Od pucybuta do startupowca – biznesy nad Wisłą nadal buduje się ciężką pracą

Fot. Everett Historical / Shutterstock.com
– Pomysł jest wart tyle, ile kawa, którą postawisz komuś, z kim możesz o nim porozmawiać – stwierdza Michał Juda, współzałożyciel Showroom.pl, pytany o to, co musi mieć młody przedsiębiorca, aby móc określić się modnym mianem „startupowca”. Okazuje się, że romantyczna wizja kierowania biznesem w przerwach pomiędzy jednym łykiem latte a drugim niewiele ma wspólnego z rzeczywistością. Bo nawet w erze „innowacji instant”, które w ruch można wprawić z poziomu modnej knajpy, o być albo nie być przedsięwzięcia nadal przesądza codzienna ciężka praca, dokładnie tak, jak kilkadziesiąt lat temu.


Startup – falstart?

Nietuzinkowe podejście, innowacyjny pomysł i niezachwiana wiara w jego realizację – dzisiaj teoretycznie tyle wystarczy, aby wystartować z biznesem, a konkretnie: aby stworzyć „startup”. Ale co to właściwie jest? – Startup to organizacja, która dopiero poszukuje swojego modelu biznesowego. Określenie to dotyczy głównie przedsięwzięć związanych z branżą internetową – mówi Michał Juda, który oprócz tego, że własnym startupem zarządza, jest również członkiem rady fundacji Startup Poland. Jego definicję można uzupełnić jeszcze o wysoki stopień ryzyka, związany z realizacją przedsięwzięcia i słomiany, w wielu przypadkach zapał, młodych innowatorów.


Liczby są bowiem bezlitosne: zanim skończycie czytać to zdanie, na świecie powstaną trzy startupy. Za godzinę, kiedy zaczniecie zastanawiać się nad założeniem swojego, powstanie ich już 11 tysięcy. Bardzo prawdopodobne więc, że na identyczny pomysł, co wy wpadnie Hindus, Chińczyk lub Francuz, ale nadzieja, że sukcesu nie odniosą również jest spora, bo wynosi, bagatela, 90 proc.


Dzisiaj „startup”, kiedyś fabryka

– Ja miałem dużo łatwiej – przyznaje Maciej Szumski, prezes firmy Plum. – Ludzie brali wszystko, co wyprodukowaliśmy, ustawiali się po nasz towar w kolejkach – wspomina przedsiębiorca z prawie 30-letnim stażem. W 1986 r. Maciej Szumski wraz z żoną założyli w Białymstoku Zakład Elektroniki i Automatyki. Dzisiaj Plum projektuje i produkuje „innowacyjną elektronikę przemysłową”, a o sukcesie biznesu niech znów zaświadczą statystyki: logo firmy widnieje na 95 proc. przeliczników sieciowych do pomiaru gazu w Polsce.
Maciej Szumski rozkręcał biznes, mając dwadzieścia kilka lat, pomysł i marzenie, aby odnieść sukces. Na sugestię, że gdyby nie panująca w połowie lat 80. moda na dzwony, w niczym nie różniłby się od dzisiejszego startupowca, prezes Szumski dorzuca jeszcze jedno kryterium: – Chciałem zbudować fabrykę. Dzisiaj nie jest to możliwe – tłumaczy. Zgadza się jednak, że zarówno wtedy, jak i teraz, na pierwszym miejscu pozostaje etyka pracy i mozolne dążenie do celu. – Rozwijaliśmy się powoli. Na początku zatrudniałem dwie osoby, które zresztą pracują u mnie do dziś. Po kilku latach pracowników było 15, dzisiaj zatrudniamy 250 osób. Przed emeryturą chcę dobić do 500 – informuje.
Marzenia to ciężka praca


Młodzi przedsiębiorcy są świadomi, że sukces również nie bierze się z marzeń o jednorożcach, hasających po kalifornijskich plażach – na brzegach Wisły pasą się co najwyżej konie pociągowe. – W Polsce „unicornów”, czyli firm, których wartość w krótkim czasie osiąga miliard dolarów, nie uświadczymy – mówi Michał Juda, potwierdzając tym samym słowa prezesa Szumskiego. Tym, co przesądza o być albo nie być danej firmy, jest poziom determinacji i zaangażowania. – Marzenia są ważne, owszem, ale tym, z czym trzeba się zmierzyć i jednocześnie tym, na czym najwięcej osób odpada, są kwestie operacyjne – codzienna egzekucja, wypełnianie setek arkuszy w Excelu, zarządzanie zespołem, organizacja biura i tak dalej – przekonuje.

