<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" version="2.0" xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom">
	<channel>
		<title><![CDATA[naTemat.pl - Wybory]]></title>
		<description><![CDATA[Najnowsze artykuły i wpisy blogerów w kategorii Wybory w naTemat.pl]]></description>
		<link>https://natemat.pl/c/73,wybory</link>
				<generator>natemat.pl</generator>
		<atom:link href="https://natemat.pl/rss/kategoria,73,wybory" rel="self" type="application/rss+xml" />
		<atom:link rel="hub" href="https://pubsubhubbub.appspot.com/" xmlns="http://www.w3.org/2005/Atom" />
			<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/637882,12-kwietnia-to-moze-byc-czarna-data-dla-ziobry-az-skreca-mnie-z-ciekawosci-co-by-zrobil</guid><link>https://natemat.pl/637882,12-kwietnia-to-moze-byc-czarna-data-dla-ziobry-az-skreca-mnie-z-ciekawosci-co-by-zrobil</link><pubDate>Wed, 14 Jan 2026 12:07:37 +0100</pubDate><title>12 kwietnia to może być czarna data dla Ziobry. Aż skręca mnie z ciekawości, co by zrobił</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/08b69ad4455d5b6989f0895cbd502d36,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Prezydent Węgier oficjalnie potwierdził datę wyborów parlamentarnych w tym kraju. Tego dnia cała Europa będzie patrzeć na Węgry, ale nie tylko ona. Władimir Putin i Donald Trump również 12 kwietnia będą czekać na wieści z Budapesztu. Zapowiada się wielkie, międzynarodowe wydarzenie, od którego zależy nie tylko przyszłość Orbána, Węgier i UE, ale również dwóch polskich uciekinierów.

12 kwietnia – to może być ważna data dla Zbigniewa Ziobry i Marcina Romanowskiego. Tego dnia Węgrzy pójdą do urn. A jeśli wybiorą tak, jak pokazują sondaże, politycy Suwerennej Polski już dziś powinni zacząć obmyślać plan, co robić dalej. 
Ziobro z azylem na Węgrzech. Co zrobi, jeśli wybory wygra węgierska opozycja?
Może uciec na Białoruś jak sędzia Tomasz Szmydt i tam prosić o azyl? Można się zaśmiać, dziś brzmi to niedorzecznie, ale kto kiedyś przypuszczał, że sędzia z Polski może tam zdezerterować? 
Szmydt trafił do zreformowanej KRS w 2018 roku, gdy na czele Ministerstwa Sprawiedliwości stał Ziobro. Co prawda były minister zarzekał się potem, że nie miał z nim żadnego kontaktu i nigdy go nie spotkał, ale dopiero co sam zapewniał też, że nie złożył wniosku o azyl polityczny na Węgrzech. A potem nagle go dostał. Ba, decyzja zapadła już w grudniu, ale wszystko miał trzymać w tajemnicy. 
Jak mu wierzyć?
Pamiętamy też, jak Ziobro lekceważył UE. – Jestem polskim patriotą, a nie patriotą unijnym – to jego słowa. Po czym ucieka do innego kraju unijnego, w dodatku do sojusznika Putina, skarży w nim na Polskę i szarga jej wizerunek. 
A może po 12 kwietnia jego celem może stać się Moskwa? Śmiałą wizję już roztoczył Robert Biedroń. – Skończy się tak, że Ziobro będzie na Placu Czerwonym chwalił Putina i robił sobie z nim zdjęcia. Tak jak jego kolega-sędzia, który uciekł na Białoruś, albo jak kolega Salvini, który zdjęcia w koszulce z Putinem już sobie zrobił. Tacy oni właśnie są: jest im bliżej do Moskwy niż do Warszawy – mówił w "Expressie Biedrzyckiej.  
Jak będzie i czy Ziobro zostanie na Węgrzech, dowiemy się po 12 kwietnia. Jeśli do tego czasu nadal będzie chronił się w Budapeszcie, od tego dnia wiele może zależeć. 

                    
                        
                    
                Partia TISZA o schronieniu i "azylu zagranicznym przestępcom"
12 kwietnia na Węgrzech odbędą się najważniejsze wybory od lat. Datę właśnie oficjalnie potwierdził prezydent Węgier.
"Zgodnie z przepisami Ustawy Zasadniczej i Ustawy o ordynacji wyborczej datę wyborów powszechnych wyznaczyłem na niedzielę 12 kwietnia 2026 roku" – przekazał Tamas Sulyok na Facebooku.
Dla opozycji to największa dotąd nadzieja na zmianę władzy. Viktor Orbán rządzi nieprzerwanie od 2010 roku i jest najdłużej urzędującym premierem w historii Węgier. 
Ale w 2024 roku pojawił się jego najgroźniejszy rywal – Peter Magyar i jego centroprawicowa partia TISZA (Partia Szacunku i Wolności), która od miesięcy prowadzi w sondażach. 
Niczego to jeszcze nie przesądza, to czysto hipotetyczny scenariusz, ale jeśli Magyar wygra, uciekinierzy z Polski mogą mieć problem. Na wieść o przyznaniu azylu dla Ziobry jego biuro prasowe już zareagowało znaczącym komunikatem:
"Pod rządami TISZY Węgry nie będą zapewniać schronienia, nie mówiąc już o azylu, zagranicznym przestępcom".
A w sierpniu 2025, w rozmowie z "Gazetą Wyborczą", Magyar tak poradził Romanowskiemu:
"Gdybym miał dać mu jakąś radę, to tę, że im bliżej wyborów na Węgrzech, tym bardziej powinien zwiększyć wysiłki, by znaleźć nowy kraj, w którym się ukryje. Wiążą nas międzynarodowe traktaty, które są bardzo jasne".
Jaśniejszych sygnałów nie trzeba. 
"To szalone, że jeden z krajów członkowskich UE daje azyl obywatelowi innego kraju unijnego, który jest poszukiwany w związku z zarzutami kryminalnymi. Nie taki jest cel udzielania azylu" – tak jeszcze mówił Magyar "GW". Zauważył też, że "o przydzieleniu tego azylu zdecydował premier Orbán, a tak nie powinno się dziać w demokracji".
– Nasz premier nie będzie o tym decydować, bo od tego są państwowe instytucje i sądy – dodał.

                    
                        
                    
                Czy USA mogą udzielić azylu Ziobrze i Romanowskiemu?
Romanowski, były wiceminister sprawiedliwości i poseł PiS, przebywa na Węgrzech od grudnia 2024 roku. 19 grudnia uzyskał tam azyl polityczny. Ziobro jest w Budapeszcie od listopada 2025. 
Do wyborów na Węgrzech zostały jeszcze trzy miesiące. Jeśli Orbán wygra, nic się nie zmieni. Ale jeśli przegra? Nie od dziś każdy chciałby wiedzieć, co z nimi będzie. Tu pojawiła się jeszcze jedna pogłoska. 
"Czy Stany Zjednoczone udzielą azylu posłom Zbigniewowi Ziobrze i Marcinowi Romanowskiemu?" – takie pytanie zadało w listopadzie "Radio Maryja". "To na pewno jest możliwe” – mieli twierdzić politycy Prawa i Sprawiedliwości. 
Podano, że "nieoficjalnie trwają rozmowy z osobami bliskimi amerykańskiej administracji, aby ochrony w USA udzielił Donald Trump". I że "Marcin Romanowski nie zaprzeczył, że takie rozmowy trwają".
– Zawsze jest plan B. (…) Chyba jest zrozumiałe, że nie mogę się wypowiadać w takich kwestiach. Myślę, że – jak powiedział klasyk – czas pokaże – cytuje go katolicki portal. 
Co myśli o tym Zbigniew Ziobro? Gdy Polska dowiedziała się o przyznaniu mu azylu, pytany był o to w Radiu RMF FM.

                    
                        
                    
                Tomasz Terlikowski zapytał go, gdzie się uda, jeśli na Węgrzech władzę zdobędzie Péter Magyar. Ziobro odpowiedział, że będzie walczył w każdych warunkach, dopóki będzie miał taką możliwość. 
– Pokonałem nowotwór, który był śmiertelny. 90 proc. ludzi umiera na tego typu nowotwory, prawie 90 proc. Z groźniejszym przeciwnikiem wygrałem – mówił. 


]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/08b69ad4455d5b6989f0895cbd502d36,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/08b69ad4455d5b6989f0895cbd502d36,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">12 kwietnia to może być czarna data dla Ziobry na Węgrzech.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/637831,holownia-ujawnil-kulisy-wyborow-w-polsce-2050-i-jednym-to-mnie-zaskoczyl</guid><link>https://natemat.pl/637831,holownia-ujawnil-kulisy-wyborow-w-polsce-2050-i-jednym-to-mnie-zaskoczyl</link><pubDate>Tue, 13 Jan 2026 17:38:39 +0100</pubDate><title>Hołownia ujawnił kulisy wyborów w Polsce 2050. I jednym to mnie zaskoczył</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/754e8d0fc4e784db8112781b44a64b02,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Szymon Hołownia zabrał głos w sprawie unieważnienia wyborów na przewodniczącego Polski 2050. Według założyciela partii mogło dojść do ataku hakerskiego. Polityk pytany przez dziennikarzy, czy startowałby w ponownych wyborach, zaskoczył odpowiedzią.

We wrześniu Szymon Hołownia oznajmił, że nie będzie ubiegał się o funkcję przewodniczącego Polski 2050. Niedługo później zaczęli pojawiać się chętni na to stanowisko. 10 stycznia odbyła się pierwsza tura wyborów. Było pięciu kandydatów: poseł Ryszard Petru, posłanka Joanna Mucha, ministra funduszy i polityki regionalnej Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, ministra klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska i poseł Rafał Kasprzyk.
Już wtedy mówiono, że jeśli nikt nie otrzyma ponad połowy głosów, odbędzie się druga tura. I tak też się stało, a do drugiej tury przeszły Paulina Henning-Kloska (131 głosów) i Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz (277 głosów). Cała procedura odbywała się online. Termin drugiej tury wyborów wyznaczono na poniedziałek 12 stycznia. Po kilku godzinach czekania na wyniki ogłoszono unieważnienie wyborów przez problemy techniczne.
Hołownia o unieważnieniu wyborów: Było ponad 20 tys. prób udzielenia odpowiedzi
Teraz Szymon Hołownia zabrał głos w sprawie. – Nie było powodu, żeby wszczynać jakieś większe alarmy, ale faktem stało się, że ten proces został zakłócony. Sprawdziliśmy to, mam do wglądu już dokumenty, że biuro partii dopełniło wszystkich formalności, została zakupiona odpowiednia liczba slotów na ankiety, które miałyby zostać wysłane w tym procesie. Mamy 700 czy 800 osób uprawnionych do głosowania, slotów zostało zakupionych tysiąc. Natomiast odnotowano w systemie ponad 20 tys. prób udzielenia odpowiedzi – mówił były marszełk Sejmu na korytarzu, gdy "złapali" go dziennikarze.
Firma, która odpowiadała za organizację techniczną głosowania sprawdza, jak doszło do takiej sytuacji. – Jeżeli okaże się, że to jest jakaś ingerencja zewnętrzna, uważam, że może powinniśmy poprosić służby, by to zweryfikowały – zaznaczył.
Hołownia o swoim starcie w powtórzonych wyborach: nie podjąłem jeszcze decyzji
I co dalej? Zdaniem Hołowni rozwiązania są dwa: powtórzenie tylko drugiej tury lub powtórzenie całych wyborów. W tej kwestii ma zapaść decyzja na zwołanej w piątek Radzie Krajowej.
W kierunku Hołowni padło też pytanie, czy w wypadku powtórzenia całych wyborów, czyli pierwszej tury też, zdecyduje się jednak w nich wystartować. Wówczas polityk przyznał, że "nie podjął jeszcze decyzji", ale jednocześnie nie wykluczył takiej możliwości.
– Polska 2050 jest projektem, do którego zaprosiłem wspaniałych ludzi i który jest bardzo głęboko w moim sercu i któremu poświęciłem mnóstwo lat życia, mnóstwo wysiłku. I ja bardzo w niego wierzę. Jeżeli się okaże, że to będzie rozwiązanie, które ma pomóc Polsce 2050, to ja się od żadnego rozwiązania uchylał nie będę – skwitował. Jego słowa były o tyle zaskakujące, że jeszcze trzy miesiące temu mówił, że nie planuje już dalej być szefem Polski 2050.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/754e8d0fc4e784db8112781b44a64b02,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/754e8d0fc4e784db8112781b44a64b02,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Hołownia nie wyklucza startu w ponownych wyborach na przewodniczącego Polski 2050.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/637759,wybory-w-polsce-2050-uniewaznione-wielka-wtopa-i-jeszcze-to-nagranie-petru</guid><link>https://natemat.pl/637759,wybory-w-polsce-2050-uniewaznione-wielka-wtopa-i-jeszcze-to-nagranie-petru</link><pubDate>Tue, 13 Jan 2026 08:41:07 +0100</pubDate><title>Wybory w Polsce 2050 unieważnione. Wielka wtopa i jeszcze to nagranie Petru</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/30ac88c0b09b2fd137625cdf33abe81f,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Druga tura wyborów na przewodniczącego partii Polska 2050 odbyła się 12 stycznia. Po głosowaniu internetowym wszyscy czekali na wyniki. Okazało się jednak, że tych nie będzie, bo... pojawiły się problemy techniczne. A wcześniej Ryszard Petru chwalił system do głosowania. Ugrupowanie wydało oświadczenie, a w komentarzach aż huczy.

