XXI wiek erą egocentryków i hedonistów? Są ludzie, którzy wolą żyć według innych zasad

Sharing Economy to coś więcej niż model ekonomiczny oparty na dzieleniu się własnością, to inna filozofia życia
Sharing Economy to coś więcej niż model ekonomiczny oparty na dzieleniu się własnością, to inna filozofia życia Fot. IDaccion Illustrator / Flickr.com
Wizyty w najmodniejszych restauracjach, ciuchy od Armaniego, najdroższe samochody i najnowsze smartfony. A to wszystko dzięki wyniesionej na piedestał karierze, bywa, że budowanej bezwzględnie. Na całe szczęście nie brakuje również ludzi, którzy mówią egoizmowi stanowcze „nie”. Zamiast płynąć z prądem, szczęście i równowagę znajdują, gdy pomagają innym osobom w rozwoju.


Wyścig szczurów. Materializm i konsumpcjonizm. Bezpardonowa walka o wszystko. Te zjawiska opanowały nasz świat i w opinii większości nie da się ich usunąć. Niektórzy widzą jednak światełko w tunelu. W roli wybawcy na białym koniu, zdolnego wyciągnąć ludzkość z otchłani samozniszczenia, widzą ekonomię społeczną, która opiera się na godzeniu interesów wszystkich stron: konsumentów i przedsiębiorców, pracodawców i pracowników, rządów i organizacji pozarządowych i wielu innych zwaśnionych „par”.


Ekonomia społeczna wywraca do góry nogami wszystko to, co przez lata wbijano nam do głowy o gospodarce, biznesie i społeczeństwie. Pieniądz nie jest w niej celem, a środkiem. Zysk zostaje strącony z piedestału, a jego miejsce zajmuje dobro społeczne. Rozwój osobisty nie oznacza już tylko narcystycznego podejścia do życia, ale dokonuje się dzięki inwestowaniu w innego człowieka.
W parze z ekonomią społeczną podąża krok w krok zjawisko zwane sharing economy. Zwolennicy tego rozwiązania proponują spojrzeć innym okiem na dogmat, jakim jest obecnie pojęcie własności, a zarazem chcą wytępić kolejną plagę naszych czasów – niewyobrażalne marnotrawstwo. Zwięzłą charakterystykę tego modelu ekonomicznego przedstawia w wywiadzie dla „Krytyki Politycznej” dr Roland Zarzycki, współtwórca spółdzielni PANATO i Biz:on.
dr Roland Zarzycki

Ekonomia społeczna obok generowania zysków koncentruje się także na ograniczaniu marnotrawstwa. To prawdziwa sharing economy, ekonomia współdzielenia. Dzięki działaniom polegającym na wspólnym używaniu narzędzi, samochodów czy lokali nie ponosimy niepotrzebnych wydatków, dzielimy się zasobami. Mam wiertarkę, ale używam jej raz na miesiąc. Sąsiad ma z kolei szlifierkę, której używa średnio przez tydzień w roku. Dzięki temu, że uzgodnimy, na jakich zasadach się nimi podzielimy, drugi komplet narzędzi nie jest już nam potrzebny. Tak oszczędzamy w praktyce. Tak samo postąpić możemy z samochodem czy mieszkaniem w okresie wakacyjnym. Aktywności takie jak couchsurfing czy carpooling opierają się na tym właśnie założeniu. Wiążą się zarazem z ideą slow life, czyli przekonaniem, że tak naprawdę nie potrzebujemy aż tyle konsumować.

Czyli ani drapieżny kapitalizm, ani reżimowy komunizm. Po prostu trzecia droga, zupełnie inny sposób rozumowania, którego rzecznicy przestają się już kryć i z większą otwartością zaczynają głosić światu „lepszą nowinę”. Tak jak Michał Pasterski, coach i trener rozwoju osobistego, który na miarę swoich możliwości stara się wskazywać inny kierunek myślenia.

Na podstawie wiedzy o psychologii, edukacji i ludzkim mózgu ekspert podsuwa ciekawe pomysły na poprawę edukacji i dzieli się z ludźmi praktycznymi rozwiązaniami dotyczącymi rozwoju osobistego, tak aby mogli żyć pełniejszym, bardziej satysfakcjonującym życiem.


Do sharing economy Michał Pasterski ma bardzo pozytywny stosunek. Mówi o niej, że „to świetna idea i że zarówno nasza gospodarka jak i nasz sposób myślenia powinien jak najszybciej iść w tym kierunku. Gdyby ludzie porzucili rywalizację na rzecz współpracy, rozwiązalibyśmy wiele problemów, z którymi obecnie się borykamy”.
– Z punktu widzenia psychologii ewolucyjnej pomaganie innym ludziom jest nieodłączną potrzebą każdego człowieka. W miarę gdy pozbywamy się swoich problemów, coraz mniej uwagi poświęcamy swojej osobie, a coraz więcej innym ludziom – to z kolei wstęp do felietonu na jego blogu, gdzie tłumaczy, czym jest świadoma służba.

