naTemat extra

Krajobraz po burzy

W połowie sierpnia okolice Kaszub i Borów Tucholskich nawiedziła potężna nawałnica. Nie obyło się bez ofiar śmiertelnych – życie straciły harcerki, które przebywały na obozie w Suszku.
Wokół tematu nawałnic rozpętała się mała wojna. Najpierw o to, dlaczego przedstawiciele rządu przebywają na wakacjach, zamiast odwiedzić tereny dotknięte żywiołem, potem o niewprowadzenie stanu klęski żywiołowej, dzięki któremu w pomoc mogłoby oficjalnie zaangażować się wojsko.
Po chwili na Kaszubach i w Borach Tucholskich politycy pojawili się masowo. Poklepywali, rozmawiali i kiwali głową ze zrozumieniem. Dzisiaj w okolicach Suszka, Mierucina, Topinka, Rogalina i Wilkowa – czyli miejscowości, które ucierpiały najbardziej, jest już spokojniej, ale pracowicie. Pojechaliśmy zobaczyć, jak mieszkańcy radzą sobie przejściu żywiołu.

Cisza po burzy

Czy w Rogalinie jest lepiej?
– Lepiej to chyba nie będzie, dopóki nie przykryjemy dachu, straszny nam każdy deszcz – mówi Zofia Wardyn z Rogalina, która w efekcie nawałnic straciła prawie cały dobytek. – Bardzo się boję, bo z mężem jesteśmy w podeszłym wieku. On ma skończone 78 lat, a ja 71.
Mieszkańcy tłumaczą, że teraz największym problemem jest to, że żadnej remontowej firmy nie można dostać, bo wszystkie są rozchwytywane.
Przejście nawałnicy było traumatycznym doświadczeniem. – Ja dopiero niedawno przestałam płakać. Teraz w takiej budzie śpimy, jak w jakimś wozie Drzymały. Mam nadzieję, że do zimy uporamy się z remontem.
Małżeństwo było ubezpieczone. – Niby byli wczoraj i spisywali, ale na odszkodowanie koło miesiąca musimy czekać. Z sąsiadów to mało kto się interesuje, bo każdy swoje naprawia. Wolontariusze w ramach pomocy społecznej przyjechali drzewo ciąć, bo na razie najważniejsze jest, żebyśmy to podwórko uprzątnęli – dodaje pani Zofia.
Jest też kłopot z eternitem. Są specjalne firmy, które mają zabierać, ale eternit musi być złożony na palecie i ofoliowany. – A ja ani jestem do tego ubrana, ani przygotowana, wyposażona ani nic. Może sołtys kogoś przyśle, żeby to uprzątnął. 
Mieszkańcy wspominają, że huragan zaczął się tak koło 22. Strażacy przyjechali pomagać koło 8.00 rano następnego dnia. Pomagają do tej pory. Czego najbardziej potrzeba ludziom poszkodowanym przez nawałnice?
– Dla mnie najważniejsze są teraz materiały budowlane i żeby dach przykryć. Dopiero w sobotę podłączyli nam taki prowizoryczny prąd. Były jakieś zawirowania z zezwoleniami na budowę, ale podobno wszystko ma zostać uproszczone. W Sępólnie dali taką panią od nadzoru budowlanego, ona ma nam zrobić projekt i określić, czy musimy wymienić strop, czy samo pokrycie dachowe – dodaje pani Zofia.

Wiatr zabrał wszystko

Piotr Rynk z Waldowa ma straty na 700 tys zł. Nie chodzi tu wyłącznie o dom. – Straciłem zwierzęta. Cały szczyt w domu do wymiany. Jak przyszła wichura to trzymaliśmy okna w domu, żeby nawałnica nie wdarła się do środka. Świeciliśmy latarką, bo oczywiście prądu nie było. I trudno było dostrzec, co to za żywioł – grad, deszcz czy tornado. Ci co poszli np. pozamykać stodoły, to nie dali rady już potem do domu – wspomina. 
Pan Piotr zaznacza, że pierwsi z pomocą przyjechali strażacy ochotnicy, uprzątali pobojowisko traktorem. – Dom jest popękany, okna wykrzywione i wszystko zalane. Była opieka społeczna, ubezpieczenie mam na 50 tys. zł, a zniszczenia aż cztery razy większe. Zalało mi całe plony. To jest nie do uratowania. W nocy jeszcze leciałem przykryć to wszystko, silosy ochraniałem, ale to nic nie dało. Bo to już wszystko szalało. Kto mnie zna, to pomaga, na ile może. Ale każdy tu ma straty, dlatego tak potrzebna jest pomoc z zewnątrz.
Ofiarom nawałnic pomagają wolontariusze z warsztatu terapii zajęciowej z Sępólna. Przyjechali studenci z Portugalii, Armenii, Czeczenii i Łotwy.
Poszkodowanym najbardziej potrzebne są materiały budowlane, usługi firm remontowych i każde ręce zdolne do pracy.

Agata Komosa
Maciej Stanik





Autorzy artykułu:

Agata Komosa