We wrześniu Szymon Hołownia oznajmił, że nie będzie ubiegał się o funkcję przewodniczącego Polski 2050. Niedługo później zaczęli pojawiać się chętni na to stanowisko. 10 stycznia odbyła się pierwsza tura wyborów. Było pięciu kandydatów: poseł Ryszard Petru, posłanka Joanna Mucha, ministra funduszy i polityki regionalnej Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, ministra klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska i poseł Rafał Kasprzyk.
Już wtedy mówiono, że jeśli nikt nie otrzyma ponad połowy głosów, odbędzie się druga tura. I tak też się stało, a do drugiej tury przeszły Paulina Henning-Kloska (131 głosów) i Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz (277 głosów). Cała procedura odbywała się online.

                    
                Wybory w Polsce 2050 unieważnione
Termin drugiej tury wyborów wyznaczono na poniedziałek 12 stycznia. Po kilku godzinach czekania na wyniki pojawił się komunikat. "Z powodu nieprzewidzianych problemów technicznych, niezależnych od Krajowej Komisji Wyborczej, doszło do przedwczesnego zamknięcia systemu głosowania. W związku z tym II tura wyborów Przewodniczącego Partii Polska 2050 z 12 stycznia 2026 r. została w całości unieważniona" – napisał poseł Marcin Skonieczka na X.

                    
                        
                    
                Sprawa momentalnie wywołała burzę. "Nie mogliście głosować normalnie na zjeździe/kongresie? Kto teraz będzie wierzył w te wyniki?" – pytała Anna Maria Żukowska z Lewicy. "Wielokrotnie głosowaliśmy online. Do tej pory nie było takich problemów" – odparł na to Skonieczka. "Jak wy macie dotrwać do 2050 roku, jeśli w 2026 roku waszą partię przerasta kwestia wyborów w wersji online?" – skomentował z ironią dziennikarz Piotr Wojtowicz.
Co ciekawe, Ryszard Petru wrzucił do sieci film, w którym pokazał, jak oddawał głos w wyborach na przedwodniczącą. I o dziwo... nie miał problemów technicznych. "Proszę zobaczyć, jak działa ten system" – napisał. A po kilku kliknięciach podsumował wszystko słowami: "no i głos oddany".

                    
                        
                    
                Dodajmy, że Polska 2050 w 2024 roku złożyła projekt noweli Kodeksu wyborczego, który mówił o tym, aby wybory powszechne też odbywały się online z wykorzystaniem nowoczesnych technologii. Przy tej wtopie propozycja partii wygląda co najmniej blado.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/30ac88c0b09b2fd137625cdf33abe81f,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/30ac88c0b09b2fd137625cdf33abe81f,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Wybory w Polsce 2050 unieważnione. Zawinił system</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/637756,kaczynski-rozmarzyl-sie-o-jednosci-prawicy-u-boku-pis-widzi-3-inne-partie</guid><link>https://natemat.pl/637756,kaczynski-rozmarzyl-sie-o-jednosci-prawicy-u-boku-pis-widzi-3-inne-partie</link><pubDate>Mon, 12 Jan 2026 22:13:45 +0100</pubDate><title>Kaczyński rozmarzył się o jedności prawicy. U boku PiS widzi 3 inne partie</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/a309b29a54177664c7a575a81651e610,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Wybory parlamentarne odbędą się w 2027 roku. Jarosław Kaczyński już teraz zapowiada, że kluczem do wygrania w nich jest jedność prawicy i stworzenie programu dla całej "patriotycznej Polski". Polityk ocenił, jaka jest szansa Prawa i Sprawiedliwości na współpracę z innymi prawicowymi partiami.

Podczas spotkania z mieszkańcami Węgrowa (w województwie mazowieckim) prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński wezwał obóz patriotyczny, by zjednoczył się przed wyborami parlamentarnymi, które czekają Polskę w 2027 roku. – Cały problem polega na tym, że obóz patriotyczny nie jest zjednoczony, a także w jakieś mierze podlega różnego rodzaju manipulacjom – stwierdził.
Jarosław Kaczyński ocenia możliwość współpracy między PiS a innymi partiami prawicowymi
– Dziś jesteśmy w stanie, że jest PiS i trzy konfederacje – wskazał Kaczyński, mając na myśli Nową Nadzieję Sławomira Mentzena, Ruch Narodowy Krzysztofa Bosaka i Konfederację Korony Polskiej Grzegorza Brauna. – Musimy się zjednoczyć z tymi, z którymi zjednoczyć się można – wyraźnie zaznaczył.
Szef PiS zasugerował, że postulaty Sławomira Mentzena są "darwinizmem społecznym", i surowo skwitował pomysł Nowej Nadziei na bon zdrowotny. – Większość społeczeństwa sobie wtedy nie da rady, trzeba to sobie jasno powiedzieć – oznajmił Kaczyński.
A jakie prezes Prawa i Sprawiedliwości ma podejście do skrajnie prawicowej partii Grzegorza Brauna? – Tu jest szlaban. (...) Wchodząc w ten układ, my się odcinamy od całego Zachodu i przede wszystkim państwa, które zapewnia nam bezpieczeństwo – wyjaśnił Kaczyński.
Przypomnijmy, że podczas piątkowej konferencji prasowej Kaczyński przyznał, że "choć nie jest zwolennikiem represji, to uważa, że ta partia powinna zostać na marginesie". – Poza tym są te kwestie jego (Brauna – przyp. red.) różnych obecności w Moskwie. Jest mnóstwo przesłanek, żeby powiedzieć 'tu jest granica i my jej nie będziemy przekraczać' – skwitował i dodał, że PiS nie będzie przekraczać tej granicy. Dodajmy, że w ostatnich sondażach poparcia partyjnego Braun zyskuje.
– Jak będzie Francja, są Włochy, dojdzie do tego Polska, to trzy duże państwa europejskie, wsparte przez kilka mniejszych, naprawdę mogą obecny układ w Europie zmienić – dodał polityk w Węgrowie.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/a309b29a54177664c7a575a81651e610,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/a309b29a54177664c7a575a81651e610,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Jarosław Kaczyński mówił o jedności prawicy przed wyborami parlamentarnymi w 2027 roku</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/637459,polska-2050-wybiera-przewodniczacego-spogladam-na-liste-a-tam-5-mocnych-kandydatow</guid><link>https://natemat.pl/637459,polska-2050-wybiera-przewodniczacego-spogladam-na-liste-a-tam-5-mocnych-kandydatow</link><pubDate>Sat, 10 Jan 2026 10:11:33 +0100</pubDate><title>Polska 2050 wybiera przewodniczącego. Spoglądam na listę, a tam 5 mocnych kandydatów</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/e87e8c7867524114a07744a44a7e6b5e,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />10 stycznia odbywają się wybory na przewodniczącego partii Polska 2050. Z tego stanowisko ustępuje Szymon Hołownia. Spoglądam na listę, a tam 5 mocnych kandydatów do zwycięstwa. Było więcej – jeden wycofał się w ostatniej chwili.

Założyciel Polski 2050 Szymon Hołownia we wrześniu ogłosił, że nie będzie ubiegał się o funkcję przewodniczącego partii. Były marszałek Sejmu starał się wówczas o posadę Wysokiego Komisarza ds. Uchodźców w ONZ. Ostatecznie jednak przegrał z byłym prezydentem Iraku. Komisarzem został Barham Ahmad Salih.
Choć Hołownia nie startuje, to Polska 2050 właśnie wybiera swojego nowego przewodniczącego. Wybory rozpoczęły się 10 stycznia o godz. 9:00 i potrwają do godz. 15:00. W internetowym głosowaniu udział ma wziąć ponad 800 osób.
Wybory w Polsce 2050. 5 kandydatów walczy, a było 7
Wyniki mają zostać podane do wiadomości tego samego dnia – około godz. 16:00. Jeśli jednak żaden z kandydatów nie zdobędzie ponad 50 proc. głosów, wówczas odbędzie się II tura zaplanowana na poniedziałek, 12 stycznia.
O zwycięstwo walczą:
poseł Ryszard Petru
posłanka Joanna Mucha
ministra funduszy i polityki regionalnej Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz
ministra klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska
poseł Rafał Kasprzyk.

Co ciekawe pierwotnie o to stanowisko ubiegało się siedmiu polityków Polski 2050. Ale jeszcze w grudniu z wyborów zrezygnował europoseł Michał Kobosko. Poinformował o tym członków ugrupowania za pośrednictwem listu, w którym wspomniał też, że poprze kandydatów "dążących do transformacji ugrupowania", czyli – jak sam wskazał – Hennig-Kloskę, Muchę i Petru.
A w piątek – dzień przed głosowaniem – wycofał się jeszcze Bartosz Romowicz. Też napisał list. Podkreślił, że nie był "aktywnym uczestnikiem kampanii", bo "do aktywnego udziału w niej zniechęciły go wypowiedzi kontrkandydatów". "Nie chciałem, w przeciwieństwie do innych kandydatów, budując swój kapitał polityczny do wygrania przywództwa w Polsce 2050, zniszczyć Polskę 2050" – napisał.
Dodajmy, że nowy przewodniczący Polski 2050 po raz pierwszy oficjalnie wystąpi 17 stycznia podczas Rady Krajowej, która wybierze także część Zarządu Krajowego.
Wybory w partii wywołują oczywiście niemałe emocje. Najwięcej mówi się o szansach na zwycięstwo i kampanii Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz, bowiem ma ona swoich zwolenników, ale też mocnych przeciwników, którzy zarzucają jej wykorzystywanie stanowiska ministerialnego do budowania poparcia.
O tym, jak to się wszystko zakończy, przekonamy się 10 stycznia lub 12 – gdy dojdzie do drugiej tury.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/e87e8c7867524114a07744a44a7e6b5e,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/e87e8c7867524114a07744a44a7e6b5e,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Polska 2050 wybiera następcę Szymona Hołowni.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/637188,w-pis-wrze-a-kaczynski-nagle-o-jednosci-oni-wyjasnili-mi-w-co-gra-prezes</guid><link>https://natemat.pl/637188,w-pis-wrze-a-kaczynski-nagle-o-jednosci-oni-wyjasnili-mi-w-co-gra-prezes</link><pubDate>Thu, 08 Jan 2026 07:02:02 +0100</pubDate><title>W PiS wrze, a Kaczyński nagle o jedności. Oni wyjaśnili mi, w co gra prezes</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/0c3e353e76b1ee5889aa827f37707da8,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Od tygodni słyszymy o tarciach w PiS, wizjach rozłamu, któtniach i podziałach. Tymczasem Jarosław Kaczyński nagle wychodzi i mówi o jedności. Najważniejsi politycy PiS stoją obok niego, razem pozują do zdjęcia. Jest pięknie, ale czy wiarygodnie? Politolodzy w komentarzach dla naTemat.pl nie mają tu złudzeń. Kaczyński musiał tak zagrać.

Od wyborów prezydenckich PiS ma pod górkę. Traci w sondażach, po piętach depcze mu Konfederacja i Grzegorz Braun, do tego wewnątrz partii dochodzi do starć, o czym cała Polska słyszy od tygodni. 
Sytuacja iście kryzysowa, stąd ostatnia pilna narada w siedzibie Prawa i Sprawiedliwości przy Nowogrodzkiej w Warszawie. A po niej konferencja prasowa prezesa PiS, o której już głośno. Jarosław Kaczyński jakby zaklinał rzeczywistość. "Kłopotów partii chyba nadal nie rozumie" – komentował w naTemat.pl Jakub Noch.
No, ale prezes PiS mówił przecież o jedności...
Politolog: Kaczyński musiał dać taki sygnał
– Tego raczej można było się spodziewać. Co ma zrobić szef partii, gdy dzieją się takie rzeczy? Musi jakoś spróbować to ogarnąć. I taki był przekaz. To, że politycy PiS stanęli razem na scenie oznacza, że w tej chwili to się udało. I o to pewnie chodziło Kaczyńskiemu – tłumaczy mi politolog dr hab Bartłomiej Biskup.
To jednak, że na zewnątrz PiS pokaże, że jest pięknie, nie musi oznaczać, że wewnętrznie spory natychmiast ustaną. 
– Być może więc jest to zakończenie pewnego etapu rywalizacji, która była widoczna na zewnątrz. Natomiast wewnętrznie ta rywalizacja nadal będzie, bo tam są różne środowiska. Zobaczymy, jak to wszystko się potoczy – dodaje politolog. 
Kaczyński o zwycięstwie PiS w kolejnych wyborach. Politolog: Próba, aby zapanować nad sytuacją
Na razie usłyszeliśmy, że celem partii Kaczyńskiego jest zwycięstwo w kolejnych wyborach. Że wszyscy zgadzają się z tym, że droga jedności "może, powinna, a wręcz musi doprowadzić do sukcesu, do zwycięstwa". 
– Przede wszystkim rozmawialiśmy o kwestii dalszego działania i jedności partii w tym działaniu. Oczywiście jest to działanie nastawione na wybory – mówił prezes PiS. Wykluczył rozłam w partii. O napięciach w PiS powiedział zaś: – To marzenia naszych przeciwników. Te marzenia się z całą pewnością nie spełnią. 
"PiS manifestuje jedność" – tak zostało to odebrane. "Jedność PiS i droga do zwycięstwa", "Pełna jedność i determinacja" – popłynął przekaz. 

