<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" version="2.0" xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom">
	<channel>
		<title><![CDATA[naTemat.pl - Polecamy]]></title>
		<description><![CDATA[Polecane przez redakcję naTemat.pl artykuły i wpisy blogerów]]></description>
		<link>https://natemat.pl/</link>
				<generator>natemat.pl</generator>
		<atom:link href="https://natemat.pl/rss/polecane" rel="self" type="application/rss+xml" />
		<atom:link rel="hub" href="https://pubsubhubbub.appspot.com/" xmlns="http://www.w3.org/2005/Atom" />
			<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/380527,az-80-stacji-lotos-zostanie-sprzedane-skutki-fuzji-lotosu-z-orlenem</guid><link>https://natemat.pl/380527,az-80-stacji-lotos-zostanie-sprzedane-skutki-fuzji-lotosu-z-orlenem</link><pubDate>Fri, 29 Oct 2021 20:17:22 +0200</pubDate><title>Fuzja Lotosu z Orlenem staje się faktem. Wielki sukces? Nie wszyscy się z tego cieszą</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/2d4564054b1e9383e10d1e1bf6824fc0,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Komisja Europejska wydała zgodę na połączenie dwóch największych graczy na polskim rynku paliwowym – Orlenu i Lotosu. Działania te są skrupulatnie realizowanym planem stworzenia wielkiego, polskiego koncernu multienergetycznego, na którego czele stoi Daniel Obajtek. Choć przedstawiciele rządu, Orlenu i Lotosu starają się przedstawić tę fuzję wyłącznie w pozytywnym świetle, ta będzie miała również swoje negatywne skutki.

[h3]Rafineria Gdańska[/h3]
Połowa lat siedemdziesiątych – w Gdańsku powstaje nowoczesna rafineria oparta o zachodnie technologie. Później przez brak inwestycji zaczęła być nieco w tyle. Rafineria przeżyła też strajki w 80. i 81. roku. Kiedy doszło do zmiany ustrojowej firma prócz produkcji olejów i paliw zaczęła również zajmować się ich sprzedażą, przerywając tym samym monopol CPN–ów. W 1992 roku w Redzie powstaje pierwsza stacja paliw. 

Przez lata [b]Rafineria Gdańska[/b] przeszła wiele zmian. W 2002 powstaje Grupa Lotos S.A., która w szybkim czasie konsoliduje inne rafinerie, firmę wydobywczą i tworzy spółki Oil, Kolej, Serwis, oraz kilka innych. Firma rozwijała się w szybkim tempie. W całej Polsce powstawały kolejne stacje paliw tej marki, a liczne inwestycje i modernizacje stawiały gdańską rafinerię coraz wyżej w światowych rankingach. 

[b]Lotos[/b] z relatywnie małej rafinerii stał się rozpoznawalną na świecie marką. Również jednym z najważniejszych zakładów na Pomorzu, który realnie wpływał na życie mieszkańców. 
[h3]Zmiany, zmiany, zmiany[/h3]
Od momentu przejęcia władzy w Polsce przez [b]Prawo i Sprawiedliwość[/b] (czyli od 2015 roku), obowiązki prezesa zarządu grupy Lotos pełniło już siedem osób. Jednak największe zmiany przyniósł rok 2018. To właśnie wtedy oficjalnie pojawia się [b]plan stworzenia koncernu multienergetycznego[/b] pod szyldem PKN Orlen. Początkowo mówi się również o przyłączeniu PGNiG, jednak w międzyczasie do puli zostaje dodana Energa oraz dość niespodziewanie Polska Press. 

Minister aktywów państwowych, [b]wicepremier Jacek Sasin[/b], tłumaczył wtedy, że taka fuzja jest niezbędna, by móc przygotować się na nadchodzące wyzwania i ułatwić dostosowywanie się do zmian na rynku paliwowo–energetycznym. "Firmy europejskie już jakiś czas temu skutecznie zareagowały na te wyzwania – właśnie poprzez konsolidacje" – tłumaczył minister Sasin, nie podając konkretnych przedsiębiorstw, które ma na myśli.

"PKN Orlen, jako lider procesu, stworzy koncern, który będzie realnie wspierać rozwój kraju i tworzenie nowych miejsc pracy. Polska gospodarka potrzebuje właściwego zarządzania jednym złożonym łańcuchem produkcyjnym o dużym potencjale do dalszego wzrostu i wykorzystania przewag konkurencyjnych" – tłumaczył dalej wicepremier. 
[h3]Fuzja to nie rurki z kremem[/h3]
Choć plan rządu zakładał możliwie szybką fuzję, tak przy tego typu transakcjach są wymagane również [b]zgody Komisji Europejskiej[/b]. Orlen taką zgodę otrzymał, jednak pod pewnymi warunkami, które były negocjowane m.in. przez prezesa spółki [b]Daniela Obajtka[/b]. 

Mowa między innymi o sprzedaży spółek Lotos Paliwa, Lotos Terminale, Lotos Infrastruktura, Lotos Biopaliwa, 50% udziałów w spółce związanej ze sprzedażą paliw odrzutowych. Pod młotek trafią również bazy paliwowe w Gdańsku, Gutkowie, Szczecinie i  Bolesławcu oraz dwa zakłady produkujące bitum (używany m.in. do budowy dróg). Na rzecz niezależnego operatora ma trafić także dziewięć składów paliwa oraz wybudowany specjalnie na potrzeby tej transakcji nowy terminal portowy w Szczecinie, który ma służyć do importu paliwa lotniczego. 
[h3]Rafineria częściowo pod nowym właścicielem[/h3]
Gdańska Rafineria nie trafi w całości w ręce [b]Orlenu[/b]. 30% jej udziałów (wraz z towarzyszącym dużym pakietem praw zarządczych), zostanie sprzedane nowemu partnerowi. Zyska on również możliwość korzystania z magazynów i infrastruktury logistycznej grupy Lotos. Na mocy umowy "offtake" nowy partner będzie miał prawo do dodatkowych 20% produkcji oleju napędowego i benzyn, choć tu rzecznik Lotosu podkreśla, że ów 20% odnosi się wyłącznie do obecnych mocy rafinerii. Lotos ma również zawrzeć w umowie możliwość odkupienia udziałów.
[h3]Ostatnia szansa na hotdoga z Lotosu?[/h3]
Z mapy Polski [b]zniknie[/b] również [b]389 stacji[/b] paliw z złółto–niebieskim logo, co przekłada się na około 80% całej sieci. "Możemy więc sobie wyobrazić, że w województwie pomorskim nie będzie żadnej stacji benzynowej z  szyldem Lotosu." – mówi Michał Piotrowski, rzecznik prasowy Urzędu Marszałkowskiego Województwa Pomorskiego.

Czy w związku z tym dojdzie do masowych zwolnień w całej firmie? Przedstawiciele grupy Lotos twierdzą, że "nie są prowadzone żadne prace związane z redukcją zatrudnienia." – jednak przy bezpośrednim pytaniu o dalszy los pracowników stacji odpowiadają, że "stacje te, tak jak teraz funkcjonują pod szyldem LOTOSU, a potem będą funkcjonować pod innym, będą nadal potrzebowały pracowników.". 

Nie oznacza to jednak, że obecni pracownicy stacji benzynowych mają gwarancję zatrudnienia po ewentualnej zmianie szyldu. Rozmawiając z jednym z nich, nie trudno wyczuć było zdenerwowania – "Nie wiemy, kto przejmie naszą stację i nie wiemy co się z nią stanie. [b]Nowy właściciel może wszystkich nas zwolnić. Może dać nowe, niekorzystne umowy[/b]. Nikt nie wie, co z nami będzie". Z podobnymi problemami dylematami zmagać się będą zapewne pracownicy pozostałych spółek i zakładów, które zostały wyznaczone do sprzedaży. 
[h3]Korzystne warunki przejęcia[/h3]
Pracownicy grupy Lotos wyrażają obawy, martwiąc się o swoje posady. Jednak nie są jedyną grupą, która nie przyjęła fuzji z radością. Biuro Marszałka Województwa, również niezbyt optymistycznie podchodzi do tematu fuzji. Rzecznik poddaje w wątpliwość opłacalność całej operacji – "Można się zastanawiać, czy zgoda Komisji Europejskiej na [b]zakończeniu całego procesu "fuzji" nie będzie aby pyrrusowym zwycięstwem polskiego rządu[/b] i realizacją wizji bliżej nieokreślonej osoby." – komentuje. 

Piotrowski wspomina również o tym, że najcenniejsze aktywa grupy zostaną sprzedane, co zmusi Orlen do ostrzejszych działań na rynku, by utrzymać dotychczasową pozycję – "Można z dużą dozą prawdopodobieństwa powiedzieć, że nie nastąpi wzrost rynkowego znaczenia Grupy Orlen po wchłonięciu Lotosu. Może wręcz ulec zmniejszeniu. [b]Nie jest to więc ryzyko, dla którego warto poświęcić prężnie działające pomorskie przedsiębiorstwo[/b], którego marka jest znana w Europie." – dodaje rzecznik Urzędu Marszałkowskiego.

Pod znak zapytania Michał Piotrowski rzuca również sensowność sprzedaży nowoczesnych zakładów produkujących bitum z dodatkami polimerów (zapewniające większą wytrzymałość od tradycyjnego asfaltu), w momencie, kiedy rząd informował o zwiększeniu wydatków na program odbudowy dróg. 

To wszystko jednak nie przeszkadza przedstawicielom Lotosu, by mówić o ogromnym sukcesie w negocjacjach z Komisją Europejską – "[b]Wynegocjowano rozwiązanie niezwykle korzystne[/b], albowiem zbycie 30 % udziałów nie znaczy utraty kontroli nad ważnymi aktywami produkcyjnymi multienergetycznego koncernu". 
[h3]Co fuzja oznacza dla Pomorza?[/h3]
Zdaniem Orlenu i Lotosu fuzja pozwoli na dalszy rozwój oraz inwestycje, które do tej pory nie były możliwe, a to ma zwiększyć inwestycje w regionie. Dodatkowo Lotos zwraca uwagę, że "jeden, silny podmiot to większa skala działalności, większe, bo połączone, fundusze na badania i rozwój, nowe technologie oraz kolejne inwestycje." – dodając również, że zakup surowca i optymalizacja logistyki, związanej z jego transportem, pozwolą również na zyskanie silniejszej pozycji i większej możliwości negocjacji ich cen.

Tu jednak Piotrowski kontruje, mówiąc, że konieczność wyprzedaży majątku Lotosu uszczupli budżet województwa pomorskiego z CIT–u (podatku dochodowego od osób prawnych). [b]Straty te będą odczuwalne dla województwa[/b] i mogą sięgać nawet kilkudziesięciu miliardów roczne. "Kwota podatku CIT za 2020 rok wyniosła ponad 30 mln zł, co stanowi ok. 7% dochodów Województwa. W 2019 roku kwota podatku CIT wyniosła prawie 71 mln zł, co stanowiło ok. 14% dochodów Województwa." – wylicza przedstawiciel urzędu. 

Dodaje on również, że nie ma na razie informacji, co nowi właściciele zrobią z wykupionymi spółkami i czy utrzymają dotychczasowy poziom zatrudnienia – "niektóre z nich okażą się zbędne. Przełoży się to na zmniejszenie ilości miejsc pracy na Pomorzu.".
[h3]Możliwe ograniczenie życia kulturalnego i rozrywkowego Pomorza[/h3]
Grupa Lotos przez wiele lat aktywnie uczestniczyła w życiu Pomorza. Był to sponsor wielu wydarzeń i instytucji kulturalnych, takich jak Festiwal Szekspirowski, czy objęcie mecenatem Opery Bałtyckiej i gdyńskiego Teatru Muzycznego. Lotos sponsoruje również wydarzenia i zespoły sportowe takie jak żeńska drużyna piłkarska AP Lotos Gdańsk,  regaty Lotos Nord Cup. W przeszłości był to również główny sponsor Lechii Gdańsk (która teraz na koszulkach ma już logo Energi, należącej od 2020 do grupy Orlenu). 

Biuro prasowe Lotosu mówi, że fuzja nie zmieni w tego stanu rzeczy i koncern energetyczny dalej będzie się angażować lokalnie – "Jeden silny koncern będzie mógł znacznie mocniej zaangażować się w działania społeczne, kulturalne i sportowe na Pomorzu". Dodatkowo podkreślają, że Orlen również angażował się już od 2018 roku w życie na Pomorzu, przeznaczając środki na działania edukacyjne, kulturalne, sportowe, czy też wydarzenia stricte motoryzacyjne jak organizowany w 2019 roku Verva Street Racing w Gdyni.
[h3]Gdzie teraz zatankujesz?[/h3]
Na razie nie wiadomo kto zostanie nowym właścicielem udziałów i stacji Lotos. Najczęściej w mediach wymienia się takie marki jak [b]BP, Aramco, MOL, czy Alimentation Couch – Tard[/b] (właściciel Circle K). Urząd Marszałkowski podkreśla, że wybór potencjalnego partnera może być kluczowy zarówno dla regionu, ale i dla całej inwestycji oraz kraju – "Koncerny te mają na tyle różne cele i interesy, że wybór, jaki stoi przed polskim rządem, może zaważyć na przyszłości regionu pomorskiego, ale także całej Polski.". 

Przeciwne zdanie mają przedstawiciele Lotosu, którzy skupiają się wyłącznie na samych zaletach fuzji, twierdząc, że "PKN Orlen będzie operatorem rafinerii (gdańskiej) i będzie mógł nią skutecznie zarządzać przy jednoczesnym stworzeniu szansy dla wejścia we współpracę z silnym, nowoczesnym inwestorem.".]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/2d4564054b1e9383e10d1e1bf6824fc0,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/2d4564054b1e9383e10d1e1bf6824fc0,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Daniel Obajtek chce doprowadzić do końca fuzję Orlenu, którego jest prezesem, i Lotosu.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/378841,modnie-i-odpowiedzialnie-nadmorskie-trendy-w-rytmie-slow-fashion</guid><link>https://natemat.pl/378841,modnie-i-odpowiedzialnie-nadmorskie-trendy-w-rytmie-slow-fashion</link><pubDate>Mon, 25 Oct 2021 06:17:36 +0200</pubDate><title>Odpowiedzialna moda... znad morza. Tak działają trójmiejskie marki w rytmie slow fashion</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/b8bb7c1c8a480880640465aa883234b8,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Coraz więcej osób odchodzi od zakupów ubrań w popularnych sklepach, a stara się znaleźć producentów tworzących ubrania w rytmie slow fashion. To relatywnie nowy nurt, który istnieje na rynku zaledwie od kilku lat. Głównymi jego założeniami jest ograniczenie konsumpcji, dbanie o ekologię, ale także zwracanie uwagi na to czy przy produkcji pracowały osoby należycie opłacane. Również w Trójmieście można znaleźć przedstawicieli slow fashion, jednak każdy z nich nieco inaczej interpretuje to pojęcie.

[h2]Moda w rytmie slow[/h2]Pojęcia zrównoważonej mody i slow fashion są relatywnie nowe i każdy odbiera je nieco inaczej. Sam zwrot slow fashion można by przetłumaczyć po prostu jako "powolna moda", jednak co to tak naprawdę znaczy?

Pojęcia tego po raz pierwszy użyła w 2007 roku Kate Fletcher, profesor University of the Arts London. W dużym skrócie jest to podejście świadome i racjonalne do zakupów odzieżowych. Ludzie kierujący się tymi zasadami kupują mniej rzeczy, ale kupują je świadomie ze względu na lepszej jakości materiały i proces produkcji. To ubrania, które będą nosić przez wiele lat.

Nawiązuje do tego często powtarzany zwrot przy modzie w rytmie slow – "najbardziej odpowiedzialna moda to ta, która wisi w naszej szafie". Zachęca on do ograniczenia zakupów nowych rzeczy do niezbędnego minimum.[h2]Less waste – w trosce o ekologię[/h2]Odwiedzam Ewę w jej małej pracowni. Pierwszą rzeczą, która rzuca mi się w oczy, jest maszyna Jacek. – To mój najlepszy pracownik i główna siła robocza – śmieje się Ewa. [b]Ja tu tylko szyję[/b] jest idealnym przykładem tworzenia akcesoriów w ekologicznym duchu.

– Staram się tworzyć rzeczy z trwałych i wytrzymałych materiałów w ponadczasowym wzornictwie. Dzięki temu takie przedmioty żyją długo, a to sprawia, że matka ziemia jest mniej zanieczyszczona. Ot moja cegiełka dla planety – mówi.

W pracowni Ewy nic się nie marnuje. – Część materiałów w mojej pracowni to tzw. ścinki tapicerskie, odpady, których już tapicer nie mógł użyć. Ja staram się zużywać wszystko do ostatniego centymetra, a z ewentualnych resztek robię "przydasie", czyli dodatki jak kosmetyczki czy portfeliki – tłumaczy.[embed]https://www.instagram.com/p/CRv0ZdYMmwn/[/embed][h3]Drugie życie ubrań[/h3]
Justyna swój sklep otworzyła pięć lat temu. Zlokalizowany w starej kamienicy we Wrzeszczu butik oferuje wyłącznie rzeczy z drugiej ręki. – Przez wiele lat pracowałam w branży modowej. Od zawsze byłam miłośniczką ciuchów, torebek vintage i zakupów z drugiej ręki. Marzyłam o stworzeniu takiego miejsca, które dawałoby drugie życie pięknym rzeczom, a jednocześnie odpowiadało na obowiązujące trendy – mówi właścicielka [b]Klamotów[/b]. 

