The Dumplings okrzyknięty największą sensacją muzyczną 2014 roku

The Dumplings - Justyna i Kuba
The Dumplings - Justyna i Kuba fot: Teodor Klepczyński
Czy w internecie można rozpocząć fenomenalną karierę? Jak najbardziej! Najlepszym dowodem jest zespół The Dumplings okrzyknięty największą sensacją muzyczną 2014 r. Jego twórcy - 18-leni Kuba Karaś i 17-letnia Justyna Święs z Zabrza, zaczynali od umieszczania swoich utworów na Youtube. W przeciągu roku z pary nastolatków, o której nikt nie słyszał, stali się zespołem, który koncertuje na największych polskich festiwalach - Free Form Festiwalu, Off Festiwalu, jest zapraszany za granicę i niedawno wydał debiutancką płytę.

Olga W: Wasza muzyka nie brzmi jak muzyka nastolatków. Macie jakiekolwiek wykształcenie muzyczne?

Kuba: Ja jestem samoukiem. Grałem wcześniej w zespole metalowym.

Justyna: Ja mam pierwszy stopień i zaliczone dwa lata drugiego szkoły muzycznej, klasy gitary klasycznej. Nigdy jednak nie uczyłam się śpiewać.

Kiedy się poznaliście i jak powstał zespół The Dumplings?

Kuba: Poznaliśmy się w szkole, długo przed The Dumplings.

Justyna: A zaczęliśmy grać 3 lata temu. Na początku dużo coverowaliśmy, żeby się razem ograć.

Kuba: Później, w domowych warunkach, nagraliśmy pierwszy własny kawałek. 

No właśnie, wasze utwory są w całości autorskie. Sami piszecie teksty, komponujecie muzykę. Jak to robicie? 

Kuba: Punktem wyjścia do stworzenia muzyki są teksty. Raz piszę je ja, raz Justyna, a czasem oboje. Większość naszych kompozycji powstaje na komputerze, z dogrywanym wokalem, a czasem też gitarami. Montujemy to w całość, wielokrotnie przesłuchujemy, szlifujemy.

A teksty - wolicie pisać po polsku czy po angielsku?

Kuba: Po angielsku. Po polsku trudno jest napisać coś, co nie będzie banalne.

Justyna: Polski jest też ostrym językiem. Ciężko sprawić, żeby brzmiał płynnie w piosence.

Kuba: Ludzie chętniej się też podejmują interpretacji tekstów we własnym języku, a - pewnie to dziwnie zabrzmi w ustach 18-latka, poezja umiera i mało kto potrafi ją dziś odczytać. Ja sam słyszałem już masę różnych interpretacji naszego kawałka „Słodko-słony cios” - od harcore’owych po prawie celne.

A o czym w zamierzeniu autorskim jest ten tekst?

Justyna: „Słodko-słony” to tak naprawdę żart muzyczny…

Kuba: …o połączeniu wafli ryżowych z Nutellą. Jedliśmy je kiedyś, siedząc na tarasie, i doszliśmy do wniosku, że takie połączenie - poza tym, że świetnie smakuje, jest bardzo życiowe. Rzeczy, które pozornie sobie przeczą tak naprawdę mogą ciekawie współgrać. Do tekstu wtrąciliśmy też tytuł opowiadania Marqueza. To są takie smaczki, które pewnie mało kto zauważa, bo mało kto się tak zagłębia, ale my je bardzo lubimy. W naszych tekstach nie ma nic bez sensu.


O czym na ogół piszecie i skąd biorą się Wasze pomysły?

Justyna: O wszystkim. Zazwyczaj stawiamy na story telling, lubimy opowiadać historie, które są otwarte i mogą być interpretowane bardzo indywidualnie. Uciekamy od moralizowania i stawiania się w pozycji „tego, który wie i teraz wam powie!”.

Kuba: A inspiruje nas wszystko, co nas otacza. Ja bardzo lubię rozmawiać z ludźmi, a ostatnio poznajemy ich bardzo dużo. To ich historie są moim głównym źródłem inspiracji. A poza tym sny. Mamy bardzo bujne sny.

Macie dosyć charakterystyczny styl. Niektórzy nazywają Was trendsetterami.

Kuba: Tak nas kreują. Mówi się, że jesteśmy w trójce zespołów, która rozpoczęła falę elektroniki w Polsce, ale my nie uważamy się za pionierów. Jest dużo zespołów, które robiły to przed nami. Nam po prostu udało się wstrzelić w jakąś modę na niszową elektroniczną muzykę.

