Autoterapia czy tylko gimnastyka w modnych legginsach – po czym poznać, że ćwiczysz jogę?

Fot. Adam Ramotowski
– Jesteśmy rozchwiani, joga ma nas zrównoważyć – Adam Ramotowski, nauczyciel z wieloletnim stażem, dość precyzyjnie określa, jakich efektów powinniśmy spodziewać się po wyjściu z wyściełanej matami sali. Problem w tym, że nie chodzi tu o opanowanie techniki balansowania na rękach z nogami założonymi za głowę. A przynajmniej nie tylko. Czy jogę można praktykować w osiedlowym fitness klubie? Teoretycznie tak, pod warunkiem, że to właśnie tam znajdziecie nauczyciela, który sprawi, że wasze zmysły „przestaną gonić za tym, co nieuchwytne”. Ręce do góry, kto po godzinie fitness-jogi miał taką refleksję? Jeśli nawet nie drgnęliście, aby wyciągnąć je z kieszeni, niestety nie jesteście w dobrym miejscu.


– Joga stała się modna, co doprowadziło do jej komercjalizacji. Słowo: „yoga” znajduje się w pierwszej dziesiątce najczęściej wyszukiwanych haseł w Google. Nic więc dziwnego, że wszystko, co opiszemy tym terminem, dobrze się sprzedaje, ale niekoniecznie ma z istotą rzeczy wiele wspólnego – przekonuje Przemysław Nadolny, który wraz z Adamem Ramotowskim zasiada w zarządzie Stowarzyszenia Porozumienie Szkół Jogi.

To, że opanowanie trudnej sztuki wyginania ciała w „precel” przynosi zbawienne dla zdrowia efekty, powie nam każdy wuefista, który pewnie jeszcze kilka lat temu, zamiast do modnej jogi, zachęcał dzieciaki do uczestnictwa w zajęciach z gimnastyki. Tymczasem elastyczność mięśni i stawów to tylko jeden z elementów systemu, jakim jest joga.


– Czy wie Pani, że w Indiach tak naprawdę niewiele osób ćwiczy asany? – mówi instruktor Adam Ramotowski, mając na myśli właśnie układanie ciała w skomplikowane pozy. – Tamtejszy sposób życia w naturalny sposób sprzyja medytacji i refleksji nad sobą. Hindusi nie są zawistni czy zazdrośni. Godzą się ze swoim losem, nawet wobec faktu, że panujące tam podziały społeczne są tak gigantyczne. Zawdzięczają to właśnie pogłębionej refleksji, my tej zdolności musimy się uczyć – tłumaczy.
Czyżby więc dla mieszkańców „zepsutego zachodu” bardziej liczyła się fizyczna perfekcja i to właśnie chęć dążenia do niej pierwotnie nas do jogi przyciąga? – Poniekąd tak jest – zgadza się Adam Ramotowski. – Hindusi nie mają problemów z ciałem. Nie uwierają ich niewygodne buty, bo często chodzą na boso, nie noszą niewygodnych ubrań, siedzą na ziemi zamiast na krzesłach. Nie mają kłopotów z kręgosłupem. Ich ciała ogranicza niewiele rzeczy – dodaje.

Ramotowski tłumaczy, że na „system jogi” składa się osiem stopni: yama – pięć powszechnych reguł moralnych, niyama – reguły samodyscypliny, asana – postawa ciała, pranayama – regulacja oddechu, pratyāhāra, czyli wycofanie zmysłów, dhārana, oznaczająca koncentrację, dhyana – medytacja oraz samadhi – czyli osiągnięcie jogi, stanu absolutnej równowagi.
Czy istnieje szansa, że podczas kursu jogi „przerobimy” je wszystkie? – W szkole pokazujemy i uczymy asan, pozycji ciała, a także pranayamy, nie propagujemy filozofii jako takiej. Ale nasi uczniowie po jakimś czasie zauważają u siebie zmiany i sami zaczynają dopytywać się o inne aspekty jogi – wyjaśnia Adam Ramotowski, a Przemysław Nadolny przekonuje, że jeśli jesteśmy prawidłowo nauczani, nasze ciało samo zakomunikuje nam, że potrzebujemy zmiany. – Odcięcie się od ciała powoduje choroby duszy. Praktykując jogę, w której tak samo ważne są aspekty fizyczne i jak i filozoficzne, w naturalny sposób uwalniamy się od zachowań kompulsywnych, szkodliwych – przekonuje. Wystarczy tylko trafić na odpowiednie zajęcia. Czyli jakie?


