
– W elektrowni Kozienice spawacze z Indii zarabiają 100 zł na godzinę. A gdzie są Polacy? – oburzał się kilka dni temu na antenie TVN24 Ryszard Petru. Otwierając w ten sposób dwie ciekawe dyskusje. Po pierwsze, tę związaną z pytaniem o odsetek wykwalifikowanych kadr wśród Polaków. Po drugie, tę dotyczącą legendarnych wręcz zarobków spawaczy. Sprawdziliśmy oba te aspekty.
Brzmi wręcz bulwersująco. Bo przecież z jednej strony państwo nie potrafiło zapewnić wielkiemu biznesowiodpowiedniej siły roboczej, a zamiast szybko młodych Polaków do atrakcyjnego zawodu przyuczać, pozwala przedsiębiorcom na ściąganie nad Wisłę robotników z Azji. I to zgarniających krocie zamiast Polaków. Problem tylko taki, że okazuje się, iż w historii przedstawionej przez Ryszarda Petru niewiele się zgadza.
Mity o zarobkach spawaczy weryfikują szybko dane na temat średnich pensji w tym zawodzie w Polsce, które publikuje m.in. serwis Wynagrodzenia.pl. Zarobki aż połowy nadwiślańskich spawaczy to "zaledwie" od 2392 do 4010 zł miesięcznie. Zakładając, że większość zarabia te kwoty w ciągu 8 godzin pracy, bez nadgodzin i przepracowanych weekendów, ich godzinowa stawka wynosi mniej niż 20 zł.
Tu jednak nie wystarczy inwestycja tych 2-3 tys. zł w podstawowe kursy. Bywają okresy, w których płacą stawki, o których pomarzyć mogą prawnicy lub lekarze, ale nie pamiętam, by ktoś ze znajomych w Polsce zarabiał aż 100 zł za godzinę, nawet w elektrowniach, czy innych niebezpiecznych warunkach
Napisz do autora: jakub.noch@natemat.pl
