawiczne ustalenie stanu faktycznego. Dzięki temu urzędnik nie będzie musiał błądzić po omacku, a cały proces wydawania zaświadczenia o dochodzie na osobę przebiegnie bez zbędnych przestojów.
Profesjonalna weryfikacja zamiast domysłów
Nowe przepisy przewidują również, że w sytuacjach wyjątkowych, gdy dane w systemach będą ze sobą sprzeczne lub niejasne, lokalne władze będą mogły przeprowadzić wywiad środowiskowy. Nie chodzi tu o "polowanie" na kogokolwiek, a o profesjonalne wyjaśnienie wątpliwości, co jest standardem w wielu innych systemach wsparcia społecznego. To podejście ma zagwarantować, że publiczne środki są rozdzielane w sposób sprawiedliwy i oparty na rzetelnych faktach.
Dla przeciętnego Polaka zmiany te oznaczają przede wszystkim mniej papierologii. Dzięki temu, że urzędnicy sami zajrzą do odpowiednich baz, proces wydawania zaświadczeń powinien stać się sprawniejszy. Zniknie konieczność udowadniania rzeczy, które państwo i tak już o nas wie, tyle że w innych systemach. Rząd planuje przyjąć projekt nowelizacji w drugim kwartale 2026 roku, co oznacza, że nowa procedura mogłaby zacząć obowiązywać już od jesieni. To dobra wiadomość dla wszystkich, którzy planują inwestycje w ekologiczne ogrzewanie i chcą, by ich wniosek został załatwiony szybko, profesjonalnie i bez niepotrzebnego stresu.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/b2ba26d09e0a9db3e719ddf5ad933587,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/b2ba26d09e0a9db3e719ddf5ad933587,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Urzędnicy otrzymają dostęp do nowych danych</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/647327,nowy-obowiazek-dla-wlascicieli-nieruchomosci-znajdzie-sie-w-kazdym-mieszkaniu</guid><link>https://natemat.pl/647327,nowy-obowiazek-dla-wlascicieli-nieruchomosci-znajdzie-sie-w-kazdym-mieszkaniu</link><pubDate>Tue, 31 Mar 2026 15:56:45 +0200</pubDate><title>Nowy obowiązek dla właścicieli nieruchomości. Znajdzie się w każdym mieszkaniu</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/db426f595c10ea5fd6777a465acee3a3,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Nowy obowiązek montażu czujek dymu lub czadu obejmuje już coraz więcej budynków. Rok 2026 przyniesie kolejną ważną datę dla właścicieli nieruchomości. Kiedy przepisy staną się powszechne w całej Polsce?

Rozporządzenie MSWiA zmieniające rozporządzenie w sprawie ochrony przeciwpożarowej budynków, innych obiektów budowlanych i terenów weszło w życie w grudniu 2024 roku. 
Zapisy są jednak wdrażane stopniowo wedle harmonogramu. Jedni już dzisiaj muszą instalować detektory, a inni mają jeszcze kilka lat na ostateczne dostosowanie się do nowych standardów. 
Kto już musi mieć autonomiczne czujniki?
Zgodnie z harmonogramem czujki trzeba instalować już w kilku typach obiektów:
Nowo wznoszone budynki mieszkalne oddane do użytku po wejściu w życie tego prawa (od 23 grudnia 2024).
Lokale oferujące usługi hotelarskie uruchomione po ogłoszeniu nowych zasad (czyli też od 23 grudnia 2024).
Wielkie hale produkcyjne i magazyny, gdzie od początku 2026 roku niezbędne jest nowe oznakowanie ścian oddzielenia przeciwpożarowego.

Czujniki dla najmu krótkoterminowego od 30 czerwca 2026
Niebawem zmiany obejmą też sektor turystyczny i osoby zarabiające na wynajmie krótkoterminowym swoich apartamentów czy pokojów gościnnych. Właściciele tego typu miejsc mają już bardzo mało czasu na działanie. Ostateczny termin na montaż czujników w starszych lokalach mija dokładnie 30 czerwca 2026 roku. 
W takich miejscach niezbędny jest zarówno czujnik dymu, jak i detektor czadu, jeśli w lokalu znajdują się urządzenia spalające paliwo (np. kominki). Strażacy podkreślają, że w obiektach o charakterze hotelowym ochrona musi być na najwyższym poziomie, by uniknąć paniki w razie zagrożenia.
Kiedy czujniki w starych mieszkaniach i domach? 
Właściciele domów jednorodzinnych czy mieszkań w blokach, które powstały przed wejściem w życie ustawy mogą na razie spać spokojnie. Prawodawca zapewnił niezwykle długi okres przejściowy
Muszą zainstalować chociaż jedną czujkę dymu do 1 stycznia 2030 roku. Nie trzeba jednak czekać aż tylu lat. Warto zaopatrzyć się w to urządzenie już dziś. Kosztuje niewiele, a może w porę zaalarmować domowników i dzięki temu uchronić nasz dobytek, zdrowie lub życie.
Gdzie trzeba mieć czujkę dymu, a gdzie czadu? 
Podstawą we wszystkich lokalach jest czujnik dymu, który ma nas ostrzegać przed pożarem. W wielu przypadkach potrzebny będzie też czujnik czadu (tlenku węgla). Zamontujesz go wszędzie tam, gdzie na co dzień spala się paliwa stałe, płynne lub gaz, czyli np. w łazienkach ze starym piecykiem gazowym (z otwartą komorą spalania).
Jeśli mamy tylko kuchenkę gazową lub nowoczesny piec lub kocioł gazowy (np. kondensacyjny), czujka czadu nie będzie obowiązkowa (kuchenki mają swoje systemy zabezpieczeń). 
Obowiązku montażu po prostu nie ma, "gdy proces spalania odbywa się w urządzeniu z zamkniętą komorą spalania, a także gdy spalanie ma miejsce w zasilanym paliwem gazowym urządzeniu przeznaczonym do przygotowania posiłków". Co więcej, profesjonalne systemy gaśnicze (np. zraszacz sufitowy) czy alarmowe także zwalniają z zakupu czujek. 
Zignorowanie wdrażanych w Polsce przepisów może zaboleć. Samo rozporządzenie nie określa kar, ale brak czujników będzie naruszeniem przepisów PPOŻ. Może to grozić mandatem, grzywną (nawet do 5000 zł), a w skrajnych przypadkach nawet karą aresztu. Ponadto firmy ubezpieczeniowe z chętnie uznają taki brak za niedbalstwo i odmówią wypłaty odszkodowania po pożarze. 
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/db426f595c10ea5fd6777a465acee3a3,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/db426f595c10ea5fd6777a465acee3a3,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Kiedy każdy będzie musiał mieć czujkę dymu w domu? Nowy obowiązek wprowadzany jest stopniowo</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/647013,nowy-obowiazek-i-kara-do-50-tys-zl-rzad-sprawdzi-co-robisz-z-mieszkaniem</guid><link>https://natemat.pl/647013,nowy-obowiazek-i-kara-do-50-tys-zl-rzad-sprawdzi-co-robisz-z-mieszkaniem</link><pubDate>Sat, 28 Mar 2026 07:03:01 +0100</pubDate><title>Nowy obowiązek i kara do 50 tys. zł. Rząd sprawdzi, co robisz z mieszkaniem</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/87ece459e8112f81424c2bbb01dc1e37,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Centralna Ewidencja Lokali to pomysł, który budzi ogromne emocje, choć nawet jeszcze nie pokazano projektu ustawy. Rząd jednak zamierza stworzyć bazę danych, by policzyć puste mieszkania i uporządkować rynek najmu. Odbije się to na wszystkich właścicielach nieruchomości.