                    
                        
                    
                – Wydaje mi się, że jest to próba prezesa Kaczyńskiego, aby zapanować nad sytuacją, póki można ją jeszcze kontrolować. Należy on wąskiego grona, które dokładnie wiedzą, jaka jest skala wyzwania, z którym jego partia musi sobie teraz poradzić – komentuje w rozmowie z naTemat.pl dr Patryk Wawrzyński – politolog, badacz komunikacji emocjonalnej i wpływu społecznego z Uniwersytetu Szczecińskiego. 
– Tylko z wewnątrz PiS można ocenić, jak blisko jest krawędzi, po której konflikt będzie niemożliwy do pogodzenia. Dlatego, z pozycji lidera dużej partii, taka reakcja musiała się w końcu pojawić, aby opanować spekulacje – dodaje. 
Co się dzieje w PiS. Politolog: Rozpychanie się frakcji o jak najlepsze pozycje przed wyborami
O tej rywalizacji, tarciach i podziałach na harcerzy i maślarzy już dziś pewnie można by napisać książkę. Sam Kaczyński też cierpi wizerunkowo. "Pozycja Jarosława Kaczyńskiego jako prawicowego pana i władcy wyraźnie słabnie" – pisaliśmy niedawno w naTemat. 
– Tarcia wewnątrz PiS oceniam jako rozpychanie się frakcji o jak najlepsze pozycje przed wyborami. Dziś wszystko wskazuje, że miejsc w parlamencie będzie dla polityków mniej niż obecnie jest parlamentarzystów. Liderzy frakcji muszą mocno walczyć o swoją pozycję startową, aby umiejscowić swoich współpracowników na dobrych miejscach na liście, czy aby móc ich wesprzeć funduszami wyborczymi partii – mówi Patryk Wawrzyński.
To według niego najbardziej dzieje się teraz wewnątrz partii. – Równocześnie, nie po to prezes Kaczyński tyle lat dążył do zjednoczenia środowisk konserwatywnych w jednej partii, aby teraz pozwolić sobie na to, że przy realnej konkurencji dwóch partii prawicowych, umożliwić powstanie trzeciej – uważa. 
Wizja rozłamu, którą wykluczył Kaczyński, jest realna? Wszyscy widzieliśmy, że Mateusz Morawiecki, który zorganizował drugą, alternatywną wigilię, tym razem stał obok Kaczyńskiego. 
– Jedynymi postaciami z odpowiednio bogatym kapitałem politycznym – aby przyciągnąć innych rozpoznawalnych polityków prawicy, stworzyć silne struktury lokalne i przetrwać kampanię, w tym pozyskać na nią pieniądze – poza prezesem Kaczyńskim są byli premierzy, Morawiecki i Beata Szydło. Realnym zagrożeniem dla PiS i prawdopodobnym źródłem rozpadu byłoby dopiero odejście z partii Morawickiego lub Szydło i utworzenie przez nich własnej formacji – analizuje politolog. 
Politolog: Wrogiem dla Prawa i Sprawiedliwości jest dzisiaj samo Prawo i Sprawiedliwość
Wspólne zdjęcie polityków PiS jest szeroko komentowane. Jest tam i Mateusz Morawiecki, i Beata Szydło, a także Patryk Jaki, Tobiasz Bocheński, Antoni Macierewicz, Przemysław Czarnek, Mariusz Błaszczak i inni. 
"Nie będzie żadnego rozłamu" – ogłasza jeden z prawicowych portali. Jeden z pierwszych komentarzy z ironią: "Kolejna mocna deklaracja jedności już za tydzień". 
Co w PiS pokazują manifestując dziś tę jedność?
– Myślę, że to efekt świadomości polityków PiS-u, że prawica nie kończy się dzisiaj na ich partii i w momencie, gdy wyborca zobaczy, że PiS jest słaby, to poszuka alternatywy. A obecnie ma gdzie ją znaleźć – mówi dr Wawrzyński. 
Uważa, że każda wewnętrzna konfrontacja tak naprawdę szkodzi każdej z frakcji w PiS. Chyba, że któraś z nich już dzisiaj jest zdecydowana na to, żeby grać na siebie.
– Patrząc z perspektywy strategii wizerunkowej, największym wrogiem dla Prawa i Sprawiedliwości jest dzisiaj samo Prawo i Sprawiedliwość. Wewnętrzna słabość to dla partii największe niebezpieczeństwo. Pokazując ją zaczynają sygnalizować twardemu elektoratowi, że rację mają ci, którzy skłaniają się w stronę Korony Brauna czy Konfederacji i że to właśnie te partie mają przyszłości – komentuje politolog.  
– Spory wewnątrz tworzą obraz PiS-u, który dotarł do ściany, odbił się od niej i nigdy już nie będzie lepszą partią. Każde przepychanki, każda wewnętrzna krytyka czy każda złośliwość viralowo obiegają media społecznościowe i zasiewają ziarno niepewności w przekonaniach kolejnych tysięcy wyborców PiS – dodaje. 
Kaczyński: Muszą wrócić do władzy co, którzy potrafią rządzić. I młodzi
Przypomnijmy, co jeszcze Kaczyński ogłosił: – Muszą wrócić do władzy ci, którzy potrafią rządzić, ci, którzy się sprawdzili, ale też ci z młodego pokolenia.
Według Bartłomieja Biskupa to dopiero początek pewnego procesu. Im bliżej wyborów, tym więcej decyzji będzie zapadać. 
Zapowiedź dotyczącą młodego pokolenia politolog ocenia tak: – To jest dobra diagnoza. Kaczyński wie, że on i Tusk są dzisiaj – mówiąc delikatnie – najbardziej nielubiani wśród polityków. Wychodzi to we wszystkich badaniach. Jeżeli za tą zapowiedzią pójdą działania i nie będzie to tylko deklaracja, to będzie dobrze dla jego partii.
 
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/0c3e353e76b1ee5889aa827f37707da8,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.natemat.pl/0c3e353e76b1ee5889aa827f37707da8,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">Kaczyński o zwycięstwie PiS i jedności. Eksperci nie mają złudzeń</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/635159,12-latka-zginela-w-jeleniej-gorze-tajemnicza-smierc-200-metrow-od-szkoly</guid><link>https://natemat.pl/635159,12-latka-zginela-w-jeleniej-gorze-tajemnicza-smierc-200-metrow-od-szkoly</link><pubDate>Mon, 15 Dec 2025 18:59:27 +0100</pubDate><title>12-latka zginęła w Jeleniej Górze. Tajemnicza śmierć 200 metrów od szkoły</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/3152deb5312255fc7606d06f8ffbaff5,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />W poniedziałek 15 grudnia w Jeleniej Górze znaleziono ciało 12-letniej dziewczynki. Zwłoki dziecka porzucono zaledwie 200 metrów od szkoły podstawowej. Śledczy przypuszczają, że mogło dojść do zabójstwa.

Sprawę tajemniczej śmierci 12-latki bada prokuratura i policja w Jeleniej Górze. Jak na razie w sprawie niewiele wiadomo. Zwłoki dziecka znaleziono ok. godziny 15:00. Na miejscu działania prowadzą liczne służby.
W Jeleniej Górze zginęła 12-latka. Mogło dojść do zabójstwa
Z informacji przekazanych przez TVN24 wynika, że zwłoki 12-latki znaleziono przy ulicy Wyspiańskiego w Jeleniej Górze. Zaledwie 200 metrów od tego miejsca znajduje się szkoła podstawowa nr 10. Nie wiadomo na razie, czy dziewczynka była uczennicą tej placówki.
Jeleniogórska policja podaje jednak, że dziecko mogło paść ofiarą zabójstwa. – Ciało 12-letniej dziewczynki znaleziono na ulicy Wyspiańskiego. Najprawdopodobniej doszło do zabójstwa. Policjanci pod nadzorem prokuratury pracują na miejscu tragedii – przekazała w rozmowie z telewizją Edyta Bagrowska, oficer prasowy policji w Jeleniej Górze.
Podobnego komentarza w rozmowie z Interią udzielił st. asp. Łukasz Porębski z KWP we Wrocławiu. Stwierdził on, że "podejrzewany jest czyn wypełniający znamiona przestępstwa". Sprawę przekazano Prokuraturze Rejonowej w Jeleniej Górze.
Śmierć 12-latki w Jeleniej Górze. Nie wiadomo niczego więcej
Do późnego popołudnia nie pojawiły się żadne nowe informacje w tej sprawie. RMF24 poinformowało jedynie, że policja rozmawia ze świadkami. Nie wiadomo jednak, kto był ewentualnym sprawcą i czy udało się go zatrzymać.
Na miejscu cały czas pracują służby. Nie zdradzono jednak żadnych okoliczności tego zdarzenia.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/3152deb5312255fc7606d06f8ffbaff5,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/3152deb5312255fc7606d06f8ffbaff5,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Śmierć 12-latki w Jeleniej Górze. Policja zabezpiecza teren zaledwie 200 metrów od szkoły podstawowej</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/634349,ko-przegrala-najwieksza-wies-w-polsce-wstrzas-pod-warszawa</guid><link>https://natemat.pl/634349,ko-przegrala-najwieksza-wies-w-polsce-wstrzas-pod-warszawa</link><pubDate>Wed, 10 Dec 2025 07:02:02 +0100</pubDate><title>&quot;KO przegrała największą wieś w Polsce&quot;. Wstrząs pod Warszawą</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/91ee8336919841c02d448eaaa27bf8de,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Pod względem liczby mieszkańców są największą wsią w Polsce, ale nie jest to tradycyjna wieś. Józefosław pod Lasem Kabackim to nowe osiedle na osiedlu, strzeżone kompleksy domów jednorodzinnych, nowoczesna infrastruktura. W niedzielę mieszkańcy wybierali tam sołtysa. Emocje czuć do dziś. Wybrzmiewa zwłaszcza jedna lekcja.

Wybory sołtysów na wsi raczej rzadko przyciągają uwagę w kraju. Jednak w tym przypadku było inaczej. Wiadomość o tym, że wybory przegrała dotychczasowa sołtys związana z Koalicją Obywatelską, szybko obiegła ogólnopolskie media. 
"KO przegrała największą wieś w Polsce", "Dotkliwa porażka KO. Przegrywa w największej wsi w Polsce" – rozeszło się po kraju. 
Sprawa zrobiła się tak głośna, że na jednej z lokalnych grup na FB głos zabrał warszawski poseł KO Piotr Kandyba. Tłumaczył, że była sołtys nie jest członkiem Koalicji Obywatelskiej, a nawet nie chciała wykorzystywać szyldu partyjnego, czy możliwości partyjnych, które były jej proponowane. 
O nowym sołtysie napisał: "Mam nadzieję, że w pełnieniu tej funkcji będzie co najmniej tak samo skuteczny, jak w przeprowadzonej kampanii wyborczej".
"Może wyciągniecie z tego wnioski a może nie. Jeżeli nie to za dwa lata wróci do władzy PiS. Warto przemyśleć ten przypadek", "Ludzie pokazali, co o niej myślą. Poniosła klęskę, to nie była minimalna przegrana" – padły głosy w odpowiedzi. 
Związana z KO sołtys przegrała wybory w Józefosławiu
Józefosław jest jak przedmieścia Warszawy, które od lat przeżywają deweloperski boom. Wieś leży zaledwie parę kilometrów od stolicy, tuż pod Lasem Kabackim – dosłownie po drugiej stronie lasu znajduje się warszawskie osiedle Kabaty, gdzie zawsze ogromną większością wygrywa PO/KO.
Oba miejsca od lat kojarzą się z klasą średnią. Tyle że Józefosław – sołectwo w gminie Piaseczno – to głównie domy jednorodzinne, osiedla szeregowe, segmenty, czy zamknięte, strzeżone, wielorodzinne kompleksy. Wielu mieszkańców Warszawy i samych Kabat tam się przeprowadziło. 
Słusznie czy nie, ktoś mógłby więc założyć, że politycznie środowiska mogą być zbliżone. Do tego od czterech lat sołtysem w Józefosławiu była Katarzyna Krzyszkowska-Sut, związana z Koalicją Obywatelską radna Rady Miejskiej w Piasecznie. 
Ale to właśnie ona w niedzielę 7 grudnia przegrała wybory na sołtysa. 
"Moim kontrkandydatom gratuluję udanej kampanii – również tej mniej merytorycznej. Cóż… wiwat demokracja! Ostatecznie to mieszkańcy decydują, a ja z szacunkiem przyjmuję ten wynik" – skomentowała na FB. 

