Mit warszawskiej belle époque i Paryża północy jest nieprawdziwy. Dla stolicy to był ciężki czas

Warszawa przed zniszczeniem.
Warszawa przed zniszczeniem. screen z YouTube
Mit przedwojennej Warszawy, jako Paryża Północy, jest kultywowany przez media. Chcemy wierzyć, że miasto, które zostało zburzone w czasie wojny, a teraz straszy chaosem i betonem, kiedyś było miejscem, które mogło równać się z największymi stolicami europejskimi. To nasz utracony skarb, który został nam odebrany przez wojnę i nieudolnie odbudowany w czasach PRL. Tymczasem stolica Polski była miejscem kontrastów, tak jak jest teraz. Ale wtedy te kontrasty były bardziej widoczne.

Belle époque
Od 25 września w Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego można podziwiać wystawę "Ziemia obiecana, miasta i nowoczesność", za której przygotowanie odpowiada Muzeum Historii Polski. Zgromadzone materiały mają pokazywać wejście polskich miast w nowoczesność. Warszawa belle époque była zróżnicowana kulturowo. Miała do tego predyspozycje. Oprócz stałej obecności Żydowskich handlarzy, wielokulturowości sprzyjały dworce Petersburski, Terespolski, Wiedeński. Warszawa dużo bardziej, niż współcześnie była podzielona na dwie części. Nawet szerokość torów kolejowych na Pradze była inna, niż w Śródmieściu. To dlatego, że na Dworcu Petersburskim i Terespolskim był rozstaw rosyjski, a na Wiedeńskim - europejski.


Ale czy to określenie pasuje do tamtego miasta? Na materiałach archiwalnych, zdjęciach i obrazach widać pięknie ubrane panie z parasolami przeciwsłonecznymi, suknie do ziemi, eleganckie dorożki, pierwsze samochody. Niemal słychać uliczny zgiełk, dzwonki tramwajów, okrzyki dzieci sprzedających gazety. Nie widać biedy, brudu, smutku. Wszędzie piękna architektura secesyjna - która kontrastowała trochę z błyskawicznym rozwojem przemysłu.
Początek dwudziestego wieku kojarzy nam się z kabaretami, grupami artystycznymi, z kawiarnią "Pod Picadorem", w której przesiadywali Skamandryci, a wśród nich Julian Tuwim, Antoni Smoliński, Jarosław Iwaszkiewicz, Jan Lechoń i Kazimierz Wierzyński. Obiady w bistro, wykwintne alkohole i inspirujące idee, które rodziły się podczas spotkań towarzyskich.

– Belle epoque, czyli „piękny wiek" to jest konstrukcja ideowa. Skończyła się wraz z pierwszą wojną światową. Została stworzona dla krajów zachodnioeuropejskich. Z perspektywy mikro historii podbitego kraju, jak Królestwo Polskie, XIX wiek nie jest uważany za piękny. Często jest widziany jako okres popowstaniowy, okres czarny. Z perspektywy niektórych miast, może da się ten termin obronić. Z perspektywy Warszawy, w której nie było nawet samorządów - trudno. To był długi okres, ponad sto lat. Uważa się, że Belle epoque to czas od Rewolucji Francuskiej po Wielką Wojnę. To tak zwany „długi wiek”.– wyjaśnia Andrzej Buczyński, znawca historii Warszawy.


Nie tak pięknie
Ostatnio powstało wiele produkcji i muzeów, dzięki którym możemy dowiedzieć się, jak wyglądała przedwojenna Warszawa. W Muzeum Historii Żydów została zrekonstruowana warszawska ulica, a w marcu 2013 roku do kin wszedł film 3D "Warszawa 1935". Obraz przedstawia co prawda późniejszy okres, dwadzieścia lat po belle epoque, która skończyła się wraz z wybuchem I wojny. Widzimy tam piękne ulice Śródmieścia, osią jest momentalny budynek Prudential, ulice żyją, ludzie śpieszą się do swoich obowiązków, ale są również tacy, którzy cieszą się wolnym czasem.