Polska stoi musi się dostosować do unijnych wymogów, które już w maju 2026 roku uporządkują chaos na rynku wynajmu krótkoterminowego. Centralna Ewidencja Lokali może stać podstawą także innych baz. Ma połączyć rozproszone dotąd informacje (np. od fiskusa czy z CEEB) w jeden system kontroli nad tym, jak wykorzystujemy domy i mieszkania. Brzmi to strasznie, ale ma swoje zalety.
Centralna Ewidencja Lokali dopiero powstaje
Mimo dużego zainteresowania tematem ze strony Polaków, konkretne daty wdrożenia systemu wciąż pozostają zagadką. Portal Samorządowy próbował uzyskać od Ministerstwa Rozwoju i Technologii odpowiedzi dotyczące zakresu gromadzonych danych, jednak urzędnicy na razie dawkują informacje.
"Aktualnie analizowane są możliwe warianty rozwiązań w tym zakresie, celem opracowania kierunkowych założeń" – przekazał portalowi Wydział Prasowy Ministerstwa Rozwoju. Wiadomo jedynie, że faktycznie "resort rozwoju i technologii rozważa podjęcie prac nad utworzeniem centralnej ewidencji lokali mieszkalnych".
Rejestracja najmu krótkoterminowego 2026
Rządowy pomysł zakłada, że każdy właściciel nieruchomości będzie musiał złożyć oficjalną deklarację. Urzędnicy chcą wiedzieć, czy w lokalu mieszkasz ty, czy może wynajmujesz go turystom lub studentom, czy też mieszkanie stoi puste i się marnuje. 
"Każdy lokal będzie miał przypisany numer z oznaczeniem wskazującym własność – prywatną, bądź publiczną – i na jakie cele jest wykorzystywany: na własne potrzeby, w najem, dzierżawę, użyczenie" – wyjaśnił w rozmowie z Głosem Wielkopolski Tomasz Lewandowski, podsekretarz stanu w resorcie rozwoju.
Taki ruch ma ułatwić życie m.in. samorządom, które zyskają dokładną wiedzę o zasobach mieszkaniowych na swoim terenie. Dla osób zarabiających na najmie mieszkań na doby oznacza to koniec anonimowości. Brak wpisu do rejestru będzie niósł za sobą surowe konsekwencje.
Kara za brak wpisu do ewidencji
Walka z szarą strefą najmu krótkoterminowego, która obejmuje nawet 35 proc. rynku, wiąże się z restrykcjami. Serwisy takie jak Booking czy Airbnb będą musiały wymagać od wynajmujących numeru rejestracyjnego już na etapie tworzenia oferty. Próba ominięcia tego obowiązku i oferowanie noclegów na czarno skończy się karą finansową.
Wiceminister sportu i turystyki Ireneusz Raś w rozmowie z Rzeczpospolitą zapowiedział, że za wynajmowanie lokalu bez wymaganego wpisu do rejestru grozi kara administracyjna w wysokości do 50 tys. zł. 
Nowe przepisy, które zgodnie z prawem unijnym mają wejść 20 maja (rozporządzenie 2024/1028), sprawią, że część właścicieli założy działalność gospodarczą i zacznie płacić podatki, zrezygnuje z wynajmu na doby na rzecz umów długoterminowych lub zdecyduje się na sprzedaż nieruchomości. 
Nowy podatek od pustostanów
Jedną z korzyści z wdrożenia centralnej ewidencji ma być stworzenie mapy pustostanów. Dzięki temu państwo będzie mogło lepiej kierować fundusze na remonty, przekazując je tam, gdzie realnie ludziom brakuje dachu nad głową. Taniej wyjdzie bowiem dołożenie prywatnemu właścicielowi niż stawianie nowych bloków.
Jednak dla wielu właścicieli to miecz obosieczny. Przymusowe deklarowanie statusu mieszkania budzi obawy o prywatność. Deklaracje będą musieli przecież złożyć nie tylko ci, co wynajmują mieszkania, ale wszyscy. Jeśli nic z nim nie robimy, to nasze mieszkanie może zostać uznane za pustostan bez właściciela. 
Nieoficjalnie mówi się, że baza pustostanów posłuży do wprowadzenia nowego podatku od lokali, które stoją puste, zamiast trafiać na rynek. Resort uspokaja, że nie chodzi o karanie osób posiadających kilka mieszkań, ale o zmotywowanie ich do działania, np. wynajmowania. "Uwolnienie" nowych lokali na rynku mogłoby z kolei obniżyć ceny.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/87ece459e8112f81424c2bbb01dc1e37,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/87ece459e8112f81424c2bbb01dc1e37,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Centralna Ewidencja Lokali wymusi złożenie deklaracji przez właścicieli. Po co taki rejestr powstaje?</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/646669,zapomniana-oplata-czeka-na-wlascicieli-mieszkan-wychodzi-na-jaw-u-notariusza</guid><link>https://natemat.pl/646669,zapomniana-oplata-czeka-na-wlascicieli-mieszkan-wychodzi-na-jaw-u-notariusza</link><pubDate>Wed, 25 Mar 2026 14:47:34 +0100</pubDate><title>Zapomniana opłata czeka na właścicieli mieszkań. Wychodzi na jaw u notariusza</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/921b13b5c6bd213ae08fc034acb2f8da,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Opłata przekształceniowa to obowiązek, który istnieje już od 2019 roku, ale wielu Polaków wciąż nie ma o nim pojęcia. Właściciele nieruchomości często dowiadują się po latach, że co roku do 31 marca powinni uregulować specjalną należność. Kto musi płacić i ile?