Podobnego zdania jest Martyna Zastawna, właścicielka WoshWosh – firmy zajmującej się renowacją obuwia. I choć, w dosłownym tego sformułowania znaczeniu, realizuje wymarzony scenariusz od pucybuta do milionera, w kwestiach biznesowych twardo stąpa po ziemi. – Najważniejsza jest determinacja. Na początku jest bardzo trudno, brakuje pieniędzy, czasu, sił. To właśnie wtedy większość odpada – twierdzi.
– Ograniczenia każdy przedsiębiorca ma w swojej głowie – przekonuje prezes Szumski. – Wielu młodych myśli, że fortunę można zrobić ot tak. I ci się na tym przejadą. Wiem jednak, że jest też wielu, którzy potrafią zakasać rękawy i są gotowi przez kolejne 30 lat ciężko pracować – mówi z nadzieją prezes.

Trzeba sobie znaleźć problem

Pogląd, że dzisiejsze startupy są utkane z innowacyjnych marzeń, również nie przystaje do rzeczywistości. – Trzeba sobie znaleźć problem – stwierdza kategorycznie Michał Juda. – Tak było w przypadku Showroomu: zauważyliśmy, że młodzi projektanci mają trudności ze sprzedażą swoich ubrań. Postanowiliśmy im to ułatwić, tworząc platformę pośrednictwa między nimi a klientami – tłumaczy.

Martyna Zastawna pomysł na biznes również znalazła rozwiązując problem, dla odmiany – swój własny. – Buty były moją pasją od zawsze. Pewnego dnia zaczęłam szukać w internecie sposobów na wyczyszczenie jednej z ulubionych par. Okazało się, że nie istnieją firmy, które takie usługi świadczą. A że na przestrzeni tygodnia doczyszczenie ukochanych trampek stało się moją obsesją, stwierdziłam, że osób zmagających się z podobnym problemem musi być więcej – tłumaczy „pucybutka”.
Założycielka WoshWosh, oprócz determinacji, ma niezachwianą wiarę w sukces: – Zanim otworzyłam firmę, miałam bardzo dobrą pracę, którą właściwie lubiłam. Zawsze jednak marzyłam, żeby robić coś swojego. Decyzję o odejściu podjęłam w trzy tygodnie – wspomina Martyna Zastawna.

Startup to stan umysłu

– Obecnie tworzy się naturalna przestrzeń dla firm ambitnych. Polskie przedsiębiorstwa nie konkurują już ceną, bo tańsze produkty można bez problemu znaleźć gdzie indziej. Nasza przewaga leży w innowacyjności – tłumaczy prezes Szumski. Showroom i Wosh Wosh to dowody na to, że w tej kwestii Polacy nie mają się czego wstydzić, podobnie jak posiadania wrodzonego genu pracoholizmu.

W bajce o własnym startupie nad Wisłą występuje jednak czarny charakter o imieniu brak funduszy – problem, z którym niemal każda nowo powstała firma musi się mierzyć. – Startupom „rzemieślniczym”, takim jak nasz, trudniej pozyskać inwestorów. Na razie zainwestowałam pieniądze odłożone na mieszkanie. Wosh Wosh jest jednak jedynym tego rodzaju zakładem w Europie. Z tego co wiem, w USA też nie ma podobnego. Mamy więc szansę – odpowiada pewnie Martyna Zastawana.

Wątek inwestora, który w odpowiednim momencie rzuci na stół sakiewkę ze złotymi monetami, pojawił się już w bajce o Showroomie – w portal zainwestowała niemiecka Burda. Michał Juda zapewnia jednak, że wcale nie zmieniło to statusu firmy: – Zyskaliśmy takiego „starszego brata”, który nam pomaga, ale codzienne funkcjonowanie nadal pozostaje w naszych rękach. Nie zamierzamy przekształcić się w „korpo” – nasze podejście zawsze pozostanie startupowe, niezależnie od tego, jakie będziemy wypracowywać zyski – zapewnia.

Artykuł jest częścią magazynu Hardcover na:Temat 3/2016, którego patronem jest Deutsche Bank Polska.