Kto korzysta na opłatach za kopiowanie książek? Niekoniecznie autorzy

naTemat
naTemat Projekt rozporządzenia ze zmianami "Po spotkaniu z 3. organizacjami"
NaTemat dotarł do dokumentów, z których wynika, że w 2003 roku podczas prac nad rozporządzeniem ministra kultury do ustawy o prawie autorskim znacząco zmieniono wstępny projekt. Poważne zmiany opatrzono adnotacją po "Po spotkaniu z 3 organizacjami", ale w ministerstwie nie ma śladów po tym spotkaniu. A w grę wchodzą miliony, na które składamy się, kupując: drukarki, puste płyty CD czy korzystając z punktu ksero.


W nieznanych okolicznościach, podczas konsultacji w ministerstwie kultury wykreślono zdanie określające zasady naliczania opłat na rzecz autorów książek. Zwiększyło to dochody organizacji je pobierających o kilka do kilkudziesięciu procent. Chodzi o projekt rozporządzenia do ustawy o prawie autorskim, który zakładał, że daniny na rzecz twórców - w przypadku kopiowania ich dzieł do tzw. dozwolonego użytku osobistego - będą zależały od ceny urządzenia służącego do kopiowania "bez uwzględnienia podatku od towarów i usług". To zdanie nie pojawiło się jednak w ostatecznej formie dokumentu. Opłata jest naliczana również od VAT-u.

Aby wynagrodzić autorom książek straty, jakie ponoszą przez kopiowanie ich dzieł od producentów urządzeń do kopiowania i od punktów ksero pobiera się tzw. opłaty reprograficzne. Zajmują się tym dwie organizacje - Stowarzyszenie Zbiorowego Zarządzania Prawami Autorskimi Twórców Dzieł Naukowych i Technicznych "Kopipol" oraz Stowarzyszenie Autorów i Wydawców "Polska Książka".

Ten duopol, potwierdzony przez rozporządzenie ministra kultury, zbiera 3-procentowy podatek od każdej kopiarki, czystych płyt CD i DVD a nawet papieru. Zapewnia im to wpływy liczone w milionach złotych. W zeszłym roku do tej listy dodano drukarki. Jak szacuje w rozmowie z naTemat Michał Kanownik, dyrektor Związku Importerów i Producentów Sprzętu Elektrycznego i Elektronicznego powiększyło to dochody tych organizacji trzykrotnie. - Ciągle staramy się, by stawki były wynikiem porozumienia importerów i producentów z tymi organizacjami, ale warunki przez nie stawiane były nie do zaakceptowania - ocenia. Obecnie o wszystkim decyduje ministerstwo, które w obliczu braku zgody między stronami samo ustala wysokość opłat i listę objętych nimi produktów. A "Kopipol" chce, by wydłużyła się ona o aparaty i smartfony, bo nimi też można kopiować książki.


Równie duże są koszty działania stowarzyszenia - w 2007 i 2008 roku wyniosły około miliona złotych, czyli 30 procent tego, co zebrano dla twórców. Jednak wysokim opłatom nie odpowiada fachowość rozdzielania zainkasowanych pieniędzy. Przede wszystkim nie przysługują one wszystkim autorom książek, ale jedynie tym należących do Stowarzyszenia "Kopipol". Tym można się stać z kolei tylko z polecenia dwóch członków, jest więc to organizacja zamknięta. Walczy z tym Piotr Waglowski, który w liście do "Kopipolu" argumentował, że wpisy na jego stronie prawo.vagla.pl mogą być kopiowane, więc należy mu się wynagrodzenie tak jak innym twórcom. Prezes "Kopipolu" Mieczysław Poniewski napisał, że stowarzyszenie nie jest w stanie spełnić jego oczekiwań.

Protesty budzi też sam sposób rozdzielania środków między twórców. Nie jest chyba przypadkiem, że najwięcej otrzymała Politechnika Świętokrzyska w Kielcach, czyli matecznik Stowarzyszenia. Autor "Wrzenia pęcherzykowatego na powierzchniach rozwiniętych" miał otrzymać 30 tysięcy złotych z funduszu wspierania autorów szczególnie wartościowych inicjatyw twórczych. O dziwo autor jest też prezesem "Kopipolu". Doceniani są też politycy związani z SLD (na przykład były minister edukacji w rządzie Józefa Oleksego).

Także przeprowadzona w 2007 roku przez ministerstwo kultury kontrola wykazała, że rozdzielanie pieniędzy między twórców odbywa się na niejasnych zasadach, jest nieefektywne i zbyt wolne. Według deklaracji Stowarzyszenia od tego czasu spełniono wszelkie postulaty kontrolerów. Jednak rzeczywistość jest z goła odmienna - "Kopipol" jako jedyna z organizacji zbiorowego zarządzania nie złożył dorocznego sprawozdania ze swojej działalności, na co miała czas do końca marca. Jak mówił "Dziennikowi Gazecie Prawnej" wiceminister kultury Piotr Żuchowski "czytelność i jawność finansowa są niezbędne do tego, by poprawić relacje między właścicielami praw autorskich i pokrewnych, a podmiotami, które płacą za korzystanie z twórczości".

Wtóruje mu Michał Kanownik z ZIPSEE, który deklaruje "firmy, które łożą pieniądze na rzecz twórców chcą tylko transparentności. Obecnie nie mamy wglądu w finanse tych stowarzyszeń i nie wiemy nawet ile pieniędzy przeznaczają rzeczywiście na rzecz autorów a ile na własne utrzymanie".

W czasie prac w senackiej komisji kultury i środków przekazu zmieniono podstawę obliczania opłat na rzecz twórców. Miały one wynosić 3 procent od "dochodu" punktu ksero, ale stanęło na "od wpływów". Ale to nie jedyny niekorzystny dla nich zapis, bo "Kopipol" ma prawo do kontrolowania wszystkich firm, które muszą mu płacić. Gdy raport nie zgadza się z wyliczeniami "Kopipolu" przedsiębiorca jest straszony powiadomieniem prokuratury. Czy tak jak to było dotychczas, cytując pracownika ministerstwa kultury, "Kopipol" będzie nie do ruszenia?
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...