Justyna: Mamy zresztą w planach trochę zaburzyć tę formę, postawić na nieco bardziej złożoną aranżację. Nie chcemy być tacy, jak wszyscy.

Są też tacy, którzy zarzucają wam, że naśladujecie zachodni styl.

Justyna: W sztuce nie da się stworzyć niczego oderwanego od tego, co już było. Czym innym jest jednak naśladowanie, a czym innym czerpanie inspiracji.

Kuba: Wszystko można do czegoś porównać. Wszystko jest remiksem. Nawet „Stairway to heaven” Led Zeppelin jest coverem! Cała sztuka polega na tym, żeby wykorzystać różne istniejące już elementy i połączyć je tak, żeby uzyskać nową jakość. Naszą wspólną fascynacją jest zagraniczna muzyka z lat 80-tych. Inspirujemy się też Jamie T, Arctic Monkeys...

Justyna: Alunageorge, Kanye West… Każdy z tych artystów ma odmienny styl i brzmi inaczej niż my.

Co było przełomowym punktem w Waszej karierze?

Kuba: Sam początek tej kariery był przełomem. Najpierw umieszczaliśmy swoje kawałki w internecie, ale nasza kariera zaczęła się dopiero, jak napisałem do Łukasza Jakóbiaka, a on zaprosił nas do swoich „20m2”. Nagle parę tysięcy par oczu zwróciło się w naszą stronę. Łukasz załatwił nam też koncert na Warsaw Fashion Weekend. To był nasz pierwszy występ na żywo przed większą publicznością. Stres był ogromny, ale udało się!

W przeciągu roku z pary nastolatków, o której nikt nie słyszał, staliście się zespołem, który koncertuje na największych polskich festiwalach - Free Form Festiwalu, Off Festiwalu, jest zapraszany za granicę. Graliście w Liverpoolu, Brighton, Pradze. Właśnie ukazała się też Wasza debiutancka płyta, wydana przez Warner Music Poland. To wielki sukces! Spełnił się Wasz amerykański sen?

Justyna: Dokładnie! Inaczej nie da się tego ująć. Ludzie do dziś słysząc, ile mamy lat, robią wielkie oczy. My nie wyobrażamy już sobie, że może być inaczej. Gdybyśmy teraz mieli tylko chodzić do szkoły i nie robić nic poza tym, dla mnie oznaczałoby to brak życia.

Kuba: Do nas to jeszcze tak naprawdę nie dotarło. To się strasznie szybko stało. Ciężko się z tym oswoić. Cały czas czujemy jednak lekką presję, żeby nie stać w miejscu, wciąż się rozwijać.

Co w tym śnie jest najbardziej ekscytujące?

Kuba i Justyna: Granie koncertów!

Justyna: Koncerty są tak wspaniałe, że nawet tej płyty mogłoby nie być, bylebyśmy tylko mieli kontakt z ludźmi, dzieląc się naszą muzyką.

Kuba: To jest tak - jedziesz gdzieś, do miasta, w którym nigdy nie byłaś, widzisz, że sala jest pełna i nagle uświadamiasz sobie, że ci wszyscy ludzie przyszli tylko po to, żeby cię posłuchać. To jest najlepsze uczucie pod słońcem! Sam kontakt z ludźmi jest niesamowity. Uwielbiam obserwować ich reakcje, rozmawiać z nimi po koncercie. Podróżować. Ale i pracować nad nowym materiałem. Wszystko jest fajne!

Jak łączycie tę karierę ze szkołą?

Kuba: Próby robimy wieczorami, a gramy głównie w weekendy, więc szkołę rzadko opuszczamy. Czasami ciężko jest nam się skoncentrować na lekcjach, ale jakoś dajemy radę. Najbardziej męczące są podróże. Czasami jednego dnia mamy koncert w Gdańsku, a drugiego w Gliwicach, musimy więc przejechać całą Polskę.

Justyna: Podróżujemy pociągami, więc bywa ciężko, bo tu remonty, tam opóźnienia, ale mimo wszystko koncert w weekend daje nam napęd na cały tydzień w szkole. Jak nie gramy, to dla nas żaden odpoczynek.

Co na to wszystko rodzice?

