
Przepaść pomiędzy tym co zaplanował twórca, a tym w jaki sposób z tego produktu korzystają realni użytkownicy, bardzo często bywa ogromna. Niejednokrotnie więc zamysł i wyobrażenia autora mają niewiele wspólnego z rzeczywistością. Przykład? Można napotkać go każdego dnia na ulicach miast. Wystarczy spojrzeć pod nogi.
Niestety bardzo często projekty przygotowywane są zza biurek. Jedna czy dwie wizyty architekta w danym miejscu są niewystarczające; należałoby odwiedzać tę lokalizację kilkukrotnie, zacząć korzystać z niej samemu, aby przekonać się jaka droga jest optymalna.
Obecnie władze państwa lub miasta coraz rzadziej budują osiedla mieszkalne albo parki. Dziś robią to prywatni deweloperzy. Natomiast wiele niedostosowanych chodników pochodzi z czasów PRL, z lat 60., 70. Wtedy właśnie masowo budowano betonowe blokowiska, a chodniki między nimi przecinały się głównie pod kątem prostym.
Minęły lata i choć PRL dawno się skończył, to jednak jego relikty w postaci alternatywnych ścieżek pozostały. W międzyczasie pojawiły się nowe, a problem narósł i jest wciąż aktualny. – Architekci to odrealnione nieuki. Sam nim jestem. Komputer zastąpił zdolności samodzielnego badania natury! – pisze zbulwersowany użytkownik pop. – Ścieżki, chodniki i inne przejścia powinno się wytyczać tam gdzie ludzie potrzebują, a nie tam gdzie sobie pan urzędnik przy biurku wymyśli – czytam na jednym z internetowych forów. – Ścieżki wydeptane są tam gdzie są potrzebne. W wielu krajach to wiedzą, u nas zawsze urzędnicy są mądrzejsi – pisze Łukasz.
Napisz do autora: jakub.rusak@natemat.pl