Jednak ten obraz jest trochę przekłamany. Na filmach, które pokazują przedwojenną Warszawę, świecą neony, lśnią ulice. Efekt lśniących jezdni i chodników osiągano poprzez polewanie ich przedtem wodą. Dzięki temu wyglądały na czystsze i bardziej zadbane. To wspaniałe miasto, ten nasz Paryż, to zaledwie kilka procent całości. Podobnie ma się sprawa, jeśli chodzi o mieszkańców. Ich styl życia i dobrobyt. Oni również stanowili mały odsetek całości. Tylko kilka procent warszawiaków było stać na spędzanie wieczorów w kawiarniach i na przemieszczanie się po mieście samochodem. Piękne suknie i wspomniane wcześniej parasole również były przywilejem kobiet z elity.
Warszawa była wtedy pod władzami Imperium Rosyjskiego. Społeczeństwo było wtedy rozwarstwione. Reformy Aleksanda II otwierały drogę do awansu i degradacji.

Wieś w mieście
W Warszawie tamtego okresu stykała się ze sobą burżuazja z klasą robotniczą. Ta druga zbudowana była w dużej części z ludności, która masowo przyjeżdżała do stolicy z polskiej wsi. Ten masowy napływ pogłębił nierówności społeczne. Przybysze zasiedlali dzielnice oddalone od Śródmieścia, które było drogie. Zamieszkiwali domy i kamienice dzisiejszej Woli, budynki Powiśla, okolic Mokotowa. Często było to powodem, dla którego te okolice nie cieszyły się dobrą opinią. Były niebezpieczne i kwitła tam prostytucja. W XIX nie było samorządu, nie było wolności, własność była ograniczona. Kto nie wchodził w układ z władzą, ten nie zrobił bogactwa.

Nie należy zapominać o społeczności Żydowskiej, która była już wtedy traktowana jako obywatele drugiej kategorii. Ci, którzy byli bogaci, korzystali z tradycji, według której zajmowali się jubilerstwem, handlem luksusowymi towarami. Bogaci Żydzi zakładali fabryki i przedsiębiorstwa. Korzystali z boomu przemysłowego, który miał wtedy miejsce i układów z carską władzą.

Jednak na małych, brudnych podwórkach warszawskich kamienic toczyło się biedne, niespokojne życie społeczności żydowskiej. Zajmowali się zwykle drobnym handlem, sprzedawali owoce i warzywa, jakieś drobnostki. Często byli dyskryminowani i poniżani przez Polaków. Kiedy "wspaniała epoka" kończyła się, a Europę zaczął ogarniać kryzys i czuć już było nadchodzącą wojnę, w Warszawie było kilkadziesiąt tysięcy bezdomnych.
Bieda i bogactwo
– Były rejony bogatsze i biedniejsze. Do bogatszych należały te, które były rozbudowywane pod koniec XIX i XX wieku, to takie, które miały nowoczesne instalacje. Wodociągi, gaz, prąd, a nawet później telefony. To było południowe śródmieście, jeśli patrzymy na to dzisiejszymi kategoriami. Ówczesnymi kategoriami byśmy powiedzieli - okolice Łazieniek. Łazienki to nie był tylko park, ale po prostu nazywano tak południową część Śródmieścia – wyjaśnia Andrzej Buczyński.

Powiśle było miejscem dla biedoty. – Wtedy nad Wisłą nie było wałów. Nikt o zdrowych zmysłach, bogaty, nie ładował swojego kapitału, który mógł być poniesiony z falą. Były takie obszary, na których ludzie bez perspektyw żyli z dnia na dzień. A że większość ludzi w mieście, tak jak teraz, zawsze jest biedniejsza, niż bogatsza, to oni tam lądowali. Wbrew stereotypowi, że Żyd to kamienicznik, to mieszkała tam też ludność żydowska, ale bieda jest uniwersalna. Nie rozróżnia wyznania. Na początku XX wieku rozpoczęła się zmiana. Powstała szkoła na Drewnianej, szpital Anny Mazowieckiej, który wtedy nosił imię Anny Fiodorowny. Powstawały wały nad Wisłą. Tak samo było z Pragą. Powstał tam Teatr Ludowy, Cerkiew, Gimnazjum, tam były zainwestowane duże pieniądze – wyjaśnia Buczyński.

Żaden Paryż
W Warszawie przełomu XIX i XX wieku nie było momentu, w którym to miasto było miejscem spotkań ludzi, wymiany idei, handlu, czy własności. Porównywanie ówczesnej Warszawy do Paryża jest bezzasadne. To tak, jakby ktoś teraz Moskwę nazwał Paryżem wchodu. Wydaje się oczywistym, że to dwa, różne światy, w których życie wygląda inaczej. Inny ustrój, inne społeczeństwo. Tak samo było na przełomie XIX i XX wieku z polską stolicą.

Napisz do autorki: barbara.kaczmarczyk@natemat.pl

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...