Szok kulturowy. Tusk i Bieńkowska muszą nauczyć się Brukseli, ale jest za wcześnie, by ich skreślać

Tusk i Bieńkowska muszą nauczyć się Brukseli, ale za wcześnie, by ich skreślać.
Tusk i Bieńkowska muszą nauczyć się Brukseli, ale za wcześnie, by ich skreślać. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
W odstępie kilku dni mogliśmy przeczytać o tym, jak źle radzą sobie w Brukseli Elżbieta Bieńkowska i Donald Tusk. Ale nie przemawiają za tym niemal żadne fakty, a jedynie opinie. A oczywiste jest, że te będą krytyczne, bo brukselska biurokracja naturalnie reaguje tak na wszystko co nowe, inne i niosące niepewność. A tacy właśnie są Tusk i Bieńkowska, bo przyszli z zupełnie innej politycznej krainy.


W zaledwie kilka tygodni od rozpoczęcia pracy w Brukseli Donald Tusk już został okrzyknięty rozczarowaniem, choć nawet nie zdążył poprowadzić swojego pierwszego szczytu. Elżbieta Bieńkowska praktycznie już została zwolniona, chociaż związki zawodowe zaledwie rozesłały list, w którym dyskutują ze stylem zarządzania nowej komisarz ds. rynku wewnętrznego i przemysłu.


Tusk podpadł dziennikarzom
Zaczęło się od doniesień o oburzeniu zachodnich dziennikarzy na Donalda Tuska, który nie zorganizował konferencji prasowej po inauguracji swojego przewodnictwa w Radzie Europejskiej. - “Zagranicznych dziennikarzy zirytował nie tylko brak kontaktów z mediami, nie spodobał się także wywiad z Donaldem Tuskiem, zamieszczony na stronach internetowych Rady UE” - relacjonuje w RMF FM Katarzyna Szymańska-Borginon. To jak najbardziej słuszne zarzuty, ale nie są przecież wystarczającym powodem, by ocenić misję Tuska jako totalną klęskę.


Teraz były premier jest krytykowany za przygotowanie poświęconego Ukrainie szczytu Rady Europejskiej. Ale poza wypowiedzią anonimowego dyplomaty, są tylko wypowiedzi Pawła Kowala, który co prawda jest doskonałym ekspertem od spraw wschodnich, ale jego zdanie jest subiektywną opinią. Najważniejsze będzie to, co znajdzie się w konkluzjach ze szczytu. A o tym przekonamy się dopiero po jego zakończeniu.


Debiutanci
Tusk został więc zrecenzowany jeszcze zanim zaczął pracę. - Jean-Claude Juncker mówił w Parlamencie Europejskim, że spotka się z debiutantem Donaldem Tuskiem i obaj będą otwierać nowy rozdział Komisji i Rady - relacjonuje Lidia Geringer de Oedenberg, posłanka niezależna wybrana z list SLD.

- Po prostu jest za wcześnie, by komentować, Tusk jest jednym z najbardziej doświadczonych członków Rady, wie jak powinny wyglądać jej obrady, nie jest nową postacią dla liderów - dodaje. Tusk jest krytykowany także za nieobecność na szczycie Petra Poroszenki, choć jeszcze niedawno był uznawany za zbyt proukraińskiego. - Jest moim wielkim przyjacielem - powiedział w Sejmie o Tusku ukraiński prezydent.

Bieńkowska out?
W przypadku Tuska jest podobnie jak z Elżbietą Bieńkowską. Na początku skrytykowano ją za wysłuchanie przed komisją Parlamentu Europejskiego, gdzie nie spodobała się niektórym posłom. Trudno się dziwić, wszak zatwierdzanie komisarzy to jedna z niewielu realnych kompetencji Parlamentu Europejskiego i chcieli zaznaczyć swoją władzę. Później pojawiły się doniesienia o konflikcie między Bieńkowską a podległymi jej urzędnikami.
Katarzyna Szymańska-Borginon

Okazuje się jednak, że ręczne sterowanie i rewolucyjne zmiany - zupełnie się tutaj nie sprawdzają. Bieńkowska, pracuje w Komisji raptem sześć tygodni, a już zraziła do siebie część współpracowników. Jest jedynym komisarzem w ekipie Jean Claude’a Junckera, który ma przeciwko sobie związki zawodowe działające w Komisji. Czytaj więcej

O sprawie pisaliśmy w naTemat, przypominając o specyficznym - i zupełnie obcym Polakom - podejściu brukselskich urzędników do hierarchii zawodowej i podejmowania decyzji. - Na ostatnich spotkaniach z Elżbietą Bieńkowską nie zauważyłam ostracyzmu, a byli tam i urzędnicy z Komisji, i z Parlamentu - wyjaśnia Geringer de Oedenberg.

Nic na siłę
- Nie wiemy jak sprawa wygląda wewnątrz - zastrzega posłanka z 11-letnim stażem. - Może się komuś nie spodobała jako szefowa i wysłał komentarz, który my z radością wałkujemy. Jak można się tym podniecać? Nie ma ważniejszych tematów? - oburza się europosłanka. Przypomina, że dopiero we wtorek Jean-Claude Juncker przedstawił plan pracy swojej Komisji, więc nie ma jeszcze żadnych decyzji nowych komisarzy, które można by ocenić.

Rozmówczyni naTemat zaznacza jednak, że w Brukseli siłą nic się nie uzyska. - Przez 11 lat nie wiedziałam siłowego rozwiązania, które byłoby dobre tylko dla jednej strony. Kompromis ma być dobry dla wszystkich, liczy się głos najmniejszego państwa, każdy patrzy z innej perspektywy. Staramy się małymi kroczkami zmieniać rzeczywistość w ważnych sprawach - opisuje.

Po owocach ich poznacie
Zupełnie inne jest też podejście do administracji, która w przeciwieństwie do polityków się nie zmienia. - To nie znaczy, że administracja jest skostniała i nie działa. U nas przyjęło się, że jak przychodzi nowa miotła, to przychodzą jej ludzie. Urzędnicy tutaj są apolityczni, to eksperci i nowy szef nie zmienia struktury, która dobrze działa - wyjaśnia Lidia Geringer de Oedenberg.

Tusk i Bieńkowska przychodzą do Brukseli z zupełnie innej politycznej krainy. Ale to nie znaczy, że nie przystosują się do unijnych zwyczajów. Na początku będzie bolało, ale mogą się jeszcze okazać dobrymi przewodniczącym i komisarzem. Niektórzy jednak wolą ich skreślić już na starcie. Nie na podstawie osiągnięć, ale dla wewnętrznych celów na naszym podwórku politycznym.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Pisał o "tęczowej zarazie". Stał się męczennikiem na prawicy
0 0Dlaczego wierzę Jarosławowi Kaczyńskiemu