Gdy wchodzi Robert Biedroń, sala wybucha aplauzem. - Jak król! - wzdycha z zachwytem siedząca za mną pani po pięćdziesiątce, gdy lider Wiosny przemierza pomieszczenie w szpalerze zwolenników. Po drodze rozdaje uściski rąk i pozuje do selfie. Chętnych nie brakuje. W tym czasie na scenie jego ekipa zwiera szyki, by stworzyć dla niego żywe tło. Tak zaczyna się ostatnia regionalna konwencja Wiosny w Rzeszowie. Wcześniej jednak weszliśmy za kulisy wydarzenia na Podkarpaciu.

fot. Maciej Stanik / naTemat
Czekając na Biedronia
Uczestnicy spotkania zaczynają się zbierać w holu Hotelu Prezydenckiego w Rzeszowie już przed 17-tą, czyli na ponad godzinę przed rozpoczęciem imprezy. Na schodach przybyłych wita 63-letnia pani Bożena, emerytka. Kobieta uważa, że lider Wiosny był “najwspanialszym posłem”. - Co obiecuje, to spełnia - twierdzi.
Pani Bożena jest wolontariuszką Wiosny, która w jej ocenie “ma znacznie lepszy program niż PiS”. Dlatego jest spokojna o szanse partii Biedronia na Podkarpaciu. Najbardziej przemawia do niej postulat gwarantowanej emerytury minimalnej. Mówi, że po kilkudziesięciu latach pracy dostaje tylko 1054 zł, więc obiecywana przez Wiosnę kwota 1600 zł miesięcznie znacznie poprawiłaby jej sytuację.
Wolontariuszki i wolontariusze Wiosny rozdają kolorową broszurę “Umowa Biedronia”. W niej, punkt po punkcie, wymienione są postulaty programowe partii, w tym wizyta u lekarza specjalisty w ciągu 30 dni, pensja minimalna w kwocie 2700 zł, 2 proc. PKB na naukę, autobus w każdej gminie, bezpieczne przerywanie niechcianej ciąży, świeckie państwo, wsparcie asystentów codziennych czynności dla osób z niepełnosprawnościami i alimenty ściągane jak podatki. “Czas na zmianę!” - czytamy w publikacji.

fot. Maciej Stanik / naTemat
- Radość życia. Zdecydowanie radość życia. I mówię to zarówno jako obywatel, jak i psychoterapeuta - tak na pytanie o to, co jest dla niego najważniejszą cechą formacji Biedronia, odpowiada Marek Janiak, 61-letni członek partii z Jasła. - Wreszcie dojrzałem do tego, by do czegoś należeć - śmieje się. Wspomina, że zna dwóch szeregowych członków PiS, którzy też dołączyli do partii Biedronia. - Mieli dość tej awantury, która trwa już prawie 4 lata.
Pan Marek miarowym krokiem przemierza hol. Wskazuje na drzwi i informuje, że właśnie trwa szkolenie dla koordynatorów regionalnych Wiosny z Podkarpacia. - Dołączyłem w grudniu. Trochę się spóźniłem na to, by być koordynatorem - zauważa. Zaraz jednak dodaje, że przed Wiosną stoją tak ogromne zadania, że pracy dla niego nie zabraknie, zwłaszcza przed wyborami do Sejmu.

fot. Maciej Stanik / naTemat
“To będzie moje państwo”
19-letnia Kaja w t-shircie Wiosny jest animatorką publiczności. Mówiąc krótko, ma własnym przykładem zadbać o to, by sala reagowała żywiołowo na to, co padnie ze sceny. Kaja uważa, że ugrupowanie Biedronia “jest jedyną sensowną partią w Polsce, dlatego trzeba się zaangażować”. Najważniejszy postulat? - Rozdział państwa od kościoła. U nas jest więcej kościołów, niż czegokolwiek innego - mówi. Wtóruje jej rówieśnica, Oliwia, która również pragnie, by Polska była świecka. - Jestem młoda i to będzie moje państwo w przyszłości - stwierdza.
Zofia i Roman, para 63-latków, przyszli na spotkanie Wiosny, bo mają dość “zabetonowania” sceny politycznej przez PiS i PO. Sami są członkami SLD, ale większe nadzieje wiążą z partią Biedronia. - Wnosi do polityki świeżość - komentuje pani Zofia. Z kolei pan Roman cieszy się, że Wiosna “nie wtapia się w Koalicję Obywatelską, bo to byłoby samobójstwo”. Pani Zofia kiwa głową.
Dla 65-letniego Roberta kluczową kwestią jest ochrona przyrody. Sam mieszka w Bieszczadach. - Tam się dzieje dokładnie to samo, co w Puszczy Białowieskiej. Wycinają starodrzew, by zarabiać na sprzedaży drewna. Lasy Państwowe są największym szkodnikiem w polskim środowisku - ocenia mężczyzna. Wcześniej nie był zaangażowany w politykę. - Nigdy nie byłem w partii, bo nikomu nie zaufałem. A Biedroń? Zgadzam się ze wszystkim, co mówi. To tak, jakby był w mojej głowie.

