naTemat extra

Zimą nie jedź znowu w Tatry

Góry Stołowe to jedno z najbardziej zadziwiających miejsc w Polsce. Będą odpowiednie na weekend dla amatorów trekkingu jak i osób, które interesuje coś więcej niż tylko widok ze szczytu góry. To także miejsce, gdzie powstała słynna Droga Stu Zakrętów. Pokonanie jej zimą to prawdziwe wyzwanie – postanowiliśmy więc sprawdzić się za kierownicą Subaru Outback z napędem na cztery koła.
Księżycowe formacje skalne na Szczelińcu Wielkim, tajemnicze Błędne Skały, zachwycające skalne miasto w czeskim Adrspachu, wreszcie zadbane uzdrowiska: Kudowa-Zdrój i Duszniki-Zdrój. A jeśli kogoś interesują i inne wyzwania, zawsze można się sprawdzić na wspomnianej wyżej krętej, górskiej szosie. To wszystko czeka na nas w Kotlinie Kłodzkiej.

Najpierw trzeba tam jednak dojechać – i od kilku lat jest to wyjątkowo proste. Bramą w Góry Stołowe jest bowiem Dolny Śląsk, a jego stolica, czyli Wrocław, jest świetnie skomunikowany z resztą Polski. Łączą się tu droga ekspresowa i autostrada, które zapewniają dogodny transport z północy Polski, wschodu i zachodu.
Już we Wrocławiu zostaje tylko sto kilometrów na południe zwykłą drogą krajową. Ale to nie jest zwykła droga – już zaraz za Wrocławiem teren zaczyna się podnosić, a trasa robi się coraz bardziej zakręcona.

W tym samochodzie droga nie męczy

Wybraliśmy się tam w Subaru Outback. Zdecydowaliśmy się na ten model ze względu na wygodę podróży na długich dystansach oraz jego nieprzeciętne właściwości jezdne. Te, jak się wkrótce okazało, były bezcenne, ponieważ tuż przed naszym przyjazdem Góry Stołowe zasypał śnieg.
Wróćmy jednak do samej podroży przez Polskę. W Góry Stołowe ruszyliśmy z Warszawy trasą S8. Pierwsze, co rzuca się w oczy już po kilku kilometrach w tym aucie, to wspomniany komfort. Subaru Outback z miejsca zaskoczyło mnie i moich redakcyjnych kolegów swoją przestronnością – w środku nad wyraz wygodnie będzie czterem dorosłym osobom, a tak naprawdę podróż w trójkę na kanapie nie będzie żadnym wyzwaniem.

Na tę wygodę składają się rzeczy małe, ale razem tworzą niepowtarzalną całość. Intuicyjne przełączniki, wygodne fotele, które zmniejszają poczucie zmęczenia w drodze. Wreszcie silnik to tradycyjna, japońska szkoła.
Benzynowa jednostka typu boxer o pojemności 2,5 litra i mocy 175 koni mechanicznych jest nie tylko znana ze swojej trwałości, ale i zapewnia osiągi odpowiednie do jazdy w trasie, a przy tym już po osiągnięciu dopuszczalnej prędkości (także na drogach szybkiego ruchu) zaskakuje ciszą. W tym samochodzie można spokojnie rozmawiać całą drogę.

Kilkugodzinna podróż była więc przyjemnością. I była na tyle bezproblemowa, że kiedy już dojechałem do Kłodzka, w zasadzie nie potrzebowałem przerwy. Odbiłem kilka kilometrów na północ do Radkowa, gdzie rozpoczyna się trasa wiodąca pod Szczeliniec Wielki.
Ta droga to właśnie Droga Stu Zakrętów. Dla Polaków przyzwyczajonych do jazdy “po prostej i na płasko” to miejsce może być totalnym zaskoczeniem. Nawet podtatrzańska Droga Oswalda Balzera nie zapewnia takich wrażeń. Nie mówiąc o tłoku na niej.

Tymczasem Droga Stu Zakrętów nie dość, że była całkiem pusta (do tych pustek jeszcze wrócimy), to jeszcze była gęsto zasypana świeżym białym puchem. Jeździłem tam już latem w przeszłości, ale tym razem to była zupełnie inna rozmowa. Gęsty las utrudniał porannym promieniom słonecznym dostęp do szosy, przez co w wielu miejscach jechałem w półmroku.
Sama trasa natomiast nie bez powodu zapracowała na swoją nazwę. Kolejne wiraże wyskakują jeden za drugim, kierowca nie ma właściwie czasu na wytchnienie. W połączeniu ze śniegiem na drodze były to z jednej strony warunki powodujące nagły przypływ adrenaliny, ale z drugiej… wyjątkowo niebezpieczne.