Joga nie jest karkołomna

Zdaniem Przemysława Nadolnego obecny problem ze znalezieniem właściwego nauczyciela jogi porównywalny jest z tym, jakiego doświadczamy, szukając terapeuty. Brak regulacji prawnych i jednolitego systemu certyfikacji sprawia, że do pracy w charakterze „trenera” wystarczy zakup markowych legginsów i „chęć szczera”. Jak zgodnie twierdzą profesjonaliści, fakt, że uczestnicząc w takich zajęciach, nigdy nie dowiemy się, czym tak naprawdę jest joga, powinien być naszym najmniejszym zmartwieniem. Bardziej realnym zagrożeniem są poważne kontuzje.

– Joga to nie sport, a już na pewno nie karkołomny – ostrzega Przemysław Nadolny i dodaje, że jeśli zamierzamy praktykować w osiedlowym fitness klubie, to lepiej w ogóle sobie odpuścić. – Szukajmy renomowanej szkoły, w której pracują nauczyciele z wieloletnią praktyką. Takiej, która ma w ofercie co najmniej kilka stopni zaawansowania zajęć – coś czego w typowym fitness klubie nie uświadczymy – dodaje.
– Kontuzje zdarzają się, kiedy niezbyt mądry uczeń spotyka takiego samego nauczyciela – dodaje Adam Ramotowski. – Jeśli nauczyciel nie potrafi dostosować intensywności do potrzeb ucznia, a uczeń będzie zbyt ambitny lub głuchy na wskazówki nauczyciela, to mamy problem – przekonuje instruktor ze Szkoły Jogi Foksal.

Praktyka naprawdę czyni mistrza

Niezbędne kwalifikacje potrzebne do prowadzenia zajęć jogi można uzyskać na naszych rodzimych akademiach wychowania fizycznego. Oprawiony w ramkę dyplom uczelni to pierwszy znak, że jesteśmy w dobrym miejscu. Absolwent studiów podyplomowych na kierunku „Relaksacja i joga”, prowadzonych na przykład przez warszawski AWF, krzywdy nam raczej nie zrobi, bo posiada elementarną wiedzę na temat tego, jak ciało zachowuje się podczas wysiłku.

Jeśli jednak trzymać się założenia, że jogi nie traktujemy w kategoriach sportu, a raczej jako element stylu życia, od nauczycieli powinniśmy wymagać więcej niż zaliczonego egzaminu z podstaw fizjologii. – Kwalifikacje nauczycieli w naszej szkole weryfikuje Instytut Jogi z siedzibą w Indiach. Tam też zdawane są egzaminy – mówi Adam Ramotowski i dodaje, że rekomendację do podjęcia kursu nauczycielskiego można uzyskać dopiero po pięciu latach samodzielnej praktyki. Sam kurs trwa co najmniej trzy lata i kończy się egzaminem – pierwszym z kilku wymaganych, aby osiągnąć kolejne stopnie wtajemniczenia w arkana sztuki.
Nauczyciel – twoje lustro

Zakładając, że naszą wiedzę na temat jogi czerpaliśmy do tej pory z kolorowych magazynów, teoretycznie powinno być nam trudno zweryfikować kompetencje potencjalnego nauczyciela. W tej kwestii jednak powinniśmy zaufać własnej intuicji i poczuciu... estetyki.