Polacy parę lat temu przestali być użytkownikami wieczystymi swoich gruntów, a stali się ich pełnoprawnymi właścicielami. Wszystko za sprawą zmiany w prawie, która ostatecznie uwłaszczyła mieszkańców. 
Ustawa o przekształceniu prawa użytkowania wieczystego gruntów zabudowanych na cele mieszkaniowe w prawo własności tych gruntów weszła w życie 1 stycznia 2019 roku.  Z nowym statusem przyszły jednak nowe obowiązki.
"Z tytułu przekształcenia nowy właściciel gruntu zobowiązany jest ponieść 20 opłat, których wysokość jest równa wysokości opłaty rocznej z tytułu użytkowania wieczystego, która obowiązywałaby w dniu przekształcenia" – informuje Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa. 
Na czym polega opłata przekształceniowa?
Zasady są proste, ale musimy wiedzieć, za co tak naprawdę przelewamy nasze pieniądze. Nowe regulacje zlikwidowały specyficzny dla polskiego prawa relikt czasów PRL, jakim było użytkowanie wieczyste. 
To właśnie z tego powodu, jak czytamy w ustawie, "Z dniem 1 stycznia 2019 r. prawo użytkowania wieczystego gruntów zabudowanych na cele mieszkaniowe, przekształciło się z mocy prawa we własność tych gruntów".
Zamiast uiszczać w nieskończoność (a dokładnie 99 lat) opłaty roczne, właściciele dostali szansę na otrzymanie gruntu na pełną własność. Ustawodawca postanowił, że rozliczenie zajmie równe 20 lat, a sama opłata będzie równa dotychczasowej opłacie za użytkowanie wieczyste.
Brak wezwań do zapłaty i roszczenia w księdze wieczystej
Przepisy dotyczą przede wszystkim osób posiadających domy jednorodzinne oraz mieszkania w blokach, do których przypisany jest odpowiedni udział w gruncie. Państwowe urzędy nie mają obowiązku przypominania obywatelom o zbliżającym się terminie opłaty. I właśnie na tym polega problem.
Nie dostaniemy do skrzynki listu z ponagleniem, jak ma to miejsce w przypadku rachunku za prąd. Termin mija 31 marca każdego roku (można to jednak opłacić jednorazowo). Jeśli nie zagłębialiśmy się w przepisy lub dokumenty dotyczące naszej nieruchomości, to możemy mieć teraz sporą niedopłatę.
Najczęściej prawda wychodzi na jaw w najmniej oczekiwanym momencie, np. podczas próby sprzedaży mieszkania u notariusza. Wtedy nagle okazuje się, że w księdze wieczystej widnieje zaległe roszczenie o zapłatę opłaty przekształceniowej. Ile to może wynosić? Obrazuje to przykład ze starostwa w Mikołowie:
"Dotychczasowa opłata za użytkowanie wieczyste płatna do 31 marca każdego roku wynosi 100 zł. Aktualnie będzie to opłata przekształceniową, wynosząca również 100 zł, płatna do 31 marca każdego roku, ale już nie przez cały okres wieczystego użytkowania (99 lat), ale 20 lat" – czytamy.
Opłatę najlepiej jest zapłacić w całości od razu i mieć ją z głowy. W podanym wyzej przykładzie wyjdzie nas to 2000 zł (100 zł x 20). W 2026 r. generalnie nie obowiązuje już obniżka (bonifikata), która wynosiła 60 proc. w 2019 roku, a potem co roku malała o 10 proc. aż do 2024 roku. Są jednak pewne wyjątki:
Grunty samorządowe: Władze lokalne (gmin i miast) mogą z własnej inicjatywy nadal oferować zniżki mieszkańcom dawnych gruntów samorządowych.
Bonifikata 99 proc. dla osób uprzywilejowanych: Wybrane grupy, m.in. osoby z orzeczeniem o niepełnosprawności, kombatanci czy rodziny wielodzietne, mogą bezterminowo skorzystać z 99-procentowej zniżki, jeśli nieruchomość służy wyłącznie ich własnym potrzebom mieszkaniowym.
Opóźnione przekształcenie (nowe inwestycje): Dla budynków oddanych do użytku po 1 stycznia 2019 roku cykl malejącej bonifikaty startuje dopiero w dniu oddania budynku, dzięki czemu właściciele nowszych inwestycji wciąż mogą łapać się na wysokie zniżki w 2026 roku.

Gdzie zapłacić opłatę przekształceniową i jak uniknąć kar?
Jeżeli zapomniałeś o opłacie, musisz jak najszybciej uregulować swoją zaległość wraz z narosłymi do tego czasu odsetkami. Obecnie to 9,25 proc. w skali roku. Pieniądze można przelać na konto bankowe odpowiedniego urzędu dzielnicy, gminy lub miasta, na którego terenie znajduje się twoja nieruchomość mieszkalna.
Skąd wziąć informacje o kwocie? Podstawą jest specjalne zaświadczenie, które urzędy wysyłały automatycznie do wszystkich. Możesz też złożyć wniosek (wzór znajdziesz na stronie rządu na samym dole). 
W dokumencie znajdziesz dokładną wysokość swojej rocznej raty. Trzeba tego pilnować samemu, ale przy sprzedaży lokalu obowiązek zapłaty kolejnych rat przechodzi już na nowego nabywcę.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/921b13b5c6bd213ae08fc034acb2f8da,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/921b13b5c6bd213ae08fc034acb2f8da,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Kto musi płacić opłatę przekształceniową? O tym obowiązku wiele osób nie ma pojęcia</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/646102,koszt-budowy-domu-w-2026-r-o-polowe-drozej-ale-taniej-niz-nowe-mieszkanie</guid><link>https://natemat.pl/646102,koszt-budowy-domu-w-2026-r-o-polowe-drozej-ale-taniej-niz-nowe-mieszkanie</link><pubDate>Fri, 20 Mar 2026 16:44:01 +0100</pubDate><title>Koszt budowy domu w 2026 r. O połowę drożej, ale taniej niż nowe mieszkanie</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/147f49fab4267235e99d976cbf909188,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Robi się coraz cieplej, więc startuje sezon budowlany, ale ceny materiałów i robocizny mogą zmrozić. Zbudowanie od zera własnego domu jest obecnie o blisko połowę droższe w porównaniu do stawek sprzed zaledwie pięciu lat. Co podrożało najbardziej?

Ceny mieszkań ustabilizowały się na poziomie niewiele wyższym niż przed rokiem, a w niektórych miastach nawet potaniały. Dzieje się tak pomimo wojny na Bliskim Wschodzie. Wciąż jednak jest drogo i wiele osób zastanawia się, czy nie lepiej wybudować własny dom. Cenowo taka inwestycja wypada podobnie do zakupu apartamentu w centrum dużej metropolii. Czy w 2026 roku też tak jest?
Budowa domu w 2026 roku. Co najbardziej podrożało?
"Początek sezonu budowlanego przynosi inwestorom chłodne zderzenie z rzeczywistością. Budowa domu jest dziś nawet o 50 proc. droższa niż pięć lat temu" – podają autorzy raportu opublikowanego przez Rankomat.pl.
Na szczęście na początku 2026 roku ceny materiałów budowlanych również się ustabilizowały. Z opublikowanych danych Grupy PSB Handel S.A. dowiadujemy się, że w styczniu uśredniony wzrost wyniósł zaledwie 0,4 proc. rok do roku.
Wyższy wzrost cen widać przy podziale na poszczególne kategorie. Najbardziej podrożały elementy drewniane, bo aż o 15 proc. W górę idą też stawki za robociznę. Specjaliści z serwisu wielkiebudowanie.pl ostrzegają w raporcie, że w 2026 roku wypłaty dla fachowców podskoczą o kolejne 4 proc. Wciąż napięta i niepewna sytuacja na Bliskim Wschodzie może jednak przyczynić się do wzrostów cen surowców.
Kosztorys budowy domu 100 m2 w stanie deweloperskim
Dane z rynku pozwalają wyliczyć przeciętny budżet dla stumetrowego domu. Doprowadzenie go do stanu deweloperskiego kosztuje w obecnych warunkach średnio 441 tysięcy złotych. Dla porównania, w 2021 roku na taki sam cel wystarczyło zaledwie 300 tysięcy złotych, czyli wzrost o 47 proc.
Rankomat oparł swoje wyliczenia na podstawie informacji z serwisu kb.pl. Poniżej prezentujemy podział na główne kategorie wraz z kosztem poszczególnych elementów. Rozwinięte jest to o szczegółowe koszty za metr w zamieszczonych tabelkach
1. Dach (112 024,75 zł)
Największym kosztem w tej sekcji jest więźba, czyli szkielet dachu (prawie 40 tys. zł) oraz dachówka ceramiczna (ponad 30 tys. zł).
Więźba: 39 496,00 zł
Dachówka: 30 878,13 zł
Docieplenie stropu: 19 956,94 zł
Podbitka: 11 175,44 zł
Pozostałe (rynny, membrana, wyłaz): 10 518,24 zł