Subaru Outback poradził sobie natomiast w tej aurze wyśmienicie. Chociaż może to spłycanie sytuacji. Outback, jak każde Subaru, pokazuje swój prawdziwy charakter właśnie w momencie załamania warunków pogodowych. Kiedy inni zjeżdżają na pobocze, Subaru rusza w drogę. Tak po prostu.
Zaawansowany stały napęd na cztery koła Symmetrical AWD (a nie jak często u konkurencji, dołączany) zapewnił mi to, co jest swoistym mottem japońskiego producenta: pewność w ruchu. Kolejne wiraże pokonywałem tak pewnie, że aż sam siebie prowokowałem do stałego podnoszenia prędkości.

W każdej chwili czuwała nade mną zresztą awansowana elektronika: wśród wielu systemów na pokładzie znajduje się między innymi VDCS, który bardzo sprawnie kontroluje trakcję i utrzymuje auto w torze jazdy. W praktyce Outbacka pomimo starań (a nikt przecież normalnie tak nie robi) udało mi się wyprowadzić z równowagi tylko w głębokim śniegu na górskiej nawrotce. A i tak systemy błyskawicznie mnie “naprostowały”.
Innymi słowy Outback na krętych wirażach dał mi zaskakująco dużo frajdy z jazdy. Której w zasadzie nie oczekiwałem – bo przecież to duże, komfortowe auto. Ale jednak mnie zaskoczyło. Takie dwa w jednym.

W tym miejscu warto także wspomnieć o Inteligentnym Systemie Ratunkowym. Gdyby coś jednak na tej drodze poszło nie tak (czy gdziekolwiek indziej), to właśnie on odpowiada za automatyczne połączenie z odpowiednimi służbami i zorganizowanie pomocy.
Dzieje się to całkowicie autonomicznie, a służby otrzymują niezbędne informacje o naszym położeniu. To ważne, ponieważ zgodnie z badaniami co dziesiąta ofiara wypadków mogłaby przeżyć, gdyby otrzymała wcześniej pomoc. Inżynierowie Subaru wzięli sobie te słowa do serca.

Warto także podkreślić, że ISR jest seryjnym, bezpłatnym wyposażeniem wszystkich aut marki Subaru. I to nie od niedawna, a już od 2008 roku. Gdzie go znaleźć? Jest na podsufitce. ISR działa nie tylko autonomicznie, ale i pozwala kierowcy wezwać choćby pomoc drogową w razie potrzeby.
Ale wróćmy do Drogi Stu Zakrętów. Mniej więcej w jej połowie zakręty nagle się kończą i zaczyna się niewielka miejscowość. To Karłów. Tutaj parkują ci, którzy chcą zdobyć Szczeliniec Wielki, jedno z najbardziej charakterystycznych miejsc w Górach Stołowych, a jednocześnie najwyższy szczyt tego pasma.

Góry inne niż wszystkie

I tu uwaga: zimą szlak oficjalnie jest zamknięty, a wchodzi się na własną odpowiedzialność. Brzmi groźnie, ale prawdę mówiąc na szczycie funkcjonuje całoroczne schronisko. Organizowane są tam nawet bale sylwestrowe. Nie jest więc tak, że lepiej tam nie wchodzić.
Dodajmy, że droga, nawet jeśli jest zamknięta, wcale nie jest jakaś wyjątkowo skomplikowana. Podstawa to oczywiście dobre buty, ale nic więcej do sukcesu nie trzeba – większość szlaku to usypane z ziemi i podparte drewnianymi belkami schodki.

Niemniej jednak podróż na Szczeliniec Wielki zimą jest piękna, tajemnicza i… samotna. Przez cały spacer spotkaliśmy jako ekipa naTemat zaledwie dwóch innych turystów. Kramy, które się ciągną od parkingu do początku szlaku, są pozamykane na cztery spusty. Dla jednego to będzie wada, ale w naszym odczuciu była to duża zaleta. Cisza, spokój. Zresztą: już na miejscu po prostu w połowie szlaku zatrzymajcie się i przestańcie na chwilę oddychać. Cisza absolutna.
Szczeliniec Wielki jest dodatkowo interesujący, ponieważ tak naprawdę do jego zwiedzania nie jest potrzebna jakaś szczególna pogoda – zresztą kiedy odwiedziliśmy go razem z Subaru, było bardzo mgliście, co widać na zdjęciach.