Właśnie w taki sposób Justyna stara się realizować tę misję. – Nasi klienci to osoby bardzo świadome, dbające o środowisko, jednocześnie kochające modę. Wybierają etyczne zakupy i raczej nie dokonują zakupowych decyzji pochopnie – podkreśla.
[embed]https://www.instagram.com/p/CTT2cJMMXeX/[/embed][h2]Godne wynagrodzenie pracownika[/h2]Slow fashion nie ogranicza się wyłącznie do kwestii zmniejszenia ilości kupowanych ubrań, ale stawia również duży nacisk na świadomość tego, skąd takie ubrania pochodzą i jak traktowani są pracownicy szyjący takie ubrania. Świadomy klient nie wybiera produktów, które wykorzystują pracę ludzi na głodowych pensjach. Najczęściej niewolnicze szwalnie można spotkać w Chinach, Bangladeszu, Indiach czy innych biedniejszych krajach.

Choć nie tak popularna jak Chiny czy Bangladesz, to Afryka również jest jednym z regionów na świecie, gdzie wykorzystuje się pracowników jako bardzo tanią siłę roboczą. Są jednak od tej praktyki odstępstwa, a przykładem może być [b]trójmiejska marka Pole Pole[/b], która produkuje swoje nietypowe ubrania właśnie w Afryce, a dokładniej w Tanzanii. 

Marka ta zyskała ogromną popularność, jednak właściciele Pole Pole nie odchodzą od standardów, które sobie wyznaczyli na samym początku. Twórcy, z którymi współpracuje Pole Pole, są godnie wynagradzani. – Jesteśmy tak na prawdę klientami u naszych partnerów, na przykład u Innocenta. To on podaje nam ceny. Uważamy, że takie podejście jest fair – mówią [b]Michał Miziarski i Dorota Kacperek, twórcy Pole Pole[/b].

– Często też do takich wycen dokładamy kilkadziesiąt procent widząc, że nasz partner musiałby dokładać do interesu, lub nie byłby w stanie zrobić rzeczy na poziomie, którego oczekujemy. To inwestycja, bo bez Innocenta nie byłoby też nas – dodają.[h2]Odpowiedzialność jest trudniejsza, ale bardziej satysfakcjonująca[/h2]– Zakupy w lumpeksach czy sklepach vintage przypominają polowanie, a jakościowa zdobycz daje radość na długi czas – śmieje się Justyna z Klamotów. Sklep ze względu na swoją specyfikę nie posiada jakichkolwiek kolekcji czy linii produktowych o określonym stylu. 

Choć Pole Pole oznacza "powoli", to rzeczy ze sklepu znikają w błyskawicznym tempie. Żeby kupić coś z nowej kolekcji Pole Pole w praktyce trzeba posiadać specjalny kod z newslettera i wyczekać moment tzw. dropu – czyli momentu wrzucenia do sklepu nowej kolekcji. Taki kod umożliwia zakupy 15 minut przed oficjalnym startem sprzedaży. – W te 15 minut potrafi się wyprzedać 70-80 proc. całego towaru – mówi Michał z Pole Pole.

– Innocent prowadzi jeden z największych zakładów w jego części Tanzanii zatrudniając około 30 osób (ostatnio nawet odwiedziła go prezydent Tanzanii Samia Suluhu), to taka skala. Mamy nadzieję dojść do takiego poziomu, żeby przy dropie nie wyprzedawać większości towarów – dodają Michał i Dorota.

Wreszcie unikatowość i niepowtarzalność są tym, co doceniają klienci – Ubrania czy dodatki vintage trudniej zdobyć, ale zakup ich daje dużo większą satysfakcję. Zwykle to pojedyncze perełki. Myślę, że tak kupioną rzecz kocha się dużo bardziej i pielęgnuje, aby służyła jeszcze wiele lat – podsumowuje właścicielka Klamotów. 
[embed]https://www.instagram.com/p/COBawEfMQVn/[/embed]– Rodzinna firma FunWear na swoje produkty przenosi niepowtarzalne wzory, które mają swoją historię. – Przykładowo wzór z meduzami wziął się ze zdjęcia, które Filip zrobił podczas pierwszych rodzinnych wakacji, a "Matylda" jest przeniesieniem pierwszego rysunku naszej córki – mówi Łukasz Wysocki. 

Zresztą wspomniane wyżej unikatowość i unikalność cechują również markę [b]FunWear[/b], którą założyli rodzice Filipa cierpiącego na Rdzeniowy Zanik Mięśni. Marka ta powstała ponieważ małżeństwo miało problem ze znalezieniem odzieży, która ułatwiałaby ubieranie syna. – Mamo, tato, jeżeli nie możemy znaleźć takich ubrań, to zróbmy je sami – powiedział Filip, a jego rodzice potraktowali to jak wyzwanie.

– Wraz z żoną jesteśmy absolwentami AWF–u i z modą ani tworzeniem ubrań nie mieliśmy nigdy do czynienia – wspomina Łukasz Wysocki, współtwórca marki FunWear i tata Filipa. – Dzięki znajomym znajomych skontaktowaliśmy się z projektantką Klaudią Filipiak, która pomogła nam z projektami i szyciem.

Tworzenie pierwszej kolekcji nie było dla rodziny Wysockich łatwe. – Od razu postawiliśmy sobie wysoko poprzeczkę. Te ubrania, prócz swojej użytkowości, muszą być bardzo dopracowane i wygodne dla noszącego – wyjaśniają.

Pierwszym testerem marki był Filip, który "wywiązał się ze swojej roli fantastycznie zgłaszając nam wszelkie niedociągnięcia i rzeczy do poprawy", jak mówi jego tata.
[embed]https://www.instagram.com/p/CNPAbURosV4/[/embed]
Żadna duża marka odzieżowa nie tworzy tego typu rzeczy, FunWear jest prawdopodobnie jedyną w Polsce, a może i na świecie firmą tworzącą ubrania ułatwiające codzienne funkcjonowanie osobom niepełnosprawnym.

– Na świecie aż 15 proc. populacji to osoby z orzeczeniami o niepełnosprawności, którym takie ubrania mogą pomóc w codziennym życiu. Zresztą może to dotknąć każdego z nas – ot choćby bluza z odpinanym rękawem pomoże nam się ubrać na przykład ze złamaną ręką, wystarczy rękaw założyć osobno i spiąć go z resztą bluzy – mówi twórca FunWear .
[h2]Dobrze wyglądam, dobrze się czuje[/h2]Wpływ ubrania na samopoczucie człowieka jest już nawet naukowo zbadany. Psychologowie z University of Hetfordshire wzięli na tapet wpływ między strojem a nastrojem człowieka. Z tych badań wynika, że ubrania mogą wpływać nawet na poczucie szczęścia noszącego. 

– Coś w tym jest, pamiętam jak pierwszy raz założyłem kostium uszyty z kolorowych afrykańskich materiałów. Kupiłem wtedy po prostu materiał w rybki, którego wzór przypominał mi herby rodzimej Gdyni, i zaniosłem do lokalnej krawcowej. To były spodnie i koszula, a kiedy je pierwszy raz ubrałem, poczułem się dobrze. Mimo, że padał deszcz to zacząłem iść pewny siebie i szczęśliwy – wspomina twórca Pole Pole.

Łukasz Wysocki z FunWear pyta: – Dlaczego osoby z niepełnosprawnościami miałby wyglądać gorzej? Wszyscy chcemy być akceptowani i dobrze wyglądać, żeby też dobrze się czuć.

Dodatkowo świadomość posiadania unikatowych, ekologicznych rzeczy, które stworzyli dobrze opłaceni pracownicy, również może być nie bez znaczenia. – Kupuj świadomie, kupuj lepiej, bądź częścią zmiany – kończy rozmowę twórczyni marki Ja tu tylko szyję.]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/b8bb7c1c8a480880640465aa883234b8,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/b8bb7c1c8a480880640465aa883234b8,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Michał i Innocent ustalają szczegóły zamówienia.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/375089,wojna-o-westerplatte-miedzy-gdanskiem-a-pis-zamieszanie-po-wyroku-sadu</guid><link>https://natemat.pl/375089,wojna-o-westerplatte-miedzy-gdanskiem-a-pis-zamieszanie-po-wyroku-sadu</link><pubDate>Wed, 13 Oct 2021 13:28:49 +0200</pubDate><title>Wojna o Westerplatte wciąż trwa. Tak wygląda niekończąca się przepychanka władz miasta i rządu PiS</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/d84ed24a0e9d1645851773e84566de86,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Od 1966 roku hasło na Westerplatte głosi "NIGDY WIĘCEJ WOJNY". Mimo tego to historyczne miejsce od lat jest częścią politycznego konfliktu, który niekiedy nazywany jest wojenką o Westerplatte. Spór o prawa własności do tego terenu dzielą miasto Gdańsk i stronę rządową. O co chodzi w tym konflikcie?

Wydawało się, że przełom może przynieść wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego, jednak były to wyłącznie pozory. Wyrok ten wprowadził jeszcze większą dezorientację, gdzie obie strony sporu uznały swoje zwycięstwo. Co dalej stanie się z historycznym Polem Bitwy? Jakie potencjalne scenariusze mogą się wydarzyć w miejscu, które powinno łączyć Polaków i być wspomnieniem bohatersko broniących ojczyzny westerplatczyków?
[h2]Pierwsze strzały[/h2]By lepiej zrozumieć istotę tego konfliktu, trzeba cofnąć się w czasie o kilka lat. Zakusy na przejęcie terenów Westerplatte przez rząd trwają od kiedy Prawo i Sprawiedliwość objęło władzę. Już w 2015 roku powstało Muzeum Westerplatte i Wojny 1939, które do tej pory istnieje wyłącznie na papierze (planowane otwarcie miało nastąpić w 2019 roku). Jednak instytucja ta odegrała ważniejszą rolę.

Dzięki połączeniu jej z istniejącym już Muzeum II Wojny Światowej możliwe było odsunięcie ze stanowiska dyrektora profesora Pawła Machcewicza i zastąpienie go zdefiniowanym politycznie dr. Karolem Nawrockim.

Ruch ten w myśl rządu miał pozwolić również na przejęcie terenów Pola Bitwy (które ich zdaniem były dzierżawione na podstawie umowy przez MIIWŚ, co jednak było nieprawdą, a umowa dotyczyła głównie konsultacji historycznych na tym terenie) – jednak ustępujący Machcewicz przezornie tuż przed odwołaniem umowę rozwiązał.

Nawrocki powiadomił o tym m.in. CBA, którego śledztwo nic nie wykazało. Konflikt ten zaogniała również sytuacja z obchodami wybuchu II Wojny Światowej, podczas której przedstawiciele rządu bez zgody organizatora (władz miasta) odczytywały tzw. Apel Smoleński. [h2]Szturm na Westerplatte[/h2]Działkę na Westerplatte starano się odkupić od Gdańska, jednak propozycja opiewająca na dwa miliony złotych została [b]odrzucona przez prezydenta miasta Pawła Adamowicza[/b] (zamordowanego zimą 2019 roku).

Miejskie działki jednak zostały przejęte latem 2019 roku dzięki [b]specustawie wywłaszczającej Westerplatte[/b]. Ustawa ta została napisana i przegłosowana w ekspresowym tempie wzbudzając ogrom kontrowersji oraz obaw. Biura legislacyjne Sejmu i Senatu w swoich opiniach pisały o braku wymaganych konsultacji społecznych i możliwości niezgodności z przepisami unijnymi oraz konstytucją RP.

Mimo to ustawa weszła w życie i na jej mocy w 2020 roku Wojewoda Pomorski przekazał miejską działkę pod zarząd Muzeum II Wojny Światowej. Od 2020 roku zmienił się również organizator obchodów wybuchu IIWŚ. Za organizację tego wydarzenia zabrało się Ministerstwo Obrony Narodowej, a Minister Błaszczak na swoim Twitterze zapowiadał "odpolitycznienie Westerplatte". W ramach odpolityczniania Westerplatte nie pozwolono na możliwość zabrania głosu m.in. prezydent Gdańska, Aleksandrze Dulkiewicz. [h2]Do kogo należą tereny na Westerplatte?[/h2]Westerplatte od lat ma skomplikowaną sytuację własnościową, część należy do miasta, część do skarbu państwa, portu, straży granicznej i wojska. Terenami ogólnodostępnymi, na których znajduje się m.in. "Pomnik Obrońców Wybrzeża", zarządzało miasto, dbając o czystość i należyty szacunek do tego historycznego miejsca.

Na tym obszarze znajduje się również filia Muzeum Gdańska w postaci jedynej wykorzystywanej na cele muzealne istniejącej wartowni – Wartowni nr 1, gdzie mieści się skromna ekspozycja dotycząca ataku w 1939. To wręcz obowiązkowy punkt na mapie każdego turysty przyjeżdżającego na Westerplatte.

[b]Przedstawiciel Muzeum Gdańska, doktor Janusz Marszalec[/b] (zastępcy Dyrektora ds. Rozwoju Oddziałów, a wcześniej zastępca dyrektora MIIWŚ i były doradca premiera Donalda Tuska) mówi, że obecnie nie ma mowy o przejęciu historycznej Wartowni. Choć dr Marszalec jest również świadomy tego, że do takiego przejęcia może dojść z dnia na dzień.

– Plany rządu na Westerplatte są tak szeroko zakrojone, że zapewne i Wartownia jest w nich ujęta – podkreśla przedstawiciel Muzeum Gdańska i dodaje: – Choć byłby to skandal w świecie muzealniczym, to wciąż musimy być przygotowani na taki scenariusz.[h2]Wyrok NSA cofnął decyzję Ministra Rozwoju[/h2]
Naczelny Sąd Administracyjny w Warszawie 16. września wydał wyrok, na podstawie którego decyzja Ministra Rozwoju dotycząca przekazania gruntów MIIWŚ została cofnięta.

Zdaniem przedstawicieli miasta MIIWŚ decyzja w sposób rażący naruszała zasady i nie wypełniała postanowień specustawy, która była pisana właśnie pod Muzeum II Wojny Światowej. Według niej Muzeum II Wojny Światowej miało przedstawić projekt budowlany Muzeum Westerplatte, a na ich podstawie miała zostać wydana decyzja o przekazaniu gruntów na rzecz MIIWŚ, które miało rozpocząć na nich inwestycję budowlaną.

Projektu budowlanego muzeum jednak nie ma, a zgoda została wydana. Doktor Marszalec komentuje tę sprawę. – Do wojewody trafił projekt budowlany, który dotyczył postumentu wysokiego na 1,3 metra z tabliczką 40x40 cm. W ten sposób dyrektor Muzeum II Wojny  obszedł prawo podsuwając wojewodzie zamiast projektu wielkiego plenerowego muzeum projekt nic nie znaczącego elementu. Bo chyba dla ustawodawcy i opinii publicznej jasne jest, że jak się ogłasza projekt budowy muzeum, to oczekuje się planów muzeum, a nie postumentu z okazji 100–lecia odzyskania niepodległości? – zwraca uwagę.

Co jednak z planami, którymi chwaliło się MIIWŚ prezentując wizualizacje m.in. na YouTube? – Musi pan rozróżnić plany budowlane i koncepcje zamieszczane na YouTube – odpowiada przedstawiciel Muzeum Gdańska.[h2]"Westerplatte wraca do Gdańska!"[/h2]
Miasto Gdańsk uznało decyzję NSA za wielki sukces głosząc w mediach, że [b]"Westerplatte wraca do Gdańska!"[/b]. Daniel Stenzel, rzecznik prasowy prezydent Gdańska, w oficjalnym komunikacie podkreślał, że "miejscy prawnicy wskazywali na ewidentne błędy oraz niewypełnienie wszystkich zobowiązań, jakie nakłada tzw. specustawa. Podobnymi wadami prawnymi obciążone były decyzje wydawane następnie kolejno przez: Wojewodę Pomorskiego oraz Ministra Rozwoju".[photo position="inside"]1036537[/photo]Uzupełnia to cytowany w komunikacie Maciej Buczkowski, zastępca dyrektora Biura Prezydenta Gdańska: "ten wyrok oznacza, że urzędnicy rządowych instytucji nie stosowali się do zapisów własnej ustawy, która została przyjęta w błyskawicznym tempie i na podstawie której została przejęta działka z pomnikiem (Obrońców Wybrzeża)" dodając również, że organizacja uroczystości wybuchu II Wojny Światowej przez MON w 2020 i 2021 roku były wątpliwe prawnie. Zgodnie z decyzją NSA Gdańsk ponownie będzie mógł w przyszłym roku organizować obchody na Westerplatte. [h2]Muzeum II Wojny Światowej również cieszy się z wyroku[/h2]Pełniący funkcję dyrektora Muzeum II Wojny Światowej[b] dr hab. Grzegorz Berendt[/b] ma zgoła odmienną interpretację wyroku wydanego przez NSA. W wydanym komunikacie czytamy, że "w odniesieniu do wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego w Warszawie Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku pozostaje pełnoprawnym posiadaczem nieruchomości oraz kontynuuje na niej działania inwestycyjne związane z budową Muzeum Westerplatte i Wojny 1939.". 

