
Moda to biznes – wie o tym każdy, kto kiedykolwiek zainteresował się cenami kreacji, w których hollywoodzkie gwiazdy pławią się w blasku fleszy na czerwonych dywanach. I choć nam, przeciętnym Kowalskim, pewnie nigdy nie będzie dane zaznać rozkoszy pozowania na oscarowej ściance, nikt przecież nie zabrania sukienki od wielkiego projektanta sobie kupić. Realizacja tego, czy każdego innego marzenia, wiąże się nieuchronnie z koniecznością oszczędzania. Problem w tym, że chowanie pieniędzy, nawet w najbardziej stylowej skarpecie, specjalnie nas do finansowego celu nie zbliża, a jak twierdzą niektórzy – wręcz oddala.
Bez względu na to, czy oszczędzamy na oryginalną małą czarną od Chanel, czy też na metaforyczną czarną godzinę, jeśli zdecydujemy się schować dostępne fundusze w bieliźniarce, nic na tym nie zyskamy. Warto sobie uzmysłowić, że im dłużej gotówka leży „w bezpiecznym miejscu”, tym mniej możemy za nią kupić. Po kilkunastu latach skrupulatnego oszczędzania, kiedy ze skrupulatnie odliczonymi kilkoma tysiącami w kieszeni udamy się więc po upragnioną „chanelkę”, spotka nas prawdopodobnie gorzki zawód. Okaże się bowiem, że jej cena magicznie wzrosła.
Płacząc ekspedientce w mankiet, będziemy mogli pożalić się najwyżej na nieugięte prawo działania inflacji oraz własną zachowawczość, która powstrzymała nas przed zainwestowaniem posiadanych funduszy. Jak przekonują bowiem eksperci, sposób pomnażania pieniędzy można uszyć na miarę nawet najbardziej ostrożnego inwestora.

Konto oszczędnościowe i lokaty – pierwszy krok
W finansach, podobnie jak w każdej innej dziedzinie życia, najtrudniej jest zacząć. Założenie konta oszczędnościowego milionerów z nas nie zrobi, będzie jednak symbolicznym pierwszym krokiem, na którego wykonanie, jak pokazują badania, decyduje się mniejszość naszego społeczeństwa. W „Finansowym portrecie Polaków 2015” – raporcie opracowanym przez Deutsche Bank – czytamy, że 2/3 z nas (59,8 proc.) nie planuje w 2016 r. żadnych czynności związanych z finansami. To prawie o 10 proc. więcej niż przed rokiem, kiedy takich planów nie miało 50,4 proc. Polaków.
Monika Szlosek
Dyrektor Bankowości Detalicznej i Inwestycyjnej Deutsche Bank
Kolejne rozwiązanie dla początkujących i zachowawczych to lokata. Jest to produkt depozytowy dający nam gwarancję, że powierzonych bankowi pieniędzy nie stracimy. Nie stracimy również odsetek, które w czasie inwestowania narosły, pod warunkiem że nie wycofamy pieniędzy przed upływem wyszczególnionego w umowie terminu. Mankamentem obu tych rozwiązań jest wysokość oprocentowania, a właściwie fakt, że jest ono w obu przypadkach dość niskie.

– Lokata ma jednak tę zaletę, że mobilizuje do niewypłacania zdeponowanej w banku kwoty aż do czasu naliczenia odsetek. Im wcześniej zaczniemy oszczędzać, tym lepiej – mówi Monika Szlosek. Jak wynika z badań Deutsche Bank, lokaty są najczęściej wybierane przez osoby zarabiające miesięcznie ok. 5-7 tys. zł.
Monika Szlosek
Dyrektor Bankowości Detalicznej i Inwestycyjnej w Deutsche Bank
Lokaty dają nam jednak gwarancję zysku i bezpieczeństwo inwestycji. Na rynku dostępne są także produkty strukturyzowane, rozwiązania oparte o wybrane aktywa (np. indeksy giełdowe, kursy walut, złoto), gdzie zysk zależy od realizacji konkretnego scenariusza inwestycyjnego. W przypadku struktur można wybrać rozwiązania oferujące pełną gwarancję kapitału.
Obligacje – bezpieczna przeprawa
Jeśli chcemy jednak, aby nasze pieniądze naprawdę zaczęły na siebie zarabiać, a nie tylko bronić się przed utratą wartości, musimy podjąć bardziej zdecydowane kroki. Jak przekonują eksperci, dobrym punktem startu w świat inwestycji jest rynek obligacji. – Można powiedzieć, że to taki pomost pomiędzy lokatami, a giełdą – tłumaczy Emil Szweda, twórca serwisu Obligacje.pl. – Obligacje są bardziej przewidywalne niż akcje, bo z góry wiemy, jaki powinien być wynik inwestycji. Znamy oprocentowanie i wiemy, kiedy i po jakiej cenie obligacje zostaną od nas odkupione – dodaje.

