Antybiotyki na talerzu? Nie, dziękuję!

Fot. Artsem Martysiuk/ Shutterstock.com
Antybiotyki to jedno z najważniejszych osiągnięć medycyny. Dzięki ich odkryciu na początku XX w. powstały leki, które stanowiły potężny arsenał w walce z ciężkimi i niebezpiecznymi chorobami. Niestety lekkomyślnie go marnujemy. Nie dość, że często i niepotrzebnie stosujemy antybiotyki jako antidotum na schorzenia, takie jak infekcje wirusowe, to dodatkowo podawane są w ogromnych ilościach zwierzętom hodowlanym, których mięso później trafia na nasze talerze.


Antybiotyki w hodowli zwierząt zaczęły być powszechnie stosowane od lat 40. ubiegłego wieku. Zauważono, że dodanie ich do paszy kurcząt, powoduje szybszy wzrost masy mięśniowej przy jednoczesnym ograniczeniu dawek pokarmowych, a więc zwiększa opłacalność chowu. W latach 70. odkryto jednak, że praktyka ta ma bardzo niebezpieczne skutki uboczne, ale zakazano jej w krajach Unii Europejskiej dopiero w 2006 r.


Choć w UE nie wolno już stosować tzw. Antybiotykowych Stymulatorów Wzrostu, zużycie antybiotyków w hodowli zwierząt rośnie. W Polsce w 2013 r. zużyto o 8% więcej leków przeciwbakteryjnych niż w 2012. W sumie w produkcji zwierzęcej w 2013 w naszym kraju zużyto aż 562 tony antybiotyków. W przeliczeniu to blisko 2 mld tabletek o zawartości 250 mg substancji czynnej.


- Zgodnie z prawem antybiotyki powinny być stosowane jedynie w przypadku poważnych infekcji bakteryjnych. Niestety wypaczone podawanie antybiotyków przybrało formę metafilaktyki, czyli najprościej ujmując zaczęto podawać antybiotyki całemu stadu na podstawie stwierdzenia infekcji u pojedynczych sztuk. Zaczęto zawyżać dawkowanie oraz liczbę dni stosowania leków. To tak jakby w szkole pełnej uczniów zachorowało kilkoro dzieci i ktoś nagle zdecydował, żeby podać antybiotyk całemu personelowi oraz wszystkim uczniom. Oczywiście sytuacja, która w medycynie ludzkiej nie miałby miejsca, dzieje się w hodowlach wielkostadnych – tłumaczy dr Marcin Michalski, głównych weterynarz Farmio S.A.


Obecność pozostałości antybiotyków lub innych substancji o podobnym działaniu w żywności pochodzenia zwierzęcego jest określana przez tzw. MRL – Maximum Residue Limits, tj. najwyższe dopuszczalne stężenie pozostałości. Wartość ta jest wyrażona w mg/kg lub μg/kg i ustalone w oparciu o ocenę ryzyka dla konsumentów.

System jednak nie jest doskonały. Nie dla wszystkich leków przeciwbakteryjnych stosowanych w praktyce weterynaryjnej wyznaczono wartości MRL dla wszystkich gatunków zwierząt lub dla wszystkich produktów zwierzęcych. Ponadto MRL jest ujęciem statystycznym, a więc uśrednionym.

- Zwierzęta, które są przeznaczone do konsumpcji przez człowieka, mogą być poddane leczeniu różnymi substancjami jednocześnie, nierzadko wchodzącymi ściśle w interakcje, w tym działając synergistycznie, co może przełożyć się na tzw. sumowanie MRL, pomimo że poszczególne dawki są dużo niższe od ustalonych. Przyjmowanie tego typu związków wraz z pokarmem może na pewną część populacji wpływać negatywnie – ostrzega prof. dr hab. Cezary J. Kowalski z Wydziału Medycyny Weterynaryjnej Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie.


Jak wynika z badań, szkodliwe oddziaływanie antybiotyków i produktów ich rozpadu zawartych w żywności jest obserwowane w największym stopniu we wczesnych etapach rozwoju ludzkiego organizmu, tj. w okresie ciąży i w pierwszych 3 latach życia.

- Spożywanie wraz z pokarmem pozostałości antybiotyków może nieodwracalnie wpłynąć na rozwój dziecka, w tym występowanie w późniejszym okresie alergii, przewlekłych chorób zapalnych jelit, zaburzeń procesów immunologicznych oraz metabolicznych, np. cukrzycy, otyłości, a nawet nowotworów – alarmuje dr n. med. Paweł Grzesiowski, pediatra i immunolog.