Pełnomocnik władz Gdańska mec. Cezary Chabel w odpowiedzi na słowa dyrektora MIIWŚ stwierdził, że jest to przykład lekceważenia i bagatelizowania nakazu sądu. – Wyrokiem NSA uchylono decyzję Ministra Rozwoju, a tylko w oparciu o tę decyzję rozstrzygnięcie wojewody staje się ostateczne – mówił. Jednak po tych słowach MIIWŚ zorganizowało konferencję prasową, gdzie dr han. Berendt powtórzył, że "Muzeum nieprzerwanie jest w posiadaniu kilku działek na terenie dawnej składnicy wojskowej na Westerplatte.

Głos zabrał również Filip Kuczma, kierownik Działu Archeologicznego Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku, który do wypowiedzi dyrektora placówki dodał: – Kontynuujemy nasze działania będące częścią inwestycji.[h2]Westerplatte NIE wraca do Gdańska[/h2]
Obie strony tego konfliktu twierdzą, że wygrały sprawę. Kto ma rację? Pytanie to kieruję bezpośrednio do Naczelnego Sądu Administracyjnego. [b]Sędzia NSA, Sylwester Marciniak[/b], w odpowiedzi podkreśla, że "z obrotu prawnego wyeliminowano tylko zaskarżoną decyzję Ministra Rozwoju, zaś decyzja Wojewody Pomorskiego, który w pierwszej instancji wydał zezwolenie na realizację części inwestycji w zakresie budowy Muzeum Westerplatte i Wojny 1939 – Oddziału Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku, pozostaje w mocy".

Oznacza to, że Muzeum II Wojny Światowej wciąż pozostaje zarządcą terenów na Westerplatte. Sędzia Marciniak podkreśla również, że NSA nie zajmował się bezpośrednio sprawą własności terenów, a wyłącznie decyzją Ministra Rozwoju. Można powiedzieć zatem, że nagłówki głoszące, że "Westerplatte wraca do Gdańska" i przedwczesna radość włodarzy Gdańska były zwyczajnie przestrzelone.[h2]Uzasadnienie wyroku będzie kluczowe? Potencjalne scenariusze[/h2]Eksperci i komentatorzy wciąż wskazują, że potencjalne rozwiązanie sprawy może przynieść uzasadnienie wyroku, które Naczelny Sąd Administracyjny powinien przygotować do trzydziestu dni od wydania wyroku (czyli do 16.10.21 – przyp. red.).

Przedstawiciele Urzędu Miejskiego mają nadzieję, że to uzasadnienie wyroku potwierdzi ich interpretację, a miasto będzie mogło ostatecznie powiedzieć, że tereny Pola Bitwy wróciły do miasta. Jednak przedstawiciel Muzeum Gdańska snuje mniej optymistyczny scenariusz.

– Oczywiście, jeśli uzasadnienie wyroku NSA będzie korzystne dla miasta, to MIIWŚ powinno się po prostu zwijać, jednak osobiście uważam, że duma rządzących wygra. Władza, z ministrem Sellinem i ministrem Glińskim, nie pozwoli na kompromitację i za wszelką cenę będzie dążyła do utrzymania tych terenów – mówi.
[h2]Nielegalne działania archeologiczne na Westerplatte?[/h2]
[b]Marcin Tymiński, rzecznik prasowy Pomorskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków[/b], wyjaśnia, że "decyzje wydane przez PWKZ nie zmienią się". – Muzeum II Wojny Światowej po wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego dalej może prowadzić działania na terenie Westerplatte zgodnie ze wcześniejszą decyzją konserwatora – tłumaczy rzecznik.

– Urząd Ochrony Zabytków zawsze wydaje zgody właścicielowi danego terenu. Nie widzieliśmy przeszkód by Muzeum II WŚ w Gdansku wydać wszystkie niezbędne pozwolenia – dodaje Tymiński.

Jednak w tym przypadku to właśnie własność terenu jest kwestią sporną. Czy zatem działania archeologiczne, podczas których udało się odkryć szczątki kilku westerplatczyków, były nielegalne? 

– To mocne i na ten moment przesadzone stwierdzenie – komentuje miejski urzędnik, który woli pozostać anonimowy. – Wiadomo z jakiej opcji jest konserwator zabytków i jakie decyzje zostaną wydane, więc z pewnością zostanie znaleziony sposób, żeby prace te były usprawiedliwione prawnie nawet w przypadku niekorzystnego dla MIIWŚ uzasadnienia wyroku NSA – dodaje.

Czy uzasadnienie wyroku NSA wpłynie na wydaną przez konserwatora decyzję? – Na chwilę obecną konserwator nie widzi podstaw do zmiany decyzji wydanych w związku z inwestycjami na Westerplatte – odpowiada rzecznik pomorskiego konserwatora.[h2]Co dalej z Westerplatte?[/h3]Do wydania uzasadnienia wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego prawdopodobnie nic się nie zmieni. Obie strony będą jedynie udowadniać swoje racje. Co jednak stanie się po wydaniu uzasadnienia – wyjaśnia Sędzia Marciniak.

Po sporządzeniu uzasadnienia wyroku akta administracyjne sprawy zostaną zwrócone Ministrowi Rozwoju, który będzie zobowiązany ponownie rozpoznać odwołanie Gminy Miasta Gdańska od wspomnianej decyzji Wojewody Pomorskiego, zgodnie z wytycznymi zawartymi w uzasadnieniach wyroków Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie oraz Naczelnego Sądu Administracyjnego – twierdzi.]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/d84ed24a0e9d1645851773e84566de86,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/d84ed24a0e9d1645851773e84566de86,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Wojna o Westerplatte wciąż trwa.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/374003,zaginiony-skarb-czy-uda-sie-w-koncu-odkryc-zaginiona-bursztynowa-komnate</guid><link>https://natemat.pl/374003,zaginiony-skarb-czy-uda-sie-w-koncu-odkryc-zaginiona-bursztynowa-komnate</link><pubDate>Sat, 02 Oct 2021 14:44:03 +0200</pubDate><title>Na zdjęciu to tylko replika z Rosji. Poszukiwania Bursztynowej Komnaty trwają – i są nowe tropy</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/d14bbbebab4027812ae0e454e54b39c7,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Bursztynowa komnata, nazywana niekiedy ósmym cudem świata, od lat rozpala wyobraźnię poszukiwaczy skarbów. Ostatni raz była widziana w 1944 roku, po czym ślad po niej zaginął. Jest to prawdopodobnie jedyny tak duży skarb, który po prostu zniknął bez śladu. Od wielu lat badane są coraz to nowe tropy potencjalnych miejsc, gdzie mogłaby się się znajdować ta niesamowita bursztynowa instalacja. W 2021 roku na północy Polski zorganizowano aż dwie wyprawy, które mogą przynieść choć mały przełom w sprawie.

[h2]Arcydzieło gdańskich bursztynników[/h2]
Historia Bursztynowej Komnaty zaczyna się w 1701 roku, kiedy to Fryderyk I Hohenzollern zamówił jej stworzenie u Andreasa Schlütera, gdańskiego mistrza bursztyniarskiego. Łącznie prace nad jej wykonaniem trwały aż jedenaście lat, a sam projekt był realizowany przez kilku mistrzów gdańskiego cechu.

Szacuje się, że do jej stworzenia użyto aż sześciu ton bursztynu. Dzieło było imponujące i zachwycało najbardziej wpływowych gości podberlińskiego pałacu Charlottenburg. Gdy w 1716 roku car Piotr I Wielki wizytował w Prusach, również miał okazje zobaczyć ten monumentalny wystrój. Dzieło gdańskich mistrzów miało go zachwycić. 

Syn Fryderyka I Hohenzollerna Fryderyk Wilhelm podarował carowi ową komnatę na dowód przyjaźni. Dar ten miał również pieczętować zawarty sojusz. Najpierw komnata trafiła do Petersburga, by w 1755 roku carowa Elżbieta przeniosła ją do pałacu w Carskim Siole (oddalonego o około 25 km od Petersburga, obecnie teren miasta Puszkin). Komnata znajdowała się tam aż do 1941 roku, kiedy to została zrabowana przez Nazistów i przewieziona do zamku krzyżackiego w Królewcu (obecny Kaliningrad).

W 1944 roku komnata ponownie została spakowana do skrzyń. Co stało się z nią dalej? Nie wiadomo. To właśnie w tym miejscu historia Bursztynowej Komnaty się urywa.[h2]Zaginiony skarb[/h2]Poszukiwania tego niezwykłego dzieła trwają praktycznie nieprzerwanie od czasów powojennych. Przez dziesiątki lat tysiące amatorów, urzędników i służb specjalnych starało się odnaleźć Bursztynową Komnatę.

Przez lata pojawiało się wiele śladów i wiele miejsc, w których naziści mogli ukryć ten skarb. Wśród potencjalnych miejsc wymieniano między innymi Kraków, podziemia Zamku Książ – inne wersje mówiły o miejscach na terenie kompleksu Riese (gdzie też miał się znajdować legendarny Złoty Pociąg, który według niektórych mógł przewozić skrzynie z Bursztynową Komnatą), na liście znalazły się też Człuchów, Kaliningrad czy dziesiątki innych miejsc.

W ubiegłym roku pojawiły się nowe ślady i możliwe miejsca ukrycia skarbu, które obecnie są sprawdzane.[h2]Tunele w Mamerkach[/h2]Kiedy w 2016 zaczęto poszukiwania Bursztynowej Komnaty w Mamerkach, ta osada leśna północy Mazur stała się sławna na całą Polskę, a media donosiły na żywo o postępach w poszukiwaniach. Niestety skarbu nie znaleziono, jednak nie przestano szukać. Niedawno media znów donosiły o Mamerkach. [photo position="inside"]1028909[/photo]Odkryto tam bowiem nieznane wcześniej wejścia do podziemnych tuneli, a nadzieje na odkrycie zaginionego skarbu ożyły. Bunkry w Mamerkach zostały zbudowane przez Nazistów w czasie II Wojny Światowej i zajmują obszar około 200 hektarów. Była to Kwatera Główna Niemieckich Wojsk Lądowych (OKH), która jest oddalona od słynnego Wilczego Szańca (kwatery głównej Adolfa Hitlera) o około 18 kilometrów. Na terenie kompleksu rezydowało około półtora tysięcy żołnierzy, a prócz wartowni czy pomieszczeń mieszkalnych znajdowały się również kasyna, kucnie, kino, sauna czy szpital.

Poszukiwania nie przyniosły jednak przełomu. – Znowu nie znalazłem Bursztynowej Komnaty, ale jestem bardzo zadowolony z poszukiwań. Udało się nam zejść do czterech technicznych tuneli. To nam pokazało, że potrafimy odnajdywać miejsca, o istnieniu których nie wiedzieliśmy dotąd – mówił cytowany przez Onet Bartłomiej Plebańczyk, który od kilku lat prowadzi poszukiwania legendarnej Bursztynowej Komnaty. Skąd przypuszczenie, że właśnie w Mamerkach mogła zostać ukryta Bursztynowa Komnata? Służba Bezpieczeństwa w sekrecie miała tam przywieźć Ericha Kocha. [embed]https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=1971431656340227&id=256864927796917[/embed][h2]Erich Koch – człowiek, który wiedział, gdzie ukryto komnatę?[/h2]Jedną z osób, które miały wiedzieć, gdzie skrywana jest Bursztynowa Komnata, miał być dr Alfred Rohde, kustosz muzeum w Królewcu. Został on pojmany przez Armię Czerwoną i wszelki słuch o nim zaginął. Drugą osobą znającą losy komnaty po 1944 miał być Erich Koch, gauleiter Prus Wschodnich. Według jego zeznań to właśnie on miał być osobą, która zleciła demontaż i ukrycie Bursztynowej Komnaty. Uwierzono mu. 

Jak się później okazało, wiara w jego słowa uratowała mu życie, SB i KGB liczyły, że zarządca Prus Wschodnich w końcu wyjawi sekret i położenie skarbu. Domniemana wiedza na temat komnaty uchroniła naczelnika okręgu przed egzekucją, na którą został skazany. Kiedyś Koch miał wziąć gazetę, w której był artykuł o poszukiwaniach komnaty, i powiedzieć "tam jej nie znajdą". Koch do końca swoich dni przesiedział w więzieniu w Barczewie i jako jedyny osadzony w całej historii tego ośrodka przesiedział wyrok samotnie.
[h3]Operacja Hanibal i wrak SS Karlsruhe[/h3]Koch nigdy nie wyjawił sekretu. Może nie wiedział, gdzie znajduje się komnata, a była to wyłącznie wyrachowana gra ze Służbą Bezpieczeństwa. Innym tropem, który obecnie jest badany, jest SS Karlsruhe. Ten niemiecki parowiec był jednym z ostatnich statków, który opuścił Królewiec podczas operacji Hanibal. Warto przypomnieć, że była to największa morska ewakuacja w historii, szacuje się, że liczba ewakuowanych była trzykrotnie większa niż pod Dunkierką.

SS Karlsruhe był niewielkim parowcem i zarazem ostatnim statkiem, który opuszczał port podczas ewakuacji. Co więc niezwykłego w tym niepozornym parowcu? Okazuje się, że swoją ostatnią podróż rozpoczął on z zadziwiająco dużym ładunkiem jak na ten statek i silną eskortą. To właśnie ze względu na ten spory ładunek i miejsce, w którym Bursztynowa Komnata była widziana po raz ostatni, wysnuto hipotezę, że właśnie parowiec Karlsruhe mógł przewozić ów skarb.
[h3]Bursztyn trafił na dno Bałtyku?[/h3]Parowiec, który mógł przewozić bursztynową komnatę, nigdy jednak nie dotarł do portu. Został zatopiony 13 kwietnia 1945 roku. Z 1083 osób, które znajdowały się na pokładzie, przeżyło zaledwie około 100. Statek ten miał zatonąć w ciągu trzech minut, zabierając ze sobą cały ładunek. Przez dziesiątki lat wrak ten leżał na dnie Bałtyku, a miejsce jego zatonięcia pozostawało tajemnicą.

Dopiero w 2020 roku, czyli ponad 75 lat od jego zatonięcia, udało się odkryć miejsce, w którym spoczął parowiec. Dokonała tego grupa Baltictech, złożona z polskich i zagranicznych pasjonatów.

– Szukaliśmy jego wraku od ponad roku, kiedy to zdaliśmy sobie sprawę, że może to być najciekawsza, nieodkryta dotąd historia z dna Bałtyku – mówił Tomasz Stachura, szef ekspedycji, w wywiadzie dla trójmiejskiej "Wyborczej". 

Po pierwszej misji na profilu Baltictech na Facebooku uchylono rąbka tajemnicy. "Podczas nurkowań na wraku natrafiliśmy na skrzynie oraz resztki pojazdów. Skrzynie są rozsypane na dnie, ale cześć nieuszkodzonych nadal spoczywa w ładowniach statku" – wyjaśniono.

W materiale TVN24 Tomasz Stachura stwierdził z kolei, że "jeśli Niemcy mieli wywieźć Bursztynową Komnatę poprzez morze, to Karlsruhe był dla nich ostatnią szansą". – My jej oczywiście tam nie widzieliśmy, ale skrzynie, które widzieliśmy w ładowniach, poprzewracane i przysypane mułem, jakby pobudzają wyobraźnię bardzo mocno – dodał.

Płetwonurek Tomasz Zwara w tym samym materiale stwierdził, że priorytetem tej misji była ewakuacja ludzi i tak duży ładunek może świadczyć o tym, że starano się wywieźć również cenne przedmioty – w tym możliwe, że i elementy Bursztynowej Komnaty. 
[h2]Czy kiedyś uda znaleźć się Bursztynową Komnatę?[/h2]
Misja eksploracji Karlsruhe była bardzo szeroko zakrojona, jednak nie przyniosła przełomu, na który liczyli śledzący tę wyprawę fani poszukiwania skarbów. Obecnie nie można jednoznacznie potwierdzić lub zaprzeczyć tezie, że na tym statku były transportowane skrzynie z Bursztynową Komnatą.

Ekipa Baltictech na swoim profilu na Facebooku podczas wyprawy publikowała aktualizacje, z których można dowiedzieć się m.in., że nie otwierano skrzyń, które są zamknięte, ani też nie odkopywano tych pod mułem. Skrzynie, które były otwarte bądź rozbite, zawierały sprzęt wojskowy i prywatne rzeczy cywili uciekających przed Armią Czerwoną.[embed]https://www.facebook.com/BALTICTECH/posts/6307283152645110[/embed]Może podczas kolejnej wyprawy uda się odkryć co zawierają pozostałe, zamknięte skrzynie? Niewykluczone również, że podczas kolejnych eksploracji bunkrów w Mamerkach zostanie odkryty ten ogromny skarb. Pewne jest tylko to, że jest grupa ludzi na świecie, która nie przestanie jej szukać.]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/d14bbbebab4027812ae0e454e54b39c7,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/d14bbbebab4027812ae0e454e54b39c7,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">W Carskim Siole znajduje się replika Bursztynowej Komnaty.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/372917,ile-ukrainskiego-bursztynu-trafia-do-polski-skala-przemytu-jest-ogromna</guid><link>https://natemat.pl/372917,ile-ukrainskiego-bursztynu-trafia-do-polski-skala-przemytu-jest-ogromna</link><pubDate>Fri, 10 Sep 2021 12:15:36 +0200</pubDate><title>Bursztyn z pierścionka kupionego w Gdańsku zapewne pochodzi z Ukrainy. Skala przemytu jest ogromna</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/713a0258f6ed53c88b7248d959993f07,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Polska od wielu lat jest znana i ceniona ze względu na wyroby z bursztynu. Rynek ten szacuje się na miliony dolarów. Tak ogromne pieniądze przyciągają nie tylko zamożnych klientów i biznesmenów, ale także zwykłych ludzi chcących się dorobić, jak i przestępców szukających zysku. Przez lata w mediach przewija się temat nielegalnego bursztynu sprowadzanego najczęściej z biednych rejonów Ukrainy, gdzie paradoksalnie znajdują się potężne złoża "Złota Bałtyku".

