Zagadka niskiej emerytury Cugowskiego wyjaśniona. Roczna składka piosenkarza do ZUS wynosiła 14 groszy

Kiedyś korzystał z przywilejów, dziś narzeka na system
Kiedyś korzystał z przywilejów, dziś narzeka na system Fot. Portal Telewizja Republika / youtube.com
Z pustego to i Salomon nie naleje, a co dopiero ZUS. Już wiadomo, dlaczego Krzysztof Cugowski jest do końca życia skazany na śpiewanie „bo do tanga trzeba dwojga”. Przez 40 lat pracy artysta korzystał z preferencyjnych stawek ZUS, płacąc niekiedy 14 groszy rocznej składki.


Niedawno Cugowski poskarżył się mediom na ZUS, który wyliczył jego emeryturę na 570 zł. miesięcznie. Artysta przejdzie na nią w przyszłym roku, ale jak nietrudno się domyślić, będzie musiał dorabiać. Podobnie jak wcześniej Maryla Rodowicz pytał publicznie, dlaczego artyści mają tak niskie emerytury.
Krzysztof Cugowski o emeryturze

Tak się tylko wydaje, że na emeryturze można odpocząć. Nawet nie będę wspominał o tej emeryturze, którą dostanę chyba w marcu 2016 roku, bo to aż szkoda sobie tym zajmować głowę! Mnie nie dotyczą żadne obniżania wieku, podwyższania, bo ja i tak będę musiał pracować do śmierci!

Wyjaśniamy. W czasach PRL piosenkarze i aktorzy korzystali z licznych przywilejów. Między innymi płacili symboliczne składki na ubezpieczenie emerytalne - od 14 groszy rocznie w latach 70. i 80. do 3,19 zł po podwyżce w 1989 roku. W latach 90., gdy Budka Suflera sprzedawała miliony płyt, składka dla piosenkarzy wynosiła 1909,60 zł rocznie. Przeciętny robotnik płacił ponad 4,5 tys. zł. Artyści płacili jednak ubezpieczenie, o ile w ogóle zadeklarowali działalność artystyczną. Wielu z nich świadomie unikało płacenia składek, a ZUS tego nie kontrolował.
Nawet po reformie ubezpieczeń z 1999 roku artystów objęto przywilejem niskich składek – wynoszą one tyle, co w przypadku samozatrudnionego przedsiębiorcy. Aktualnie to 463 zł. miesięcznie. Twórcy systemu wychodzili z założenia, że artyści będą w stanie sami dostosować wielkość wpłat dobrowolnych do ZUS w stosunku do miesięcznych przychodów. Twórcy grali przecież nieopodatkowane VAT-em koncerty, mieli nieskończone możliwości dorabiania na gwiazdorskich stawkach.


Jednak z minimalnych wpłat nie zbierze się kilkusettysięczny kapitał emerytalny, zapewniający przyzwoite świadczenie. – Nic nie boli tak, jak życie – nucą pod nosem urzędnicy i bezwzględnie liczą. Kapitał dzielony jest przez średnią 130 miesięcy życia obecnego 65-letniego emeryta i oto mamy 570 zł miesięcznie emerytury.


– To przestroga, dla wszystkich, którzy wpłacają jedynie minimalne składki do ZUS. Na przykład samo-zatrudnionych przedsiębiorców. Dziś korzystają z przywileju niskich składek, liczonych od 60 proc. średniego wynagrodzenia. Ale odpowiednio niska będzie w przyszłości ich emerytura – komentuje Wojciech Andrusiewicz, rzecznik prasowy ZUS.


Narzekając na swój los wokalista Budki Suflera zapomniał dodać, że jest członkiem Akademii Fonograficznej ZPAV. To organizacja, która co roku dzieli pomiędzy artystów ok. 40 mln złotych wpływów za publiczne odtworzenie piosenek np. u fryzjera, w sklepie itd. Od niedawna chce pobierać również opłaty od nośników na które można kopiować utwory: smartfony, czyste płyty, pamięci flash.

Napisz do autora: tomasz.molga@natemat.pl