Głęboki wdech i wydech. Oto Mercedes C63S AMG w wersji Coupe. Co się kryje za tą serią liter i cyfr? Najpiękniejsza „coupeta”, jaką widziałem i najmocniejsza, jaką miałem okazję jeździć. To samochód, który wywołuje zupełnie inne emocje niż wszystko, co opisywailśmy do tej pory w redakcyjnych testach. Autentyczne pożądanie miesza się z równie autentycznym przerażeniem. Tak, samochód ze zdjęć przeraża.
O Porsche 911 Carrera napisałem kiedyś, że to samochód, o którym marzy każdy facet. Mercedes C63S AMG wywołuje zupełnie inne odczucia. Jego się pożąda, mówi to wzrok mężczyzn, którzy na niego zerkają. Gdyby porównać te dwa modele, dajmy na to, do kobiet, Porsche jest jak kobieta piękna, elegancka, z klasą, trochę delikatna i naturalna, z którą raczej chcesz się ożenić. Natomiast Mercedes jest jak kobieta ostra, wulgarna, „nie z tej ligi”, robiąca fenomenalne wrażenie na wszystkich. Chcesz robić z nią wiele, ale na pewno nie postrzegasz jej w kategoriach małżeństwa.

Pożądanie – to emocja, którą wywołuje automatycznie u kierowców w każdym wieku. Natomiast przeraża dopiero tych, którzy mieli okazję zasiąść za jego kółkiem. A mimo to kusi do złego. Wystarczy na niego spojrzeć, wystarczy go posłuchać.
W tym wariancie mocniej już nie będzie. C63S AMG to skrajnie sportowe auto, które ma pod maską wszystko, co dała fabryka. Dopisek „S” oznacza, że do dyspozycji kierowcy jest 510 koni mechanicznych (34 więcej niż w wersji „normalnej”), które przy współpracy z 4-litrowym silnikiem katapultują nas do pierwszej setki w zaledwie 3,9 sekundy. Prędkość maksymalna to 290 km/h.

To brutalne i bardzo sportowe osiągi na poziomie Porsche 911 Carrera S (3,9s i 420KM) czy „rodzinnego kombi” ukrytego pod nazwą Audi RS6 (3,7s o 605KM). Wrażeniami z jazdy bliżej mu jednak do tego pierwszego.
Choć szczerze mówiąc ta S-ka w nazwie to już szczegół, bo „zwykła” C63 jest równie potworna. Tracimy zaledwie 0,1s podczas rozpędzania do pierwszych 100km/h oraz mamy o 40km/h niższą prędkość maksymalną (tutaj 250km/h) i trochę mniejszy moment obrotowy. Jeśli jesteśmy w stanie przeżyć bez „S”-ki w nazwie, zaoszczędzimy ok. 60 tys. złotych.

Wizualnie ten samochód to arcydzieło. Łechta mój osobisty gust i preferencje z każdej możliwej strony. C63S AMG w Coupe jest prześliczny… Hmm, to słowo brzmi trochę dziwnie przy jego agresywnym i charakterze. Ma zachowane idealne proporcje, wyprofilowane krawędzie i muskularne linie.
Mimo obiektywnie nie tak dużych rozmiarów jest szeroki i niski. Poszerzony tam, gdzie tego się oczekuje. I doprawiony akcentami z napisem AMG na chłodnicy, klapie bagażnika czy felgach. Szatan wcielony z dwoma rogami – to znaczy ostrymi liniami na masce, które widać także zza kierownicy.Czy wspomniałem już o podświetlających się na niebiesko światłach podczas otwierania samochodu?

Ale to wszystko nie wyglądałoby tak dobrze, gdyby nie obłędny matowy lakier, który sprawia, że nasza „coupeta” staje się naprawdę wkurzonym samochodem. Nawet redakcyjni koledzy i koleżanki, nie zwracający do tej pory uwagi na auta z działu Moto, przyznali, że taki zestaw to coś wyjątkowego. Gdyby jednak nie ta kolorystyka, model mógłby się całkiem zwinnie ukryć w tłumie.
Pośrednio przyznał to także jeden z warszawskich kierowców (także w Mercedesie), który z rozdziawioną buzią jechał za mną kilkaset metrów i robił zdjęcia. Wulgarny, agresywny, męski, ostry, diabelski – każde słowo równie dobrze oddaje aurę, która bije od tego samochodu.

Gdy już wsiądziemy do tego potwora, trafiamy na mariaż sportu i elegancji, choć bez wątpienia to sportowy charakter jest tutaj dominujący. Fotele otulają i solidnie trzymają nas z każdej strony. W dłoniach trzymamy trzyramienną kierownicą ze świetnej w dotyku mikrofazy. Leży bardzo pewnie i jest przyjemną odmianą. Szczegół, na który zwrócił uwagę każdy, kto miał okazję jej dotknąć.
Całość jest konsekwentnie utrzymana w szarościach z dużą ilością włókna węglowego i aluminium. Zwróćcie uwagę, jak prosto, a zarazem elegancko i luksusowo jest zrobiony środkowy panel. Miejsca z tyłu nie ma dużo, ale jest zdecydowanie lepiej i praktyczniej niż w Porsche 911. Do przestronności jednak tam daleko. Zaskoczył mnie za to bagażnik, który na tle tego wszystkiego jest całkiem pojemny.