            
                
            
            Co się stało i dlaczego?
Bardzo niska frekwencja w Józefosławiu. Wynik porażający
Porażka była druzgocąca. W miejscowości, która liczy niemal 15 tys. mieszkańców, dotychczasowa sołtys otrzymała 262 głosy. Zwycięzca wyborów – Maciej Dłużniewski, niezależny radny komitetu Nasza Gmina Nasz Powiat – 683. 
Jak relacjonowała warszawska "Wyborcza", ze względu na dużą liczbę mieszkańców wsi wybory nie odbyły się na zebraniu przez podniesienie ręki, tylko tak jak wybory samorządowe – z urną, w szkole podstawowej (zresztą, jak czytamy, uważanej za największą i najbardziej zatłoczoną w Polsce). 
Tyle że frekwencja wyniosła zaledwie... 10 procent. To porażający wynik. Na 9242 osoby uprawnione do głosowania, udział wzięło tylko ok. 950 osób.
I właśnie na tym skupiła się część powyborczych komentarzy. 
Dyskusje mieszkańców na jednej z regionalnych, facebookowych grup, która liczy ponad 40 tys. osób, są zaskakujące. I dają do myślenia w kontekście wyborów w ogóle. Co by było, gdyby chodziło o inne głosowanie?
Bo jakkolwiek to nie zabrzmi – okazuje się, że do części ludzi informacja o wyborach nie dotarła. 
Dlaczego w Józefosławiu była tak niska frekwencja?
Czytam i nie dowierzam. Jedni twierdzą, że wybory nie były ogłaszane i reklamowane dostatecznie mocno.
"Chętnie bym poszedł na wybory, ale nie wiedziałem, kiedy się odbędą. Można było jednak nieco upowszechnić i nagłośnić termin. Myślę, że sporo osób nie wiedziało, że jest głosowanie" – pisze jeden z mieszkańców. 
Kolejny: "Poza FB nic nie wskazywało na to, że jakiekolwiek wybory będą w tym czasie przeprowadzane, dlatego nie ma się co dziwić". 
Inna z mieszkanek pisze, że na szczęście w piątek zobaczyła post na FB o wyborze sołtysa.
"Niestety, pracując z ludźmi wiem, że nie każdy ma FB. Może warto następnym razem zadbać o to, aby większość mieszkańców naszej wsi miała dostęp do wiedzy o takim wydarzeniu" – zauważa.
Z kolei inni odbijają piłeczkę, że temat wyborów grzany był od tygodni. Że były ogłoszenia w sieci, artykuły na portalach i banery na mieście. Co więcej, w ostatnich tygodniach na grupie wisiało zdjęcie – czerwone tło z informacją: "Wybory sołtysa i rady sołeckiej i data: 7.XII". 
"Ten obrazek był zdjęciem naszej grupy przez ostanie 3 tygodnie, 3 razy w tygodniu publikowaliśmy posty zapraszające na wybory. No błagam", "Po prostu warto interesować się, co się dzieje w naszej wsi" – tak część mieszkańców reaguje na zarzuty innych. 
Każdy jednak ma swoje racje. Ktoś zauważa na przykład, że nie zagląda na grupę codziennie i akurat przeoczył ogłoszenie. Inny, że póki co nie ma obowiązku posiadania konta na FB i bycia członkiem tej grupy. "To nie jest sposób na ogłaszanie wyborów!" – burzy się. 
Z drugiej strony są głosy, że "poza fb nic nie wskazywało na to, że jakiekolwiek wybory będą w tym czasie przeprowadzane". Dlatego niskiej frekwencji nie ma się co dziwić. "Frekwencja żenująca. Chyba ludzie mają dosyć wyborów, z których nic nie wynika" – skomentował inny z mieszkańców. 
Lokalnie trafiam też na bardziej polityczne reakcje przeciwników dotychczasowej sołtys. Jeden z komentujących pisze: "Wyniki wyborów są rezultatem też niestety buty i arogancji Platformy Obywatelskiej czyli Koalicji Obywatelskiej".

            
                
            
            Kim jest nowy sołtys w Józefosławiu
Jak relacjonuje warszawska "Wyborcza", która pierwsza napisała o przegranej KO w największej wsi w Polsce, w Józefosławiu zwyciężyła chęć zmian. A byłej sołtys zaszkodziło to, że blokowała ludzi na Facebooku. 
"Podkreślała bliską współpracę z władzami Piaseczna, a w Józefosławiu półtora roku po wyborach samorządowych panuje niedosyt co do realizowanych inwestycji i obawy związane z planami budowy nowego dużego osiedla na terenach po zakładzie produkcyjnym Vantiva, mimo że miałoby tereny rekreacyjne" – twierdzi gazeta. 
Wybory wygrał niezależny radny komitetu Nasza Gmina Nasz Powiat, 48-letni Maciej Dłużniewski. Przed wyborami tak apolitycznie zachęcał do siebie mieszkańców: "Mój głos = Wasz głos, nie głos partii", "Działam jako mieszkaniec dla mieszkańców. Zawsze uważałem, że zarówno radny, jak i sołtys, powinni być całkowicie niezależni od wpływów partyjnych". 
"Nasza wieś to nie scena partyjna, tylko społeczność ludzi, którzy chcą o nią dbać" – pisał na FB. 
Według doniesień medialnych, wcześniej pracował w Klubie Kultury Józefosław, ale pod koniec 2023 roku został zwolniony. "Mieszkańcy i artyści wspierali go wówczas akcją 'MuremZaMaciejem'" – opisuje lokalny portal Jó-Ju News.
Według "Wyborczej" dyrektorka domu kultury twierdziła, że odzywał się "w sposób niekulturalny i ironiczny" i "zarzucała też, że nie wykonywał poleceń, co poskutkowało utratą zaufania". 
Gazeta zauważyła też, że Dłużniewski chodzi w skórzanej kurtce rockmana, co on sam skomentował na FB: "Moja kurtka na czołówce".

            
                
            
            Na stronie gminy Piaseczno pisze o sobie: "Mieszkaniec Józefosławia, obywatel świata. Prywatnie mąż i ojciec trzech synów. Zawodowo muzyk". Na FB: "Człowiek-orkiestra".
Z ostatniego jego postu wynika, że już wziął się do działania. 
 

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/91ee8336919841c02d448eaaa27bf8de,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/91ee8336919841c02d448eaaa27bf8de,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">KO przegrała największą wieś w Polsce.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/634391,sasina-zapytali-o-nowego-koalicjanta-pis-wyjawil-od-kogo-wolalby-brauna</guid><link>https://natemat.pl/634391,sasina-zapytali-o-nowego-koalicjanta-pis-wyjawil-od-kogo-wolalby-brauna</link><pubDate>Tue, 09 Dec 2025 12:10:12 +0100</pubDate><title>Sasin zapytany o nowego koalicjanta PiS. Wyjawił, od kogo wolałby Brauna</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/68be8d5fc43acfa5485eea8fc4104003,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Były wicepremier i minister aktywów państwowych został zapytany o to, kogo po kolejnych wyborach parlamentarnych widziałby jako nowego koalicjanta Prawa i Sprawiedliwości. Jacek Sasin nie wykluczył, że może być to Grzegorz Braun i jego Konfederacja Korony Polskiej.

Wiele najnowszych sondaży wskazuje, że gdyby wybory do Sejmu i Senatu odbywały się w najbliższym czasie, sytuacja w parlamencie byłaby po nich dość skomplikowana. Co prawda, największym poparciem cieszy się rządząca obecnie Koalicja Obywatelska, ale to prawicowa opozycja mogłaby przejąć władzę po zawarciu odpowiednio szerokiej koalicji.
W takim scenariuszu Prawo i Sprawiedliwość być może musiałoby zaprosić do współpracy nie tylko Konfederację w wersji Sławomira Mentzena, ale i coraz bardziej otwartą w swych prorosyjskich poglądach Konfederację Korony Polskiej. Czyli partię, na której czele stoi Grzegorz Braun.
Sasin o koalicji PiS z Konfederacją Korny Polskiej: Wolę Brauna niż Tuska
W "Rozmowie Piaseckiego" w TVN24 Jacek Sasin został więc zapytany, czy wyobraża sobie taką koalicję. – Jeśli wyborcy zdecydują, że partia Grzegorza Brauna znajdzie się w parlamencie i okaże się, że bez tej partii nie da się zrobić większości, to pewnie wtedy trzeba będzie poważnie się nad tym zastanowić – zaczął swą odpowiedź były wicepremier i minister aktywów państwowych, po czym dodał:
– Grzegorz Braun opowiada rzeczywiście różne głupoty. Natomiast nie mam takiego przekonania, że gdyby trzeba było mówić o sprawach poważnych – a nie walczyć tylko o swoje miejsca na scenie politycznej – to nie dałoby się być może jakiejś poważnej rozmowy przeprowadzić – kontynuował Sasin.
A co o współpracy z Grzegorzem Braunem uważa sam Jarosław Kaczyński? Gdy o tę kwestię prezesa Prawa i Sprawiedliwości zapytano na ostatniej konferencji prasowej, odparł on, że jest gotów do koalicji ze wszystkimi "ze strony patriotycznej", którzy "są gotowi racjonalnie rządzić".
– My jesteśmy gotowi współpracować z tymi, którzy mogą mieć w wielu sprawach inne poglądy niż my, ale którzy są w ramach – można powiedzieć – polityki racjonalnej – brzmiała wymijająca riposta lidera PiS. Dalej Kaczyński krytykował Brauna za prorosyjskie, czy antysemickie wypowiedzi, ale twarde "nie" w sprawie koalicji z jego ust nie padło.
Zapowiedział on, że z prawicowymi wyborcami KKP i aktywistami tego ugrupowania PiS przed wyborami zamierza rozmawiać i przekonywać do swojej wizji Polski.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/68be8d5fc43acfa5485eea8fc4104003,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.natemat.pl/68be8d5fc43acfa5485eea8fc4104003,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">Jacek Sasin nie wykluczył koalicji PiS z Konfederacją Korony Polskiej Grzegorza Brauna.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/633698,sondaz-ktorego-nawrocki-wolalby-nie-widziec-mocny-sygnal-od-polakow</guid><link>https://natemat.pl/633698,sondaz-ktorego-nawrocki-wolalby-nie-widziec-mocny-sygnal-od-polakow</link><pubDate>Wed, 03 Dec 2025 09:31:48 +0100</pubDate><title>Sondaż, którego Nawrocki wolałby nie widzieć. Mocny sygnał od Polaków</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/2be0f2e67a808895bafb9a949089b420,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Miał być prezydentem ponad partyjnymi podziałami, ale nowy sondaż pokazuje, że znaczna część społeczeństwa widzi go zupełnie inaczej. Ankietowani nie uważają Karola Nawrockiego za politycznie niezależnego, mimo że formalnie startował jako kandydat niezależny.

Karol Nawrocki objął urząd prezydenta w sierpniu. Podczas swojej kampanii konsekwentnie podkreślał swój niezależny status. Na listach poparcia figurował jednak jeden wyraźny adres – Prawo i Sprawiedliwość. Partia Jarosława Kaczyńskiego nie tylko oficjalnie wsparła jego kandydaturę, lecz także wprowadziła ludzi ze swoich szeregów prosto do prezydenckiej kancelarii.
Szefem Kancelarii Prezydenta RP został były poseł PiS Zbigniew Bogucki. Gabinetem Prezydenta kieruje z kolei Paweł Szefernaker – także polityk PiS i jednocześnie szef sztabu wyborczego Nawrockiego z czasów kampanii. To właśnie te nazwiska dla wielu wyborców stały się konkretnym symbolem politycznego zaplecza nowego prezydenta.
Co dokładnie pokazał sondaż?
Na tym tle pracownia UCE Research na zlecenie redakcji Onet zapytała Polaków wprost: czy uważają, że Karol Nawrocki jest politycznie niezależny. Badanie przeprowadzono metodą wywiadów internetowych na reprezentatywnej próbie 1021 dorosłych mieszkańców Polski w wieku od 18 do 80 lat. Ankiety zebrano między 25 a 26 listopada 2025 r.
Odpowiedzi pokazują wyraźny podział. Łącznie 38,9 proc. badanych uważa, że prezydent jest niezależny politycznie. W tej grupie 14,4 proc. ankietowanych odpowiada "zdecydowanie tak", a 24,5 proc. "raczej tak". To elektorat, który kupuje narrację o prezydencie "spoza układu" – być może widząc w nim szansę na odnowę na prawicy albo licząc, że będzie równoważył wpływy poszczególnych partii.
Przewagę ma jednak obóz sceptyków. Aż 46,3 proc. respondentów uważa, że Karol Nawrocki nie jest niezależny. W tej grupie 28,6 proc. wybiera odpowiedź "zdecydowanie nie", a 17,7 proc. "raczej nie". To nie tylko brak zaufania, ale wręcz bardzo mocna diagnoza: 1/4 badanych jest przekonana, że prezydent jest politycznie związany z konkretnymi środowiskami.
Pomiędzy tymi dwoma biegunami pozostaje 14,8 proc. osób, które deklarują brak zdania. Ta grupa może być kluczowa w najbliższych miesiącach: to wyborcy, których wrażenie na temat prezydenckiej niezależności dopiero się kształtuje.
Dlaczego tak wiele osób nie wierzy w niezależność prezydenta?
Źródeł nieufności jest kilka i widać je już w samym życiorysie politycznym Karola Nawrockiego. Start jako kandydat formalnie niezależny, przy jednoczesnym wyraźnym poparciu partii PiS, dla części opinii publicznej od początku brzmiał po prostu śmiesznie.
Następnie pojawiły się nominacje dla polityków PiS w kancelarii, które w praktyce wzmocniły wrażenie, że prezydent otacza się ludźmi jednej opcji. Z drugiej strony, sygnały zbliżenia z Konfederacją – rozmowa ze Sławomirem Mentzenem, wspólne snucie scenariuszy dotyczących Senatu i weto wobec ustawy o rynku kryptoaktywów – mogą sprawiać, że część badanych widzi w Pałacu raczej ośrodek budowania nowego układu po prawej stronie sceny politycznej niż urząd faktycznie stojący ponad partiami.
Dla Karola Nawrockiego to badanie powinno być wyraźnym ostrzeżeniem. Już w pierwszych miesiącach urzędowania wszedł w strefę wysokiego ryzyka wizerunkowego: od początku buduje relacje z jednym obozem, a jednocześnie testuje możliwości dogadania się z innym. W konsekwencji daleko mu do wizerunku "prezydenta wszystkich Polaków", a bliżej do roli rozgrywającego na prawicy.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/2be0f2e67a808895bafb9a949089b420,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/2be0f2e67a808895bafb9a949089b420,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Nowe badanie o prezydencie. Liczby są bezlitosne.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/631475,100-dni-nawrockiego-prawica-w-euforii-a-tak-podsumowali-go-polacy</guid><link>https://natemat.pl/631475,100-dni-nawrockiego-prawica-w-euforii-a-tak-podsumowali-go-polacy</link><pubDate>Fri, 14 Nov 2025 21:44:53 +0100</pubDate><title>100 dni Nawrockiego. Prawica w euforii, a tak podsumowali go Polacy</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/db7673bc6a234905981f076c9ec99500,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />14 listopada minęło 100 dni Karola Nawrockiego na fotelu prezydenckim. On sam "świętował" ten moment w Mińsku Mazowieckim, gdzie podsumowywał swoje początki. Prawicowe media i politycy PiS są w zachwycie. Zwolennicy rządu mówią o chaosie. A jak początek prezydentury Nawrockiego oceniają Polacy?

