Jak zapewne każdy pracownik Comarchu przeczytałem artykuł Tomasza Molgi o naszej firmie - a raczej o profesorze Filipiaku, bo pan Molga - jak sam o sobie pisze - stara się pokazać biznes przez tworzących go ludzi. Proszę jednak pamiętać, że prezes sam firmy nie tworzy, jest jeszcze kilka tysięcy pracowników.
Nie wiem skąd autor wziął "1,5 tys. euro na dzień dobry, 6 tys. euro dla specjalisty". Jeżeli pierwsza liczba jest prawdziwa - a to prawdopodobne, bo w IT w Polsce takie stawki są normalne (zastanawia tylko, dlaczego wszystkie wartości podane są w euro, ja wypłatę otrzymuję w złotówkach) - to wielka liczba pracowników o dłuższym stażu otrzymywałaby wynagrodzenia niższe niż nowo zatrudniony, bo z podwyżkami sprawa jest, hmm, bardziej skomplikowana.
Po takim artykule każdemu się też pewnie wyda, że w przestrzennych biurach pracownicy grają w piłkarzyki, połykając przy tym kanapki za firmowe pieniądze. Niestety wszelakie "benefity" sprowadzają się do kilku voucherów do kina na rok i wstępu na firmowy basen - ale tylko w Krakowie, nie w innych lokalizacjach.
Oczywiście osoba spoza branży IT krzyknie z zachwytu, niestety nierówności społeczne są ogromne. Prawda jest - stety lub niestety - taka, że informatyk może pozwolić na dużo wyższe wymagania wobec pracodawcy i na podstawie artykułu w poczytnym portalu nie powinien wysuwać błędnych wniosków. Prezes to jedna twarz Comarchu. Warto zapoznać się z opinią tysięcy innych. Inspiracji można szukać np. na Goldenline - proszę przejrzeć 111 opinii i przeanalizować, co mówią one o wynagrodzeniach.