
Kandydatka Zielonych na prezydenta Warszawy udzieliła wywiadu dziennikarce „Metra”. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie autoryzacja jakiej dokonała Erbel. A właściwie nie autoryzacja, a napisane od nowa odpowiedzi na niewygodne pytania.
Prawo do autoryzacji ma każdy rozmówca dziennikarza. To od niego zależy czy z niego skorzysta czy nie. Jednakże, są granice zdrowego rozsądku w autoryzacji swoich wypowiedzi i zdaniem dziennikarki, która rozmawiała z kandydatką Zielonych na prezydenta Warszawy, Joanna Erbel tę granicę przekroczyła. Wydawcy „Gazety Wyborczej” i dziennika „Metro” zdecydowali więc, że opublikują obie wersje wywiadu z Joanną Erbel: bez autoryzacji oraz po autoryzacji.
- Wywiad publikujemy w wersji nieautoryzowanej. Joanna Erbel proszona o autoryzację odesłała wywiad w postaci odbiegającej od faktycznego przebiegu rozmowy: zupełnie zmieniając niektóre swoje wypowiedzi, część pomijając, wypaczając sens innych - tłumaczą swoją decyzję wydawcy. - Rozmowę, w której konfrontowała się z trudnymi pytaniami i odmienną od swojej wizją społeczeństwa, zmieniła w pochlebną dla siebie autoprezentację wyborczą. Uważamy, że tak daleko idące zmiany są nadużyciem prawa do autoryzacji, która nie może być próbą napisania przez rozmówcę zupełnie nowego wywiadu, z wypowiedziami odmiennymi od tych, których rzeczywiście udzielił.
Na czym polegało dokładnie zakrzywienie rzeczywistości w wykonaniu Joanny Erbel? Oto jeden z przykładów.
Kandydatka na prezydenta Warszawy nie tylko napisała zupełnie od nowa odpowiedzi na niektóre pytania, ale także postanowiła dopisać fragmenty swoich wypowiedzi, które miały na celu pokazać jak szeroką i szczegółową wiedzę ma Joanna Erbel o polityce miejskiej, podczas gdy w faktycznej rozmowie z dziennikarką rzucała ogólniki.
W „autoryzacji” Joanna Erbel postarała się także o to, aby wzmocnić przekaz piętnujący obecnie rządzącą w Warszawie Platformę Obywatelską. W pierwotnej rozmowie jej wypowiedzi nie były aż tak mocne.
Próbując zatrzeć złe wrażenie, które mógłby wywołać ten wywiad, Joanna Erbel przeholowała. I strzeliła sobie w kolano. Teraz niektórzy czytelnicy będą mogli odnieść wrażenie, że kandydatce Zielonych nie tylko brakuje wiedzy o ważnych potrzebach i problemach mieszkańców Warszawy, ale także, iż nie wie co mówi.