Pomiędzy przednimi fotelami kierowca dostaje kilka magicznych przycisków. Poza standardem do sterowania systemem multimedialnym są też guziki odpowiadające za właściwości jezdne. Pokrętło od zmiany trybu jazdy (poza komfortowym i indywidualnym jest sportowy, sportowy+, a także race, w którym biegi zmieniamy manetkami przy kierownicy), guzik od ESP (systemu stabilizacji) i zawieszenia oraz mój ulubiony – ten odpowiedzialny za wydech. Jedno kliknięcie wystarczy, by wściekły samochód stał się jeszcze bardziej wściekły. Odgłos, który w tym momencie dobiega do naszych uszu, uzależnia.
Złapałem się na tym, że czasami po prostu siedziałem i go słuchałem. Istna orkiestra, którą dyrygujemy za pomocą prawej stopy. Wystarczy muśnięcie pedału gazu, by auto nie tylko zerwało się do przodu, ale wydobyło z siebie głębokie brzmienie. Co ciekawe, był to inny odgłos niż ten, który niedawno słyszeliśmy w Audi RS6. Tamten bardziej strzelający, ten głęboko dudniący. Chyba nie słyszałem lepiej brzmiącego samochodu. To w dużej mierze zasługa specjalnie zaprojektowanego układu, który dzięki specjalnym klapkom zmienia ton swojego brzmienia.

Doświadczenia, które podczas jazdy gwarantuje Mercedes C63S AMG są przeniesione rodem z toru wyścigowego. To tam można wykorzystać jego pełnię możliwości. W mieście ten samochód aż się dusi. Rekcja jest błyskawiczna. Auto zrywa się bez żadnego opóźnienia po „depnięciu” gazu. Pech chciał, że cztery dni testu to w znakomitej większości deszcz i mokra nawierzchnia, przez co C63S AMG nie mógł pokazać pełni swoich możliwości.
Do każdego samochodu trzeba podchodzić z pokorą. Do tych sportowych z dwa razy większą, natomiast do tego warto zabrać ze sobą dodatkowy plecak z napisem „pokora i uwaga”. Wielka moc to wielka odpowiedzialność – można powiedzieć, parafrazując znane przysłowie.

Przy samochodzie o takich osiągach musimy pamiętać, że równie szybko możemy pojechać, co stracić panowanie nad autem. Przy mokrej nawierzchni i napędzie na tył nawet stosunkowo delikatne puknięcie gazu było szybko odczuwalne. Tylne koła często próbowały uciekać na bok, ale systemy bezpieczeństwa bardzo szybko i pewnie trzymały auto w ryzach, o czym miałem okazję przekonać się wielokrotnie.
Mimo to, dziesiątki pierwszych kilometrów to oswajanie się z autem. Może to kwestia parszywej pogody, ale pierwszy raz w życiu czułem tak duży respekt do samochodu. Gdy poznajemy się bliżej, pewność wzrasta i coraz bardziej ufamy systemom, widząc, że nie pozwalają uciec bardziej niż byśmy tego oczekiwali. Auto prowadzi się jak po sznurze, a zakręty (te suche!) można pokonywać zwiększając prędkość tam, gdzie inni ją zmniejszają.

Odpalenie trybu sportowego oraz wyłączenie systemu ESP powoduje, że „tyłek”, który próbował rozrabiać, ale był trzymany w ryzach, od teraz… hulaj dusza, piekła nie ma. Jednocześnie za sprawą tzw. szpery, auto udawało się kontrolować precyzyjnie przy moich amatorskich umiejętnościach. Tylko można sobie wyobrazić, co jest w stanie zrobić z tym autem zawodowy kierowca.
Spalanie deklarowane przez producenta jest wręcz zaskakująco niskie. Średnio ma to być ok. 8l/100km. Jednak w praktyce za kierownicą takiego auta jest to praktycznie niemożliwe. Nazwijmy to racjonalna jazda generowała ok. 10l/100km, a taka dostarczająca frajdy generowała kolejne 3-5l/100km.

Ten Mercedes C63S AMG Coupe to bez wątpienia jedno z najładniejszych aut, które nie tylko miałem okazję prowadzić, ale w ogóle zobaczyć. Diabelski charakter tego samochodu (zarówno wizualny, jak i jezdny) doprowadza do szału. Z radości i zazdrości – niepotrzebne można skreślić. Ta przyjemność to koszt od 400 tys. zł w górę (doliczmy jednak dodatki), co w porównaniu do np. Porsche 911 jest ceną baaardzo konkurencyjną.
Jednocześnie warto pamiętać, że jest to auto, które na dłuższą metę codziennej eksploatacji może być męczące. To moc i osiągi z najwyższej półki, które będą marnować się przy kimś, kto nie do końca będzie potrafił docenić potencjał tego auta i prowadzić go z odwagą. A gwarantuję, że tej tutaj potrzeba. Dla tych, którzy dopiero wchodzą na ten poziom, ciekawą alternatywą może być „ludzkie AMG”, które opisywaliśmy np. w przypadku Mercedesa C450.
Michał Mańkowski
Mateusz Trusewicz
