Tak wygląda praca w Radiu Maryja. "Trochę mnie przerażało, że nawet duchowni rozgrywają się niczym posłowie w Sejmie"

Jak wygląda praca w Radiu Maryja?
Jak wygląda praca w Radiu Maryja? Fot. Wojciech Kardas / Agencja Gazeta
Na tę rozmowę Miłosza* namawiałem ponad dwa lata, ale uparcie odmawiał podzielenia się swoimi doświadczeniami z okresu wolontariatu w redakcji Radia Maryja. Aż do dziś, gdy w szczerej rozmowie z naTemat daje odpowiedź na kilka najczęściej padających pytań o to, jak funkcjonuje małe imperium medialne o. Tadeusza Rydzyka. I jakim człowiekiem jest ten kontrowersyjny redemptorysta.


Jak wspominasz pracę w toruńskich mediach?

Miłosz*: Jako cenne doświadczenie. Na pewno nie żałuję, że miałem okazję zobaczyć miejsce budzące tyle emocji od środka.

Dlaczego więc rozmawiamy anonimowo? Wstyd, strach?

Żadne z powyższych. Dałem się wreszcie namówić na tę rozmowę, ale nie chcę niepotrzebnych wyrzutów, jakie ze strony niektórych osób mogłyby się pojawić. Kontakty z tzw. mainstreamem nie są dobrze oceniane przez środowisko, z którego się wywidzę. Chodzi mi tu nie tyle o radio, co o moją rodzinę.


Jak dostaje się pracę w Radiu Maryja?

O pracę w rozumianą jako etat jest naprawdę trudno. Przynajmniej w okresie, w którym ja w tej rozgłośni pracowałem na zasadach wolontariatu. Jednak w żaden sposób nie różni się Radio Maryja jako pracodawca od innych mediów. Zatrudniają tylko tyle osób, ile dają radę. Pozostali to współpracownicy angażowani na jakieś ewentualne projekty, a pozostali pracują z pasji lub dla zdobycia doświadczenia.


Na jakim stanowisku zdobywałeś to doświadczenie?

Pracowałem przy podstawowej obsłudze technicznej, a potem realizacji programów. I nauczyłem się naprawdę dużo. Wbrew temu, co się pewnie niektórym wydaje, Radio Maryja, ani Telewizja Trwam nie są robione w jakichś spartańskich warunkach, na przedpotopowym sprzęcie. Jeszce studiując miałem tam okazję zdobyć umiejętności, które przydają mi się teraz, a pracuję obecnie w dziedzinie wymagającej, bo przy realizacji reklam i eventów.


Radio Maryja to cenny punkt w CV?

Nie wiem, jak odpowiedzieć. Gdy ktoś ma szanse zdobyć doświadczenie zawodowe tam – w dużym ogólnopolskim medium – lub złapać staż w jakiejś lokalnej stacji lub niszowych mediach internetowych, to grzechem byłoby nie skorzystać. Mnie ta furtka otworzyła się dzięki przyjaciołom z pielgrzymek. Bardzo pomocny okazał się też proboszcz parafii, w której się wychowałem. Nauczyłem się dzięki nim i dzięki ekipie Radia Maryja naprawdę wiele, ale mam świadomość, że jest to punkt w CV, który równie dobrze może pomóc, co bardzo zaszkodzić. Mówię to z doświadczenia. Po kilku rozmowach kwalifikacyjnych, na które zostałem zaproszony tylko po to, by mnie z tego powodu wyśmiano, w CV zostały tylko umiejętności nabyte w tamtym okresie, bez afiliacji.

Ile czasu spędziłeś w Toruniu?

Łącznie chyba prawie dwa lata. Jednak nie pracowałem bez przerwy. Przede wszystkim ze względu na studia.

I wszystko z tamtego okresu wspominasz tylko dobrze?