– Przyjeżdżam po tych stu dniach z informacją także do tych mieszkańców powiatu mińskiego i całej Polski, którzy nie oddali na mnie głosu, byli sceptyczni. Ja każdego dnia pracuję także dla państwa – bezpieczeństwo, dobrobyt, rozwój i przyszłość – tak przemawiał do mieszkańców Mińska Mazowieckiego Karol Nawrocki. 
– Chcę wszystkich państwa zapewnić, że pracuję ciężko dla wszystkich Polek i Polaków, żebyśmy byli bezpieczni, żebyśmy żyli w normalnym kraju i żeby Polska się rozwijała. Takie było w istocie te 100 dni – usłyszało miasto na Mazowszu. 
Jak wynika z internetowych relacji sala pękała w szwach. 

                    
                        
                    
                Uczestnicy spotkania usłyszeli, że każdy dzień z tych 100, był dla niego "dniem wielkiej miłości do Polski, do Polek, do Polaków", a także zobowiązaniem "po pierwsze Polska, po pierwsze Polacy". 
– Tak powinna wyglądać każda prezydentura i tak będzie wyglądało kolejne 100, 200 i 300 dni mojej prezydentury – przemawiał w Mińsku. 
I jeszcze: – Po tych stu dniach mam głębokie przekonanie, że każdy prezydent Polski i każda osoba w życiu publicznym, także premier, także ministrowie, pierwsze, co powinni mieć w swoim sercu, to miłość do Polski. Bo polityka to nie jest zwykły zawód. 
Poseł PiS Piotr Gliński podsumował potem na X: "Prezydent Karol Nawrocki, z dumą, w rzetelnym przemówieniu zdaje Narodowi raport ze 100 dni swojej pracy".
Kaczyński o 100 dniach Nawrockiego
Na prawicy euforia. Media i politycy PiS wystawiają prezydentowi laurki. 
Prezes Jarosław Kaczyński pisze na X, zwycięstwo Karola Nawrockiego "dało Polakom nadzieję, że da się zatrzymać zło, jakim jest rząd Tuska". 

"Mamy dobrego Prezydenta – niezwykle aktywnego także na arenie międzynarodowej – którego drogowskazem zawsze jest interes naszej Ojczyzny. Ciężka praca w kampanii i ciężka praca od pierwszego dnia prezydentury przynoszą efekty: 11 projektów ważnych ustaw oraz zablokowanie złych przepisów, które chciał przyjąć rząd" – tak go podsumował.
Z kolei Mateusz Morawiecki: "W ciągu 100 dni prezydentury Karol Nawrocki pokazał, że można działać odważnie, zdecydowanie i po polsku". 

                    
                        
                    
                Reakcje przeciwników łatwo przewidzieć, są różne o 180 stopni. Tu widać hasztag #100DniChaosu.
"100 dni i jeden wielki hamulec. Prezydent Nawrocki wstrzymuje, wetuje, blokuje – jakby to była jego jedyna strategia" – przypomniał rzecznik rządu Adam Szłapka. Wytknął, że w tym czasie prezydentowi udało się zawetować 13 ustaw, zablokować 136 promocji na pierwszy stopień oficerski i odmówić nominacji prawie 50 sędziom.
A jak 100 dni podsumowują Polacy?
Jakie zaufanie Polacy mają do Karola Nawrockiego
Przypomnijmy, w najnowszym sondażu sympatii okazało się, że premier Donald Tusk musi uznać wyższość Karola Nawrockiego. Prezydenta Polski – o czym już pisaliśmy w naTemat – wskazało 28 proc. ankietowanych, podczas gdy szef rządu zyskał jedynie 12 proc. głosów. Większe poparcie niż Tusk ma także prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski.
Tymczasem 14 listopada PAP cytuje badania CBOS, z którego wynika, że Karol Nawrocki cieszy się zaufaniem 57 proc. respondentów. Jak przypomina PAP, w sierpniu, po złożeniu przysięgi przed Zgromadzeniem Narodowym zaufanie do Nawrockiego okazywało 52 proc. Polaków. 
Ok. 100 dni temu nie ufało mu zaś 31 proc. badanych, a dziś 26 proc. 
PAP przypomina jednak, że jak wynika z sondaży CBOS, od czasów Lecha Wałęsy każdy prezydent III RP rozpoczynał kadencję z kredytem zaufania przekraczającym 50 proc.
Na drugim miejscu pod wzlgędem zaufania znalazł się szef MSZ Radosław Sikorski (43 proc.).





]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/db7673bc6a234905981f076c9ec99500,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/db7673bc6a234905981f076c9ec99500,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">100 dni Nawrockiego. Prawica w euforii, a tak podsumowali go Polacy</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/628730,wyniki-tego-nowego-sondazu-rozwsciecza-pis-z-kolei-tusk-ma-powody-do-dumy</guid><link>https://natemat.pl/628730,wyniki-tego-nowego-sondazu-rozwsciecza-pis-z-kolei-tusk-ma-powody-do-dumy</link><pubDate>Thu, 23 Oct 2025 19:22:45 +0200</pubDate><title>Jeszcze trochę i samodzielna większość? Przewaga KO w nowym sondażu daje do myślenia</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/b8f5cac29c25a754ff50e3b4d8ff02ad,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Z najnowszych wyników sondażu poparcia partii politycznych z pewnością nie będą zadowoleni w PiS. Tym razem to partia Donalda Tuska wysunęła się na spore prowadzenie. Sygnał alarmowy powinien zapalić się u czterech innych ugrupowań, które – według nowych badań – nie weszłyby do Sejmu, gdyby wybory odbyły się właśnie teraz.

W ostatnich sondażach Koalicja Obywatelska oraz Prawo i Sprawiedliwość szły łeb w łeb. Nowe wyniki poparcia dla partii mogą więc być sporym zaskoczeniem. Okazuje się, że tym razem formacja Donalda Tuska odnotowała niemal 10 punktów procentowych przewagi.
Wyniki najnowszego sondażu partyjnego
Taki wynik wywołał euforyczne nastroje wśród KO. Na te wieści zareagował nawet sam szef rządu. "Dziękuję za wsparcie. Dziękuję za krytykę. I to nie jest nasze ostatnie słowo" – napisał na platformie X, załączając grafikę z rezultatami najnowszych badań przeprowadzonych przez Ogólnopolską Grupę Badawczą w dniach 15-22 października.
Uściślając, Kolicja Obywatelska otrzmała 38 proc. poparcia. To wzrost o 4,1 punktu procentowego w porównaniu z poprzednim badaniem. 

                    
                        
                    
                Na drugim miejscu znalazła się Zjednoczona Prawica, na którą chce głosować 29,81 proc. badanych. Tutaj też mowa o wzroście, ale zdecydowanie "lżejszym" niż w przypadku KO. PiS zdobył więcej o 1,9 pkt proc. od poprzedniego wyniku.
Podium zamknęła Konfederacja, na którą postawiło 15,5 proc. badanych. Partia Sławomira Mentzena i Krzysztofa Bosaka zdobyła nieco gorszy wynik niż wcześniej (spadek o 0,9 pkt proc.).
Najnowszy sondaż jest też pozytywny dla ugrupowania Grzegorza Brauna. Konfederacja Korony Polskiej weszłaby do Sejmu z wynikiem 6,02 proc. głosów (choć to spadek o 1,1 pkt proc. w porównaniu z poprzednim badaniem).
Powodów do dumy nie mają jednak pozostali. Niestety oni nie osiągnęli progu wyborczego. Mowa o Nowej Lewicy – 4,13 proc., PSL z 2,78 proc. poparcia, Razem – 2,03 proc. oraz Polska 2050 – 1,61 proc.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/b8f5cac29c25a754ff50e3b4d8ff02ad,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/b8f5cac29c25a754ff50e3b4d8ff02ad,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Jeszcze trochę i samodzielna większość? Przewaga KO w nowym sondażu.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/628595,jaroslaw-kaczynski-przesluchany-w-prokuraturze-sledczy-ujawnil-szczegoly</guid><link>https://natemat.pl/628595,jaroslaw-kaczynski-przesluchany-w-prokuraturze-sledczy-ujawnil-szczegoly</link><pubDate>Wed, 22 Oct 2025 17:01:39 +0200</pubDate><title>Tak mogło wyglądać tylko przesłuchanie Kaczyńskiego. Prezes PiS zeznawał w &quot;dobrej atmosferze&quot;</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/967c85edd4f064b60db9f5c61a6a1a20,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Jarosław Kaczyński został w środę przesłuchany przez prokuraturę w sprawie śledztwa dotyczącego wyborów korespondencyjnych, które miały się odbyć w 2020 roku. Jak zachowywał się, gdy usłyszał pytania? Właśnie poznaliśmy relację rzecznika warszawskiej prokuratury, który ujawnił również, jaka atmosfera panowała podczas przesłuchania.

Prezes PiS pojawił się w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie jako świadek w śledztwie, związanym z organizacją wyborów prezydenckich sprzed pięciu lat w trybie korespondencyjnym.
Kaczyński został przesłuchany. Oto co działo się na sali
Po przesłuchaniu Jarosława Kaczyńskiego do mediów wyszedł prok. Piotr Skiba. Rzecznik warszawskiej prokuratury powiedział, że "wszystkie pytania zakończyły się odpowiedziami", choć "w przypadku kilku z nich świadek nie pamiętał pewnych okoliczności".
Skiba podkreślił, że "żaden z obrońców nie miał żadnych dodatkowych pytań ponadto, o co pytali prokuratorzy". – Przesłuchanie było bardzo dokładne, odbywało się w bardzo dobrej atmosferze – opisywał.
Taka relacja mogła niektórych zaskoczyć, bowiem już kiedyś Kaczyński zeznawał, ale przed komisją, która zajmowała się sprawą "wyborów kopertowych" i wówczas podważał zasadność całego zajścia.
– Ta komisja działa na zasadzie, którą można określić jako paradoksalną. Pełną winę za to, że wybory korespondencyjne się nie odbyły, ponosi Koalicja Obywatelska. Ci, którzy są sprawcami deliktów, stawiają tych, którzy chcieli wykonać obowiązek konstytucyjny w sytuacji oskarżonych. Jest to sprzeczne z konstytucją i zdrowym rozsądkiem. W związku z tym nie wiem, na jakiej zasadzie mam uznawać tę komisję – przekonywał Jarosław Kaczyński i nie miał sobie nic do zarzucenia w sprawie wspomnianych wyborów.
Dodajmy, że Mateusz Morawiecki w lutym tego roku usłyszał już w tej sprawie zarzuty "przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków urzędniczych". Śledczy twierdzą, że jako premier bez żadnej podstawy prawnej podjął działania w celu organizacji i przeprowadzenia wyborów w trybie korespondencyjnym. Morawiecki wówczas nie przyznał się do zarzucanego mu czynu i odmówił składania wyjaśnień.
Przypomnijmy, że wybory prezydenckie planowane na 10 maja 2020 roku miały zostać przeprowadzone wyłącznie w formie korespondencyjnej. Decyzją rządu podjętą w warunkach ogólnokrajowego lockdownu i zagrożenia epidemicznego. Inicjatywa, potocznie określana jako "wybory kopertowe", szybko przekształciła się w poważny kryzys konstytucyjny i administracyjny.
Pomimo braku uchwalonej ustawy oraz bez formalnego upoważnienia, rząd zlecił Poczcie Polskiej i Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych przygotowanie pełnej infrastruktury do głosowania, w tym wydruk milionów pakietów wyborczych i stworzenie systemu ich dystrybucji. Koszt przygotowań, jak szacowano, wyniósł około 70 milionów złotych. Wybory ostatecznie nie odbyły się w takiej formie. Przeprowadzono je 28 czerwca (I tura) w lokalach wyborczych.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/967c85edd4f064b60db9f5c61a6a1a20,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/967c85edd4f064b60db9f5c61a6a1a20,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Jarosław Kaczyński już po przesłuchaniu przez prokuraturę ws. wyborów kopertowych.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/628029,ale-ogien-ale-pan-mu-przywalil-teraz-tusk-zaskoczyl-u-wojewodzkiego</guid><link>https://natemat.pl/628029,ale-ogien-ale-pan-mu-przywalil-teraz-tusk-zaskoczyl-u-wojewodzkiego</link><pubDate>Fri, 17 Oct 2025 21:57:42 +0200</pubDate><title>&quot;Ale ogień!&quot;. U Wojewódzkiego i Kędzierskiego premier Tusk pokazał inną twarz</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/b53b0c203c569dd13ebb82f8109f00bc,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Premier Donald Tusk udzielił w piątek wywiadu Kubie Wojewódzkiemu oraz Piotrowi Kędzierskiemu. Podczas rozmowy szef rządu pokazał sporo luzu, a nawet mocno zaskoczył niektórymi wypowiedziami.