Kuba: Jak puszczałem im w domu pierwsze utwory, mówili: Yhm, no fajnie, no zrobiliście... Nie spodziewali się, że nasza muzyka może się tak przyjąć. To był dla nich szok. Ciężko im też było zaakceptować, że cały czas nie ma mnie w domu. Teraz chyba już do tego przywykli. Cały czas kładą jednak duży nacisk na szkołę.

Kuba - Ty za chwilę zdajesz maturę, Justyna za dwa lata. Co dalej?

Justyna: Ja chcę jak najszybciej skończyć szkołę i mieć to już za sobą. Jeśli dalej będzie nam szło tak, jak idzie, to nie ma co pchać się na studia. Moi rodzice na szczęście na to nie naciskają. Bogu dzięki, mają takie podejście jak ja. Albo odwrotnie - ja takie jak oni. 

Kuba: Ja może pójdę na psychologię, albo fotografię. Trzeba mieć jakąś odskocznię od muzyki np. w postaci innej pasji, żeby nie popaść w jakąś psychozę. Zresztą, teraz udaje nam się dużo grać, ale to się może zmienić. Ciężko to przewidzieć.

Jesteście już rozpoznawalni?

Justyna: I tak, i nie. Dzisiaj ktoś rozpoznał nas na ulicy, przybił sobie z nami piąteczki i powiedział, że gramy super muzę.

Kuba: Ale bywa odwrotnie. Ostatnio jechałem busem z innymi zespołami na Openera i nagle ludzie zaczęli o nas rozmawiać. Ktoś zapytał, kiedy gramy, ja odpowiedziałem: W sobotę. Wszyscy - oczy w moją stronę i nagle komentarz: A ty mi przypominasz trochę tego chłopaka. Oczywiście się nie przyznałem, że ja to ja (śmiech). Później na festiwalu poszliśmy na koncert innego zespołu i ludzie, którzy się z nami bawili, nie mogli uwierzyć, że my to jednak my. Że przecież powinniśmy latać jakimiś helikopterami albo siedzieć w VIP roomie. Ludziom się wydaje, że jesteśmy jakimiś kosmitami.

Justyna: Ale my też tak myślimy o innych artystach. Przeżywamy: Wow, on podszedł do nas i powiedział nam „siema”.

Kuba: To zależy od artysty. Co innego my, a co innego The Klaxons, którzy z Tobą żartują i cię przytulają.

Nie czujecie się gwiazdami?

Justyna: Myślę, że w naszych czasach nie ma już takich gwiazd, jak kiedyś. Gwiazda to jest idol, jeden wybitny talent. Nie wiem, czy byłabym w stanie znaleźć na polskiej scenie kogoś, kogo określiłabym mianem gwiazdy.

Kuba: Dla mnie najlepsi muzycy to nie gwiazdy, a ci, których nazwisk nikt nie zna, bo siedzą schowani w studio. To są prawdziwi artyści. My w ogóle nie myślimy o sobie w kategoriach gwiazd. Nie zabiegaliśmy o to, żeby o nas usłyszeli. Mieliśmy po prostu dużo szczęścia, bo takich zespołów jak nasz jest teraz na pęczki. Na pewno są wśród nich lepsi, którzy muszą dłużej i ciężej pracować, żeby znaleźć się w miejscu, w którym my teraz jesteśmy.

Wasza kariera rozpoczęła się w internecie, a jak jest teraz? Można Was posłuchać w mediach tradycyjnych?

Justyna: Byliśmy w Trójce, Czwórce, w radiach studenckich. Jak pojawiają się nowe zespoły, chętnie je zapraszają.

Kuba: Nie robiliśmy jednak muzyki z myślą o tym, czy ją tam puszczą, czy nie. Są radiowcy, tacy jak Agnieszka Szydłowska, którzy mają własny charakter i puszczają muzykę, która im się podoba. Mamy to szczęście, że nasza Agnieszce odpowiada.

Justyna: A do telewizji nie chcemy wchodzić. Nie interesuje nas „Dzień dobry TVN”, gdzie na muzyków poświęca się dwie minuty, a większość z nich gra z playbacku, bo od muzyki ważniejszy jest wizerunek.

Kuba: W Polsce jest showbusiness, a nie biznes muzyczny. Nie ma nawet prawdziwej telewizji muzycznej. Nie ma takiego programu jak ten Lettermana, gdzie różne młode zespoły mogą pokazać swoją twórczość.