[h2]Czym jest bursztyn ukraiński?[/h2]
Choć może wydawać się to dziwne, to, co nazywamy[b] bursztynem ukraińskim[/b], jest praktycznie tym samym rodzajem bursztynu, który występuje w Polsce. Przez miliony lat bursztyn bowiem podróżował wraz z lodowcem i dlatego też można go spotkać nie tylko nad Bałtykiem, ale też w głębi kraju. Złoża znajdują się również w Ukrainie, Białorusi, Niemczech czy też Rosji. 

Idąc za informacjami umieszczonymi na stronie krakowskiego muzeum bursztynu można przeczytać, że głównie ze względu na różnice w transporcie i inne warunki atmosferyczne bursztyn ukraiński ma inny kolor, odróżnia go również zewnętrzna warstwa, a także jest bardziej zwietrzały. Trzeba jednak pamiętać, że bursztyn jest tak cenny m.in. ze względu na jego niepowtarzalność, co oznacza, że każdy jest inny.

– Bursztyn z Ukrainy i ten z Polski, jak również Niemiec czy Rosji, to praktycznie ten sam rodzaj kamienia – mówi [b]Michał Kosior, założyciel Amber Experts[/b]. – Mineralnie są niemal identyczne, objęte są wspólną nazwą sukcynit. Jednak bursztyn jest na tyle zróżnicowany, że często te subtelne różnice mogą nie występować mimo różnicy miejsca wydobycia.[h2]Bursztynowi górnicy[/h2]Naturalnie bursztyn jest kojarzony z jego zbieraniem na plażach czy też połowem w ich okolicy. Jednak złoża tego pięknego kamienia znajdują się także pod ziemią. Istnieją, również w Polsce, kopalnie bursztynu oraz osoby posiadające pozwolenia i koncesje na wydobywanie bursztynu spod powierzchni ziemi. W zależności od regionu bursztyn może znajdować się od kilku do kilkuset metrów pod ziemią. Wydobywa się go różnymi sposobami od odkrywki przez metodę hydrauliczną – co oznacza wypłukiwanie bursztynu z ziemi przy pomocy motopomp.[h2]Bursztynowy szlak mafii[/h2]
Na Ukrainie rozpoczęto jego wydobycie na skalę przemysłową w 1993 roku. Na terenie Ukrainy działały legalne, państwowe kopalnie. Dziś funkcjonuje wyłącznie jedna państwowa kopalnia bursztynu, a wydobyciem złota północy zajmują się głównie prywatne firmy, które otrzymały specjalne koncesje. Jednak poza oficjalnym kanałem istnieje również alternatywny świat nielegalnie wydobywanego bursztynu, który jest kontrolowany przez mafię.

Bursztyn, podobnie jak węgiel, praktycznie od zawsze był wydobywany przez amatorów próbujących dorobić na własną rękę. Proceder ten miał nasilić się podczas Majdanu, gdzie wojsko i policja były wysłane do Kijowa. Sytuację w kraju zdestabilizowała również wojna na jej wschodniej granicy. Według materiału Superwizjera wtedy też kopanie bursztynu miało się nasilić, tak jak i działania tzw. [b]mafii bursztynowej[/b].[h2]Przemyt odbija się na polskich poławiaczach i górnikach[/h2]Zaprzyjaźniony poławiacz Marek zaprasza mnie na kawę. To pogodny człowiek, jednak gdy pytam o przemyt bursztynu, krzywi się. – Ja nic w sumie nie wiem na ten temat – mówi.

Próbuję pociągnąć tę rozmowę pytając, czy przemyt wpływa na cenę skupu polskiego bursztynu. – Popyt i podaż, jeśli towaru jest na rynku dużo, to oczywiście, że cena za nasz bursztyn też spada. Są jednak artyści i złotnicy, którzy chcą pracować na lepszej jakości materiale i dlatego też wciąż znajdują się klienci na polski bursztyn. 

– Jak bardzo rynek polskiego bursztynu jest zepsuty przez przemytników i jak to odbija się na cenach? – dopytuję.

– Teraz już rynek nie jest zalany tym nielegalnym bursztynem, tak jak kiedyś – kontynuuje mój rozmówca. – Pamiętam jeszcze czasy, kiedy przemycano bursztyn z Rosji przez Kaliningrad. Teraz tego już nie robią, teraz głównie sprowadza się nielegalnie bursztyny z Ukrainy, a ten rosyjski to idzie już głównie bezpośrednio do Chin. Widocznie bardziej im się to opłaca.[h2]Ile jest wart kilogram bursztynu?[/h2]Żeby lepiej pojąć skalę problemu, staram się zrozumieć, o jakich pieniądzach jest mowa. Udaje mi się na ten temat porozmawiać z Piotrem, złotnikiem specjalizującym się w wyrobach z bursztynu.

– Kilogram drobnicy bursztynu może być warty 50 zł, a może być warty kilkadziesiąt tysięcy. To towar unikatowy. Przy wycenie bursztynów ważna jest nie tylko jego waga, ale i kształt, kolor, frakcja, jakość, rzadkość występowania w danym okresie na rynku, ewentualne inkluzje (zatopione w bursztynie owady, rośliny lub inne przedmioty – przyp. red.). Jest tak dużo zmiennych, że tak na prawdę nie można tu mówić o cenie za kilogram, jak w przypadku ogórków czy truskawek. Oczywiście są jakieś ogólne zasady wyceny bursztynów. Większe baryłki będą przeważane droższe, bo dadzą większe możliwości obróbki. Bursztyn żółty czy też biały będzie też droższy ze względu na to, że występuje on rzadziej na rynku. Najwspanialsze okazy przebijały ceną złoto i mimo tak dużych wahań przy wycenie bursztynu, można uznać, że to potężny rynek, gdzie w grę wchodzą duże pieniądze.[h2]Nawet 90 proc. bursztynu z ukraińskiego przemytu[/h2]Choć oficjalnie, by wywieźć bursztyn, należy mieć specjalne dokumenty o jego legalności, to według materiału TVN i OKO.press istnieje cała zorganizowana sieć przerzucająca ukraiński bursztyn poza granice kraju. W Superwizjerze jeden z rozmówców, były przemytnik, stwierdza, że [b]na polskim rynku 85-90 proc. bursztynu pochodzi z nielegalnych źródeł[/b]. Doprecyzowuje, że mowa tu o około 60-80 tonach rocznie minimum. Czy to prawda? Według oficjalnych danych Państwowego Instytutu Geologicznego i Państwowego Instytutu Badawczego w 2020 roku zatrzymano łącznie 249 kg bursztynu podczas prób przemytu na granicach. Choć oczywiście nie można liczyć ilości przestępstw wyłącznie po ilości zatrzymań, to może dawać to pewien ogląd sytuacji.[h2]Setki ton bursztynu[/h2]Czy więc możliwe jest, że do Polski trafiają dziesiątki lub nawet setki ton, a zatrzymywanych jest wyłącznie kilkaset kilogramów? W marcu 2016 roku na przejściu granicznym w Dorohusku przejęto nielegalny transport bursztynu, którego łączna waga wynosiła prawie półtorej tony. To do dziś niepobity rekord. Według informacji podanych w raporcie ukraińskiego Centrum Ekonomicznej Strategii nielegalnie na Ukrainie wydobywa się nawet od 70 do 350 ton surowca rocznie, gdzie średnia legalnego wydobycia to zaledwie od 2 do 5 ton rocznie.[photo position="inside"]1026257[/photo]Szacunki te opierają się między innymi na doniesieniach "Le'amber Consortium", które podało, że w 2014 roku (rok największego wydobycia podczas Euromajdanu – przyp. red.) nielegalnie sprzedano za granicę około 100 ton bursztynu. Le’amber przedstawiane jest jako stowarzyszenie i traktowane jest dzięki temu z większą dozą zaufania, jednak stoi za nim duży litewsko-chiński producent biżuterii. Podobne informacje podano m.in. w materiale Deutsche Welle, który jednak korzysta z tych samych informatorów co Superwizjer.
[h2]Mafijny remanent[/h2]Ile tak na prawdę nielegalnie wydobyto bursztynu na Ukrainie i ile wywieziono za granice? Pytam Michała Kosiora.

– Może inaczej. Czy przemyt bursztynu istnieje? Tak. Czy przemyt papierosów, alkoholu, samochodów i innych rzeczy istnieje? Także tak. Czy jesteśmy w stanie powiedzieć, ile części samochodowych albo papierosów zostało nielegalnie przeszmuglowanych? Nie. Wszelkie tego typu szacunki to wróżenie z fusów. Szukanie sensacji. Nikt nie jest w stanie oszacować, ani wywróżyć, ile kilogramów bursztynu jest sprowadzanych do Polski. To po prostu nierealne, choć osobiście uważam, że jest to margines i temat sztucznie rozdmuchany dla sensacji i klikalności.

O to samo pytam Piotra, który odnosi się do materiału Superwizjera. – Nawet jeśli pan wypowiadający się w Superwizjerze brał udział w przemycie i założymy, że mówi szczerą prawdę, to jest niezwykle małe prawdopodobieństwo, że miałby on wiedzę na temat skali całego przemytu. Myślę, że nawet mafijni bossowie do końca nie wiedzą, ile towaru przewożą ich ewentualni konkurenci.[h2]Popyt i podaż na złoto Bałtyku[/h2] 
W 2020 roku wydobycie bursztynu stało na niewielkim poziomie i według raportu PSG wydobyto go zaledwie nieco ponad 12 ton. Dodatkowo szacuje się, że poławiacze na plażach zebrali około 5-6 ton, choć szacunki te są wyłącznie przybliżone i przez wzmożone zainteresowanie zbieractwem brakuje miarodajnych informacji. Czy takie ilości zaspokajają popyt na rynku? Nie do końca. Między innymi zapotrzebowaniem na bursztyn tłumaczono przekop Mierzei Wiślanej, gdzie według szacunków miało znajdować się minimum 800 ton złota północy. Według danych ministerstwa Klimatu i Środowiska do marca bieżącego roku przy przekopie wydobyto go 17 kilogramów. Oczywiście wciąż nie zaspokaja to potrzeb rynku dlatego też bursztyn jest sprowadzany zza granicy. 

– Rynek bursztynu jest bardzo rozległy i skomplikowany. Można oczywiście mówić o krajach, które importują go na masową skalę, tak jak choćby Chiny i kraje arabskie, jednak Chiny to również jeden z większych eksporterów bursztynu. To, czego pożądają, to bursztyny białe i żółte, i je chętnie kupują. Sprzedają natomiast bursztyn przezroczysty, który nie cieszy się takim uznaniem – mówi Michał Kosior.

Ile bursztynu trafia do Polski z importu? Uzyskanie takich danych też nie jest proste, ponieważ nie widnieją one w żadnych sprawozdaniach rządowych. – Taki bursztyn sprowadzony na przykład z Chin czy z Rosji trafi do Polski jako "Inny produkt mineralny", bo taką taryfę celną otrzymał. Czy to będzie bursztyn, czy gips, oznaczenie będzie takie samo – mówi założyciel Amber Experts.

– W przypadku zakupu bursztynu z Litwy, z której Polska kupuje najwięcej Bursztynu, zakup taki będzie się odbywać wewnątrz Unii, a więc na zwykłą fakturę i to również nie zostanie odnotowane przez rządowe raporty. Sprowadzanie bursztynu zarówno z Chin jak i Litwy, czy też jakiegokolwiek innego kraju, jest w pełni legalne, o ile są oczywiście zachowane procedury – kontynuuje wypowiedź mój rozmówca.]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/713a0258f6ed53c88b7248d959993f07,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/713a0258f6ed53c88b7248d959993f07,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Przemyt bursztynu do Polski kwitnie.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/215041,wojewoda-do-zatopienia-dariusz-drelich-kiedys-wspolpracownik-tuska-dzis-wierny-zolnierz-pis-ktory-wkopal-mon</guid><link>https://natemat.pl/215041,wojewoda-do-zatopienia-dariusz-drelich-kiedys-wspolpracownik-tuska-dzis-wierny-zolnierz-pis-ktory-wkopal-mon</link><pubDate>Thu, 17 Aug 2017 05:34:44 +0200</pubDate><title>Wojewoda do zatopienia. Dariusz Drelich, kiedyś współpracownik Tuska, dziś wierny żołnierz PiS, który... &quot;wkopał&quot; MON</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/32e90a30ded2963a522be145f3bad03d,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Co tu kryć – to on naraził Antoniego Macierewicza i na zarzuty, że wojsko działa opieszale i na śmieszność. Wiele wskazuje na to, że to on będzie kozłem ofiarnym całego zamieszania wokół wsi Rytel, gdzie mieszkańcy nie mogli się doprosić pomocy służb. Wojewoda pomorski Dariusz Drelich najpierw uznał, że o żadnej klęsce żywiołowej mowy nie ma. Później zaś długo zwlekał z wystąpieniem o pomoc wojska.

O tym, że fotel Dariusza Drelicha się chwieje, w [url=http://natemat.pl/t/683,gdansk]Gdańsku[/url] mówi się od wielu miesięcy. Gdy we wrześniu ubiegłego roku premier [url=http://natemat.pl/t/2451,beata-szydlo]Beata Szydło[/url] wezwała do Warszawy wszystkich wojewodów, uprzedzając, że co najmniej dwóch może stracić stanowiska, na Pomorzu wszyscy byli przekonani, że zmiana nastąpi. Skończyło się tylko na straszeniu. – Nie ma decyzji o dymisjach wśród wojewodów, ale praca każdego z nich jest stale analizowana – mówił wówczas [url=http://www.pap.pl/aktualnosci/news,658628,bochenek-nie-ma-decyzji-o-dymisjach-ale-praca-wojewodow-jest-stale-analizowana.html]Polskiej Agencji Prasowej[/url] rzecznik rządu Rafał Bochenek. Jak to się stało, Dariusz Drelich uratował fotel? Samorządowcy z Pomorza mają pewną koncepcję...

[b]Z namaszczeniem arcybiskupa[/b]
– Wszyscy się domyślają, że Drelichowi pomógł abp Głódź. Mniej więcej w tym samym czasie wojewoda powołał wtedy własnego kapelana. I Głódź go wyratował – zdradza mi anonimowo jeden z[url=http://natemat.pl/t/1469,samorzady] samorządowców[/url] sejmiku województwa pomorskiego. [block position="inside"]247959[/block]Zanim dojdziemy do tego, za co Dariusz Drelich miałby zostać odwołany, warto zauważyć, jak udało mu się osiągnąć to stanowisko. A była to droga pełna zakrętów. Na początku lat 90. Drelich związał się bowiem z... [url=http://natemat.pl/t/239,donald-tusk]Donaldem Tuskiem[/url]. Wówczas był aktywnym działaczem Kongresu Liberalno - Demokratycznego, w 93 r. kandydował nawet do Sejmu z ramienia KL-D. Nie zajął miejsca eksponowanego – był 13. na liście, którą otwierał późniejszy lider PO. – On biegał do Lecha Wałęsy z kwiatami, kręcił się wokół różnych osób, aż się w końcu wkręcił – wspomina lokalny polityk. 

[b]Przyjaciółka Kaczyńskich[/b]
Jego zdaniem kluczową rolę w karierze Dariusza Drelicha odegrała Maria Foltyn - Kubicka, była posłanka i eurodeputowana PiS, jedna z najbliższych znajomych braci Kaczyńskich. W latach 2001-2002 to ona prowadziła biuro poselskie Lecha Kaczyńskiego. Dla Drelicha zwrot nastąpił wówczas, gdy Foltyn - Kubicka wyprowadziła się z Sopotu i zamieszkała obok niego w podgdańskim Lublewie. Drelich robił jej za kierowcę i bardzo się angażował w jej kampanię w 2014 r., gdy (bezskutecznie) starała się o reelekcję w Parlamencie Europejskim. Ale jego praca nie poszła na marne. Parę miesięcy później Drelich został radnym powiatu gdańskiego z siedzibą w Pruszczu Gdańskim i dostąpił godności szefa klubu radnych Prawa i Sprawiedliwości. 

