Wycieczki objazdowe mają niewiele wspólnego z wypoczynkiem. Mało snu, dużo chodzenia, niedobre jedzenie i beka z Januszy

W egzotycznych miejscach za zdjęcie z lokalsem trzeba zwykle zapłacić.
W egzotycznych miejscach za zdjęcie z lokalsem trzeba zwykle zapłacić. emei/ Shutterstock.com
Wystarczy wybrać kraj, termin i zapłacić. O nic więcej nie trzeba się martwić. Wydaje się, że wycieczka objazdowa to najwygodniejszy sposób na zwiedzenie. Niestety, to również bardzo ciężka praca i dużo nerwów! Na co może narzekać polski maruda?


Jak najwięcej atrakcji!
Byłam ostatnio na wycieczce objazdowej w atrakcyjnym turystycznie państwie Afrykańskim. Zabawa zaczyna się już w samolocie. Tam leje się alkohol, a pasażerowie nie reagują na prośby umęczonych stewardess o zajęcie miejsca podczas turbulencji.


Prawie każde większe biuro podróży ma w swojej ofercie wycieczki tego typu. Na przykład sześć miast w osiem dni. Koszt takiej przygody to około 2 tysiące złotych. Do tego trzeba dorzucić pieniądze na wejścia do muzeów i napiwki. Na objazdówkę można pojechać nawet w Polsce, ale najpopularniejsze są chyba takie kraje, do których strach pojechać samemu. Czyli Bliski Wschód, Północna Afryka, Ameryka Południowa i Środkowa.


Te miejsca są rozchwytywane również dlatego, że można potem pochwalić się znajomym ciekawymi zdjęciami. Do tego zwiedzony kraj jest odhaczony na liście miejsc, w których wypada być. Udało nam się liznąć jego dużą część. Tutaj nie ma przesady, bardzo często jest tak, że wycieczka zatrzymuje się przy jakiejś atrakcji turystycznej tylko na 5 minut, pilot mówi przedtem: – Drodzy państwo za chwilę pojedziemy na wzgórze zrobić zdjęcia.


W krajach atrakcyjnych turystycznie lokalni drobni przedsiębiorcy doskonale zdają sobie sprawę z tego, że turystom, nie tylko z Polski, chodzi głównie o zdjęcie. Dlatego na parkingach i na placach pełnych turystów roi się od cwaniaków, którzy za krótkotrwały kontakt z egzotycznym zwierzęciem, na przykład z makakiem ubranym w koszulkę piłkarską albo z wielbłądem z obdartymi od betonu stawami, każą sobie płaci. Może nie duże pieniądze, ale grosz do grosza i kieszonkowe kończy się błyskawicznie.
Wycieczka autokarowa
Na wycieczce objazdowej można odnieść wrażenie, że najważniejszy czas to ten spędzony w autokarze. Pobudka zwykle wcześnie. Często żeby zdążyć spokojnie zjeść śniadanie trzeba wstać przed 6 rano. Potem bałagan przy ładowaniu bagaży do pojazdu, bo przecież turyści prawie codziennie śpią w innym hotelu. Kiedy wszyscy uczestnicy już są policzeni, bagaże spakowane w bagażniku, można ruszać.

Są wycieczki, w trakcie których jedzie się prawie cały dzień. Przerwy mniej więcej co półtorej godziny. Albo stacja benzynowa, albo jakiś ładny widoczek, albo sklep z lokalnymi produktami. Czasem mniejsza miejscowość, w której można sobie kupić coś do picia, posmakować tradycyjnej kuchni, bo obiadokolacja dopiero u celu.

W trasie można coś sobie czytać, ale trochę szkoda to robić, kiedy za oknem widoki nietypowe, egzotyczne. Można zastanawiać się, jak to dobrze, że mieszkamy w Polsce, a nie na tej biednej, afrykańskiej prowincji. W międzyczasie z głośników niemal nieustannie słychać głos pilota.

Opowiada o życiu mieszkańców, o kulturze, polityce, gospodarce. Im bliżej celu, tym więcej informacji praktycznych. Jak poruszać się po mieście, jeśli ktoś będzie miał jeszcze ochotę na samotne, wieczorne zwiedzanie. Gdzie kupić alkohol, o której hotelowa kolacja, o której poranny wyjazd. Czasem z głośników leci muzyka charakterystyczna dla kraju, czasem jakiś film. To dobra okazja, żeby odespać zbyt krótką noc.