Premier Donald Tusk pojawił się w piątek w podcaście "WojewódzkiKędzierski". Był to wywiad w drugą rocznicę wygranych przez KO wyborów. – Pan nie czuje zagrożenia Bosaka, Menzena i Konfederacji w całym swoim mrocznym obliczu? – takie pytanie padło w pewnym momencie ze strony Kuby Wojewódzkiego. 
Donald Tusk w podcaście "WojewódzkiKędzierski"
– W moim mrocznym obliczu? Nie – odpowiedział mu Tusk. – W Konfederacji mrocznym obliczu. Nie czuje pan zagrożenia? – dopytywał prowadzący, a Tusk skwitował to: – To wyzwanie.
– To jest trzecia siła polityczna w Polsce – kontrował nadal Wojewódzki. – Trzeba walczyć – powiedział na to szef rządu. – A pan patrzy na mnie? Ja mam 60 lat… – stwierdził dziennikarz, co spotkało się z reakcją Tuska: – Co on powiedział? On powiedział, że ile ma lat? – Sześćdziesiąt – odpowiedział mu Wojewódzki, a premier go poprawił: – 62.
– Ta rozmowa robi się coraz…Co panu CIA podpowiedziało? – zastanawiał się dziennikarz. Tusk odparł wówczas, iż także się przygotował do rozmowy. 
Podczas rozmowy Wojewódzki nawiązał także do słynnego, nocnego spotkania Szymona Hołowni u Adama Bielana: – Uważam, że to było haniebne, że to było małe, że to było nikczemne. Jego wielkie słowa o patriotyzmie okazały się małymi gestami w realu, nocą.

                    
                – Ale ogień. Ale pan mu przywalił teraz, panie redaktorze – nie krył się z reakcją szef rządu. – Bo go znam dłużej niż pan – oświadczył Wojewódzki.
Nie zabrakło też tematyki sportowej i słynnego hasła 
Podczas rozmowy poruszano również kwestię ostatniego meczu reprezentacji Polski, kiedy nasza drużyna pokonała Litwę 2:0 w meczu eliminacyjnym do mistrzostw świata w Kownie w ramach grupy G.
Spotkanie przyciągnęło uwagę nie tylko kibiców, ale i polityków. Na trybunach pojawił się premier Donald Tusk, który mecz oglądał w towarzystwie premier Litwy, Ingi Ruginiene. Obecność szefa polskiego rządu nie spotkała się jednak z entuzjazmem części polskich pseudokibiców, w stronę premiera padły gwizdy i nieprzychylne okrzyki.
– Oczywiście, że to nie jest miłe. To nie był żart z mojej strony, kiedy odpowiedziałem, że mam słabość do tego sloganu "Donald Matole". Każdy zna dalszy ciąg, bo to się pierwszy raz pojawiło, chyba pod koniec 2010 roku, przed wyborami 2011 roku i nie wiem, czy pamiętacie, ja wtedy jeździłem takim Tuskobusem – mówił Tusk.
– Wszyscy mówili, nie wiem co kolega Wojewódzki wtedy mówił – ten Tusk jest zużyty, lepiej, żeby sobie poszedł, na pewno przegra wybory i wiele na to wskazywało. Wygraliśmy oczywiście w 2011 roku wybory i bardzo mi pomogli kibice hasłem "Donald matole, twój rząd obalą kibole" – podkreślił szef rządu.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/b53b0c203c569dd13ebb82f8109f00bc,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/b53b0c203c569dd13ebb82f8109f00bc,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">&quot;Ale ogień. Ale pan mu przywalił teraz&quot;. Tusk zaskoczył u Wojewódzkiego</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/627842,nie-tylko-czarnek-i-morawiecki-tak-reaguja-w-pis-na-pytania-o-premiera</guid><link>https://natemat.pl/627842,nie-tylko-czarnek-i-morawiecki-tak-reaguja-w-pis-na-pytania-o-premiera</link><pubDate>Fri, 17 Oct 2025 05:50:02 +0200</pubDate><title>Nie tylko Czarnek i Morawiecki biją się o fotel premiera. Zapytaliśmy w PiS o &quot;trzeciego&quot;</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/747bb1967dbccafe7dcd4f95eb00e04b,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />To Przemysław Czarnek i Mateusz Morawiecki mają być głównymi kandydatami na funkcję premiera w nowym rozdaniu po wyborach parlamentarnych. Oczywiście jeśli PiS te wybory wygra. Jarosław Kaczyński niedawno publicznie "namaścił" jednego z nich. – Zacznijmy twardo stąpać po ziemi – studzi emocje jeden z parlamentarzystów PiS. Inni potwierdzają nam, że w grze jest trzecie nazwisko.

Sobota, 11 października. Jarosław Kaczyński zdobył się na wyjątkową szczerość, albo właśnie rozpoczął swoją kolejną grę. Podczas wiecu PiS w Warszawie przedstawił Przemysława Czarnka jako przyszłego premiera. – Nie był jak dotąd premierem, ale pewnie będzie, pan Przemek... pan minister Przemysław Czarnek – zapowiedział prezes.
"Nie dzielę skóry na niedźwiedziu"
Czwartek, 16 października. Czarnek nie potwierdza i nie zaprzecza, ale sprawia wrażenie, jakby ta słowna gra mu się spodobała. – Wykluczyć nie mogę, ale prawdopodobieństwo jest takie, jakie jest – powiedział Tomaszowi Terlikowskiemu w RMF FM. Zapewnił jednocześnie, że słowa Kaczyńskiego są dla niego zaszczytem.
Dalej tłumaczył, że wszystko zależy od tego, co będzie się działo na scenie politycznej tej jesieni, wiosną przyszłego roku, a także w 2027 roku. – Jeśli ta koalicja dotrwa do wyborów i kadencja będzie pełna. Jest wiele niewiadomych – dodał.
Czarnek w układance PiS wydaje się jednym z naturalnych kandydatów na przyszłego szefa rządu. Tak samo jak Mateusz Morawiecki – jego powrotu nikt nie wyklucza. Chociaż w partii Kaczyńskiego o tej rywalizacji raczej nikt nie chce powiedzieć za dużo. 
– Jestem zwolennikiem premiera Mateusza Morawieckiego i to wszystko. Najlepszy człowiek na trudne czasy do tej funkcji – mówi krótko dla naTemat poseł Zbigniew Chmielowiec. Dopytywany o to, czy jego zdaniem są inni kandydaci, nie wdawał się w szczegóły. 
Morawiecki nie ukrywa, że mógłby znowu pokierować rządem. – Chętnie zostanę premierem z Konfederacją – stwierdził niedawno w Radiu ZET. Już chyba nie mógł jaśniej zadeklarować, że jest gotowy ponownie grać pierwsze skrzypce, gdyby tylko PiS wygrało wybory.
– Jakie to ma znaczenie na dwa lata przed finałem, który jest znakiem zapytania? – dopytuje w rozmowie z naTemat jeden z posłów PiS, który prosił o anonimowość. 
– Nie dzielę skóry na niedźwiedziu, zacznijmy twardo stąpać po ziemi. Jeszcze nie widziałem, żeby opozycja miała premiera, a póki co Prawo i Sprawiedliwość jest w opozycji. Wygrajmy najpierw wybory, później będziemy się martwić, kto będzie premierem. Czeka nas trudna droga. Bardzo się cieszę, że zarówno Przemysław Czarnek, jak i Mateusz Morawiecki ciężko pracują na przyszły wynik wyborczy – dorzuca w rozmowie z nami poseł PiS Tadeusz Chrzan. 
W PiS ławka rzeczywiście może być długa, ale kto jest w gronie realnych kandydatów? Z rozmów z parlamentarzystami PiS wynika, że na razie pojawia się jeszcze trzecie nazwisko. 
Kto z PiS na premiera? Czarnek, Morawiecki...i Bocheński
O Tobiaszu Bocheńskim w partyjnej czołówce mówi się już długo, ale czy faktycznie to potencjalny kandydat? – Myślę, że tak. To wszystko są pytania przedwczesne, ale też jest młodym, zdolnym człowiekiem, więc jak najbardziej jest w grze – przekonuje nas jeden z posłów PiS.
Wiadomo, ze w partii z Nowogrodzkiej są różne frakcje. Jedni stoją murem za Morawieckim, inni za Czarnkiem, jeszcze inni wcześniej bronili Beaty Szydło. W tej politycznej rodzinie walka dopiero się rozkręca. Niedawno emocje rozpaliło zdjęcie, które wrzucił do sieci sam Bocheński. Siedział na nim w towarzystwie Przemysława Czarnka, Patryka Jakiego i Jacka Sasina. "Kontynuujemy rozmowy o Polsce" – napisał krótko. 

                    
                        
                    
                W PiS kolejna osoba wypomina mu wiek. – Słyszałem, ale pan Tobiasz Bocheński, z całym szacunkiem dla niego, jest bardzo młodym człowiek i moim zdaniem brakuje mu doświadczenia – przekonuje nas inny poseł PiS, który ocenił anonimowo szanse Bocheńskiego. 
Bocheński w tym gronie ze zdjęcia to "młody wilk", rocznik 1987. Był wojewodą łódzkim i mazowieckim, kandydował w wyborach samorządowych w 2024 r. na prezydenta Warszawy. I co prawda przegrał wyraźnie z Rafałem Trzaskowskim, ale było jasne, że to nie jest zawodnik na jeden mecz. Dodajmy, że Patryk Jaki jest od niego niewiele starszy (ur. 1985 r.).
"Czarnek lepszy do neutralizacji Mentzena"
Jeśli nagle Bocheński byłby faworytem w tym wyścigu, to nie musi być zaskoczenie. – Prezes Kaczyński jest znany z tego, że ma świetne wyczucie polityczne i jak pokazuje dość długa historia PiS, przeważnie jego decyzje personalne są trafione. Pan prezes ma wyjątkową rękę do ludzi – zachwala nam poseł Chrzan.
I w tym trudno się z nim nie zgodzić, bo wystarczy przypomnieć pomysły z Andrzejem Dudą i Karolem Nawrockim w wyborach prezydenckich. Tyle że premiera nie wybierają Polacy w głosowaniu. Gdyby w międzyczasie pojawiło się czwarte czy piąte nazwisko – zero zaskoczenia. Chociaż według niektórych parlamentarzystów ta lista jest zamknięta. 
– Myślę, że zostałbym przy tej trójce. Bocheński, Czarnek, Morawiecki, chociaż to może być niewiadoma – wylicza dla naTemat parlamentarzysta PiS. Z dystansem traktuje słowa o "namaszczeniu" przez Kaczyńskiego. – A czy o Bocheńskim prezes nie powiedział wprost? Też powiedział – przypomina polityk.
Dopytaliśmy jeszcze, jak teraz Kaczyński dogaduje się z Morawieckim. – Tam nie ma żadnego konfliktu. Są poprawne relacje – ucina krótko nasz rozmówca z PiS.
Bocheński niedawno dał do zrozumienia, że jest gotowy, by stanąć do rywalizacji o fotel premiera. – Oczywiście, że chciałbym być premierem Rzeczypospolitej. To wielkie wyzwanie, wymaga ogromnej pracy, także dynamizmu i chciałbym się z nim zmierzyć – powiedział w programie "Sedno sprawy Radia PLUS" na YouTube. Próbowaliśmy go jeszcze podpytać o ostatnie plotki, ale w czwartek 16 października nie udało nam się do niego dodzwonić. 
– W PiS wygląda to jak w starym powiedzeniu: wyróżnij się, albo giń – komentuje dla naTemat dr Mirosław Oczkoś, specjalista ds. wizerunku i marketingu politycznego.
Jego zdaniem Kaczyński zagrał w sposób, dzięki któremu "zatrzyma Czarnka blisko siebie". – Żeby nie myślał o tym, że gdzieś może pójść. Tym bardziej że miał już być szefem kancelarii prezydenta. Teraz będzie żył w przeświadczeniu, że może być premierem w przyszłym rządzie PiS, jeśli taki w ogóle będzie – zauważa dr Oczkoś.
Jak podkreśla, w rywalizacji Czarnka i Morawieckiego większe szanse miałby ten pierwszy. – Jest bardziej "pisowski", jeszcze niezgrany, ale chodziło o to, żeby zasiać ferment. I będzie walka, bo na horyzoncie pojawia się wizja powrotu do władzy, więc jest o co się bić. Można też zostać wicepremierem – wskazuje. 
Ta batalia rozgrywa się na wielu polach. – Jest scheda po Jarosławie Kaczyńskim. Druga rzecz to zagrożenie ze strony Konfederacji. Pan Czarnek jest lepszym kandydatem do neutralizacji Sławomira Mentzena niż pan Morawiecki – ocenia ekspert.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/747bb1967dbccafe7dcd4f95eb00e04b,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/747bb1967dbccafe7dcd4f95eb00e04b,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Nie tylko Przemysław Czarnek i Mateusz Morawiecki. W PiS widzą jeszcze jednego kandydata na premiera</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/627224,kaczynski-pogrzebal-nadzieje-bochenskiego-wskazal-kto-moze-byc-premierem</guid><link>https://natemat.pl/627224,kaczynski-pogrzebal-nadzieje-bochenskiego-wskazal-kto-moze-byc-premierem</link><pubDate>Sat, 11 Oct 2025 16:37:01 +0200</pubDate><title>Kaczyński pogrzebał nadzieje Bocheńskiego. Wskazał, kogo widzi na stołku premiera</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/89aa5145f0a43eddeb5eeb6ff77914be,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />W sobotę po południu odbył się marsz Prawa i Sprawiedliwości m.in. przeciwko paktowi migracyjnemu. Przemowę wygłosił Jarosław Kaczyński. Prezes PiS wymienił nazwisko polityka swojej formacji i wskazał, że "nie był on dotąd premierem, ale pewnie będzie". I nie chodzi tutaj o Tobiasza Bocheńskiego, który jeszcze niedawno wyraził chęć objęcia tej funkcji, jeśli PiS wróciłoby do władzy.