– Tutaj PiS jest w opozycji i on się tu w radzie nie wykazał właściwie niczym poza demagogicznymi przemówieniami. Zresztą radnym był zaledwie rok, szybko awansował – mówi mi anonimowo jeden z powiatowych radnych. Przyznaje, że nikt w tym gronie się nie spodziewał, że Drelich zajdzie tak wysoko. – To Foltyn - Kubicka załatwiła mu tę robotę.  Do tego pomogło wsparcie [url=http://natemat.pl/214961,blamaz-poslanki-szczypinskiej-z-pis-wszyscy-o-nawalnicach-ona-o-powodzi]Jolanty Szczypińskiej[/url] czy [url=http://natemat.pl/213183,upiory-bolszewickie-ubeckie-wdowy-oczadzeni-i-pozyteczni-idioci-poznajcie-bohatera-nocnego-posiedzenia-senatu]Waldemara Bonkowskiego[/url]. Byli lepsi kandydaci, ale przepadli, bo Jarosław Kaczyński zgodził się na Drelicha – opowiada samorządowiec. 

[b]Bohater z internetu[/b]
W karierze Dariuszowi Drelichowi nie przeszkodziło to, co wyczyniał na swoim profilu na Facebooku. [block position="inside"]247975[/block]Przyszły wojewoda, w ferworze kampanii przed wyborami prezydenckimi w 2015 r., opublikował fotomontaż z Donaldem Tuskiem prowadzonym w kajdankach i więziennym stroju. Opatrzył to komentarzem, że "sprawiedliwości stało się zadość". Już po wyborach prezydenckich a przed parlamentarnymi Dariusz Drelich publicznie zaprezentował, co myśli o "Gazecie Wyborczej". [photo position="inside"]595899[/photo]Nawet wśród lokalnych działaczy PiS zapanowało zaskoczenie, gdy się okazało, że to [url=http://natemat.pl/164561,beata-szydlo-powolala-nowych-wojewodow-ta-druzyna-przyprawia-o-dreszcze]Dariusz Drelich został wojewodą[/url]. Większość stawiała na Mariusza Łuczyka, który ostatecznie musiał się zadowolić stanowiskiem wicewojewody. Przez to, jak mówią lokalni samorządowcy, w Urzędzie Wojewódzkim raz po raz wybuchają konflikty, bo między obu politykami co chwilę iskrzy. I dlatego też co jakiś czas pojawiają się doniesienia, że Drelich straci stołek. 

[b]Wie z kim ustawić się do fotografii[/b]
Ten jednak dba o to, by działacze PiS z Warszawy pamiętali o nim ciepło.[photo position="inside"]595903[/photo]Parę miesięcy po powołaniu na stanowisko Dariusz Drelich postanowił utworzyć w Urzędzie Wojewódzkim w Gdańsku salę im. Lecha Kaczyńskiego. Na uroczystość zaprosił abpa Sławoja Leszka Głódzia, Hannę Foltyn - Kubicką i Annę Fotygę a ze ścian kazał pozdejmować portrety wszystkich wojewodów, jacy urzędowali przed nim – aby tablica ku czci prezydenta, który zginął w katastrofie smoleńskiej, nie musiała wisieć obok zdjęć byłych działaczy PZPR. 

Na swoim profilu na Facebooku wojewoda Drelich, jak na ironię, chwali się wspólnym zdjęciem z ministrem obrony narodowej. Jak na ironię, bo to właśnie szefowi MON pan wojewoda podpadł w ostatnich dniach najmocniej. [photo position="inside"]595905[/photo] To właśnie Dariusz Drelich uznał, że w Rytlu koło Chojnic nie doszło do żadnej klęski żywiołowej. Nawałnice przez Rytel przeszły w piątek (byliśmy w tej wsi, reportaż z Rytla można przeczytać [url=http://natemat.pl/214999,oto-zniszczony-przez-kataklizm-rytel-miejsce-gdzie-zwykli-ludzie-zostali-bohaterami-a-rzadzacy-sie-skompromitowali]tutaj[/url]) i już w piątek w nocy sołtys Łukasz Ossowski prosił o pomoc wojska. Według jego relacji, Wojewódzkie Centrum Zarządzania Kryzysowego połączyło się nawet z ministerstwem obrony, ale usłyszano, że nie ma takiej potrzeby. [block position="inside"]247987[/block]Rzeczniczka wojewody pomorskiego Małgorzata Sworobowicz w przesłanej naTemat informacji potwierdziła, że Dariusz Drelich z wnioskiem o pomoc wojska zwrócił się dopiero w poniedziałek. Zaznaczyła jednak, że wcześniej sołtys Rytla z wojewodą w ogóle nie rozmawiał. [block position="inside"]248013[/block]Działania zaczęły się dopiero, gdy [url=http://natemat.pl/214939,wojsko-na-defiladzie-a-polacy-po-nawalnicy-sa-odcieci-od-swiata]opozycja podniosła alarm, że w Rytlu ludzie są odcięci od świata i nie mogą liczyć na żadną pomoc ze strony państwa[/url]. Zorganizowano pokazówkę – [url=http://natemat.pl/215001,macierewicz-przyjechal-do-wsi-rytel-i-utknal-w-blocie-z-opresji-ratowali-go-mieszkancy]wieś odwiedziła premier Beata Szydło wraz z szefem MON Antonim Macierewiczem[/url], a także minister środowiska Jan Szyszko. No i chwilę wcześniej pojawili się też żołnierze. Dlaczego tak późno? Bo wcześniej nie było takiej możliwości – tak na zarzut opozycji odpowiedział zastępca ministra Macierewicza, odbijając piłeczkę i prezentując dokumenty. Otóż wcześniej wojsko nawet nie miało jak pojechać do Rytla, bo wojewoda pomorski o to nie poprosił – wytłumaczył wiceminister Michał Dworczyk. [block position="inside"]247993[/block]Przy okazji warto się bliżej przyjrzeć zaprezentowanym dokumentom. Wynika z nich bowiem, że pan wojewoda nie zna swojego województwa. Bo to Dariusz Drelich wnioskował do ministerstwa o przysłanie pomocy do gminy Rytel, która... nie istnieje. [photo position="inside"]595911[/photo]Wyjaśniło się zatem dlaczego MON zdecydował o wysłaniu wojsk do nieistniejącej gminy, co było powodem[url=http://natemat.pl/214971,gmina-rytel-wies-pogoda-nawalnica-obrona-terytorialna-pomoc] licznych żartów z Antoniego Macierewicza[/url]. Jasne jest, że ministra naraził na to wojewoda Drelich. 

[b]Chyba tym razem się nie uratuje[/b]
Czy po takiej wpadce panu wojewodzie znów się upiecze? Na razie robi co może, by ratować sytuację. Raz po raz na Facebooku zamieszcza zdjęcia, jak to angażuje się w pomoc mieszkańcom dotkniętym przez nawałnicę. [block position="inside"]247997[/block]– Chyba tym razem straci fotel – prognozuje mój rozmówca, przyznając, że - jeśli tak się stanie - to w sumie nawet trochę mu będzie żal wojewody. – Drelich wierzył, że to stanowisko w Urzędzie Wojewódzkim to będzie dla niego taka trampolina. Widać było, że liczy na więcej. Teraz, jeśli zostanie odwołany, to będzie takim kozłem ofiarnym. Przecież w piątek to MON odmawiał przysłania pomocy do Rytla. Dopiero po paru dniach, kiedy w ministerstwie zobaczyli, że dali ciała, postanowili winę przerzucić na wojewodę – wyjaśnia.]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/32e90a30ded2963a522be145f3bad03d,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/32e90a30ded2963a522be145f3bad03d,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Wojewoda do zatopienia. Dariusz Drelich, kiedyś współpracownik Tuska, dziś wierny żołnierz PiS i wojewoda pomorski, który... &quot;wkopał&quot; MON.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/214525,podkomisja-smolenska-sie-kurczy-a-jej-szef-juz-znalazl-winnego-i-nie-tym-razem-nie-jest-to-tusk</guid><link>https://natemat.pl/214525,podkomisja-smolenska-sie-kurczy-a-jej-szef-juz-znalazl-winnego-i-nie-tym-razem-nie-jest-to-tusk</link><pubDate>Wed, 09 Aug 2017 12:11:31 +0200</pubDate><title>Podkomisja smoleńska się sypie, a jej szef już znalazł winnego. I nie, tym razem nie jest to Tusk</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/fe4e17138fd989ec213190962093bd18,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Osoby współpracujące z podkomisją są w jakiś sposób znieważane – twierdzi dr Kazimierz Nowaczyk, p.o. szefa podkomisji smoleńskiej Macierewicza. Współpracownik MON, który przewodniczy gremium po nagłym wyjeździe Wacława Berczyńskiego z Polski, jest przekonany, że ostatnie odejścia członków podkomisji nie są przypadkiem. O sprawie informuje Gazeta.pl.

Redakcja Gazety.pl jeszcze w maju poprosiła podkomisję MON o przesłanie kopii umów, jakie podkomisja podpisała w związku z ponownym badaniem [url=http://natemat.pl/t/16,katastrofa-smolenska]katastrofy lotniczej w Smoleńsku[/url]. Chodzi o pokazanie jak wydaje pieniądze ciało, które 10 kwietnia br. lansowało tezę o zamachu na tupolewa za pomocą bomby termobarycznej (podkomisja zastrzegła, że taka jest wg niej najbardziej prawdopodobna wersja wydarzeń). W zeszłym roku budżet podkomisji wyniósł aż 4 mln zł, a w tym roku 2 mln zł. Jednak dr [url=http://natemat.pl/206497,polska-uczelnia-nie-docenila-jego-dorobku-fizycy-lapia-sie-za-glowe-ale-to-jemu-macierewicz-oddal-katastrofe-smolenska]Kazimierz Nowaczyk[/url] odmówił udostępnienia mediom rozliczeń finansowych.

Jak podkomisja uzasadniła odmowę pokazania swoich wydatków? Otóż zdaniem dra Kazimierza Nowaczyka, takie dane "mogą wskazywać na kierunek prowadzonych badań i rodzaje ekspertyz", a przez to "doprowadzić do uzyskania nieformalnych wyników badań przez media", a nawet wpłynąć na efekt prac podkomisji [url=http://natemat.pl/t/409,antoni-macierewicz]Macierewicza[/url]. 

Nowaczyk ma pretensje do dziennikarzy – jego zdaniem utrudniają prace podkomisji smoleńskiej. "Działania i ofensywność niektórych dziennikarzy doprowadziła do przerwania współpracy z niektórymi osobami i ekspertami, a nawet instytucjami, które wstępnie wyraziły chęć pomocy w wyjaśnianiu tej katastrofy. Co więcej, postępowanie niektórych dziennikarzy przeszkadza w normalnym realizowaniu zadań przez członków podkomisji" – skarży się szef podkomisji Gazecie.pl. W jego opinii w sferze publicznej znajdują się takie informacje na temat członków podkomisji, które godzą w ich prywatność i są wykorzystywane do ich znieważania.  

Ze współpracy z MON w tej sprawie zrezygnowali już dr inż. Bogdan Gajewski, prof. Jan Obrębski, prof. Andrzej Ziółkowski i prof. Piotr Stepnowski.[block position="inside"]247007[/block]

[i]źródło: [url=http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114871,22205144,ublizanie-natarczywe-namowy-do-rezygnacji-z-pracy-szef-podkomisji.html]Gazeta.pl[/url][/i]]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/fe4e17138fd989ec213190962093bd18,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/fe4e17138fd989ec213190962093bd18,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Kazimierz Nowaczyk skarży się, że członkowie podkomisji smoleńskiej Macierewicza nie mogą spokojnie pracować. Jego zdaniem osoby te &quot;są w jakiś sposób znieważane&quot;.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/214535,nocne-wpisy-krzysztofa-ziemca-prezenterowi-wiadomosci-tvp-puscily-nerwy</guid><link>https://natemat.pl/214535,nocne-wpisy-krzysztofa-ziemca-prezenterowi-wiadomosci-tvp-puscily-nerwy</link><pubDate>Wed, 09 Aug 2017 12:10:11 +0200</pubDate><title>Nocne wpisy Krzysztofa Ziemca. Prezenterowi Wiadomości TVP puściły nerwy</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/2e8a60dd5219887ff46a7590ab393cfb,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Krzysztofowi Ziemcowi oberwało się za to, jak Wiadomości TVP przedstawiły Przystanek Woodstock ("najobskurniejszy festiwal świata"). Prezenter postanowił odpowiedzieć oburzonym internautom. To nie była jednak łatwa przeprawa.

Jak pisaliśmy, Wiadomości oparły swój materiał [url=http://natemat.pl/214495,kiedys-bylo-mi-szkoda-ziemca-dzis-przestalo-pasek-o-woodstocku-przelal-czare-goryczy]na tekście brytyjskiego tabloidu[/url], który napisał o "najbrudniejszym festiwalu", jakim ma być Woodstock. Reporter programu pokazał imprezę w negatywnym świetle, mówiąc m.in. o pozostałych po uczestnikach śmieciach czy wizycie polityków PO. Na Twitterze najbardziej dostało się jednak właśnie Ziemcowi, który zapowiadał materiał.

Bartosz Węglarczyk z Onetu zaproponował dziennikarzowi, że zabierze go na Woodstock, żeby mógł poznać coś, o czym "tak chętnie opowiada". Ziemiec odpisał, że w porządku, tylko to nie on opisuje, a brytyjski dziennik. Dalej przekonywał, że w Wiadomościach nikt nie obraził uczestników Przystanku. [block position="inside"]247009[/block] Ziemcowi skończyła się cierpliwość, gdy publicysta Michał Setlak zapytał go, gdzie się podzieje, "gdy minie efemeryczna pisowska noc" i co powiedzą jego dzieci. [block position="inside"]247011[/block] Potem wytłumaczył, że jest nerwowy, "gdy poucza ktoś, kto życzy komuś najgorszego". Ziemiec odniósł się w ten sposób do wpisu Setlaka o prezesie Jarosławie Kaczyńskim, który brzmiał: "Życzę temu łajdakowi jak najszybszej śmierci".]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/2e8a60dd5219887ff46a7590ab393cfb,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/2e8a60dd5219887ff46a7590ab393cfb,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Krzysztof Ziemiec odpowiedział krytykom Wiadomości</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/214521,minister-z-pis-pozbyla-sie-noblisty-czeslaw-milosz-wykreslony-z-listy-lektur</guid><link>https://natemat.pl/214521,minister-z-pis-pozbyla-sie-noblisty-czeslaw-milosz-wykreslony-z-listy-lektur</link><pubDate>Wed, 09 Aug 2017 10:54:01 +0200</pubDate><title>Minister z PiS pozbyła się noblisty? Czesław Miłosz wykreślony z listy lektur</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/7c2dd130d8dfe78d584f5b6902ac19a5,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Jest już projekt nowej podstawy programowej dla liceum, a w nim najbardziej uderza brak Czesława Miłosza. Dzieła noblisty, choć wymienione w pierwotnej wersji dokumentu, teraz zniknęły. MEN zapewnia, że wrócą.

Projekt [url=http://natemat.pl/195845,jest-patriotycznie-narodowo-a-nawet-obronnie-sprawdzamy-jaka-rewolucje-szykuje-w-szkolach-nowa-podstawa-programowa]podstawy programowej[/url] przejrzeli reporterzy TOK FM. Nie ma śladu po Miłoszu między nazwiskami takimi jak Wisława Szymborska, Zbigniew Herbert, Tadeusz Różewicz czy Jarosław Marek Rymkiewicz (autor wiersza "Do Jarosława Kaczyńskiego"). 

– Zauważyłam, że nie ma go w wyborze poetów w zakresie literatury współczesnej, a trudno sobie wyobrazić rozmowę o poezji współczesnej bez Czesława Miłosza. Nie wiem, co kierowało autorami podstawy programowej, bo są inne nazwiska w prozie czy w poezji, mniej znaczące - nie odbierając nikomu prawa do znaczenia w historii literatury - a Miłosza nie ma. To rzeczywiście jest zaskoczenie  – komentuje w TOK FM Grażyna Jaroszyńska z II Liceum im. Jana Zamoyskiego w Lublinie. 

[block position="inside"]247001[/block]

Zmiana jest tym bardziej zaskakująca, że w pierwszej wersji projektu podstawy programowej Miłosz był wymieniony. Zalecano lekturę wybranych wierszy z tomu "Ocalenie" oraz "Traktat moralny". 

Nowa podstawa jest teraz w konsultacjach publicznych, które potrwają do 18 sierpnia. Na brak Miłosza zwrócił uwagę m.in. Pomorski Urząd Marszałkowski. Urzędnicy złożyli szereg uwag do projektu.

Po publikacji o "wycięciu" Miłosza [url=http://natemat.pl/214541,men-naprawi-blad-ws-czeslawa-milosza-nie-wyobrazamy-sobie-bez-niego-podstawy-programowej]swoje oświadczenie[/url] przysłalo do naTemat Ministerstwo Edukacji Narodowej. "Nie wyobrażamy sobie bez niego podstawy programowej" - napisało, deklarując, że noblista znajdzie się w podstawie. 