A talent shows?

Kuba: Te programy nie kreują artystów, tylko ludzi, którzy ich oceniają. Teraz, jak ktoś mówi: To jest artysta z XFactora, wszyscy odpowiadają: A, to nie znam.

Justyna: Myślę, że to starsze pokolenie jest bardziej telewizyjne. Nasze już zupełnie nie. Dlatego starsi ludzie, którzy nie mają internetu, po prostu nas nie znają.

Myślicie, że internet zmienił jakoś model kariery? Pamiętacie w ogóle czasy, kiedy go nie było?

Kuba: Nie pamiętamy, ale na pewno wiele zmienił. Dzięki internetowi dostęp do informacji jest praktycznie nieograniczony.

Justyna: Internet jest o tyle fajniejszy od telewizji, że niczego z góry nie narzuca. Można zaprezentować w nim siebie, swoją twórczość, ale też wyznaczyć granicę prywatności. Nikt nie każe nam się dzielić absolutnie wszystkim ze swojego życia.

Jesteście pokoleniem internetu?

Kuba: Ja jestem takim trochę ekshibicjonistą internetowym. Aktywnie udzielam się na Instagramie. Zdarzają się oczywiście ludzie, którzy w ogóle nie mają Instagrama, stukają się w głowę i mówią: Stary, przecież oni wszystko o tobie wiedzą, ale dla mnie jest to absolutnie naturalne. Jestem też aktywny na Facebooku, zarówno na profilu prywatnym, jak i na profilu zespołu. Myślę, że tak naprawdę jesteśmy pokoleniem Facebooka.

Kuba: Bo ciężko żyć bez kontaktu ze znajomymi. Mamy dziś inny model przyjaźni. Wiemy, co się dzieje u większości znajomych, dzięki Facebookowi.

Justyna: A jak nie odzywamy się przez chwilę, od razu są pretensje: Co się z tobą dzieje, obraziłeś się?

Kuba: Albo: Już gwiazdorzysz!

Justyna: To jest okropne, bo ludzie częściej ze sobą piszą niż rozmawiają.

Macie Facebooka, Instagrama, a Twittera?

Kuba: Mamy zespołowego, ale rzadko tam coś wrzucamy, bo ciężko jest cały czas siedzieć z telefonem w ręku. Myślę, że Twitter jest dla ludzi, którzy są już naprawdę popularni. Kiedy mnóstwo ludzi to czyta, wtedy to ma sens.

Justyna: Jesteśmy za to bardzo snapchatowi. Snapchat jest fajny, bo masz tam określone grono ludzi, którzy cię oglądają. Wysyłasz zdjęcia, filmiki do kogo chcesz.

Kuba: No i na Snapchacie po chwili wszystko znika, a tak - wszędzie zostaje po tobie ślad.

Justyna: Trzeba strasznie uważać, co się udostępnia.

Dzięki internetowi od dziecka macie dostęp do wszelkich treści. Jak się zatem kształtowała Wasza twórcza świadomość? Na czym wyrastaliście?

Kuba: Mnie starszy brat od małego męczył różną muzyką. To od niego przejąłem tę pasję.

Justyna: We mnie tę wrażliwość ukształtowali rodzice. U mnie w domu zawsze słuchało się bardzo dużo dobrej muzyki. Wychowałam się na przykład na Bregovicu, od noworodka uwielbiałam też ponoć Kilara, jego muzyka była dla mnie bardzo wzruszająca i w sumie dalej tak jest.

A jakie książki i filmy na Was wpłynęły?

Kuba: Myślę, że ważną książką dla całego naszego pokolenia jest "Harry Potter". Ja lubię też oldschoolową literaturę. Uwielbiam całą serię o Tomku Wilmowskim Alfreda Szklarskiego. Przez długi czas utożsamiałem się z głównym bohaterem, chciałem być taki, jak on. Te książki miały na mnie duży wpływ.

Justyna: Uwielbiam literaturę rosyjską, a moją ukochaną książką jest zdecydowanie „Mistrz i Małgorzata”, którą czytam co roku i za każdym razem odbieram inaczej. A filmy uwielbiam. To jest połączenie tekstu, muzyki, obrazu - w filmie jest wszystko! Mam dwóch ulubionych reżyserów - Lyncha, który jest bardzo mroczny, i który bawi się widzem i Kusturica, którego filmy są jasne, piękne i, mimo trudnych tematów politycznych, pogodne.

