"W kuchni są najlepsze kłótnie, rozmowy i oczywiście najlepszy seks..." Mateusz Gessler o francuskiej radości życia

Fot. Maciej Stanik
Przez żołądek do serca. Stara jak świat zasada nadal jest najlepszym przepisem na sukces. I do tego niezawodnym. Taniec zmysłów nad skwierczącą patelnią, jest także niepisaną obietnicą romantycznego finiszu spotkania. O tym, dlaczego panowie powinni przybrać kuchenny fartuch i do czego prowadzi wspólne gotowanie, opowiedział Mateusz Gessler, właściciel warszawskiej restauracji Warszawa Wschodnia. Przy okazji przygotował mi pyszny stek.


Masz jakieś sprawdzone afrodyzjaki?

Mateusz Gessler Czekolada, chilli, imbir, takie rzeczy pobudzają zmysły. Każdy składnik, który pobudza pracę serca jest afrodyzjakiem. Ale trzeba go umiejętnie dozować. Żeby to nas pobudziło, a nie obciążyło i skończyło się na drzemce. Nie chodzi tylko o wzorcowe afrodyzjaki z encyklopedii. Bardzo ważne też jest to jak zostaną podane i w jakiej atmosferze. To klucz do sukcesu. Z praktycznych rad: trzeba wybierać takie potrawy, które są nieobciążające i nie sprawią, że po posiłku uśniemy.
Erotyczne jest każde robienie makaronu, jak na przykład w słynnej scenie z "Ojca chrzestnego", kiedy Vincent Mancini uczy Mary Corleone robić gnocchi. To cały miłosny rytuał. Mężczyzna gotujący jest bardzo sexy. Jeżeli to robią razem, to jest jeszcze większa satysfakcja, zabawa i oczywiście nadzieja na coś więcej. To takie romantyczne niedopowiedzenie. To bardzo seksualne, ponieważ każdy dotyk, każde oprószenie mąką, każda zabawa to gest uwodzicielski. Niektóre dania są mocno seksowne, ale równie ważny jest sposób ich podawania.


Twoi rodzice są Polakami, ale wychowałeś się we Francji. Kraju w którym dobra kuchnia i flirt są nieodłączną częścią życia. Która część twojego serca jest francuska?

Pod względem miłości do gotowania i miłości jako takiej, jestem pełnokrwistym Francuzem. Gotowanie to moja pasja i sposób na życie. Ale uważam, że każdy mężczyzna powinien umieć gotować i odnajdywać się w kuchni. Kuchnia to miejsce miłości, zgodnie z zasadą "przez żołądek do serca".


Ale tutaj w Polsce to kobiety rządzą w kuchni...

We Francji też kobiety częściej gotują. Mężczyzna w kuchni jest inaczej postrzegany niż w Polsce, ale to panie dominują w tej części domu. Polak raczej ma podejście, że przychodzi do domu i ma nakryte do jedzenia, natomiast Francuzi biorą sprawy w swoje ręce.


Od święta?

Każde święto, tak i Walentynki, to doskonała okazja do kulinarnych popisów. Ale uważam, że panowie powinni znacznie częściej zaglądać do tej części domu i raz na jakiś czas ugotować coś dla swojej ukochanej. To jest "mus romantyczny". Jedzenie jest bardzo ważną częścią naszego życia i jest afrodyzjakiem.
Uwodzi pan żonę w ten sposób?

Bardzo rzadko dla niej gotuję, bo niestety oboje rzadko w domu bywamy. Jesteśmy tutaj w restauracji prawie cały czas. Ale jak mam okazję to oczywiście, że dla niej gotuję. Każda okazja jest dobra. Urodziny, święta, imieniny. Wtedy na pewno jesteśmy przy stole albo sami, albo całą rodziną.

Francuzi mają specjalne określenie na swoistą radość z życia Joie de vivre. Czy kuchnia jest właśnie takim miejscem dla Francuzów?

Na pewno tak. Ale Joie de vivre będzie tylko wtedy, kiedy oboje z tego czerpiemy radość. Jeśli oboje to gotujemy. To podstawa. W gotowanie trzeba wkładać serce. Partner musi to docenić, żeby przyjemność była obopólna. Każda kobieta lubi inne rzeczy. Dlatego ja polecam zacząć randkę w kuchni od kieliszka schłodzonego szampana. A potem gotując rozmawiać, śmiać się żartować i rzecz jasna coraz bardziej się zbliżać. A potem zacząć ...drugie danie.
No właśnie celem jest drugie danie, ale ważna jest cała droga do niego.