[i]Źródło: [url=http://www.tokfm.pl/Tokfm/7,103454,22209478,mlodziez-z-liceow-nie-pozna-wierszy-czeslawa-milosza-nie-ma.html]TOK FM[/url][/i]]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/7c2dd130d8dfe78d584f5b6902ac19a5,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/7c2dd130d8dfe78d584f5b6902ac19a5,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Czesław Miłosz nie znalazł się w projekcie podstawy programowej</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/214447,odbieram-to-jako-zemste-polityczna-jan-karpiel-bulecka-nie-bedzie-w-jury-goralskiego-festiwalu-bo-bojkotowal-dude</guid><link>https://natemat.pl/214447,odbieram-to-jako-zemste-polityczna-jan-karpiel-bulecka-nie-bedzie-w-jury-goralskiego-festiwalu-bo-bojkotowal-dude</link><pubDate>Wed, 09 Aug 2017 08:54:04 +0200</pubDate><title>&quot;Odbieram to jako zemstę polityczną&quot;. Jan Karpiel-Bułecka nie będzie w jury góralskiego festiwalu, bo bojkotował Dudę</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/ca613cb31c4b500c64a8cf2e225d3e11,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Jan Karpiel-Bułecka, jedna z muzycznych legend Zakopanego, został wykreślony przez władze miasta ze składu jury Międzynarodowego Festiwalu Folkloru Ziem Górskich. Jak twierdzi, to zemsta za to, że zbojkotował imprezę, na której pojawił się prezydent Andrzej Duda. – Miała to być kara dla mnie, ale chyba wyszło inaczej. Ciągle odbieram telefony z wyrazami poparcia – mówi naTemat.

[b]Rozmawialiśmy z panem na początku roku, gdy [url=http://natemat.pl/202267,jan-karpiel-bulecka-opowiada-m-in-o-bojkocie-prezydenta-dudy-i-stosunku-gorali-do-malego-zakompleksionego-czlowieczka]zbojkotował pan "Dudaski Tłusty Czwartek"[/url]. Rozmowę zakończyliśmy stwierdzeniem, że podpadnie pan PiS-owi. I co, chyba wykrakaliśmy?[/b]

Jest takie stare góralskie przysłowie – "tak się tym martwię, jak kuń, gdy wóz wywali". Tak też przyjąłem decyzją władz Zakopanego. Nikomu się nie skarżę i nie walczę, aby wiceburmistrz przywróciła mnie do jury zakopiańskiego festiwalu. Chociaż była to dla mnie ogromna radość i przyjemność uczestniczyć w tak ważnej imprezie kulturalnej.

[b]Jak długo był  pan związany z festiwalem?[/b]

Od dziecka. Jeszcze gdy moi rodzice występowali w zespole Klimka [url=http://natemat.pl/105039,katarzyna-bachleda-curus-samotnosc-i-macierzynstwo-w-sporcie-to-przemilczane-tematy]Bachledy[/url]. Brali mnie na festiwal, a potem ja występowałem w jego zespole. W końcu w 1978 roku zostałem zaproszony do konferansjerki. Byłem jedynym konferansjerem, nie było sześciu par, jak teraz. Dobrałem sobie wtedy Stasię Szostak. Później zaproponowano mi członkostwo w jury kapel. Dopiero z czasem zaproszono mnie do głównego jury. Zasiadałem w niej bodajże przez sześć lat do ubiegłego roku. Dla nas górali Międzynarodowy Festiwal Folkloru Ziem Górskich to ważne wydarzenie. Dawniej ludzie z niecierpliwością czekali na wyniki, jak na mistrzostwach świata w piłce, zwłaszcza, gdy występował zakopiański, nasz zespół. Uczestnicy konkursu wstawali skoro świt, aby podsłuchiwać, czy są jakieś przecieki z obrad jury. To była emocja. 

[block position="inside"]246991[/block]

[b]Czy władze miasta wykreślając pana chciały się komuś przypochlebić?[/b]

To jest zemsta za tegoroczną imprezę z [url=http://natemat.pl/t/2413,andrzej-duda]Andrzejem Dudą[/url] (festiwal dudziarski – przyp. red.). Prezydent chyba nawet się nie zorientował, bo postawiłem tam człowieka, który na tym się zna i mnie zastąpił. Na czas wizyty wystarczyło. Po półtorej godziny prezydent wyszedł, a za nim cała świta tutejszych notabli, którzy nagle zapałali miłością do muzyki góralskiej, dudziarskiej zwłaszcza. Tymczasem tej muzyki zwykły zjadacz chleba nie przełknie. To jest muzyka archaiczna dla koneserów, a ci nie mogli się dostać na festiwal, bo [url=http://natemat.pl/t/959,bor]BOR[/url] postawił barierki, jak na lotnisku. Natomiast w środku pół sali było obstawy, a po drugiej stronie prezesi przeróżnych oddziałów Związku Podhalan, którzy przyszli się ogrzać w blasku władzy. Gdy tylko prezydent wyszedł, nawet tych o góralskich korzeniach nie stać było, aby zostać na właściwym koncercie.  O to mnie chodziło. Najbardziej jednak zabolało, że do ostatniej chwili nie powiadomiono mnie o zaproszeniu prezydenta przez władze miasta [url=http://natemat.pl/202801,dudzie-jednak-nie-spodobala-sie-slynna-relacja-z-nart-posluchaj-jaka-afere-jego-ekipa-urzadzila-redakcji-z-zakopanego]Zakopanego[/url].

[b]Dlaczego?[/b]

Rok wcześniej, w 2016 roku, prezydent sam się niespodziewanie wprosił. Przyznam szczerze, że nie należy on do mojego typu osobistości, ale przeżyłem wizytę. Z grzeczności odpowiedziałem na pytania. Nie mniej dostałem smsa od takich skromnych osób, jak Zbyszek Preisner: "Jasik, wiedziałem, że jest honor i honor góralski". Po takich słowach od takiego człowieka zapaść się pod ziemię to mało. Co ja mogłem robić, biedna wdowa? Zadzwoniłem później do Zbyszka z wyjaśnieniami. No, a jesienią był też w Zakopanem [url=http://natemat.pl/t/185,lech-walesa]Lech Wałęsa[/url]. Byłem na na tym spotkaniu i w swoim imieniu, jako członka Związku Podhalan. przeprosiłem go, że nie jest broniony przed opluwaniem. On, drugi po papieżu honorowy członek Związku Podhalan! Nikt z zarządu nie zajął stanowiska, gdy Wałęsa był oczerniany, a jego udział w historii jest umniejszany. Przeprosiłem, jako góral. Bo mi było wstyd, jak nasi szybko farbę zmieniają. Gdy widzę z jakimi honorami przyjmowany jest nowy prezydent. 

[b]A Duda nie [url=http://natemat.pl/214041,wyborcy-docenili-prezydenckie-weta-andrzej-duda-zyskuje-w-sondazach-jego-rywalami-sa-tusk-i-biedron]zaplusował[/url] u pana ostatnio?[/b]

Nie uwierzę, póki nie włożę palca w te rany zadane mu przez prezesa. Dla mnie to cały czas gra polityczna. Mam żal, że on, syn zacnego człowieka z góralskimi korzeniami, został tak wmanewrowany.

[b]Wracając do tematu festiwalu. Decyzja o wykreśleniu pana nie osłabi prestiż tej imprezy?[/b]

Aż takim megalomanem nie jestem, aby czuć, że mój brak oznacza osłabienie prestiżu. Tam zasiada wiele dobrych nazwisk. Podobnie jak mnie potraktowano również Krzysztofa Trebunię-Tutkę, który w ostatnich latach konferansjerkę prowadził sporadycznie, za to wielki wkład wnosił w konferencje naukowe, organizowane w ramach festiwalu. Poza tym Krzysiek wychował tylu znakomitych następców, że możemy spokojnie umierać.]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/ca613cb31c4b500c64a8cf2e225d3e11,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/ca613cb31c4b500c64a8cf2e225d3e11,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Jan Karpiel-Bułecka nie tylko wyśmiał decyzję władz Zakopanego, ale też &quot;uszczypnął&quot; złośliwie Andrzeja Dudę.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/214503,macierewicz-mowi-ze-nie-ustapi-dudzie-mon-odpowiada-prezydentowi-w-oswiadczeniu</guid><link>https://natemat.pl/214503,macierewicz-mowi-ze-nie-ustapi-dudzie-mon-odpowiada-prezydentowi-w-oswiadczeniu</link><pubDate>Wed, 09 Aug 2017 07:02:30 +0200</pubDate><title>Macierewicz mówi, że nie ustąpi Dudzie. MON odpowiada prezydentowi w oświadczeniu</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/ec8988c8a51a2e39a61e43836795c490,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Nikt się nie spodziewał, że prezydent Andrzej Duda złamie tradycję wręczenia nominacji generalskich i admiralskich. Uroczystości 15 sierpnia nie będzie. Zaskoczony mógł być nawet Antoni Macierewicz. Zdaniem Ministerstwa Obrony Narodowej, ta decyzja zaprzepaszcza reformy w wojsku. Andrzej Duda "zawetował" więc kolejny pomysł rządu. Podobnie było wcześniej z sądami.

Nie tak dawno prezydent powiedział [url=http://natemat.pl/213317,dwa-weta-prezydenta-dla-ustawy-o-sn-i-krs-ogromne-sa-niepokoje-i-obawy-a-polska-jest-jedna]"Weto!" na reformy w polskim wymiarze sprawiedliwości[/url]. Tym razem [url=http://natemat.pl/t/2413,andrzej-duda]odmówił wręczenia nominacji generalskich i admiralskich[/url]. Uroczystość miała być tradycyjnie 15 sierpnia. 

W komunikacie z kancelarii prezydenta czytamy, że "trwające prace i brak uzgodnień dotyczących nowego systemu kierowania i dowodzenia Siłami Zbrojnymi RP nie stwarzają warunków do merytorycznej oraz uwzględniającej potrzeby armii oceny przedstawionych kandydatur do awansów generalskich". Czyli trochę analogiczna sytuacja do tej z sądami pod koniec lipca. [url=http://natemat.pl/t/2413,andrzej-duda]Andrzej Duda[/url] mówił o tym, że "Jestem zwolennikiem reformy, ale reformy mądrej" czyli takiej nie na szybko, nie wbrew Polakom i z szerokimi konsultacjami ze specjalistami.

Ministerstwo Obrony Narodowej odpowiada prezydentowi w oświadczeniu. "Proponowany projekt przywraca jednolitość dowodzenia armią, znacznie poszerza kompetencje Prezydenta RP, na ile pozwalają na to przepisy obowiązującej Konstytucji RP, oraz dostosowuje cały system do współdziałania z sojuszniczymi siłami NATO, uwzględniając wymogi narodowego bezpieczeństwa Polski". MON jest więc zdziwione, że Andrzej Duda nie chce mieć większej władzy, a do tego deprecjonuje ostatnie lata budowania polskiej armii.[block position="inside"]246961[/block]– Ta sytuacja jest tak naprawdę konfliktem polityków, którego ofiarami padli zwykli żołnierze [url=http://natemat.pl/214489,minister-macierewicz-odcial-prezydenta-od-informacji-gen-polko-o-konflikcie-ministra-obrony-z-prezydentem] – wojnę Antoniego Macierewicza ostro skrytykował generał Roman Polko[/url]. – Trzeba jednak pamiętać, że w tym co dzieje się teraz w wojsku, pan prezydent Duda też nie jest bez winy. Choćby w listopadzie podpisał nominacje, które podsunął mu minister Macierewicz. Teraz mamy tego skutki – mówił były dowódca GROM w "Faktach po faktach" TVN. – Minister obrony narodowej Antoni Macierewicz odciął prezydenta od informacji z wojska. W tej sytuacji, to co zrobił prezydent Duda jest słuszne. Dobrze, że jest przebudzenie. Szkoda, że tak późno – tłumaczy gen. Polko. 

Antoni Macierewicz już wcześniej pokazał, że nie szanuje Andrzeja Dudy. W[url=http://natemat.pl/206287,ten-dokument-pokazuje-jak-bardzo-macierewicz-nie-szanuje-dudy-ujawniono-list-w-ktorym-prezydent-blaga-o-informacje] kwietniu pisaliśmy o tym[/url], że wyciekły listy z których wynika, że podległe prezdyentowi Biuro Bezpieczeństwa Narodowego nawet ponad rok czeka na odpowiedzi z Ministerstwa Obrony Narodowej. I to w  sprawach, których część "ma szczególne znaczenie dla bezpieczeństwa państwa". Teraz Andrzej Duda postawił się ministrowi i przypomniał, że to on jako prezydent jest zwierzchnikiem sił zbrojnych.]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/ec8988c8a51a2e39a61e43836795c490,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/ec8988c8a51a2e39a61e43836795c490,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Zaognia się konflikt między szefem MON Antonim Macierewiczem a prezydentem Andrzejem Dudą.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/214501,drwale-ktorzy-pobili-operatora-polsatu-wyszli-z-aresztu-minister-szyszko-nie-kryje-radosci-ciesze-sie</guid><link>https://natemat.pl/214501,drwale-ktorzy-pobili-operatora-polsatu-wyszli-z-aresztu-minister-szyszko-nie-kryje-radosci-ciesze-sie</link><pubDate>Wed, 09 Aug 2017 05:54:09 +0200</pubDate><title>Minister Szyszko nie kryje radości. Drwale podejrzani o pobicie dziennikarza wyszli z aresztu</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/5479fef6a68233cbbc4b1e050fc907e4,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Areszt opuścili drwale wycinający Puszczę Białowieską, którzy są podejrzani o pobicie operatora telewizji Polsat News. Ekipa półtora tygodnia temu kręciła materiał w Puszczy. Z relacji poszkodowanego wynika, że podjechał do niego samochód z którego wyszło dwóch mężczyzn. Jeden miał uderzyć operatora w głowę i powalić na ziemię, a drugi zabrać karty pamięci z kamery.

– Cieszę się, że wyszli z aresztu – mówi Jan Szyszko. – To ludzie, którzy tu pracują, ja tego incydentu nie znam – powiedział minister środowiska rządu PiS w programie "Minęła 20" w TVP.

Minister [url=http://natemat.pl/t/2607,jan-szyszko]Szyszko[/url] sugeruje, że istnieją podwójne standardy w podejściu do przestępczości na terenie Puszczy Białowieskiej. Stąd jego zadowolenie, że pracownicy jednej z firm [url=http://natemat.pl/214487,bylismy-na-blokadzie-w-puszczy-bialowieskiej-gdy-slyszysz-drzewa-lamiace-sie-jak-zapalki-to-cos-w-srodku-peka]zajmującej się wycinką w Puszczy Białowieskiej[/url] wyszli na wolność – Natomiast był drugi przypadek, działacz organizacji ekologicznej przyszedł do biura przedsiębiorcy usług leśnych i pobił go tak, że ten wylądował w szpitalu i ten działacz nie poniósł konsekwencji – wyjaśnia szef resortu środowiska.[block position="inside"]246957[/block]Koleżanka pobitego operatora, dziennikarka Agnieszka Gozdyra z [url=http://natemat.pl/t/611,polsat]Polsatu[/url] jest oburzona słowami ministra.[block position="inside"]246959[/block]Śledztwo trwa. [url=http://natemat.pl/213811,to-efekt-agresji-lasow-panstwowych-wobec-obroncow-przyrody-i-mediow-pobili-operatora-polsatu-i-uslyszeli-zarzuty]Drwalom prokuratura w Hajnówce postawiła zarzuty rozboju[/url], połączonego z uszkodzeniem ciała. Grozi im za to 12 lat więzienia.

[i]źródło: [url=http://wiadomosci.onet.pl/kraj/jan-szyszko-skomentowal-sprawe-pobicia-operatora-polsatu-w-puszczy-bialowieskiej/y7n3t9l]Onet.pl[/url][/i]]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/5479fef6a68233cbbc4b1e050fc907e4,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/5479fef6a68233cbbc4b1e050fc907e4,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Minister środowiska Jan Szyszko cieszy się, że drwale podejrzani o pobicie dziennikarza Polsatu wyszli z aresztu.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/214469,kto-wezmie-wiadomosci-jesli-dojdzie-do-zmian-w-kierownictwie-programu-bedzie-to-oznaczac-dalsze-zaostrzanie-kursu</guid><link>https://natemat.pl/214469,kto-wezmie-wiadomosci-jesli-dojdzie-do-zmian-w-kierownictwie-programu-bedzie-to-oznaczac-dalsze-zaostrzanie-kursu</link><pubDate>Wed, 09 Aug 2017 05:35:10 +0200</pubDate><title>&quot;Ślizgacze&quot; na wylocie. Jeśli myślisz, że &quot;Wiadomości&quot; TVP nie mogą być gorsze, grubo się mylisz</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/53f0ccee67fb80034d4a71ed4737846f,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />"Walka klas zaostrza się w miarę budowy IV RP”, albo "dobra zmiana pożera własne dzieci” - tak komentowane są ostatnie  przymiarki do ruchów kadrowych w "Wiadomościach”, czyli sztandarowym programie informacyjnym TVP. Po tym, jak Wirtualne Media podały, że dotychczasowa szefowa programu Marzena Paczuska została wysłana na przymusowy urlop, ruszyła giełda nazwisk jej potencjalnych następców.

