O polskiej szkole, czyli refleksje nauczycielki - przegranej pasjonatki [list czytelniczki]

O polskiej szkole, czyli refleksje nauczycielki - przegranej pasjonatki [list czytelniczki]. UWAGA: zdjęcie jest tylko ilustracją.
O polskiej szkole, czyli refleksje nauczycielki - przegranej pasjonatki [list czytelniczki]. UWAGA: zdjęcie jest tylko ilustracją. Fot. Michał Łepecki / Agencja Gazeta
Od kilku tygodni ze ściśniętym sercem słucham w radio i oglądam we wszystkich stacjach telewizyjnych dyskusje na temat nauczycielki ze szkoły w Szczodrem. Zaciskam oczy ale łzy płyną same, w końcu przełączam kanał. Tak oto boleśnie wraca moja historia.

Początek
Oto moja historia, historia nauczycielki z wiejskiej szkoły. Nauczycielki pasjonatki, która bez reszty angażowała się w życie szkoły. Lekcje, zajęcia dodatkowe, wycieczki, konkursy, olimpiady, akcje, studia podyplomowe, kursy – to było moje życie, nie liczyłam czasu. Było warto, wykształciłam kilku laureatów i finalistów, co w wiejskiej szkole nie jest łatwe. W czasie mojej 26-letniej pracy w szkole nie udało się to żadnemu nauczycielowi. Byłam otwarta na nowości i propozycje zmian, a nie było to łatwe zadanie w środowisku przyzwyczajonym do starych metod pracy.

Skandal w szkole w Szczodrem

Nauczycielka w tamtejszej szkole podstawowej miała od września wyzywać dzieci, a także zaklejać im usta taśmą. Po informacji od jednego z uczniów, rodzicom udało się nagrać takie sytuacje przy pomocy dyktafonu schowanego w tornistrze ucznia. Czytaj więcej

W 2003 roku zostałam wicedyrektorem, w ramach sprawowanego nadzoru pedagogicznego skupiłam się na podniesieniu jakości pracy szkoły. Inspirowałam nauczycieli do kształcenia, zorganizowałam wewnątrzszkolny system doskonalenia nauczycieli, wspierałam młodych pedagogów wprowadzając ich w zawód, wymagałam solidnej pracy. W 2007 roku zostałam dyrektorem i wówczas mogłam rozwinąć skrzydła. Przyświecało mi motto-słowa Jana Pawła II: „Należy czuwać, aby dobro dziecka było zawsze stawiane na pierwszym miejscu”.

Nadałam właściwą rangę nadzorowi pedagogicznemu w szkole – obserwowałam zajęcia, omawiałam, inspirowałam do zmian, a wnioski z nadzoru były podstawą do planowania pracy szkoły w kolejnym roku. Wszystkie wnioski solidnie realizowałam, rzetelnie wdrażałam propozycje MEN i ORE (analizowałam wyniki egzaminów w oparciu o EWD, brałam udział w OBUT i bardzo uważnie analizowałam jego wyniki). Napisałam i zrealizowałam w szkole kilka projektów z funduszy unijnych zwiększających szanse edukacyjne uczniów ze wsi.

Nie ma łatwo
Było warto, wyniki uczniów naszej szkoły poprawiały się z roku na rok. W gimnazjum osiągaliśmy 8 stanin w 9-stopniowej skali, w szkole podstawowej 7. Działo się to przy udziale większości członków rady pedagogicznej, ale nie wszystkich. Kilku nauczycieli nie akceptowało mojej wizji rozwoju szkoły, nie lubili nowości, nie uznawali mojego stylu pracy w zespołach, jawności przyznawanych nagród i dodatków motywacyjnych za rzeczywiste osiągnięcia w pracy. Nie mogli pogodzić się z tym, że nagrody nie są przyznawane w kolejności co 2-3 lata każdemu bez względu na jakość pracy.


Oceny pracy nauczyciela dokonywałam bardzo rzetelnie, w oparciu o obowiązujące kryteria, nie były to tylko oceny wyróżniające. Moja wicedyrektor prowadziła świetnie pracę wychowawczą w szkole (mediacje, długie rozmowy z uczniami i rodzicami, warsztaty itp.). Te działania owocowały brakiem sytuacji konfliktowych, a w przypadku problemów mediacje świetnie się sprawdzały.

