Wybory sfałszowane zawczasu. Prawica teoriami spiskowymi szykuje się na porażkę Dudy

Facebookowa akcja zachęca, by wziąć na wybory własny długopis. Wszystko po to, by zapobiec fałszerstwom.
Facebookowa akcja zachęca, by wziąć na wybory własny długopis. Wszystko po to, by zapobiec fałszerstwom. Fot. Facebook
Politycy PiS otwarcie mówią o tym, że wybory prezydenckie mogą zostać sfałszowane w pierwszej turze. W sieci trwa akcja weź swój długopis na wybory, której twórca, prawicowy bloger, sugeruje, że – szykuje się fałsz znikającym atramentem. Bez złudzeń – jeśli Andrzej Duda wypadnie "zbyt słabo" albo Bronisław Komorowski wypadnie "zbyt dobrze" prawica znów ogłosi, że wybory to jedno wielkie oszustwo. Sądząc po przedwyborczych nastrojach, taki scenariusz jest bardziej niż prawdopodobny.


Zaklęcia dla kandydata
Na finiszu prezydenckiej kampanii wydaje się, że sytuacja na polu bitwy dwóch najpoważniejszych kandydatów jest ustabilizowana. Z jednej strony prezydent Komorowski, któremu dość słaba kampania raczej nie pozwoli na zwycięstwo w pierwszej turze. Z drugiej – Andrzej Duda, który – wnioskując po sondażowych słupkach – przegra wyraźnie, a do drugiej tury wejdzie dzięki względnej słabości rywala (sam ma poparcie niższe niż jego partia).


Rzecz jasna tak może być, ale nie musi. Trudno polegać wyłącznie na publikowanych co 2-3 dni wynikach badań, które złożone w jeden obraz wskazują pewien trend, ale stuprocentowej pewności nie dają. Rozumieć to powinien każdy, kto bierze się za wyciąganie wniosków.


Wystarczy przypomnieć choćby wybory prezydenckie z 2005 roku. Wtedy przed pierwszą turą większość sondażowni dawała Donaldowi Tuskowi sporą przewagę nad Lechem Kaczyńskim, a w rzeczywistości lider PO wygrał z minimalną liczbą głosów. Z kolei przed drugą turą sondaże zrobiły Tuska prezydentem, po czym ostatecznie wygrał Kaczyński i to z przewagą 8 punktów procentowych.


Problem w tym, że na prawicy, szczególnie wśród sympatyków kandydata PiS, na żadne znaki zapytania i niepewności nie ma miejsca. Scenariusz jest ustalony, role obsadzone. Kandydat Duda depcze po piętach Komorowskiemu, a jeśli przedwyborcze fakty na to nie wskazują, tym gorzej dla nich. Zaś gdyby okazało się, że siły Dudy nie potwierdzają także oficjalne wyniki, trzeba wywrócić stolik krzycząc o fałszerstwie.

Zwycięstwo albo fałsz
Tak przedstawia się teoria prawicowej manipulacji. A praktyka? Intensywne działania trwają od tygodni na różnych frontach. Pierwszym jest ten sondażowy. Media sympatyzujące z Dudą robią wszystko, by przekonać Polaków, że poparcie dla polityka PiS jest większe niż mogłoby się wydawać. Doskonałym tego przykładem jest artykuł z lutego tego roku na Niezalezna.pl, który wieszczył wygraną Dudy nad Komorowskim w pierwszej turze. Podstawą był sondaż przeprowadzony przez autora strony Antykomor.pl.
Takim analizom towarzyszą najczęściej wypowiedzi ekspertów, jak np. były polityk PiS Adam Bielan czy satyryk Jan Pietrzak, którzy na portalu braci Karnowskich przekonywali o pewnym zwycięstwie Dudy.

Zaklinanie rzeczywistości trwa więc w najlepsze. Oczywiste jest jednak, że może potrwać tylko do dnia ogłoszenia wyników. Bo co, gdy wyniki nie pokryją się, ani nawet nie zbliżą chociażby do sondażu "Antykomora"? Co, gdy Duda wypadnie zaskakująco słabo albo Komorowski dobije do 50 proc. poparcia? W tym momencie na słabsze sondaże kandydata PiS odpowiedzią jest np. zarzut, że mainstream "pompuje" Pawła Kukiza. Spiskowa teoria mówi, że cały TVN na czele z Kubą Wojewódzkim stawia na muzyka, by pogrążyć Dudę. Ale to za mało.

– Patrząc na to, jak wyglądały wybory samorządowe, można liczyć się z tym, że wybory prezydenckie mogą być nieuczciwe – mówił w poniedziałek na antenie Radia Zet poseł PiS Bartosz Kownacki. Jak stwierdził, Komorowski boi się bezpośredniego starcia z Dudą, więc władza w niedzielę skręci wynik. To samo mówił prezes PiS Jarosław Kaczyński. Przestrzegał przed fałszerstwem, bo prezydent rzucił hasło "rozstrzygnijmy wybory w pierwszej turze". Taka retoryka to tylko przedsmak tego, co może się dziać po wyborach z niepomyślnym rezultatem.

Wskazuje na to też to, co dzieje się w internecie. Prawicowi komentatorzy uderzają w podobne tony i szukają pierwszych sygnałów nadchodzących fałszerstw. Np. dziennikarz Telewizji Republika Michał Rachoń opublikował zdjęcie wypełnionej karty wyborczej (z głosem na Komorowskiego) pochodzącej z głosowania korespondencyjnego. Zdjęcie mógł zrobić wyborca, ale to nieistotne. Ważne, że jest wątpliwość.

Z kolei na Facebooku trwa akcja "weź swój długopis na wybory". Uruchomił ją prawicowy bloger Paweł Rybicki, a dołączyło do niej już 33 tys. osób. Mimo że uzasadnienie brzmi jak słaby żart...
Paweł Rybicki

"0,5 zł – tylko tyle potrzeba, aby sfałszować wybory w jednej komisji obwodowej. Bo właśnie za 10,5 zł można w sklepach internetowych kupić długopis wypełniony tuszem, który znika z kartki w kilka godzin po jej zapisaniu. Co ciekawe, w ostatnich dniach nastąpił wysyp ofert sprzedaży takich długopisów w popularnym polskim serwisie aukcyjnym. Czyżby sprzedawcy poczuli, że popyt rośnie? Czytaj więcej

Prawica wygrała
Sondażowe zaklęcia, polityczne ostrzeżenia przed fałszerstwami, sugestie typu "długopisy ze znikającym tuszem" – wszystko to prowadzi do wniosku, że dla prawicy wynik wyborów jest już znany. Będzie zwycięstwo – jeśli nie wyborcze, to moralne. Broń w postaci oskarżeń o fałszowanie wyników skutecznie odciąga przecież uwagę od porażki. I to dopiero jest fałszerstwo doskonałe.

Napisz do autora: michal.gasior@natemat.pl