Ciepło-zimno-ciepło-zimno. Testujemy "mapę ciepła" od polskiego start-upu Analyzeo

Fragment strony po nałożeniu heat mapy Analyzeo.
Fragment strony po nałożeniu heat mapy Analyzeo.
Prowadzenie strony w internecie bez narzędzi wspomagających mierzenie oglądalności jest trochę jak jechanie samochodem bez licznika prędkości czy obrotów. Niby jedziesz, ale tak naprawdę nie wiesz, z jaką prędkością, i czy twoje auto zaraz nie zostanie „zajechane”. Na szczęście dzisiaj twórcy mogą do woli przebierać w odpowiednich narzędziach.



Wiesz, dokąd jedziesz?
Trzymając się tej samochodowej metafory. Tak jak prędkościo- i obrotomierz są potrzebne w każdym samochodzie od malucha, przez rodzinne kombi, po sportową rakietę czy elegancką limuzynę, tak i narzędzia liczące statystyki przydadzą się każdej stronie. Niezależnie od tego czy twój biznes to serwis newsowy, rozrywkowy czy może po prostu strona firmy. Liczby zawsze powiedzą ci prawdę. Czasami tylko potwierdzą to, czego się domyślałeś, a innym razem całkowicie wywrócą twój punkt widzenia.


Podstawą i powietrzem jest Google Analytics. Dzięki temu znamy statystyki z absolutnie każdego obszaru. Zarówno tego długo, jak i krótkodystansowego. Opcja „Real-time users” to bezpośredni odnośnik dotyczący tego, jak aktualnie idzie. Zależnie od serwisu czy strony, liczby tutaj idą od kilkunastu do dziesiątek tysięcy aktywnych użytkowników.

Co jednak jeśli to nie zawsze wystarcza, a danych i ewentualnych wniosków chce wyciągać się jeszcze więcej? Wtedy z pomocą przychodzi
rozwiązanie, dodatkowo wspierające Google Analytics, o wdzięcznej nazwie heat mapa, co luźno można przetłumaczyć jako mapa ciepła. W naTemat w przeszłości mieliśmy już okazję testować niektóre z takich rozwiązań. Postanowiliśmy zrobić to i tym razem, przy współpracy z Analyzeo. Polskim start-upem, który jest realizowany w ramach Programu Innowacyjna Gospodarka Działanie 8.1 oraz współfinansuje go Europejski Funduszu Rozwoju Regionalnego w wysokości 85% dofinansowania.

Jak było?
Zaraz, zaraz „a co to jest ta heat mapa” – spytają ci, którzy nie mieli jeszcze z nią do czynienia. Najprościej mówiąc, nie ma tutaj wielkich liczb, ani czystych statystyk, do których jesteśmy przyzwyczajeni w Google Analyticsie. Zamiast tego dostajemy obraz. Obraz ciepła, który zależnie od koloru pokazuje nam najbardziej angażujące obszary naszej strony. Czerwony to naturalnie najgorętszy fragment, a wszystko, co jest „chłodniejsze” taki też kolor dostaje. W efekcie mamy żółty, pomarańczowy, niebieski itd.. Po co to wszystko? Ano po to, żeby wiedzieć, jak strategicznie umieszczać elementy na stronie oraz stwierdzić, które sprawdzają się mniej lub bardziej.


Przez kilka tygodni patrzyliśmy, jak „palą się” serwisy Grupy naTemat (naTemat.pl, MamaDu.pl, INNPoland.pl, ASZdziennik.pl) według danych dostarczanych przez Analyzeo. Opiszemy, jak właściwie to wyglądało z punktu widzenia serwisów newsowych oraz, które z opcji wydawały się najpotrzebniejsze. Zależnie od rodzaju biznesu, wrażenia i potrzeby klientów mogą być większe.