Na Placu Powstańców, gdzie znajdują się redakcje Telewizyjnej Agencji Informacyjnej i wszystkich programów informacyjnych telewizji publicznej, nie mają złudzeń, że - choć trudno sobie to wyobrazić - może nastąpić zaostrzenie i tak już radykalnego kursu. Oczywiście [url=http://natemat.pl/214305,dobra-zmiana-pozera-wlasne-dzieci-tym-razem-na-celowniku-jest-szefowa-wiadomosci]pod warunkiem, że do zmiany szefowej "Wiadomości” w ogóle dojdzie.[/url] 

[b]Zaostrzenie kursu?[/b][block position="inside"]246877[/block] Prawicowi dziennikarze i autorzy plotkarsko-satyrycznej rubryki w tygodniku "Sieci prawdy” Robert Mazurek i Igor Zalewski napisali, że pretensje do Paczuskiej polegają na tym, że "była za miękka i delikatna w stosunku do opozycji”. Czy więc teraz na czele  "Wiadomości” może stanąć ktoś z twardego jądra popleczników partii rządzącej? Dr Jerzy Targalski, Michał Rachoń, Dorota Kania, a może ulubienica prezesa PiS Danuta Holecka, albo powracająca do programu z [url=http://natemat.pl/214301,ekspert-wiadomosci-o-romanie-giertychu-chcialoby-sie-powiedziec-ze-to-adwokat-mafii]nowymi taśmami[/url] Ewa Bugała? [block position="inside"]246875[/block] Póki co "Wiadomościami” zaczął zawiadywać wiceszef TAI i wydawca "Wiadomości” Grzegorz Pawelczyk, stary wyjadacz, który na Placu Powstańców przetrwał niejedną ekipę. [url=http://natemat.pl/214441,fani-nowych-wiadomosci-beda-wniebowzieci-ewa-bugala-ma-na-stale-wrocic-do-flagowego-programu-propagandowego-tvp]Do robienia materiałów politycznych w serwisie o godz. 19:30 wróciła też Bugała[/url], która ma łączyć prace w "Wiadomościach” z pracą w TVP Info. I właśnie powrót Bugały jest najbardziej zastanawiający i może świadczyć o nadchodzących zmianach.

[b] Paczuska i efekt domina[/b]
– Od mieszania herbata nie robi się słodsza. Te wszystkie ostatnie ruchy na Placu i na Woronicza, to tylko roszady w obrębie różnych propisowskich środowisk medialnych. [url=http://natemat.pl/167015,to-ona-bedzie-rzadzila-informacjami-w-tvp-marzena-paczuska-to-zolnierka-pis-u]Paczuska[/url] i tak trwa na swoim stanowisku najdłużej. Przecież od początku dobrej zmiany szef TAI, która jest czapą nad wszystkimi programami informacyjnymi, zmieniał się już kilka razy – mówi nam jeden z dziennikarzy z Placu Powstańców. – Wcale bym się też nie zdziwił gdyby "news” o przymusowym urlopie Paczuskiej był zwykłą plotką wypuszczoną w ramach wewnętrznych gierek – tłumaczy.

Poseł PiS Tadeusz Cymański związany z Solidarną Polską i[url=http://natemat.pl/213471,jak-bedzie-trzeba-przypomne-mu-pewne-fakty-czy-ziobro-teraz-spelni-dawna-grozbe-i-wyciagnie-haki-na-dude] frakcją Zbigniewa Ziobry[/url] proszony przez nas o ocenę "Wiadomości” Marzeny Paczuskiej z punktu widzenia widza, odpowiada dyplomatycznie. – Wydaje mi się, że lepszym źródłem informacji niż programy informacyjne w telewizji są gazety i internet. Nie mam wyrobionego poglądu. W telewizji wolę programy publicystyczne. Słyszę jednak skrajne opinie na temat "Wiadomości”: od zachwytu po ostrą krytykę – mówi w rozmowie z naTemat.

Wszyscy, którzy znają mechanizmy rządzące TVP nie mają wątpliwości, że ewentualna decyzja o odwołaniu Paczuskiej musiałaby zapaść nie w gabinecie prezesa TVP na 9. piętrze biurowca przy ulicy Woronicza w Warszawie, ale w gabinecie prezesa PiS przy ulicy Nowogrodzkiej. [block position="inside"]246883[/block] [b]Układanka wewnątrz obozu władzy[/b]
Podczas ostatniego przesilenia w TVP sama rzeczniczka PiS Beata Mazurek stawała publicznie w obronie Kurskiego i jego ludzi, co było czytelnym sygnałem od [url=http://natemat.pl/t/227,jaroslaw-kaczynski]Jarosława Kaczyńskiego[/url].  – Istotne ruchy kadrowe w TVP trzeba oceniać na szerszym tle politycznym. Czyli na tle tego, na ile prawdziwe są informacje o emancypacji prezydenta, ambicjach Zbigniewa Ziobry, nowych sojuszach i przymierzach między różnymi frakcjami wewnątrz obozu władzy  – wyjaśnia jeden z naszych rozmówców. [photo position="inside"]594089[/photo]– Dopiero w dalszej kolejności liczy się tzw. oglądalność, ale to zawsze jest dobry pretekst do zmian, a "Wiadomości” przegrywają pod tym względem z "Faktami” TVN na całej linii. Są plotki niepoważne i poważna. Moim zdaniem, plotka o Paczuskiej jest poważna - mówi kolejny z naszych rozmówców. 

Według niego, przez wakacje będą trwały gorączkowe narady, jaki kurs powinny przybrać "Wiadomości". – Z jednej strony jest pułapka kierowania przekazu do przekonanych, w którą "Wiadomości” już wpadły, ale z drugiej są głosy ludzi, których trudno zaliczyć do "ubekistanu", a stanęli przy okazji wet przy prezydencie, jak pani Romaszewska, [url=http://natemat.pl/213607,mielismy-do-czynienia-z-bublem-weta-nie-moga-byc-zaskoczeniem-kolejna-ikona-prawicy-ostro-o-dzialaniach-pis]premier Olszewski[/url], prof. Nowak, czy kilku znanych prawicowych dziennikarzy – zwraca uwagę. 

– Taka postawa zachęcałyby do otworzenia się na umiarkowane środowiska. Jesienią, pewnie przy okazji reformy dekoncentracyjnej i związanej z tym awantury, dowiemy się, która opcja zwycięży w "Wiadomościach”. Myślę, że faktycznie może wygrać chęć dalszego zamykania się w gronie żelaznego elektoratu – ocenia rozmówca naTemat.  [block position="inside"]246889[/block] Prowadzone [url=http://natemat.pl/186743,chcieli-ograc-kaczynskiego-teraz-sa-na-cenzurowanym-tak-wygladala-nieudana-proba-odwolania-jacka-kurskiego]od początku rządów "dobrej zmiany" podjazdowe wojenki o kontrolę nad TVP[/url] między szefem Rady Mediów Narodowych Krzysztofem Czabańskim, a prezesem TVP Jackiem Kurskim wygrywał dotąd ten ostatni. Poświęcenie Paczuskiej oznaczałoby, że sam bardzo osłabł i byłoby sygnałem, że TVP czeka efekt domina i wielkie przemeblowanie. 

[b]Środowiskowe wojny podjazdowe[/b]
W podzielonym środowisku prawicowych dziennikarzy trwa póki co zacięta walka o Paczuską między braćmi Karnowskimi i "Gazetą Polską”. "Odwołanie Marzeny Paczuskiej byłoby grubym błędem. Nie idźcie tą drogą! – napisał na Twitterze dziennikarz "Sieci Prawdy" i były reporter "Wiadomości" Marcin Wikło. "Zgadzam się z @marcin_wiklo. Dorobek dziennikarski @MarzenaPaczuska w @WiadomosciTVP zasługuje na uznanie. Tak naprawdę nie wolno robić” – wsparł go Michał Karnowski. A [url=http://natemat.pl/214399,w-sieci-ciag-dalszy-beki-z-dobrej-zmiany-powstal-profil-w-obronie-szefowej-wiadomosci-ale-na-zdjeciu-jest-ktos-inny]na Twittterze powstały hasztagi[/url] #Murem za Paczuską i #Wara od Paczuskiej. [block position="inside"]246891[/block] [block position="inside"]246895[/block] Na zmianie w kierownictwie  "Wiadomości” zależałoby jednak fanom twardego kursu PiS z mediów Tomasza Sakiewicza, czyli m.in "Gazety Polskiej” i Telewizji Republika, którzy od dawna skarżą się, że są pomijani w wewnątrztelewizyjnych rozdaniach, a [url=http://natemat.pl/206201,w-medialnej-wojnie-miedzy-koniunkturalnymi-slizgaczami-i-pisowskim-ludem-chodzi-o-kase-ogromna-kase]na Kurskiego i jego ekipę patrzą jak na koniunkturalistów i "ślizgaczy”.[/url] 

Spekulacji na temat swojego możliwej dymisji nie ucięła sama Paczuska, która zamieściła tweeta, że nie dzieje się nic niezwykłego i odpoczywa na włoskiej Ponzie, [url=http://natemat.pl/214329,fake-newsy-o-urlopach-to-wsrod-ludzi-dobrej-zmiany-jakas-moda-paczuska-poszla-w-slady-tarczynskiego]ale w rzeczywistości opublikowała agencyjne zdjęcie sprzed 9 lat.[/url]  – Celem tego urlopu jest sprawdzenie, jak TAI poradzi sobie z "Wiadomościami" oraz czy będzie opór przed ewentualnym odwołaniem Paczuskiej po jej powrocie – mówił jeden z pracowników TVP dla portalu[url=http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/marzena-paczuska-na-przymusowym-urlopie-sprawdzenie-czy-bedzie-opor-przed-odwolaniem] wirtualnemedia.pl.[/url]

Przypomnijmy, że na czele TAI stoi dzisiaj przedstawiciel jeszcze jednego środowiska dziennikarskiego sympatyzującego z PiS. [url=http://natemat.pl/207385,klaudiusz-pobudzin-nowym-szefem-telewizyjnej-agencji-informacyjnej-blyskawiczna-kariera-dziennikarza-telewizji-trwam]To Klaudiusz Pobudzin ze stajni ojca Rydzyka[/url], wychowanek TV Trwam. A Pawelczyk, który jest jego zastępcą oddelegowanym do zarządzania "Wiadomościami", to jednocześnie zaufany człowiek Paczuskiej, czołowy wydawca "Wiadomości”. 

[b]"Wiadomościami" zarządza Pawelczyk[/b]
Gdyby więc rzeczywiście doszło do zmiany na stanowisku szefa głównego programu informacyjnego TVP 1, to - jak przekonuje nasz rozmówca z Placu Powstańców – Pawelczyk  ma raczej nikłe szanse, by sprawować tę funkcję. – On nie ma mocnych politycznych pleców. Jest kojarzony z Paczuską – mówi nasz informator.

O tym, czy dojdzie do kadrowego "trzęsienia ziemi" w  "Wiadomościach", przekonamy się już wkrótce.]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/53f0ccee67fb80034d4a71ed4737846f,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/53f0ccee67fb80034d4a71ed4737846f,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Danuta Holecka to jedna z  twarzy &quot;Wiadomości&quot; TVP1 za czasów PiS.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/214471,radni-pis-i-po-krytykuja-biedronia-za-udzial-w-woodstocku-oto-dowod-ze-slupsk-nie-zaplaci-za-to-ani-grosza</guid><link>https://natemat.pl/214471,radni-pis-i-po-krytykuja-biedronia-za-udzial-w-woodstocku-oto-dowod-ze-slupsk-nie-zaplaci-za-to-ani-grosza</link><pubDate>Tue, 08 Aug 2017 18:14:19 +0200</pubDate><title>Radni PiS i PO krytykują Biedronia za Woodstock. Mamy dowód, że Słupsk nie zapłaci za to ani grosza</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/b998543a6928fdf3c32d0c41e245995a,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Choć w Sejmie walka polityczna PiS i PO trwa na całego, to na szczeblu samorządowym politycy obu formacji potrafią mówić jednym głosem. Słupscy radni Prawa i Sprawiedliwości oraz Platformy Obywatelskiej zgodnie krytykują udział prezydenta Roberta Biedronia w Przystanku Woodstock, a wszystko to w materiale TVP Gdańsk.

Lokalny [url=https://gdansk.tvp.pl/33514479/07082017-1830]oddział TVP informuje[/url], że [url=http://natemat.pl/t/897,robert-biedron]Robert Biedroń[/url] był jedynym prezydentem miasta, który wystąpił na festiwalu. Telewizja publiczna pokazuje wypowiedź radnego PiS Tadeusza Bobrowskiego, który zarzuca Biedroniowi, że na [url=http://natemat.pl/t/1245,przystanek-woodstock]Woodstocku[/url] nie powiedział ani słowa o Słupsku. To nieprawda. Biedroń mówi o Słupsku choćby w siódmej minucie poniższego nagrania, a przykładów jest więcej. "Jesteśmy miastem, które się degeneruje, sytuacja jest krytyczna" – mówi do kamery TVP Gdańsk radny Bobrowski, sugerując że Słupsk jest w ruinie.[block position="indent"]246903[/block]Radna Beata Chrzanowska (PO), również krytykuje udział prezydenta Słupska w imprezie muzycznej Jurka Owsiaka, ale podaje inne argumenty. "Wyjazd za pieniądze służbowe i w czasie pracy uważam za naganny" – tłumaczy członkini Platformy. 

Tymczasem sam Biedroń tłumaczy, że za jego wyjazd na Woodstock zapłacili organizatorzy, więc Słupsk nie poniesie w związku z tym żadnych kosztów. Prezydent Słupska powiedział [url=http://natemat.pl/t/613,tvp]TVP[/url] Gdańsk, że to nie pierwszy raz kiedy dopełnia formalności rozliczając delegację kwotą 0 zł. Redakcja naTemat poprosiła urząd miejski o udostępnienie dokumentu, które to potwierdzają. Jak mówi inspektor ds. komunikacji, Karolina Chalecka, prezydent po powrocie z delegacji składa oświadczenie, które później trafia do księgowości, a następnie zostaje wpisana kwota 0 zł. Formalności związane z tą delegacją mają zostać zamknięte w ciągu kilku dni.[photo position="inside"]594105[/photo]]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/b998543a6928fdf3c32d0c41e245995a,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/b998543a6928fdf3c32d0c41e245995a,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Zarówno radni PO, jak i radni PiS, krytykują Roberta Biedronia za udział w Przystanku Woodstock. Prezydent Słupska się broni.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/214461,wstrzasajaca-konferencja-wdowy-po-adm-karwecie-w-trumnie-byly-worki-na-smieci-i-szczatki-8-osob</guid><link>https://natemat.pl/214461,wstrzasajaca-konferencja-wdowy-po-adm-karwecie-w-trumnie-byly-worki-na-smieci-i-szczatki-8-osob</link><pubDate>Tue, 08 Aug 2017 15:03:16 +0200</pubDate><title>Wstrząsająca konferencja wdowy po adm. Karwecie. &quot;W trumnie były worki na śmieci i szczątki 8 osób&quot;</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/9b265e0977af14d9774cf443a1da3951,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Mariola Karweta, której mąż zginął w katastrofie smoleńskiej, na konferencji prasowej ujawniła wyniki ekshumacji. Powiedziała, że w trumnie były worki na śmieci, a w nich szczątki w sumie ośmiu osób.

- Kiedy słyszę rzekomo żal bezbronnych, wycinanych drzew... A co z nami? Nas wam nie żal? Nie żal wam, że przez siedem lat przechodzimy gehennę? Że przez siedem lat żyjemy w nieustającej żałobie? Ludzi nie żal? - pytała łamiącym się głosem Mariola Karweta. 

[block position="inside"]246887[/block]

Jej mąż, admirał Andrzej Karweta, od 11 listopada 2007 roku był dowódcą Marynarki Wojennej. Zginął 10 kwietnia 2010 roku [url=http://natemat.pl/t/16,katastrofa-smolenska]w Smoleńsku[/url] wraz z 95 innymi osobami. W czerwcu przeprowadzono [url=http://natemat.pl/193853,jak-wyglada-ekshumacja-krok-po-kroku-uwaga-ta-rozmowa-nie-jest-dla-osob-o-slabych-nerwach]sekcję zwłok[/url].  Właśnie o niej mówiła żona admirała.

[photo position="inside"]594079[/photo]

- Otwarto trumnę, zobaczyłam mundur mojego męża. Pod mundurem bielizna, nie jego - mała, w znacznie mniejszym rozmiarze, zielona, sądzę, że należała do przedstawiciela wojsk lądowych, szczuplejszego, niższego od mojego męża - komentowała. 

- Pod bielizną worki - jeden to worek, w jakim zwykle są transportowane ciała ofiar katastrof, morderstw, tyle tylko, że zwinięty i powiązany białym sznurem nylonowym, na jakim wieszano pranie. Obok dwa worki duże, ciemne, na śmieci. I reklamówka żółta, przejrzysta. Tak pochowano mojego męża - zaznaczyła.

 [block position="inside"]246885[/block]

Jak stwierdziła, w trumnie były szczątki ośmiu osób. Dwóch nie udało się zidentyfikować. Poza tym szczątki jej męża znaleziono także w czterech innych trumnach. 