Osobiście nie miałem najmniejszych powodów do tego, by wspominać coś źle. Nikt mnie tam nie skrzywdził, wręcz przeciwnie. Jeśli były jakieś większe uwagi, to merytoryczne. Trudno jednak zaprzeczyć, że ogólna atmosfera jest gęsta. Szczególnie w te dni, w których dzieje się coś "dużego". No i wszechobecna jest polityka. Nie tylko w tym, co wychodzi do słuchacza, lecz także wśród ludzi. Trochę mnie to zaczęło z czasem przerażać, że nawet duchowni między sobą, w jednej redakcji, rozgrywają się niczym posłowie w Sejmie. Kiedy poznałem jednak kolegów z obecnej pracy, z doświadczeniem z Polsatu i TVP, to dowiedziałem się, że podobno tam nie jest lepiej. Pewnie też na dłuższą metę nie chciałbym tam zostać.
Naciski polityczne są bardzo widoczne?

Ja ich nigdy nie odczułem. Być może jednak po prostu byłem za "mały", by mieć taką okazję. Z drugiej strony, Radio Maryja, czy TV Trwam nie angażują ludzi spoza katolickiego środowiska. Nie angażują kogoś innego, by potem musiał się borykać z problemem przedstawiania świata z perspektywy, której nie jest się w stanie zaakceptować. Z ciekawostek mogę natomiast zdradzić, że – przynajmniej przed kilkoma laty – wcale o Prawie i Sprawiedliwości nie mówiło się w redakcji tak jednoznacznie pozytywnie. Jest sporo polityków PiS, których w Toruniu naprawdę nie trawią.

Czyli raczej nie można być tam liberałem?

Można. Jestem przekonany, że na niektórych stanowiskach można. Tylko trzeba zaakceptować to, gdzie się jest. I raczej się z tymi poglądami w godzinach pracy nie obnosić. No i żyć na co dzień tak, by uzyskać pozytywną rekomendację w swojej parafii. Dla młodych ludzi chcących się tam spróbować, to jeden z podstawowych warunków. Jak mówiłem, nie wszyscy popierają jednak PiS. Za moich czasów na przykład wielu dość ciepło patrzyło na początku na projekt PJN, któremu przecież do liberałów było bardzo blisko.

To chyba nie mogło podobać się o. Tadeuszowi Rydzykowi?

Ja mówię o rozmowach redakcyjnych, a nie tym, co działo się na antenie. A o. Rydzyk nie chodzi po swoich redakcjach i nie sprawdza sprawdza co chwila, kto co myśli.

Dobrze go poznałeś?

Niestety, raczej nie. A to bardzo ciekawa postać. Kiedy ma się okazję go obserwować w pracy, staje się ciekawszy niż to, co stereotypowo się o nim sądzi. Imponuje to, jak bardzo jest pracowity. Ale też pracuje w dość wąskim gronie i często poza studiem, więc niewielu ma go okazję poznać. Ja w ogóle mam wrażenie, że to właśnie otoczenie, w którym on funkcjonuje wpływa na to, jak o. Tadeusz Rydzyk jest postrzegany. Mówiąc szczerze, chyba mu szkodzą.
W jaki sposób?

Na tyle, co mogłem zauważyć i usłyszeć od innych, to oni są najbardziej skoncentrowani na polityce. Na polityce rozumianej jako walka, kombinowanie. Kiedy o. Tadeusz Rydzyk mówi o sprawach politycznych poza anteną, to ja mu całkiem wierzę, że nie chodzi przede wszystkim o ustawienie się, a patriotyzm. O taka troskę o kraj. I w takich rozmowach on nie zalicza tych wpadek, które miewa na antenie, a za które potem jest grillowany przez przeciwników.

Jaki to więc człowiek poza anteną?

W wielu sytuacjach wręcz uroczy. Wprowadzający świetną atmosferę. Chyba lubi też towarzystwo młodych ludzi. Naprawdę poza anteną można wziąć go za człowieka zupełnie innego niż ten, który potrafi się mocno zagalopować w swoich audycjach. Ale jednocześnie widać w nim czasem jakieś takie wewnętrzne zamknięcie, wycofanie się. Coś trudnego do rozszyfrowania.

*Imię zmienione na życzenie rozmówcy, prawdziwe dane do wiadomości redakcji.

Napisz do autora: jakub.noch@natemat.pl