
– To nic innego jak praca za darmo, która jest akceptowalna jako uzupełnienie rynku pracy, ale nie jako podstawa zatrudnienia i sposób na omijanie kodeksu – stwierdza socjolog Jarosław Urbański, członek Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Inicjatywa Pracownicza, w rozmowie z "DGP". Socjolog złamał tym samym tabu na temat warunków, w jakich pracują najczęściej młodzi, pełni zaangażowania ludzie. Czy NGO-sy naprawdę są tak nieskazitelne, jak się je maluje?
Socjolog Jarosław Urbański zauważa, że na NGO-sy przerzucono wiele zadań zadań publicznych wykonywanych wcześniej przez administrację albo przez samorząd, oczywiście za odpowiednie wynagrodzenie. Wszystko to pod płaszczykiem pożądanego rozwoju aktywności obywatelskiej. Urbański twierdzi jednak, że wolontariat to taki "NGO-sowy sposób udawania, że my się tu wszyscy świetnie bawimy".
To nic innego jak praca za darmo, która jest akceptowalna jako uzupełnienie rynku pracy, ale nie jako podstawa zatrudnienia i sposób na omijanie kodeksu. To szczególnie dotyczy takich branż jak opieka, oświata czy kultura. Czyli usług kiedyś świadczonych przez instytucje publiczne, a teraz coraz bardziej zliberalizowanych i odchudzonych. Pracownicy, którzy przeskoczyli lub zostali przesunięci z sektora samorządowego do stowarzyszeń, szybko odczuwają, o co chodzi. Bo nagle przestają być objęci specjalnym ustawodawstwem chroniącym stałość ich zatrudnienia. A w zamian nie dostają nic. Czytaj więcej
Z taką interpretacją działania "trzeciego sektora" nie godzi się Alina Gałązka, redaktorka naczelna serwisu ngo.pl. Jej zdaniem, to, co zostało określone „przerzuceniem zadań publicznych” przez socjologa, jest realizacją konstytucyjnej zasady pomocniczości. – To, czy jest ona dobrem, czy złem, zależy od światopoglądu. Dla mnie jest dobrem, bo wierzę w samoorganizację, a stowarzyszenia nie są miejscem dla „przesuniętych pracowników”, tylko przejawem wolności obywatelskiej, jedną z większych zdobyczy po '89 roku – stwierdza w rozmowie z naTemat.
Janusz Sejmej, rzecznik Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej poproszony o odniesienie się do słów Jarosława Urbańskiego przypomina jedynie, że organizacje pozarządowe stają się coraz silniejszym podmiotem w Polsce. – Są partnerem dla administracji publicznej, ale także pracodawcą. Organizacje korzystają ze środków finansowych, które administracja przeznacza na realizację tych działań - co jest zagwarantowanie w ustawie o działalności pożytku publicznego i wolontariacie -mówi.
Dlatego nie można mylić wykonywania przez NGO’sy zadań zleconych przez samorząd z wolontariatem. Wolontariat rządzi się innymi prawami – jest wykonywany dobrowolnie, w dniach i godzinach, które odpowiadają wolontariuszom. Każda organizacja jest zobowiązana zawrzeć umowę z wolontariuszem, a w przypadku gdy wolontariusz wspiera organizację dłużej niż 30 dni, organizacja ta jest zobowiązana do ubezpieczenia zdrowotnego wolontariusza. Dodatkowo ustawa wprost wskazuje, że wolontariat nie może być świadczony na rzecz działalności gospodarczej prowadzonej przez organizacje czy administrację publiczną.
Mediana wynagrodzeń całkowitych brutto w sektorze pozarządowym wyniosła w 2012 roku 3 tys. zł brutto. Osoby z 15-letnim stażem zarabiają przeciętnie 3,5 tys. zł, ale szeregowi pracownicy otrzymują... 1,9 tys. zł brutto. Jak wyjaśnia moja rozmówczyni Sylwia, czasem realne zarobki w III sektorze bywają jeszcze niższe.