2. Mury i konstrukcja (140 113,58 zł)
Drewniany strop kosztuje niemal tyle samo co fundamenty.
Strop drewniany: 46 736,14 zł
Fundamenty: 46 137,70 zł
Ściany (nośne + działowe): 34 789,03 zł
Kominy (wszystkie etapy): 12 450,71 zł

3. Wykończenie i instalacje (195 910,00 zł)
Najdroższa kategoria, bo stanowi 41 proc. całości. Sam montaż kotłowni i ocieplenie ścian to łącznie prawie 80 tys. zł.
Ocieplenie i elewacja: 48 750,00 zł
Kotłownia z kotłem gazowym: 29 900,00 zł
Tynki: 24 300,00 zł
Instalacje (Elektr., Wod-Kan, C.O., Podłogówka): 41 860,00 zł
Posadzka i parapety: 13 200,00 zł

4. Stolarka (30 794,56 zł)
Najtańszy element całej budowy.
Okna PCV: 18 755,01 zł
Drzwi zewnętrzne: 6 913,87 zł
Brama garażowa: 5 125,68 zł

Całkowity koszt budowy jest jeszcze wyższy. Gdzie zaoszczędzić?
Powyższe sumy to tylko stan deweloperski, więc zaledwie punkt wyjścia. Nie obejmują one zakupu działki czy mediów. Same materiały budowlane odpowiadają zazwyczaj za 60–70 proc. całości. "W praktyce całkowity koszt inwestycji, wraz z działką, przyłączami i wykończeniem wyniesie ok. 650–900 tys. zł" – zaznaczają analitycy Rankomat.
Specjaliści podpowiadają, że oszczędności można szukać w kilku aspektach:
Gotowy lub darmowy projekt – gotowy projekt domu do 100 m2 to koszt rzędu 2,5–5 tys. zł, podczas gdy za projekt indywidualny trzeba zapłacić od 15 do 30 tys. zł. Można też skorzystać z całkowicie bezpłatnych projektów udostępnianych przez Główny Urząd Nadzoru Budowlanego.
Samodzielne prace i sprytne zakupy – część wydatków można ograniczyć poprzez samodzielne wykonanie wybranych prac wykończeniowych oraz kupowanie materiałów w promocjach lub poza szczytem sezonu.
Porównywanie ofert wykonawców – zawsze warto porównać oferty, a nie brać pierwszej ekipy z wierzchu. Nie ma też co żałować pieniędzy na profesjonalnych i sprawdzonych fachowców, bo poprawki później mogą wyjść nas drożej.
Lokalizacja i posiadanie działki – budowa na własnej działce oczywiście obniża koszty całej inwestycji. Warto też rozejrzeć się po różnych lokalizacjach. Ceny zaczynają ponad 100 zł za m2 w woj. lubelskim i lubuskim, w Gorzowie Wielkopolskim wynoszą średnio 132 zł za m2, w Warszawie 1373 zł za m2, a blisko wybrzeża na Pomorzu mogą przekraczać nawet 2000 zł za m2.

Jak koszt budowy domu wypada z kupnem nowego mieszkania? Z ustaleń analityków Rentier.io i Rankomat wynika, że w lutym za 50-metrowe mieszkanie w Warszawie należy zapłacić przeszło 861 tysięcy złotych. W Gdańsku trzeba przygotować ponad 755 tysięcy złotych, natomiast we Wrocławiu blisko 670 tysięcy złotych. A mówimy tutaj o mieszkaniach mniejszych o połowę niż nasz hipotetyczny dom.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/147f49fab4267235e99d976cbf909188,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/147f49fab4267235e99d976cbf909188,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Jaka jest cena wybudowania 100-metrowego domu w 2026 roku? Eksperci policzyli średnie koszty</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/645301,nowa-metoda-ogrzewania-mieszkan-w-polsce-podlogowka-odchodzi-do-lamusa</guid><link>https://natemat.pl/645301,nowa-metoda-ogrzewania-mieszkan-w-polsce-podlogowka-odchodzi-do-lamusa</link><pubDate>Sun, 15 Mar 2026 20:01:01 +0100</pubDate><title>Nowa metoda ogrzewania mieszkań w Polsce. Podłogówka odchodzi do lamusa</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/5358f102eaad9913e8bcc1578b1c063d,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Twoje lokum nie nadaje się do instalacji ogrzewania podłogowego? A może problemem jest koszt takiego rozwiązania? Polacy coraz częściej sięgają po nowy, ekologiczny i tani system ogrzewania, który jest łatwy w montażu i dobrze współpracuje z pompami ciepła.

