
Moda to biznes – wie o tym każdy, kto kiedykolwiek zainteresował się cenami kreacji, w których hollywoodzkie gwiazdy pławią się w blasku fleszy na czerwonych dywanach. I choć nam, przeciętnym Kowalskim, pewnie nigdy nie będzie dane zaznać rozkoszy pozowania na oscarowej ściance, nikt przecież nie zabrania sukienki od wielkiego projektanta sobie kupić. Realizacja tego, czy każdego innego marzenia, wiąże się nieuchronnie z koniecznością oszczędzania. Problem w tym, że chowanie pieniędzy, nawet w najbardziej stylowej skarpecie, specjalnie nas do finansowego celu nie zbliża, a jak twierdzą niektórzy – wręcz oddala.
Nawet najbardziej ogólny plan jest lepszy, niż jego brak, bo pozwala nam zapanować nad wydatkami i świadomie kumulować kapitał na przyszłość.
– Dla osób, które cenią sobie łatwy dostęp do inwestowanych środków, lepszym rozwiązaniem od lokat będą fundusze inwestycyjne. Ich przewagą jest płynność, ponieważ w każdej chwili można wycofać środki z jednostek uczestnictwa. Lokując oszczędności w funduszach inwestycyjnych, nie tracimy dostępu do kapitału w razie niespodziewanego wydatku. Ponadto w długim terminie umożliwiają osiągnięcie potencjalnie wyższych zysków niż na lokatach.
Wpłacając pieniądze na fundusz, który ma w swoim portfelu 100 i więcej emitentów, minimalizujemy ryzyko. Nawet jeśli jedna z firm, których obligacje kupiliśmy, zbankrutuje, nie stanie nam się większa krzywda. Straty nie przekroczą 0,1-0,2 proc. Minusem tego rozwiązania są opłaty za zarządzanie, które ponosi klient, więc koniec końców zyski plasują się na podobnym, co w przypadku wspomnianych wcześniej rodzajów obligacji, poziomie.
Na giełdzie podstawą jest przemyślany plan działania, strategia, którą konsekwentnie realizujemy. Załóżmy, że jakaś spółka dziś kosztuje 100 zł za akcję, za pół roku będzie kosztowała 70, a za rok będzie – 200 zł. Inny wynik z inwestycji otrzyma inwestor, który przetrzyma zejście do 70 i za rok będzie miał dwa razy więcej środków, a inny ten, który przy stracie swoje aktywa sprzeda. Zachowanie rynku to jedno, ale kluczowe znaczenie ma zawsze działanie inwestora.
Decydując się na konkretna strategię, która raczej nie powinna przynieść nam strat, proponował bym ETF („exchange-traded fund”, rodzaj otwartego funduszu inwestycyjnego – red.) na WIG20. To instrument, który nie wiąże się z konkretną spółką, ale koszykiem spółek wchodzących w skład indeksu WIG20. Podejście oparte o indeks, jeśli kupujemy w perspektywie 20- lub 30-letniej, powinno dać dobre rezultaty. Wiązanie się z poszczególnymi spółkami, oczywiście jeśli mamy rozbudowany portfel i robimy to świadomie, również może okazać się zyskowne. Z drugiej jednak strony można długo wymieniać przykłady spółek, które mimo dobrych rokowań, na przestrzeni lat znacznie traciły na wartości.
Artykuł jest częścią magazynu Hardcover na:Temat 3/2016, którego patronem jest Deutsche Bank Polska.