Analyzeo oferuje mapę aktywności (heat mapę), tabelę zdarzeń, click mapę oraz scroll mapę. Tabela zdarzeń, która pozwala eksportować zbiór zachowań użytkowników, przy skali naszej działalności nie była nam potrzebna. Tego typu dane skutecznie wyciągamy z Google Analytics. Co innego jeśli chodzi o pozostałą trójkę, która pozwalała nam monitorować i reagować na bieżąco w czasie rzeczywistym.

Co jest od czego?
Dzięki mapie aktywności mogliśmy obserwować to, jak radzą sobie nasze treści na stronie głównej. To właśnie tam najczęściej zerkaliśmy, bo jest pierwszym miejscem, z którego czytelnicy przechodzą dalej. Te ciepłe obszary, które widzicie na screenach pokazują wyjątkowo angażujące fragmenty strony. To narzędzie, którego używaliśmy na pierwszym froncie.
Na podstawie mapy ciepła mogliśmy podejmować decyzje o tym, czy dany tytuł jest atrakcyjny, a konkretne zdjęcie podoba się czytelnikom. Zależność była prosta: im zimniejsze barwy, tym gorsza decyzja. Im cieplejsze, tym lepiej. Jeśli było niebiesko, naturalnym krokiem była zmiana kreacji na stronie głównej. Heat mapa pomogła nam także jeśli chodzi o placementy reklamowe. Dzięki nim mieliśmy możliwość monitorowania tego, jak i czy w ogóle nasze formaty przemawiają do internautów.

Z wydawniczego punktu widzenia narzędziem dostarczającym podobnych wniosków była click mapa. Tutaj podobnie mieliśmy widoczne obszary, które klikali użytkownicy, ale tym razem pokazane dużo bardziej precyzyjnie – kropkami. To pozwala dużo dokładniej zobaczyć, który punkt strony (nie tylko obszar) konkretnie przykuł ich uwagę.
Najciekawiej było jednak w przypadku scroll mapy, bowiem to jedyne ze wszystkich narzędzi, które dostarczyło od razu informacji, których nie zapewnił Google Analytics. Zasada działania ta sama: kolorowe pola ciepło-zimno, zależnie od tego, jak daleko czytelnik postanowił przewinąć stronę. To właśnie scroll mapa otworzyła nam oczy na kilka kwestii, które wcześniej pozostawały niezauważone, jak np. moment, w którym czytelnik zaczyna się nudzić lub w którym jest wyjątkowo aktywny. Z oczywistych powodów nie możemy zdradzić tu konkretów, ale część z wniosków wprowadziliśmy już w życie.
Na podobnej zasadzie obserwowaliśmy strony artykułowe. Tam udało nam się ustalić, jakiej długości teksty preferują nasi czytelnicy oraz, na jakie fragmenty oprócz samego artykułu zwracają uwagę. Wbrew pozorom jest ich sporo: kategorie, linki, inne działy, przekliki do kolejnych serwisów grupy.

Dla kogo?
Dla dużych serwisów newsowych minusem Analyzeo był fakt, że heat mapę trzeba odpalać w kolejnej zakładce przeglądarki, a nie ma możliwości „nałożenia jej” bezpośrednio na stronę, z której korzystamy. To generowało konieczność przeklikiwania się między jednym oknem a drugim co w perspektywie dnia było sporym i niepotrzebnym obciążeniem. Twórcy zapewniają jednak, że nad tym rozwiązaniem już pracują. Nie sądzę też, by było to problemem dla serwisów o mniejszej skali.

Analyzeo, podobnie jak inne narzędzia wspierające mierzenie oglądalności strony oraz testowanie user experience, to coś, czego powinien spróbować każdy właściciel strony. Jeśli nie na bieżąco, to przynajmniej raz na jakiś czas. Bo kto nie idzie do przodu, ten się cofa, a tkwienie w niezmienionych i utartych schematach jest właśnie czymś takim.

Wszelkie pytania odnośnie działania Analyzeo będzie mozna zadać jego twórcom na jutrzejszych targach e-handlu, które odbędą się w Warszawie na Stadionie Narodowym.

Artykuł powstał we współpracy z AlterPage.