Kuba: Dla mnie kultowym filmem jest „Drive”. Mega klasykiem jest też „Swedish love story”.

A sztuki wizualne?

Justyna: Najbardziej lubię surrealizm. Ciekawy, inspirujący i jak dla mnie tajemniczy kierunek. Na życie, w tekstach.

Kuba: Mnie bardzo podoba się surrealistyczna seria koreańskiego grafika - Moonassi. Robi naprawdę fajne rzeczy. Małe formaty, super szczegół. Jego prace są bardzo proste, czarno-białe, ale jednocześnie odjechane. Ciekawe już poprzez samo operowanie kreską, z fajnym przesłaniem.

Myślicie, że to wszystko jest bliskie Waszemu pokoleniu?

Kuba: Ciężko mi oceniać pokolenie, do którego sam należę. Na pewno wszyscy jesteśmy uzależnieni od Internetu, komórek i interesujemy się czym innym niż nasi rodzice. Patriotyzm nie jest dziś dla nikogo tematem. Większość ludzi w naszym wieku z harcerzy raczej się śmieje. Nie interesuje się też zupełnie kościołem. To są różnice, które ja widzę.

Justyna: Myślę jednak, że obracamy się z Kubą w gronie ludzi, którzy są trochę bardziej zainteresowani światem.

A czujecie się głosem swojego pokolenia?

Kuba: Tak nas nazwano podczas pierwszego wywiadu. Wtedy odpowiedzieliśmy: Stary, co ty gadasz, nie ma opcji! Teraz ciężko jest to ocenić, ale być może faktycznie zaczyna to tak wyglądać. W końcu wielu z naszych fanów dorasta razem z nami. Nasza muzyka zmienia się tak jak oni. Dla mnie to naprawdę wielka rzecz.

Wasze pokolenie urodziło się już w wolnej Polsce. Czujecie się wolni?

Justyna: Zdecydowanie tak. Współczesne życie wiąże się z różnymi ograniczeniami, choćby takimi, które wynikają z życia w mieście, ale w porównaniu do tego, co było kiedyś, wszyscy powinniśmy się czuć wolni.

Kuba: Ja też czuje się wolny.

Obecnie mamy otwarte granice. Myśleliście o tym, żeby wyjechać?

Kuba: Ja kiedyś o tym myślałem. Bardzo podoba mi się Kanada i Alaska. Rodzice zaszczepili we mnie miłość do gór i wrażliwość na naturę no i.. wolę, jak jest mi zimno, myślę więc, że tam byłoby mi dobrze. Czasami myślę też, że takie odcięcie się od cywilizacji jak w filmie „Into the wild” byłoby super doświadczeniem. Nie mam jednak żadnych konkretnych planów. Mam dopiero 18 lat (śmiech).

Justyna: Ja nie chcę wyjeżdżać z kraju. Zawsze jak wyjeżdżam na dłużej, cieszę się, jak w końcu wracam do Polski. W Anglii nie mogłabym np. mieszkać na stałe, bo nie podoba mi się, jak Anglicy się upijają. Zaczynają pić wcześnie, robią się strasznie głośni, a później chodzą po ulicach jak zombie. Trzeba znajdować pozytywy w swoim kraju. 

A co w Polsce Wam się podoba?

Justyna: To jak nasz kraj się rozwija.

Kuba: Jest u nas wielu niesamowitych ludzi - artystów, którzy robią różne ciekawe rzeczy, żeby wyżyć ze sztuki. To jest bardzo inspirujące.

Justyna: Polska jest też bardzo różnorodna.

Kuba: W różnych miastach, ludzie różnie się ubierają, różnie mówią, a nawet różnie myślą.

Justyna: To jest fajne, bo w Polsce można sobie wybrać miejsce, w którym chce się zamieszkać i można tam stworzyć swoją własną enklawę.

Jakie teraz macie plany i marzenia? Co jeszcze chcecie osiągnąć?

Kuba: Ja chciałbym, żeby robienie muzyki stało się moim zawodem. Żebym mógł robić na co dzień to, co kocham, i mógł się z tego normalnie utrzymywać. Mogę żyć w trasie, komponować muzykę do filmów, mogę robić w muzyce wszystko, byleby tylko nie musieć dorabiać w żadnym barze czy biurze.

Justyna: To jest cel, do którego oboje dążymy.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...