Najważniejszą lekcją dla początkującego inwestora jest informacja o tym, że kupno obligacji to transakcja wiązana – w pakiecie otrzymujemy również dozę dreszczyku emocji. – Nie chcę powiedzieć, że obligacje są całkowicie pozbawione ryzyka, bo tak nie jest. Jeżeli ktoś się skusi na te, których oprocentowanie sięga 12 proc. to będzie ono nawet bardzo wysokie – twierdzi Emil Szweda i podaje statystyki: w przypadku emisji organizowanych przez małe firmy, czyli takie, których wartość nie przekracza 10 milionów złotych, jedna czwarta wkładów nie wróciła do właściciela. Wzór jest więc prosty: mała firma + wysokie odsetki = wysokie ryzyko.
Początkujący inwestor nie powinien się jednak zniechęcać, bo rynek obligacji działa również według innej, bardziej zachowawczej zasady. – Jeśli pozostaniemy przy obligacjach dużych emitentów, oprocentowanych na 3-6 proc., ryzyko znacznie spada. Do tego typu inwestycji nie potrzeba również szerokich umiejętności w ocenie zdolności kredytowej przedsiębiorstw – zapewnia Emil Szweda.
Jakiego typu papiery wartościowe obarczone są więc najmniejszą stopą ryzyka? Emil Szweda wylicza przede wszystkim obligacje skarbowe, obligacje korporacyjne emitowane przez banki czy duże, stabilne firmy. – Ciekawą opcją są też obligacje komunalne. W Polsce nie ma możliwości ogłoszenia bankructwa przez gminę, w związku z tym inwestycja również w te papiery wartościowe uważana jest za bardzo bezpieczną – podpowiada ekspert.
Innego rodzaju opcją jest korzystanie z usług funduszy obligacji korporacyjnych.
Emil Szweda
Obligacje.pl
Zyski, jakie osiągniemy, inwestując bardzo zachowawczo, nie będą oszałamiające, ale i tak wyższe niż na lokatach. Jeśli oczekujemy większych zwrotów, musimy bardziej zagłębić się w zasady działania rynku. – Na obligacjach korporacyjnych można zarabiać nawet kilkadziesiąt procent rentowności, ale to wymaga znacznie większej wiedzy i podjęcia większego ryzyka – podsumowuje ekspert.
Giełda – nie tylko dla ryzykantów
Jeśli do tej pory byliśmy fanami „skarpet”, pomysł włożenia maklerskich szelek jawi się nam niczym ekstrawagancja zakrawająca na szaleństwo. Inwestowanie na giełdzie w powszechnej świadomości ma więcej wspólnego z wpatrywaniem się w szklaną kulę niż analizą wykresów i trendów. O tym, że jest wręcz odwrotnie, przekonuje Radosław Chodkowski, autor bloga Humanista na giełdzie: – Wróżenie zdecydowanie odradzam, tak samo jak podejście hazardowe – twierdzi Chodkowski.
Radosław Chodkowski
autor bloga humanista-na-giełdzie.blogspot.com
Czy da się grać na giełdzie, nie podejmując żadnego ryzyka? – Nie da się – trzeba to sobie jasno powiedzieć – kategorycznie oświadcza Chodkowski, ale podobnie jak specjalista od rynku obligacji zapewnia, że granicę poziomu ryzyka ustalamy sami.

Stosunkowo bezpieczną strategią, która w dłuższym rozrachunku może nam przynieść korzyści, jest długoterminowa inwestycja w spółki wypłacające dywidendy. – Statystyki pokazują, że na warszawskim parkiecie rośnie odsetek spółek, które regularnie dzielą się dywidendą z inwestorami. Przyjmując więc podejście pasywne, nie musimy się zbytnio angażować – otrzymujemy dywidendę, którą następnie reinwestujemy i po kilkudziesięciu latach jest to dość istotny dla nas dochód – twierdzi Radosław Chodkowski.
Radosław Chodkowski
autor bloga humanista-na-gieldzie.blogspot.com
Radosław Chodkowski podkreśla, że kluczem do udanych inwestycji, jest dokładna analiza. – Choć podejście dywidendowe zakłada wieloletnie trzymanie akcji, to nie zwalnia nas ono z konieczności sprawowania kontroli nad portfelem, bowiem trudno prognozować, która spółka, nawet w perspektywie 3-5-letniej, da wyniki powyżej rynkowej średniej. Dobrym rozwiązaniem jest inwestowanie małymi kwotami, zapoznawanie się z rynkiem. Później, w miarę jak rośnie nasza pewność siebie, możemy zwiększyć zaangażowanie – radzi Chodkowski.
Hossa, bessa – to żadna wymówka
Odpowiedzi na pytania, dlaczego nasze oszczędności, zamiast na siebie pracować, zalegają w żołądku świnki skarbonki, mnożyć potrafimy na medal. Może przyszedł w końcu czas, aby zająć się mnożeniem samych pieniędzy? – Każdy moment jest dobry, żeby zacząć inwestować – uprzedza potencjalne wymówki Radosław Chodkowski i zapewnia, że na giełdzie można zarobić nawet w czasie bessy: – Istnieją instrumenty do zarabiania na spadkach. Obecne środowisko może więc nawet sprzyjać inwestowaniu – zapewnia.
Artykuł jest częścią magazynu Hardcover na:Temat 3/2016, którego patronem jest Deutsche Bank Polska.
