
Polska branża odzieżowa złote czasy ma dawno za sobą. Po potędze łódzkich szwalni zostało wspomnienie, ale to wcale nie oznacza, że nie toczy się tam życie. Przeciwnie - każdego dnia do zakładów w całej Polse ściągają o poranku szwaczki. Uszyją dzisiaj kolejne garnitury dla Hugo Bossa. Co dostaną w zamian? Marną pensję o wartości średniej klasy garnituru, nadgodziny i sporą dawkę stresu od szefa.
"Przemysł tekstylno-odzieżowy w Polsce ma obecnie silną pozycję w UE – zajmuje: 8. miejsce w obrotach, 6. miejsce w nakładach inwestycyjnych, 3. miejsce w zatrudnieniu i 2. miejsce w liczbie firm. (..). Polski sektor odzieżowo-tekstylny w ostatnich latach coraz lepiej konkuruje na rynku wspólnotowym. Wyroby polskie dobrze postrzegane są przez partnerów handlowych ze względu na ich jakość i stosowane najnowsze technologie" - czytamy na stronie ministerstwa gospodarki.
Fundacja Kupuj Odpowiedzialnie z Krakowa postanowiła przyjrzeć się temu, jak wyglądają warunki pracy w szwalniach na terenie naszego kraju. Pracownicy organizacji przeprowadzali wywiady z pracownicami zakładów produkujących ciuchy. Z ich relacji wyłania się niewesoły obraz branży, która, jak wynika z danych ministerstwa gospodarki, staje się coraz bardziej konkurencyjną gałęzią polskiej gospodarki.
Temperatura może dochodzić do 30 stopni na zakładzie, nie zawsze się znajdzie ta woda, której po prostu trzeba. Normy są ustalane z zamawiającą firmą i są ciągle podkręcane
Praca na akord, nierzadko ponad siły, nie jest solennie wynagradzana. Do kieszeni pracownic szwalni miesięcznie trafia średnio 1546,52 zł netto. Dla porównania cała branża odzieżowa w Polsce to dla niektórych kura znosząca złote jaja - wartość produkcji w przemyśle odzieżowym wyniosła w ubiegłym roku 9,7 mld zł.
To, że ktoś jest opłacany zgodnie z polskim prawem i zarabia najniższą krajową, czyli około 1280 złotych, a jest jedynym żywicielem rodziny, sprawia, że znajduje się na granicy minimum egzystencjalnego. Oznacza to, że nie jest w stanie spełniać wszystkich swoich podstawowych potrzeb. Polska stara się tworzyć wizerunek, że produkowanie odzieży w Polsce jest czymś lepszym niż w Bangladeszu, ale gdy porównamy to faktycznie z Bangladeszem, to okaże się, że kontekście kondycji życia człowieka wcale nie jest dużo lepiej
badań przeprowadzonych w 10-ciu fabrykach w ramach projektu oraz badań
przeprowadzonych w 2004 roku wyłania się wręcz obraz drastycznego łamania praw pracowniczych – alarmowali.
Napisz do autora: dominika.majewska@natemat.pl