Poważnym zagrożeniem jest również nasilające się zjawisko lekooporności, a więc uodparnianie się mikrobów na antybiotyki. Ma to poważne konsekwencje, gdyż może uniemożliwiać skuteczne leczenie chorób, które do niedawna były uznawane za niegroźne dla życia ludzi. Efekty tych procesów widoczne były już w połowie lat 90. XX wieku - ponad 90% gronkowców z gatunku Staphylo coccusaureus wykazywało oporność na penicylinę, a około 10-15% szpitalnych szczepów gronkowców charakteryzowało się opornością na wszystkie antybiotyki beta-laktamowe.

Ponadto pojawiły się enterokoki oporne na wankomycynę (VRE), pneumokoki niewrażliwe na penicylinę (PRSP), a także wielooporne pałeczki jelitowe z gatunku Klebsiella, Enterobacter czy niefermentujące pałeczki Pseudomonas i Acinetobacter. Zagrożenie zakażeniami wywołanymi przez te drobnoustroje jest szczególnie poważne w okresie ciąży oraz we wczesnych okresach rozwojowych.

- Ekspozycja kobiet w ciąży i dzieci na antybiotyki i ich pozostałości obecne w żywności jest zjawiskiem wysoce niebezpiecznym, o skutkach trudnych do przewidzenia w odległej perspektywie. Dlatego przeciwdziałanie tym zjawiskom wymusza ograniczenie stosowania antybiotyków w rolnictwie do przypadków niezbędnych i tylko pod kontrolą lekarzy weterynarii – podsumowuje dr Grzesiowski.
Polscy producenci żywności powoli zaczynają dostrzegać problem. Stosują coraz bardziej naturalne metody chowu, łączące tradycję z najnowszymi osiągnięciami w zakresie weterynarii. Hodowla bez antybiotyków stała się podstawą działalności m.in. firmy Farmio, producenta Kurczaka Babuni wolnego od antybiotyków.

- Alternatywą dla stosowania antybiotyków w hodowli, w tym drobiu, jest dbanie o dobrostan zwierząt oraz wzmacnianie ich naturalnej odporności, dzięki której zwierzęta nie chorują. Proces powinien zaczynać się już na etapie starannego doboru zdrowych i silnych kurcząt oraz ferm, w których będą hodowane – najlepiej położonych z dala od dużych miast, w „naturalnie zielonych" rejonach. Proces hodowli bez antybiotyków jest bardziej czasochłonnych, jednak jako lekarz weterynarz uważam, że warto poświęcić więcej czasu i pracy, aby umożliwić klientom wybór zdrowszej żywności – podkreśla dr Marcin Michalski.

Nie powinniśmy więc rezygnować z jedzenia kurczaków. Mięso drobiowe jest ważnym elementem diety z uwagi na walory smakowe, łatwość obróbki oraz wartości odżywcze cenne dla dzieci oraz kobiet w ciąży - w tym przede wszystkim pełnowartościowe białka, żelazo, fosfor, cynk i witaminy z grupy B.

Wkładając produkty spożywcze do koszyka warto więc szukać tych pozbawionych antybiotyków. Informacji o braku antybiotyków w mięsie można szukać na opakowaniu. Niestety tylko nieliczni producenci umieszczają je z własnej inicjatywy. Warto byłoby więc wprowadzić obowiązek rzetelnego informowania o braku antybiotyków lub ich zawartości. Ułatwiłoby to nam wszystkim podejmowanie bardziej świadomych decyzji w zakresie zdrowego żywienia.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0"Widzę histerię". To on forsuje zakaz edukacji seksualnej, który tak bulwersuje Polaków

DADHERO.PL

0 0Nie masz pojęcia, jak wychować swoją córkę? Tato, oto 10 złotych rad specjalnie dla Ciebie
0 0Dobry zegarek nie musi być "Swiss Made". Fajne czasomierze powstają i w innych krajach Europy
Jaguar 0 0Duży, dostojny i w świetnej cenie. Tego SUV-a kupisz już za 1452 zł netto miesięcznie

NA ŚWIECIE

0 0Podobno w domu jest spokój. Do nowego Sejmu weszli ojciec oraz syn – i są w różnych partiach!
0 0"Jestem skłonny startować w wyborach na szefa PO". Pierwszy polityk rzuca wyzwanie Schetynie
MOTO 0 0Czy McLaren naprawdę jest tak kosmiczny, jak wygląda? W środku od razu zaskakuje jedna rzecz
POPKULTURA 0 0Zepsuliście mi serial, na który czekałam! "Batwoman" miała być hitem, a jest porażką