Przed hotelem wycieczkowicze są zwykle około 20, zostaje czas na kolację, prysznic i spanie. Bo rano nie można się spóźnić, to wielkie przewinienie, jeśli cała wycieczka opóźnia się przez gapę, lenia lub śpiocha. Znów jest nerwowo, znów jest pośpiech, niewyspanie i lekka złość po niedobrym śniadaniu.
Papka na kolację
Kto późno, albo za wcześnie przychodzi, ten sam sobie szkodzi. Często hotelowa kolacja to szwedzki stół, w którym można znaleźć masę lokalnych potraw, które przygotowane są w taki sposób, aby smakowały gościom zza granicy.

Dużo mąki, tłuszczu, mało lokalnych przypraw. Z jakichś względów hotelowym szefom kuchni wydaje się, że Europejczycy nie dadzą rady skonsumować posiłku doprawionego kuminem, kolendrą, ostrą papryką itp. Za to dużo jest kurczaka, śmietany i zwykłego, czarnego pieprzu. Często zupy to po prostu zmiksowane warzywa z poprzedniego dnia, o mdłym zapachu i jeszcze bardziej niewyraźnym smaku.

Śniadania to ciężki temat chyba na całym świecie. Jednak na objazdówce próżno szukać jajecznicy, za to jest ogromny wybór sztucznych bułeczek, croissantów bez smaku. Do tego ohydna, tania kawa. Pomijając fakt, że w wielu turystycznych krajach kawa cappuccino równa się chemiczny proszek z torebki, niedokładnie wymieszany z wrzątkiem. W tej kwestii nic nie da pytanie kelnera, czy ten rodzaj kawy jest z ekspresu, czy instant, bo turysta słyszy to, co chce usłyszeć.
Męczarnia
Po takim urlopie człowiek może zatęsknić za pracą. Chyba właśnie tylko takie wakacje mają sens. Żeby pomyśleć sobie – jak ja się cieszę, że idę jutro do pracy, a nie na bazar ani do kolejnego muzeum! W trakcie zwiedzania, z biegiem dni, niechęć do autokaru przeradza się w nieustanną tęsknotę za nim. Nieustannie zwiedza się podobne miejsca, mimo że w innych miastach, godzinami, powolutku, trzeba pilnować się grupy. Oznacza to ciągłe czekanie na kogoś, bardzo powolne spacery albo wręcz przeciwnie, niemal gonitwy za pilotem.

Ponadto, to dotyczy szczególnie krajów Afryki Północnej, nie można spokojnie przejść obok straganu czy restauracji. Z każdej strony słychać – mój przyjacielu, specjalna cena dla ciebie, nie bądź wstydliwy! Mój przyjacielu, daj mi pieniądze, pokazałem ci drogę! Ci bardziej natarczywi potrafią złapać za ramię, zatarasować drogę. Zdarza się, że najbardziej zdeterminowani czekają ze swoimi produktami pod hotelem.

Po wielu godzinach przebijania się przez tłum, czemu często towarzyszą intensywne, nie zawsze ładne zapachy i widoki, kiedy trzeba przeciskać się w wąskich uliczkach z osłami, skuterami, czy nawet mieszkańcami, marzy się już tylko o tym, żeby zasiąść na swoim autobusowym miejscu, zaklepanym już na samym początku wycieczki.
Towarzysze
Wycieczka objazdowa to wiele godzin spędzonych z obcymi ludźmi. Chcąc nie chcąc wycieczkowicze są razem podczas podróży, posiłków, muszą na sobie polegać i trzymać się grupy w czasie zwiedzania. I widać wtedy, że wśród tych osób są stereotypowi Polacy na wakacjach. Janusz w skarpetach i w sandałach, do tego w koszulce z napisem Polska i w biało-czerwonej czapce z daszkiem. Łowca zdjęć, który robi zdjęcia wszystkiemu dookoła, sam ma masę tych pozowanych, na których stoi na baczność.

Szalone turystki, które głośno chichoczą, a w hotelowym pokoju rozpijają trunki przywiezione z Polski. Przede wszystkim jest ktoś, kto chce zaoszczędzić na obiedzie i wynosi z hotelowej restauracji ogórki, jajka na twardo i croissanty słabej jakości. Jest też ktoś, kto mu to wytknie, najczęściej w czasie kłótni o miejsce w autobusie. Wtedy, na argument o braku elementarnej wiedzy o kulturze i że takie coś jest nie do pomyślenia na zachodzie pada wtedy odpowiedź – na zachodzie nikt nie kradnie jedzenia z hotelowej stołówki, drogi panie. I wtedy jest pozamiatane.

Objazdówka ma wiele plusów. To nic, że nie ma czasu na odpoczynek, jednak w krótkim czasie można dość dokładnie zapoznać się z odległą kulturą, zobaczyć większość dostępnych zabytków. To intensywna, ciężka praca. Wakacje dla tych, którym nie zależy na relaksie.

Napisz do autorki: barbara.kaczmarczyk@natemat.pl