Zabrał potrącone zwierzę z drogi i przerobił na kiełbasę. To wcale nie takie rzadkie, ale weterynarze ostrzegają

Zdarza się, że ludzie zabierają do domu potrącone zwierzęta
Zdarza się, że ludzie zabierają do domu potrącone zwierzęta Fot: Tomasz Waszczuk/Agencja Gazeta
Karol jadąc samochodem zauważył potrąconego jelenia. Co w tej sytuacji należałoby zrobić? Zgłosić to do odpowiednich służb. Na miejsce wypadku przyjeżdża policja, następnie weterynarz lub leśniczy. Zapada decyzja, czy zwierzę uśpić (o ile żyje). Jeśli jest martwe, odpowiednie służby mają obowiązek padlinę zutylizować. Tymczasem Karol postąpił inaczej.


Zamiast czekać na przyjazd weterynarza, postanowił skorzystać z okazji. Natychmiast powiadomił stryja, który miał znajomego rzeźnika. W końcu rzadko kiedy trafia się cały jeleń. Mężczyźni załadowali martwe zwierzę do samochodu i na własną rękę „zutylizowali”. Zamienili martwego jelenia w kiełbasę i inne produkty spożywcze, a potem rozdali znajomym. Na szczęście nikt się nie zatruł, ale istniało spore niebezpieczeństwo, że ktoś mógł umrzeć.

A takich przypadków jest więcej. Znajomy wspomina, jak jego teść śmiertelnie potrącił dzika i wpadł autem do rowu. Poszedł do lokalnych rolników, by pomogli mu wyciągnąć samochód. Kiedy wrócił na miejsce wypadku, okazało się, że zwierzyna zniknęła. Ktoś musiał zabrać ciało. I na pewno nie były to służby.

Tylko w 2010 roku doszło do ponad 17 tysięcy potrąceń zwierząt na drogach – wynika z raportu WWF "Śmiertelność zwierząt na drogach w Polsce". Tyle spraw zostało zgłoszonych policji. – Jesteśmy świadomi faktu, że dochodzi do większej ilości wypadków, niż jest wskazanych, a myśliwi za kółkiem zamiast to zgłaszać, zabierają tuszę ofiary – mówi nam policjant, który pragnie zachować anonimowość.


Opinia myśliwego
– Taka tusza nie nadaje się do spożycia – przestrzega jednak Konrad Mikołajczak, sekretarz kółka łowieckiego „Szarak” z Krzywiń. – Przy potrąceniu zwierzyny przez samochód zachodzą pewne procesy chemiczno-biologiczne, które powodują, że niezdrowo jest spożywać takie mięso. To poniekąd wynika z faktu, że takie mięso się nie wykrwawia w odpowiedni sposób. Jest pełne bakterii – mówi nam Mikołajczak.

Trzeba dodać, że w Polsce jedzenie „drożyzny” czyli martwych zwierząt znalezionych przy drodze, jest nielegalne. Zwierzę, nawet martwe, należy do Skarbu Państwa. – To jest tak, że każde kółko ma spis zwierząt. Co roku wyliczamy, ile danej zwierzyny należy wystrzelić i nie możemy większej liczby zabić. Na przykład w tym roku będzie 150 dzików do odstrzału oraz kilkadziesiąt sztuk innych zwierząt. Każde zwierzę musimy zanieść do punktu skupu. Jeśli sami chcemy skonsumować to, co upolowaliśmy, to musimy za nie zapłacić Skarbowi Państwa – opowiada myśliwy.

Nasz rozmówca wyjaśnia nam również, że jeśli potrącone zwierzę jeszcze żyje, to można je odstrzelić w ramach rocznego planu łowieckiego. Ale może to zrobić wyłącznie myśliwy i na tym jego praca się kończy.

Za niepoinformowanie odpowiednich służb o potrąceniu zwierzyny grozi kara aresztu lub 5 tys. złotych grzywny.

Wiadomo jednak, że teoria to jedno, a praktyka drugie. Takie historie się zdarzały i zdarzać będą. W końcu "mięso się zmarnuje, a można wziąć do domu". Zostawiając nieco z boku aspekt prawny (zwierzę najczęściej należy do koła łowieckiego), jest to także niebezpieczne zdaniem weterynarzy.

Mięso pełne nieuleczalnych chorób
– Ja bym takiego mięsa w ogóle nie tknął. Takie mięso pozyskane jest w sposób niewłaściwy. Mięso zwierząt łownych można jeść tylko wtedy, kiedy pochodzi ono z odstrzału. W innych przypadkach jest to niebezpieczne. Zwierzęta łowne często chorują, mogą być zarobaczone, u dzików częto występuje włośnica, mogą być choroby wirusowe m.in. wścieklizna, która jest nieuleczalna – przestrzega zastępca głównego lekarza weterynarii Jarosław Naze.

Doktor wymienia nam jakie są to zagrożenia. Mówi nam o tym, że bardzo często u dzików występuje włośnica, która jest bardzo niebezpieczną dla człowieka chorobą – Odradzam obróbkę termiczną. Padliny nie można grillować, smażyć, piec, czy zamieniać na kiełbaski. Dlatego tylko można spożywać to, co zostało pozyskane przez myśliwego i przeszło badania weterynaryjne (np. badanie w kierunku włośni) – przestrzega dr Naze.

Dodaje także, że nawet w przypadku zwierząt dobitych nie możemy mieć pewności, że ich mięso nadaje się do spożycia. To dlatego, że prócz tego, że zwierzę może być nosicielem wielu groźnych chorób, to w wyniku kolizji może się nabawić kolejnych. – Potrącone, ale ranne zwierze może szybko nabawić się sepsy. U zwierząt zakażenia bakteryjne rozwijają się często szybciej niż u człowieka – mówi dr Naze.

Są kraje, gdzie jedzenie potrąconych zwierząt jest czymś normalnym


Na szczęście w Polsce zjawisko zabierania „drożyzny” nie jest spotykane masowo. Jednak w krajach anglosaskich jedzenie zwierząt zabitych na drogach nie jest czymś zupełnie nienormalnym. Istnieje wręcz cały kult spożywania potrąconych zwierząt. Powstają książki kulinarne czy programy na ten temat. Do tego zdarzało się, że niektóre bary w Stanach czy Australii serwowały to, co „upolowały” samochody. Nie wspominając o tym, że ostatnio w Wielkiej Brytanii głośno się zrobiło o chirurgu, który zebrał z drogi zabitego borsuka i ugotował z niego curry.

Nasi eksperci sceptycznie podchodzą do obyczajów Anglosasów. – Mimo wszystko taka osoba musi mieć pewność, że nie było ono chore. Jako myśliwi musimy przechodzić szkolenie weterynaryjne. Więc tuż po upolowaniu wstępnie wiemy, czy zwierzę mogło być chore lub nie. Ale i tak każde z nich musi przejść specjalistyczne badanie weterynaryjne. Osoba, która zje zwierzę padłe na drodze tego nie zrobi, bo dowiedziałyby się o tym władze. Wtedy nikt nie ma pewności co spożywamy poza samym mięsem – kończy Mikołajczak

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...