fot. Maciej Stanik / naTemat
Za kulisami
Gdy tłum w holu gęstnieje, w sali kongresowej trwają ostatnie przygotowania do wydarzenia. Współpracownicy pokazują Biedroniowi, którędy ma przejść, informują go także, gdzie będą siedzieć kluczowi goście. Dwa pierwsze rzędy krzeseł są zarezerwowane właśnie dla nich. Na 45 minut przed początkiem wydarzenia Robert Biedroń osobiście sprawdza mikrofon. Wszystko działa.
Razem z najbliższymi współpracownikami zaszywa się w bazie - pomieszczeniu z dużym stołem i poczęstunkiem, w którym trzymają rzeczy osobiste. To czas na ostatnie uzgodnienia i poprawki. Kto po kim zabiera głos, kogo przedstawić, o kim wspomnieć. - Nie mów przez 5 sekund - prosi Biedronia asystent, który nakłada pędzlem puder w okolice jego ust. Na chwilę zapada cisza. - Dla polityka 5 sekund bez mówienia to katorga - śmieje się szef Wiosny.

fot. Maciej Stanik / naTemat
Pytam Biedronia, czy wierzy w dobry wynik wyborczy Wiosny w bastionie PiS-u. - To nie jest bastion PiS-u! - odpowiada. Jego zdaniem w tym regionie wiele może się zmienić. - Rzeszów, Stalowa Wola, Tarnobrzeg, Mielec... jak tam pojedziesz i zapytasz się, czy to jest bastion PiS-u, to oni ci wszyscy powiedzą, że to były kiedyś lewicowe miasta - mówi Biedroń i podkreśla, że wierzy w to, że ludzie z “otwartego, różnorodnego i wielokulturowego Podkarpacia” mają swój rozum i potrafią dokonać przewartościowań.
Idąc tym tropem pytam o jego otwartość na Twitterze. Wielu użytkowników, w tym dziennikarzy, skarży się, że zostało przez niego zablokowanych. Niektórzy twierdzą, że dostali bana, choć nigdy się do niego nie odezwali. - Nie znam takiego przypadku - odpowiada Biedroń i porównuje Twittera do domu.- Chcę, żeby grono moich followersów to była wspólnota. Nie wszyscy muszą mnie śledzić. Nie jestem zupą pomidorową, żeby wszyscy mnie kochali. Jak ktoś przychodzi do mojego domu po to, żeby mnie hejtować, to nie ma wstępu. Mam zbyt wiele hejtu wokół siebie, by to tolerować - zaznacza.
Kilkanaście minut po 18-tej sala kongresowa w Hotelu Prezydenckim jest wypełniona po brzegi. - Jak dobrze być w domu! - mówi do publiczności uśmiechnięty Robert Biedroń. Podczas swojego występu wielokrotnie przypomina, że pochodzi z Krosna. W pierwszym rzędzie siedzi jego matka, która w PRL działała w “Solidarności”. - Dziś brakuje nam solidarności przez małe s - zauważa polityk, witając ją ze sceny.

W rzeszowskiej konwencji Wiosny uczestniczyła matka Roberta Biedronia (fot. Maciej Stanik / naTemat).
Program Wiosny ma być odpowiedzią na ten brak. Szczegóły przybliżą ze sceny dr Sylwia Spurek, była zastępczyni Rzecznika Praw Obywatelskich, prawniczka i wykładowczyni dr Lilija Twardosz oraz lokalny przedsiębiorca Robert Smucz.
Ostatnia dwójka była swego czasu zaangażowana w ruch Janusza Palikota, teraz stoją za Robertem Biedroniem. Mówią o tym, co trzeba zmienić: o emeryturach niższych niż 1000 zł, o walce o przetrwanie osób z niepełnosprawnościami, o łamanych prawach kobiet i braku rozdziału państwa od kościoła. Spurek zapowiada, że powstanie Konstytucja dla kobiet, czyli pakiet ustaw adresowanych właśnie do pań. Publiczność odpowiada gromkimi brawami.
Biedroń przeplata poważne tematy żartami. Wprost lub w ledwo zawoalowany sposób odcina się i od Kaczyńskiego, i od Komorowskiego. Sypie cytatami i aluzjami, w tym odnoszącymi się do regionalnych kwestii. Zapowiada koniec lepszego i gorszego sortu, nie zgadza się też na rady w stylu “zmień pracę i weź kredyt”. - Usłyszycie o mnie mnóstwo fake newsów - ostrzega swoich zwolenników sugerując, że to dlatego, iż narusza interesy elity.
Po zakończeniu konwencji Robert Biedroń zostaje na sali. Zatrzymują go zwolennicy, którzy nie zdążyli sobie wcześniej zrobić z nim selfie.
Sesja zdjęciowa z wyborcami trwa kilkadziesiąt minut.
Anna Dryjańska
Maciej Stanik
Autorzy artykułu:
Podobają Ci się moje artykuły?
Możesz zostawić napiwek
Teraz możesz docenić pracę dziennikarzy i dziennikarek. Cała kwota trafi do nich. Wraz z napiwkiem możesz przekazać też krótką wiadomość.
Sprawdź, jak to działaKwota napiwku