Ogrzewanie podłogowe jest wygodne, wydajne i świetnie wpisuje się w minimalistyczne trendy wystroju wnętrz. Grzejniki nie szpecą przestrzeni, a ciepło jest równomierne i przyjemne. System grzewczy tego typu nie jest jednak pozbawiony kilku kluczowych wad, które dyskwalifikują go w niektórych domach.
Najnowszy trend ma być kompromisem pomiędzy efektywnym ogrzewaniem, jego kosztem i estetycznym minimalizmem. W 2026 roku modne stają się grzejniki montowane na ścianach, które przypominają klasyczne listwy przypodłogowe. Są one tanie w montażu, nie wymagają kosztownego remontu, a najczęściej można je zamontować tam, gdzie ogrzewanie podłogowe byłoby albo niemożliwe do wykorzystania, albo skrajnie nieopłacalne.
Coraz częściej rachunki za energię dobijają polskie gospodarstwa domowe. Nic dziwnego, że prawie wszyscy szukamy sposobów, by zaoszczędzić na ogrzewaniu. W tym kontekście grzejniki w listwach mogą okazać się bardzo pomocne. Istotnym aspektem korzystania z podłogówek jest stosunkowo niska temperatura pracy. Dobrze działają więc z najtańszym sposobem ogrzewania – pompami ciepła.
Klasyczny montowany pod oknem grzejnik pracuje w bardzo wysokiej temperaturze około 60-70°C. Przypodłogowa listwa grzewcza ogrzewa pomieszczenie przy znacznie niższej temperaturze zasilania. Mowa tu o 30-45°C, więc podobnych wartościach do tych w niskotemperaturowym ogrzewaniu podłogowym.
To właśnie optymalne rozmieszczenie powierzchni grzewczej, które często obejmuje całą długość ścian przy podłodze, przekłada się na tak efektywną pracę. W tym wariancie ogrzewania ściany odgrywają podobną rolę, co podłoga w ogrzewaniu podłogowym. Listwa ogrzewa ścianę, która równomiernie oddaje ciepło do pomieszczenia.
Nowy sposób na ogrzewanie deklasuje tradycyjne rozwiązania – taniej, ładniej, przyjemniej
Taki sposób ogrzewania nie pozostaje bez znaczenia dla higieny wnętrza. Ściany są ciągle ciepłe, co ogranicza ryzyko gromadzenia się na nich nadmiernej wilgoci. Może to być bardzo skuteczne rozwiązanie we wnętrzach, które często zmagają się z pleśnią.
Ogrzewanie przypodłogowe za pomocą listew grzewczych może zostać zamontowane bez wylewek, demontażu i podnoszenia podłogi. W wielu wnętrzach standardowa instalacja grzewcza jest domyślnie kompatybilna z takim sposobem ogrzewania – nie są wymagane żadne kosztowne przeróbki.
Bardzo ważną korzyścią wynikającą z korzystania z ogrzewania przypodłogowego jest także krótszy czas nagrzewania pomieszczenia. Powietrze w pokoju szybciej reaguje na zmiany temperatury, co przekłada się na prostsze sterowanie systemem grzewczym.
By nie było tak różowo, istnieją także wady i przeciwwskazania wobec zastosowania takiego typu ogrzewania. Ogrzewanie przez listwy na ścianie nie będzie dobrze radzić sobie z wnętrzami wypełnionymi meblościankami i szerokimi szafami. Im więcej pustej przestrzeni na ścianie, tym lepiej.
Potencjalnym problemem może być także niska temperatura pracy takiej instalacji. 30-45°C sprawdza się w nowszych budynkach, gdzie mamy do czynienia z mocną izolacją. Stare konstrukcje mogą wymagać zdecydowanie wyższych temperatur pracy instalacji grzewczej.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/5358f102eaad9913e8bcc1578b1c063d,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.natemat.pl/5358f102eaad9913e8bcc1578b1c063d,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">Nowa metoda ogrzewania mieszkań w Polsce. Podłogówka odchodzi do lamusa</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/644437,17-tysiecy-zlotych-za-mieszkanie-gigant-wyprzedaje-tanie-lokale-w-calej-polsce</guid><link>https://natemat.pl/644437,17-tysiecy-zlotych-za-mieszkanie-gigant-wyprzedaje-tanie-lokale-w-calej-polsce</link><pubDate>Mon, 09 Mar 2026 09:43:32 +0100</pubDate><title>17 tysięcy złotych za mieszkanie. Gigant wyprzedaje tanie lokale w całej Polsce</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/2cd482481003e92d5b88829e7d748729,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />PKP S.A. kojarzy się nam przede wszystkim z pociągami, ale to też jeden z największych właścicieli nieruchomości w kraju. Spółka ma obecnie na sprzedaż setki działek, domów i mieszkań, a ich ceny wywoławcze są często znacznie niższe niż rynkowe stawki. Jak można je kupić?

Państwowe spółki i instytucje mają ogromne zasoby nieruchomości, które najpierw służyły głównie ich pracownikom. W naTemat już pisaliśmy, że swoje lokale w niezwykle niskich cenach wyprzedaje np. Agencja Mienia Wojskowego. Podobną i równie atrakcyjną wyprzedaż prowadzą też Polskie Koleje Państwowe.
Tanie mieszkania od PKP to okazja na rynku nieruchomości
Kolejowa spółka regularnie wyprzedaje swoje nieruchomości. W całej Polsce na nowych właścicieli czeka blisko 700 wolnych lokali. To mieszkania z drugiej ręki, często w starych kamienicach, ale ich największą zaletą są ceny.
W czasach rekordowych stawek u deweloperów tanie mieszkania od PKP stanowią kuszącą alternatywę, do której nie trzeba brać kredytu na 40 lat. Znajdziemy je zarówno w potężnych aglomeracjach, jak i w mniejszych miasteczkach.
"Ceny mieszkań są naprawdę konkurencyjne. Najtańsze lokale można nabyć już za 17 tys. zł. To cena orientacyjna dla zainteresowanych kupnem 23-metrowego mieszkania w Czerwonce na Mazurach" – chwali się spółka.
Przetargi na mieszkania PKP w różnych regionach Polski
Oferty sprzedaży są bardzo zróżnicowane. Za ułamek kwoty potrzebnej na kawalerkę w Warszawie można kupić własne mieszkanie w mniejszej miejscowości. Lokale pod lepszymi adresami w miastach kosztują oczywiście więcej, ale wciąż potrafią miło zaskoczyć. 
Poniżej lista przykładowych lokali mieszkalnych PKP (skupiliśmy się na samych lokalach, ale są też działki i domy, które znajdziecie na oficjalnej tronie) wraz z cenami wywoławczymi:
Wałbrzych (dolnośląskie), ul. Beethovena 16/1 – 53 000 zł
Drawsko Pomorskie (zachodniopomorskie), ul. Kolejowa 4/1 – 62 000 zł
Pionki (mazowieckie), ul. Niepodległości 29 – 72 000 zł
Bojadła (lubuskie), ul. Kolejowa 12 – 77 000 zł
Lubliniec (śląskie), ul. Przemysłowa 1/6 – 82 000 zł
Koszęcin (śląskie), ul. Kolejowa 5/3 – 84 000 zł
Mościsko (dolnośląskie), ul. Kolejowa 28/1 – 98 000 zł
Bierutów (dolnośląskie), ul. Świętego Jana 7 – 112 800 zł
Chełm (lubelskie), ul. Żwirki i Wigury 16 – 115 000 zł
Pieńsk (dolnośląskie), ul. Dąbrowskiego 39c/4 – 126 000 zł
Śrem (wielkopolskie), ul. Zachodnia 27/7 – 135 000 zł
Radom (mazowieckie), ul. Mazowieckiego 4 – 170 000 zł
Bydgoszcz (kujawsko-pomorskie), ul. Grunwaldzka 104/1 – 210 000 zł
Nysa (opolskie), ul. W. Pawlik 12/10 – 235 000 zł
Wrocław (dolnośląskie), ul. Na Polance 6B/25 – 302 000 zł