Przyznaje, że w jego przypadku przyjęcie innego punktu widzenia na otaczającą rzeczywistość było procesem ewolucyjnym. Wraz z pokonywaniem kolejnych przeszkód zaczynał mniej myśleć o inwestowaniu w siebie, a bardziej o rozwoju innych ludzi.
Michał Pasterski
Coach

Gdy zaczynałem robić to, co robię, moje główne cele obracały się wokół tego, co mogę zrobić dla siebie. Chciałem zbudować coś swojego, zacząć zarabiać pieniądze na życie, poszerzyć swoją wiedzę i umiejętności. Świetnie się złożyło, że mogłem przy tym pomagać innym ludziom. W miarę rozwijania własnej działalności, zwiększania swoich zarobków i rozwijania własnych kompetencji mój punkt skupienia powoli się zmieniał. Umiejętności, które zdobyłem, pozwoliły mi na pozbycie się większości najbardziej uciążliwych problemów z mojego życia. To sprawiło, że zacząłem odczuwać znacznie silniejszą potrzebę służenia innym.

W korespondencji z naszym serwisem wyznaje: „pomaganie innym jest dla mnie naturalną koleją rzeczy. Po kilku latach układania sobie w głowie przy pomocy wiedzy psychologicznej zdałem sobie sprawę z tego, że wiem, w jaki sposób inni mogą pomóc sobie. Chęć dzielenia się tym z innymi przyszła do mnie naturalnie. To dla mnie głęboko satysfakcjonujące zajęcie i nie zamieniłbym tego na nic innego”.

Zapytany o najwspanialsze wspomnienie z tej działalności, odpowiada, że nie sposób wybrać jednego, ponieważ inspirujących wyrazów wdzięczności były tak dużo, że wszystkie zasługują na uwagę. – Na myśl przychodzą mi setki maili od moich czytelników z najróżniejszymi życiowymi historiami. Z ogromną ciekawością czytam historie ludzi, którzy zainspirowani wiedzą, którą się dzielę, radzą sobie ze swoimi własnymi problemami – opowiada.

Bloger zaznacza jednak, że choć pomaganie innym leży w naszej ludzkiej naturze, to z powodu niezależnych od nas okoliczności potrzeba ta zostaje często wyciszona.

– Instynkt pomagania innym pojawia się dopiero wtedy, gdy zadbamy o swoje najważniejsze potrzeby lub gdy poradzimy sobie z podstawowymi, dręczącymi nas problemami. Im mniej masz na głowie spraw do załatwienia dla siebie, tym bardziej otwierasz się na służenie innym. Zaczynasz lepiej rozumieć ideę wspólnoty, współpracy, współdziałania – przekonuje na swoim blogu. – Do pomagania innym trzeba być gotowym, to musi iść od środka – precyzuje.
Żeby służyć społeczeństwu, nie trzeba jednak pracować w heroicznym zawodzie strażaka czy policjanta. Nie oznacza to też, że musimy być bajecznie bogaci i wspierać innych hojnymi datkami. Będąc zwyczajnym sprzedawcą, możemy zwykłą ludzką życzliwością „zarażać” ludzi pozytywną energią.

– Zastanów co możesz zrobić w ramach tego, czym się zajmujesz, aby poprawić jakość życia osób, które spotykasz. Z każdym uśmiechem, który otrzymasz w zamian za to co od siebie dajesz, Twoja motywacja i życiowa satysfakcja będą rosnąć – podsumowuje.

Napisz do autora: dawid.wojtowicz@innpoland.pl

Artykuł jest częścią magazynu Hardcover na:Temat 5/2016, którego patronem jest Deutsche Bank Polska.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...

TYLKO W NATEMAT

ELIZA MICHALIK 0 0Przestańcie mówić o “farmie trolli”. Oto, czym naprawdę jest afera w resorcie Ziobry
NOWE INFORMACJE 0 0Tak małżeństwo Szmydt wspólnie mogło niszczyć sędziów na Twitterze

DZIEJE SIĘ

0 0"Lodowiec cofnął się o 2 kilometry". Polak na własne oczy widział, co w Arktyce zrobiła zmiana klimatu
0 0Widać dym z kosmosu. Tak płoną lasy w Amazonii i na Syberii. To NIE JEST lokalny problem
0 0Jak ministerstwo mogło płacić za usługi trolli? Detektyw ujawnia możliwe scenariusze
SONDAŻ 0 0PiS jednak nie jest teflonowe? Tąpnięcie poparcia po wybuchu afery Piebiaka