W 2011 roku odważyłam się i oceniłam negatywnie nauczyciela, który nie spełnił kryteriów na oceną dobrą (np. odmówił prowadzenia zajęć koła matematycznego, nie wykonał wielu przydzielonych zadań, dokonał kradzieży własności intelektualnej, były na niego ustne skargi rodziców, nie indywidualizował pracy z uczniem, nie rozpoznawał potrzeb uczniów, nie robił diagnoz, nie analizował wyników swojej pracy , nie planował swojej pracy i nie dostosowywał jej do możliwości zespołu klasowego i indywidualnych potrzeb uczniów itp.).

Zrobiła się lokalna afera, kontrole z KO nie potwierdziły żadnych zarzutów stawianych mi przez nauczycieli. Główny zarzut brzmiał – jak mogłam negatywnie ocenić tak miłego nauczyciela! To prawda, dobre wrażenie to jedyne co świetnie potrafił. Odwołał się od oceny negatywnej do KO i oczywiście otrzymał dobrą.

Współczuję Wam NAUCZYCIELE

Powiem szczerze: nie chciałabym być dziś NAUCZYCIELEM. Współczuję Wam, drodzy Pedagodzy. Współczuję Wam tego, jakie dzieci przyprowadzamy Wam do szkoły. Współczuję tego, jak my rodzice zachowujemy się wielokrotnie wobec Was. Współczuję tego, jak pokazuje się Was w mediach, a jak NIE pokazuje. I tego, że tak mało Wam płacą za to wszystko. Czytaj więcej

Nowej kadencji nie będzie
W 2012 roku kończyła mi się kadencja i jak było do przewidzenia przegrałam konkurs. Wróciłam do zajęć z uczniami, a że była to moja pasja więc nie narzekałam. Jakież było moje zdziwienie, kiedy w maju 2013 roku otrzymałam od nowej dyrekcji wypowiedzenie. Poszłam do Sądu Pracy. Po 1,5-rocznej walce wygrałam i w I, i II instancji. Od grudnia 2014 roku pracuję znowu w swojej szkole, ale nie jestem już pasjonatką, robię tylko tyle, ile muszę. Tak jak większość. Nikt nie docenił moich osiągnięć, umiejętności i rzetelnej pracy dla dobra uczniów.

Nauczyciel oceniony negatywnie przez mnie pracuje nadal, otrzymuje nagrody, mimo że są ciągłe skargi od rodziców, kontrole z KO niczego nie stwierdzają. On jest nietykalny. Obecna dyrektor zarzuciła wiele działań (analizy EWD, OBUT i inne), powierzchownie analizuje wyniki nauczania, ale za to ocenia wszystkich wyróżniająco. I tak chociaż spadają wyniki nauczania, to nauczyciele są wyżej oceniani.

I wszyscy zadowoleni...
Nadzór dyrektora jest fikcją, obserwowane lekcje są zawsze wspaniałe, nigdy nie ma uwag. Tak jest dobrze i dyrekcji, i nauczycielom. I tak jest w większości szkół. Kiepski nauczyciel może w polskiej szkole pracować długie lata, a wymagający dyrektor nie ma żadnych szans, aby ocenić go negatywnie nie narażając się na ostrą reakcję ze strony środowiska, z KO włącznie. I tylko od czasu do czasu po nagłośnieniu przez media słyszymy o wydarzeniach takich jak w Szczodrem. Nie są to jednak sytuacje odosobnione.

Żal mi lat, które poświęciłam szkole, mogłam ten czas poświęcić swoim dzieciom, ale niestety czasu cofnąć nie można. Najbardziej boli fakt, że ja, nauczyciel z sukcesami i osiągnięciami, zawsze oceniana wyróżniająco, musiałam bronić swojej pozycji w sądzie, a nauczyciel lekkoduch i cwaniak niczym nie zagrożony spokojnie pracuje dalej.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...