Jak kupić kolejowe mieszkanie od  PKP?
Kupno takiego mieszania odbywa się na nieco innych zasadach niż u klasycznego pośrednika. Trzeba wziąć udział w licytacji. Nie należy się jednak bać skomplikowanych procedur. 
"Nieruchomości PKP S.A. jako majątek Skarbu Państwa sprzedawany jest w trybie przetargów publicznych otwartych, w których może wziąć udział każdy" – wyjaśnia spółka w swoim poradniku.
Wystarczy znaleźć wymarzone mieszkanie na stronie PKP S.A. Następnie trzeba wpłacić wadium w wyznaczonym terminie i złożyć swoją ofertę. Kwoty początkowe ustalają rzeczoznawcy i opierają się na aktualnej wartości rynkowej danego miejsca. Po wygraniu przetargu całą kwotę trzeba uiścić jeszcze przed wizytą u notariusza, bo spółka nie zgadza się na płatność w ratach.
W wyjątkowych sytuacjach można nawet spróbować... zbić stawkę. Jeśli dwa kolejne przetargi zakończą się fiaskiem i nikt nie kupi danej nieruchomości, PKP może sprzedać nieruchomości w trybie rokowań za nie mniej niż 2/3 ceny wywoławczej. 
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/2cd482481003e92d5b88829e7d748729,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/2cd482481003e92d5b88829e7d748729,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">PKP S.A. sprzedaje mieszkania w różnych lokalizacjach i standardach. Ceny są konkurencyjne w porównaniu z deweloperskimi</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/644071,nowe-podwyzki-w-blokach-przez-ksef-mieszkancy-moga-sie-nie-pozbierac</guid><link>https://natemat.pl/644071,nowe-podwyzki-w-blokach-przez-ksef-mieszkancy-moga-sie-nie-pozbierac</link><pubDate>Thu, 05 Mar 2026 19:00:02 +0100</pubDate><title>Nowe podwyżki w blokach przez KSeF. Mieszkańcy mogą się nie pozbierać</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/fc2e9bc7555f0be5e6f24b3d958421eb,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Opłaty w spółdzielniach i wspólnotach mieszkaniowych mogą drastycznie wzrosnąć już 1 kwietnia. I to nie będzie żart na prima aprilis, ale niespodziewany efekt uboczny Krajowego Systemu e-Faktur. Dlaczego coś, co miało ułatwić księgowość, na razie ją utrudnia?

W naTemat pisaliśmy już, że od początku 2026 roku mieszkańcy bloków mierzą się z coraz wyższymi rachunkami. Nawet w mniejszych miejscowościach oraz w starszym budownictwie bariera 1000 zł za czynsz przestała być rzadkością. Niestety od przyszłego miesiąca może być jeszcze gorzej i tym razem nie jest to związane z m.in. rosnącymi kosztami energii.
E-faktury za prąd nowym problemem spółdzielni w całej Polsce
Rewolucja w fakturowaniu zafundowała zarządcom nieruchomości... jeszcze więcej biurokracji. "Dziennik Gazeta Prawna" podaje, że wprowadzony 1 lutego KSeF wymusił zmianę sposobu fakturowania dostaw prądu. Zamiast zbiorczego zestawienia firmy wystawiają teraz osobny dokument dla każdego licznika w bloku.  
"Zanim wszedł w życie KSeF, jedna ze spółdzielni mieszkaniowych – nieduża – dostawała miesięcznie do 10 faktur za prąd. Teraz otrzymała do zaksięgowania 170 sztuk" – czytamy w artykule "DGP".
I każda taka e-faktura musi być oddzielnie sprawdzona i wprowadzona do systemu. Spółka Enea potwierdziła dziennikarzom, że "rozliczenie dla każdego punktu poboru energii jest rejestrowane w systemie oddzielnie" i wynika to bezpośrednio z nowych wymogów KSeF.
Koszty zarządzania blokiem mogą pójść w górę
Za dodatkową pracę księgowych ostatecznie zapłacą lokatorzy w swoich miesięcznych opłatach. Obsługa tak gigantycznej liczby faktur po prostu zwiększa koszty zarządzania. Niektóre podmioty już teraz wprowadziły podwyżki.
"DGP" przypomina, że już w styczniu jedna ze wspólnot mieszkaniowych w Trójmieście podniosła opłaty za zarządzanie o ponad 17 proc. Jednym z powodów podwyżki były właśnie koszty wdrożenia KSeF.
Dodatkowym utrudnieniem dla zarządców jest brak spójności w przesyłanych plikach XML. Np. terminy płatności potrafią być wpisane w innych polach niż te, które systemy księgowe zaciągają automatycznie. To też zmusza pracowników do ręcznego przeszukiwania danych i dodatkowej pracy.
Powszechny KSeF od 1 kwietnia spowoduje jeszcze większy chaos
Od lutego system objął największych graczy rynkowych, ale to od 1 kwietnia dołączą do niego średnie i małe przedsiębiorstwa oraz większość mikro. To wtedy do tysięcy nowych e-faktur za prąd dołączą kolejne, np. za wodę czy śmieci.
– Wszystkie te problemy mają jedno źródło: brakuje jednolitych standardów w zakresie sposobu wystawiania faktur – komentuje w "DGP" Patrycja Kubiesa z kancelarii KiB.
"DGP" podaje, że zarządcy nieruchomości domagają się pilnej reakcji Ministerstwa Finansów. Ich zdaniem jedynym ratunkiem jest narzucenie dostawcom mediów stosowanie ujednoliconych e-faktur. Czasu na zmiany jest jednak mało, bo KSeF na pełnych obrotach zacznie działać już w przyszłym miesiącu.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/fc2e9bc7555f0be5e6f24b3d958421eb,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/fc2e9bc7555f0be5e6f24b3d958421eb,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">KSeF sporo namieszał w księgowości spółdzielni. Odbija się to na opłatach dla mieszkańcach</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/644092,jak-masz-dom-lub-mieszkanie-musisz-zaplacic-do-15-marca-inaczej-wysoka-kara</guid><link>https://natemat.pl/644092,jak-masz-dom-lub-mieszkanie-musisz-zaplacic-do-15-marca-inaczej-wysoka-kara</link><pubDate>Thu, 05 Mar 2026 16:54:43 +0100</pubDate><title>Jak masz dom lub mieszkanie, musisz zapłacić do 15 marca. Inaczej wysoka kara</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/742f41ed91424e4a637b18359fc44985,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Właściciele domów i mieszkań muszą pamiętać o uiszczeniu pierwszej raty podatku od nieruchomości do 15 marca 2026 roku. Najlepiej jest nie odkładać płatności na ostatnią chwilę, bo ten fakt może zwyczajnie umknąć w natłoku codziennych obowiązków. A to może poskutkować wysoką karą.

Pierwszą ratę podatku od nieruchomości należy zapłacić do 15 marca. Opłatę muszą uiścić nie tylko właściciele domów jednorodzinnych, ale również mieszkań. Jak przypominaliśmy w naTemat, to jeden z wielu nowych obowiązków posiadaczy nieruchomości. Rząd pracuje także nad przygotowaniem centralnej ewidencji mieszkań i domów, w ramach której Polacy będą musieli ujawnić, co w nich robią.
Podatek od nieruchomości 2026. Terminy płatności i kary
Osoby objęte obowiązkiem zapłaty podatku od nieruchomości otrzymują informacje o jego wysokości w ramach decyzji podatkowych, zwanych nakazami płatniczymi. Na początku marca warto zajrzeć do skrzynek pocztowych, by odebrać dokumenty doręczane przez urzędników.
Do 15 marca niektórzy muszą zapłacić pierwszą ratę podatku, inni zaś uiścić wymaganą kwotę w całości. Rozbieżność ta wynika z faktu, że jeśli opłata za cały rok nie przekracza 100 złotych, to właściciel domu lub mieszkania nie ma prawa do zrealizowania jej w ratach. Ci, którzy mogą rozłożyć płatność na cztery części, powinni opłacić poszczególne raty podatku od nieruchomości w terminach:
15 marca,
15 maja,
15 września,
15 listopada.