W typowych górach to trochę niepożądana sytuacja, bo nie możemy podziwiać panoramy. Ale na Szczelińcu najciekawszy jest sam Szczeliniec. Tak naprawdę zdobycie szczytu to dopiero początek przygody. I… płatności, bo ktoś sprytny umieścił kasę (to teren Parku Narodowego Gór Stołowych) dopiero na szczycie, zaraz za schroniskiem.
Po uiszczeniu niewielkiej opłaty wejściowej możemy rozpocząć eksplorowanie samego szczytu – który jest bardzo rozległy, wszak to Góry Stołowe. I powiem wprost: takich formacji skalnych jak tutaj nie ma w wielu miejscach świata, nie mówiąc o Polsce.
Fantazyjnie wyżłobione skały, które są małe “u nasady”, a duże na wierzchu, korytarze, tunele, skalne “grzyby”. Wszystko autorstwa natury. Dość powiedzieć, że setki milionów lat temu na tym terenie było… morze. Potem swoje zrobiła erozja. Trzeba to zobaczyć, a najlepiej dotknąć.
Szlak kończy się zejściem ze szczytu. Kończymy go dokładnie w tym samym miejscu, w którym zaczynaliśmy podejście. Szybki powrót do Subaru Outbacka i możemy kontynuować przygodę.

Zmęczeni zdobyciem szczytu jedziemy dalej Drogą Stu Zakrętów. Z tego miejsca już dużo nie brakuje do jej końca, a i w komfortowym Outbacku można się szybko zregenerować. Droga kończy się w Kudowie-Zdroju, czyli graniczącym z Czechami uzdrowiskowym miasteczku.
I o ile latem Kudowa-Zdrój jest wręcz niemiłosiernie nabita turystami, o tyle zimą jest nieco lepiej. Ale nie na tyle lepiej, żeby jechać bezstresowo. Ulice są tu wąskie, a parkingów brakuje.

Auto naszpikowane technologią

W takim miejscu idealnie sprawdza się dostępny w autach marki Subaru system EyeSight. Japończycy nazywają go “drugą parą oczu” i… prawdę mówiąc nie ma w tym wiele przesady. Na EyeSight składa się wiele połączonych jak naczynia krwionośne aktywnych systemów bezpieczeństwa. Aktywnych, czyli takich, które zapobiegają kolizji, a nie minimalizują jej skutki.
EyeSight, który jest standardowym wyposażeniem właściwie wszystkich modeli Subaru, najprościej rzecz ujmując składa się z dwóch kamer, które tworzą trójwymiarowy obraz drogi i czuwają nad naszym bezpieczeństwem. Odczytują sytuację. Interpretują ją.

W skład systemu wchodzi m.in. przedkolizyjne hamowanie awaryjne. Jak to działa? Każdy wie, że w trakcie jazdy łatwo zagapić się np. na nawigację. W takiej sytuacji, jeśli zaczniemy zbyt szybko zbliżać się do poprzedzającego nas auta, system poinformuje nas o tym dźwiękowym alertem. Jeśli sami nie zareagujemy, rozpocznie hamowanie. Jeśli dalej nie weźmiemy sprawy w swoje ręce, a będzie niezbędne dalsze obniżanie prędkości, nasze Subaru rozpocznie procedurę hamowania awaryjnego.
System działa zarówno w korkach, jak i podczas jazdy z dużą prędkością. Jest idealny zwłaszcza na polskich drogach, gdzie bardzo często dochodzi do gwałtownych wyhamowań.

W skład EyeSight wchodzi także m.in. asystent utrzymania pasa ruchu. Jeśli w trakcie podróży np. po autostradzie przypadkiem zaczniecie zjeżdżać z własnego pasa, system wykona lekką korektę toru jazdy i utrzyma nas w odpowiednim pasie. Zrobi to bardzo zgrabnie i z zachowaniem bezpieczeństwa.
Takich systemów naturalnie jest więcej: w EyeSight jest także system przedkolizyjnego hamowania awaryjnego, antykolizyjnego zarządzania przepustnicą, adaptacyjny tempomat czy informacja o ruszeniu poprzedzającego pojazdu. To układ, który czyni jazdę nie tylko komfortową, ale i pewną.

Auta Subaru pilnują sytuacji jednak nie tylko z przodu pojazdu. System SRVD (Subaru Rear Vehicle Detection) odpowiada za to wszystko, co się dzieje za nami.
Dzięki czujnikom z tyłu pojazdu nie zaskoczy nas żadne auto w martwym polu, a ponadto kierowcy pomaga niezwykle użyteczna funkcja Rear Cross Traffic Alert. System wykrywa obiekty w prawej i lewej strony auta podczas cofania – np. podczas wyjazdu tyłem z miejsca parkingowego. Każdy kierowca wie, że to newralgiczny moment, w którym dochodzi do wielu stłuczek.