Zaserwowałbym na przykład mule w winie. Wbrew pozorom to łatwe do przygotowania danie. I można się przy tym świetnie bawić. Jak? Zaprosiłbym ją do kuchni, kiedy mule są wyczyszczone. Potem otworzyłbym butelkę dobrego białego wina. Tu się sprawdzi albo Pinot Grigio albo dobre Chardonnay lub Savignon Blanc. Potem wspólne przygotowanie składników. Kroimy razem trochę cebuli, a kiedy kobieta się popłacze, natychmiast pospieszę z pomocą na otarcie łez. I już będziemy blisko. Przyda się też trochę czosnku, bo to doskonały afrodyzjak, niestety nie jest przyjemny w zapachu...

Chyba że zjedzą go oboje...

No właśnie (śmiech), bo będą go jedli oboje. Potem dodałbym pomidory, trochę dobrej, starej szynki parmeńskiej, którą razem posiekamy, skubiąc ją raz za razem. Potem dodajemy oliwę z oliwek, a na samym końcu zalewamy mule odrobiną białego wina, które cały czas popijamy podczas gotowania. Zbliżamy się do garnka, wąchamy te wszystkie zapachy i już naprawdę mocno flirtujemy. To niesamowicie seksualne. Na koniec, kiedy mule już się otworzą, trzeba dać spróbować naszej ukochanej, żeby zobaczyć czy jest już gotowa.

Ale małż czy ukochana?

Mule, kobieta potrzebuje więcej czasu.
Czy zdarzyło się Panu nie dokończyć "takiego" gotowania?

Naturalnie, ale nie będę rozwijał tego tematu, bo to słodka tajemnica. To co było w kuchni, niech tam zostanie. Kuchnia to serce domu, serce które bije mocno. Tam są najlepsze kłótnie, najlepsze rozmowy i oczywiście najlepszy seks. Mój świat się kręci dookoła kuchni. Jednak na co dzień nie ma tyle romantyzmu. Trzeba pamiętać, że miłość nie jest tylko romantyczna, jest też praktyczna, codzienna i rodzinna. Jak się ma dzieci warto gotować z całą rodziną. Być z nimi, wspólnie pichcić i przekazywać im taką tradycję. Tak powstają dobre, trwałe więzi.

Zdradzisz swój przepis na niezapomniane Walentynki?

Uważam, że nie trzeba bardzo drogich prezentów na Walentynki. Sam fakt że się pamięta o drugiej osobie jest bardzo ważny i decydujący. Kwiatek, dobra kolacja, szampan, dobry deser, truskawki, uśmiech i przede wszystkim luz, swoboda. Trzeba podchodzić do życia lekko włączyć do tego różne składniki: wspólny czas to jest przepis na sukces w związku.
Czy "Warszawa Wschodnia" jest już obłożona na 14 lutego? Czy znajdzie się jeszcze stolik?

Trzeba jeszcze próbować. Ale od razu zdradzę, że nie ma specjalnego menu. Dlaczego? Bo Walentynki powinny być codziennie, panowie powinni zawsze tak jak w ten dzień dbać o swoje kobiety.

Twoja żona ma Walentynki codziennie?

Różnie to bywa, ale robię co mogę.

Napisz do autorki: kalina.chojnacka@natemat.pl

Poniżej przygotowanie jednej z propozycji pana Mateusza na danie walentynkowe. Stek z tuńczyka w salsie z kolendry i chilli, podany z puree z zielonego groszku oraz puree z pietruszki z dodatkiem gałki muszkatołowej.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Węgrzy w Budapeszcie pokazali, co robić, by pokonać Orbana. Lekcja dla rywali PiS
0 0Trump ich zdradził, znaleźli nowego sojusznika. Oto skutki pierwszych dni tureckiej inwazji w Syrii
O TYM SIĘ MÓWI 0 0Nobel z ekonomii trafił w dobre ręce. Ci ludzie pomogli 5 milionom dzieci
0 0Miały być darmowe podręczniki, a nie ma ich wcale. Tak się zmusza rodziców do płacenia

NIE TYLKO POLITYKA

Sephora 0 0Udział w tym projekcie dużo nam dał". Współzałożycieli TOBO + MALA o programie dla kobiet
Rankomat 0 0Wyprawka dla niemowlaka. Co trzeba kupić i z jakim wydatkiem należy się liczyć?
OPINIA 0 0Koalicja wpadła w identyczną pułapkę, z jaką przez lata walczył PiS
FELIETON 0 0A może czas po prostu przestać płakać i w końcu zrozumieć, że właśnie taka jest Polska: PiS-owska