- Prezes Kaczyński podzielił Polskę. A ja pytam: może to kłamstwo nas podzieliło? - powiedziała Mariola Karweta.]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/9b265e0977af14d9774cf443a1da3951,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/9b265e0977af14d9774cf443a1da3951,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Konferencja żony ofiary katastrofy smoleńskiej. Co powiedziała Mariola Karweta?</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/214445,tego-jeszcze-nie-bylo-niedoszli-pasazerowie-lotu-do-warszawy-wtargnela-na-plyte-lotniska-w-gdansku-by-scigac-samolot</guid><link>https://natemat.pl/214445,tego-jeszcze-nie-bylo-niedoszli-pasazerowie-lotu-do-warszawy-wtargnela-na-plyte-lotniska-w-gdansku-by-scigac-samolot</link><pubDate>Tue, 08 Aug 2017 13:33:34 +0200</pubDate><title>Na lotnisku w Gdańsku coś takiego nie zdarzyło się nigdy. Pasażerowie wtargnęli na płytę, zaczęli gonić samolot</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/2fb904940bb8c215c49e036c84811bf8,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Na tak popularnych lotniskach, jak to w Gdańsku, niejedno już widzieli. Szczególnie, gdy podróżni tracili nerwy, bo posypał się im plan podróży... W poniedziałkowy poranek w Porcie Lotniczym im. Lecha Wałęsy wydarzyła się jednak sytuacja bezprecedensowa. Ryzykując podejrzenia o terroryzm trzy osoby sforsowały drzwi terminala i wtargnęły na płytę lotniska, by... ścigać samolot do Warszawy, na który się spóźniły.

Jak informuje Morski Odział Straży Granicznej w [url=http://natemat.pl/t/683,gdansk]Gdańsku[/url], do incydentu doszło w poniedziałek około godz. 6:00. To wtedy trójka pasażerów spóźnionych na lot do Warszawy postanowiła za wszelką cenę dostać się na pokład [url=http://natemat.pl/t/1789,samoloty]samolotu[/url], który za chwilę miał już wystartować. – Nigdy nie mieliśmy do czynienia z taką sytuacją. Kiedyś była tylko próba usiłowania wejścia na płytę, ale takiego siłowego forsowania drzwi jeszcze nie było – mówi w rozmowie z naTemat Tadeusz Gruchala z MOSG.

Prowodyrem zajścia był mężczyzna, który siłą sforsował zabezpieczenia w drzwiach prowadzących z terminala na płytę i do wtargnięcia na nią namówił dwie inne spóźnione kobiety. Co ciekawe, nie nie były one jego koleżankami. Na całe szczęście dla całej tej trójki, polska Straż Graniczna okazała się działać w takich przypadkach delikatniej niż służby z wielu innych państw. W Stanach Zjednoczonych lub Europie Zachodniej taki wybryk zakończyłby się potraktowaniem ich niczym potencjalnych terrorystów, w Polsce skończyło się tylko na mandatach. Główny sprawca otrzymał karę w wysokości 500 zł, jego nowe koleżanki muszą zapłacić po 200 zł.

W tej sprawie pojawiają się oczywiście także pytania o bezpieczeństwo Portu Lotniczego im. Lecha Wałęsy w Gdańsku. Co stałoby się, gdyby tak zachowali się prawdziwi terroryści? W Morskim Oddziale Straży Granicznej w Gdańsku poinformowano nas, że nie ma powodów do obaw. – Wszystkie systemu bezpieczeństwa zadziałały prawidłowo. W chwili sforsowania tych drzwi włączyły się alarmy i osoby te w zasadzie po kilkudziesięciu sekundach były już w naszych rękach – wyjaśnia Tadeusz Gruchala.]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/2fb904940bb8c215c49e036c84811bf8,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/2fb904940bb8c215c49e036c84811bf8,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Trójka niedoszłych pasażerów lotu z Gdańska do Warszawy wtargnęła w poniedziałek na płytę lotniska w Rębiechowie, by ścigać samolot, na który się spóźnili.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/214429,zadnej-grubej-kreski-marek-czyz-ma-tylko-jedna-rade-dla-pracownikow-tvp-ktorzy-reprezentuja-pis</guid><link>https://natemat.pl/214429,zadnej-grubej-kreski-marek-czyz-ma-tylko-jedna-rade-dla-pracownikow-tvp-ktorzy-reprezentuja-pis</link><pubDate>Tue, 08 Aug 2017 12:06:13 +0200</pubDate><title>Były dziennikarz TVP Info o tym, co Rachoń zrobił z jego programem. &quot;To jest cep&quot;</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/1d117aa1f6b4c3af7369c1abb8f9f2fd,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Wyrzucenia go z pracy w TVP przejętej PiS domagała się poseł Krystyna Pawłowicz. Teraz dziennikarz zadaje politykom "Proste pytanie" w Nowej TV. W rozmowie z naTemat Marek Czyż mówi, co czuje oglądając swój dawny program, "Bez retuszu", w którym jako dziennikarz występuje rzecznik sopockiego PiS, Michał Rachoń. Zastanawia się także, co stanie się z TVP i jej pracownikami, gdy dojdzie do zmiany władzy.

[b]Jak się pan czuje, oglądając swój dawny program w nowym wydaniu?[/b]

Marek Czyż: Źle. Jest mi przykro. Jednocześnie spodziewałem się tego, że "Bez retuszu" czeka taki sam los jak inne audycje w [url=http://natemat.pl/t/613,tvp]TVP[/url]. To, że zmieni się w cep, było nieuniknione, choć być może "młot" jest właściwszym określeniem.

[b]Ma pan pretensje do poseł Krystyny Pawłowicz, że domagała się pańskiego zwolnienia z TVP?[/b]

Panią poseł traktuję jak polityczny folklor, każda partia ma takiego trefnisia. Jedyne, co może dziwić to to, że w takiej roli odnajduje się profesor prawa. Pani [url=http://natemat.pl/t/1387,krystyna-pawlowicz]Pawłowicz[/url] nie jest osobą, do której mógłbym mieć o cokolwiek pretensje.[block position="indent"]246849[/block][b]Dziwi pana, że w "Bez retuszu" jako dziennikarz występuje były rzecznik partyjny, Michał Rachoń?[/b]

Nic już mnie nie zdziwi. 

[b]Śledzi pan kolejne odcinki?[/b]

Nie. To nie ma sensu. Jeśli czegoś się dowiaduję, to dociera to do mnie mimochodem, a nie dlatego że monitoruję program.

[b]Pojawia się argument, że nie należy zarzucać TVP tego, że jest tubą propagandową PiS, bo przed wyborami pełniła taką samą funkcję wobec PO.[/b]

Takie wnioski warto formułować w oparciu o fakty. Należałoby sprawdzić, ilu gości z jakich partii występowało w TVP wtedy, a ilu teraz. Warto podliczyć, ile mieli czasu antenowego. Telewizja publiczna jest łupem partyjnym nie od wczoraj, ale teraz przyjęło to skrajną postać.

[b]W pańskim programie "Proste pytanie" nie pojawiają się politycy PiS.[/b]

To dlatego, że odrzucają zaproszenia. Znam dobrze kilku polityków partii rządzącej i jestem pewien, że chętnie pojawiliby się w [url=http://www.nowa.tv/wszystko-o/proste-pytanie,6/17/]Nowej TV[/url], a jednak wszyscy omijają stację szerokim łukiem. Przypuszczam, że mają takie polecenie z Nowogrodzkiej.[block position="indent"]246863[/block][b]Do TVN przychodzą.[/b]

Tak, ale ta stacja ma zupełnie inny zasięg niż nasza. PiS nie może sobie pozwolić, by się tam nie pojawiać, a nas może ignorować.

[b]Czy ma pan jakąś radę dla "dobrozmiennych" twarzy TVP? Przecież to nie będzie trwało wiecznie, bo władza się zmieni.[/b]

Żadne wielkie odejścia ani spektakularne gesty na tym etapie już nie wchodzą w grę. Jest za późno. Jedyne, co mogą zrobić, by postarać się ubabrać najmniej, jak to możliwe.

[b]Co się stanie z TVP, gdy władza się zmieni? Czy jej odbudowanie będzie możliwe?[/b]

Jeśli ktoś się podejmie tego trudu, to będzie to mozolne zadanie. Być może nawet można to nazwać "odgruzowaniem". Kolejne ekipy wchodziły na Woronicza z miotłą, która zamiatała tak szeroko, jak to możliwe. Trzeba skończyć z tą praktyką. Następne władze TVP powinny uważnie przyjrzeć się temu, co warto zachować, a czego nie.

[b]Czyli co, gruba kreska? Pereira, Rachoń, Paczuska, Bugała  i inni powinni zostać w TVP po zmianie władzy?[/b]

Żadnej grubej kreski, bo to nigdy nie kończy się dobrze. Potrzebny jest solidny rachunek sumienia. Spisane będą czyny i rozmowy.]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/1d117aa1f6b4c3af7369c1abb8f9f2fd,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/1d117aa1f6b4c3af7369c1abb8f9f2fd,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Marek Czyż ze smutkiem ogląda &quot;Bez retuszu&quot; w nowym wydaniu. Jego zdaniem program jest teraz toporny jak cep.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/214285,awantura-z-udzialem-pracownika-tvp-i-uczestnikow-klubu-obywatelskiego-pan-pomawia-telewizje-publiczna</guid><link>https://natemat.pl/214285,awantura-z-udzialem-pracownika-tvp-i-uczestnikow-klubu-obywatelskiego-pan-pomawia-telewizje-publiczna</link><pubDate>Sun, 06 Aug 2017 16:58:56 +0200</pubDate><title>Awantura z udziałem pracownika TVP i uczestników Klubu Obywatelskiego. &quot;Pan pomawia telewizję publiczną!&quot;</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/daa7d6944cc3eb0589e1e45db69bef06,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />TVP opublikowała na Twitterze fragment nagrania, na którym widać awanturę pomiędzy jej pracownikiem i uczestnikami spotkania Klubu Obywatelskiego, w tym politykami Platformy. Mężczyzna z TVP przez mikrofon wyraża oburzenie opinią, że nie ma telewizji publicznej (bo - w domyśle - jest partyjna telewizja PiS), a osoby zgromadzone na sali próbują go przekrzyczeć.

Opinia, że w Polsce nie ma już telewizji publicznej, [url=http://natemat.pl/214063,przesluchanie-donalda-tuska-przed-wejsciem-powiedzial-nie-ma-telewizji-publicznej-w-polsce]wybrzmiała głośno kilka dni temu[/url], gdy [url=http://natemat.pl/t/239,donald-tusk]Donald Tusk[/url] zmierzał na przesłuchanie w prokuraturze w związku z katastrofą smoleńską. Na pytanie pracownika TVP Gdańsk o otwieranie trumien ofiar wypadku lotniczego, Tusk odpowiedział jedynie, że nie ma w Polsce telewizji publicznej.

To samo stwierdzenie najwyraźniej padło na spotkaniu Klubu Obywatelskiego, organizowanego przez PO, bo mały, minutowy, fragment nagrania opublikowany przez [url=http://natemat.pl/t/613,tvp]TVP[/url] Info pokazuje zdenerwowanego pracownika TVP, który sprzeciwia się takiemu poglądowi. "Pan pomawia telewizję publiczną!" – krzyczy do marszałka Borusewicza. 

Lider PO, Grzegorz Schetyna, zarzuca mu bezczelność i mówi, że zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią odpowie na jego pytania po spotkaniu, ale to nie uspokaja pracownika TVP. "Zamknij się!", "propaganda!" – krzyczy do niego ktoś z publiczności. A sam pracownik TVP potrząsając palcem ubolewa nad tym, że osoby walczące o demokrację nie dopuszczają mediów do głosu.[block position="indent"]246663[/block]Ostatnio o dwóch pracownikach TVP było głośno, gdy przyszli na manifestację przeciwko upartyjnieniu sądów przez PiS i [url=http://natemat.pl/213111,popis-chamstwa-gwiazd-tvp-info-styczynski-i-oltarzewski-przyszli-na-protest-przeciw-pis-pokazac-fucki-rowiesnikom]pokazywali środkowe palce[/url] protestującym.]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/daa7d6944cc3eb0589e1e45db69bef06,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/daa7d6944cc3eb0589e1e45db69bef06,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Pracownik TVP (potrząsa palcem) zdenerwował się słowami, że w Polsce nie ma już telewizji publicznej.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/214289,przyszedl-na-sor-z-rozcieta-noga-chwile-pozniej-personel-uciekal-przed-nim-w-poplochu</guid><link>https://natemat.pl/214289,przyszedl-na-sor-z-rozcieta-noga-chwile-pozniej-personel-uciekal-przed-nim-w-poplochu</link><pubDate>Sun, 06 Aug 2017 16:22:07 +0200</pubDate><title>Przyszedł na SOR z rozcięta nogą. Chwilę później personel uciekał przed nim w popłochu</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/dcad83ebeb71213c173dc049b4c7af44,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Tej nocy długo nie zapomną pacjenci i pracownicy szpitala w Jaśle, obecni na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym. Nic nie zapowiadało, że zostaną świadkami demolki, którą urządzi 31-letni mężczyzna poszukujący pomocy medycznej. Sprawę opisał lokalny portal Jaslo4u.

Mężczyzna został przywieziony na SOR karetką w związku z raną nogi. Gdy około 3 w nocy rozpoczęły się [url=http://natemat.pl/t/69,zdrowie]badania[/url] diagnostyczne, 31-latek wpadł w furię. "SOR wygląda jak rzeźnia. W sali zabiegowej pacjent zdewastował drzwi, powyrywał klamki, przesunął stół operacyjny. Pracuje 22 lata i jeszcze takiego ataku agresji nie widziałem" – powiedział portalowi Jaslo4u Michał Burbelka, dyrektor jasielskiego szpitala.[block position="indent"]246667[/block]Personel medyczny zabarykadował drzwi, by dla bezpieczeństwa odizolować agresywnego 31-latka od innych ludzi. "Musieli uciec, bo by ich po prostu pozabijał" – mówi dyrektor Burbelka.

Do agresywnego pacjenta przyjechała policja. 31-latek będzie miał teraz trochę czasu na rozmyślania w areszcie. Okazało się, że [url=http://natemat.pl/t/2135,mezczyzni]mężczyzna[/url] miał we krwi niemal 4 promile alkoholu.

[i]źródło: [url=http://www.jaslo4u.pl/urzadzil-istna-demolke-w-szpitalu-newsy-jaslo-22074]Jaslo4u.pl[/url][/i]]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/dcad83ebeb71213c173dc049b4c7af44,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/dcad83ebeb71213c173dc049b4c7af44,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Jeden z pacjentów w Jaśle wpadł w szał. Mężczyzna zdemolował gabinet zabiegowy Szpitalnego Oddziału Ratunkowego (fotografia poglądowa).</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://natemat.pl/214235,korki-na-autostradzie-a1-normalni-ludzie-nie-moga-dojechac-na-wakacje-bo-kibole-sie-tluka</guid><link>https://natemat.pl/214235,korki-na-autostradzie-a1-normalni-ludzie-nie-moga-dojechac-na-wakacje-bo-kibole-sie-tluka</link><pubDate>Sat, 05 Aug 2017 15:08:32 +0200</pubDate><title>Gigantyczny korek na autostradzie A1. &quot;Normalni ludzie nie mogą dojechać na wakacje, bo kibole się tłuką&quot;</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.natemat.pl/2436025fb5f8f6a1403d638e780c3ee3,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />To mogło skończyć się bardzo krwawo. Na parkingu przy autostradzie A1 starły się ze sobą dwie grupy pseudokibiców. Groźniejszej konfrontacji między osobami z Zabrza i Stalowej Wolej zapobiegli policjanci. Możemy sobie wyobrazić jakby się to mogło skończyć, gdyby wszyscy naraz zaczęli się bić. A było tam aż 8 autobusów wypchanych fanatycznymi kibicami drużyn piłkarskich.

Ok. godziny 10:00 na MOP w Krzyżanowie Wschodzie najpierw wjechały 2 autokary ze Stalowej Woli. Po chwili na parkingu pojawiło się kolejne 6 pojazdów z Zabrza. Kibice zaczęli się bić, ale wkróce zostali powstrzymani przez policję. Jak podaje RMF FM "w ruch poszły gumowe kule i gaz łzawiący". 3 osoby trafiły do szpitali w Kutnie i Łodzi.[block position="inside"]246543[/block]Na autostradzie A1 tworzą się ogromne korki. Częściowo zablokowany jest węzeł Łódź Północ w stronę Gdańska. Można jeździć po jednym pasie, dlatego policja zaleca objazd: na węźle Piątek skręcić na DW 703, później na DW 702 w kierunku Kutna, potem na DK 92 w kierunku Łowicza i wracamy na A1 na węźle Kutno Wschód.[block position="inside"]246545[/block][block position="inside"]246547[/block]Na razie nie wiadomo czy ktoś został zatrzymany.

[i]Źródło: [url=http://www.tvn24.pl/trzy-osoby-ranne-w-starciach-pseudokibicow-na-autostradzie-a1,762487,s.html]TVN24.pl[/url][/i]]]></description><media:thumbnail url="https://m.natemat.pl/2436025fb5f8f6a1403d638e780c3ee3,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.natemat.pl/2436025fb5f8f6a1403d638e780c3ee3,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Na autostradzie A1 pobili się kibice różnych drużyn.</media:title></media:content></item>
		
	</channel>
</rss>