Zdrowy wypoczynek przed drugim dniem w górach

Wróćmy w Góry Stołowe. W samej Kudowie-Zdroju warto zatrzymać się nie tylko po to, żeby po prostu odpocząć po zdobyciu Szczelińca. To miejsce stworzone dla osób, które chcą skosztować czeskiej kuchni bez przekraczania granicy – wpływ naszych sąsiadów jest tutaj widoczny aż nadto. W miejscowości funkcjonują zresztą prawdziwe czeskie restauracje: nie tylko z czeską kuchnią, ale i świetnymi czeskimi, rzemieślniczymi piwami.
Ci, którzy nie są zainteresowani piwem, mogą napić się… wody. Kudowa-Zdrój to znane uzdrowisko. Wody mineralne w miejscowej pijalni są szczególnie polecane osobom, które mają problemy z tarczycą oraz anemią.

Ponadto ułatwieniem dla każdego będzie duża baza noclegowa. Warto tu zanocować (lub w pobliskich Dusznikach-Zdroju), aby nabrać sił przed kolejnym dniem w podróży.
I właśnie tego drugiego dnia weekendu warto zajrzeć w Błędne Skały. To jedno z niewielu miejsc w Polsce, do których prowadzi zamykana, jednokierunkowa droga. Żeby tam trafić, trzeba znowu wrócić na drogę stu zakrętów. Jadąc od Kudowy-Zdroju jeszcze przed Szczelińcem Wielkim ukaże nam się droga w lewo, gdzie latem ustawia się kolejka samochodów chętnych do wjazdu.

Tędy właśnie można dostać się na parking przy Błędnych Skałach. Zasada jest prosta: raz na godzinę odbywa się wjazd, a raz zjazd. Trzeba być na miejscu o ściśle ustalonej porze. Sama droga jest prawdopodobnie jedną z najbardziej dziurawych w Polsce. Zimą jest niestety zamknięta, ale latem warto się na niej sprawdzić.
O tej porze roku natomiast można się dostać na Błędne Skały pieszo (parking jest dostępny tam, gdzie zaczyna się droga), ale szlak jest znacznie dłuższy niż na Szczeliniec Wielki. Bywa też bardzo oblodzony.

 samych Błędnych Skałach na turystów czekają kolejne formacje skalne – bo przecież głownie o nie chodzi w tych górach. Ponownie można zobaczyć rzeczy, które mogła stworzyć tylko matka natura. A przy lepszej pogodzie są całkiem niezłe widoki na okolicę.
Niezależnie od tego, co będziecie chcieli zrobić w Górach Stołowych i czy wybierzecie się tam latem czy zimą, zawsze warto pamiętać o tym, że pogoda w górach bywa zwyczajnie nieprzewidywalna. Samochody z napędem na cztery koła sprawdzą się tam znacznie lepiej – a podróż Drogą Stu Zakrętów, choć oczywiście jest możliwa nawet najprostszym autem, jest zupełnie innym doświadczeniem niż np. Zakopianka.

Marka, która o ciebie zadba

Taki samochód jak Subaru Outback daje kierowcy przede wszystkim poczucie bezpieczeństwa. Pozostaje jeszcze pytanie o umiejętności. Nawet najlepsze auto zawiedzie, jeśli będziemy poruszać się w sposób nieodpowiedzialny.
Tu jednak znowu dają o sobie znać wartości marki Subaru. Każdy klient japońskiego producenta za swoje pieniądze otrzymuje nie tylko samochód oraz gwarancję i serwis, ale także wartościowe szkolenie w szkole bezpiecznej jazdy Subaru.
Szkoleniem objęte są właściwie wszystkie modele Subaru zakupione w oficjalnej polskiej sieci dealerskiej. Odbywają się w kilku miejscach Polski – na Torze Kielce, Torze Łódź czy w podpoznańskim Międzychodzie. Całodniowe zajęcia pozwalają klientom Subaru udoskonalić swoje umiejętności choćby w zakresie techniki jazdy czy prawidłowego wykorzystania systemu EyeSight.
Ćwiczenia zgodnie z najnowszymi motoryzacyjnymi trendami wykonuje się na własnym Subaru. Dzięki temu każdy kierowca japońskiej marki poznaje swój konkretny egzemplarz na wylot – wszak nawet w czasach automatyzacji każdy jest na swój sposób unikatowy. Po takim szkoleniu Droga Stu Zakrętów nie będzie żadnym wyzwaniem nawet w śnieżycę. Pozostanie tylko wdrapać się na któryś z górskich szczytów.

Wideo: Mateusz Trusewicz
Materiał powstał przy współpracy z Subaru Polska.




Autorzy artykułu:

Piotr Rodzik

wydawca obszaru