
– Zdałam sobie sprawę, że walka o prawa kobiet była zbyt często kojarzona z nienawiścią do mężczyzn. To musi się zmienić – mówiła brytyjska aktorka Emma Watson występując przed Zgromadzeniem Generalnym ONZ. Jej przemówienie, bardzo dobrze przyjęte przez Zgromadzenie i szeroko komentowane na całym świecie, inauguruje kampanię HeForShe, mającą włączyć mężczyzn w walkę o równość płci. Właśnie – o równość, nie przewagę którejkolwiek z nich.
Ruch na rzecz równości płci powstał jako walka prowadzona przez kobiety dla kobiet, jednak w ostatnich latach także mężczyźni zaczęli zajmować stanowisko w sprawie nierówności i dyskryminacji, jakiej poddawane są kobiety – czytamy na stronie kampanii.
– Podnoszenie statusu kobiet podnosi naszą gospodarkę i kraj... Musimy być pewni, że ktoś o nie walczy – mówi prezydent USA Barack Obama. Z kolei Sekretarz Generalny ONZ Ban Ki Moon podkreślał w tym temacie, że "przemoc wobec kobiet i dziewcząt to globalny problem". – Rani kobiety, rodziny, społeczności i społeczeństwa. Możemy temu zapobiec tylko pracując razem. Kobiety i mężczyźni – uważa sekretarz. Hollywoodzki aktor Matt Damon twierdzi zaś, że obiektywnym faktem jest, iż jeśli świat chce rozwiązać problem biedy, musi włączyć w działanie kobiety.
Ci mężczyźni już zrozumieli, że feministki nie działają na szkodę mężczyzn i nie chcą wydrzeć im ich praw i przywilejów. W Polsce wciąż dominuje narracja – przełamywana feministycznymi "coming-outami" – w której kobiety głośno mówiące o potrzebie zmian są postrzegane jako „nazi-feministki” i roszczeniowe „kobietony”, dla których każdy pretekst jest dobry, by podnieść larum.
Aleksandra Magryta, Feminoteka
Tę narrację trzeba zmienić, tym bardziej, że w Polsce tradycje męskiego feminizmu istnieją. Profeministą był i Edward Prądzyński, i Leon Petrażycki, i Tadeusz Boy-Żeleński, który swoim poglądom dał wyraz w książce „Piekło kobiet”. Pisał o prawie kobiet do aborcji, o świadomym macierzyństwie, o równouprawnieniu, prawie do rozwodu i edukacji seksualnej, a poglądy miał bardziej postępowe niż wielu współczesnych mężczyzn, trwających na dawno upatrzonych pozycjach siły i panicznie obawiający się jej rzekomej utraty na rzecz kobiet.
Są jednak i tacy mężczyźni, którzy rozumieją, że bycie feministą, a więc dążenie do równości, nie odziera ich z męskości. Są autorzy „Manifestu Feministów”, którzy kilka lat temu pisali:
Manifest Feministów
Czy to oznacza, że są antymęscy? Nie. Za to antyseksistowscy i antypatriarchalni – owszem.
Pięć lat temu prof. Wiktor Osiatyński opublikował na łamach „Gazety Wyborczej” inny manifest, w którym napisał, dlaczego jest feministą. Ponieważ wie, iż nierówność i dyskryminacja płci są tak powszechne, że niemal niedostrzegalne, wie, że nawet sam język, jakim posługujemy się do opisu rzeczywistości, dyskryminuje kobiety. Jest przeciw wszelkim rodzajom przemocy, w tym także ekonomicznej (...) I w końcu dlatego, ponieważ wierzy, że nierówność płci czyni jego samego gorszym i odziera go z godności - pisał Osiatyński.
Do napisania tych słów profesora zainspirowała Beata Stasińska z Kongresu Kobiet mówiąc, że „w XXI wieku nie można być prawdziwym demokratą, nie będąc feministą”. List podpisali prawnicy, księgarze, dziennikarze, pisarze, bibliotekarze, historycy, reporterzy... lista jest długa, bo mężczyźni, na co zresztą zwróciła uwagę Watson, również są zakładnikami stereotypowego postrzegania płci.
Aleksandra Magryta, Feminoteka
– Chcę, by mężczyźni zrzucili ten płaszcz. Wtedy ich żony, córki i matki będą wolne od uprzedzeń i ich synowie będą mieli przyzwolenie na bycie bardziej ludzkimi i wrażliwymi – mówiła aktorka.
To długi i powolny proces, ale zaczyna się dziać. W Polsce działa złożona z mężczyzn grupa "Głosy Przeciwko Przemocy", która aktywnie włącza się w działania na rzecz równości. "To okropne, że przyszło nam żyć w kraju, w którym walka o prawa kobiet i gender traktowana jest jak fanaberia i podkopywanie katolickich wartości. " – brzmi jeden z wpisów na Facebooku grupy.