– Oczywiście, że chciałbym być premierem Rzeczypospolitej. To wielkie wyzwanie, wymaga ogromnej pracy, także dynamizmu i chciałbym się z nim zmierzyć – powiedział ostatnio Tobiasz Bocheński w programie "Sedno sprawy Radia PLUS" na YouTube. To właśnie jego nazwisko w ostatnim czasie padało najczęściej w kontekście listy kandydatów na premiera w sytuacji ewentualnego powrotu ugrupowania Jarosława Kaczyńskiego do władzy.
Marsz PiS w Warszawie. Padły wymowne słowa ze strony Kaczyńskiego
11 października o godz. 14:00 na Placu Zamkowym w Warszawie rozpoczęła się manifestacja pod hasłem "STOP nielegalnej migracji! NIE dla umowy z Mercosur!", organizowana przez Prawo i Sprawiedliwość. Wzięli w niej udział politycy tego ugrupowania, z prezesem na czele.
Na samym początku głos zabrał właśnie on, Jarosław Kaczyński. Zaskoczył słowami o przyszłym premierze z ramienia PiS. Przypomnijmy: obecnie szefem rządu jest Donald Tusk, a wybory parlamentarne będą w 2027 roku. Nie ma pewności, która partia obejmie władzę. Jednak Kaczyński już wieszczy powodzenie PiS.
– Ze mną jest dwoje premierów. Pani premier Szydło, pan premier Morawiecki. Także pan premier, bo był wicepremierem, a grzeczność nakazuje, żeby mówić w tej sytuacji "premier", pan Mariusz Błaszczak. I wreszcie nie był jak dotąd premierem, ale pewnie będzie, pan Przemek, pan minister Przemysław Czarnek – padło z ust prezesa.
Czy Przemysław Czarnek, jeśli PiS doszłoby do władzy, będzie premierem? Tego nie możemy być pewni, bowiem Kaczyński nie raz już podpuszczał publiczność, a rzeczywistość po czasie okazywała się inna.
W sobotę prezes PiS nie szczędził także gorzkich słów w kierunku obecnych rządzących i Donalda Tuska. – Trzeba w tym dzisiejszym trudnym czasie mówić tym, którzy rządzą: do widzenia! Zaprosiliśmy tutaj was w sprawie nielegalnej migracji, a później też w sprawie Mercosur. Rolnictwo przeżywa tragedię i kompletny upadek – przekonywał.
– Jest tego dużo więcej. Gdzie nie spojrzeć, tam mamy do czynienia z najróżniejszymi wydarzeniami. Nie tak dawno Donald Tusk mówił, że trzeba będzie karać Polskę, bo takie jest prawo, za to, że nasz rząd potrafił doprowadzić do tego, że ta umowa dotycząca paktu migracyjnego nie weszła w życie. Dzisiaj ogłasza, że w przyszłym roku nie będziemy mieli paktu migracyjnego – stwierdził, nawiązując do ostatniej publikacji premiera.
– Nie dajcie się oszukać. To są stare gry. Oni po prostu chcą wygrać wybory. Mają w tym poparcie kierownictwa UE. Pamiętajcie, że trzeba powiedzieć twarde "nie". Musimy walczyć, musimy doprowadzić do jednego i to mówię na końcu. Musimy odwołać Tuska i ten rząd. Precz z Tuskiem – nawoływał wyraźnie poirytowany prezes Kaczyński na rozpoczęciu sobotniego marszu.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/89aa5145f0a43eddeb5eeb6ff77914be,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/89aa5145f0a43eddeb5eeb6ff77914be,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Kaczyński o tym, kto z PiS mógłby zostać kiedyś premierem.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/626558,kaczynski-o-ue-tusku-i-nowej-konstytucji-oto-jego-wizja-dla-polski</guid><link>https://natemat.pl/626558,kaczynski-o-ue-tusku-i-nowej-konstytucji-oto-jego-wizja-dla-polski</link><pubDate>Mon, 06 Oct 2025 18:26:03 +0200</pubDate><title>Lewicka: Ostateczna rozprawa z Tuskiem, czyli Kaczyński wyruszył w Polskę z planem na IV RP 2.0</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/fec2b4b20c790eaeb74b10adfc02b30b,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Jarosław Kaczyński objechał Polskę. Co miał do powiedzenia? Najprostsza odpowiedź na to pytanie brzmi: to, co zawsze. Źli Niemcy, dybiąca na naszą suwerenność Bruksela, straszny Donald Tusk.

Ostatnie z serii letnich spotkań w ramach podziękowań za wybory prezydenckie - we Wrocławiu - prezes PiS zakończył zresztą okrzykami: "Precz z tym rządem! Precz z Tuskiem! Precz ze wszystkimi wrogami Polski!", co zgromadzeni podchwycili, wywijając przy tym polskimi flagami. Ale omówmy przekaz Kaczyńskiego nieco szerzej.
Znowu POLexit?
Podczas wrześniowych badań jakościowych "Światowid", prowadzonych przez IBRIS, zapytano wyborców PiS, jak zapatrują się na potencjalne wyjście Polski z Unii. Wtedy ta grupa, w miarę zgodna we wszystkich innych sprawach, pękła. Dla jednych polexit był nieakceptowalny, drudzy zareagowali wręcz entuzjastycznie. 
Tak, PiS ma w swym elektoracie przeciwników naszej dalszej obecności w UE, ale Kaczyński wymyślił, jak się tymi emocjami zaopiekować, bez konieczności formułowania drastycznych haseł o wychodzeniu ze Wspólnoty, które nie są aprobowane przez przygniatającą większość polskiego społeczeństwa. 
To opowieść, jaką miał mu podrzucić europoseł Patryk Jaki, o "szczególnym statusie", jakim miałoby się cieszyć nasze państwo za sprawą klauzuli "opt-out". To, jak tłumaczył Kaczyński w Krakowie, "zwolnienie państwa z obowiązków, zachowanie jego suwerenności w dziedzinach, gdzie inne państwa tę suwerenność oddają władzom unijnym". 
Miałaby to być odpowiedź Polski na spodziewane zmiany w unijnych traktatach (już dwa lata temu opowiedział się za tym w rezolucji PE) i pogłębianie integracji. Przypomnijmy, że zanim z UE wyszła Wielka Brytania, to podobne postulaty zgłaszał premier David Cameron. 
Niektórym politykom marzy się bowiem taka sytuacja, kiedy będzie można brać tylko to, co pasuje i uchylać się od tego wszystkiego, co nam akurat nie odpowiada. "Odczuwamy wiele dolegliwości związanych z naszym członkostwem w UE" - wzdychał prezes i zapewne miał na myśli wtrącanie się Brukseli w sprawy Polski, kiedy to PiS próbował wszelkimi sposobami, wbrew prawu, maksymalizować zakres władzy Nowogrodzkiej.
I nowa Konstytucja...
Z tym łączy się kolejna opowieść, jaką prezes raczył słuchaczy, ta o nowej ustawie zasadniczej. Łodzianom klarował to tak: "Potrzebna jest Polsce nowa Konstytucja, która będzie z jednej strony podstawą nowej organizacji państwa, ale będzie to także w jakiejś mierze taki znak, że mamy już nową Polskę". 
Nic to, że nawet przy sprzyjających wiatrach nie zanosi się na większość konstytucyjną dla PiS i że tę płytę już parę razy słyszeliśmy - Kaczyński uznał zapewne, że powtórka z rozrywki jest kompatybilna z innym wątkiem - o bardzo złym i nieudolnym rządzie Donalda Tuska, po którym trzeba będzie posprzątać definitywnie, co oznacza zmianę ustroju. 
Na jaki to się jeszcze zobaczy, prezes wciąż się bowiem waha między modelem kanclerskim, w którym to premier grałby pierwsze skrzypce, pozostawiając głowie państwa rolę reprezentacji i ozdoby, a modelem prezydenckim, wzorowanym na Francji czy USA. 
Obecna konstytucja jest zła, mówi nam prezes, a w Gdańsku dorzucił, że "jedyne, co nasi przeciwnicy zrobili dobrego, to jest to, że ona właściwie dzisiaj nie obowiązuje". Równo dwadzieścia lat temu Kaczyński zaproponował obywatelom sanację i IV RP, ale nic z tego nie wyszło, bo też wcale wyjść nie miało, ot, chwytliwe hasło kampanii.
Teraz też prawi o "odnowieniu ustroju", ale te zapowiedzi prezesa mierzyć trzeba inną miarą - po bolesnej utracie władzy dwa lata temu, prezes PiS przemyśliwuje, jak ułożyć system, by po ponownym uchwyceniu steru rządów już go z rąk nie wypuścić. 
Tu warto wrócić do wywiadu udzielonego w październiku 2024 roku tygodnikowi "Sieci", w którym Kaczyński snuł niebezpieczne opowieści o konieczności powołania Rady Stanu, gdyby większości do zmiany ustawy zasadniczej nie było. 
I o Konfederacji było sporo, i o Niemcach
Cóż to miałby być za organ i na jakiej podstawie powołany, tego żeśmy się nie dowiedzieli, ale wystarczy, że zapachniało zamachem stanu. "Musimy przejąć pełnię władzy" - klarował w sierpniu w Białymstoku - "Bo prezydent działa jak taran, ale jednak jego możliwości są ograniczone. Potrzebny jest Polsce dobry rząd."
Dobry może być tylko rząd PiS, to oczywista oczywistość. Rzecz idzie jednak także o to, by PiS był samowystarczalny i nie potrzebował koalicjantów, z którymi prezes ma złe doświadczenia, choć oni z nim jeszcze gorsze. 
Stąd o Konfederacji Kaczyński mówił w trakcie podróży po Polsce stale, dużo i bardzo źle. Bardziej obrywało się, naturalnie, Nowej Nadziei, ale i Krzysztof Bosak nie był wcale nadmiernie głaskany. I jemu wytykano nie dość jednoznaczne odcięcie się od możliwości utworzenia rządu z Koalicją Obywatelską, co, jak wiadomo, z marszu pozbawia zdolności honorowych.
Zazwyczaj silnie zaabsorbowany sprawami krajowymi, tym razem, w trakcie spotkań wakacyjnych prezes Kaczyński postanowił wypłynąć także na szersze, geopolityczne wody. Przekonywał, że oto mamy na stole dwie propozycje dotyczące tego, jak będzie wyglądać przyszłość demokratycznego świata, w tym Polski. Pierwsza, zwana dla niepoznaki europejską, jest w istocie propozycją niemiecką. 
To, jak przekonuje Kaczyński, "koncepcja jednego państwa, które będzie miało swojego hegemona i to będą Niemcy". Tu nawet nie ma co rozwijać, więc prezes nie rozwija, wszak jego słuchacze w lot pojmują, z czym to się je i jak może smakować taki niemiecki chleb. Tylko dla mniej pojętnych dorzuca, że to "finis Poloniae". 
Przechodzimy zatem płynnie do propozycji amerykańskiej. Kaczyński Donalda Trumpa wcale nie zachwala, wręcz przeciwnie, wprost mówi, że to bardzo trudny sojusznik, no, ale ma nad Berlinem tę zasadniczą przewagę, że nie chce nas pozbawić własnego państwa. 
Bo Trump, proszę Państwa, jest za suwerennymi państwami narodowymi, którym oferuje "Pax Americana" oraz stosunki bilateralne. Ciekawe koncepcja, zważywszy na fakt, że Waszyngton pod wodzą obecnej administracji nie ma już najmniejszej ochoty na odgrywanie roli globalnego policjanta, a stosunki bilateralne z mocarstwem zwykle sprowadzają kraj niebędący mocarstwem do pozycji wasalnej. 
Ale tego Kaczyński albo nie wie, albo czujnie sali nie mówi. Po co salę denerwować, niech się sala cieszy.
Pocieszyć można też przeciwników PiS, czyli wrogów Polski. W Poznaniu Kaczyński bowiem obiecał, że po spodziewanym w 2027 roku zwycięstwie sił patriotycznych, nie będzie okrucieństwa i gilotyn. No, ale ukarać tych, którzy teraz łamią prawo, będzie trzeba, to się przecież rozumie samo przez się.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/fec2b4b20c790eaeb74b10adfc02b30b,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/fec2b4b20c790eaeb74b10adfc02b30b,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Karolina Lewicka o planie Jarosława Kaczyńskiego</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/625457,ujawniono-powazne-problemy-w-partii-tuska-bladzimy-po-omacku</guid><link>https://natemat.pl/625457,ujawniono-powazne-problemy-w-partii-tuska-bladzimy-po-omacku</link><pubDate>Sat, 27 Sep 2025 10:21:19 +0200</pubDate><title>Ujawniono poważne problemy w partii Tuska. &quot;Błądzimy po omacku w ciemnościach&quot;</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/38875d169aeac58ef1ec8c99db5c0c5b,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Donald Tusk ma spore problemy w partii – wynika z najnowszych doniesień i głosów jej członków. Za kulisami ma panować chaos. "My naprawdę nic nie wiemy", "na razie błądzimy po omacku w ciemnościach" – relacjonują politycy Platformy Obywatelskiej.

