Arabia Saudyjska i inne państwa Zatoki Perskiej nie przyjęły nawet jednego uchodźcy z Syrii czy Iraku
Arabia Saudyjska i inne państwa Zatoki Perskiej nie przyjęły nawet jednego uchodźcy z Syrii czy Iraku Fot. Shutterstock

Kiedy Europa głowi się nad tym, co zrobić z masą imigrantów, którzy dobijają się do jej granic, część komentatorów po cichu zadaje oczywiste - zdawałoby się - pytanie. Dlaczego my mamy brać na siebie ten ciężar, a nie zajmą się tym bogate kraje arabskie, jak Arabia Saudyjska. Poszukałem odpowiedzi.

REKLAMA

Wsparcie na zero Tylko w Niemczech do końca roku prawie milion uchodźców z Afryki i Bliskiego Wschodu będzie się starać o azyl. Skala kryzysu migracyjnego w Europie jest jeszcze większa, a do głosu coraz częściej dochodzą władze tych państw, w których uciekinierzy są niemile widziani.

Jeszcze nie słyszymy od nich tego argumentu, ale wkrótce pewnie zaczną się zastanawiać, dlaczego to Stary Kontynent ma dźwigać ciężar migracyjnej fali, a nie np. świat arabski, który nie składa się przecież wyłącznie z wojny i biedy.

Arabia Saudyjska, Katar, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Kuwejt, Bahrajn – to wyjątkowo zamożne państwa, w dodatku pod różnymi względami silnie związane np. z Syrią i Irakiem, skąd przybywają do Europy azylanci. Wydawałoby się więc, że są idealnymi kandydatami na przyszłe miejsca schronienia dla uchodźców.

Co mówi praktyka? Podczas gdy sąsiadujące z Syrią i Irakiem państwa uginają się pod ciężarem uciekinierów, kraje Zatoki Perskiej nie przyjęły ani jednego uchodźcy. Nic, zero – potwierdził raport ONZ z ubiegłego roku, w którym postawę bogatych Arabów określono jako “niegodziwą”.

Porównanie liczby ekspatriantów - zagranicznych pracowników w krajach Zatoki - z liczbą przyjętych przez nie uchodźców
Porównanie liczby ekspatriantów - zagranicznych pracowników w krajach Zatoki - z liczbą przyjętych przez nie uchodźców Fot. dane ONZ

Nie opłaca się Powodów takiego podejścia jest kilka. Najważniejszy dotyczy… imigracji, z którą mają doświadczenia państwa Zatoki. Kraje typu Katar czy Arabia Saudyjska goszczą u siebie miliony imigrantów z południowo-wschodniej Azji (np. Nepalczyków). Rodzimych obywateli jest tam garstka – większość mieszkańców stanowią ci, którzy służą tam jako tania siła robocza. Nietrudno więc wyciągnąć wniosek, że kraje Zatoki mają imigrantów po dziurki w nosie.

Jak to ujął pewien Amerykanin, który mieszkał w Arabii, przybysze zza granicy są w porządku, pod warunkiem, że pracują, rozwijają gospodarkę, a potem wracają do domu, gdy kontrakt się kończy. Irakijczycy czy Syryjczycy tego warunku nie spełniają. Co więcej – pisze ten sam Amerykanin – niosą za sobą pewien kulturowy i polityczny bagaż. A Saudyjczycy i ich sąsiedzi raczej są uczuleni na zmiany i na “modernizację”. Poza tym wśród uchodźców są nie tylko muzułmanie. Duża liczba azylantów byłaby dla nich kłopotem także pod tym względem.

W przypadku zagranicznych pracowników, możesz po prostu anulować im wizy i odesłać do domu. Kiedy przyjmujesz ludzi jako imigrantów, nie możesz ich wyrzucić, kiedy stają się bólem głowy. Amerykanin, który mieszkał w Arabii Saudyjskiej

John Burgess

Różne kontynenty, podobne problemy Katar czy Arabia oczywiście mają argumenty, by próbować się bronić przed tego typu zarzutami. Najpoważniejszym jest finansowe wsparcie, jakiego udzielają potrzebującym w Syrii, Iraku i krajach sąsiednich. W 2013 roku członkowie Rady Współpracy Zatoki Perskiej przeznaczyli na uchodźców ponad 900 milionów dolarów.

Kolejna kwestia to problemy społeczno-ekonomiczne, które dotykają te państwa. Łatwo patrzeć na nie przez pryzmat bogactwa, ale np. Arabia Saudyjska zmaga się z wysokim bezrobociem, szczególnie wśród młodych. Aż 30 proc. obywateli poniżej 30. roku życia pozostaje bez pracy. W takiej sytuacji łatwiej wytłumaczyć opór przed przyjmowaniem imigrantów, często dobrze wykształconych, którzy - w przeciwieństwie do Nepalczyków - byliby dla Saudyjczyków konkurencją na rynku pracy.

Z taką logiką można się jednak rozprawić. Bo czy kraje Europy nie mają problemy z bezrobociem wśród młodych? Czy nie obawiają się "kulturowego bagażu" uchodźców? Czy, jak np. Niemcy, nie przyjęli już całej masy uciekinierów? Krótko mówiąc – mamy te same problemy. Tyle że dla Europy nie stanowią one pretekstu, by zamknąć swe granice dla potrzebujących. A dla krajów Zatoki – owszem.

Napisz do autora: michal.gasior@natemat.pl