Polska prostytutka wygrała z fiskusem. Pokazała zdjęcia, cennik, recenzje i uratowała oszczędności z 9 lat

Prostytutka ujawniła w sądzie kulisy swojego biznesu i doprowadziła  do uznania dochodów z nierządu za nieopodatkowane
Prostytutka ujawniła w sądzie kulisy swojego biznesu i doprowadziła do uznania dochodów z nierządu za nieopodatkowane fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta
Tańczyła na rurze, była striptizerką, aktorką od nagich scen w telewizji, 9 lat świadczyła usługi seksualne, ale udowodniła, że mimo takiego zajęcia, ma głowę na karku. Prostytutka ze Śląska używając zagrywek zawodowych doradców podatkowych, sprawiła, że urząd skarbowy nie mógł dobrać się do zgromadzonych ciężką pracą oszczędności.


To był punkt zwrotny kariery Ilony z Katowic. Po 9 latach pracy w seksbiznesie powiedziała STOP, chciała się ustatkować kupując dom. Transakcję zamierzała sfinansować gotówką z oszczędności zgromadzonych na koncie bankowym. Transakcja przeprowadzona przez osobę, która w dorosłym życiu zaledwie jeden rok przepracowała na normalnej umowie etatowej na pewno zwróciłaby uwagę podatkowych kontrolerów. Kupując nieruchomość, podatnik opłaca podatek od czynności cywilno-prawnych, a notariusz wysyła do urzędu skarbowego kopię umowy. Urzędnicy zazwyczaj porównują wartość transakcji z rocznymi zeznaniami podatkowymi kupującego. Jeśli wychodzi że ktoś kupuje dom, na który nie powinno go być stać, natychmiast wszczynane jest postępowanie skarbowe.


Gwiazda telewizji
Pani Ilona zdawała sobie sprawę z niebezpieczeństwa. Jej roczne PIT-y wyglądały dość biednie. W latach 2005-2007 grała drugoplanowe role striptizerki, tancerki go-go, czy tancerki na rurze w jednej ze stacji telewizyjnych. Zagrała też epizodyczną rolę call girl "w znanej produkcji”. Okazjonalne umowy o dzieło to nic przy działalności w seksbiznesie, gdzie zebrała kilkusettysięczny kapitalik. Jeśli zarobione na prostytucji pieniądze zostałyby uznane za pochodzące z nieujawnionych źródeł, mogłyby zostać objęte 75-procentowym podatkiem. Innymi słowy, dorobek 9 lat poszedłby w… nie napiszę co.


– Postanowiła zbudować sobie tzw. tarczę podatkową i jestem pełen uznania dla poziomu wiedzy o naszym systemie podatkowym – komentuje śledzący sprawę Paweł Galiński, radca prawny z firmy Galiński& Kleina z Gdańska. W październiku 2013 roku kobieta przedstawiając się jako zawodowa prostytutka zadała dyrektorowi Izby Skarbowej w Katowicach podchwytliwe pytania. Czy ujawnione dochody z nierządu, użyte do sfinansowania zakupu nieruchomości zostaną objęte stawką 75-procentowego podatku? Czy zgromadzone przez nią dowody pracy w seksbiznesie wystarczą do uznania, że oszczędności rzeczywiście pochodzą z nierządu?


– Podchwytliwe o tyle, że nasze przepisy podatkowe tworzono w duchu zasad moralności, gdzie skarb państwa nie powinien czerpać zysków z niemoralnej działalności za jaką uznaje się świadczenie usług seksualnych – komentuje Galiński. Dodaje, że kobieta sformułowała pytanie drogą oficjalną, jako dobrze napisaną prośbę o oficjalną interpretację przepisów podatkowych.
Stawki, godziny, zakres usług
Dyrektor katowickiej skarbówki 4 miesiące głowił się nad sprawą i w końcu odmówił odpowiedzi. Formalną decyzję prostytutka zaskarżyła do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Krakowie. Tam też ujawniła całe swoje seksualne dossier: zestawienia przelewów na konto kwot wpłaconych od klientów. Pokazała ogłoszenia na seks portalach, reklamy seks usług, na których występuje z zamazaną twarzą i oryginały fotografii z sesji zdjęciowych. Ujawniła pseudonim, cennik usług, godziny pracy, a nawet recenzje klientów zamieszczone pod ogłoszeniami internetowymi. Pokazała nawet umowę najmu mieszkania, w którym zabawiała klientów. W finale powołała się na interpretację Naczelnika Urzędu Skarbowego, z której wynikało, że uprawianie seksu za pieniądze nie może być przedmiotem „prawnie skutecznej umowy”. Uzyskany w ten sposób zysk nie podlega podatkowi dochodowemu.

Ciekawe, czy sędziowie i przewodnicząca kobieta oblali się rumieńcem, ale doszli do wniosku, że Izba Skarbowa powinna odpowiedzieć na pytania o niejasności prawa podatkowego. Faktycznie, działalność w seksbiznesie na własny rachunek, a nie jako stręczyciel, wymyka się normom prawnym. Rok temu sprawa ponownie wróciła do dyrektora Izby Skarbowej w Katowicach. Ten w wielowątkowym uzasadnieniu przyznał, że dochody z prostytuowania się nie podlegają opodatkowaniu (tu przeczytacie cały wywód).

Kiedy kilka miesięcy temu opublikowano oficjalną interpretację podatkową, eksperci podatkowi oniemieli. Wyłom uczyniony w systemie przez panią Ilonę będzie mógł teraz być wykorzystywany przez tysiące polskich prostytutek. Do tej pory urzędy skarbowe, aby zalegalizować pieniądze z nierządu domagały się niemożliwego, czyli zeznań na piśmie samych klientów. Teraz wystarczy powołać się na przypadek katowicki.

To nie wszystko, część ekspertów przekonuje, że interpretacja otwiera drogę do legalizacji dochodów gangsterów, dilerów narkotyków i oszustów. Wystarczy, że nie będą się wstydzić i stworzą sobie wiarygodne alibi jako chłopcy do towarzystwa. Po raz kolejny polski fiskus został ośmieszony i pokonany jego własną bronią. Najpierw tworzył zawiłe i niezrozumiałe prawo, a teraz przegrywa próbując je tłumaczyć w jeszcze bardziej bełkotliwy sposób.

Napisz do autora: tomasz.molga@natemat.pl