– Ciało nauczyciela oddziałuje na ciało ucznia – przekonuje Adam Ramotowski.
Adam Ramotowski

Jeśli widzimy, że to, o czym mówi nauczyciel, opisując asany, jest zgodne z tym, jak je wykonuje, to można mu zaufać. Od nauczyciela wymaga się doskonałej praktyki wykonywanej ze zrozumieniem. Jeśli chcemy ustabilizować swoje emocje, nie pomoże nam w tym osoba rozchwiana, impulsywna.

Przemysław Nadolny dodaje, że wybór nauczyciela to kwestia indywidualna: jeśli nie widzimy zadowalających efektów, powinniśmy mieć możliwość jego zmiany.

Joga czy ćwiczenia jogo-podobne?

Kiedy będziemy wiedzieć, że ćwiczenia skomplikowanych asanów dają oczekiwane efekty? Odpowiedź jest, zdaniem Adama Ramotowskiego, prosta. – Ciało daje nam wyraźne sygnały, czy idziemy właściwą drogą. Wrażliwość na nie i świadomość własnego ciała pozwala z kolei odzyskać kontrolę nad własnym umysłem. Nasze ciało wykona nawet najbardziej skomplikowane asany, jeśli umysł nie będzie nas blokował – przekonuje instruktor, a dla zilustrowania tej idei laikowi podaje bardzo przyziemny przykład: – Ciało człowieka odurzonego alkoholem zachowuje się niczym z gumy. Zasada działania jest tu podobna: to umysł kontroluje ciało – twierdzi.

Pytanie tylko, czy nasz umysł, przez lata bombardowany zewsząd różnorodnymi bodźcami, potrafi tak po prostu się od nich odciąć i zacząć słuchać ciała? Instruktorzy przekonują, że tak. Po czym poznać, że taki stan właśnie osiągnęliśmy? – Żeby się o tym przekonać, trzeba spróbować – twierdzi Przemysław Nadolny. Dodaje jednak, że opisy, z jakimi spotyka się najczęściej to „poczucie komfortu” i „głębokiego relaksu”.
Przemysław Nadolny

Wiele osób twierdzi, że dzięki ćwiczeniom „poczuły, że żyją”.

Rzeczywiście, trudno sobie wyobrazić, aby tego rodzaju przemyślenia naszły nas po wyjściu z zatłoczonej szatni, gdy przeciskamy się pomiędzy rzędami hantli i potykamy o piłkę lekarską.

Jeśli nadal będziecie mieć wątpliwości, co do tego, czy nauczyciel, którego wybraliście, jest odpowiednio wykwalifikowany, zapytajcie, czym dla niego jest joga. – Życie jest jogą. Joga jest życiem – odpowiada bez zająknięcia Adam Ramotowski. Choć brzmi to dość enigmatycznie, to chyba najbardziej celna wskazówka, na jaką możecie liczyć. Dopóki nie poczujecie prawdziwej jogi na własnej skórze.

Artykuł jest częścią magazynu Hardcover na:Temat 5/2016, którego patronem jest Deutsche Bank Polska.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...

TYLKO W NATEMAT

ELIZA MICHALIK 0 0Przestańcie mówić o “farmie trolli”. Oto, czym naprawdę jest afera w resorcie Ziobry
NOWE INFORMACJE 0 0Tak małżeństwo Szmydt wspólnie mogło niszczyć sędziów na Twitterze

DZIEJE SIĘ

0 0"Lodowiec cofnął się o 2 kilometry". Polak na własne oczy widział, co w Arktyce zrobiła zmiana klimatu
0 0Widać dym z kosmosu. Tak płoną lasy w Amazonii i na Syberii. To NIE JEST lokalny problem
0 0Jak ministerstwo mogło płacić za usługi trolli? Detektyw ujawnia możliwe scenariusze
SONDAŻ 0 0PiS jednak nie jest teflonowe? Tąpnięcie poparcia po wybuchu afery Piebiaka