O tym, co dzieje się w partii Donalda Tuska, porozmawiała z samymi jej przedstawicielami Dominika Długosz z "Newsweeka". W wypowiedziach polityków nie brakowało słów rozczarowania i niepewności, bowiem wielu zupełnie nie wie, co szykuje "góra" i czy w ogóle coś przygotowuje na poprawę obecnej sytuacji.
Problemy w partii Tuska. Politycy narzekają na brak informacji i planu
– Być może jest jakiś superplan, który pokaże nam Kierownik, i wszyscy będą chodzić jak w zegarku, ale na razie błądzimy po omacku w ciemnościach – powiedział jeden z polityków PO. 
– My naprawdę nic nie wiemy. Kiedy będą wybory wewnętrzne, bo miały być, ale terminu nie ma; czy będą poważne zmiany w zarządzie partii, bo wszyscy czują, że powinny być, ale na razie wiemy o nich z przecieków; no i kiedy ma być to połączenie z Nowoczesną i Inicjatywą Polska, o której czytamy w gazetach – punktuje inny.
Najnowsze sondaże pokazują, że poparcie dla rządu spada. Ponadto, jak zauważyła Długosz "za chwilę mija połowa kadencji i największa partia rządzącej koalicji powinna stać już w progach następnej kampanii wyborczej". – Szczerze mówiąc, partia leży odłogiem. Jak pani pójdzie na V piętro, to tam jest kompletnie pusto – zauważyła kolejna osoba. Dodajmy, że na V piętrze jest siedziba Biura Krajowego Platformy Obywatelskiej.
Politycy złej passy PO dopatrują się w problemach komunikacyjnych i braku planu na kampanię, bowiem twierdzą, że "Tuskobus" i wiece mogą nie wystarczyć, potrzebna jest solidna narracja w social mediach i przekaz także do młodych wyborców.
Narzekają też na powrót Marcina Kierwińskiego do kierowania MSWiA. – Nie wyobrażam sobie, żeby to miało tak dalej funkcjonować. Kierwiński jest pracowity i sprawny w partyjnej robocie, ale robota sekretarza partii polega na tym, że jeździ po regionach i gada ludziom na dole, jaki jest plan, a on po prostu nie ma na to czasu, bo siedzi w ministerstwie. Zmiana jest konieczna – zauważył rozmówca Długosz.
Cała partia czeka więc na to, co zrobi Tusk i Kierwiński. "Żal za zmarnowany czas" i "poczucie niepewności na najbliższe miesiące" są powszechne w kuluarach. W rozmowach przewija się też temat "umocnienia pozycji Radosława Sikorskiego w partii" oraz to, że "wojna o prohibicję w Warszawie zaszkodziła PO".

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/38875d169aeac58ef1ec8c99db5c0c5b,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/38875d169aeac58ef1ec8c99db5c0c5b,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Tusk ma spore problemy w partii.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/617429,holownia-o-zamachu-stanu-prokuratura-chce-go-przesluchac</guid><link>https://natemat.pl/617429,holownia-o-zamachu-stanu-prokuratura-chce-go-przesluchac</link><pubDate>Mon, 28 Jul 2025 20:13:19 +0200</pubDate><title>Nowy ruch prokuratury. Chodzi o słowa Hołowni o &quot;zamachu stanu&quot;</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/57f201dd4df5b19c2239caa5cc512d27,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />W piątek Szymon Hołownia przekazał podczas wywiadu, że próbowano go namówić do "zamachu stanu". Informacja ta wywołała poruszenie w mediach i środowisku politycznym. Głos w sprawie zabrała prokuratura, która chce przesłuchać Hołownię w charakterze świadka.

W miniony piątek marszałek Sejmu był gościem Polsat News. W trakcie rozmowy ujawnił, że po wyborach prezydenckich niektórzy politycy, prawnicy i inne osoby sugerowały mu, aby nie zaprzysięgał nowego prezydenta. Jak przyznał, próbowano namawiać go do "zamachu stanu". Miałoby to zablokować objęcie urzędu przez Karola Nawrockiego.
Prokuratura chce powołać Hołownię na świadka
Rzecznik warszawskiej prokuratury okręgowej, prok. Piotr Antoni Skiba, poinformował, że wypowiedź marszałka wymaga przesłuchania go w charakterze świadka zawiadamiającego. 
W rozmowie z PAP, co cytuje RMF FM, zapowiedział, że przesłuchanie odbędzie się w ciągu najbliższych dni lub tygodni, w zależności od "możliwości czasowych". – Nie chcemy w żaden sposób blokować pracy Sejmu ani marszałka – dodał.
Skiba podkreślił, że prokuratura jest bardzo zainteresowana informacjami, które Hołownia może przekazać na temat podżegania do ewentualnej próby zamachu stanu. – Jesteśmy przygotowani na bardzo długie, wyczerpujące przesłuchanie w tym zakresie – mówił.
Szymon Hołownia o "zamachu stanu" 
Jak pisaliśmy w naTemat.pl Szymon Hołownia na antenie Polsat News zaznaczył, że z nim "zamachu stanu się nie zrobi". 
– Nie głosowałem na Karola Nawrockiego, to nie był mój kandydat, natomiast jako marszałek Sejmu jestem zobowiązany uszanować wolę większości wyborców — podkreślił marszałek Sejmu. 
Następnego dnia do tych słów odniósł się premier Donald Tusk. W jego ocenie, w polityce – podobnie jak w życiu – nieprzemyślane gesty i wypowiedzi mogą prowadzić do dramatycznych skutków.
– Jak puszczamy dzieci na wakacje, to im przecież mówimy: "nie rób głupot, bo głupoty mogą zamienić się w dramat". W polityce jest dokładnie tak samo – powiedział. Premier zaznaczył także, że nieodpowiedzialne czy niedojrzałe działania polityków mogą mieć poważne konsekwencje dla obywateli i państwa.
W sobotę Szymon Hołownia opublikował na Facebooku obszerny wpis, w którym wyjaśnił, w którym odniósł się do swoich słów. Jak zaznaczył, pojęcia "zamach stanu" użył w sensie politycznym, a nie prawnym.
Na koniec opublikowanego oświadczenia zaapelował o spokój. – Nie doszukujmy się spisków tam, gdzie ich nie ma, i nie podważajmy demokratycznego werdyktu wyborców, niezależnie od tego, jakie budzi emocje.
Źródło: RMF FM 
]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/57f201dd4df5b19c2239caa5cc512d27,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/57f201dd4df5b19c2239caa5cc512d27,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Hołownia mówił o &quot;zamachu stanu&quot;. Prokuratura chce go przesłuchać w charakterze świadka.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/616307,kaczynski-bez-hamulcow-obrazil-znanego-prawnika-uderzyl-w-prof-zolla</guid><link>https://natemat.pl/616307,kaczynski-bez-hamulcow-obrazil-znanego-prawnika-uderzyl-w-prof-zolla</link><pubDate>Sun, 20 Jul 2025 21:57:38 +0200</pubDate><title>Kaczyński bez hamulców obraził znanego prawnika. &quot;Niejaki Zoll&quot;</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/a21a391019d149a718b62b506649a457,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Im dalej na wschód, tym Jarosław Kaczyński bardziej się rozkręca. Najpierw w Lublinie snuł wizje zmiany Konstytucji, potem dotarł do Rzeszowa, gdzie nawiązał do narodu niemieckiego oraz profesora Andrzeja Zolla.

Po niedzielnej wizycie w Lublinie Jarosław Kaczyński dotarł do Rzeszowa. Tam, na spotkaniu z wyborcami, bezceremonialnie zaatakował profesora Andrzeja Zolla, kanclerza Niemiec oraz naród niemiecki.
"Niejaki Zoll"
Kaczyński w Rzeszowie mówił o kwestiach dotyczących zaprzysiężenia Karola Nawrockiego. Opowiadał, że "druga strona zrobiła wokół tego wielką awanturę", że "różnego rodzaju ludzie [...] mówią rzeczy horrendalne". 
A potem bezpośrednio zaatakował prof. Andrzeja Zolla. Przypomnijmy: jego zdaniem Zgromadzenie Narodowe powinno odebrać ślubowanie od Karola Nawrockiego, ale i oficjalnie potwierdzić ważność jego wyboru. Bo izba Sądu Najwyższego, która potwierdziła ważność wyborów, formalnie nie jest sądem. Propozycję trudno uznać za wybitnie kontrowersyjną, ale Kaczyńskiemu wyraźnie nie przypadła do gustu.
– Jeżeli ostatnio niejaki Zoll, powiedzenie o nim "profesor" jest troszeczkę nie na miejscu. Jeżeli niejaki Zoll mówi, że Zgromadzenie Narodowe ma zatwierdzać orzeczenie Sądu Najwyższego, albo w ogóle wynik wyborów, jakby tego orzeczenia nie było, to najlepszy dowód, do czego wszystko doszło – denerwował się Kaczyński.
– Ten człowiek się nie wstydzi. Nie znam jego dorobku w prawie karnym, ale wiem, że jego siła i pozycja wynika przede wszystkim z pozycji jego dziadka i pradziadka. Obydwaj byli wybitnymi prawnikami. Natomiast co do tego pana, to zostawię to innym, bo nic w tej sprawie nie wiem. Ale to jest dowód, do czego doszli ci, którzy powinni tego prawa przestrzegać, powinni go strzec i wywiązywać się ze swoich zawodowych obowiązków, które są obowiązkami moralnymi – mówił.
Przypomnijmy: Andrzej Zoll to prawnik, profesor zwyczajny (tzw. prezydencki), nauczyciel akademicki. Był szefem PKW, sędzią i prezesem Trybunału Konstytucyjnego i rzecznikiem praw obywatelskich. Napisał 200 prac naukowych, w 1989 roku brał udział w obradach Okrągłego Stołu jako ekspert prawny "Solidarności". Został uhonorowany najwyższymi odznaczeniami państwowymi.
Kaczyński przejechał się też po Niemcach
Prezes PiS uznał, że kanclerz Niemiec Friedrich Merz wtrąca się w wewnętrzne sprawy Polski, bo wyraził niezadowolenie z wyboru Nawrockiego.
– Wtrącają się i to zupełnie bezczelnie. [...] To jest wtrącanie się w polskie sprawy i to przedstawiciela narodu, który powinien być szczególnie ostrożny i trzymać się od naszych spraw jak najdalej – mówił.
I na tym nie poprzestał.
– Niemcy nie ukarały zbrodniarzy wojennych. Nic im się nie stało, oprócz procesów oświęcimskich, ale to była tysięczna kropli. Nie wynagrodziły tego, co zrobiły innym państwom. Odmówiły reparacji. Rzucili nam jakieś niewielkie ochłapy w formie, która była nie do przyjęcia – perorował.
– To oznacza, że nie zrzuciły piętna nazizmu, hitleryzmu. Musimy o tym pamiętać. A często nie pamiętamy, że mamy wobec tego kraju szczególne moralne prawa, a nie jakieś zobowiązania – dodał.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/a21a391019d149a718b62b506649a457,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.natemat.pl/a21a391019d149a718b62b506649a457,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">Jarosław Kaczyński obraził prof. Andrzeja Zolla</media:title></media:content></item>
		
	</channel>
</rss>