Jak przypomina portal Infor.pl, właściciele, którzy do końca lutego nie otrzymali decyzji z urzędu gminy, nie muszą się niepokoić. Maja bowiem ustawowe 14 dni na zapłacenie podatku od momentu odebrania listu poleconego, nawet jeśli wskazany termin wypadnie po 15 marca. 
Co w przypadku, gdy decyzję odebraliście, ale minie termin zapłaty? Oczywiście najlepiej byłoby uiścić płatność od razu, nie dopuszczając do takiej sytuacji. Ale jeśli już się zdarzy, trzeba liczyć się z konsekwencjami. Może to skutkować naliczeniem odsetek, a w przypadku uchylania się od zapłaty podatku – grzywną w wysokości nawet do 64 tys. zł. 
Jakie są stawki podatku za metr kwadratowy nieruchomości?
O wysokości opłaty decydują urzędy gmin, ale te nie mogą być wyższe, niż przewiduje Ministerstwo Finansów i Gospodarki. Jak przypomina serwis Forsal, maksymalne stawki podatku od nieruchomości w 2026 roku wynoszą – od gruntów: 
wykorzystywanych na potrzeby działalności gospodarczej, niezależnie od ich klasyfikacji w ewidencji gruntów i budynków – 1,45 zł za 1 m2, 
zajętych przez wody powierzchniowe stojące lub płynące jezior i sztucznych zbiorników – 7,15 zł za 1 ha,
pozostałych gruntów, w tym przeznaczonych na odpłatną działalność statutową pożytku publicznego prowadzoną przez organizacje pożytku publicznego – 0,77 zł za 1 m2,
terenów niezabudowanych objętych obszarem rewitalizacji, o których mowa w ustawie z 9 października 2015 r. o rewitalizacji, położonych na obszarach przeznaczonych w miejscowym planie zagospodarowania pod zabudowę mieszkaniową, usługową lub mieszaną (obejmującą wyłącznie te funkcje), jeżeli od wejścia w życie planu minęły 4 lata, a inwestycja nie została zakończona zgodnie z prawem budowlanym – 4,72 zł za 1 m2.

Tymczasem stawki podatku od budynków lub ich części wynoszą: 
budynków mieszkalnych – 1,25 zł za 1 m2 powierzchni użytkowej,
budynków związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej i części budynków zajętych na ten cel – 35,53 zł za 1m2 powierzchni użytkowej,
budynków przeznaczonych na działalność gospodarczą w zakresie obrotu kwalifikowanym materiałem siewnym – 16,64 zł za 1 m2 powierzchni użytkowej,
obiektów związanych z udzielaniem świadczeń zdrowotnych w rozumieniu przepisów o działalności leczniczej, zajętych przez podmioty je realizujące – 7,27 zł za 1 m2 powierzchni użytkowej,
pozostałych budynków, w tym wykorzystywanych do odpłatnej działalności statutowej pożytku publicznego przez organizacje pożytku publicznego – 12,00 zł za 1 m2 powierzchni użytkowej.

Wiele gmin decyduje się właśnie na przyjęcie tych maksymalnych kwot; w ten sposób pozyskują one środki, które mogą przeznaczyć na inwestycje. 
Kto musi zapłacić podatek od nieruchomości?
Zasady dotyczące podatku od nieruchomości stanowią, że uiszczać go muszą nie tylko właściciele domów, ale i mieszkań w blokach. Ci, jak przypominaliśmy, muszą płacić podatek od lokalu i części gruntu, na którym stoi ich budynek. Uiszczają go posiadacze lokali, którzy wpisani są do księgi wieczystej. Najemcy mogą więc spać spokojnie, bo opłata nie będzie ich dotyczyć.
Oprócz tego, jak przypomina Forsal, podatek od nieruchomości zapłaci też użytkownik wieczysty gruntów, które są własnością publiczną (tj. państwową lub samorządową), posiadacz mienia publicznego na podstawie zawartej umowy lub bez takiej umowy, a także posiadacz samoistny – czyli osoba, która używa gruntów jak właściciel, choć nim nie jest.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/742f41ed91424e4a637b18359fc44985,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/742f41ed91424e4a637b18359fc44985,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Właściciele domów i mieszkań muszą pamiętać o zapłaceniu podatku od nieruchomości do 15 marca.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/643660,wlasciciele-mieszkan-czesto-o-tym-zapominaja-w-bloku-tez-musza-placic-podatek</guid><link>https://natemat.pl/643660,wlasciciele-mieszkan-czesto-o-tym-zapominaja-w-bloku-tez-musza-placic-podatek</link><pubDate>Tue, 03 Mar 2026 19:23:01 +0100</pubDate><title>Właściciele mieszkań często o tym zapominają. W bloku też muszą płacić podatek</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/3fa2c9274fda207e6ea6e020cfbd1d19,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Płacenie za mieszkanie w bloku kojarzy się tylko z comiesięcznym czynszem i rachunkami. Bycie właścicielem lokalu wiąże się jednak nie tylko z samą opłatą za cztery ściany, ale i z podatkiem za teren, na którym stoi budynek. Ile trzeba przelać pieniędzy gminie w 2026 roku?

Właściciele nieruchomości mają sporo nowych obowiązków, a niektóre dopiero przed nimi, jak np. zbliżający się wymóg wpisu do centralnej ewidencji lokali. Są też i stare, które wciąż budzą zdziwienie. Jednym z nich jest opłata, którą wiele niesłusznie przypisuje wyłącznie posiadaczom domów jednorodzinnych.
Podatek od nieruchomości 2026. Kto musi go zapłacić?
Posiadacze mieszkań w blokach często myślą, że muszą tylko płacić wspólnocie lub spółdzielni. Tymczasem mają jeszcze jedną, mniej oczywistą opłatę. Interia przypomina, że są też zobowiązani do opłacania podatku od gruntu, na którym stoi ich budynek. I nie jest to dobrowolna składka. 
"Wielu mieszkańców bloków jest przekonanych, że podatek od nieruchomości dotyczy wyłącznie właścicieli domów jednorodzinnych. W rzeczywistości obowiązek ten obejmuje także osoby posiadające mieszkania w budynkach wielorodzinnych. Co istotne, podatek dotyczy nie tylko samego lokalu, ale również części gruntu, na którym stoi budynek" – wyjaśnia portal. 
Podatek ten spoczywa wyłącznie na osobach widniejących w księdze wieczystej jako właściciele. Jeśli więc tylko wynajmujesz mieszkanie, nie musisz płacić tego podatku. Najemcy są zwolnieni z tej opłaty, ponieważ nie posiadają praw własnościowych do gruntu. 
Dlaczego właściciel mieszkania płaci za grunt?
Kupując mieszkanie w bloku, stajemy się kimś więcej niż tylko właścicielami przestrzeni między sufitem a podłogą. Akt notarialny pokazuje, że nabywamy również ułamkową część wszystkiego, co wspólne. Chodzi tu np. o klatki schodowe, ale przede wszystkim o działkę, na której stoi cały obiekt.
To właśnie ten nietypowy udział w nieruchomości powoduje, że trzeba się wybrać do urzędu z gotówką lub przelać pieniądze na konto gminy. Im większy metraż zajmuje mieszkanie, tym większy jest procentowy udział w gruncie. To bezpośrednio przekłada się na ostateczną kwotę do zapłaty (o tym za chwilę).
Ile wynosi podatek od gruntu w 2026 roku?
Niestety, pomimo że teoretycznie jesteś współwłaścicielem terenu, to nie możesz sobie ot tak postawić np. płotu na działce przy bloku. Płacić jednak trzeba. Stawki nie są identyczne dla każdego mieszkańca Polski. 
Minister finansów wyznacza jedynie górne limity, których samorządy nie mogą przekroczyć, ale ostateczne słowo należy do lokalnych radnych. To oni decydują, jak głęboko sięgną do portfeli podatników w danej miejscowości.
Interia podaje, że w 2026 r. maksymalna stawka została ustalona na poziomie 0,77 zł za 1 mkw powierzchni rocznie. Dla przeciętnego właściciela mieszkania w bloku są to więc kwoty rzędu kilku lub kilkunastu złotych, ponieważ twój udział w działce jest stosunkowo niewielki.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/3fa2c9274fda207e6ea6e020cfbd1d19,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/3fa2c9274fda207e6ea6e020cfbd1d19,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Właściciele mieszkań w blokach muszą płacić podatek od nieruchomości. Dlaczego?</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/643060,ledwo-polowa-z-nas-bedzie-miec-wlasne-mieszkanie-prognoza-dla-polski-jednoznaczna</guid><link>https://natemat.pl/643060,ledwo-polowa-z-nas-bedzie-miec-wlasne-mieszkanie-prognoza-dla-polski-jednoznaczna</link><pubDate>Thu, 26 Feb 2026 19:13:37 +0100</pubDate><title>Ledwo połowa z nas będzie mieć własne mieszkanie. Prognoza dla Polski jednoznaczna</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/6c12e930acb65cbc70ba1b8db6face1a,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Jak będzie wyglądać polski rynek mieszkaniowy w niedalekiej przyszłości? Ze stuprocentową pewnością nikt tego nie wie, ale można sporo przewidzieć, analizując obecne trendy oraz zjawiska gospodarcze i społeczne. Eksperci postanowili zmierzyć się z tym wyzwaniem i opracowali raport z prognozami aż do 2040 roku.

