
Kiedy jako 18-latek zagrał w nominowanym do Oscara "Faraonie", wróżono mu świetlaną karierę w filmie. Minęło pół wieku, a Jerzy Zelnik jeśli pojawia się na scenie, to w towarzystwie polityków PiS, nie aktorów. "Stał się partyjnym funkcjonariuszem, karykaturalnym bojownikiem o wiarę" – mówią koledzy. A on odpowiada: "mam misję - głosić rzeczy piękne i prawdziwe".
– Wie pan, on jest już po drugiej stronie. Od momentu, kiedy przemówił z trybuny PiS-u, stał się politykiem. Jego prawo. A co my na to? No śmiejemy się, bo przecież on coś pieprzy – mówi naTemat aktor Krzysztof Kowalewski. To o Zelniku, który ledwie kilka tygodni temu wystąpił na konwencji kandydata PiS na prezydenta Andrzeja Dudy. Mówił, że "tu jest Polska, który nie porusza się w chocholim tańcu beznadziei", streścił życiorys Dudy i reklamował go jako idealnego prezydenta.
No właśnie – po co? Jak inni aktorzy z prawej strony (choćby znana z "Plebanii" Katarzyna Łaniewska), Zelnik tłumaczy swoje zaangażowanie "odruchem serca", który nastąpił po katastrofie smoleńskiej. Otwarcie przyznaje też, że jeszcze kilka lat temu z PiS-em było mu nie po drodze. Na początku poprzedniej dekady wspierał nawet PO.
Miałem po 2005 r. żal do Prawa i Sprawiedliwości, że takich sobie dobrał koalicjantów. Rozumiałem – sejmowa matematyka – ale niesmak jednak był. Mimo to doceniam dorobek tej ekipy. (..)Po tragedii smoleńskiej nie miałem wątpliwości, że muszę stanąć przy Jarosławie Kaczyńskim. To był odruch serca i wniosek rozumowy.
W cieniu politycznej aktywności Zelnika znalazło się aktorstwo. 70-letni aktor, znany przede wszystkim z "Faraona" Kawalerowicza, ale także kilku innych filmów, już właściwie nie gra. Daniel Olbrychski, kolega z planu, a jednocześnie aktor o zupełnie innych poglądach, mówił w "Uwadze", że zasmuca go widok Zelnika jako działacze politycznego: – Wolałbym Jurka widzieć na ekranie – skomentował.