W naTemat pisaliśmy wcześniej, że ceny lokali z drugiej ręki oraz u deweloperów wreszcie wyhamowały. Sytuacja ustabilizowała się, a obecne i przyszłe obniżki stóp procentowych pozwalają na zaciąganie tańszych kredytów na mieszkania. 
Wolnych lokali jest pod dostatkiem, dlatego to nabywcy dyktują dziś warunki. Jest więcej czasu na przejrzenie ofert i szansa wynegocjowanie rabatów sięgających nawet 10 proc. Rynek za kilkanaście lat może prezentować się jednak zupełnie inaczej niż dziś.
Raport "Living 2040". Przyszłość rynku nieruchomości pod lupą 
Raport "Living 2040" został przygotowany przez agencję Open Format we współpracy m.in. z portalem Nieruchomosci-online.pl. W ramach prac nad publikacją przeprowadzono badania na ponad 1000 dorosłych Polaków z różnych regionów kraju. Poproszono też o głos ekspertów.
Z raportu wynika, że obecnie posiadanie własnego mieszkania to wciąż główny cel większości społeczeństwa. To synonim życiowego sukcesu i stabilności. Powoli rodzą się jednak także inne potrzeby i samo mieszkanie, "by było", nie będzie największym marzeniem. 
"Choć posiadanie własnego mieszkania wciąż pozostaje ważną aspiracją i elementem poczucia bezpieczeństwa, coraz większą uwagę zaczynamy przywiązywać do innych aspektów" – zaznaczyli autorzy w swojej publikacji.
Polacy zaczynają doceniać niską emisyjność (a co za tym idzie: energooszczędność), bliskość infrastruktury dla seniorów (starzejące się społeczeństwo), elastyczność form zamieszkiwania (co pozwala na większą mobilność) czy nawet obecność... balkonu i przestrzeni do pracy.
Prognozy dla Polski na rok 2040
Wizja ekspertów na kolejne kilkanaście lat przewiduje bardzo różne kierunki rozwoju. W raporcie "Living 2040" zaprezentowano trzy możliwe scenariusze (na bazie danych z GUS, NBP, AMRON-SARFiN, Eurostat, Inquiry oraz raportów branżowych). Każdy z nich uwzględnia inne tempo wprowadzania innowacji oraz zmian rynkowych.
1. Scenariusz ostrożny
W tym wariancie zakładany jest stabilny rozwój. Tradycyjne podejście do własności wciąż dominuje (80 proc. własności, obecnie to 83 proc.), a nowoczesny wynajem rozwija się głównie w największych metropoliach, bez większych rewolucji w skali kraju.
2. Scenariusz zrównoważony
Opcja ta zakłada umiarkowany wzrost i pójście w stronę nowych trendów. Znaczenie energooszczędności i ESG (zrównoważony rozwój) stanie się normą, a elastyczność zamieszkania zyskuje na popularności. To z kolei prowadzi do wyrównania proporcji między wynajmem a posiadaniem mieszkania.
3. Scenariusz dynamiczny
Ta droga przewiduje szybki wzrost liczby mieszkań i transformację całej branży. "Struktura rynku: 55 proc. własność, 25 proc. najem prywatny, 20 proc. PRS (najem przez wyspecjalizowane firmy - red.)" – czytamy w raporcie. Nowe technologie (prefabrykaty, automatyzacja) mają doprowadzić też do znacznego spadku kosztów wznoszenia inwestycji.
Polacy będą woleli wynajmować mieszkanie niż je mieć?
Bez względu na to, jaki scenariusz się sprawdzi, sektor mieszkaniowy nie może osiąść na laurach. Przedstawiciele rządu, włodarze miast oraz deweloperzy będą zmuszeni dostosować swoje plany do zmieniającej się demografii, mody czy przepisów. Inwestycje będą musiały odpowiadać m.in. na surowe wymogi klimatyczne i rosnącą potrzebę wygody.
"Kierunek rozwoju rynku nieruchomości mówiący o zmianach w strukturze własności na rzecz najmu (także rynku PRS) to jeden z prawdopodobnych scenariuszy. Jeśli się zrealizuje, nie będzie to jednak wynikać wyłącznie z kwestii ekonomicznych. Te oczywiście nadal będą kluczowe, ale znaczenie będą miały także czynniki społeczne i inwestycyjne" – napisali autorzy dokumentu. 
Jednego możemy być niemal pewni: kupowanie mieszkania nie będzie już najważniejsze. Młodsze pokolenia coraz częściej traktują je jako usługę, która ma po prostu ułatwiać codzienność i nie obciążać ich budżetów kosztami remontów czy przestarzałego ogrzewania. 
Zamiast brać kredyt na kilkadziesiąt lat i mieszkać całe życie w jednym miejscu, w 2040 roku możemy o wiele bardziej cenić sobie swobodę przeprowadzki za pracą czy pasją. Stara zasada "dom twój, gdzie serce twoje" zacznie być bardziej aktualna i bliska wielu Polakom.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/6c12e930acb65cbc70ba1b8db6face1a,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/6c12e930acb65cbc70ba1b8db6face1a,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Jak się zmieni Polski rynek mieszkaniowy przez najbliższe 15 lat? Możemy być zaskoczeni</media:title></media:content></item>
		
	</channel>
</rss>
